piątek, 19 lipca 2013

Ach ta Ukraina... z nią tylko same kłopoty!

Pisałem ostatnio o Kolegium św. Stanisława Kostki, czyli szkole dla Polaków ze Wschodu z warszawskiego Wilanowa. To projekt dobroczynny, który mnie bardzo wciągnął, dlatego sprawom Wschodu poświęcam coraz więcej uwagi. Oczywiście powody rodzinne (także ze strony Oleńki) nie są tu bez znaczenia.
Ostatnio obchodziliśmy 70. rocznicę Rzezi Wołyńskiej, przy okazji której Sejm pobawił się w językową dezynwolturę, zamach jajkiem na Prezydenta… i ostatnio konferencję w tymże Sejmie na temat relacji Ukrainy z Polską i UE.

Główna myśl, która z niej płynie, to jednak przekonanie o tym, że z Ukraińcami warto rozmawiać i wspierać ich dążenia do wstąpienia do Unii Europejskiej. Oczywiście abstrahując od tego, czy warto do Unii wstępować (co zresztą trzeźwo zauważył jeden z panelistów, ale chyba nie po lekturze jednego z moich wpisów nt. korupcji przy projektach UE) ;-) warto zastanowić się co z przeszłością. Tak, tak, z Wołyniem i obecnym tu i ówdzie na Ukrainie kultem zbrodniarza Bandery. Podstawowe pytanie brzmi, czy my w ogóle mamy jakąkolwiek agendę w tym temacie, bo sądząc po ruchach Prezydenta, jedynym pomysłem jest wspólne przepraszanie Pana Boga za winy jakichś tajemniczych „onych” :-)
Więc z jednej strony nasz interes leżący w tym, by Ukraińcy przestali nas upokarzać, widząc równocześnie jakiegoś zadawnionego oprawcę, któremu tak naprawdę należała się rzeź, którą nie nazywamy ludobójstwem… z drugiej jednak, o czym też mówili w Sejmie – kwestia Rosji. Z tego, co mówili paneliści z Ukrainy, istnieje realna obawa o to, że Rosjanie zwasalizują sobie Ukrainę gazowo i na parę innych ekonomicznych sposobów i wówczas możemy być pewni, że obecni lwowianie będą do nas wrogo nastawieni…
Jesteśmy więc w sytuacji nawet typowej dla biznesu :-) Mamy partnera, który kiedyś zrobił nam kuku po okresie długoletniej współpracy, teraz chcielibyśmy dać mu jednak nauczkę, bo nie chce się przyznać do braku lojalności, ale chyba mądrzej jest zaczekać z walką o ten krótkoterminowy interes, bo wokół niego kręci się duży konkurent, który może przebić naszą najlepszą ofertę współpracy. Jest tylko jedno pytanie – czy to nie jest gra i tak naprawdę nie chodzi o coś trzeciego. Wiem jedno – polityka jest interesująca, ale chyba za dużo w niej drugich denek… ;-) A Czytelnicy co uważają?

Brak komentarzy:

ciekawostki: