Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja seksualna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja seksualna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 września 2009

[21 IX 2009] św. Mateusza, czyli posłuchajmy prof. Krzemińskiego o tzw. mniejszościach

bierzmy się za robotę!
Znów w pociągu! Znów relacja Warszawa-Wrocław i znów należy zacząć od spraw bieżących. Otóż, po pierwsze – zostałem wczoraj chrzestnym swojej Siostrzenicy! W związku spożywczym, należy Tosię uhonorować jakąś miłą muzyczką, a skoro okazja ma charakter religijny, nie może być nic innego, niż Credo. A zatem, odśpiewajmy:



Druga rzecz, to sprawy ślubne! Jeszcze nie moje (choć to równo za 11 miesięcy!), tylko Przyjaciół! Otóż, był chłop – i nie ma chłopa! Krzysztof przedwczoraj poślubił Martę, a ja o tym zaświadczam, bo i na zaświadczaniu polegała moja rola! Młodej parze również coś zadedykujemy. Co tym razem? W związku z tym, że w życiu nie ma letko – Crux fidelis, by nie odstąpili od Krzyża ani na krok:



Trzecia miła rzecz – kolejna darowizna na gnyszkobloga! Zwyczajowo już, od Pana Tomasza, kolejne – jak co miesiąc – 15 złotych. Skoro jesteśmy już w klimacie religijnym, podziękujmy Darczyńcy i Matkę Bożą uhonorujmy zarazem – Salve Regina:



Czwarta rzecz – jak pisałem poprzednio, jestem obecnie na etapie organizacji i zarządzania powstałymi zrębami pewnego dzieła, które zrodziło się w mojej głowie w przeciągu minionego roku. Oznacza to z jednej strony mniejszą ilość czasu na inne rzeczy (co chyba widać po cykliczności wpisów), z drugiej zaś – kolejność uzyskiwania czasu przez outsource'ing, czyli delegowanie obowiązków. W związku z tym chciałem poprosić Szanownych Czytelników o kierowanie do mnie chętnych do pomocy w charakterze asystenta, który zajmowałby się nie tylko kalendarzem, ale i przejęciem niektórych uciążliwych, czasochłonnych obowiązków. Zajęcie najodpowiedniejsze dla żądnego wrażeń studenta – wynagrodzenie mieszane, tj. bazowo-progresywne. Możliwość nauczenia się wielu ciekawych rzeczy – nieograniczona.
Przejdźmy zatem do spraw, które w ostatnim czasie (niektóre tematy pochodzą jeszcze z czerwca!) zaprzątały gnyszkogłowę.

profesor Krzemiński o mniejszościach
w ubiegłym roku akademickim miałem okazję chodzić na wykład prof. Ireneusza Krzemińskiego, pt. Procesy zmiany społecznej. Nie zamierzam tu odnosić się ani do sposobu prowadzenia zajęć, ani ich zawartości merytorycznej, ale do jednego tylko wykładu. Poświęcony był on dewiacjom seksualnym, które prelegent nazywał jakoś egzotycznie – mniejszościami, czy coś w tym stylu.
Doszliśmy do kwestii Kościół a dewianci. Profesor przy tej okazji wygłosił parę ciekawych sądów. Po pierwsze, zacytował bpa Pieronka, który porównał homoseksualizm do choroby zakaźnej (nie pamiętam jaka była podstawa porównania, ale moim zdaniem nie było ono nieuprawnione). Profesor skomentował to w sposób następujący:
Proszę zobaczyć, nawet ktoś taki, jak biskup Pieronek, który tak wiele dobrego zrobił dla homoseksualistów w Polsce, przemawia językiem nienawiści.
Ciekawe, że homoseksualiści w ten sposób postrzegają biskupa Pieronka – czyżby zajadli kościelni krytycy Biskupa mieli jednak rację? Temat Hierarchy rozwinę niżej, jedźmy dalej z opowieścią o wykładzie.
Drugą ciekawostką, był wtręt o Stowarzyszeniu Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z Krakowa. Prof. Krzemiński ocenił to środowisko jako najbardziej wrogie homoseksualistom w Polsce i przytoczył treść słynnej ulotki nt. inkryminowanego zboczenia, której autorzy informują o osobliwych zwyczajach popularnych wśród homoseksualistów, tj. jedzeniu odchodów, czy styczności z krwią podczas stosunku. Profesor skomentował:
Jeśli to nie jest mowa nienawiści, to ja nie wiem, co jest mową nienawiści.
Cóż, ja również nie wiem, czym jest mowa nienawiści w takim razie. Jeśli noworodek często robi pod siebie, to czy opis tej sytuacji w formie zdania ogólnego jest mową nienawiści? Powie ktoś – Gnyszka zgłupiał, kolejne porównanie od czapy. Nie tym razem, moi mili! Jak naturalną rzeczą jest brak umiejętności powstrzymania parcia w młodym wieku, tak naturalną rzeczą jest, że gdy tłok porusza się w rurze wydechowej, a nie w cylindrze to z rury owej wydechowej wylatuje jej zawartość. Gdyby tak nie było, tow. Adler nie radziłby na gaylife.pl by przed wizytą na pedalskiej imprezie płukać odbyt przy pomocy rury prysznicowej, z której zdejmuje się słuchawkę. By jego zawartość nie przeszkadzała przy intromisji czyjejś pupy.
Trzecią ciekawostką zaś jest kwestia spowiedzi. Otóż, okazuje się, że gejowie są niezwykle pobożnymi ludźmi i odczuwają silny dyskomfort z powodu braku rozgrzeszenia, wynikłego ze stałego pomieszkiwania ze sobą i wzajemnym przenikaniu. Mówi zatem Pan Profesor, cytując respondenta:
Bardzo mnie boli to, że nie dostaję rozgrzeszenia, mimo że od lat żyję z jednym partnerem.
Komentując, prof. Krzemiński stwierdził, że to wszystko jest postawione na głowie, skoro z dymanka w krzakach z kim popadnie można się wyspowiadać i nie ma się grzechu, a ze statecznego, regularnego wszetecznictwa – nie da rady.
Otóż, informuję – z pewnością niewiedza Profesora jest uzasadniona, nie jest w końcu badaczem egzotycznych religii, tylko członkiem ultrakatolickiego narodu – iż brak mocnego postanowienia poprawy i późniejszego zadośćuczynienia uniemożliwia otrzymanie rozgrzeszenia. Nawet jeśli go spowiednik udzieli, a penitent po prostu go oszukał – rozgrzeszenie do skutku nie dochodzi! O czym więc rozmawiamy?
Rozmawiamy ciągle o projekcjach na temat katolicyzmu, które ludzie sobie tworzą. Zacna to rzecz, ale na zajęciach z socjologii religii!

Biskup Pieronek
postać znana i przez wielu lubiana, i równie wielu – nielubiana. Nie ma co się dziwić, Hierarcha ma na koncie wiele wyskoków. W ostatnim czasie, po tym jak odprawił Mszę Trydencką w którejś z diecezji, wydawało się wielu, że proces nawrócenia dobiegł końca (jak to niektórzy komentowali). Ja również się cieszyłem, sądząc że jeden z głównych aktorów kryzysowej sytuacji w polskim Kościele, właśnie porzuca dotychczasowe działania. Na nic jednak zdały się radości – ostatnio Biskup raczył w Rzeczpospolitej skomentować pomysł kard. Dziwisza ze zlotem innowierców w Krakowie.
Proszę przeczytać i pomyśleć, czy na tym polega głoszenie Ewangelii – na zachęcaniu niewiernych do kultywowania swoich praktyk (czym była biblijna ohyda spustoszenia?). Nie mam nic przeciwko spotykaniu się, nawiązywaniu bliskich relacji, oswajaniu się ze sobą, etc. To jest konieczne i bardzo to popieram – sam wiem, jak wielką rolę odgrywają osobiste kontakty zarówno w ewangelizacji, jak i innych dziedzinach. Ale pomysł, by zapraszać ich do kościoła, usuwać z kapitularza dominikańskiego krzyż, to dla mnie przesada.
Chociaż... może inaczej takiego spotkania nie dałoby się zorganizować? Nie mówię tu o usuwaniu krzyża, tylko o tym czy takie spotkanie może obyć się bez aspektu religijnego? Czy da się nawiązać dobre relacje na zasadzie – polubmy się, ale nie pozwalam Ci się modlić do Twojego bóstwa, bo to bałwochwalstwo. Zakładając dobrą wolę ze strony przyjezdnych, należałoby raczej pokazać piękno własnej religii, swój szacunek do Zbawiciela, przejęcie misją Kościoła, etc. - dzięki czemu być może innowierca zostałby porwany przykładem i stare błędy porzucił. Dopiero wtedy byłby w pełni świadomy i swoje dotychczasowe wyznanie mógłby ocenić jako bałwochwalstwo.
Proszę jednak zauważyć, że z powyższą wizją kłóci się zarówno ton wypowiedzi bpa Pieronka, jak i incydent z wyniesieniem krzyża.

konformizm grupowy a aerobik
Wracając zaś do Instytutu Socjologii, chciałem podzielić się kolejnym wspomnieniem z wykładów prof. Krzemińskiego. Otóż, przez okno sali wykładowej widziałem zajęcia z aerobiku, które pozwoliły mi zauważyć, że ta dziedzina sportu to uosobienie konformizmu grupowego. Podczas aerobiku każdy robi to co inni i tempo wyznaczają mu inni (z wodzem na czele). Nie ma w tym nic złego, nawet łatwiej się ćwiczy, ale moim zdaniem to ciekawe spostrzeżenie.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/21-ix-2008-xxv-niedziela-zwyka-wiatowy.html

myśl na dziś
Niech twoje życie nie będzie bezpłodne. — Bądź pożyteczny. — Zostaw pamięć po sobie. — Świeć światłem swojej wiary i miłości. Życiem apostoła zacieraj lepkie i brudne ślady pozostawione przez nieprawych siewców nienawiści. — I na wszystkich ziemskich drogach rozniecaj ogień Chrystusowy, który nosisz w sercu.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 1



sobota, 12 września 2009

Senyszyn popiera Gnyszkę! Brawo!

Skrzeczyszyn dicit...

dowiedziałem się przed chwilą, że posłanka Senyszyn (nazywana nieładnie Szynszylem) potwierdza moją opinię na temat seksu i późniejszą pierwszą, oraz drugą polemikę na ten temat. W jaki sposób potwierdza? Zacytujmy Portal Fronda.pl:
Senyszyn: Ma być seks a nie „przekazywanie życia”

Europosłanka SLD krytykuje obowiązujący podręcznik, z którego polskie nastolatki mają czerpać wiedzę o życiu w rodzinie, to „wypociny”. Senyszyn chce zastąpić fragmenty poświęcone rodzinie, prymitywnym instruktażem jak uprawiać seks.
W recenzji umieszczonej na swoim blogu Senyszyn daje popis swojego dydaktycznego polotu w kwestii edukacji seksualnej. Ulubienica homoseksualnych aktywistów, zarzuca autorom podręcznika zdawkowe potraktowanie zagadnienia. Oburza się na zawartą w książce sugestię, że do aktu seksualnego dochodzi tylko w małżeństwie - pisze "Dziennik".

Podręcznik, zdaniem Senyszyn, przede wszystkim zbyt mało mówi o samym seksie. - Podręcznik do szkoły podstawowej, czyli dla 12-13-latków jest o tyle nowatorski, że po „Dojrzewaniu” (rozdz. III) od razu jest „Przekazywanie życia” (rozdz. IV). O seksie jest jedno zdanie i to wyłącznie w aspekcie zapłodnienia, które „dokonuje się w wyniku aktu seksualnego, w czasie którego plemniki mężczyzny zostają złożone w pochwie kobiety”. I żeby nie było wątpliwości: - Akt seksualny jest wyrazem miłości małżeńskiej – pisze na blogu europosłanka.
Więcej na Frondzie.pl
Cóż powiedzą moi niegdysiejsi dyskutanci? Pojęcia mają znaczenie?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/12-ix-2008-ser-kozi-wita-papiea.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/12-ix-2008-pitek-grzyzga-robi-kambek.html

myśl na dziś
Pokora Jezusa Chrystusa: w Betlejem, w Nazarecie, na Kalwarii... — Ale jeszcze większe upokorzenie i poniżenie mamy w Najświętszej Hostii, większe niż w stajence, niż w Nazarecie, niż na Krzyżu. Jak bardzo więc winienem kochać Mszę świętą („Naszą” Mszę, o Jezu...)
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 533



czwartek, 16 lipca 2009

[Wakacyjny Plan Czytelniczy 2009] uzupełnienie części światopoglądowej

Zgodnie z tym, co zapowiedziałem w części światopoglądowej Wakacyjnego Planu Czytelniczego, przyszedł czas na jej uzupełnienie! Udało mi się sprowadzić do znajomej księgarni książki, na których popularyzacji bardzo mi zależy! Większość z nich mam przeczytane, o jednej czyli Rewolucji i Kontrrewolucji pisałem już sporo. Dziś - z uwagi na późną porę i poranne wstawanie - tylko wstawię okładki i opis ze strony księgarni. Szczególnie polecam trzy pierwsze!

--------------------------------------------------------


DUCH RODZINNY W DOMU, SPOŁECZEŃSTWIE I PAŃSTWIE
(...) Przygoda intelektualna najwyższej próby, jaką jest spotkanie z książką księdza Henri Delassusa, dostarcza dwojakiego rodzaju radości. Pierwsza to radość z odkrycia Francji katolickiej z początku dwudziestego wieku. Krystaliczny w swej przejrzystości wykład, czym jest niezmienny porządek natury wpisany w powołanie rodzin, hierarchię społeczną, organizację narodów i państw powstał zaledwie dziewięćdziesiąt lat temu, ale zarazem - sto dwadzieścia lat od Rewolucji Francuskiej.(...) [Ewa Polak-Pałkiewicz]
-------------------------------------------------


KRZYŻOWIEC XX WIEKU. PLINIO CORREA DE OLIVEIRA
Krzyżowiec XX wieku to pierwsza książkowa biografia wybitnego myśliciela katolickiego Plinia Correi de Oliveira, autorstwa prof. Roberto de Mattei.
Plinio Correa de Oliveira całe swoje życie poświęcił walce w obronie papiestwa i Kościoła. Był założycielem i inspiratorem Stowarzyszeń Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP), które działają w dwudziestu siedmiu krajach na pięciu kontynentach. Prof. De Mattei opisuje myśl i dzieło człowieka, który był członkiem Zgromadzenia Konstytucyjnego Brazylii, profesorem Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w Sao Paulo, dziennikarzem i pisarzem, autorem dziewiętnastu książek oraz tysięcy artykułów.
--------------------------------------------------------


REWOLUCJA I KONTRREWOLUCJA
Ta książka to mistrzowskie dzieło Plinia Correi de Oliveira, jednego z największych myślicieli katolickich XX wieku. Rewolucja i kontrrewolucja stanowi analizę procesu niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej, rozpoczętego u schyłku średniowiecza i kontynuowanego przez pseudo-reformację, krwawą rewolucję francuską, ateistyczny komunizm, a wreszcie przez współczesną rewolucję obyczajową.
--------------------------------------------------------

WOLNY RYNEK W SPOŁECZEŃSTWIE CHRZEŚCIJAŃSKIM
Obowiązkowa lektura dla każdego katolika, który chciałby zdobyć podstawową wiedzę o stanowisku Magisterium Kościoła wobec kwestii ekonomicznych oraz o rozmaitych „mentalnościach”, z których wynikają współczesne ideologie społeczno–gospodarcze.

Wykład Adolpho Lindenberga napisany został przystępnym językiem i ze swadą, czym w żadnym razie nie przypomina nudnych traktatów współczesnych ekonomistów. Zapewne dlatego, że Lindenberg jest przede wszystkim praktykiem, nie zaś teoretykiem biznesu. Sam prowadził przez niemal półwiecze jedną z najlepiej prosperujących firm architektonicznych Brazylii. „Doktor Lindenberg sam jest przedsiębiorcą i to takim, który odnosi sukcesy; co jednak ważniejsze, jest biznesmenem, który nauczył się pokory i głębokiego szacunku dla Opatrzności Bożej właśnie na trudnej drodze biznesu” – napisał w przedmowie Jean-François Orsini, prezes waszyngtońskiego St. Antonius Institute for Catholic Education in Business.

--------------------------------------------------------
W OBRONIE WYŻSZYCH PRAW
Autorzy książki (członkowie amerykańskiego Stowarzyszenia TFP) napisali na wstępie swojego opracowania: "Modlimy się za tych, którzy popadli w homoseksualny grzech z powodu ludzkiej słabości. Niech Bóg obdarzy ich swą łaską; niech uleczeni przez Zbawiciela znowu powstaną, by nigdy więcej już nie upaść. Liczymy na to, że demaskując ideologię, którą przesiąknięty jest ruch homoseksualny, zdołamy otworzyć im oczy, aby dostrzegli, jak są wykorzystywani na drodze do zrealizowania celów, być może całkowicie im obcych".
--------------------------------------------------------
REWOLUCJA SEKSUALNA ZAGRAŻA DZIECIOM
Niniejsza książka stanowi przestrogę dla rodziców i nauczycieli. Rewolucja obyczajowa, która od czterdziestu już lat niszczy rodziny w Europie Zachodniej, dotarła również do Polski. Uderza ona nie tylko w dorosłych, ale przede wszystkim w dzieci i młodzież.

Nowa lewica nie zamierza już budować utopijnego raju na ziemi w oparciu o dyktaturę proletariatu, lecz planuje osiągnięcie tego celu przez obalenie instytucji małżeństwa i rodziny.

Mathias von Gersdorff jest od 1993 roku szefem akcji „Dzieci w niebezpieczeństwie” („Kinder in Gefahr”) skierowanej przeciwko pornografii i przemocy w środkach masowego przekazu. Autor książki analizuje proces deprawacji i demoralizacji dzieci i młodzieży w Niemczech – zapoczątkowany przez rewolucję seksualną w 1968 r. – oraz jego opłakane skutki.
--------------------------------------------------------

NAJWYŻSZA REKOMENDACJA GNYSZKOBLOGA DLA TYCH POZYCJI!



czwartek, 11 czerwca 2009

[10/11 VI 2009] seks, aborcja, brudne tematy spisane w pociągu TLK Gałczyński

tytułem wyjaśnienia
no i rzeczywiście – stało się! Przywalony obowiązkami zawodowo-prezawodowymi musiałem przerwać wytwórstwo własnych mądrości blogowych. O ile pamiętam, jest to wydarzenie bez precedensu – tym bardziej warto je odnotować! Ale, ale... statystyka wytwórczości wprawdzie nie trzyma poziomu Tomasza Terlikowskiego, który trzaska kilka przekładów rocznie, parę własnych książek i setki artykułów i felietonów, ale wciąż średnio na tym blogu w całej jego ponad półtorarocznej historii wytwarza się 2 posty dziennie!
Nie ma zatem co płakać – ostatnio mieli okazję Czytelnicy powspominać czasy nawałnicy, jaka przetoczyła się przez gnyszkobloga w zeszłym roku, wcześniej sporo materiałów filmowych do obejrzenia... a teraz pora na interludium w postaci garści refleksyjek stanowiących kontynuację zawieszonych planów sprzed miesiąca i paru nowych – pisanych w drodze z Warszawy do Poznania i z Poznania do Wrocławia dzięki uprzejmości TLK Gałczyński.

stop abortion
ostatni wpis skłonił do wypowiedzi dwóch dawno nie widzianych komentatorów. Ubu rex pyta po co wspominam sprawę „Agaty”, natomiast jaś skoczowski konstatuje, że podział w kwestii aborcji zależy od stosunku do katolicyzmu.
Ubu rexowi odpowiadam zatem, że kombatantem rzeczywiście trochę się czuję – w tym sensie, że w sprawie miałem okazję wziąć aktywny udział, a same te wydarzenia były i są dla mnie znaczące w całym moim dotychczasowym życiu. Natomiast danych nt. sprzedaży Agaty. Anatomii manipulacji nie posiadam, więc nie mogę powiedzieć jak się sprzedaje. Podejrzewam, że nieźle – chociażby ze względu na jej świetną jakość! Jeśli konsultacja z prawnikiem wypadnie pozytywnie, zdradzę Wam jeszcze pewien szczegół na temat tej publikacji i reakcji na nią w środowisku związanym ze sprawą po stronie zwolenników mordowania dzieci.
Przychodzi zatem kolej na odpowiedź jasiowi skoczowskiemu. Otóż, drogi jasiu (piszę z małej litery – taki pseudonim przybrałeś, to nie brak szacunku z mojej strony), kwestia korelacji negatywnego stosunku do aborcji z pozytywnym stosunkiem do katolicyzmu jest korelacją, która tematu nie wyczerpuje. Owszem, jest to wynikanie – jeśli ktoś jest katolikiem sensu stricto, jest także przeciwnikiem morderstw prenatalnych (na mocy definicji katolika). Natomiast decydujący jest tu stosunek do życia ludzkiego – gdyż wśród przeciwników morderstw dzieci znajdują się także wyznawcy innych religii (OK, ich moglibyśmy wrzucić z katolikami do jednego worka), oraz ateiści i inne odmiany ludzi niereligijnych. Z naszego podwórka podam przykład np. znanego socjalisty Aleksandra Małachowskiego. Dlaczego tak jest? Ano nie dlatego, że podstawą wnioskowania jest tu przesłanka o charakterze prawdy objawionej, tylko dlatego, że przesłanka ma charakter naukowy. Jest bowiem prawdą, iż po połączeniu gamet (zapłodnieniu) rozpoczyna się proces, który nazywamy życiem, który ma wiele faz (prenatalna, którą można rozbić na kilka podfaz – oraz postnatalną, również możliwą do podziału np. na niemowlęctwo, wiek przedszkolny, dojrzewanie, dojrzałość, przekwitanie, starość, etc.). Jest to jeden, nieustanny proces kończący sie zgonem. Człowiek w brzuchu matki jest człowiekiem tak samo jak poza nim – to prosty fakt (przejście przez łono matki nie oznacza chyba zmiany gatunkowej, np. z bycia pająkiem, na homo sapiens?).
Teraz następuje kolejny element rozumowania, normatywny – jaki jest nasz stosunek do życia człowieka? Jeśli twierdzimy, że życie człowieka jest warte tyle, ile życie innych gatunków, wówczas odrzucamy perspektywę „humanistyczną” na rzecz jakiejś perspektywy „uniwersalistycznej” i nie przeszkadza nam zarówno zabijanie dzieci nienarodzonych, jak narodzonych, albo stojących nad grobem, jako starcy. Taki wybór jest możliwy. Jeśli natomiast twierdzimy, że życie ludzkie cenimy wyżej, niż życie innych gatunków – wówczas nie mamy podstawy do akceptowania morderstw prenatalnych, a nieakceptowania innych.
Reasumując – jesteś w srogim błędzie jasiu. Zresztą jak większość Twoich ideowych kolegów i koleżanek (mam pewne wyobrażenie na ten temat – wygooglałem Cię) – tworzysz sobie wyobrażenie na temat ludzi Kościoła i Jego doktryny na podstawie przesłanek cienkich jak przysłowiowa dupa węża, a później budujesz na tej podstawie mnogie teorie na swoim blogu.

co na to Tuwim?
dziś w kibelku w podziemiach Auditorium Maximum UW przeczytałem pewien bon mot, którym można skomentować sytuację opisaną powyżej. Tako rzecze Tuwim:
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic ciekawego do powiedzenia, nie przyoblekają tego faktu w słowa.


zabijanie spermy
podobnym nieporozumieniem zapoczątkowanym pewnie grubo przed słynnym głupawym filmem Monty Pythona na temat katolików (Żywot Briana) jest twierdzenie, jakoby np. sprzeciw Kościoła Świętego względem masturbacji, czy stosunku przerywanego brał się stąd, skąd bierze się sprzeciw względem aborcji. Ba! Że to to samo, tzn. że nasienia marnować nie należy dlatego, że plemniki są... życiem, czyli ludźmi!
Cóż, pogrobowcy Marksa i Gomułki mają to do siebie, że lubią gromić poglądy, które sami włożyli w usta swoich adwersarzy. Jak to mawiał G. K. Chesterton (oj, polecam tego pana...!) - „Wolnomyśliciele myślą, ale idzie im to bardzo wolno”.

kiedy pojawiła się miłość?
tymczasem nie ustaje proces odnajdywania zadziwiającej zgodności między prof. Plinio Correa de Oliveira a innymi autorami, którzy analizę historii podejmują wychodząc od radykalnie innych przesłanek. Otóż, ostatnio w ramach studiów nad socjologią wykryłem kolejną potencjalną zbieżność między prof. de Oliveira a rodzimym drem Maciejem Gdulą. Chodzi o to, kiedy powstała nowoczesna miłość – element ponoć w średniowieczu nie występujący – przynajmniej w takim kształcie (chodzi o tę specyficzna, damsko-męską, która ma ponoć usprawiedliwiać wszystko, albo której brak ma uniemożliwiać małżeństwo, etc.). Wprawdzie prof. Oliveira datuje jej początki na koniec średniowiecza (literatura miłosna, renesansowe romanse, etc.), a dr Gdula – z tego, co mi wiadomo – jednak w epoce romantyzmu, to jednak idę o zakład, że gdyby poskrobać, mogłoby się okazać iż spolegliwy skądinąd dr Gdula byłby skłonny przyjąć pogląd, iż solidne podwaliny pod romantyczną koncepcję miłości położyli właśnie renesansowi minstrele i gryzipiórkowie od miłości dworskiej.

wizja kobiety – dzisiejszy ideał
tymczasem zmienił nam się także ideał kobiety. Ostatnio miałem okazję poczytać u sąsiadek ze środków transportu publicznego trochę erotycznej literatury damskiej w rodzaju COSMOPOLITANA, et consortes. Okazało się wówczas, że nie przesadzam wcale ani trochę, twierdząc, że współczesny model kobiety to model quasi-prostytutki.
Skąd to „quasi”? Stąd mianowicie, że jest to jej nowa odsłona – dawna prostytutka była kobietą, która łączyła dwa style życia (normalny oraz patologiczny – by móc prowadzić ten normalny, teraz albo w przyszłości, po zebraniu koniecznych funduszy). Dzisiejszy ideał kobiety polega na zintegrowaniu obu stylów życia (żegnamy się z granicą między patologią i normalnością) oraz usunięciu elementu ekonomicznego.
Jednym słowem, nasza quasi-prostytutka jest raczej administratorem własnej pochwy, odbytu, piersi oraz ust, który dąży do maksymalizacji ich użyteczności, czyli eskalacji doznań. Stąd też bezużyteczna jest koncepcja małżeństwa, rodzicielstwa, monogamii. Stąd też – jako że znużenie sensoryczne jest nieubłagane – potrzeba wzmacniania bodźców pcha nasze niewiasty do większych ekscesów – od poszerzenia skali doznań o inne części ciała (penetracja wszystkiego jest dziś uznawana – w dyskursie wspomnianych gazet – za kolejne aspekty jednego zjawiska, czyli „seksu”), po poszerzenie składu aktorów biorących udział w akcie (kłania się nie tylko grupowy, ale i wspomagany akcesoriami, czy przedstawicielami innych gatunków), czy samego kontekstu aktu (od pozycji, po miejsce aktu albo sposób, czy szybkość).
Taki obraz wyłania się z analizy dyskursu tych szmatławych pisemek, które mimo wszystko czytają niekiedy damesy pozujące na elitę (w dawnym sensie tego słowa, a więc coś w rodzaju arystokracji – damesy ubrane w eleganckie żakiety, powściągliwe, wyniośle rozglądające się po otoczeniu i współpasażerach).
Oczywiście to nie pozostaje bez reakcji po męskiej stronie społeczeństwa...
[ale o tym przy innej okazji! Z „dzisiaj”, zrobiło się już „wczoraj” i mamy Boże Ciało, które spędzam u Oleńki!]

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-dziwne-rzeczy.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-b-bogumia-biskupa.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-ju-jest-jutro-witamy-rod.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-zaczyna-by-gono.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-inni-o-agacie.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-wieci-z-lublina.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-przemwi-dr-wielomski.html

myśl na dziś
Chcę cię ostrzec przed trudnością, która może się pojawić: chodzi o pokusę zmęczenia, zniechęcenia. – Czyż nie masz jeszcze świeżo w pamięci tamtego życia twojego – bez kierunku, bez celu, bez powabu, a który potem światło Boże i twoje własne oddanie właściwie ukierunkowały i napełniły radością? – Nie bądź tak głupi, ażeby zamienić to obecne życie na tamto.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 286



niedziela, 22 lutego 2009

[22 II 2009] porady seksualne w Radiu Maryja...

posłuchajmy audycji z Radia Maryja:

z tego, co mi wiadomo, audycja ta jest przedmiotem żartów przynajmniej kilku niewiast w wieku studenckim. Że niby takie pruderyjne toto, że takie głupoty tu wygadują, bo nie mają bladego pojęcia o życiu, jak to z "seksem" naprawdę jest, że co ten ksiądz ma niby wiedziec... (pomijam tu surrealistyczny wątek o jądrach i palniku, bo to jest komiczne, mówię o kwestii mąż-żona, którą poruszają na początku).

Nie wiem, czy jestem przez Zainteresowane czytany, ale moje drogie Panie... to, że jeszcze nie dociera do Was, że Wasi konkubenci traktują Was jak dziwki i pojemniki na wydzielinę, bardzo mnie smuci. Dopiero za parę lat, po kolejnej zmianie modelu na inny, wciąż łudząc się, że znalazłyście prawdziwego, opiekuńczego mężczyznę... dopiero wtedy odkryjecie, że ta niby śmieszna instytucja, to dwutysiącletnie kółko rybaków, które założył niejaki Joszua z Nazaretu, to kółko, w którym nie mówi się o ruchanku, tylko o akcie sakramentalnym... że to kółko wie o Was wszystko... więcej niż Wy same o siebie chcecie wiedziec. Na własną zgubę, jak na razie.

A co do kółka rybaków, to... nic o nim nie wiecie!


środa, 3 grudnia 2008

[3 XII 2008] Homogenizacja mózgu...

Homogenizacja...
czy nie wydaje Wam się, że paradoksalnie – żyjąc w świecie, który „różnorodnością” wyciera sobie gębę na każdym kroku – żyjemy równocześnie w świecie niesamowicie stotalizowanym? Mnie się tak wydaje – żyjemy w bardzo ujednoliconym, ustandaryzowanym świecie. Myślałem o tym po raz kolejny ostatnio, zdawszy sobie sprawę z tego, że np. na polu edukacji wszyscy mamy tę samą historię. Idziemy sobie do szkółki, uczymy o pingwinach-zboczeńcach, potem gimnazjum, tam wariujemy, potem liceum i poczucie wszechmocy, a potem studia i degrengolada... Wszyscy mamy tę samą historię. Rzadko kiedy można spotkać kogoś, kto np. najpierw musiał pracować, albo nie kończył podstawówki i uczył się w domu, albo nawet i do studiów nie pobierał formalnej edukacji.
Czy to dobrze, czy źle? Wydaje mi się, że źle – efektem tego są spłaszczone umysły, rozmiłowanie w miernocie i stereotypowe postrzeganie rówieśników. To ostatnie jest chyba najgorsze, bo dla własnego bezpieczeństwa mentalnego, większość woli hamować jednostki, które się ponad nią wybijają. Nawet urzędowo.
Nie wiem, jak bardzo zrozumiałe jest to, co napisałem, ale pewnie nie bardziej niż wypociny jakiegoś Bourdieu, czy Parsonsa, którymi jestem teraz faszerowany na socjologii. Z tych dwóch raczej ten drugi jest godny uwagi.

zniewagi zniewagom nierówne
porzućmy na chwilę rozważania szczegółowe na rzecz anegdotki. Prof. Sułek opowiedział wczoraj zabawną historię o tym, jak to zatarasował warszawskie metro (trzeba Wam wiedzieć, że bohater tej historii to zacny metodolog nauk społecznych). Otóż, nie udawało mu się skasować biletu, przez co ludzie stojący w kolejce do bramki za nim, popadli w irytację. Jedna dama, chcąc go ominąć, włożyła swój bilet... co prof. Sułek odebrał jako swój sukces, myśląc że to jego bilet – i spokojnie przeszedł przez bramkę. Na co dama nazwała zacnego metodologa „Baranem”.
Ot, równość. Prof. Sułek odparłszy później w sposób adekwatny do swojej winy oraz agresji kobiety, wrócił do pracy i opracował zarys programu badawczego na temat sposobów zwracania się do ludzi starszych w środkach komunikacji masowej.

rynek wszędzie
odpowiadam pokrótce na polemikę kol. Tamkquna dot. rynku. Niestety nie mam przed oczami tekstu jego odpowiedzi, więc odpowiem na podstawie wyobrażenia, które przechowuję w pamięci.
Wydaje mi się, że kol. Tamkqun zakłada, że fetyszyzuję rynek, nadając mu zbyt optymistycznie ogrom przeróżnych cech. Jest to podejście błędne.
Ustalmy na początku, co rozumiemy przez pojęcie „rynku”. Jest to moim zdaniem sposób, czy raczej system alokacji dóbr polegający na tym, że dowolne podmioty dysponują w sposób mniej lub bardziej wolny zasobami, które posiadają, np. je wymieniając (gdzie pod pojęciem zasobów rozumiemy zarówno dobra, jak usługi, czy władzę). Nie ma tu cienia normatywu – po prostu uznajemy prawo własności. Nie oznacza to bynajmniej, że aktorzy na rynku będą zawsze działać efektywnie, czy że zawsze będą postępować dobrze z moralnego punktu widzenia. Wręcz przeciwnie – po grzechu pierworodnym oczekiwanie, że samo dobro przyciągnie człowieka jest założeniem naiwnym. Owszem, dobro pociąga, św. Tomasz ma rację, ale zraniona natura stawia po drodze wiele przeszkód. Jeśli nie ma pracy nad cnotą, czy wykształconej cnoty – człowiek łatwiej popada w grzech. Wracając do rynku – oznacza to, np. że nie dziwi mnie sytuacja w której nagle ludzie zaczynają fascynować się pederastią i gejowie znajdują się na opakowaniach płatków śniadaniowych. Wręcz przeciwnie – patrząc na to, co dzieje się obecnie, uważam to za wysoce prawdopodobne w niedługim czasie! Nie zamierzam jednak zasypiać gruszek w popiele i uważam, że nie ma nic złego w tym, by kreować siłę rynkową, która tę tendencję będzie zwalczać, ba – może nawet doprowadzi do powszechnej zgody na to, że należy zakazać promocji homoseksualizmu. Każdy ruch społeczny generowany jest raczej przez małą grupę usypiaczy, którzy przeciągają milczącą większość w swoim kierunku. Wystarczy tylko dotrzeć z alternatywą, podać ją w dobrej formie, by sytuację odmienić. Ale tu nie chodzi o marketing. Kościół, jako depozytariusz Prawdy, przemienia raczej serca, formuje cnoty i postawy – trwale. Propaganda fidei, to raczej wyzwalanie ludzi z okowów ich namiętności, które każą im sądzić, że są racjonanymi przesłankami.
Zresztą nawet, gdyby była to znaczna większość równie przekonanych – nic nie stoi na przeszkodzie, by pracować nad tym, by zmienić ich zdania. To wszystko, to gra rynkowa. Nie ma w tym nic antyrynkowego.
Co do kwestii finansowania jeszcze – kol. Tamkqun nie zauważa chyba, że zwykłe firmy nie osiągają rentowności od pierwszego dnia działania. Wręcz przeciwnie – norma, to dwa, trzy lata. Dlatego też nie ma nic nienormalnego w tym, że przez jakiś czas jedzie się na deficycie i wierzy się w to, że mimo wszystko uda się przekonać rynek nie tylko do produktu, ale i do jego kupna. Podobnie z Frondą.pl
Co do kwestii politycznych – nieodwołalnie władza dąży w ręce coraz gorszej hołoty i jest to wynik działania rynkowego, oczywiście. Nie oznacza to natomiast, że jest to wynik pożądany, ani tym bardziej – że nie należy pracować nad jego zmianą. Ponownie wracamy do Kościoła – tam, gdzie słabnie wpływ Wiary... tam społeczeństwo bardziej wariuje, ulegają namiętnościom. Dlaczego? Bo i udział procentowy ludzi dojrzałych, opanowanych, oświeconych wiarą jest mniejszy, mniej cnót jest praktykowanych, etc. Władza idzie do hołoty, a świat w kierunku kryzysu. Nie bez kozery coraz więcej autorów zauważa moralne fundamenty obecnego kryzysu. Powiem więcej – ten kryzys ma podstawy w zmianach w moralności, zarówno w Ameryce, jak i na świecie.
Na koniec, muszę powiedzieć, że nie wiem, czy trafnie odpowiedziałem na pytania, bo nie miałem ich przed oczami, ale na pewno nie postrzegam rynkowej racjonalności, jako racjonalności w ogóle, ale bardziej jako „ograniczoną racjonalność” opisaną przez Northa. Po drugie – rynek postrzegam raczej bardziej abstrakcyjnie, niż kol. Tamkqun. Wydaje mi się nawet, że rację miał Parsons chcąc znaleźć ogólny model analityczny dla nauk społecznych na każdym poziomie. Na podstawie dotychczasowej lektury Parsonsa muszę powiedzieć jedno – chyba znów znajduję własne pomysły w cudzych książkach... No, ale do tego już chyba czytelnicy Gnyszkobloga przyzwyczaili...

de Toqueville o Unii
„(...) Pierwszą jest forma federacyjna, którą przyjęli [...] i która pozwala Unii cieszyć się potęgą, jaką ma wielka republika, i bezpieczeństwem, jakie ma republika mała”.
Jak myślicie, czy de Toqueville nie mówi przypadkiem o Unii Europejskiej? Nie, ale choć mówi o Ameryce, sam nie wie o tym, że za parę lat słowa te dotyczyć będą Unii Europejskiej. Niedługo uchwalą nam traktat lizboński, już zaczynają nam narzucać absurdalne ustawodawstwo... potem okaże się że konieczna jest dalsza integracja, aż do federacji, a z federacji – po jakiejś powtórce z Wojny Secesyjnej – do jednego państwa. Chyba, że po drodze będzie jakaś wielka wojna.

Unia zachodzi nas od tyłu...
żeby nie być gołosłownym, zamieszczam artykuł z fronda.pl.
[Oj, jednak nie zamieszczam, bo zniknął z portalu, ale w zamian zamieszczam fragment e-maila od stałego Czytelnika, który przebywa obecnie w Niemczech na socratesie...]
Mam wrażenie, że ci wszyscy "wyzwoleni" monachijczycy (którzy robią wszystko, żeby się odciąć od mitu konserwatywnej Bawarii) oraz przyjezdni to banda zbaraniałych matołów. Wystarczy porozmawiać nt. jej wysokości Unii E., żeby dowiedzieć się... niczego, poza dziecinną, brukselską propagandą w stylu "dni europejskich", jakie znam z podstawówki. Nieważne po co, grunt, żeby następowała integracja. Ale mniejsza o to.
Dziś z kolei dowiedziałem się (z NajwyższegoCzasu!) o inicjatywie ustawodawczej francuskich feminazistek, chcących narzucić krajom całej UE mix ustawodawczy złożony z ustaw dot. antykoncepcji, aborcji, homoseksualizmu, rozwodów, etc. W jaki sposób go stworzyć? Ano, przeglądamy ustawy w poszczególnych krajach – i wybieramy najbardziej ohydne i bezbożne... i narzucamy je reszcie. A co! Choć byłby to przykład jawnego nadużywania władzy przez eurobiurokrację... ale nie moglibyśmy odmówić femiwariatkom skuteczności w zastanym systemie stanowienia władzy. Znów wracamy do „rynku”. Dziewczyny może okażą się skuteczne. Co bynajmniej nie jest dobre, ani pożądane przez wszystkich.

społeczeństwo organiczne...
wciąż jestem pod wrażeniem de Toqueville'a analizującego religijność Amerykanów, i pod wrażeniem tamtego społeczeństwa. Być może nie jest to średniowieczne, ubóstwiane przez konserwatystów i kontrrewolucjonistów, społeczeństwo organiczne, ale na pewno coś jemu pokrewnego.
Na marginesie, de Toqueville zauważa, że choć wielość wyznań była w Ameryce wielka, to jednak panowała jedna, surowa moralność. Dziwne prawda? Szczególnie dziś, gdzie wiadomo już jakie są owoce rewolucji Lutra. Jak bardzo trafny jest tu tytuł książki Tomasza Terlikowskiego: Gdy sól traci smak. Etyka protestancka w kryzysie


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek_03.html

myśl na dziś

Bardzo wielką rzeczą jest uznać się za nic wobec Boga, ponieważ taka jest prawda.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 260




poniedziałek, 1 grudnia 2008

[1 XII 2008] homosie, wszędzie homosie!

wszędzie pedziowie...
nie wiem jak Czytelnicy, ale ja od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że aktywiści homoseksualni są wszędzie. Dlaczego? Ano, proszę bardzo - Opole, chcą robić przedstawienie dla dzieci w Domu Kultury (wiadomo o czym), potem Rzeszów, Radom... wszędzie problemy - prezydenci, burmistrzowie niekiedy się zgadzają, niekiedy nie... szczególnie, gdy zostają zasypani mailami pełnymi oburzenia. Ale to już nie o to chodzi, cóż, Wspólnoty Europejskie finansują Biedronia i jego projekt Żywa biblioteka (bo tak się nazywa projekt w ramach którego dziubasy wystawiają swoją sztukę), ja wiem... ale Kolega donosi mi, że teraz w każdym filmie jest rola wrażliwego, przystojnego homosia, który każdemu pomoże i na jego widok mdleją kobiety, ale cóż - zew zboczenia silniejszy! Miękka propaganda. Dobrze, że filmów w kinach nie oglądam z braku czasu i skąpstwa, ale po wielu rozmowach ze starszymi kolegami na temat oferty stacji telewizyjnych, bajek, etc. dochodzę do smutnego wniosku, że czas najwyższy budować swoje media. Można też się po prostu zamknąć w oblężonej twierdzy. Jak kto woli.
dlaczego wspieranie Fronda.pl jest liberalne?
ostatnio komentator Tamkqun spytał jak to jest, że pangruszka, libertyn wręcz ekonomiczny promuje obyczaj wspierania dzieł, które same mają problem z utrzymaniem się na rynku. Toć rynek sam powinien osądzić, bla bla...
Otóż, oczywiście ta postawa wynika wręcz z gospodarczego liberalizmu. Dlaczego? Mowa jest akurat o portalu internetowym, więc zawęźmy rozważania do tego przypadku. Portal kosztuje. Jeżeli się utrzyma - znaczy, że znalazła się odpowiednia ilość konsumentów, którzy znaleźli w nim to, czego szukali i postanowili to wynagrodzić (tu można postąpić dwojako, albo udostępniać portal za opłatą, albo opłatę egzekwować dobrowolną, stawiając na perswazję). Przy czym za konsumenta możemy podstawić także reklamodawcę, czy innego kontrahenta. Otóż, reakcją rynku może być zarówno prywatna donacja, klikanie w reklamy, jak i zamawianie akcji marketingowych w danym portalu przez reklamodawcę. Jednym słowem - nawet jeśli przedsięwzięcie utrzymuje się ze składek użytkowników... to biznes jest mistrzowski, jak np. Radio Maryja. To jest spektakularny sukces pod względem marketingowym, PRowym. Na zupełnie rynkowych zasadach. Kto powiedział, że rynek ma reagować w jeden sposób?
Rynek nie jest racjonalny sam z siebie (tj. jego składowe nie mają patentu na racjonalność) - stąd np. skuteczne kształtowanie preferencji rynku, nazywane marketingiem, może wieść właśnie do modelu biznesowego Radia Maryja. Tym bardziej, że o wiele ciężej zmienić świadomość ludzi zasiadających w domach mediowych (którzy nieracjonalnie kierują reklamy do Polityki mogąc za pośrednictwem Gościa Niedzielnego trafić nie tylko do większej liczby odbiorców, co zrobić to taniej! - winą jest tu niewiedza i uprzedzenie), niż wzbudzić w użytkownikach poczucie odpowiedzialności za przedsięwzięcie. Znowu - mamy tu do czynienia z racjonalną kalkulacją. Lepiej stwórzmy mocną społeczność, dobry produkt, a nuż ciule z domów mediowych zaczną nas inaczej postrzegać. Jeśli nie - damy sobie radę bez nich, stworzymy np. alternatywny rynek reklamy, wewnątrz owej silnie zintegrowanej grupy, etc.
Bo rynek to nie jest byt zastany. Rynek się kształtuje własnymi działaniami, z których każde jest dozwolone (prócz zmieniania zasad i uzależniania rynku od państwa).
Inną kwestią jest przepływ informacji i efektywność rynku, które nigdy nie są na takim samym poziomie.
nowe możliwości gnyszkobloga!
proszę Państwa, oto miś... miś Wam doładuje telefon dziś! Niniejszym ogłaszam, że od dzisiaj można doładowywać sobie telefon o wiele łatwiej niż przez mBank (patrz banner poniżej) - o dziś na gnyszkoblogu wisi banner serwisu doladowania.pl (pod bannerem akcji Bądź święty!), za pośrednictwem którego można doładować sobie kartę posiadając konto z dostępem do internetu w jakimkolwiek banku! Doładowania z dokładnością do 1 zł! Wiele promocji jest...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/1-xii-2007-sobota-cuda-ogaszaj.html

myśl na dziś
Coepit facere et docere – zaczął Jezus czynić a potem nauczać: ty i ja winniśmy dawać świadectwo przykładem, gdyż nie możemy prowadzić podwójnego życia: nie możemy uczyć tego, czego nie praktykujemy. Innymi słowy, winniśmy uczyć tego, co przynajmniej staramy się praktykować.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 694


poniedziałek, 24 listopada 2008

[24 XI 2008] sadomasochizm nie jest zboczeniem?

fronda działa? Działa, działa...
jak wiadomo – od dwóch tygodni polski internet jest już inny. Najpierw stał się inny w zeszłym roku, wraz z debiutem gnyszkobloga, to jasne, ale teraz stał się jeszcze bardziej inny – wystartował nowy portal frondy. Miło oglądać jego rozwój, czytać niekiedy śmieszne i żartobliwe, innym razem śmiertelnie poważne artykuły młodych redaktorów... miło śledzić ożywione dyskusje na słynnym (FForum), wreszcie – czytać blogi legendarnych użytkowników. Szczególnie, że za niektórymi nickami kryją się naprawdę poważne nazwiska, niekiedy z pierwszych stron gazet – zarówno ogólnopolskich, lokalnych, jak i branżowych. Serwis hula wspaniale, czekałem na ten debiut długo... i się nie zawiodłem!



wspieractwo po raz wtóry
w tym kontekście wraca nam dyskutowany w kontekście pro-life'u w ogólności, a gnyszkobloga w szczególności – temat wspieractwa. Ciekaw jestem, czy użytkownicy – zarówno starzy, jak i nowi, ci nabyci ostatnimi ruchami, debiutem, zeszłotygodniową akcją przeciwko IKEA (promującej w swoim katalogu homoseksualizm) – ciekaw jestem, czy zdadzą sobie sprawę z zależności między tym, że dobre artykuły tworzą ludzie, którzy muszą jeść, oraz tym, że w Polsce nie ma nieskończenie wielu bogatych wujków-katolików a reklamodawcy nie lubią pokazywać się w mediach katolickich.
Ciekaw jestem, czy za rok lub dwa będziemy świadkami spektakularnego upadku a la OZON, bądź Radio Józef... stałe zlecenie ustawione. Zobaczymy co zrobią inni. Czy tym razem pozwolą sobie przestać w końcu narzekać na hegemonię Agory? Portal – jak widać – robi, co może. Stworzony został nawet bardzo atrakcyjny dla potencjalnych wspieraczy – Klub Frondy.


Radio Józef
pouczający jest w tym względzie kazus Radia Józef. Wspaniałe radio, pisałem o nim wielokrotnie – moim zdaniem naprawdę najlepsza stacja w Polsce. Audycje, które fascynują, muzyka, która cieszy, modlitwa, dyskusje, które nie są paplaniną. Radio od roku coraz częściej puszczało między programami lektora dyktującego numer konta, głoszącego hasło „Pomóż nam pomagać innym”, kolejne pomysły na zwiększenie przychodów – pielgrzymki słuchaczy, sklepik w siedzibie redakcji... Radio w końcu zostaje sprzedane Eurozetowi – wówczas w trzy tygodnie słuchacze zadeklarowali i przelali prawie 50% miesięcznego kosztu utrzymania stacji! Można było? Jasne, że tak.
Powiemy sobie - „Radio prosiło nieumiejętnie”. Oczywiście – to jasne w kontekście podejścia do pieniędzy, który prezentują katolicy w Polsce (o czym pisałem właśnie przy okazji wspieractwa) – domyślam się, że Redakcja nie chciała po prostu za bardzo naciskać. Gdyby podali konkretne kwoty, bębnili o tym po każdej audycji, nadali tytuł akcji zbierania pieniędzy – z pewnością efekt byłby lepszy, patrząc na skuteczne modele biznesowe Radia Maryja i SKCh im. Ks. Piotra Skargi. Owszem, parę osób się zawsze obrazi i powie, że co to za Radio, które wciąż każe na siebie płacić, że oni sobie tam pewnie lody kręcą i biznesy chcą na Panu Bogu zrobić. Reszta natomiast otrzyma jasny sygnał - „Ludzie, żeby to dzieło, z którego korzystacie istniało dalej ku pożytkowi Waszemu i innych – musicie płacić!”.
Nie ma co liczyć na reklamy, poza kontekstową (chociaż Google skasował już konto Frondzie, z tego, co mi wiadomo, zobaczymy czy AdKontekst pójdzie tą drogą...). Tutaj pouczający jest zarówno nieboszczek OZON, którego szefowie chodzili po domach mediowych (to takie firmy, którym redakcje zlecają załatwienie reklam w zamian za prowizję) i wszędzie odchodzili z kwitkiem. Po prostu. Gazeta jest katolicka, chłopaki z domów mediowych mają do tego typu rzeczy awersję i po sprawie. Jak jest z „Gościem Niedzielnym”, który ma większą sprzedaż niż „Newsweek” i „Polityka”? Dokładnie tak samo – mimo, że katolicy, to taka sama grupa konsumencka jak inne (jedzą to samo, co inni, budują domy, smarują się kremami, jeżdżą samochodami...) - nikt poza ludwisarzami, wytwórców ornatów i wydawców modlitewników nie zamierza reklamować się w drugim pod względem sprzedaży tygodniku opinii w Polsce. Mimo, że za pół ceny dotarłby do znacznie większej liczby potencjalnych konsumentów, niż reklamując się w „Polityce”.
Może to i lepiej – reklamodawcy nie dyktują tematyki. Ale jeśli tak jest – to zdajmy sobie z tego w końcu sprawę i wspierajmy swojskie przedsięwzięcia!


Święta za pasem
no, kończymy już z tematyką cywilizacyjną! Święta idą – już za okrągły miesiąc będzie Wigilia. Jak wiadomo – Wigilia, to m.in. prezenty. Jeśli wśród Czytelników, lub ich otoczenia są tacy, którzy jeszcze nie poczynili planów zakupowych (taaak – otoczenia także, przecież można im polecić gnyszkobloga w tym zakresie), bądź samych zakupów – zachęcam do lektury mojej „Teorii Kupowania Prezentu”. Prócz tego, by zainspirować jeszcze bardziej, przez najbliższe dwa tygodnie codziennie zamieszczę posta z innym pomysłem prezentowym. To i owo rzuciło mi się w oczy – w sam raz na dwanaście postów!


sadomasochizm
niedawno zostałem zbesztany przez któregoś z Czytelników za to, że przytoczyłem przykład homoseksualisty, który zabił swojego apsztyfikanta i zjadł (to zresztą drugi taki głośny przypadek – poprzedni polegał na tym, że panowie się umówili na wspólne baraszkowanie sadmasochistyczne i końcowe odcięcie członków, zabicie i zjedzenie jednego przez drugiego – to było w Niemczech, jakiś rok, dwa temu). Czytelnik argumentował, że wariaci (czytaj: skrajni sadomasochiści) zdarzają się w każdej „orientacji”. Apeluję zatem, żeby Czytelnik nie jechał do szwedzkiego raju, bo okazuje się, że...
...sadomasochizm nie jest już zboczeniem, podobnie jak transwestytyzm i parę innych. Tak bowiem przegłosowano w Szwecji i zaleca się rozciągnąć ów standard na całą Europę. Autorzy mają nadzieję, że to posunięcie poskutkuje tak, jak analogiczne rozwiązanie w przypadku pederastii. Poniżej skan z Rzeczpospolitej dla tych, którzy myślą, że zwariowałem:


koniec świata?
zacytuję tu rozmowę z moim Proboszczem nt. pierwszych posunięć p. Obamy:
[ks. B.B.] – Ech... do czego to wszystko dąży?
[MG] – No, jak to? Do powtórnego przyjścia w chwale...
[ks. B.B.] - Ja wiem, ale po co to przyspieszać?


Świętymi są ci, co walczą do końca swego życia: ci, którzy zawsze potrafią podnieść się po każdym upadku, by dzielnie iść dalej z pokorą, z miłością, z nadzieją.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 186



piątek, 7 listopada 2008

[7 XI 2008] czy nekrofile są w Polsce dyskryminowani?

pinionżki - final countdown
przejrzawszy statystykę, z radością ujrzałem pewne ruchy 5 listopada. Bardzo się cieszę, za nie dziękuję - i w nawiązaniu do odnośnych tekstów, czyli tego i tego - proszę o więcej.
co tam, Panie u nekrofili?
jak pamiętają wytrwali czytelnicy gnyszkobloga, prognozujemy tu rychłe odkrycie, że także inne zboczenia poza pederastią są w istocie orientacjami seksualnymi. Po tej linii idą nie tylko ukazujące się od czasu do czasu teksty na temat pedofilii, ale i ostatni o... nekrofilach!
Wspomnijmy jeszcze, że propagatorem nekrofilii i sado-masochizmu jest niejaki Urban Jerzy (ten z uszami), którego żona wydawała pismo ZŁY. Nadzwyczaj dobrze współgra z treścią tego artykułu dzisiejsza myśl na dziś!
Polscy nekrofile skarżą się na nietolerancję. Nekrofilia jest legalna, donosi POLSKA:

Konrad Rafalski z niewielkiego Koszęcina fascynuje się śmiercią. W internecie prowadzi stronę poświęconą nekrofilii. Zamieszcza na niej szokujące opisy i zdjęcia stosunków seksualnych ze zmarłymi, zwłok w daleko posuniętym rozkładzie.
Wkrótce otwiera też zakład pogrzebowy. Mieszkańcy Koszęcina są przerażeni. Najchętniej wygnaliby go i jego rodzinę z wioski: - Oni otworzyli zakład, tylko po to, żeby mieć dostęp do zwłok - mówią mieszkańcy.
(...)
Ta wychowująca dwoje dzieci rodzina, fascynuje się śmiercią. Jest dumna z odmienności, a tych, którzy jej nie rozumieją, wyzywa od wieśniaków.
(...)
- Zło może się czaić wszędzie, ale nie z naszej strony. Jedynym złem w tej wiosce jest ludzka głupota. Oni nas nie tolerują za odmienność - ripostuje Konrad Rafalski
(...)
Wszystko to może brzmieć nawet zachęcająco, gdyby nie to, co znaleźliśmy na stronach internetowych Konrada i Sybilli. W witrynie o nekrofilii są opowiadania i artykuły opisujące ze szczegółami np. sceny seksu w prosektorium. Ich tytuły to: "Orgazm z trupem", "Seks z martwym facetem". Do tego porady, jak usztywnić penis nieboszczyka, wiersze i sylwetki najbardziej znanych nekrofilii i przedruki rozmów z nimi. Po wpisaniu specjalnego hasła można też zobaczyć szokującą galerię. To zdjęcia nagich, martwych kobiet i mężczyzn, niektóre podczas pośmiertnego stosunku płciowego, inne bez głowy, w stanie rozkładu, albo z głębokimi ranami. Na jednym ze zdjęć naga kobieta odcina piłą głowę zmarłemu mężczyźnie. - Nie wszystkie zdjęcia są prawdziwe, niektóre były pozowane - tłumaczy Konrad Rafalski. - Zbierałem je po całym świecie przez kilka lat. Proszę jednak poczytać wszystkie teksty i artykuły, one mają charakter naukowy. Kolejna witryna internetowa budzi grozę. Główna strona to zdjęcie chłodni z kostnicy jednego ze szpitali. Kliknięcie w poszczególne półki prowadzi nas do wybranych tematów związanych ze śmiercią.
Więcej na:

myśl na dziś
Kiedy przyjmiesz Pana do swego serca i zakosztujesz szaleństwa Jego Miłości, obiecaj Mu, że postarasz się zmienić tok swego życia, na ile to będzie konieczne, by nieść Go tłumowi, który Go nie zna, któremu brak ideałów, który niestety żyje w zezwierzęceniu.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 939

czwartek, 30 października 2008

[30 X 2008] czy małżeństwo niszczy seks - polemiki

promocyje, promocyje
uwaga, kończy się promocja w Złotych Myślach, w której można zakupić drukowane wersje niektórych książek tego wydawnictwa nawet za 30% ceny! Jej bannerek wisi powyżej, zwracam uwagę - promocyjne zamówienia można robić tylko do jutra. Jest jeszcze 36 godzin.

polemiki czas zacząć
coś się dziwiłem, że wczorajszy tekściorek skrótowy nie wywołał polemik. Ale, ale... rano okazało się, że jednak jest odzew. Publikuję maila wraz z odpowiedzią, która zresztą wyjaśni, co szczegółowo miałem na myśli. Dziękuję także za dzisiejszy komentarz pod postem.
Treść maila niestety usiana jest znakiem "=", który powstawiał komputer nie wiem z jakiej przyczyny, przekształcając tekst.
polemika
PS Oczywiście bez krytyki obejść =ię nie może. Co za bzdury Pan wypisujesz na blogu - seks jest grzechem śmiertelnym??? =AFyczę Panu, żeby żaden dziennikarz nie trafił na Pańskiego bloga. Tego =awet macierewiczowskim skrótem myślowym nazwać nie można. Mówisz o =óżnicy między seksem a współżyciem w "swojej" terminologii. Ale po pierwsze, nic =ię nie uprawnia do tworzenia jakiejś własnej terminologii dotyczącej =łów powszechnie znanych w języku polskim, a po drugie, nawet tej "swojej" terminologii =ie określiłeś, tzn. nie podałeś "swoich" definicji seksu i =spółżycia, tak żeby można się było do nich odnieść w sposób merytoryczny. Po =rzecie: Seks jest grzechem śmiertelnym??? (Drżyjcie wszyscy muzułmanie, żydzi i =nni niekatolicy, którzy nie wzięliście ślubu katolickiego!). To już ewidentna =ieprawda. Przede wszystkim, seks w sensie ogólnym nie może być w ogóle pojmowany = kategoriach grzechu, to byłby jakiś nonsens prowadzący do choroby psychicznej =mówię tu o seksie definiowanym wg słownika języka polskiego)! Ponadto, o pewnych czynach związanych z etyką seksualną można =ówić jedynie jako o tzw. materii ciężkiej, a nie grzechu śmiertelnym sensu stricto. Zatem to sam człowiek w swoim sumieniu rozstrzyga o =adze grzechu, z pomocą Boga i ewentualnie spowiednika. Po czwarte: seks = =spółżycie wg właściwej terminologii, zaś współżycie małżeńskie =czyli, jak to nazwałeś, czynności sakramentalne) stanowi zbiór zawarty w zbiorze czynności =eksualnych. Nie można mówić o tych dwóch zbiorach jak o zbiorach =ozłącznych. Informuję Pana, że małżonkowie, współżyjąc, uprawiają seks - a =ięc twierdzenie, że seks jest grzechem śmiertelnym, jest po prostu absurdalne i =roteskowe.
Oj, Panie Gnyszka, znów Pan =arozrabiałeś! A takich "kwiatków" na blogu jest pewnie znacznie więcej...
--------------------
odpowiedź:
Co do krytyki. Specjalnie nie podałech swoich definicji, by jakiegoś wilka z lasu wywołać :) Ale - albo Lud Boży ma swój sensus fidei i wie o co kaman i nie szuka dziury w całym, jak Herr P*****, albo mu się nie chce skomentować :) Otóż, sprawa jest prosta jako i drut - czy widzi Kolega różnicę między katolicką koncepcją wykoywania czynności-prowadzących-do-orgazmu, a niekatolicką, ale wyrosłą w katolickim obszarze kulturowym (na razie nie zajmujmy się ludźmi, którzy Ewangelii nie słyszeli). Ano wyraża się ona w codziennym języku właśnie terminologicznie - rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze znajomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna dama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im się z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami. To pierwsze określenie słusznie kładzie nacisk na sportowy charakter tej koncepcji.
W związku z tem - "moja terminologia" jest tak naprawdę zdaniem sprawy ze zwyczaju językowego, który być może nie wszyscy zauważyli.
W tym znaczeniu "uprawianie seksu" jest przeciwieństwem współżycia, czyli cudzołóstwem. Jeśli cudzołóstwem, to i grzechem śmiertelnym. Jednym słowem - jeśli małżonkowie katoliccy wykonują te same czynności, co chłopak z dziewczyną w pokoju obok, którzy nawet nie mają do tego prawa (a którzy naukę Kościoła znają i ją odrzucają) - to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli "uprawiają seks".
Ma już tera Kolega zarówno klasyczną, jak i nieklasyczną powyżej :)
Jednym słowem - inaczej rozumiemy oba pojęcia i przypisujemy im inne zakresy, co zdarzyć się nie powinno, bo w tekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię" i podaję kontekst, w których wedle niej użyłbym obu wyrażeń. A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje jakieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do orgazmu" i dziwi się, że w takim rozumieniu mój tekst nie ma sensu, więc jestem głupolem. Powinien Kolega najpierw zwrócić uwagę na kontekst, który podałem, a więc przyjąć za dobrą monetę to, co mówię o grzechu śmiertelnym i z tej definicji nieklasycznej, dojść do klasycznej formy definicji "uprawiania seksu" którą posłużyłem się w podanym kontekście.

Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo jesteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek encyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie mieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest używane.
Teologia Polityczna
przy okazji wspominam o spektaklach organizowanych przez Soli Dei i Teologię Polityczną - co drugi wtorek o godz. 20:30 w auli Starego BUW-u w ramach Sceny Faktu. O najbliższym, Norymberdze przeczytać można tutaj: http://www.solideo.pl/sd/index.php?ms1=pr=jekty&gr_id=3&ps_id=232&lang=pl

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/30-x-2007-wtorek-idzie-nocka-wieczr-ju.html

myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754


środa, 29 października 2008

[29 X 2008] czy małżeństwo niszczy seks?


czy rozmnażanie to atawizm?
Chadzając z radością na zajęcia z antropologii społecznej... odnoszę dziwne wrażenie. Jakie? Ano takie, że ludzie – szczególnie studenci socjologii – traktuję rozmnażanie jak atawizm.
Ot, rozmnażają to się małpy, świnie i ludy pierwotne! My się gzimy i mamy z tego przyjemność – na tym polega cywilizacja!
A mnie się zdaje, że na tym polega antycywilizacja, czyli ustrój hołoty. Tylko Łaska podnosi nas z poziomu hołoty, do poziomu Człowieka stworzonego na obraz Boży.

czy małżeństwo niszczy seks?
to tytułowe pytanie z ostatniej okładki bodajże WPROSTa. Odpowiedź jest prosta – jasne! Małżeństwo daje możliwość współżycia, czynności sakramentalnej. Daje człowiekowi możliwość wyrwania się z nędznego zwierzęcego stanu.
Jaka jest różnica między seksem a współżyciem w mojej terminologii? Pierwsze jest grzechem śmiertelnym, drugie czynnością sakramentalną. Przepaść między nimi. O!
demokracja a Schumpeter
kolejna posocjologiczna uwaga dotyczy demokracji. Bardzo ucieszył mnie tekst Schumpetera (nie pamiętam tytułu), który schlastał klasyczną koncepcję demokracji, proponując zamiast niej koncepcję instytucjonalną. Na czym polega różnica? Pierwsza buja w obłokach, idealizuje obywatela, przypisuje mu niezależność, racjonalność, znajomość dobra wspólnego, zakłada, że polityk jedynie wykonuje wolę ludu, etc. Koncepcja Schumpetera jest realistyczna – dostrzega rolę przywództwa, ograniczenia obywatela, to, że realizowana jest wola rządzących, etc. Uważam, że to adekwatny opis.
Szkoda, że nie jest on rozpowszchniony poza uniwersytetami. Na WOSie w szkołach wciąż pitoli się o koncepcji klasycznej, słodziutko i romantycznie idealizując sprawę. Ten typ gadaniny kojarzy mi się z Tuskiem i karierowiczami okołoplatformowymi, różnymi Młodymi Demokratami, etc. Klasyczna jest dla ludu – instytucjonalną posługują się politycy między sobą. Ludowi słodzimy, wobec siebie postępujemy szczerze.

pokolenie Stanisława
wczoraj wieczorem zdałem sobie sprawę z różnicy między doświadczeniem mojego pokolenia, a doświadczeniem pokolenia mojego Pradziadka, Stanisława. Pradziadek walczył w I wojnie światowej, potem został zesłany na Sybir, z którego uciekł i wrócił na piechotę do Polski. Później walka z bolszewikami (Lance do boju, szable w dłoń!)... i znów – II wojna światowa, a po niej noc komunizmu. Pradziadek zmarł w wieku 103 lat na początku lat 90. Statystycznie normalny stan świata za jego życia, to wojna. Coś dla mnie niewyobrażalnego. Nawet i dla Kolumbów, oni przeżyli o dwie wojny mniej.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-poniedziaek-zaraz-czwartek.html

http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-idzie-noc.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-idzie-noc-cz-2.html

myśl na dziś
Katolik bez modlitwy...? To tak jakby żołnierz bez broni.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 435





wtorek, 14 października 2008

[14 X 2008] pornoulotki atakują!

pornoulotki

od pewnego czasu, wraz z pewną osobą, zastanawiam się nad pornoulotkami, które roznoszą przyczajeni panowie po Warszawskich ulicach, wtykając je pod wycieraczki samochodów. O tym, że są zjawiskiem niepożądanym, nie muszę chyba nikogo informować. Zwłaszcza panów, którzy mają na względzie cnotę czystości...

No, ale cóż - kwestia dotyczy tego, jak ze zjawiskiem prawnie walczyć. Moją uwagę zwrócił ostatnio ów jegomość, z którym na spółkę podjąłem temat (zresztą na Jego wniosek - dzięki!), na rozwiązanie czeskie, które doniesienie prasowe opisuje następująco:

-----------------------------------------
Władze czeskiej Pragi wprowadzą zakaz rozpowszechniania ulotek reklamujących usługi erotyczne. Przeciwko ulotkom są nie tylko mieszkańcy Pragi, ale i zagraniczni turyści.
Kolorowe ulotki reklamujące salony z usługami erotycznymi rozdawane są masowo na ulicach starej Pragi. Często nachalnie wręczane są przechodniom lub umieszczane za wycieraczkami parkujących samochodów.

Rada Miejska Pragi zamierza już od 1 czerwca poważnie ograniczyć ten proceder. Wyznaczono już miejsce, gdzie ulotki te będą mogły być rozdawane bezkarnie. Jest to odcinek ulicy prowadzącej do wysypiska śmieci, które znajduje się na obrzeżach miasta. Osoby lub firmy propagujące salony erotyczne poza tym wyznaczonym miejscem będą mogły być ukarane grzywnami od tysiąca do prawie 7 tysięcy euro.
[źródła nie podaję, bo bezbożne]
-----------------------------------------
Z tego, co mi wiadomo, w Krakowie rzecz zwalczono po prostu przez posądzenie o zaśmiecanie terenu. Żadnego sporu aksjologicznego - ot, po prostu pornoulotki zaśmiecają ulice.

nie ma polskiego, katolickiego Rockefellera
niestety - cienko u nas z tym. Temat nasunął mi się po rozmowie w wąskim gronie na krakowskim Kongresie Konserwatywnym. Przypomniał mi się dziś pod wpływem maila z wydawnictwa Złote Myśli, które wydało ostatnio książkę o wdzięcznym tytule E-biznes jako sposób na sukces w której być może nie byłoby dla szerszego grona nic interesującego, poza prezentacją sylwetek kilkunastu osób, które stały się bogate dzięki internetowi. Poczytać o tych, którym się udało, a którzy niekiedy robią wrażenie na czytelniku swoim młodym wiekiem jest bardzo pożyteczne...
Wyzwala bowiem w człowieku energię, by wpaść na pomysł - nieraz nawet mało odkrywczy - który okaże się strzałem w dziesiątkę pod względem zwiększania przychodów. Myślę, że jest to miła lektura dla każdego, kto wyszedł poza paradygmat - Siedź cicho w pracy i módl się o podwyżkę!

To, co powinno jednak szczególnie zainteresować Czytelników gnyszkobloga, to sylwetka Pawła Królaka, twórcy księgarni Tolle et lege, który być może będzie naszym pierwszym katolickim Rockefellerem...

Oczywiście Czytelnicy woleliby, żeby to Pangruszka był pierwszy... dlatego niechaj ruszą do zakupów, albo przejrzenia oferty reklamodawców na moich stronach, albo... doładowywania kart telefonicznych przez mBank, co od dziś będę intensywnie reklamował pod każdym postem! Wystarczy założyć sobie darmowe e-konto w mBanku, przelać na nie pieniążek... i regularnie doładowywać kartę przez bannerek pod postem. Prawda, że proste?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/przyjmijmy-e-jest-przed-poudniem.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/dobra-grzyzga-strzelaj-pan-nawijk-bo.html

myśl na dziś
Nie wystarczy być dobrym: trzeba na takiego wyglądać. Co byś powiedział o krzaku róż, który dawałby wyłącznie kolce?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 735

czwartek, 17 lipca 2008

[17 VII 2008] czwartek - TokFM rzundzi

jak to Panie z temi dziećmi?
usłyszałem dziś w pewnej stacji radiowej, pierwszej informacyjnej, która - jak informują słuchacze na gronie jej słuchaczy - pomaga ukształtować światopogląd, i dowiedziałem się o oburzającej historii pewnego małżeństwa, którą opisał także Fakt, która polega na tym, że mąż dźgnął nożem żonę w brzemienne łono, tzn. w brzuch, który od ośmiu miesięcy zamieszkały był przez nienarodzone dziecko. Dobrze słyszycie, drodzy Czytelnicy, w wiadomościach padło pojęcie nienarodzone dziecko... Pangruszka poczuł się jak w Iranie.
Ja chciałem bardzo zaprotestować w imieniu tych P.T. Czytelników, którzy poili mnie pogróżkami i mailami pełnymi tolerancyjnych przekleństw - zaprotestować przeciw temu mianowicie, by z Pierwszego Radia Informacyjnego robić jakąś wyznaniową rozgłośnię! Przecież to granda... Jeszcze parę tygodni temu była mowa o ciąży, o płodach, a teraz o jakichś dzieciach nienarodzonych! Skandal i iranizacja Polski, ot co!
Przecież jest to najwyraźniej niechciana ciąża, skoro ojciec się na nią targa, apeluję więc do minister Kopaczowej, znanej m.in. jako Herod Roku 2008 o umożliwienie humanitarnej aborcji owemu małżeństwu, które zrozpaczone musi uciekać się do tak radykalnych kroków, jak przekłuwanie brzucha nożem...
Choć ten tok rozumowania wielu może wydać się zadziwiający, zapewniam, że niedługo będzie obowiązujący - i dziwię się Federacji, albo Napierniczakowi z PZPR, że tematu nie podchwycili - wspaniały casus na forsowanie np. prawa do aborcji przez częściowe urodzenie... Są chyba bardziej zajęci ustawą medialną i ewentualnymi stołkami.
Grecja...
tymczasem w Grecji, na jednej z wysp, zorganizowano konkurs dla par wakacyjnych w ocieraniu się aparatem szczękowym o męskie genitalia i pochłanianiu tamtejszych wydzielin. Całe kuriozum nagrano, a policja aresztowało dziewięć damiątek z Grejt Brytyn, które wzięły udział w konkursie. Nie wiem co z właścicielami gwizdków, o które się ocierały. Sprawa jest ohydna i obrazuje stopień zeszmacenia dzisiejszego świata...
Na forum parkietu wielkie podniecenie, w dziale dyskusji o akcjach zdjęć wklejanie i taki cytat: A ja tam uważam, że lepsze takie dziewczyny, niż te *** co siedzą w kościele. Jednym słowem - wolę dziwki, niż damy, które zachowały chwałę dziewictwa. Cóż powiedzieć... zapytałem jegomościa, czy jego ojciec kierował się podobnym kluczem przy wyborze żony, ale administrator w porę (na moją zresztą prośbę) skasował wątek i nie zdążyłem doczytać, co adwersarz odpisał... a szkoda!
idzie Grześ przez wieś
z serii - życie budowlane!
Kierownik potrzebuje kilkuset stempli, koron, i innych elementów do szalunku. Dzwoni do Pana Grzesia, który dostarcza ww. elementy.
- Dzień dobry panie Grześ! XYZ z tej strony.
- (...)
- No, słuchaj pan, panie Grześ! Idzie Grześ przez wieś... ej, zaraz co ja miałem powiedzieć?
- (...)
czy da się dzwonić z kalkulatora?
zanim jednak Kierownik dodzwonił się do Pana Grzesia, wykręcił numer na kalkulatorze, przyłożył do ucha i czekał na połączenie...
- Co jest? Dlaczego nie dzwoni? Aaaa! Bo z tego się nie dzwoni! Dlaczegoś mi pan nie powiedział?
Powiem krótko - na budowie większy ubaw mam, niż w wojsku.
plany urlopowe
są takie, że jutro napiszę ostatnią przedurlopową notkię. Kolejne - nieregularnie. Będzie to pierwszy poważny urlop od bloggowania od czasów rozpoczęcia, 5 października 2007. Do tego czasu wystukaliśmy razem 451 postów i odwiedzono nas ponad 30000 razy! Nowi Czytelnicy - zapraszam do archiwum!
myśl na dziś
Nadszedł dla nas dzień zbawienia, wieczności. Raz jeszcze dają się słyszeć nawoływania Boskiego Pasterza, te serdeczne słowa: vocavi te nomine tuo – wezwałem cię po imieniu. Jak matka nasza, On wzywa nas po imieniu. Co więcej: w Jego brzmieniu serdecznym, zdrobniałym, jak w rodzinie. Wzywa właśnie tam, w głębi duszy, i należy mu odpowiedzieć: ecce ego, quia vocasti me – Oto jestem, ponieważ mnie wołałeś. Jestem zdecydowany, by tym razem czas nie upłynął niczym woda po rzecznych kamieniach, nie pozostawiając śladu.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 7

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO