piątek, 14 listopada 2008

[14 XI 2008] niektórzy lubieją gderać... dziś piątek!

motiwejszen
jestem ciekaw, czy opisywana wczoraj promocja książki nt. motywacji odniesie zamierzony cel, tj. pobór 50 000 egzemplarzy. Jak na razie, w ciągu 24 godzin ściągnięto ich ponad 8000, więc dynamika jest duża. Kto się jeszcze nie zapoznał z ciekawostką, zapraszam tutaj.

gderactwo
zjawisko bardzo rozpowszechnione, szczególnie u dam. Mówię z doświadczenia. Bardzo ciekawa rzecz, naprawdę warta analiz (oj, niektórzy panowie wiedzą dlaczego). Poniższe filmidełko, poza tym, że w przerysowany sposób maluje zjawisko, to stworzone zostało na zlecenie organizacji mężczyzn kontestujących instytucję małżeństwa jako instytucji niewolącej (jednym słowem, wolą być polnymi konikami-zapylaczami). Organizacji nie popieramy, wręcz przeciwnie. Filmik natomiast zamieszczamy jako warty obejrzenia. Panowie niech zejdą na ziemię... Panie niechaj się zastanowią poważnie nad niektórymi sprawami...
w związku z tym, iż film przestał działać, podaję oryginalny link: http://patrz.pl/filmy/kochana-zona
fronda.pl ruszyła!
dłuuuugo oczekiwana, fronda.pl już ruszyła! Poniżej banner.
W kontekście ostatnich rozważań o wspieractwie - inicjatywa godna najwyższej rekomendacji, jeśli chodzi o wpieractwo!


korespondencja
bardzo dziękuję za obfitą i miłą korespondencję na temat zawartości bloga. Maile przychodzą nawet z Niemiec!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/14-xi-2007-masakryczna-roda.html

myśl na dziś
Jakże piękna jest święta czystość! Ale jeśli ją odłączymy od miłości nie jest ani święta, ani miła Bogu. Miłość jest ziarnem, które wyrośnie i wyda smaczne owoce jeśli nawodnimy je czystością. Czystość bez miłości jest bezpłodna a jej wyjałowione wody zamieniają dusze w trzęsawisko, w cuchnące bajoro, z którego wydobywa się odór pychy.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 119


czwartek, 13 listopada 2008

[13 XI 2008] gejzeta.pl robi sobie figle-migle?

to miałem wrzucić dawno
wpadka jednego z redaktorów portalu gazeta.pl. Biedaczek musiał potem odszczekiwać i kajać się. Z pracy jednak nie wyrzucą - ma zbyt dobre nazwisko...




aj-waj
dziś dzień luksusu. Od czasu do czasu można sobie na coś takiego pozwolić - w końcu przez nieco ponad rok napisałem tu aż 526 postów, do tego 32 posty na Pogadankach Inwestorskich, więc w sumie aż... 558 postów. W międzyczasie udało się narazić się wykopowiczom, polskiemu podziemiu aborcyjnemu... Dużo. Można więc od czasu do czasu wstawić luźniejszego posta. Można? Można.

motywacja
przyznam, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem. ZłoteMyśli.pl , które ostatnio zajęły 5. miejsce w rankingu księgarni internetowych portalu money.pl (przed nimi lideria.pl , a za nimi... merlin.pl!), te właśnie ZłoteMyśli.pl ruszyły ze śmieszną promocją. Polega na tym, że książkę pt. "Motywacja bez granic" można ściągnąć za darmo, przeczytać... i dopiero po lekturze zdecydować ile była warta.

Mówię o tej książce nie bez kozery - nieraz pisałem na tym blogu i Pogadankach o roli motywacji i literatury motywującej (rozróżniając na motywującą i nakręcającą). Wydaje mi się, że warto po coś takiego sięgnąć... a nuż okaże się (oj, coś dziwnie jestem pewien, że w wielu przypadakch się okaże), że sami stawiamy sobie bariery na drodze do wielu celów. Po co? Po nic. Może Nikodem Marszałek i jego "Motywacja bez granic" pomogą - szczególnie na takich warunkach kupna.

Swoją drogą - to chyba pierwszy w Polsce przykład promocji tego typu, marketingowcy, jesteście porażeni?

USA
panowie i panie z USA ostatnio mieli powody do smutków, dziś jednak brawurowo się obronili... może jednak nie będzie podwójnego szczytu i negacji 70-letniej hossy?

Jako dziecko Boże i dzięki łasce winieneś być silnym w pragnieniach i w rzeczywistości. – Nie jesteśmy roślinami w cieplarni Żyjemy w świecie i jesteśmy wystawieni, na upał i na mróz, na deszcze i na huragany... ale wierni Bogu i Jego Kościołowi.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 792

środa, 12 listopada 2008

[12 XI 2008] św. Jozafata - gdzie sie podziały katolickie ruchy społeczne?

co się dzieje, co się dzieje?
Oj, ostatnio dziwnie się dzieje na gnyszkoblogu – a to jacyś (para)nekrofile zamieszczają komentarze, na których reklamują swoje strony, a to hedoniści zza węgła wyzierają i swoje komentarze publikują (szczególnie ci z Pomorza)... aby się towarzystwo nie rozzuchwaliło, ba! nie rozbisurmaniło zanadto – uznałem że temat seksualny należy na pewien czas przerwać i zastąpić go innymi rozważaniami. „Miała być wolność słowa, a tu każdy mówi, co mu się podoba” - cytując Klasyka...
Pangrzyzga stanowczo nie godzi się ze zjawiskiem dyktowania mu tematyki komentarzami. O!
ruchy, ruchy!
Lektura dawnych wydawnictw katolickich (np. gorąco polecanych przeze mnie „Rozważań o życiu kapłańskim” św. Józefa Sebastiana Pelczara) prowadzi do wniosku, że życie religijne w sferze społecznej było o wiele bardziej intensywne, niż dzisiaj. O co konkretnie chodzi? A, o najprzeróżniejsze organizacje – nazwijmy je „pośredniczącymi” - sodalicje mariańskie, bractwa modlitewne, instytucje charytatywne, ochronki dla dzieci, stowarzyszenia, rycerstwa i setki, setki innych. Wydawano gazety, prowadzono biblioteki, szkoły niedzielne, organizacje polityczne, etc. Nie kolidowało to bynajmniej z zasadą hierarchiczności Kościoła – ta aktywność świeckich pod wodzą duchownych. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że ówczesne życie, owe masowe ruchy religijne wyrastały z autentycznej, katolickiej świadomości.

zawiedzione nadzieje, spustoszona winnica
w pewnej opozycji do tego stoi dzisiejsza propaganda dzieci Vaticanum II (rozumiem przez to określenie ludzi, dla których Kościół zaczął się dopiero w 2. połowie XX wieku), które utrzymują, że Kościół był wówczas kostyczny, niemrawy, ludzie byli bierni i zaradzić temu miałby Sobór Watykański II. Cóż, oczekiwanie rzeczywiście takie było (słynne słowa Jana XXIII o nadziei na to, że do Kościoła wleci nieco świeżego powietrza), ale był (i jest) także zawód, wyrażony przez Pawła VI już kilka lat po Soborze, w przemówieniu, gdzie stwierdza, że zamiast „świeżego powietrza”, czuć „dym szatana w Świątyni Boga”.
Jaki jest stan obecny? Dietrich von Hildebrand odpowiada na to pytanie tytułem swojej ostatniej, proroczej książki - „Spustoszona winnica”. Owszem, istnieją sobie wspólnoty... ale Kościół stał się strybalizowany (splemiennił się) – wspólnoty często tracą poczucie przynależności do Kościoła jako całości, nakierowują się na swojego lidera, własną duchowość, etc. Nie ma mowy o sile. Nie ma mowy o masowych ruchach. Nie ma mowy o silnej pozycji biskupów, jako ojców, przewodników – mówiąc słowami Hildebrandta, biskupi śpią.
Więcej – mówiło się o tym, że po Soborze większa będzie świadomość religijna, zaangażowanie świeckich. Co mamy w zamian? Nawrót pogaństwa, spektakularne apostazje, herezje, skandalizujące ruchy (Wir sind die Kirche, Catholics pro choice), zanik rozumienia podstawowych dogmatów, nie mówiąc o potrzaskaniu moralności... trybalizacja, rozbicie na zagubione plemiona.
Nie jestem ani lefebrystą, ani sedewakantystą, ani nikim innym różnym od rzymskiego katolika. Uznaję nieomylność dokumentów soborowych. Mam natomiast oczy i umiem myśleć – szukam więc odpowiedzi na pytanie „Co się stało?”.

bądźmy m.in. bogaci
nawiązując nieco do ostatnich dyskusji na temat pieniędzy (raz jeszcze dziękuję za pierwszą wpłatę na konto gnyszkobloga!), chciałem powiedzieć, że namiastką owej masowości, szerszej wspólnoty zakorzenionej w Kościele i Kościołowi służącej, jest dla mnie pewna idejka. Otóż, marzę o tym, by moi znajomi (i ja także), byli w pierwszym rzędzie święci... po drugie zaś jak najbardziej wpływowi – także pod względem zamożności. W ogóle – niech jak najwięcej katolików taka będzie. Bądźmy święci i jak najskuteczniejsi na ziemi. Zdobywajmy środki do uświęcania świata, do pracy apostolskiej – wytrwałą, uczciwą, uświęconą i doskonałą pracą. Dlatego też zawsze z wielką radością staram się pomagać i jeśli umiem – doradzić, gdy widzę, że ktoś zabiera się na poważnie za realizację swoich zamierzeń. Wspieractwo, wspieractwo i jeszcze raz wspieractwo – ufajmy sobie i wspólnie bierzmy za robotę.
Pan Bóg działa przez ludzi i prawa, które ustanowił... pracujmy więc tak, jak gdyby wszystko zależało od nas, módlmy się zaś tak, jak gdyby od nas nie zależało nic.
pomagajmy, inspirujmy
być może inspiracją do tego będzie wspominana wielokrotnie książka o e-biznesie, której udało mi się zdobyć darmowy fragment (niestety nie ten o Pawle Królaku, katolickim e-biznesmenie z Lublina) – można ściągnąć z chomika Pogadanek Inwestorskich, które nota bene próbują odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób bogacić, by wciąż być ubogim i umartwionym.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/12-xi-2007-poniedziaek-abarot-do-rabotu.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/klikniem-bo-odwykniem.html

myśl na dziś
Bez życia wewnętrznego, bez formacji, nie ma prawdziwego apostolstwa, ani owocnych dzieł: praca staje się nietrwała, a nawet fikcją. – Jaka wielka jest wobec tego odpowiedzialność dzieci Bożych! Winniśmy posiadać głód i pragnienie Chrystusa i Jego nauki.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 982


wtorek, 11 listopada 2008

[11 XI 2008] Niepodległa? Bolszewika goń!

odzyskanie niepodległości

w związku z dzisiejszym świętem, polecam wziąć pod uwagę to, że długo się nie cieszyliśmy... Już niecałe dwa lata później, zanim państwo na dobre okrzepło, mieliśmy już odwiedziny bolszewickiej hołoty. W związku z powyższym... dziś filmy na ten temat.

źródło: http://www.youtube.com/watch?v=HwNpVsdIb-k

źródło: http://www.youtube.com/watch?v=o9ItOCc9rXc

źródło: http://www.youtube.com/watch?v=zUXN9nBuLMA

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/11-xi-2007-xxxii-niedziela-zwyka.html

myśl na dziś

Wojna! Wojna — powiadasz — ma cel nadprzyrodzony, nieznany światu; wojna jest dla nas...— Wojna jest największą przeszkodą na łatwej drodze. — Lecz w końcu powinniśmy ją pokochać tak jak mnich powinien pokochać swą rózgę.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 311

poniedziałek, 10 listopada 2008

[10 XI 2008] św. Leona Wielkiego - o homoseksualiymie po raz pińćsetny

o homoseksualizmie po raz pińćsetny
od jakiegoś czasu bloga czyta pewien dwukrotny anonimowy komentator, którego żywo interesuje temat pederastii. Gdy wrzuciłem newsa na temat skazania pederasty-kanibala, argumentował, że kanibale i wariaci zdarzają się także u niepederastów. Gdy ostatnio pochyliliśmy się nad nekrofilami - argumentował, że nie można przedstawiać zboczeń poszczególnych osób, by zdyskredytować całą orientację. Nadmienił także, że związki homoseksualne rozwijają się tak samo, jak i heteroseksualne. Mam nadzieję, że poglądy zreferowałem należycie.
Nie odpowiadałem od razu, wierząc, że Komentator(ka) zajrzy do archiwum i pozna z niego mój pogląd na powyższy temat. Ja wiem - korzystanie z archiwum jest utrudnione, posty wciąż nie są oznaczone etykietami... ale z wujaszkiem Google'em chyba dałoby radę.
Nic, to! Odpowiem wobec tego pokrótce - pewnie większość Czytelników słyszała to kilkaset razy, ale co tam! Otóż, argumenty Komentatora(ki) [no właśnie - z kim mam przyjemność?] są trafione, jeśli przyjmujemy, że istnieje coś takiego jak orientacja seksualna. Na marginesie - powstaje problem, bo Komentator nie tłumaczy się z twierdzenia dlaczego nekrofilia orientacją nie jest... ciekawe czy podobnie skandaliczne oskarżenia wysuwa pod względem pedofilii?
Wracamy, do naszych rozważań. W naszym jednak przypadku jest inaczej. Twierdzimy, że nie istnieje coś takiego jak orientacja seksualna, lecz norma (opanowany heteroseksualizm) - oraz jej brak, czyli zboczenia. Zboczeniem jest zarówno pederastia, jak i onanizm, pedofilia, nekrofilia, zoofilia i inne. Przyjmujemy rzecz jasna kryterium teleologiczne, tj. dotyczące celowości (które w tym wypadku oznacza możliwość prokreacji).
W związku z tym, argumentacja przytaczana przez Komentatora, jest zupełnie nietrafiona - nie obchodzi nas bowiem to, czy zboczenie rozwija się analogicznie do postawy zdrowej, czy nie. Czy towarzyszą mu uczucia wyższe, czy nie. Nie gra to roli. Podobnie jak nie gra roli to, ilu homoseksualistów jest w populacji i czy byli od zawsze. Inne choroby i wynaturzenia także towarzyszą ludziom od wieków i są stale obecne w populacjach - niekiedy nawet są nadreprezentowane... jak np. Czarna Śmierć w którymś z nastych wieków. Ale to, że ma setki tysięcy nosicieli nie oznacza, że Czarna Śmierć nie jest Czarną Śmiercią.
Podkreślam raz jeszcze - na gruncie koncepcji istnienia orientacji seksualnej nie istnieje żadna przesłanka zabraniająca nam stwierdzić, że pedofilia, nekrofilia i inne zboczenia nie są zboczeniami.
dwie metafory - ładna i brzydka
poza tym, witam serdecznie - nowego jak się zdaje - Czytelnika! Dla okraszenia wywodu, dodam jeszcze dwie dykteryjki.
Pierwsza z któregoś numeru FRONDY. Na którejś stronie był rysunek części silnika opisany następująco: Tłok powinien poruszać się w cylindrze, a nie w rurze wydechowej.
Druga, relacjonuje wydarzenie podpatrzone na planie Warto rozmawiać, po odcinku nt. homoseksualizmu. Jan Pospieszalski miał powiedzieć po zakończeniu programu jednemu z gości następujące słowa: Wie Pan... gdyby homoseksualizm był naturalny, to zwieracz wydzielałby wazelinę.
bądź święty
przy okazji polecam serwisik, który ostatnio zrobiłem: http://badz-swiety.blogspot.com/ Rozważanie co dwa dni na maila. Szkoła świętości pod okiem św. Josemarii, św. Józefa S. Pelczara, św. Tereski i św. Ludwika.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/10-xi-2007-sobota-odjeda-wraz-ze-w.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/10-xi-2007-sobota-w-niej-pani.html

myśl na dziś
Jesteśmy dziećmi Bożymi. Nosicielami jedynego płomienia będącego w stanie oświecić ziemskie drogi dusz; jedynego blasku, w którym nie będzie nigdy miejsca dla ciemności, mroku i cienia. – Pan posługuje się nami jak pochodniami, by światło to świeciło… Od nas zależy, by wielu ludzi nie żyło w ciemnościach, lecz kroczyło drogami, które prowadzą do życia wiecznego.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1

[10 XI 2008] poniedziałek - wspieractwo buzuje - witamy na pokładzie

pierwsza donacja in da hauz!
moi mili, nie chcę nic mówić, ale... gnyszkoblog odnotował pierwszą wpłatę na swoje konto! Darczyńcy składam serdeczne, oficjalne Bóg zapłać, oraz obiecuję starać się przy pisaniu bardziej!
Równocześnie na cześć Pierwszego Darczyńcy zapodaję paradną muzyczkę, a innych... zachęcam do brania przykładu z odważnych.
muzyczka na cześć Pierwszego Darczyńcy Gnyszkobloga!

zapewniam...
...o tym, że dziś pojawi się post właściwy.
myśl na dziś
Kochaj i uprawiaj miłosierdzie, bez granic i bez dyskryminacji, ponieważ ta cnota, znamionuje uczniów Nauczyciela. – Jednakże to miłosierdzie nie może prowadzić cię – gdyż wówczas nie byłoby cnotą – do rozmiękczenia wiary, do zatarcia konturów, które ją określają, do przesładzania jej tak, aż się zamieni, jak chcieliby niektórzy, w coś bezkształtnego, co nie posiada siły i mocy Bożej.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 456




piątek, 7 listopada 2008

[7 XI 2008] czy nekrofile są w Polsce dyskryminowani?

pinionżki - final countdown
przejrzawszy statystykę, z radością ujrzałem pewne ruchy 5 listopada. Bardzo się cieszę, za nie dziękuję - i w nawiązaniu do odnośnych tekstów, czyli tego i tego - proszę o więcej.
co tam, Panie u nekrofili?
jak pamiętają wytrwali czytelnicy gnyszkobloga, prognozujemy tu rychłe odkrycie, że także inne zboczenia poza pederastią są w istocie orientacjami seksualnymi. Po tej linii idą nie tylko ukazujące się od czasu do czasu teksty na temat pedofilii, ale i ostatni o... nekrofilach!
Wspomnijmy jeszcze, że propagatorem nekrofilii i sado-masochizmu jest niejaki Urban Jerzy (ten z uszami), którego żona wydawała pismo ZŁY. Nadzwyczaj dobrze współgra z treścią tego artykułu dzisiejsza myśl na dziś!
Polscy nekrofile skarżą się na nietolerancję. Nekrofilia jest legalna, donosi POLSKA:

Konrad Rafalski z niewielkiego Koszęcina fascynuje się śmiercią. W internecie prowadzi stronę poświęconą nekrofilii. Zamieszcza na niej szokujące opisy i zdjęcia stosunków seksualnych ze zmarłymi, zwłok w daleko posuniętym rozkładzie.
Wkrótce otwiera też zakład pogrzebowy. Mieszkańcy Koszęcina są przerażeni. Najchętniej wygnaliby go i jego rodzinę z wioski: - Oni otworzyli zakład, tylko po to, żeby mieć dostęp do zwłok - mówią mieszkańcy.
(...)
Ta wychowująca dwoje dzieci rodzina, fascynuje się śmiercią. Jest dumna z odmienności, a tych, którzy jej nie rozumieją, wyzywa od wieśniaków.
(...)
- Zło może się czaić wszędzie, ale nie z naszej strony. Jedynym złem w tej wiosce jest ludzka głupota. Oni nas nie tolerują za odmienność - ripostuje Konrad Rafalski
(...)
Wszystko to może brzmieć nawet zachęcająco, gdyby nie to, co znaleźliśmy na stronach internetowych Konrada i Sybilli. W witrynie o nekrofilii są opowiadania i artykuły opisujące ze szczegółami np. sceny seksu w prosektorium. Ich tytuły to: "Orgazm z trupem", "Seks z martwym facetem". Do tego porady, jak usztywnić penis nieboszczyka, wiersze i sylwetki najbardziej znanych nekrofilii i przedruki rozmów z nimi. Po wpisaniu specjalnego hasła można też zobaczyć szokującą galerię. To zdjęcia nagich, martwych kobiet i mężczyzn, niektóre podczas pośmiertnego stosunku płciowego, inne bez głowy, w stanie rozkładu, albo z głębokimi ranami. Na jednym ze zdjęć naga kobieta odcina piłą głowę zmarłemu mężczyźnie. - Nie wszystkie zdjęcia są prawdziwe, niektóre były pozowane - tłumaczy Konrad Rafalski. - Zbierałem je po całym świecie przez kilka lat. Proszę jednak poczytać wszystkie teksty i artykuły, one mają charakter naukowy. Kolejna witryna internetowa budzi grozę. Główna strona to zdjęcie chłodni z kostnicy jednego ze szpitali. Kliknięcie w poszczególne półki prowadzi nas do wybranych tematów związanych ze śmiercią.
Więcej na:

myśl na dziś
Kiedy przyjmiesz Pana do swego serca i zakosztujesz szaleństwa Jego Miłości, obiecaj Mu, że postarasz się zmienić tok swego życia, na ile to będzie konieczne, by nieść Go tłumowi, który Go nie zna, któremu brak ideałów, który niestety żyje w zezwierzęceniu.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 939

czwartek, 6 listopada 2008

[6 XI 2008] czarny czwartek

film o Basi
wczoraj dostałem bardzo miłego maila od kierujących akcją nakręcania „Filmu o Basi” http://www.filmobasi.pl/. Swego czasu pisałem na blogu o tym przedsięwzięciu – polega ono na stworzeniu dokumentu na temat życia pani Barbary, która stoczyła bohaterską walkę z rakiem, będąc przy okazji w ciąży. Niestety, walka zakończyła się śmiercią, ale to, co Basia po sobie zostawiła, popchnęło Jej otoczenie, szczególnie męża, do tego, co właśnie jest na ukończeniu. W internecie dostępne są już trailery filmu, nakręconego przez utytułowanych twórców – Macieja Bodasińskiego i Leszek Dokowicz.
Historię tej rodziny warto usłyszeć, a jeszcze bardziej warto zaangażować się w tworzenie filmu, który ma być później rozpowszechniany na całym świecie. Na co potrzebne są pieniądze? Na opłacenie twórców i kosztów ich pracy.
coś nam to przypomina?
No, nic... jak by to skomentował jeden z nowych komentatorów gnyszkobloga, chyba reżyserów opętała mamona – nie chcą żywić się powietrzem.

aleosssochodzi?
kończę już temat pieniężny, ale jeszcze jedna uwaga. Chodziło mi o zwrócenie uwagi na to, że każda z rzeczy, z których korzystamy generuje koszty. Są one przez kogoś zawsze pokrywane. Nie ma powodów, byśmy w tym nie uczestniczyli. Tym bardziej, jeśli nie wymaga to od nas żadnego zaangażowania (casus reklamy kontekstowej, czy kliknięcia w brzuszek pajacyka na stronie pajacyk.pl).
A o tym, jak to jest po naszej stronie, można było się przekonać przy okazji sprawy „Agaty”. Proszę sobie przejrzeć Agatę. Anatomię manipulacji poczytać o tym, jak się sprawa rozwijała. Mało się o tym mówi, ale organizacyjnie, była to dla nas mimo wszystko dość udana improwizacja, ułańska szarża. Dłużej w takim systemie funkcjonować nie można. Lewica bierze miliony dotacji, a nasi boją się, że jeśli dostaną złotówkę, parafia wyklnie ich jako interesownych. Przypomnę, że Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny ma status doradcy przy ONZ i Komisji Europejskiej, realizuje wiele programów „edukacyjnych” finansowanych przez te instytucje. Rzecz warta przemyślenia – z jednej strony tak potężne instytucje, z drugiej prywatni, niedofinansowani zapaleńcy, którym niejednokrotnie rodzina stawia ultimatum – albo rodzina i normalne zarabianie, albo twoja działalność i ciągłe rozwiązywanie problemów innych za „Szczęść Boże”.

oczywiście...
zawsze znajdzie się ktoś, kto sprawy nie zrozumie, albo będzie udawał, że nie rozumie – i węszył będzie podstępy, opętanie mamoną, żydowskie pochodzenie, spekulacje, tajne transakcje i inne, wielce poważne przeszkody, o których mówił cytowany przeze mnie wczoraj prezes stowarzyszenia.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/6-xi-2007-wtorek-dzi-tajemnice-bolesne.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/6-xi-2007-wtorek-dzi-wieczorny.html

myśl na dziś
Serce! Od czasu do czasu wciska się weń cień blichtru ziemskiego: głupie, smutne, "zaściankowe" wspomnienia...Przystąp natychmiast do Tabernakulum, fizycznie lub duchowo, a powrócisz do światła, do radości, do Życia.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 817


środa, 5 listopada 2008

[5 XI 2008] pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi

Pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi
wczoraj posypały się komentarze – wbrew pozorom nie na temat rozstrzygnięcia konkursu aborcyjnego, tylko na temat tekstu dot. wspieractwa. Nie wiedziałem co zrobić, ale w końcu uznałem, że ta wymiana zdań może być ważna także dla innych Czytelników. Odpowiadam na dwa komentarze – miss gender, oraz siusiaka.

MISS GENDER:
"Kolega zaś na to: „Iiiii tam, ja u Ciebie nie klikam, Ty masz za dużo pieniędzy”
"dokładnie to samo myślę i jeszcze nigdy, od kiedy tu zagladam nie kliknelam na nic, te Twoje prośby o kasę są poprostu bezczelne!!!
----------------------------------------------
Miss gender, będę odpowiadał krótko, żeby nie było, że zapodaję masło maślane. Odpowiedź na ten akapit jest lakoniczna – albo nie jestem dość „bezczelny”, albo jesteś zbyt delikatna, albo rzeczywiście wypisuję tu dyrdymały niewarte uwagi, albo masz małą wyobraźnię. Wymienione czynniki mogą współwystępować.

"werki sorki" ale nie oszukujmy się, jesteś osobą zamożną i Twoja postawa jest jak dla mnie poprostu nie na miejscu!! wogole mi przez myśl nie przeszło, żebym ja mogła napisać takie banialuki, choć jestem pewna, że materialnie jestem w gorszej sytuacji niz takie "bananowe dziecko" jak Ty
----------------------------------------------
Po pierwsze – mówmy tu o wyobrażeniach, będziemy bliżsi prawdy. Domyślam się, że Miss Gender nie ma wtyczki w Urzędzie Skarbowym, bo gdyby miała... stwierdziłaby raczej, że jeśli już, to moi Rodzice są zamożni, ja natomiast do tej grupy nie należę. Wręcz przeciwnie, co chyba w tym wieku jest rzeczą normalną.
Po drugie – nie rozumiem sformułowania „bananowe dziecko” i nawet mogę troszkę poudowadniać, że nim nie jestem, co chyba ludzie mnie znający potwierdzą. Czy bananowe dziecko, to ktoś kto w domenie sprzętu muzycznego zatrzymał się na etapie walkmana odziedziczonego po siostrze? Czy jest to ktoś, kto w kinie był ostatnio trzy lata temu, a poprzednio dwa lata wstecz? Czy jest to wreszcie ktoś, kto przez więcej niż połowę swojego życia (dane aktualne) dodzierał ciuchy po siostrze? Dorzućmy więcej – czy jest to ktoś, kto pracowicie oszczędzał od Komunii, podczas gdy jego koledzy kupowali sobie wypasione komputerki, pegasusy, play stationsy, i in.? Czy „bananowym dzieckiem” nazwiemy osobę, która pierwszy komputer dostała pod koniec podstawówki, podczas gdy koledzy mieli pod koniec przedszkola? Czy bananowym dzieckiem jest osoba, która wymienia trzy pary swoich butów najczęściej raz na cztery lata? Choć mógłbym podobne cechy wymieniać w nieskończoność... pokuszę się o tezę tymczasową - jeśli tak zdefiniujemy „bananowe dziecko”, to rzeczywiście jestem „bananowym dzieckiem” z krwi i kości.
Ale bądźmy świadomi, że ta definicja „bananowego dziecka” jest równoznaczna z przeczeniem popularnego znaczenia „bananowego dziecka”.
Po trzecie – co to w ogóle ma do rzeczy? Nie jestem bolszewikiem i nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś ma więcej ode mnie. Więcej – gdy mam okazję, staram się takim osobom pomagać. Jeśli mnie brakuje w jakiejś dziedzinie zdolności albo szczęścia, nie mam nic przeciwko, że komuś ich nie brakuje i jeśli mam okazję mu pomóc, pomagam. W ten sposób np. pomagam rozwijać parę przedsięwzięć moich znajomków. Niech mają jak najwięcej. Tym bardziej jeśli wiem, że są porządnymi ludźmi.

poprostu nie wypada pisac takich rzeczy kiedy sie wie że inni maja nieporównywanie gorzej!
-------------------------------------
ponownie – co to ma do rzeczy? Ponownie także - nie jestem bolszewikiem i nie uważam tego za oczywiste. Nie jestem także psem ogrodnika. Źle jest bowiem, gdy sami nie pomagając nikomu, uniemożliwiamy innym pomaganie... Jeśli nie wspieram np. Fundacji św. Mikołaja, chociażby przez kliknięcie w reklamę (co mnie nic nie kosztuje - mnie reklama interesuje, zapoznaję się z nią, zdobywam wiedzę o ofercie reklamodawcy, a ten kto ją emituje, zdobywa środki na działalność), tym samym uniemożliwiam jej pomaganie innym. Paradoksalnie więc, choć wycieram sobie gębę tymi, którzy mają niporównanie gorzej, działam na ich szkodę.
Zresztą... tym, którzy mają ode mnie gorzej, pomagam jak mogę. No, ale nawet jeśli miss gender pracuje w urzędzie skarbowym, nie dowie się o tym, bo zawsze gubię zaświadczenia o darowiznach i ich nie dołączam.

a argument, że mam Ci płacic za to co piszesz rozbawił mnie maksymalnie!! chyba w główce Ci sie poprzewracało!!
--------------------------------------------
ależ wcale nie musisz płacić – bez względu na to, czy Ci się podoba to, co tu piszę, czy nie. Chciałem zwrócić Ci uwagę na możliwości współtworzenia rzeczywistości, które masz, a które sama przed sobą zamykasz – bądź co bądź, jesteś idealną ilustracją tego, co opisałem wczoraj. Dotyczy to zarówno mojego bloga, jak i tysięcy o niebo poważniejszych inicjatyw.
Ostatecznie zaś – pewnej delikatności. Tak, właśnie delikatności, bo trzeba jej, by np. zdać sobie sprawę z tego, że np. forum internetowe na którym działam – kosztuje. Jeśli założył je mój kolega (mówię np. o wielodzietni.org), to ja wiem, po co są te reklamy. I wiem także, że będzie starał się je prowadzić dopóty, dopóki naprawdę zabraknie mu kasy... wiem, że do tego dokłada, traci na to czas i pieniądze, a to ma dla mnie wartość! I z czystej delikatności robię wszystko, by zwracało mu się jak najwięcej, podsyłam niekiedy jakieś podręczniki marketingowe, staram się każdej potencjalnie zainteresowanej osobie opowiedzieć o forum. On o to rzadko prosi, ale powinien częściej – wykonuje wspaniałą robotę. A ludzie niestety często uważają, że to wszystko nic nie kosztuje i im się należy. To najlepsza droga do zakończenia sprawy. Czy do tego dążą zadowoleni użytkownicy? Nieświadomie, niestety tak.
W związku z tym, albo nie są zadowoleni – wówczas dają jasny sygnał do zamknięcia, bądź jakiejś reformy forum, albo są zadowoleni, tylko brak im pewnej delikatności. Nie ma nic złego w przypomnieniu im o takiej możliwości. Jest to rzecz słuszna i uczciwa.

no, ale Maciek jako osob reprezentująca mentalność "najmadrzejsza baba we wsi" odpisze mi jakies "masło maślane", bo rozmowa z nim to jak "grochem o ścianę";D
------------------------------
abstrahując od tego, jaką mam mentalność, jeśli wygłaszam jakiś pogląd, to robię to dlatego, że żywię przekonanie, że jest słuszny. Słusznej tezy, gdy jest atakowana – broni się, aż do momentu gdy jest obalona.

pozdr,
miss gender:)
-------------------------
miss, Ty się jeszcze nie przedstawiłaś, ale chyba wiem kim jesteś... :)

SIUSIAK:
Czy to cytat ze mnie? Chyba tak :] Paniegrzyzgo, odblokowali konto na googlu? Wyłączyłem adblocka na Pańskiej stronie z ciekawości i znowu są! Jestem nie na czasie. Kiedyś klikałem regularnie, to zablokowali…
------------------------
Nie wywołujmy gugla z lasu. Cytat nie z Kolegi, ale rzeczywiście tego typu teza też padła z owych ust! Jednak w chwili pisania posta, miałem na myśli kogo innego.
Mimo że to chyba cytat ze mnie i mimo, że używam adblocka, nie zgadzam się z Przedmówczynią.
--------------------------
jak widać, nie każdy jest bolszewikiem...
To, czy klikniesz czy nie, powinno zależeć wyłącznie od tego, czy podoba Ci się to, co przeczytałaś/zobaczyłaś na stronie — czy czujesz się odbiorcą usługi, jaką dostarcza Gnycha. Stan kiesy usługodawcy nie powinien tu być czynnikiem (zwłaszcza, że niekoniecznie Twoja wiedza musi być akuratna). Poza tym mowa tu jest o klikaniu, które Cię naprawdę nic nie kosztuje! Trochę czasu być może, ale to są sekundy – jeśli masz czas komentować jakieś blogi, to i na kliknięcie powinno wystarczyć ;)
----------------------------------
Zgadzam się w całej rozciągłości, zaznaczę jeszcze, że reklama, którą widzę, powinna mnie interesować – tak, aby reklamodawca na tym nie tracił (w końcu to on płaci za akcję). Chodzi jedynie o świadomość własnych możliwości.

Co napisawszy wyłączam adblocka na tej stronie i znowu czasem kliknę, jak dawniej. Chociaż ta reklama NEXTO zasłaniająca róg to mnie akurat mocno denerwuje...
-----------------------------------
wywalę tego widgeta, bo już nie działa, poza tym.

Ale. Ale muszę przyznać, że uderzanie w Twoim przypadku w argument braku kasy jest trochę nie na miejscu.
--------------------------------
No... tu też mówmy lepiej o wrażeniu. Poza tym – brak kasy jest relatywny zarówno do kosztów stałych oraz zamierzeń, które się ma. Koszty stałe mam niskie, natomiast zamierzenia duże. Odnoszę więc do tego „brak”, bądź „nadmiar” kasy. Na jedzenie, bilet i gazetę raz w tygodniu starcza, ale czy to powienien być punkt odniesienia?
To samo tyczy się tego cienia pretensji, który można wyczuć w Twej notce.
---------------------------------
To tylko leciutki cień, serio. W tekście poruszałem na przemian kwestie ogólne i szczegółowe, te pierwsze bardziej mnie emocjonują. Naprawdę boli mnie to, gdy widzę, co dzieje się w pro-life'ie. Odchodzą zgorzkniali bardzo porządni, zasłużeni ludzie... każdy chwalił ich działania, prawie nikt nie pomógł. Tak dłużej nie można, to jest nieuczciwe. Takich bohaterów jest setki. Gdyby każdy kiwnął palcem, nie musieliby ponosić takich ofiar, szczególnie że powołany do tego jest każdy. Myślę, że mogłeś odnieść wrażenie, że te emocje wiążą się z blogiem. Mój blog to pikuś, ale też traktuję go poważnie.

Ja rozumiem, że brak w Polsce dobrego amerykańskiego zwyczaju, że proszenie „Donate!” jest czymś naturalnym i spotyka się z hojnym odzewem, jeśli tylko proszący jest pozytywnie oceniany za to co oferuje. Ale zwracam uwagę, że to proszenie jest zawsze pokorne i pozbawione roszczeniowości. Owszem, w trudnej sytuacji można powiedzieć: „Zapłaćcie proszę, żebym mógł dalej prowadzić tego bloga”, ale nigdy: „Jak nie zapłacicie, to przez was będę musiał bloga zamknąć!”.
---------------------------------------------
W USA może i wystarczy pokornie poprosić. W Polsce musisz zbankrutować, by ludzie uznali, że cholercia szkoda, że to przedsięwzięcie upadło. Tak było z OZONem, tak jest z Radiem Józef. Tak jest z polskimi bogatymi katolikami - „Jesteście bogaci, to dawajcie cholera kasiorę, bo my jesteśmy biedni, a cel szczytny, ale na satelitę, duperele, kasę mamy”. Pora się obudzić, generalnie rzecz ujmując.
Sławomir Sierakowski wrócił właśnie z wycieczki po USA, skąd przywiózł walizkę pieniędzy na nowy, lewicowy think-tank. A my sobie zwalajmy ciągle robotę na kilku zapaleńców i pieniądze, które jeszcze mają (z naciskiem na "jeszcze" - bowiem zarówno pieniądze, jak i zapał tych ludzi się kończy). Tak to wygląda po naszej stronie. To jest real, bolesny real, o którym byc może nie każdy wie, bo się nie udziela, wobec czego uznałem za stosowne o tym przypomniec, bądź poinformowac na czym stoimy. Jak to powiedział mój kolega - „W Polsce, dokądkolwiek pójdziesz po naszej stronie – jako działaczy, organizatorów, sponsorów, spotykasz tych samych ludzi”.
Zresztą... o tym, że mam trudniejszą sytuację, pisałem już w lipcu, gdy skończył mi się wyborny kontrakt w firmie, w której pracowałem. Oj, coś nie uważaliście, mister siusiak!
No i mieszkamy w Polsce jednak. Mentalności/zwyczajów ludności Pan nie zmienisz, choćbyś się skichał. Pewnie, próbować można, ale w międzyczasie trzeba się zająć czym innym, co o tej ewentualnej zmiany nie jest uzależnione…
-----------------------------------
oj, gdybym nie robił inaczej, byłoby marnie. Co bynajmniej nie oznacza, że stan średniej marności jest stanem pożądanym.

resume
Jako resume tej długaśnej pisaniny, proponuję opowiastkę. Otóż, rozmawiałem niedawno z prezesem pewnego potężnego stowarzyszenia katolickiego, które potrafi pozyskiwać pieniądze na swoją wspaniałą działalność inaczej, niż obdzierając ze skóry i szantażując moralnie kilku katolickich biznesmenów w okolicy (tak to najczęściej wygląda). Sponsorów stowarzyszenie ma dziesiątki tysięcy. W związku z tym, często padają podobne argumenty do tych powyżej – że każą sobie płacić za działalność, że zmuszają ludzi do dawania kasy, że są nieszlachetni, że nie działają z czystą intencją, etc. Na moje pytanie o to zjawisko, odpowiedział krótko: „Wie Pan, to jest tak. Ci, których nasza działalność nie obchodzi, po prostu nas ignorują. Ci, którzy wiedzą, że robimy dobrze, albo płacą... albo wymyślają niestworzone historie, by uzasadnić to, dlaczego nas nie wspierają.”
Jako rozszerzenie rozważań, polecam jeszcze cytat z Pana Gawriona, jednego z autorów serwisu niepoprawni.pl, który w komentarzu pod moim wczorajszym postem napisał tak:
Wiele rzeczy da się zrobić wspólnymi siłami i nakładem wolnego czasu i odrobiny chęci. Są jednak takie, które wymagają pewnych nakładów finansowych - taki już jest ten świat.
Poruszył Pan istotny problem, charakterystyczny dla przedsięwzięć organizowanych przez ludzi uczciwych, z jakąś konkretną misją wybiegającą dalej niż dbanie o swoje cztery litery. Jako że zasadniczo dzisiejszy świat kręci się wokół pieniądza i osobistych korzyści. Jako że każdy stara się jak najwięcej wyrwać dla siebie nie patrząc na innych, wszelkie rzeczy związane z zarabianiem (obojętnie czy o charakterze profit czy non-profit) ludzie tacy wolą omijać by nie stworzyć pozorów oszustwa i nie narazić swojej wiarygodności. Nie ma bowiem nic bardziej wiarygodnego od bezinteresownej rady czy pomocy. Takie przewrażliwienie nie jest pozbawione logicznego uzasadnienia. Z drugiej strony nic na tym świecie nie ma za darmo i człowiek uczciwy, filantrop, nie może liczyć na wzajemność pazernego świata - kasa musi być i się przydaje.. Inny problem to możliwość konkurowania z głosem fałszu, za którym stoją spore nakłady finansowe.. Bezinteresowność niewspomagana finansowo nie stworzy zauważalnej przeciwwagi głosu prawdy dla wielkich koncernów medialnych patrzących na zysk.. Trzeba się wspierać - popieram;)


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-1-poniedziaek-zaczyna-si.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-2-poniedziaek-koczy-si.html

myśl na dziś
Jezus pozostał w Hostii Świętej dla nas! Chciał być u naszego boku, aby nas wspierać, aby nami kierować. — A za miłość odpłaca się jedynie miłością. Dlaczego nie mamy iść codziennie przed Tabernakulum, chociażby tylko na parę minut, żeby Mu wyrazić nasze pozdrowienie i naszą miłość jako Jego dzieci i bracia?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 686


[5 XI 2008] Rozdział Kościoła od państwa? Nigdy w życiu

O rozdziale słów kilka...
no, niech się teraz oburzeni nie gotują i nie wywlekają z Google'a Jana Pawła II i nie nawracają mnie, bo zaraz wytłumaczę o co mi chodzi. Otóż, wyrażenie „rozdział Kościoła od państwa” zakłada, że Kościół ma jakąś szczególną predylekcję do wchodzenia w kompetencje państwa. W związku z tym, że jest to zdanie fałszywe (sfalsyfikowane na podstawie faktów – zdarzało się bowiem, że to państwo miało zakusy na kościelną domenę), powinno się mówić o „rozdziale Kościoła i państwa”.
Proszę się teraz nie buntować, że odstraszam teraz ludzi dalekich od Kościoła, prowokując ich swoimi głupimi gierkami słownymi. Zwrócił moją uwagę na tę niesymetryczność nie kto inny, jak ulubieniec salonów – o. Maciej Zięba.

...i o Świątyni Opatrzności też!
w związku z tym, że jesteśmy nowoczesnym, europejskim, światłym państwem i wcielamy w życie wspomnianą wyżej zasadę rozdziału kompetencji... nie rozumiem dlaczego państwo wymiguje się od swojego obowiązku, który suwerennie zaciągnęło w Konstytucji III Maja – zobowiązanie do zbudowania Świątyni Opatrzności Bożej. Jeśli się wymiguje, to mamy dwa uzasadnienia tego stanu rzeczy – albo Tuskoland/III RP/IV RP nie są prawnymi dziedzicami I Rzeczypospolitej, albo są, ale niestety są nieświadome własnych obowiązków. Proszę się zdecydować, Panowie.

Myśl na tę dziś dnia
Walcz o to, aby Święta Ofiara Ołtarza stała się ośrodkiem i źródłem twego życia wewnętrznego; w ten sposób, żeby cały dzień zamienił się w ciągły akt kultu – przedłużenie Mszy Świętej, w której uczestniczyłeś i przygotowanie do następnej – które wyrazi się w aktach strzelistych, w nawiedzaniu Najświętszego Sakramentu, ofiarowaniu twojej pracy zawodowej i twego życia rodzinnego...
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 69





wtorek, 4 listopada 2008

[4 XI 2008] piniążki, Panie, piniążki!

pieniążki, pieniążki
wystrzegam się generalizowania w oparciu o kryterium narodowościowe, ale poniższe rozważania aż proszą się o to, by rozpocząć je od sakramentalnych dla ętelektualistów z Czerskiej sformułowania „A, bo w Polsce, to...” albo lepiej: „Eeee, w tym kraju to...”.
Nie zacznę więc w ten sposób, ale proszę wiedzieć, że gdybym nie był sobą, tylko kimś innym – zacząłbym. Druga uwaga, zanim zacznę, jest tej materii, że tekst ów dotyczy zarówno konkretnej sytuacji, jak i rzeczywistości w ogóle. Być może nawet opisuje pewną ogólną właściwość natury ludzkiej.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację – do jednego z blogerów przychodzi kolega i pogadawszy sobie chwilkę, przechodzi na temat jego bloga. Od słowa do słowa... pojawia się temat reklamy kontekstowej, która jest na blogu tego pierwszego. „No, i jak tam? Kiedy ostatnio kliknąłeś?” - pyta bloger. Kolega zaś na to: „Iiiii tam, ja u Ciebie nie klikam, Ty masz za dużo pieniędzy”.
Możemy sobie wyobrazić także i drugą możliwość odpowiedzi - „To u Ciebie są jakieś reklamy? No, cóż, korzystam z AdBlocka i ich nie widzę”.
Jakkolwiek jest, w obu przypadkach skutek jest podobny – bloger za swoją pracę (a umówmy się, że pisanie bloga, to forma publicystyki, niekiedy nawet aktywności artystycznej, społecznej, czy apostolskiej) nie dostaje wynagrodzenia, jakiego się spodziewał montując na swoim blogu reklamę kontekstową.

Druga sytuacja: istnieje sobie tygodnik OZON. Wspaniała gazeta, w końcu nowocześnie wyrażany katolicyzm zagościł na arenie tygodników opinii (poza jednoznacznie kojarzonymi „Gościem Niedzielnym” i „Niedzielą”), brawo dla redakcji! No, ale wiadomo, że zdobyć reklamę do tego typu gazety w domu mediowym będzie trudno... Dlaczego? Katolicy wciąż nie są postrzegani jako grupa konsumencka. Nawet jeśli... to niby dlaczego promować ich przedsięwzięcia? Wiele osób widzi to i stara się OZON propagować, kupuje dwa egzemplarze, zamawia komuś w prezencie prenumeratę... OZON w końcu upada.
Przykłady możemy mnożyć w nieskończoność – chyba jednak szczególnie po naszej stronie sceny publicznej. Tu jest strach przed pieniędzmi... Gdy w grę wchodzi zysk, przedsięwzięcie zazwyczaj zaczyna być postrzegane jako podejrzane. Z tego względu też najczęściej przedsięwzięcia organizuje się na zasadzie non-profit, co najczęściej kończy się tym, że po roku lub dwóch... ci, którzy wzięli w nich udział, dłużej już nie wytrzymują, następuje wypalenie, ludzi ogarnia zgorzknienie i poczucie bycia wykorzystanym. Nie chcę rzucać nazwiskami, ale w ten sposób z bardzo pożytecznej działalności musiało zrezygnować wiele zasłużonych osób, np. z kręgów pro-life.
Jak to się dzieje, że ludzie – choć zgadzają się co do idei, zakładają, że przedsięwzięcie utrzyma się samo, żywić się będzie powietrzem... Nie mnie diagnozować powody takiego stanu rzeczy, ale wiem jedno – nie jest to stan porządany. Bo nie dość, że ludzie sami stawiają sobie przeszkody na drodze do dobrobytu (iluż to ja skrupułów się nasłuchałem w rozmowach, które maskowały tak naprawdę strach, albo zwykły brak rozumnej odwagi w obliczu możliwości podjęcia ryzyka), to przekładają to na działania, które zdołały się wykluć. W ten sposób, choć katolicyzm w Polsce deklaruje dużo osób, nie doczekaliśmy się wciąż potężnych, katolickich instytucji intelektualnych, społecznych, politycznych.
Jest i druga warstwa zjawiska. Spychologia. Ludzie uwielbiają spychać obowiązek wspierania przedsięwzięć na bogatszych od siebie... „Taaaa... Kluska ma tyle kasiory, to mógłby fundnąć to, lub tamto.” Proszę mi wierzyć, ale wciąż nie mamy katolickiego Rockefellera w Polsce (pisałem o tym którymś razem, przy okazji debiutu wspaniałej, inspirującej książki „E-biznes jako sposób na sukces”, której jednym z bohaterów jest p. Paweł Królak, katolicki e-biznesmen z Lublina) – nawet gdybyśmy mieli, nie zdołałby sfinansować wszystkiego... a poza tym – zamiast rozporządzać pieniędzmi innych, bierzmy się lepiej za swoje.
Od ogółu wracamy do szczegółu. Co to wszystko ma wspólnego z gnyszkoblogiem i jego odnogami? Coś wspólnego ma. I proszę mi wierzyć... nie mam za dużo pieniędzy, ani tym bardziej czasu. Szczególnie w obliczu niedalekiego ślubu, związanymi z tym wydatkami i niedaleką koniecznością kończenia studiów. To, że pewne działania podejmuję, wynika po pierwsze z poczucia możliwości pełnienia powołania, po drugie z wiary w to, że te wysiłki przełożą się także na satysfakcję ekonomiczną, czyli ewangeliczną „zapłatę, której godzien jest robotnik”. Niestety, z tych samych powodów działalność będę musiał zakończyć, gdy okaże się, że moje przewidywania się nie sprawdzają, a potrzeby staną się na tyle pilne, by im podołać, przestanę mieć czas na cokolwiek innego. Tym samym dołączę do wielkiego grona tych, których działaniom wszyscy przyklaskiwali... a mało kto potrafił pomóc.
Czy naprawdę 10 zł miesięcznie na wsparcie domu samotnej matki to dużo? Czy kolejne 10 złotych miesięcznie na wsparcie portalu, który niesie w internet ortodoksję katolicką, to majątek? Czy rzeczywiście 5 złotych przelane co jakiś czas darmowym przelewem na konto blogera, którego lubię – to dużo? W sumie 25 złotych miesięcznie... Niecała złotówka oszczędzona dziennie... a mielibyśmy mniej powodów do narzekania. Pomijam tysiące innych sposobów, które polegają na skorzystaniu z jakiejś oferty za pośrednictwem strony, którą lubimy (np. przejrzenie reklam, czy produktów w których zakupie pośredniczy)...
Nieraz wystarczyłoby wyłączyć AdBlocka, a wiele wartościowych stron mogłoby się szybciej rozwijać dzięki wpływom z klików w reklamy. Poddaję to pod rozwagę. Mała sumka dla jednej osoby znaczy niewiele, jednak duża ilość małych sumek, to konkretna pomoc – proszę w to uwierzyć, porzucić przywiązanie do poczucia bezradności... i brać się do roboty! Wszystko, co otrzymujemy – nawet za darmo – kosztuje przynajmniej czyjąś pracę i czas.
myśl na tę część dnia
Zjednocz się z Wolą Bożą... a wówczas przeciwności przestaną być przeciwnościami.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr nr 812





[4 XI 2008] wtorek, św. Karola Boromeusza, niszczymy Pana-Od-Aborcji

Ladies and gentlemen... rozstrzygnięcie konkursu na polemikę!
Być może niektórzy pamiętają, inni może nie, ale ostatnio ogłosiłem konkurs na polemikę z drem Szczepańskim, który w pewnym artykule zajął się obroną procederu prenatalnego mordowania ludzi. Tekst przysłała mi odznaczona już w zeszłym roku Blogowym Orderem Przodownika Klikania, Edyta – donosząc, że warto się z nim zapoznać. Zapoznawszy się, od razu do Niej zadzwoniłem – radości pełen – by zakomunikować, że tekst jest do polemiki wprost stworzony! Wpadłem na pomysł ogłoszenia konkursu na polemikę – i ogłosiwszy ją najpierw na blogu, ogłosiłem także na Forum Frondy. Stamtąd właśnie pochodzi nasz zwycięzca i jedyny uczestnik konkursu – Gorlias Fitzgorgon. Do zwycięzcy leci już kabelkiem nagroda oraz właśnie staje się rzeczywistością przebywanie na łamach gnyszkobloga! Miłej lektury!

Gorlias Fritzgorgon po raz pierwszy
Po pierwszym akapicie, szafującym zdumieniem autora nad obłudą oponentów, doktor stawia pierwszą tezę - na temat aborcji powinni się wypowiadać fachowcy, czyli ginekolodzy, a nie laicy tacy jak posłowie czy neurolog, którego artykuł jest odpierany. Jeśli autor ma na myśli aspekty techniczne, typu czy lepiej używać szczypiec czy ssawki albo jakie powikłania grożą pacjentce, to bym się zgodził. Ale w artykule jest mowa o aspekcie moralnym - czy jest to dopuszczalne i jeśli, to kiedy. A to jest problem etyczny, a nie medyczny. Równie dobrze można by twierdzić, że jedynymi osobami które powinny się wypowiadać na temat kary śmierci są kaci. Bo mają najlepszą wiedzę techniczną. Zresztą gdyby nawet przyjąć tezę autora, to sam się jej nie trzyma. Z fachowej wiedzy w artykule pozostały tylko, mające chyba wzruszać czytelnika, opisy dylematów lekarza trzymającego w ręku nożyce Siebolda. Poza tym fragmentem nie zauważyłem nic co by wykraczało poza ogólną wiedzę o położnictwie, że mianowicie są sytuacje gdy ciąża zagraża życiu kobiety. Naprawdę nie tylko ginekolodzy o tym słyszeli. Natomiast autor dużo pisze o historii (choć nie jest historykiem), trochę o filozofii (choć nie jest filozofem) i o moralności (choć nie jest etykiem). Z tą filozofią to się chociaż powołuje na Kołakowskiego, ale w temacie moralności pisze tak "Nie ma absolutnego dobra ani absolutnego zła. Zarówno jedno, jak i drugie jest względne i wie o tym każdy, najbardziej prosty, lecz logicznie myślący człowiek." Więc jednak do tematyki etycznej wystarczy być logicznie myślącym człowiekiem, nawet bez wiedzy fachowej na temat ginekologii czy etyki? A co gorsza skoro uważam, że istnieje absolutne dobro i absolutne zło to nie jestem logicznie myślącym człowiekiem? Ale zajmijmy się główną tezą jaką stawia autor i jego argumentacji za nią. Główna teza jest taka, że należy zrezygnować z penalizacji aborcji. Każdej aborcji. A jakie argumenty są za tą tezą? "Nie należy ustanawiać prawa, którego w żaden sposób nie można egzekwować." Przydałoby się podać argumenty, czemu zakaz aborcji jest trudniej egzekwowalny od takiego na przykład handlu narkotykami. Autor sugeruje, że zakaz aborcji wynika z pogardy wobec kobiet. I podaje dużo przykładów tej pogardy. Ale mnożenie przykładów nie wystarczy, żeby wykazać związek. A choćby go wykazał, czego nawet nie próbuje, to co z tego wynika? Żeby obalić tezę, trzeba atakować tezę a nie przesłanki. Ostatnia próba uzasadnienia autorskiej tezy polega na swobodnym żonglowaniu wymiennie ciążą zagrażającą życiu i ciążą 'niepożądaną'. A różnica jest jak między bliźniętami syjamskimi mającym wspólny konieczny do życia organ a nielubianym rodzeństwem. Więcej pozorów argumentacji w artykule nie zauważyłem, natomiast jest tam pełno figur retorycznych, słów mocno nacechowanych emocjonalnie w stylu "Choćby wszystkie parlamenty na świecie, wszyscy dyktatorzy, wszyscy monarchowie, wszystkie kościoły i wszyscy inni możni tego świata podali sobie solidarnie rękę w walce z usuwaniem niepożądanej ciąży, wprowadzili na powrót drakońskie kary ze średniowiecza, jak grzebanie żywcem czy wbijanie na pal, przerywanie ciąży istnieje i nadal będzie istnieć, tak jak istniało setki i tysiące lat temu. Nikomu i nigdy nie uda się ująć intymności życia ludzkiego w karby przepisów i prawa, choćby udało mu się urzeczywistnić czarną wizję transparentnego świata Orwella." Aż się chce zacytować Chestertona (Protestantyzm - powieść problemowa) "Tak, tak, oto jak trzeba przemawiać! Jakież to musi być męczące wysilać się na sens".
Gorlias Fritzgorgon po raz drugi
Jak sobie pomyślałem dłużej, to jeszcze jeden temat do refleksji mi przyszedł. Pan doktor skarży się, że jacyś ignoranci wchodzą mu w jego działkę. No i zastanowiłem się jak to jest z wiedzą po obu stronach sporu. Jednym ze stałych elementów kampanii w obronie życia jest popularyzowanie wiedzy o rozwoju prenatalnym człowieka. Jak przechodzę koło klasztoru paulinów w Warszawie to widzę zaproszenie na cotygodniowy pokaz filmu o rozwoju dziecka w łonie matki. Również te tak oprotestowane akcje zdjęć z aborcji jakoś też przybliżają oglądającym rzeczywistość "zabiegu". A jak druga strona? Nie śledzę akcji tzw. "grup pro-choice", ale to co zauważam na ogłoszeniach na ulicach skupia się raczej na prawach kobiety, nie zauważyłem zaproszenia na spotkanie, gdzie tłumaczyliby czym jest właściwie to, czego kobieta ma mieć prawo się pozbyć. A hasła i slogany, jakie są wznoszone w dyskusji, wykazują sporą dozę ignorancji. Czasem na przykład czytam o "prawach zygoty" które nie powinny być stawiane wyżej niż prawa kobiety. Wystarczy chyba wiedza z lekcji biologii ze szkoły, żeby wiedzieć że do zamachu na zygotę to jakiś nanorobot byłby potrzebny. Każdy ginekolog wie również, że prawo chroni życie nie od momentu poczęcia, tylko od momentu zagnieżdżenia. Gdyby było inaczej, całkiem spore grono lekarzy siedziałoby w więzieniach za zakładanie pacjentkom wkładek wewnątrzmacicznych. A w momencie zagnieżdżenia mamy już dużo więcej niż zygotę. Słyszałem też wypowiedzi o "zlepku komórek". Otóż jestem szczęśliwym posiadaczem zdjęcia USG mojej córki, wykonanym mniej niż tydzień po wykonanym teście ciążowym. Była wtedy taką sześciomilimetrową fasolką, ale już widać było bijące serduszko. Nie sądzę, żeby zwolenniczki "prawa do wyboru" prowadziły bardziej skrupulatną samoobserwację niż małżeństwo katolickie z niecierpliwością oczekujące na pierwsze dziecko, więc nie wiem gdzie widziały ten "zlepek komórek". No i jeszcze jest argument o "nierozwiniętym układzie nerwowym". No to zobaczmy, co pisze doktor Zbigniew Szczepański: "Lekarze, którzy nie zetknęli się z hakiem i kranioklastem Brauna, z nożycami Siebolda i innymi instrumentami służącymi do wymóżdżenia i rozkawalenia płodu, nie mogą z nami podejmować dyskusji i nie mają prawa twierdzić, że problem zabijania życia dla ratowania życia nie istnieje." Wydaje się, że czegoś co nie ma rozwiniętego układu nerwowego nie da się "wymóżdżyć". Pan doktor dostarcza tu raczej argumentów broniącym życia. Tak właściwie to w całym artykule nie zauważyłem słowa podważającego człowieczeństwo zabijanego płodu, co jest jedną z dyżurnych tez wojujących feministek. Czyżby to był argument ignorantów?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/jest-godzina-1940-pangrzyzga-w.html

myśl na tę część dnia
Nie zapomnij, że człowiek często potrzebuje mieć przy sobie uśmiechnięte twarze.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 57





poniedziałek, 3 listopada 2008

żeby nam się lepiej spało po tych polemikach...






[3 XI 2008] czy małżeństwo zabija seks? Końcowa polemika

Polemiki, polemiki… wprowadzenie
Polemika nadeszła jeszcze w piątek, lecz nie miałem sumienia zawracać d*** P.T. Czytelnikom tego typu sprawami przez świąteczny weekend. Zamieszczam ją zatem dziś wraz z odpowiedzią. Pomocne będą też komentarze pod tekstem, który polemikę Kolegi R.P. wywołał. A zatem, jedźmy dalej. Siłą rzeczy, w związku z ograniczoną objętością posta – dziś poprzestaniemy na tym temacie.

Polemiki, polemiki…
TEZA 1 [MG]:
rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze =najomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna =ama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im =ię z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami


POLEMIKA Z TEZĄ 1 [RP]:
Prowadziłeś jakieś statystyki uprawniające Cię do takiego wniosku? Dla mnie to wymysł fantazji...
Podkreślę to jeszcze raz, specjalnie dla Kolegi: współżycie seksualne i uprawianie seksu to SYNONIMY!!! (wg
http://www.sjp.pwn.pl/: współżyć - mieć z kimś stosunki płciowe; seks - ogół spraw i czynności związanych z zaspokajaniem popędu płciowego; wg Wikisłownika: uprawiać seks - odbywać stosunek seksualny). Można jedno określenie lubić bardziej, inne mniej, natomiast nie zmienia to faktu, że obydwa znaczą dokładnie to samo, a rzekome "zwyczaje językowe" nie mają tu nic do rzeczy. Powtórzę, że wprowadzanie jakiejś "własnej" terminologii (już nieważne, czy uzasadnionej, czy zupełnie bezsensownej) jest CAŁKOWICIE BEZPRAWNE - jest po prostu błędem językowym. Każdy rodzaj języka, czy to naukowy, czy religijny, czy urzędowy, powinien stosować się do ogólnych i odgórnych zasad językowych i nie tworzyć własnych wizji, odbiegających od rzeczywistości słownikowej. A więc zarówno chłopak z dziewczyną, jak i mąż z żoną WSPÓŁŻYJĄ, czyli UPRAWIAJĄ SEKS. Dziwne, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć laureatowi olimpiady języka polskiego...
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 1:
Odpowiadam w punktach, by było zwięźlej.
- Ad. statystyki – statystyk nie prowadziłem, co nie oznacza, że moja teza jest obalona. Wciąż twierdzę, że określenie „seks” nie jest stosowane tak szeroko w środowiskach katolickich, jak poza nimi. Teza ta jest co najmniej równoważna kontrtezie Kolegi. „Co najmniej”, dlatego że jednak pewne badania uczestniczące prowadzę. Jak na studenta socjologii przystało.
- Ad zarzut „słownikowy” – to, co mówię, mówię właśnie jako laureat OliJP oraz jako uczestnik kursu semiotyki logicznej oraz pasjonat filozofii języka. Otóż, po pierwsze nie jest prawdą, że definicja słownikowa ma naturę normatywną. Nie jest też prawdą, że ma jedynie charakter deskryptywny – to zależy od członków kolegium redakcyjnego słownika. Definicje mają więc charakter deskryptywno-normatywny z przewagą pierwszego elementu, gdyż taki jest obecnie w językoznawstwie trend. Wprowadza się bowiem coś takiego jak „uzus”, który np. uzasadnia tezę Miodka o tym, że niedługo poprawne będzie mówienie „poszłem”, dlatego że nikt inaczej mówił nie będzie (przepraszam, czy dziś także piszemy „dyskusyj”?). Po drugie – kolega mówi o synonimach w sensie wąskim, tzn. odnosząc się do tzw. sfery realnej, poza którą istnieją właśnie sfery zwyczaju językowego, konwencji, etc. Zilustruję to dwoma przykładami: „twórca Balladyny” to synonim nazwy „Juliusz Słowacki”. Zatem zdania „Twórcą Balladyny jest twórca Balladyny” oraz „Twórcą Balladyny jest Juliusz Słowacki” są logicznie równoważne. Realnie znaczą to samo. Jednak niosą NIECO inny przekaz prawda?
Albo nieco bardziej jaskrawy przykład, dotyczący innej sfery (spoza sfery realnej). Wyrażenie „spierdalaj” jest synonimem wyrażenia „zmień szybko miejsce przebywania”. Oba realnie znaczą to samo. Natomiast ich znaczenie, które semantyka opisze nam szeroko, tj. obejmując zarówno sferę realną, jak i konwencji, oraz inne, jest NIECO inne.
- Reasumując – nawet synonimy różnią się między sobą znaczeniem. Jest zatem uzasadnione dobieranie odpowiednich słów wg klucza innego, niż równoważność realna. Moja teza brzmi następująco: znaczenia „współżycia” oraz „seksu” są inne ze względu na uzus. Być może nie w całej populacji, ale choćby w jego części – a jako, że rozróżnienie na cudzołóstwo i godne współżycie małżeńskie jako katolik dla tego zagadnienia uważam za zasadniczą, postuluję jasną jej eksplikację. Jaką? Ano taką, że jedno nazwiemy seksem, a drugie współżyciem par excellance, czyli po prostu współżyciem.
- Powstaje zatem pytanie – czy można coś takiego postulować? Oczywiście. Rada Języka Polskiego to robi, Kampania przeciw Homofobii to robi, Centrum Przeciwko Wypędzeniom to robi, Pracownicza Demokracja to robi… Kościół to robi.
- Proszę pamiętać, że walka ideowa zaczyna być zwycięska wówczas, gdy jedna ze stron zdoła narzucić reszcie swój język. Dlaczego? Dlatego, że za terminami kryją się zgoła niejęzykowe przesłanki, często nieuświadamiane, a przyjmowane. Dlaczego kard. Wyszyński rugował z języka komunistyczną nowomowę? Dlaczego Papież w encyklikach nie mówi o „hajtaniu”, tylko o „sakramencie małżeństwa”? Dlaczego w „Evangelium vitae” nie ma mowy o „rżnięciu”, tylko o „współżyciu”? Z drugiej strony – dlaczego u Nietzschego albo Marksa nie mówi się o grzechu? Właśnie dlatego.


TEZA 2 [MG]:
to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli =uprawiają seks".


POLEMIKA Z TEZĄ 2 [RP]:
To chyba jeszcze bardziej kuriozalne stwierdzenie od tego z bloga, które rozpętało tę burzę w moim umyśle. No już naprawdę nie wiem, jak mam Ci wytłumaczyć, że zwyczajnie jesteś w błędzie. Może niech Pan stworzy własny język, np. język gnyjski, ale bardziej systematycznie, z całym słownictwem i gramatyką - wtedy pogadamy. Będziemy mogli wówczas przetłumaczyć z gnyjskiego na polski:

seks - grzech śmiertelny
uprawianie seksu - cudzołóstwo
współżycie - seks małżeński

Naprawdę nigdy nie słyszał Pan wyrażeń typu: "współżycie przed ślubem" z jednej strony i "seks małżeński" z drugiej, używanych przez księży lub na stronach katolickich??

------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 2 [MG]:
- w świetle tego, co powiedziałem wyżej, jest to chyba jasne.
- natomiast co do języka gnyjskiego… Cóż wybitny amerykański socjolog, Talcott Parsons był nie tylko mistrzem socjologii, ale i płodnym twórcą neologizmów, które definiował na użytek swoich prac. Istnieją nawet słowniki z amerykańskiego na jego język, więc propozycja Kolegi – choć miała być sarkastyczna – niestety taka nie jest.
- co do określeń – oczywiście, że słyszałem, ale nie wiem o czym to świadczy. A czy Kolega nie widział księży-robotników, albo teologów wyzwolenia przemawiających językiem marksistowskim? To samo w tej dziedzinie.

TEZA 3 [MG]:
w =ekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię"

POLEMIKA Z TEZĄ 3 [RP]:
Powtarzam, nie masz prawa używać swojej terminologii. Jeśli chcesz uchodzić za osobę rozumiejącą znaczenie słów, tym bardziej nie powinieneś tego robić.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 3 [MG]:
- tezę Kolegi uznaję za śmieszną, przepraszam.

TEZA 4 [MG]:
A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje =akieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do =rgazmu"

POLEMIKA Z TEZĄ 4 [RP]:
Nie swoje, tylko słownikowe. Poza tym nigdzie takiego znaczenia nie użyłem. Uprawianie seksu to odbywanie stosunku seksualnego z drugą osobą, niekoniecznie zakończonego orgazmem.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 4 [MG]:
- chodziło mię o to, że Kolega do krytyki mojego rozróżnienia na „seks” i „nie-seks”, czyli „współżycie” używa nie mojego rozumienia tych terminów i dziwi się, że podstawiwszy za te słowa Kolegi terminy, moje dywagacje nic nie znaczą. Jeśli chcemy analizować czyjeś tezy, najpierw musimy sprawdzić, czy są koherentne w obrębie jego systemu językowego, dopiero potem starać się wskazać, że jest on z jakiegoś względu nieuprawniony (Kolega próbował to robić. Jak napisałem powyżej – nieskutecznie). W wypowiedzi Kolegi zabrakło mi odniesienia się do moich definicji. To wątek poboczny. Podobnie jak i to, czy każdy zabieg mający na celu wywołanie orgazmu jest zawsze skuteczny.

TEZA 5 [MG]:
Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo =esteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek =ncyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie =ieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest =żywane.

POLEMIKA Z TEZĄ 5 [RP]:
Nie ma czegoś takiego, jak "nieswoja" terminologia...
Nie znam wszystkich encyklik, ale wydaje mi się, że inne określenia są chętniej używane przede wszystkim ze względu na ich większą elegancję. Równie dobrze można by je zamienić na słowa "seks" i "seksualny" i nie zmieniłoby to znaczenia. Co do zwrotu "uprawiać seks", mnie osobiście też nie za bardzo się on podoba i raczej go unikam, ale akurat moja polemika nie dotyczyła tego konkretnie zwrotu, wszak nie używał go Kolega na blogu.
Proszę sobie jeszcze obejrzeć ten artykuł
http://www.szansaspotkania.net/index.php?pageid=8994, w którym słowo "seks" występuje kilkanaście razy, a "seksualny" znacznie więcej.

I błagam Pana - niech Pan daruje czytelnikom czytanie kolejnych tego typu bredni, niech Pan się nie zniża do poziomu posłanki Sobeckiej, która onegdaj publicznie wyznała, że "seks jest zły" i (co najważniejsze!) niech Pan nie odstrasza ludzi spoza Kościoła, mogących utwierdzić się w przekonaniu, że katolicy to ciemna masa traktująca seks jako narzędzie diabła.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 5 [MG]:
- Ad pierwszy akapit: tu nie chodzi jedynie o elegancję, ale i koncepcję relacji damsko-męskich, jakie za nimi stoją. Podobnie jak w odrzuceniu języka marksizmu – które nastąpiło nie dlatego, że było brzydkie, tylko dlatego, że było efektem i obrazowało „błąd antropologiczny”, co ślicznie wyłożył Jan Paweł II w „Centessimus Annus”. Język marksistowski był nie tylko językiem chamów, ale także językiem zbyt przywiązanym do pewnej wizji świata. Podobnie z „seksem”: nie tylko jest nieelegancki, czy lekko wulgarnawy, ale wiąże się nieodłącznie z pewną koncepcją relacji męsko-damskich, co ilustruje związek, w który wchodzi ze słowem „uprawiać”.
- Ad akapit 2 – właśnie dziś rozmawiał z Kolegą ukochanym, który z Kościołem wiele wspólnego wciąż nie ma (choć coraz więcej – ten proces trwa dłuuuugo). Cóż powiedział? „Gnycha, wiem o co Ci w tym rozróżnieniu chodzi”. Śmiem zaryzykować tezę, że Czytelnik spoza Kościoła zawsze znajdzie pretekst, by trudną prawdę odrzucić, natomiast jeśli jest Czytelnikiem wysokiej próby… efekt, który Kolega ilustruje nie będzie miał miejsca. Znam wielu takich, na których ten blog najpierw tak podziałał. Wkurzeni, śledzili jednak później wpisy… i zrozumieli o co chodzi autorowi. Nie wiem, czy jeszcze czyta nas Koleżanka Imienia-której-nie-pamiętam z Krakowa, ale jest to osoba promująca seks wieloosobowy i przypadkowy, a która przysłała mi bardzo miłego, rozumnego maila.
- o strategii „Udawajmy, że jesteśmy tacy jak Świat” napiszę jeszcze w najbliższych postach, także w kontekście o. Knotza, którego twórczość znam od dawien dawna.
- sprawy płciowe często są narzędziem w rękach diabła i nie zmienią tego ani tezy Kolegi, ani moje, ani pana Bartosia, ani posłanki Sobeckiej.


TEZY KOŃCOWE:
Ukłony!
R*** P***

PS Tak sobie na końcu pomyślałem, że może chodziło Ci o zwrócenie uwagi na świętość aktu małżeńskiego i wniesienie postulatu o używanie w związku z tym bardziej podniosłego słownictwa. Ale nie powinno się w tym celu jawnie zmieniać dawno ustalonych znaczeń słów.
PPS Za umieszczenie informacji dziękuję; nadmienię tylko, że nazwa pewnej organizacji to "Soli Deo", a nie "Soli Dei" :)


POLEMIKA Z TEZAMI KOŃCOWYMI:
- Ad PS - kunka jego mać, to ja musiałem się napisać tyle, żeby mnie taki w PSie napisał, że wie o co mi chodzi? Ale poza tym… to nie ma Kolega racji, twierdząc, że zmieniam „dawno ustalone znaczenia”. Z całym szacunkiem, ale… moja babcia nie wie co to „uprawianie seksu”, wie natomiast co to znaczy, że Pan z Panią „współżyją” a co oznacza, to że „wziął chłop babę pod siebie”. Ot i tyle.
- Ad PPS – literówka! „i” jest na klawiaturze obok „o”. Poza tym – kończę temat, nie mam więcej czasu na zajmowanie Czytelników tego typu rozważaniami.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/3-xi-2007-sobota-przed-niedziel.html


myśl na dziś
Idź naprzód, radośnie, z wysiłkiem, nawet będąc taką małością, niemal że niczym! – Kiedy będziesz wraz z Nim, nikt na świecie cię nie zatrzyma. Prócz tego pomyśl, że wszystko jest dobre dla tych, którzy kochają Boga: na tej ziemi wszystko można naprawić, prócz śmierci: a dla nas śmierć jest Życiem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1001

[3 XI 2008] pikieta przeciwko prześladowaniu chrześcijan w Indiach

zamieszczam ważną wiadomośc nadesłaną:


Szanowni Państwo,

Społeczny Komitet "Solidarni z prześladowanymi w Indiach", Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi oraz Krucjata Młodzi w Życiu Publicznym zapraszają
na pikietę: "Dość mordowania chrześcijan w Indiach".

Pikieta odbędzie się w piątek 7 listopada 2008 o godz. 12.00
pod Ambasadą Indii przy ul. Rejtana 15 Warszawie.


W czasie pikiety zostanie odczytany i przekazany Panu Ambasadorowi apel do władz Indii, aby położyły kres prześladowaniom wyznawcom Chrystusa.

Celem naszej pikiety jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na holokaust chrześcijan, który dokonuje się przy bierności całego cywilizowanego świata.




piątek, 31 października 2008

[31 X 2008] piątek... Święto Reformacji?

idzie dzień...

z uwagi na jutrzejszą Uroczystość Wszystkich Świętych oraz późniejsze wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, a także na dzisiejszy comiesięczny dzień skupienia - dziś posta nie będzie, a jutro Pogadanki Inwestorskiej. W tym czasie zaleca się nie tylko skupienie, ale i lekturę tekstu sprzed paru dni.

Święto Reformacji...

... czy to przypadek, że wypada w satanistyczne Halloween?

Dies Irae

dla dusz naszych dobra oraz w kontekście niedzielnego wspomnienia, polecam oglądnięciu utwór Dies Irae (dzień gniewu) zilustrowany arcydziełami malarstwa sakralnego:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/31-x-2007-dzi-jest-jutro-wtorek-to-roda.html

http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/31-x-2007-dzi-jest-dzi-zaraz-idzie.html


myśl na dziś

Radość chrześcijańska nie jest uczuciem fizjologicznym: jej podstawa jest nadprzyrodzona i jest silniejsza niż choroba i przeciwności. – Radość nie jest wesołością dzwoneczków, czy zabawy ludowej. Prawdziwa radość jest czymś głębszym czymś co zapewnia nam spokój, napełnia zadowoleniem, choć czasami twarz pozostaje surowa.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 520




ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO