sobota, 27 października 2007

[27/28 X 2007] sobota/niedziela - Pan Jezus zaraz zmartwychwstanie!

jezdem doma
jestem już w apartamencie swoim studenckim dziesięciometrowym, a o tym co robiłem, opowiem poniżej, zdjęciowo-tekstowo.

spotkanie z krasnalem


nie uwierzycie! Dotąd myślałem, że tylko Oleńka jest wcieleniem krasnala Hałabały (szczególnie, gdy zakłada swój kubraczek z kapturem), a tu na stacji metra Odeonsplatz przeżyłem dysonans poznawczy - okazało się bowiem, że jest jeszcze jedno wcielenie! I w dodatku na wolności spaceruje po Monachium!

lecę na wydział

nie mając zamiaru wydawać fortuny na drukowanie mszalika i paru innych tekstów, postanowiłem zrobić to na wydziale, gdzie nie płacąc niczego, drukujemy sobie co chcemy na potęgę. Tylko jedne drzwi otwarte, cicho-sza, ciemno jak tu i ówdzie, dotarłem do sali komputerowej, druknąłem te milion pińcet stron i spirzam. A dokąd spirzam? Do metra? Nieee... mówiłem już, że na czas czekania na Lexusa z kliknięć, kupiłem sobie zastępczy samochodzik? Taki miejscowy polonez...

co potem?


potem jest skok czasoprzestrzenny - lecę na Hessstrasse do Polskiej Misji Katolickiej, tam przed Mszą Świętą spotykam z Adamem, a po Mszy idziemy do Schelling Salon na pyfko. Dobre było, ja zamówiłem jakieś tam - znów nie pamiętam nazwy - ale z okolicznego klasztoru, z długą tradycją, Adam bierze Schneiderka, którego piłem poprzednio. Dobre piwka, oj dobre. Moje ciemne, Adama jasne, mętne. Pogadalim, czasy powspominalim stare, obecne obgadalim i poszlim koło 22:00 do metra. Fiu-bździu, Adam myknął U6 na południe, ja za dziesięć minut U3 na północ. Ale zanim to nastąpiło - piękną fotę strzeliłem, biednego Pana Jezusa wiszącego... Jutro zmartwychwstanie!

Monachium nocą



dużo tu mają sióstr zakonnych w Monachium, bardzo pobożne miasto - pomyślał sobie pangrzyzga i zaraz stuknął się w łepetynkę, mówiąc - Przecież to muzułmanki w czadorach...!
Za parę dni Halołin. Sorry, Zaduszki. Nie... te tam, Wszystkie Święte! Słyszałem już sto wersji. Co ciekawe, także w Niemczech ochrzczonym myli się Święto Wszystkich Świętych ze Wspomnieniem wszystkich wiernych zmarłych (Zaduszki). Cóż, kryzys postrzegania świętości.
28 lat minęło!
życzymy, życzymy! Czy wiecie, że 28 lat temu moi Rodzice przystąpili do Sakramentu Małżeństwa?! To z tego względu jeszcze nie poszedłem spać, żeby napisać posta!
Kumacie czaczę? Czaicie bazę? Gdyby nie to, że młoda i piękna Halinka z Grzegrzółków zobaczyła na ślubie kuzynki szarmanckiego i wykrawaconego Rysia z Gnyszków, który przystąpił jako nieliczny z panów do Komunii Świętej, i nie pomyślała, że musi być porządnym facetem, i gdyby później ten sam Rysio nie zainteresował się ową Damą, a potem się nie zaręczyli i później nie pobrali, to by nie było tego bloga?! Gdyby te 30 lat temu to się nie stało a po dwóch latach sfinalizowało, to nie byłoby przelewu dla UPR, nie byłoby klików w reklamy, nie byłoby studiów w Niemczech, nie byłoby stolarki okiennej i drzwiowej w PADOPLANIE, nie byłoby pogotowia, nie byłoby niczego! Pustka by zionęła, a ja bym nawet nie wiedział, że mnie nie ma. Gratulacje i życzenia dla Rodziców!
Nie chcę nic mówić, ale dzień po tym gdy w pewną lipcową sobotę (17 VII 2004) byłem w kościele w Płocku na Mszy Świętej, wiedząc że w ławce z tyłu siedzi za mną pewna piękna pięknonoga i krasnolica blondynka, nie domyślałem że właśnie powtarza się historia. Oto moja Oleńka myśli sobie, widząc jak wracam od Komunii Świętej, że ten potargany, w czarnej koszulce z logo Intela i napisem Jesus inside, który wczoraj zagadał do niej dziwnym językiem, że ten właśnie chłopak musi być porządnym facetem...

3 komentarze:

Maciek pisze...

http://www.rp.pl/artykul/65326.html
Już oni wymodlą, żeby na tych wszystkich Zapaterów spadł deszcz siarki i ognia!

Maciej Gnyszka pisze...

...no to teraz Zapatero ma problem, choc sam o tym nie wie... :))

KaGieBe pisze...

O jacię, panu Gnyszku! ja toże taką koszulkę miał! Jeno się żadna niewiasta na to nie złapała...

ciekawostki: