Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2009

[13 X 2009] media globalne, czy media lokalne? RadioSłużew.pl

media lokalne – przyszłość?
tendencyjności, głupoty i miglancostwa mediów mainstreamowych nie da się nie zauważyć. Pisałem o tym zresztą nie raz! Skądinąd nie może być inaczej – bo power tends to corrupt, absolute power corrupts absolutely, jak mawiał sam Lord Acton. Skoro media są czwartą władzą, a jak się mówi ostatnio – coraz większą., to i na większą korupcję są narażone. Proste, że jasne. Bez mediów nie mielibyśmy PR-u – zarówno negatywnego, jak i pozytywnego, bez nich nie mielibyśmy zmiany społecznej, etc. W związku z tym zarówno podmioty prywatne, jak i rządowe oraz opozycyjne tańczą swój chocholi taniec wokół mediów mainstreamowych.
Skutkiem tego mamy bajzel, który widać gołym okiem. Publicyści plotą jak najęci i się wcale dobrze mają (istnieje przecież klientelizm). Dlatego nazywam większość z nich miglancami. I dlatego dziś opiszę pewne rynkowe novum...

Służew – zalążek przyszłości
nie jest wykluczone, że w tym kontekście wyjściem mogą być media lokalne. Oczywiście nie a priori, bo i lokalnie możliwe są naciski (a nie znamy przypadków, gdzie lokalni radni, albo sołtys lub prezydent miasta ma własną, wychwalczą gazetkę?). Ale sądzę, że dziennikarze lokalni – w sytuacji gdy byt zapewnia im inne źródło dochodów, albo nawet dochód pasywny po latach pracy i nie muszą szukać prestiżu – są predestynowani do tego, by tworzyć rzetelną informację.
Taką tezę stawia także kol. Kuba Kumoch, współtwórca RadiaSłużew.pl, do którego piję (swoją drogą ciekawie jest przejrzec życiorysy Twórców). Ciekawie opisuje stan rzeczy, pisząc:

(...)
Nad całym rynkiem mediów coraz bardziej ciąży zmęczenie polityką, która nadawała ton 90 procentom informacji krajowych. Zrobienie dobrej informacji niepolitycznej wymaga już dużego warsztatu dziennikarskiego, a na klasycznego dziennikarza, który pisze codzienny bezwartościowy tekst oparty na telefonie do Gosiewskiego i Gowina, nie ma już zapotrzebowania. Dziennikarz robiący codziennie tekst "Schetyna idzie na wojnę z Gowinem" jest nieprzydatny.

3. Każdego normalnego człowieka sto razy bardziej interesuje jego własne otoczenie niż codzienna ogólnokrajowa sieczka informacyjna. Mam wrażenie, że zwycięstwo internetu nad papierem jest tego przejawem. Własny przykład: moja ciekawość wydarzeń krajowych jest całkowicie zaspokojona po 12-sekundowej wizycie na Wirtualnej Polsce. (...)

źródło: http://jakub-kumoch.salon24.pl/125734,radio-sluzew-moj-pomysl-na-nowe-media

Rzeczywiście tak jest i rzecz czuję podobnie. Wyskoki Wałęsy, kolejne durnoty Tuska, czy rewelacje Palikota i akcje antyspołeczne Aborczej – po prostu mnie nie obchodzą. Pozbycie wagi tego całego bełkotu może się dokonać chyba tylko poprzez internet.
Pierwsza fala tego odejście nastąpiła z chwilą stworzenia serwisów społecznościowych – gdy ludzie zaczęli gadać o rzeczach sobie najbliższych na forach i w prywatnych wiadomościach w ramach grona.net, czy teraz facebooka i naszej-klasy. Druga dokonała się wraz z wystrzałem blogosfery – najpierw marnych serwisów blogowych Agory i Onetu, później salonu24.pl i jego następców (coraz mniejszych i silniej stematyzowanych!) - niepoprawnych.pl, blogbank.pl i innych (również i na Fronda.pl).
Sądzę, że trzecią falę wyznaczają właśnie serwisy autentycznie lokalne, tj. zaczepione w grupie, która utrzymuje osobiste relacje, bądź ma ze sobą dużo wspólnego. To kryterium spełnia zarówno RadioSłużew.pl jak i wielka Fronda.pl jako medium sprofilowane. One są również generatorami kapitału społecznego, o którym z punktu widzenia Roberta Putnama pisałem już parę razy.

inni?
Można by zapytać gdzie na tej skali sytuują się takie serwisy jak naszemiasto.pl, mojemiasto.pl, czy z drugiej strony pruszkow.pl i otrebusy.pl. Otóż, pierwsze to twory stricte biznesowe, tworzone odgórnie (podobnie jak gazetki Metropol, czy Metro – trochę sprofilowane lokalnie). Drugie – tworzone odgórnie najczęściej przez lokalną władzę. Jest tu jednak drobna różnica – podobnie jak między forum mieszkańców osiedla tworzonym przez nich samych, a forum stworzonym przez dewelopera, który do jego obsługi wynajął agencję PRową... prawda?

Misja
mnie misja chłopaków z RadiaSłużew.pl przekonuje:

  • Wierzymy, że własna ulica jest sto razy ważniejsza niż wielka polityka i partyjne przepychanki.
  • Wierzymy, że rolą dziennikarza nie jest ani pouczanie ani moralizowanie, wierzymy, że jest nią opowiadanie ciekawych historii.
  • Wierzymy, że historie dzieją się wokół nas. Że miejsce, w którym mieszkamy nie jest pustynią z betonu. Że potrzeba kogoś, kto te historie zbierze i opisze.
  • Wierzymy, że jeżeli media lokalne nie spełniły swojej roli, to stało się to wyłącznie z powodu ich niskiego warsztatu. Wierzymy w dobre newsowe dziennikarstwo.
  • Wierzymy w społeczność mieszkańców. W to, że chcecie tego samego co my.
  • Wierzymy w swoją małą ojczyznę.
  • Wierzymy w Służew.


Panowie, powodzenia! O reklamę się nie boję – firmy rozumieją coraz bardziej, że najksuteczniejszy jest to, co nazywam marketingiem wewnętrznym. Przekaz pochodzący ze środowiska konsumenta, niż z obcego billboardu, który w tej samej formie widać nie tylko na Służewie, ale i w innych częściach miasta i Polski.

a rok temu
http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=8013098484768916376&postID=5849259489302062829

myśl na dziś
Gdybyśmy jako chrześcijanie żyli prawdziwie zgodnie z naszą wiarą, nastąpiłaby największa rewolucja wszystkich czasów... Skuteczność współodkupienia zależy także od każdego z nas! — Pomyśl nad tym.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 946



niedziela, 4 października 2009

[4 X 2009] o antysemitach, Stanleyu i katolicyzmie jako oporze

Stanley strikes back
jak obiecałem w ostatnim wpisie tęskniącym za katolickim Rockeffelerem w osobie p. Pawła Królaka – dziś poszerzę nieco pole dotyczące ostatniego wywiadu-rzeki ze Stanisławem Michalkiewiczem, która w ramach Biblioteki Wolności ukazała się nakładem Najwyższego Czasu!.
Poza tym, że czytając książkę mogłem wyobrazić sobie p. Stanisława na podstawie zarówno przemówień publicznych, jak i osobistego spotkania w ramach Gali Bloga Roku 2008, również miałem okazję bliżej poznać jego biografię i zupełnie intymne, raczej nie obarczone stylistyką wiecową, przemyślenia. Jako, że zanudzanie Czytelnika dywagacjami na temat razwiedki zostawiam sobie na inną okazję, pozwolę sobie poruszyć sprawy innego rodzaju.

odwaga antysemitnika
dowiedziałem się na przykład, że życie p. Stanisława zmieniło się radykalnie w 1996 roku, kiedy to niejaki Isaac Singer wygłosił przemówienie, w którym zapowiedział, iż Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej. Sprawa i głośna, i niegłośna – bo z jednej strony wszyscy, których stosunki polsko-żydowskie interesują, o sprawie wiedzą, reszta zaś – czyli obłędni filosemici, o których już parę razy pisałem – rzecz przemilczają. No, ale – wówczas właśnie p. Stanisław uznał, że należy rzeczy się przypatrzeć i zacząć obserwować sprawy żydowskie. W wyniku tego z redaktora często pojawiającego się w telewizorze, a wcześniej nawet sędziego Trybunału Stanu, przedzierzgnął się momentalnie we wrażego antysemitnika i ciemniaka, co – jeśli dobrze pamiętam – potwierdziły protesty przeciwko albo jego wejściu w skład zarządu Polskiego Radia, bądź otrzymania programu autorskiego w tej szacownej instytucji (parę lat temu miała miejsce taka sytuacja – brońmy Polskiego Radia przed antysemitą!).
Tomasz Sommer, znając ten stereotyp Michalkiewicza jako antysemity i człowieka na punkcie Żydów zbzikowanego, dopytywał czy nie zamierza przestać się tymi sprawami zajmować, skoro aż tak komplikują życie, na co indagowany odpowiedział w bardzo ciekawy sposób. Otóż, w którymś z wcześniejszych rozdziałów zaznaczył, że do opozycji w PRL wstąpił po to by się nie bać. Odpowiadając na pytanie o współczesność, potwierdził, że skoro działał w opozycji po to by się nie bać, to nie ma najmniejszego powodu, by teraz spękać i przestać robić swoje.
Święte słowa – każdy ma swoje Westerplatte, jak to powiedział Jan Paweł II, a i ja swoim, skromniutkim doświadczeniem rzecz potwierdzić mogę.

niezależność finansowa
zdobycie się na odwagę, by się nie bać pozwala działać niezależnie. A działać można z powodzeniem, czego dobrym przykładem jest właśnie casus Michalkiewicza. Wielokrotnie podawałem go za przykład, ale powtórzę po raz kolejny.
Jestem pod wielkim wrażeniem jego przedsiębiorczości i umiejętności utrzymywania się z wielu źródeł, które de facto polegają na tym samym – Michalkiewicz utrzymuje się z pisania. Tak, jest rzeczą godną podziwu, że facet jest w stanie utrzymać siebie wraz z rodziną z samego pisania – zarówno książek, broszur, felietonów publikowanych w czasopismach, jak i (to chyba największy fenomen) – dobrowolnych darowizn osób, które czytają jego autorską stronę!
Jest to dla mnie tym bardziej godne podziwu, że mnie się to nie udaje, tzn. nie mam możliwości przeżycia z samych wpłat (choć kilkanaście darowizn odebrałem, za co bardzo dziękuję!) - sytuacja ta ma oczywiście wiele czynników, ale głównym z nich jest ten, że Michalkiewiczowi mogę co najwyżej pantofle wiązać i Czytelnik to widzi.
Ale nie po to piszę o wymiarze materialnym jego egzystencji, by naganiać na swoje konto. Piszę o tym po to, by podkreślić po raz enty wagę wspieractwa, o którym pisałem tyle razy. Gdyby nie możliwość zaspokojenia potrzeb materialnych poprzez pisanie, Michalkiewicz nie pisałby swoich genialnych tekstów albo dlatego, że musiałby harować w fabryce, lub ogłupiającym biurze, albo ze względu na konieczność pisania tekstów na zamówienie.
Działa zatem spokojnie dzięki kilkuset ludziom, którzy łącznie – jak policzył kiedyś mój kolega wg danych ze strony – fundują Pani Stanisławowi honorarium na ponad 9 000 zł. Zrzutka po kilka-kilkadziesiąt złotych nie boli, a dzieki niej mamy potężną, błyskotliwą armatę. Podobnie zresztą z Fronda.pl i Klubem Frondy. Mam nadzieję – i będę działał w kierunku realizacji tej wizji – że ta forma finansowania będzie miała jeszcze swoje większe pięć minut po naszej stronie mocy.

czytanie gazet
zdaje się, że starzy Czytelnicy tę uwagę przy jakiejś okazji czytali, ale warto ją powtórzyć. Nie jest cnotą, ani szczególną zasługą (także intelektualną) czytanie gazet. Wszak ich treść (w tym napuszone „analizy” i „eseje”), to wytwór przeróżnych miglanców, którzy o niezależności podobnej do p. Stanisława mogą pomarzyć. Nie chodzi tu o wystrzeganie się formy przekazy, a jedynie rodzaju poruszanych zagadnień – źle jest czytać wciąż na tematy bieżące. Wszak ich oceny można dokonać jedynie w oparciu o kryteria ogólne, jakieś zasadnicze założenia – dlatego zamiast czytać prasę codzienną, czy tygodniki – warto wziąć się za książki, albo te gazety, które dużo uwagi poświęcają niepopularnym i „nudnym” tematom.
Powiem od razu, że „Polityka” i „Newsweek” nie są takimi uczonymi gazetami.

katolik – totalny nonkonformista
wspomniałem ostatnio także o „Iota Unum” prof. Amerio, którą to cegiełkę zabrałem w podróż. Choć do jej końca wciąż brakuje mi kilku centymetrów grubości, odkryłem w niej pewną myśl, którą chyba kiedyś podzieliłem się na blogu.
Otóż, katolicyzm, to nonkonformizm bez względu na czasy. Bycie katolikiem zawsze oznacza bycie w opozycji do większości (nawet w seminariach duchownych gorliwi klerycy są postrzegani jako wariaci – vide przypadek św. Josemarii, którego ze względu na nabożeństwo do Maryi nazywano w seminarium Różą). Nonkonformizm ten objawia się nie tylko w walce na zewnątrz, która jest rzeczą drugorzędną (choć zasadniczą), ale przede wszystkim w walce wewnętrznej. Katolik jest przede wszystkim nonkonformistą wobec siebie!

myśl na dziś
Jeśli jesteśmy blisko Chrystusa i idziemy Jego śladami, winniśmy kochać z całego serca ubóstwo, oderwanie od dóbr ziemskich, braki.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 997



czwartek, 24 września 2009

[24 IX 2009] Legion, czyli Tysiąc... gniew narasta.

Legion, czyli Tysiąc

no i stało się! Sąd w Katowicach stanął na głowie i całą tę dezynwolturę podziwia obecnie cała Polska. Nie zamierzam komentować wyroku w szczegółach, bo zrobili to za mnie zarówno Tomasz Terlikowski, jak i pani Wudarczyk z bardzo błyskotliwymi panami: Przemysławem Babiarzem i Łukaszem Warzechą. Cóż Gnyszkoblog może na to powiedzieć?
Niewiele. Poza kilkoma uwagami natury ogólnej.

media
Po pierwsze, bardzo się cieszę, że zaszła pewna zmiana od czasów słynnej tzw. sprawy Agaty, w której sam brałem udział. Nie chodzi bynajmniej o to, że Biskupi się obudzili, ani nawet o to, że środowiska prolajferskie się obudziły – do tego jeszcze nie doszło. Chodzi mi o jakościową zmianę w sferze medialnej. Tak, myślę m.in. o Fronda.pl, bynajmniej nie dlatego, że odpowiadam za finansowe filary tego przedsięwzięcia. Myślę tu o tak kosmetycznej, ale mimo to fundamentalnej zmianie jaką jest powstanie miejsca i sformalizowanego środowiska, z którego można koordynować reakcję. Jest takie miejsce przy Marszałkowskiej w Warszawie, gdzie poprzednio mógł zawitać wygoniony z UKSW dr Cameron, gdzie teraz może przyjść np. Przemysław Babiarz i nagrać bez żenady to, co uważa na temat sprawy p. Tysiąc. Nie tylko nagrać, ale i być pewnym, że nagranie obejrzy minimum kilkanaście tysięcy internautów w ciągu kilku dni. Tzw. prawica nie jest już skazana ani na Pałac Biskupi, który – jako symbol – z różnych względów w ciągu ostatnich 20 lat nie dawał gwarancji na przeforsowanie odpowiednich kroków, ani na Siedzibę Partii, której liderzy – także z różnych względów – nie chcą, lub nie mogą pozwolić na podejmowanie odpowiednich kroków. Jest miejsce gdzie ludzie mogą się w krytycznej chwili zebrać, porozmawiać na temat taktyki. Są ludzie, którzy zawodowo zajmują się właśnie takimi sprawami – i nie są wolontariuszami, dzięki Klubowiczom Frondy.
Dotychczas, by zacytować w innym kontekście felieton Stanisława Michalkiewicza z ostatniego Najwyższego Czasu!, zostawaliśmy z fiutem w garści. Dziś sytuacja jest inna – mamy zaplecze, nie musimy się bać. Nasz głos jest słyszalny, Portal oficjalnie jest cytowany kilkanaście razy każdego miesiąca. Gdy przypominam sobie chaotyczną bieganinę z czasów sprawy Agaty, cieszę się że ta sytuacja tak szybko się polepszyła! Oczywiście nie całkiem, do obudzenia zostali jeszcze biskupi i środowiska prolajf oddające się jak zwykle swoim ulubionym zajęciom, czyli pisaniem listów protestacyjnych i wydawaniem broszur, które czytają sami.

ferment
A więc zmiana w obszarze mediów. Po drugie, chciałem zauważyć jej pochodną – zmianę mainstreamu i oddziaływanie na postawę innych środowisk. Nie mogę tu mówić o szczegółach, bo nie o wszystkim mówić należy, ale kto widział do tej pory Przemysława Babiarza, który otwartym tekstem mówi o aborcji? Kto ma oczy, niechaj patrzy, a kto uszy – niechaj słucha. Ogłaszam, że zaistniał nam jakiś czas temu ferment – ciągle rosnący.

co jeszcze?
Poza tym, należy stwierdzić, że uważamy, iż aborcja zawsze jest morderstwem niewinnego człowieka i tak samo byłoby w sytuacji, gdyby Alicja Tysiąc dokonała aborcji na 8-letniej obecnie Julce. Julka również zostałaby zamordowana, a p. Alicja Tysiąc stałaby się w ten sposób morderczynią. Dane autora do wglądu.

dziecko
w tym wszystkim zaś największe współczucie należy się Julce, tj. niedoszłej ofierze swojej mamy. Mocno obawiam się, czy nie jest aby obiektem uwag, szeptów i żartów ze strony swoich kolegów i koleżanek z podstawówki. No, ale – gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, wie o tym dobrze tow. Tysiącowa, oraz jej protektorki z Federacji Na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz Racji Polskiej Lewicy.
Kyrie eleison...

prześladowania
tym samym ks. Marek Gancarczyk dołącza do panteonu katolickich męczenników Ubekistanu, a więc do Asi Najfeld, Wojciecha Cejrowskiego, Tomasza Terlikowskiego, którzy albo mieli, albo dopiero mają procesy dotyczące czy to twierdzeń nt. homoseksualizmu, jak aborcji.
Kto ma oczy, niechaj je otwiera i chwyta za broń, albo przynajmniej o tym mówi. Ciekaw jestem do czego się jeszcze państwo polskie posunie, bym uznał, że jestem w sumieniu zobowiązany nie finansować go podatkami.

rękopisy nie płoną
mam nadzieję, że i na ten temat powstanie książka, tak jak poprzednio kontrksiążka Frondy na temat Jedwabnego, czy Agata. Anatomia manipulacji. Z tą ostatnią wiąże się ciekawa historia – otóż, słyszałem, że do Wydawnictwa FRONDA PL Sp. z o.o. wpłynęło pismo, w którym Matka tzw. Agaty, grożąc procesem proponuje albo wycofanie nakładu ze sprzedaży, albo podział zysków. Ekhm... pecunia non olet, tak to szło?
Tak, czy siak – warto te historie opisywać i przekazać potomnym. Niech nazwiska bohaterów i szwarccharakterów będą powszechnie znane.

bez wolności słowa...
...Polak – pies Pawłowa. Pamiętają tę akcję z czasów rządów PiSiaków? Organizowała ją Gejzeta Aborcza wraz z okolicami, chodziło o obronę wolności słowa przed zimnym strategiem, cynicznym demiurgiem Jarosławem Kaczyńskim. Drodzy Michnicy, błagam, ratujcie wolność słowa przed Alicją Tysiąc, ps. 30 000 (przydomków p. Alicji napowstawało w ostatnim czasie rzeczywiście sporo, no ale tak to już jest – p. Babiarz wytłumaczył to metaforą fangi w kinola...)!

grafika
podobnie jak w przypadku sprawy Agaty, tak i w tym – internauci rozpoczęli twórczość! Poniżej dwie grafiki na temat sprawy Alicja Tysiąc vs. ks. Marek Gancarczyk.




myśl na dziś
Oprócz Swojej łaski obfitej i skutecznej, Pan dał ci głowę, ręce, zdolności umysłowe, by twoje talenty przynosiły owce. Bóg pragnie czynić ciągłe cuda – wskrzeszać martwych, przywracać słuch głuchym, wzrok ślepym, możliwości chodzenia kalekim... – poprzez twoje uświęcanie pracy zawodowej, która zamienia się w całopalną ofiarę miłą Bogu i użyteczną dla dusz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 984



czwartek, 30 lipca 2009

[30 VII 2009] Ryszard Rynkowski śpiewa, a tu gaz na ulicach!

życie, życie...
„...jest nowelą. Raz przyjazną, a raz wrogą!” Tak śpiewał nie tylko Rynkowski Ryszard w dżinglu serialu wszchczasów, czyli „Klanu”, ale również pangrzyzga, któren choć był w młodości identyfikowany przez kolegów z gimnazjum z postacią dra Lubicza, to jednak serialu owego daaaawno nie oglądał – ale w przez ostatnie dwa dni pieśń macho Ryszarda w uszach swych regularnie słyszał. Nie wiem jak to tam z mózgiem jest, ale któraś klepka najwidoczniej się nie dość dobrze domknęła i masz ci los! Siadamy na porcelanie – Rynkowski w uszach. Siadamy do obiadu – Rycho śpiewa. Próbujemy czytać książkę - „wczoraj biały welon, jutro białe, białe włosy!”. Idziemy spać – Rysiek wciąż nie kończy!
Ale rację ma wysoki Rycho (trzeba Rynkowskiemu przyznać, że wzrostu to jest akurat słusznego!), że życie to raz takie, a raz inne jest. Bo oto sądził pangnyszka, że po obronie inżynierskiej oraz porodzie Siostry nogi w górę wyciągnąć będzie mógł, wygodnie się rozłożyć i zająć nadrabianiem wielodniowych zaległości blogowych... a tu lypa! Nic, a nic , paniegruszka! Trzeba było się najpierw zająć tysiącem spotkań, później inną działką, potem kolejną... i tak przeminął cały lipiec, a zmęczenie jedynie narosło! Co nie oznacza wcale, że czas ten był spędzony bezowocnie! Żadną miarą, co niebawem także i Gnyszkoczytelnicy zauważą! Faktów jednak nie uprzedzajmy, a bierzmy się za komentowanie bieżącej sytuacji!

sytuancja bieżąca
Bieżąca sytuacja jest taka, że lwia jej część przeminęła i niewarta jest skomentowania ze strony Gnyszkobloga. Rząd Tuska kompromituje się coraz bardziej – minister okazuje się być cieciem, rządowy liczykrupa zmienia prognozy wzrostu PKB jak rękawiczki i wyciąga rękę po pieniądze z NBP. Poza tym powoli szykuje nam się rotacja na posadzie konika medialnego – środowisko Piskorczyków zaczyna rżnąć zwyczajowego jarzębia, twierdząc że ma jakieś poglądy i powinno znaleźć się u władzy. PiSiaki robią to, co zwykle, czyli nic. Pojawił się na horyzoncie nowy byt – Kongres Kobiet Polskich i już zaczął jarzębia strugać. Wyłuskajmy z tego natłoku zdarzeń kilka i krótko omówmy!

pacyfikacja KDT
Wielkie wrażenie zrobiły na mnie ostatnimi czasy zdjęcia z wnętrza Kupieckich Domów Towarowych autorstwa mojego kolegi, Kuby Szymczuka. Do sprawy do niedawna miałem podejście natury mieszanej – z jednej strony świadomość peowiackich praktyk w wykańczaniu zdrowej konkurencji (przypomnijmy sobie praktyki Lewandowskiego, gdy był ministrem przekształceń własnościowych – finansowanie sprzedaży krakowskich fabryk działaczom KLD z dywidendy, które owe spółki po przejęciu wypłacały nowym właścicielom; dofinansowanie ponad 150 mln zł przez Gronkiewiczową budowy nowego stadionu Legii przez spółkę właścicieli TVNu, czyli ITI, etc.) oraz intuicyjna chęć obrony słabszego. Z drugiej strony – medialna wrzawa na temat prawnych kulisów owej sprawy, wedle której kupcy-akcjonariusze KDT, to zwykłe warchoły, huligani oraz kułacy.
Najpierw pochwalmy Kubę Szymczuka za świetne zdjęcia i podłożenie wybornej do nich muzyki. Więcej dziennikarstwa obywatelskiego, więcej prywatnych fotoreporterów, więcej blogów – więcej prawdy nam się pojawi w obiegu.
Później zaś, przejdźmy do polecenia Gnyszkoczytelnikom ostatnich wydań dwóch gazet. Po pierwsze bieżącej „Gazety Polskiej”, gdzie cała rozkładówka poświęcona jest sprawie oraz felieton Rafała Ziemkiewicza na ostatniej stronie. Po drugie – artykuł Roberta W. Wyrostkiewicza z bieżącego „Najwyższego Czasu!”. Jakie pytania można postawić w oparciu o te artykuły, a które mają decydujący wpływ na to, czy bijatykę przy KDT nazwać sprawiedliwą egzekucją wyroku, czy po prostu pacyfikację? Zamieszczam je poniżej.

  • 1. Czy jest prawdą, że Urząd Miasta zaproponował kupcom najpierw dwie inne lokalizacje (które rozdzieliłyby akcjonariuszy spółki KDT), później zaś inną lokalizację przy ul. Okopowej (za dwa lata), oraz że nakazało w związku z wyborem lokalizacji przy Okopowej natychmiastowe opuszczenie KDT?
  • Jeśli tak – nie mówmy, że sprawa jest czysta. Jeśli kupców przenosimy, to dajmy im ekwiwalentną lokalizację od razu, a nie dwa lata później, przez które znów może się okazać, że Okopowa jednak nie jest aktualna, a stacja metra powstanie jednak za lat dwadzieścia.
  • 2. Czy jest prawdą, że z początku kupcy nie stawiali żadnego oporu i czekali na komornika z dokumentami, natomiast przemoc rozpoczęła się od razu w okolicach godz. 8:00 ze strony bandziorów spod znaku Zubrzyckiego?
  • 3. Czy jest prawdą, że dopiero godzinę po rozpyleniu przez Zubrzyckiego służby medyczne zaczęły udzielać pomocy kupcom gazowanym w zamkniętym pomieszczeniu?
  • 4. Czy jest prawdą, że Straż Miejska i Policja zwracały uwagę gnojom od Zubrzyckiego, że niepotrzebnie i ze zbyt dużym natężeniem stosują przemoc, ale nie podjęli żadnych kroków celem obrony obywateli z KDT, gdyż taki mieli rozkaz, a sami de facto mieli za zadanie obronę ludzi Zubrzyckiego?
  • 5. Dlaczego komornik wynajął agencję Zubrzyckiego, a nie wszedł w asyście Policji?
  • 6. Czy jest prawdą, że po wyrzuceniu dziennikarzy ze środka hali (po wejściu Policji) ochroniarze z firmy Zubrzyckiego skatowali kilka osób, zamknąwszy je uprzednio w pomieszczeniach ochrony wewnątrz KDT? Czy obdukcje lekarskie ofiar wraz z pozwami dotarły do sądów?
  • 7. Jaki jest powód, dla którego śledztwo ws. łapownictwa prowadzone względem Sylwestra Zubrzyckiego, założyciela mini-armii, przestało się posuwać, a sam Zubrzycki wyszedł na wolność?
  • 8. Dlaczego firma Zubrzyckiego została wyłoniona do ochrony terenu KDT bez konkursu i czy ma to związek z zarzutami o korupcję przy zdobywaniu publicznych zleceń, jakie skierowano względem Zubrzyckiego?
  • 9. Ogólniej zaś – dlaczego agencja Zubrzyckiego ochrania tak wiele miejskich imprez i obiektów? Przypomnę, że nie jest to ani największa, ani najstarsza firma na rynku.
  • 10. Czy Sylwester Zubrzycki pracował przed 1989 rokiem w Urzędzie Bezpieczeństwa PRL i uzyskał w tej służbie stopień kapitana? Pytam, bo spotkałem już takie informacje w sieci.

Na końcu zaś, to już nie pytanie, chciałem przypomnieć aferę sprzed kilku lat, polegającą na masakrze w oddziale któregoś z warszawskich banków i okradzenie go, której niechlubnym bohaterem był ochroniarz oddziału z agencji... Zubrzycki, który okazał się być wtyczką przestępców!

Jeśli ktoś nie zna odpowiedzi na powyższe pytania, ani nie ma bladego pojęcia o sprawach poruszonych powyżej, niechaj nie sądzi, że ma cokolwiek do powiedzenia na temat sprawy.
Rzekłem! A kończyć muszę, bo bateria w laptopie mi się kończy, a pociągowe źródła energii niestety nie fukcjonują! Hajże na Wrocław!

myśl na dziś
Wola. — Energia. — Przykład. — Co ma być wykonane, wykonaj... Bez wahania... Bez oglądania się za siebie... Inaczej ani Cisneros nie byłby Cisnerosem, ani Teresa de Ahumada nie byłaby świętą Teresą..., ani Ińigo de Loyola świętym Ignacym... Bóg i odwaga! — Regnare Christum volumus!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 11



wtorek, 7 lipca 2009

Wakacyjny Plan Czytelniczy 2009 - cz. 4 "Literatura"

przechodzimy do ostatniej części Wakacyjnego Planu Czytelniczego - do literatury. Poprzednie części WPC znajdują się tutaj: Cz. 1 - Rozwój profesjonalny, Cz. 2 - Rozwój duchowy, Cz. 3 - Światopogląd.

4. Literatura

4.1. Dolina nicości - tę książkę Bronisława Wildsteina kupiłem Tacie w zeszłym roku. Od tego czasu cierpliwie czeka na półce na lekturę. Z tego, co wiem - uważna, drobiazgowa i chirurgiczna wręcz analiza polskiego grajdołka medialno-elitowego. Bohaterom książki ponoć dość łatwo dopasować realne odpowiedniki. Autor kompetentny, pióro porządne, więc przygotowuję się na pasjonującą lekturę!

4.2. Pierścień rybaka - dostałem ją dziś w prezencie do przeczytania! O Jeanie Raspailu i jego powieściach słyszałem legendy. Serię wydaje zacny Klub Książki Katolickiej, a sama powieść ma ponoć zabarwienie monarchistyczno-tradycjonalistyczne. Polecano mi całą serię, ale pewnie nie wystarczy mi czasu w wakacje. Na pierwszy ogień idzie więc Pierścień rybaka!

4.3. Któraś z powieści Zofii Kossak-Szczuckiej - autorka bardzo intensywnie opluwana w wiadomych, nie moich środowiskach. Kilka lat temu miałem okazję być w miejscu jej długoletniego zamieszkania, dowiedzieć się nieco o jej życiu, dziele, zaangażowaniu w Żegotę i inne organizacje podziemne, co zrobiło na mnie wielkie wrażenie. W domu mieliśmy stary egzemplarz Króla trędowatego, który mnie zawsze interesował, bo był pięknie wydany. Można powiedzieć, że Kossak-Szczucka to pisarka, o której przez lata całe myślałem, ale do dziś - ani strony nie przeczytałem! Czas najwyższy.

Uwaga!
Czytelnikom Gnyszkobloga życzę miłej lektury wg własnych Planów! Powiem jeszcze, że warto przemieszać sobie książki z poszczególnych czterech działów, wypisac je w kolejności i trzymać się jej dzielnie. W przeciwnym razie zrobimy tylko jedną, najciekawszą kategorię... a do reszty zabraknie werwy!



wtorek, 9 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu była noc z niedzieli na poniedziałek...

niedziela 8 VI 2008

...w niedzielę trwał koszmar - po internecie krążyli jak zaczadzeni ludzie okłamani przez sobotni artykuł Agnieszki Pochrzęst z GW. Wylewali kubły pomyj na wszystkich, którzy ośmielili się sprzeciwic wizji, która nie trzymała się kupy. Do gry weszła (w niedzielę 9 VI, albo jeszcze w sobotę 8 VI) sama Kataryna z Salonu24, o czym później napisał w komentarzu w Rzepie B. Wildstein. Pod wieczór stało się jasne, że wersja, którą po forach, w komentarzach pod newsami i blogami głosili ci, do których dotarły echa Kontruderzenia Medialnego - mają rację! Wypowiedziała się Policja - żadnego gwałtu nie było!
Posty z niedzieli: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/8-vi-2008-niedziela.html i http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/8-vi-2008-niedziela-prawda-wychodzi-na.html

poniedziałek 9 VI 2009
w poniedziałek do gry wszedł Dziennik, który - pewnie w ramach konkurencji z Aborczą, postanowił objawic światu niechlujstwo Agnieszki Pochrzęst. To była pierwsza reakcja medium mainstreamowego na sprawę z innego, niż gazowniczy, punktu widzenia! Kontruderzenie zaczęło nabierac rumieńców. Powoli też krzepła siła i gotowośc przedstawicieli innych mediów.
Ludzie zaczadzeni propagandą gadzinówki z Czerskiej wciąż pałętali się po całym internecie. Wciąż trąbili o gwałcie, chociaż sama GW to zdementowała...
Posty z poniedziałku: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/9-vi-2008-poniedziaek-wyborcza-prostuje.html i http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/9-vi-2008-poniedziaek-w-efrema.html
Pamiętam, że w poniedziałek, parę minut przed egzaminem, na który poszedłem kompletnie nieprzygotowany rozmawiałem jeszcze z kolegą z pewnego medium, by się nie ociągali. Szalony czas...

na szczęście...
wszystkie czyny zostały spisane!




środa, 8 kwietnia 2009

[7 IV 2009] trwa bój o duszę tego świata...

świat się zmienił
ostatnio doszedłem do wniosku (parę dni temu), że świat, który znałem przestał być takim, jakim go sobie wyobrażam. Anglia, w której fiszendczips sprzedaje flegmatyczny pan, który kocha Królową, a co drugi sklep handluje herbatką, szczycąc się wieloletnimi tradycjami i wiktoriańskim wystrojem... to przeszłość. Anglia jest krajem, w którym Anglicy, kultura angielska, to co „Anglią” było – zaczyna coraz szybciej stanowić mniejszość!
Anglia, którą znałem najpierw ze słuchowisk, z których mój Tata uczył się angielskiego, później znana ze współczesnych podręczników, BBC, a wreszcie własnych wizyt... ta Anglia już nie istnieje. Moje dzieci poznają inną Anglię.

co by tu zrobić?
jeśli chodzi o Anglię, to nie mam pomysłu. Ale w tym akapicie nie o Anglię mi chodzi. Chodzi mi natomiast o reklamę kontekstową na gnyszkoblogu. Zastanawiam się co powinienem zrobić, by ilość kliknięć w moduły AdKontekstu, czy Google'a była znacznie większa, niż mikroskopijna aktualna, która daje śmieszny dochód. Może ktoś ma jakiś pomysł? Po pierwsze oczywiście wyłączenie adblocka w przeglądarce Czytelnika. Co jeszcze? Nie mam pomysłu, pomóżcie.

jacy powinniśmy być?
wydarzenia pokazane w poprzednim poście przynaglają do zastanowienia się po raz setny nad tym, jacy powinniśmy być. Przez „my” rozumiem tych z nas, którzy jasno widzą kierunek, w którym idą sprawy (strzelajmy – ile czasu trzeba, by w Polsce podobne rzeczy działy się równie często?) w Europie, ale i Polsce.
Najpierw czysto ludzko.
Po pierwsze – powtarzam to jak mantrę – żebyśmy działali skutecznie, musimy mieć możliwości finansowe. Na państwo nie ma co liczyć – nie mam złudzeń, że polityczna poprawność także u nas zdominuje struktury państwowe całkowicie. Rolą społeczeństwa obywatelskiego będzie tworzenie odpowiednich struktur, które kierunek odwrócą. A finansować trzeba będzie wszystko – od sfery medialnej (no, czy poza Frondą są jakieś liczące się media po tej stronie?), po operacyjną (niewykluczone, że będzie trzeba tworzyć samoobrony – kto opłaci szkolenia dla ludzi, sprzęt?). Pieniądz wydawany przez każdego z nas dziś, najlepiej, by trafiał do ludzi, którzy tych rzeczy są świadomi. Jednym słowem – lepiej dla sprawy będzie, gdy kupimy bułkę u kogoś, kto ma tożsame z naszymi poglądy, niż u kogoś przypadkowego. Wspierajmy swoich.
Po drugie – ilość. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że potrzeba boomu urodzeń i zdrowej, silnej rodziny. Tutaj wracamy do pierwszej sprawy – bez pieniędzy na dobre opłacenie kadry ciężko prowadzić działania prolajferskie (w tym kontekście polecam 1% podatku na Fundację PRO!).
Po trzecie – jakość. Chodzi o to, by ludzie osiągali pełnię człowieczeństwa, a więc rozwój intelektualny, duchowy oraz fizyczny. Chyba nikt nie ma złudzeń, że szkoła zapewnia w tej materii cokolwiek... Tak, tak... powrót do prywatnych grup samokształeniowych, czy prowadzenia seminariów (takich, jak na przykład te), albo i towarzystw gimnastycznych i strzeleckich. Przesiadywanie po kawiarniach i przed komputerem nic nie przyniesie.
Z drugiej zaś strony – podejdźmy nie-ludzko.
Wszelkie działanie można o kant wiadomo-której-części-ciała potłuc, jeśli nie jest oparte na świętości, jeśli nie pochodzi z Bożego natchnienia. Najpierw modlitwa, potem działanie.

trzy strategie
ostatnio na zajęciach z Procesów grupowych usłyszałem o dwóch strategiach radzenia sobie z dominacją grupy (swoją drogą, ciekawym tematu polecam zajęcie się psychologią społeczną). Pierwsza, to konformizm. Druga, to outsiderka, czyli brak zgody na dominację oraz decyzja o niewychylaniu się. Powiedziałem w koreferacie, że istnieje trzecia – stworzenie z własnej odmienności i outsiderstwa wartości, która pociągnie prawdziwych outsiderów do ciebie, dominatorom przetrąci w ten sposób wytworzoną strukturę w grupie, a ciebie ustanowi nowym liderem, nowej struktury.
Tę strategię stosuję zawsze. Zarówno na podwórku, potem w szkole, czy później w wojsku. Trudna strategia, ale na zło godzić się nie można.
Zawsze mam nadzieję, że instytucja, czy ogólniej – grupa, do której wchodzę nie wymaga zmian. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, gdy tak było w istocie. W reszcie – wszędzie istniało coś, na co zgodzić się nie mogłem i mimowolnie, zamiast spokojnie przepędzać czas, stawałem się punktem zapalnym i wyjściowym dla zmiany. To męczy.
Po akcji o krypt. „Wojsko”, przyszła akcja o krypt. „Monachium” i walka z niemiecką ksenofobią na uczelni. Teraz kolejna akcja.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/7-iv-2008-poniedziaek-wspomnienie-w.html

myśl na dziś
Oby nikt na twej twarzy nie odczytał smutku ani bólu, kiedy pośród świata rozwiewasz woń swej ofiary: dzieci Boże winny zawsze być siewcami pokoju i radości.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 59




piątek, 20 lutego 2009

100 dni fronda.pl!


Miło mi poinformować, że wyborny katolicki portal informacyjno-społecznościowy fronda.pl obchodzi swoją studniówkę!
20 lutego mija bowiem 100 dni, odkąd Stowarzyszenie Kulturalne „Fronda” (znane z szerokiej działalności medialnej – programy w TV, filmy, kwartalnik, wydawnictwo) uruchomiło na bazie słynnego i zasłużonego Forum Frondy swój własny Portal.
Przez tak krótki czas fronda.pl zdołała uzyskać budzącą podziw statystykę (codziennie generuje 22 000 odsłon), szybki przyrost nowych użytkowników (ich liczba wzrosła kilkakrotnie do ponad 9 000) oraz wprowadzić do debaty publicznej wiele ciekawych wątków.
Zaraz po debiucie wybuchła sprawa propagandy homoseksualnej w katalogu IKEA (obiła się echem po całym świecie), później głośny skandal w Czechach podczas wizyty przedstawicieli Parlamentu Europejskiego u prezydenta Klausa, który jako pierwsza opisała właśnie fronda.pl, ostatnio z kolei nagłośnienie listu poparcia dla Benedykta XVI oraz setki unikalnych newsów, których na próżno szukać w mediach mainstreamowych.
Portal z wiadomych względów nie jest ulubieńcem reklamodawców, więc utrzymuje się z regularnych wpłat swoich sympatyków. By wspieranie uczynić atrakcyjniejszym, utworzono specjalny Klub Frondy, uczestnictwo w którym zapewnia wiele ciekawych bonusów (od prenumerat, rabatów na książki, po zniżki na reklamę w Portalu). Sądząc po tempie wzrostu Klubu, fronda.pl ma szansę dołączyć za jakiś czas do wciąż nielicznego grona prawdziwie niezależnych mediów utrzymywanych przez własnych użytkowników.
Ciesząc się z dynamicznego rozwoju fronda.pl, pozdrawiam jego Redakcję, szczególnie zaś FFundraising Team, któremu przewodzę... a Czytelników Gnyszkobloga zapraszam do odwiedzania Najlepszego z Portali!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/20-ii-2008-roda.html











poniedziałek, 15 grudnia 2008

[15 XII 2008] poniedziałek... to ile tych aborcji? 10000?



Missa Tridentina

wczoraj miałem okazję być (po dłuższej przerwie) na Mszy Trydenckiej! Co więcej - w mojej bliskiej okolicy! Radość wielka, chyba nie muszę jej opisywać. Kolejna dopiero za miesiąc, chyba że uda się znaleźć celebransa na św. Szczepana. Była okazja do figli-migli z FForumowiczami, znalazło się parę celebritiesów.
Sama Msza jednak - skarb nad skarby, ach... z tego rozmarzenia, to nawet film wkleję, a co! O Mszy Wszechczasów, rzecz jasna!


ile tych aborcji...?
angielski The Sun (odpowiednik rodzimej gadzinówki z Czerskiej) donosi opierając się na wypowiedzi pewnej damy z Polskiej Federacji na rzecz Kobiet i Glanowania Rodziny, która z kolei opiera się na danych z National Health Service, które rzekomo dowodzą, iż na Wyspach Polki dokonują co roku 10000 mordów prenatalnych. Źródło mówi samo za siebie (przypominam - Federa podaje, że w Polsce podziemie aborcyjne ma rozmiar 120 000 aborcji rocznie, co wyssała z palca w prosty sposób - ekstrapolując szacunki dla Warszawy [uwaga: "szacunki"!] na całą Polskę - dla każdego, kto cokolwiek kuma z metodologii... jest to liczba równie pewna co, np. trzy miliardy rocznie)... ale dzielni FForumowicze, a tu chwałcię trzeba oddac Hakirowi, odkryli manipulację! Po sprawdzeniu w danych NHS, okazuje się, że Polki dokonały w zeszłym roku... 8 aborcji. Dobre, co? Infem zza granicy zachłsytują się już wszelakie onety i interie oraz aborcze.pl. Poniżej zestaw linków z FForum:
http://www.forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2170784
http://www.forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2170717
O co chodzi? Jak zwykle - tym razem strategia zobaczcie, jacy obłudnicy jesteście! Legalizujta w try miga!

myśl na dziś
Kiedy musisz rozkazywać, nie upokarzaj: postępuj delikatnie; szanuj inteligencję i wolę tego, który jest ci posłuszny.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 727




środa, 10 grudnia 2008

[10 XII 2008] środa, nieznośna lekkość porównań!

nieznośna lekkość porównań
nie wiem, czy zauważyliście, że w języku potocznym, czy raczej – w codziennym mówieniu – utarło się bardzo łatwo czynić porównania. To jasne – nie musimy na co dzień przemawiać jak naukowcy (choć i ci ostatni coraz częściej zajmują się bredzeniem...) - na co dzień można sobie pozwolić na plecenie trzy po trzy. Mimo to, niekiedy tę możliwość przekłada się na tezy o dużej doniosłości – np. definiujące nasze wartości, a (co jeszcze ważniejsze!) nawet postaw! I tak, bardzo często ludzie przyjmują pryncypialne postawy wobec jakichś zjawisk w oparciu o wygłoszone przez siebie, lub innych brednie, którym uwierzyli. Wśród bredni często występuje skłonność do utożsamiania dwóch zjawisk na podstawie podobieństwa jednego elementu.
Przykład? Proszę bardzo! Pewnego razu, przed moim powędrowaniem co CSAiU w Toruniu, a więc w sierpniu 2007 roku, w Warszawie odbyła się potężna defilada. Pamiętajmy, że trwał wówczas rząd PiSu. Porozumiewając się SMSowo z innymi telewidzami, otrzymałem od jednego z nich zniesmaczoną opinię, że ta cała defilada, to jedno wielkie peerelowskie zadęcie! O!
Jako, że autor SMSa specjalistą od wojskowości nie jest, nie sądzę, by to porównanie zbudował na podstawie innej, niż zauważając, że defilady peerelowskie również polegały na pokazaniu arsenału, staniu na baczność, maszerowaniu, robieniu nadętej miny... podobnie jak i wszystkie inne defilady na świecie – teraz i w przeszłości. Jednym słowem – na tej podstawie można powiedzieć o paryskiej defiladzie z okazji Dnia Zwycięstwa, że prezentuje sromotne peerelowskie zadęcie, oraz że przedwojenne defilady z okazji urodzin Marszałka, to haniebny przykład groteskowego peerelowskiego zadęcia. Głupie porównanie – głupie skutki.
Teoria analogii, to dość potężny dział logiki... warto coś na ten temat poczytać, ba!, w ogóle warto postudiować trochę logiki i metodologii, żeby nie gubić się w retoryce przeróżnych pacynkarzy. Jest to temat, którym zająłem się dość dawno, a zainspirował mnie do tego cudowny wywiad-rzeka z o. Innocentym Bocheńskim, znakomitym logikiem światowej sławy, „Między logiką a wiarą”. Jednym słowem – po przeanalizowaniu wielu sytuacji, okazuje się, że często analogie uważane za dziwaczne – są bardziej trafne, niż te wytarte. Ważne jest bowiem – to teza którą uparcie głoszę – nie twierdzenie (np. o analogii), ale jego uzasadnienie! Nie obchodzi mnie to, czy Kaczyńskiego porównuje się z Hitlerem, czy Gomułką – o wiele ważniejsze i pożyteczniejsze jest to, które porównanie i dlaczego – jest w największym stopniu trafne.

Klaus wciąż mierzi
afera z zamku na Hradczanach nabiera w Polsce rozmiarów (ciekawe kiedy zagraniczne media, poza czeskimi, się o sprawie zająkną...)! Wczoraj TVN24, wyborcza.pl, dziennik.pl – dziś przedruk części tekstu zamieściła papierowa Rzeczpospolita, rp.pl oraz onet.pl. Chłopaki z „Dziennika” zapomnieli poinformować, że niusa wzięli z fronda.pl – o czym poinformowały wszystkie inne media. No, ale znając obsesje redaktora Michalskiego, nie należy się dziwić.

jaja z Wałęsy
tymczasem, z rodzimego pomorskiego kabareciarza, imiennika Instytutu Lecha Wałęsy, szczególnie we francuskim internecie – nie ustają natrząsania! Dlaczego? Otóż, Instytut owego pana przyznał nagrodę królowi Arabii Saudyjskiej (tak, to tam, gdzie się ścina za posiadanie Biblii, kamienuje za cudzołóstwo, obcina ręce za kradzież...) nagrodę w wysokości śmiesznej dla szefa petroświata za... działania na rzecz utrwalania dialogu między kulturami, tolerancji i czegoś tam jeszcze równie głupawego i dla króla – egzotycznego. Francuskie blogi zapełniły się karykaturami Wałęsy, żartami, etc. Nikt też nie ma wątpliwości co do tego, że nagroda poszła w te ręce ze względu na sponsoring Instytutu z tej strony.
No, ale to nam wbrew pozorom nie pokazuje niczego na temat Wałęsy! Broń Boże! Widzimy bowiem jak perfidny jest ten ajatollach Kurtyka i jego pomagierzy – Cenckiewicz i Gontarczyk, którzy za pieniądze Kaczyńskiego i kota Alika przekupili francuski internet! Polskie media, poza http://www.fronda.pl/ o tym milczą. Nie dla psa kiełbasa, polaczki.

Jackson a Wałęsa
swoją drogą, to i ja ostatnio zażartowałem ze Słońca Bałtyku. Dr Szawiel raczył porównać prezydenta Jacksona z USA (XIX wiek) do Lecha Wałęsy (ze względu na nastroje społeczne, które towarzyszyły jego wyborowi oraz posunięciom). Spytałem wówczas półgłosem, czy Jackson też był tajnym współpracownikiem. Na co otrzymałem odpowiedź od koleżanki - „Tak, Jackson to przecież TW „Lolek””.

daj dziecku szansę!
niebywałe! Po kilku miesiącach przepychanek, między rządem a przeciwnikami zapędzenia sześciolatków do edukacyjnego kołchozu (gdzie po stronie przeciwników prym wiedzie oddolna akcja „Ratuj maluchy”)... nagle, gdy już sprawa przycichła... zupełnie „spontanicznie” „społeczeństwo obywatelskie” zareagowało i powołało do życia inicjatywę „Daj dziecku szansę”. O! Przeczytałem o tym w agorowskiej gazecie dla bidoty, „Metrze” parę dni temu. Dziś dowiedziałem się (uwaga: z tego samego źródła!), że odkryto iż założyciele owej inicjatywy skoligaceni, bądź funkcjonalnie związani są z... wydawnictwami edukacyjnymi i Ministerstwem Edukacji Narodowej!
Całe szczęście, że zapytani, usprawiedliwiają się, że występują w tej roli prywatnie, bo mają dzieci... a ja już byłem sobie wymyślić w swojej zakutej, klerofaszystowskiej głowinie, że to jakaś sponsorowana akcja, coś w stylu „Inicjatywy Uczniowskiej”, która „spontanicznie” powstała będąc stworzona przez młodzieżówkę „Pracowniczej Demokracji”, aby obalić Giertycha Romana. Uffff... całe szczęście, że to tylko koincydencja!
Ale, ale... Panowie i Panie – dajcie dziecku szansę i zwińcie mandżur, zostawiając dzieci rodzicom. To moje orędzie na dziś. Dobranoc.
Nasz status jako dzieci Bożych wymaga od nas – podkreślam – podtrzymywania ducha kontemplacyjnego pośród wszystkich działań ludzkich: być światłem, solą i drożdżami dzięki modlitwie, dzięki umartwieniom, dzięki kulturze religijnej i kompetencji zawodowej – realizować program: „im głębiej tkwimy w świecie tym bardziej winniśmy należeć do Boga”.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 740


wtorek, 9 grudnia 2008

[9 XII 2008] św. Juana Diego... by lżyło się lepiej!

fotoreportaż
dziś, w związku z natłokiem obowiązków i nieplanowanych obsunięć... jedynie komentarz zdjęciowy, ale jakże smakowity!


Poza tym raz jeszcze zwracam uwagę na opisaną we wczorajszym poście sprawę dyskusji na Hradczanach - do dziś żadne medium o sprawie nie informuje - cała Europa milczy, ewentualnie wydając krótkie, zdawkowe komunikaty nt. zaistnienia faktu spotkania. Jednak fronda.pl ruszyła chyba lawinę, dziś o sprawie wspomniał TVN24, a jutro zaangażować ma się ponoć Rzeczpospolita. To miłe. Niech ludzie wiedzą, co się dzieje... A na tym tle jeszcze śmieszniej wygląda ten zbiór pętaków w wyglancowanych garniturkach, który się polskim rządem zowie... chłopaki próbują absorbować naszą uwagę, jak tylko mogą, chociaż nic do powiedzenia nie mają - i nic nie znaczą.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/9-xii-2007-2-niedziela-adwentu-druga.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/9-xii-2007-2-niedziela-adwentu-i-jej.html

myśl na dziś

Jeżeli prawdziwie chcesz być duszą pokutną — pokutującą i radosną — winieneś nade wszystko strzec swojego czasu poświęconego modlitwie — modlitwy wewnętrznej, szczodrej, długiej — i winieneś się starać modlić się nie w chwilach dobrego nastroju, lecz o stałej godzinie, zawsze ilekroć to jest możliwe. Nie zaniedbuj tych szczegółów. Bądź niewolnikiem tego codziennego kultu Bożego, a zapewniam cię, że będziesz się czuł ustawicznie radosnym.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 994



poniedziałek, 8 grudnia 2008

[8 XII 2008] Niepokalane Poczęcie NMP, a Vaclav Klaus jest wpieniony!!!

Vaclav Klaus wpieniony
ja wiem, że Bismarck powiedział, że ludzie – by spać spokojnie – wolą nie wiedzieć jak robi się dwie rzeczy: kiełbasa i polityka. Ja wiem, że niektórzy poczuli niesmak po obejrzeniu „taśm Begerowej”, inni z drżeniem serca i gulą w gardle słuchali posiedzeń sejmowych komisji śledczych... ale to powinno zwalić z nóg niejednego konesera polityki!
Otóż, Vaclav Klaus pozapraszał różnych oficjeli związanych z eurosojuzem do Pragi na ploty. Ot, zwykłe polityczne konsultacje. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby Cohn-Bendit (znany europejski pedofil, przywódca rozpierduchy A.D. 1968) i jego funfle z Parlamentu Europejskiego nie robili z Gospodarza idioty i nie pouczali w chamski sposób o tym, co ma robić. Jeśli niektórzy Czytelnicy gnyszkobloga żywią jeszcze nadzieję, że biurokraci z Brukseli to inny sort człowieka, niż ci nadwiślańscy... jeśli myśleli, że ideologia europejska, to szczytowe osiągnięcie ludzkiego ducha i intelektu... niech poczytają zapis rozmowy z zamku na Hradczanach. Przy okazji podziękowania dla redaktorów z fronda.pl, który to wszystko przetłumaczyli!
44 ruszyło!
nie wszyscy być może zauważyli, ale wyszedł pierwszy numer pisma „44”, czyli periodyku stworzonego przez poprzednią redakcję kwartalnika FRONDA (samą frondę we Frondzie pominiemy tu litościwym milczeniem). Zamówiłem już swój egzemplarz, czekam aż przyjdzie, ale już po oglądzie szaty graficznej i świadomości tego, na co chłopaków stać – muszę polecić!
W ogóle, to trzeba powiedzieć, że obradza nam ostatnio po prawej stronie w środowiska i tytuły. Poza Imperium Sakiewiczanum (jeśli to prawica), właśnie FRONDA, potem Teologia Polityczna – wreszcie 44. To dobrze – zaplecze intelektualne jest potrzebne. Bylebyśmy się tylko nie zadyskutowali, nie zasiedzieli na kanapach, ani nie utopili w kawie!

negatywizm
jednej rzeczy należy się obawiać, na którą zwrócił mi uwagę „Gość Niedzielny”. Jest nią negatywizm, czyli przywiązanie do wroga, jako głównego czynnika konstytuującego świadomość, czy poczucie wspólnoty. To bardzo realne zagrożenie – szczególnie w dzisiejszym czasie, czasie defensywy, albo ataku z pozycji defensywnej. Myślałem już o tym wcześniej, parę lat temu w rozmowie z kolegą wyraziłem ten pogląd po raz pierwszy – nie wierzę żadnemu konserwatyście, czy niekonserwatyście, szczególnie temu pierwszemu, co do swoich tez na temat Kościoła, czy Wiary, jeśli nie jest w stanie chodzić codziennie na Mszę, nudzi się na Adoracji, czy Różaniec odmawia raz do roku. I biada każdemu z nas, którzy do podobnego stanu zmierzamy. Vide – słynny, jubileuszowy numer FRONDY ze „spowiedzią supermanów”.

dzieci z Lasek
ciekaw jestem jaki będzie odzew tej akcji nexto.pl dotyczącej ośrodka dla dzieci ociemniałych w Laskach. Akcja trwa przez cały grudzień i pisałem o niej w zeszłym tygodniu. Jak na razie spotykam się z kilkoma reakcjami-typami: ludzie nie wierzą, że firma się rozliczy, albo psioczą na same Laski – że dostają od groma pieniędzy z procesów o naruszenie dóbr. Swoją drogą – to ciekawe, że rzeczywiście ostatnio często są wskazywane jako odbiorca darowizny. Myślę, że ma to związek z ostatnim pożarem w Ośrodku?

coś tu dużo polecania...
oj, dziś sporo popolecałem, darmowej reklamy porobiłem, to jeszcze raz zwrócę uwagę na bieżącego „Gościa Niedzielnego” - jest w nim ciekawy wywiad z pos. Jarosławem Gowinem, który dowodzi rządowym zespołem ds. Bioetyki... tak, tak... katolicy, in vitro, eutanazja i te sprawy. Wybitnie ciekawy numer.

Sam Bóg Wszechpotężny, Wszechmocny, Najmądrzejszy, musiał wybrać swoją ziemską Matkę. A ty co byś zrobił jeśli miałbyś ją sobie wybrać? Myślę, że ty i ja wybraliśmy tę, którą mamy, napełniając ją wszelkimi łaskami. Tak też uczynił Bóg. Dlatego też po Trójcy Świętej pierwsze miejsce zajmuje Maryja. – Teolodzy dają logiczne uzasadnienie tej pełni łask, dlaczego nie mogła być poddana szatanowi: było to stosowne, Bóg mógł to sprawić, a zatem sprawił to. To jest ten wielki dowód. Najoczywistszy dowód, że Bóg od pierwszej chwili wyposażył swoją Matkę we wszelkie przywileje. I taka Ona jest: piękna, czysta, z nieskalaną duszą i ciałem!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 482




poniedziałek, 1 grudnia 2008

[1 XII 2008] homosie, wszędzie homosie!

wszędzie pedziowie...
nie wiem jak Czytelnicy, ale ja od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że aktywiści homoseksualni są wszędzie. Dlaczego? Ano, proszę bardzo - Opole, chcą robić przedstawienie dla dzieci w Domu Kultury (wiadomo o czym), potem Rzeszów, Radom... wszędzie problemy - prezydenci, burmistrzowie niekiedy się zgadzają, niekiedy nie... szczególnie, gdy zostają zasypani mailami pełnymi oburzenia. Ale to już nie o to chodzi, cóż, Wspólnoty Europejskie finansują Biedronia i jego projekt Żywa biblioteka (bo tak się nazywa projekt w ramach którego dziubasy wystawiają swoją sztukę), ja wiem... ale Kolega donosi mi, że teraz w każdym filmie jest rola wrażliwego, przystojnego homosia, który każdemu pomoże i na jego widok mdleją kobiety, ale cóż - zew zboczenia silniejszy! Miękka propaganda. Dobrze, że filmów w kinach nie oglądam z braku czasu i skąpstwa, ale po wielu rozmowach ze starszymi kolegami na temat oferty stacji telewizyjnych, bajek, etc. dochodzę do smutnego wniosku, że czas najwyższy budować swoje media. Można też się po prostu zamknąć w oblężonej twierdzy. Jak kto woli.
dlaczego wspieranie Fronda.pl jest liberalne?
ostatnio komentator Tamkqun spytał jak to jest, że pangruszka, libertyn wręcz ekonomiczny promuje obyczaj wspierania dzieł, które same mają problem z utrzymaniem się na rynku. Toć rynek sam powinien osądzić, bla bla...
Otóż, oczywiście ta postawa wynika wręcz z gospodarczego liberalizmu. Dlaczego? Mowa jest akurat o portalu internetowym, więc zawęźmy rozważania do tego przypadku. Portal kosztuje. Jeżeli się utrzyma - znaczy, że znalazła się odpowiednia ilość konsumentów, którzy znaleźli w nim to, czego szukali i postanowili to wynagrodzić (tu można postąpić dwojako, albo udostępniać portal za opłatą, albo opłatę egzekwować dobrowolną, stawiając na perswazję). Przy czym za konsumenta możemy podstawić także reklamodawcę, czy innego kontrahenta. Otóż, reakcją rynku może być zarówno prywatna donacja, klikanie w reklamy, jak i zamawianie akcji marketingowych w danym portalu przez reklamodawcę. Jednym słowem - nawet jeśli przedsięwzięcie utrzymuje się ze składek użytkowników... to biznes jest mistrzowski, jak np. Radio Maryja. To jest spektakularny sukces pod względem marketingowym, PRowym. Na zupełnie rynkowych zasadach. Kto powiedział, że rynek ma reagować w jeden sposób?
Rynek nie jest racjonalny sam z siebie (tj. jego składowe nie mają patentu na racjonalność) - stąd np. skuteczne kształtowanie preferencji rynku, nazywane marketingiem, może wieść właśnie do modelu biznesowego Radia Maryja. Tym bardziej, że o wiele ciężej zmienić świadomość ludzi zasiadających w domach mediowych (którzy nieracjonalnie kierują reklamy do Polityki mogąc za pośrednictwem Gościa Niedzielnego trafić nie tylko do większej liczby odbiorców, co zrobić to taniej! - winą jest tu niewiedza i uprzedzenie), niż wzbudzić w użytkownikach poczucie odpowiedzialności za przedsięwzięcie. Znowu - mamy tu do czynienia z racjonalną kalkulacją. Lepiej stwórzmy mocną społeczność, dobry produkt, a nuż ciule z domów mediowych zaczną nas inaczej postrzegać. Jeśli nie - damy sobie radę bez nich, stworzymy np. alternatywny rynek reklamy, wewnątrz owej silnie zintegrowanej grupy, etc.
Bo rynek to nie jest byt zastany. Rynek się kształtuje własnymi działaniami, z których każde jest dozwolone (prócz zmieniania zasad i uzależniania rynku od państwa).
Inną kwestią jest przepływ informacji i efektywność rynku, które nigdy nie są na takim samym poziomie.
nowe możliwości gnyszkobloga!
proszę Państwa, oto miś... miś Wam doładuje telefon dziś! Niniejszym ogłaszam, że od dzisiaj można doładowywać sobie telefon o wiele łatwiej niż przez mBank (patrz banner poniżej) - o dziś na gnyszkoblogu wisi banner serwisu doladowania.pl (pod bannerem akcji Bądź święty!), za pośrednictwem którego można doładować sobie kartę posiadając konto z dostępem do internetu w jakimkolwiek banku! Doładowania z dokładnością do 1 zł! Wiele promocji jest...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/1-xii-2007-sobota-cuda-ogaszaj.html

myśl na dziś
Coepit facere et docere – zaczął Jezus czynić a potem nauczać: ty i ja winniśmy dawać świadectwo przykładem, gdyż nie możemy prowadzić podwójnego życia: nie możemy uczyć tego, czego nie praktykujemy. Innymi słowy, winniśmy uczyć tego, co przynajmniej staramy się praktykować.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 694


poniedziałek, 24 listopada 2008

[24 XI 2008] sadomasochizm nie jest zboczeniem?

fronda działa? Działa, działa...
jak wiadomo – od dwóch tygodni polski internet jest już inny. Najpierw stał się inny w zeszłym roku, wraz z debiutem gnyszkobloga, to jasne, ale teraz stał się jeszcze bardziej inny – wystartował nowy portal frondy. Miło oglądać jego rozwój, czytać niekiedy śmieszne i żartobliwe, innym razem śmiertelnie poważne artykuły młodych redaktorów... miło śledzić ożywione dyskusje na słynnym (FForum), wreszcie – czytać blogi legendarnych użytkowników. Szczególnie, że za niektórymi nickami kryją się naprawdę poważne nazwiska, niekiedy z pierwszych stron gazet – zarówno ogólnopolskich, lokalnych, jak i branżowych. Serwis hula wspaniale, czekałem na ten debiut długo... i się nie zawiodłem!



wspieractwo po raz wtóry
w tym kontekście wraca nam dyskutowany w kontekście pro-life'u w ogólności, a gnyszkobloga w szczególności – temat wspieractwa. Ciekaw jestem, czy użytkownicy – zarówno starzy, jak i nowi, ci nabyci ostatnimi ruchami, debiutem, zeszłotygodniową akcją przeciwko IKEA (promującej w swoim katalogu homoseksualizm) – ciekaw jestem, czy zdadzą sobie sprawę z zależności między tym, że dobre artykuły tworzą ludzie, którzy muszą jeść, oraz tym, że w Polsce nie ma nieskończenie wielu bogatych wujków-katolików a reklamodawcy nie lubią pokazywać się w mediach katolickich.
Ciekaw jestem, czy za rok lub dwa będziemy świadkami spektakularnego upadku a la OZON, bądź Radio Józef... stałe zlecenie ustawione. Zobaczymy co zrobią inni. Czy tym razem pozwolą sobie przestać w końcu narzekać na hegemonię Agory? Portal – jak widać – robi, co może. Stworzony został nawet bardzo atrakcyjny dla potencjalnych wspieraczy – Klub Frondy.


Radio Józef
pouczający jest w tym względzie kazus Radia Józef. Wspaniałe radio, pisałem o nim wielokrotnie – moim zdaniem naprawdę najlepsza stacja w Polsce. Audycje, które fascynują, muzyka, która cieszy, modlitwa, dyskusje, które nie są paplaniną. Radio od roku coraz częściej puszczało między programami lektora dyktującego numer konta, głoszącego hasło „Pomóż nam pomagać innym”, kolejne pomysły na zwiększenie przychodów – pielgrzymki słuchaczy, sklepik w siedzibie redakcji... Radio w końcu zostaje sprzedane Eurozetowi – wówczas w trzy tygodnie słuchacze zadeklarowali i przelali prawie 50% miesięcznego kosztu utrzymania stacji! Można było? Jasne, że tak.
Powiemy sobie - „Radio prosiło nieumiejętnie”. Oczywiście – to jasne w kontekście podejścia do pieniędzy, który prezentują katolicy w Polsce (o czym pisałem właśnie przy okazji wspieractwa) – domyślam się, że Redakcja nie chciała po prostu za bardzo naciskać. Gdyby podali konkretne kwoty, bębnili o tym po każdej audycji, nadali tytuł akcji zbierania pieniędzy – z pewnością efekt byłby lepszy, patrząc na skuteczne modele biznesowe Radia Maryja i SKCh im. Ks. Piotra Skargi. Owszem, parę osób się zawsze obrazi i powie, że co to za Radio, które wciąż każe na siebie płacić, że oni sobie tam pewnie lody kręcą i biznesy chcą na Panu Bogu zrobić. Reszta natomiast otrzyma jasny sygnał - „Ludzie, żeby to dzieło, z którego korzystacie istniało dalej ku pożytkowi Waszemu i innych – musicie płacić!”.
Nie ma co liczyć na reklamy, poza kontekstową (chociaż Google skasował już konto Frondzie, z tego, co mi wiadomo, zobaczymy czy AdKontekst pójdzie tą drogą...). Tutaj pouczający jest zarówno nieboszczek OZON, którego szefowie chodzili po domach mediowych (to takie firmy, którym redakcje zlecają załatwienie reklam w zamian za prowizję) i wszędzie odchodzili z kwitkiem. Po prostu. Gazeta jest katolicka, chłopaki z domów mediowych mają do tego typu rzeczy awersję i po sprawie. Jak jest z „Gościem Niedzielnym”, który ma większą sprzedaż niż „Newsweek” i „Polityka”? Dokładnie tak samo – mimo, że katolicy, to taka sama grupa konsumencka jak inne (jedzą to samo, co inni, budują domy, smarują się kremami, jeżdżą samochodami...) - nikt poza ludwisarzami, wytwórców ornatów i wydawców modlitewników nie zamierza reklamować się w drugim pod względem sprzedaży tygodniku opinii w Polsce. Mimo, że za pół ceny dotarłby do znacznie większej liczby potencjalnych konsumentów, niż reklamując się w „Polityce”.
Może to i lepiej – reklamodawcy nie dyktują tematyki. Ale jeśli tak jest – to zdajmy sobie z tego w końcu sprawę i wspierajmy swojskie przedsięwzięcia!


Święta za pasem
no, kończymy już z tematyką cywilizacyjną! Święta idą – już za okrągły miesiąc będzie Wigilia. Jak wiadomo – Wigilia, to m.in. prezenty. Jeśli wśród Czytelników, lub ich otoczenia są tacy, którzy jeszcze nie poczynili planów zakupowych (taaak – otoczenia także, przecież można im polecić gnyszkobloga w tym zakresie), bądź samych zakupów – zachęcam do lektury mojej „Teorii Kupowania Prezentu”. Prócz tego, by zainspirować jeszcze bardziej, przez najbliższe dwa tygodnie codziennie zamieszczę posta z innym pomysłem prezentowym. To i owo rzuciło mi się w oczy – w sam raz na dwanaście postów!


sadomasochizm
niedawno zostałem zbesztany przez któregoś z Czytelników za to, że przytoczyłem przykład homoseksualisty, który zabił swojego apsztyfikanta i zjadł (to zresztą drugi taki głośny przypadek – poprzedni polegał na tym, że panowie się umówili na wspólne baraszkowanie sadmasochistyczne i końcowe odcięcie członków, zabicie i zjedzenie jednego przez drugiego – to było w Niemczech, jakiś rok, dwa temu). Czytelnik argumentował, że wariaci (czytaj: skrajni sadomasochiści) zdarzają się w każdej „orientacji”. Apeluję zatem, żeby Czytelnik nie jechał do szwedzkiego raju, bo okazuje się, że...
...sadomasochizm nie jest już zboczeniem, podobnie jak transwestytyzm i parę innych. Tak bowiem przegłosowano w Szwecji i zaleca się rozciągnąć ów standard na całą Europę. Autorzy mają nadzieję, że to posunięcie poskutkuje tak, jak analogiczne rozwiązanie w przypadku pederastii. Poniżej skan z Rzeczpospolitej dla tych, którzy myślą, że zwariowałem:


koniec świata?
zacytuję tu rozmowę z moim Proboszczem nt. pierwszych posunięć p. Obamy:
[ks. B.B.] – Ech... do czego to wszystko dąży?
[MG] – No, jak to? Do powtórnego przyjścia w chwale...
[ks. B.B.] - Ja wiem, ale po co to przyspieszać?


Świętymi są ci, co walczą do końca swego życia: ci, którzy zawsze potrafią podnieść się po każdym upadku, by dzielnie iść dalej z pokorą, z miłością, z nadzieją.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 186



ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO