czwartek, 18 października 2007

[18 X 2007] czwartkowa noc

OK, życie rodzące się w zlewie z talerzami zostało zduszone w zarodku, barłóg ogarnięty, pangruszka zasiada do pisaniny!

poranek
no, więc wstaję ci ja sobie rano i nie mogę wcale wstać! Taki śpik mnie ucapił, że wcale nie mogłem wstać... ale, ale, polska nindża umie wstawać, wzięła się za buzię i wstała. Wówczas zobaczyła, że dostała maila od Posła. Poseł ów, wieczorową porą (jako brunet) napisał do panagryszki maila. To już mię ocuciło do cna. Tak więc, moi mili - jesteśmy obserwowani przez najwyższe instancje, które serdecznie witam i zapraszam do niewahania się jeśli chodzi o klikanie...!

wywiad
grzecznościom stało się niezadość, więc idą kolejne. Zapraszam na http://www.filtrowa.waw.pl/ celem nie tylko zaznajomienia się z arcyciekawym wywiadem z niejakim panemgrzyzgą, ale w ogóle ze stroną i Ośrodkiem. Kupą, mości panowie!

Wituś, jesteś tam?
nie wiem, czy wiecie, bo ja tak, że w wojsku będąc poznałem Witolda, ps. "Chemiczny Ali". Wituś z niejednego pieca chleb jadł i niejednemu to i owo powiedzieć potrafi. Tak więc przedstawcie sobie, że ów Wituś, będąc z Wrocławia, leczy zęby u Oleńki na zajęciach! Leczy Oleńka, Witek z wrażenia rozdziawia paszczękę i biznes się kręci. Fajnie, co? Ostatnio - tu chcę pochwalić Witka, oraz się pochwalić - pokazali klasę. Nie dość, że Witia cierpliwie leżał rozdziawiony przez dwie godziny, a Oleńka uwijała się przy usuwaniu kamienia anachronicznymi, ręcznymi narzędziami, z takim skutkiem, że profesur, sam gąbkę rozdziawił z wrażenia. Czy ja już pisałem coś o geniuszu kobiecym?

dzisiaj było dzisiaj
no, więc ofiarowałem dzień Panu Bogu, przeczytałem maile, zjadłem co trzeba i skoczyłem na zajęcia. Dziś Baupraxis/Oekonomie, konsultacja naszej grupy z prof. Henne'm (przygotowujemy quasi kompendium o bitumicznych pokryciach dachowych), potem obiad w Mensie (nie, to nie to stowarzyszenie inteligentnych, tylko stołówka) - prawie 6 euro za jedno danie! - i bieg do pracy. Przyjechałem ci ja na Osterwaldstrasse, do Padoplanu, gdzie powitał mnie szef szefów, Herr Donzauer, który oprowadzając mnie po pracowni, zapoznał z każdym pracowników. Bardzo miłe, tym bardziej, że przedtem kazał napisać sobie na kartce Maciej Gnyszka, żeby dobrze wymawiać.
Pomagam Ryśkowi. Zostałem przydzielony do Richarda, czyli po prostu Ryśka. Rysiek ma na palcu obrączkę, rudawe kręcone włosy i brodę (tzn. dawno się nie golił). Spokojnie mógłby być moim tatą - jeśli chodzi o wiek. Może dlatego właśnie nazwali go Rysiek, żebym kojarzył z Tatą? Tata, co Ty na to? Prześlę Ci fotę Ryśka!
Rysiek pokazał mi parę rzeczy w Allplanie (program Nemetschka, bardzo ciekawa sprawa, coś w stylu ArchiCADa, ale lepsze) i kazał robić najróżniejsze rzeczy. Dzisiaj plotowałem i składałem Rychowi różne rysuny, uzupełniałem dokumentację importując rysuny z AutoCAD'a do Allplana i kierując je do odpowiednich folderów, robiąc kopie, etc. Twórcze - mimo wszystko. Jutro zaczniemy o 10:00, zabiorę się za zrobienie spisu stolarki drzwiowej i tłumaczenie opisu technicznego. Zapowiada się bardzo miło!

to nie koniec dzisiaju
potem sprint do domu, by zostawić laptopa i książki, i z powrotem na Schackstrasse na medytację w ośrodku Opus Dei dla studentów. Spotkałem Bernda (jesteśmy umówieni na niedzielę na wyjście do Konsulatu na głosowanie, a potem na Mszę na Josephsplatzu, w polskiej parafii - Bernd nie mógł odmówić, fascynacja Polakami jest zbyt duża), jednego z miejscowych księży Dzieła (bardzo ciekawa postać, stwierdził żartobliwie na wejściu, że nie mam polskiej twarzy, tj. nie jestem podobny jeśli chodzi o policzki do Jana Pawła II), no i Gospodarza - w kaplicy jest bowiem Tabernakulum, a tam Pan Jezus. Spotkań, a spotkań dzisiaj!
Później na kolejne spotkanie, na które spóźniłem się 30 minut... Służba, nie drużba! Spotkanko w Stowarzyszeniu Katolickich Przedsiębiorców na temat katolickiego ruchu oporu podczas nazistowskiej nocy (na przykładzie o. Delpa SJ). Vorlesung prowadził jakiś pan w garniturze, który okazał się być jezuitą... Ech - Niemcy. Prosto ze spotkania przybiegłem do domu. Ament.

po wykładzie
dlaczego po wykładach w Niemczech zamiast Dziękuję, mówca może powiedzieć Kto tam? ? Dlatego, że niemieckim akademickim zwyczajem jest pukać w blat, miast klaskać. Po raz pierwszy spotkałem się z tym w Austrii w zeszłym roku. Kasia na początku była oburzona - rzeczywiście brzmi to niepokojąco, gdy naraz ludzie walą w stoły po wykładzie...

spadek wzrostu produkcji przemysłowej
produkcja przemysłowa wzrosła jedynie o nieco ponad 5%... Najwięksi optymiści wśród analityków obstawiali, że wzrośnie nawet o 9,4%. I co? I to, że rodzimi inwestorzy się przestraszyli, na dodatek zobaczyli zaczynającą się od spadków sesję w USA i zaczęli wyskakiwać z akcji... Oj, moi mili, po co panagrzyzgę stresować, gdy pracuje? Jutro pewnie też będą sprzedawać na wyścigi, bo to piątek, natomiast od poniedziałku nabiorą optymizmu i odkupią drożej, m.in. od takich cwaniaczków, jak pangrzyzga...
Ale nie jest tak różowo - można bowiem zadać pytanie, czy przypadkiem mniejsza dynamika produkcji nie stanie się regułą i w końcu przerodzi się w stagnację, co oznaczałoby cienkie zyski spółek giełdowych i koniec hossy. Ciekawe. Ja obstaję przy optymistycznym scenariuszu - i kupuję, gdy inni sprzedają.

kupuj gdy inni sprzedają
to jedna z giełdowych zasad. Wiadomo, że trzeba kupować, gdy jest tanio - czyli wówczas, gdy gros ludzi przestało wierzyć w wartość tego, co posiadają. Dlatego też pangrzyzga zajął się od pewnego czasu nabywaniem jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych inwestujących w MiŚie, tj. małe i średnie spółki. Od lipca zostały mocno przecenione (fakt, że histerycznie urosły) i jak dotąd nie odbiły, wszyscy analitycy odradzają kupowanie ich j.u., ale prawda jest taka, że odbicie nadejść musi. Chyba, że zakładamy negatywny scenariusz - wówczas hossa właśnie przechodzi do historii, małe spółki zostaną zdmuchnięte przez dekoniunkturę i będą przynosić największe straty (przynosząc przedtem największe zyski). Tak, czy siak, jeśli nie teraz - odbicie nastąpi choćby i w kolejnym cyklu koniunkturalnym. Po co o tym w ogóle napisałem? Dziś już tego wątku nie pociągnę, ale będzie na to pora jutro! Póki co, proszę kontemplować kontrariańskie zasady inwestowania.

Abtreibung, czyli Babykaust
czyli aborcja, a właściwie zabójstwo prenatalne. Chciałem powiedzieć, iż nie jest prawem człowieka. Prawem człowieka nie może być bowiem prawo zabicia niewinnej osoby. Najpierw proszę sobie uzmysłowić, iż człowiek jest zlepkiem tkanek tak przed, jak i po urodzeniu. Tak, paniegrzygo, jesteś pan zlepkiem tkanek i się pan wcale tego nie wstydzisz, bo tkanki owe tworzą człowieka. To po pierwsze. Po drugie zasię, jeśli ktoś twierdzi, że człowiek nie zaczyna się z chwilą poczęcia, albo jest Isaakiem Singerem, albo wyżłopał za dużo Paulanera... Jeśli człowiek nie zaczyna się z chwilą poczęcia, to zaczyna się kiedykolwiek - Singer proponuje 3 lata po urodzeniu (wtedy uzyskuje pełną świadomość), kto inny 3 miesiące od poczęcia, Krysia z gazowni sądzi natomiast, że po 8 tygodniach od poczęcia. Trzecia sprawa jest tej materii, iż dziecko nie jest własnością ani matki, ani ojca. Dlatego nie mają prawa go zabić (tak jak nie mają prawa zabić swoich rodziców, chyba że mają - czy przez moją nieobecność nie zaszła w Polsce aby sowiecka rewolucja moralna?).

i co?
ci natomiast, którzy mają inne zdanie są w błędzie. Są dwa rodzaje owych błędów. Pierwszy to postawa jestem przeciw, a nawet za - vide pani Rokitowa, Dondi Tusk i większość ludzi na świecie. Czują oni, że coś jest nie halo z tą aborcją, ale kadzą o jakiejś tam osobistej decyzji, etc. Tak, jest to osobista decyzja moja, gdy planuję zabić sąsiadkę, która mi się rżnie z jakimiś męskimi lafiryndami piętro wyżej, dlatego proszę aby mnie z tego nie sądzić, bo to moje sumienie rozstrzyga. Bzdura, bzdura totalna - wynika toto z tego, że owi państwo sprawy po prostu nie przemyśleli i nawet zrobić tego nie chcą, bo boją się radykalizmu tego, do czego prowadzi konsekwencja. Brak cnoty odwagi. Proszę mnie zrozumieć - twierdzę, iż takie zdanie to nie żaden pogląd, tylko poglądu brak, spowodowany małodusznością, brakiem odwagi.
Toż samo można powiedzieć o zwolennikach legalizacji morderstw prenatalnych. Brak odwagi do zmierzenia się z życiem ubrany w fatałaszki praw człowieka, spod których wypadają ludzkie małe flaczki...

spod noża
nie powiem już o tym, że sam miałem być przerobiony na flaczki, bo lekarzowi przywidział się konflikt serologiczny. Panie doktorze - serdecznie zapraszam na bloga. Zapraszam ja - 21 letnie tkanki poczęte przez tkanki Haliny i Ryszarda.

wierszydełko

Sołtys Komańczy (Hospody pomyluj)

sołtys Komańczy
dzień dobry dostojni
goście ystkich witam
elki zaszczyt

słońce wysusza ściany
Domu Rolnika
smażąc w ruloniki zieloną farbę

ękną wystawę
elki zaszczyt takich artystów

w oknie mieszczą się parujące kupki Bieszczad
koniki polne
chałupy w których chłodno
i śmierdząco
ukraińsko i cerkiewno

skwar się wlewa
pod blachę traktora
jak zadymka do chałupy

i mokro od siebie
tam, przez okno, na polu
bronując

nasze ziemie
ięknie wymalowali
edstawili artystycznie

spocone dostojeństwo sołtysa Komańczy
wciąż gada
ocierając poczciwie czoło

myśl na dzisiaj
Czy nie cieszy cię ta niezbita pewność, że Bóg interesuje się nawet najdrobniejszymi sprawami swoich stworzeń?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 619

13 komentarzy:

siusiak pisze...

A ja w tym czasie dłubałem w nosie, wykonałem kilka kliknięć, podrapałem się po plecach, a następnie znów dłubałem w nosie.

siusiak pisze...

A o tkankach dobre. Gdybym nie był już przekonany, musiałbym chyba przestać czytać, opcjonalnie wyłączyć mózg, żeby nie dać się przekonać...

tomek pisze...

Witaj,

Bardzo spodobal mi sie Twoj blog, na ktorego trafilem dosc przypadkowo. Ja rowniez jestem czasowo na obczyznie, dokladniej we Francji, dlatego lubie czytac Twoje posty.

Pozdrawiam

Tomek

Maciej Gnyszka pisze...

Dzieńdoberek wesoła kompanio! :) Cieszę się z Waszych komentarzy - ostro wczoraj popisałem, co? Takiej plodności tu jeszcze nie było... :)
siusiak - Ty mie tu adsensy odblokuj, a nie w nosie dłubiesz ;)
tomek - trzymaj się we Francji, tam lepiej niż w Reichu nie macie. Jestem natomiast ciekaw jak tu trafiłeś, tj. na mojego bloga. Cynk o blogu rozesłałem głównie do znajomych...:))

siusiak pisze...

Przecież napisałem, żem klikał :P Myślisz, że klikałby ktoś kto się zajmuje poważnymi zajęciami, a nie dłubaniem w nosie? Tylko się nie przyzwyczajaj...

Akin pisze...

Pan Gnyszka, pisz Pan, pisz:-)

Maciej Gnyszka pisze...

>paniemacku, jestem pod wrażenię! :) Już się przyzwyczaiłem!

> ano piszę panie akin, piszę :)

witek pisze...

Witam, żyje i mam sie dobrze. Ola dba o to bym miał sie dobrze. Ząbki sie korują i z wizyty na wizytę mają się lepiej. O "Chemicznym Ali" nie musiałeś wspominać [zawstydzony]. A Polska Nindża nie takie rzeczy zniesie CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI (na szczęście nikt tego sobie nie przypomniał w wojsku).

witek pisze...

odnośnie pobytu w wojsku: jako człowiek będący z tobą w tym przybytku niewiadomo czego, mogę potwierdzić, iż było dziwnie. Kompletnie nie daje tego o czym "mówili starsi" żadnej dyscypliny, uczy bardzo mało i nie spełnia swych powinności. A co do innych żołnierzy to yhm aż wstyd sie przyznać ale byłem światkiem wielu prób ośmieszenia twojej osoby i nie potarfiłem sie odezwać aby cię poprzeć, bojąc się o siebie i z tego miejsca wiem że za późno chciałbym cię za to przeprosić. PRZEPRASZAM. I podziwiam.

Maciej Gnyszka pisze...

co Ty, Wituś, nie ma za co przepraszac - to jest wliczone w koszta :) Zresztą tak czułem i wcale nie miałem Ci tego za złe! Oj, Wituś, użyliśmy w CSAiU, co? Oj, użyliśmy! Hie hie... wnukom będę opowiadał.

Aha, co do Chemicznego Alego - co Ty, nikt nie skumał...:)

tomek pisze...

Przeczytalm twoj wywiad na stronie filtrowej i wrzucilem dane do przegladarki i oto jestem :)

Prawde mowiac to kojarze cie z osrodka.
Pozdrawiam z poganskiego kraju :)

Maciej Gnyszka pisze...

oooo... Kolego Tomku, czyli się znamy? :) Może bliższy namiar na maila?

tomek pisze...

Moj mail to tomekk5@interia.pl

Pozdrawiam

Na poludniu Francji wcale nie jest tak cieplo :(

ciekawostki: