czwartek, 17 stycznia 2008

[17 I 2008] czwartek, wspomnienie św. Antoniego, częśc trzecia

i tak poumieramy
wczoraj i przedwczoraj był dzień prezentacji. Wczoraj prezentowałem wraz z Simonem nasz most mieszkalny nad Renem w Duisburgu. Przedwczoraj zaś na socjologii prezentacja z grupą niewiast nt. Domu. Pokrótce o obu.
Wczoraj było wybornie - przygotowaliśmy z Simonem naprawdę fajne planszki (m.in. dzięki moim renderom), zbudowaliśmy super model, wcześniej już prof. Meckowi podobał się nasz pomysł - wychodziliśmy więc z dość mocnej pozycji. Na oddanie, prof. Meck (najbogatszy i chyba najlepszy wykładowca na tym Hochschulu) prócz dwojga innych prowadzących zaprosił także czworo innych znajomych speców (konstruktor, ktoś od wnętrz, budowlaniec i architekt krajobrazu). W takim gronie projektu musieliśmy po prostu bronic. Obrona, czy prezentacja wypadła wspaniale. Na pierwszy ogień poszedł Simon, jako rodowity Bawarczyk, ale gdy zobaczyłem, że mięknie mu rura i zaczyna mu się gadka nie kleić, to pangrzyzga się włączył i po swojemu niemieckiemu wytłumaczył koncept statyczny w taki sposób, że wszystkich wprawił w dobry humer i wywołał pozytywne wibracje. Państwo zebrani jeszcze zadali parę pytań, potem zaczęli zachwalać projekt i Meck zakończył sprawę stwierdzeniem że projekt jest super, bardzo mu się podoba i w ogóle wypełniliśmy zadanie w stu procentach. (strona bura prof. Mecka: http://www.meck-architekten.de/) Miło było w końcu być docenionym.
Przedwczoraj zaś prezentowaliśmy nasz socjologiczny referat nt. domu, gdzie pokazywaliśmy jak rozwijaliśmy metodologię do badań, które przeprowadzimy jeszcze do końca semestru. Badamy głupotę, jak chciały moje koleżanki, tj. to jak nierówności między płciami są prezentowane w programach o urządzaniu mieszkania. Metodologia jest ciekawa - analiza medialna. Spoko, temat absolutnie do bani, o czym jeszcze będę pisał. Ja odpowiadam za część poświęconą atmosferze, czyli temu jak się ją we wnętrzach kreuje, co ludzie przez to rozumieją, etc. Gadamy tak sobie w najlepsze, rozpoczęła się dyskusja o tym, co to jest tak naprawdę dom, dyskutujemy sobie, robimy mądre miny, nóżka na nóżkie, nononono...
aż tu nagle sobie pomyślałem, że tu nie ma o czym gadać, bo i tak niedługo poumieramy. I nagle zobaczyłem jaka to nędza gadać o takich bzdetach, w sytuacji, gdy większość moich kolegów-socjologów z LMU nie odkryło nawet celu swojego życia i kręcą się jak te przysłowiowe g... w przeręblu. Z manifestacji za homoseksualizmem, na manifestację przeciw G8, zbawianie świata codziennie po porannej kawusi. Hmmmmm... o wielkiej głupocie musi świadczyć to, że człowiek myśli, że świat rozpoczął się z chwilą jego urodzenia i teraz będzie zupełnie inny, a już własne życie na pewno nigdy się nie skończy. Takie postrzeganie świata to choroba naszych czasów, powiązana z inną - socjalizmem.

czy ktoś się chce uczyć?
prezentujemy sobie, prezentujemy, pangruszka zaczął już mówić o atmosferze, mówiąc o roli ścian w domu, jako przykład nieliczenia się z ludzkimi odczuciami podał ideologię OPEN PLANu, która opanowała architektów w zeszłym wieku. Mówię zatem, że dzięki żelbetowi architekci nie musieli stawiać tylu ścian w środku, bo strop trzyma się na podciągach albo ma mocny trzpień wewnątrz, wtedy nawet nie trzeba dawać ścian zewnętrznych jako nośnych. Rysunek nawet zrobiłem, żeby skumali czaczę. Pada pytanie: To to są lofty, tak? To dlaczego mówisz o OPEN PLANIE? Tłumaczę dobre pięć minut, że niewiasta nie kuma czym jest loft, a czym jest ideologia budowania domów bez ścian działowych. Nie skumała, na sali konsternacja.
Potem, na przerwie - wytłumaczyłem Koleżance raz jeszcze. Mówi, że rozumie. Później po rozmowie z Nią, Koleżanka z grupy, zaczynając swoją część - o nierównościach płci - przeprasza na wstępie za mnie, bo Maciej też studiuje architekturę i dlatego było tyle specjalistycznego słownictwa.
Aha, czyli ja bardzo przepraszam, że państwa socjologów chciałem uwrażliwić na rzeczywistość, nauczyć czegoś, w końcu im wystarczy, że przeczytają, że ściany działowe są stawiane po to, by upokorzyć kobietę i robią to architekci, którzy mają problemy z seksem i są pruderyjnymi katolikami.
Uczyć się tu prawie nikt nie chce. Niestety. Trzeba jednak oddać Prowadzącym to, że prezentują odpowiedni poziom.

rodzina pigułą silna
no, a jeśli chodzi o studentów, to Dominika wyskakuje na początku swojej części z arcynowatorską i świetnie udowodnioną tezą o tym, że w XIX wieku, to rodziny były patriarchalne, a teraz panuje równość i miłość partnerska.
Taki aksjomat na początek sformułowany bez mrugnięcia okiem robi niezapomniane wrażenie. Czy wolno sadzić co innego? Czy wolno sadzić, że kobieta sprowadzona dziś do roli darmowej dziwki (dziś taką role pełni tzw. żona, czy partnerka) nie znajduje się w lepszej sytuacji, niż w czasach, gdy była obiektem westchnień, czy nawet bardziej w czasach klasycznego średniowiecza, gdy była rzeczywiście kobietą, towarzyszką mężczyzny, żoną, królową, etc. Czy wolno zwrócić uwagę na to, że wzorzec kobiety w XIX-wiecznej Polsce był zupełnie inny, niż w zgnuśniałej, protestanckiej Rzeszy? Nie, nie wolno. Teraz jest super, teraz jest fajnie. A Dominika ma w domu plakaty z gołymi facetami i nie chodzi o to, że ona się po prostu boi swojej kobiecości, że boi się nawiązać głęboką i odpowiedzialną więź z kimś. Nieeeee... skądże znowu.

więzi
cóż, muszę przyznać, że gdy obserwuję tubylcze pary zakochanych ze smutkiem odkrywam trafność ukutego przeze mnie pojęcia spółka seksualno-rozrywkowa. Ludzie boją się tak naprawdę siebie nawzajem, są nieufni i na każdym kroku mówią tylko o swoich prawach i o tym, do czego partner prawa nie ma. Smutna degrengolada. Mówię tu tak o kolegach i koleżankach z wydziału, jak i o znajomych z pracy, już mężach i żonach.

różnice, czy nierówności
czy różnice między płciami są nierównościami? Oczywiście - nie wiedzieliście? Przecież każdy to wie. Moja żona będzie rodziła dzieci, mając z nimi od początku odmienną więź ode mnie - proszę bardzo, żądam odszkodowania, bo to jest faszystowska nierówność płci.

kto tu normatywizuje rzeczywistość?
co ciekawe, komuszki różnego pokroju zarzucają katolikom i innym porządnym ludziom (nie, nie mówię o ochrzczonych, tylko o katolikach), że opisując rzeczywistość, mówią językiem normatywnym, tj. o tym, co być powinno. Są idealistami, bujają w chmurach swoich dogmatów. To jak wobec tego nazwać poniższy ciąg wniosków z naszej prezentacji:

większość kobiet gotuje w rodzinach -------> ale przecież tak nie musi być ----------> mężczyźni mogliby opiekować się domem i dziećmi w taki sposób jak kobiety, dlaczego nie? ---------> stąd "płynie" wniosek, że to jest jedna wielka nierówność i trzeba ją urzędowo zlikwidować.

Orwell, po prostu Orwell. Nie bójcie się - założę się, że za parę lat będziemy już mieli odpowiednie ustawodawstwo, nawet nie zauważycie gdy wejdzie w życie, gdy ktoś piśnie o referendum uznacie go za debila, a panagruszkę - jeśli wciąż będziecie go czytać - uznacie za terminalnie już pokręconego, bo ciągle mu się coś nie podoba.

głód sprawiedliwości?
wbrew pozorom hasło sprawiedliwości nie jest hasłem dobrym. Sprawiedliwość, to oddawanie każdemu tego, co mu się należy - jak głosi jedna z definicji. Cóż, wszak większość bliźnich chce raczej posiadać tyle, ile im się nie należy... Skąd zatem sukces PiS? Stąd, że ludzie uznali że sprawiedliwość teraz, to będzie dokopanie i odebranie tego, co zabrali inni. Skąd porażka UPR, który w haśle również ma sprawiedliwośc? Ano stąd, że jej kandydaci w spotach wyborczych podawali swoją definicję sprawiedliwości... każdemu to, co mu się należy.

dzień odwrotu?
mimo wszystko, kiepska sesja za nami. Choć plus koło 1% na WIG20, to jednak czarna świeczka z długim dolnym cieniem (czyli wyższe otwarcie, potem zjazd i podbitka ale do poziomu niższego, niż na początku sesji). Co z tego wynika? Wciąż przewagę mają niedźwiedzie, czyli sprzedający. Przyczyną takiego stanu rzeczy są dane z USA. Indeks FED z Filadelfii spadł do poziomu najniższego od 2001 roku, co oznacza że Filadelfia jest już w recesji. Potem fatalne dane o ilości wydanych pozwoleń na budowę domów i ilości rozpoczętych budów (spadki odpowiednio o 8% i 14%). Nie pomogło wystąpienie Bena Bernanke'go który ma plan fiskalny uratowania rynku przez gwałtowne cięcie stóp. Nastroje się nie poprawiły i na koniec dnia Dow Jones i Nasdaq odpowiednio o -2,46% i -1,99%. Na wykresie długie, czarne świeczki bez cieni - rynek opanowany przez niedźwiedzie. Co teraz? Jak zwykle - albo wzrośnie, albo spadnie, albo będzie boczniak. Przez ostatnich parę tygodni panuje zasada - Amerykanin puści bąka, Polak leci z rozwolnieniem do kibla. Wall Street spada o 1,5%, my lecimy o -4,5%. A co!
Najgorsze jest jednak to, że gazecinki w stylu Wyborczej najpierw naganiały ludzi na fundusze, publikując badziewne komentarze mędrków z Open Finance, czy Expanderów, teraz - jak zwykle z refleksem szachisty - zaczynają publikować superprofesjonalne komentarze przewidujące spadki. Żenada.

doradca finansowy
czy wiecie, że doradca finansowy to nie jest twór prawny? Doradca inwestycyjny, to osoba po specjalnych kursach, egzaminach i z papierkiem, że odróżnia akcje od opcji na akcje. Natomiast doradca finansowy, to koleś po szkole gastronomicznej, którego złapali do Expandera, albo innego Efectu, albo innego z tysięcy z biur pośrednictwa których teraz narosło jak grzybów po deszczu, ubrali w garnitur i kazali gadać o tym, że hossa będzie trwała do końca świata i jeden dzień dłużej. Doradca finansowy, to chłopaczek, którego przeszkolili przez tydzień w ośrodku kolonijnym w Orzyszu, kupili mu garnitur i zapodali książeczkę z wykresami historycznymi. Ludzie mu ufają, kupują jednostki w czerwcu, w styczniu z ciekawości patrzą na wycenę, bo Michnik napisał, że podobno krach idzie - patrzą... patrzą... jak to? BPH FIO Dynamicznych Spółek kupowałem w czerwcu po 105 złotych za jednostkę, a teraz mogę kupić po 62 złote? Spadek o 41%! Dzwonię do mojego doradcy finansowego... a tu zajęte.

myśl na dziś
Z gliny powstałem i ziemia stała się udziałem wszystkich moich przodków.
Któż jest godzien chwały jeśli nie Bóg?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1053

4 komentarze:

siusiak pisze...

Aj waj, panie Gnyszka! Ty bądź moją doradcą! Ja Ciebie proszę!

sporadyczny pisze...

Skąd porażka UPR, który w haśle również ma sprawiedliwośc? Ano stąd, że jej kandydaci w spotach wyborczych podawali swoją definicję sprawiedliwości... każdemu to, co mu się należy.


- tak tylko...bo nie rozumiem...kto /jeden człowiek, grupa czy organ, a może prawo/ ma ocenić co mianowicie należy się konkretnemu człowiekowi? Czy np.jak alkoholik spadł po pijanemu ze schodów to należy mu się opieka medyczna polegajęca na złożeniu złamanej kości podudzia czy też mu się nie należy?
- nie piszę po, aby znowu grzebać kijem w mrowisku, tylko po to, aby zrozumieć dość oryginalną, moim zdaniem, wizję uprawiania polityki przez UPR, którą widzę tak: słabi muszą odpaść, najlepiej ze skały, i najlepiej za młodu, a już całkiem najlepiej to za bardzo młodu -

sporadyczny pisze...

OK.Znikam.

Maciej Gnyszka pisze...

ależ, ależ, Andrzej, nie znikaj! Komentuj dalej, bo bardzo dobrze to robisz!

ciekawostki: