Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2009

[1 XI 2009] Kontrrewolucja, antykoncepcja i ciężkie czasy...

na ciężkie czasy...
ponownie chciałem polecić Pamiętniki bpa Szczęsnego Felińskiego, o których jako wspaniałym dokumencie dawnych obyczajów, realiów i polszczyzny pisałem ostatnio! Dzisiaj, w związku z tym, że miałem przyjemność zaznać trochę spokojności i urokliwości życia rodzinnego, a przy święcie będąc w świątecznym nastroju (pozwólcie, że tak enigmatycznie to określę, nie chcąc się zbytnio wywnętrzać, a można by się na ten temat rozpisać)... pomyślałem sobie ponownie o Felińskim i o świecie, który przeminął za jego życia, a który opisuje tak wspaniale, że świetną lekturą uzupełniającą, swoistym fundamentem do założenia rodziny jest świetna, również XIX-wieczna książka, której zalety wielbiłem nie raz. Chodzi oczywiście o Ducha rodzinnego w domu, rodzinie i społeczeństwie autorstwa ks. Henriego Delassusa, swego czasu pierwszego umysłu francuskiego katolicyzmu.
Przypomnę swój ulubiony fragment na temat sztafety pokoleń, który jest jak najbardziej na miejscu w tych dniach rozmyślania o świętości i śmierci zarazem.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium biskup Isoard trafnie powiedział: "Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne siły z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych istnieniach. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję moją myśl do jego myśli; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest ogniwem pośrodku wielu pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim"


Chciałbym i modlę się o to, by rodzina, którą – jeśli Bóg pozwoli – założymy z Oleńką w przyszłym roku... była właśnie taka, jak ją opisuje Delassus. Narzeczeni, jeśli musicie wybierać – zamiast czytać wypociny o. Knotza na temat seksu (nie wykluczam, że mogą być pożyteczne), naprawdę lepiej jest kupić ks. Delassusa!

Narodowy Dzień Życia
jutro zaduszki i myśl bardziej rwie się w kierunku śmierci, a ja chciałem zaprosić do dopisania się do newslettera Fundacji Narodowego Dnia Życia. Dlaczego? Ho, ho... Fundacja ma wyjątkowe miejsce w szeroko pojętej branży pro-life i pro-familia w Polsce i prognozuję – nie bez podstaw – że w krótkim czasie stanie się bardzo silną i jeszcze skuteczniejszą instytucją. Dotychczasowe działania można obejrzeć na obecnej stronie Fundacji, która niebawem zostanie zamieniona na nową... wraz z którą rozpocznie się Nowe Otwarcie!
Zajadłych Facebookowców zapraszam zaś na profil Fundacji, by stać się jej fanem.

Pospieszalski strickes back!
zostańmy w kręgu życia. Ostatnio oglądałem – po raz drugi w życiu w całości – odcinek programu Jana Pospieszalskiego pt. Warto rozmawiać. Żałuję, że nie oglądam regularnie, tak jak i telewizji w ogóle. No, ale brak czasu jest tu wytłumaczeniem nie pozostawiającym pola do dyskusji.
Odcinek, który mam na myśli poświęcony był antykoncepcji. Do studia zaproszono Pana Ginekologa i Feministkę (to zawód?), którzy reprezentowali stronę Rewolucji, Wiceministra Zdrowia, który był czynnikiem urzędowym, oraz Panią Ginekolog i Asię Najfeld, jako agentki Kontrrewolucji.
Do chwili puszczenia felietonu górą był Pan Ginekolog, który zmieszał z błotem Panią Ginekolog i wszystkich innych osiągając pozycję oświeciciela ludzkości oraz proroka Światowej Organizacji Zdrowia w kwestiach prokreacji (tzn. jej braku). Puszczono felieton... siedząca przy mnie Oleńka (rzecz oglądaliśmy razem) słyszała (!) jak bije mi serce.
To, co zobaczyłem ścięło mnie z nóg. Pan Ginekolog, choć krył zmieszanie, pod maską cynika, również był ścięty z nóg. Feministka po felietonie była zapowietrzona jak żeliwny kaloryfer i cedziła słowa z prędkością dwóch zdań na minutę.
No, już więcej nie opowiadam – obejrzyjcie sami. Nagranie znajduje się tutaj.
Panie Janie – brawo! Więcej takich prowokacji!
Moi Państwo – ogłaszam iż z chwilą debiutu Fronda.pl, z chwilą sprawy Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk i z chwilą, gdy takie programy są oglądane przez setki tysięcy widzów... jest jasne, że przeszliśmy do ofensywy! Omnia instaurare in Christo.

piękno świata a Kontrrewolucja
jedną z rzeczy, która mnie nieco zdziwiła w Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, którą wciąż polecam jako lekturę obowiązkową, był Jego stosunek do sztuki. De Oliveira twierdzi bowiem, iż piękne są konkretne proporcje, zestawienia barwne i bryłowe, które Bóg w nas zakodował (być może spłaszczam koncepcję, przepraszam). A więc piękno, jako kategoria obiektywna.
Ostatnie zajęcia na socjologii, w których pani dowodziła, że proporcja złotego podziału, czy spirala Fibbonacciego pojawiają się wszędzie, gdzie się da – w przyrodzie, w sztuce, architekturze. Jednym słowem – nie wiedząc o tym, zgodziła się z Plinio Correa de Oliveirą. Złoty podział, ciąg Fibbonacciego – być może to są właśnie te proporcje i zestawienia, które Bóg jako piękne wyrył w naszych duszach.

definicja sztuki
w tym semestrze rodzimy Wydział Architektury PW uraczył mnie tabunem zajęć odchamiających. Jednym z nich jest Filozofia i Estetyka, która poza tym, że większość studentów usypia i frustruje, mnie niekiedy prowokuje do zadumy. I tak – zauważyłem, że współczesna krytyka jako twierdzenie nie wymagające dowodzenia przyjmuje tezę, iż tzw. sztuka współczesna jest sztuką. Przyjrzyjmy się – najpierw uznali, że nie istnieje obiektywne piękno, potem tęsknią za obiektywnym kryterium dzieła sztuki popadając w coraz większe ezoteryzmy... i ostatecznie kończą jako dogmatycy własnych mniemań, wynoszący swój prywatny zmysł do rangi Piękna par excellance. Skutek tego jest taki, że nawet nie widzą możliwości, że równoważne (pod względem metodologicznym) jest twierdzenie nie z ich bajki, takie mianowicie, które rzecze, że prawdziwą sztuką, jest sztuka dawna, nienowoczesna. A wszystko co konceptualne, niefiguratywne, to szajs. Łamią sobie głowę nad tym, jak uzasadnić, że obieranie ziemniaków w galerii jest tym samym co do istoty, co obrazy Zurbarana. Dlaczego łamią? Dlatego, że pani, która obiera te ziemniaki twierdzi, że tworzy sztukę. Tylko dlatego. W związku z tym, że pani skończyła ASP i konsekwentnie twierdzi, że to co robi jest sztuką, tłumy krytyków stają na głowach, by wymyślić bajki na tematy historii sztuki. Tak to widzę.

artysta-malarz
wpis warto zakończyć akcentem humorystycznym (przed myślą na dziś, rzecz jasna!). Otóż, pisałem ostatnio o ciekawym użyciu pojęcia artysta u Felińskiego. Parę dni temu miałem okazję usłyszeć ciekawą rozmowę dwóch robotników budowlanych, gdzie owo pojęcie także pada! Posłuchajmy:

- Co tam w robocie?
- Eee, jak zwykle. Tera schody robimy.
- I co, i jak?
- Ty, słuchaj, mamy takiego jednego w ekipie. Mówię mu: „Trzymaj k**wa wymiar”. Dziś przychodzę sprawdzić, bo wylewali ostatnio schody... patrzę, a ostatni tak k**wa zrobił, że jest 5 centymetrów wyższy, niż powinien! Czaisz? Artysta-malarz się, k**wa, znalazł!
- Hahahaha.
myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754



poniedziałek, 28 września 2009

[29 IX 2009] Alicja Tysiąc u Tomasza Lisa - wnikliwy komentarz

obserwacje
byłem ciekaw tego programu, więc usiadłem ci ja sobie przed telewizorkiem z notatnikiem i notowałem. Oto, co mię z tego wyszło. W studiu skład: Alicja Tysiąc i Bogumił Łoziński na widowni, Kazimiera Szczuka i Ryszard Kalisz contra Bolesław Piecha i Zbigniew Girzyński.

Alicja Tysiąc
obsadzona z obu stron towarzyszkami z Polskiej Federacji na rzecz Kobiet i Glanowania Rodziny - Myszoszczurem oraz tą drugą, od pigułek, która była wczoraj z Olimpią Jabłońską w TVN24. Panie Gruszka - co Pan pitolisz, jaki Myszoszczur? Ano, chodzi o niejaką Ewę Dąbrowską-Szulc, która wsławiła się w internecie wygadywaniem banialuk w starciu z Korwinem w Superstacji. Właśnie w komentarzach do tych nagrań (poniżej) - została okrzyknięta Myszoszczurem (z racji fryzury zapewne).



Alicja Tysiąc stwierdziła, że słowa z Gościa Niedzielnego ją bolały i bolą do dziś. Cóż, kwestia wrażliwości. Później stwierdziła, że nie wolno mówić o niej w kontekście aborcji używając jej nazwiska (ciekawe...). Najśmieszniejsza była sytuacja, w której przerwała wypowiedź Bogumiła Łozińskiego, twierdząc że to on uważa, że aborcja jest zabójstwem, a ona inaczej, i wobec tego, że ona ma swoje zdanie, to prosi, by Łoziński je... tutaj się zapowietrzyła, bo nie było wiadomo co Łoziński ma robić z jej zdaniem i tylko nerwowo rozejrzała się po swoich kompankach, by coś podpowiedziały! Niestety, ani Myszoszczur, ani ta od kondomów nic nie wymyśliły i nie powiedziały na ucho...
Ogólne wrażenie - biedna kobieta, którą feminazistki wykorzystują podobnie jak tzw. Agatę. W studiu rzecz wyglądała, jakby przyjechało dwóch pielęgniarzy z pacjentem, albo dwóch gangsterów z zakładnikiem, który ma gadać, co mu każą. Żenada.

Kalisz i Szczuka
tutaj miła niespodzianka - obojgu miglancom puściły nerwy i skakali jak poparzeni. Szczuka biła rekordy zwykłego chamstwa przedrzeźniając Girzyńskiego, jechała po bandzie na antyklerykalizmie, lansując przy okazji bajkę o biednej Alicji, która zgłosiła się do Federy po to, by w jej skrzydłach obronić się przed potęgą czarnych, którzy ją chcieli wymłócić.
Pornogrubas zaś Kalisz najpierw twierdził, ze GN twierdził, że Alicja zabiła dziecko, na co mu pięknie Piecha odparował, że nie dziwi się, że nie wie co pisze GN, skoro jako komunista takiej gazety nie czyta. Później próbował błysnąć znajomością łaciny, ale nie wyszło, bo tę kwestię można skwitować pytaniem: Eeee... i co z tego?
Na koniec zaś Kalisz powiedział, że Kościół ma szerzyć miłość, a nie nienawiść. Wobec czego - podobnie jak prof. Krzemińskiemu - odpowiadam y prostuję. Otóż, drogi mój utrzymanku sejmowy, pośle Kaliszu, Kościół ma szerzyć doktrynę, naukę Chrystusa, rzucić ogień na ziemię. A miłość - prawdziwa - jest tego skutkiem. Kościół nie jest po to, drogi teoretyku katolicyzmu z PZPR, by Ci było miło. Jest po to, byś mógł się wreszcie nawrócić i pozostawić po sobie coś więcej, niż kupa nawozu w zbutwiałej trumnie.

Piecha i Girzyński
cóż, mimo że PiSiaki - panowie pojechali świetnie. Do jazdy byli dobrze przygotowani merytorycznie, ton wypowiedzi był spokojny. Piecha rozpoczął wręcz operowo. Girzyński trochę za bardzo się burmuszył (nie ta mimika, Panie kochany!). Girzyński kilka razy ładnie pointował - mówiąc o córce Alicji Tysiąc, że kiedyś przeczyta wywiad, w którym Tysiącowa mówi, że gdyby miała wtedy 5 tysiaków, to Julki by nie było oraz punktując brednie Szczuki na temat edukacji seksualnej (swoją drogą - ta pani twierdzi, że da się leczyć pożar benzyną!) pytaniem - Skąd pani to wsyzstko wie? na które odpowiedziała zirytowana, przedrzeźniając Ze statystyk.
Reasumując - brawo dla panów. Kochanica Marii Janion (bo tak wieść gminna głosi, że pani Kazia utrzymuje intymne stosunki ze swoją marszandką) się skompromitowała do szczętu.

Myszoszczur
w pewnym momencie próbował błysnąć, ale nie wyszło (czyżby nie mogła się pozbierać po masakrze poczynionej przez Korwina?). Otóż, powiedziała, że jest grupa ludzi w Kościele, która myśli inaczej - Kafliks pro czojs.
Mam takie pytanie? Inaczej, niż kto myśli ta grupa? Niż Kościół - brzmi odpowiedź. To nie są katolicy, tak jak demokracja socjalistyczna nie była demokracją.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/29-ix-2008-poniedziaek-wito-witych.html

myśl na dziś
Jesteś letni, jeśli leniwie i niechętnie wypełniasz to, co odnosi się do Pana; jeśli z wyrachowaniem i „chytrością” starasz się ograniczyć swe obowiązki; jeśli myślisz tylko o sobie i o własnej wygodzie; jeśli twoje rozmowy są czcze i próżne; jeśli nie czujesz wstrętu do grzechów powszednich; jeśli działasz jedynie z ludzkich pobudek.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 331



piątek, 25 września 2009

Dziś wszyscy jestesmy ks. Gancarczykiem - list otwarty

list otwarty

zwracam szanownym Gnyszkoczytelnikom uwagę na list otwarty ws. wyroku w sprawie ks. Gancarczyk vs. Alicja Tysiąc. Warto nagłaśniać sprawę:

Katowicki sąd okręgowy skazał w środę 23 września wydawcę i redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego” na 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia i przeprosiny Alicji Tysiąc za rzekome „porównanie pani Alicji Tysiąc do hitlerowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za zagładę Żydów w obozie Oświęcim-Brzezinka oraz za męczeństwo Żydów w gettach”.

Wyrok ten budzi wielkie wątpliwości. Nie tylko dlatego, że porównanie, za które „Gość Niedzielny” ma przeprosić powódkę w ogóle nie padło, ale także ze względu na konsekwencje prawne i ustrojowe, jakie z sobą niesie. Uważamy, że wyrok ten jest wymierzony w wartości konstytucyjne, jakimi są wolność słowa i wolność prasy. Jest to również próba cenzurowania debaty publicznej, która może zachęcić skrajne środowiska lewicowe do narzucania swojego światopoglądu reszcie społeczeństwa poprzez wymiar sprawiedliwości.

Zgadzamy się z księdzem Markiem Gancarczykiem, gdy konsekwentnie nazywa w swoich tekstach aborcję zabójstwem. Dlatego podpisujemy się pod zdaniem, które stało się jednym z powodów skazania go przez katowicki sąd: „pani Tysiąc otrzyma 25 tys. euro odszkodowania, plus koszty postępowania, za to, że nie mogła zabić swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono. To odszkodowanie będzie pochodzić z budżetu państwa, a więc z naszych podatków”.

więcej na: http://fronda.pl/news/czytaj/wszyscy_jestesmy_ksiedzem_gancarczykiem

podróż
jutro zaś wstaję niedługo po 4:00, żeby dotrzeć pod Częstochowę, do Matki Bożej Leśniowskiej, dokąd Frondę.pl w mojej osobie zaprosił o. Ptak. Proszę zatem o modlitwę w intencji podróży i tych, którzy obiecali mnie podwieźć.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/25-ix-2008-czwartek-dzie-spotkaniowy.html

myśl na dziś
Pocieszałeś się myślą, że życie jest wyniszczaniem się, spalaniem się w służbie Bogu. — W ten sposób, jeżeli będziemy wyniszczać się całkowicie dla Niego, nadejdzie wyzwolenie przez śmierć, która przyniesie nam Życie.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 883



czwartek, 24 września 2009

[24 IX 2009] Legion, czyli Tysiąc... gniew narasta.

Legion, czyli Tysiąc

no i stało się! Sąd w Katowicach stanął na głowie i całą tę dezynwolturę podziwia obecnie cała Polska. Nie zamierzam komentować wyroku w szczegółach, bo zrobili to za mnie zarówno Tomasz Terlikowski, jak i pani Wudarczyk z bardzo błyskotliwymi panami: Przemysławem Babiarzem i Łukaszem Warzechą. Cóż Gnyszkoblog może na to powiedzieć?
Niewiele. Poza kilkoma uwagami natury ogólnej.

media
Po pierwsze, bardzo się cieszę, że zaszła pewna zmiana od czasów słynnej tzw. sprawy Agaty, w której sam brałem udział. Nie chodzi bynajmniej o to, że Biskupi się obudzili, ani nawet o to, że środowiska prolajferskie się obudziły – do tego jeszcze nie doszło. Chodzi mi o jakościową zmianę w sferze medialnej. Tak, myślę m.in. o Fronda.pl, bynajmniej nie dlatego, że odpowiadam za finansowe filary tego przedsięwzięcia. Myślę tu o tak kosmetycznej, ale mimo to fundamentalnej zmianie jaką jest powstanie miejsca i sformalizowanego środowiska, z którego można koordynować reakcję. Jest takie miejsce przy Marszałkowskiej w Warszawie, gdzie poprzednio mógł zawitać wygoniony z UKSW dr Cameron, gdzie teraz może przyjść np. Przemysław Babiarz i nagrać bez żenady to, co uważa na temat sprawy p. Tysiąc. Nie tylko nagrać, ale i być pewnym, że nagranie obejrzy minimum kilkanaście tysięcy internautów w ciągu kilku dni. Tzw. prawica nie jest już skazana ani na Pałac Biskupi, który – jako symbol – z różnych względów w ciągu ostatnich 20 lat nie dawał gwarancji na przeforsowanie odpowiednich kroków, ani na Siedzibę Partii, której liderzy – także z różnych względów – nie chcą, lub nie mogą pozwolić na podejmowanie odpowiednich kroków. Jest miejsce gdzie ludzie mogą się w krytycznej chwili zebrać, porozmawiać na temat taktyki. Są ludzie, którzy zawodowo zajmują się właśnie takimi sprawami – i nie są wolontariuszami, dzięki Klubowiczom Frondy.
Dotychczas, by zacytować w innym kontekście felieton Stanisława Michalkiewicza z ostatniego Najwyższego Czasu!, zostawaliśmy z fiutem w garści. Dziś sytuacja jest inna – mamy zaplecze, nie musimy się bać. Nasz głos jest słyszalny, Portal oficjalnie jest cytowany kilkanaście razy każdego miesiąca. Gdy przypominam sobie chaotyczną bieganinę z czasów sprawy Agaty, cieszę się że ta sytuacja tak szybko się polepszyła! Oczywiście nie całkiem, do obudzenia zostali jeszcze biskupi i środowiska prolajf oddające się jak zwykle swoim ulubionym zajęciom, czyli pisaniem listów protestacyjnych i wydawaniem broszur, które czytają sami.

ferment
A więc zmiana w obszarze mediów. Po drugie, chciałem zauważyć jej pochodną – zmianę mainstreamu i oddziaływanie na postawę innych środowisk. Nie mogę tu mówić o szczegółach, bo nie o wszystkim mówić należy, ale kto widział do tej pory Przemysława Babiarza, który otwartym tekstem mówi o aborcji? Kto ma oczy, niechaj patrzy, a kto uszy – niechaj słucha. Ogłaszam, że zaistniał nam jakiś czas temu ferment – ciągle rosnący.

co jeszcze?
Poza tym, należy stwierdzić, że uważamy, iż aborcja zawsze jest morderstwem niewinnego człowieka i tak samo byłoby w sytuacji, gdyby Alicja Tysiąc dokonała aborcji na 8-letniej obecnie Julce. Julka również zostałaby zamordowana, a p. Alicja Tysiąc stałaby się w ten sposób morderczynią. Dane autora do wglądu.

dziecko
w tym wszystkim zaś największe współczucie należy się Julce, tj. niedoszłej ofierze swojej mamy. Mocno obawiam się, czy nie jest aby obiektem uwag, szeptów i żartów ze strony swoich kolegów i koleżanek z podstawówki. No, ale – gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, wie o tym dobrze tow. Tysiącowa, oraz jej protektorki z Federacji Na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz Racji Polskiej Lewicy.
Kyrie eleison...

prześladowania
tym samym ks. Marek Gancarczyk dołącza do panteonu katolickich męczenników Ubekistanu, a więc do Asi Najfeld, Wojciecha Cejrowskiego, Tomasza Terlikowskiego, którzy albo mieli, albo dopiero mają procesy dotyczące czy to twierdzeń nt. homoseksualizmu, jak aborcji.
Kto ma oczy, niechaj je otwiera i chwyta za broń, albo przynajmniej o tym mówi. Ciekaw jestem do czego się jeszcze państwo polskie posunie, bym uznał, że jestem w sumieniu zobowiązany nie finansować go podatkami.

rękopisy nie płoną
mam nadzieję, że i na ten temat powstanie książka, tak jak poprzednio kontrksiążka Frondy na temat Jedwabnego, czy Agata. Anatomia manipulacji. Z tą ostatnią wiąże się ciekawa historia – otóż, słyszałem, że do Wydawnictwa FRONDA PL Sp. z o.o. wpłynęło pismo, w którym Matka tzw. Agaty, grożąc procesem proponuje albo wycofanie nakładu ze sprzedaży, albo podział zysków. Ekhm... pecunia non olet, tak to szło?
Tak, czy siak – warto te historie opisywać i przekazać potomnym. Niech nazwiska bohaterów i szwarccharakterów będą powszechnie znane.

bez wolności słowa...
...Polak – pies Pawłowa. Pamiętają tę akcję z czasów rządów PiSiaków? Organizowała ją Gejzeta Aborcza wraz z okolicami, chodziło o obronę wolności słowa przed zimnym strategiem, cynicznym demiurgiem Jarosławem Kaczyńskim. Drodzy Michnicy, błagam, ratujcie wolność słowa przed Alicją Tysiąc, ps. 30 000 (przydomków p. Alicji napowstawało w ostatnim czasie rzeczywiście sporo, no ale tak to już jest – p. Babiarz wytłumaczył to metaforą fangi w kinola...)!

grafika
podobnie jak w przypadku sprawy Agaty, tak i w tym – internauci rozpoczęli twórczość! Poniżej dwie grafiki na temat sprawy Alicja Tysiąc vs. ks. Marek Gancarczyk.




myśl na dziś
Oprócz Swojej łaski obfitej i skutecznej, Pan dał ci głowę, ręce, zdolności umysłowe, by twoje talenty przynosiły owce. Bóg pragnie czynić ciągłe cuda – wskrzeszać martwych, przywracać słuch głuchym, wzrok ślepym, możliwości chodzenia kalekim... – poprzez twoje uświęcanie pracy zawodowej, która zamienia się w całopalną ofiarę miłą Bogu i użyteczną dla dusz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 984



[sprawa 1000] kiedy nas wszystkich pozamykają?

Powybijają nas jak kaczki?

Moi drodzy, w związku z poniższym - Gnyszkoblog zajmie stanowisko dziś wieczorem, gdyż zaraz musi wsiadać do pociągu do Warszawy! Polecam niusy na www.fronda.pl - najświeższe doniesienia z pola walki.





piątek, 24 lipca 2009

[24 VII 2009] o morderstwach prenatalnych słów kilka

Karin Struck o aborcji
jak już pisałem ostatnio w Wakacyjnym Planie Czytelniczym, zamierzałem przeczytać Widzę moje dziecko we śnie autorstwa Niemki, Karin Struck. Książkę dziś właśnie skończyłem czytać, nie bez pewnych oporów - o dziwo! Najpierw czytała ją Oleńka i była bardzo zadowolona. Ja również nie jestem niezadowolony, ale muszę poczynić trzy uwagi.
Po pierwsze, widać, że Struck jest pochodzenia lewackiego (czynny udział w czerwonej rewolcie '68). Przejawia się to na dwa sposoby. W pierwszym przypadku w filosemityzmie. Pisze, że to niemożliwe, by Jan Paweł II porównywał masową zbrodnię aborcji do Holocaustu, bo na pewno nie chciałby relatywizować Holocaustu (w innym miejscu nie dopuszcza porównania Holocaustu do innych masakr w historii świata, co uważa za... kłamstwo!). Tym bardziej mnie to razi, że jestem po lekturze genialneg wywiadu rzeki z ks. prof. Chrostowskim, która również została włączona do WPC. Innym razem pisze, że Passolini jest świadom problemu przeludnienia na świecie, ale mimo to jest przeciwny morderstwom prenatalnym. Problemu przeludnienia to świadomi są przede wszystkim ci, którzy ten mit wymyślili i międlą jak wyssany cukierek, Frau Struck.
Druga uwaga - Struck nie jest kontrrewolucjonistką w sensie prof. Plinia Correa de Oliveiry. Struck wciąż odwołuje się do ideałów '68, demokracji parlamentarnej jako szczytu szczęścia, etc. Karin Struck jest co najwyżej pół-Kontrrewolucjonistką, w nomenklaturze Założyciela TFP.
Uwaga trzecia - Karin Struck w tym wszystkim co opisałem jest prawie klasyczną reprezentantką niemieckiego, szczególnie północnego społeczeństwa. Z ich lewicowymi mitologiami, za które dadzą się pociąć, z ich przesadyzmem, moralizmem i nadęciem. Tego właśnie w Niemcach nie cierpię, tego aktywizmu spod znaku zielonych, tego kolektywizmu, ciągłego odwoływania się do społeczeństwa, polityki.
Reasumując - Struck i tak wybiła się, jako rozum wolny i do Prawdy dążący wysoko ponad własną grupę! Oj, wysoko... mimo to jednak widać czyją córką jest, co jest tym większym świadectwem i memento. Książkę koniecznie trzeba przeczytać, choć muszę przyznać, że ze względu na powyższe trzy punkty, nieco się rozczarowałem.

obejrzyjmy film o Christi
przeglądając videotekę Fronda.pl natknąłem się na ten dokument. Ku przestrodze.


myśl na dziś
Jakakolwiek działalność – bardzo ważna lub nie, z ludzkiego punktu widzenia – winna stawać się dla ciebie środkiem służenia Panu i ludziom: na tym polega prawdziwa miara jej znaczenia.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 684



czwartek, 16 lipca 2009

Asia Najfeld na aborcyjnym froncie - c.d.

po dzisiejszej rozprawie czytamy:

Po pierwszym posiedzeniu pojednawczym: 16.07.2009

Posiedzenie pojednawcze w mojej sprawie zostało odroczone do 30 października.

Jeśli chodzi o moje stanowisko, to oczywiście nic się nie zmieniło: jestem niewinna, mówiłam prawdę, czuję się nękana procesem politycznym, nie merytorycznym. Proces karny jest szczególną formą pognębienia, gdyż dąży do uczynienia ze mnie “przestępcy” w oczach opinii publicznej.

Radykalna lewica nie może znieść tego, że jako kobieta mówię otwarcie: aborcja to barbarzyński mord na dziecku i gwałt na matce.

Nie tylko mnie chce uciszyć aborcyjne imperium. Przy okazji chodzi o zastraszenie wszystkich próbujących przełamać temat tabu, jakim jest kwestia powiązań biznesu aborcyjnego z “działaczkami kobiecymi”. To od nas zależy, czy pozwolimy się terroryzować.

Wierzę, że prawda zwycięży. Dziękuję za słowa wsparcia i za modlitwę, o którą nadal proszę.

Joanna Najfeld

myśl na dziś
Noś na piersi święty szkaplerz Karmelu. Spośród dewocjonaliów maryjnych — a jest ich wiele i są bardzo piękne — niewiele ma tak zakorzenioną tradycję wśród wiernych i tyle błogosławieństw papieskich. — A ponadto, jak bardzo matczyny jest ten przywilej sobotni!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 500



Asia Najfeld na aborcyjnym froncie!

Bardzo polecam uwadze: www.mamproces.pl:







sobota, 4 lipca 2009

Wakacyjny Plan Czytelniczy 2009 - cz. 3 "Światopogląd"

poprzednie części: Cz. 1 - Rozwój profesjonalny, Cz. 2 - Rozwój duchowy.

3. Światopogląd

Ta sfera także należy do działki rozumu. Dlaczego należy ją rozwijać? Z dwóch powodów – by wiedzieć w którym kierunku rzeczywistość kształtować (oraz jak to robić!), a także przeciwko czemu oponować... i w jaki sposób to robić! Rodzaj ładu społecznego nie jest bowiem obojętny – mamy obowiązek go tworzyć!


3.1. Kościół, Żydzi, Polska

Tę książkę dostałem w prezencie zaraz po jej wydaniu. Nie miałem niestety czasu na dłuższe z nią spotkanie, niż godzinkę w tramwaju... ale muszę przyznać, że rozstanie było trudne. Wywiad-rzeka z weteranem dialogu z Żydami jest rzeczywiście hitem. Jest na to kilka dowodów – wysoki poziom sprzedaży, a więc sygnał rynkowy, oraz tezy w niej zawarte. Otóż, okazuje się, że po kilkunastu latach zaangażowania w dialog z Żydami, ks. Chrostowski doszedł do wniosku, iż... jest on jałowy! Wywiad naprawdę niesamowity, książka-cegła powyżej 600 stron, którą niektórzy przeczytali w dwa wieczory. Wydaje się, że jeszcze lepsza, niż pierwsza część wywiadu, której nie mam, czyli Bóg, Biblia, Mesjasz.


3.2. Demon południa

Zamówiłem sobie dość dawno temu w którejś z księgarni wysyłkowych. Demon południa, to zbiór artykułów Grzegorza Górnego, współzałożyciela FRONDY. Chociaż część esejów znam z kwartalnika (np. świetny esej o upadłym micie Margaret Mead), ostrzę sobie zęby na resztę. Refleksyjne, mocne pióro Górnego (którego zresztą od pewnego czasu znam osobiście, co stanowi dodatkowy bodziec do lektury) to – jeśli nie ewenement – to przynajmniej ciekawostka.


3.3. Widzę moje dziecko we śnie

Słynną książkę Karin Struck kupiłem w momencie jej wydania (trzy lata temu!), pożyczyłem później Oleńce, a potem koledze, który zwrócił mi ją dopiero w ostatnim tygodniu. Wszyscy czytelnicy mojego egzemplarza są porażeni treścią. Sława tej książki wynika nie tylko z tematyki (syndrom postaborcyjny), jak i z doświadczeń autorki, której życie po kilku aborcjach, latach działalności jako wywrotowej pisarki (w czym przypomina autorkę wydanej ostatnio książki pt. Byłam feministką)... wywróciło się o 180 stopni! Struck wydała Widzę moje dziecko..., gdzie sprzeciwia się feministycznym frazesom, opowiada o swoim poaborcyjnym dramacie – wówczas szybko spadła z pieca na łeb. Media się od niej odwróciły, znalazła się na marginesie. Przypadek niezwykle ciekawy i wart uwagi (podobnie jak i sprawa Agaty, w której i niżej podpisany brał udział) – w końcu, po trzech latach od kupna, w te wakacje wracam do tej ksiązki.


3.4. O rozwoju doktryny chrześcijańskiej

Na koniec książka kard. Newman'a, którą swego czasu przeczytałem jednym tchem. Koronkowa robota historyczno-teoretyczna najtęższej głowy Wspólnoty Anglikańskiej końca XIX w., która to głowa przeszła na katolicyzm... i ostatecznie została kardynałem! Autor kreśli świetną, ortodoksyjną koncepcję poprawnego rozwoju doktryny chrześcijańskiej. Na tyle ortodoksyjną i doskonałą... że pod wpływem własnej pracy nad O rozwoju... Newman zostaje katolikiem! Nie znam drugiego przypadku tak spektakularnego nawrócenia pod wpływem myślenia otwartego na Ducha Świętego.

Książkę polecam każdemu, kto uważa, że ma cokolwiek do powiedzenia na temat Kościoła Katolickiego. Poważnie twierdzę, że nie można tego nie przeczytać, a niech usłyszą to przede wszystkim ci czytelnicy mojego bloga, którzy naprzykrzają się w komentarzach z miałkimi tezami rodem z racjonalisty.pl i „Bez dogmatu”. Wybaczcie Panowie, ale mleko macie pod nosem, więc może spróbujcie choć część z Newmana przeczytać, a przestaniecie objawiać światu swoją niekompetencję.

Uwaga, uwaga...!

Niewykluczone, że ta część Wakacyjnego Planu Czytelniczego zostanie w najbliższych dniach uzupełniona o kilka pozycji – czekam na ich debiut w księgarni.





środa, 17 czerwca 2009

najnowsze info a propos jutrzejszej imprezy pod Agorą i Ministerstwem Zdrowia

cytuję za http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2625840:

"W związku z daleko posuniętą konspiracją, nie należy oczekiwać czegoś w rodzaju "demonstracji". Taką należałoby zarejestrować równocześnie odsłaniając się. W związku z tym, jutro o 11:00 po prostu spotykamy się by chwilę postać w modlitwie pod Agorą, zapalić znicze, a później, drogą którą uchwalimy, dotrzeć na Miodową, pod Ministerstwo Zdrowia. Kto zechce namalować transparent - proszę bardzo. Kto przyniesie szczekaczkę - również można. Znicze - jak najwięcej niech każdy przyniesie! Nasze spotkanie to oddolny, spontaniczny ruch ludzi, którzy chcą PAMIĘTAĆ!
Msza Św. o 17:00 u Paulinów zamówiona!"


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/17-vi-2008-w-alberta-chmielowskiego.html



czwartek, 11 czerwca 2009

[10/11 VI 2009] seks, aborcja, brudne tematy spisane w pociągu TLK Gałczyński

tytułem wyjaśnienia
no i rzeczywiście – stało się! Przywalony obowiązkami zawodowo-prezawodowymi musiałem przerwać wytwórstwo własnych mądrości blogowych. O ile pamiętam, jest to wydarzenie bez precedensu – tym bardziej warto je odnotować! Ale, ale... statystyka wytwórczości wprawdzie nie trzyma poziomu Tomasza Terlikowskiego, który trzaska kilka przekładów rocznie, parę własnych książek i setki artykułów i felietonów, ale wciąż średnio na tym blogu w całej jego ponad półtorarocznej historii wytwarza się 2 posty dziennie!
Nie ma zatem co płakać – ostatnio mieli okazję Czytelnicy powspominać czasy nawałnicy, jaka przetoczyła się przez gnyszkobloga w zeszłym roku, wcześniej sporo materiałów filmowych do obejrzenia... a teraz pora na interludium w postaci garści refleksyjek stanowiących kontynuację zawieszonych planów sprzed miesiąca i paru nowych – pisanych w drodze z Warszawy do Poznania i z Poznania do Wrocławia dzięki uprzejmości TLK Gałczyński.

stop abortion
ostatni wpis skłonił do wypowiedzi dwóch dawno nie widzianych komentatorów. Ubu rex pyta po co wspominam sprawę „Agaty”, natomiast jaś skoczowski konstatuje, że podział w kwestii aborcji zależy od stosunku do katolicyzmu.
Ubu rexowi odpowiadam zatem, że kombatantem rzeczywiście trochę się czuję – w tym sensie, że w sprawie miałem okazję wziąć aktywny udział, a same te wydarzenia były i są dla mnie znaczące w całym moim dotychczasowym życiu. Natomiast danych nt. sprzedaży Agaty. Anatomii manipulacji nie posiadam, więc nie mogę powiedzieć jak się sprzedaje. Podejrzewam, że nieźle – chociażby ze względu na jej świetną jakość! Jeśli konsultacja z prawnikiem wypadnie pozytywnie, zdradzę Wam jeszcze pewien szczegół na temat tej publikacji i reakcji na nią w środowisku związanym ze sprawą po stronie zwolenników mordowania dzieci.
Przychodzi zatem kolej na odpowiedź jasiowi skoczowskiemu. Otóż, drogi jasiu (piszę z małej litery – taki pseudonim przybrałeś, to nie brak szacunku z mojej strony), kwestia korelacji negatywnego stosunku do aborcji z pozytywnym stosunkiem do katolicyzmu jest korelacją, która tematu nie wyczerpuje. Owszem, jest to wynikanie – jeśli ktoś jest katolikiem sensu stricto, jest także przeciwnikiem morderstw prenatalnych (na mocy definicji katolika). Natomiast decydujący jest tu stosunek do życia ludzkiego – gdyż wśród przeciwników morderstw dzieci znajdują się także wyznawcy innych religii (OK, ich moglibyśmy wrzucić z katolikami do jednego worka), oraz ateiści i inne odmiany ludzi niereligijnych. Z naszego podwórka podam przykład np. znanego socjalisty Aleksandra Małachowskiego. Dlaczego tak jest? Ano nie dlatego, że podstawą wnioskowania jest tu przesłanka o charakterze prawdy objawionej, tylko dlatego, że przesłanka ma charakter naukowy. Jest bowiem prawdą, iż po połączeniu gamet (zapłodnieniu) rozpoczyna się proces, który nazywamy życiem, który ma wiele faz (prenatalna, którą można rozbić na kilka podfaz – oraz postnatalną, również możliwą do podziału np. na niemowlęctwo, wiek przedszkolny, dojrzewanie, dojrzałość, przekwitanie, starość, etc.). Jest to jeden, nieustanny proces kończący sie zgonem. Człowiek w brzuchu matki jest człowiekiem tak samo jak poza nim – to prosty fakt (przejście przez łono matki nie oznacza chyba zmiany gatunkowej, np. z bycia pająkiem, na homo sapiens?).
Teraz następuje kolejny element rozumowania, normatywny – jaki jest nasz stosunek do życia człowieka? Jeśli twierdzimy, że życie człowieka jest warte tyle, ile życie innych gatunków, wówczas odrzucamy perspektywę „humanistyczną” na rzecz jakiejś perspektywy „uniwersalistycznej” i nie przeszkadza nam zarówno zabijanie dzieci nienarodzonych, jak narodzonych, albo stojących nad grobem, jako starcy. Taki wybór jest możliwy. Jeśli natomiast twierdzimy, że życie ludzkie cenimy wyżej, niż życie innych gatunków – wówczas nie mamy podstawy do akceptowania morderstw prenatalnych, a nieakceptowania innych.
Reasumując – jesteś w srogim błędzie jasiu. Zresztą jak większość Twoich ideowych kolegów i koleżanek (mam pewne wyobrażenie na ten temat – wygooglałem Cię) – tworzysz sobie wyobrażenie na temat ludzi Kościoła i Jego doktryny na podstawie przesłanek cienkich jak przysłowiowa dupa węża, a później budujesz na tej podstawie mnogie teorie na swoim blogu.

co na to Tuwim?
dziś w kibelku w podziemiach Auditorium Maximum UW przeczytałem pewien bon mot, którym można skomentować sytuację opisaną powyżej. Tako rzecze Tuwim:
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic ciekawego do powiedzenia, nie przyoblekają tego faktu w słowa.


zabijanie spermy
podobnym nieporozumieniem zapoczątkowanym pewnie grubo przed słynnym głupawym filmem Monty Pythona na temat katolików (Żywot Briana) jest twierdzenie, jakoby np. sprzeciw Kościoła Świętego względem masturbacji, czy stosunku przerywanego brał się stąd, skąd bierze się sprzeciw względem aborcji. Ba! Że to to samo, tzn. że nasienia marnować nie należy dlatego, że plemniki są... życiem, czyli ludźmi!
Cóż, pogrobowcy Marksa i Gomułki mają to do siebie, że lubią gromić poglądy, które sami włożyli w usta swoich adwersarzy. Jak to mawiał G. K. Chesterton (oj, polecam tego pana...!) - „Wolnomyśliciele myślą, ale idzie im to bardzo wolno”.

kiedy pojawiła się miłość?
tymczasem nie ustaje proces odnajdywania zadziwiającej zgodności między prof. Plinio Correa de Oliveira a innymi autorami, którzy analizę historii podejmują wychodząc od radykalnie innych przesłanek. Otóż, ostatnio w ramach studiów nad socjologią wykryłem kolejną potencjalną zbieżność między prof. de Oliveira a rodzimym drem Maciejem Gdulą. Chodzi o to, kiedy powstała nowoczesna miłość – element ponoć w średniowieczu nie występujący – przynajmniej w takim kształcie (chodzi o tę specyficzna, damsko-męską, która ma ponoć usprawiedliwiać wszystko, albo której brak ma uniemożliwiać małżeństwo, etc.). Wprawdzie prof. Oliveira datuje jej początki na koniec średniowiecza (literatura miłosna, renesansowe romanse, etc.), a dr Gdula – z tego, co mi wiadomo – jednak w epoce romantyzmu, to jednak idę o zakład, że gdyby poskrobać, mogłoby się okazać iż spolegliwy skądinąd dr Gdula byłby skłonny przyjąć pogląd, iż solidne podwaliny pod romantyczną koncepcję miłości położyli właśnie renesansowi minstrele i gryzipiórkowie od miłości dworskiej.

wizja kobiety – dzisiejszy ideał
tymczasem zmienił nam się także ideał kobiety. Ostatnio miałem okazję poczytać u sąsiadek ze środków transportu publicznego trochę erotycznej literatury damskiej w rodzaju COSMOPOLITANA, et consortes. Okazało się wówczas, że nie przesadzam wcale ani trochę, twierdząc, że współczesny model kobiety to model quasi-prostytutki.
Skąd to „quasi”? Stąd mianowicie, że jest to jej nowa odsłona – dawna prostytutka była kobietą, która łączyła dwa style życia (normalny oraz patologiczny – by móc prowadzić ten normalny, teraz albo w przyszłości, po zebraniu koniecznych funduszy). Dzisiejszy ideał kobiety polega na zintegrowaniu obu stylów życia (żegnamy się z granicą między patologią i normalnością) oraz usunięciu elementu ekonomicznego.
Jednym słowem, nasza quasi-prostytutka jest raczej administratorem własnej pochwy, odbytu, piersi oraz ust, który dąży do maksymalizacji ich użyteczności, czyli eskalacji doznań. Stąd też bezużyteczna jest koncepcja małżeństwa, rodzicielstwa, monogamii. Stąd też – jako że znużenie sensoryczne jest nieubłagane – potrzeba wzmacniania bodźców pcha nasze niewiasty do większych ekscesów – od poszerzenia skali doznań o inne części ciała (penetracja wszystkiego jest dziś uznawana – w dyskursie wspomnianych gazet – za kolejne aspekty jednego zjawiska, czyli „seksu”), po poszerzenie składu aktorów biorących udział w akcie (kłania się nie tylko grupowy, ale i wspomagany akcesoriami, czy przedstawicielami innych gatunków), czy samego kontekstu aktu (od pozycji, po miejsce aktu albo sposób, czy szybkość).
Taki obraz wyłania się z analizy dyskursu tych szmatławych pisemek, które mimo wszystko czytają niekiedy damesy pozujące na elitę (w dawnym sensie tego słowa, a więc coś w rodzaju arystokracji – damesy ubrane w eleganckie żakiety, powściągliwe, wyniośle rozglądające się po otoczeniu i współpasażerach).
Oczywiście to nie pozostaje bez reakcji po męskiej stronie społeczeństwa...
[ale o tym przy innej okazji! Z „dzisiaj”, zrobiło się już „wczoraj” i mamy Boże Ciało, które spędzam u Oleńki!]

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-dziwne-rzeczy.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-b-bogumia-biskupa.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-ju-jest-jutro-witamy-rod.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-zaczyna-by-gono.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-inni-o-agacie.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-wieci-z-lublina.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-przemwi-dr-wielomski.html

myśl na dziś
Chcę cię ostrzec przed trudnością, która może się pojawić: chodzi o pokusę zmęczenia, zniechęcenia. – Czyż nie masz jeszcze świeżo w pamięci tamtego życia twojego – bez kierunku, bez celu, bez powabu, a który potem światło Boże i twoje własne oddanie właściwie ukierunkowały i napełniły radością? – Nie bądź tak głupi, ażeby zamienić to obecne życie na tamto.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 286



wtorek, 9 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu była noc z niedzieli na poniedziałek...

niedziela 8 VI 2008

...w niedzielę trwał koszmar - po internecie krążyli jak zaczadzeni ludzie okłamani przez sobotni artykuł Agnieszki Pochrzęst z GW. Wylewali kubły pomyj na wszystkich, którzy ośmielili się sprzeciwic wizji, która nie trzymała się kupy. Do gry weszła (w niedzielę 9 VI, albo jeszcze w sobotę 8 VI) sama Kataryna z Salonu24, o czym później napisał w komentarzu w Rzepie B. Wildstein. Pod wieczór stało się jasne, że wersja, którą po forach, w komentarzach pod newsami i blogami głosili ci, do których dotarły echa Kontruderzenia Medialnego - mają rację! Wypowiedziała się Policja - żadnego gwałtu nie było!
Posty z niedzieli: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/8-vi-2008-niedziela.html i http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/8-vi-2008-niedziela-prawda-wychodzi-na.html

poniedziałek 9 VI 2009
w poniedziałek do gry wszedł Dziennik, który - pewnie w ramach konkurencji z Aborczą, postanowił objawic światu niechlujstwo Agnieszki Pochrzęst. To była pierwsza reakcja medium mainstreamowego na sprawę z innego, niż gazowniczy, punktu widzenia! Kontruderzenie zaczęło nabierac rumieńców. Powoli też krzepła siła i gotowośc przedstawicieli innych mediów.
Ludzie zaczadzeni propagandą gadzinówki z Czerskiej wciąż pałętali się po całym internecie. Wciąż trąbili o gwałcie, chociaż sama GW to zdementowała...
Posty z poniedziałku: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/9-vi-2008-poniedziaek-wyborcza-prostuje.html i http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/9-vi-2008-poniedziaek-w-efrema.html
Pamiętam, że w poniedziałek, parę minut przed egzaminem, na który poszedłem kompletnie nieprzygotowany rozmawiałem jeszcze z kolegą z pewnego medium, by się nie ociągali. Szalony czas...

na szczęście...
wszystkie czyny zostały spisane!




niedziela, 7 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu była sobota - początek koszmaru

Rok temu była sobota 7 VI 2008, wcześnie rano okazało się, że radośc z ocalenia dziecka przed własną Babcią i działaczkami aborcyjnymi była przedwczesna. Do gry weszła Gazeta Wyborcza, którą od tej pory rzadko kiedy nazywam inaczej niż Gazeta Aborcza. Weszła piórem Agnieszki Pochrzęst, który zaczęła akcję pt. "Manipulacja".

Pani Agnieszka, to dama w trzecim rzędzie od dołu - pierwsza od lewej.


Dowiedzieliśmy się dzięki szmatławcowi z Czerskiej, że... "Agata" jest "zgwałconą 14-latką".
Do dziś spotykam ludzi, którzy zagadnięci nt. sprawy, mówią, że pamiętają że coś było, jakaś nastolatka wielokrotnie gwałcona przez zwyrodnialca, albo coś w ten deseń. Kłamstwo ma byc może krótkie nogi, ale jednak długie macki oraz żywot.
Posty z tamtego czasu: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/7-vi-2008-sobota-egazeta.html oraz http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/7-vi-2008.html.

Równocześnie pozdrawiam wszystkich, którzy przyłączyli się wówczas do Kontruderzenia Medialnego z tego bloga i FF i - jak się później okazało - wielu innych zakątków internetu. Do dziś można prześledzic losy Kontruderzenia w Google'u. Na reakcję ze strony mediów konwencjonalnych trzeba było czekac de facto do poniedziałku. Aborcza zwietrzyła krew i było wiadomo, że nie odpuści...




sobota, 6 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu był piątek (dzień 3. dramatu)

wspominki
...w piątek wiadomo było już, że do aborcji nie doszło a "Agata" wróci do Lublina. Odetchnęliśmy z ulgą, aborcjoniści zaczęli szukać innych ścieżek. Nikt nie podejrzewał co stanie się następnego dnia...
Post z tamtego dnia: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/6-vi-2008-pitek-w-norberta-biskupa.html

Wszystkim Czytelnikom z tamtego czasu, którzy wciąż tu są - dziękuję za wsparcie z tematego czasu! Ze spraw bieżących - pewnie przed 22 czerwca nie uda mi się wrócić do regularnego blogowania, praca inżynierska i egzaminy pochłonęły mnie bez reszty... Proszę przy okazji o modlitwę w tych intencjach!

myśl na dziś
Nie brakuje ci łaski Bożej. Dlatego, jeśli jesteś jej wierny, winieneś czuć się pewny. Zwycięstwo zależy od ciebie: twoja siła i twój zapał — złączone z tą łaską — są dostatecznym powodem abyś pałał optymizmem człowieka, który ma zapewnione zwycięstwo.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 80



wtorek, 13 stycznia 2009

[13 I 2009] czy 101. Batalion Policyjny, to "zwykli ludzie"?


wprowadzonko
zgodnie z tym, co zapowiadałem wcześniej, czytałem ostatnio fragmenty książki niejakiego Browninga pt. Zwykli ludzie, opowiadającej o wypadkach na Lubelszczyźnie w latach 1940-1941.

Problem z grubsza polega na tym, że wysłano do tworzenia 101. Batalionu Policyjnego podtatusiałych robotników i urzędasków, którzy z tytułowych zwykłych ludzi szybko przedzierzgnęli się w katów, którzy w ciągu roku zabili ponad 70 000 cywilów. Nie w walce - w ramach planowej eksterminacji.

Nie zamierzam tu pisać jakiegoś poważnego omówienia, ale zebrać parę uwag, które nasunęły mi się podczas lektury.



religijność
czynnika, którego Browning w ogóle nie bada (pewnie z uwagi na to, że w materiale, na którym się opierał nie było mowy o danych nt. religijności - a opierał się na powojennych przesłuchaniach tych policjantów i wywiadów z żyjącymi spośród nich w latach '60 i '70) - to religijność policjantów. Jako, że gros z nich wywodziło się z Hamburga, a więc z północy Rzeszy, domniemuję, że albo byli luteranami, albo ateistami, co wbrew pozorom aż tak od siebie odległe nie jest...

Myślę, że warto byłoby zbadać zależność pomiędzy uległością i konformizmem, które Browning typuje na główne przyczyny zaangażowania w mordy, a religijnością właśnie. Ot, wystarczy choćby wspomnieć na prześladowania, które protestanci lubili fundować w przeszłości.

Hamburg - miasto czerwone
podobnie rzecz się ma z czerwonością Hamburga - ówczesnego miasta-centrum ruchu socjalistycznego. Z jednej strony jako czynnik sprzyjający ateizmowi, z drugiej zaś... no właśnie. Czy to, że hamburczycy byli wówczas w większości socjalistami impregnowało ich na... narodowy socjalizm? Z pewnością, było paru internacjonalistów, prawdziwych bolszewików, ale domyślam się, że - znając niemieckiego ducha - o takich było raczej trudno. Jednym słowem - ktoś o skłonnościach lewicowych mógłby łatwo odnaleźć się w projekcie nazistowskim.

Abstrahuję oczywiście od propagandowego antagonizmu III Rzesza - Sowiety (zresztą przez część czasu działania Batalionu - oba państwa przecież współpracowały!), który trzeba raczej rozpatrywać jako antagonizm na zasadzie - im nam bliżej, tym staramy się być postrzegani jako bardzo różniący się, by nasi zwolennicy nie przechodzili do bliskich nam ideowo wrogów.

Tego typu strategię widać zresztą do dziś - że przypomnę te wszystkie harce wokół PO-PiSu.

Jednym słowem - nie używałbym raczej argumentu "Policjanci byli z Hamburga, więc nie mogli być zwolennikami nazizmu" z taką mocą, z jaką zdaje się go używać Browning.

narodowy socjalizm, jako śmierdzące jajko
w ogóle to z nazimem jest problem. Wtedy, gdy powstawał, miał sympatyków z obu stron sceny politycznej - tzw. lewicy i prawicy. Po wojnie jednak, narodowy socjalizm, został przez socjalistów propagandowo przerzucony tzw. prawicy, jako jej śmierdzące jajko. Ileż to razy słyszałem, że NSDAP, to skrajnie prawicowa partia... Ileż w niej prawicy? No, cóż - dla mnie niewiele. Może Czytelnicy mają pomysł, ale uwaga - proszę to dobrze przemyśleć! Moim zdaniem to partia skrajnie lewicowa, etatystyczna i rewolucjonistyczna. Nie bez kozery brunatny, to po prostu przybrudzona czerwień.

o podziałach doktrynalnych na prawicy
w ogóle, to muszę zauważyć, że znajomość podziałów doktrynalnych na prawicy należy do rzadkości. Ileż to razy słyszałem strzały w płot na temat tego, co powinienem uważać, albo kogo lubić z racji nie bycia zwolennikiem istnienia czegokolwiek, czy zwolennikiem wprowadzenia czegokolwiek. Ileż to razy słyszałem zdziwienia nad tym, że podchodzę sceptycznie do tego a tego, a poważam kogoś innego. Wbrew pozorom to zjawisko nie zanika w sferach dziennikarskich. Wręcz przeciwnie. Dziennikarze tak intensywnie kreują świat, że sami sobie zaczynają wierzyć.

nie było kary?
argumentem, który przytacza Browning, by lekko zaepatować tym, że policjanci dobrowolnie brali udział w masakrach i byli zwykłymi ludźmi, jest to, że nie groziła im kara za odmawianie wykonania poleceń.

No, cóż, Browning nie był chyba w wojsku, a już nazistowskim szczególnie. Jeżeli na pierwszym apelu dowódca, którego słabo znam, mówi żeby wystąpili przed szereg wszyscy, którzy nie chcą brać udziału w likwidacji getta i obiecuje, że nie będzie groziła za to kara... to zwyczajnym odruchem jest domniemanie, że ci, którzy się zgłoszą, zostaną zaraz rozstrzelani. Dla przykładu.

Natomiast gdy później, po paru akcjach okazuje się, że jednak kara głowna nie jest stosowana, ani żadna inna... wówczas dla wielu może być za późno. W bagno zła już wdepnęli. Mają na rękach krew dziesiątek ludzi... niektórzy zdążyli porzucić to rzemiosło, nie wiadomo natomiast ilu z tych, którzy wahali się na pierwszym apelu, przestało się wahać właśnie z tego powodu. Że granica została przekroczona.

Z grzechem jest jak ze smołą. Dotykasz - ubrudzisz się na pewno. Nie ma nawet sensu patrzeć, a co dopiero dotykać! Słusznie mówi Kościół o uciekaniu przed pokusą, okazją do grzechu. Słusznie także za grzechy każe odpokutowywać. W ostatnim tygodniu parę razy spotykałem się z sytuacjami, w których gdyby ktoś żył w zgodzie z Wiarą... uniknąłby wielu problemów. Ostatni casus - para po paru latach jechaniu na antykach (popularne określenie chemii antykoncepcyjnej) chce począć potomka... i okazuje się, że niezbyt może, bo hormonki zrobiły w drogach rodnych szambeczko...

status naukowy rasizmu
kolejna sprawa, to argument na temat nieprzystawalności eskperymentu Millgrama (polegającego na badaniu uległości np. na prośbę o zadawanie bólu, bądź śmierci innej osobie pod wpływem autorytetu naukowego) do sytuacji 101. Batalionu. Browning popełnia w porównaniu błąd, nie zauważając, że rasizm i eugenika miały w badanych czasach status naukowy! Powszechnie! W Polsce istniało Polskie Towarszystwo Eugeniczne, które doradzało przy wyborze partnera do rozrodu, etc.

Jednym słowem - w III Rzeszy szczególnie - sytuacja z rasizmem jako motorem do wewnętrznej zgody na mordowanie Żydów na Lubelszczyźnie spełnia dość dobrze analogię do warunków eskeprymentu Millgrama!

stop abortion... stop FOCA
ostatnie rozważanka o statusie naukowości brzmią chyba dość znajomo w kontekście dzisiejszych praktyk eugenicznych - od aborcji, po in vitro... Eugenicy wzięli się ostatnio za atak forsując Freedom of Choice Act który 21 stycznia będzie głosowany, o czym już pisałem
w jednym z poprzednich postów Jeśli przejdzie - zapowiada się totalna eskalacja masakry, która dawno pochłonęła więcej ofiar niż Holocaust.

ciekawym tematyki w ogóle, polecam:
no i rzecz jasna:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/13-i-2008-niedziela-chrztu-paskiego.html

myśl na dziś

Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO