Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 grudnia 2009

[22 XII 2009] Ewa Wanat się wywnętrza, rewolucja trwa... underemployment i globcio zagrażają!

Gnyszka, ty się tłumacz!
Nareszcie przyszedł czas, by normalnie napisać. Nie, nie siedzę w pociągu! Jestem w domu, dobiega godzina 21:00 i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu mogę zwyczajnie usiąść bez świadomości, że czynię szkodę podstawowym obowiązkom. Oczywiście nie do końca, bo mógłbym jutro zrobić pewną pożyteczną rzecz... nie mam jednak na nią siły. Czasem trzeba porzucić delirium aktywności – nawet jeśli jest wzniosłe, konieczne i obowiązkowe. W najbliższych dniach będzie jeszcze kilka okazji do pisania, więc zacieram ręce! Nareszcie.

Książki? Polecamy! Nie ma za co.
Spotkałem się wczoraj z Kamilem, który od samego początku jest sporadycznym Gnyszkoczytelnikiem. Rozmawialiśmy o książkach, o tym i owym i Kamil wyraził opinię, że czasem odnosi wrażenie, jakby pewne akapity postawały specjalnie po to, by wspomnieć o którejś z książek. Cóż powiedzieć? Wcale nie ukrywam, że jest kilka książek, które uważam za konieczne lektury. Co to znaczy? To znaczy, że będę je polecał z uporem maniaka i przy każdej okazji. Dlaczego? Bo uważam je za obowiązkowe dla integralnego rozwoju – tj. sfery ducha, intelektu i zdolności. A to, że przy okazji mogę zmaksymalizować własną użyteczność (czy to u p. Królaka w Tolle, czy u p. Styńskiej w ZM – tym lepiej. Po to Pan Bóg uczynił ludzi rozumnymi, by powierzone talenty oraz dobra puszczali w ruch i pomnażali (że przypomnę przypowieść o sługach).
A zatem, moi mili, proszę sobie zapamiętać na zawsze, że następujące pozycje będę polecał zawsze:


Pominę już wymiar pozycjonowania na dane frazy, który dzięki powtarzaniu zapewnia ruch z wyszukiwarki na dane hasła.

Dr Plinio i ks. Delassus – recenzje nadesłane
no i właśnie! Ostatnio miałem przyjemność odbierać podziękowania za swoje rekomendacje! Pierwsze dotyczyło Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, a dziękującym był Rene z Forum Frondy:

Koledze Gnyszce z podziękowaniem za rekomendację!!!
"FAŁSZYWY TRADYCJONALIZM
Tradycjonalistyczny duch Kontrrewolucji nie ma nic wspólnego z fałszywym i zawężonym tradycjonalizmem zachowującym pewne obrzędy, styl lub obyczaje z powodu zwyczajnego zamiłowania do starych form bez jakiegokolwiek szacunku dla doktryny, która je zrodziła. To byłby archeologizm, a nie zdrowy i żywy tradycjonalizm."

Kolega wie z czego to cytat.:):):)
Wielkie dzięki za zarekomendowanie tej pozycji, ale jest kolega odpowiedzialny za kłótnię jaką w moim domu wywołała ta książka i głoszone przez autora tezy i poglądy.
Baaaaardzo ryzykowne i kontrowersyjne poglądy.

Ale nie będę kontynuował by znowu nie zarzucono mi wątku o tym, ze królowa Bona umarła.

Pozycję tę wszystkim polecam.


PS. Za skutki tego cytatu to też kolega jest odpowiedzialny.

;):):)


źródło: http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3080434

Drugie podziękowanie, które odebrałem nadesłał Kamil – dotyczyło ono mojego oczka w głowie (od wakacji 2008, kiedy przeczytałem), czyli Ducha rodzinnego... ks. Henriego Delassusa! Kamil pisze w mailu następująco (krótko, a treściwie!):

(...)
Jeszcze jedno - Dzięki Twoim poleceniom na blogu kupiłem "Ducha

rodzinnego w państwie...", super lektura. Czy masz w zanadrzu do
polecenia kolejne tytuły tego pokroju?

Z góry dzięki,

Pozdrawiam,
Kamil

Nic dodać, nic ująć. Przypomnijmy z tej okazji kanadyjską piosenkę, którą z moim ulubionym fragmentem Delassusa skojarzył Maciek.

Ewa Wanat się wywnętrza, czyli mister Maseooreck w akcji
od wywiadu Roberta Mazurka z Ewą Wanat w Rzeczpospolitej (o owej damie pisałem już ekskluzywnie na frondowym screenie gnyszkobloga) jestem pod gigantycznym wrażeniem zarówno samego autora wywiadów, jak i pomysłu, doboru rozmówców, etc. Brawo! Ten cykl wywiadów – a wywiad z p. Wanatówną szczególnie! - jest pięknym laboratorium głupoty. Pokazuje bowiem, że... król jest nagi! Król, który mówi o sobie jako najmądrzejszym, najprzenikliwszym, światowym. Szokiem było dla mnie zobaczyć w wywiadzie z Ewą Wanat, że owa dama nie ma nic w głowie! Autentycznie! Po prostu wielowątkowa, niespójna gonitwa myśli, jakieś piramidalne mity („ja to twierdzę naukowo” albo „ale ja nie wypowiadam się jednoznacznie”) i miałkość, której interlokutorka nie widzi, będąc widocznie przekonana, że to, co głosi musi być przemyślane i spójne, skoro jest głoszone... przez Nią! Nie widzę innego wytłumaczenia!
Swoją drogą, jedno z chwytliwych haseł tego wywiadu (to o znajdowaniu się w innej cywilizacji, niż np. Tomasz Terlikowski) zostało przednio skomentowane przez któregoś z FForumowiczów. Skwitował stwierdzenie krótko: „No, cóż. Mentalność tamudyczna”. Tak jest i lektura słynnego wywiadu z ex-gazownikiem Michałem Cichym oraz wywiadu-rzeki z ks. Chrostowskim powinna to objaśnić. To też lektury obowiązkowe!
Siłą rzeczy temat obrabiam po łebkach – pomysł na poruszenie tego wątku wpadł mi do głowy w chwili ukazania się wywiadu... a więc dawno temu. Dziś niestety nie mam czasu, by ponownie go przeczytać i wypunktować p. Ewę po tzw. calaku (co robi np. Pan Sosnowski). Pozostawiam tę przyjemność Czytelnikom. Polecam także wywiad z prof. Krzemińskim, w którym także widać, że król jest nagi – można bowiem prawie 20 lat pleść androny podpierając się wszelkimi imponderabiliami, autorytetami i nie wiadomo czym... by na końcu uznać, że nie miało się bladego pojęcia o czym się plecie! Ha! Mistrzostwo świata!

underemployment – wyważmy otwarte drzwi
socjologia problemów społecznych lubi sobie wynajdywać problemy! No i wynalazła! Underemployment się nazywa jeden z problemów, a polega on na tym, że jest opisywany przez badaczy, na jego temat organizowane są sympozja, wydawane opracowania, granty przyznawane na jego badania... słowem – pieniędzy potok płynie od podatnika na szczytny cel rozpoznania i walki z underemployment, dzięki czemu nie ma bezrobocia. Przynajmniej wśród badaczy underemploymentu. No, no, poleciałeś Pan, Panie Grzyzga, i to po calaku!
Przerysowuję, oczywiście. Nie rozumiem jednak na czym innym polega problem tego, że pan XY studiował marketing i zarządzanie, zrobił fersta i dyplom ze szkolenia bibliotecznego i... musi wyrabiać ciasto w Telepizzy. Mili moi, a cóż z tego, że pan XY pracuje poniżej „swoich kwalifikacji”, bądź w „niepełnym wymiarze godzin”? Zdobył nieużyteczne kwalifikacje – jego błąd i ryzyko w chwili wyboru kierunku. Jest kiepskim wygniataczem pizzy – to nie biorą go na pełny etat, to także jego wina. Gdyby miał łeb i jajca, oraz był prawdziwym mężczyzną – wziąłby się w garść, załatwił parę innych zleceń, oszczędzałby jeszcze jako malec (no tak, porewolucyjna rodzina nie uczy oszczędności i innych cnót), zająłby się zarabianiem w internecie, zamiast oglądaniem pornosów, czy brandzlem na Naszej Klasie. No, ale Pan XY się tym wszystkim nie zajmie... bo on ma fersta i magysterkię z marketingu, więc czeka na pracę adekwatną do jego kwalifikacji. Niech sobie czeka, ale to nie jest problem społeczny.

paradoksy socjologii
nie wiem, co miałem na myśli notując kiedyś ten punkt, ale na temat paradoksalności socjologii jako zjawiska społecznego, kulturowego – można by napisać habilitację!

szczyt klimatyczny...
...gazownicy z Metra i Aborczej trąbią, że cały świat czekał w napięciu na jakiś jego wynik. Nic mi na ten temat nie wiadomo. Globalnego ocieplenia zaś mam dość o tyle, że przez nie muszę teraz nosić polarową podpinkę – tak nam globcio wywindowało tempreraturę w górę, że aż zrobiła salto i zaczyna drugie okrążenie, od -20 st. Celsjusza wzwyż. Obamie zamarzł nawet z tej okazji samolot.

szanowanie poglądów i dwie tolerancje
jeszcze o tolerancji dla poglądów, o której pisałem ostatnio. Zdarzyło się tak, że uczestniczyłem dość nieudolnie w dość nieudolnej dyskucji na temat tolerancji (tak, wracamy do socjologii). Moderator mówiący także w oparciu o swój autorytet stwierdził, że są dwa rodzaje tolerancji. Pierwszy – który mówi, że toleruje, szanuje, rozumie i da się pochlastać za wszystko, gdyż nie jest w stanie zawyrokować o wyższości czegokolwiek. Oraz drugi, który mówi, że to inne toleruje jedynie z musu, na zasadzie przyzwolenia. Wniosek z wypowiedzi zaś był następujący: czyż ten pierwszy nie jest szczytniejszy i bardziej wzniosły?
Mojej odpowiedzi można się spodziewać, nadmienię tylko, że socjologowie prócz urojonych problemów lubią także wzniosłe fikcje. Bo ten pierwszy rodzaj w przyrodzie nie występuje. Proszę to przyjąć do wiadomości. Katolicy wiedzą to bardzo dobrze dzięki doktrynie o grzechu pierworodnym, która nadaje naszej antropologii realizmu... reszta wyważa jak zwykle otwarte drzwi.

p. Wojtek o tolerancji
jeśli chodzi o tolerancję, to polecam gen. Jaruzelskiego, największego speca od tej tematyki. Zaskoczył mnie 13 XII 2007, gdy po raz pierwszy wysłuchałem przemówienia w całości... zaskoczył, gdyż okazało się, że stan wojenny wprowadzono w imię... walki z nietolerancją!!!


Fronda.pl – agenci Opus Dei!
jak w tytule, proszę się wsłuchać w okrzyki staliniątek z Racji Polskiej Lewicy. Dobre, nie? Chłopaki polecieli. Po czym? Po calaku!


myśl na dziś
Udaj się do Betlejem, podejdź do Dzieciątka, zatańcz przed Nim, powiedz Mu wiele gorących słów, przytul Je do swego serca... – Nie mówię o dziecinadach: mówię o miłości! A miłość przejawia się w czynach: w głębi swej duszy prawdziwie możesz objąć Dzieciątko Jezus.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 345



czwartek, 5 listopada 2009

[5 XI 2009] Degeneration...

Degeneration...

wybaczcie Czytelnicy, że dziś nie będzie planowanego od poniedziałku postu. Jestem w podłym nastroju, a nie chcę tej tematyki zepsuć, w związku z czym odkładam ją na jutro. A będzie i dużo do czytania i o ciekawych rzeczach - m.in. o spektakularnej wolcie prof. Krzemińskiego.

Tymczasem chciałem wrócić do tematyki poruszonej ostatnio, także za pomocą cytatu z ks. Delassusa, który cały tydzień chodzi mi po głowie... Czytelnik Maxciek podzielił się linkiem do pięknego klipu kanadyjskiego zespołu pt. Degeneration. Zarówno muzyka, tekst jak i wykonanie (mimo, że to francuszczyzna) są przepiękne!

Klip z angielskimi napisami znajduje się tutaj (nie można wstawiać na zewn. lokalizacje): http://www.youtube.com/watch?v=cKCRHhmHvjg wersję zaś koncertową można wstawić, co niniejszym czynię.


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/11/5-xi-2008-rozdzia-kocioa-od-pastwa.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/11/5-xi-2008-pinionki-panie-pinionki.html

myśl na dziś
Walcz o to, aby Święta Ofiara Ołtarza stała się ośrodkiem i źródłem twego życia wewnętrznego; w ten sposób, żeby cały dzień zamienił się w ciągły akt kultu – przedłużenie Mszy Świętej, w której uczestniczyłeś i przygotowanie do następnej – które wyrazi się w aktach strzelistych, w nawiedzaniu Najświętszego Sakramentu, ofiarowaniu twojej pracy zawodowej i twego życia rodzinnego...
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 69



niedziela, 1 listopada 2009

[1 XI 2009] Kontrrewolucja, antykoncepcja i ciężkie czasy...

na ciężkie czasy...
ponownie chciałem polecić Pamiętniki bpa Szczęsnego Felińskiego, o których jako wspaniałym dokumencie dawnych obyczajów, realiów i polszczyzny pisałem ostatnio! Dzisiaj, w związku z tym, że miałem przyjemność zaznać trochę spokojności i urokliwości życia rodzinnego, a przy święcie będąc w świątecznym nastroju (pozwólcie, że tak enigmatycznie to określę, nie chcąc się zbytnio wywnętrzać, a można by się na ten temat rozpisać)... pomyślałem sobie ponownie o Felińskim i o świecie, który przeminął za jego życia, a który opisuje tak wspaniale, że świetną lekturą uzupełniającą, swoistym fundamentem do założenia rodziny jest świetna, również XIX-wieczna książka, której zalety wielbiłem nie raz. Chodzi oczywiście o Ducha rodzinnego w domu, rodzinie i społeczeństwie autorstwa ks. Henriego Delassusa, swego czasu pierwszego umysłu francuskiego katolicyzmu.
Przypomnę swój ulubiony fragment na temat sztafety pokoleń, który jest jak najbardziej na miejscu w tych dniach rozmyślania o świętości i śmierci zarazem.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium biskup Isoard trafnie powiedział: "Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne siły z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych istnieniach. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję moją myśl do jego myśli; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest ogniwem pośrodku wielu pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim"


Chciałbym i modlę się o to, by rodzina, którą – jeśli Bóg pozwoli – założymy z Oleńką w przyszłym roku... była właśnie taka, jak ją opisuje Delassus. Narzeczeni, jeśli musicie wybierać – zamiast czytać wypociny o. Knotza na temat seksu (nie wykluczam, że mogą być pożyteczne), naprawdę lepiej jest kupić ks. Delassusa!

Narodowy Dzień Życia
jutro zaduszki i myśl bardziej rwie się w kierunku śmierci, a ja chciałem zaprosić do dopisania się do newslettera Fundacji Narodowego Dnia Życia. Dlaczego? Ho, ho... Fundacja ma wyjątkowe miejsce w szeroko pojętej branży pro-life i pro-familia w Polsce i prognozuję – nie bez podstaw – że w krótkim czasie stanie się bardzo silną i jeszcze skuteczniejszą instytucją. Dotychczasowe działania można obejrzeć na obecnej stronie Fundacji, która niebawem zostanie zamieniona na nową... wraz z którą rozpocznie się Nowe Otwarcie!
Zajadłych Facebookowców zapraszam zaś na profil Fundacji, by stać się jej fanem.

Pospieszalski strickes back!
zostańmy w kręgu życia. Ostatnio oglądałem – po raz drugi w życiu w całości – odcinek programu Jana Pospieszalskiego pt. Warto rozmawiać. Żałuję, że nie oglądam regularnie, tak jak i telewizji w ogóle. No, ale brak czasu jest tu wytłumaczeniem nie pozostawiającym pola do dyskusji.
Odcinek, który mam na myśli poświęcony był antykoncepcji. Do studia zaproszono Pana Ginekologa i Feministkę (to zawód?), którzy reprezentowali stronę Rewolucji, Wiceministra Zdrowia, który był czynnikiem urzędowym, oraz Panią Ginekolog i Asię Najfeld, jako agentki Kontrrewolucji.
Do chwili puszczenia felietonu górą był Pan Ginekolog, który zmieszał z błotem Panią Ginekolog i wszystkich innych osiągając pozycję oświeciciela ludzkości oraz proroka Światowej Organizacji Zdrowia w kwestiach prokreacji (tzn. jej braku). Puszczono felieton... siedząca przy mnie Oleńka (rzecz oglądaliśmy razem) słyszała (!) jak bije mi serce.
To, co zobaczyłem ścięło mnie z nóg. Pan Ginekolog, choć krył zmieszanie, pod maską cynika, również był ścięty z nóg. Feministka po felietonie była zapowietrzona jak żeliwny kaloryfer i cedziła słowa z prędkością dwóch zdań na minutę.
No, już więcej nie opowiadam – obejrzyjcie sami. Nagranie znajduje się tutaj.
Panie Janie – brawo! Więcej takich prowokacji!
Moi Państwo – ogłaszam iż z chwilą debiutu Fronda.pl, z chwilą sprawy Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk i z chwilą, gdy takie programy są oglądane przez setki tysięcy widzów... jest jasne, że przeszliśmy do ofensywy! Omnia instaurare in Christo.

piękno świata a Kontrrewolucja
jedną z rzeczy, która mnie nieco zdziwiła w Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, którą wciąż polecam jako lekturę obowiązkową, był Jego stosunek do sztuki. De Oliveira twierdzi bowiem, iż piękne są konkretne proporcje, zestawienia barwne i bryłowe, które Bóg w nas zakodował (być może spłaszczam koncepcję, przepraszam). A więc piękno, jako kategoria obiektywna.
Ostatnie zajęcia na socjologii, w których pani dowodziła, że proporcja złotego podziału, czy spirala Fibbonacciego pojawiają się wszędzie, gdzie się da – w przyrodzie, w sztuce, architekturze. Jednym słowem – nie wiedząc o tym, zgodziła się z Plinio Correa de Oliveirą. Złoty podział, ciąg Fibbonacciego – być może to są właśnie te proporcje i zestawienia, które Bóg jako piękne wyrył w naszych duszach.

definicja sztuki
w tym semestrze rodzimy Wydział Architektury PW uraczył mnie tabunem zajęć odchamiających. Jednym z nich jest Filozofia i Estetyka, która poza tym, że większość studentów usypia i frustruje, mnie niekiedy prowokuje do zadumy. I tak – zauważyłem, że współczesna krytyka jako twierdzenie nie wymagające dowodzenia przyjmuje tezę, iż tzw. sztuka współczesna jest sztuką. Przyjrzyjmy się – najpierw uznali, że nie istnieje obiektywne piękno, potem tęsknią za obiektywnym kryterium dzieła sztuki popadając w coraz większe ezoteryzmy... i ostatecznie kończą jako dogmatycy własnych mniemań, wynoszący swój prywatny zmysł do rangi Piękna par excellance. Skutek tego jest taki, że nawet nie widzą możliwości, że równoważne (pod względem metodologicznym) jest twierdzenie nie z ich bajki, takie mianowicie, które rzecze, że prawdziwą sztuką, jest sztuka dawna, nienowoczesna. A wszystko co konceptualne, niefiguratywne, to szajs. Łamią sobie głowę nad tym, jak uzasadnić, że obieranie ziemniaków w galerii jest tym samym co do istoty, co obrazy Zurbarana. Dlaczego łamią? Dlatego, że pani, która obiera te ziemniaki twierdzi, że tworzy sztukę. Tylko dlatego. W związku z tym, że pani skończyła ASP i konsekwentnie twierdzi, że to co robi jest sztuką, tłumy krytyków stają na głowach, by wymyślić bajki na tematy historii sztuki. Tak to widzę.

artysta-malarz
wpis warto zakończyć akcentem humorystycznym (przed myślą na dziś, rzecz jasna!). Otóż, pisałem ostatnio o ciekawym użyciu pojęcia artysta u Felińskiego. Parę dni temu miałem okazję usłyszeć ciekawą rozmowę dwóch robotników budowlanych, gdzie owo pojęcie także pada! Posłuchajmy:

- Co tam w robocie?
- Eee, jak zwykle. Tera schody robimy.
- I co, i jak?
- Ty, słuchaj, mamy takiego jednego w ekipie. Mówię mu: „Trzymaj k**wa wymiar”. Dziś przychodzę sprawdzić, bo wylewali ostatnio schody... patrzę, a ostatni tak k**wa zrobił, że jest 5 centymetrów wyższy, niż powinien! Czaisz? Artysta-malarz się, k**wa, znalazł!
- Hahahaha.
myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754



sobota, 18 lipca 2009

[18 VII 2009] ks. Chrostowski robi prawdziwą rozwałkę...

dziękuję!

czas najwyższy wziąć się za dziękowanie! Otóż, nie tylko po raz kolejny przyszła wpłata od p. Tomka (kolejne 15 zł, jak co miesiąc!), ale i jeden z Czytelników odpowiedział na moje malutkie okołourodzinowe marzenie! Otóż, dostałem właśnie mailem link do e-booka Kamila Cebulskiego, którego już sobie wydrukowałem i odłożyłem na półkę, z której niedługo go wezmę w celach lekturowych! Darczyńcą okazał się legendarny już - choć nie tak jak np. Krzysztof Jarzyna ze Szczecina - komentator Gnyszkobloga, czyli Atanazy Bazakbal. W ten oto sposób książka, którą chcę krytycznie przeczytać (bo i do Autora mam nieco krytyczny stosunek), trafiła w moje ręce. Pobieżna lektura i rzut oka na spis treści natchnęły mnie jednak dobrym przeczuciem.


ks. prof. Chrostowski
skończyłem właśnie zapowiedzianą w Wakacyjnym Planie Czytelniczym 2009 lekturę wywiadu-rzeki z ks. Chrostowskim, pt. Kościół Żydzi Polska. Muszę przyznać, że jestem po prostu porażony rozległością wiedzy stricte biblistycznej, religioznawczej, jak i historycznej ks. prof. Chrostowskiego! Na tym nie koniec! Rozmówca Górnego i Tichego zachwyca także swoją postawą moralną, szczerością, prostotą. Myśląc o postawie moralnej, myślę tu o tym, co mój kolega określił jako "nopasaranizm" (od hiszp. no pasaran!), a co przypisał mnie po wysłuchaniu audycji z moim udziałem w Radiu Józef. Postawa ta polega na odważnym trwaniu na swojej pozycji w sytuacji, w której odstąpienie od niej oznacza zgodę na zło. Brak ugięcia w sytuacji, w któej kompromis byłby zdradą najważniejszych spraw. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że przy ks. Chrostowskim jestem małą popierdółką, a cechę tę uosabia właśnie on! Szczególnie mocny jest fragment między 421 a 425 stroną, kiedy to ks. Chrostowski wymienia ciurkiem pytania historyczne, na które należałoby odpowiedzieć chcąc zająć się poważnie analizą Holocaustu. Mimo, że było gorąco gdy to czytałem, było mi o wiele cieplej, niż powinno. Takich pytań przed nim tak otwarcie i odważnie nie postawił na moich oczach chyba nikt. Pytanie za pytaniem...
Powiem więcej - nikt, kto wygłasza emocjonalne tezy na temat Polaków i Żydów nie ma prawa ich wygłaszać, jeśli nie czytał właśnie Kościół Żydzi Polska! Rzekłem!
Książkę zaś będę promował do upadłego - znalazła już sobie miejsce na pasku u góry, a trafi jeszcze do wielu osób jako prezent. Ponad 600 stron czyta się ciurkiem bez znużenia.

doświadczeni...
tak sobie myślałem swego czasu przy okazji kampanii do europarlamentu, kiedy to różne maszkarony z partii rządzącej oraz eseldowa pitoliły o potrzebie głosowania na doświadczonych polityków (tak, tak... Siwiec, Rosati...)..., że gdyby kierować się tą zasadą, należałoby głosować w 89 roku na komunistów, a po wojnie na kluczowych stanowiskach w RFN obsadzić niedobitki elity III Rzeszy. Sprawniejszych w polityce niż oni w owym czasie nie było - mieli wszak na nią monopol. Nie lubię demagogii.

ks. Delassus
jednym z najpiękniejszych fragmentów ksiązki ks. Delassusa o Duchu rodzinnym... (a jest ich wiele, bo dziełko jest wspaniałym okazem porządnej XIX-wiecznej francuskiej literatury religijnej) był ten, który poniżej zacytuję. Książką jestem urzeczony do dziś i w oparciu o nią będę z Oleńką budował własną rodzinę. Polecam pójście w te ślady innym.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium biskup Isoard trafnie powiedział: "Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne siły z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych istnieniach. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję moją myśl do jego myśli; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest ogniwem pośrodku wielu pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim"
Ze szczególnym naciskiem na pogrubione zdanie...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/07/18-vii-2008-pitek-b-szymona-z-lipnicy.html

myśl na dziś
Wola nasza, jeśli towarzyszy jej łaska, staje się wszechmocna wobec Boga. — Tak więc, jeśli pamiętając o niezliczonych obelgach, zadawanych Panu, powiemy Jezusowi, ze zdecydowaną wolą, na przykład podczas jazdy tramwajem: „Boże mój, pragnąłbym poczynić tyle aktów miłości i zadośćuczynienia, ile obrotów poczyni każde koło tego wozu” — to właśnie, w tej samej chwili rzeczywiście dokonaliśmy aktu miłości i zadośćuczynienia wobec Jezusa, tak jak to było naszym zamiarem. Ta „głupota” mieści się całkowicie w ramach duchowego dziecięctwa. To wieczysty dialog między niewinnym dzieckiem i ojcem, rozkochanym w nim do szaleństwa: — Powiedz, jak bardzo mnie kochasz? I malec zaczyna sylabizować: Wie-le mi-lion-nów ra-zy!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 897



niedziela, 31 maja 2009

[video] reportaż z Marszu dla Życia i Rodziny!





[31 V 2009] niedziela Zesłania Ducha Świętego - Marsz dla Życia i Rodziny!

przerwa

ładnie! Pangrzyzga miał chyba najdłuższą w życiu przerwę od blogowania! Niestety, taki los - muszę teraz ostro pracowac na końcówce pracy inżynierskiej, więc większej aktywności nie wiem kiedy można się spodziewac! Niestety, bo do opisania mam już tyle rzeczy, że nie mieści mi się w notesie!
Odkujemy się po 22 czerwca, albo i wcześniej (tego dnia rozwieszamy swoje prace)!

IV Marsz dla Życia i Rodziny
póki co wrzucam fotoreportaż krótki z IV Marszu dla Życia i Rodziny w Warszawie! Wg Policji przybyło 3,5 tysiąca ludzi (niestety miało byc ich więcej - ale psia pogoda odstraszyła uczestników...). Co ciekawe, w TVNie wykorzystano Marsz i miły przekaz, który niósł do tego, by podbic bębenka tuskistom - info o Marszu zakończyło się niusem, że marszowcom pewnie po drodze do młodzieżówki PO, która miała dziś swój zlot i obradowała tam o polityce prorodzinnej. Nóż się w kieszeni otwiera, a serce mocniej bije.








a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/31-v-2008-na-dobry-pocztek-dnia.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/31-v-2008-sobota-wito-nawiedzenia.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/31-v-2008-sobota-wito-nawiedzenia_31.html

myśl na dziś
Zwróć swe oczy ku Najświętszej Maryi Pannie i patrz, jak żyje cnotą lojalności. Kiedy Jej potrzebuje Elżbieta — powiada Ewangelia — przybywa cum festinatione, z radosnym pośpiechem. Ucz się!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 371



niedziela, 24 maja 2009

[24 V 2009] Cejrowski zaprasza na Marsz w przyszłym tygodniu...

Nic dodać, nic ująć. No, dodać może tylko adres Marszu dla Życia i Rodziny: www.marsz.org





poniedziałek, 13 października 2008

[13 X 2008] poniedziałek, bł. Honorata Koźmińskiego

gdzie byłem, gdy mnie nie było?
Jak widać, ostatni post został opublikowany w czwartek. Nie wspominam o Pogadankach Inwestorskich, z których ostatnia powstała dawno, a tę planowaną na przedpoprzedni weekend wciąż tworzę, nie wyszedłszy od czasu podróży na opycino-zmówiny u Oleńki z etapu konspektu.
Cóż się takiego wydarza? Ano, ma pangrzyzga bardzo dużo do roboty – moc zajęć zarówno na Politechnice, jak i Uniwersytecie, a obok nich jeszcze parę pobocznych zajęć związanych nie tyle z samym sobą, co bliźnimi. Powiem krótko – granicę przeciążenia mam na wyciągnięcie palca, mam nadzieję, że w sesji nie okaże się, że ją przekroczyłem. Czytelnicy niech się już o to modlitewnie postarają. O!

jesienna deprecha
No, ale gdzie byłem w ostatni weekend? Otóż, na Kongresie Konserwatywnym w Krakowie. Jak było? Ależ, nie będę się publicznie dzielił wrażeniami, skoro sam Kongres nie był publicznie rozgłaszany, muszę jeno napisać, że jesienny Kraków – o dziwo – wprawił mnie w melancholię. Oczywiście nie jest to wina samego Krakowa, ale trzeba przyznać, że pangruszka wrócił w marnej kondycji, którą zmienia do dziś. Jesienna deprecha?
Przy okazji – pozdrawiam marsz. Marka Jurka oraz prof. Legutkę, który – jak już wspomniałem po lekturze wywiadu z nim po publikacji „Eseju o duszy polskiej” - albo czyta tego bloga, albo jest żywym dowodem na to, że można niezależnie, z różnym bagażem życiowym dojść do tych samych wniosków obserwując różne części jednego społeczeństwa!

normalni, czy wielodzietni?
Na pewno już o tym pisałem na blogu, ale powtórzę. Przymiotnika „normalny” używamy w dwojakim znaczeniu: statystycznym i normatywnym. Czy bycie cudzołożnikiem jest normalne? W sensie statystycznym jak najbardziej, w sensie normatywnym – wręcz przeciwnie. Ot, dla przykładu.
W tym kontekście proponuję na nowo przemyśleć kwestię rodziny. Co jest normalne w jakim sensie? Żeby nie przeciągać rozważań, powiem krótko – w sensie statystycznym wielodzietność to kuriozum, zaś w sensie normatywnym – absolutna normalka. Ciągnąc sprawę dalej – w tym samym duchu udzielmy odpowiedzi na pytanie – który model jest patologiczny? Ano, właśnie...
Oliwka atakuje
kontynuuję sprawy rodzinne – i wracam do kwestii podróżniczych, gdyż poniższe dwie subnotki będą inspirowane podróżami.
W czerwcu b.r. jechałem do Oleńki pociągiem. W przedziale siedziała kilkuletnia Oliwka z rodzicami (chyba już kiedyś o niej wspominałem – to ta, która wygarnęła mamie to, że najpierw na nią krzyczy, a potem płacze, że nie może mieć więcej dzieci). Wariowała, figlowała, wchodziła mi na kolana – wulkan energii. Wcielała się przy tym w różne postacie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie były to jakieś zmanierowane telewizyjne księżniczki, coś między Isaurą, a Milagros ze „Zbuntowanego anioła”, albo i Brook z „Mody na sukces”. Sytuacja, w której dla małej dziewczynki wzorem są – nie bójmy użyć się tego słowa – dziwki... nie należy do pożądanych. Tym bardziej, im bardziej wczuwa się w te role i nimi przejmuje.
Jednym słowem – telewizor plus dziecko równa się kłopoty.

Bluźnierstwo w filmach
natomiast, gdy jechałem do Frankfurtu, prócz sytuacji z młodymi Rosjanami i panem w dresie, miałem także przegląd współczesnego amerykańskiego filmotwórstwa. Byłem po prostu zniesmaczony chamstwem żartów, seksualnych sugestii – i rzecz jasna przytyków natury religijnej.
Te filmy są naprawdę beznadziejne – więc albo czytam, albo po prostu zamykam oczy, co zaleca Oleńka, by mi odpoczęły. O!
Chociaż... powinienem raczej powiedzieć kierowcom: „Panowie, do ciężkiej cholery, te głupoty oglądają w autokarze dzieci... Puszczają Panowie takie coś u siebie w domu?”.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/zblia-si-dzie-papieski.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/przedwieczr-sobotni.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/pno-ju-pno.html

myśl na dziś
Gdybyśmy jako chrześcijanie żyli prawdziwie zgodnie z naszą wiarą, nastąpiłaby największa rewolucja wszystkich czasów... Skuteczność współodkupienia zależy także od każdego z nas! — Pomyśl nad tym.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 945


wtorek, 26 sierpnia 2008

[26 VIII 2008] wtorek, Matki Boskiej Częstochowskiej

co robię
Oleńka wciąż w szpitalu na obserwacji - czuje się lepiej, być może wystarczy tylko antybiotyk w kroplówce i będzie po wszystkim. Biedna nie jadła nic od dwóch dni... od dziś może już pić - jutro przywiozę Jej najpyszniejsze soki (a jakże!).
Dziś od rana w szpitalu, potem obiad tamże (przy okazji pragnę polecić restaurację Joker w Szpitalu Klinicznym AM przy ul. Banacha...) i Msza św. w kaplicy o 15:00. Wyjątkowe miejsce jak na Mszę - przeżywa się o wiele wyraziściej (chociaż to Novus Ordo...). Pan Jezus wydaje się być o wiele bliższy, przynajmniej w percepcji. Później wróciliśmy do domu i do wieczorka praca na MISH - do pracy rocznej, która już jest na wykończeniu. Jutro powtórka, z tym, że najpewniej zabiorę laptopa do szpitala i pod parasolem sobie z Oleńką posiedzimy, a ja dokończę pisanie.
co warto...
obserwując niektórych pacjentów, oświadczam, co następuje! Otóż, warto - polecam to każdemu Czytelnikowi - przejść się od czasu do czasu na izbę przyjęć do któregoś ze szpitali, albo zapisać na wolontariat i pomagać chorym. Po pierwsze - zrozumie się lepiej jaką głupotą i igraszką jest większość własnych spraw. Po drugie zaś odrzuci człowiek brednie XX-wiecznej subkultury śmierci... i doceni rodzinę - i zapragnie ją posiadać. Bez rodziny, nawet mając pieniądze - wierzcie mi - można zdechnąć na korytarzu jak bury pies.
A jeśli ogolone wszędzie panie z Vivy i Wysokich obcasów oraz panowie z Logo i Hustlera tego nie kumają, to niech w końcu zakumają, bo i takich widuję na korytarzach... Zgniecionych, skwaszonych, bez plastikowego blasku, wystraszonych.
Polecam też przejrzenie Jasnogórskich ślubów narodu, które dziś zresztą były odnawiane w wielu parafiach... to jest program na dziś! Do roboty, szkoda życia na duperele i pogoń za niczym. Rodzina na wzór Świętej Rodziny, pełna chrześcijańskich cnót - jedyne wyjście. Każde inne to kiepski Ersatz.
Pogadanki Inwestorskie
być może nie wszyscy wiedzą, ale piszę jeszcze w internecie Pogadanki Inwestorskie (http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com). Proszę o pomoc w ich rozreklamowaniu - po napisaniu pięciu i zebraniu kilkunastu recenzji, widzę że gra jest warta świeczki, dlatego chciałbym mieć więcej użytkowników, więc kto mógłby je przejrzeć i ew. zarekomendować znajomym, albo omówić na jakimś forum internetowym - będę wdzięczny.
Poleca się czytanie od Wprowadzenia - dla dobrego zrozumienia paradygmatu, który propaguję. Szerokim łukiem dochodzimy do zagadnień szczegółowych, więc będzie - mam nadzieję - jeszcze ciekawiej.
myśl na dziś
Widzę twój Krzyż, Jezusie mój, i cieszę się z Twojej łaski, gdyż nagrodą za Twą Mękę stał się dla nas Duch Święty... I oddajesz mi się codziennie z miłością szaloną w Hostii Świętej... I uczyniłeś mnie dzieckiem Bożym! – i dałeś mi Swoją Matkę. Nie wystarcza mi dziękczynienie, myśl moja ulatuje: Panie, Panie, tyle dusz jest tak daleko od Ciebie! Ożywiaj w swym życiu żarliwość apostolską, by ludzie Go poznawali..., kochali... i czuli się kochani!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 27

wtorek, 15 kwietnia 2008

[15 IV 2008] wtorek, tajemnice bolesne Różańca

BUWing...

dziś odwiedziłem dwie biblioteki w związku z zaliczaniem I semestru KTS-u u drogiej magistry Vigoory w czwartek. Beczka śmiechu, a nawet nie ma się z czego śmiać. W pierwszej skarcono mnie za zdrobnienie książki do książeczki, w drugiej natomiast miałem jeszcze inne przeboje z rewersami ręcznymi i komputerowymi, które to przeboje utwierdzają mnie w przekonaniu, że dobrze jest, gdy każdy wykonuje swoją pracę najlepiej jak umie. I stara się umieć jak najlepiej.

warzywniak GPW
dawno nie pisałem o rynku, prawda? A o czymże tu pisać, gdy np. obroty podczas dzisiejszej sesji wyniosły 803 mln zł, czyli jak na nasze warunki tyle co i nic... Na świecie - szczególnie w USA - coraz bardziej widoczne spowolnienie, ceny surowców rosną... Żyjemy w ciekawych czasach - być może na naszych oczach upada potęga Stanów Zjednoczonych, na rzecz Azji. Zabiegi banków centralnych, G7 i innych ciał wyglądają coraz brzydziej, stają się coraz bardziej nerwowe i... dalekie od idei wolnego rynku. Niestety, wolny rynek odszedł chyba w zapomnienie na amen pod koniec XIX wieku. Keynsizm zdobył władzę na całym globie - strach się bać, tym bardziej, że przechodząc na nieomal ręczne sterowanie (które opłaca się tylko leniwym monopolistom i monopole tworzy) ryzykujemy znacznie więcej.
To bynajmniej nie neguje perspektyw zarobków w przyszłości. Na wszystkim i w każdej sytuacji zarobić się da - wystarczy sprzedać drożej, niż się zakupiło. W tym kontekście tym bardziej interesują mnie poczynania alternatywnych TFI - takich jak OPERA TFI (http://www.opera.pl/) i Investors TFI (http://www.investors.pl/), których także jestem klientem. W takiej bowiem sytuacji jak teraz - gdy rynek jest rozedrgany, wkracza w niego polityka, trzeba rozglądać się za innymi instrumentami, by zarabiać... w takiej sytuacji sprawdzić muszą się ci, którzy w statutach zapisali szerokie możliwości inwestycyjne. Ich rywalizacja dotychczas wygląda ciekawie - w ostatnim kwartale nastąpił dość nagły zwrot akcji - na korzyść OPERY. Sprawa będzie jeszcze przedmiotem obserwacji. Jedno jest pewne, tj. że ci, którzy dali się wpakować na górkach w zwykłe fundusze akcyjne - gdy widzą swojego miglanca z żelem na włosach, przestają być spokojni...

mężyna
Quaestio: Czy celem żony jest zajmowanie się domem i dziećmi, i wzdychanie za mężem?

Odpowiedź: Tak. Ale nie tylko. Otóż, jest to niewątpliwie powołaniem kobiety, tak jak powołaniem męża jest pracowanie na utrzymanie rodziny, opieka nad technicznymi aspektami działania domu, oraz wzdychanie za żoną i dziećmi. Nie oznacza to jednak, że kobieta nie może pracować. Przeciwnie - pracować powinna, najpierw w kierunku swego powołania, tak by wykonywać je z wielką pasją i profesjonalizmem, co przyniesie wszystkim - także jej samej - wielką radość i korzyści, stworzy się bowiem dom, a dzieci będą takie, jak należy. Potem - także i na zewnątrz pracować, bo niedobrze byłoby skupić się jedynie na sobie i rodzinie. Natomiast jeśli nie ma pierwszego, a jest jedynie drugie - mamy do czynienia z postawieniem rzeczy na głowie i cierpieniem dla każdego. To samo z mężczyzną - jeśli skupia się tylko na pracowaniu, to jest durakiem i powinien wejść na gnyszkobloga i obejrzeć ostatni filmik ze św. Josemarią. Do czego dążę? Do tego, że wbrew pozorom - stworzenie domu, jest czymś znacznie więcej, niż wydaje się współczesnym kobietom. A jako, że zazwyczaj tej sprawy się boją (dzięki Rewolucji, która jako oczywistą wprowadziła myśl, że w domu się tylko śpi, żre i pociera członkami, dlatego lepiej jeśli wszyscy pracują, a dzieci są indoktrynowane w państwowych placówkach) - odwalają straszną kaszanę. To samo robią i mężczyźni, bo i nie potrafią się wziąć za własne powołanie.
Jakie zatem otrzymujemy społeczeństwo? Wyjrzyjcie przez okno, poczytajcie gazetę i będziecie wiedzieć jakie. Bo to nie tylko społeczeństwo wpływa na kształt rodziny i to co ludzie sądzą o swoich rolach, ale i to jaka rodzina jest, determinuje to, kto i w jakim kierunku tworzy społeczeństwo. Porównajmy sobie średnie wzory osobowe - cywilizacji chrześcijańskiej, które stąpały po tej ziemi (i wciąż stąpają, choć są cichutcy i rzadko spotykani) ze wzorami dzisiejszymi, które widzimy w tramwajach...
Panagrzyzgie natchnęła dziś w ten sposób podróż poranna do Warszawy, podczas której pewna dama rozmawiała z koleżanką o swoim żywocie, na który składały się kłótnie, alimenty, dziecko, super praca, lans... i cała rzesza smutnych dupereli.
Nie piszę tego, by kogoś skrytykować, lub poniżyć, bo nigdy nie mam tego na celu, choćby i tak to brzmiało dla niewprawnego Czytelnika, ale chcę zwrócić uwagę na to, że to, co nam się nie podoba u innych rzadko kiedy wynika tylko z nich samych. Wynika z aktualnej konstrukcji świata - konstrukcji na której Rewolucja wycisnęła swoje piętno.
TVN24? WSI24...
ostatnio koleżanka spytała mnie, dlaczego określam TVN24 mianem WSI24. Wówczas chodziło mi o wlepkę, którą widziałem na oknie Instytutu Dziennikarstwa UW oraz o Milana Suboticia - agenta WSI a zarazem i redaktora programowego TVN (czemu początkowo zaprzeczył i podał Gazetę Polską do sądu za ujawnienie tego, jako za pomówienie). Okazuje się bowiem - że wychodzą na jaw i inne rzeczy, które jak dotąd były wiedzą tajemną oszołomów. Mowa tu na przykład o tym, skąd się sam TVN wziął... czytajcie, a skumacie!
A gdy już przeczytacie, przypomnijcie sobie, co mówił niejaki Wojewódzki o tym kto wygrał wybory. Mówił ów jegomość, że wybory wygrał jego kumpel Donald dlatego, że go Kuba ze swoimi kumplami poparł. A potem puśćcie sobie z taśmy wszystkie Wydarzenia z ostatnich 2 lat i zdziwcie się ile tam ordynarnej propagandy. A jak się już zdziwicie - przestawcie stronę startową z onetu na jakąś inną (np. http://niezalezna.pl/ albo http://nczas.com/) - po co nabijać ITI-owi statystykę, którą potem pokaże reklamodawcom?
http://niezalezna.pl/index.php/article/show/id/828

prostytucJA?
zdziwiło mnie to, że kolega z Niemiec, który bardzo się cieszył z istnienia pornografii w Internecie i oburzał propozycjami ich cenzurowania, a który wiedział że w Polsce jest taka bieda, że studentki - by studiować - muszą na szeroką skalę się prostytuować, oburzał się na to ostatnie zjawisko (pozostawmy na razie kwestię jego rozmiaru w Polsce i w Niemczech). Dlaczego ja się dziwię? Ano dlatego, że nie oburzał się - ba! to była jego wizja życia i relacji męsko-damskich - na tę samą prostytucję, tyle że bezpłatną w ramach konkubinatów (czytaj: par), gimnazjalnych parek, których skłonność do rotacji można podać w jednostce x/miesiąc, i in.
Powstaje kwestia: które cudzołóstwo lepsze? Bezpłatne, czy płatne? Chociaż jestem homo oeconomicus, pozwólcie że kwestię pozostawię bez rozwiązania.

myśl na dziś

— Księże Prałacie, coraz częstsza staje się obecność kobiety w życiu społecznym poza obrębem rodziny, w którym prawie wyłącznie poruszała się dotąd. Co Ojciec sądzi o tej ewolucji? Jakie są, w rozumieniu Ojca, ogólne cechy, które kobieta winna osiągnąć, ażeby spełnić misję, jaka jej jest wyznaczona?
— Przede wszystkim właściwym wydaje mi się nie przeciwstawiać obu sfer, które wymieniłaś. Tak jak w życiu mężczyzny (ale tu w innym wymiarze) również w życiu kobiety ognisko domowe i rodzina zawsze będą zajmować miejsce centralne: jest oczywiste, że oddanie się zajęciom rodzinnym stanowi ważną funkcję ludzką i chrześcijańską. To oczywiście nie wyklucza możliwości oddania się innym zajęciom zawodowym — choć prace domowe są takim również — w jakimkolwiek urzędzie czy godziwym zawodzie potrzebnym społeczeństwu, w którym żyjemy. Gdy tak stawiamy problem wszystko jest jak najbardziej na miejscu.Natomiast myślę, że upieranie się przy systematycznym przeciwstawianiu tych dwóch sfer aktywności zawodowej — zmieniając tylko akcent — doprowadziłoby łatwo ze społecznego punktu widzenia do błędu, większego niż ten, który staramy się naprawić. Wielkim błędem byłoby gdyby kobieta porzuciła pracę wśród swoich bliskich.
Również na płaszczyźnie osobistej nie można twierdzić jednostronnie, jakoby kobieta mogła osiągać swoją doskonałość jedynie poza ogniskiem domowym tak, jak gdyby czas poświęcony swojej rodzinie był czasem skradzionym, ze szkodą dla rozwoju i dojrzewania jej osobowości.Ognisko domowe — jakiekolwiek by było, bo kobieta samotna także ma swój dom, jest miejscem szczególnie nadającym się do osobistego wzrastania. Troska o dobro rodziny będzie zawsze dla kobiety największą chwałą. Mając pieczę nad swoim mężem i dziećmi, albo, mówiąc w sensie ogólniejszym, w codziennej pracy i trosce o to, aby wokół siebie stworzyć środowisko przytulne i kształtujące, kobieta wypełnia najważniejsze zadanie swej misji, osiągając w konsekwencji swoją doskonałość osobistą.
Jak już powiedziałem, nie wyklucza to udziału w innych dziedzinach życia społecznego, na przykład w polityce. Także w tych dziedzinach kobieta może wnieść swój wartościowy wkład, zawsze ze szczególną specyfiką swojej kobiecej natury i uczyni to w takiej mierze, w jakiej społecznie i zawodowo będzie przygotowana. Jest jasne, że tak rodzina jak i społeczeństwo potrzebują tego szczególnego wkładu, który w żadnym wypadku nie jest drugorzędny.
Rozwój, dojrzałość, emancypacja kobiety nie powinny oznaczać pretensji do równości — do jednakowości z mężczyzną, do naśladowania męskiego sposobu działania; to nie byłoby zdobyczą, a przeciwnie — stratą dla kobiety, nie dlatego żeby była kimś większym lub mniejszym niż mężczyzna, tylko dlatego, że jest inna.Na podstawowej płaszczyźnie społecznej — pamiętamy, że kobieta musi otrzymać dla siebie uznanie prawne, zarówno w prawie cywilnym jak również kościelnym — można mówić o równości praw; kobieta posiada bowiem dokładnie tak jak mężczyzna, godność osoby ludzkiej i dziecka Bożego. Ale wychodząc z tej równości fundamentalnej każde z nich winno osiągnąć to, co jest mu właściwe i na tej płaszczyźnie emancypacja oznacza tyle, co realna możliwość pełnego rozwoju własnych wartości; tych, które posiada jako jednostka i tych, które posiada jako kobieta. Równość wobec prawa, takie same możliwości w świetle ustaw, nie niweczy, ale właśnie przewiduje i popiera tę różnorodność, która stanowi bogactwo dla wszystkich.
Kobieta jest powołana, aby dać rodzinie, społeczeństwu, i Kościołowi coś specyficznego, to co jest jej właściwe i co tylko ona może ofiarować: swoją delikatną dobroć, swoją nieograniczoną wspaniałomyślność, swoje upodobanie w tym co konkretne, swą bystrość w pomysłach, swą zdolność intuicji, swą głęboką i cichą pobożność, swoją wytrwałość... Kobiecość nie jest autentyczna, jeśli nie spostrzega piękna tego niezastąpionego wkładu i nie wciela go w życie.
Ażeby spełnić to zadanie, kobieta musi rozwinąć swoją własną osobowość, i nie ulec zwykłemu duchowi naśladownictwa — na ogół prowadziłoby to ją do jakichś drugorzędnych efektów, nie pozwalając zrealizować jej najbardziej oryginalnych możliwości. Jeśli dobrze ukształtuje swą osobowość, z autentycznością, autonomią osobistą, oryginalnością, to skutecznie zrealizuje swe zadanie — misję, do której czuje się powołana, jakąkolwiek by ona nie była. Jej życie i jej praca będą rzeczywiście konstruktywne, owocne i pełne treści, zarówno gdy będzie spędzać czas w domu poświęcając się dzieciom, jak i również gdy rezygnując z małżeństwa, z jakiejś szlachetnej przyczyny, odda się całkowicie innym zajęciom. Każda na własnej drodze, będąc wierną powołaniu ludzkiemu i boskiemu, może zrealizować i realizuje faktycznie pełnię osobowości kobiecej. Nie zapominajmy, że Najświętsza Maria Panna, Matka Boża i Matka ludzi, jest nie tylko wzorem, ale także dowodem nieprzemijającej wartości, którą może osiągnąć czyjeś zdawałoby się nieciekawe życie.
św. Josemaria Escriva, Kobieta w życiu świata i Kościoła, w: Rozmowy z prałatem Escriva, pkt. 87



czwartek, 20 grudnia 2007

[20 XII 2007] czwartek, ciężko jest

łup bęc, tralalala, hopsa hopsa
moi mili, ale się wzięliście za klykalnictwo! Łohohoho! Super, giełda nie rozpieszcza, to chociaż Czytelnicy wzięli się za pieszczoty! Bardzo dobrze... Cóż mogę dziś powiedzieć - ano zmęczon ci ja jestem jak ta laleczka woskowa, w głowie kłębi się miliardpińcet tematów, które poruszę jutro, a jako zwiastun podam, co następuje - będzie o imprezie wczorajszej, o panutusku, co to mu wróble nad głową ćwiąkają, będzie o pysze żywota, o ciężkim żywocie inwestora też będzie i o zarzynaniu świni także!
Przed nami dużo wstrząsów - jutro wieczorem w końcu wyjadę do Polski (a wyglądam tego jak ta kania dżdżu - Stanisław Kania pewnie też dżdżu wyglądał, gdy rządził...), potem czekają mnie dwa dni we Wrocławiu, potem Warszawa i góry. Całe tournee po Polsce, szansy na złapanie oddechu prawie nie będzie. Dwa dni wolne w Stolicy już zajęte paroma spotkaniami. Co najchętniej zrobiłby panmyszka? Zamieniłby się w żonatego wiewióra, nazbierał orzechów do dziupli, zamknął dziuplę dwiema warstwami mchu z wierzchnią warstwą bitumiczną i zasnąłby sobie pod okiem swojej vevericzki. A spałby jak najęty! Albo byłby żonatym jeżem - zwinąłby się w kłębek, jeżyczkę swoją przytulił i spałby całą zimę. Nie wiem gdzie mieszkają jeże, ale pewnie w jakichś norkach, więc jabłko przyniesione na kolcach leżałoby sobie w norce, a jeże by spały całą zimę...! Póki co, mogę tylko marzyc o byciu jeżem albo wiewiórką - póki co aktywnie pełnię rolę kota dachowego.
A zza okna dochodzą do mię dźwięki podchmielonego wycia i okrzyki pary USD/PLN która może maluje barwy wojenne i wydaje takież okrzyki przed przebijaniem ważnego oporu (2,52)!

myśl na dziś
Dobre słowa są plastrem miodu, słodyczą dla gardła, lekiem dla ciała.
(Prz 16, 24)

czwartek, 11 października 2007

czwartek, czyli Donnerstag

pani i berbeć
jadę metrem, a pani niańczy małego bejbia (parę miesięcy po urodzeniu, no ale de facto żyje już prawie rok, więc nie taki świeżak...). Ten cały różowy, ani myśli o tym, żeby przestać kwiczeć, wykręcać łapki i wierzgać obleczonymi we włóczkowy skafander giczkami. Aż tu nagle różowy kłębek zaczął mieć czkawkę i czkając na cały świat, pochrumkiwał nawet. No no - myślę sobie - niezły wyga z tego wygi - taki mały, a już chrumkać umie. Ja nauczyłem się dopiero w przedszkolu. Jaki z tego morał? Dwojaki.
Najpierw ten, że więź dziecka z matką jest bardzo ważna, jeśli nie niezastąpiona. Nie zmieni tego ani rewolucja seksualna, ani rewolucja socjalistyczna (to to samo). Nie zmienią tego nawiedzone panie, ani nawiedzeni panowie w czerwonych, lub brunatnych sweterkach.
Później ten morał z tego, że - obserwując reakacje innych, starszych pań i panów oraz młodych dziewczyn, które z zazdrością i pewnym strachem to obserwowały - dzieci uczą czułości, miłości i wielu, wielu innych rzeczy. Dlatego pangrzyzga nie zamierza dzieci nie mieć, lecz wprost przeciwnie, choćby miał się skichać z zarobienia. Apsik.
Dobra, jeszcze ostatni morał. Taki jest, że gdzieś mam to, że świat poszedł naprzód i zaczął się bać małżeństwa, odpowiedzialności, dzieci, rodzicielstwa, etc. Wbrew pozorom, to nic nowego, stara wada, która co i raz się odradza - i tak jak zawsze - odejdzie na jakiś czas w niepamięć. Obecny czas warto uznać za powolny powrót do normalności po ponad 50-letnim szaleństwie...

co to jest czwartek?
w Polsce czwartek, to czwarty dzień tygodnia (no, dobra - piąty, bo pierwsza jest niedziela). W Niemczech czwartek to dzień grzmotu, czyli Donnerstag.

Donner, czyli grzmot
nie powiem, dziś niektórych nieźle wygrzmociło. Poznaliśmy z Kasią pewnego Niemca, tj. Polaka, tj. chłopca, którego poznańscy rodzice przenieśli się do Monachium i mówią wciąż (a on razem z nimi) po polsku. Ładnie pięknie, Daniel raz mi już pomagał, teraz stworzyliśmy z nim i Kasią grupę na przedmiot Baupraxis/Oekonomie. Reserczujemy sobie w internecie na temat pokryć bitumicznych i zaczyna się temat: a po co się żenić? Po co jest ślub, po co święta i inne takie duperele, które narzuca ohydne społeczeństwo wybitnej jednostce? Można było się dowiedzieć, że my Polacy jesteśmy w tyle za Europą, Kościół jest raczej z lekka głupawy, itd. Mimo, iż z Daniela bardzo miły chłopak, odnoszę wrażenie, że atmosfera nieco zgęstniała. Szkoda, chociaż wiem że tak już jest - te tematy budzą często wielkie emocje, przekonuję się o tym zawsze (tak jak np. w wojsku), gdy nagle ni z gruszki, ni z pietruszki staję się adresatem często wielogodzinnych wypowiedzi na temat tego, że ktoś tak naprawdę ma to wszystko gdzieś, ale w rzeczywistości trawi to w jakiś sposób jego wnętrze. Miał rację ks. Stefan, że w Niemczach wcale łatwiej, niż w wojsku nie będzie, nie na darmo diecezje niemieckie mają status misyjny...

małżeństwo
pokrótce o tym, co uważam na ten temat. Niczego nowego nie powiem, jestem zwykłym, w dodatku wiejskim, katolikiem, który ma na celu robić to, co leży w jego obowiązkach względem Boga i ludzi.
Małżeństwo jest po pierwsze sakramentem.
Po drugie, polega na przedstawieniu Bogu swojego związku, po to by on do niego w specyficzny sposób wszedł, uświęcając go (tj. udzielając specjalnej łaski i charyzmatów) i czyniąc małżonków jednym ciałem.
Po trzecie - małżeństwo, pożycie małżeńskie, małżeńska codzienność są Bogu oddane i w nim zakorzenione.

co z tego wynika?
wynika stąd to, że nikt nikogo nie zmusza do brania ślubu ani w kościele, ani tzw. ślubu cywilnego (jest to zła nazwa - chodzi po prostu o umowę cywilną).
Jako że instytucja małżeństwa ma pierwotnie pochodzenie religijne, jasne jest, że ciężko ją zrozumieć osobie niewierzącej i łatwo jej sens zakwestionować.
Wynika stąd także to, że zawiodą się - i zawodzą się - ci, którzy idą po katolicki ślub nie będąc katolikami. Najczęściej ich związki są po prostu nieważne (nie spełniają bowiem warunków przewidzianych w prawie kanonicznym) i poza ceremonią nic nie otrzymują... Mówią później, że przecież mieli otrzymać łaskę, że z tym ślubem to ściema, bo wcale nie było im łatwo, a w ogóle, to głupi ten Kościół, bo nie pozwala na rozwody. Jaki początek, taki koniec moi mili.
Wynika stąd także to, że rozumiem w pełni Daniela - nie ma sensu małżeństwo, jeśli nie bierzemy pod uwagę powyższego. To naturalne, tak jak naturalne jest to, że bez sensu jest Wigilia jeśli nie wierzymy w to, co podczas niej świętujemy. Z pomocą przychodzą oczywiście jakieś akcydentalne właściwości np. Wigilii - np. prezenty. Ale idąc za ciosem, można powiedzieć, że codziennie warto sobie dawać prezenty, niekoniecznie w Wigilię. Tym tropem idzie też Daniel. Najzupełniej słusznie - też bym tak zrobił na jego miejscu.
Pic jednak polega na tym, że Wigilia naprawdę coś znaczy, że małżeństwo naprawdę jest sakramentem. Większość odkrywa tę prawdę dopiero na łożu śmierci.

Maciuś, uważaj na zboków
nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale moja Mama jest mistrzynią w pisaniu uroczych, krótkich SMSów. Pewnego razu, gdy donosiłem, że skończyłem biegać w parku, Mama mi napisała: Dobrze Maciuś, tylko uważaj na zboków. A gdzie homofobia? A gdzie poprawność polityczna? A gdzie wartości europejskie? Tam gdzie ich miejsce - na śmietniku. Zbok to zbok, więc miej się paniegrzyzga na baczności!

Baupraxis/Oekonomie
na zajęciach dowiedziałem się między innymi tego, że ich celem będzie nauczenie nas jak się nie narobić, lecz dużo zarobić. Dobre, co?

wybory, wybory
dobra, nie będzie już o Korwinie... zamieszczam na blogu zdjęcie wysprayowanego szablonu, które dostałem od Siostry. Cóż, tym razem frekwencja będzie pewnie oscylować koło 90%...

hibiskus
hibiskus ma mnie gdzieś - powiedział, że nie zagłosuje na Korwina i nie otworzy kwiatów dopóki nie przestanę mówić o polityce. Nie, to nie - ja prosił nie będę, bądź zamknięty do 22 października, proszę bardzo! - tak mu powiedziałem, aż mu w podstawkę poszło!

wierszydełko
Ty

Ty sobie siedzisz z rodziną
z okien pasy bloków
W mieszkaniu ciepło
ono Cię widziało już dawno

ciepło jest bo ogrzewanie
centralne gdzieś w kotłowni
cały czas; już ze dwadzieścia lat
buzuje, gdy tata miał solidarnościowe wąsy
a mama ondulację na głowie trwałą
meblościanki były nowe, Ty byłaś nowa

Zupełnie inaczej jest teraz
mimo, że ściany, sąsiedzi - to samo
ciągła jest zmiana
każda chwila jest ważna i Cię kształtuje

Ableard stoi na półce
i paprotki oddychają
a spod bloku odjeżdża autobus
pani w kiosku pracuje od rana
gdy jeszcze ciemno od świetlówki na przystanku
wiersz dedykowany Asi Banach, powstał na początku 2004 roku, albo pod koniec 2003

myśl na dzisiaj
Jezus wzywa cię do modlitwy... Widzisz to jasno.
- Jednakże jak słaba jest twoja odpowiedź! Wszystko cię kosztuje wiele wysiłku: jesteś jak dziecko, które się ociąga w stawianiu pierwszych kroków. Lecz w twoim przypadku to nie jest tylko ociąganie się. To także strach, brak wielkoduszności.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 291


ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO