wtorek, 3 czerwca 2008

[3 VI 2008] wtorek, św. św. Męczenników Karola Lwangi i Towarzyszy

ojojojoj
pracujemy, moi mili, oj pracujemy! Dziś aż musiałem się po powrocie z Warszawy zdrzemnąć pół godzinki... Niedługo już tej ostrej jazdy - ostatnia prosta. Jutro oddaję pracę o Piłsudskim na WPiA UW, mam korektę z projektowania... i chwilę odpoczynku przed pracami do nowego, ostatniego tygodnia pracy. Jednym słowem - proszę się modlić, bym na koniec dobrze wylądował.
gender
znacie już moją opinię na temat gender, "miss gender" zna chyba dogłębniej (swoją drogą - coś ostatnio Twoich komentarzy brakuje...). Otrzymałem ostatnio maila od organizacji Europe for Christ (www.europe4christ.net), w którym chłopaki i dziewczyny z Europy informują, że w wielu Państwach nastąpiła pewna zmiana. Otóż, w formularzach (np. drukach państwowych) słowo sex (płeć) zastąpiono słowem gender (czyli płeć kulturowa). Pierwszego rodzaju jest tylko dwa (mężczyzna i kobieta), drugiego - oficjalnie sześć (tj. dwa poprzednie rodzaje rozszerzone o określenie czy ktoś jest homo-, czy hetero-, czy bi-). W przyszłości jak wiadomo będzie więcej, gdy inne orientacje seksualne się wyemancypują (będzie więc i zoo- oraz pedo- a także nekro- i wiele innych).
Proszę zwrócić uwagę, że takimi małymi kroczkami - najpierw skupianie uwagi na seksualności jako podstawie tożsamości, potem na zmianie samej koncepcji seksualności (przez wprowadzenie pojęcia orientacji)... aż dojdziemy do rozwiązań prawnych, do których po części już doszliśmy. Reszta czeka na moment, aż mózgi będą na tyle wyprane, by i resztę zaakceptować. Potem ta reszta okaże się zbyt wsteczna i gamę będzie trzeba rozszerzyć... aż wrócimy do świata zwierząt. Historia bowiem kołem się toczy.
podstawa, to podstawa
Europa ma przed sobą trzy drogi. Katolicką, pogańską (islamską) i ateistyczną. Jeśli wybierze dwie ostatnie - resztki jej obecnego kształtu czeka zagłada w postaci albo emiratu, albo nowej ateistycznej tyranii większości, która skończy się upadkiem, bo chore organizmy, które podpiłowują siebie same - padają. Ostatecznie więc mamy dwie drogi - albo katolicka, albo islamska.
Przy okazji chciałem zauważyć, że ateizacja (tzw. laicyzacja) prowadzi do zguby. Po pierwsze dlatego, że obawiam się, że ideologia jest kruchą podstawą dla etyki (bo nie mówimy tu już o moralności) i prędzej czy później się załamie, prowadząc do nadużyć. Pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy. Natomiast ta moralność, chrześcijańska, której resztki na powierzchni Europy jeszcze widać, oderwana od samej siebie, a serwowana w samej tylko formie (tzn. np. małżeństwo bez swojego katolickiego charakteru) wyradza się ostatecznie w swoją negację. Prześledźmy to na przykładzie właśnie małżeństwa. Istnieje sobie piękna, wspaniała koncepcja małżeństwa katolickiego - jako sakramentu, nierozerwalnego, wzniosłego, które wchłania wszystkie sfery. Potem przychodzą sobie protestanci i mówią - nie, niech to będzie bardziej taka umowa, bo my stawiamy na indywidualizm, a poza tym to musi być rozerwalne, bo my tak uważamy. OK, koncepcja jest osłabiana, potem wśród protestantów są różne reakcje na degenerację, np. purytanizm, kwakrowie, którzy z kolei mają bzika na punkcie małżeństwa od strony negatywnej, przeginając w drugą stronę i demonizując je... w końcu przychodzi bunt wobec tej całej drobnomieszczańskiej moralności w XIX wieku. Potem zaś przychodzą marksiści i przedwojenna lewica, która też w kółko mówi o moralności, ale już także i o aborcji, potem Lenin, który forsuje u siebie Radziecką Rewolucję Seksualną i wyzwolenie... a potem dochodzimy do tego, że owa rewolucja Leninowska w 1968 roku odżywa jako nowość, odwieczna prymitywna chuć staje się wartością nie lada... aż w końcu dochodzimy do tego, że tak naprawdę dlaczego dwóch panów to nie małżeństwo? A potem - a dlaczego rodzina otwarta (związki x+y, tzn. nie 1+1) to nie małżeństwo?
Aż w końcu dojdziemy do tego, że hamburger, to małżeństwo bułki i kotleta. I co? I nic, kto się zaśmieje - do europierdla!
zmiany, zmiany
wróciłem do reklam z serii Biznes i przemysł na tym blogu. Są więcej warte, niż te o finansach (te ostatnie zostają na Pogadankach). Mam nadzieję, że Was zainteresują.
Myślę, czy by nie wprowadzić instytucji Książki miesiąca na blogu - wybierałbym jakąś z mojej oferty i stałby sobie banner z linkiem do jej opisu - tak jak w Pogadankach, abstrahując od tego, że w ofercie jest sporo pozycji na pierwszy rzut oka wątpliwej jakości, są i takie, które kupić warto.
Chciałem pogratulować temu, kto ostatnio kupił u mnie książkę o zwiększaniu ruchu na stronach internetowych! I podziękować przy okazji.
pogadanki...
Pogadanki Inwestorskie wciąż w fazie rozruchowej - dopiero drugie były i nadal dotyczą spraw tak naprawdę preinwestorskich (przed analizą rozchodów, analizujemy przychody). Wszystkich zachęcam do lektury, będzie się działo dużo, pomysł zaś podoba mi się coraz bardziej! Można zachęcić znajomych, a jeśli ktoś prowadzi jakąś witrynę - chętnie wstawię tam swój bannerek, albo po prostu link - ma ktoś możliwość?
myśl na dziś
Z wyglądu jest energiczny i krzepki. — Ale jakaż niemrawość i brak woli od wewnątrz! Staraj się mocno o to, aby twoje cnoty nie zamieniły się w maskę, lecz w nawyki, które określają twój charakter.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 777

2 komentarze:

Maciek pisze...

Jest taka prawnicza paremia (jeszcze z czasów rzymskich): Nemo plus iuris ad alium transferre potest quam ipse habet, czyli "nikt nie może przenieść na drugiego więcej praw niż sam posiada". Wydaje się to oczywiste, że np. nie mogę przenieść na kogoś prawa własności rzeczy, jeżeli sam nie jestem jej właścicielem.
Jednak jeśli spojrzymy na to z drugiej strony, możemy powiedzieć, że nie można także pozbawić kogoś prawa, którego nie posiada.
Jeżeli Maciej Gnyszka ogłosiłby na blogu, że niniejszym wystawia na sprzedaż Pałac Kultury, a sąd stwierdziłby, że Maciej Jaszczuk, który go od niego kupił za 35 PLN nie stał się właścicielem wyżej wymienionego budynku, nikt o zdrowych zmysłach nie powiedziałby, że sąd OGRANICZA jego prawa.
Nie rozumiem dlaczego, usłyszałem dzisiaj rano w tokefemie, że wyrok wrocławskiego sądu odbierającego matce część praw rodzicielskich OGRANICZYŁ prawa lesbijek do wychowywania dzieci, a Konstytucja zakazuje dyskryminacji itd.
Owszem, sąd ograniczył prawa rodzicielskie, ale matce, a nie lesbijce. Związki inne niż małżeństwo, nie są prawnie uznawane w Polsce, a co za tym idzie, nie mają żadnych uprawnień. Prawa rodzicielskie może mieć rodzic, może małżeństwo, ale nie konkubinat (niezależnie jaki). Nie można zatem ograniczyć lesbijce prawa do wychowywania dziecka, a jedynie matce. Tak rozumując, kiedy sąd ogranicza prawa rodzicielskie Kaszubowi - dyskryminuje ze względu na pochodzenie etniczne, jeśli ewangelikowi - ze względu na wyznanie. A jakie są rzeczywiste powody wydania takiego wyroku - kogo to obchodzi.
Jak zwykle ideologia bierze górę nad rozsądkiem, można by powiedzieć, ale niestety przypuszczam, że to wszystko jest dobrze przemyślane.
Powyższe przemyślenia podsunął mi P. Semka, zanim został zakrzyczany przez panią z Wyborczej i redaktora prowadzącego.

A odpowiadając na ewentualne kontrargumenty - sąd miał inne powody niż orientacja seksualna matki, czemu dał wyraz w uzasadnieniu, i nawet Kampania na Rzecz Homofobii nie wyraziła protestu. Jak zwykle pożyteczni idioci chcą być (dziwnie to brzmi w tym kontekście) świętsi od papieża.

Maciek pisze...

Sprostowanie: jak się okazało, rozmowa toczyła się nie w TOK FM, tylko w Trójce, znanej jako bastion PiSu.

ciekawostki: