Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecanko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecanko. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 listopada 2009

[11 XI 2009] Niepodległość... spieszmy się ją kochać

Niepodległość...
...spieszmy się ją kochać - tak szybko odchodzi!

Festung Breslau

święto niepodległości spędzam u Oleńki, we Wrocławiu. Myślałem, że w pociągu napiszę posta, który chodzi mi po głowie od zeszłej soboty, ale było tak gorąco, że nie dość, że napociłem się jak pocak, to jeszcze zmorzył mnie sen i prócz poczytania, odmówienia Różańca i pojedzenia - na nic więcej nie było mnie stać.
Nadrabiam więc dziś, ale czym tu innym nadrobić, jeśli nie filmem okolicznościowym? Więc pojawi się film, po nim zaś pewna ciekawostka książkowa...

wieczór filmowy



ciekawostka książkowa
przeklejam własny wpis z: http://mszawbrwinowie.blogspot.com/2009/11/szanowni-panstwo-w-ostatnia-niedziele.html

Szanowni Państwo!
W ostatnią niedzielę po raz kolejny Mszę Świętą odprawił nasz nowy celebrans, ks. Radosław Wasiński. Kolejna Msza Święta wg starszej formy rytu rzymskiego odbędzie się w drugą niedzielę grudnia, tj. 13 XII 2009 – chyba, że okaże się, iż Ksiądz Proboszcz pozytywnie rozpatrzył naszą prośbę o zwiększenie częstotliwości celebry do dwóch Mszy w miesiącu. Wówczas – jeśli nastąpi zmiana – poinformujemy o niej na stronie.
Równocześnie zadebiutował nasz książkowy sklepik tradycjonalistyczny. W jego ofercie znajdą Państwo następujące pozycje:



- Ordo Missae (10,00 zł)
Stałe części Mszy św. dla wiernych uczestniczących we Mszy św. w rycie trydenckim według Listu apostolskiego Motu proprio Summorum Pontificium papieża Benedykta XVI. Tekst łacińsko-polski. Polecamy wszystkim wiernym pragnącym w pełni uczestniczyć w liturgii eucharystycznej sprawowanej w rycie trydenckim.


- ks. Feliks Cozel SJ, Msza Święta, (opr. m. - 14,00 zł, opr. tw. 18,00 zł)
Napisana na początku XX wieku przez polskiego jezuitę, książka ta w przystępnej formie podaje podstawowe informacje dla wiernych, niezbędne dla właściwego rozumienia i korzystania z owoców trydenckiej Mszy Świętej Wszechczasów. Jej lektura pozwoli każdemu poznać istotne wartości i znaczenie poszczególnych słów i gestów Mszy św.

- (opr. benedytkyni tynieccy), Mszał Rzymski, (105,00 zł)
Reprint Mszału rzymskiego (mszalika codziennego) w przekładzie i opracowaniu benedyktynów tynieckich, wydanego w Poznaniu w 1963 r. z imprimatur bp. Karola Wojtyły. Oprawa z naturalnej skóry, tłoczenie i złocenie okładki, złocenie i zaokrąglenie brzegów kart, 1520 stron, 6 zakładek. Mszalik zawiera: zasady życia chrześcijańskiego (skrót katechizmu) • objaśnienia liturgiczne • kalendarz liturgiczny według Missale Romanum 1962 • tabelę świąt ruchomych do 2050 r. • części stałe i zmienne Mszy św. na cały rok kościelny • Msze wspólne i własne o świętych, Msze wotywne • liturgię pogrzebu • ryty sakramentów • nabożeństwa, modlitwy i pieśni • spisy i indeksy • piękne ilustracje ze starych mszałów i mszalików.


- prof. Romano Amerio, Iota unum,
WRESZCIE W JĘZYKU POLSKIM JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH KSIĄŻEK TEOLOGICZNYCH XX - wieku omawiających obecną katastrofalną sytuację w jakiej znalazł sie Kościół Katolicki. Znakiem czasu jest to, że ten genialny teolog, obserwujac zmiany jakie zachodzą w okresie ostatniego soboru, zapowiedający kryzys i wykazujący z żelazna logiką i konsekwencją na czym polega odszczepieństwo od wiary, był dawniej oskarżany o czarnowidztwo i zacofanie, a dziś wraca do łask bowiem to wszystko, co opisał i co zapowiadał na naszych oczach potwierdza sie w całej rozciągłości! Ostatnio ciepło wypowiedział się o Romano Amerio Benedykt XVI! Oto jedna z najważniejszych książek XX wieku ukaże sie w języku polskim!


- św. Wincenty z Lerynu, W obronie wiary katolickiej przeciw bezbożnym nowościom wszystkich odszczepieńców. Commonitorium (10,00 zł)
Klasyczne dzieło apologetyczne autorstwa św. Wincentego.


- Marcin Dybowski, W obronie czci do Najświętszego Sakramentu przeciwko Komunii Świętej do ręki (35,00 zł)
Obszerna publikacja znanego wydawcy i działacza katolickiego na temat zagrożeń związanych z wprowadzeniem możliwości przyjmowania Komunii Świętej na rękę, zawiera także analizę historyczną zjawiska.


- ks. Dariusz Olewiński, W obronie Mszy Świętej i tradycji katolickiej (45,00 zł)
piękna książka ks. Dariusza Olewińskiego znanego propagatora rytu trydenckiego opisująca historię Mszy Świętej, poszczególnych znaków. Wspaniałe uzupełnienie pozycji ks. Cozela - pisane z pozycji XX-wiecznego katolika.

Dla oszczędności książki zgrupowaliśmy także w następujące pakiety:

  • Pakiet mszalny mały:
- Ordo Missae (10,00 zł),
- ks. Feliks Cozel SJ, Msza Święta (opr. m.) (14,00 zł),
- Modlitewnik pielgrzyma (12,00 zł)

Cena sumaryczna: 36,00 zł
Cena pakietu: 35,00 zł
oszczędzają Państwo 1,00 zł !!!

  • Pakiet mszalny duży:
- Mszalik Rzymski (105,00 zł),
- ks. Felisk Cozel SJ, Msza Święta (opr. tw.) (18,00 zł),
- ks. Dariusz Olewiński, W obronie Mszy Świętej i tradycji katolickiej (45,00 zł),

Cena sumaryczna: 168,00 zł
Cena pakietu: 150,00
oszczędzają Państwo 18,00 zł !!!

  • Pakiet Kościół w świecie:
- prof. Romano Amerio, Iota unum (100,00 zł),
- św. Wincenty z Lerynu, W obronie wiary katolickiej przeciw bezbożnym nowościom wszystkich odszczepieńców. Commonitorium (10,00 zł)
- Marcin Dybowski, W obronie czci do Najświętszego Sakramentu przeciwko Komunii Świętej do ręki (35,00 zł)

Cena sumaryczna: 145,00 zł
Cena pakietu: 135,00 zł
oszczędzają Państwo 10,00 zł !!!

Wszystkie pozycje można zakupić zarówno przed, jak i po celebrze, bądź zamówić wysyłając zapotrzebowanie e-mailem na adres: badz.swiety@gmail.com

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/11/11-xi-2008-niepodlega-bolszewika-go.html

myśl na dziś
Kochaj i uprawiaj miłosierdzie, bez granic i bez dyskryminacji, ponieważ ta cnota, znamionuje uczniów Nauczyciela. – Jednakże to miłosierdzie nie może prowadzić cię – gdyż wówczas nie byłoby cnotą – do rozmiękczenia wiary, do zatarcia konturów, które ją określają, do przesładzania jej tak, aż się zamieni, jak chcieliby niektórzy, w coś bezkształtnego, co nie posiada siły i mocy Bożej.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 456



niedziela, 1 listopada 2009

[1 XI 2009] Kontrrewolucja, antykoncepcja i ciężkie czasy...

na ciężkie czasy...
ponownie chciałem polecić Pamiętniki bpa Szczęsnego Felińskiego, o których jako wspaniałym dokumencie dawnych obyczajów, realiów i polszczyzny pisałem ostatnio! Dzisiaj, w związku z tym, że miałem przyjemność zaznać trochę spokojności i urokliwości życia rodzinnego, a przy święcie będąc w świątecznym nastroju (pozwólcie, że tak enigmatycznie to określę, nie chcąc się zbytnio wywnętrzać, a można by się na ten temat rozpisać)... pomyślałem sobie ponownie o Felińskim i o świecie, który przeminął za jego życia, a który opisuje tak wspaniale, że świetną lekturą uzupełniającą, swoistym fundamentem do założenia rodziny jest świetna, również XIX-wieczna książka, której zalety wielbiłem nie raz. Chodzi oczywiście o Ducha rodzinnego w domu, rodzinie i społeczeństwie autorstwa ks. Henriego Delassusa, swego czasu pierwszego umysłu francuskiego katolicyzmu.
Przypomnę swój ulubiony fragment na temat sztafety pokoleń, który jest jak najbardziej na miejscu w tych dniach rozmyślania o świętości i śmierci zarazem.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium biskup Isoard trafnie powiedział: "Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne siły z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych istnieniach. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję moją myśl do jego myśli; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest ogniwem pośrodku wielu pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim"


Chciałbym i modlę się o to, by rodzina, którą – jeśli Bóg pozwoli – założymy z Oleńką w przyszłym roku... była właśnie taka, jak ją opisuje Delassus. Narzeczeni, jeśli musicie wybierać – zamiast czytać wypociny o. Knotza na temat seksu (nie wykluczam, że mogą być pożyteczne), naprawdę lepiej jest kupić ks. Delassusa!

Narodowy Dzień Życia
jutro zaduszki i myśl bardziej rwie się w kierunku śmierci, a ja chciałem zaprosić do dopisania się do newslettera Fundacji Narodowego Dnia Życia. Dlaczego? Ho, ho... Fundacja ma wyjątkowe miejsce w szeroko pojętej branży pro-life i pro-familia w Polsce i prognozuję – nie bez podstaw – że w krótkim czasie stanie się bardzo silną i jeszcze skuteczniejszą instytucją. Dotychczasowe działania można obejrzeć na obecnej stronie Fundacji, która niebawem zostanie zamieniona na nową... wraz z którą rozpocznie się Nowe Otwarcie!
Zajadłych Facebookowców zapraszam zaś na profil Fundacji, by stać się jej fanem.

Pospieszalski strickes back!
zostańmy w kręgu życia. Ostatnio oglądałem – po raz drugi w życiu w całości – odcinek programu Jana Pospieszalskiego pt. Warto rozmawiać. Żałuję, że nie oglądam regularnie, tak jak i telewizji w ogóle. No, ale brak czasu jest tu wytłumaczeniem nie pozostawiającym pola do dyskusji.
Odcinek, który mam na myśli poświęcony był antykoncepcji. Do studia zaproszono Pana Ginekologa i Feministkę (to zawód?), którzy reprezentowali stronę Rewolucji, Wiceministra Zdrowia, który był czynnikiem urzędowym, oraz Panią Ginekolog i Asię Najfeld, jako agentki Kontrrewolucji.
Do chwili puszczenia felietonu górą był Pan Ginekolog, który zmieszał z błotem Panią Ginekolog i wszystkich innych osiągając pozycję oświeciciela ludzkości oraz proroka Światowej Organizacji Zdrowia w kwestiach prokreacji (tzn. jej braku). Puszczono felieton... siedząca przy mnie Oleńka (rzecz oglądaliśmy razem) słyszała (!) jak bije mi serce.
To, co zobaczyłem ścięło mnie z nóg. Pan Ginekolog, choć krył zmieszanie, pod maską cynika, również był ścięty z nóg. Feministka po felietonie była zapowietrzona jak żeliwny kaloryfer i cedziła słowa z prędkością dwóch zdań na minutę.
No, już więcej nie opowiadam – obejrzyjcie sami. Nagranie znajduje się tutaj.
Panie Janie – brawo! Więcej takich prowokacji!
Moi Państwo – ogłaszam iż z chwilą debiutu Fronda.pl, z chwilą sprawy Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk i z chwilą, gdy takie programy są oglądane przez setki tysięcy widzów... jest jasne, że przeszliśmy do ofensywy! Omnia instaurare in Christo.

piękno świata a Kontrrewolucja
jedną z rzeczy, która mnie nieco zdziwiła w Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, którą wciąż polecam jako lekturę obowiązkową, był Jego stosunek do sztuki. De Oliveira twierdzi bowiem, iż piękne są konkretne proporcje, zestawienia barwne i bryłowe, które Bóg w nas zakodował (być może spłaszczam koncepcję, przepraszam). A więc piękno, jako kategoria obiektywna.
Ostatnie zajęcia na socjologii, w których pani dowodziła, że proporcja złotego podziału, czy spirala Fibbonacciego pojawiają się wszędzie, gdzie się da – w przyrodzie, w sztuce, architekturze. Jednym słowem – nie wiedząc o tym, zgodziła się z Plinio Correa de Oliveirą. Złoty podział, ciąg Fibbonacciego – być może to są właśnie te proporcje i zestawienia, które Bóg jako piękne wyrył w naszych duszach.

definicja sztuki
w tym semestrze rodzimy Wydział Architektury PW uraczył mnie tabunem zajęć odchamiających. Jednym z nich jest Filozofia i Estetyka, która poza tym, że większość studentów usypia i frustruje, mnie niekiedy prowokuje do zadumy. I tak – zauważyłem, że współczesna krytyka jako twierdzenie nie wymagające dowodzenia przyjmuje tezę, iż tzw. sztuka współczesna jest sztuką. Przyjrzyjmy się – najpierw uznali, że nie istnieje obiektywne piękno, potem tęsknią za obiektywnym kryterium dzieła sztuki popadając w coraz większe ezoteryzmy... i ostatecznie kończą jako dogmatycy własnych mniemań, wynoszący swój prywatny zmysł do rangi Piękna par excellance. Skutek tego jest taki, że nawet nie widzą możliwości, że równoważne (pod względem metodologicznym) jest twierdzenie nie z ich bajki, takie mianowicie, które rzecze, że prawdziwą sztuką, jest sztuka dawna, nienowoczesna. A wszystko co konceptualne, niefiguratywne, to szajs. Łamią sobie głowę nad tym, jak uzasadnić, że obieranie ziemniaków w galerii jest tym samym co do istoty, co obrazy Zurbarana. Dlaczego łamią? Dlatego, że pani, która obiera te ziemniaki twierdzi, że tworzy sztukę. Tylko dlatego. W związku z tym, że pani skończyła ASP i konsekwentnie twierdzi, że to co robi jest sztuką, tłumy krytyków stają na głowach, by wymyślić bajki na tematy historii sztuki. Tak to widzę.

artysta-malarz
wpis warto zakończyć akcentem humorystycznym (przed myślą na dziś, rzecz jasna!). Otóż, pisałem ostatnio o ciekawym użyciu pojęcia artysta u Felińskiego. Parę dni temu miałem okazję usłyszeć ciekawą rozmowę dwóch robotników budowlanych, gdzie owo pojęcie także pada! Posłuchajmy:

- Co tam w robocie?
- Eee, jak zwykle. Tera schody robimy.
- I co, i jak?
- Ty, słuchaj, mamy takiego jednego w ekipie. Mówię mu: „Trzymaj k**wa wymiar”. Dziś przychodzę sprawdzić, bo wylewali ostatnio schody... patrzę, a ostatni tak k**wa zrobił, że jest 5 centymetrów wyższy, niż powinien! Czaisz? Artysta-malarz się, k**wa, znalazł!
- Hahahaha.
myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754



sobota, 31 października 2009

Antonio Socci - "Tajemnice Jana Pawła II"


Dostałem wczoraj list od stałego i dawnego Czytelnika - o tajemniczym nicku siusiak. Oto, co pisze:

Na blogu nie widzę, żebyś polecał, więc może jeszcze nie czytałeś: chodzi o Tajemnice Jana Pawła II Socciego. Ja kupiłem, przeczytałem jednym tchem, dałem Żonie, dałem Mamie i polecam bardzo!

Pozdro!
Cóż może powiedzieć biedny Gnyszkoblog? Otóż, Pangrzyzga ma książkę w domu, Mama dostała od kogoś w prezencie i się zaczytuje, sam Grzyzga otrzymał informację z Glorii24, że szykuje się bestseller, miał książkę polecić... lecz zapomniał! Po prostu.
Zanim nadejdzie normalny post, obejrzyjmy jeszcze film na temat książki:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/10/31-x-2008-pitek-wito-reformacji.html




poniedziałek, 19 października 2009

[19 X 2009] apartament w Albanii - żyła złota? Niewykluczone...

Mail
Odebrałem ostatnio maila, który skłonił mnie do podjęcia tzw. szybkiego serczu, który mnie olśnił. O co chodzi? O informację nt. wydania książki pt. Jak kupować nieruchomości poniżej ich wartości rynkowej?. Czego dotyczył szybki sercz i dlaczego był odkrywczy? O tym poniżej.

Ideał okazji inwestycyjnej...
Pamiętam, gdy przed paru miesiącami, ba – prawie przed rokiem – odbywałem prywatną rozmowę na temat rynku akcji. Moja rozmówczyni była przerażona spadkami, jakich areną był rynek, ich wielkością i długotrwałością. Rozważaliśmy sensowność wejścia na rynek. Ja upierałem się przy zdaniu, że im więcej się mówi na temat krachu i beznadziejnej perspektywy na przyszłość, tym lepiej – i że w danym momencie (był styczeń) warto powoli wchodzić w akcje, rozkładając rzecz np. na kwartał (o tym dlaczego warto inwestować pomału, piszę w artykule poświęconym procentowi składanemu). Zresztą na Pogadankach Inwestorskich dawałem wyraz swojemu kontrariańskiemu podejściu też parę razy. Emocje zwyciężyły, moja rozmówczyni uznała, że ryzyko straty jest zbyt duże.
Po pół roku od rozmowy mogłem z uśmiechem stwierdzić, że... swoją rozmowę toczyliśmy w okolicach dołka ostatniej fali spadkowej! Wejście, nawet jednorazowe w tamtym momencie oznaczałoby zysk większy niż 60% (przy odpowiednim portfelu można było zyskać kilkaset procent) – przy zaangażowaniu w same akcje. Podobnie zresztą z TFI (wciąż polecam Supermarket Funduszy Inwestycyjnych jako idealne narzędzie do tego – pisałem o tym jakiś czas temu na Pogadankach) – niektóre świetnie wykorzystały korektę wzrostową.
Podsumowując – okazało się, że moja rozmówczyni straciła idealną okazję inwestycyjną – stan wyprzedania rynku, po którym następuje długotrwały ruch wzrostowy. Na taką sytuację inwestorzy czekają od kilku, do powyżej 5 lat! Unikat!

Ideał nieruchomościowy
Wracam do wspomnianej książki niejakiego Marcina Marczaka. Otóż, przypomniała mi moje ostatnie myśli na temat nieruchomości. Zastanawiałem się swego czasu, gdzie najbliżej Polski znajduje się rynek będący w momencie rozwoju, w jakim Polska była przed dwudziestu laty. Myślałem o Afryce, Uralu. Jeśli nie czujecie wagi tego porównania – zapytajcie rodziców. Grunty, które w 1989 roku kosztowały grosze, dziś dają swoim właścicielom kilkaset, bądź kilka tysięcy procent zwrotu! Swoją rolę w tym procesie pompowania nieruchomości odegrała sama zmiana ustroju gospodarczego, ale i inwestycje dotowane przez Brukselę.
Dostałem więc informację o tej książce, przyjrzałem się opisowi pozycji, z którego wynika, że Autor zajmuje się doradzaniem i pośrednictwem przy kupnie nieruchomości w Bułgarii, Albanii i Egipcie (zarządza firmą Foxestate). Najbardziej zastanowiła mnie Albania.
Rozwinąłem temat na dwóch ulubionych forach internetowych i uzyskałem jedną bardzo ciekawą odpowiedź... Brzmi ona następująco:

Kup ziemię w Albanii nad morzem a nie stracisz.
Jak Ty się nie dorobisz, to zostawisz kawał dobrej lokaty dla potomków.
Albania to teraz taka Polska 20 lat temu, za 20 lat Unia Europejska wyciągnie Albanię za uszy.
Najpierw stworzą wolną gospodarkę, rozkradną ich banki, najlepsze ośrodku lokalizacyjne, wejdą zachodnie koncerny i zaczną robić interesy.
Ostatni dziewiczy rejon niezagospodarowany turystycznie nad Adriatykiem.
Prognozowana przebitka z inwestycji - tysiące %

Czyżby Albania była rzeczywiście drugą Polską sprzed 20 lat? Jeśli tak, mam nadzieję, że run na Albanię dopiero się zaczyna, bo jeszcze przez długi czas nie będzie mnie stać na kupno tam czegokolwiek. Tych, których stać – a proszę wziąć pod uwagę, że mieszkania czy działki na pewno są tam znacznie tańsze niż u nas – niech zeksplorują temat i meldują się z powrotem. Chyba i Jak kupować nieruchomości...sam Autor idzie po linii „wzrost cen nieruchomości w oparciu o inwestycje UE”, bo jednym z rodziałów jest właśnie „Efekt Unii Europejskiej”.

Poza tym...
z tego samego wydawnictwa polecam przy okazji najnowszą książkę Cebulskiego, o której napisałem sążnistego posta.

Akcje...
a jeśli chodzi o akcje – wciąż uważam, że są warte uwagi. Dlatego polecam zarówno odnośny tekst z Pogadanek Inwestorskich na temat rozpoczynania inwestowania, oraz strategię opisaną na procencie składanym. Cóż sam mogę powiedzieć przed metą tzw. kryzysu? Ze swoich poczynań jestem bardzo zadowolony. Kryzys i krach na GPW kończy się dla mnie ostatecznie bardzo miło. Na rachunku maklerskim od 2 lat nie dokonałem żadnej transakcji, natomiast w portfelu TFI dokonywałem jedynie zakupów.

psychologia inwestora
Pisałem na początku o tym, że moja rozmowa na temat rynku akcji trafiła na minimum rynkowe. To sprawa dość ciekawa, choć w chwili rozmowy miałem nadzieję, że właśnie tak będzie. Temat psychologii inwestowania zgłębiłem przy okazji pisania pracy rocznej na socjologię, która ma teraz szansę stać się moim licencjatem, a niewykluczone także, że wyjdzie jako książka. Roboczy tytuł: Magia i racjonalizm w decyzjach inwestorów indywidualnych. Będą chętni?




niedziela, 11 października 2009

[11 X 2009] o Ali Tysiąc, Romusiu Polańskim, marionetkach i św. bp. Szczęsnym-Felińskim

marionetki
wracam na moment do programu Tomasza Lisa (niedoszłego prezydenta Polski – pamiętacie?) z udziałem Alicji Tysiąc. Otóż, w trakcie programu ktoś z rozmówców postawił tezę, której nie można nie postawić, a mianowicie że Alicja Tysiąc jest pionkiem w grze toczonej przez polską mafię aborcyjną i uzależniona jest od wiadomej Federacji. Na to się Pani Alicja oczywiście spontanicznie i zupełnie szczerze oburzyła. Jednak okazało się, że na stronie rodzinakatolicka.pl, znaleźć można relację z rozprawy w katowickim sądzie, której autor również odniósł wrażenie (podobne do mojego), że p. Alicja bez asysty którejś z towarzyszek z Federacji zupełnie nie potrafi działać (cyt. jakby podawała wyuczone odpowiedzi). Więcej – to one mówią jej co i kiedy robić! Jak pamiętamy – to samo dało się zauważyć podczas programu Lisa.
Ważne jest, by to dokumentować – mamy bowiem do czynienia z kolejną ustawką medialną, jakich było już wiele, chociażby przy okazji sprawy tzw. Agaty, ustawki jasnogórskiej, czy wcześniejszych stricte politycznych hec z udziałem UOP-u i WSI (nocna zmiana, dymisja Szeremietiewa, fałszywe sondaże przed ostatnimi wyborami prezydenckimi, etc.).
Przypomina mi to anegdotę, którą po raz kolejny przeczytałem u Stanisława Michalkiewicza, tym razem w wywiadzie-rzece „Nie bójcie się prawdy!” (poza nią oczywiście polecam pozostałe mistrzowskie książki p. Stanisława!). Otóż, po tzw. buncie Żeligowskiego, który zorganizować nakazał marsz. Piłsudski, odbyła się konferencja prasowa. Na niej to Żeligowski miał uzasadnić swój wyczyn, przedstawić plany, etc. Jako, że realizował rozkazy Piłsudskiego, przysłano mu na konferencję suflera w osobie któregoś z wojskowych z otoczenia Marszałka, który na każde z pytań odpowiadał za Żeligowskiego, rozpoczynając słowami: „Pan Generał uważa, że...”.
Nic dodać, nic ująć.

casusy się powtarzają
tym bardziej nic dodawać nie trzeba, jeśli zna się casusy tego typu z innych krajów. Na przykład proces Roe vs. Wade w USA, który po latach okazał się ustawką, której bohaterka po latach wyznała, że nie tylko wcale nie była zgwałcona, co nawet nie była w ciąży, ostatecznie nawracając się na katolicyzm i stając się aktywistką pro-life. Cóż, mniej więcej jak opisywana przeze mnie swego czasu Karin Struck, autorka Widzę moje dziecko we śnie.
Podobny scenariusz próbowano zrealizować w Polsce przy okazji tzw. sprawy Agaty, która jednak się nie powiodła, oraz – z tego co pamiętam – także w Irlandii. Oczywiście nie każdy o tym wie, bo i nie każdego te sprawy interesują. Nie każdy także zerka regularnie na Portal Frondy, LifeSiteNews, i inne. Dlatego też możliwe jest uderzanie wciąż w ten sam scenariusz – podobnie jak możliwe jest dojenie od 20 lat tych samych wyborców przez tych samych ludzi. Afera, dwa tygodnie szarpaniny w telewizorze, dwa lata kwarantanny, powrót w glorii chwały. I tak w koło, paniegruszka!
Do tego dochodzi nam jeszcze inny czynnik. Plinio Correa de Oliveira pisał w Rewolucji i Kontrrewolucji o tym, że istnieje agentura Rewolucji, tzn. konkretni ludzie, konkretne grupy, które świadomie dążą do własnych celów. Stąd też – między innymi – zewnętrzna jedność i powtarzalność procesu Rewolucji w danym czasie. Podobnie i tutaj, o czym na głos powiedziała Joanna Najfeld – na tylnej kanapie wszystkich tych spraw znajduje się zbrodnicza organizacja o nazwie Planned Parenthood, która zasysa kasiorkę z ONZ-u i wspiera pokrewne instytucje w wielu krajach świata. Organizacja wielokrotnie skompromitowana, o czym ostatnio doniosła Fronda.pl.

marionetki – cz. 2
swoją drogą, marionetkami są także osoby w rodzaju Tomasza Lisa i Jolanty Kwaśniewskiej – przynajmniej jeśli przyjmiemy perspektywę Stanisława Michalkiewicza, który w swojej twórczości sporo miejsca poświęca służbom specjalnym i fasadowości demokracji. Otóż, z należnym szacunkiem do konkubenta Smoktunowiczowej i żony Ole-Olka – kto ich na te sondaże wstawia? Albo takiego tow. Cimoszewicza, który co jakiś czas ni z tego, ni z owego wskakuje razem ze strzelbą na żubry na pierwsze miejsca sondaży? Niewykluczone, że twórcom kafeterii pytań do sondaży się nudzi i wrzucają tam p. Jolantę, czy p. Tomasza... ale można w to wątpić. Bo niby z jakiej przyczyny w tę akurat wersję wierzyć?
Czy nie jest przypadkiem tak, że run na Kwaśniewską, Lisa i Cimoszewicza się kreuje samym umieszczeniem ich w kafeterii, potem przeprowadza wywiady, w których Jolka zapewnia, że jeśli naród chce, to ona nie może odmówić, a potem... no właśnie, późniejszych ruchów już tak bardzo nie widać i ciężko je interpretować po kampanijnej zawierusze. Toteż każde tego typu wydarzenie jest zapominane i nie doczekuje się interpretacji...

elita?
widać już po osobach wyżej wymienionych, jacy to ludzie usadowili się na stołkach opisanych jako „Elity narodu”. Jacy oni są – widać jaśniej po ostatniej sprawie niejakiego Polańskiego. Dwa dni po przyjęciu przez Parlament ustawy zaostrzającej kary za pedofilię, polski rząd skompromitował się obroną zboka nazwiskiem Polański – przy pełnym poparciu tzw. elity. Jej reprezentantką jest niejaka Stalińska (brrr...), kobieta o której nie wiem nic poza tym, że jest ponoć aktorką (w żadnym filmie jej nie widziałem) i z niewiadomych przyczyn – celebrytką. Pomijam bzdury, które nawygadywała – wszak nie głupiej wyjechał egotyk Zanussi. Ciekawi mnie natomiast to, kto takie truchło odkurza i lansuje na elitę.
Cóż, hołotę mamy na miejscu elity, o czym dobitniej można się przekonać po lekturze cudnego XIX-wiecznego dzieła, Duch rodzinny w domu, rodzinie i społeczeństwie. Wizja, którą odmalował Autor nie przestaje mnie pociągać odkąd ją poznałem – i przebieram nóżkami, by takie społeczeństwo, taką rodzinę – budować! Oj, tęskni mi się za prawdziwą elitą...

pedofilia
osobną rzeczą jest to, czy Polański to pedofil. Wcale mnie nie rusza to, że jego ofiara miała lat kilkanaście – wszak i św. Jadwiga wyszła za Jagiełłę będą w podobnym wieku – nie mam oporów, by uznać ją za kobietę. Mój moralny sprzeciw budzi natomiast to, że czyn Polańskiego to cudzołóstwo (czy owa nastolatka była jego żoną?) oraz jego wynaturzony charakter (Panie Polański, to ja mam Panu tłumaczyć w które dziurkie powinien iść siusiak?). Poza tym oczywiście niedobrowolny charakter stosunku. Zeznania zgwałconej niewiasty na ten temat można przeczytać na blogu kol. Łukasza Adamskiego.

problemy Rewolucji z pedofilią
nie chcę nic mówić, ale z pedofilią w tym przypadku przynajmniej dwa problemy ma – choć o nich jeszcze nie mówi – obóz Rewolucji. Otóż, jeśli dziewczyna miesiączkowała i miała inne atrybuty kobiecości, a zatem mogła sobie baraszkować z kolegami (byle z gumką – zdają się mówić współcześni demoralizatorzy), jak usilnie przekonują Rewolucjoniści... to dlaczego niby nie powspółżyć sobie z Romanem? Wszak Romek nawet bardziej doświadczony w tych klockach, więc i milej się z nim współżyć musi, nie tak jak z kolegami z klasy, którym siurki jeszcze na widok nagiej kobiety z nadmiaru wrażeń raczej więdną (te rady znam, bo chodziłem trochę na przygotowanie do życia w rodzinie w liceum)! Chyba, że jesteśmy jakimiś gerontofobami i dyskryminujemy starszych (ale jak to – przecież chcemy, żeby kupowali viagrę i sobie figlowali ad infinitum!).
Po drugie – to już zaiste pedofobia (pamiętacie oświadczenie holenderskiej Partii Pedofili po tuskowych zapowiedziach wprowadzenia tej ustawy?)! Bo skoro mamy coś takiego jak orientacja seksualna (ponoć są już nie dwie, tylko trzy – hetero, homo i bi!), to przecież może być tak, że ktoś zorientowany jest po prostu na młodych (poza tym, że może być zorientowany także na własną rękę, grzejnik z żeberkami, zmarłych czy zwierzęta)! Pisałem o tym zresztą nie raz na gnyszkoblogu!

na ciężkie czasy...
wypada Czytelnikom polecić słynne Pamiętniki bp. Szczęsnego-Felińskiego, którego Ojciec Święty właśnie wyniósł na ołtarze! Zdradzę zresztą, że sam je zamówiłem!

myśl na dziś
Jeśli nie obcujesz z Chrystusem na modlitwie i w Chlebie, jakże chciałbyś Go dać poznać innym?
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 105



czwartek, 1 października 2009

[1 X 2009] zaczyna się rok akademicki - rewolucja też?

śniło mi się
od wczoraj jestem u Oleńki - w pociągu miałem do napisania sążnisty tekst na bloga, ale swoją obecnością zaszczycili mnie studenci 1. i 2. roku wrocławskich uczelni, którzy w liczbie sześciorga rozsiedli się w moim przedziale po Łodzi i niemożliwie pytlowali aż do Wrocławia! Tekst musi więc poczekac do jutrzejszej podróży (na wschód, na Roztocze), bo dziś z długiego pisania nici - urodziny obchodzi Oleńka!
Ale zanim jeszcze złożymy w następnym wpisie życzenia Oleńce, chciałem opowiedziec dwie rzeczy. Po pierwsze, poczułem się starym dziadem, gdy studenci owi nie tylko zwracali się do mnie per pan, ale i na pożegnanie powiedzieli Do widzenia oraz jedna z nich rzuciła uwagę Ale się Pan nasłuchał, co? Trzy godziny... no, ale to tak jest, gdy młodzi ludzie jadą. No, ja rozumiem, że człowiek nieogolony wygląda starzej, ale bez przesady...!
Po drugie - miałem ciekawy sen. Otóż, zostałem powołany na urząd Prezydenta RP. Powołany, gdyż nie był żadnych wyborów. W sen uwierzyłem i zacząłem się we śnie martwic jak to pogodzę ze studiami i czy opozycja nie będzie pyszczyła na to, że Prezydent zachęca do wstąpienia do Klubu Frondy. Ciekawy sen.

Iota Unum i Stanisław Michalkiewicz
wczoraj w podróży, udało mi się do Łodzi dokończyc najnowszy wywiad-rzekę Tomasza Sommera ze Stanisławem Michalkiewiczem. Rzecz czytało się tym ciekawiej, że obu Panów miałem okazję poznac! Szerzej na ten temat zamierzam się porozwodzic w tekście, który spłodzę jutro, ale gorąco zachęcam do lektury. Mój podziw dla p. Stanleya jeszcze tylko wzrósł.
Zacząłem także lekturę książki prof. Romano Amerio, pt. Iota Unum. Pozycja klasyczna, czyta się z przyjemnością, choc do tej pory jedynie 50 stron za mną (z ponad 900) - pierwsze refleksje w związku z treścią już się rodzą. Temat poszerzę jutro.

dziwne czasy nadchodzą?
tak, jak pisałem przy okazji sprawy Tysiąc vs. Gancarczyk, czy nt. wścieku Pacewicza, sądzę, że obserwujemy właśnie punkt przegięcia na wykresie upupienia katolików i konserwatystów w Polsce. Uważam, że właśnie następuje zmiana trendu.
Byc może jest to tak, jak Cebulski napisał w swojej ostatniej produkcji, że ludzie starsi średnio sytuują lepsze czasy wtedy, gdy byli młodzi i nie musieli się sami utrzymywac (!). Oj, wtedy to i człowiek spokojne życie prowadził, i pieniądze były, i jakoś tak szczęśliwie się żyło! Nie jest zatem wykluczone, że analogicznie ja ekstrapoluję to, co odczuwam sam i moje (zawsze ograniczone) środowisko w związku z własnymi działaniami, sukcesami, etc. Dlatego mogę się mylic.

Libenter - panu Pawłowi kibicujemy
stało się. Tzn. raczej stała, bo chodzi o rewolucję. Chodzi o e-booki, czyli książki elektroniczne, które możemy sobie przeczytac zarówno na komputerze, palmtopie, czy gdzie indziej, ale które również możemy sobie wydrukowac i czytac na papierze - płacąc w ten sposób o wiele mniej, niż za zwykłą książkę.
Dotychczas było tak, że istniały - co było I rewolucją - wydawnictwa e-booków. Np. Złote Myśli z Gliwic, czy kilka mniejszych. Potem nadeszła II rewolucja, wraz z Nexto.pl i Nextranetem. Teraz III rewolucja, w której właśnie biorę udział.
Na czym ona polega? Otóż, Pan Paweł Królak (o którym kiedyś z nadzieją pisałem jako o potencjalnym katolickim Rockeffelerze), właściciel księgarń Tolle et lege i Profect otworzył Klub Libenter.pl.
Rzecz polega na tym, że o ile w przypadku I rewolucji - kupowaliśmy e-booka w wydawnictwie, po II kupowaliśmy w wirtualnej księgarni dane e-booki, o tyle po III rewolucji - kupujemy już tani dostęp do całej zawartości Klubu, czyli obecnie ponad 50 książek! W przeliczeniu na książkę płacimy więc nieco ponad złotówkę...
Trzymam kciuki za przedsięwzięcie, tym bardziej, że chyba po raz pierwszy nie mamy do czynienia z naśladownictwem, a rzeczywistą innowacją - i to właśnie na katolickim obszarze rynku wydawniczego! Brawa zatem dla Pana Pawła, a ci, którzy chcieliby pójśc w Jego ślady, mają szansę przeczytac wywiad w polecanym przeze mnie E-biznesie jako szansie na sukces.
Roczny dostęp do Klubu Libenter.pl kosztuje 77 zł, a po wpisaniu mnie (czyli hasła MaciejGnyszka) jako polecającego - o 10 zł mniej, czyli 67 zł. Oh yeah!
Czekam, aż reszta uczestników rynku zacznie naśladowac Pana Pawła.

Rewolucja?
Chyba jednak tak. O sprawie piszą już media:
rynek-ksiazki.pl
granice.pl
kumputerswiat.pl
wirtualnywydawca.pl

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/10/1-x-2008-wito-witych-aniow-strw.html

myśl na dziś
Bóg nie wyrywa cię ze swego środowiska, nie odciąga cię od świata, od twojego stanu, ani od twoich szlachetnych, ludzkich ambicji, ani od twojej pracy zawodowej... lecz chce, abyś właśnie tam był świętym!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 362



poniedziałek, 28 września 2009

[28 IX 2009] Żołnierze Wyklęci...

ofensywa pamięci

nie będę oryginalny, jeśli zauważę, że od pewnego czasu - prawdopodobnie od otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego (którego odwiedzenie skądinąd gorąco polecam!) - rozpoczęła się ofensywa pamięci o losach Polaków w trakcie oraz po zakończeniu II wojny światowej. Najpierw Powstanie, potem wielka ofensywa na temat podziemia niepodległościowego, czyli Żołnierzy Wyklętych.
Temat ten nie jest mi bliski - jak wielu innym osobom - ze względów rodzinnych, bo obaj dziadkowie szli na Berlin wcieleni do formacji walczących ramię w ramię z sowieciarzami i na ich terenie leśnych nie było, ale ze względu na pewną podkrakowską wieś, w której sporo czasu spędziłem. Właśnie tam byli partyzanci antykomunistyczni i ich historię miałem okazję poznać, z ich dziećmi, żonami, rodzeństwem i dalszą rodziną miałem okazję rozmawiać. Także tam myślałem - spacerując z Oleńką po polach - o tym, co ja bym zrobił w tamtym czasie.
Bo trzeba było mieć po prostu jaja, żeby po pięciu lat walki o życie wyrzec się stabilizacji i zracjonalizować brak oporu. Trzeba było być niesamowicie silnym, by porzucić wygodę, choć odpoczynek należał się jak psu buda.
Chwała bohaterom. Czerwonym kula w łeb.

Żołnierze Wyklęci
ostatnio powstało wiele stron o tej tematyce - w tworzeniu wielu z nich, jak widzę, pomagała albo rodzina, albo sami Wyklęci. Inicjatyw jest coraz więcej - to naprawdę cud, że po tylu latach pamięć o ich czynach wypływa na światło dzienne z taką siłą.
Powstanie Warszawskie jest już chyba wystarczająco wysławione. Partyzantka antykomunistyczna właśnie zaczyna - z nie mniejszą siłą (myślę tu o najnowszej płycie zespołu DePress - wypisz, wymaluj, piewcom czynu zbrojnego analogicznym go LaoChe w przypadku Powstania Warszawskiego).

Do przejrzenia
Narodowe Siły Zbrojne w Powstaniu Warszawskim (1 VIII - 2 X 1944)
http://www.honor.pl/
http://www.nationalarmedforces.com/
http://www.fundacjapamietamy.pl/
http://www.lastsoldiers.pl/

De Press
a oto nagranie zespołu De Press:


Lao Che
nieśmiertelna piosenka Lao Che, pt. Zrzuty.

myśl na dziś
Wołanie Pana — powołanie — wygląda zawsze tak: "Jeśli ktoś chce pójść ze Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje". Tak: powołanie wymaga wyrzeczenia, ofiary. Ale jakże przyjemna staje się ofiara — gaudium cum pace, radość i pokój — jeżeli wyrzeczenie jest całkowite!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 8



czwartek, 24 września 2009

[sprawa 1000] kiedy nas wszystkich pozamykają?

Powybijają nas jak kaczki?

Moi drodzy, w związku z poniższym - Gnyszkoblog zajmie stanowisko dziś wieczorem, gdyż zaraz musi wsiadać do pociągu do Warszawy! Polecam niusy na www.fronda.pl - najświeższe doniesienia z pola walki.





wtorek, 8 września 2009

[8 IX 2009] wtorek... niektórzy to mają problemy z Kościołem

inklinacje behawioralne...
pangnyszka znów jakiś czas milczał. Otóż, Oleńka wprawdzie odjechała do domu, lecz uwagę panagruszki przyciągnęła praca roczna na studia uniwersyteckie międzywydziałowe... którą opiekun naukowy (po lekturze wersji alfa) określił jako mającą zadatki na fundament pod wybitne dzieło. Fundament, a nie dzieło, bo i rzeczywiście fundamentem pod dalszą eksplorację ma być!
Pangruszka napocił się zatem 50 stron i ponad 100 przypisów i jeszcze wprowadza ostatnie popraweczki, ale przyznać musi - praca sprawiłu mu wielką przyjemność! Ogromną... Dotyczy magii i racjonalności u inwestorów giełdowych. Niewykluczone, że postaram się ją wydać, moim zdaniem warto.
Tymczasem jednak chciałem wypluć z siebie dwie myśli, które czas jakiś mi się zrodziły w głowie. Tuska z Gradem i Katarem nie ruszamy, Vincenta, którego zaskakujący deficyt przewidziałem oglądając z Oleńką TVN24, gdy ogłaszał z Tuskiem swój sukces w postaci dodatniej dynamiki PKB, wypowiadając na głos pytanie (Oleńka świadkiem!) - Dobra, dobra, Vincent, powiedz co będzie z deficytem! Tych Panów tymczasowo lekceważymy, zajmiemy się natomiast czym innym - Kościołem.

Msza a opera
zauważyłem, że ludzie - niektórzy w sposób uzasadniony, inni odruchowo, raczej z musu - pieją z zachwytu nad operami, które zazwyczaj grane są po włosku. Bardzo pierwszorzędnie, dlaczego jednak nie piać na myśl o Mszy Świętej w języku Kościoła - po łacinie?
Skoro idzie człek na operę z tekstem kupionym za piątaka od pani z opery i czyta sobie słuchając i nawet przeżywa wzloty i upadki bohaterów... to na czym polega problem z percepcją Mszy Świętej? Powiem krótko i z własnego doświadczenia: NA NICZYM. Problemy techniczne, to ściema.

krucjaty a Asyż
podobnie ze spotkaniem interreligijnym w Asyżu w 1986 roku i obecnym spędzikiem w Krakowie (na marginesie - bp Pieronek ostatnio w Rzeczpospolitej dziwne rzeczy na ten temat wypowiadał, jakby wrócił na dawne tory...). Ludzie zazwyczaj zamykają usta współbraciom katolikom, którym rzecz się nie podobała, nieuprawnionym stwierdzeniem, że skoro rzecz zorganizował Papież, musi być w porządku. Jeśli tak, moi mili, to zapraszam do obrony krucjat. Zorganizował je Papież.
Z czym więc mamy do czynienia? Ze ściemą, jak w poprzednim przypadku - zasłoną dymną pokrywającą prawdziwe myśli i przyczyny.
Na marginesie zaś spotkań międzyreligijnych, nie tylko polecam, nie tylko rekomenduję, ale wręcz nakazuję kupno wywiadu-rzeki z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim! Mówi - po 20 latach zaangażowania w dialog - m.in. o bezsensowności takich spotkań.

myśl na dziś
Ileż brzydoty jest w moim postępowaniu i jakaż niewierność wobec łaski! – Matko moja, Ucieczko grzeszników, módl się za mną; obym nigdy więcej nie utrudniał działania Bożego w mej duszy!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 178



poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Kukiz jedzie po bandzie, a pangrzyzga wraca do blogowania!

Polecam przyjrzenie się ostatniemu wywiadowi Pawła Kukiza dla Rzepy:

Bardzo mocny jest ten pana jeszcze gorący, nieznany nikomu utwór "Sztajnbach". Wykorzystał pan w nim m.in. przemówienie Hitlera, pieśni nazistowskie, skrytykował szefową Związku Wypędzonych Erikę Steinbach i śpiewa o śmierci dziadków zamordowanych w czasie II wojny światowej.

Paweł Kukiz: Dziadek ze strony mamy, mieszkający w Warszawie, został ujęty podczas jednej z pierwszych niemieckich łapanek. Trafił do Auschwitz mniej więcej w tym samym czasie co ojciec Maksymilian Kolbe. Mieli podobne numery. Drugi dziadek, ze strony ojca, był komendantem posterunku policji w województwie tarnopolskim. Po 17 września ukrywał się. Został zadenuncjowany przez człowieku o imieniu Orgiel i trafił do więzienia, które Sowieci utworzyli na terenie klasztoru Sióstr Brygidek we Lwowie. Kiedy wycofywali się w panice, po tym gdy ich niemieccy sojusznicy złamali pakt Ribbetrop–Mołotow, część więźniów rozstrzelali na dziedzińcu. Ci, którzy zabarykadowali się w celach – ginęli od granatów. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywa ciało dziadka. Mój ojciec, podówczas dziesięcioletni chłopiec, razem z siostrą i babcią, został wywieziony do Kazachstanu. Tam, gdzie kończyły się tory i trzeba było jeszcze jechać kilkaset kilometrów kibitkami.

Co pana skłoniło do napisania piosenki?

Kwestia wypędzeń podnoszona nieustannie przez Erikę Steinbach. Historia w jej wydaniu zaczyna wyglądać następująco: Niemców wypędzono, mój dziadek z Warszawy pojechał do sanatorium w Auschwitz, a mój ojciec na bardzo długie wakacje z takimi atrakcjami, jak bardzo gorące lato z temperaturą dochodzącą do 50 stopni. No, ale w 1947 roku wakacje się skończyły i musiał wracać do Polski, gdzie Niemcy "podarowali" mu domek z rabatkami i ogródkiem. Nawiasem mówiąc, za majątek, który stracił na Kresach, mógłby sobie kupić co najmniej kilka poniemieckich domków.

Ale Steinbach już od dawna mówi o tak zwanych wypędzonych.

Z zamiarem napisania "Sztajnbach" nosiłem się już od dawna. Ale kiedy pani Erika działała sama lub w imieniu Związku Wypędzonych, machnąłem ręką. Wydawało mi się, że uosabia polityczny folklor, tak jak kiedyś Hupka i Czaja. Myślałem, że może chce ubić mały polityczny interesik na sentymentach starszych Niemców, zrobić małą polityczną karierę. A może jest ofiarą dawnego wychowania i chce spłacić dług rodzinie uwikłanej w nazizm. Gdy jednak CDU, partia rządząca w Niemczech, chrześcijańska demokracja, jedna z najbardziej wpływowych sił politycznych w Unii Europejskiej, poparła żądania Steinbach, by potępić tak zwane wypędzenia Niemców, poczułem, że dalej tego tolerować nie mogę. Byłem też zniesmaczony nijakością reakcji mojej władzy, bo przecież głosowałem na partię Donalda Tuska i nadal uważam, że jest to najmniejsze zło w polskiej polityce. Postanowiłem jednak zadzwonić do jednego z przyjaciół, który jest ważną postacią w Platformie Obywatelskiej. Odpowiedział: "Co, boisz się, że czołgami do Polski wjadą?". To mnie jeszcze bardziej rozsierdziło. Powiedziałem, że w sytuacji, gdy kwestie prawne związane z własnością poniemiecką znajdującą się obecnie w posiadaniu Polaków są nieuporządkowane, czołgi nie są potrzebne. Wystarczy dobry prawnik. Pewnego dnia ktoś przyjdzie na Opolszczyźnie i powie, że dom wybudowany przez Polaków na jego ziemi jest również jego własnością.

Konwencja utworu przypomina Rammstein.

Zrobiłem to z pełną premedytacją. Chodziło mi o to, żeby był utrzymany w stylu niemieckiego rocka. Ponieważ w przygotowaniu płyty nie pomaga mi żadna wytwórnia, a korzystanie z materiałów archiwalnych jest niezwykle drogie, zwróciłem się z prośbą o pomoc do Powiernictwa Polskiego. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale teledysk ma pokazać genezę tak zwanych niemieckich wypędzeń. Dlatego chcę zacząć od obrazu uciekających Niemców, już pod koniec wojny. Potem, wbrew chronologii, doprowadzić widza – przez pokazywanie wcześniejszych wydarzeń wojennych – do słynnej sceny, kiedy Wehrmacht przełamuje szlaban na polskiej granicy. Od tego się przecież zaczęło. Pokażemy uśmiechniętych panów Hitlera i Stalina, zbratanych niemieckich i rosyjskich oficerów częstujących się papierosami po rozbiorze Polski. Teledysk nie może pozostawić wątpliwości, że Niemcy są sami sobie winni i niech skończą fałszować historię. Powiernictwo Polskie ma też stworzyć stronę internetową dotyczącą piosenki, również w wersjach niemieckiej i angielskiej, żeby prze-słanie utworu dotarło nie tylko do Polaków. Musi zaistnieć w świecie przez m.in. YouTube. Nie ma wyjścia. Dość gadania o polskich obozach.

Kiedy premiera piosenki?

Chciałbym, żeby odbyła się jak najszybciej. Przede wszystkim zamierzam ją opublikować w Internecie, bo wiadomo, że żadne radio ani telewizja jej nie nada.

Jestem odmiennego zdania.

Przedwczoraj rozmawiałem z tuzem jednej z komercyjnych rozgłośni, chodziło o zaproszenie mnie na jej fetę. Odpowiedziałem zupełnie szczerze, żeby pomyśleli raczej o poprawie programu, bo podróżując po Polsce, coraz częściej słucham w samochodzie Radia Maryja, Radia Józef czy rozgłośni lokalnych, bynajmniej nie ze względów ideologicznych. To, co nadają stacje komercyjne, jest nudne, nijakie, wyprane z treści. Dlatego nie liczę, by odważyły się na wyemitowanie "Sztajnbach" między reklamą proszku do prania a prognozą pogody. Tym bardziej że proszek może być niemiecki, a prognoza pogody sponsorowana przez Erste Deutsche Lampe lub inny duży niemiecki koncern.

Ale przecież to jest muzyczny news, idealny na 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej.

Właśnie dlatego skomponowałem tę pieśń. Kolejną szykuję na 17 września, zainspirowany przez internautę Dariusza Dubrowskiego, który uświadomił mi, że – tak jak w PRL – pamięta się o 1 września, a pomija znaczenie wkroczenia Sowietów do Polski. Napisałem piosenkę, której bohaterem jest pijany enkawudzista mordujący polskich oficerów.

Głosował pan na PO, tymczasem w kwestii stosunku do czasu wojny i tak zwanych wypędzeń prezentuje pan stanowisko zbliżone do PiS.

W PiS zniechęcała mnie histeria, darcie szat, pokazówki, z których się śmiano, i totalny brak skuteczności. Natomiast PO zareagowało zgodnie z dawną polską zasadą "jakoś to będzie". A co tam, najwyżej jednej babie odbiorą dom i parę hektarów. To co? A dla mnie to jest taki mały korytarzyk do Prus. W 1939 r. nie mógł powstać, a teraz ma szanse.

Nie obawia się pan, że koledzy z PO powiedzą, iż nagrał pan piosenkę dla Kaczyńskich?

Kiedy zaśpiewałem "ZCHN się zbliża", zostałem natychmiast wpisany na listę stronników SLD, a chodziło mi tylko o krytykę nieobyczajnych postaw niektórych księży i faryzeuszostwo części czołowych postaci ZChN. Mój problem polega na tym, że do końca nie mieszczę się ani w formule proponowanej przez PO, ani przez PiS. Tak jak wielu Polaków uważam, że liberalizm wymaga policjanta. Tamta koalicja nie wyszła. PO jest mniejszym złem. Ale wrażliwość polityczną i religijną mam chyba inną. Posłużmy się przykładem koncertu Madonny. Zostałem zaproszony przez jedną stację na rozmowę. Prawdopodobnie spodziewano się, że powiem coś o psychopatach i moherach, że tylko oni protestują przeciwko organizacji koncertu. Powiedziałem, że Madonna jest tak uznaną artystką, że nie potrzebuje negatywnej reklamy. Nie wiem, dlaczego krzyżowała się podczas poprzedniego tournée. Nie widziałem tego. Może to nie było wcale wymierzone w religię. Natomiast w dniu będącym świętem polskich żołnierzy, którzy ginęli w 1920 roku, ściskając na piersiach medaliki podarowane przez matki i żony, a tak właśnie było, show Madonny jest nie na miejscu. Dla mnie. Nikogo nie potępiam. Każdy ma swoje sumienie. To także kwestia wychowania. W mojej rodzinie 15 sierpnia jest symbolem zwycięstwa, dzięki któremu bolszewicy nie weszli do Niemiec. Gdyby się to stało, niewykluczone, że Madonna nie mogłaby sobie w Europie pośpiewać.

17 września

Kurica – nie ptica

Polsza – nie zagranica

Więc polej wódki, Grisza

Bo zaraz oddasz strzał

W tył głowy

Potem do dołu

Ciało na ciało się zrzuci

Sasza ugnieść je musi

A spychacz zepsuł się nam

Więc polej Grisza,

Tak z duszy

Dla Saszy, bo spychacz nie ruszy

Ile ich jeszcze zostało

A naszym chce się już spać

Raboty oczeń mnoga

Starszyna chodzi zły

Psuje się pogoda

A jeszcze tylu ich

Tylu ich jeszcze zostało

A spychacz zepsuł się nam

Tam w dole się jacyś ruszają

Wypijmy, Grisza, do dna

Kończy się podły kwiecień

Zaczyna zielony maj

A nam wciąż nowych dowożą

Nie dają wytchnienia nam

Eeee, Grisza co jest z tobą

Czyżby ci było ich żal?

Kurica – nie ptica

To tylko polski pan

Niech Wasia wapnem sypnie

Na ten ostatni stos

A wapno pamięć rozpuści

Sumienie prześpi się w nas

A potem, by nie bolało,

Posadzi się tu las

I prawda nie wyjdzie na jaw

A Stalin odznaczy nas

Tylu ich jeszcze zostało

A spychacz zepsuł się nam

Tam na dole się jacyś ruszają

Wypijmy, Grisza, do dna

Sztajnbach

Utwór rozpoczyna fragment archiwalnego nagrania przemówienia Adolfa Hitlera, w którym odwołuje się do Świętych Niemiec i zagrzewa rodaków do walki i podbojów

To tutaj jest mój dom

bo tamten mi zabrali Hitler i Stalin ręka w rękę szli

Ribbentrop Mołotow razem ustalali

Jak mordować ludzi, by w dostatku żyć

Jeden we Lwowie a drugi w Auschwitz

o dziadkach moich mówię kąpiesz się w ich krwi

Jesteś politykiem jak Adolf na fali,

Marzysz o tym by wołano ci

Jeden naród, chórek: Ein Volk

Jedna ojczyzna, chórek: Ein Heimat

Polacy won chórek: Polen raus

Chwała Sztajnbach chórek: Heil Sztajnbach

To tutaj jest mój dom

Z tamtego wypędzili twoich: dziady, ojciec, stryjek, wujek oraz jego brat

Wspólnie z kolegami z Armii Czerwonej

W Europie Krzyży sadzili las

Pomódl się Kobieto za tych swoich braci

Których siłą w Wehrmacht Adolf Hitler brał

Pomódl się na grobach tych co poginęli

Zostaję tutaj, ty zostań tam...

Utwór kończą fragmenty marszowych pieśni hitlerowskich obwieszczających, iż niedługo słuchać ich będzie cały świat



oraz obejrzenie piosenki pt. Sztajnbach:


przeczytanie wywiadu na Fronda.pl:

Fronda.pl: Pochodzi Pan z Opolszczyzny. Czy ludzie tam mieszkający myślą o Związku Wypędzonych podobnie jak Pan?

Ludzie w ogóle zazwyczaj nie myślą o tym problemie. Wiele ran się zabliźniło, ludzie żyją ze sobą w przyjaźni, nie ma już tak wyraźnego podziału na autochtonów i kresowiaków. Trudno zresztą mówić o tym, kto jest czystym Niemcem czy Polakiem. Jest spokojnie.

Czy ten „święty spokój” odnośnie „wypędzonych” jest niebezpieczny?

O całkowitym spokoju trudno mówić. Taki istniał, gdy Związek Wypędzonych kojarzył się z panami Hupką, Czają, folklorem, jakim była kiedyś np. Samoobrona. Jednak kiedy zaczęła ich w większym stopniu popierać wielka polityka, taka partia, jak np. CDU, to idzie to za daleko. Mój nowy utwór pt. „Sztajnbach” jest dla mnie uosobieniem mentalności roszczeniowej, resentymentu podszytego agresją. W Związku Wypędzonych są też ludzie starsi, często byli członkowie NSDAP, którzy pośrednio lub może nawet bezpośrednio brali udział w ludobójstwie. Jeśli to się jeszcze łączy z mówieniem w Anglii i Francji – państwach, które w 1939 roku wręcz nas Niemcom i ZSRR sprzedały – o polskich obozach koncentracyjnych, jeśli zaczyna się obarczać Polskę za wybuch II wojny światowej, z ofiary robić kata, to taki „święty spokój” należy zniszczyć. Choćby piosenką.

Ale Związek Wypędzonych nie jest tylko organizacją zajmującą się roszczeniami majątkowymi. Zajmuje się w dużej mierze także np. kulturą, podtrzymywaniem tradycyjnych zwyczajów.

Jeśli Związek Wypędzonych będzie chciał zorganizować pokaz tradycyjnych tańców bawarskich, to ponieważ mam sporą działkę i dom, chętnie udostępnię miejsce na taką imprezę. Lubię bawarskie tańce. Ale po pokazie – w autokar i do Niemiec.

Do tej pory popierał Pan Donalda Tuska i Platformę Obywatelską, tymczasem piosenkę promuje Pan wspólnie z Powiernictwem Polskim, bardzo blisko związanym z Prawem i Sprawiedliwością (przewodniczącą jest senator PiS, także w zarządzie zasiadają członkowie tej partii). Nie obawia się Pan zaszufladkowania jako działacza PiS?

A propos Pani Przewodniczącej - w jednych i drugich wyborach swój głos w wyborach senackich oddawałem na PiS. Co do Platformy – nadal ją popieram. Oczywiście nie we wszystkim się z nią zgadzam, choćby w sprawach dotyczących MON, czy polityki zagranicznej. A już kompletnie nie rozumiem braku reakcji na coraz dalej idące roszczenia Niemiec. O ile PiS reagował histerycznie w tych sprawach, o tyle PO uważa, że przede wszystkim powinniśmy się cieszyć z tego, że jesteśmy w Europie i z dobrych relacji z Niemcami. Absolutnie nie jątrzyć. Jestem liberałem choćby dlatego, że do wszystkiego w życiu, do każdego grosza, doszedłem sam. Bez pomocy Państwa i Rodziców.

Ponadto uważam, że na obecną chwilę nie ma w Polsce warunków ani możliwości, by stworzyć państwo socjalne. Ale liberalizm (PO) potrzebuje policjanta (PiS), bo inaczej życie gospodarcze może się zeSeLDyzować. Wcześniej czy później pojawia się korupcja i wyzysk nie mówiąc o zaniku Wartości. Niektórzy moi znajomi z Forum Frondy często odsądzają mnie od czci i wiary za to, że głosowałem za PO i nie rozumieją, jak można popierać daną partię, jednocześnie nie zgadzając się z nią w wielu sprawach. Bez obrazy, ale dla mnie takie podejście to swoisty bolszewizm, twierdzenie, że kto nie z nami, ten przeciw nam. Największą sztuką jest kompromis, ale nie taki, który wynika z konformizmu, lecz z racjonalizmu i służy wspólnemu dobru, a nie grupie „zwycięzców”. Są ponadto pewne sprawy „Święte”, wspólne i dlatego bardzo podoba mi się pomysł, na który wpadł Tomek Fabiszewski – przecież związany z PiS – umieszczenia na stronie poświęconej naszej akcji informacji, że akcję prowadzimy ponad wszelkimi podziałami.

Czy Pana koledzy po fachu, środowisko artystyczne, poprze Pana, czy potępi?

Nie mam pojęcia. Mam żonę, trójkę dzieci, kilku kolegów, z którymi się spotykam – nie bywam na rautach i nie wiem, co mówi „środowisko”. Jeśli komuś moja piosenka się nie spodoba, ma prawo wypowiedzieć swoje zdanie. Jeśli poprze naszą akcję (bo ja tutaj ważny nie jestem) to świetnie. Nie zależy mi na sympatii jakiegoś szerokiego środowiska. Proszę sobie wyobrazić, że na jakimś portalu nazwano mnie nawiedzonym moherem ponieważ nie ukrywałem tego, iż nie podobało mi się to, że Madonna wystąpiła w Polsce 15 sierpnia. Nie mam nic do Madonny i jej muzyki, mój sprzeciw nie wynika z manifestacji religijnej (chociaż nie mam też pojęcia, dlaczego krzyżowała się podczas poprzedniej trasy koncertowej). Jednak jest to rocznica wielkiego polskiego zwycięstwa nad bolszewikami, dzień, w którym polscy żołnierze ginęli za wolność ściskając w ręku medaliki z Matką Bożą, podarowane im przez ich żony i matki. Poszedłbym na koncert 14 albo 16 sierpnia, ale nie 15.

Oprócz „Sztajnbach” także piosenka „17 września” dotyczy trudnego momentu w Polskiej historii. We wtorek podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte pojawi się premier Putin, któremu przeprosiny za to co się stało w 1939 roku nie potrafią przejść przez gardło. Jak zachowają się Pana zdaniem uczestnicy uroczystości na Westerplatte?

Moja wyobraźnia tak daleko nie sięga. Dobrze jest, że premier Rosji przyjeżdża do Polski, ale dobrze by było, by jednak o tej dacie również napomknął i za agresję Armii Czerwonej przeprosił. Ale prawdopodobnie będzie to raczej mdła wymiana uprzejmości.


oraz oznajmiam, że pewnie dziś w nocy, bądź jutro rano pojawi się pierwszy powakacyjny wpis na gnyszkoblogu! Dużo tematów do omówienia, oj dużo!

myśl na dziś
Przekonanie o twojej niegodziwości — znajomość samego — siebie dopomoże ci reagować w duchu nadprzyrodzonym na upokorzenia, pogardę, oszczerstwa i coraz bardziej będzie się zakorzeniać w twojej duszy radość i pokój. — Po powiedzeniu Fiat — Panie, jak Ty chcesz — winieneś rozumować w takich przypadkach następująco: "Tylko tyle o mnie powiedział? Widać, że mnie nie zna; w przeciwnym razie nie poprzestałby na tym". — Skoro jesteś przekonany, że zasługujesz na gorsze potraktowanie, poczujesz wdzięczność dla tej osoby i będziesz cieszyć się z tego, co innym sprawiłoby ból.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 268



wtorek, 25 sierpnia 2009

Wakacyjne promocje książkowe - skąd ta plaga?

No i nie ma końca ogłoszeniom!

Po pierwsze - księgarnia Tolle et lege zaprasza do wyprzedaży, którą właśnie rozpoczęła! Ponad 80 szt. książek za jedną czwartą wartości! Mamy więc dużo do wyboru, poza książkami które Gnyszkoczytelnika raczej nie poruszą (sporo dla dzieci), jest parę perełek, w tym kilka, które polecałem w poście o Biblioteczce Konserwatysty. A zatem z książek przecenionych polecam:
- Przepowiednia Bogatego Ojca Kiyosakiego,
- Carskie sieroty Volkoffa,
- Oprawców z Katynia,
- Świadka XX wieku o Besanconie,
- Krzyżowca XX wieku o Plinio Correa de Oliveirze (HIT!),
- Ducha rodzinnego w domu, społeczeństwie i państwie ks. Delassusa (HIT!),
- W obronie wyższych praw o homoseksualizmie.

Poza tym sporo książek ks. Pawlukiewicza - szczególnie polecanych dorastającej młodzieży.

Pan Paweł Królak, szef księgarni radzi się spieszyć, bo w zeszłym roku zasoby wyprzedaży szybko się skończyły...

Lista książek przecenionych dostępna tutaj oraz po kliknięciu w banner:



Po drugie -
w Gnyszkokiosku ma miejsce promocja audiobooków Terryego Pratchett'a. Choć ja tego autora nie lubię - być może wśród Czytelników znajdzie się jakiś fan... Oba audiobooki można kupić z 27% rabatem! Have fun!

Po trzecie - z Łeby pozdrawia Pangrzyzga!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/08/25-viii-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Jak pragnie Nauczyciel, winieneś być solą i światłem, będąc w pełni zaangażowanym w tym świecie, w którym przyszło nam żyć i we wszelkiej działalności ludzkiej. – Światłem, które oświeca umysły i serca. Solą, która dodaje smaku i chroni przed zepsuciem. Dlatego, jeśli zabraknie ci gorliwości apostolskiej, staniesz się nijaki, bezużyteczny, zawiedziesz innych, a życie twoje stanie się absurdem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 22



ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO