środa, 29 października 2008

[29 X 2008] czy małżeństwo niszczy seks?


czy rozmnażanie to atawizm?
Chadzając z radością na zajęcia z antropologii społecznej... odnoszę dziwne wrażenie. Jakie? Ano takie, że ludzie – szczególnie studenci socjologii – traktuję rozmnażanie jak atawizm.
Ot, rozmnażają to się małpy, świnie i ludy pierwotne! My się gzimy i mamy z tego przyjemność – na tym polega cywilizacja!
A mnie się zdaje, że na tym polega antycywilizacja, czyli ustrój hołoty. Tylko Łaska podnosi nas z poziomu hołoty, do poziomu Człowieka stworzonego na obraz Boży.

czy małżeństwo niszczy seks?
to tytułowe pytanie z ostatniej okładki bodajże WPROSTa. Odpowiedź jest prosta – jasne! Małżeństwo daje możliwość współżycia, czynności sakramentalnej. Daje człowiekowi możliwość wyrwania się z nędznego zwierzęcego stanu.
Jaka jest różnica między seksem a współżyciem w mojej terminologii? Pierwsze jest grzechem śmiertelnym, drugie czynnością sakramentalną. Przepaść między nimi. O!
demokracja a Schumpeter
kolejna posocjologiczna uwaga dotyczy demokracji. Bardzo ucieszył mnie tekst Schumpetera (nie pamiętam tytułu), który schlastał klasyczną koncepcję demokracji, proponując zamiast niej koncepcję instytucjonalną. Na czym polega różnica? Pierwsza buja w obłokach, idealizuje obywatela, przypisuje mu niezależność, racjonalność, znajomość dobra wspólnego, zakłada, że polityk jedynie wykonuje wolę ludu, etc. Koncepcja Schumpetera jest realistyczna – dostrzega rolę przywództwa, ograniczenia obywatela, to, że realizowana jest wola rządzących, etc. Uważam, że to adekwatny opis.
Szkoda, że nie jest on rozpowszchniony poza uniwersytetami. Na WOSie w szkołach wciąż pitoli się o koncepcji klasycznej, słodziutko i romantycznie idealizując sprawę. Ten typ gadaniny kojarzy mi się z Tuskiem i karierowiczami okołoplatformowymi, różnymi Młodymi Demokratami, etc. Klasyczna jest dla ludu – instytucjonalną posługują się politycy między sobą. Ludowi słodzimy, wobec siebie postępujemy szczerze.

pokolenie Stanisława
wczoraj wieczorem zdałem sobie sprawę z różnicy między doświadczeniem mojego pokolenia, a doświadczeniem pokolenia mojego Pradziadka, Stanisława. Pradziadek walczył w I wojnie światowej, potem został zesłany na Sybir, z którego uciekł i wrócił na piechotę do Polski. Później walka z bolszewikami (Lance do boju, szable w dłoń!)... i znów – II wojna światowa, a po niej noc komunizmu. Pradziadek zmarł w wieku 103 lat na początku lat 90. Statystycznie normalny stan świata za jego życia, to wojna. Coś dla mnie niewyobrażalnego. Nawet i dla Kolumbów, oni przeżyli o dwie wojny mniej.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-poniedziaek-zaraz-czwartek.html

http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-idzie-noc.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-idzie-noc-cz-2.html

myśl na dziś
Katolik bez modlitwy...? To tak jakby żołnierz bez broni.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 435





3 komentarze:

Anonimowy pisze...

z taką pewnością piszesz o tym o poślubnym seksie . z mojego doświadczenia wynika,że jednak nie jest to dobre rozwiązanie (mój mąż myślał tak jak Ty).

Twoje spojrzenie na seks jest typowo męskie. Ty nie musisz "uczyć sie seksu" tzn. jak przeżywać przyjemność. U kobiety ( u mnie, moich koleżanek) trwa to o wiele wiele dłużej. nawet kilka lat. po prostu musimy sie przyzwyczaić.

a z tego co piszesz to nie zamierzasz używać środków antykoncepcyjnych. trochę współczuję Twojej kobiecie- nie będzie miała czasu by TO przeżyć-dzieci pojawią sie zbyt szybko.za każdym razem będzie obawiać się tego,że zajdzie w ciążę.

Moja koleżanka też ostatnio wyszła za mąż jako dziewica no i cóż... niestety idealistyczne założenia często mijają sie z rzeczywistością

gregus pisze...

pomijam temat seksu przed/po malzenskiego. dlaczego? kazdy ma swoje zdanie na ten temat i nie da sie go przekonac slowami. Bog daje łaske to zmienia sie zdanie.

co do twojego pradziadka, to w zupelnosci sie zgadzam. my tak naprawde nie mamy pojecia jak wyglada twarde zycie. czasami mysle ze jestesmy strasznie slabym pokoleniem i zastanawiam sie co by sie dzialo, gdyby przyszla taka tragedia na Polske, jak np. w 1939 roku.
gdy bylem dzieckiem kochalem opowiadania mojej babci o jej przezyciach "wojennych". sluchanie jej sprawialo mi niesamowita frajde. dopiero kilka lat temu zdalem sobie tak naprawde sprawe ze te jak mi sie wydawalo "przygody", to byly ociekajace krwia, bolem i czesto ogromnym strachem prawdziwie historie (choc moja Babcia nigdy nie przekazywala wprost tych emocji).
czy "my" potrafilibysmy przetrwac cos takiego?
czy czlowiek miekko wychowany stalby sie nagle twardy w potrzebie chwili?

mamazo pisze...

anonimowy - a właściwie anonimowa.
Widać ja jestem jakaś dziwna. Nie dość, że z Mężem,a wówczas Narzeczonym czekaliśmy ze współżyciem do nocy poślubnej, to ja owszem współżycie bardzo lubię i jest ono źródłem satysfakcji. Nie potrzebowałam się uczyć współżycia kilka lat - nie wiem, może to kwestia temperamentu i zdrowego podejścia do tej sfery. Antykoncepcji nie stosujemy, dzięki czemu nie musimy stresować się ewentualna wpadką, bo pękła prezerwatywa, albo tabletka została wzięta o innej godzinie - jeśli nie planujemy poczęcia, współżyjemy wtedy, gdy do poczęcia dojść nie może.
Dzieci mamy 2 tu i jednego Aniołka. Były poczęte w wybranym czasie, nie były zaskoczeniem, cieszyliśmy się nimi od pierwszego dnia ich życia.
Jeśli kobieta i mężczyzna darzą się prawdziwą Miłością, szacunkiem, ufają Bogu i sobie nawzajem, uczynią ze sfery płciowości piękną dziedzinę życia, nawet jeśli napotkają na tej drodze trudności. A na tej drodze trudności napotyka się niestety najczęściej w psychice i trzeba uświadamiać to sobie i pracować nad tym jeszcze przed ślubem. I to bynajmniej nie w sypialni.

ciekawostki: