czwartek, 19 czerwca 2008

[19 VI 2008] czwartek

nowi komentatorzy

niektórzy udają Greka, niektórzy twierdzą, że człowiek nie jest człowiekiem od początku (napisałem już na ten temat setki postów - proszę przejrzeć archiwum, to że człowiek jest człowiekiem od samego początku jest na tyle oczywiste, że przyznała to ostatnio sama M. Gretkowska), niektórzy twierdzą że aborcja to takie miłe hocki-klocki, pomijam tych, którzy w kółko gadają o gwałcie...

Miałem tego filmu nie zamieszczać, ale widzę, że muszę, choć jest drastyczny... Link zawdzięczam pewnej damie z branży medycznej, która swoje wrażenia opisała tak:

(...) Olśniło mnie, że może jest tam [na youtube'ie] film o aborcji. Obejrzałam jeden. I jak dotąd nie ruszyły mnie ani amputacje, ani operacja na otwartym sercu, cesarskie cięcie, wycięcie wyrostka... A tu... nawet nie było mi słabo, nic z tych rzeczy. Płakałam jak bóbr i tylko starałam się mieć cały czas szeroko otwarte oczy, aby nic z tego filmu nie uronić, bo wiedziałam, że drugi raz go nie włączę. Oto widziałam jak morduje się człowieka. Kawałek po kawałku.To trzeba obejrzeć i wytrwać do końca. (...)



21 komentarzy:

jasiek zło pisze...

widziałem, zdania nie zmieniłem. natomiast uważam, że z braku argumentów postanowiłeś pokazać trochę krwi.

mobi pisze...

Miałem ambitne plany objerzenia tego filmu w całości, ale w 43 sekundzie musiałem przerwać, bo już czułem, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Straszne. Świetny film dla każdego zwolennika aborcji. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

typowe przeprowadzenie aborcji. I tak człowiek to nic innego jak kórki i mózg którym wszystkim zarządza.
Mojego stosunku do aborcji to nie zmienia i dalej jestem za. (film objerzałem do końca)

Anonimowy pisze...

Tu nie ma łatwych rozwiązań. Cierpienie było, jest i będzie, a na świecie prawie nic nie rozwiązuje się harmonijnie. Życie bez miłości fizycznej zazwyczaj jest pełne bólu, konsekwencje miłości fizycznej: ogromny trud. Nie ma co się łudzić, że będziemy tu spełnieni i szczęśliwi. I aborcja, i poród, zwłaszcza niechciany, to masakra dla kobiety (mała prośba do Pro-Life: nie róbcie z ciąży prezentu z różową kokardką. Prośba do Pro-Choice: nie krytykujcie zanadto prób szukania sensu w trudach macierzyństwa, nie kojarzcie tych prób automatycznie z fundamentalizmem, szykanowaniem i ekspansją na czyjąś wolność). Interesy ludzi (do których zaliczam płody) często stoją w sprzeczności. Albo zgodzimy się, że czasem konieczne są wielkie poświęcenia, albo skazujemy się na życie w buszu. Naprawdę mam nadzieję, że Bóg istnieje i jakoś to wszystko poskleja na poziomie meta, bo żyć się nie chce. Kara za grzech pierworodny jest wyjątkowo udana. Bój spełnił swoją obietnicę w stosunku do kobiet co do joty. Mam przy tym wrażenie, że lepiej się poświęcić, niż wiedzieć, że się stchórzyło i zadbało bardziej o siebie. To się zwykle kończy poczuciem pustki.

mamazo pisze...

No cóż, jak powiedział Tata Autora tego Bloga, tacy ludzie jak Hitler się zdarzają.
Zdarzają się też po prostu tacy ludzie jak kaci SS, których nic nie rusza. Człowiek to nic innego jak komórki i mózg, który tym wszystkim zarządza. Kulka w łeb, powolna śmierć głodowa, śmierć w wyniku tortur. Da się zrobić, co to dla nas. A najważniejsze, że nas to nie rusza. Zdania nie zmienimy. Tylko potem się w Norymberdze czepiają nie wiadomo o co.

Anonimowy pisze...

ej, ej, ale z tym Hitlerem i jego "kumplami", Norymbergą itd. to już przesada. No naprawdę. Znowu pseudoargument. Katolicy, bądźcie mocni intelektualnie. Uważam, że generalnie macie rację, ale niech ta racja nie usprawiedliwia niedbałości w argumentacji. To, że niektórzy walczą o bezpieczeństwo kobiet (taka jest często ich intencja), ułatwienia w życiu i czasami - w ich mniemaniu- mniejsze zło czy tego typu rzeczy nie znaczy, że są walnięci i chcą, żeby ich rasa panowała nad światem. Kontekst walki środowisk Pro-Choice jest inny niż kontekst walki Hitlerowców. znacie pewnie prawo Murphy'ego: im dłużej trwa dyskusja, tym większe prawdopodobieństwo, że pojawi się argument z hitleryzmu ;P Zmiłujcie się, Katoliczkę wstyd za ziomków dopadł.

Anonimowy pisze...

aj, jeszcze jedno ad. prof. Hołówki, nieładnie z mojej strony, ale nie mogę się powstrzymać. Prof. słynie ze swojej nieustraszonej walki o tzw. IMIDŻ, miałam okazję doświadczyć na przykład dwóch poniższych metod podtrzymywania legendy błyskotliwości.

Na początku podam przykład zastosowania metody w typie "sponiewieranie studentki":

- Panie profesorze, trochę się pogubiłam, wcześniej powiedział pan "p", nieco później "nie-p". Które zdanie obowiązuje?

W odpowiedzi usłyszałam komentarz: " nie zrozumiała pani, więc jeszcze raz: ble ble ble ble" (i tu nastąpiło powtórzenie ostatnich 3 minut wykładu), zaznaczam, że odpowiedzi nie uzyskałam. Na wszelki wypadek zapytałam kolegów, czy w tym gąszczu słów ją znaleźli. Otóż nie.czyżby wszyscy jechali pod prąd? nie sądzę

Druga sytuacja z gatunku "tonący brzytwy się chwyta":

na mój argument (tu przyznam, że nie pamiętam, o co chodziło, o jakąś pierdołę pewnie), na który jakimś cudem nie umiał w trybie expressss odpowiedzieć, po paru sekundach kłopotliwego dla jego ego milczenia, chrząknął, uśmiechnął się słodko i odparł: "Pani ma oczywiście rację", co wprawiło mnie w zdumienie i podziw, że można się tak pozytywnie zmienić, niestety zaraz potem dodał" "Ale pani nie zauważyła, że ja tylko żartowałem, mówiąc coś przeciwnego niż pani. Trochę więcej poczucia humoru".

Buehehehe, jak to się zwykło teraz pisać w ramach komentarza.

Maciej Gnyszka pisze...

buahahaha! ;)

Anonimowy pisze...

qrczę, jak to się mówi. Ale ten komentarz o Hołówce to miał być nie tu...

Anonimowy pisze...

Oczywiście, że film wywołuje odruch wymiotny u każdego człowieka, który nie ogląda na co dzień takich scen. Podobnie jednak przedstawia się wiele zabiegów ginekologicznych i chirurgicznych. Poród też nie wygląda zachęcająco. Obawiam się wręcz, że gdyby księża pokazywali gimnazjalistkom filmy z ciężkich porodów, tak jak pokazują im "Niemy krzyk", to dziewczyny doznałyby takiego szoku, że wiele z nich zrezygnowałoby z macierzyństwa.

Takie filmy powinno się więc pokazywać na szkoleniach dla ginekologów, a nie na YouTube. Jeśli komuś chodziło o efekt propagandowy, to po prostu przegiął. Na podobnej zasadzie zwolennicy eutanazji mogliby publikować filmy przedstawiające ostatnie dni życia ludzi umierających w męczarniach na nieuleczalne choroby.

Anonimowy pisze...

w odpowiedzi na posty, które sugerują, że tu chodzi o epatowanie drastycznością, wytłumaczę, o co nie chodzi i o co chodzi.

1. Nie chodzi o to, żeby powiedzieć:
- to najdrastyczniejsze, co można zobaczyć, nic nie może z tym konkurować (wiadomo, są drastyczniejrze wydarzenia, a w każdym razie można uznać, że inne działają na nasze uczucia intensywniej)
- jeśli Was to odrzuca, unikajcie tego (w końcu gdyby tak powiedzieć, należałoby przyjąć, że warto lub nawet powinno się unikać zachodzenia w ciążę, operacyjnego leczenia albo różnych poświęceń)

2.chodzi o to, że:
- na tym filmie wyraźnie widać, jak ćwiartowany jest nienarodzony człowiek
- widać też, jak inwazyjna jest ta metoda w stosunku do ciała kobiety

Wiadomo, zdarzają się wyjątkowo ciężkie porody, trudne, masakrycznie wyglądające operacje itp. Jednak nie jest rzeczą uczciwą porównywanie rodzenia czy procesu leczenia z mordowaniem, bo to czyny o diametralnie różnych celach. Pierwsze dwa są na rzecz człowieka, a ostatni, hmmm, raczej nie, przynajmniej nie rzecz wszystkich zamieszanych w sprawę, a śmiem twierdzić, że prawie zawsze są wbrew interesów WSZYSTKICH uczestników czy uczestniczek zdarzenia. Naprawdę nie tak znowu często aborcja ratuje kobietom życie czy zdrowie. Zazwyczaj jej cel jest zupełnie inny. Nie okłamujmy się.

jasiek zło pisze...

"No cóż, jak powiedział Tata Autora tego Bloga, tacy ludzie jak Hitler się zdarzają.
Zdarzają się też po prostu tacy ludzie jak kaci SS, których nic nie rusza. Człowiek to nic innego jak komórki i mózg, który tym wszystkim zarządza. Kulka w łeb, powolna śmierć głodowa, śmierć w wyniku tortur. Da się zrobić, co to dla nas. A najważniejsze, że nas to nie rusza. Zdania nie zmienimy. Tylko potem się w Norymberdze czepiają nie wiadomo o co."

jest takie prawo, tzw. prawo Goodwina. zgodnie z nim, w dyskusji internetowej wcześniej czy później ktoś kogoś porówna do Hitlera. niezależnie od jej tematu. zupełnie jak w tym przypadku.

hitleryzm nie dopuszczał samostanowienia. zwłaszcza swoją macicą - Niemki miały rodzić i nie dyskutować. aborcja dostępna była tylko dla podludzi.

i to nie jest argument za tym, że aborcja jest dla podludzi. tylko za tym, że hitlerowcy nie bardzo liczyli się z tym, co kto chce robić ze swoim ciałem. a już na pewno nie mieliby nic przeciwko, by ktoś tracił nad nim kontrolę dlatego, że ma inne stworzenie w sobie. ot, mieli zróżnicowane preferencje względem różnych ludzi.

Maciej, masz rację, aborcję przeprowadza się zazwyczaj dlatego, że matka nie chce mieć dziecka. kiedy natomiast rodzi, choć nie chce, to dlatego, że ktoś ją zmusił, by była, jak to powiedziała w poprzednim poście mamzo - "doskonałym środowiskiem" dla płodu. czyli inkubatorem. tak więc celem pro life nie tylko jest ochrona życia ludzi (jeśli trzymać się biologicznej interpretacji słowa człowiek). ale też to, by w razie czego każda kobieta była bezwolnym inkubatorem. dla stworzenia, które z racji poziomu rozwoju nie potrafi je nawet kochać.

Anonimowy pisze...

do Pana Jaśka Zło:
Pan myśli, to widać. Mam jednak wielką prośbę, niech Pan nie wkłada w usta Pro-Life obcych im poglądów. Może się Pan nie zgadzać z katolicką ontologią, może Pan nie wierzyć w katolicką wykładnię grzechu itp. Jednak proszę uznać, że Pro-Life ma skrajnie różne od podanych przez Pana założenia. Przykładowo:

1. matka nie jest tylko inkubatorem, ale jest jedyną osobą, która jest w stanie stworzyć dziecku odpowiedni klimat miłości w jego pierwszym okresie życia, czerpiąc jednocześnie wiele dobra z tego, że jest matką

2. skutki dokonania aborcji, jako skutki wyjątkowo ciężkiego grzechu, dotykają matki w sposób szczególny, stanowią dla niej znacznie większe zło niż cierpienie spowodowane ciążą, porodem, wychowaniem dziecka, nawet niechcianego

3. dziecko jest zawsze darem Boga, więc jeśli matka poprosi Go o pomoc i zgodzi się z Jego wolą, otrzyma wystarczające łaski, żeby sobie poradzić, a być może także zyskać w życiu wielkie szczęście i spokój

to nie wszystko, co Pro-Life mówi, to przykłady. Może Pan powiedzieć o tym różne rzeczy, może Pan uznać, że to wszystko nieprawda (z różnych powodów, krytyka może padać np. z pozycji ateistycznej), że to naiwne a konsekwencje praktyczne tej postawy są straszne i wiele innych opinii ma Pan prawo wygłaszać zgodnie z kulturą dyskusji, zupełnie uczciwie. ALE: nie to, że Pro-Life mówi to, czego nie mówi :)

Justyna

jasiek zło pisze...

Jystyna/Justyno (ludzie wolą różne wersje imienia, jedni w mianowniku, drudzy w wołaczu, piszę obie), z góry dziękuję za
grzeczną wypowiedź. przynajmniej w rzeczy podstawowej się zgadzamy - bywamy grzeczni. choć nie sądzę, że zawsze jestem tak grzeczny jak Ty.

"1. matka nie jest tylko inkubatorem, ale jest jedyną osobą, która jest w stanie stworzyć dziecku odpowiedni klimat miłości w jego pierwszym okresie życia, czerpiąc jednocześnie wiele dobra z tego, że jest matką"

mówiąc o inkubatorze miałem dokładnie to na myśli - że zgodnie z nauką katolicką matka wbrew swojej woli ma obowiązek karmić swoim ciałem dziecko. gdyby nie fakt, że katolicy wspierają w tej kwestii wymuszenie obowiązku przemocą fizyczną (co prawda, w naszym kraju, tylko względem osób pomagających w aborcji), ale jednak, nie wypowiadałbym się chyba. widzę to tak, że albo ktoś jest matką, bo chce, albo jest inkubatorem. tyle, że, oczywiście, doskonalszym.

"2. skutki dokonania aborcji, jako skutki wyjątkowo ciężkiego grzechu, dotykają matki w sposób szczególny, stanowią dla niej znacznie większe zło niż cierpienie spowodowane ciążą, porodem, wychowaniem dziecka, nawet niechcianego"

być może, ale z mojej pozycji nie akceptuje zmuszania kogoś fizyczną przemocą, by nie grzeszył. jeśli kobiety nie chcą rodzić dzieci, nie chce, by rodziły. inna postawa narzuca siłą ludziom postawę, której nie akceptuje. dla mnie wartością jest decydowanie o swoim ciele. i nie potrafię zaakceptować sytuacji, w której muszę rezygnować z tego mojego dobra. zwłaszcza, że katoliczka może dobrowolnie zrezygnować z zabiegu.

"3. dziecko jest zawsze darem Boga, więc jeśli matka poprosi Go o pomoc i zgodzi się z Jego wolą, otrzyma wystarczające łaski, żeby sobie poradzić, a być może także zyskać w życiu wielkie szczęście i spokój"

znaczy to dla mnie tyle, że człowiek, siłą ma być poddany Bogu. cały czas dyskutuję o uniemożliwieniu aborcji za pomocą fizycznej siły lub jej groźby.

"to nie wszystko, co Pro-Life mówi, to przykłady. Może Pan powiedzieć o tym różne rzeczy, może Pan uznać, że to wszystko nieprawda (z różnych powodów, krytyka może padać np. z pozycji ateistycznej), że to naiwne a konsekwencje praktyczne tej postawy są straszne i wiele innych opinii ma Pan prawo wygłaszać zgodnie z kulturą dyskusji, zupełnie uczciwie. ALE: nie to, że Pro-Life mówi to, czego nie mówi :)

Justyna

20 czerwiec 2008 18:05"

rzecz w tym, ze pro-life mówi to, co napisałem, używając innych słów. ładniejszych. to tak samo jak z użyciem słowa płód i dziecko nienarodzone. zgodnie z sensownymi, moim zdaniem, zasadami interpretacji słów, to są synonimy. jednak i jedna, i druga strona wybiera tylko jedno z nich, bo ładniej brzmi. katolicyzm postuluje ubezwłasnowolnienie kobiety w ciąży. ja postuluje pełną kontrolę kobiety nad swoim ciałem, co jest wyłomem wobec takiego postulatu. dlatego, że kobieta nie służy, moich oczach, do rodzenia dzieci, nawet jeśli w oczach Boga tak jest. w moich oczach ludzie nie służą w ogóle do niczego, można co najwyżej uczynić ich przydatnymi i w tym wypadku nie godzę sie, by kobiety służyły realizacji celów kościoła. choćby dlatego, że katolicy godzą się na to, by takie spożytkowanie kobiet odbywało się za pomocą fizycznej przemocy, kryminalizacji aborcji w określonym stopniu.

Anonimowy pisze...

Do Pana Jaska Zlo
synonimy? no, to Pan chyba nie ma na myśli języka polskiego.

Jeśli chce Pan powiedzieć, że W PRAKTYCE wychodzi na to, że kobieta stosująca się do zasad Pro-Life jest jak inkubator, to taką uwagę uznaję, choć się z nią nie zgadzam. Mógłby Pan ponadto stwierdzić, że ma Pan złe doświadczenia w kontaktach z konkretnymi ludźmi z Pro-Life. I to będą uwagi, które mogą być zgodne z prawdą. Ale bądźmy poważni, 3 punkty, które wypisałam nie są synonimiczne z przedmiotowym traktowaniem kobiety, przynajmniej językowo, o ile mi wiadomo, alem może głupia i brzydka :). Niech Pan nie stawia się w pozycji specjalisty od rzekomych ukrytych intencji innych ludzi. Pro-Life, przynajmniej w ogólności, jako ruch społeczny, ma na myśli rzeczywiste dobro kobiet, w co może Pan wierzyć lub nie, co może Pan również uważać za naiwne, niebezpieczne, bezmyślne itp. Czyli jeszcze raz: założenia Pro-Life do Pana nie przemawiają, uważa Pan, że regulowanie życia społecznego na ich podstawie jest dla kobiet niekorzystne. Ok, ma Pan do tego prawo. Trudno. Jednak proszę nie dezinterpretować tego, co środowisko Pro-Life TWIERDZI. Różnica między powiedzeniem, co ktoś mówi, a powiedzeniem, do czego to coś prowadzi jest KOLOSALNA.

pozdrawiam,
Justyna

Ps. Ad. sensownych zasad interpretacji: sensowne z zaprzeczeniem znaczenia słów? to nie jest poezja, tu nie ma ironii czy jakichś egzotycznych metafor. To są twierdzenia, podlegają ocenie pod względem prawdy lub fałszu. Pana zdaniem są fałszywe. Nie ma zasad, które pozwoliłyby uznać je za parafrazę bycia bezwolnym inkubatorem, zapewniam.

Anonimowy pisze...

może jeszcze jedna uwaga do Pana Jaśka Zło, tym razem odnośnie do chcenia i woli.
Liczę na to, że nie czuje się Pan bezwolny i przedmiotowo traktowany tylko dlatego, że uważam, że powinien Pan być w stosunku do mnie dobry. Zresztą, od razu muszę tu podziękować za rzeczywistą kulturę, którą mi Pan okazuje. Rzecz w tym, że podlegamy oboje pewnego rodzaju OBOWIĄZKOWI. Możemy się do niego nie zastosować. Myślę jednak, że gdybyśmy byli w stosunku do siebie niegrzeczni, byłoby po prostu gorzej. Uznaję, że lepiej czasami wziąć parę oddechów i wysilić się dla dobra sprawy. Podobnie rozumiem obowiązek kobiet, żeby nawet w razie niechcianej ciąży rodziły. Przysięgam Panu, że to nie wynika z braku szacunku czy z przedmiotowego traktowania mojej płci. WIERZĘ, że tak jest lepiej. Nie muszę iść za tym, co lepsze, ale mogę. W pewnym sensie jest to obowiązek, w innym możliwość, szansa.
Chcenie i wola nie zawsze wyznaczają lepszą drogę (zaznaczam, że akurat w przypadku naszej dyskusji nie przymuszałam się do tego, żeby odpowiadać kulturalnie, ale mogło być tak, że musiałabym się moblizować :). I czy nie lepiej, że trzymamy się zasad?
mogę Panu powiedzieć, co naprawdę czuję w związku z wiarą, że miałabym obowiązek urodzić każde poczęte we mnie dziecko, nawet nieplanowane czy niechciane. Czuję oczywiście strach, ale nie tylko. Jest też poczucie godności, ponieważ wierzę, że nie byłoby to bez sensu, że Bóg pomógłby mi stać się kimś lepszym, że przeznaczeniem człowieka jest siła, moralność, zdolność do poświęceń, a w rezultacie- nagroda. Doskonale rozumiem, jak to jest być ateistą i nie zmuszam do tego, żeby wszyscy myśleli tak jak ja. Mam jednak prawo propagować moje poglądy, tym bardziej, że wydają mi się one zdrowe dla społeczeństwa.
tu mała uwaga: rodzenie nieplanowanego dziecka to heroizm. Naturalnie, ludzie nie powinni być do heroizmu zmuszani. Jak rozumiem, to rzekome zmuszanie Pana irytuje szczególnie. Mnie tak naprawdę też wkurza, jeśli widzę, że ktoś chce kogoś innego zmusić do zrobienia czegoś, nawet jeśli to dobre :) Ale: proponowanie ludziom przyjęcia postawy heroizmu już chyba nie powinno bulwersować, prawda? No to ja proponuję i liczę na to, że dobrze można na tej propozycji wyjść. Pro-Life z założenia nie jest organizacją stosującą przymus. Może nawet się tam wkręcę?... ;)

pozdrawiam,
Justyna

Anonimowy pisze...

a w sprawie przemocy fizycznej:
uważam, że to jest poniekąd jądro problemu i jeden z najpoważniejszych argumentów przeciwko zakazowi aborcji. W dużym stopniu zgadzam się z tym, że kobiety, które nie są katoliczkami mogą czuć się nieposzanowane.

Wydaje mi się, że należy rozważyć możliwość, żeby prawo stanowione było pod tym względem liberalne. Już tłumaczę, dlaczego tak uważam:

1. prawo nie powinno nikogo zmuszać do heroizmu, np. nikt nie jest zmuszony do udzielania komuś pomocy z narażeniem własnego życia

2. czyn moralny (sądzę, że co do tego Kościół Katolicki się zgadza) zachodzi wtedy, gdy ktoś ma wolę i świadomość, a nie wtedy, kiedy dzieje się coś wymuszonego prawnie

3. szykanowanie jest grzechem (więc nie chciałabym żyć w klimacie szykanowania, nawet jeśli byłby z nazwy katolicki)

jest jednak wiele wątpliwości:

1. prawo powinno chronić ludzi, np. przed morderstwami. Przyzna Pan, że aborcję można traktować w tych kategoriach, no, przynajmniej potrafi Pan na pewno zrozumieć, że dla niektórych jest to oczywiste morderstwo. Naturalnie, czasem trzeba wybrać, kogo ratować. Czasem mordujemy w obronie własnej. Jeśli jednak mówimy o wyborze, kogo ratować, to ani prawo, ani Kościół zostawiają decyzję człowiekowi. Jeśli natomiast mówimy o obronie własnej, to zadajmy sobie pytanie, przed kim lub czym kobieta się broni. Przecież nie przed agresorem, dziecko nie jest niczemu winne. W ogromnej większości przypadków nie broni się przed śmiercią, ale przed cierpieniem i wysiłkiem.
Czy możemy zaakceptować, że ludzie będą zabijać kogoś dla wygody? Analogia obrony własnej jest więc,moim zdaniem, conajmniej wątpliwa.

mam problem z tym, jakie powinno być prawo stanowione, przyznaję. Jest mi też przykro, jeśli katolicy zanadto oceniają i grożą palcami. Jako środowisko nierzadko zasługujemy na krytykę.
ALE: sprawa aborcji w naszym głębokim przekonaniu to problem związany z ZABIJANIEM LUDZI. czyli POWAŻNY PROBLEM.
proszę tego nie kwitować zdaniem: "Mało mnie to obchodzi". Takie rzeczy powinny nas obchodzić.

Pozdrawiam,
Justyna

Anonimowy pisze...

przepraszam, że nie dam rady odpowiedzieć na Pana ewentualne posty. Wyjeżdżam nad jeziorko. Pozdrawiam serdecznie i życzę wypoczynku nie gorszego od mojego :)
Justyna

jasiek zło pisze...

Justyna: co do synonimiczności, pisałem, że dla mnie synonimiczne są słowa płód i dziecko nienarodzone. co do zasad języka polskiego - jeżeli moje użycie słowa inkubator kłóci się z zasadami języka polskiego, to ja w takim razie informuje, że posługuje się jego dialektem, który jest, moim zdaniem, dla wszystkich użytkowników języka polskiego zrozumiały. i oczywiście zrezygnuje z niego w rozmowach z Tobą, jeśli Cię drażni. dalej jednak sprawa dla mnie jest jasna - popierasz to, by kobieta nosiła w sobie dziecko, nawet wbrew sobie. i tego nie akceptuje, jeśli jest wymuszone przemocą. nawet, jeśli to jest dobre i gdy służy ochronie życia płodu. Gilles de Rais powiedział podobno "w takim razie wybieram Zło". i taka jest też moja postawa. swoboda decyzji kobiet dotyczących ich ciała jest dla mnie ważniejsza niż płody. to moja hierarchia wartości.

gdyby ktoś niewinny z nie swojej winy utkwił w czyimś ciele i mógł być usunięty z niego tylko za stratą życia swojego życia i wbrew sobie, wspierałbym pełną dekryminalizację czy legalizację usunięcia kogoś takiego. nawet, gdyby utkwił z winy tego kogoś. jedyne, co by mną zachwiało, to gdyby ktoś podstępnie zwabił kogoś do swojego ciała tylko po to, by go zabić, dla zabawy. jeśli myślisz, że podawanie takiego przykładu jest sprowadzaniem sytuacji do absurdu, masz w pewnym sensie racje. w takim, że sprowadzenie aborcji do zwyczajnego morderstwa jest absurdem. ludzie żyją w innych ludziach tylko w jednym przypadku - ciąży. nawet bliźniactwo syjamskie nie jest tym samym. stąd wsparcie dla aborcji jest wsparciem dla aborcji. nie dla morderstwa w ogóle.

skłanianie kogokolwiek po dobroci do czegokolwiek mi nie przeszkadza. tj. nie byłby skory do uderzenia kogoś za coś takiego raczej, ani nie podobało by mi sie, gdyby ktoś inny to zrobił. "raczej" zostawiam sobie na wyjątkowo napastliwe zachowanie. i poglądy na moją matkę.

wybacz, że nie zwracałem uwagi na twoje intencję, czy intencję prolifersów innych - ale dla mnie zdecydowanie nie są ważne. ważne jest tylko to, z czym niezależnym do nich się wiążą.

o prawdzie nie będę się wypowiadał. i myślę, że mówić o prawdzie, gdy nie mówi się o rachunkach logicznych, to sprawa śliska. nie znam nikogo (łącznie ze mną) kogo nie podejrzewałbym o dyletanctwo w tej kwestii. a dlaczego, to już lepiej wytłumaczyć mogą tacy ludzie jak Quine. choć może niechcąc, bo sami byli gotowi mówić o prawdzie, choć już półgębkiem raczej.

miłych wakacji.

Anonimowy pisze...

według mnie to jest równie obrzydliwe co naturalny poród.

Anonimowy pisze...

Trudno mi sobie wyobrazić, żeby coś takiego było neutralne dla zdrowia kobiety! Przecież to wygląda jak scena tortur z jakiegoś filmu gore.

Być może kogoś szokuje, że są osoby które po obejrzeniu tego filmu nadal są za aborcją. Proponuję jednak ludziom przeciwnym aborcji obejrzenie tego filmu:
http://veg-tv.info/Earthlings
Czy po obejrzeniu zdecydowaliście się przestać jeść mięso? Większość osób którym ten film pokazałem, nie przeszła na wegetarianizm, mimo że jest to dieta całkowicie wystarczająca do zdrowego życia (o czym mówi raport największego na świecie zrzeszenia dietetyków - http://www.eatright.org/ada/files/vegnp.pdf ).
Ja jestem zarówno przeciwko aborcji, jak i zabijaniu zwierząt, z powodów które nie mają nic wspólnego z jakąkolwiek religią. Nie mam jednak zamiaru bratać się z ludźmi z tzw. "pro-life", bo większość z nich gdy namawiam ich do sprzeciwu wobec zabijania zwierząt śmieje mi się w twarz albo każe puknąć w czoło.
Ktoś kto dopuszcza zabijanie zwierząt nie jest dla mnie lepszy od tego, który dopuszcza aborcję.

ciekawostki: