Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nazizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nazizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2009

[12 V 2009] wtorek, o zboczeńcach, feminizmie oraz Rewolucji słów kilka

vvimitacja w nowym instytucjonalizmie
okazuje się moi drodzy, że nowi instytucjonaliści (czyli ta szkoła socjologiczna, która ostatnio stała się dla mnie pewnym olśnieniem) zajęli się także tym, o czym negatywnie pisał pangrzyzga – a mianowicie imitacją. Pisałem o tym ostatnio w związku z moimi obserwacjami różnych organizacji pozarządowych, często z kręgów tzw. prawicowych, czy kościelnych.
Czytałem ostatnio ciekawy tekst o imitacji wzorów instytucjonalnych wśród np. korporacji. Oczywiście, takie zjawisko zachodzi i jest nieuniknione, oraz wcale nie jest powiedziane, że złe... firmy uczą się od siebie nawzajem, często na ślepo i źle na tym wychodzą, ale mi w tym poście chodziło o co innego (czego zresztą nie zauważył kol. Tamqkun pisząc odjechany komentarz – interpretujący posta w kategoriach mistycznych, podczas gdy chodziło o sprawy stricte zawodowe, instytucjonalne, organizacyjne). Otóż, chodzi o to, by być po tej stronie rynku, która kreuje i narzuca normy. Nie po tej, która się dostosowuje do faktów. Trzeba fakty tworzyć, niech inni się do nich dostosowują.
Czy trzeba być supermenem, by tak było? Nie. Sukces takich miernot, jak Stalin, czy Hitler dowodzi, że można być byle kim, wystarczy być jednak bezczelnym. Nie mówię, że należy być bezczelnym – a jedynie, że ten sam efekt można uzyskać np. poprzez bezczelność.

a propos Hitlera
lekturę dziennika Victora Klemperera, niemieckiego językoznawcy, który był Żydem i gwiazdą uniwersytetów przed wojną polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się jak to się stało, że nagle w miarę normalni ludzie oraz w miarę normalny kraj przepoczwarzył się w III Rzeszę i kraj totalitarny. Jak chamstwo i bezczelność małej grupy ludzi oraz brak twardej reakcji, małość i kunktatorstwo reszty doprowadziło do konieczności zawierania najgorszych kompromisów, byle tylko przeżyć.
I jeśli dzisiaj walczymy o to, by dr Cameron miał prawo mówić to, co uważa za dowiedzione , być może okaże się, że bronimy właśnie ostatnich szańców wolności, które zagarnie za chwilę totalitaryzm.
Przesadzam? A czy ktoś był przekonany w 1934 roku, że oto właśnie brak reakcji wówczas jest hańbą i zaniedbaniem, które będzie skutkowało hekatombą? Na pewno niewielu. Pamiętajmy, że większość nigdy nie ma racji – tak, jak na giełdę większość wchodzi w ostatnim etapie hossy, a ucieka w ostatnim etapie bessy, tak też w innych dziedzinach. Jeśli dziś słyszę, że powinienem zająć się dłubaniem w projekcie inżynierskim, a nie wściubianiem nosa w sprawy UKSW, czy Rzecznika Praw Obywatelskich, to ja mam na to jedną odpowiedź: jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Podobnie zresztą było w trakcie tzw. sprawy Agaty. Kończyłem wtedy ważny projekt, a zareagować trzeba było.
Reasmując – przestrzegam przed tego typu reakcją, że jakoś-to-będzie. Nie będzie. Reagować trzeba już!

feminismus
feminizm to dość śmieszny ruch, bo atakuje Kościół i katolicyzm za winy świata Rewolucji, której sam jest dzieckiem. Taktyka to przewrotna i opisana na innych przykładach w Rewolucji i Kontrrewolucji de Oliveiry. Rewolucja na pewnych etapach jest przeciwniczką swojego poprzedniego wcielenia po to, by zniszczyć jeszcze więcej – czyli to, co zachowała poprzednio.
Feminizm zatem chce niszczyć jakąś wyimaginowaną rodzinę i warunki społeczne powstałe de facto na bazie protestantyzmu oraz Rewolucji Francuskiej (dziękuję Michelowi Foucaultowi za poddanie mi tej myśli! - nieoczekiwanie! Któż by się bowiem spodziewał tego po postmodernistycznym i socjologu-homoseksualiście?) - a więc na bazie I oraz II Rewolucji! Jeśli feminizm dyskutuje z niemiecką zasadą trzech „K”, czyli Kirche, Kinder oraz Kueche, to dyskutuje sama z sobą, niech nie wmawia katolikom, że dyskutuje ze sobą. Feminizm oburza się na świat po Rewolucji nie dlatego, że zaszła Rewolucja, ale dlatego, że zaszło jej jeszcze zbyt mało!

dyskrymynancja a Tradycja
„mężowie, kochajcie swoje żony, jak Chrystus umiłował Kościół” - proszę wybaczyć, ale „partnerstwo”, to jakaś śmieszna karykatura pobożnego katolickiego małżeństwa. To zresztą czują konkubenci, ilekroć spotykają się z prawdziwie świętą parą.

prof. Krzemiński a prof. Plinio Correa de Oliveira
tymczasem prof. Krzemiński, człowiek również nie z jakiejś kontrrewolucyjnej bajki, powtórzył ostatnio tezę dra de Oliveiry na temat renesansu. Nie pamiętam o co konkretnie chodziło, chyba o podkreślenie rozprzężenia moralnego, które wraz z renesansem się rozpoczęło... Fiu, fiu, pomyślał sobie pangrzyzga na wykładzie... prof. Krzemiński znany jak dotąd z plecenia bajek na temat Kościoła nagle potwierdza tezę najbardziej wstecznego z katolickich teoretyków Kontrrewolucji?

trybalizm, trybalizm!
ale, ale! Nie tylko on! Widziałem jakiś czas temu plakat o promocji książki niejakiego Maffesoliego na temat „plemion”! Autor – jak wynika z plakatu – stawia w niej tezę, że współczesne wspólnoty przekształcają się powoli w plemiona! Teza, jak teza, wydaje się raczej prawdopodobna, szczególnie, gdy pomyśleć o globalizacji, ale ciekawe jest co innego... ponad 50 lat temu to samo stwierdził Plinio Correa de Oliveira w Rewolucji i Kontrrewolucji! Mówił, że kolejna Rewolucja przyniesie nowy trybalizm, powrót do organizacji plemiennej z całym jej przymitywizmem.
Już wiecie dlaczego ta książka trafiła do Biblioteczki Konserwatysty?

Kościół a Dan Brown
będąc na „Generale Nilu”, widziałem zwiastun „Aniołów i Demonów” Dana Browna. Ciekawe, że Kościół Katolicki, jaki wyłania się z tego zwiastunu to organizacja hierarchiczna, dumna, stateczna, wyniosła i arystokratyczna. Jednym słowem – tzw. „kościół przedsoborowy”. To ciekawe... ludzie spoza Kościoła odczuwają zatem tęsknotę za tymi właśnie cechami Kościoła, które teraz, w okresie nie widzącego przed sobą celu posoborowia (no bo jaki ten cel? Nawracanie? Nie – dialogowanie! Walka o Christianitas? Nie, działalność kulturalna. Liturgia? Nie, spektakle, harce i figle-migle) zanikły prawie całkowicie! Tego się nie widzi zupełnie!
Ciągnie do Kościoła takiego, jakim on jest w rzeczywistości... szkoda, że to niewierzący, albo jego wrogowie muszą dawać o tym świadectwo!

Duch liturgii
nawiązując do liturgii – znalazłem swego czasu pięknie wydanego przez Fundację św. Benedykta „Ducha liturgii” kard. Ratzingera. Świetne ilustracje do równie świetnej treści. Polecam!

jeszcze o Cameronie – Kinsey
wracając do sprawy dra Camerona. Zastanawiałem się sam, czy przypadkiem nie jest to jakieś kukułcze jajo i szarlatan, który plecie bajki bez namysłu metodologicznego. Było tak, dopóki nie wczytałem się w ulotki, które towarzyszyły spotkaniom z nim. Ale o tym innym razem, bo dziś już jestem zbyt zmęczony. Ciekawe natomiast jest to, że w jednej z nich powołuje się na ikonę ruchu wyzwolenia seksualnego roku '68, Kinseya! Człowieka, który swoim słynnym raportem otworzył w USA drogę wszelkiemu zboczeniu... i który dowodzi tej tezy, którą epatuje Aborcza (ponoć absurdalnej), iż 1/3 przypadków pedofilii dokonywana jest przez homoseksualistów. To teza Kinsey'a, drodzy Gazownicy, Kinseya, którego tylekroć wynosiliście na piedestał, chociażby przy okazji ostatniego filmu -biografii!

zadyma...
tymczasem we Wrocławiu zadyma przy okazji spotkania z drem Cameronem! Działacze niejakiej ANTIFY (komunistyczna bojówka) usiedli sobie na sali w liczbie trzech, a trzej kolejni byli na korytarzu, próbując wejść w trakcie. Gdy to okazało się niemożliwe, wywiązała się szarpanina, w wyniku czego agresorzy z kastetami i nożami zamknięci zostali na dziedzińcu, a moi znajomi (którym przyszło robić za wykidajłów) wezwali ochronę. Nie, nie pisali o tym w lokalnej Aborczej. I nie napiszą.
Ach, ta homofobia – przecież, gdyby Cameron nie głosił swoich tez byłoby bez przemocy. Przecież, gdyby Fieldorf nie był faszystą, też nie dostałby od antyfaszystów z UB w czapę. Rzecznik Prawo Obywatelskich wystąpił jednak 8 maja do ministra Czumy o dołączenie do kodeksu karnego pewnej innowacji. Chodzi o to moi mili, by mowa nienawiści (a więc każde zdanie, które może wywołać przemoc wobec „mniejszości seksualnej”) ścigana była z urzędu oraz podlegała tej samej karze, co nawoływanie do nienawiści na tle rasowej oraz narodowej. Co to oznacza w praktyce? W więzieniach (dwa lata) znajdą się wszyscy, którzy podpadli Biedroniowi, Adlerowi i Niemcowi.
Koniec i basta. Nie ma tolerancji, dla wrogów tolerancji. Mówiłem już, że zamierzam kupić spluwę?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/12-v-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Błogosławiona jesteś, ponieważ uwierzyłaś, powiada Elżbieta do naszej Matki. — Jedność z Bogiem, życie nadprzyrodzone, pociąga za sobą zawsze atrakcyjną praktykę cnót ludzkich: Maryja niesie radość do domu swej kuzynki, ponieważ "nosi" Chrystusa.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 566



wtorek, 13 stycznia 2009

[13 I 2009] czy 101. Batalion Policyjny, to "zwykli ludzie"?


wprowadzonko
zgodnie z tym, co zapowiadałem wcześniej, czytałem ostatnio fragmenty książki niejakiego Browninga pt. Zwykli ludzie, opowiadającej o wypadkach na Lubelszczyźnie w latach 1940-1941.

Problem z grubsza polega na tym, że wysłano do tworzenia 101. Batalionu Policyjnego podtatusiałych robotników i urzędasków, którzy z tytułowych zwykłych ludzi szybko przedzierzgnęli się w katów, którzy w ciągu roku zabili ponad 70 000 cywilów. Nie w walce - w ramach planowej eksterminacji.

Nie zamierzam tu pisać jakiegoś poważnego omówienia, ale zebrać parę uwag, które nasunęły mi się podczas lektury.



religijność
czynnika, którego Browning w ogóle nie bada (pewnie z uwagi na to, że w materiale, na którym się opierał nie było mowy o danych nt. religijności - a opierał się na powojennych przesłuchaniach tych policjantów i wywiadów z żyjącymi spośród nich w latach '60 i '70) - to religijność policjantów. Jako, że gros z nich wywodziło się z Hamburga, a więc z północy Rzeszy, domniemuję, że albo byli luteranami, albo ateistami, co wbrew pozorom aż tak od siebie odległe nie jest...

Myślę, że warto byłoby zbadać zależność pomiędzy uległością i konformizmem, które Browning typuje na główne przyczyny zaangażowania w mordy, a religijnością właśnie. Ot, wystarczy choćby wspomnieć na prześladowania, które protestanci lubili fundować w przeszłości.

Hamburg - miasto czerwone
podobnie rzecz się ma z czerwonością Hamburga - ówczesnego miasta-centrum ruchu socjalistycznego. Z jednej strony jako czynnik sprzyjający ateizmowi, z drugiej zaś... no właśnie. Czy to, że hamburczycy byli wówczas w większości socjalistami impregnowało ich na... narodowy socjalizm? Z pewnością, było paru internacjonalistów, prawdziwych bolszewików, ale domyślam się, że - znając niemieckiego ducha - o takich było raczej trudno. Jednym słowem - ktoś o skłonnościach lewicowych mógłby łatwo odnaleźć się w projekcie nazistowskim.

Abstrahuję oczywiście od propagandowego antagonizmu III Rzesza - Sowiety (zresztą przez część czasu działania Batalionu - oba państwa przecież współpracowały!), który trzeba raczej rozpatrywać jako antagonizm na zasadzie - im nam bliżej, tym staramy się być postrzegani jako bardzo różniący się, by nasi zwolennicy nie przechodzili do bliskich nam ideowo wrogów.

Tego typu strategię widać zresztą do dziś - że przypomnę te wszystkie harce wokół PO-PiSu.

Jednym słowem - nie używałbym raczej argumentu "Policjanci byli z Hamburga, więc nie mogli być zwolennikami nazizmu" z taką mocą, z jaką zdaje się go używać Browning.

narodowy socjalizm, jako śmierdzące jajko
w ogóle to z nazimem jest problem. Wtedy, gdy powstawał, miał sympatyków z obu stron sceny politycznej - tzw. lewicy i prawicy. Po wojnie jednak, narodowy socjalizm, został przez socjalistów propagandowo przerzucony tzw. prawicy, jako jej śmierdzące jajko. Ileż to razy słyszałem, że NSDAP, to skrajnie prawicowa partia... Ileż w niej prawicy? No, cóż - dla mnie niewiele. Może Czytelnicy mają pomysł, ale uwaga - proszę to dobrze przemyśleć! Moim zdaniem to partia skrajnie lewicowa, etatystyczna i rewolucjonistyczna. Nie bez kozery brunatny, to po prostu przybrudzona czerwień.

o podziałach doktrynalnych na prawicy
w ogóle, to muszę zauważyć, że znajomość podziałów doktrynalnych na prawicy należy do rzadkości. Ileż to razy słyszałem strzały w płot na temat tego, co powinienem uważać, albo kogo lubić z racji nie bycia zwolennikiem istnienia czegokolwiek, czy zwolennikiem wprowadzenia czegokolwiek. Ileż to razy słyszałem zdziwienia nad tym, że podchodzę sceptycznie do tego a tego, a poważam kogoś innego. Wbrew pozorom to zjawisko nie zanika w sferach dziennikarskich. Wręcz przeciwnie. Dziennikarze tak intensywnie kreują świat, że sami sobie zaczynają wierzyć.

nie było kary?
argumentem, który przytacza Browning, by lekko zaepatować tym, że policjanci dobrowolnie brali udział w masakrach i byli zwykłymi ludźmi, jest to, że nie groziła im kara za odmawianie wykonania poleceń.

No, cóż, Browning nie był chyba w wojsku, a już nazistowskim szczególnie. Jeżeli na pierwszym apelu dowódca, którego słabo znam, mówi żeby wystąpili przed szereg wszyscy, którzy nie chcą brać udziału w likwidacji getta i obiecuje, że nie będzie groziła za to kara... to zwyczajnym odruchem jest domniemanie, że ci, którzy się zgłoszą, zostaną zaraz rozstrzelani. Dla przykładu.

Natomiast gdy później, po paru akcjach okazuje się, że jednak kara głowna nie jest stosowana, ani żadna inna... wówczas dla wielu może być za późno. W bagno zła już wdepnęli. Mają na rękach krew dziesiątek ludzi... niektórzy zdążyli porzucić to rzemiosło, nie wiadomo natomiast ilu z tych, którzy wahali się na pierwszym apelu, przestało się wahać właśnie z tego powodu. Że granica została przekroczona.

Z grzechem jest jak ze smołą. Dotykasz - ubrudzisz się na pewno. Nie ma nawet sensu patrzeć, a co dopiero dotykać! Słusznie mówi Kościół o uciekaniu przed pokusą, okazją do grzechu. Słusznie także za grzechy każe odpokutowywać. W ostatnim tygodniu parę razy spotykałem się z sytuacjami, w których gdyby ktoś żył w zgodzie z Wiarą... uniknąłby wielu problemów. Ostatni casus - para po paru latach jechaniu na antykach (popularne określenie chemii antykoncepcyjnej) chce począć potomka... i okazuje się, że niezbyt może, bo hormonki zrobiły w drogach rodnych szambeczko...

status naukowy rasizmu
kolejna sprawa, to argument na temat nieprzystawalności eskperymentu Millgrama (polegającego na badaniu uległości np. na prośbę o zadawanie bólu, bądź śmierci innej osobie pod wpływem autorytetu naukowego) do sytuacji 101. Batalionu. Browning popełnia w porównaniu błąd, nie zauważając, że rasizm i eugenika miały w badanych czasach status naukowy! Powszechnie! W Polsce istniało Polskie Towarszystwo Eugeniczne, które doradzało przy wyborze partnera do rozrodu, etc.

Jednym słowem - w III Rzeszy szczególnie - sytuacja z rasizmem jako motorem do wewnętrznej zgody na mordowanie Żydów na Lubelszczyźnie spełnia dość dobrze analogię do warunków eskeprymentu Millgrama!

stop abortion... stop FOCA
ostatnie rozważanka o statusie naukowości brzmią chyba dość znajomo w kontekście dzisiejszych praktyk eugenicznych - od aborcji, po in vitro... Eugenicy wzięli się ostatnio za atak forsując Freedom of Choice Act który 21 stycznia będzie głosowany, o czym już pisałem
w jednym z poprzednich postów Jeśli przejdzie - zapowiada się totalna eskalacja masakry, która dawno pochłonęła więcej ofiar niż Holocaust.

ciekawym tematyki w ogóle, polecam:
no i rzecz jasna:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/13-i-2008-niedziela-chrztu-paskiego.html

myśl na dziś

Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



sobota, 19 kwietnia 2008

[19 IV 2008] sobota, Dzień Maryjny

o akcji bloggerskiej

czytałem w Gazecie Polskiej, że bloggerzy Salonu24 (http://www.salon24.pl/) ogłosili akcję bojkotu kłamliwych mediów. Bardzo mnie to cieszy, tym bardziej że od jakiegoś czasu planuję podobną... W tej sytuacji i tak ją zorganizuję, ale w pewnym odstępie czasowym.
Przyznam, że czuję pewien dobry ferment... który wprawdzie powoduje sporo piany, ale pod nią kryje się przejrzyste, smaczne piwko. O czym w tak zawoalowany sposób prawię? Ano o naszej, polskiej sferze medialnej. Wydaje mi się, że dotychczasowy układ: G.Wyborcze i Dziennik, Polsat i TVN... staje w nowej sytuacji. Zarówno w swoich sektorach, jak i - a nawet szczególnie - w internecie. Coś się zmieniło dwa lata temu, pękło coś. Alternatywa dla mainstreamu przeniosła się do internetu, a osiągnąwszy tu sukces - na blogach, forach, akcjach mailowych - wraca do realu. Wraca, by przywrócić porządek - czyli posprzątać po Rewolucji.

co powiedział Jauress?

ubawił mnie ostatnio pewien cytat. W ogóle to śmieszna sprawa, bo gdy zajmuję się jakimś zagadnieniem (np. ostatnio - w związku z przygotowaniami do zaliczania KTSu - ustrojami państw w ujęciu starożytno-średniowieczno-renesansowym), wyziera ono i spogląda na mnie zewsząd! Więcej - nagle się okazuje, że i ludzie częściej na ten temat rozmawiają, niż mi się zdawało, a o każdym mam mniemanie takie, jakby był zupełnie na bieżąco z tymi sprawami i wiedział od dawna to, na co ja dopiero wpadłem.
Ale, ale - wracajmy do cytatu! Otóż, Kazimierz Świtalski w swoim Diariuszu, pisze tak:
Jaures kiedyś porównał system prac parlamentarnych do olbrzymiej lokomotywy, ciągnącej za sobą tylko igłę
Kazimierz Świtalski, Diariusz, Warszawa 1992, s. 341
Jak byśmy to skomentowali? W prosty sposób - toż wcale nie jest oczywiste, że demokracja parlamentarna to najlepszy możliwy system. Więcej - nie jest to system ani najtańszy (wprost przeciwnie), nie najefektywniejszy. Więc co? Nic nie sugeruję, oprócz możliwości zmiany obecnego ustroju - bynajmniej taka propozycja nie jest oszołomska. Oszołomami są ci, którzy słysząc tezę, zbijają ją nazywając jej autora oszołomem. Phi!

gender - a co to?

ostatnio miałem przyjemność porozważać na blogu troszkę o kobietach i mężczyznach, oraz ich rolach i powołaniu. Widzę po komentarzach, iż jest minimum jedna osoba, która posiada wątpliwości wobec tamtych postów. Postaram się poniżej je rozwiać - a tutaj jest ich kanoniczny tekst: https://www.blogger.com/comment.g?blogID=8013098484768916376&postID=951865793649908863
Swoją odpowiedź podzielę na trzy części. Otóż:
kultura
pojawiło się twierdzenie, że to, co ja określam powołaniem, czy naturalnymi rolami, to jest po prostu wytwór kultury (czyli angielskie gender). Przyjrzyjmy się temu twierdzeniu. Zakłada ono, że mężczyzna i kobieta - poza oczywistymi różnicami w budowie - są takimi samymi białymi kartkami, które zapisuje kultura. Zachodziłby tu pewien determinizm - jaką masz kulturę, taki jesteś (przynajmniej w zakresie płci kulturowej - gender). Od biedy można się zgodzić z tym założeniem - wbrew pozorom nie obala ono nic z mojej tezy. Dlaczego? Rozważmy obie możliwości. Jeśli ludzie byliby rzeczywiście takimi białymi kartkami - wówczas twierdzę, że jeśli jest Bóg - a to utrzymuję - i określa co jest dobre, a co złe, co sprzyja człowiekowi, a co nie, również miał wpływ na to, jak kształtowała się kultura. W jaki sposób? Ano choćby taki, że jego święci ją tworzyli, a On Sam wypowiadał się wielokrotnie w tych sprawach, współkształtując np. ustawodawstwo Izraela, obyczaje, etc. Mamy więc wśród kultur, tę kulturę jeśli nie pochodzącą w dużym stopniu od Boga, to określmy ją inaczej - niedoskonale odzwierciedlającą Jego zamysły. Zauważmy, że nie trzeba tu koniecznie używać Pana Boga w argumentacji. Spokojnie można się powołać - jak np. F.A. von Hayek - na ewolucję kultury, etc. Nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że koncepcja gender - abstrahując od jej prawdziwości, która dowiedziona nie jest - nie stanowi kolejnego stopnia w organicznym rozwoju kultury. Więcej - podcina gałąź, z której wyrosła, a jest to jedna z głównych gałęzi, jeśli nie pień - nie można więc powiedzieć, że odcina chorą gałąź.
kultura a natura
jeśli jednak uznamy, że nie jest tak iż płeć kulturowa i biologiczna są absolutnie nie związane ze sobą, wówczas dochodzimy do wniosku (pośrednio nawiązując do rozumowania Hayeka), że to jaka kultura powstała, wynika z natury ludzkiej, z której wyrosła. Kultura nie bierze się znikąd i nie jest jedynie zależna od racjonalnych działań ludzi - stąd też można mówić o zależności kultury od natury. Jeśli chcemy pociągnąć sprawę dalej - możemy znów powołać się na Pana Boga, który w ludzkie serca to i owo powpisywał... co jest chyba oczywiste dla każdego, kto nie spędza większości dnia w Coffee Heaven albo Czułym barbarzyńcy rojąc o głupim społeczeństwie i o tym, że gender rozwala wszystko!
co to jest powołanie
jeszcze w kwestii powołania. Koleżanka (domniemuję bowiem, że chodzi o niewiastę, niech zgadnę - IS UW?) wyraziła pogląd, że dobrze byłoby zostawić wybór powołania każdemu z osobna. Jasne, że nie. Dlaczego? Ano dlatego - wkraczamy tu na obszar teologii, moje żabki, to już nie jest teza z zakresu psychologii, czy czegoś w tym stylu - że powołuje Bóg. Jedyne, co człowiek ma przy tym do roboty, to powołanie rozeznać i przyjąć, bądź odrzucić.
Jeśli ktoś jest powołany do życia zakonnego - realizuje inne cele innymi środkami, niż gdyby był powołany do życia w małżeństwie, etc. Ale zauważmy - tu i tu, ma do wykonania konkretne zadania w dość skonkretyzowany sposób. Bycie księdzem z grubsza polega na jednym, bycie mężem też, żoną, siostrą zakonną - również.
Skąd zatem myśl, by siostra zakonna miała być księdzem, a żona mężem? Uściślijmy - nie sądzę, że powołaniem kobiety powołanej do małżeństwa jest przesiadywanie w kuchni, chociażby i z tego względu, że dziś w kuchni nasiedzieć się nie trzeba - są miksery, garnki, palniki elektryczne, obieraczki, zmywarki, etc. Ale Jej rolą jest na pewno zadbać o męża i zadbać o dzieci na swój sposób. A jak kobiety to realizują? Jak mężczyźni to realizują? Za czym w żonie tęskni mąż? Za czym w mężu tęskni żona? Spytajcie jakiekolwiek dziecko o różnicę między mamą a tatą i się dowiecie. Spytajcie którąkolwiek kobietę i mężczyznę o te sprawy...
Jasne, że być może dużo kobiet odpowie, że od męża oczekuje ostrej młocki w nocy, a mężczyźni okażą się amatorami różnych dziwnych czynności i tylko tego... Ale wtedy zaproście na dłuższą herbatkę i pogadajcie. A wtedy sami się zdziwicie co w ludziach siedzi i przypomnicie sobie to, co mówił Jan Paweł II, że Kościół jest wielkim specjalistą od człowieka. Sprawdzam na własnej skórze, ale i skórze innych, z którymi niekiedy rozmawiam, bo z jakichś względów tego potrzebują - sprawdzam to, że tak rzeczywiście jest.

skąd te dżendery?

ze strachu i z małości. Z najzwyklejszego strachu przed np. ciążą - u dziewczyn, odpowiedzialnością i byciem ograniczonym - u chłopców. Strach, małość, lęk przed wzięciem się z własną dojrzałością za bary... To już dziś niemal powszechne, ale to nie znaczy w żadnym razie, że normalne i pożądane przez Boga. Tym bardziej, że - a to mało kogo dziwi - powszechne dziś jest także brak radości, schamienie, prymitywizm i dekadencja. Wzięły się znikąd?

nazizm jako ideologia WE

było w historii coś takiego jak nazizm, prawda? Ot, jeden z konceptów zjednoczenia Europy pod wodzą Niemiec.
jest sobie w historii coś takiego jak Wspólnota Europejska, prawda? Ot, kolejny koncept zjednoczenia Europy pod wodzą Niemiec.
Skąd te myśli? Obejrzyjcie ulotki, które rozrzucali naziści w Serbii, by skaptować tubylców dla sprawy III Rzeszy. Chwilę później wejdźcie np. na stronę Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej i poczytajcie (http://www.ukie.gov.pl/). Znajome, prawda?

socjalizm, nazizm?

dlaczego mówi się, że nazizm, czyli narodowy socjalizm to ideologia prawicowa? Już mówię. Dlatego, że współczesna lewica wie, że lepiej zrobi, gdy wbije ludziom do mózgów, że Hitler to nie ich człowiek. Co z tego, że są od niego nieodlegli ideowo, że proponują nieomal to samo? Inaczej zdefiniowali nazizm, siebie ochrzcili antyfaszystami i szafa gra...

myśl na dziś
Prawda wypowiadana w słowie - kosztuje. Tylko za plewy się nie placi. Za pszeniczne ziarno prawdy - trzeba płacić.
Stefan kardynał Wyszyński (za http://www.17-ka.org.pl/)




ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO