Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modlitwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modlitwa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2009

[31 X 2009] modlitwa o akceptację śmierci

Modlitwa o akceptację śmierci:
Boże, Ojcze mój, Panie życia i śmierci, który jako sprawiedliwą karę za nasze grzechy nieodwołalnym zrządzeniem postanowiłeś, że każdy człowiek ma umrzeć, wejrzyj na mnie klęczącego przed Tobą.
Z całego serca brzydzę się swoimi dawnymi przewinieniami, za które po tysiąckroć zasłużyłem na śmierć. Przyjmuje ją teraz w duchu przebłagania za nie oraz posłuszeństwa Twojej łaskawej woli.
Umrę z ochotą, Panie, w czasie, w miejscu i w sposób, jaki ty zechcesz, i wyko­rzystam pozostałe mi do tej pory dni życia na walkę z moimi wadami i wzrastanie w miłości do Ciebie, na zerwanie wszystkich pęt, którymi przywiązane jest moje serce do stworzeń, na przygotowanie mojej duszy do zualezienia się w Twojej obecności; i od tej chwili bez zas­trzeżeń powierzam się w ramiona Twojej ojcowskiej Opatrzności.
Modlitwa o dobrą śmierć:

Stwórco i Panie mój, proszę Cię o najważniejszą z Toich łask: o wytrwanie do końca i o świętą śmierć. Pomimo moich wielkich nadużyć życia, które mi dałeś, dozwól mi od tej chwili przeżyć je i zakończyć w Twojej świętej miłości.
Obym umarł jak święci Patriarchowie, bez smutku pozostawiając ten padoł płaczu, by cieszyć się wiecznym odpocznieniem w mojej prawdziwej Ojczyźnie. Obym umarł jak chwalebny Święty Józef w towarzystwie Jezusa i Maryi, wypowiadając ich najsłodsze imiona, które mam nadzieję błogosławić przez całą wieczność.
Obym umarł jak Niepokalana Dziewica w naj czystszej miłości i w pragnieniu zjednoczenia się z Jedynym przedmiotem mojego umiłowania.
Obym umarł jak Jezus na Krzyżu całkowicie zjednoczony z wolą Ojca jako całopalna ofiara z miłości.
Jezu, który umarłeś za mnle, użycz mi łaski, bym umierał w akcie doskonałej miłości do Ciebie.
Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za mną teraz i w godzinę mojej śmierci.
Święty Józefie, Ojcze i Panie mój, wyjednaj mi łaskę śmierci sprawiedliwych.

oba teksty pochodzą z tomiku Różaniec święty. Droga krzyżowa św. Josemarii Escrivy, założyciela Opus Dei



poniedziałek, 19 października 2009

[19 X 2009] po rekolekcjach - jestem z powrotem

Wilma, I'm back!
Niechaj wybaczą Gnyszkoczytelnicy, że odjechałem na rekolekcje nie pożegnawszy się i nie poprosiwszy o modlitwę w intencji ich owoców! Zamieszanie przy tej okazji było spore – bo najpierw jeszcze musiałem walnąć krótki spicz FFundraisingowy przed konferencją Zakneblowani, na UW. Później jazda po plakaty i dopiero na rekolekcje. Jeden telefon zostawiłem w kieszeni szlafroka, natomiast garnitur w samochodzie kolegi, który mnie na rekolekcje dowiózł. Aha, pastę do zębów też zostawiłem w domu.
Jest już chyba zrozumiałe, że w tym zamieszaniu nie było mowy o porządnym pożegnaniu!

Nic to, nic to!
Nic to jednak, bo oto na rekolekcjach spotkałem Pana Andrzeja, który nie dość że jest Gnyszkoczytelnikiem (dziękuję za miłe słowa), nie tylko subskrybentem Newslettera Bądź Święty! i Newslettera Integralnego, nie tylko Klubowiczem Frondy... ale i przyszłym liderem jednego z Terenowych Klubów Frondy! Świat jest mały? Jest!
Dowiaduję się o tym coraz dobitniej, spotykając swoich Czytelników w różnych, niespodziewanych okazjach.

Modlitwa
a o modlitwę w intencji dobrych owoców rekolekcji proszę i tak!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/10/19-x-2008-niedziela-kambek-z-rekolekcji.html

myśl na dziś
Jak pragnie Nauczyciel, winieneś być solą i światłem, będąc w pełni zaangażowanym w tym świecie, w którym przyszło nam żyć i we wszelkiej działalności ludzkiej. – Światłem, które oświeca umysły i serca. Solą, która dodaje smaku i chroni przed zepsuciem. Dlatego, jeśli zabraknie ci gorliwości apostolskiej, staniesz się nijaki, bezużyteczny, zawiedziesz innych, a życie twoje stanie się absurdem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 22



piątek, 25 września 2009

Dziś wszyscy jestesmy ks. Gancarczykiem - list otwarty

list otwarty

zwracam szanownym Gnyszkoczytelnikom uwagę na list otwarty ws. wyroku w sprawie ks. Gancarczyk vs. Alicja Tysiąc. Warto nagłaśniać sprawę:

Katowicki sąd okręgowy skazał w środę 23 września wydawcę i redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego” na 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia i przeprosiny Alicji Tysiąc za rzekome „porównanie pani Alicji Tysiąc do hitlerowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za zagładę Żydów w obozie Oświęcim-Brzezinka oraz za męczeństwo Żydów w gettach”.

Wyrok ten budzi wielkie wątpliwości. Nie tylko dlatego, że porównanie, za które „Gość Niedzielny” ma przeprosić powódkę w ogóle nie padło, ale także ze względu na konsekwencje prawne i ustrojowe, jakie z sobą niesie. Uważamy, że wyrok ten jest wymierzony w wartości konstytucyjne, jakimi są wolność słowa i wolność prasy. Jest to również próba cenzurowania debaty publicznej, która może zachęcić skrajne środowiska lewicowe do narzucania swojego światopoglądu reszcie społeczeństwa poprzez wymiar sprawiedliwości.

Zgadzamy się z księdzem Markiem Gancarczykiem, gdy konsekwentnie nazywa w swoich tekstach aborcję zabójstwem. Dlatego podpisujemy się pod zdaniem, które stało się jednym z powodów skazania go przez katowicki sąd: „pani Tysiąc otrzyma 25 tys. euro odszkodowania, plus koszty postępowania, za to, że nie mogła zabić swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono. To odszkodowanie będzie pochodzić z budżetu państwa, a więc z naszych podatków”.

więcej na: http://fronda.pl/news/czytaj/wszyscy_jestesmy_ksiedzem_gancarczykiem

podróż
jutro zaś wstaję niedługo po 4:00, żeby dotrzeć pod Częstochowę, do Matki Bożej Leśniowskiej, dokąd Frondę.pl w mojej osobie zaprosił o. Ptak. Proszę zatem o modlitwę w intencji podróży i tych, którzy obiecali mnie podwieźć.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/25-ix-2008-czwartek-dzie-spotkaniowy.html

myśl na dziś
Pocieszałeś się myślą, że życie jest wyniszczaniem się, spalaniem się w służbie Bogu. — W ten sposób, jeżeli będziemy wyniszczać się całkowicie dla Niego, nadejdzie wyzwolenie przez śmierć, która przyniesie nam Życie.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 883



sobota, 6 czerwca 2009

[sprawa tzw. "Agaty"] rok temu był piątek (dzień 3. dramatu)

wspominki
...w piątek wiadomo było już, że do aborcji nie doszło a "Agata" wróci do Lublina. Odetchnęliśmy z ulgą, aborcjoniści zaczęli szukać innych ścieżek. Nikt nie podejrzewał co stanie się następnego dnia...
Post z tamtego dnia: http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/6-vi-2008-pitek-w-norberta-biskupa.html

Wszystkim Czytelnikom z tamtego czasu, którzy wciąż tu są - dziękuję za wsparcie z tematego czasu! Ze spraw bieżących - pewnie przed 22 czerwca nie uda mi się wrócić do regularnego blogowania, praca inżynierska i egzaminy pochłonęły mnie bez reszty... Proszę przy okazji o modlitwę w tych intencjach!

myśl na dziś
Nie brakuje ci łaski Bożej. Dlatego, jeśli jesteś jej wierny, winieneś czuć się pewny. Zwycięstwo zależy od ciebie: twoja siła i twój zapał — złączone z tą łaską — są dostatecznym powodem abyś pałał optymizmem człowieka, który ma zapewnione zwycięstwo.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 80



sobota, 9 maja 2009

[8/9 V 2009] Rzecznik Praw Obywatelskich oraz modlitwa

RPO strikes back!
miło mi zaanonsowac, że nasz RPO, dr Kochanowski zajął stanowisko ws. cenzury na UKSW (tymczasem Rektor dziś ogłosił, że konferencji nie odwołał, tylko zmienił jej miejsce ze względu na bezpieczeństwo studentów - hahahaha!), wydając komunikat - http://www.rpo.gov.pl/pliki/12417845840.pdf Brawo!

modlitwa
chciałem przychylic się do sugestii Justyny wyrażonej w komentarzu do poprzedniego posta o modlitwę ze względu na zbliżające się święto.

w ramach osłodzenia ciętych postów zwracam uwagę na to, że jutro Święto Matki Bożej Łaskawej (diecezja Legnicka), zjednoczmy się i odmówmy jutro, kiedy kto może:

Litania do Matki Bożej Łaskawej

(do prywatnego odmawiania)

Kyrie, eleison. Chryste, eleison. Kyrie, eleison.
Chryste usłysz nas. Chryste wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, Zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata Boże,
Duchu Święty, Boże,
Święta Trójco, jedyny Boże,
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, niepokalana Świątynio Trójcy Przenajświętszej. Módl się za nami
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, najmilszy Przedmiocie Miłości Ojca Przedwiecznego.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, przeczysty Przybytku Słowa Wcielonego.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, Oblubienico Ducha Świętego.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, jaśniejący Tronie chwały.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, zachowana od zmazy grzechu pierworodnego.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, z Sercem Jezusa najściślej zjednoczona.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, błogosławiona między niewiastami.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, niewyczerpana Skarbnico Łask Chrystusowych.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, bezpieczne Schronienie naszych serc.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, niezawodne Odrodzenie dusz.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, Uzdrowienie chorych.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, Dziewico słuchająca.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, Dziewico modląca się.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, Dziewico rodząca.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, Dziewico ofiarująca.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, Nauczycielko pobożności.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, można Stolico miłosierdzia.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, bezpieczna Ucieczko grzeszników.
Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa, słodka Nadziejo konających.

K. Módl się za nami Najświętsza Maryjo, Panno Łaskawa.

W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się: Boże, któryś przez macierzyństwo Niepokalanej Dziewicy raczył rodzajowi ludzkiemu udzielić łaski odkupienia, sprawy, abyśmy błogosławionym widokiem Tej, którą Matką łaski Bożej nazywamy na ziemi, cieszyli się w niebie na wieki. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

będę wdzięczna, jeśli troszeczkę też w pewnej delikatnej intencji.

Justyna

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/8-v-2008-czwartek-wspomnienie-w.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/9-v-2008-pitek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Najświętsza Maryja Panna, Mistrzyni bezgranicznego oddania. — Pamiętasz? Jezus Chrystus w pochwale do Niej zwróconej twierdzi: "Kto pełni wolę Bożą, ten mi jest matką!...". Proś tę dobrą Matkę, by twoja dusza nabrała mocy — mocy miłości i wyzwolenia — wzorem Jej szlachetnej odpowiedzi: Ecce ancilla Domini! — Oto ja służebnica Pańska.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 33



czwartek, 23 kwietnia 2009

[23 IV 2009] jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę

wyjeżdżamy w siną dal...
moi mili! Jutro wyjeżdżam do Krakowa, skąd pojadę nad granicę niemiecko-francuską na pewną konferencję! Na spotkaniu z Janem Turnau'em się nie pojawię, więc jeśli ktoś byłby uprzejmy pójść i podjąć polemikę, zdając później relację - będę bardzo szczęśliwy i obiecuję publikację relacji na blogu!
Najbliższego posta będzie można spodziewać się w weekend (napiszę w pociągu, oj będzie jak zwykle o czym!), później zaś pewnie w okolicach początku weekendu (chyba, że wrzucę zdjęcia z Francji!). O modlitwę w intencji podróży y owocnego pobytu uprasza się!

co się stanie?
jaką tematyką się zajmiemy na dniach? Otóż, dość szeroką - będzie i o tęsknocie za profesjonalizmem u przydupasów, będzie o Putnamie co sam w kręgle grać nie chciał, będzie o kapitale społecznym, o autokreacji, a także o życiu na kocię łapkie i przeróżnych zwrotach w lewo.

to ja może przypomnę...
a o tym przypomnę, że wynegocjowałem dla nas rabat w Glorii24, o czym przeczyta Czytelnik tutaj oraz o Frondzie.pl jako dobrym przedmiocie dla wspieractwa.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/23-iv-2008-roda-w-wojciecha-akcja.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/23-iv-2008-roda-w-wojciecha-fotoreporta.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/23-iv-2008-roda-w-wojciecha-post-waciwy.html

myśl na dziś
Jako dzieci pozbędziecie się smutków: dzieci natychmiast zapominają o przykrościach i powracają do swych zabaw. — Toteż po całkowitym oddaniu się, pozbędziecie się wszelkich trosk, albowiem znajdziecie odpoczynek w Ojcu.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 864



wtorek, 14 kwietnia 2009

[14 IV 2009] Święta przeszły, a kto naprawdę zabił ks. Popiełuszkę?

powróćmy...
zrazu powoli, żeby zadyszki nie dostać, do normalnego, blogowego rytmu opisywania świata. „Normalnego”, to pojęcie względne, nie wiadomo względem której średniej mierzyć tę „normalność”, ale powiedzmy sobie, że normalnym rytmem jest tu jakieś 5-6 postów tygodniowo.
Święta przeminęły, kolana się wyklęczały, brzuch zdążył się wydąć, w Niedzielę Zmartwychwstania byłem z Oleńką na ślubie i weselu, z którego wróciliśmy nad ranem w poniedziałek. Towarzyszyła nam spora część Oleńkowej rodziny, co nas ucieszyło, bo była okazja do długich odwiedzin, świątecznych figli-migli i kolektywnych spacerów, zwiedzania okolicy. A jest to przecież tym milsze, im dalej od nas mieszka ten, kogo oprowadzamy. Oleńka będzie u mnie aż do niedzieli!
o modlitwę proszę
równolegle pojawiło się parę ważnych intencji modlitewnych. Jeśli jakieś dobre dusze spośród Czytelników zechciałyby poświęcić „Ave Maria...” w tej intencji – byłoby to wielce pożądane!

ks. Popiełuszko
zamierzam wybrać się z Oleńką na film pt. „Popiełuszko”. Narzeczona wprawdzie zaczęła się obawiać scen przemocy (nawiązując do sytuacji sprzed ponad 2 lat, gdy chciałem żebyśmy obejrzeli razem „Nie zabijaj” Kieślowskiego, kiedy to po scenie rozbijania głowy taksówkarza płytą chodnikową, Oleńka poprosiła o wyłączenie komputera), ale może uda się film obejrzeć w kinie!
Sprawa z ks. Jerzym wciąż jest niewyjaśniona. Obserwuję to wszystko z zaciekawieniem – z jednej strony parę procesów już minęło, Piotrowskiego uważa się za mordercę, kierowca ks. Jerzego ma przypisaną najczęściej rolę bohatera, który wyrwał się z opresji... z drugiej zaś rodzina ks. Popiełuszki jest wciąż zastraszana, kilka osób z Jego otoczenia całkiem niedawno zginęło, Wojciech Sumliński, który od dawna bada sprawę wylądował w lipcu z podciętymi żyłami w kościele na Żoliborzu (parafialnym kościele ks. Popiełuszki), a ostatnio pojawił się we Fronda.tv z frapującym przekazem:


Znalazłem w Tolle et lege jego książkę na ten temat - „Kto naprawdę Go zabił?” to chyba nie jest ta, którą pisał na podstawie unikalnych materiałów, które skonfiskowała latem ABW, ale chyba warto przejrzeć. Ciekawe czy ta afera się kiedyś wyjaśni.

radość to jest, radość
wprawne oko stałego Czytelnika zauważy, że coś chyba drga i uwaga red. Michalkiewicza na lutową refleksję panagruszki na temat tego, że suma wpłat na jego bloga wynosiła wówczas jakieś 60 zł, podczas gdy Michalkiewicz co miesiąc otrzymuje ponad 6 000 zł od swoich czytelników, uwaga brzmiąca w skrócie: „Cierpliwość jest cnotą” okazuje się słuszna. Czytelnicy się bowiem ostatnio rozhulali. Nie wiem czemu to przypisać – brakowi postów w Święta (możliwość odpoczynku dla oczu), czy lepszym humorem zza stołu?

Wałęsa zygzakiem
nie podoba mi się ta pseudoafera z Pawłem Zyzakiem z Krakowa i jego pracą magisterską na temat Wałęsy. Po pierwsze – chłopak robi pracę de facto z pogranicza antropologii i historii, gdzie metodologia tak właśnie wygląda (więc wszelkie dziennikarskie półmózgi, które na temat nauk społecznych nic nie wiedzą proszę o zamknięcie jadaczek w cytowaniu kupionych profesorków). Po drugie – tak naprawdę nie ma po drugie. Jeśli Bronisław Malinowski jechał sobie na Trobriandy i pytał tubylców o wyobrażenia na temat różnych rzeczy, i cenimy tę pracę, bo świetnie odmalował stan ducha i umysłu mieszkańców Trobriandów danego czasu, to i Zyzaka ceńmy, że zbadał mit Lecha Wałęsy wśród mieszkańców wsi, z których się wywodzi. Bo taki jest temat pracy.
A to że Wałęsa nie wszędzie jest uważany za euromędrca... toż to chyba oczywiste. Wystarczy poczytać teksty Michnika z Aborczej z początków lat 90. gdzie epitety „cham” i „bolszewik” stosował wobec Wałęsy wymiennie.

dwa kozły
a panowie Kaczyński i Tusk przypominają mi symbole Poznania. Dwa kozły. Wprawdzie nieco większą sympatią za nonkonformizm z mojej bajki darzę tego pierwszego, ale kozłem jest i tak.

E-biznes
jutro dowiecie się tego i owego o e-biznesie. Skończyłem właśnie lekturę książki Jolanty Gajdy pt. „E-biznes jako sposób na sukces”. Jutro będzie sążnista recenzja. Dlaczego? Uważam, że nie można jej nie mieć. Mówię to z pełną odpowiedzialnością i nie spocznę (podobnie jak w przypadku św. bpa Pelczara), aż przynajmniej kilku Czytelników się nie skusi. Potem mi będą dziękować (tak, jak w przypadku „Rozmyślań o życiu kapłańskim” - kilka dziękczynnych maili już doszło!).

a teraz...



spanko!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/14-iv-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Nieomylnymi znakami prawdziwego Krzyża Chrystusa są: pogoda, głębokie poczucie pokoju, miłość gotowa na każdą ofiarę, wielka skuteczność wypływająca z przebitego Boku Jezu i zawsze – w oczywiste sposób – radość: radość, która wyrasta z pewności, że ten, kto jest naprawdę oddany, stoi przy Krzyżu a zatem, przy Panu naszym.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 772




środa, 1 kwietnia 2009

Dzień z życia studenta architektury o inklinacjach socjologiczno-uniwersyteckich

pozwólcie...
że opublikuję poniżej tekst, o który poprosiła mnie dawna moja macierzysta redakcja, którą nota bene wskrzesiłem, a mianowicie Staszic Kurier...
Dzień z życia studenta architektury o inklinacjach socjologiczno-uniwersyteckich
Środa, słońce świeci, dzień już dłuższy, więc nie budzę się po ciemku. Dziś cały dzień na Politechnice – jeden z niewielu w tygodniu, czwarty rok i praca inżynierska mają swoje prawa – człowiek może sobie przyjść raz w tygodniu na korektę, potem na drugi na wykłady i seminaria... a w inne zająć się spokojnie studiowaniem na uniwerkowym MISHu.
No więc wstawanko o 7:00, czyli lepiej niż pobudka za czasów wojska, gdzie w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia im. Gen. Józefa Bema w Toruniu wstawaliśmy przed 6:00 – jednym słowem, luz blues. Wstawaneczko, potem śniadanie i podjęcie życiowego bagażu na cały dzień (składającego się zazwyczaj z plecaka i torby z laptopem) – z którym mknę szybkim krokiem do środka lokomocji. Środek ten żwawo jedzie ode mnie do Centrum całe 38 minut, mijając po drodze wiele podwarszawskich miejscowości.
Dziś środa, a więc dzień gazetowy, a więc rano w moim kiosku, gdzie wita mnie roześmiana i rumiana młoda pani kioskarka, zakupuję dwa ulubione tygodniki. Żeby nie robić kryptoreklamy, zdradzę tylko, że to żaden mejnstrim w rodzaju Polityki, czy innego Niusłika. Szkoda pieniędzy. A zatem – gazetki pod pachą, pod drugą pachą laptop, na plecach plecak i zasiadamy do środka lokomocji, gdzie 38 minut zagwarantowane jest na spokojną lekturę. Lekturę – najczęściej socjologiczną (do zajęć należy się wszak przygotować!) – czas zacząć!
Rozpędzony środek lokomocji w końcu nieodwołalnie staje i pora wysiadać! Rozmarzony lekturami, z pełnym bagażem życiowym na półce, zbieram się, damy przepuszczam, a sam uwijam się, by zdążyć do tramwaju nr 19, który powiezie mnie na pl. Politechniki. Dziś ta operacja zakończyła się fiaskiem ze względów nieznanych! Tramwaj stanął przed Koszykową i się nie ruszył. To jak tak, to ja sobie na piechotkę pójdę. Com pomyślał, tom i zrobił.
„Dzieńdobrek!” – zaczynają się zwyczajowe figle-migle z panią z szatni. Gadu-gadu, fiku-miku, pożartujemy jak zwykle, kurtka oddana, numerek w kieszeni, tanecznym krokiem na pięterko, na wykład prof. Gzella o urbanistyce współczesnej. Slajdy, slajdy, a na nich wspaniałe zdjęcia i rzuty współczesnych miast plus komentarz wybitnego urbanisty. Człowiek niezwykłej kultury i elegancji – miło popatrzeć i posłuchać! Nie zawsze tak się zdarza.
Półtorej godziny, przerwy nie robimy, więc po wykładzie półgodzinna pauza do kolejnego wykładu – współczesne technologie budowlane z drem Górskim tym razem. Tu i tu współczesność – poprzednio urbanistyka, tym razem papy, emulsje izolacyjne, materiały ścienne, ściany kurtynowe... Także i tu można dostać oczopląsu – slajd za slajdem. Rozwiązania odwiecznych problemów budownictwa niby coraz bardziej wysublimowane, ale zawsze oparte o zwykły, tzw. zdrowy rozum. Ten sam, w oparciu o który udało się zbudować piramidy, czy fascynujące gotyckie katedry. Zajęcia raz z przerwą, raz bez – przerwa między kolejnym wykładem albo krótka, albo długa.
Profesor-legenda, czyli prof. dr hab. inż. Konrad Kucza-Kuczyński, z charakterystycznym czarnym szaliczkiem i w garniturze. Etyka zawodu architekta, bo tak nazywa się ów przedmiot, płynie wolniutko, w rytmie nieco lwowskiej wymowy Profesora. Niektórzy przysypiają, niektórzy piszą teksty do „Staszic Kuriera”...
Później kolejna półgodzinna przerwa i seminarium z projektowania detali architektonicznych – drugi raz z drem Górskim w ciągu dnia. Biedzimy się intelektualnie nad tym, czy blaszka powinna zostać zawinięta tu, czy gdzie indziej, czy wywinąć papę, czy ją raczej przykuć do ściany listwą... Półtorej godziny z przerwą – jest prawie 17:00 i powoli przychodzi tzw. „zgon”. Po zajęciach należy się przewietrzyć po drodze do kościoła Zbawiciela na Mszę. Hop siup, szybkim krokiem na pl. Zbawiciela, gdzie projektuję właśnie kamienicę jako projekt inżynierski, a gdzie za licealnych czasów chodziło się na rekolekcje. Msza długo nie trwa, pół godziny ew. minut czterdzieści.
Dzień omówiony z Panem Bogiem, można lecieć dalej. Tym razem w okolice dawnego liceum, to samo skrzyżowanie Chałubińskiego z Nowowiejską, sklep na rogu, przystanek do centralnego, na którym wystawałem przez całe trzy lata... Wolnym krokiem, często rozmawiając z Narzeczoną przez telefon, podążam sobie na tyły Staszica, do Ośrodka Akademickiego „Przy Filtrowej”. O 18:10 krąg, czyli godzinne spotkanie na rozważanie i pogadankę poświęconą któremuś z tematów życia duchowego. Godzina minęła, czas się zbierać, pożegnać kolegów – z powrotem do środka lokomocji. W Staszicu na korytarzu pali się światło.
Kolejne 38 minut, w większym tłoku o tej porze, wśród zmęczonych dniem pracowników, kolejna sesja lekturowa – albo socjologia, albo gazetki zakupione rano. Potem spacer z peronu do domu, kolacja... i zaczyna się pracowity wieczór! To dopiero początek. Do odpisania sterta maili, do napisania parę tekstów, m.in. na bloga, to i owo miejsce w sieci do odwiedzenia, jeszcze coś doczytać, jeszcze to, jeszcze tamto... rachunek sumienia, obiecany Różaniec (jak na mohera przystało, człowiek należy do Internetowej Róży Różańcowej Forum Frondy) i zabieramy się za intensywne spanie. Godzina późna... niekiedy dwunasta, niekiedy trochę po... a jutro kolejny dzień, już uniwerkowy, a więc inny świat, więcej dziewczyn, smukłe nogi, socjologia.
Życie to nie je bajka, życie to je wojna – cytując inżyniera Kopczewskiego. Bez względu na to gdzie studiujemy, drodzy Staszicowcy. Spytajcie ks. Staszica, którego namalowałem Wam i powiesiłem na korytarzu...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/1-iv-2008-wtorek-czarny-wtorek.html

myśl na dziś
Radość jest dobrem chrześcijańskim, które będziemy posiadać tak długo, jak będziemy walczyć, gdyż jest konsekwencją pokoju. Pokój jest owocem zwycięstwa w wojnie, a życie człowieka na ziemi – czytamy w Piśmie Świętym – jest walką.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 105



niedziela, 8 marca 2009

[8 III 2009] Feministki, Msza Trydencka a Kotarbiński...

dzisiaj...
z okazji Dnia Modlitw za Ofiary Feminazizmu zaprosiliśmy Mamę (oczywiście ja z Tatą – wszak Siostrą zajmuje się już mąż!) do restauracji! Jak wiadomo – w niedziele Wielkiego Postu post nie obowiązuje, wobec czego obiad zwieńczyliśmy deserkiem. Powiem krótko... miło jest od czasu do czasu skonsumować dobra, które się wypracowało! A im rzadziej się je konsumuje, tym milej się to robi! Dlatego oficjalnie zalecam od czasu do czasu wypaść sobie do kawiarni, tudzież restauracji! Zaś restauratorzy, tudzież właściciele kawiarni powinni lobbować we właściwym ministerstwie, by promowało bywanie w tego rodzaju przybytkach, jako sposób na umilenie żywota i regenerację umysłu przed wydajną pracą od poniedziałku. Kampania społeczna przełoży się na wyższe podatki, co poskutkuje tym, że nikogo nie będzie na taki luskus stać. Więc... lepiej nie lobbować!

później...
z Tatą na Mszy w rycie nadzwyczajnym w Brwinowie, pod Warszawą! Poniżej wklejam zdjęcia...






Ubolewam, że odbywa się tylko raz w miesiącu – tak nota bene wygląda w polskiej praktyce wcielanie w życie postanowień motu proprio Summorum pontificum...!

wskrześmy reizm!
ostatnio przypomniałem sobie o Kotarbińskim i jego reizmie! Zagadnieniu poświęciłem swego czasu dużo czasu, napisałem nawet kobylasty esej na ten temat, później wiersz o Kotarbińskim. Postać fascynująca, sztywny ateista, który ponoć na łożu śmierci się nawrócił.
No, ale wracając do reizmu, który skrytykowała nawet jego własna żona – rzeczywiście w wersji radykalnej postulat by posługiwać się jedynie nazwami konkretnymi, bądź nazwami przekładalnymi na nazwy konkretne nie jest do utrzymania, ale jako ideał – konieczny do krzewienia! Ileż mniej byłoby bełkotu w samej tzw. „nauce”, jak i w ogóle tzw. „debacie publicznej”. Co to jest „kryzys” w języku reistycznym? Nie ma czegoś takiego. Skonstatowawszy to, większość ludzi zaczęłaby się dopiero zastanawiać nad tym, czym ten „kryzys” jest i na czym polega, a stąd – do czego może prowadzić oraz co może znaczyć dla konkretnej osoby i co w związku z tym przedsiębrać.
Podobnie z prakseologią – drugim jego koniku. „Traktat o dobrej robocie” przydałoby się odświeżyć w powszechnej świadomości... Szkoda, że mało zostało ludzi, którzy w ten sposób filozofują – choćby nawet byli ateistami, to po pierwsze – pokornymi jak Kotarbiński, po drugie – dałoby się z nimi dyskutować na gruncie wspólnej metodologii, czy epistemologii.
Z sentymentu do prof. Kotarbińskiego – proszę każdego wierzącego Czytelnika o modlitwę za Jego zbawienie.

już od tygodnia...
...mamy Wielki Post! Mam nadzieję, że każdy przejrzał Przewodnik po Wielkim Poście mojego autorstwa i zabrał się do roboty! Maruderom przypominam o wielkiej wadze, którą należy przywiązywać do praktyk pokutnych: postu, modlitwy i jałmużny. Gdzie przez modlitwę rozumiemy nie tylko ustną, czy udział w nabożeństwach wielkopostnych, ale także myślną – gdzie wielką pomocą są polecane przeze mnie po tysiąckroć Rozmyślania o życiu kapłańskim autorstwa św. bpa Pelczara!

nie nabzdyczaj się!
nie należy się nabzdyczać podczas poszczenia – o tym mówi oczywiście Ewangelia. Ja natomiast chciałbym się podzielić pewną obserwacją antropologiczną! Tą mianowicie, że w sytuacji, gdy zasypiamy w miejscu publicznym – na zajęciach, w pociągu, czy tramwaju... zazwyczaj przybieramy groźną, ew. bardzo poważną minę! Myślę, że to strategia na udawanie, że wcale się nie śpi, tylko intensywnie rozmyśla z zamkniętymi oczami. Poobserwujcie ludzi, bądź napięcie własnych mięśni mimicznych podczas zasypiania w takich warunkach!

francuska laicite!
wracając do reizmu. Oczywiście posługiwanie się językiem reistycznycm jest niewygodne ze względu na konieczność tłumaczenia wszystkich pojęć hipostatycznych (a więc nie-konkretów) na konkretne, co wydłuża i komplikuje wypowiedź, ale nie słyszałoby się na zajęciach na socjologii rozemocjonowanego młodego doktora, który co drugie słowo przywołuje „francuską laicite”, albo „liberte”! Ja się domyślam, co ma się na myśli... ale mniej lansu, więcej treści. To chyba dotąd nie zauważany wymiar reizmu – mniej lansu, więcej treści!

pan Seidman rzecze
w ramach przygotowań do kolokwium ze „Współczesnych teorii socjologicznych”, czytałem ostatnio tekst Seidmana o „końcu teorii socjologicznej”. Seidman to obrzydliwy postmodernista, ale tekst da się czytać i przejrzyście polemizować. O jego uczciwości świadczy kilka zaskakujących wniosków, takich jak ten, który z okazji dzisiejszego dnia przytoczę poniżej:

Debaty, w których używa się pojęć w rodzaju „kobieta”, „mężczyzna”, „gej”, „czarny Amerykanin”, i „biały Amerykanin”, należy postrzegać jako przejaw sił społecznych ucieleśniających chęć kształtowania ładu płciowego, rasowego i seksualnego. Starają się one umieścić w naszych ciałach określone pragnienia, potrzeby, oczekiwania i społeczne tożsamości. (...)
Nie ma powodów, by sądzić, że należąca do klasy średniej heteroseksualna członkini Kościoła metodystów z Południa będzie miała takie same doświadczenia czy nawet wspólne interesy związane z płcią kulturową jak mieszkająca na Północy żydowska lesbijka z klasy robotniczej. Jest też naiwnością zakładać, że jakiekolwiek wspólne cechy związane z płcią przesłonią rozbieżne interesy i wartości tych kobiet.


Niby postmodernista, a ujął sedno!
A nasze feminazistki, choć drapują się na nowoczesne ętelektualystki, są niestety – patrząc z ogólnoświatowego poziomu ich macierzystego komsomołu – towarzyszkami mocno wstecznymi. Wałkują brednie, które porzucono lata temu. W ogóle to trzeba przyznać, że polskie życie intelektualne – z nielicznymi wyjątkami – to powtarzanie ogranych przed laty banałów z Zachodu. Banałów, które już przeminęły.
Publiczka oczywiście ma miękko w gaciach, gdy je słyszy i czuje się uprawniona do postrzegania samej siebie jako nowoczesnej. Jak ma taką potrzebę i to jej wystarcza – proszę bardzo.

tłumacza mam! Mam tłumacza!
skoro my jesteśmy nowocześni, to i tłumacza mamy! A i owszem! Gdyby ktoś potrzebował usług translatorskich – małych, bądź większych (np. na użytek wydawnictwa, medium informacyjnego) – ogłaszam wszem i wobec, że mój kolega jest świetnym i doświadczonym tłumaczem z hiszpańskiego i angielskiego, mającym na swoim koncie już kilka książek! Jeśli komuś trzeba – zapraszam do kontaktu przeze mnie. Dla moich Czytelników przewidziany jest rabat...!

przypominam!
o konkursie, który ogłosiłem w ostatnim tygodniu! Informacje znajdują się tu. Bardzo proszę o branie udziału od zaraz.

myśl na dziś
Świętych Obcowanie. — Jakże ci to mam wytłumaczyć? — Wiesz, czym dla ciała jest transfuzja krwi? A więc taką samą transfuzją dla duszy staje się Świętych Obcowanie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 544


[8 III 2009] Dzień Modlitw o Ofiary Feminazizmu

Jedna z użytkowniczek portalu Fronda.pl , o nicku Fiona, wezwała dzisiaj do modlitwy za ofiary feminizmu. Jej apel spotkał się z natychmiastowym odzewem na Forum Frondy oraz w Modlitewniku. Zachęcamy Państwa do przyłączenia się do tej ważnej inicjatywy. Oto treść apelu:

Pomódlmy się wspólnie:
+ za kobiety, które oduczono być dumnymi ze swojej kobiecości
+ za kobiety, którym wdrukowano brak zaufania do mężczyzn
+ za kobiety, które chciałyby żyć zgodnie ze swoim powołaniem do małżeństwa i macierzyństwa, ale realia rynku pracy im na to nie pozwalają
+ za kobiety deprecjonowane i wytykane palcem jako "kury domowe"
+ za kobiety, którym wpojono ideał "realizacji siebie" zamiast obdarowywania sobą innych
+ za kobiety, które nauczono ciągłej walki z mężczyznami o pozycję
+ za kobiety faszerowane antykoncepcją w ramach przejmowania kontroli nad własnym życiem
+ za kobiety uwikłane w imię błędnie pojmowanej wolności w związki pozamałżeńskie, romanse, konkubinaty
+ za kobiety, którym wmówiono atrakcyjność bycia singlem
+ za kobiety, które, nie mając rodziny, umierają w samotności
+ za mężczyzn, którym odebrano męskość
+ za mężczyzn, którym nie dano być głowami rodzin
+ za mężczyzn, którym odebrano szansę bycia rycerzami i dżentelmenami
+ za mężczyzn, z którymi żony konkurują zamiast wspierać
+ za mężczyzn, na których zrzuca się winę za cało zło tego świata
+ za dzieci, którym brakuje w domu kontaktu z matkami
+ za dzieci, które zmusza się do zaspokajania ambicji matek
+ za porzucone dzieci, które były dla matek mniej ważne od kariery
+ za dzieci, którym ze względu na "prawo kobiety do wyboru" nie dano się narodzić
+ za kobiety, którym wmówiono, że "ich macica, ich sprawa"
+ za lekarzy, których zmuszono do współudziału w mordowaniu nienarodzonych
+ za rodziny rozbite, bo "mnie też się coś od życia należy"
+ za rodziny rozbite w imię "prawa do miłości"
+ za homoseksualistów, którym matki nie potrafiły zaprezentować pozytywnego obrazu kobiecości
+ za pracodawców, których sterroryzowano ustawodawstwem wspierającym "równouprawnienie"



niedziela, 22 lutego 2009

[22 II 2009] Przewodnik po Wielkim Poście


Wielki Post za pasem – do roboty!
wstęp
nikomu nie tajno, że od środy najbliższej, zwanej „popielcową” zaczyna się Wielki Post! Jak już pisałem ostatnio, czas to błogosławiony... bo prowadzi w końcu do centralnego święta Roku Liturgicznego – do Wielkiejnocy.
Gwoli ścisłości, gdy pisałem ostatnio o nicości, o tym że ja – moi Czytelnicy pewnie też – nic nie jesteśmy warci, nie miałem na myśli niczego heretyckiego, nie zamierzałem umniejszać w niczym zasług Pana Jezusa wobec nas. Otóż, prawdą jest, że sami z siebie niczym jesteśmy, a jedyne, co w nas warte uwagi – od Pana Boga, jako Stwórcy, a potem Odkupiciela, pochodzi. Jednym słowem – to, że mamy wielką godność, to że wspaniali możemy być... mało w tym naszej zasługi. Pan Jezus za nas umarł z miłości, to wielka rzecz... ale nie zmienia ona tego, że wciąż każdy z nas mało na to zasługuje. Warto więc wykorzystać Wielki Post najpierw po to, by tę rzecz sobie uświadomić. Później zaś po to, by wziąć się za siebie rękami Pana Boga... i ruszyć z kopyta za Nim, by Go naśladować.
Dziś czytałem jeden rozdział św. Bpa Pelczara Rozmyślań o życiu kapłańskim (stale polecam tę książkę i cieszę się, że ostatnio w komentarzu pod postem odezwał się Łukasz, który jest świeżym adeptem bpa Pelczara!) o pokorze... w którym rozważa właśnie tę sprawę, o której pisałem powyżej. Przytoczę ten fragment, także i po to, by na podstawie dwóch obszernych cytatów z Pelczara (ostatnio cytowałem rozdział o wykorzystaniu czasu), każdy mógł zrozumieć, że choć książka w tytule odnosi się do kapłanów... tak naprawdę jest uniwersalna i dobra dla każdego, kto poważnie myśli o świętości!

(...) Ale tym wszystkim jestem z niewysłowionej miłości Bożej; sam zaś z siebie czymże jestem? Oto najpierw nicestwem, bo wszechmoc i miłośc Boża powołała mnie do bytu i utrzymuje mnie ciągle, inaczej wróciłbym do nicości. Jestem po wtóre słabością i nędzą (...) Jestem wreszcie grzesznikiem (...)

domyślam się, że ten Wielki Post nie jest pierwszym, który Czytelnik będzie przeżywał. Dlatego też odwołam się do wspólnego doświadczenia... zgodnie z którym każdorazowo z Wielkim Postem wiążemy wielkie nadzieje na poprawę... a rzecz kończy się tak, jak zawsze, czyli zawodem. Dlatego też postanowiłem przygotować ten krótki przewodnik po Wielkim Poście, dzieląc się m.in. własnymi doświadczeniami (warto także w komentarzach podzielić się własnymi). Dzielę go na trzy części, reprezentowane przez trzy dobre uczynki: post, modlitwę i jałmużnę.


post
wszyscy z grubsza wiemy, co rozumieć przez post... chociaż to pojęcie zbyt mocno związane jest z kuchnią! Lepsze chyba jest „umartwienie”, czyli po prostu działanie mające na celu podporządkowanie naszej woli, woli Bożej. Na przekór sobie... pamiętamy jak św. Paweł pisał o prawie w swoich członkach, które nie zgadza się z prawem Bożym. Po grzechu pierworodnym to niestety normalka... łatwiej nam żreć jak świnie, zamiast umiarkowanie i elegancko pojadać. Łatwiej się zdenerwować i wybuchnąć, niż przyjąć spokojnie upokorzenie. Łatwiej na kogoś nielubianego krzywo patrzeć, niż przemóc się i zaproponować mu wspólne wyjście na piwko. Łatwiej w końcu jeść w ciągu dnia kanapki, obiad, pączka, batonika i parę innych rzeczy, zamiast spokojnie, jak Pan Bóg przykazał, narzucić sobie stałe pory jedzenia i picia, podczas których powściągliwie zjemy naznaczony, skromny posiłek. Nie mówiąc już o tym, że o wiele łatwiej jest rozbierać wzrokiem mijane dziewczyny (oj, a któraż to teraz nie prowokuje wyglądem?!), nić odwrócić oczy i porozmawiać w spokoju z Aniołem Stróżem... Prawda? Umartwienie polega na tym, by zrobić to, co się zdecydowało, co jest słuszne i miłe Panu Bogu, zamiast tego, co odruchowe.
Zobaczmy, co w Drodze. Bruździe i Kuźni pisze św. Josemaria na temat umartwienia:

Jakże wiele cię kosztuje to niewielkie umartwienie! — Walczysz. — Zupełnie jakby ci powiedziano: Dlaczego masz dotrzymywać w życiu wyznaczonego planu, dlaczego masz być zależny od zegarka? — Przyjrzyj się, jak łatwo można oszukać małe dzieci! Nie chcą przyjąć gorzkiego lekarstwa, ale zaraz zostaną zachęceni... No, — mówią im — ta łyżeczka to za tatusia, a ta druga za babcię... i tak dalej, aż zażyją wszystko.

Tak samo i ty: jeszcze kwadrans włosiennicy za dusze w czyśćcu, pięć minut za rodziców, jeszcze pięć za braci w dziele apostolskim... Aż upłynie wyznaczony czas.

Umartwienie dokonane w ten sposób ma wielką wartość!


No... i co? Chyba czas najwyższy się za to wziąć!
Udaj się najpierw na jakieś skupienie, najlepiej w kaplicy, w spokoju... zrób porządny rachunek sumienia, znajdź wszystkie wady, które zdążyły w dotychczasowym życiu w Tobie rozkwitnąć. Później pomyśl o tym, na czym polegają cnoty przeciwne tym wadom. Podejmij konkretne postanowienia mające zaradzić tym wadom. Konkrecik, możliwy do wykonania. Później ułóż sobie plan konsekwentnej realizacji dwóch, trzech postanowień. Na resztę przyjdzie pora. Te trzy bierz na klatę podczas Wielkiego Postu!
Ja Cię w tej pracy nie zastąpię, ale mogę poddać w punktach parę pomysłów.
- wstawaj o z góry naznaczonej porze, nie później i nie wcześniej,
- wyznacz sobie żelazny czas na lekturę duchową każdego dnia. Nie chce Ci się, ani nie możesz się skupić? Tym bardziej tego potrzebujesz. Bierz do lektury na Wielki Post porządną książkę ascetyczną – ja mam dwóch ulubionych autorów, wspomnianych św. Józefa Sebastiana Pelczara i św. Josemarię Escrivę. Pomocą może być też newsletter Bądź święty! Który jakiś czas temu stworzyłem.
- ogranicz zbędne koszty,
- ogranicz zbędne czynności,
- sprawdź, czy musisz jeść tyle, ile jesz...
- a nade wszystko, ofiaruj wszystkie te umartwienia w konkretnej intencji, własnej, lub cudzej. Nic nie przychodzi Ci do głowy? Ofiaruj to wszystko w intencji dusz czyśćcowych!


modlitwa
jak wiadomo, to podstawa wszystkiego. Wyżej wspomniałem już o konieczności wyznaczenia sobie czasu na modlitwę myślną, rozważanie. To konieczne... ale na tym się rzecz nie kończy.
Msza Święta! Nie masz czasu? Wydaje Ci się. Przejrzyj spokojnie rozkład zajęć, spójrz na mapę... a zaraz okaże się, że w pobliskim kościele odprawia się o dogodnej porze Msza... Najświętsza Ofiara... bez niej nie ma w Twojej wierze życia. Ucieka stróżkami...
Różaniec. Co Ty na to? Nie umiesz odmawiać? Naucz się od swojej mamy, albo babci. Nie wiesz jak to się robi poza tym, że odmawia się określone modlitwy w określonym porządku? Wbrew pozorom, za Różańcem stoi bardzo długa tradycja medytacyjna i teologiczna... warto ją poznać, np. z tej książeczki.
Gorzkie Żale – jeśli czytasz gnyszkobloga przynajmniej przez rok, to z pewnością pamiętasz moje zeszłoroczne zachwyty nad tym nabożeństwem... poznałem je jeszcze w podstawówce, ale na nowo odkryłem pod koniec liceum! Wspaniałe, po prostu wspaniałe... nie wyobrażam sobie już Wielkiego Postu bez Gorzkich Żali.
Poza tym oczywiście poranne ofiarowanie dnia, południowy Anioł Pański i wieczorny rachunek sumienia wraz z modlitwą dziękczynną za miniony dzień. Zwróć szczególnie uwagę na rachunek sumienia – powinien uwzględniać nie tylko przebieg całego dnia ogólnie pod kątem moralności... ale i cnoty, którą chcesz wypracować, lub umartwienia, które podejmujesz (co np. może korespondować z rozdziałem z Rozmyślań o życiu kapłańskim, który danego dnia przeczytałeś).
Bądź wnikliwy jak księgowa!


jałmużna
i ostatnia sprawa, czyli jałmużna! Nie chodzi tu tylko o zwyczajową puszkę na potrzebujących w Twojej parafii, choć oczywiście i o ten cel zadbaj. Ale nim to zrobisz... zrób porządny przegląd kosztów! Paradoksalnie, lepiej może Ci w tym pomóc książka o finansach, np. Bogaty Ojciec. Biedny Ojciec Kiyosakiego, która uczuli Cię na kwestie związane z generowaniem kosztów. Musisz nad nimi panować nie tylko dlatego, by móc zostać multimilionerem, ale przede wszystkim po to, by skutecznie pomagać bliźnim! Jeśli Ty będziesz biedny, ani nie będziesz wytwarzał wartościowych usług, czy produktów (w taki sposób, by praca Cię uświęcała, o czym pisałem pewnego razu w Pogadankach Inwestorskich)... to nikomu nie będziesz mógł pomóc materialnie!
Dlatego do kosztów podejdź poważnie... chodzi w końcu o to, by pomóc bliźniemu, Twojemu bratu, w którym obecny jest Pan Jezus. Gamę masz ogromną – od domów samotnej matki, przez organizacje dobroczynne, po rozmaite inicjatywy katolickie, np. w mediach (tak, tak... mówię tu np. o Klubie Frondy)!
Parę pomysłów godnych uwagi podaję w tekście, do którego linkuje banner pod tym wpisem (wspieraj.bloga).
Ale nie chodzi tu tylko o pieniądze! Złóż komuś jałmużnę ze swojego czasu, który mógłby być wolny, albo produktywnie wykorzystany... „strać” trochę czasu, by odwiedzić chorych (poszukaj w swojej okolicy np. ośrodka Opus Dei – ludzie stamtąd organizują regularne wizyty np. w hospicjach), wysłuchać przyjaciela, czy przyjaciółki, których potrącił los... Jeśli się dobrze rozejrzysz to takich ludzi znajdziesz, a przy okazji zyskasz okazję do znalezienia umartwienia! Przecież nie zawsze chce się po raz dziesiąty wysłuchiwać tej samej, smutnej historii... trzeba się do cierpliwości zmusić!

P.S. Jeśli ktoś ma ochotę zagłosowac na mojego bloga w nowym konkursie na Bloga Roku, nie zabraniam: wchodzimy tutaj: http://www.wiadomosci24.pl/blog_glosuj/1717.html i wpisujemy swojego maila!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek-dobranocka.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek.html





piątek, 6 lutego 2009

[6 II 2009] Marsz. Piłsudski do pp. Czaczkowskiej i Turnaua: "Wam kury szczać prowadzać, a nie Papieża pouczać!"

1. lefebryści, lefebryści... czyli wstęp

no, w końcu obiecany tekst o lefebrystach i cyrkowych popisach Ewy Czaczkowskiej z Rzepy i Jana Turnaua z Aborczej! Jestem już u Oleńki, Dolny Śląsk przywitał mnie miłym słoneczkiem... a w podróży odespałem część zaległości z poprzednich tygodni! Nie muszę chyba mówić, że podróżowało mi się wspaniale - jak zwykle zresztą!

2. ustalenia wstępne, czyli fakty i mity
zanim przejdziemy do komentarza obu tekstów, zajmijmy się dwiema sprawami pobocznymi. Czytelników tematem zainteresowanych głębiej, odsyłam do swojej Piguły informacyjnej na temat lefebrystów i innych stron, które tą tematyką się zajmują - np. Nowego ruchu liturgicznego.

2.1. ekskomunika a jej ogłoszenie
zacznijmy od tego, że ekskomunikę zaciągnęli na siebie abp Marcel Lefebvre oraz wyświęceni przez niego czterej biskupi z Bractwa św. Piusa X. "Zaciągnęli", tzn. że istnieje tu taki sam automatyzm, jak przy byciu wspólnikiem w aborcji - jest to ekskomunika laete sententiae. To, że Kongregacja ds. Biskupów wydała później dokument w tej sprawie - jest tylko potwierdzeniem faktu zaciągnięcia ekskomuniki.
Mówię to po to, by zdementowac po pierwsze pogłoski o tym, jakoby ekskomunika została "rzucona" na Bractwo za antysemityzm, oraz inne obłędne tezy, które ogłupiali ludzie zaczęli już międlic na skutek szumu medialnego w tej sprawie. Materią było tu samowolne wyświęcenie biskupów. Ot i tyle.


2.2. co powiedział bp Williamson?
przejdźmy więc do tego, co takiego w wywiadzie sprzed dwóch lat powiedział jeden z owych czterech biskupów. Nie mam pod ręką linku, kto zechce, to sobie znajdzie... ale bp Williamson powiedział po prostu, że przebadał różne dokumenty i uważa na ich podstawie, że w komorach gazowych zginęło znacznie mniej Żydów, niż się powszechnie uważa, jeśli w ogóle jakiś zginął w komorze gazowej.
Jednym słowem - teza bp Williamsona jest tezą na temat sposobu dokonywania holokaustu, a nie tego, czy miał miejsce. Poza tym - nawet gdyby głosił inną tezę, np. negującą holokaust - jest to zdanie empiryczne, podlegające weryfikacji historycznej. W związku z tym, że nie dotyczy to kwestii Bożych... z punktu widzenia jakiegokolwiek związku z jakąkolwiek sankcją kościelną za głoszenie jakichś poglądów... jest to równie karygodne, jak twierdzenie, że piramidy wzniesiono nie z głazów kamiennych, a bloczków gazobetonowych. Czyli... po prostu obojętne!

2.3. ekskomunika a Holokaust
tymczasem podnoszą się głosy (a wśród nich Aniela Merkelowa, Główny Rabinat Izraela, kard. Schoenborn, Die Presse...), jakoby nie tylko bp Williamson był negacjonistą (przespałem moment, gdy takie pojęcie wkroczyło do słownika), ale i powinien zostac ukarany kanonicznie za ten wywiad.
O ile p. Merkelowa robi z siebie błazna, co można Jej wybaczyc, gdyż o katolicyzmie (jak większośc Niemców) nie ma zielonego pojęcia... o ile Die Presse pisze głupoty, jak to niemieckie medium popularne... o ile Główny Rabinat Izraela też bierze się za robienie polityki, podobnie jak Merkelowa... o tyle kard. Schoenborn robi z siebie błazna największego. Jest to sprawa tym bardziej przykra, że jest księciem Kościoła Katolickiego. No, ale hierarcha hierarsze nie równy, temat ucinam, o modlitwę za Kardynała proszę... tymczasem zaś zapraszam do obejrzenia filmu z Jego udziałem. Jak wiadomo... pasterze śpią, a winnica jest pustoszona... niejednokrotnie zresztą pustoszą ją sami.

3. Ewa Czaczkowska
Z całym szacunkiem dla p. Czaczkowskiej, ale błazenadę uprawia od samego początku. Nie wiem, jak to jest. Czy rzeczywiście jest przekonana do tego, co pisze, czy tylko udaje? Jeśli jest przekonana, to smutna sprawa... tym smutniejsza, że ci, którzy są na świeczniku i przemawiają do maluczkich, powinni uważac, by tych ostatnich nie bałamucic (o czym był wpis z nagraniem Dies irae, którego niektórzy zdali się nie zrozumiec - bo jakaż jest różnica między bloggerem, dziennikarzem, na stażu, etacie, czy umowę o dzieło? Z rozpatrywanego punktu widzenia - żadna! Dlatego bez sensu jest zarzucac mi, że pytając, czy dziennikarz też jest Prorokiem, czynię jakieś nieuzasadnione wyrzuty jedynie Czaczkowskiej i Turnauowi, bo to jest refleksja ogólna - dotycząca poniekąd mnie samego).

A zatem, pisze nam p. Czaczkowska, że zaskakujące jest to, że Bractwo nie spełniło żadnego wymagania przed zdjęciem ekskomuniki. Informuję, że nie jest to zaskakujące, jeśli się wie czego ekskomunika dotyczyła. Jeśli zaś dotyczyła nieposłuszeństwa, to z chwilą, gdy Bractwo zwraca się do Papieża z pokorną prośbą o sprawdzenie, czy wciąż podpada pod karę ekskomuniki, zaznaczając, że bardzo cierpi z powodu kanonicznego odłączenia od Stolicy Apostolskiej... to o jakim nieposłuszeństwie my mówimy? Chyba nikt tego nie wie, poza Czaczkowską.


Ale wyjaśnia nam to pani Ewa w jednym z kolejnych akapitów, który stanowi kwintesencję Jej obłędnego tekstu. Otóż, dowiadujemy się, że:
Skutkiem porozumienia Watykanu z Bractwem św. Piusa X mogą być nowe podziały wśród katolików, a nawet odejście z Kościoła wiernych wychowanych na soborze i Janie Pawle II.
aaaaaaa... czyli wszystko jasne. Pani Czaczkowska nie jest katoliczką, tylko posoborową kremowniczką - Ona jest wychowana na "soborze i Janie Pawle II". To ja mam pytanie w takim razie - dlaczego p. Czaczkowska nie jest wychowana na kilkudziesięciu poprzednich Soborach i Papieżach? Dlaczego p. Czaczkowska - i "wierni" o których się upomina - nie jest wychowana na Piśmie Świętym i Tradycji, czyli wielowiekowym Magisterium?
I na tym tak naprawdę możemy skończyc - p. Czaczkowska występuje z jakiejś niezrozumiałej, niekatolickiej perspektywy i zadaje śmieszne pytania. Można się domyślac skąd ta postawa, ale będzie to przedmiotem rozważań przy okazji Jana Turnaua z Aborczej.
Spuentujmy to komentarzem do kolejnego cytatu z Czaczkowskiej:
(...) Dlatego muszą zastanawiać aktualne ustalenia między Watykanem a bractwem, o czym pisał we wczorajszej „Rzeczpospolitej” związany z „Christianitas” Michał Barcikowski, że celem dalszych rozmów będzie uzgodnienie takiej interpretacji tekstów soboru, która byłaby zgodna z poprzednim, czyli przedsoborowym, nauczaniem Kościoła.(...)
Jeden z biskupów lefebrystów Richard Williamson dwa lata temu mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że pełna jedność stanie się możliwa dopiero wtedy, kiedy „Kościół soborowy wróci do prawdziwego ducha religii katolickiej”, który przechowało bractwo. (...)
hmmmm... coś tu nie gra, coś tu jest rzeczywiście nie halo, jeśli p. Czaczkowska, etatowa katoliczka z Rzeczpospolitej ukształtowana jest w jakimś dziwnym duchu posoborowym a nie po prostu duchu katolickim, skoro dziwi się, że interpretacja Vaticanum II musi byc zgodna z poprzednim, czyli przedsoborowym Magisterium. Dziwne? No, to wracamy na katechezę dla drugoklasistów, pani Redaktor - Obrończyni Nowej Posoborowej Ortodoksji.
Nie wiem, czy Czytelnicy czują doniosłośc chwili... oto pewna dama, pewnie zupełnie szczerze, podająca się za speca od Kościoła, na oczach wszystkich strzela plamę porównywalną ze stwierdzeniem Jak to? To Matka Boska nie należy do Trójcy Świętej? Nierozumienie czegoś, to nic zdrożnego... ale jeśli się czegoś nie wie albo nie rozumie... należy to po prostu uzupełnić!

4. Jan Turnau
ten autor, to zawodowy strzelec, którego większośc kul trafia w redakcyjny płot przy Czerskiej. Pamiętam Go z czasów, gdy jeszcze z wypiekami na twarzy czekałem na cotygodniową Arkę Noego w weekendowej Aborczej. Te czasy jednak na szczęście się skończyły. Kolejna sprawa, z której Go pamiętam, to jawnie bluźniercze już komentarze do Dekalogu na łamach agorowskiego Metra. Wyszło tam na jaw m.in., że red. Turnau nie czai z grubsza na czym polega Msza Święta. Nie bez kozery został więc ostatnio nazwany na Forum Frondy wycieruchem Michnika do spraw religijnych.
No, ale przejdźmy już do meritum.
Red. Turnau wciąż nie przyswoił sobie teologii Mszy Świętej, nazywając Najświętszą Ofiarę w pierwszych akapitach swojego tekstu chrześcijańskim obrzędem całkowitej duchowej jedności. Później zaś twierdzi, że bp Williamson to szaleńczy antysemita (no, Księże Biskupie - witam w klubie - ciekawe o co chodzi w tym przypadku...).
Następnie twierdzi, że lefebryści tym się różnią od prawosławnych (z których ekskomunikę zdjął Paweł VI) tym, że uważają się za katolików, odszczepili się od Kościoła Katolickiego, a katolikami nie są - dlatego Papież powinien karać ich z całą surowością (nazywa ich przy okazji paleokatolikami).
Czas więc przypomnieć red. Turnauowi, bo być może też zapomniał, że schizmatycy z Cerkwi Prawosławnej, też uważają się za autentycznych katolików, w odróżnieniu od diabłów z Rzymu. Panie Redaktorze - każde, tzw. wyznanie chrześcijańskie to heretycy, bądź schizmatycy odłączeni od Kościoła Katolickiego. Wśród nich... lefebryści są akurat Rzymowi najbliżsi - nie ma bowiem żadnej różnicy dogmatycznej między Bractwem a Kościołem Rzymskim - w przeciwieństwie do prawosławnych.
Zacytujmy agorowskiego mędrca:
O co właściwie chodzi papieżowi? Czemu zdjął ekskomunikę? Chodzi o jedność? Żeby nie wszystko było w jego Kościele pod jeden sznurek? Gdyby był takim liberałem, otworzyłby się też "na lewo": przywróciłby prawo nauczania na uczelni katolickiej na przykład teologowi wielkiej miary ks. Hansowi Küngowi. Lefebryzm widać brzydzi go mniej.
Najwidoczniej p. Turnau widzi Kościół jakoś inaczej, niż powinien... na wzór partii politycznej, w której istnieje lewica i prawica, na wzór jakiegoś przedsiębiorstwa... Co to jest lewo albo prawo w Kościele? W Kościele jest tylko ortodoksja i heterodoksja. Kto reprezentuje co - to jest ważne.
ocb?
I znów pojawia się pytanie dotyczące Czaczkowskiej - o co tu chodzi? Pora na nie odpowiedziec.
Otóż, podstawową rzeczą wspólną, którą trzeba wydedukowac z obu wypocin, które wkleiłem tutaj http://maciejgnyszka.blogspot.com/2009/02/1-ii-2009-niedziela-ewa-czaczkowska-i.html Otóż, wydaje się że oboje autorzy żyją w jakimś dziwnym świecie milczącej apostazji. Dlaczego? Ich wizja Kościoła dzieli się na nastepujące etapy:
- publiczna działalnośc Pana Jezusa,
- mityczni pierwsi chrześcijanie
- przychodzi św. Paweł i zaraża Kościół swoimi fobiami dot. ciała i antysemityzmem
- prawie dwa tysiąclecia błędów i wypaczeń
- Sobór Watykański II - czyli Kościół Właściwy
- pontyfikat Jana Pawła II - tu kremówkowiczka Czaczkowska szaleje, Turnau w komentowanym tekście lekko też, chociaż przy innych okazjach wylewał na Papieża kubły pomyj za obstawanie przy katolickiej (pewnie paleokatolickiej, pardon!) etyce seksualnej, celibacie i innych sprawach,
- pontyfikat Benedykta XVI - kończy się belle epoque
Jeśli jest prawdą, że zachowują taką optykę (a zdradzają ich nie tylko wnioski, do których dochodzą, ale i niektóre sformułowania - szczególnie naiwne u Czaczkowskiej), to... ja dziękuję za takich katolików. Żyjemy w czasach masowej, milczącej apostazji... i dowodem tego są właśnie casusy Czaczkowskiej i Turnaua.
Za katolików uważają się niekatolicy i za problem Kościoła poczytują to, że Kościół nie jest taki, jak oni twierdzą, że być powinien. Co robić, gdy niekatolicy uważają się za katolików? Red. Turnau radzi: Papież powinien potępiać ich z całą mocą swego autorytetu, czego nie czyni.
Zgoda, Panie Redaktorze! Tylko, że ten bicz, który Pan z lubością kręci... leci na Pańskie plecy. Ewa Czaczkowska prognozuje: Skutkiem porozumienia Watykanu z Bractwem św. Piusa X mogą być nowe podziały wśród katolików, a nawet odejście z Kościoła wiernych wychowanych na soborze i Janie Pawle II.
Tak Pani Redaktor, byc może w końcu odejdą formalnie, bo odeszli o wiele wcześniej... i na tym polega dotychczasowy dramat milczącej, masowej apostazji, o której mówił zresztą Jan Paweł II.

wieczór filmowy

no, to przejdźmy się po Kościele ze snów Turnaua i Czaczkowskiej... na koniec odwiedzimy też tych wstrętnych paleokatolików! Tfu!





no i po tym szaleństwie wrócmy do Mszy:





a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/6-ii-2008-roda-roda-popielcowa.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/6-ii-2008-roda-roda-popielcowa-pocztek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/6-ii-2008-roda-popielcowa-fotoreporta-z.html

myśl na dziś
Czyż nie jest dziwne to, że wielu chrześcijan, którzy są powolni, a nawet uroczyści w życiu towarzyskim (nie śpieszy im się) w swym niezbyt aktywnym życiu zawodowym, przy posiłku i w odpoczynku (również im się nie śpieszy) czuje się ponaglanych i przynagla Kapłana, by skrócił czas poświęcony Najświętszej Ofierze Ołtarza?
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 530

sobota, 24 stycznia 2009

[24 I 2009] O co chodzi z lefebrystami?

w związku z dzisiejszymi wydarzeniami...
...(a właśnie opublikowano odpowiedzi ze strony Bractwa św. Piusa X - publikuję poniżej), w związku z tym, iż wielu pewnie nie za bardzo orientuje się o co tak naprawdę chodzi, kto to jest lefebrysta (często księża w tym temacie są niestety zieloni i operują ogólnikowymi wytrychami) przygotowałem poniżej kompendium książkowe. W zrozumieniu tła, kryzysu o którym mówił zarówno Paweł VI, abp Lefebvre, Jan Paweł II, Benedykt XVI, jak i bp Fellay, szczególnie pomocna powinna być Spustoszona winnica von Hildebrandta, którą kiedyś już polecałem...
Nigdy lefebrystą nie byłem, nawet nie otarłem się blisko o Bractwo, ale dzisiejszy krok bardzo mnie cieszy. Wracają jedni z najlepszych synów Kościoła... najostrzej też potraktowani.
Komunikat prasowy Przełożonego Generalnego Bractwa Św. Piusa X
Ekskomuniki biskupów konsekrowanych przez JE abpa Marcelego Lefebvre’a 30 czerwca 1988 r., zadeklarowane przez Kongregację Biskupów 1 lipca tego samego roku — ekskomuniki, których ważność zawsze kwestionowaliśmy — zostały wycofane dekretem wydanym na polecenie papieża Benedykta XVI i ogłoszonym przez tę samą kongregację 21 stycznia 2009 r.
Wyrażamy naszą synowską wdzięczność Ojcu Świętemu za ten gest, z którego korzyść odniesie nie tylko samo Bractwo Św. Piusa X, ale i cały Kościół. Pragniemy coraz skuteczniej pomagać papieżowi w przezwyciężaniu bezprecedensowego kryzysu wstrząsającego katolickim światem, kryzysu, który Jan Paweł II określił jako stan „milczącej apostazji”.
Wyrażając wdzięczność Ojcu Świętemu oraz tym wszystkim, którzy dopomogli mu w wykonaniu tego odważnego gestu, z zadowoleniem przyjmujemy również fakt, iż dekret z 21 stycznia br. mówi o konieczności „rozmów” ze Stolicą Apostolską — rozmów, które umożliwią Bractwu Św. Piusa X wyjaśnienie fundamentalnych kwestii doktrynalnych, które uważa ono za przyczynę obecnych problemów Kościoła.
Mamy niezłomną nadzieję, że w tej nowej atmosferze będziemy wkrótce świadkami uznania praw katolickiej Tradycji.
Menzingen, 24 stycznia 2009
+ Bernard Fellay
List przełożonego generalnego Bractwa Św. Piusa X bp. Bernarda Fellaya
Drodzy Wierni!
Jak napisałem w załączonym oświadczeniu dla prasy, „ekskomuniki biskupów konsekrowanych przez J.E. abp. Marcelego Lefebvre’a 30 czerwca 1988 r., zadeklarowane przez Kongregację Biskupów 1 lipca tego samego roku – ekskomuniki, których ważność zawsze kwestionowaliśmy – zostały wycofane dekretem wydanym na polecenie papieża Benedykta XVI i ogłoszonym przez tę samą kongregację 21 stycznia 2009 r.”. To właśnie stanowiło treść modlitewnej intencji, którą Wam poleciłem w zeszłoroczne święto Chrystusa Króla w Lourdes. Wasza odpowiedź przekroczyła nasze oczekiwania, ponieważ odmówiono milion siedemset trzy tysiące różańców, aby za wstawiennictwem Matki Bożej wyprosić kres hańby, która dotykała nie tylko osobiście biskupów Bractwa, lecz także kładła się cieniem na wszystkich w jakimś stopniu przywiązanych do Tradycji. Nie zapomnijmy podziękować Najświętszej Dziewicy, która natchnęła Ojca Świętego, aby mógł dokonać tego płynącego z jego własnej inicjatywy, pełnego dobrej woli i odważnego aktu. Zapewnijmy papieża o naszej gorliwej modlitwie w jego intencji.
Dzięki temu gestowi katolicy przywiązani do Tradycji na całym świecie nie będą już dłużej niesprawiedliwie piętnowani i potępiani za to, że pragną zachować wiarę swych ojców. Katolicka Tradycja nie jest już ekskomunikowana. Chociaż nigdy nie była ekskomunikowana sama w sobie, często bywała w ten sposób bez miłosierdzia traktowana. Podobnie Msza trydencka nigdy sama w sobie nie była zniesiona, jak to szczęśliwie przypomniał Ojciec Święty w motu proprio Summorum Pontificum z 7 lipca 2007 r.
Dekret z 21 stycznia br. cytuje mój list datowany na dzień 15 grudnia 2008 r. do kard. Castrillóna Hoyosa, w którym wyraziłem nasze przylgnięcie „do Kościoła Chrystusowego, którym jest Kościół katolicki”, potwierdzając w ten sposób naszą akceptację dwóch tysięcy lat nauczania Kościoła oraz naszą wiarę w prymat św. Piotra. Przypomniałem kardynałowi, że obecna sytuacja Kościoła, gdy to nauczanie i ów prymat są lekceważone, sprawia nam wiele bólu. Dodałem również: „Jesteśmy gotowi podpisać Credo naszą własną krwią, podpisać Przysięgę antymodernistyczną, wyznanie wiary Piusa IV, akceptujemy też i uznajemy wszystkie sobory aż do II Soboru Watykańskiego, względem którego wyrażamy pewne zastrzeżenia”. W tym wszystkim jesteśmy przekonani, że pozostajemy wierni drodze wskazanej przez naszego Założyciela, arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a; mamy nadzieję, że wkrótce ujrzymy przywrócenie mu jego dobrego imienia.
W konsekwencji pragniemy rozpocząć owe „rozmowy” – które dekret uznaje za „niezbędne” – dotyczące głoszonych dziś nauk sprzecznych z Magisterium wszystkich wieków. Nie możemy nie dostrzegać bezprecedensowego kryzysu, wstrząsającego dziś Kościołem: kryzysu powołań, kryzysu praktyk religijnych, katechizacji, przyjmowania sakramentów... Przed wielu już laty Paweł VI mówił nawet o „dymie szatana, który wdarł się przez jakąś szczelinę do świątyni Boga”, a także o „samozniszczeniu Kościoła”. Jan Paweł II nie zawahał się stwierdzić, że katolicyzm w Europie znajduje się w stanie jak gdyby „milczącej apostazji”. Krótko przed wyborem na Stolicę Piotrową obecny papież porównał Kościół do „tonącego okrętu; łodzi, która ze wszystkich stron nabiera wody”. Tak więc dzięki dyskusjom z władzami rzymskimi pragniemy zbadać najgłębsze przyczyny obecnej sytuacji, podjąć właściwe remedia i osiągnąć trwałą naprawę Kościoła.
Drodzy Wierni, Kościół jest w rękach swej Matki, Najświętszej Dziewicy Maryi. W Niej pokładamy naszą ufność. Prosiliśmy Ją o uwolnienie Mszy Wszechczasów wszędzie i dla wszystkich. Prosiliśmy Ją o wycofanie dekretu ekskomuniki. Teraz prosimy Ją w naszej modlitwie o konieczne klaryfikacje doktrynalne, tak bardzo potrzebne zagubionym duszom.





Spustoszona winnica

prorocze rozważania pisane tuż po Vaticanum II przez jednego z jego ekspertów, Dietricha von Hildebrandta.

Breviarium fidei

najnowszy zbiór doktrynalnych wypowiedzi Magisterium Kościoła.


O Papieżu

wciąż aktualny apel filozofa sprzed paru wieków... o to, by dla dobra Europy i cywilizacji europejskiej anglikanie i prawosławni wrócili do pełnej jedności z Papieżem.




ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO