Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fronda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fronda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2009

Śmiali się, gdy zaczynaliśmy... teraz zapraszamy Cię na pokład!

Gdy 15 lat temu powstawała Fronda, nikt się nie spodziewał, że będzie to kiedyś jedno z najważniejszych środowisk intelektualnych w Polsce. Nie mówiąc już o tym, że w ogóle przetrwa.

Istniejemy do dzisiaj!

Przez 15 lat udało nam się osiągnąć znacznie więcej, niż prognozowali najwięksi optymiści.

Powstało już ponad 50 numerów kwartalnika Fronda. Nasze środowisko nakręciło ponad 200 filmów dokumentalnych, wydaliśmy blisko 200 książek. Nasze internetowe forum dyskusyjne, Forum Frondy, stało się najważniejszym i najbardziej oryginalnym miejscem konserwatywnej dyskusji w Polsce – to tutaj toczą się bezkompromisowe dyskusje dotyczące rzeczywistości Polski, Świata i Kościoła.

Grzegorz Górny, Paweł Lisicki, Robert Mazurek czy Tomasz Terlikowski – to tylko niektóre z osób, które były związane z naszym środowiskiem.

W listopadzie 2008 roku ruszył nasz nowy projekt internetowy – portal informacyjno-społecznościowy Fronda.pl. W ciągu zaledwie kilku miesięcy zostaliśmy liderem „konserwatywnego internetu” w Polsce i jednym z dwóch największych portali prokościelnych w kraju.

Internauci naprawdę nam zaufali! Jesteśmy nie tylko często odwiedzanym – miesięcznie mamy kilkaset tysięcy wejść i kilka milionów odsłon naszych stron – ale także najczęściej cytowanym konserwatywnym portalem w Polsce.

Choć nasz zespół jest jeszcze młody i nieliczny, regularnie wyprzedzamy mainstreamowe media w docieraniu do informacji. To dzięki naszej aktywności zajmują się tematami, których nie mają ochoty poruszać. Przeprowadzamy akcje społeczne, aktywizujemy ludzi w całym kraju w ramach Terenowych Klubów Frondy, kształcimy elity na Seminariach Fronda.plprzetaczamy elitom krew, odwojowujemy je dla prawdziwych wartości i dla Pana Boga.

Możemy to wszystko robić, bo zaufało nam już kilkaset osób, które zapewniają nam byt i niezależność – to nasi Klubowicze. Ludzie, który uwierzyli, że może być inaczej. Lepiej.

Klubowicze Frondy wspierają nas regularnie co miesiąc – wpłaty wahają się od 5 zł do 1000 zł! Nasi Klubowicze mieszkają w całej Polsce, ale także w Australii, USA i Kanadzie. To dzięki nim możemy istnieć!

Dzisiaj zwracamy się do Ciebie. Jeśli chcesz współtworzyć nasze dzieło wbrew mainstreamowi, dołącz do nas! Dołącz do ludzi, którzy postanowili wziąć przyszłość swojego kraju i swoich dzieci we własne ręce.

Nie zawiedliśmy przez ostatnie 15 lat – nie zawiedziemy także teraz. Zamknij, oczy… wyobraź sobie przyszłą potęgę tego dzieła!

Jak zostać Klubowiczem Frondy? Wypełnij formularz na: www.fronda.pl/klub_frondapl

Stowarzyszenie Kulturalne "Fronda"

ul. Marszałkowska 55/73 lok. 168

00-676 Warszawa

nr konta: 04 1160 2202 0000 0001 0649 5480

dla wpłat zza granicy:

IBAN : PL04 1160 2202 0000 0001 0649 5480

SWIFT: BIGBPLPWXXX

oraz system PayPal na stronie Klubu!

Jeśli potrzebujesz więcej informacji lub chcesz się z nami skontaktować, napisz do nas koniecznie na adres klub@fronda.pl

Do zobaczenia w Klubie Frondy!





czwartek, 30 kwietnia 2009

[24, 25 i 30 IV 2009] o Aborczej, profesjonalizmie i wszystkim innym megapost

jestem!

wróciłem wczoraj z Francji, pisanego po drodze posta nie udało mi się opublikowac z braku internetu poza komórką! Robię to zatem teraz. Będzie co czytac...


gadka-szmatka
zdefiniujmy dobrze sytuację! Znajdujemy się w pociągu relacji Warszawa-Kraków, a szczegółowiej rzecz ujmując, w IC Małopolska. Po co? Ano, jedziem sobie na nocleg do grodu Kraka, by stamtąd wyjechać na teren najstarszej córy Kościoła, która wzięła się przed kilkoma wiekami za prostytucję. Jadę do Francji. Na konferencję. W pociągu dostałem za darmo Ziewnik, w którym wyczytałem rozmowę z pewnym Michelem, który w wieku 17 lat stał się męskim dziwkiem i nie uważa tego za prostytucję. Temat godny Ziewnika, Ziewnik godzień półki bagażowej, więc tam wylądował. Bęc!
Ale, ale, ale... i jeszcze raz ale! - że zacytuję prezydenta całej Kolskiej... znaczy Polski! Na czym polega problem? Problem polega na tym, że nie o tym chcę pisać – chcę napisać bowiem o tym, iż rano słyszałem śmieszną rozmowę – tytułową „gadkę-szmatkę” dwóch podstarzałych kolegów, ze studiów, bądź z wojska, albo zapoznanych jeszcze inaczej. Jechali sobie rano do Warszawy, gaworzyli ze względu na długi okres niewidzenia... gaworzyli... aż jeden wyjął z bagażu organ Łuczywo i Michnika, zwany wśród ludu „Aborczą”. Wyjął, przegląda śliniąc paluszki i pyta tego drugiego:
- Może masz ochotę na kawałek gazety?
Na co ten drugi z wyraźnym niesmakiem odpowiedział:
- Eeee... dzięki.
- A, no tak, bo ty ten no...
- Tak, nie czytam tego gówna. Wiesz, jak to ten z kabaretu powiedział: „Nie oglądam telewizji, nie przeglądam internetu, nie słucham radia i gazet nie czytam – szczególnie tej jednej!”, hahahaha, tak samo ja.
- No, wiesz –
zarumienił się ten pierwszy – różnie to tam jest. Ja na przykład czytałem kiedyś „Rzeczpospolitą”, ale to jeszcze za poprzedniej redakcji, teraz to w ogóle się tego nie da czytać. A ty co czytasz?
- Właśnie „Rzeczpospolitą”...
- Aha...
Zapanowała niezręczna cisza... ja uśmiechnąłem się porozumiewawczo do pana po mojej lewej – oponenta „Aborczej”, on odpowiedział ukradkowym uśmiechem, ten drugi zatopił nos w lekturze Gazu, a pierwszy wyjął z teczki na laptopa swoje dokumenty. Atmosfera stała się mało znośna...
Narrację w tym punkcie kończę, bo gdyby chcieć to ciągnąć, to zebrałby się materiał na cały dramat! Pangnyszka jednak z satysfakcją pomyślał, że duch w narodzie nie ginie!

rozmowa z Tomkiem i Apostołowie
a propos tego ducha... rozmawiałem ostatnio przy chińskim kebabie na pl. Konstytucji (polecam restaurację Trung Nguyen przy Zaułku Braci Pakulskich!) o tym i o owym, a przede wszystkim o Frondzie... i pyta mnie Tomek:
- Maciek, czy wierzysz, że rzeczywiście uda się coś zmienić? Że wartości katolickie, nie będą tylko ośmieszane?
Na co odpowiedziałem znad kebaba:
- Wiesz... skoro dwa tysiące lat temu z kółka rybackiego, z dwunastu ćwoków i ćwierćinteligentów udało się dzięki Łasce stworzyć Święty Kościół Katolicki, który odmienił oblicze świata... to ja myślę, że wyzwania, które stoją przed nami, to kaszka z mleczkiem!
co Putnam przy kręglach odkrył
no, ale do tego trzeba po naszej stronie kapitału społecznego! Ja wiem, że to takie pojęcie -wytrych, międlą je naokoło wszyscy, ale spróbujmy się w nie wgryźć i coś stąd wyciągnąć! Polecam w tym kontekście Bowling alone Putnama, która jak się ostatnio dowiedziałem wyszła w Polsce w ilości jedynie 1500 egzemplarzy! Aż dziw bierze, że można kupić w Liderii.pl ot tak po prostu!
O co więc chodzi? Ano o to, że brakuje nam w Polsce wciąż silnych struktur niepaństwowych – myślę tu o szerokim ruchu klubów sportowych, lokalnych zrzeszeń politycznych, dyskusyjnych, religijnych, etc. Oczywiście, to dziedzictwo prawie 50-letniej próżni socjologicznej, w której poza rodziną i Kościołem nie było nic niepaństwowego. Dlaczego jest to ważne? Dlatego, że ludzie współdziałając ze sobą nabierają do siebie nawzajem sympatii, zaufania... odkrywają w toku interakcji nowe drogi działania i pomysły na kolejne przedsięwzięcia...żyje się nie tylko ciekawiej i milej – ale o wiele łatwiej egzekwować pożądane rzeczy i kontrolować rządzących!
Polecam lekturę Bowling alone wszystkim, także niesocjologom – okaże się bowiem, że podporą społeczeństwa obywatelskiego w Polsce nie są żadne tam wypierdki w rodzaju lewicowych fundacyjek służących do prania brudnej kasy, tylko na przykład Rodziny Radia Maryja, czy takie byty jak Forum Frondy, gdzie aktywność internetowa przechodzi gładko do realu, na poziom spotkań lokalnych, wspólnych przedsięwzięć kulturalnych i biznesowych. W świecie ociekającym kapitałem społecznym tzw. koszty transakcyjne są niskie, dzięki czemu łatwiej zawierać nowe kontrakty, są one łatwiej realizowane dzięki zaufaniu! Korzystają na tym wszyscy!
Bierzmy się za robotę, lewaki i byli pedecy niech sobie biadolą, że Radio Maryja i świrokatole z Frondy sieją nienawiść i nic nie potrafią zorganizować! W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie!

tęsknota za profesjonalizmem
sposoby torpedowania działalności (bo jest jednak faktem, że coś nie działa jak powinno po prawej stronie mocy – co bynajmniej nie oznacza, że po lewej jest lepiej) po naszej stronie są przeróżne. Jednym z tysięcy jest tęsknota za profesjonalizmem połączona z perfekcjonizmem. Połączenie ciekawe, prawda? Polega na tym, co opiszę poniżej.
Działalność społeczna (do której zaliczyć musimy także działalność gospodarczą) polega najczęściej na sprzedawaniu ludziom własnej historii. Tak robią fundacje, które pozyskują kapitał na swoje cele statutowe, opowiadając historię koników męczonych przed odjazdem do rzeźni, czy cierpieniach homoseksualistów, nazywanych w miejscach pracy „pedałami”. By robić to skutecznie, należy posiadać wiedzę i umiejętności z zakresu szeroko pojętej psychologii społecznej i socjologii (do czego włącza się np. marketing, jako zastosowanie szczegółowe), przy czym nie jest konieczne czerpanie ich z książek, takich jak słynny podręcznik Cialdiniego, czy kursów. Może być tak, że człowiek rodzi się, bądź w toku socjalizacji rozwija w sobie umiejętności w tym zakresie, które później na własny użytek racjonalizuje, konceptualizuje i operacjonalizuje, rozwijając swoją wiedzę eksperymentalnie.
Ale, ale, ale... cytując po raz wtóry Kwaśniewskiego – czy coś innego robi Puma sprzedając swoje adidaski, albo krainaherbaty.pl sprzedając yerba mate? Żadną miarą! Puma sprzedaje nam historię opisującą nadzwyczajność swoich adidasków, które nosi pewien murzyn z Primera Division i dzięki temu strzela więcej goli, natomiast krainaherbaty.pl roztacza przed nami uroki aromatycznej i w ogóle niezwykle zmysłowej herbaty yerba mate cytrynowej.
Jednym słowem – wszelkie działanie, poza działalnością producenta sensu stricto, który martwi się jedynie tym, by klej dobrze przywierał do podeszwy, albo by zawartość łopaty wpadła cała do betoniarki – wszelkie działanie bez względu na to, czy dotyczy firmy, czy NGO, partii politycznej, czy nawet religijnej polega na wywieraniu pożądanego wpływu na naszych odbiorców. Na przekonywaniu.
Można to robić przede wszystkim skutecznie, albo nie. To nie takie proste ocenić skuteczność działania. Dlaczego? Otóż, warto wprowadzić tu czynnik czasu – często skuteczność sprzedawcy (a rozumiemy go tutaj szeroko, wedle powyższych rozważań) należy różnie ocenić w różnych horyzontach czasowych. Może świetnie sprzedawać krótkoterminowo, ale nie generować powrotu klienta, czy przyciągania innych klientów z rekomendacji. Inny zaś będzie sprzedawał mniej w krótkim terminie, ale za to ci klienci, których ściągnie w obręb naszego oddziaływania nie tylko będą wracać, ale także przyciągać rekomendacją rodzinę i znajomych. Jak więc zdefiniować skutecznego sprzedawcę? Skuteczny jest ten, kto jest równocześnie skuteczny krótko- i długoterminowo!

co ma do tego profesjonalizm?
No właśnie, dobre pytanie. Zdefiniujmy najpierw profesjonalizm – jest to chyba sposób postępowania z zagadnieniem zgodny z pewnymi standardami postępowania wynikającymi z doświadczeń ludzi związanych z branżą – najczęściej tych najskuteczniejszych, bądź takich, którzy na najskuteczniejszych się kreują. Profesjonalizm zatem jest pewnym nawykiem działania w określony sposób, wyrosły z praktyki. Tego się człowiek uczy. Zapytajmy zatem, czy działanie może być skuteczne, nie będąc profesjonalne? Najlepszą rzeczą jest to, że tak! Właśnie to mi się podoba w jednym z wywiadów z „E-biznesu jako sposobu na sukces” - kiedy to niejaka Patrycja Kierzkowska z ESCAPE Magazine'u mówi, że wiedza książkowa na temat marketingu internetowego wiedzą książkową, ale tak naprawdę nie ma pewności, czy dana metoda działa zawsze, tj. w każdym czasie, otoczeniu społecznym i okoliczności!
Profesjonalizm musielibyśmy raczej przedefiniować ze szczegółowego sposobu postępowania raczej na ogólną dyrektywę, czy paradygmat rozumienia rzeczywistości, którą się zajmujemy (bez względu na to, czy zajmujemy się propagandą, sprzedażą, czy działalnością kaznodziejską) – który umożliwia jej skuteczną analizę, oraz pewną wiedzę o stosowanych dotąd typowych metodach (jako przykładach wykorzystania odkrytych mechanizmów).
Profesjonalista w tym rozumieniu nie jest niewolnikiem teorii, której nauczył się od byle kogo na byle jakim kursie, czy z byle jakiej książki, co raczej artystą, który twórczo analizuje rzeczywistość, wymyśla strategię, metody działania oraz je implementuje. Tym się różni profesjonalista od niewolnika metody i płaskiego umysłu doktrynera, że potrafi profesjonalnie stosowaćmetody uznane dotąd za nieprofesjonalne, albo nieskuteczne. Proszę zauważyć, że to, co innowacyjne zawsze uważane jest na początku za obciach, brak profesjonalizmu, kunsztu, etc. Gdy wojsko bodajże pruskie zrezygnowało z czerwonych lampasów w umundurowaniu, śmiano się z nich na całym świecie, że co to za wojsko, wyglądają jak cioty, co to za mundury... problem jednak polegał na tym, że dzięki temu żołnierze pruscy przestali być widoczni dla strzelców... armia pruska dzięki zmianie umundurowania stała się dużo skuteczniejsza. Doprowadziło to później do wymyślenia maskowania i umunudurowania „w plamy”. Na początku obciach, później genialna metoda, którą rozwijają wszyscy. Jaki stąd wniosek? Umysł innowacyjny nie boi się obciachu i krytyki tzw. „profesjonalistów”, bezmózgich naśladowców własnych guru i pryncypałów, jest trochę jak McGyver – potrafi zrobić coś z niemal niczego.
Warto w końcu zapytać – bo długość posta staje się powolo rekordowa, a ja już nie siedzę w autokarze, tylko w pociągu i mamy już sobotę, 25 IV 2009 – warto więc zapytać, co to ma wspólnego z tęsknotą za profesjonalizmem.
Otóż, szeroko pojęte środowiska prawicowe i katolickie – nie wymieniam ani nazw, ani nazwisk, bo moja refleksja jest raczej ogólna, wynika z kilku własnych doświadczeń, relacji i wielu obserwacji – odczuwają tęsknotę za profesjonalizmem. Wynika to chyba z lat przebywania na marginesie, klepania biedy i tego, że w wyniku napoleońszczyzny (każdy chce być Napoleonem) każda kanapa ma własny organ prasowy oraz zaplecze innego rodzaju. Poskutkowało to tym, iż trzeba zgodzić się i przyzwyczaić do dziadostwa i pewnej przaśności, co weszło już w krew i jest chyba częścią socjologicznie pojętej „tożsamości”.
Czas jednak mija, ten i ów poszedł do rynkowej instytucji, albo przejechał się za granicę, albo obrósł piórka na jakiejś rządowej posadzie... wraca na stare śmieci jako mesjasz nieomal, przyzwyczajony do „profesjonalizmu” właśnie! Problem jednak polega na tym, że zazwyczaj są to umysły pierwszego rodzaju – dla nich profesjonalizm, to kurczowe trzymanie się kalki działania, którą narzucili im często byle jacy specjaliści, co do których mają tak naprawdę kompleks. Mamy więc z jednej strony ciągłe bajanie o „profesjonalizmie”, co nie byłoby złe – jakieś know-how trzeba bowiem implementować, problem jednak polega na tym, że jest to połączone z obłędnym perfekcjonizmem nuworysza, który psim swędem dostał się na salony „profesjonalistów”. Na czym to zjawisko z kolei polega? Na tym na przykład, że w sytuacji, w której sytuacja się komplikuje, utarty sposób działania zawodzi, bądź jest zawalony i sytuację trzeba kontynuować jakąś metodą wymyśloną ad hoc, raczej w oparciu o „profesjonalną intuicję” (czyli „profesjonalizm wg drugiej definicji), niż o wyuczone metody... wówczas nasz model traci głowę, nie wie co robić i w najgorętszej sytuacji zaczyna szukać winnych, oskarżając wszystkich o brak mitycznego „profesjonalizmu”, który on ponoć utożsamia. Jeśli wykutego schematu nie da się realizować – wówczas nasz model traci poczucie własnej wartości, musi się bronić. Najlepszą obroną zaś jest atak.
Dlatego właśnie działalność w organizacjach kończy się najczęściej frustracją i brakiem pieniędzy do życia. W świecie inflacji pseudospecjalistów, brakuje prawdziwego, twórczego profesjonalizmu. Nie trzeba mieć certyfikatów, kursów i studiów, nie tylko żeby być skutecznym, ale również profesjonalistą. Potem inni będą naśladować Twoje metody... jako zestrachane pieski najpierw muszą się naszczekać, bo na kursie nie mówili im o tych możliwościach, które odkrywasz i testujesz właśnie Ty. Odwagi.

koci-łapci
no, dobra, zrobiliśmy już prawie pełną psychoanalizę sytuacji, zajmijmy się „Aborczą”. Wałkują ostatnio redaktory z Czerskiej temat życia na kocią łapę, konkubinatu znaczy się. Biadolą, że konkubenci nie mogą rozliczać się wspólnie, jak małżeństwa. Cóż, każdy walczy we własnej sprawie – buhaje i ich klacze z Czerskiej walczą o swoje, wszak większość tego towarzystwa żyje w taki właśnie sposób. Ciekawe co na to jeden z najwybitniejszych autorów „Służbowej”... Arcybiskup Lubelski. Co on na ten temat uważa?
Powtarzam kolejny raz – sytuacja, w której arcybiskup Świętego Kościoła Rzymskiego pisuje regularnie dla antykatolickiej gazety jest dla mnie kuriozalna!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/24-iv-2008-witych-mczennikw-jerzego-i.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/25-iv-2008-pitek-wito-w-marka.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/30-iv-2008-roda-wspomnienie-w-piusa-v.html

myśl na dziś
Jezu, Panie mój, spraw, bym odczuwał Twoją łaskę i był jej uległy do tego stopnia, żeby moje serce wyzwoliło się całkowicie..., i napełniło Tobą, Przyjacielu mój, Bracie mój, mój Królu, mój Boże, Miłości moja!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 913





niedziela, 8 marca 2009

[8 III 2009] Dzień Modlitw o Ofiary Feminazizmu

Jedna z użytkowniczek portalu Fronda.pl , o nicku Fiona, wezwała dzisiaj do modlitwy za ofiary feminizmu. Jej apel spotkał się z natychmiastowym odzewem na Forum Frondy oraz w Modlitewniku. Zachęcamy Państwa do przyłączenia się do tej ważnej inicjatywy. Oto treść apelu:

Pomódlmy się wspólnie:
+ za kobiety, które oduczono być dumnymi ze swojej kobiecości
+ za kobiety, którym wdrukowano brak zaufania do mężczyzn
+ za kobiety, które chciałyby żyć zgodnie ze swoim powołaniem do małżeństwa i macierzyństwa, ale realia rynku pracy im na to nie pozwalają
+ za kobiety deprecjonowane i wytykane palcem jako "kury domowe"
+ za kobiety, którym wpojono ideał "realizacji siebie" zamiast obdarowywania sobą innych
+ za kobiety, które nauczono ciągłej walki z mężczyznami o pozycję
+ za kobiety faszerowane antykoncepcją w ramach przejmowania kontroli nad własnym życiem
+ za kobiety uwikłane w imię błędnie pojmowanej wolności w związki pozamałżeńskie, romanse, konkubinaty
+ za kobiety, którym wmówiono atrakcyjność bycia singlem
+ za kobiety, które, nie mając rodziny, umierają w samotności
+ za mężczyzn, którym odebrano męskość
+ za mężczyzn, którym nie dano być głowami rodzin
+ za mężczyzn, którym odebrano szansę bycia rycerzami i dżentelmenami
+ za mężczyzn, z którymi żony konkurują zamiast wspierać
+ za mężczyzn, na których zrzuca się winę za cało zło tego świata
+ za dzieci, którym brakuje w domu kontaktu z matkami
+ za dzieci, które zmusza się do zaspokajania ambicji matek
+ za porzucone dzieci, które były dla matek mniej ważne od kariery
+ za dzieci, którym ze względu na "prawo kobiety do wyboru" nie dano się narodzić
+ za kobiety, którym wmówiono, że "ich macica, ich sprawa"
+ za lekarzy, których zmuszono do współudziału w mordowaniu nienarodzonych
+ za rodziny rozbite, bo "mnie też się coś od życia należy"
+ za rodziny rozbite w imię "prawa do miłości"
+ za homoseksualistów, którym matki nie potrafiły zaprezentować pozytywnego obrazu kobiecości
+ za pracodawców, których sterroryzowano ustawodawstwem wspierającym "równouprawnienie"



wtorek, 24 lutego 2009

[24/25 II 2009] pośmiejmy się na dobranockę!

nawał pracy, który skończy się pojutrze, przytłoczył panagrzyzgie! W związku z tym proponuję na dobranoc wykonac dwie rzeczy.
horyzont
Najpierw poszerzyc horyzont intelektualny przyglądając się dyskusji, którą zainicjowałem na Forum Frondy na temat ostatniego wpisu na blogu. Dyskusja jest tutaj i warta jest uwagi w całości, ale clue zagadnienia dyskutowane jest przede wszystkim pod koniec wraz z wpisamy velmy i Malkontenta.
Niestety, początek - jak to zwykle w podobnych tematach, szczególnie, gdy sformułowane w podobny sposób - początek mija na tłumaczeniu tego, iż tego-a-tego nie chciało się powiedziec...
śmichy-chichy
teraz z kolei pośmiejmy się z graficzki, którą na w/w wątku umieścił niejaki Maxciek (znacie tego Pana?). Prosta, a śmieszna!

no i...
zasypiajmy razem z Misiem Uszatkiem i Misiem Panemgrzyzgą!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/24-ii-2008-iii-niedziela-wielkiego.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/blog-post.html

myśl na dziś
Nie jest prawdą, że istnieje sprzeczność między tym, żeby być dobrym katolikiem i służyć wiernie społeczności obywatelskiej. Gdyż Kościół i Państwo w świetle powierzanej im misji przez Boga nie mają powodu do konfliktu w praworządnym sprawowaniu swej władzy. Kłamią — tak jest, kłamią! — ci, którzy twierdzą coś przeciwnego. To właśnie oni w imię fałszywej wolności chcieliby "łaskawie", abyśmy jako katolicy powrócili do katakumb.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 301



poniedziałek, 15 grudnia 2008

[15 XII 2008] poniedziałek... to ile tych aborcji? 10000?



Missa Tridentina

wczoraj miałem okazję być (po dłuższej przerwie) na Mszy Trydenckiej! Co więcej - w mojej bliskiej okolicy! Radość wielka, chyba nie muszę jej opisywać. Kolejna dopiero za miesiąc, chyba że uda się znaleźć celebransa na św. Szczepana. Była okazja do figli-migli z FForumowiczami, znalazło się parę celebritiesów.
Sama Msza jednak - skarb nad skarby, ach... z tego rozmarzenia, to nawet film wkleję, a co! O Mszy Wszechczasów, rzecz jasna!


ile tych aborcji...?
angielski The Sun (odpowiednik rodzimej gadzinówki z Czerskiej) donosi opierając się na wypowiedzi pewnej damy z Polskiej Federacji na rzecz Kobiet i Glanowania Rodziny, która z kolei opiera się na danych z National Health Service, które rzekomo dowodzą, iż na Wyspach Polki dokonują co roku 10000 mordów prenatalnych. Źródło mówi samo za siebie (przypominam - Federa podaje, że w Polsce podziemie aborcyjne ma rozmiar 120 000 aborcji rocznie, co wyssała z palca w prosty sposób - ekstrapolując szacunki dla Warszawy [uwaga: "szacunki"!] na całą Polskę - dla każdego, kto cokolwiek kuma z metodologii... jest to liczba równie pewna co, np. trzy miliardy rocznie)... ale dzielni FForumowicze, a tu chwałcię trzeba oddac Hakirowi, odkryli manipulację! Po sprawdzeniu w danych NHS, okazuje się, że Polki dokonały w zeszłym roku... 8 aborcji. Dobre, co? Infem zza granicy zachłsytują się już wszelakie onety i interie oraz aborcze.pl. Poniżej zestaw linków z FForum:
http://www.forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2170784
http://www.forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2170717
O co chodzi? Jak zwykle - tym razem strategia zobaczcie, jacy obłudnicy jesteście! Legalizujta w try miga!

myśl na dziś
Kiedy musisz rozkazywać, nie upokarzaj: postępuj delikatnie; szanuj inteligencję i wolę tego, który jest ci posłuszny.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 727




poniedziałek, 8 grudnia 2008

[8 XII 2008] Niepokalane Poczęcie NMP, a Vaclav Klaus jest wpieniony!!!

Vaclav Klaus wpieniony
ja wiem, że Bismarck powiedział, że ludzie – by spać spokojnie – wolą nie wiedzieć jak robi się dwie rzeczy: kiełbasa i polityka. Ja wiem, że niektórzy poczuli niesmak po obejrzeniu „taśm Begerowej”, inni z drżeniem serca i gulą w gardle słuchali posiedzeń sejmowych komisji śledczych... ale to powinno zwalić z nóg niejednego konesera polityki!
Otóż, Vaclav Klaus pozapraszał różnych oficjeli związanych z eurosojuzem do Pragi na ploty. Ot, zwykłe polityczne konsultacje. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby Cohn-Bendit (znany europejski pedofil, przywódca rozpierduchy A.D. 1968) i jego funfle z Parlamentu Europejskiego nie robili z Gospodarza idioty i nie pouczali w chamski sposób o tym, co ma robić. Jeśli niektórzy Czytelnicy gnyszkobloga żywią jeszcze nadzieję, że biurokraci z Brukseli to inny sort człowieka, niż ci nadwiślańscy... jeśli myśleli, że ideologia europejska, to szczytowe osiągnięcie ludzkiego ducha i intelektu... niech poczytają zapis rozmowy z zamku na Hradczanach. Przy okazji podziękowania dla redaktorów z fronda.pl, który to wszystko przetłumaczyli!
44 ruszyło!
nie wszyscy być może zauważyli, ale wyszedł pierwszy numer pisma „44”, czyli periodyku stworzonego przez poprzednią redakcję kwartalnika FRONDA (samą frondę we Frondzie pominiemy tu litościwym milczeniem). Zamówiłem już swój egzemplarz, czekam aż przyjdzie, ale już po oglądzie szaty graficznej i świadomości tego, na co chłopaków stać – muszę polecić!
W ogóle, to trzeba powiedzieć, że obradza nam ostatnio po prawej stronie w środowiska i tytuły. Poza Imperium Sakiewiczanum (jeśli to prawica), właśnie FRONDA, potem Teologia Polityczna – wreszcie 44. To dobrze – zaplecze intelektualne jest potrzebne. Bylebyśmy się tylko nie zadyskutowali, nie zasiedzieli na kanapach, ani nie utopili w kawie!

negatywizm
jednej rzeczy należy się obawiać, na którą zwrócił mi uwagę „Gość Niedzielny”. Jest nią negatywizm, czyli przywiązanie do wroga, jako głównego czynnika konstytuującego świadomość, czy poczucie wspólnoty. To bardzo realne zagrożenie – szczególnie w dzisiejszym czasie, czasie defensywy, albo ataku z pozycji defensywnej. Myślałem już o tym wcześniej, parę lat temu w rozmowie z kolegą wyraziłem ten pogląd po raz pierwszy – nie wierzę żadnemu konserwatyście, czy niekonserwatyście, szczególnie temu pierwszemu, co do swoich tez na temat Kościoła, czy Wiary, jeśli nie jest w stanie chodzić codziennie na Mszę, nudzi się na Adoracji, czy Różaniec odmawia raz do roku. I biada każdemu z nas, którzy do podobnego stanu zmierzamy. Vide – słynny, jubileuszowy numer FRONDY ze „spowiedzią supermanów”.

dzieci z Lasek
ciekaw jestem jaki będzie odzew tej akcji nexto.pl dotyczącej ośrodka dla dzieci ociemniałych w Laskach. Akcja trwa przez cały grudzień i pisałem o niej w zeszłym tygodniu. Jak na razie spotykam się z kilkoma reakcjami-typami: ludzie nie wierzą, że firma się rozliczy, albo psioczą na same Laski – że dostają od groma pieniędzy z procesów o naruszenie dóbr. Swoją drogą – to ciekawe, że rzeczywiście ostatnio często są wskazywane jako odbiorca darowizny. Myślę, że ma to związek z ostatnim pożarem w Ośrodku?

coś tu dużo polecania...
oj, dziś sporo popolecałem, darmowej reklamy porobiłem, to jeszcze raz zwrócę uwagę na bieżącego „Gościa Niedzielnego” - jest w nim ciekawy wywiad z pos. Jarosławem Gowinem, który dowodzi rządowym zespołem ds. Bioetyki... tak, tak... katolicy, in vitro, eutanazja i te sprawy. Wybitnie ciekawy numer.

Sam Bóg Wszechpotężny, Wszechmocny, Najmądrzejszy, musiał wybrać swoją ziemską Matkę. A ty co byś zrobił jeśli miałbyś ją sobie wybrać? Myślę, że ty i ja wybraliśmy tę, którą mamy, napełniając ją wszelkimi łaskami. Tak też uczynił Bóg. Dlatego też po Trójcy Świętej pierwsze miejsce zajmuje Maryja. – Teolodzy dają logiczne uzasadnienie tej pełni łask, dlaczego nie mogła być poddana szatanowi: było to stosowne, Bóg mógł to sprawić, a zatem sprawił to. To jest ten wielki dowód. Najoczywistszy dowód, że Bóg od pierwszej chwili wyposażył swoją Matkę we wszelkie przywileje. I taka Ona jest: piękna, czysta, z nieskalaną duszą i ciałem!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 482




wtorek, 4 listopada 2008

[4 XI 2008] wtorek, św. Karola Boromeusza, niszczymy Pana-Od-Aborcji

Ladies and gentlemen... rozstrzygnięcie konkursu na polemikę!
Być może niektórzy pamiętają, inni może nie, ale ostatnio ogłosiłem konkurs na polemikę z drem Szczepańskim, który w pewnym artykule zajął się obroną procederu prenatalnego mordowania ludzi. Tekst przysłała mi odznaczona już w zeszłym roku Blogowym Orderem Przodownika Klikania, Edyta – donosząc, że warto się z nim zapoznać. Zapoznawszy się, od razu do Niej zadzwoniłem – radości pełen – by zakomunikować, że tekst jest do polemiki wprost stworzony! Wpadłem na pomysł ogłoszenia konkursu na polemikę – i ogłosiwszy ją najpierw na blogu, ogłosiłem także na Forum Frondy. Stamtąd właśnie pochodzi nasz zwycięzca i jedyny uczestnik konkursu – Gorlias Fitzgorgon. Do zwycięzcy leci już kabelkiem nagroda oraz właśnie staje się rzeczywistością przebywanie na łamach gnyszkobloga! Miłej lektury!

Gorlias Fritzgorgon po raz pierwszy
Po pierwszym akapicie, szafującym zdumieniem autora nad obłudą oponentów, doktor stawia pierwszą tezę - na temat aborcji powinni się wypowiadać fachowcy, czyli ginekolodzy, a nie laicy tacy jak posłowie czy neurolog, którego artykuł jest odpierany. Jeśli autor ma na myśli aspekty techniczne, typu czy lepiej używać szczypiec czy ssawki albo jakie powikłania grożą pacjentce, to bym się zgodził. Ale w artykule jest mowa o aspekcie moralnym - czy jest to dopuszczalne i jeśli, to kiedy. A to jest problem etyczny, a nie medyczny. Równie dobrze można by twierdzić, że jedynymi osobami które powinny się wypowiadać na temat kary śmierci są kaci. Bo mają najlepszą wiedzę techniczną. Zresztą gdyby nawet przyjąć tezę autora, to sam się jej nie trzyma. Z fachowej wiedzy w artykule pozostały tylko, mające chyba wzruszać czytelnika, opisy dylematów lekarza trzymającego w ręku nożyce Siebolda. Poza tym fragmentem nie zauważyłem nic co by wykraczało poza ogólną wiedzę o położnictwie, że mianowicie są sytuacje gdy ciąża zagraża życiu kobiety. Naprawdę nie tylko ginekolodzy o tym słyszeli. Natomiast autor dużo pisze o historii (choć nie jest historykiem), trochę o filozofii (choć nie jest filozofem) i o moralności (choć nie jest etykiem). Z tą filozofią to się chociaż powołuje na Kołakowskiego, ale w temacie moralności pisze tak "Nie ma absolutnego dobra ani absolutnego zła. Zarówno jedno, jak i drugie jest względne i wie o tym każdy, najbardziej prosty, lecz logicznie myślący człowiek." Więc jednak do tematyki etycznej wystarczy być logicznie myślącym człowiekiem, nawet bez wiedzy fachowej na temat ginekologii czy etyki? A co gorsza skoro uważam, że istnieje absolutne dobro i absolutne zło to nie jestem logicznie myślącym człowiekiem? Ale zajmijmy się główną tezą jaką stawia autor i jego argumentacji za nią. Główna teza jest taka, że należy zrezygnować z penalizacji aborcji. Każdej aborcji. A jakie argumenty są za tą tezą? "Nie należy ustanawiać prawa, którego w żaden sposób nie można egzekwować." Przydałoby się podać argumenty, czemu zakaz aborcji jest trudniej egzekwowalny od takiego na przykład handlu narkotykami. Autor sugeruje, że zakaz aborcji wynika z pogardy wobec kobiet. I podaje dużo przykładów tej pogardy. Ale mnożenie przykładów nie wystarczy, żeby wykazać związek. A choćby go wykazał, czego nawet nie próbuje, to co z tego wynika? Żeby obalić tezę, trzeba atakować tezę a nie przesłanki. Ostatnia próba uzasadnienia autorskiej tezy polega na swobodnym żonglowaniu wymiennie ciążą zagrażającą życiu i ciążą 'niepożądaną'. A różnica jest jak między bliźniętami syjamskimi mającym wspólny konieczny do życia organ a nielubianym rodzeństwem. Więcej pozorów argumentacji w artykule nie zauważyłem, natomiast jest tam pełno figur retorycznych, słów mocno nacechowanych emocjonalnie w stylu "Choćby wszystkie parlamenty na świecie, wszyscy dyktatorzy, wszyscy monarchowie, wszystkie kościoły i wszyscy inni możni tego świata podali sobie solidarnie rękę w walce z usuwaniem niepożądanej ciąży, wprowadzili na powrót drakońskie kary ze średniowiecza, jak grzebanie żywcem czy wbijanie na pal, przerywanie ciąży istnieje i nadal będzie istnieć, tak jak istniało setki i tysiące lat temu. Nikomu i nigdy nie uda się ująć intymności życia ludzkiego w karby przepisów i prawa, choćby udało mu się urzeczywistnić czarną wizję transparentnego świata Orwella." Aż się chce zacytować Chestertona (Protestantyzm - powieść problemowa) "Tak, tak, oto jak trzeba przemawiać! Jakież to musi być męczące wysilać się na sens".
Gorlias Fritzgorgon po raz drugi
Jak sobie pomyślałem dłużej, to jeszcze jeden temat do refleksji mi przyszedł. Pan doktor skarży się, że jacyś ignoranci wchodzą mu w jego działkę. No i zastanowiłem się jak to jest z wiedzą po obu stronach sporu. Jednym ze stałych elementów kampanii w obronie życia jest popularyzowanie wiedzy o rozwoju prenatalnym człowieka. Jak przechodzę koło klasztoru paulinów w Warszawie to widzę zaproszenie na cotygodniowy pokaz filmu o rozwoju dziecka w łonie matki. Również te tak oprotestowane akcje zdjęć z aborcji jakoś też przybliżają oglądającym rzeczywistość "zabiegu". A jak druga strona? Nie śledzę akcji tzw. "grup pro-choice", ale to co zauważam na ogłoszeniach na ulicach skupia się raczej na prawach kobiety, nie zauważyłem zaproszenia na spotkanie, gdzie tłumaczyliby czym jest właściwie to, czego kobieta ma mieć prawo się pozbyć. A hasła i slogany, jakie są wznoszone w dyskusji, wykazują sporą dozę ignorancji. Czasem na przykład czytam o "prawach zygoty" które nie powinny być stawiane wyżej niż prawa kobiety. Wystarczy chyba wiedza z lekcji biologii ze szkoły, żeby wiedzieć że do zamachu na zygotę to jakiś nanorobot byłby potrzebny. Każdy ginekolog wie również, że prawo chroni życie nie od momentu poczęcia, tylko od momentu zagnieżdżenia. Gdyby było inaczej, całkiem spore grono lekarzy siedziałoby w więzieniach za zakładanie pacjentkom wkładek wewnątrzmacicznych. A w momencie zagnieżdżenia mamy już dużo więcej niż zygotę. Słyszałem też wypowiedzi o "zlepku komórek". Otóż jestem szczęśliwym posiadaczem zdjęcia USG mojej córki, wykonanym mniej niż tydzień po wykonanym teście ciążowym. Była wtedy taką sześciomilimetrową fasolką, ale już widać było bijące serduszko. Nie sądzę, żeby zwolenniczki "prawa do wyboru" prowadziły bardziej skrupulatną samoobserwację niż małżeństwo katolickie z niecierpliwością oczekujące na pierwsze dziecko, więc nie wiem gdzie widziały ten "zlepek komórek". No i jeszcze jest argument o "nierozwiniętym układzie nerwowym". No to zobaczmy, co pisze doktor Zbigniew Szczepański: "Lekarze, którzy nie zetknęli się z hakiem i kranioklastem Brauna, z nożycami Siebolda i innymi instrumentami służącymi do wymóżdżenia i rozkawalenia płodu, nie mogą z nami podejmować dyskusji i nie mają prawa twierdzić, że problem zabijania życia dla ratowania życia nie istnieje." Wydaje się, że czegoś co nie ma rozwiniętego układu nerwowego nie da się "wymóżdżyć". Pan doktor dostarcza tu raczej argumentów broniącym życia. Tak właściwie to w całym artykule nie zauważyłem słowa podważającego człowieczeństwo zabijanego płodu, co jest jedną z dyżurnych tez wojujących feministek. Czyżby to był argument ignorantów?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/jest-godzina-1940-pangrzyzga-w.html

myśl na tę część dnia
Nie zapomnij, że człowiek często potrzebuje mieć przy sobie uśmiechnięte twarze.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 57





wtorek, 30 września 2008

[30 IX 2008] o Simonie Zapylaczu i innych sprawach we wspomnienie św. Hieronima

wprowadzonko
nie wiem, czy wiecie, ale piszę bloga w pociągu relacji Warszawa Centralna-Kraków Główny, 6:05 ze stacji początkowej. Co to oznacza? Po pierwsze, że jestem krańcowo niewyspany – wczoraj przyszło mi posiedzieć do wieczora. Po drugie – jest piękna pogoda. Po trzecie – pomyślałem, że w obliczu ostatniej blogowej niefrasobliwości, należy się Czytelnikom sążnisty wpis. Po czwarte – że pani po przekątnej, rodem z Niemiec (sądząc po klawiaturze laptopa), straszy mnie swoimi czarnymi biustonoszani, łabędzią szyją i ramionami wypływającymi zza luzackiego swetra. Nie wódź nas na pokuszenie... No właśnie, droga damo, proszę się ubrać!

biedne sześciolatki
dali mnie w pociągu do czytania jakąś szmatkę z czerwonym prostokątem (swoją drogą, w pociągach Aborcza nie cieszy się najdrobniejszą popularnością – wszyscy wybierają Rzepę i Ziewnik), ale wybrałem Ziewnik – z braku Rzplitej. Przejrzałem, literówki spostrzegłem, milutką buziulkę red. Michalskiego zobaczyłem i przeczytałem... o kłótni w Sejmie odnośnie sześciolatków mających iść do szkół.
Sytuacja w skrócie wygląda tak, że PiS zaprosił rodziców z akcji Ratuj Maluchy (o której zresztą pisałem ostatnio) na posiedzenie odnośnej komisji sejmowej. Jej przewodniczący – nie pamiętam nazwiska, ale poewiak – posiedzenie otworzył i od razu zamknął, burząc się na obecność obywateli.
No, nie ma co się dziwić – gdy Bierut wydawał dekret wywłaszczający, nie prosił do gabinetu posiadaczy gruntów, więc nie ma co mieć za złe, że w przypadku zwiększenia nacjonalizacji dzieci rzecz ma przebiegać inaczej.
Niepokoi mnie jednak sama akcja Ratuj Maluchy. Jej przywódcy argumentują, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków. Nie mają zatem nic przeciwko samej idei wyrywania dzieci z objęć rodziców, umieszczaniem ich w edukołchozach, a rodziców pędzenia do roboty, by na to wszystko zarobić. Jednym słowem – albo stosują metodę małych kroków, albo są baranami, z którymi należałoby utrzymywać okresowy sojusz, by sabotaż propozycji rządu okazał się skuteczny.

Simon Zapylacz
mam nadzieję, że wszyscy Czytelnicy mają za sobą lekturę wywiadu z damesą zarażoną przez Simona Mola. Pewnie refleksji macie na ten temat więcej ode mnie, więc ograniczę się tylko do jednej – a propos sugestii nt. Jego związków z islamem.
Otóż, jeśli jest to prawda – a niewiele wskazuje na to, że jest to fałsz (poza wiele mówiącymi reakcjami niektórych – Eeeeeee... no co Ty? Nie chce mi się wierzyć.) - znajdujemy się w poważnej sytuacji. Jestem o tym tym bardziej przekonany, mając w pamięci spotkanie z gen. Pietrzykiem (były ambasador Polski w Iraku, znajomy mojego dowódcy z wojska – swoją drogą, w zeszłym roku byłem już po wojsku, w Monachium!).
Otóż, gen. Pietrzyk stawia tezę (coraz bardziej zresztą popularną), iż islam nie jest żadną religią, tylko systemem rządzenia. Co więcej – systemem cwanym, który wypuszcza publikacje na swój temat dostosowane do odbiorcy – chrześcijanom wypisy z Koranu nt. Pana Jezusa, Maryi, etc. Po to, by wykreować pogląd: Islam, to wspaniała religia, większość muzułmanów, to bardzo fajowi ludzie, margines stanowią jacyś tam szaleni ekstremiści. Gen. Pietrzyk twierdzi, że tak nie jest – co więcej, uważa, że tezę tę lansują sami muzułmanie z przyczyn czysto strategicznych.
Dżihad istnieje odkąd żył Mahomet, a Koran rzecze (proszę wybaczyć, że nie podaję numeru sury, gen. Pietrzyk podawał – gdy przeczytam cały Koran, to będę cytował ściśle), że dżihad to walka o to, by nie było na ziemi człowieka, który nie powie, że Allah jest jedynym Bogiem, a Mahoment jego prorokiem. Narzędziem jest tu nawrócenie, lub śmierć. Tertium non datur. Pierwsza faza ekspansji islamu (z fluktuacjami, jak np. bitwa pod Poitiers, rekonkwista w Hiszpanii) trwała od jego początku, aż do bitwy pod Wiedniem, kiedy to dostali takiego łupnia, po którym podnosili się aż do końca XX wieku! Dlatego też – mówi gen. Pietrzyk – zamach na WTC miał miejsce dzień przed kolejną rocznicą Wiktorii Wiedeńskiej. Pamięć o nie jest ponoć silna wśród muzułmanów.
W związku z tym wszystkim, a także innymi informacjami, którymi – zwyczajowo – podzielić się nie mogę, na wieść o tym, że Mol był muzułmaninem i zarażał z pobudek religijnych.... wprawdzie doznałem szoku, ale i nieodpartego wrażenia, że wszystko układa się w jedną całość. Resztki otuchy odebrały mi wiadomości z Francji i Wielkiej Brytanii o uznawaniu przez państwo wyroków sądów islamskich (wydających je na podstawie szariatu), zakazie wystawiania ciastek na posiedzeniach rady gminy którejś z brytyjskich gmin ze względu na ramadan, oraz zablokowaniem konferencji w Kolonii – zlotu przeciwników budowy meczetu w Bonn. Zjednoczone Emiraty Europejskie niedługo staną się faktem, jeśli nie ruszysz się Ty. I ja.
Idzie wojna, do roboty.

w Ziewniku o Kryzysie
Dziennik zwyczajowo się kompromituje. Dzisiaj piszą o tym, że w związku z upadkiem kapitalizmu kraje Unii Europejskiej muszą sięgnąć do kieszeni podatników, by ratować swoje banki (ostatnio w tarapatach jest Fortis). Klasyczne Radio Erewań. Niniejszym prostuję: kapitalizm nie upadł, nie ma żadnej UE, tylko Wspólnoty Europejskie, które do żadnej kieszeni podatników sięgać nie muszą, a banków tak naprawdę nie ratują, tylko działają na ich szkodę, umacniając w przekonaniu, że mogą robić co chcą, bo rząd wykupi od nich trefne aktywa.

w Ziewniku o Euro
a w Dzienniku (oj, dziś tej gazecince się dostanie...) piszą dziś o przyjęciu Euro. Z jednej strony zamieszczają opinię dra Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha, z drugiej Marka Zubera z Dexus Partners (ekhm...). Jeden mówi o konkretach, drugi o tym, że jeśli euro nie przyjmiemy, to się skompromitujemy i wyjdziemy na wsioków. Tak argumentuje ekonomista, proszę Państwa. Co jeszcze? Ano, inwestorzy się przestraszą i uciekną z polskiego parkietu – w efekcie spadki na giełdzie potrwają dłużej.
Czyli co? Istnieje grupka panów, która sobie ubrdała, że oni mają prowadzić politykę monetarną innych państw (coś jakby FED dla stanów USA – kiedyś były one jak państwa). Bez względu na to, czy to się opłaca, czy nie – jeśli ktoś nie zechce, jest wsiowym ćwokiem i ma u nich przerąbane.
Czy polityka monetarna jest ważna? W systemie fiducjarnym – nieomal najważniejsza, wobec czego własna waluta, jeśli nie myślimy o jednym państwie europejskim – musimy my decydować o jej parametrach. Chyba, że nie myślimy o federacji państw, tylko o państwie paneuropejskim – a jak wiadomo, do stworzenia takiego bytu pociąg jest coraz większy (vide – upadła eurokonstytucja).

dwie opowiastki o podróżowaniu
opowiem Wam dwie bajki – dla rozluźnienia.
Pierwsza dzieje się w autobusie do Frnakfurtu. Obok mnie siedzi rosły pan w dresie. Za nami – Rosjanka z dwojgiem młodych synków (końcówka szkoły podstawowej), którzy uparcie słuchali jednej, rosyjskiej piosenki. Rzecz jasna – głośno. Wytrzymaliśmy dwie godziny – mój towarzysz patrzył w szybę i cicho klął, dzieląc się co jakiś czas ze mną uwagami nt. różnic między narodami, ja zaś czytałem. Minęły te dwie godziny, a towarzysz podróży mówi do panagruszki:
- Zaraz mnie szlag trafi z tymi gnojami.
- No, wie Pan, mnie też się ta piosenka znudziła, może Pan im powie, żeby ściszyli muzykę, Pan siedzi bliżej.
- Dobra.

Odwraca się i słyszę:
- Ile mam jeszcze słuchać tego g***a?
Muzyka umilkła momentalnie.

pętla się zaciska!
przed panemgrzyzgą najcięższy rok życia. Serio. Wprawdzie każdy kolejny jak dotąd, był cięższy od poprzedniego, ale ten będzie rekordowy. Mam na głowie nie tylko dwa i pół kierunku studiów (w pełnym wymiarze, a nawet z naddatkiem), ale i projekt inżynierski oraz parę nowych zobowiązań...
Jednym słowem – jeszcze intensywniejsza praca, niż w zeszłym roku. Ci, którzy ze mną obcują na co dzień, domyślają się już, co to może oznaczać. A w związku z planowaną przez panagruszkę żeniaczką, wysuwa się też na przedni plan aspekt ekonomiczny własnych działań... Jaki stąd wniosek? Mam pewien pomysł dla Czytelników, ale zanim go przedstawię – proszę kliknąć w bannerek pod postem o nazwie Wspieraj bloga. Jest to w tej sytuacji baaaaaardzo mile widziane.

św. Josemaria
2 października o 19:00 w katedrze praskiej Msza Święta z okazji 80. rocznicy założenia Opus Dei. Serdecznie zapraszam wszystkich. Tym bardziej zapraszam, że jestem świeżo po lekturze wywiadu biograficznego na temat Założyciela. Wspaniała, inspirująca lektura - rozmowa z następcą św. Josemarii - don Alvaro del Portillo. Polecam!

FForumowy zjazd
Centralny Zjazd Forum Frondy w Kazimierzu Dolnym n. Wisłą zakończył się wielkim sukcesem i radością wszystkich! Wczoraj mieliście próbkę zdjęć... ach, wspaniale było poznać tych, z którymi zżyłem się przez internet niejednokrotnie bardziej, niż z niektórymi osobami spotykanymi w świecie fizycznym. To się nazywa – braterstwo broni...

myśl na dziś
Myśl o śmierci pomoże ci pielęgnować cnotę miłości, gdyż może ta konkretna chwila, kiedy spotykasz się z tym czy tamtym, jest ostatnia: ich, ciebie, albo mnie może zabraknąć w każdej chwili.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 895


poniedziałek, 29 września 2008

[29 IX 2008] poniedziałek, święto Świętych Archaniołów

ojojoj

w związku z nawałą obowiązków, pangruszka może dziś tylko pokazać zdjęciówki ze Zlotu Forum Frondy... pozdrowić tych, którzy na nich są... zaprosić do przeczytania sobotniej Pogadanki... i do spania! Jutro trzeba wcześnie wstać! Ahoj!





myśl na dziś
Śmiejesz się, gdy ci mówię, że posiadasz „powołanie do małżeństwa”? — A właśnie że je posiadasz: tak jest, powołanie. Poleć się świętemu Rafałowi, aby cię — jak Tobiasza — doprowadził w czystości aż do kresu drogi.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 27



piątek, 20 czerwca 2008

[20 VI 2008] piątek, Tajemnice Bolesne

poczytałem co gadzinówka Metro dziś napisała... Śmieszne. Wrzucę skan kiedy indziej. Tymczasem polecam posłuchanie Kazika, ze szcególnym uwzględnieniem fragmentu One day, telewizja kłamie...

Prócz tego - polecam wspaniałą dyskusję na Forum Frondy, z kimś kto trafił tam z któregoś z artykułów w mediach i postanowił sprawdzić tych katolickich talibów. Dyskusja skończyła się tak:

(...) i wreszcie: jest tu wielu, ktorych bedzie sie za mnie modlic! (to prawdziwe i mile zaskoczenie! tzn. nie sadze zebym tego potrzebowal, lub ze to cokolwiek da, ale to takie zwyczajnie mile!) dziekuje Wam za wklad w dyskusje i za nieobrzucanie mnie blotem. to bylo bardzo ciekawe. i serio: jesli ktos napisze, ze na Frondzie jak ktos ma inne zdanie, to leca fanatyczne epitety - przyslijcie go do mnie. z wyj. kilku (na palcach jednej reki) jazd "ad personam" bylo calkiem milo.

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1738329

Aby wysłuchać, należy kliknąć na ikonkę poniżej (w banner też można kliknąć):

10.Fever, Fever, Fever



[20 VI 2008] piątek, der Dziennik, Aborcza - piszą choć nie rozumieją

ekskomunika dla min. Kopaczowej
Der Dziennik wraz z Gazetą Aborczą na tropie Ciemnogrodu! Jak zwykle zresztą. Dzisiaj wywęszyli, że talibowie z Forum Frondy (tak nazwał nas niejaki Żakowski, w związku z czym teraz każdy nosi nick nawiązujący do islamu, ja jestem teraz Ajatollach Gnyszka) chcą ekskomuniki dla min. Kopaczowej. Informację podają za nimi wszystkie onety, wupepypeele, gazetypeele i inne peerele. Informacja - jak zwykle błędna. Zanim wyjaśnię dlaczego, najpierw uwaga natury ogólnej.
Morze atramentu cyfrowego już wylałem, by pokazać Wam, jaką klasą społeczną są tzw. dziennikarze, tj. pośrednicy idei z trzeciej ręki (F.A. von Hayek). Najczęściej są to miernoty, które niczego poza Niezbędnikiem Inteligenta, Dużego Formatu i depeszy z PAPu oraz newsów z gazeta.pl nie czytają. W związku z tym są w stanie uwierzyć we wszystko. Im zaś wierzą wszyscy, po pierwsze dlatego że są niezastąpieni w modulacji głosu oraz robienia miny na autorytet. Jedną z najmniej rozpoznanych przez nich dziedzin jest rzeczywistość Kościoła Katolickiego, zresztą nie ma się co dziwić - znaczna większość dziennikarzy to jawni ateiści, 3/4 reszty to ludzie podający się za katolików, a kilkadziesiąt osób - katolicy. W związku z tym - gdy poruszają temat Kościoła - raz za razem wtopa, szkolny błąd albo specjalne kłamstwa, etc. Zdążyłem się już przyzwyczaić.
Tym razem jednak nie przepuszczę (zresztą parę razy poprzednio też nie przepuszczałem, raz niejaki Pacewicz miał dzięki mnie pełną skrzynkę), bo w akcji sam biorę udział.
Artykułów nie cytuję, ani nie linkuję z jednego powodu - nie zamierzam nabijać im oglądalności. Sam z tych stron nie korzystam, by tego nie robić, to i Was nie chcę do nich odsyłać, żeby reklamodawcy nie reklamowali się tam, gdzie ruch słabnie. Wszystkie teksty są skopiowane na: http://forum.fronda.pl/
o co chodzi?
przejdźmy do meritum. Poniżej jest pismo, które wysyłamy do Biskupa Radomskiego, JE bpa Zimowskiego. W liście pada prośba o to, by zbadać, czy p. Kopacz przypadkiem nie zaciągnęła ekskomuniki latae sententiae, tj. ekskomuniki-automatu, zapadającej na mocy samego uczynku. W tym wypadku mowa o pomocy w dokonaniu morderstwa prenatalnego, które jest jednym z tego typu uczynków (kan. 1398 KPK) oraz mowa o tym, że min. Kopaczowa podpada pod definicję wspólnika z kan. 1329 § 2. KPK.
List więc jest prośbą o to, by biskup zbadał, czy p. Kopaczowa zaciągnęła ekskomunikę, czyli de facto, by sprawdził, czy rzeczywiście była wspólnikiem (definicja poniżej), a później - ze względów pedagogicznych - ogłosił to publicznie. Prośba więc jest nie o to, by damę ekskomunikować, lecz o to, by sprawdzić, czy jest ekskomunikowana. A że jest, to chyba nikomu nie trzeba udowadniać - w TerazMy powiedziała, że pomogła (zresztą ze swoich źródeł wiem, że ministerstwo bardzo naciskało na to, by przeprowadzić aborcję). Jednym słowem - pani Kopaczowa jest na 99% poza Kościołem i nic tego nie zmieni (prócz pokuty i zdjęcia ekskomuniki), prośba zaś dotyczy ogłoszenia tego faktu.
Oczywiście pismaki tego nie rozumieją, ale pensje i tak pobierają - od tego są, od dezinformacji. Czytaj gazety - bądź głupszy.
Ale na tym nie koniec - ekskomunika ta dotyczy znacznie większego grona osób, także panie z Federacji, samej Agaty (o ile można mówić o jej zgodzie na zabieg - co do tego są poważne wątpliwości), matki jej oraz wielu innych osób, które przy tym pomagały jakkolwiek.
Poniżej zestaw definicji i link do pisma:
Kan. 1398 - Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa.
kan. 1329 § 2. Karze wiążącej mocą samego prawa dołączonej do przestępstwa podlegają wspólnicy nie wymienieni w ustawie lub nakazie, jeśli bez ich udziału przestępstwo nie byłoby dokonane, a kara jest tej natury, że może ich dotyczyć; w przeciwnym razie mogą podlega karze wymierzanej wyrokiem.

skąd ten stan?
miałem napisać o tym kobylasty tekst, ale widzę, że sytuacja wymaga, bym napisał to teraz w formie skróconej, co uważam. Otóż, jak podała ostatnia Niedziela, w zeszłorocznym badaniu tzw. communicantes było 14% - oznacza to, że w niedzielę wyznaczoną na badanie statystyczne, do Komunii Świętej przystąpiło 14% ludzi ochrzczonych.
Zakładając, że ta niedziela spełnia wymagania metodologii, tj. nie jest niedzielą szczególną, oraz zakładając, że katolik w grzechu ciężkim zazwyczaj idzie od razu do spowiedzi (na mocy tego, że rozumie czym jest grzech ciężki - inaczej nie byłby katolikiem) można stwierdzić, że te 14% zawiera w sobie katolików (być może do Komunii nie przystąpiło kilku katolików, ale nie wydaje mi się, by była to liczba znacząca - na mocy tego, że katolik w grzechu ciężkim leci do spowiedzi jak najprędzej). Ale czy te całe 14% to sami katolicy? Nie. Wśród nich są ci, którzy do Komunii przystępują świętokradczo (np. z przyzwyczajenia, etc.), nie mając świadomości tego, co to jest, albo nie zdający sobie sprawy z tego, że są ekskomunikowani, albo że przyjmują Komunię świętokradczo (np. z racji utrzymymywania potępionych poglądów, bądź przebywania w grzesznej sytuacji bez chęci zerwania z nią). Teraz można dyskutować ilu ich jest w tych 14%. Obawiam się, że ponad połowa, dlatego szacuję, że ok. 7% z ochrzczonych w Kościele, to katolicy. A jak wiadomo, ochrzczonych w Polsce mamy 97%, czyli jakieś 6,79% populacji to katolicy.
kto to katolik?
katolikiem nazwiemy tego, który wyznaje Wiarę Katolicką, pozostaje w jedności z Papieżem oraz Kościołem. Nie ma zatem katolików pro-choice, nie ma wierzących, niepraktykujących, katolickich socjalistów, katolickich faszystów, etc. To są wszystko niekatolicy. Inna sprawa - nie ma czegoś takiego, co próbują lansować ludzie pokroju Żakowskiego - ortodoksyjni katolicy. Bardzo przepraszam, ortodoksyjny katolik, to ten, kto wyznaje Wiarę Katolicką i pozostaje w jedności z Papieżem oraz Kościołem, jednym słowem - jest to po prostu katolik.
Zaraz mi powiedzą - ale on może mówić, że wierzy, a robić co innego. Ci, co tak mówią - nie rozumieją. Wiara bez uczynków jest martwa - wyznawanie Wiary Katolickiej pociąga za sobą czyny. Jest to oczywiste.
Dla każdego, kto jest katolikiem - dlatego też w mediach w kółko spotykamy się z takimi pytaniami, dywagacjami, ludzi którzy podając się za specjalistów... o katolicyzmie wiedzą tylko tyle, ile się dowiedzieli na katechizacji przed I Komunią i Bierzmowaniem, a później wyczytali u Szostkiewicza z Polityki i Turnua z Aborczej.
myśl na dziś
Miłość do dusz z miłości do Boga każe nam kochać wszystkich, rozumieć, usprawiedliwiać, przebaczać... Winniśmy posiadać miłość zdolną do przykrycia ogromu ludzkiej nędzy. Winniśmy żywić wspaniałe miłosierdzie veritatem facientes in caritate, broniąc prawdy i nie raniąc.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 559

wtorek, 10 czerwca 2008

[10 VI 2008] wtorek, bł. Bogumiła, biskupa

mam nadzieję, że to ostatni post na temat całej sprawy. Będę oczywiście informował, gdyby coś się działo, do starych Czytelników - mam nadzieję, że już za chwil parę powrócimy do naszych leniwych rozważań o wszystkim. I nie będą nam tu trolle internetowe bruździły.
pangruszka miał napisać
jeszcze zanim rozpoczął się weekend, ba! zanim się koniec tygodnia rozpoczął na dobre, myślałem sporo o zabójstwach prenatalnych. To dlatego, że obiecał Czytelnikom znaleźć swój post z początków bloga, który ponoć zgrabnie wyjaśniał dlaczego bezsensowne jest twierdzenie, że życie nie zaczyna się wraz z poczęciem (jako połączeniem komórki jajowej z plemnikiem). Szukałem w archiwum, szukałem... i nie znalazłem. Wtedy pomyślałem sobie, że przecież wymachiwanie określeniem płód jak cepem jest niepoważne, bo określa jedynie nazwę, nadaną człowiekowi w pewnym okresie swojego rozwoju w naukach medycznych celem określenia tego okresu i jego cech charakterystycznych. Zupełnie tak jak np. "nastolatek" - pomyślałem sobie. No tak - nawet nastolatek nie ma wszystkich cech dorosłego (tak jak i staruszek nie ma, bo je stracił). Jednym słowem - chcąc być konsekwentni - musielibyśmy twierdzić, że ludźmi są tylko zdrowi mężczyźni i kobiety z odpowiednim zestawem cech biologicznych przynależnych najczęściej wiekowi 25-35 lat. Cała reszta - od zygot i płodów, przez berbeciów i osesków, aż po nastolatków i staruchów - nieludzie. Jednych abortować, drugich eutanazjować - uzasadnione!
Nie zdążyłem jednak o tym explicite napisać, bo ubiegł mnie Kwiatek Rywina z Forum Frondy. Cytuję, co poniżej, bo zgrabnie napisane:
Gdy ćwierćinteligent mówi, że poczęte dziecko nie jest człowiekiem tylko płodem, to ja się ćwierćinteligenta pytam do jakiego gatunku należy płód ludzki (homo sapiens)? Czy jest kaktusem, pająkiem, nietoperzem? Ćwierćinteligent wybałusza wtedy oczy. W gejzecie nie było instrukcji :[ Bo jest przecież oczywiste, że "płód" to nazwa okresu życia a nie nazwa gatunku. Dlatego płód ludzki jest człowiekiem, tak samo jak jest nim niemowlę, człowiek dorosły a nawet ćwierćinteligent z gejzety. Tak samo płód psi jest psem we wczesnej, prenatalnej fazie życia.
Fiołek Rywina z FF
wyborny komentarz mec. Irmińskiego
Witam Maćku,
Moje dotychczasowe niezaangażowanie wzbudziło wreszcie wyrzut sumienia, więc dla porządku podzielę się garścią obserwacji.
Po pierwsze, anonimy. Cóż, widać, jaki "choice" preferują ci, którzy nie mają nawet krzyty cywilnej odwagi, by podać choćby swoje imię. Nasuwają się najgorsze skojarzenia, ale kwestią podstawową jest prawidłowy opis takowych "dyskutantów". Oto przyszła, pożal się Boże, elita. Coś tam czytali, coś tam im się o uszy obiło, coś, gdzieś, kiedyś. Sypią banałami o Hitlerze z podręczników do gimnazjum i kultowymi już hasłami w stylu "lepiej dać czek, niż ganiać na te katolskie obrzędy". Twój tato ma rację, tacy ludzie się zdarzają, choć to przykre. Potem pobierają taką pseudoedukację na pseudokierunkach, prowadzą pseudożycie nad pseudolekturami. Wypisz-wymaluj, wykształciuchy. To pojęcie miało przejśc do lamusa jako relikt "kaczystowskiej propagandy", a okazuje się, że wykształciuchy istnieją naprawdę. Wystarczy, że coś opisano w GW i już blask wolności oślepia świat. Ludzie przestają głodować, wszystkim żyje się lepiej i dostatniej.
Druga sprawa: "Agata". Muszę się włączyć w kwalifikację prawną tego, co zaszło, bo bzdur przeczytałem od przysłowiowej pyty. Zgodnie z KK, "nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego, jeżeli nie można mu przypisać winy w czasie czynu". Obcowanie płciowe tych dwojga nie było pedofilią (to pojęcie jednoznaczne w doktrynie). Ratio legis art. 200 było oczywiście, kryminalizowanie czynu pedofilskiego. Jednak seks dwojga 14-latków jest "czynem zabronionym". I co z tego, pytam? Aby było to przestępstwem, czyn ten musi być zarówno zabroniony, jak i ZAWINIONY (pominę tu trzecie kryterium społecznej szkodliwości - z oczywistych względów). Tymczasem, kryterium winy (normatywne) polega na MOŻLIWOŚCI PRZYPISANIA OSOBIE ODPOWIEDZIALNOŚCI KARNEJ. A osoba poniżej 17 roku życia (tylko w nielicznych przypadkach 15-latek), NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI KARNEJ. wystarczy poczytać, żeby te elementarne zasady sobie przyswoić. Ale panowie anonimowie (jak i dziennikarze z Gazety), widocznie ograniczyli swoją edukację do znajomości oprogramowania do redakcji tekstów. Zero treści, byle by papier był dobry, a i tego o Gazecie powiedzieć nie można).
Wrócę więc do sedna sprawy: w tzw. "ustawie aborcyjnej", czyli de iure ustawie o planowianiu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży jest dodany art. 4a ust. 1 pkt 3: "zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego". Zabronionego, niekoniecznie przestępczego. Ratio legis było oczywiste: gwałt. Nieszczęśliwie więc prokurator wydał co wydał, bo musiał wydać. NIe wiem, jak było naprawdę, ale byc może chodziło o to, że w momencie wydawania "zaświadczenia" prokurator prowadzący sprawę nie miał jeszcze wystarczających dowodów na to, że ojcem dziecka był (pardon, jest) również 14-latek. Dalej się nie mieszam, bo na tyle biegły z postępowania w tych sprawach nie jestem.
Smutny i żałosny jest więc stan edukacji polskiej dziennikarskiej "elyty". Cos tam im sie o uszy obiło, mylą oskarżonego z podejrzanym, odszkodowanie z zadośćuczynieniem, plotą androny, że aż szkoda słuchać. No, ale są pracownikami Agory...
Więc siedzieć cicho katole, i do różańca.
Pozdrawiam serdecznie

[10 VI 2008] wtorek, dziwne rzeczy

Metro

dzisiaj rano wpadło mi w ręce agorowskie Metro, które piórem p. Michała Stangreta mniej więcej powtórzyło tezy z sobotniej Wyborczej. Autor stawia tezę, iż Polska podzieliła się na tych, którzy atakują dziewczynę, i tych, którzy widzą bezradność prawa.
Żal to komentować, bo jako żywo nikt nikogo nie potępia (za co tu kogokolwiek poza Federacją można potępiać?). No, ale co poradzić - jak jeszcze do dziś ktoś wypisuje komentarze o jakichś gwałtach, zwyrodnialcach, kamienowaniu... to czego wymagać od dziennikarza koncernu, który sprawę nakręca?
Smutne jest natomiast to, że w świetle prawa prawie nic prostować nie musi, bo to wszystko "opinie" - czort z tym, że nawet dziecko widzi, że fałszywe!
Inna sprawa, to ta, że Agora - mając od dawna na pieńku z Frondą - uparcie powtarza tezy o roli Forum Frondy w akcji mailowej do szpitala. Gdyby chcieli być uczciwi - Pan Stangret napisałby, że apele pojawiły się także na innych portalach i forach katolickich. Ale co tam - rozprawa z Frondą widać ważniejsza, albo p. Stangret czytał tylko tekst p. Pochrzęst i więcej na ten temat nie ma bladego pojęcia.

tytułem komentarza
nie mam siły nawet wysyłać maila do M. Stangreta. Jeśli ktoś ma ochotę - proszę bardzo.

wykop
tymczasem, pangruszka nagrabił sobie na serwisie wykop.pl Otóż, postanowiłem w sobotę - w ramach medialnego kontruderzenia (które p. Pochrzęst przypisała Tomaszowi Krawczykowi - sprostowanie już było? Hahahaha... poczekamy do wieczności!) nagłośnić moje artykuły na blogu i zainteresować samym wykopem forumowiczów z Frondy, dając im także linki do tych artykułów.
Dzielni wykopowicze - najpierw zakopali moje artykuły jako informacje nieprawdziwe - a później odkryli że zachęcam na Forum Frondy do zakładania kont na wykopie, po to, byśmy byli tam obecni i mogli wykopywać to, co uznamy za stosowne. Na tym nie koniec, ktoś z wykopu zapisał się do założonego doraźnie ZWI (Związku Walki Internetowej), dostał ode mnie parę maili, które także wrzucił na wykop. A że maile nawiązują stylistyką dostylistyki Forum Frondy (wejdźcie sami - niepowtarzalna), zaraz okazało się na wykopie, że jestem manipulatorem, chcę zdobyć iternet, etc. Kto mnie zna, wie że takie maile potrafię wysyłać nawet w najbłahszych sprawach, gdy jestem w odpowiednim humorze. Co tam! Wykopowicze wieszają już na mnie psy, okazałem się bowiem hochsztaplerem, manipulatorem i kłamcą.
Dla przypomnienia - chodzi o to, że moje artykuły były prawdziwe, a nie Gazety Wyborczej oraz o to, że chciałem zapoznać z prawdą innych ludzi. A że jeden głos na wykopie przeciw setkom fanatycznych dzieci Onetu i Wyborczej (jak inaczej tłumaczyć fakt tego, że nazywają mnie manipulatorem, kłamcą i hochsztaplerem, nawet po tym, gdy Wyborcza odwołała swoje rewelacje? Przecież z rozsądkiem nie ma to wiele wspólnego) - toż chyba jasne, że musiałem poprosić o pomoc znajomych.
Gdzie tu manipulacja? A no tutaj, że po dziś dzień wykopy z mojego bloga są traktowane jako informacje nieprawdziwe. I to jest jedna wielka kpina. Nie mówiąc o komentarzach, gdzie wciąż jak mantra, jak wirus raz wpuszczony do umysłów, powtarza się gwałt, zboczeniec, i inne sobotnie rewelacje.
Federacja listy pisze
http://www.federa.org.pl/?page=news&newsid=425&lang=1
Fedracja pisze coś o jakiejś nagonce. Chyba o tej, którą sama urządza na biedną dziewczynę. Nie zdziwiłbym się, gdyby sama zainteresowana w obliczu tego szczucia nie zaczęła zmieniać zdania co godzinę.

myśl na dziś
Gdzie kryje się sekret wytrwałości? W Miłości. — Zakochaj się, a nie opuścisz Go.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 999

niedziela, 1 czerwca 2008

[1 VI 2008] niedziela, Dzień Dziecka, Święto Dziękczynienia

dziś
dziś Dzień Dziecka, więc polecam wyborny artykuł pewnej Serbki na temat dzieci (można znaleźć w najnowszym numerze Frondy - nr 46 www.fronda.pl).



myśl na dziś

Św. Józef, Ojciec Chrystusa, jest zarazem twoim Ojcem i Panem. — Uciekaj się do niego.

św. Josemaria Escriva, Droga, nr 559

wtorek, 27 maja 2008

[27 V 2008] wtorek, św. Augustyna z Canterbury

arbuzy, harbuzy
byłem właśnie przy telewizorze, by zobaczyć jak tam idzie naszym piłkarzom, a tu się nagle okazało, że w telewizji, na innych programach same mądrości puszczają. Na TV4 dowiedziałem się, że jedna pani z bigbradera całe życie była szczera, a tu ją ocenili jako nieszczerą w programie... a inna z kolei trzyma nerwy na wodzy i jest miła dla wszystkich. Natomiast na TV Puls okazało się, że są w Polsce śmiałkowie, którzy nie boją się soku z arbuzów, który tryska po oczach, gdy owi śmiałkowie śmiało i z uśmiechem na ustach rozbijają je łbami na czas - ku uciesze sąsiada, który gapi się w telewizor jak szczerbaty na suchary.
A mi się przypomniała piosenka Kazika z refrenem: One day, telewizja kłamie, telewizja mnie nie złamie! I ucieszyłem się, że już tak dawno nie oglądałem tego barachła... a nieco krócej - nie było mnie na Onet.pl, ani innej tego typu stronce. I czuję się wyśmienicie!
gorszyciele okiem św. Józefa S. Pelczara
nadrabiam zaległości w lekturze Rozmyślań o życiu kapłańskim św. Józefa Sebastiana Pelczara. To, że są wspaniałe i polecam każdemu - wiadomo (choć niestety nie ma ich w ofercie ani mojego kiosku, ani księgarenki...). Dziś jednak przykuło moją uwagę zdanie nt. gorszycieli i od razu wrócił mi do pamięci p. Polak, eksteolog i ekskatolik i eksautorytet na wszelkie sprawy oraz eksWęcławski. Otóż, św. Józef pisze tak:
Przestroga ta jest szczególnie potrzebną dla młodych kapłanów - zdarza się bowiem, że szatan młodej niewiasty, nawróconej z herezji lub z grzechu, używa za sidło do ułowienia kapłana. Tym właśnie sidłem wyciągnął z zakonu i z Kościoła słynnego O. Jacka (Karola Loyson), który z karmelity i głośnego kaznodziei stał się apostatą i gorszycielem dusz.
(św. Józef S. Pelczar, Rozmyślania o życiu kapłańskim, Poznań 2003, s. 395)
żywoty
urzekająca jest kultura katolicka, którą opisuje - jako jeszcze współczesną sobie - cytowany już św. biskup przemyski. Tak często odwołuje się do żywotów któregoś ze świętych, przytacza jakiś przykład z powszechnie znanego ich życia, odwołuje się do działalności różnych stowarzyszeń katolickich, świeckich i pod pieczą biskupa... Kurczę, a ja obecnie naprawdę nie wychowywałem się na żywotach świętych, nie wzrastałem tak, jak św. Tereska, należeć mogę tak naprawdę tylko do jakiejś wspólnotki przy parafii, ministrantem być... potężne niegdyś sodalicje mariańskie, rycerstwa, bractwa... gdzie to wszystko? W gruzach.
Do odbudowy ruszać należy, bo świat, ku któremu zmierzamy, zamiast czerpać natchnienie z żywotów świętych woli emocjonować się tym, ile hemoroidów ma już Robert Biedroń, albo jak bardzo odkrywcza jest stetryczała myśl p. Senyszynowej.
Dzień Dziecka!
już niedługo Dzień Dziecka. Wszystkim Rodzicom, Chrzestnym i innym utrzymującym regularne i zażyłe kontakty z dziećmi, polecam kupno audiobooka z baśniami. Tanie jak barszcz, zawsze dostępne - i podobno rozwija wyobraźnię. Dobra, ja za młodu zasypiałem przy Pieśniach Legionowych z kasety, które mi Tata zapuszczał... ale takiego audiobooka w ofercie akurat nie ma...:
zaproszenie na czwartek
w czwartek w starym BUWie ciekawe wydarzenie, o którym poniżej. Będę na 99%, a Wy?
Kwartalnik "Fronda" zaprasza na debatę: Prawdziwe Oblicze Pokolenia '68
Odbędzie się ona 29 maja (czwartek) o godz. 20:20 w Starym budynku Biblioteki UW, ul. Krakowskie Przedmieście 26/28 w Warszawie.
gośćmi spotkania będą:
Prof. Jadwiga Staniszkis - socjolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, uczestnik wydarzeń Marca 68
Bettina Roehl - publicystka, autorka wydanej przez "Frondę" książki "Zabawa w komunizm!" o Ulrike Meinhof i Klausie Rainerze Roehlu i korzeniach niemieckiej rewolucji ' 68.
Piotr Semka - publicysta "Rzeczpospolitej"
Piotr Bratkowski - publicysta "Newsweeka"
Grzegorz Górny - Redaktor Naczelny "Frondy"
ZAPRASZAMY! W czasie spotkania zostanie po raz pierwszy w Polsce zaprezentowany film dokumentalny "Zabawa w komunizm!"
myśl na dziś
Tak np. czytamy, że św. Franciszek Borgiasz, straciwszy matkę w dziesiątym roku życia, zadawał sobie krwawe biczowania, by tą pokutą skrócić jej męki czyśćcowe.
(św. Józef S. Pelczar, Rozmyślania o życiu kapłańskim, Poznań 2003, s. 392)

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO