piątek, 26 października 2007

[26 X 2007] piątek. Pan Jezus umarł

ogłoszenie niedrobne
moi Drodzy i Kochani! Po tym, jak wczoraj napisałem posta długości gazety, tj. takiej długości tekstu, jakiej nie posiada większość firm na swoich stronach, uznałem podać do publicznej wiadomości, co następuje:
w związku z tym co wyżej, oraz tym, że popyt na bloga panagrzyzgi w niezrozumiały sposób rośnie (w Irlandii wszystko rośnie!), oraz w związku z tym, że pewnie nikomu takich długich głupotek nie chce się czytać, oraz mając na uwadze ograniczone zasoby czasowe panagrzyzgi, oświadcza się iż odtąd posty panagrzyzgowe nie będą rekordowo długaśne.

maile od Radiosłuchaczy
nie uwierzycie, ale od zawsze dostaję dużo maili. Sęk w tym, że teraz dostaję ich więcej. Aby niektóre się nie powtarzały, postanowiłem na jednego - niezwykle inspirującego - odpisać. Nazwisko do wiadomości redakcji. Kursywa - tekst maila, normalny - pangruszka.

Przeczytałem Twojego bloga i...
... w większości się zgadzam, a czasem nie. Jesteś raczej inteligentnym gościem. Wyglada na to, że i prawym.

Autor dał się ponieść emocjom, jeśli chodzi o komplementy, wobec tego sprostuję - nie jestem zbyt kumaty, a jeśli chodzi o prawość, to jej poziom każe mi codziennie modlić się o własne zbawienie...

Zależy mi na Twojej szczerej odpowiedzi -
1.Z jakiego powodu głosowałeś na UPR?

Głosowałem na UPR z kilku powodów. Primo, nie chciałem na PO, bo nie odpowiadają mi ważni ludzie w niej, oraz program, który głosi. Secundo, nie chciałem na PiS, bo nie odpowiadają mi niektórzy ważni ludzie w nim, oraz program, który głosi. O LiD, PSL, PPP, PK i innych kreaturach nie wspominam. Tertio, na UPR głosowałem dlatego, że odpowiada mi program, który głosi, oraz ludzie którzy w jej skład wchodzą (choć nie wszyscy - nie ma to jednak przełożenia na kwestie programowe, jak w przypadku PO i PiS, gdzie obecność pewnych osób oznacza brak działań w sferach, które mnie interesują). Po prostu.

2. Czy sądziłeś, że dostaną się do sejmu?

Tak. Rozwinę, żeby nie było tak łyso. Sądziłem, że się dostaną dzięki wspólnej liście z LPR i PR (tej drugiej też kibicowałem!). To bowiem przełożyło się na większe - niejako wymuszone - zainteresowanie mediów. Inna sprawa - ogromna mobilizacja kampanii w internecie. Obejrzyjcie sobie www.upr.org.pl jaki tam zapał i optymizm panował/panuje!

To nie są pytania złośliwe. Pytam, bo chcę wiedzieć.Głosowałem na PIS. Liberałów się boję.

Ja się liberałów nie boję, poza tymi liberałami, których wykształcony człowiek powinien nazywać libertynami. Cóż, jeśli na Zachodzie uważa się, że np. Daniel Cohn-Bendit i jego kumpel - Adam Michnik, to liberałowie, to ja takich liberałów się boję. Facetom marzy się socjalizm, nowa rewolucja seksualna, przymus intelektualny i poprawność polityczna. Takich bym się bał.

Piękny scenariusz ułożyłeś z powstaniem piekarni z czasów Teacherowej. Ale żeby Ci wyszło zrobiłeś sobie kilka /pasujących do założonego rozwoju sytuacji/ założeń.

Jasna sprawa - gdybym historyjkę chciał opowiedzieć w całości, wyszłaby książka pt. "Ekonomia". Przy okazji, polecam "Economy in one lesson" noblisty, Henry'ego Hazzlita. Poza tym, nasuwa mi się skojarzenie z tekstem twórcy którejś z amerykańskich fundacji na rzecz wolnego rynku. Tekst mówi o powstawaniu ołówka z gumką. Ma ponad dwadzieścia stron, które uwidaczniają, ile osób, ile myśli i wynalazków z całego świata trzeba, by wyprodukować jeden marny ołóweczek...

A jeśli ci bezrobotni nie posiadają piecyka, albo 1000 funtów w skarpetce...Słyszałem wiele tego typu historyjek. Schemat jest podobny: jest dobrze, potem zmienia się sytuacja i jest źle, no to wówczas ludek okoliczny główkuje, wpadają na pomysł, znajdują środki (w cudowny sposób) i jest OK.

W porządku, wówczas idą sobie do fundacji prowadzonej akurat przez jakiegoś katolickiego bogacza, któremu państwo nie odbiera środków na filantropię, mówią mu że mają patent na tani chlebek i mamy spółkę typu joint venture. Żarty żartami, ale Panowie owi mogą się w końcu zatrudnić (chyba że Państwo chcąc ich ratować podniosło płacę minimalną, wtedy nikt ich nie zatrudni...). Ba, mogą przecież stać się staczami kolejkowymi za chlebem, itd. Możliwości jest pięćset tysięcy miliardów!
Jednakże, warto byłoby się też zastanowić dlaczego chleb zdrożał. Zdrożał albo dlatego, że była klęska żywiołowa i nie ma pszenicy - wówczas nawet jeśli rząd ureguluje cenę, okradając producentów, chleba nie przybędzie. A jeśli nie klęska, to po prostu mamy do czynienia z kartelem piekarzy, który należy rozbić albo administracyjnie, albo nieadministracyjnie w taki sposób, że nagle wchodzi na rynek piekarnia z Polski, której opłaca się przewozić pieczywko w polonezach i sprzedawać o połowę taniej. Wówczas kartel się rozpada, bo jego członkowie tracą klientów nader szybko.

Albo w drugiej wersji (ta bardziej mi się podoba) dzielą się zadaniami i zaczyna być dobrze.

No, nie musi być dobrze, bo jeśli się podzielą tak, że jeden kupuje wińsko, drugi zbiera datki, trzeci stoi za winklem, to sytuacji swojej nie poprawią...

Ale historia pokazuje, że istnieją takie trutnie, że nie chcą myśleć; albo takie tępaki co nie wpadną na pomysł; albo takie palanty, że nie zgromadzili w skarpetce nic; albo, tacy co o siebie nie dbali i teraz chorują i nie mogą pracować; albo itd. Zawsze tacy byli, zawsze tacy gdzieś są i zawsze tacy będą. Skąd wiem? z Ewangeli: "...biednych zawsze mieć będziecie miedzy sobą..." - wówczas, gdy jeden gorliwy apostoł chciał sprzedać naczynia a pieniądze rozdać. I co z takimi zrobić? Jest rydzyko, że ci mądrzejsi nie koniecznie będą chcieli wspierać tych mniej mądrych.

Jasne że tacy byli, są i będą, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Dlaczego jednak to Państwo ma się o nich zatroszczyć? Dlaczego mam wpłacać 100zł na biednych Państwu, które biednym da 9zł, zabierając po drodze na panią Zosię zza biurka, na to i na tamto? Wolę dać prywatnej fundacji, czy samemu komuś pomóc, bo: po pierwsze będzie to skuteczniejsze, po drugie zaś - dam dobre świadectwo, po trzecie - będę czuł solidarność z biednymi, będę mógł im rzeczywiście pomagać, poznać ich życie, wreszcie - doskonalić się w co najmniej kilku cnotach. A co się dzieję, gdy daję to w podatku? Ani oni za dużo z tego nie mają, ani ja nie nabieram niczego innego, jak przekonania, że czego mi tu jeszcze łażą po ulicach i żebrzą, skoro już dałem! Warto zaznaczyć, że po wprowadzeniu w XIX w. podatku na biednych w Anglii, skokowo spadł poziom zwyczajowej dobroczynności...
Zresztą, gdyby wszystko było dobrze, to nie istniałoby tyle fundacji prywatnych, bo Państwo wszystkiemu by sprostało.
Wracając do Ewangelii - Apostołowie pomagali sami, nie oddawali tego obowiązku Państwu.

Dobić, zostawić, wprowadzić podatki zdrowotne, ubezpieczeniowe, chorobowe i emerytalne? Ułóż scenariusz dla takiej sytuacji, wujku Dobra Rado /motyla noga!/

Kto mówi o dobijaniu, zostawianiu? Podatek zaś najlepiej zlikwidować, bo niczego dobrego płacącym nie przynosi. Już lepiej wpłacać co miesiąc równowartość składek na Otwarte Konto Oszczędnościowe w ING - więcej na tym zyskamy na czarną godzinę. Chcę także zwrócić uwagę na to, że kiedyś ludzie się ani nie ubezpieczali, ani nic, a jak ktoś zachorował, zaraz sąsiedzi spieszyli z pomocą, datki w parafii zbierali, rodzina robiła zrzutę. A teraz jest jak? Tak samo, bo pieniądze, które oddało się Państwu leżą u krawaciarza w kieszeni, który co cztery lata mówi o wrażliwości społecznej.

Obym nie był źle zrozumiany: tępakiem można zostać np. w sytuacji, gdy rodząca matka nie ma kasy dla lekarza położnika i ten nie dość się przyłoży do swojego zadania i dziecko rodzi się z zespołem Downa i mądre nie jest.

Jasne. Widzisz, tylko że jeśli lekarz jest państwowy, to matce bez łapówki i tak spitoli poród. A tak - matka nie płaciłaby żadnej składki, oszczędziła sobie na poród, zapłaciła tyle ile usługa jest rzeczywiście warta (bez wyzyskiwania lekarza na państwowym kontrakcie) i wszyscy, łącznie z dzidziusiem, którego nikt by nie tarmosił - byliby zadowoleni.

Jest ryzyko (już bez "d"),że mój mail jest pierwszy i od razu taki atak. Nie jest tak: Twój blog mi się podoba, nie trać nadziei...

Nie tracę nadziei, to ważna cnota! Poza tym, bardzo dziękuję za maila i odsyłam do innych stron na ten temat. Jeśli chodzi o zagadnienie wolny rynek a Kościół, polecam dorobek Instytutu Actona www.acton.org i nie tylko... ale to już mailowo!

co to jest dziś?
dziś jest dzień, w którym byłem dwukrotnie w pracy, naharowałem się przy porządkowaniu i ewidencjonowaniu rysunków i opisów technicznych do tej inwestycji pod Koszalinem (jestem pod wrażeniem złożoności projektu, jak i samej dokumentacji), byłem na zajęciach, w Polskiej Misji Katolickiej... oczywiście Skype też był w użyciu, tym razem też z Rodzicami Oleńki i Oleńką, którzy towarzyszyli mi przy robieniu racuchów na kolację. Rano natomiast oddałem dowód wpłaty, żeby mię tu nie wyeksmitowali - miałem wpłacić do dziś. Dziś też, jakiś czas temu, umarł Pan Jezus. Tajemnice bolesne Różańca. Kto ma - niech chwyta i odmawia, październik się kończy!

wierszydełko
miało być krótko, a nie jest! Mam pytanie, jak miewa się wielka fanka panagrzyzgowej poezji, Edyta D******a z miasta Wrocławia?
Krótkie wierszydełko zatem:

Ciepły rosół z okami
O, dokładnie tutaj
znalazłem niebieskiego pana Moniuszkę
na trawie
Teatrem Wielkim do dołu

okienne kwadraty
monumentalne
poprzetykane zielonymi panelami
kryły za sobą figury w pasiastych piżamkach
pijące soki
i sikające kaczuszce do dzióbka

oj tato kiedy wyjdzie mama

czy ciocia musiała umrzeć?
przecież piła dobry rosół

myśl na dziś
jak zauważyło sokole oko czytelnika, ostatnio św. Josemaria Escriva pisze o dziecięctwie Bożym. Dziś nie inaczej - w najbliższym czasie w rubryce będziem ciągnąć temat!

Uprzytomnij Jezusowi, że jesteśmy dziećmi. A ileż trudu kosztuje dzieci - małe i proste - pokonanie jednego stopnia! Oto próbują, zdawałoby się, nadaremnie, wreszcie wdrapały się, teraz jeszcze jeden stopień. Rączkami i nóżkami, wysiłkiem całego ciała, osiągają kolejne zwycięstw: jeszcze jeden schodek. I znowu. Co za wysiłek! Pozostało jeszcze tylko parę stopni... ale wtedy, jeden niezdarny ruch i bęc!... na dół. Całe potłuczone, zalane łzami, biedne dziecko zaczyna znowu wchodzić do góry.
Tak też dzieje się z nami, Jezu, kiedy zdajemy się tylko na siebie. Weź nas w swoje czułe ramiona jak wielki i dobry Przyjaciel dziecka. Nie opuszczaj nas, zanim nie wgramolimy się na górę; a wtedy - ach, wtedy! - potrafimy odwzajemnić Twoją łaskawą miłość z dziecięcą odwagą, mówiąc Ci, słodki Panie, że wśród śmiertelnych ludzi, za wyjątkiem Maryi i Józefa, nie było i nie będzie nikogo - choć niemało było prawdziwych szaleńców - kto by Cię kochał tak, jak ja Cię kocham.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 346

2 komentarze:

siusiak pisze...

Skoroś tak poczytny, to rozpropaguj to...

Maciej Gnyszka pisze...

Sam miałem o tym napisac, ale wczoraj nie starczyło miejsca. Napiszę :)

ciekawostki: