wtorek, 4 listopada 2008

[4 XI 2008] wtorek, św. Karola Boromeusza, niszczymy Pana-Od-Aborcji

Ladies and gentlemen... rozstrzygnięcie konkursu na polemikę!
Być może niektórzy pamiętają, inni może nie, ale ostatnio ogłosiłem konkurs na polemikę z drem Szczepańskim, który w pewnym artykule zajął się obroną procederu prenatalnego mordowania ludzi. Tekst przysłała mi odznaczona już w zeszłym roku Blogowym Orderem Przodownika Klikania, Edyta – donosząc, że warto się z nim zapoznać. Zapoznawszy się, od razu do Niej zadzwoniłem – radości pełen – by zakomunikować, że tekst jest do polemiki wprost stworzony! Wpadłem na pomysł ogłoszenia konkursu na polemikę – i ogłosiwszy ją najpierw na blogu, ogłosiłem także na Forum Frondy. Stamtąd właśnie pochodzi nasz zwycięzca i jedyny uczestnik konkursu – Gorlias Fitzgorgon. Do zwycięzcy leci już kabelkiem nagroda oraz właśnie staje się rzeczywistością przebywanie na łamach gnyszkobloga! Miłej lektury!

Gorlias Fritzgorgon po raz pierwszy
Po pierwszym akapicie, szafującym zdumieniem autora nad obłudą oponentów, doktor stawia pierwszą tezę - na temat aborcji powinni się wypowiadać fachowcy, czyli ginekolodzy, a nie laicy tacy jak posłowie czy neurolog, którego artykuł jest odpierany. Jeśli autor ma na myśli aspekty techniczne, typu czy lepiej używać szczypiec czy ssawki albo jakie powikłania grożą pacjentce, to bym się zgodził. Ale w artykule jest mowa o aspekcie moralnym - czy jest to dopuszczalne i jeśli, to kiedy. A to jest problem etyczny, a nie medyczny. Równie dobrze można by twierdzić, że jedynymi osobami które powinny się wypowiadać na temat kary śmierci są kaci. Bo mają najlepszą wiedzę techniczną. Zresztą gdyby nawet przyjąć tezę autora, to sam się jej nie trzyma. Z fachowej wiedzy w artykule pozostały tylko, mające chyba wzruszać czytelnika, opisy dylematów lekarza trzymającego w ręku nożyce Siebolda. Poza tym fragmentem nie zauważyłem nic co by wykraczało poza ogólną wiedzę o położnictwie, że mianowicie są sytuacje gdy ciąża zagraża życiu kobiety. Naprawdę nie tylko ginekolodzy o tym słyszeli. Natomiast autor dużo pisze o historii (choć nie jest historykiem), trochę o filozofii (choć nie jest filozofem) i o moralności (choć nie jest etykiem). Z tą filozofią to się chociaż powołuje na Kołakowskiego, ale w temacie moralności pisze tak "Nie ma absolutnego dobra ani absolutnego zła. Zarówno jedno, jak i drugie jest względne i wie o tym każdy, najbardziej prosty, lecz logicznie myślący człowiek." Więc jednak do tematyki etycznej wystarczy być logicznie myślącym człowiekiem, nawet bez wiedzy fachowej na temat ginekologii czy etyki? A co gorsza skoro uważam, że istnieje absolutne dobro i absolutne zło to nie jestem logicznie myślącym człowiekiem? Ale zajmijmy się główną tezą jaką stawia autor i jego argumentacji za nią. Główna teza jest taka, że należy zrezygnować z penalizacji aborcji. Każdej aborcji. A jakie argumenty są za tą tezą? "Nie należy ustanawiać prawa, którego w żaden sposób nie można egzekwować." Przydałoby się podać argumenty, czemu zakaz aborcji jest trudniej egzekwowalny od takiego na przykład handlu narkotykami. Autor sugeruje, że zakaz aborcji wynika z pogardy wobec kobiet. I podaje dużo przykładów tej pogardy. Ale mnożenie przykładów nie wystarczy, żeby wykazać związek. A choćby go wykazał, czego nawet nie próbuje, to co z tego wynika? Żeby obalić tezę, trzeba atakować tezę a nie przesłanki. Ostatnia próba uzasadnienia autorskiej tezy polega na swobodnym żonglowaniu wymiennie ciążą zagrażającą życiu i ciążą 'niepożądaną'. A różnica jest jak między bliźniętami syjamskimi mającym wspólny konieczny do życia organ a nielubianym rodzeństwem. Więcej pozorów argumentacji w artykule nie zauważyłem, natomiast jest tam pełno figur retorycznych, słów mocno nacechowanych emocjonalnie w stylu "Choćby wszystkie parlamenty na świecie, wszyscy dyktatorzy, wszyscy monarchowie, wszystkie kościoły i wszyscy inni możni tego świata podali sobie solidarnie rękę w walce z usuwaniem niepożądanej ciąży, wprowadzili na powrót drakońskie kary ze średniowiecza, jak grzebanie żywcem czy wbijanie na pal, przerywanie ciąży istnieje i nadal będzie istnieć, tak jak istniało setki i tysiące lat temu. Nikomu i nigdy nie uda się ująć intymności życia ludzkiego w karby przepisów i prawa, choćby udało mu się urzeczywistnić czarną wizję transparentnego świata Orwella." Aż się chce zacytować Chestertona (Protestantyzm - powieść problemowa) "Tak, tak, oto jak trzeba przemawiać! Jakież to musi być męczące wysilać się na sens".
Gorlias Fritzgorgon po raz drugi
Jak sobie pomyślałem dłużej, to jeszcze jeden temat do refleksji mi przyszedł. Pan doktor skarży się, że jacyś ignoranci wchodzą mu w jego działkę. No i zastanowiłem się jak to jest z wiedzą po obu stronach sporu. Jednym ze stałych elementów kampanii w obronie życia jest popularyzowanie wiedzy o rozwoju prenatalnym człowieka. Jak przechodzę koło klasztoru paulinów w Warszawie to widzę zaproszenie na cotygodniowy pokaz filmu o rozwoju dziecka w łonie matki. Również te tak oprotestowane akcje zdjęć z aborcji jakoś też przybliżają oglądającym rzeczywistość "zabiegu". A jak druga strona? Nie śledzę akcji tzw. "grup pro-choice", ale to co zauważam na ogłoszeniach na ulicach skupia się raczej na prawach kobiety, nie zauważyłem zaproszenia na spotkanie, gdzie tłumaczyliby czym jest właściwie to, czego kobieta ma mieć prawo się pozbyć. A hasła i slogany, jakie są wznoszone w dyskusji, wykazują sporą dozę ignorancji. Czasem na przykład czytam o "prawach zygoty" które nie powinny być stawiane wyżej niż prawa kobiety. Wystarczy chyba wiedza z lekcji biologii ze szkoły, żeby wiedzieć że do zamachu na zygotę to jakiś nanorobot byłby potrzebny. Każdy ginekolog wie również, że prawo chroni życie nie od momentu poczęcia, tylko od momentu zagnieżdżenia. Gdyby było inaczej, całkiem spore grono lekarzy siedziałoby w więzieniach za zakładanie pacjentkom wkładek wewnątrzmacicznych. A w momencie zagnieżdżenia mamy już dużo więcej niż zygotę. Słyszałem też wypowiedzi o "zlepku komórek". Otóż jestem szczęśliwym posiadaczem zdjęcia USG mojej córki, wykonanym mniej niż tydzień po wykonanym teście ciążowym. Była wtedy taką sześciomilimetrową fasolką, ale już widać było bijące serduszko. Nie sądzę, żeby zwolenniczki "prawa do wyboru" prowadziły bardziej skrupulatną samoobserwację niż małżeństwo katolickie z niecierpliwością oczekujące na pierwsze dziecko, więc nie wiem gdzie widziały ten "zlepek komórek". No i jeszcze jest argument o "nierozwiniętym układzie nerwowym". No to zobaczmy, co pisze doktor Zbigniew Szczepański: "Lekarze, którzy nie zetknęli się z hakiem i kranioklastem Brauna, z nożycami Siebolda i innymi instrumentami służącymi do wymóżdżenia i rozkawalenia płodu, nie mogą z nami podejmować dyskusji i nie mają prawa twierdzić, że problem zabijania życia dla ratowania życia nie istnieje." Wydaje się, że czegoś co nie ma rozwiniętego układu nerwowego nie da się "wymóżdżyć". Pan doktor dostarcza tu raczej argumentów broniącym życia. Tak właściwie to w całym artykule nie zauważyłem słowa podważającego człowieczeństwo zabijanego płodu, co jest jedną z dyżurnych tez wojujących feministek. Czyżby to był argument ignorantów?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/jest-godzina-1940-pangrzyzga-w.html

myśl na tę część dnia
Nie zapomnij, że człowiek często potrzebuje mieć przy sobie uśmiechnięte twarze.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 57





Brak komentarzy:

ciekawostki: