Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2009

[5 X 2009] 2. rocznica Gnyszkobloga!

Rocznica!
Moi mili, jak zwykle się zagapiłem i rocznicę ogłaszam dwa dni po jej rzeczywistym odbyciu się! Dwa lata temu, przy Helene-Mayer-Ring w Monachium napisałem pierwszego posta na Gnyszkoblogu, po tym jak po opuszczeniu Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia im. Gen. Józefa Bema przyjechałem ekspresowo na stypendium na Fachhochschule Muenchen przeżyć jeden z najciekawszych okresów w życiu...
Gnyszkoblog - niech żyje!

w zeszłym roku...
napisałem posta pod znamiennym tytułem [5 X 2008] Gnyszkoblog obchodzi 1. urodziny!

post sprzed 2 lat...
...miał tytuł Wieczorne Nachrichteny

życzenia
składamy w komentarzach!

myśl na dziś
Uświęcanie własnej pracy nie jest jakąś chimerą, ale posłannictwem każdego chrześcijanina: twoim i moim. — W ten sposób ujął to pewien tokarz, który powiedział: "Napełnia mnie szczęściem ta pewność, że kierując tokarką i śpiewając, śpiewając dużo — wewnątrz i na zewnątrz — mogę stać się świętym: jakże dobry jest nasz Bóg!"
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 517



czwartek, 11 czerwca 2009

[10/11 VI 2009] seks, aborcja, brudne tematy spisane w pociągu TLK Gałczyński

tytułem wyjaśnienia
no i rzeczywiście – stało się! Przywalony obowiązkami zawodowo-prezawodowymi musiałem przerwać wytwórstwo własnych mądrości blogowych. O ile pamiętam, jest to wydarzenie bez precedensu – tym bardziej warto je odnotować! Ale, ale... statystyka wytwórczości wprawdzie nie trzyma poziomu Tomasza Terlikowskiego, który trzaska kilka przekładów rocznie, parę własnych książek i setki artykułów i felietonów, ale wciąż średnio na tym blogu w całej jego ponad półtorarocznej historii wytwarza się 2 posty dziennie!
Nie ma zatem co płakać – ostatnio mieli okazję Czytelnicy powspominać czasy nawałnicy, jaka przetoczyła się przez gnyszkobloga w zeszłym roku, wcześniej sporo materiałów filmowych do obejrzenia... a teraz pora na interludium w postaci garści refleksyjek stanowiących kontynuację zawieszonych planów sprzed miesiąca i paru nowych – pisanych w drodze z Warszawy do Poznania i z Poznania do Wrocławia dzięki uprzejmości TLK Gałczyński.

stop abortion
ostatni wpis skłonił do wypowiedzi dwóch dawno nie widzianych komentatorów. Ubu rex pyta po co wspominam sprawę „Agaty”, natomiast jaś skoczowski konstatuje, że podział w kwestii aborcji zależy od stosunku do katolicyzmu.
Ubu rexowi odpowiadam zatem, że kombatantem rzeczywiście trochę się czuję – w tym sensie, że w sprawie miałem okazję wziąć aktywny udział, a same te wydarzenia były i są dla mnie znaczące w całym moim dotychczasowym życiu. Natomiast danych nt. sprzedaży Agaty. Anatomii manipulacji nie posiadam, więc nie mogę powiedzieć jak się sprzedaje. Podejrzewam, że nieźle – chociażby ze względu na jej świetną jakość! Jeśli konsultacja z prawnikiem wypadnie pozytywnie, zdradzę Wam jeszcze pewien szczegół na temat tej publikacji i reakcji na nią w środowisku związanym ze sprawą po stronie zwolenników mordowania dzieci.
Przychodzi zatem kolej na odpowiedź jasiowi skoczowskiemu. Otóż, drogi jasiu (piszę z małej litery – taki pseudonim przybrałeś, to nie brak szacunku z mojej strony), kwestia korelacji negatywnego stosunku do aborcji z pozytywnym stosunkiem do katolicyzmu jest korelacją, która tematu nie wyczerpuje. Owszem, jest to wynikanie – jeśli ktoś jest katolikiem sensu stricto, jest także przeciwnikiem morderstw prenatalnych (na mocy definicji katolika). Natomiast decydujący jest tu stosunek do życia ludzkiego – gdyż wśród przeciwników morderstw dzieci znajdują się także wyznawcy innych religii (OK, ich moglibyśmy wrzucić z katolikami do jednego worka), oraz ateiści i inne odmiany ludzi niereligijnych. Z naszego podwórka podam przykład np. znanego socjalisty Aleksandra Małachowskiego. Dlaczego tak jest? Ano nie dlatego, że podstawą wnioskowania jest tu przesłanka o charakterze prawdy objawionej, tylko dlatego, że przesłanka ma charakter naukowy. Jest bowiem prawdą, iż po połączeniu gamet (zapłodnieniu) rozpoczyna się proces, który nazywamy życiem, który ma wiele faz (prenatalna, którą można rozbić na kilka podfaz – oraz postnatalną, również możliwą do podziału np. na niemowlęctwo, wiek przedszkolny, dojrzewanie, dojrzałość, przekwitanie, starość, etc.). Jest to jeden, nieustanny proces kończący sie zgonem. Człowiek w brzuchu matki jest człowiekiem tak samo jak poza nim – to prosty fakt (przejście przez łono matki nie oznacza chyba zmiany gatunkowej, np. z bycia pająkiem, na homo sapiens?).
Teraz następuje kolejny element rozumowania, normatywny – jaki jest nasz stosunek do życia człowieka? Jeśli twierdzimy, że życie człowieka jest warte tyle, ile życie innych gatunków, wówczas odrzucamy perspektywę „humanistyczną” na rzecz jakiejś perspektywy „uniwersalistycznej” i nie przeszkadza nam zarówno zabijanie dzieci nienarodzonych, jak narodzonych, albo stojących nad grobem, jako starcy. Taki wybór jest możliwy. Jeśli natomiast twierdzimy, że życie ludzkie cenimy wyżej, niż życie innych gatunków – wówczas nie mamy podstawy do akceptowania morderstw prenatalnych, a nieakceptowania innych.
Reasumując – jesteś w srogim błędzie jasiu. Zresztą jak większość Twoich ideowych kolegów i koleżanek (mam pewne wyobrażenie na ten temat – wygooglałem Cię) – tworzysz sobie wyobrażenie na temat ludzi Kościoła i Jego doktryny na podstawie przesłanek cienkich jak przysłowiowa dupa węża, a później budujesz na tej podstawie mnogie teorie na swoim blogu.

co na to Tuwim?
dziś w kibelku w podziemiach Auditorium Maximum UW przeczytałem pewien bon mot, którym można skomentować sytuację opisaną powyżej. Tako rzecze Tuwim:
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic ciekawego do powiedzenia, nie przyoblekają tego faktu w słowa.


zabijanie spermy
podobnym nieporozumieniem zapoczątkowanym pewnie grubo przed słynnym głupawym filmem Monty Pythona na temat katolików (Żywot Briana) jest twierdzenie, jakoby np. sprzeciw Kościoła Świętego względem masturbacji, czy stosunku przerywanego brał się stąd, skąd bierze się sprzeciw względem aborcji. Ba! Że to to samo, tzn. że nasienia marnować nie należy dlatego, że plemniki są... życiem, czyli ludźmi!
Cóż, pogrobowcy Marksa i Gomułki mają to do siebie, że lubią gromić poglądy, które sami włożyli w usta swoich adwersarzy. Jak to mawiał G. K. Chesterton (oj, polecam tego pana...!) - „Wolnomyśliciele myślą, ale idzie im to bardzo wolno”.

kiedy pojawiła się miłość?
tymczasem nie ustaje proces odnajdywania zadziwiającej zgodności między prof. Plinio Correa de Oliveira a innymi autorami, którzy analizę historii podejmują wychodząc od radykalnie innych przesłanek. Otóż, ostatnio w ramach studiów nad socjologią wykryłem kolejną potencjalną zbieżność między prof. de Oliveira a rodzimym drem Maciejem Gdulą. Chodzi o to, kiedy powstała nowoczesna miłość – element ponoć w średniowieczu nie występujący – przynajmniej w takim kształcie (chodzi o tę specyficzna, damsko-męską, która ma ponoć usprawiedliwiać wszystko, albo której brak ma uniemożliwiać małżeństwo, etc.). Wprawdzie prof. Oliveira datuje jej początki na koniec średniowiecza (literatura miłosna, renesansowe romanse, etc.), a dr Gdula – z tego, co mi wiadomo – jednak w epoce romantyzmu, to jednak idę o zakład, że gdyby poskrobać, mogłoby się okazać iż spolegliwy skądinąd dr Gdula byłby skłonny przyjąć pogląd, iż solidne podwaliny pod romantyczną koncepcję miłości położyli właśnie renesansowi minstrele i gryzipiórkowie od miłości dworskiej.

wizja kobiety – dzisiejszy ideał
tymczasem zmienił nam się także ideał kobiety. Ostatnio miałem okazję poczytać u sąsiadek ze środków transportu publicznego trochę erotycznej literatury damskiej w rodzaju COSMOPOLITANA, et consortes. Okazało się wówczas, że nie przesadzam wcale ani trochę, twierdząc, że współczesny model kobiety to model quasi-prostytutki.
Skąd to „quasi”? Stąd mianowicie, że jest to jej nowa odsłona – dawna prostytutka była kobietą, która łączyła dwa style życia (normalny oraz patologiczny – by móc prowadzić ten normalny, teraz albo w przyszłości, po zebraniu koniecznych funduszy). Dzisiejszy ideał kobiety polega na zintegrowaniu obu stylów życia (żegnamy się z granicą między patologią i normalnością) oraz usunięciu elementu ekonomicznego.
Jednym słowem, nasza quasi-prostytutka jest raczej administratorem własnej pochwy, odbytu, piersi oraz ust, który dąży do maksymalizacji ich użyteczności, czyli eskalacji doznań. Stąd też bezużyteczna jest koncepcja małżeństwa, rodzicielstwa, monogamii. Stąd też – jako że znużenie sensoryczne jest nieubłagane – potrzeba wzmacniania bodźców pcha nasze niewiasty do większych ekscesów – od poszerzenia skali doznań o inne części ciała (penetracja wszystkiego jest dziś uznawana – w dyskursie wspomnianych gazet – za kolejne aspekty jednego zjawiska, czyli „seksu”), po poszerzenie składu aktorów biorących udział w akcie (kłania się nie tylko grupowy, ale i wspomagany akcesoriami, czy przedstawicielami innych gatunków), czy samego kontekstu aktu (od pozycji, po miejsce aktu albo sposób, czy szybkość).
Taki obraz wyłania się z analizy dyskursu tych szmatławych pisemek, które mimo wszystko czytają niekiedy damesy pozujące na elitę (w dawnym sensie tego słowa, a więc coś w rodzaju arystokracji – damesy ubrane w eleganckie żakiety, powściągliwe, wyniośle rozglądające się po otoczeniu i współpasażerach).
Oczywiście to nie pozostaje bez reakcji po męskiej stronie społeczeństwa...
[ale o tym przy innej okazji! Z „dzisiaj”, zrobiło się już „wczoraj” i mamy Boże Ciało, które spędzam u Oleńki!]

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-dziwne-rzeczy.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-b-bogumia-biskupa.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-ju-jest-jutro-witamy-rod.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-zaczyna-by-gono.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-inni-o-agacie.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-wieci-z-lublina.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-przemwi-dr-wielomski.html

myśl na dziś
Chcę cię ostrzec przed trudnością, która może się pojawić: chodzi o pokusę zmęczenia, zniechęcenia. – Czyż nie masz jeszcze świeżo w pamięci tamtego życia twojego – bez kierunku, bez celu, bez powabu, a który potem światło Boże i twoje własne oddanie właściwie ukierunkowały i napełniły radością? – Nie bądź tak głupi, ażeby zamienić to obecne życie na tamto.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 286



wtorek, 9 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu była noc z niedzieli na poniedziałek...

niedziela 8 VI 2008

...w niedzielę trwał koszmar - po internecie krążyli jak zaczadzeni ludzie okłamani przez sobotni artykuł Agnieszki Pochrzęst z GW. Wylewali kubły pomyj na wszystkich, którzy ośmielili się sprzeciwic wizji, która nie trzymała się kupy. Do gry weszła (w niedzielę 9 VI, albo jeszcze w sobotę 8 VI) sama Kataryna z Salonu24, o czym później napisał w komentarzu w Rzepie B. Wildstein. Pod wieczór stało się jasne, że wersja, którą po forach, w komentarzach pod newsami i blogami głosili ci, do których dotarły echa Kontruderzenia Medialnego - mają rację! Wypowiedziała się Policja - żadnego gwałtu nie było!
Posty z niedzieli: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/8-vi-2008-niedziela.html i http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/8-vi-2008-niedziela-prawda-wychodzi-na.html

poniedziałek 9 VI 2009
w poniedziałek do gry wszedł Dziennik, który - pewnie w ramach konkurencji z Aborczą, postanowił objawic światu niechlujstwo Agnieszki Pochrzęst. To była pierwsza reakcja medium mainstreamowego na sprawę z innego, niż gazowniczy, punktu widzenia! Kontruderzenie zaczęło nabierac rumieńców. Powoli też krzepła siła i gotowośc przedstawicieli innych mediów.
Ludzie zaczadzeni propagandą gadzinówki z Czerskiej wciąż pałętali się po całym internecie. Wciąż trąbili o gwałcie, chociaż sama GW to zdementowała...
Posty z poniedziałku: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/9-vi-2008-poniedziaek-wyborcza-prostuje.html i http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/9-vi-2008-poniedziaek-w-efrema.html
Pamiętam, że w poniedziałek, parę minut przed egzaminem, na który poszedłem kompletnie nieprzygotowany rozmawiałem jeszcze z kolegą z pewnego medium, by się nie ociągali. Szalony czas...

na szczęście...
wszystkie czyny zostały spisane!




niedziela, 7 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu była sobota - początek koszmaru

Rok temu była sobota 7 VI 2008, wcześnie rano okazało się, że radośc z ocalenia dziecka przed własną Babcią i działaczkami aborcyjnymi była przedwczesna. Do gry weszła Gazeta Wyborcza, którą od tej pory rzadko kiedy nazywam inaczej niż Gazeta Aborcza. Weszła piórem Agnieszki Pochrzęst, który zaczęła akcję pt. "Manipulacja".

Pani Agnieszka, to dama w trzecim rzędzie od dołu - pierwsza od lewej.


Dowiedzieliśmy się dzięki szmatławcowi z Czerskiej, że... "Agata" jest "zgwałconą 14-latką".
Do dziś spotykam ludzi, którzy zagadnięci nt. sprawy, mówią, że pamiętają że coś było, jakaś nastolatka wielokrotnie gwałcona przez zwyrodnialca, albo coś w ten deseń. Kłamstwo ma byc może krótkie nogi, ale jednak długie macki oraz żywot.
Posty z tamtego czasu: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/7-vi-2008-sobota-egazeta.html oraz http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/7-vi-2008.html.

Równocześnie pozdrawiam wszystkich, którzy przyłączyli się wówczas do Kontruderzenia Medialnego z tego bloga i FF i - jak się później okazało - wielu innych zakątków internetu. Do dziś można prześledzic losy Kontruderzenia w Google'u. Na reakcję ze strony mediów konwencjonalnych trzeba było czekac de facto do poniedziałku. Aborcza zwietrzyła krew i było wiadomo, że nie odpuści...




sobota, 6 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu był piątek (dzień 3. dramatu)

wspominki
...w piątek wiadomo było już, że do aborcji nie doszło a "Agata" wróci do Lublina. Odetchnęliśmy z ulgą, aborcjoniści zaczęli szukać innych ścieżek. Nikt nie podejrzewał co stanie się następnego dnia...
Post z tamtego dnia: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/6-vi-2008-pitek-w-norberta-biskupa.html

Wszystkim Czytelnikom z tamtego czasu, którzy wciąż tu są - dziękuję za wsparcie z tematego czasu! Ze spraw bieżących - pewnie przed 22 czerwca nie uda mi się wrócić do regularnego blogowania, praca inżynierska i egzaminy pochłonęły mnie bez reszty... Proszę przy okazji o modlitwę w tych intencjach!

myśl na dziś
Nie brakuje ci łaski Bożej. Dlatego, jeśli jesteś jej wierny, winieneś czuć się pewny. Zwycięstwo zależy od ciebie: twoja siła i twój zapał — złączone z tą łaską — są dostatecznym powodem abyś pałał optymizmem człowieka, który ma zapewnione zwycięstwo.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 80



piątek, 1 maja 2009

[1 V 2009] Bolek na Libertasie oraz wielkie odkrycia

na progu wielkiego odkrycia

ostatnio – w związku z wyzwaniami, które stawia życie zawodowe branży HRwo/PRowej – staje pangnyszka na progu odkrycia socjologicznego oraz rozwiązania dylematu, który przed nim ono stawia. Jego opis i analiza trochę potrwa, a i sama oryginalność może zostać zanegowana, wszak szybko może się okazać, że ktoś już to samo inaczej nazwał i opisał, tak jak to było w przypadku „Eseju o duszy polskiej” Legutki. Warto jednak mieć marzenia, nieprawdaż?

Mateusz dicit

dostałem dziś miłego maila od jednego z Czytelników! Dla dyskrecji cytuję tylko końcówkę, która sprawiła najwięcej autentycznej radości (tym bardziej, że Mateusza znam osobiście od ładnych paru lat):

(...)

Trzymaj się.
M.

P.S. Zrobiłeś niezłą robotę przez te dwa lata. Widzę po sobie. Zaczął
się nowy rozdział, ale na razie potrzymam go jeszcze w sobie.”


Tak sobie myślę, że może warto byłoby zrobić specjalnego posta (np. właśnie na 2-lecie gnyszkobloga), pod którym w komentarzach każdy Czytelnik poproszony zostałby o refleksję na ten temat. Jakoś w komentarzach Czytelnicy są wstrzemięźliwi w tym względzie, ale korespondencja mailowa jest bardzo przyjemna i dowodzi, że warto jednak z Bożą pomocą coś tu od czasu do czasu napisać. Nie tylko jest dla kogo, ale i skutki tego, przynajmniej niekiedy, są dobre! Deo gratias!

rozrost "imperium"

tymczasem właśnie rozrastają nam się internetowe rubieże opanowane przez panagnyszkę. Własny blog, który miał być relacją z pobytu w Monachium tak mnie rozochocił, że ilość stronek, które stworzyłem nie tylko wzrosła, ale i stale rośnie, a nowe pomysły pojawiają się cały czas i w miarę sił są realizowane. W planie na najbliższy czas jest strona domowa z prawdziwego zdarzenia, póki co do grupy poza gnyszkoblogiem należą:

Pogadanki Inwestorskie http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com

Newsletter „Bądź Święty!” http://badz-swiety.blogspot.com

Czytaczka czyta i poleca! http://czytaczka.blogspot.com

E-doładowania http://e-doladowania.blogspot.com

Sekrety Opus Dei http://sekrety-opusdei.blogspot.com


dziś do tej grupy dołącza Newsletter Integralny http://newsletter-integralny.blogspot.com, do którego serdecznie zachęcam! Co będzie? Cotygodniowy e-mail z dwóch kategorii: dusza oraz umysł. Jaki ma cel? Wspieranie integralnego rozwoju człowieka – rozwoju profesjonalnego oraz duchowego. Dla kogo? Dla każdego, kto szuka dróg do bycia lepszym na każdej niwie – zarówno duchowej, jak i zawodowej.


Bolesław strikes back!

tymczasem Declan Ganley strzelił z armatki we własne kolano. Na konwencję Libertasu w Rzymie zaprosił niejakiego Wałęsę. Nie wiem po co, ale wiem już że na Libertas nie zagłosuję. Szczególnie ze względu na unioeuropeizm tej partii (tak, tak, ponoć są eurosceptyczni, a jednak przeszkadza im nie tyle Traktat Lizboński, co sposób jego wprowadzania, a nie sama Unia Europejska w obecnym kształcie i kierunku rozwoju) i śmierdzący skład polskiej frakcji (spady po LPR i Samoobronie). Co pozostaje? UPR oraz Prawica Rzeczypospolitej. W tym temacie zamieszczam także ankietę powyżej.

Swoją drogą to śmieszne, bo sam dostałem zaproszenie do Rzymu na tę konwencję... oj krzyczałby pangnyszka do Bolka na mównicy, krzyczałby... Może jednak szkoda, że nie pojechałem?

dwa filmy obejrzałem!

ostatnio były to: Soviet Story oraz Katyń. Ten pierwszy sprowadzę sobie do domu, polecam kupno każdemu! Film-bomba. „Katyń” w porównaniu z „Generałem Nilem” mimo wszystko jak hamburger w porównaniu ze schabowym Mamy – dobrze smakuje, ale szybko przelatuje przez jelita. Schabowy – i dobrze smakuje, i syci.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/1-v-2008-wspomnienie-w-jzefa.html

myśl na dziś

Jezus, Pan nasz i Wzór, rosnąc i żyjąc jako jeden z nas, ukazuje nam, że ludzki byt – twoje życie – codzienne i zwyczajne zajęcia, mają boski i wieczny sens.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 668



czwartek, 26 marca 2009

[26 III 2009] ostatni część tyrady o przydupasach!

lecim skoksem
no, mam dziś nieco więcej czasu, więc dokończymy tyradę. Równocześnie chciałem podzielić się dwiema uwagami. Po pierwsze bardzo mnie ucieszyły spotkania z kilkoma Czytelnikami gnyszkobloga... szkoda, że Panowie nie komentują na bieżąco – byłoby tu o wiele milej w komentarzach. Poza tym oczywiście... miło jest słuchać pochwał, tym milej, gdy spodziewa się człowiek raczej krytyki. Warto nieraz spytać innych jak nas postrzegają. Byłoby także dobrze, gdyby to przeradzało się także we wiadomym kierunku... niczego rzecz jasna nie sugeruję, istnieją też reklamy CPC.
Po drugie zaś, zapomniałem co miało być drugie. Aha... miałem przypomnieć o konkursie gnyszkoblogowym, który się właśnie skończył i nikt nie wziął w nim udziału. Proszę mi się tu biegusiem brać za tę sprawę, bo jest dla mnie dość ważna. Nagrody gwarantowane.
Zajmijmy się zatem kontynuacją naszej tyrady przeciwko przydupasom, cynglom i pryncypałom.

jacy powinniśmy być?
biorąc pod uwagę wszystko, co napisaliśmy w części pierwszej oraz w drugiej powstaje nam proste pytanie. Jacy powinniśmy wobec takiego stanu rzeczy być? Niestety, wygląda na to, że mało komu można zaufać... w związku z czym należy szybko pozbyć się złudzeń i przybrać twardą, rynkową postawę. Powiedzenie „kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak Żydzi” jest naprawdę bardzo mądre! Niestety, zbyt często familiarność przeradza się w molestowanie, mentalne i finansowe. Na tym polega mechanizm klientelizmu – jesteśmy za pan brat z tym, który nas wyzyskuje... więc nie wypada nam się upomnieć o swoje. Trzeba być tego świadomym.

profesjonalizm
po pierwsze zatem, trzeba być profesjonalistą. Kompetencje zdobywać i doskonalić trzeba stale i niezależnie od sytuacji. Biada temu, kto zaufał, zaangażował się... i przygląda postępującej deprywacji intelektualnej samego siebie, co opisaliśmy poprzednio. Jeśli nie będziesz profesjonalistą, który swój status czerpie skądinąd, spoza środowiska, spoza otoczenia Pryncypała – przepadłeś. Parę kroków... i jesteś klientem, przydupasem, a na końcu cynglem.
indywidualizm
kolejna cecha, to indywidualizm. Warto grać w zespole i dla zespołu... ale tylko wówczas, gdy wszyscy współpracują. Klasyczny dylemat więźnia. Nie bój się zaufać, ale wiedz, że gdy tylko poznasz, że coś może śmierdzieć... nie wahaj się ostro działać. Jeśli sam nie zadbasz o własne interesy – nikt, absolutnie nikt o nie nie zadba! Szokujące, nie? Współpracujemy przecież dla szczytnego celu. Jednym słowem – nie masz prawa nie być indywidualistą i nie dbać o swoje sprawy. Po pierwsze ze względu na własną rodzinę. Po drugie ze względu na tych, którzy zechcą Cię wykorzystywać. Po trzecie – ze względu na samego siebie. Dziecko Boże nie jest od tego, żeby je zeszmacać!
niezależność
z drugą cechą ściśle wiąże się trzecia – niezależność. Bądź gotów do ostrego cięcia w sytuacji, gdy zaczynasz być wciskany w klientelizm... wolność wewnętrzna na tym polega, że możesz zrobić to, co dobre. Pozostawanie w takim układzie jest nie tylko nieuczciwe, ale i niemoralne. Pan Bóg pomoże... jedynymi osobami od których musisz być zależny, to Trzy Osoby Boskie. Reszta, jeśli własne kompetencje chce przekroczyć – niech spieprza. Powiedz to twardo.
Jak uniknąć sytuacji krańcowej? Nie możesz nie dbać o własną niezależnośc - przede wszystkim finansową. Prawda jest taka, że bez pieniędzy, bądź wizerunku, że je masz... mało kto będzie chciał Cię traktowac poważnie i równorzędnie. Nie ma takiej opcji. Bierz się za finanse, od dziś. Może pomogą Ci moje Pogadanki Inwestorskie (radzę czytac je chronologicznie), polecane tam lektury i spojrzenie.
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/26-iii-2008-roda-w-oktawie-wielkiejnocy.html
myśl na dziś
Ci, którzy spotkali się z Chrystusem, nie mogą się zamknąć w swoim środowisku: smutną rzeczą byłoby to samozadowolenie! Należy otworzyć się jak wachlarz, by dotrzeć do wszystkich dusz. Każdy powinien tworzyć — i poszerzać — koło przyjaciół, na które ma wpływać przez swój prestiż zawodowy, swe postępowanie, swoją przyjaźń, starając się, aby Chrystus wpływał poprzez ten prestiż zawodowy, to postępowanie, tę przyjaźń.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 173




niedziela, 8 marca 2009

[8 III 2009] Feministki, Msza Trydencka a Kotarbiński...

dzisiaj...
z okazji Dnia Modlitw za Ofiary Feminazizmu zaprosiliśmy Mamę (oczywiście ja z Tatą – wszak Siostrą zajmuje się już mąż!) do restauracji! Jak wiadomo – w niedziele Wielkiego Postu post nie obowiązuje, wobec czego obiad zwieńczyliśmy deserkiem. Powiem krótko... miło jest od czasu do czasu skonsumować dobra, które się wypracowało! A im rzadziej się je konsumuje, tym milej się to robi! Dlatego oficjalnie zalecam od czasu do czasu wypaść sobie do kawiarni, tudzież restauracji! Zaś restauratorzy, tudzież właściciele kawiarni powinni lobbować we właściwym ministerstwie, by promowało bywanie w tego rodzaju przybytkach, jako sposób na umilenie żywota i regenerację umysłu przed wydajną pracą od poniedziałku. Kampania społeczna przełoży się na wyższe podatki, co poskutkuje tym, że nikogo nie będzie na taki luskus stać. Więc... lepiej nie lobbować!

później...
z Tatą na Mszy w rycie nadzwyczajnym w Brwinowie, pod Warszawą! Poniżej wklejam zdjęcia...






Ubolewam, że odbywa się tylko raz w miesiącu – tak nota bene wygląda w polskiej praktyce wcielanie w życie postanowień motu proprio Summorum pontificum...!

wskrześmy reizm!
ostatnio przypomniałem sobie o Kotarbińskim i jego reizmie! Zagadnieniu poświęciłem swego czasu dużo czasu, napisałem nawet kobylasty esej na ten temat, później wiersz o Kotarbińskim. Postać fascynująca, sztywny ateista, który ponoć na łożu śmierci się nawrócił.
No, ale wracając do reizmu, który skrytykowała nawet jego własna żona – rzeczywiście w wersji radykalnej postulat by posługiwać się jedynie nazwami konkretnymi, bądź nazwami przekładalnymi na nazwy konkretne nie jest do utrzymania, ale jako ideał – konieczny do krzewienia! Ileż mniej byłoby bełkotu w samej tzw. „nauce”, jak i w ogóle tzw. „debacie publicznej”. Co to jest „kryzys” w języku reistycznym? Nie ma czegoś takiego. Skonstatowawszy to, większość ludzi zaczęłaby się dopiero zastanawiać nad tym, czym ten „kryzys” jest i na czym polega, a stąd – do czego może prowadzić oraz co może znaczyć dla konkretnej osoby i co w związku z tym przedsiębrać.
Podobnie z prakseologią – drugim jego koniku. „Traktat o dobrej robocie” przydałoby się odświeżyć w powszechnej świadomości... Szkoda, że mało zostało ludzi, którzy w ten sposób filozofują – choćby nawet byli ateistami, to po pierwsze – pokornymi jak Kotarbiński, po drugie – dałoby się z nimi dyskutować na gruncie wspólnej metodologii, czy epistemologii.
Z sentymentu do prof. Kotarbińskiego – proszę każdego wierzącego Czytelnika o modlitwę za Jego zbawienie.

już od tygodnia...
...mamy Wielki Post! Mam nadzieję, że każdy przejrzał Przewodnik po Wielkim Poście mojego autorstwa i zabrał się do roboty! Maruderom przypominam o wielkiej wadze, którą należy przywiązywać do praktyk pokutnych: postu, modlitwy i jałmużny. Gdzie przez modlitwę rozumiemy nie tylko ustną, czy udział w nabożeństwach wielkopostnych, ale także myślną – gdzie wielką pomocą są polecane przeze mnie po tysiąckroć Rozmyślania o życiu kapłańskim autorstwa św. bpa Pelczara!

nie nabzdyczaj się!
nie należy się nabzdyczać podczas poszczenia – o tym mówi oczywiście Ewangelia. Ja natomiast chciałbym się podzielić pewną obserwacją antropologiczną! Tą mianowicie, że w sytuacji, gdy zasypiamy w miejscu publicznym – na zajęciach, w pociągu, czy tramwaju... zazwyczaj przybieramy groźną, ew. bardzo poważną minę! Myślę, że to strategia na udawanie, że wcale się nie śpi, tylko intensywnie rozmyśla z zamkniętymi oczami. Poobserwujcie ludzi, bądź napięcie własnych mięśni mimicznych podczas zasypiania w takich warunkach!

francuska laicite!
wracając do reizmu. Oczywiście posługiwanie się językiem reistycznycm jest niewygodne ze względu na konieczność tłumaczenia wszystkich pojęć hipostatycznych (a więc nie-konkretów) na konkretne, co wydłuża i komplikuje wypowiedź, ale nie słyszałoby się na zajęciach na socjologii rozemocjonowanego młodego doktora, który co drugie słowo przywołuje „francuską laicite”, albo „liberte”! Ja się domyślam, co ma się na myśli... ale mniej lansu, więcej treści. To chyba dotąd nie zauważany wymiar reizmu – mniej lansu, więcej treści!

pan Seidman rzecze
w ramach przygotowań do kolokwium ze „Współczesnych teorii socjologicznych”, czytałem ostatnio tekst Seidmana o „końcu teorii socjologicznej”. Seidman to obrzydliwy postmodernista, ale tekst da się czytać i przejrzyście polemizować. O jego uczciwości świadczy kilka zaskakujących wniosków, takich jak ten, który z okazji dzisiejszego dnia przytoczę poniżej:

Debaty, w których używa się pojęć w rodzaju „kobieta”, „mężczyzna”, „gej”, „czarny Amerykanin”, i „biały Amerykanin”, należy postrzegać jako przejaw sił społecznych ucieleśniających chęć kształtowania ładu płciowego, rasowego i seksualnego. Starają się one umieścić w naszych ciałach określone pragnienia, potrzeby, oczekiwania i społeczne tożsamości. (...)
Nie ma powodów, by sądzić, że należąca do klasy średniej heteroseksualna członkini Kościoła metodystów z Południa będzie miała takie same doświadczenia czy nawet wspólne interesy związane z płcią kulturową jak mieszkająca na Północy żydowska lesbijka z klasy robotniczej. Jest też naiwnością zakładać, że jakiekolwiek wspólne cechy związane z płcią przesłonią rozbieżne interesy i wartości tych kobiet.


Niby postmodernista, a ujął sedno!
A nasze feminazistki, choć drapują się na nowoczesne ętelektualystki, są niestety – patrząc z ogólnoświatowego poziomu ich macierzystego komsomołu – towarzyszkami mocno wstecznymi. Wałkują brednie, które porzucono lata temu. W ogóle to trzeba przyznać, że polskie życie intelektualne – z nielicznymi wyjątkami – to powtarzanie ogranych przed laty banałów z Zachodu. Banałów, które już przeminęły.
Publiczka oczywiście ma miękko w gaciach, gdy je słyszy i czuje się uprawniona do postrzegania samej siebie jako nowoczesnej. Jak ma taką potrzebę i to jej wystarcza – proszę bardzo.

tłumacza mam! Mam tłumacza!
skoro my jesteśmy nowocześni, to i tłumacza mamy! A i owszem! Gdyby ktoś potrzebował usług translatorskich – małych, bądź większych (np. na użytek wydawnictwa, medium informacyjnego) – ogłaszam wszem i wobec, że mój kolega jest świetnym i doświadczonym tłumaczem z hiszpańskiego i angielskiego, mającym na swoim koncie już kilka książek! Jeśli komuś trzeba – zapraszam do kontaktu przeze mnie. Dla moich Czytelników przewidziany jest rabat...!

przypominam!
o konkursie, który ogłosiłem w ostatnim tygodniu! Informacje znajdują się tu. Bardzo proszę o branie udziału od zaraz.

myśl na dziś
Świętych Obcowanie. — Jakże ci to mam wytłumaczyć? — Wiesz, czym dla ciała jest transfuzja krwi? A więc taką samą transfuzją dla duszy staje się Świętych Obcowanie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 544


czwartek, 5 marca 2009

[fotoreportaż] jak szczęśliwa Polska cała!

komórkowy fotoreportaż - c.d.!
moi mili, dziś kolejna odsłona komórkowego fotoreportażu! Dziś pod hasłem - jak szczęśliwa Polska cała!











Opowiadałem ci, że nawet osoby nie ochrzczone mówiły do mnie że wzruszeniem: „To prawda, rozumiem, że święte dusze muszą być szczęśliwe, gdyż patrzą na wydarzenia nie na sposób ziemski lecz oczyma wieczności”.Oby ci nie zabrakło takiego spojrzenia! – dodałem potem – byś konsekwentnie odpowiedział na szczególną miłość ze strony Trójcy Świętej.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1017

wtorek, 3 marca 2009

[3 III 2009] wtorek, tajemnice bolesne Różańca, dwie rocznice mamy

przypominam o konkursie!

halo, halo, dziś post raczej porządkowy, pangrzyzga śpi na stojąco po poprzedniej nocy pełnej nauki! A zatem - po pierwsze przypominam o wielkim konkursie, który ogłosiłem wczoraj! Link do jego opisu
znajduje się tutaj
W wynalezieniu swoich ulubionych 5 postów na pewno pomoże wyszukiwarka bloggerowa, która jest w prawy górnym rogu strony bloga. Jeśli pamiętamy jakieś charakterystyczne słowa z posta, to po ich wpisaniu nie będziemy mieli problemów z wyszukaniem postów!
rocznice dwie...
zdałem sobie sprawę, że dziś obchodzimy dwie rocznice!

półtora roku gnyszkobloga
po pierwsze - mija właśnie półtora roku odkąd napisałem pierwszego posta na gnyszkoblogu! W tym czasie wystukałem już 629 postów! A wszystko zaczęło się w Monachium... dziś wspominałem te czasy w trakcie drzemki, którą musiałem sobie uciąć po powrocie z Warszawy!
spada nam, oj spada
w międzyczasie wszystko nam spada! Nie tylko S&P500 zleciał nie tylko poniżej 750 pkt. ale i już pod 700 pkt.! Podwójny szczyt nam się potwierdził, co oznacza dalsze spadki... czyli będzie jeszcze taniej! Co się robi, gdy jest tanio - wiadomo. Pytanie tylko za milion punktów kiedy będzie drożej!
Ale i nie tylko to nam spada. Spada także klikalność reklamy kontekstowej na gnyszkoblogu - czyli tych reklamek z AdKontekstu (np. na samym dole strony, albo nad pierwszym postem od góry) i AdSense'a (ta granatowa pod nagłówkiem). Oj... a kiedyś to się na tym zarabiało... wprawdzie nie tak, jak znajomy blogger, który ostatnio otrzymał od Google'a przelew na ponad 900 zł (!), ale zawsze coś... Przypominam tylko, że reklamy te rozliczane są w trybie CPC, co wymownie tłumaczy się jako cost-per-click...

pięć lat Złotych Myśli
15 marca mija także 5 lat od powstania wydawnictwa Złote Myśli. Z tej okazji moi ulubieni prekursorzy marketingu internetowego przygotowali wielką kampanię promocyjną. Jak zwykle kosmiczne rabaty, etc. - ale moją uwagę przykuł przede wszystkim jeden film promocyjny! Link do niego zamieszczam poniżej:
http://5urodziny.zlotemysli.pl/ekonomiczna,5urodziny/atrakcja1.html
Problem ze Złotymi Myślami polega na tym, że oprócz paru, parunastu bardzo wartościowych pozycji mają sporo kiepścizny, w tym także kiepścizny demoralizującej... dlatego m.in. wywaliłem w końcu banner prowadzący bezpośrednio na stronę główną Wydawnictwa, bo jeden z Czytelników zgorszył się zastanymi tam pozycjami. Teraz więc linkuję do konkretnej książki - polecanej wielokrotnie na tym blogu książki J.Gajdy pt. E-biznes jako sposób na sukces.
Historia tego wydawnictwa i jego dynamiczny rozwój to naprawdę materiał na porządne studium dla kogoś z Wydziału Zarządzania... brawo, gratuluję, ale wolałbym parę książek z oferty usunąć!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/3-iii-2008-poniedziaek-za-4-miesice-i-4.html

myśl na dziś
Dlaczego nie oddasz się Bogu raz na zawsze..., ale tak naprawdę..., teraz!?
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 902



poniedziałek, 2 marca 2009

mam pomysł... ogłaszam konkurs!

uwaga, uwaga!

w związku z pewnym moim pomysłem, niniejszym ogłaszam konkurs! Otóż, polega on na tym: przez najbliższe 2 tygodnie, czyli do 16 marca 2009 do 24:00 czekam na zgłoszenia top 5 wpisów z gnyszkobloga!
-----------
A zatem:
- wysyłamy maila na adres: gnychen@poczta.onet.pl z tematem top 5
- w treści podajemy pięć linków do postów
- oraz podajemy link do któegoś z e-booków Złotych Myśli, którego fragment chcielibyśmy otrzymać w nagrodę! Pod tym linkiem możemy przejrzeć ichnią ofertę.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/2-iii-2008-niedziela-kolejna-ju-w.html




środa, 4 lutego 2009

[4 II 2009] środa, kończ się sesjo! Kończ!

znaki czasu...

dziś ostatni egzamin, a później dość pracowita reszta dnia, połączona z oczekiwaniem na wyniki egzaminu, których się chyba już nie doczekam... Jednym słowem - muzom takie otoczenie nie sprzyja...
Tymczasem zaczęły się pojawiać - wraz z napływem nowych gości przekierowanych ze strony konkursu na Blog Roku 2008 - głupkowate komentarze pod postami (zarówno nowych, jak i niektórych starych komentatorów, którzy tradycyjnie zajmowali się trollowaniem). Dotychczas miałem zasadę, by na każdy komentarz odpowiedzieć... ale zasadę tę jednak muszę porzucić, bo nie starczyłoby mi czasu na niekończące się dyskusje. Jednym słowem - proszę nie odbierać jako zadzieranie nosa brak odpowiedzi na każdy komentarz. Odpowiem na ten, na który zechcę, bo na resztę nie mam po prostu czasu. Czas, to zbyt cenny dar od Pana Boga, by go lekkomyślnie zużywać... To samo tyczy się P.T. Komentatorów.

jutro witaj Dolny Śląsku!
jutro zaś czeka mnie kolejna podróż pociągiem na Dolny Śląsk, do Oleńki! Jak zwykle - bardzo mnie ta perspektywa cieszy!

historia
wspominanym na wstępie, świeżym Czytelnikom, jako pewne rozszerzenie w postrzeganiu tego bloga, polecam ksiąkę, w której występuje... mowa oczywiście o "Agacie. Anatomii manipulacji"!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/4-ii-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Piszesz do mnie: „Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Ale o czym?” — O czym? O Nim, o tobie. O twoich radościach i smutkach, sukcesach i niepowodzeniach, o szlachetnych ambicjach i codziennych kłopotach... O twoich słabościach! Dziękczynienia i prośby. Miłość i skrucha. Jednym słowem, poznać Boga i poznać siebie: „być razem!”.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 91



wtorek, 4 listopada 2008

[4 XI 2008] piniążki, Panie, piniążki!

pieniążki, pieniążki
wystrzegam się generalizowania w oparciu o kryterium narodowościowe, ale poniższe rozważania aż proszą się o to, by rozpocząć je od sakramentalnych dla ętelektualistów z Czerskiej sformułowania „A, bo w Polsce, to...” albo lepiej: „Eeee, w tym kraju to...”.
Nie zacznę więc w ten sposób, ale proszę wiedzieć, że gdybym nie był sobą, tylko kimś innym – zacząłbym. Druga uwaga, zanim zacznę, jest tej materii, że tekst ów dotyczy zarówno konkretnej sytuacji, jak i rzeczywistości w ogóle. Być może nawet opisuje pewną ogólną właściwość natury ludzkiej.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację – do jednego z blogerów przychodzi kolega i pogadawszy sobie chwilkę, przechodzi na temat jego bloga. Od słowa do słowa... pojawia się temat reklamy kontekstowej, która jest na blogu tego pierwszego. „No, i jak tam? Kiedy ostatnio kliknąłeś?” - pyta bloger. Kolega zaś na to: „Iiiii tam, ja u Ciebie nie klikam, Ty masz za dużo pieniędzy”.
Możemy sobie wyobrazić także i drugą możliwość odpowiedzi - „To u Ciebie są jakieś reklamy? No, cóż, korzystam z AdBlocka i ich nie widzę”.
Jakkolwiek jest, w obu przypadkach skutek jest podobny – bloger za swoją pracę (a umówmy się, że pisanie bloga, to forma publicystyki, niekiedy nawet aktywności artystycznej, społecznej, czy apostolskiej) nie dostaje wynagrodzenia, jakiego się spodziewał montując na swoim blogu reklamę kontekstową.

Druga sytuacja: istnieje sobie tygodnik OZON. Wspaniała gazeta, w końcu nowocześnie wyrażany katolicyzm zagościł na arenie tygodników opinii (poza jednoznacznie kojarzonymi „Gościem Niedzielnym” i „Niedzielą”), brawo dla redakcji! No, ale wiadomo, że zdobyć reklamę do tego typu gazety w domu mediowym będzie trudno... Dlaczego? Katolicy wciąż nie są postrzegani jako grupa konsumencka. Nawet jeśli... to niby dlaczego promować ich przedsięwzięcia? Wiele osób widzi to i stara się OZON propagować, kupuje dwa egzemplarze, zamawia komuś w prezencie prenumeratę... OZON w końcu upada.
Przykłady możemy mnożyć w nieskończoność – chyba jednak szczególnie po naszej stronie sceny publicznej. Tu jest strach przed pieniędzmi... Gdy w grę wchodzi zysk, przedsięwzięcie zazwyczaj zaczyna być postrzegane jako podejrzane. Z tego względu też najczęściej przedsięwzięcia organizuje się na zasadzie non-profit, co najczęściej kończy się tym, że po roku lub dwóch... ci, którzy wzięli w nich udział, dłużej już nie wytrzymują, następuje wypalenie, ludzi ogarnia zgorzknienie i poczucie bycia wykorzystanym. Nie chcę rzucać nazwiskami, ale w ten sposób z bardzo pożytecznej działalności musiało zrezygnować wiele zasłużonych osób, np. z kręgów pro-life.
Jak to się dzieje, że ludzie – choć zgadzają się co do idei, zakładają, że przedsięwzięcie utrzyma się samo, żywić się będzie powietrzem... Nie mnie diagnozować powody takiego stanu rzeczy, ale wiem jedno – nie jest to stan porządany. Bo nie dość, że ludzie sami stawiają sobie przeszkody na drodze do dobrobytu (iluż to ja skrupułów się nasłuchałem w rozmowach, które maskowały tak naprawdę strach, albo zwykły brak rozumnej odwagi w obliczu możliwości podjęcia ryzyka), to przekładają to na działania, które zdołały się wykluć. W ten sposób, choć katolicyzm w Polsce deklaruje dużo osób, nie doczekaliśmy się wciąż potężnych, katolickich instytucji intelektualnych, społecznych, politycznych.
Jest i druga warstwa zjawiska. Spychologia. Ludzie uwielbiają spychać obowiązek wspierania przedsięwzięć na bogatszych od siebie... „Taaaa... Kluska ma tyle kasiory, to mógłby fundnąć to, lub tamto.” Proszę mi wierzyć, ale wciąż nie mamy katolickiego Rockefellera w Polsce (pisałem o tym którymś razem, przy okazji debiutu wspaniałej, inspirującej książki „E-biznes jako sposób na sukces”, której jednym z bohaterów jest p. Paweł Królak, katolicki e-biznesmen z Lublina) – nawet gdybyśmy mieli, nie zdołałby sfinansować wszystkiego... a poza tym – zamiast rozporządzać pieniędzmi innych, bierzmy się lepiej za swoje.
Od ogółu wracamy do szczegółu. Co to wszystko ma wspólnego z gnyszkoblogiem i jego odnogami? Coś wspólnego ma. I proszę mi wierzyć... nie mam za dużo pieniędzy, ani tym bardziej czasu. Szczególnie w obliczu niedalekiego ślubu, związanymi z tym wydatkami i niedaleką koniecznością kończenia studiów. To, że pewne działania podejmuję, wynika po pierwsze z poczucia możliwości pełnienia powołania, po drugie z wiary w to, że te wysiłki przełożą się także na satysfakcję ekonomiczną, czyli ewangeliczną „zapłatę, której godzien jest robotnik”. Niestety, z tych samych powodów działalność będę musiał zakończyć, gdy okaże się, że moje przewidywania się nie sprawdzają, a potrzeby staną się na tyle pilne, by im podołać, przestanę mieć czas na cokolwiek innego. Tym samym dołączę do wielkiego grona tych, których działaniom wszyscy przyklaskiwali... a mało kto potrafił pomóc.
Czy naprawdę 10 zł miesięcznie na wsparcie domu samotnej matki to dużo? Czy kolejne 10 złotych miesięcznie na wsparcie portalu, który niesie w internet ortodoksję katolicką, to majątek? Czy rzeczywiście 5 złotych przelane co jakiś czas darmowym przelewem na konto blogera, którego lubię – to dużo? W sumie 25 złotych miesięcznie... Niecała złotówka oszczędzona dziennie... a mielibyśmy mniej powodów do narzekania. Pomijam tysiące innych sposobów, które polegają na skorzystaniu z jakiejś oferty za pośrednictwem strony, którą lubimy (np. przejrzenie reklam, czy produktów w których zakupie pośredniczy)...
Nieraz wystarczyłoby wyłączyć AdBlocka, a wiele wartościowych stron mogłoby się szybciej rozwijać dzięki wpływom z klików w reklamy. Poddaję to pod rozwagę. Mała sumka dla jednej osoby znaczy niewiele, jednak duża ilość małych sumek, to konkretna pomoc – proszę w to uwierzyć, porzucić przywiązanie do poczucia bezradności... i brać się do roboty! Wszystko, co otrzymujemy – nawet za darmo – kosztuje przynajmniej czyjąś pracę i czas.
myśl na tę część dnia
Zjednocz się z Wolą Bożą... a wówczas przeciwności przestaną być przeciwnościami.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr nr 812





ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO