poniedziałek, 21 września 2009

[21 IX 2009] św. Mateusza, czyli posłuchajmy prof. Krzemińskiego o tzw. mniejszościach

bierzmy się za robotę!
Znów w pociągu! Znów relacja Warszawa-Wrocław i znów należy zacząć od spraw bieżących. Otóż, po pierwsze – zostałem wczoraj chrzestnym swojej Siostrzenicy! W związku spożywczym, należy Tosię uhonorować jakąś miłą muzyczką, a skoro okazja ma charakter religijny, nie może być nic innego, niż Credo. A zatem, odśpiewajmy:



Druga rzecz, to sprawy ślubne! Jeszcze nie moje (choć to równo za 11 miesięcy!), tylko Przyjaciół! Otóż, był chłop – i nie ma chłopa! Krzysztof przedwczoraj poślubił Martę, a ja o tym zaświadczam, bo i na zaświadczaniu polegała moja rola! Młodej parze również coś zadedykujemy. Co tym razem? W związku z tym, że w życiu nie ma letko – Crux fidelis, by nie odstąpili od Krzyża ani na krok:



Trzecia miła rzecz – kolejna darowizna na gnyszkobloga! Zwyczajowo już, od Pana Tomasza, kolejne – jak co miesiąc – 15 złotych. Skoro jesteśmy już w klimacie religijnym, podziękujmy Darczyńcy i Matkę Bożą uhonorujmy zarazem – Salve Regina:



Czwarta rzecz – jak pisałem poprzednio, jestem obecnie na etapie organizacji i zarządzania powstałymi zrębami pewnego dzieła, które zrodziło się w mojej głowie w przeciągu minionego roku. Oznacza to z jednej strony mniejszą ilość czasu na inne rzeczy (co chyba widać po cykliczności wpisów), z drugiej zaś – kolejność uzyskiwania czasu przez outsource'ing, czyli delegowanie obowiązków. W związku z tym chciałem poprosić Szanownych Czytelników o kierowanie do mnie chętnych do pomocy w charakterze asystenta, który zajmowałby się nie tylko kalendarzem, ale i przejęciem niektórych uciążliwych, czasochłonnych obowiązków. Zajęcie najodpowiedniejsze dla żądnego wrażeń studenta – wynagrodzenie mieszane, tj. bazowo-progresywne. Możliwość nauczenia się wielu ciekawych rzeczy – nieograniczona.
Przejdźmy zatem do spraw, które w ostatnim czasie (niektóre tematy pochodzą jeszcze z czerwca!) zaprzątały gnyszkogłowę.

profesor Krzemiński o mniejszościach
w ubiegłym roku akademickim miałem okazję chodzić na wykład prof. Ireneusza Krzemińskiego, pt. Procesy zmiany społecznej. Nie zamierzam tu odnosić się ani do sposobu prowadzenia zajęć, ani ich zawartości merytorycznej, ale do jednego tylko wykładu. Poświęcony był on dewiacjom seksualnym, które prelegent nazywał jakoś egzotycznie – mniejszościami, czy coś w tym stylu.
Doszliśmy do kwestii Kościół a dewianci. Profesor przy tej okazji wygłosił parę ciekawych sądów. Po pierwsze, zacytował bpa Pieronka, który porównał homoseksualizm do choroby zakaźnej (nie pamiętam jaka była podstawa porównania, ale moim zdaniem nie było ono nieuprawnione). Profesor skomentował to w sposób następujący:
Proszę zobaczyć, nawet ktoś taki, jak biskup Pieronek, który tak wiele dobrego zrobił dla homoseksualistów w Polsce, przemawia językiem nienawiści.
Ciekawe, że homoseksualiści w ten sposób postrzegają biskupa Pieronka – czyżby zajadli kościelni krytycy Biskupa mieli jednak rację? Temat Hierarchy rozwinę niżej, jedźmy dalej z opowieścią o wykładzie.
Drugą ciekawostką, był wtręt o Stowarzyszeniu Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z Krakowa. Prof. Krzemiński ocenił to środowisko jako najbardziej wrogie homoseksualistom w Polsce i przytoczył treść słynnej ulotki nt. inkryminowanego zboczenia, której autorzy informują o osobliwych zwyczajach popularnych wśród homoseksualistów, tj. jedzeniu odchodów, czy styczności z krwią podczas stosunku. Profesor skomentował:
Jeśli to nie jest mowa nienawiści, to ja nie wiem, co jest mową nienawiści.
Cóż, ja również nie wiem, czym jest mowa nienawiści w takim razie. Jeśli noworodek często robi pod siebie, to czy opis tej sytuacji w formie zdania ogólnego jest mową nienawiści? Powie ktoś – Gnyszka zgłupiał, kolejne porównanie od czapy. Nie tym razem, moi mili! Jak naturalną rzeczą jest brak umiejętności powstrzymania parcia w młodym wieku, tak naturalną rzeczą jest, że gdy tłok porusza się w rurze wydechowej, a nie w cylindrze to z rury owej wydechowej wylatuje jej zawartość. Gdyby tak nie było, tow. Adler nie radziłby na gaylife.pl by przed wizytą na pedalskiej imprezie płukać odbyt przy pomocy rury prysznicowej, z której zdejmuje się słuchawkę. By jego zawartość nie przeszkadzała przy intromisji czyjejś pupy.
Trzecią ciekawostką zaś jest kwestia spowiedzi. Otóż, okazuje się, że gejowie są niezwykle pobożnymi ludźmi i odczuwają silny dyskomfort z powodu braku rozgrzeszenia, wynikłego ze stałego pomieszkiwania ze sobą i wzajemnym przenikaniu. Mówi zatem Pan Profesor, cytując respondenta:
Bardzo mnie boli to, że nie dostaję rozgrzeszenia, mimo że od lat żyję z jednym partnerem.
Komentując, prof. Krzemiński stwierdził, że to wszystko jest postawione na głowie, skoro z dymanka w krzakach z kim popadnie można się wyspowiadać i nie ma się grzechu, a ze statecznego, regularnego wszetecznictwa – nie da rady.
Otóż, informuję – z pewnością niewiedza Profesora jest uzasadniona, nie jest w końcu badaczem egzotycznych religii, tylko członkiem ultrakatolickiego narodu – iż brak mocnego postanowienia poprawy i późniejszego zadośćuczynienia uniemożliwia otrzymanie rozgrzeszenia. Nawet jeśli go spowiednik udzieli, a penitent po prostu go oszukał – rozgrzeszenie do skutku nie dochodzi! O czym więc rozmawiamy?
Rozmawiamy ciągle o projekcjach na temat katolicyzmu, które ludzie sobie tworzą. Zacna to rzecz, ale na zajęciach z socjologii religii!

Biskup Pieronek
postać znana i przez wielu lubiana, i równie wielu – nielubiana. Nie ma co się dziwić, Hierarcha ma na koncie wiele wyskoków. W ostatnim czasie, po tym jak odprawił Mszę Trydencką w którejś z diecezji, wydawało się wielu, że proces nawrócenia dobiegł końca (jak to niektórzy komentowali). Ja również się cieszyłem, sądząc że jeden z głównych aktorów kryzysowej sytuacji w polskim Kościele, właśnie porzuca dotychczasowe działania. Na nic jednak zdały się radości – ostatnio Biskup raczył w Rzeczpospolitej skomentować pomysł kard. Dziwisza ze zlotem innowierców w Krakowie.
Proszę przeczytać i pomyśleć, czy na tym polega głoszenie Ewangelii – na zachęcaniu niewiernych do kultywowania swoich praktyk (czym była biblijna ohyda spustoszenia?). Nie mam nic przeciwko spotykaniu się, nawiązywaniu bliskich relacji, oswajaniu się ze sobą, etc. To jest konieczne i bardzo to popieram – sam wiem, jak wielką rolę odgrywają osobiste kontakty zarówno w ewangelizacji, jak i innych dziedzinach. Ale pomysł, by zapraszać ich do kościoła, usuwać z kapitularza dominikańskiego krzyż, to dla mnie przesada.
Chociaż... może inaczej takiego spotkania nie dałoby się zorganizować? Nie mówię tu o usuwaniu krzyża, tylko o tym czy takie spotkanie może obyć się bez aspektu religijnego? Czy da się nawiązać dobre relacje na zasadzie – polubmy się, ale nie pozwalam Ci się modlić do Twojego bóstwa, bo to bałwochwalstwo. Zakładając dobrą wolę ze strony przyjezdnych, należałoby raczej pokazać piękno własnej religii, swój szacunek do Zbawiciela, przejęcie misją Kościoła, etc. - dzięki czemu być może innowierca zostałby porwany przykładem i stare błędy porzucił. Dopiero wtedy byłby w pełni świadomy i swoje dotychczasowe wyznanie mógłby ocenić jako bałwochwalstwo.
Proszę jednak zauważyć, że z powyższą wizją kłóci się zarówno ton wypowiedzi bpa Pieronka, jak i incydent z wyniesieniem krzyża.

konformizm grupowy a aerobik
Wracając zaś do Instytutu Socjologii, chciałem podzielić się kolejnym wspomnieniem z wykładów prof. Krzemińskiego. Otóż, przez okno sali wykładowej widziałem zajęcia z aerobiku, które pozwoliły mi zauważyć, że ta dziedzina sportu to uosobienie konformizmu grupowego. Podczas aerobiku każdy robi to co inni i tempo wyznaczają mu inni (z wodzem na czele). Nie ma w tym nic złego, nawet łatwiej się ćwiczy, ale moim zdaniem to ciekawe spostrzeżenie.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/21-ix-2008-xxv-niedziela-zwyka-wiatowy.html

myśl na dziś
Niech twoje życie nie będzie bezpłodne. — Bądź pożyteczny. — Zostaw pamięć po sobie. — Świeć światłem swojej wiary i miłości. Życiem apostoła zacieraj lepkie i brudne ślady pozostawione przez nieprawych siewców nienawiści. — I na wszystkich ziemskich drogach rozniecaj ogień Chrystusowy, który nosisz w sercu.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 1



2 komentarze:

Jedne muzykują, inne tworzą aktywa pisze...

Panie Macieju Platynowy,
nie mogę się powstrzymać przed przesłaniem wirtualnego całusa na rzecz nowej członkini Kościoła. Postanowiłam nie pisać prywatnego maila, bo może ktoś zechce przeczytać ten komentarz i wpadnie na GENIALNY pomysł, żeby się pomodlić o wszelkie dobro dla dzidziusia :)

Sara pisze...

Okej! Ja za dzidziusia się pomodlę!

Aerobik OK :)

ciekawostki: