niedziela, 25 listopada 2007

[25 XI 2007] Niedziela cz. 2 - Uroczystośc Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

monachijskie osesy
wczoraj miałem dzień spotkań z oseskami. Najpierw w drodze do Polskiej Misji Katolickiej, w metrze podziwiałem jak jeden osesek jest karmiony piersią przez mamę, a uważnie lustrowany okiem taty i siedzącego obok taty pana emeryta, który z radości nie mógł usiedzieć na miejscu i dwoił się i troił by zrobić jak najgłupszą minę do małego. Zadziwiająca nota bene jest wielka solidarność tych i cicha wspólnota tych, którzy ziemię opuszczają schodząc w jej głąb z tymi, którzy dopiero na niej stanęli. Solidarność tych, którzy wymknęli się eutanazji, z tymi którzy prześliznęli się przez kleszcze aborcji.
Wracając do małego poczochranego i różowego - jadł sobie jak najęty, aż postanowił uczcić koniec piersiowego posiłku gromkim prukiem spod pieluchy, co wszyscy - na czele ze wspomnianym starszym panem - przyjęli z wielkim podziwem i radością. Będzie artylerzystą - pomyślał pangruszka i opuścił metro na stacji Universitaet.
Po drodze do Misji zrobiłem niezbędne zakupy na wieczorną kolację, niedzielne popołudnie i popędziłem do kaplicy. W kaplicy ciemno, choć oko wykol, świeci się tylko lampka przy tabernakulum i rama obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Pan Jezus w tabernakulum, ja w ławce... i aż chciało się podejść i - wzorem Małej Arabki - zapukać do tabernakulum i powiedzieć Dzień dobry Panie Jezu! Dość długa adoracja, zanim przyszedł mój monachijski spowiednik, potem spowiedź, Msza Święta, a podczas niej także spotkanie z drugi osesem. Tym razem miałem przyjemność siedzieć w ławce za mamą i babcią pewnego polsko-tureckiego osesa, który namiętnie pokazywał mi różowy język i robił ryjki różnego sortu. Czaszka mu się jeszcze do końca nie zrosła i nie miał jeszcze porządnej potylicy, ale spoko - trochę się zakolegowaliśmy. Jeśli prawdą jest, że dzieci w tym wieku mają palce jak paróweczki, by posłużyć się określeniem pewnej osobistości, to ja mam palce jak marchewki, albo kiełbasa krakowska.

Prałat i Papież
to, że Msza Święta jest czasem łaski - wiedzą wszyscy. Toć i ja sam wiele razy tego doświadczyłem, gdy przy okazji uczestnictwa we Mszy, okazywało się że wpadłem na genialny pomysł, albo niechcący rozwiązałem zadanie z matematyki albo fizyki. Wczoraj jednak Duch Święty pobił rekord wszechczasów!
Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby gdyby Prałat Opus Dei pisał listy do wiernych co tydzień, zamiast co miesiąc, bo tak długo trzeba na nie czekać... i pomyślałem sobie, że przecież mógłby codziennie - w formie bloga! Super, co? Wrzucić jeszcze na bloga reklamy Google'a, parę milion odsłon i klików dziennie... Ho ho! Google by się nie wypłacił. Albo jeszcze lepiej - czy nikt nie mówił Papieżowi, żeby prowadził bloga? Przecież sto milionów miliardów odsłon dziennie murowane, a gdyby jeszcze opatrzyć bloga reklamami... Ho ho ho ho! Lexus co minutę!

bambuko do kwadratu
znowu mnie zrobili w bambuko - taki już los. Tym razem okazało się, że na papierach, które wypełniłem na Politechnice stoi napisane, że w Monachium przebywać mam zamiar od 23... października 2007! Co z tego? Nic, prócz tego, że zamiast dostać x złotych, dostanę ich jedynie 0,6x - bo z papierów wynika krótszy okres pobytu. Muszę się teraz odwoływać do Szefowej Wszystkich Szefowych z PW od wymian międzynarodowych, żeby raczyła uznać, że jeśli przyjechałem do Monachium 29 września, 1 października podpisałem umowę wynajmu mieszkania, 2 października kupiłem kartę telefoniczną i podpisałem umowę z Deutsche Telekom, tegoż dnia zameldowałem się i otworzyłem konto w banku na Sendlinger Tor, to oznacza to, że w smutnym bawarskim mieście siedzę znacznie dłużej, niż to wynika z papierka. Zdrowaśkę poproszę w tej intencji, bo nie uśmiecha mi się tłumaczenie wyższości rzeczywistości nad błędami pisarskimi oraz funkcji i istoty grantów na wyjazdy zagraniczne.

spowiedź - szczoty ryżowe w ruch!
jako się rzekło - w sobotę byłem u spowiedzi w ramach planu regularnego przystępowania do tego cudownego sakramentu. Wiem, że to nie przypadek, ale muszę przyznać, że trafiłem w Monachium na wybornego spowiednika, świętego kapłana. Po czym poznać świętego? Po tym, że gdy zaczynamy z nim obcować, czujemy że jego osoba zabiera nas do cudownego, spokojnego świata, o którym marzymy od zawsze.
Jeszcze co do spowiedzi - nie wyobrażam sobie jak można się nie spowiadać. Pomijając kwestię formacji sumienia (właśnie formacji - tj. kształtowania głosu wewnętrznego tak, by nie pomylić głosu posłańca [patrz wczorajsza myśl na dziś] z innymi poruszeniami duszy), trzeba stwierdzić, że ze spowiedzią jest podobnie jak z kąpielą. Owszem, jakiś tam sanepid pewnie wydał broszurkę że warto się umyć raz w roku minimum, ale nikt normalny tak nie robi - każdy szoruje ciałko raz na dobę lub dwie. Ktoś, kto myje się raz na rok, inaczej podchodzi do drobnych zabrudzeń, nie sprawia mu problemy włażenie w kałuże albo siadanie na psiej kupie (bo i tak jest brudny), zupełnie nie zajmuje go problem tego, co czują ludzie gdy przechodzi obok... Zupełnie podobnie z tymi dorocznymi pokutnikami. Ani toto się porządnie nie wyspowiada, bo opowiedzieć drobiazgowo cały rok w dwie minuty jest ciężko, ani postanowienia poprawy nie podejmie (bo co to tak właściwie jest, skoro u spowiedzi było się raptem parę razy w życiu?), ani nic... A poza tym - gdzie świadomość tego, że każdy grzech to policzek wymierzony Panu Bogu? Gdzie miłość do Umęczonego Pana Jezusa. Nie ma.

Trybunał Konstytucyjny i Karta Praw Podstawowych, czyli co ma piernik do wiatraka?
mówi mi tu z telewizora albo z gazety jakiś miglanc jeden z drugim, że Karta Praw Podstawowych nie zawiera explicite stwierdzenia na temat tzw. małżeństw homoseksualnych, i innych godnych pomysłów. No to ja - siedząc w norze na Helene-Mayer-Ring, pod krawatem, w koszuly niedzielnej i sweterku pięknym wzorzystym, mówię tak: Kochany miglancu jeden z drugim, co ty raczysz pitolić? Jeżeli w Polsce Trybunał Konstytucyjny (przez niektórych zwany niewybrednie Prostytucyjnym...) zdołał uwalić ustawę lustracyjną powołaniem się na fragment Konstytucji, mówiący o tym, że Rzeczpospolita wciela w życie zasady sprawiedliwości społecznej, to niby dlaczego Europejski Trybunał Sprawiedliwości, albo inna agenda Unii Europejskiej mającej po uchwaleniu w Lizbonie 13 XII 2007 Traktatu Reformującego (mam nadzieję, że tego dziadostwa jednak nie podpiszą) osobowość prawną, to co właśnie stoi na przeszkodzie by wspomniane europejskie urzędasy i miglance nie orzekły iż zgodnie z europejskim ustawodawstwem, np. Kartą Praw Podstawowych, która mówi o szerokiej definicji rodziny, zakazie dyskryminacji ze względu na cokolwiek, a już na pewno orientację religijną, zabrania się: nieudzielania homoseksualistom ślubów w kościołach, nauczania że homoseksualizm jest grzechem, że orzeka się iż aborcja jest prawem człowieka a za jej odmowę dostaje się 10 lat więzienia, a państwa członkowskie mają obowiązek refundować spirale wewnątrzmaciczne i piguły wczesnoporonne. Co stoi na przeszkodzie? Po uchwaleniu Karty Praw Podstawowych zupełnie nic, oprócz dobrej woli prawników i urzędasów.
Po tym, jak Rocco Butiglionemu odmówiono prawa bycia komisarzem UE ze względu na jego katolicyzm, po tym jak w rezolucji Parlamentu Europejskiego uznano homofobię (?) za chorobę psychiczną... wszystko jest możliwe.
Ale co tam - jakoś to będzie! Zrobią nam Paradę Schumanna na Krakowskim, rozdadzą niebieskie baloniki, Wyborcza rąbnie dodatek o wspaniałej Unii Europejskiej, Tusk z Kwaśniewskim pobredzą coś o historycznej szansie, Geremek wezwie do rozsądku, i każdy już wie że to wstyd być przeciwko. Że to tylko Giertychy i Rydzyki są przeciw.

sejmowo-jezusowe królowanie
dziś Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - byłem rano w Damenstiftskirche... Chyba nie muszę opowiadać o cudownościach podczas Mszy Świętej. Kto nie był na Mszy Trydenckiej, niech szybko na nią pospieszy, a jeśli jest z Warszawy, niech poczeka aż wrócę, to razem pójdziemy do św. Benona na Starym Mieście. Wszedłem gdy ksiądz z ministrantami byli w połowie okrążenia na Asperges, gdy wchodziłem do kruchty, akurat wyszli mi naprzeciw.
Ale nie o tym miała być mowa. Żyjemy w czasach ciągłej walki rewolucji z kontrrewolucją moi mili, gdzie wciąż trzeba podejmowac wysiłki o rechrystianizację świata, ze sferą publiczną włącznie. W tym kontekście z radością przyjąłem swego czasu inicjatywę kilku posłów o podjęciu uchwały nadającej Panu Jezusowi tytuł Króla Polski. Inni natomiast podjęli rytualne oburzenie, które - od chwili gdy PiS wygrało wybory pamiętnej jesieni 2005 roku - jak odruch bezwarunkowy pojawiało się na twarzach na sam dźwięk słów PiS proponuje..., albo Kaczyński powiedział.... No, ale co w tym złego, skoro Sejm I Rzeczpospolitej podejmował podobne uchwały, Matkę Bożą powołał na polski tron, paru innych świętych uczynił patronami Polski. Ano, to w tym złego, że bladego pojęcia nie mamy o I Rzeczpospolitej i wielkości dziedzictwa, które za sobą niesie - dlatego też wolimy naśladować dupokrację PRLu, niż sarmacki parlamentaryzm. W tym kontekście raz jeszcze polecam tekst prof. Nowaka - http://chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc
Zaś co do genezy samej uroczystości - http://www.piotrskarga.pl/ps,933,3,0,1,I,informacje.html

co ja muszę?
zdałem dziś sobie sprawę - w ramach sukcesywnego zdawania sobie sprawy z rzeczy dla katolika oczywistych, mimo to zupełnie nie znanych przez to, że katolik nie żyje w katolickiej kulturze - mianowicie, że jako rodzic, mam przede wszystkim przekazać swoim dzieciom Wiarę i uformować je tak, by były święte. A to, czy przy okazji skończą studia, czy nie, czy będą chodziły w adidasach, czy łapciach po tacie, czy będzie nas stać na teatr lub inne rozrywki, czy nie - to jest dość obojętne. Celem człowieka jest osiągnięcie zbawienia, jeśli wychowam z żoną dzieci na szlachetnych ludzi, to i rozumu im starczy, i sprytu, i pomysłów, by dać sobie radę w każdej sytuacji. Spokojnie.
Natomiast jeśli miałbym - jak to radzą dzisiejsze do gruntu pomylone ideologie odpowiedzialnego rodzicielstwa, czy innych równie zboczonych haseł - czekać do czterdziechy aż uciułam na dwadzieścia komputerów i malucha na ślub dla dziecka, przez cały ten czas więdnąc jak robaczywe jabłko i używać wraz żoną narządów niezgodnie z ich przeznaczeniem - i mimo to do tej czterdziestki wcale nie dorosnąć do posiadania choć jednego dziecka (!) i zdziecinnieć na starość i żyć ze świadomością przegrania życia ze strachu przed ojcostwem, czy macierzyństwem - to ja dziękuję. Wolę oddać swoją płodność na użytek łaski Bożej i wieść szczęśliwe, święte życie. A ci co lubią się zaplanować na śmierć - niech sobie planują wszystko co się rusza, aż pod koniec życia stwierdzą, że te plany to o kant dupy można potłuc.
Mam nadzieję, że nikogo nie gorszę zbytnią intymnością.

czapa
znacie kogoś, kto mając dwie czapki i jedną szafę, zgubił w tej szafie czapkę i już drugi tydzień nie może jej znaleźć? Ja poznałem ostatnio - widziałem go w lustrze.

pobiegałem
dziś po Mszy Świętej wskoczyłem w sportowe odzienie i pobiegłem! Ale pobiegłem tak, że Koronkę do Miłosierdzia Bożego skończyłem grubo przed środkiem dystansu, bijąc tym samym rekord długości biegu! Polska ninja nie jest miękka, moi mili - was też zachęcam do umacniania obronności Państwa!

ucho się złamało - temu misiu
pewnie nikt mi nie uwierzy, ale kiedyś złamałem sobie prawe ucho - w Płocku 2004 roku. Spałem jakoś tak dziwnie i mi się podwinęło, i bolało przez parę dni. Dobre, co? A podobno chrząstka się nie łamie.

myśl na dziś
myśl na dziś - po takiej dawce tekstu - należy się w formie multimedialnej! Dziś św. Josemaria Escriva o Spowiedzi Św.

Brak komentarzy:

ciekawostki: