Pokazywanie postów oznaczonych etykietą socjalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą socjalizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2009

[28/29/30 XII 2009] Dworzec Główny we Wrocławiu inspiruje, okna życia w Niemczech - judzą!

z ostatniej chwili - Czytelnicy piszą!
tym razem Justyna:

Panie Macieju,
polecony przeze mnie Filmik na FrondęTV Pan dodał, za co dziękuję z serduszka, pewnie Pan tygrysim skokiem zebrał dodatkowe 10 tysiaków na cegiełkę do budowy Nowej Christianitas, być może już nawrócił Pan Holandię i Czechy czy jako pierwszy postawił krzyż na księżycu ale ale: ja tu rozsyłam linki na gnyszkobloga, polecam książki, które Pan poleca, znajomi pewnie wchodzą a tu... mało autorskiej treści ostatnimi czasy. Poczytałoby się...
Czy ten tekst, podobnie jak inne pochwalne, już cytowane, znajdzie się na blogu? Ja też chcę mieć swoje 5 minut :D Poza tym: niechże Pan się nie wstydzi podkreślić, że starzy i nowi Czytelnicy dybią na świeże posty;))


świąteczne tulenie
nie, nie chodzi wcale ani o lenia, ani o tunele, ani nawet o tuleję. Gdy Oleńka chce Panagrzyzgę przytuli, zwykła mawiać: „Chodź się potulimy”, stąd też w tytule mowa o „tuleniu”. A dlaczego o tuleniu? Ano z tej przyczyny, że najpierw Święta nadeszły, a po nich (czy raczej w ich trakcie) wyjazd do Wrocławia, do Oleńki. Wszystko jasne.
Pangrzyzga prognozował napisanie bloga w pociągu relacji Warszawa – Wrocław ale okazało się to nierealne z powodu niewyspania, które poskutkowało dwugodzinną drzemką, późniejszym odmawianiem Różańca i nadrabianiem lektur zacnych a pożytecznych! Czas pojawił się dziś, kiedy to jedziemy słabo ogrzewanym pociągiem do Słupska. Wiśta wio!

Dworzec Główny
tak, wiem, pińcet razy już tu smęciłem, że lubię dworce kolejowe, a wrocławski Dworzec Główny w szczególności – ale pora na powtórkę. Ba! Cały Wrocław lubię (choć nie czytałem ani jednego ze słynnych kryminałów Marka Krajewskiego, których akcja toczy się we Wrocławiu!), pewnie przeważający wpływ mają tu wspomnienia związane z Oleńką i naszymi sprawami, bo przedtem we Wrocławiu nigdy nie miałem okazji przebywać. Podoba mi się więc jego częściowo prowincjonalny klimat, hotel Piast przed dworcem, który dźwiga się dopiero z socjalistycznego dziadostwa, peerelowski neon na bloku naprzeciwko Dworca z napisem „Dobry wieczór we Wrocławiu!” i ludzikiem unoszącym neonowy kapelusz. Podoba mi się wreszcie rynek i Piwnica Świdnicka, w której czarny i biały baran niejeden poszedł do gardziołka, Poczta na rynku, która przypomina mi dziecięce wizyty na poczcie w Pruszkowie (ma kabiny telefoniczne!)... No, a tu i ówdzie snują się uliczkami albo wspomnienia po Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego, albo duch niegdysiejszego UPR-owskiego bastionu, albo wreszcie opowieści związane z Wrocławiem autorstwa moich przyszłych Teściów. No, Gnyszka sentymentalny się zrobiłeś... ale, ale – na tym nie koniec! Lubię Dworzec Główny, na którym można zjeść niejaką knyszę (stąd Oleńka niekiedy nazywa mnie knyszką, albo knyszakiem), która de facto jest tradycyjnym, staropolskim kebabem, lubię kiosk Relaya przy wejściu z prawej strony (tam, gdzie sąsiadują ze sobą SexShop i komisariat policji) – gdzie kupuję sobie na podróż ulubiony Parkiet, a w środy Gazetę Polską z NajwyższymCzasem!, ewentualnie jakąś nieznaną sobie gazetę...
Ostatecznie o magii Wrocławia przesądza także to, że istnieje duże prawdopodobieństwo spotkania na ulicy kogoś znajomego.

okna życia w Niemczech
wizytując dzisiejszego rana wspomniany kiosk Relay'a, zakupiłem m.in. Nasz Dziennik. Przeczytałem w nim, że niemieckie władze zaczynają się zastanawiać nad instytucją „okien życia”, które ostatnio zaczęły służyć nie tylko podupadłym rodzicom noworodków, ale i kilkulatków! Czaimy bazę? Podchowaliśmy dziecko jakieś dwa, trzy lata, znudziło nam się, więc hyc do okienka, niech się katole nim zajmą! Władze będą bohatersko walczyły z tym problemem!
Zjawisko łatwe do przewidzenia, trzeba mieć tylko łeb wolny od rewolucyjnych i oświeceniowych miazmatów, które błyskotliwy kpt. Bednarz nazywał elegancko „pierdami”, a Hayek z kolei zgubną pychą rozumu. Jeżeli najpierw pracujemy nad rozwaleniem delikatnej konstrukcji więzów emocjonalnych, zwyczajowych, norm niepisanych, tradycyjnych reguł (wzajemności, opieki nad starszymi, czy bezbronnymi), które utrzymują skomplikowany mechanizm jakim jest społeczeństwo w stabilności, a pracujemy nad tym w imię racjonalnego urządzenia świata, w imię nawiedzonego przekonania o możliwości zorganizowania i zapanowania nad każdym aspektem rzeczywistości społecznej... to nie należy się dziwić, że zaczynają występować zjawiska które dotąd były nie do pomyślenia! Planiści działają w oparciu o założenie, iż zmianie jednego elementu rzeczywistości towarzyszyć będzie niezmienność reszty, nawet z nim powiązanych. Ci bardziej realistycznie nastawieni do życia obserwują sprzężenia zwrotne, ale nie są w stanie widzieć każdego. W efekcie mówią: „Słuchajta, trza zreformować to-i-to, to wtedy świat się zmieni w porządany sposób”. No i przybliżają raj za nasze pieniądze... który ostatecznie okazuje się być piekłem, bo zmiana jednego z elementów pociągnęła za sobą dewastację innych. Tak więc – wracając z obszaru metafory do konkretu – jeśli się najpierw rozwala tradycyjną rodzinę zmuszając ludzi do pracy na państwową emeryturę i obojga małżonków, później dodatkowo rozluźnia więź między małżonkami poprzez sankcjonowanie rozwodów i prostytucji, następnie zezwala na zabijanie dzieci wspierając postępującą dehumanizację ludzi... to nie ma co się dziwić, że ludzie zaczynają wierzyć w to, co się robi w myśl zasady: „Jeśli nie działamy tak, jak wierzymy... to zaczynami wierzyć tak, jak działamy”.
Mają Niemcy to, do czego dążyli... myśląc irracjonalnie w swoim „racjonalizmie”, że dążą do czegoś innego. W socjologii nazywa się to efektem odwrócenia. Czyli co? Czytać, uczyć się i nie ideologizować, pięknoduchy.

lajf yz lajf
powróćmy na chwilę do problemu underemployment, który ostatnio analizowaliśmy. Poniekąd wiąże się z nim – na co słusznie zwrócił uwagę dr Henryk Krzyżanowski, komentując frondowy screen gnyszkobloga – inne zjawisko. Chodzi o overeducation.
Na czym polega? Jak sama nazwa wskazuje – na przeedukowaniu. Ludzie w dzisiejszych czasach (poważne) życie zawodowe zaczynają późno, gdyż muszą wcześniej pokończyć stopnie nauczania, obowiązkowo ze studiami. Problem jednak polega na tym, że ukończywszy studia w danej dziedzinie i tak w większości przypadków podejmą pracę w innej, natomiast do jej wykonywania są prawie zupełnie nieprzygotowani. Oznacza to przy okazji, że dość długo muszą się później adaptować do zawodu (choć firma i tak musi organizować szkolenia – chociażby po to, by podzielić się swoim know-how). Równolegle obserwujemy edukacyjny efekt odwrócenia – upowszechnienie edukacji na każdym stopniu przyniosło ze sobą obniżenie jej jakości, w związku z czym pierwsze lata w pracy w większości przypadków to trudny okres adaptacji – zarówno do nowych realiów, jak i wymagań merytorycznych. Wyrażając to jednym słowem – młodzi ludzie dzisiaj uczą się długo, nie daje im to jednak ani gwarancji znalezienia pracy (tylu mamy dziś „wysoko wykwalifikowanych” magistrów...), ani kompetencji niezbędnych na rynku pracy. Nie mówiąc już o tym, że później zakładają rodziny... z czym wiąże się cały wianuszek patologii w tej dziedzinie.

niezależność
Jaki z tego morał? Wybić się na niezależność i samemu stanowić o swoim życiu, nie dając miejsca nowoczesnym przesądom. Po pierwsze – studia wyższe nie są ani do zbawienia ani do życia koniecznie potrzebne. Po drugie – ich zakończenie nie jest konieczne w 25. roku życia.

Złote Myśli znów wariują z promocjami!
promocja ważna wprawdzie tylko do jutra... ale można kupic książki za przysłowiowe pół ceny - 50% rabatu na wybrane pozycje do jutra!

myśl na dziś
Pokora Jezusa: w Betlejem, w Nazarecie, na Kalwarii... — Ale jeszcze większe upokorzenie i poniżenie mamy w Najświętszej Hostii, większe niż w stajence, niż w Nazarecie, niż na Krzyżu. Jak bardzo więc winienem kochać Mszę świętą („Naszą” Mszę, o Jezu...)
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 533



niedziela, 25 października 2009

[25 X 2009] niedziela, a bp Szczęsny-Feliński gromi socjalistów i artystów!

św. bp Feliński na rekolekcjach

jak Czytelnicy wiedzą, tak jak co roku, także i w tym - byłem na październikowych rekolekcjach. Choć wciąż proszę o modlitwę za ich owoce i tym oraz owym jeszcze się z nich podzielę, to jedną rzecz chciałem opowiedzieć.
Otóż, przed wyjściem z domu w czwartek, a więc w pierwszym dniu rekolekcji (zaczynają się wieczorem), spotkałem przed domem listonosza, który przywiózł mi paczkę z Krakowa, a Glorii24.pl! Pocztą przyszła książka kanonizowanego właśnie św. biskupa Szczęsnego Felińskiego, pt. Pamiętniki! Ucieszyłem się, postanawiając poczytać ja w chwilach wolnych między lekturą rekolekcyjną, konferencjami, etc. Słyszałem wiele o głębokości przeżyć opisywanych przez świętego autora i innych jej zaletach! Jakież było moje zdziwienie, gdy zdążywszy przeczytać jakieś 80 stron nic, tylko się zaśmiewałem anegdotami, które Feliński opowiada na początku, by zanim opisze to, co pamięta z dawnych czasów sam, opisać to, co zna z opowiadań innych!
Jaja jak berety, to określenie stanowczo zbyt powściągliwe! Nie zapomnę chwili, gdy czytając anegdotę o panu Szaszkiewiczu, który wymigał się od płacenia podatku udając wściekliznę, czym zmusił urzędnika carskiego do wyskoczenia z bryczki, którą jechali do miasta, w zupełnej ciszy salonu, wybuchnąłem gromkim śmiechem, dziwiąc towarzyszy rekolekcyjnych, którzy zatopieni byli w pobożnych lekturach. Piękny, dawny język, ciekawe czasy!
Jako, że pamiętniki, to kopalnia wiedzy - także i u Felińskiego nie jest inaczej! Poniżej kilka spostrzeżeń!

socjaliści, artyści i złodzieje
ciekawego odkrycia można dokonać na stronie 71., gdzie prz okazji opowieści o grabieży w Peczerskiej Ławrze, Feliński używa określenia artysta jako synonimicznego do złodziej. Policmajster mając odkryć złodziei, zażądał pozwolenia na wydanie dwóch innych więźniów, obeznanych z półświatkiem, by sprawdzili czy złodzieje nie pochodzili z własnego podwórka. Cytuję:
(...) Po kilkudniowych próżnych poszukiwaniach obaj eksperci oświadczyli, że kradzież musiała być dokonana przez osoby żadnej styczności nie mające z miejscowymi artystami.(...)

Inną ciekawą rzeczą jest wypowiedź na temat zbójców Karmeluku i Strawińskim, którzy wraz ze swoimi bandami siali postrach we wschodnich prowincjach dawnej Rzeczypospolitej. Feliński na s. 66 pisze:
Obaj wedle dzisiejszych pojęć socjaliści, a nawet anarchiści(...) pojawili się (...) kiedy Ruś kwitnęła jeszcze zamożnością swych obywateli (...)

Mamy zatem socjalizm nie tylko jako ówczesną nowinkę, ale także jako dziwoląga - oto zwykłe złodziejstwo staje się teorią, światopoglądem! W tekście wyczuwam pewien dystans, jaki Feliński zachowywał do zjawiska, mniej więcej jak my dziś np. do związków partnerskich, albo prawa do aborcji.

jarmark
podobnie z jarmarkiem! Dzięki uwadze Felińskiego, że odbywały się one co roku, natychmiast zauważyłem, że pewnie polska nazwa pochodzi od niemieckich rzeczowników Jahr i Markt, oznaczających odpowiednio: rok i targowisko. Taka lektura jest tym milsza, że na każdym kroku człowiek przypomina sobie błogą prawdę - Tak! Jest możliwy inny świat! To, co widzę dookoła, to kilkudziesięcioletni eksperyment!

Christus imperat
dziś rano z Oleńką u św. Benona na Mszy Świętej. Uroczystość Chrystusa Króla.

myśl na dziś
Piszesz do mnie: „Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Ale o czym?” — O czym? O Nim, o tobie. O twoich radościach i smutkach, sukcesach i niepowodzeniach, o szlachetnych ambicjach i codziennych kłopotach... O twoich słabościach! Dziękczynienia i prośby. Miłość i skrucha. Jednym słowem, poznać Boga i poznać siebie: „być razem!”.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 91



sobota, 27 czerwca 2009

[27 VI 2009] sobota, czyli jak działa lewica?

kambek!
no, już, już... rzeczywiście rację mają Czytelnicy gnyszkobloga, żem ladaco nie lada, bom po prawie miesiącu nieobecności realnej na blogu obiecał na wczoraj posta kambekowego... a tu nic! Niestety, tak, jak napisałem - wczoraj umęczon ponad miarę, po przyjeździe w godzinach popołudniowych nadawałem się jedynie do zjedzenia obiadu, podrzemania, udania się na Najświętszą Ofiarę, później na kolację, ablucję i spanko. Nadrabiam więc dziś - tematu prawdopodobnie nie rozwinę tak, jak na to zasługuje, ale powstanie przynajmniej przyczynek do wstępu do zagajenia do słowa wstępnego do wprowadzenia do zajawki pierwszego tomu!

parasole, parasole...
zacznijmy od tego, że wpadła mi w ręce niedawno ulotka wydana przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy z okazji jakiegoś tam dnia organizacji pozarządowych, czy coś w tym guście. Impreza wbrew pozorom trwała cały tydzień i robiło przy niej kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. Powstawały przy ulicach kawiarnie obywatelskie, odbywały się spektakle, panele, wykłady, dyskusje... wszystko ładnie i miło, i aż serce chciałoby na rozkaz Kochanowskiego rosnąc, gdyby nie były to iwęty organizowane w przysłowiowych 99% realizowane przez różnej maści neomarksistów i innych lewackich totalniaków.
Skąd ta insynuacja? Ano, poznało się w życiu swojem trochę ludzi, którzy obecnie pełnią rolę satelitów środowiska szeroko pojętego nazwą Krytyki Politycznej. Jednym słowem - tzw. Nowa Lewica, czyli Lenin wiecznie żywy, lecz opakowany we współczesne ciuchy.
Po co o tym mówię? Po to mianowicie, że obserwuję ich strategię umacniania własnych możliwości finansowych. Pomówmy tylko o tym - o pieniądzach.
Strategia polega na stworzeniu miriady organizacji pozarządowych (kapmanie, stowarzyszenia, instytuty, koalicje, komuny...), mogących zajmowac się dosłownie wszystkim! Od edukacji, przez socjologię miasta, zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, dialog społeczny, czy wydawanie czasopism, etc. Mogą zając się wszystkim!

Co z tego?
To mianowicie, że obecny reżim postawił na samorządny socjalizm! Już nie państwo realizuje cele, które na siebie wzięło, ale zaprasza do tego aktorów pozarządowych, bo to ma ponoc wytwarzac kapitał społeczny. Francis Fukuyama i Robert Putnam twierdzą jednak, że w Europie mamy do czynienia z atrapą kapitału społecznego - właśnie dlatego, że gros działalności pozarządowej finansuje... rząd! Ten krajowy, albo ten z Brukseli.

Co z tego?

To, że dzięki temu organizacje mogą wchłaniać ogromne fundusze. Ich działacze i akolici stają się potężni dzięki cudzej, wyrwanej przez fiskusa, albo wydrukowanej przez mennicę kasie (potem reszta obywateli walczy z inflacją). Mają więc fundusze nie tylko na działalność, ale i na upasienie swoich działaczy. W jaki sposób? Prosty. Opowiem urywek z zajęć na IS UW z pewnym przemiłym doktorantem, który przyszedł na zajęcia z nowym laptopem Macintosha. Pytam zatem:
- Hohoho! Panie Magistrze, nieźle się ostatnio powodzi, co?
- No, wie Pan, grant był ostatnio z Unii Europejskiej, trzeba było szybko wydac 30 000 zł, więc sobie kupiłem.
- Jak to?
- No, po prostu, dziekan sobie przypomniał o tym grancie, projekt trzeba było złożyć do piątku, a potem wydać do środy. Napisaliśmy z Przemkiem projekt badawczy, coś tam o homoseksualistach i dostaliśmy pieniądze. Potem sobie kupiliśmy po laptopie i reszta kasy na połowę, ja sobie kupiłem książek w Prusie [księgarnia akademicka - przyp. mój] za cztery tysiaki.
co to oznacza?
oznacza to ni mniej, ni więcej, że środowiska będące beneficjentami funduszy z UE bogacą się i potężnieją. Laptopy zostają w rodzinie, przydzielają sobie i zlecają realizację grantów, prowadzenie projektów, badań, etc. Biznes się kręci. Tylko, że jest to sztuczny biznes - pieniądze nie pochodzą z rynku, tylko od arbitra spoza rynku, który pod przymusem odbiera pieniądze aktorom rynku.
Na tym nie koniec.
Ludzie - nawet porządni - dziadzieją. Obawiam się, że nawet teraz, po jakichś dwóch latach widzę u owego doktoranta postawę, którą można wyrazic zdaniem "Jaka ta UE jest, taka jest, ale darmową kasę dzięki temu mam, spokojnie żyję, skaczę co dzień na kawkę do Starbucksa i jest git. Trwaj chwilo - jesteś piękna." Dzięki funduszom ludzie się łamią, są posłuszni, chociażby własnej wygodzie! Któżby chciał rezygnowac z dobrostanu? Napisac w zamian jakąś mało znaczącą prackę o dobrodziejstwie UE, o chwalebności dopłat dla rolnictwa, o tym, o tamtym, o tolerancji, ple, ple...

Widzicie analogię?
Czym okupowano łaski płynące od PZPR? Oj, tam, jakiś mało znaczący artykulik w Trybunie o wyższości gospodarki centralnej, o kołtuństwie i wstecznictwie Kościoła, potem malutki donosik, jeden, drugi, żona chce rajstopy z RFNu, pan pułkownik miał załatwic... Bebiko dla dziecka, wczasy nad Balatonem... ja agentem? Toż to tylko "uwikłanie", grę prowadziłem!

czy analogia jest za mocna?
nie jest! Mechanizm jest dokładnie ten sam. Czy system równie zbrodniczy? Tak, równie - krew np. dzieci nienarodzonych szerokim strumieniem płynie codziennie, zepsucie propagandy tolerastów rozlewa się po Europie i niszczy ludzkie sumienia i rodziny. Mało kto jest w stanie korzystac z dobrodziejstw, jakimi kuszą eurofederaści, nie uzależniając się od tego... Ostatecznie - mimo wszystkich wątpliwości - paradoksalnie okazuje się, że zasada "Kto płaci, ten wymaga" także i tu znajduje zastosowanie!

co do tego ma lewica?
to oni najczęściej korzystają z pieniędzy UE. Tzw. prawa kobiet, zboczeńców, oraz inne dziedziny - to obszary preferowane przy wsparciu. Słynna już historia dominikanów z Freta to potwierdza - chcieli zorganizowac ośrodek dzienny, taką klubokawiarnię dla mam z dziecmi. Dzieci razem się bawią, mamy rozmawiają, czytają sobie, kawkę piją, bajdurzą. Wniosek nie przeszedł. Udali się zatem do znajomych speców od pozyskiwania środków z UE... wniosek podrasowano wzbogceniem o "wykluczenie społeczne matek", "prawa kobiet", etc. W drugiej turze - pieniądze przyznano.
Jednym słowem - lewacy łatwiej otrzymują kasę od lewaków z Brukseli. Działalnośc swoją prowadzą zatem wedle swoich obłędnych idei - coraz potężniej właśnie dzięki UE.
Robią to skutecznie. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na gigantyczne pieniądze. Po drugie - na aurę fachowości i bezstronności, której udziela im państwo, jako wykonawcy ministerialnych projektów, etc. Ot, ekspercka organizacja, stowarzyszenie, niezależne, etc.

wrócmy do ulotki...
czytam ją, czytam... i widzę, że - w tym, tym i tym stowarzyszeniu działa moja koleżanka komunistka, która słówka spijała Sierakowskiemu na stażu w KP, teraz jest tam szychą i pracuje na odcinku przestrzeni miejskiej i dialogu społecznego. Robi doktorat na IS UW, w zakładzie gdzie pracuje dr Maciej Gdula, również z tego środowiska.
Jednym słowem - załóżmy milion organizacji, w których ci sami ludzie będą zajmowac się wszystkimi tematami świata, nasi ludzie z ministerstw pozlecają nam zadania, my sobie już kasiorkę rozdysponujemy... Pieniądze przychodzą same - od nas. I dzięki nam toczy się rewolucja. Jak to mawiał Lenin: "Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy".
Strategia świetna, mądra.

a przedwczoraj...
Krytyka Polityczna otrzymała od warszawskiej Dzielnicy Środmieście dwupiętrowy lokal po kawiarni Nowy Świat na skrzyżowaniu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Kilkaset, jeśli nie tysiąc metrów w prawie najdroższym punkcie miasta za grosze czynszu miesięcznego. Wniosek KP poparły "środowiska artystyczne".
Przypomnijmy, KP promuje leninizm (ostatnio wydała dzieła Wiecznie-Żywego). Polska konstytucja piętnuje propagowanie ustrojów totalitarnych.

co powinniśmy w takiej sytuacji robic?
pytanie to stawiam po raz setny, ale opowiem na nie w najbliższym poście kolejny raz!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/27-vi-2008-pitek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Nie jesteśmy dobrymi braćmi naszych braci-ludzi, jeśli z obawy przed niewłaściwą oceną naszego postępowania i nieprzyjemną reakcją naszego otoczenia nie potrafimy iść prostą drogą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 460




środa, 11 lutego 2009

[11 II 2009] co premier Pawlak chciałby ode mnie kupić, czyli Matki Boskiej z Lourdes (Światowy Dzień Chorego)

nierealistyczny spór o status Jerozolimy
miałem o tym napisać jakiś czas temu, ale nie zauważyłem notatki na ten temat w kalendarzu. No, ale teraz, gdy już wiemy, że jestem czarnosecinnym i jaskiniowym antysemitą, można dać upust swoim fobiom.
Otóż, uważam, że spór o Jerozolimę jest sporem niemożliwym do skończenia dopóty, dopóki do Jerozolimy rościć będą sobie pretensje muzułmanie, czyli po naszemu po prostu „pohańcy” i „bisurmany”. Dlaczego? Ano, dlatego, że w myśl dżihadu (o czym niezmordowanie przypominam od czasu uczestnictwa w spotkaniu z gen. Pietrzykiem) – ten ostatni kończy się z chwilą, gdy na ziemi nie będzie nikogo, kto nie powie, że „Allah jest Bogiem, a Mahomet jego prorokiem”. Spór zatem można rozstrzygnąć dwojako – albo likwidując muzułmanów fizycznie, bądź doktrynalnie, poprzez inwestycje w powstawanie pacyfistycznych herezji islamskich, albo poprzez likwidację niewiernych – fizyczną, bądź doktrynalną, czyli po prostu masowe nawrócenie. Tertium non datur. Trzeba to po prostu zrozumieć – islamiści traktują swoją religię poważnie, wszelkie „ustępstwa”, „zawieszenia broni” i inne zagrywki, to czysta taktyka, przewidziana także w Koranie.

nowy konkurs na Bloga Roku 2008
dawszy upust swojemu antysemityzmowi wypitemu z mlekiem Matki (3% tluszczu, 97% antysemityzmu), chciałem powiedzieć, że w dziedzinie internetowej obserwujemy istny rozkwit! Ruszył bowiem nowy konkurs na Bloga Roku 2008 – organizowany tym razem przez portal wiadomosci24.pl. Banner tego konkursu umieściłem już na pasku bocznym. Po kliknięciu przechodzimy do formularza, w który wpisujemy swój adres mailowy. Następnie odbieramy maila, klikamy w link potwierdzający... i gotowe! Głos oddany!
Do formularza możemy się dostać także z tego linku.

Inżynier z Krakowa i Afganistanu
tymczasem zabili nam przed kamerą obywatela – inżyniera z krakowskiej Geofizyki. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą – bez względu na to, czy obywatel wrogiego państwa jest cywilem, czy żołnierzem. Słusznie rząd uznał, by nie płacić bandziorom okupu... natomiast niesłusznie sprawę odpuścił.
Ja bardzo przepraszam, ale państwo, które okupuje – pardon! - zarządza Polakami, utrzymywane jest od lat przez Rodziców owego Inżyniera, przez Jego samego oraz zapewne i Jego Małżonkę, płacą oni podatki, daniny wszelakie, ZUSy-srusy właśnie dlatego, że owo państwo i jego urzędasy powiedziały: „Dawajta kasiorkie, to my się wami zaopiekujemy zarówno wewnątrz, jak i poza granicami. Utrzymamy za to służbę zdrowia, wojsko i policję”. Okazuje się tymczasem, że to wszystko pic na wodę. Umowa nie została dotrzymana. GROM nie został wysłany.
Game over – ku przestrodze innych podatników.

Pawlak premier i opcje walutowe
no, ale przynajmniej rządowy specjalista w dziedzinie gospodarki i sadzenia roślin ozimych, p. Pawlak Waldemar dba o obywateli. Ostatnio wsławił się niecodziennym wygłupem – nawet jak na rządowo-europejskie standardy – twierdząc dumnie, że będzie postulował unieważnienie umów na opcje walutowe, na których potraciło wiele pieniędzy wiele polskich firm. Przez „polską firmę” rozumiemy tu rzecz jasna „sponsora polskiej biurokracji”. Można by po pijacku zapytać: „aleossochozi?”.
Chodzi o to mianowicie. Istnieje sobie firma, dajmy jej na imię Kapeć-Pol. W zakładzie w Ciechocinku produkuje ona kapcie góralskie, które eksportuje do Hiszpanii. W związku z tym, że ponosi ryzyko walutowe (zapłatę otrzymuje w euro, które wymienia później na złotówki – za każdym razem po innym kursie) rozpoczyna karierę na rynku kontraktów terminowych i innych instrumentów pochodnych od walut – po to, by straty spowodowane niekorzystną zmianą kursu waluty, zbilansować zyskiem z operacji na kontraktach. Jest wprawdzie teoretycznie świadoma, że jest to bardzo ryzykowne, gdyż instrumenty pochodne opierają się o dźwignię finansową, przez co drobna zmiana kursu skutkuje sporą zmianą stanu posiadanego kapitału, ale co tam! W raporcie będzie można napisać, że „transakcje zagraniczne są zabezpieczane przed ryzykiem kursowym”,a przy okazji szwagier, co to opcje polecił, bo ma kumpla w biurze maklerskim, też zarobi. Wszystko jest pięknie, dopóki kursy walut zmieniają się w przewidywalny sposób w ramach trendu... nagle przychodzą dni, gdy trend się załamuje, nie wiadomo, czy tymczasowo, czy trwale, wieszcząc zmianę trendu na przeciwny... firma traci krocie na kontraktach, niebawem okazuje się, że trzeba uzupełnić depozyt na kontraktach w związku z astronomicznym spadkiem ich wartości... a suma, którą należy wpłacić jest wyższa, niż cały majątek firmy! Normalnie byłoby tak, że sprawa kończy się upadłością, lekkomyślni menedżerowie są napiętnowani, sami zresztą uczą się na przyszłość nie lekceważyć ryzyka, instytucja, która opcje sprzedała i lekkomyślnie nimi zarządzała – też dostaje po łapkach, bo z upadłości może nie udać się wyciągnąć tyle, ile by się chciało. Nie ma też na opłacenie podatków, ani w ogóle na nic nie ma, bo produkcja się kończy wraz z upadłością.
W takiej sytuacji przychodzi p. Pawlak i z miną, jaką musiał mieć mityczny Filip z Konopii mówi: „Dobra, Panowie. Ja tu jestem od koszenia kasiorki z podatków, jak podatków ma nie być, na co mnie się działacze PSLu lokalni wkurzo, to ja się tak nie bawię i unieważniam te wasze pieprzone opcje toksyczne walutowe.”
Brawo premieru Pawlaku! Banki jakoś tam się zawsze z rządem ułożą (ktoś musi kupować obligacje rządowe, prawda?), menedżerowie niczego się nie nauczą (zawsze będą wyglądać Pawlaka na białym rumaku – pardon! - w białym polonezie!)... a za opcje zapłaci podatnik! Brawo, premier Pawlak uratuje nas naszymi pieniędzmi przed toksycznymi opcjami, których „toksyczność” (czy tzw. „dziennikarze ekonomiczni” coś z tego kumają?) polega na tym, że jakiś baran wtopił na rynku terminowym pieniądze własnej firmy.

wobec powyższego...
apeluję do premiera Pawlaka o anulowanie moich strat w paru krajowych i zagranicznych TFI oraz wykupienie ode mnie toksycznych jednostek uczestnictwa i certyfikatów inwestycyjnych w/w instytucji. Proszę także o wykupienie ode mnie paru innych toksycznych aktywów, przez posiadanie których nie mogę prowadzić ożywionej konsumpcji np. napojów alkoholowych, przez co cierpi nie tylko pos. Palikot i jego bimbrownia, ale i Ministerstwo Finansów, w postaci niższych przychodów z akcyzy.

czasy wyjątkowe
istnieje przekonanie, że żyjemy w czasach wyjątkowych – w których nic złego się nie dzieje. Chciałem przypomnieć – a robię to na gnyszkoblogu regularnie – że w czasach nadzwyczajnych nie żyjemy (przynajmniej w porównaniu z ostatnim stuleciem). Tak, jak w PRLu kilka razy nastąpiła dewaluacja pieniądza (a w systemie fiducjarnym, w którym żyjemy jest to łatwe – pisałem o tym np. na Pogadankach Inwestorskich), tak i dziś premier Pawlak może przyjść i powiedzieć z dnia na dzień, że anuluje te bony z NBPu na rzecz innych, które wymienimy sobie w stosunku takim-a-takim, przez co ciułane przez lata pieniądze na mieszkanie, starczą jedynie na bułkę (bez masła). „Walka z kryzysem” przeniesie nas do czasów dekretu PKWNu o reformie rolnej, walki ze „spekulantami” i „szkodnictwem gospodarczym”... dlaczego nie? Skoro „walka z kryzysem” umożliwia anulowanie prywatnych umów... Wszystko może być uzasadnieniem wszystkiego.

podróżujemy
dziś pobudka o 5:00, by zdążyć na pociąg o 7:15 z Wrocławia do Warszawy! O 13:00 lądowanie na czerwonym dywanie na Centralnym i jazda do domu. Oj, jak miło się podróżuje... zje sobie człowiek kanapki, kawki napije się w CoffeeHeaven na Dworcu Głównym, wąsy z pianki obliże, gazetki ulubione kupi w kiosku (tak, tak – dziś wychodzą – jak co środę! - „Gazeta Polska” i „Najwyższy Czas!”), o tym i o owym pomyśli, bloga w spoju napisze...
podatki? Kurczę blade!
ostatnio, jak co roku przeżyłem traumatyczne zaskoczenie! Dlaczego? Zdałem sobie sprawę z tego, że choć płacę tylko 19% podatku... to znaczy to, że jestem okradany z jednej piątej moich zarobków! Jedna piąta dla urzędasa, za przekładanie papierków z jednego biurka, na drugie po to, by rozwiązywać moje problemy, które on sam wygenerował. Na tym rzecz jasna nie koniec, bo na co dzień płacę VAT w cenach produktów, które nabywam... Głowa od tego boli... efektywnie opodatkowanie wynosi 50% (tak, tak – liczyliśmy ostatnio na „Ekonomice procesu inwestycyjnego” opłacalność projektu i w dziale „Pensje” pisaliśmy średnią krajową razy 1,5, bo te 50% idzie na różne opłaty dla „państwa prawa i dobrobytu”, czyli na tłok w szpitalu i burdel w policji)...
Śmieszni są ci miglance w garniturach ze szklanego okienka, zwanego telewizorem, którzy na mój koszt ubiegają się o moje głosy, by mnie golić. Kreatury, które dawno temu – jeśli w ogóle kiedyś, zarabiały normalnie – miały styczność ze zwykłą pracą, która polega na wytwarzaniu dóbr i usług. Chociaż... przemysł rozrywkowy, a do niego należy również polityka, to też pewna usługa. Gawiedź ma się czym bawić i emocjonować, dzięki czemu szybciej płynie czas!

Kippleyowie dają czadu
Oleńka zabrała się niedawno za lekturę „Sztuki naturalnego planowania rodziny" Kippley'ów. Sam ją kupiłem w prezencie... wprawdzie jeszcze sam nie czytałem w całości, ale z własnego podczytywania i zachwytów Oleńki, mogę tylko potwierdzic ogólne piania i pochwalne recenzje na jej temat!


myśl na dziś
Wzywaj Najświętszą Maryję Pannę; nie przestawaj prosić Ją o to, by zawsze okazywała się twoją Matką: monstra te esse Matrem! aby za łaską Swego Syna oświeciła twój umysł zdrową nauką wiary a serce napełniła miłością i czystością po to, byś znał drogę do Boga i prowadził do Niego wiele dusz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 986


wtorek, 13 stycznia 2009

[13 I 2009] czy 101. Batalion Policyjny, to "zwykli ludzie"?


wprowadzonko
zgodnie z tym, co zapowiadałem wcześniej, czytałem ostatnio fragmenty książki niejakiego Browninga pt. Zwykli ludzie, opowiadającej o wypadkach na Lubelszczyźnie w latach 1940-1941.

Problem z grubsza polega na tym, że wysłano do tworzenia 101. Batalionu Policyjnego podtatusiałych robotników i urzędasków, którzy z tytułowych zwykłych ludzi szybko przedzierzgnęli się w katów, którzy w ciągu roku zabili ponad 70 000 cywilów. Nie w walce - w ramach planowej eksterminacji.

Nie zamierzam tu pisać jakiegoś poważnego omówienia, ale zebrać parę uwag, które nasunęły mi się podczas lektury.



religijność
czynnika, którego Browning w ogóle nie bada (pewnie z uwagi na to, że w materiale, na którym się opierał nie było mowy o danych nt. religijności - a opierał się na powojennych przesłuchaniach tych policjantów i wywiadów z żyjącymi spośród nich w latach '60 i '70) - to religijność policjantów. Jako, że gros z nich wywodziło się z Hamburga, a więc z północy Rzeszy, domniemuję, że albo byli luteranami, albo ateistami, co wbrew pozorom aż tak od siebie odległe nie jest...

Myślę, że warto byłoby zbadać zależność pomiędzy uległością i konformizmem, które Browning typuje na główne przyczyny zaangażowania w mordy, a religijnością właśnie. Ot, wystarczy choćby wspomnieć na prześladowania, które protestanci lubili fundować w przeszłości.

Hamburg - miasto czerwone
podobnie rzecz się ma z czerwonością Hamburga - ówczesnego miasta-centrum ruchu socjalistycznego. Z jednej strony jako czynnik sprzyjający ateizmowi, z drugiej zaś... no właśnie. Czy to, że hamburczycy byli wówczas w większości socjalistami impregnowało ich na... narodowy socjalizm? Z pewnością, było paru internacjonalistów, prawdziwych bolszewików, ale domyślam się, że - znając niemieckiego ducha - o takich było raczej trudno. Jednym słowem - ktoś o skłonnościach lewicowych mógłby łatwo odnaleźć się w projekcie nazistowskim.

Abstrahuję oczywiście od propagandowego antagonizmu III Rzesza - Sowiety (zresztą przez część czasu działania Batalionu - oba państwa przecież współpracowały!), który trzeba raczej rozpatrywać jako antagonizm na zasadzie - im nam bliżej, tym staramy się być postrzegani jako bardzo różniący się, by nasi zwolennicy nie przechodzili do bliskich nam ideowo wrogów.

Tego typu strategię widać zresztą do dziś - że przypomnę te wszystkie harce wokół PO-PiSu.

Jednym słowem - nie używałbym raczej argumentu "Policjanci byli z Hamburga, więc nie mogli być zwolennikami nazizmu" z taką mocą, z jaką zdaje się go używać Browning.

narodowy socjalizm, jako śmierdzące jajko
w ogóle to z nazimem jest problem. Wtedy, gdy powstawał, miał sympatyków z obu stron sceny politycznej - tzw. lewicy i prawicy. Po wojnie jednak, narodowy socjalizm, został przez socjalistów propagandowo przerzucony tzw. prawicy, jako jej śmierdzące jajko. Ileż to razy słyszałem, że NSDAP, to skrajnie prawicowa partia... Ileż w niej prawicy? No, cóż - dla mnie niewiele. Może Czytelnicy mają pomysł, ale uwaga - proszę to dobrze przemyśleć! Moim zdaniem to partia skrajnie lewicowa, etatystyczna i rewolucjonistyczna. Nie bez kozery brunatny, to po prostu przybrudzona czerwień.

o podziałach doktrynalnych na prawicy
w ogóle, to muszę zauważyć, że znajomość podziałów doktrynalnych na prawicy należy do rzadkości. Ileż to razy słyszałem strzały w płot na temat tego, co powinienem uważać, albo kogo lubić z racji nie bycia zwolennikiem istnienia czegokolwiek, czy zwolennikiem wprowadzenia czegokolwiek. Ileż to razy słyszałem zdziwienia nad tym, że podchodzę sceptycznie do tego a tego, a poważam kogoś innego. Wbrew pozorom to zjawisko nie zanika w sferach dziennikarskich. Wręcz przeciwnie. Dziennikarze tak intensywnie kreują świat, że sami sobie zaczynają wierzyć.

nie było kary?
argumentem, który przytacza Browning, by lekko zaepatować tym, że policjanci dobrowolnie brali udział w masakrach i byli zwykłymi ludźmi, jest to, że nie groziła im kara za odmawianie wykonania poleceń.

No, cóż, Browning nie był chyba w wojsku, a już nazistowskim szczególnie. Jeżeli na pierwszym apelu dowódca, którego słabo znam, mówi żeby wystąpili przed szereg wszyscy, którzy nie chcą brać udziału w likwidacji getta i obiecuje, że nie będzie groziła za to kara... to zwyczajnym odruchem jest domniemanie, że ci, którzy się zgłoszą, zostaną zaraz rozstrzelani. Dla przykładu.

Natomiast gdy później, po paru akcjach okazuje się, że jednak kara głowna nie jest stosowana, ani żadna inna... wówczas dla wielu może być za późno. W bagno zła już wdepnęli. Mają na rękach krew dziesiątek ludzi... niektórzy zdążyli porzucić to rzemiosło, nie wiadomo natomiast ilu z tych, którzy wahali się na pierwszym apelu, przestało się wahać właśnie z tego powodu. Że granica została przekroczona.

Z grzechem jest jak ze smołą. Dotykasz - ubrudzisz się na pewno. Nie ma nawet sensu patrzeć, a co dopiero dotykać! Słusznie mówi Kościół o uciekaniu przed pokusą, okazją do grzechu. Słusznie także za grzechy każe odpokutowywać. W ostatnim tygodniu parę razy spotykałem się z sytuacjami, w których gdyby ktoś żył w zgodzie z Wiarą... uniknąłby wielu problemów. Ostatni casus - para po paru latach jechaniu na antykach (popularne określenie chemii antykoncepcyjnej) chce począć potomka... i okazuje się, że niezbyt może, bo hormonki zrobiły w drogach rodnych szambeczko...

status naukowy rasizmu
kolejna sprawa, to argument na temat nieprzystawalności eskperymentu Millgrama (polegającego na badaniu uległości np. na prośbę o zadawanie bólu, bądź śmierci innej osobie pod wpływem autorytetu naukowego) do sytuacji 101. Batalionu. Browning popełnia w porównaniu błąd, nie zauważając, że rasizm i eugenika miały w badanych czasach status naukowy! Powszechnie! W Polsce istniało Polskie Towarszystwo Eugeniczne, które doradzało przy wyborze partnera do rozrodu, etc.

Jednym słowem - w III Rzeszy szczególnie - sytuacja z rasizmem jako motorem do wewnętrznej zgody na mordowanie Żydów na Lubelszczyźnie spełnia dość dobrze analogię do warunków eskeprymentu Millgrama!

stop abortion... stop FOCA
ostatnie rozważanka o statusie naukowości brzmią chyba dość znajomo w kontekście dzisiejszych praktyk eugenicznych - od aborcji, po in vitro... Eugenicy wzięli się ostatnio za atak forsując Freedom of Choice Act który 21 stycznia będzie głosowany, o czym już pisałem
w jednym z poprzednich postów Jeśli przejdzie - zapowiada się totalna eskalacja masakry, która dawno pochłonęła więcej ofiar niż Holocaust.

ciekawym tematyki w ogóle, polecam:
no i rzecz jasna:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/13-i-2008-niedziela-chrztu-paskiego.html

myśl na dziś

Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



środa, 7 stycznia 2009

[7 I 2008] środa, a tu sztuka upada i system fiducjarny się kończy!

sztuka nam upadła
pożyczyłem od Oleńki ostatnio wydane Ordo Missae (w związku z prezentem, który zgotował na moje urodziny Benedykt XVI, czyli motu proprio Summorum Pontificum), by na najbliższej Tridentinie nie świecić kartkami wydrukowanymi z internetu. Spodziewając się bogatych zdobień a la przedsoborowe mszaliki, bardzo się zdziwiłem widząc sztampowe postkubistyczno-postkomiskowe-rysuneczko-rycinki.
Jednym słowem – chciałem zauważyć, że dewastacja na polu sztuki sakralnej objęła także dziedzinę zdobnictwa książek, czyli luminarstwa. Kiedyż to się skończy? Przypomina mi się klasztor św. Bonifacego w Monachium, którego wnętrze było skrzyżowaniem rakiety kosmicznej i kościoła romańskiego. Przypomnijmy sobie w końcu, że sztuka, czy architektura musi odpowiadać po pierwsze konstytucji psychicznej człowieka, po drugie zaś – celowi liturgii, zdefiniowanemu doktrynalnie, przy czym pierwszy wymóg podporządkowany jest drugiemu. Nie ma czegoś takiego jak przestrzeń sakralna w ogóle. Są jedynie przestrzenie sakralne dla poszczególnych systemów religijnych, o czym na dużą skalę „katolicy” zapomnieli, oddając np. projektowanie swoich świątyń ateuszom, czy różnym innym dewiantom (gdzie za dewiację z punktu widzenia systemu uznamy czyjąś nie-katolickość).

kredyt hipoteczny a jedzenie
czy mówiłem kiedyś, że urbaniści mają skłonności do socjalizmu? Jeśli nie, to mówię i niniejszym dokumentuję przytoczeniem stwierdzenia prof. Jana Macieja Chmielewskiego, z WA PW, który w swoim podręczniku pt. „Teoria urbanistyki” stwierdził, że w związku z tym, iż Polacy wydają statystycznie większą część dochodu na jedzenie (w porównaniu ze społeczeństwami zachodnimi), nie mogą sobie pozwolić na kupno mieszkania, w związku z czym, należy zająć się dotowaniem budownictwa mieszkaniowego. Jednym słowem „Za dużo żrecie, więc będziemy Wam dotować mieszkania”.
Chociaż – pewnie wbrew intencjom szacownego Autora – jest to pomysł dość makiaweliczny. Jeśli zarzut wobec niego tyczy się tego, że zamiast pozwolić ludziom by zmienili swoje preferencje jedzeniowe, funduje im mieszkania, wówczas możemy zauważyć, że subwencjonowanie odbywać się może albo z długu, albo z podwyżki podatków, albo z dodruku pieniądza. Ostatecznie więc – bez względu na to, czy finansujemy subwencje długiem, zwiększeniem obciążeń, czy wyższą inflacją – subwencja odbywa się kosztem subwencjonowanego, który ostatecznie ma mniej pieniędzy na jedzenie i wydatki na ten cel musi zmniejszyć. Pic polega na tym, że po drodze tuczy się stadko zawodowych zbawiaczy ludu, wszelkiej maści polityków, „ekspertów” i urzędasów.
Nie wspomnę już o tym, że kredyt hipoteczny możemy sobie sprawić za pośrednictwem Gnyszkobloga, w gnyszkobiurze finansowym A oraz gnyszkobiurze finansowym B. Full zestaw, moi mili!

my a „następne pokolenie”
utarło się twierdzić, a że się utarło, to wiem z autopsji, wzmocnionej ostatnio obserwacją uczestniczącą w pociągu pospiesznym relacji Wrocław-Warszawa, że choć teraz dobrze nie jest i szybko nie będzie, bo musi minąć dużo czasu... ale może następne pokolenie będzie już mądrzejsze i wszystko naprawi.
Chciałem poinformować wszystkich, którzy tak twierdzą, że pokolenie, które wzrasta w podobnej atmosferze nie ma skąd – na dużą skalę – zaczerpnąć wzorców do tego, by owe rzeczy po prostu naprawić. Jeśli chcemy, by coś było inne – bierzmy się za zmianę. Zdefiniujmy cel, metodę dojścia, ułóżmy plan działania i działajmy. Najwyżej kolejne pokolenie podejmie dzieło. Jeśli nikt nie chce zacząć – nikt nie zacznie.

Polaków rozmowy w pośpiechu
swoją drogą, podczas tej rozmowy rozmówczynie postawiły setki tez, które potem z równym zapałem zanegowały. Często odnosiłem wrażenie, że rozmawiają po to, by sobie pogadać. Ot, fatyczna funkcja języka. Sprawowana skrycie – bo człowiek odnosi jednak wrażenie, że rozmowa toczy się po coś.

luźny dekorator z SEZAMU
dziś jadąc tramwajem, miałem okazję wysłuchać skrycie rozmowy dwóch bezdomnych, z których jeden nadzwyczaj gładkim, kulturalnym językiem opowiadał o swojej przeszłości (uwaga: mógł koloryzować!). Dowiedziałem się, że wygrał wszystkie konkursy na dekoratorów w województwie, szkolił dekoratorów wystaw sklepowych w innych województwach, przejeżdżając obok SEZAMU oznajmił, że cała wystawa SEZAMU należała do niego za Gierka, etc. A ja po raz kolejny zastanawiałem się jak jest możliwe to, by człowiek – zupełnie taki jak ja, czy Ty, drogi Czytelniku – wypadł z sieci relacji społecznych i stał się tzw. „człowiekiem luźnym”, człowiekiem spoza systemu.

czy system fiducjarny się kończy?
pozwolę sobie zacytować fragment ostatniego komentarza rynkowego Investors TFI:

(...) W naszej opinii mamy do czynienia z początkiem końca systemu opartego na pieniądzu fiducjarnym. Ostatnim akordem w jego blisko stuletniej historii będzie w naszej opinii hiperinflacja, a obecne bezprecedensowe powiększanie bazy monetarnej jest do niej przygrywką. Perspektywy dla złota w 2009 r. wydają się doskonałe. Sprzyjać mu będzie zarówno sytuacja gospodarki światowej jak też wewnętrzna dynamika rynku złota z ograniczoną podażą i stabilnym wysokim popytem.

Radzę przeczytać raz jeszcze komentarz na Pogadankach Inwestorskich na temat istoty obecnego kryzysu. Co się okazuje? Otóż, pogląd jak dotąd właściwy jedynie liberalnym ortodoksom spod znaku Misesa i Hayeka (w Polsce kojarzonych głównie z Korwinem), w tym także Pogadanki Inwestorskie, został wyartykułowany przez analityków najlepszego polskiego TFI. Jednym słowem – w sercu keynsowskiego konsensusu mainstreamowych anallityków i ekonomistów, pada nagle stwierdzenie, które grzebie dotychczasowy system kreacji pieniądza. Obyśmy pożegnali się raz na zawsze z pieniądzem nie opartym na kruszcu, tworzonym z sufitu.
Takie stwierdzenie w oficjalnym komentarzu, to po prostu bomba, elektryzujący news – nie wierzyłem w to, że kiedykolwiek usłyszę takie stwierdzenie z ust mainstreamowych ekonomistów. Szkoda, że znajome media nie chcą podjąć tematu... no, ale przynajmniej Gnyszkoblog będzie cytowany jako źródło... hehehe.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/7-i-2008-poniedzielnik-w-rajmunda-z.html

myśl na dziś

Nie bądź pesymistą. — Czyż nie pojmujesz, że wszystko, co się dzieje i co może się dziać, służy dobru? — Twój optymizm musi koniecznie wypływać z twojej wiary.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 378


czwartek, 28 sierpnia 2008

[28 VIII 2008] czwartek, wspomnienie św. Augustyna

pan Zarzeczny

W Najwyższym Czasie! pisze sobie taki pan nazwiskiem Zarzeczny. Czasami mniej, czasami bardziej dowcipnie. Szkoda, że tak naprawdę z konserwatyzmem - poza wyśmiewaniem lewackich absurdów - wiele wspólnego chyba nie ma. Sądzę tak dlatego, że nie jeden już raz stał się dla mnie gorszycielem. Opowiadania, nawet jeśli rubaszne i śmieszne, o tym jak to kopulował za płotem jednostki z przechodzącymi dziewczynami, gdy odbywał służbę wojskową... po prostu gorszą. I nie wiem po co pana Zarzecznego trzymają w NCz!.

Konserwatyzm bez moralności, to dwulicowość... proszę przypomnieć sobie wczorajszą Ewangelię o grobach pobielanych. Z zewnątrz ładne - w środku kości, gnój i plugastwo. Pan Zarzeczny to chyba nawet grób niepobielany - sprawia wrażenie, jakby nie miał z tymi sprawami problemu...

co tam na KULu?

miałem napisać o tym znacznie wcześniej, ale nie zdążyłem. Otóż, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zorganizowano Dni Kultury Chrześcijańskiej, na których dyskutantami były takie gwiazdy pobożności i cnót heroicznych, jak Manuela Gretkowska, Jacek Żakowski i inni heretycy, tudzież schizmatycy.

W sytuacji, gdy chrześcijaństwo ze swoją kulturą (mowa tu o chrześcijaństwie par excellance, czyli katolicyzmie) leży od dekad zgnojone i obumiera... gdy kraj katolicki oznacza 7% katolików na populację... oni robią sobie jaja i pytają tych, których mają nawracać o to, jaki Kościół być powinien.

Po co? Chyba sam Rektor raczy nie wiedzieć... tacy na KUL mówię nie.

A w związku z powyższym polecić mogę tylko książkę Dietricha von Hildebrandta:



zajmujmy się polityką

wbrew pozorom, teraz jest najlepszy czas - w połowie kadencji - na to, by zajmować się polityką. Przejrzyjmy partie polityczne i ich programy w trakcie realizacji, skonfrontujmy teorię z praktyką. Zajmijmy się odpowiedzią na pytania: Jakiego państwa chcę? Jakie ma ono sprawować funkcje w których dziedzinach? Jak te cele zrealizować? Co odpowiada w pełni mojemu światopoglądowi?

Zostawianie tego typu rozważań na kampanię wyborczą... to głupota. Kampania jest czasem, w którym większość decyduje impulsywnie pod naciskiem reklamy, którą partie opłaciły z pieniędzy tej większości, co sobie zagwarantowały przebywając w Parlamencie... Tak, moi mili - kilkuset panów w garniturach umówiło się, że ustalą, żebyśmy płacili im za to, aby oni nas przekonali w kampanii, żebyśmy na nich głosowali po to, by oni nadali sobie jeszcze więcej prerogatyw, dzięki którym ochronią nas przed niebezpieczeństwami, które sami tworzą... I jeszcze umówili się, że innych partii wspierać nie można za bardzo (wielokrotność iluś tam średnich krajowych rocznie od jednej osoby), a i one pieniędzy z budżetu nie dostaną, tylko ich własne partie. Dobre, co?

Bagsik by takiego oscylatora nie wymyślił...

Poniżej dwa filmy - proszę obejrzeć uważnie, rozsiadłszy się wygodnie w fotelu.



myśl na dziś

Przepisuję z pewnego listu taki przykład tchórzostwa, którego nie należy naśladować: "Oczywiście, dziękuję Ojcu bardzo za pamięć o mnie, ponieważ potrzebuję wielu modlitw. Lecz byłbym wdzięczny, gdyby Ojciec modląc się do Pana, aby uczynił mnie apostołem, nie starał się Go prosić, żeby wymagał ode mnie poświęcenia mojej wolności''

św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 11


czwartek, 21 sierpnia 2008

[21 VIII 2008] czwartek, wspomnienie św. Piusa X

rocznice...
dziś, moi mili ważny dzień. Dokładnie 4 lata temu, przed 7:00 pangruszka zajechał na Dworzec Autobusowy we Wrocławiu, skąd odebrała go Oleńka. A po co przyjechał? A po to mianowicie, by sobie powiedzieli bez ogródek, że zdali sobie sprawę z tego, że się w sobie rozmiłowali! I tak to się zaczęło...
A w 2010 roku, 21 sierpnia to sobota... kto ma oczy, niechaj czyta, a kto czyta, niechaj rozumie...!
Poza tym, gratuluję Piotrowi Pałce i Małżonce Jego trzeciej rocznicy ślubu. To by było na tele, jeśli chodzi o rocznice.
tarcza się podpisała
zastanawia mię wielki skok poparcia dla tarczy antyrakietowej wśród ankietowanych łapanych na ulicy przy której znajdują się siedziby sondażowni... Putin położył łapę na Osetii i Abchazji, zginęło paręset osób... i już wszyscy Polacy są święcie przekonani, że jeszcze trzy tygodnie temu się mylili wraz z Ukochanym Rządem ws. tarczy.
Swoją drogą, dziwnie rozumiem logikę wojny - i sytuację przeżywałem z dużą empatią... Wiem jak to jest, gdy człowiek wysiedzi się w koszarach, wiem jak żołnierzom może zlasować się mózg... i potrafię sobie wyobrazić, co może wtedy zaświtać im w głowie, gdy wypuści ich się na wojnę. Pamiętamy, jak to generałowie mówili że się Rosjanie wycofują, a żołnierze co innego. Oczywiście to wycofywanie było dla picu, i co innego mówiono mediom, a co innego rozkazywało, ale na wojnie żołnierze są w dużym stopniu niezależni - szczególnie w takiej, gdzie ziemię zajmuje się prawie bez walki. Robią co chcą, mając na to przyzwolenie.
Niektórzy pożyteczni durnie uwierzyli Fukuyamie, że historia się skończyła... i że ideologie się skończyły, etc. Powiem króciutko, bo tu nie ma o czym gadać: ludzka natura jest niezmienna. Dlatego aż do końca świata oglądać będziemy grzechy. Nie zmienią tego ani zaklęcia Fukuyamy, ani biurokratów z Unii Europejskiej. I proszę mi tu więcej nie fantazjować, panie Fukuyama.
szkoła podstawowa?
tymczasem fantazjować zaczęli ministrowie z Ukochanego Rządu. Wymyślili sobie, by obowiązkowo posłać do szkół 6-latki, a i dla 5-latków wprowadzić obowiązek przedszkola. Jednym słowem - robią wszystko, by potomstwo panagruszki było walnięte.
Szlag mię zatem trafił nad morzem, gdy przeczytałem o tym w codziennej Rzeczpospolitej. Wytłumaczę zatem pokrótce dlaczego jestem przeciwny takim eksperymentom.
Po pierwsze: oświata w Polsce upada, w związku z czym nie widzę powodów, by wrzucać do jej szamba coraz młodsze dzieci. Niech posyła kto chce - dlaczego obowiązek?
Po drugie: szkoła państwowa, najpopularniejszy w Polsce model, zazwyczaj promuje ideologię państwową, w UE wybitnie niezgodną z moimi poglądami. Szkoła oraz program nauczania (definiowany przez ministra - a jakże!) nie są obojętne światopoglądowo, mają własny, z grubsza nakreślony paradygmat.
Po trzecie: nie widzę powodów dla tej decyzji - ministerstwo nie przedstawiło żadnego uzasadnienia, poza jakimiś pozornymi pierdzeniami o wyrównywaniu szans, którego nie rozumiem, bo nikt nie wytłumaczył co ma przez to na myśli, ani dlaczego jest to koniecznie.
Po czwarte: nie widzę powodów, dla których mam kupować debilne podręczniki od wydawnictw, które wyznaczyło Państwo, po to bym z obrzydzeniem je później wyrzucał, a dawał dziecku własne książki, a wszystko to po to, bym wydawał więcej pieniędzy np. na WSiP, którego pakiet ma także Skarb Państwa, po to by pani opłacana przeze mnie z podatków uczyła moje dziecko tych głupot, które mu z głowy wybijał będę, a wszystko to jeszcze dlatego, że to wszystko jest tak naprawdę darmowe i dla dobra wszystkich. Paranoja.
Wracając do kwestii ogólnych - proszę, niech nikt nie mówi, że PO to partia liberalna. Partia liberalna nie wydziera dzieci od rodzin pod przymusem. Poza tym polecam stronę: http://www.podsumowanie2008.yoyo.pl/
myśl na dziś
Przyjrzyj się uważnie swojemu postępowaniu. Zobaczysz, że popełniasz wiele błędów, które szkodzą tobie, a być może również twojemu otoczeniu. – Pamiętaj, synu, że mikroby nie są mniej niebezpieczne niż dzikie bestie. A ty kultywujesz te błędy, te pomyłki – jak kultywuje się mikroby w laboratorium – poprzez braki pokory, poprzez braki modlitwy, poprzez swą niesumienność w wypełnianiu obowiązków, poprzez brak znajomości samego siebie. A potem te ogniska zakażają środowisko. – Potrzebujesz dobrego, codziennego rachunku sumienia, który doprowadzi cię do konkretnych postanowień poprawy, gdyż odczujesz prawdziwy ból z powodu swoich błędów, swoich niedopatrzeń i swoich grzechów.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 481

piątek, 6 czerwca 2008

[6 VI 2008] piątek, św. Norberta, biskupa

Trybunał Konstytucyjny
ostatnio rodzimy Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż moje pieniądze i Wasze nie są nasze, tylko państwowe. Do tego można sprowadzić orzeczenie ws. statusu środków nagromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Będę o tym jeszcze pisał, to tylko zajawka, ale już wynika stąd wniosek - nigdy więcej umowy o pracę!
Osiecka i Herbert
nie wiem, co pod koniec życia sądziła o A. Michniku Agnieszka Osiecka, ale widzę, że dziś jej osobą Agora chce odbudowywać postać Michnika. Wyszła oto ostatnio książka List do Adama, czy coś w tym stylu - listy Osieckiej i znajomych do siedzącego wówczas w więzieniu Michnika. Och... ach... ludzie listy do Półboga Adama pisali! Cała Polska pisze do Adama!
Z Herbertem tak łatwo nie pójdzie - bo po 1989 roku psy na Michniku wieszał. Oczywiście środowisko próbuje Herberta zawłaszczyć, ale tutaj sytuacja jest trudniejsza - teksty z Tygodnika Solidarność zawsze ktoś przypomni...
Bankructwo małego Dżeka
znacie tę książkę? Nie pamiętam kto ją napisał, ale miałem ponadpięćdziesięcioletni egzemplarz i przeczytałem za namową Taty! Cudowna! To, że postać Pieniężnika umocniła się w mojej osobowości zawdzięczam chyba i tej książce...
wsparcie? wsparcie!
zaraz napiszę nowego posta, nt. sytuacji opisanej wczoraj i przedwczoraj, ale zobaczcie - gdyby dobrzy ludzie nie mieli pieniędzy, naprawdę nie mogliby dobrze pomagać. Jednym słowem - wspierajcie się nawzajem. Kupujcie od siebie, róbcie razem biznesy. Pieniądz musi być w dobrych rękach.
Równolegle, muszę poinformować, że mam kilka nowych pomysłów na opanowywanie internetu (mam pomysł na dwa bardzo pożyteczne portale), których tajników zdradzić nie mogę, ale zdradzę chociaż to, że domeny już wykupiłem! Debiuty planuję na nowy rok akademicki, czyli po wakacjach. O pracach będę informował i podawał szczegóły.
Jednak z tym wiąże się silniejsza prośba o wsparcie. Najpierw duchowe i modlitewne. Potem zaś finansowe - form wsparcia jest dużo, można o nich przeczytać klikając w banner poniżej. Są wśród nich takie, które nie wymagają ze strony Czytelnika żadnego angażu finansowego oraz takie, które polegają na korzystaniu z usług, które udostępniam.
Pomyślałem, że Wam o tym przypomnę, że:
- jeśli chcecie kupić komuś książkę na urodziny/inną okazję - wejdźcie na http://www.zlotemysli.pl/ekonomiczna.php i może kupcie mu wersję papierową którejś z książek,
- chcecie otworzyć jakieś konto, lokatę, zaciągnąć kredyt, kupić jednostki uczestnictwa w TFI? Nic łatwiejszego, jak zrobienie to poprzez http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl/ - produkt kosztuje Was tyle samo, a papierki wypełniają pracownicy banków/pośrednicy, a część prowizji dla nich idzie do mnie. Zresztą dostaniecie ode mnie w razie czego poradę przed spotkaniem z doradcą, lub kimś w tym stylu, gdybyście nie mieli skonkretyzowanych zamiarów.
- i tak dalej - możecie mówić o tym znajomym, a jeśli chcecie o coś spytać w ramach wsparcia, albo nie wiecie jak to robić najmniejszym kosztem dla Was, albo macie jakiś pomysł - napiszcie mi maila: gnychen@poczta.onet.pl W kupie siła!
Piszę o tym, gdyż najprawdopodobniej nie dam rady prowadzić tych portali sam i będę musiał w końcu zatrudnić sekretarkę/sekretarza. Ta chwila przychodzi w życiu każdego mężczyzny, który cierpi na nadaktywność.
myśl na dziś
Nie bądźcie ludźmi małodusznymi, mężczyznami czy kobietami niedorosłymi, krótkowzrocznymi, niezdolnymi do ogarnięcia nadprzyrodzonego chrześcijańskiego horyzontu dzieci Bożych. Bóg i odwaga!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 96

czwartek, 29 maja 2008

[29 V 2008] środa, wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy

komentarze, komentarze
bardzo mnie ucieszył ostatni wysyp komentarzy na blogu. Widać wśród nich zwyczajową polaryzację - są tacy, którzy rzeczywiście komentują - w oparciu o własną refleksję na temat tekstu, który przeczytali i zrozumieli (co prowadzi albo do przyznania racji autorowi, albo wytknięcia Mu błędu, rozumiejąc gdzie go popełnił). Inni - których także bardzo sobie cenię, to ci, którzy po prostu chcą wyrazić swoje pozytywne uczucia na temat bloga - ciężko takich nie lubić. Kolejna grupa - którą także cenię, ale już nieco mniej, bardziej się z niej ucieszam, niż traktuję poważnie, to ci, którzy wpadają na sekundę na bloga, przeczytali coś, lub i nic, ale mają do wypowiedzenia bardzo jasną opinię - że się ze mną nie zgadzają i koniec kropka. Głupi jestem i tyle. Ciężko dyskutować, gdy się nie dyskutuje.

drogo jest? Będzie drożej...
byłem ostatnio w spożywczaku na rogu Lwowskiej i Koszykowej, po materiały żywnościowe, żeby je wtrząchnąć z apetytem. Kupiłem to i owo i zdałem sobie sprawę z tego, że żywność jest horrenalnie droga. Oczywiście informuje o tym wskaźnik inflacji i narzekania pobratymców, ale jeśli tej drożyzny doświadczy się samemu - brzmi inaczej. Znacznie gorzej. Bynajmniej nie zamierzam z tego miejsca na panadonalda, który nie wie jak ma na nazwisko, a już mniej orientuje się w tym, co by tu robić, poza pleceniem koszałków-opałków. Nie - chciałem powiedzieć o dwóch sprawach. Unii Europejskiej i funduszach towarowych.
Ten pierwszy twór jest dziwnym tworem, który z jednej strony tworzy ideologię socjalistyczną, która stale ma na gębie slogan głodującej Afryki i Angeliny Jolie, która pojechała wykarmić wszystkie murzyńskie dzieci własną piersią (jedną i drugą). Z drugiej zaś nakłada cła na produkty z owej Afryki, a własnych rolników otacza kordonem socjalu i płaci im np. za nieprodukowanie żywności. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej - tylko głód w Afryce. Bo rolnik z Afryki ani nam sprzeda (bo z takimi cłami mu się to nie opłaca), ani od nas kupi (bo nasi produkują albo drogo, albo wcale). Nic, tylko umierać. Albo wsłuchiwać się w rezolucje dobrej UE, która zawsze przyśle statek z dziurawymi gumkami na siusiaka i mimo wszystko trochę kasy - żeby lokalny watażka kupił od ruskich karabiny na tysięczną wojnę. Nie wiem jaki jest powód tego stanu rzeczy - czy ci ludzie są na tyle głupi, by tego nie widzieć, czy też po prostu robią to ze złej woli.
Inna sprawa - fundusze towarowe. Jak wiadomo, towar, którego brakuje - drożeje. Popyt jest tak duży, że winduje cenę w kosmos. W sytuacji klęski suszy, gdy zboża jest mało - opłaca się inwestować właśnie w zboże. Ostatnio najpopularniejszym rynkiem na udane inwestycje był właśnie rynek towarów - soi, pszenicy, ryżu. Zyski z tego szły w dziesiątki procent w krótkim okresie (tym bardziej na rynku kontraktów na te towary). Efekt jest taki, że towary te są jeszcze droższe. Czy to źle? Jasne, że źle... ale wina nie spada jedynie na inwestorów. W idealnym układzie - rynek zareagowałby zwiększeniem produkcji, bądź wytwarzaniem alternatywnych produktów, bądź zmianą przyzwyczajeń konsumentów. W sytuacji, gdy rynek pętają ograniczenia urzędasów - nie ma towarów, jest bieda... i niejasne pytanie - kto za to odpowiada? Spekulanci... tak, spekulanci, przed którymi broni nas rząd. Hahaha...Nie oznacza to bynajmniej, że inwestowanie obecnie w towary spożywcze jest obojętne moralnie. Wydaje mi się, że nie - inwestor musi wziąć pod uwagę to, że przez socjalistów nie mamy do czynienia z rynkiem sensu stricto, przez co jego działalność wywinduje jedynie cenę, stwarzając wielu okazję do śmierci z głodu.
stop abortion, no distraction
widzę po komentarzu jednego z anonimów, że kwestia tego, że człowiek nie zaczyna się z chwilą wyjścia z łona matki, albo osiągnięcia 3. roku życia, ani tym bardziej po piętnastu dniach, pięciu sekundach i splunięciu przez lewe ramię od chwili zapłodnienia, że kwestia ta wciąż jest niejasna. Jako, że tę kwestię już raz dobitnie omówiłem (co spotkało się wówczas z pochlebną opinią Czytelników), postaram się w najbliższym czasie znaleźć tamtego mojego posta.
Żydzi wzięli się za palenie
słyszeliście, że w pewnym mieście Żydzi spalili ostatnio egzemplarze Nowego Testamentu? Nieee? Jak to możliwe? To poczytajcie. A kto powie, że Żydzi zachowali się co najmniej dziwnie - ten antysemita i mu ręki na ulicy podawać nie należy!
Teraz pytanie za stomilionów: cy by było gdyby:
a/ Żydzi spalili Koran,
b/ polscy studenci spalili Talmud.
Kto zna odpowiedź - ten antysemita!
prasa z Berlina
ostatnio na zajęciach dotyczących przedwojennego polskiego parlamentaryzmu, dr Kraczkowski mówił m.in. o polskiej prasie utrzymywanej z Berlina, która w międzywojniu lansowała opinie proniemieckie, starała się kompromitować polityków, którzy Niemcom się nie podobali, etc. Moje pytanie brzmi - co takiego się stało, że ludzie żyjący obecnie twierdzą, że historia się nie powtarza i samo postawienie hipotezy o możliwości zajścia takiej sytuacji obecnie, jest oszołomstwem? Odpowiedź brzmi krótko: Nic się nie zmieniło i taka sytuacja może mieć miejsce. Więcej wyobraźni, to jest dozwolone. Przewidywalność i inteligencja nie są równoznaczne z wyznawaniem teorii spiskowej i byciem wariatem.
kto się czego boi?
słusznie stwierdził mój Wspólnik, Maciek ostatnio, że gdy wyszła książczyna Grossa - tubylcza nasza starszyzna rozdzierała szaty nad tym, jak to Polacy nie chcą zmierzyć się z przeszłością, poznać "prawdy", a w ogóle są ksenofobami i antysemitami. Teraz sytuacja się odwróciła - teraz dotychczasowi oburzeni oburzają się de facto na to, co prezentowali kilka miesięcy temu. Książka o Wałęsie? Nie czytałem, ale potępiam. Kurczę, jesteśmy świadkami kolejnego grubego skandalu w ciągu ostatnich miesięcy... Sytuacji do cna śmiesznej i żenującej. Kto tu z czym nie umie się zmierzyć, Panie i Panowie policjanci świadomości społecznej?
Z innej beczki - po diabła nam komisja ds. zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidowej? Przecież każde dziecko reżimu Kaczystów zna te okoliczności. Pani była oskarżona, weszli agenci CBA, potem pani poszła na siusiu i strzeliła sobie w głowę. Wolałbym komisję ds. morderstwa Krzysztofa Olewnika. W niej, niejaki Kalisz Ryszard wystąpiłby także w świetle jupiterów - jako oskarżony. I wtedy pewnie nie zabiegałby tak o transmisję z posiedzeń komisji.

seanse oburzenia
stwierdzam autorytatywnie i ostatecznie, że ulubionym zajęciem lumpenitneligentów spod znaku G... Wyborczego jest urządzanie seansów oburzenia, wzdrygnięcia moralnego, rozdarcia szat i potępiania... warchołów z Radomia? Nie, to nie ta bajka, ale jej istota - ta sama.
czego to nie oznacza?
Nie oznacza to bynajmniej, że tych ludzi nienawidzę. Proszę moich gromów źle nie odbierać. Ci, którzy mnie znają, mogą je sobie wyobrazić - i pewnie wiedzą, że nie znaczą tego, co można by domniemywać jedynie z ich zawartości semantycznej. Natomiast ci, których z rzeczywistości niewirtualnej nie znam - ci niech wiedzą, że panów owych i pań wcale nie nienawidzę, uważam jednak ich działania i szerzone idee za wysoce szkodliwe i ze względu na to, że szkody wyrządzają publicznie, publicznie muszę je gromić. Jeśli kiedyś jeszcze będę miał okazję spotkać panaadasia, to Mu powiem, żeby się nawrócił. Teraz mogę jedynie: zwalczać jego pomysły i przydupasów, oraz modlić się o jego zbawienie, a dla mnie o miłość dla niego.
win-win
wiele osób odwiedziło już moje minibiuro usług finansowych - http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl Tym, którzy do pomysłu podchodzą z typową dla Polaków rezerwą, tłumaczę co następuje. Sytuacja ma charakter win-win. Klient dostaje za moim pośrednictwem usługę, której pożąda, po normalnej cenie. Ja - jako ten, który połączył go z usługodawcą - jestem przez usługodawcę wynagrodzony. Skąd więc moja prowizja? Ano od samego usługodawcy, który tym razem na Was zarobi mniej, ale ma nadzieję, że się do niego przywiążecie i inne usługi zamówicie bezpośrednio u niego. Jednym słowem - możecie zdecydować do kogo pójdzie część Waszej opłaty manipulacyjnej, wstępnej, czy innej, w zależności od produktu. Coś jak 1% podatku - płacicie tyle samo, ale część pieniędzy trafia tam, gdzie chcecie bardziej. Stąd też nie rozumiem tych, którzy niekiedy - być może z przekory, pytają mnie, od małego nazwanego już "pieniężnikiem" - czy ja na tym zarobię? Zarobię, zarobię. Ale to jest nieważne - ważne, że Wy nie stracicie. Ale na tym nie koniec - zawsze chętnie pomogę coś wybrać. Pomagać lubię, nic na to nie poradzę.
a już jutro...
uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa! W zeszłym roku święciliśmy kapliczkę Serca Jezusowego w naszej parafii. Za radą św. Józefa S. Pelczara - polecam każdemu rozwijanie nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ono takie dobre - i może wiele nauczyć.
myśl na dziś
Najświętsze Serce Jezusa, pałające miłością do nas - napełnij nas tą samą miłością do siebie.

czwartek, 1 maja 2008

[1 V 2008] wspomnienie św. Józefa, rzemieślnika

1 maja

dziś 1 maja - poubierani na czerwono ludzie nie wiedzieć czemu wychodzą na ulice... w Warszawie przeszła też demonstracja poparcia dla Hugo Chaveza i wenezuelskiej drogi do socjalizmu, socjalizmu XXI wieku! Skąd wiem, skoro jestem na Dolnym Śląsku? Ano stąd, że w środę zobaczyłem w Instytucie Socjologii UW plakaty na ten temat! Okazuje się zatem, że wariat Chavez jest nowym bożyszczem lewej części społeczności paraintelektualnej... Kiedyś Stalin, później Castro, a teraz Chavez. A ludzie wciąż myślą, że w historii dzieje się coś nowego.
My z Oleńką postanowiliśmy uczcić św. Józefa wytężoną pracą i wylaliśmy naprawdę siódme poty. Ja nad projektem szkoły, lekturami na socjologię i innymi sprawkami graficznymi, Oleńka zaś nad immunologią i innymi czarnymi magiami. Były nawet dwa spacery, bo człowiek nie może bez przerwy rabotać. Nawet Stachanow by wysiadł, nie mówiąc o Albinie Siwaku...

socjalizm - nie. wypaczenia - też nie!
wielu z tych, którzy zachłysnęli się socjalizmem i jeszcze się z tego nie otrząsnęli, ma nadzieję na to, że od ponad stu lat się nie udaje... przez wypaczenia! Gdyby bowiem usunąć pewne elementy z rzeczywistości - ludzkiej psychiki, samej twardej rzeczywistości materialnej - wówczas eksperyment socjalistyczny by się udał! Mam złą wiadomość - wypaczenia tkwią w socjalizmie - bowiem on sam je generuje, gdyż nie liczy się z rzeczywistością, którą źle rozpoznaje (zresztą nie ma co się dziwić, bo brak mu światła wiary). Stąd też hasło socjalizm: tak! wypaczenia: nie! nie liczy się z tą wstydliwą przypadłością natury socjalizmu.
To samo z Rewolucją w ogóle (o której już tu pisałem wielokrotnie, a której poświęcę osobne wpisy). Na przykład jej dwudziestowieczne przejawy w dziedzinie seksualnej rodzą określone skutki / wypaczenia, które w niej tkwią. I tak, jeśli ktoś uważa że kryzys więzi męsko-damskich, da się rozwiązać przez dalszą tzw. emancypację którejkolwiek z płci - ten jest w błędzie, gdyż proponuje gaszenie ognia benzyną.
Czy nie dziwi Was to, że z jednej strony o relacjach męsko-damskich mówi się ciągle, o seksie jeszcze częściej, i więcej, i więcej... i jeszcze piguły wynalezione.. i związki partnerskie... i pozycje... i to, i jeszcze tamto... i przedszkola państwowe... i cuda na kiju... a tu każdy narzeka i narzeka coraz bardziej na dzieci rozwydrzenie, uprzedmiotowienie płci nawzajem, płytkość relacji, niedojrzałość partnerów, etc. Remedium na to ponoć ma być zwiększenie oddziaływania przyczyn tego stanu rzeczy. Osobliwa metoda.
Stąd też mówi Plinio Correa de Oliveira w Rewolucji i Kontrrewolucji, że Rewolucja wzmacnia się sama. Porównanie z apetytem, który rośnie w miarę jedzenia, lub spiralą kosztowo-płacową jest jak najbardziej na miejscu.

propozycje
w najbliższym czasie planuję na blogu rozpocząć parę cykli tematycznych... m.in. o inwestowaniu z katolickiego punktu widzenia, o Kontrrewolucji i formacji duchowej. Przyjmijmy - każdy po dziesięć zwartych i konkretnych postów poruszających dany obszar zagadnienia.

myśl na dziś
Jezu, Panie mój, spraw, bym odczuwał Twoją łaskę i był jej uległy do tego stopnia, żeby moje serce wyzwoliło się całkowicie..., i napełniło Tobą, Przyjacielu mój, Bracie mój, mój Królu, mój Boże, Miłości moja!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 913

wtorek, 19 lutego 2008

[19 II 2008] wtorek

załatwianie, załatwianie
dziś od rana załatwianie spraw - od Politechniki po Uniwersytet. Wszędzie czekają na mnie papierki, kopie papierków, zmiany przepisów w związku z czym czekają nowe papierki i proszenie o to, by Dziekan decyzją swoją orzekł, że nie jestem wielbłądem i że to nie przeze mnie Monachium nie przesłało jeszcze moich ocen, i można mnie (oraz 20 innych osób które wróciły z zagranicy) zarejestrować na kolejny semestr. Bardzo pozytywnie na tym tle wyglądają dziekanaty w Instytucie Socjologii i Kolegium MISH UW. Przyjemnie, gadu-gadu, wszystko jasne, czytelne, wskoczę na dyżur i omówię, szafa gra. Nie wspomnę o pewnej instytucji, której skrót to CWM, a z którą szykuje mi się przeprawa pod tytułem pangrzyzga za pośrednictwem znajomego prawnika udowadnia, że jeśli był w Monachium od września, to znaczy że w papierach był błąd i panugrzyzdze należy wypłacić zaległe stypendium w formie wyrównania oraz inną pod tytułem jeśli student za granicą nie ma pieniędzy, bo obcięto mu stypendium i prosi o pomoc, to należy studentowi odpisać, chociażby to, że ma się go gdzieś, ale odpisać należy.
Gdy pomyślę, że to wszystko utrzymywane jest m.in. za moje pieniądze... to ja dziękuję i z umowy ja-państwo rezygnuję. Jeśli Państwo deklaruje, że w zamian za podatki załatwi mi coś, po czym tego czegoś nie załatwia (tj. sprawnej obsługi), to ja umowę zrywam i idę gdzie indziej.

PRL jako wyznacznik
zauważyliście, że PRL stał się w umysłach ludzi esencją polskości? Niewykluczone, że za sprawą śmiesznych filmów Barei i agenta Piwowskiego, którzy malowali obraz PRL jako śmiesznej, nieszkodliwej przygody. Problem jednak w tym, że owa śmieszna przygoda kosztowała życie setki tysięcy ludzi, a rzeszę innych upodlenie. A inny problem polega na tym, że owa przygoda była nam kulturowo zupełnie obca, stała się jednak bliska, gdy wyeliminowała z życia intelektualnego tych, którzy polskość przenosili. Mamy więc sytuację następującą - wspaniały, dumny naród, zostaje nagle zdobyty przez czerwonych, zgwałcony i przejechany walcem, a później sam myśli o sobie już tylko w ten sposób... Jakby był taki zawsze.

mało
należy liczyć się z tym, że teraz będę pisał mniej, realizując w końcu adwentowy jeszcze postulat, pisania krótkich postów. Lepiej późno niż wcale.

GPW i inne NASDAQi
nie wytrzymali Amerykanie i musieli się pod koniec sesji przestraszyć wysokich cen ropy, które podskoczyły prawie o 4% w wyniku spekulacji na temat ograniczenia dostaw tego surowca przez OPEC. Nie pomogło nawet to, że odczyt indeksu rynku nieruchomości w USA był lepszy niż się spodziewano - 20pkt. zamiast 19pkt. Nieładnie Jankesi, nieładnie. Teraz jeszcze Azja pokaże jak potrafi tanio handlować i jutro będzie można myśleć o nowej porcji węgla dla inwestorów nad Wisłą...

myśl na dziś
Ścisły post to pokuta niezmiernie miła Bogu. — Ale, z tego czy innego powodu ulżyliśmy sobie. Nic nie szkodzi — wręcz przeciwnie — o ile za zgodą swego Kierownika będziesz to często stosował.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 231

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO