Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plinio correa de oliveira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plinio correa de oliveira. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 maja 2010

[4 V 2010] chaos na kolei - przesilenie w umysłach i spieniony Wałęsa

Znów w pociągu
Pangrzyzga znów zasiadł w pociągu i pisze. Niesprzyjające okoliczności jak nigdy dotąd – na pokładzie dwoje dzieci z babcią i rowerkiem, harmider jak w ośrodku leczenia ADHD... Mateusz i Barbarka lubią bawić się dinozaurami z jajka-niespodzianki. Pangrzyzga zaś lubi czytać, co oznacza że konfrontacji obu upodobań wymagała przynajmniej z mojej strony dużego samozaparcia. Mając jednak na uwadze najbliższosierpniowe wydarzenia, potraktowałem to jako ćwiczenie.
Ćwiczeń dziś aż nadto, bo rano należało popracować nad cierpliwością – PKP Przewozy Regionalne dostały w palnik od którejś innej spółki PKP (może PLK?), która nie wpuściła pociągów PKP PR na swoje tory w zamian za brak płatności. Rzetelność nade wszystko, więc z jednej strony ucieszyłem się na ten akt sprawiedliwości, z drugiej... też się ucieszyłem, bo zamiast zatłoczonym InterRegio pojechałem o pół godziny późniejszym Expressem. Oczywiście z uszczerbkiem dla portfela, ale i zyskiem dla kalendarza. W Warszawie (daj Boże) – będę wcześniej.

„Przesilenie” Horubały
weekend upłynął mi na nauce, lekturze oraz aktywności towarzyskiej w gronie gości zapraszanych na ślub ze strony Oleńki. W ten sposób także chłopoman Grzyzga ponownie trafił „pod strzechy”, tym razem dolnośląskie. Jak zwykle z wielką dla siebie satysfakcją. Nie o tym jednak miała być mowa!
Mowa miała być bowiem o Przesileniu Andrzeja Horubały, które przeczytałem jednym tchem (rzadko się to zdarza ze względu na zwyczaj czytania kilku książek równocześnie) przy okazji poprzedniej podróży pociągiem do Oleńki.
Pierwszą rzeczą, która zadecydowała o moim zachwycie był język – soczysty, obrazowy, niekiedy nieco, powiedzmy „naturalistyczny”. Druga – to sam naturalizm w porównaniach, czy samych obserwacjach narratora (plamka sików na spodniach metaforycznej Niny Terentiew, czy w ogóle sama ta postać – mistrzostwo!). Jednym słowem – w sferze estetycznej wszystko to, co cieszy rubaszną i swojską część panagrzyzgowego umysłu. Trzecią rzeczą jest zaś sam walor faktograficzny, fabularny. Warszawka huczała (być może jeszcze troszkę pohuczy) od plotek na temat tego, kto jet kim w książce Horubały. Dlaczego? Dlatego, że bez litości odmalowuje stosunki, motywacje, stan umysłów i ducha panujące w środowisku skupionym wokół telewizji (nie sądzę, żeby kwestia ograniczała się jedynie do ludzi kręcących się wokół Woronicza). Jeśli ktoś dotąd miał wątpliwości co do tego jacy ludzie robią nam wodę z mózgu, kto decyduje o tym na co zwrócimy uwagę po dzisiejszych wiadomościach, albo dzięki tokszołowi... to dzięki Horubale ma okazję naprawdę, już oficjalnie, wątpliwości się wyzbyć. „Burdel” w nieco szerszym, niż technicznym sensie, to z pewnością zbyt łagodne określenie...
W związku z moim moją estymą dla Plinio Correa de Oliveiry i nurtu kontrrewolucyjnego, który reprezentuje zacząłem się zastanawiać, czy aby przypadkiem Przesilenie nie znalazłoby się na Indeksie Ksiąg Zakazanych, gdyby ukazało się w czasach istnienia tej zacnej instytucji. Wydaje mi się, że tak. Upodobania upodobaniami, rubaszność rubasznością... ale należy czytać przede wszystkim to, co przynosi duszy pożytek. Przesilenie raczej tego typu pozycją nie jest, można nawet stwierdzić, że jest książką dość pesymistyczną. Co więcej – na pewno może zgorszyć!
Dlaczego mimo to polecałbym lekturę tej książki? Ze względów poznawczych – przede wszystkim dla tych, którzy papkę medialną wciąż postrzegają pozytywnie, a miglanców z telewizora uważają za poważnych ludzi. Przydatna będzie również dla tych, którzy mają ambicje zrobienia rekonkwisty w tym środowisku. Wydaje się, że Horubale przyświecała właśnie idea opisania także takich osób... do których niewątpliwie należy sam Autor. Dlatego - Przesilenie należy koniecznie przeczytać.

Metody Rewolucji?
Jeszcze a propos Rewolucji i Kontrrewolucji – spotkałem się ostatnio z opinią, że np. Wystawa antyaborcyjna „Wybierz Życie” (której wsparcie w ramach Klubu ProAktywnych należy bezwzględnie zarekomendować) nie powinna być popierana przez katolików, gdyż stosuje metody Rewolucji.
Z taką opinią raczej się nie zgadzam i odrzucam argument „z rewolucyjności metod”.
Po pierwsze dlatego, że w ogóle nie rozumiem na czym miałaby polegać rewolucyjność ukazywania zdjęć ofiar w sytuacji, w której świat nie wierzy w to, że ofiara aborcji, to człowiek. Innej drogi w tej irracjonalnej sytuacji nie widzę, a jest ona uprawniona tym bardziej, że w poprzednich wiekach Kościół także stosował figuratywnych metod dydaktycznych (przerażające sceny piekła, bądź Sądu Ostatecznego)
Po drugie, dlatego że nie wiem, czy przypadkiem sama przesłanka, na której opiera się rozumowanie jest silna. Wszak mówi Pismo, żeby posługiwać się niegodziwą mamoną w dobrym celu. A czym innym, jak nie metodą jest ta mamona?

Wałęsa się pieni
z innej beczki. Przeraża mnie stopień zwariowania byłego prezydenta III RP, niejakiego Wałęsy. Pierwszym komentarzem, który usłyszałem po smoleńskiej tragedii był ten, wypowiedziany przez niedoszłego Europejskiego Mędrca, w którym zasmucił się na myśl o tym, że nie będzie mógł już wygrać paru procesów, które wobec Kaczyńskich planował. Daleko mi do obciachowych sformułowań typu „ciszej nad tą trumną”, ale facetowi ewidentnie wciąż się wydaje, że jest w centrum wszechświata. Nie muszę chyba zaznaczać, że tak nie jest – przynajmniej od czasów masowych protestów z początku lat 90., które pamiętam jak przez mgłę, a już na pewno od wydania wiekopomnej publikacji mgr Zyzaka, którą wciąż można kupić w nieocenzurowanej wersji (przypomnijmy, że sąd nakazał „poprawienie” treści w związku z tym, że córka Wałęsy została obrażona poprzez zacytowanie dokumentów z IPN-u, w których jest o niej mowa)!

Camorrowski
Tymczasem ożywił nam się także niejaki Hrabia Camorrowski, który jak ta ślepa kura trafił na ziarno w postaci Aneksu do Raportu o likwidacji WSI, który był przechowywany w Pałacu Prezydenckim, a który - jak pamiętamy z doniesień na temat afery marszałkowskiej – bardzo interesował naszego interrexa.
W moje ręce wpadła broszurka naszego Pierwszego Bufona RP opracowana jeszcze przed katastrofą pod Smoleńskiem albo na użytek prawyborów w PO, albo już pod wybory ogólnopolskie. Widać, że jednego Camorrowskiemu nie można odmówić – broszurę zatytułował nośnie „Prawą stroną”.
Zwolennik jazdy prawym pasem? O to chodziło?

Ogólny wściek i zdjęcia
Obserwacja facebookowo-socjologiczna okołosmoleńska. Żałobie narodowej towarzyszyła wielka aktywność wszelkiego rodzaju grup wyrażających albo rewerencję, albo wręcz przeciwnie – obojętność, bądź lekceważenie wobec ofiar. Przy czym ludzi cechowała szczególna nadwrażliwość – żałobnicy nie posiadali się z oburzenia na wszelkie objawy braku rozpaczy; obojętnych denerwowali zarówno żałobnicy, jak i olewacze. Ci ostatni zaś wylewali pomyje na żałobników. Nieraz mały komentarz mógł posłużyć jako pożywka do rytualnego „oburzanka” zarówno dla żałobników, jak i olewaczy. Sam zebrałem parę razy cięgi to z jednej, to drugiej strony.
Żałoba narodowa była autentyczna – ludzie zupełnie stracili równowagę emocjonalną. Internauci pod tym względem nie są różni – wręcz przeciwnie, stanowią bardzo czuły barometr. Do przesady.


myśl na dziś
Przedtem, sam jeden, nie potrafiłeś... — A teraz zwróciłeś się do Matki Najświętszej, i z Jej pomocą... jakże to łatwe!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 513

niedziela, 1 listopada 2009

[1 XI 2009] Kontrrewolucja, antykoncepcja i ciężkie czasy...

na ciężkie czasy...
ponownie chciałem polecić Pamiętniki bpa Szczęsnego Felińskiego, o których jako wspaniałym dokumencie dawnych obyczajów, realiów i polszczyzny pisałem ostatnio! Dzisiaj, w związku z tym, że miałem przyjemność zaznać trochę spokojności i urokliwości życia rodzinnego, a przy święcie będąc w świątecznym nastroju (pozwólcie, że tak enigmatycznie to określę, nie chcąc się zbytnio wywnętrzać, a można by się na ten temat rozpisać)... pomyślałem sobie ponownie o Felińskim i o świecie, który przeminął za jego życia, a który opisuje tak wspaniale, że świetną lekturą uzupełniającą, swoistym fundamentem do założenia rodziny jest świetna, również XIX-wieczna książka, której zalety wielbiłem nie raz. Chodzi oczywiście o Ducha rodzinnego w domu, rodzinie i społeczeństwie autorstwa ks. Henriego Delassusa, swego czasu pierwszego umysłu francuskiego katolicyzmu.
Przypomnę swój ulubiony fragment na temat sztafety pokoleń, który jest jak najbardziej na miejscu w tych dniach rozmyślania o świętości i śmierci zarazem.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium biskup Isoard trafnie powiedział: "Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne siły z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych istnieniach. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję moją myśl do jego myśli; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest ogniwem pośrodku wielu pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim"


Chciałbym i modlę się o to, by rodzina, którą – jeśli Bóg pozwoli – założymy z Oleńką w przyszłym roku... była właśnie taka, jak ją opisuje Delassus. Narzeczeni, jeśli musicie wybierać – zamiast czytać wypociny o. Knotza na temat seksu (nie wykluczam, że mogą być pożyteczne), naprawdę lepiej jest kupić ks. Delassusa!

Narodowy Dzień Życia
jutro zaduszki i myśl bardziej rwie się w kierunku śmierci, a ja chciałem zaprosić do dopisania się do newslettera Fundacji Narodowego Dnia Życia. Dlaczego? Ho, ho... Fundacja ma wyjątkowe miejsce w szeroko pojętej branży pro-life i pro-familia w Polsce i prognozuję – nie bez podstaw – że w krótkim czasie stanie się bardzo silną i jeszcze skuteczniejszą instytucją. Dotychczasowe działania można obejrzeć na obecnej stronie Fundacji, która niebawem zostanie zamieniona na nową... wraz z którą rozpocznie się Nowe Otwarcie!
Zajadłych Facebookowców zapraszam zaś na profil Fundacji, by stać się jej fanem.

Pospieszalski strickes back!
zostańmy w kręgu życia. Ostatnio oglądałem – po raz drugi w życiu w całości – odcinek programu Jana Pospieszalskiego pt. Warto rozmawiać. Żałuję, że nie oglądam regularnie, tak jak i telewizji w ogóle. No, ale brak czasu jest tu wytłumaczeniem nie pozostawiającym pola do dyskusji.
Odcinek, który mam na myśli poświęcony był antykoncepcji. Do studia zaproszono Pana Ginekologa i Feministkę (to zawód?), którzy reprezentowali stronę Rewolucji, Wiceministra Zdrowia, który był czynnikiem urzędowym, oraz Panią Ginekolog i Asię Najfeld, jako agentki Kontrrewolucji.
Do chwili puszczenia felietonu górą był Pan Ginekolog, który zmieszał z błotem Panią Ginekolog i wszystkich innych osiągając pozycję oświeciciela ludzkości oraz proroka Światowej Organizacji Zdrowia w kwestiach prokreacji (tzn. jej braku). Puszczono felieton... siedząca przy mnie Oleńka (rzecz oglądaliśmy razem) słyszała (!) jak bije mi serce.
To, co zobaczyłem ścięło mnie z nóg. Pan Ginekolog, choć krył zmieszanie, pod maską cynika, również był ścięty z nóg. Feministka po felietonie była zapowietrzona jak żeliwny kaloryfer i cedziła słowa z prędkością dwóch zdań na minutę.
No, już więcej nie opowiadam – obejrzyjcie sami. Nagranie znajduje się tutaj.
Panie Janie – brawo! Więcej takich prowokacji!
Moi Państwo – ogłaszam iż z chwilą debiutu Fronda.pl, z chwilą sprawy Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk i z chwilą, gdy takie programy są oglądane przez setki tysięcy widzów... jest jasne, że przeszliśmy do ofensywy! Omnia instaurare in Christo.

piękno świata a Kontrrewolucja
jedną z rzeczy, która mnie nieco zdziwiła w Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, którą wciąż polecam jako lekturę obowiązkową, był Jego stosunek do sztuki. De Oliveira twierdzi bowiem, iż piękne są konkretne proporcje, zestawienia barwne i bryłowe, które Bóg w nas zakodował (być może spłaszczam koncepcję, przepraszam). A więc piękno, jako kategoria obiektywna.
Ostatnie zajęcia na socjologii, w których pani dowodziła, że proporcja złotego podziału, czy spirala Fibbonacciego pojawiają się wszędzie, gdzie się da – w przyrodzie, w sztuce, architekturze. Jednym słowem – nie wiedząc o tym, zgodziła się z Plinio Correa de Oliveirą. Złoty podział, ciąg Fibbonacciego – być może to są właśnie te proporcje i zestawienia, które Bóg jako piękne wyrył w naszych duszach.

definicja sztuki
w tym semestrze rodzimy Wydział Architektury PW uraczył mnie tabunem zajęć odchamiających. Jednym z nich jest Filozofia i Estetyka, która poza tym, że większość studentów usypia i frustruje, mnie niekiedy prowokuje do zadumy. I tak – zauważyłem, że współczesna krytyka jako twierdzenie nie wymagające dowodzenia przyjmuje tezę, iż tzw. sztuka współczesna jest sztuką. Przyjrzyjmy się – najpierw uznali, że nie istnieje obiektywne piękno, potem tęsknią za obiektywnym kryterium dzieła sztuki popadając w coraz większe ezoteryzmy... i ostatecznie kończą jako dogmatycy własnych mniemań, wynoszący swój prywatny zmysł do rangi Piękna par excellance. Skutek tego jest taki, że nawet nie widzą możliwości, że równoważne (pod względem metodologicznym) jest twierdzenie nie z ich bajki, takie mianowicie, które rzecze, że prawdziwą sztuką, jest sztuka dawna, nienowoczesna. A wszystko co konceptualne, niefiguratywne, to szajs. Łamią sobie głowę nad tym, jak uzasadnić, że obieranie ziemniaków w galerii jest tym samym co do istoty, co obrazy Zurbarana. Dlaczego łamią? Dlatego, że pani, która obiera te ziemniaki twierdzi, że tworzy sztukę. Tylko dlatego. W związku z tym, że pani skończyła ASP i konsekwentnie twierdzi, że to co robi jest sztuką, tłumy krytyków stają na głowach, by wymyślić bajki na tematy historii sztuki. Tak to widzę.

artysta-malarz
wpis warto zakończyć akcentem humorystycznym (przed myślą na dziś, rzecz jasna!). Otóż, pisałem ostatnio o ciekawym użyciu pojęcia artysta u Felińskiego. Parę dni temu miałem okazję usłyszeć ciekawą rozmowę dwóch robotników budowlanych, gdzie owo pojęcie także pada! Posłuchajmy:

- Co tam w robocie?
- Eee, jak zwykle. Tera schody robimy.
- I co, i jak?
- Ty, słuchaj, mamy takiego jednego w ekipie. Mówię mu: „Trzymaj k**wa wymiar”. Dziś przychodzę sprawdzić, bo wylewali ostatnio schody... patrzę, a ostatni tak k**wa zrobił, że jest 5 centymetrów wyższy, niż powinien! Czaisz? Artysta-malarz się, k**wa, znalazł!
- Hahahaha.
myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754



czwartek, 16 lipca 2009

[Wakacyjny Plan Czytelniczy 2009] uzupełnienie części światopoglądowej

Zgodnie z tym, co zapowiedziałem w części światopoglądowej Wakacyjnego Planu Czytelniczego, przyszedł czas na jej uzupełnienie! Udało mi się sprowadzić do znajomej księgarni książki, na których popularyzacji bardzo mi zależy! Większość z nich mam przeczytane, o jednej czyli Rewolucji i Kontrrewolucji pisałem już sporo. Dziś - z uwagi na późną porę i poranne wstawanie - tylko wstawię okładki i opis ze strony księgarni. Szczególnie polecam trzy pierwsze!

--------------------------------------------------------


DUCH RODZINNY W DOMU, SPOŁECZEŃSTWIE I PAŃSTWIE
(...) Przygoda intelektualna najwyższej próby, jaką jest spotkanie z książką księdza Henri Delassusa, dostarcza dwojakiego rodzaju radości. Pierwsza to radość z odkrycia Francji katolickiej z początku dwudziestego wieku. Krystaliczny w swej przejrzystości wykład, czym jest niezmienny porządek natury wpisany w powołanie rodzin, hierarchię społeczną, organizację narodów i państw powstał zaledwie dziewięćdziesiąt lat temu, ale zarazem - sto dwadzieścia lat od Rewolucji Francuskiej.(...) [Ewa Polak-Pałkiewicz]
-------------------------------------------------


KRZYŻOWIEC XX WIEKU. PLINIO CORREA DE OLIVEIRA
Krzyżowiec XX wieku to pierwsza książkowa biografia wybitnego myśliciela katolickiego Plinia Correi de Oliveira, autorstwa prof. Roberto de Mattei.
Plinio Correa de Oliveira całe swoje życie poświęcił walce w obronie papiestwa i Kościoła. Był założycielem i inspiratorem Stowarzyszeń Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP), które działają w dwudziestu siedmiu krajach na pięciu kontynentach. Prof. De Mattei opisuje myśl i dzieło człowieka, który był członkiem Zgromadzenia Konstytucyjnego Brazylii, profesorem Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w Sao Paulo, dziennikarzem i pisarzem, autorem dziewiętnastu książek oraz tysięcy artykułów.
--------------------------------------------------------


REWOLUCJA I KONTRREWOLUCJA
Ta książka to mistrzowskie dzieło Plinia Correi de Oliveira, jednego z największych myślicieli katolickich XX wieku. Rewolucja i kontrrewolucja stanowi analizę procesu niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej, rozpoczętego u schyłku średniowiecza i kontynuowanego przez pseudo-reformację, krwawą rewolucję francuską, ateistyczny komunizm, a wreszcie przez współczesną rewolucję obyczajową.
--------------------------------------------------------

WOLNY RYNEK W SPOŁECZEŃSTWIE CHRZEŚCIJAŃSKIM
Obowiązkowa lektura dla każdego katolika, który chciałby zdobyć podstawową wiedzę o stanowisku Magisterium Kościoła wobec kwestii ekonomicznych oraz o rozmaitych „mentalnościach”, z których wynikają współczesne ideologie społeczno–gospodarcze.

Wykład Adolpho Lindenberga napisany został przystępnym językiem i ze swadą, czym w żadnym razie nie przypomina nudnych traktatów współczesnych ekonomistów. Zapewne dlatego, że Lindenberg jest przede wszystkim praktykiem, nie zaś teoretykiem biznesu. Sam prowadził przez niemal półwiecze jedną z najlepiej prosperujących firm architektonicznych Brazylii. „Doktor Lindenberg sam jest przedsiębiorcą i to takim, który odnosi sukcesy; co jednak ważniejsze, jest biznesmenem, który nauczył się pokory i głębokiego szacunku dla Opatrzności Bożej właśnie na trudnej drodze biznesu” – napisał w przedmowie Jean-François Orsini, prezes waszyngtońskiego St. Antonius Institute for Catholic Education in Business.

--------------------------------------------------------
W OBRONIE WYŻSZYCH PRAW
Autorzy książki (członkowie amerykańskiego Stowarzyszenia TFP) napisali na wstępie swojego opracowania: "Modlimy się za tych, którzy popadli w homoseksualny grzech z powodu ludzkiej słabości. Niech Bóg obdarzy ich swą łaską; niech uleczeni przez Zbawiciela znowu powstaną, by nigdy więcej już nie upaść. Liczymy na to, że demaskując ideologię, którą przesiąknięty jest ruch homoseksualny, zdołamy otworzyć im oczy, aby dostrzegli, jak są wykorzystywani na drodze do zrealizowania celów, być może całkowicie im obcych".
--------------------------------------------------------
REWOLUCJA SEKSUALNA ZAGRAŻA DZIECIOM
Niniejsza książka stanowi przestrogę dla rodziców i nauczycieli. Rewolucja obyczajowa, która od czterdziestu już lat niszczy rodziny w Europie Zachodniej, dotarła również do Polski. Uderza ona nie tylko w dorosłych, ale przede wszystkim w dzieci i młodzież.

Nowa lewica nie zamierza już budować utopijnego raju na ziemi w oparciu o dyktaturę proletariatu, lecz planuje osiągnięcie tego celu przez obalenie instytucji małżeństwa i rodziny.

Mathias von Gersdorff jest od 1993 roku szefem akcji „Dzieci w niebezpieczeństwie” („Kinder in Gefahr”) skierowanej przeciwko pornografii i przemocy w środkach masowego przekazu. Autor książki analizuje proces deprawacji i demoralizacji dzieci i młodzieży w Niemczech – zapoczątkowany przez rewolucję seksualną w 1968 r. – oraz jego opłakane skutki.
--------------------------------------------------------

NAJWYŻSZA REKOMENDACJA GNYSZKOBLOGA DLA TYCH POZYCJI!



czwartek, 11 czerwca 2009

[10/11 VI 2009] seks, aborcja, brudne tematy spisane w pociągu TLK Gałczyński

tytułem wyjaśnienia
no i rzeczywiście – stało się! Przywalony obowiązkami zawodowo-prezawodowymi musiałem przerwać wytwórstwo własnych mądrości blogowych. O ile pamiętam, jest to wydarzenie bez precedensu – tym bardziej warto je odnotować! Ale, ale... statystyka wytwórczości wprawdzie nie trzyma poziomu Tomasza Terlikowskiego, który trzaska kilka przekładów rocznie, parę własnych książek i setki artykułów i felietonów, ale wciąż średnio na tym blogu w całej jego ponad półtorarocznej historii wytwarza się 2 posty dziennie!
Nie ma zatem co płakać – ostatnio mieli okazję Czytelnicy powspominać czasy nawałnicy, jaka przetoczyła się przez gnyszkobloga w zeszłym roku, wcześniej sporo materiałów filmowych do obejrzenia... a teraz pora na interludium w postaci garści refleksyjek stanowiących kontynuację zawieszonych planów sprzed miesiąca i paru nowych – pisanych w drodze z Warszawy do Poznania i z Poznania do Wrocławia dzięki uprzejmości TLK Gałczyński.

stop abortion
ostatni wpis skłonił do wypowiedzi dwóch dawno nie widzianych komentatorów. Ubu rex pyta po co wspominam sprawę „Agaty”, natomiast jaś skoczowski konstatuje, że podział w kwestii aborcji zależy od stosunku do katolicyzmu.
Ubu rexowi odpowiadam zatem, że kombatantem rzeczywiście trochę się czuję – w tym sensie, że w sprawie miałem okazję wziąć aktywny udział, a same te wydarzenia były i są dla mnie znaczące w całym moim dotychczasowym życiu. Natomiast danych nt. sprzedaży Agaty. Anatomii manipulacji nie posiadam, więc nie mogę powiedzieć jak się sprzedaje. Podejrzewam, że nieźle – chociażby ze względu na jej świetną jakość! Jeśli konsultacja z prawnikiem wypadnie pozytywnie, zdradzę Wam jeszcze pewien szczegół na temat tej publikacji i reakcji na nią w środowisku związanym ze sprawą po stronie zwolenników mordowania dzieci.
Przychodzi zatem kolej na odpowiedź jasiowi skoczowskiemu. Otóż, drogi jasiu (piszę z małej litery – taki pseudonim przybrałeś, to nie brak szacunku z mojej strony), kwestia korelacji negatywnego stosunku do aborcji z pozytywnym stosunkiem do katolicyzmu jest korelacją, która tematu nie wyczerpuje. Owszem, jest to wynikanie – jeśli ktoś jest katolikiem sensu stricto, jest także przeciwnikiem morderstw prenatalnych (na mocy definicji katolika). Natomiast decydujący jest tu stosunek do życia ludzkiego – gdyż wśród przeciwników morderstw dzieci znajdują się także wyznawcy innych religii (OK, ich moglibyśmy wrzucić z katolikami do jednego worka), oraz ateiści i inne odmiany ludzi niereligijnych. Z naszego podwórka podam przykład np. znanego socjalisty Aleksandra Małachowskiego. Dlaczego tak jest? Ano nie dlatego, że podstawą wnioskowania jest tu przesłanka o charakterze prawdy objawionej, tylko dlatego, że przesłanka ma charakter naukowy. Jest bowiem prawdą, iż po połączeniu gamet (zapłodnieniu) rozpoczyna się proces, który nazywamy życiem, który ma wiele faz (prenatalna, którą można rozbić na kilka podfaz – oraz postnatalną, również możliwą do podziału np. na niemowlęctwo, wiek przedszkolny, dojrzewanie, dojrzałość, przekwitanie, starość, etc.). Jest to jeden, nieustanny proces kończący sie zgonem. Człowiek w brzuchu matki jest człowiekiem tak samo jak poza nim – to prosty fakt (przejście przez łono matki nie oznacza chyba zmiany gatunkowej, np. z bycia pająkiem, na homo sapiens?).
Teraz następuje kolejny element rozumowania, normatywny – jaki jest nasz stosunek do życia człowieka? Jeśli twierdzimy, że życie człowieka jest warte tyle, ile życie innych gatunków, wówczas odrzucamy perspektywę „humanistyczną” na rzecz jakiejś perspektywy „uniwersalistycznej” i nie przeszkadza nam zarówno zabijanie dzieci nienarodzonych, jak narodzonych, albo stojących nad grobem, jako starcy. Taki wybór jest możliwy. Jeśli natomiast twierdzimy, że życie ludzkie cenimy wyżej, niż życie innych gatunków – wówczas nie mamy podstawy do akceptowania morderstw prenatalnych, a nieakceptowania innych.
Reasumując – jesteś w srogim błędzie jasiu. Zresztą jak większość Twoich ideowych kolegów i koleżanek (mam pewne wyobrażenie na ten temat – wygooglałem Cię) – tworzysz sobie wyobrażenie na temat ludzi Kościoła i Jego doktryny na podstawie przesłanek cienkich jak przysłowiowa dupa węża, a później budujesz na tej podstawie mnogie teorie na swoim blogu.

co na to Tuwim?
dziś w kibelku w podziemiach Auditorium Maximum UW przeczytałem pewien bon mot, którym można skomentować sytuację opisaną powyżej. Tako rzecze Tuwim:
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic ciekawego do powiedzenia, nie przyoblekają tego faktu w słowa.


zabijanie spermy
podobnym nieporozumieniem zapoczątkowanym pewnie grubo przed słynnym głupawym filmem Monty Pythona na temat katolików (Żywot Briana) jest twierdzenie, jakoby np. sprzeciw Kościoła Świętego względem masturbacji, czy stosunku przerywanego brał się stąd, skąd bierze się sprzeciw względem aborcji. Ba! Że to to samo, tzn. że nasienia marnować nie należy dlatego, że plemniki są... życiem, czyli ludźmi!
Cóż, pogrobowcy Marksa i Gomułki mają to do siebie, że lubią gromić poglądy, które sami włożyli w usta swoich adwersarzy. Jak to mawiał G. K. Chesterton (oj, polecam tego pana...!) - „Wolnomyśliciele myślą, ale idzie im to bardzo wolno”.

kiedy pojawiła się miłość?
tymczasem nie ustaje proces odnajdywania zadziwiającej zgodności między prof. Plinio Correa de Oliveira a innymi autorami, którzy analizę historii podejmują wychodząc od radykalnie innych przesłanek. Otóż, ostatnio w ramach studiów nad socjologią wykryłem kolejną potencjalną zbieżność między prof. de Oliveira a rodzimym drem Maciejem Gdulą. Chodzi o to, kiedy powstała nowoczesna miłość – element ponoć w średniowieczu nie występujący – przynajmniej w takim kształcie (chodzi o tę specyficzna, damsko-męską, która ma ponoć usprawiedliwiać wszystko, albo której brak ma uniemożliwiać małżeństwo, etc.). Wprawdzie prof. Oliveira datuje jej początki na koniec średniowiecza (literatura miłosna, renesansowe romanse, etc.), a dr Gdula – z tego, co mi wiadomo – jednak w epoce romantyzmu, to jednak idę o zakład, że gdyby poskrobać, mogłoby się okazać iż spolegliwy skądinąd dr Gdula byłby skłonny przyjąć pogląd, iż solidne podwaliny pod romantyczną koncepcję miłości położyli właśnie renesansowi minstrele i gryzipiórkowie od miłości dworskiej.

wizja kobiety – dzisiejszy ideał
tymczasem zmienił nam się także ideał kobiety. Ostatnio miałem okazję poczytać u sąsiadek ze środków transportu publicznego trochę erotycznej literatury damskiej w rodzaju COSMOPOLITANA, et consortes. Okazało się wówczas, że nie przesadzam wcale ani trochę, twierdząc, że współczesny model kobiety to model quasi-prostytutki.
Skąd to „quasi”? Stąd mianowicie, że jest to jej nowa odsłona – dawna prostytutka była kobietą, która łączyła dwa style życia (normalny oraz patologiczny – by móc prowadzić ten normalny, teraz albo w przyszłości, po zebraniu koniecznych funduszy). Dzisiejszy ideał kobiety polega na zintegrowaniu obu stylów życia (żegnamy się z granicą między patologią i normalnością) oraz usunięciu elementu ekonomicznego.
Jednym słowem, nasza quasi-prostytutka jest raczej administratorem własnej pochwy, odbytu, piersi oraz ust, który dąży do maksymalizacji ich użyteczności, czyli eskalacji doznań. Stąd też bezużyteczna jest koncepcja małżeństwa, rodzicielstwa, monogamii. Stąd też – jako że znużenie sensoryczne jest nieubłagane – potrzeba wzmacniania bodźców pcha nasze niewiasty do większych ekscesów – od poszerzenia skali doznań o inne części ciała (penetracja wszystkiego jest dziś uznawana – w dyskursie wspomnianych gazet – za kolejne aspekty jednego zjawiska, czyli „seksu”), po poszerzenie składu aktorów biorących udział w akcie (kłania się nie tylko grupowy, ale i wspomagany akcesoriami, czy przedstawicielami innych gatunków), czy samego kontekstu aktu (od pozycji, po miejsce aktu albo sposób, czy szybkość).
Taki obraz wyłania się z analizy dyskursu tych szmatławych pisemek, które mimo wszystko czytają niekiedy damesy pozujące na elitę (w dawnym sensie tego słowa, a więc coś w rodzaju arystokracji – damesy ubrane w eleganckie żakiety, powściągliwe, wyniośle rozglądające się po otoczeniu i współpasażerach).
Oczywiście to nie pozostaje bez reakcji po męskiej stronie społeczeństwa...
[ale o tym przy innej okazji! Z „dzisiaj”, zrobiło się już „wczoraj” i mamy Boże Ciało, które spędzam u Oleńki!]

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-dziwne-rzeczy.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/10-vi-2008-wtorek-b-bogumia-biskupa.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-ju-jest-jutro-witamy-rod.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-zaczyna-by-gono.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-inni-o-agacie.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda-wieci-z-lublina.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-roda.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/11-vi-2008-przemwi-dr-wielomski.html

myśl na dziś
Chcę cię ostrzec przed trudnością, która może się pojawić: chodzi o pokusę zmęczenia, zniechęcenia. – Czyż nie masz jeszcze świeżo w pamięci tamtego życia twojego – bez kierunku, bez celu, bez powabu, a który potem światło Boże i twoje własne oddanie właściwie ukierunkowały i napełniły radością? – Nie bądź tak głupi, ażeby zamienić to obecne życie na tamto.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 286



środa, 6 maja 2009

[6 V 2009] środa, Polska - parodia katolickiego kraju

pedałowie
dziś nieco szalony dzień ze względu na wybryk JM Rektora UKSW, który ugiął się pod presją Aborczej i odwołał konferencję na temat homoseksualizmu. Pangrzyzga poczuł nieco wiatru z czasów sprawy tzw. Agaty. Różnica była zasadnicza - od tego czasu powstała m.in. Fronda.pl, dzięki czemu reakcja mogła być szybsza, a kontrakcja składniejsza.
Nie sądzę, by udało mi się rozwinąć temat zakotwiczenia i tego co w zamian, który zacząłem w poniedziałek, pomimo próśb ze strony Czytelników. Jutro mam od rana wyjątkowo zajęcia i musze być nieco bardziej świeży, niż zdechlak... a pedałowie i akcja na UKSW domagają się omówienia.

UKSW
żyjemy w kraju, w którym Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, uczelnia założona przez Kościół Katolicki (w międzyczasie jakoś przechodząc jednak pod auspicja państwowe, ale tytularnie podlegając Arcybiskupowi Warszawskiemu - z tego, co się zorientowałem) - a więc mimo całej złożoności uczelnia bardziej "katolicka", niż np. Uniwersytet Warszawski, rezygnuje z konferencji naukowej pod wpływem pismaka jakiejś antykatolickiej gadzinówki. Zastanawiające, prawda?
Idźmy dalej, rektor tłumaczy swoją decyzję tym, że zauważył nieprzychylne komentarze w prasie (czyt. w Aborczej). Mam zatem pytanie: jak to jest, że rektor katolickiej uczelni czyta antykatolicką, bulwarową prasę? Masochista? Schizofrenik? Medioznawca?
Dajcie spokój.
Ale zastanówmy się nad mechanizmem nacisku.
Są dwie możliwości. Albo p. Kowalski jest fanem Pacewicza z Aborczeji traktuje go jak wyrocznię, dlatego też uznał za konieczne ucięcie łba konferencji, albo mechanizm był nieco subtelniejszy. Otóż, zrobienie smrodu przez Aborczą wokół UKSW (czyli rano artykulik z komentarzem genseka Pacewicza, a potem zatroskany telefon z redakcji, że kurka, może lepiej, gdyby rektor jednak zareagował, bo smród będzie...) skutkować może tym samym, co w przypadku sprawy tzw. Agaty, którą wykreowali właśnie Gazownicy - reakcją rządu. A jak wiadomo - UKSW teraz na państwowym oraz unioeuropejskim pasku buduje akademiki i kampusy... tentego, wicierozumicie... dotacje, ąę...

kto płaci ten wymaga...
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article374291/Biedron_Pedofile_geje_Chyba_w_kosciele_.html
no i bach! Tyryryryry, rycy-pycy... sodomita Biedroń, którego sodomita Niemiec oskarża o zdefraudowanie unijnej kasiorki na rozwój Kampanii Przeciw Homofobii, stwierdza, że to skandal, że na uczelni utrzymywanej z publicznych pieniędzy (UKSW), mają dziać się takie brzydkie konferencje.
Kto płaci, ten wymaga. Wiecie już dlaczego z uporem maniaka mówię o wspieractwie? Jak nie zbudujemy i nie utrzymamy sobie instytucji sami... przepadniemy.

a co z pedofilami?
definicja operacyjna orientacji seksualnej (a więc ta, której używa się na co dzień w ewridejspiczu) zbliża się już do definicji najszerszej. Otóż, okazuje się, że właśnie wprowadzono do obiegu pojęcie alternatywnego życia płciowego (to i tak pojęcie dyskryminujące - no, bo jak to "alternatywne"?). Miłej lektury, pedofile - jak twierdzę od dawna - już niedługo wchodzą na salony. Potem reszta zboczeńców.
Orientacji seksualnej nie ma - jest tylko norma, oraz zboczenia.

inne kazusy
ale wracajmy do naszego "katolickiego kraju", w którym ok. 7% populacji to katolicy. Jest to kraj nad Wisłą, gdzie pewien arcybiskup pisze regularnie artykuły do antykościelnej gazety oraz gdzie pewne katolickie pismo społeczno-kulturalne (a więc posiadające asystenta kościelnego) reklamuje oraz często firmuje przedsięwzięcia pewnego działacza antykościelnego i szefa antykatolickiej gadzinówki, niejakiego Michnika (np. duża reklama "dzieł" Michnika w ostatnim numerze)...

Rewolucja i Kontrrewolucja - biblioteczka konserwatysty y katolika
tym, których interesują źródła tej rozpierduchy, polecam trzy lektury. Dwie z nich (von Hildebranda) już kilka razy polecałem z linkiem - trzecią, znalazłem w internecie ku wielkiej mej radości ostatnio! "Rewolucja i Kontrrewolucja" Plinio Correa de Oliveiry - to podstawa. Jeśli ktoś chce zrozumieć o co w historii chodzi, jakie są przyczyny dzisiejszego szajsu w kulturze, a jakie drogi stąd wyjścia, wreszcie jeśli ktoś mieni się konserwatystą albo aktywnym katolikiem - ta książka jest po prostu OBOWIĄZKOWA! Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Uważam, że każdy Czytelnik gnyszkobloga powinien ją mieć. Po prostu.
A zatem, Biblioteczka Konserwatysty:
- Rewolucja i Kontrrewolucja, Plinio Correa de Oliveira
- Spustoszona winnica, Dietrich von Hildebrand
- Koń trojański w mieście Boga, Dietrich von Hildebrand

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/6-v-2008-wito-witych-apostow-jakuba-i.html

myśl na dziś

Różaniec Święty to potężna broń. Używaj jej z ufnością, a skutek wprawi cię w zadziwienie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 558



niedziela, 22 marca 2009

[22 III 2009] Niedziela Laetare - ciąg dalszy tyrady o przydupasach i klientelizmie

lance do boju, szable w dłoń
niestety, nie udało mi się w piątek przed odjazdem zrealizować planu napisania ciągu dalszego mojej tyrady – niestety, „życie to nie je bajka, życie to je bitwa”, jak mawia inż. Kopczewski. Udało mi się natomiast napisać bardzo dobrze kolokwium z semiotyki logicznej, do którego przygotowanie i samo napisanie zajęło mi tyle czasu, że nie wyrobiłem się z innymi zamierzeniami.
Więc jestem ci ja pod Warszawą, na quasi-rekolekcjach, wspaniale odpocząłem regenerując zarówno ciało, jak i ducha wraz z umysłem, więc w to niedzielne popołudnie, po porannej medytacji i Mszy, po śniadaniu i spacerze połączonym z przeganianiem gąsiora z ogrodu, po dawce nauki... zasiadam do zakończenia swojej tyrady. Nadchodzi bowiem dzień gniewu i krwawej pomsty...

rekapitulejszyn
zrekapitulujmy to, co już ustalilismy. Otóż, napisaliśmy, iż w każdej grupie ujawnia się lider, opierający swoją supremację na jakiejś własnej przewadze, bądź przewagach. Uznaliśmy, iż jest to naturalne. Zauważyliśmy następnie podwójne ryzyko: z jednej strony zależności intelektualnej, z drugiej zaś – klientelizmu. Tu należy się errata, otóż zdanie brzmiące: „Pryncypał musi lansować swojego przydupasa, bo kto gardzi przydupasem, ten gardzi przydupasem”, winno brzmieć: „Pryncypał musi lansować swojego przydupasa, bo kto gardzi przydupasem, ten gardzi pryncypałem”. Kończąc rozważanie, stwierdziliśmy, że skutkiem procesu uzależnienia i klientelizmu, jest rozrost kompetencji spijania z dzióbka oraz włazidupstwa kosztem prawdziwych kompetencji – tj. kompetencji przyrodzonych i nadprzyrodzonych, czyli cnót. Nie mówiąc o utracie wolności – jak bowiem człowiek może być wolny, gdy Bogiem staje się dla niego albo Pryncypał, albo Instytucja Pryncypała, albo Idea Pryncypała.

klientelizm jako bałwochwalstwo
dochodzimy więc do prostego wniosku, że klientelizm jest formą bałwochwalstwa – siłą rzeczy musi więc rodzić zatrute owoce. Do owoców należą wspomnianie już utrata wolności, erozja kompetencji i cnót, ale nie tylko. Zarówno empiria, jak i droga dyskursywna prowadzą do poznania kolejnych skutków opisywanego procesu. Są to kolejno: cynizm, podwójne życie, wypalenie, ideologizacja, bądź żądza prestiżu jako proteza braku wiary, etc.

aleossochozi_vol.2?
dlaczego to piszę? Ten, kto wie, ten wie, ten kto nie wie – albo się dowie, albo nie. Niektórzy bowiem mogliby się zgorszyć stanem rzeczy, który opisuję. Ale ujmijmy sprawę nieco jaśniej – nie jest dobrym stanem organizowanie jakiejkolwiek instytucji jedynie w oparciu o kult jednostki. Po pierwsze jest to bałwochwalstwo. Po drugie niesie zgubne skutki dla ludzi przy instytucji zaangażowanych. Po trzecie zaś – tego typu instytucja, z natury rzeczy jest niestabilna i zależy od amplitudy poruszeń duszy lidera. Na tym nie koniec – po czwarte bowiem instytucja przeżywa kliniczny kryzys po śmierci lidera. Po piąte z kolei, nawet gdy nie upadnie, wkracza w fazę stangacji, gdyż władzę przejmują najwierniejsze przydupasy, czyli cyngle, którzy z natury rzeczy mają skłonność do miernoty – ćwiczyli ją w końcu przez lata. Ta faza albo trwa i kończy żywot instytucji, albo przeradza się dziwnym zbiegiem okoliczności w rządy kolejnego Pryncypała, najczęściej zzewnątrz (przy takiej deprywacji intelektualnej wątpliwe jest, aby lider narodził się w łonie instytucji) – historia wówczas zatacza koło.
Jedynym wyjściem jest przedefiniowanie uniwersum symbolicznego, o które instytucja opiera się w rzeczywistości (najczęściej to uniwersum rzeczywiste różni się w istotnych punktach od deklaratywnego). To zaś nie zdarza się samo z siebie, tylko albo poprzez przewrót i zmianę lidera, albo poprzez śmierć instytucji i powołanie nowej, albo przemianę lidera, co jest przypadkiem najrzadszym.

pół-kontrrewolucjonista
stan, w którym uniwersa symboliczne deklarowane oraz rzeczywiste nie pokrywają się odpowiadają stanowi rzeczy, który Plinio Correa de Oliveira przypisał duszy pół-kontrrewolucjonisty, kwitując opis stwierdzeniem: „Pół-kontrrewolucjonista” jest również synem Rewolucji. (Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 79).
klucz
stanowi rzeczy, które opisałem w obu częściach tyrady, a który nazywam klientelizmem, przypisuję spektakularne niepowodzenia instytucji, które podają się za kontrrewolucyjne, katolickie, bądź prawicowe w Polsce. Nie chodzi więc jedynie o brak pieniędzy. Działa to na zasadzie następującej – ustrój klientelistyczny skutkuje w sferze organizacyjnej brakiem motywacji i obniżeniem skuteczności oraz innowacyjności osób zaangażowanych przy projektach, co przekłada się z jednej strony na brak woli, umiejętności a przez to skuteczności w pozyskiwaniu środków, z drugiej zaś – potencjalni darczyńcy, mniej lub bardziej świadomie unikają angażowania się w tego typu przedsięwzięcia. Tu prawdopodobnie tkwi owo dla mnie dotychczas tajemnicze „tak, ale jednak nie” przy próbach budowania wsparcia finansowego. Dotychczas myślałem, że chodzi jedynie o brak odpowiedniego spojrzenia na realne możliwości własnego środowiska. Myliłem się.
Tu dwie uwagi: po pierwsze, istnieją na szczęście instytucje, które nie tylko się podają, ale również są w istocie kontrrewolucyjne i na nadużyciu zwanym klientelizmem się nie opierają. Po drugie – samo zjawisko występuje ponad podziałami ideowymi, kulturowymi i religijnymi. Jest tak z tego względu, iż wynika z przyczyny uniwersalnej, nie przypadłościowej – ze względu na grzech, który występuje i kwitnie zarówno u konserwatystów, jak i ich przeciwników, u katolików, jak i schizmatyków, heretyków, i pogan. Skutki grzechu pierworodnego są uniwersalne.

połączenia poziome, czyli kokosy
brakuje zatem instytucji zarządzanych horyzontalnie i celem powinno być ich tworzenie. Jestem przekonany, że będą o wiele skuteczniejsze – dzięki czemu na „rynku” instytucji prędzej, czy później nastąpi selekcja.
Świetnym przykładem – z innego rynku – są portale pożyczkowe, social lending. Jednym z nich jest np. serwis kokos.pl, którego użytkownicy udzielają sobie nawzajem pożyczek na umówione oprocentowanie. Serwis obsługiwany jest przez firmę windykacyjną. Popatrzmy – dotychczas pieniądze pożyczało się albo od banku, albo najbliższej rodziny (z braku wystarczającego kapitału społecznego, czyt. Zaufania)... przy czym dzisiejsze banki poprzedzane są historycznie właśnie przez bankierów, czyli osoby prywatne, które z jednej strony przyjmowały depozyty, z drugiej udzielały z nich, bądź z własnych pieniędzy pożyczek (ciekawych odsyłam do
Rothbarda). Jednym słowem – historia zatacza koło...
Być może rozwój instytucji konserwatywnych i katolickich jest w Polsce możliwy z udziałem dzisiejszych liderów, którzy „tworzenie środowiska” pojmują jednak analogicznie do Michnika – a więc jako utrzymywanie dworu przydupasów oraz „cyngli”, o których tak barwnie opowiadał eks-cyngiel Michnika, niejaki Michał Cichy. Teoretycznie jest to możliwe – pod warunkami, które opisałem powyżej. Wydaje się jednak, że rozsądniej – zamiast zdawać się jedynie na potencjalny cud, zająć się rozbudowywaniem połączeń poziomych między pomniejszymi aktorami.
W ten sposób wracamy do tematu wspieractwa, który był tutaj wałkowany kilkakrotnie... nie mówię o tym jedynie ze względu na własnego bloga, bynajmniej. Dobrze byłoby otrzymywać pokaźne dotacje od Czytelników, czy osiągać wysokie przychody z reklamy klikalnej... ale jeśli rynek zdecyduje inaczej, to nie ma co z werdyktem uparcie polemizować. Chodzi tu o świadomość, która powinna rozciągnąć się na setki małych jednostek, czy kilkuosobowych podmiotów.

margines?
czy w byciu na marginesie, w niezrzeszeniu, tkwi wartość ex definitione? Bynajmniej. Idzie natomiast o to, że dążymy do doskonałości. Jeśli silne podmioty opierają się na niezdrowych zasadach... to na ich siłę należy spojrzeć nieco inaczej. Po pierwsze, w porównaniu z konkurencją zza barykady, jest częstokroć śmieszna. Po drugie zaś – nie będzie trwała wiecznie. Po trzecie – opiera się na złym fundamencie i rodzi, prócz kilku dobrych, wiele złych owoców.
I jeśli poprzednio przy okazji wałkowania tematu wspieractwa pisałem o częstym zjawisku wypalenia, frustracji u ludzi zaangażowanych w projekty, o których tu w ogólności piszę, to okazuje się, że same zasady organizacji tych przedsięwzięć (w sposób, który wyżej omówiłem) przyczyniają się do tego stanu rzeczy.
Nie osiągniemy niczego, albo bardzo niewiele dobrego, jeśli w werbalnej służbie idei, gardzimy i wykorzystujemy ludzi, bo nie interesuje nas konkretny człowiek, tylko Idea. Jeśli tak – wówczas de facto nie interesuje nas idea, a jedynie własna chwała. Instytucja będzie trwała siłą inercji, gdyż regularnie wraz z wypluwaniem ludzi, pojawiać się będą nowi, ujęci wizerunkiem Pryncypała, Instytucji którą stworzył... a im więcej – mimo wszystko – dobrych owoców będzie rodziła, tym mniejszą uwagę będą przywiązywać do zła, którego sami doświadczają, im dłużej zaś będą działać, tym ciężej będzie zrezygnować.
Niewolnik także przyzwyczaja się, może nawet i zdobywa na pewną tkliwość wobec swojego pana...

ciach!
w tym momencie ucinamy z braku miejsca i czasu – niebawem nastąpi trzecia część tyrady.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/22-iii-2008-wielka-sobotawielka.html

myśl na dziś
Modlisz się, umartwiasz się, pracujesz w tysiącu spraw apostolskich..., ale nie uczysz się. — Nie będziesz pożyteczny, jeżeli się nie zmienisz. Nauka, formacja zawodowa, jest dla nas niezmiernie ważnym obowiązkiem.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 334





poniedziałek, 26 maja 2008

[26 V 2008] poniedziałek, św. Filipa Nereusza, Dzień Matki, Dzień Anielski

po co do Niemiec?
padło kiedyś na blogu pytanie o to, że skoro Unia Europejska to wcielony diabeł, to po co jechałem tam na pół roku na Socratesa. Otóż, odpowiadam co następuje:
- UE to nie szatan
- w UE, żyją ludzie, których kochać należy i z miłości do nich właśnie w te rejona jechać (wymiar apostolski)
- dwie pierwsze, to zupełnie poboczne sprawy - szatan, nie szatan - w UE mieszkają też architekci, którzy kimkolwiek są i cokolwiek myślą, umieją też budować, i mnie mogą czegoś nowego nauczyć
- jaka UE jest, taka jest, ale poznać jej lepiej, niż mieszkając na co dzień w kraju, który nią trzęsie od lat - nie da się.
Reasumując - nie widzę nic zdrożnego w moim pobycie w Niemczech z punktu widzenia mojego ogólnego poglądu na obecny kształt UE. Więcej - właśnie ze względu na ów pogląd nie można było nie jechać!
nadprzyrodzona perspektywa na urbanistykę
dziś skończyłem pracę nad planszami z urbanistyki - już wydrukowane spokojnie czekają na zawieszenie jutro w Pawilonie Wystawowym. A ja sobie pomyślałem, jak to mało ode mnie zależy - toż nie dość, że ostatnia korekta była tydzień temu i nie wiadomo, czy kierunek w którym rozwinąłem osiedle znajdzie uznanie Prowadzących, to jeszcze to, jak je widziałem na swoim monitorze różni się od tego, jak je widzę na monitorze drukarni, a tym bardziej po wyjściu z plotera na takim-a-takim papierze. Więcej - to wszystko kosztuje fortunę, więc lepiej nie silić się na drukowanie po sto razy, bo można się zrujnować... Ale na tym nie koniec - może się okazać, że ktoś niechcący nadepnie na to, co zrobiłem i pomimo całego obiektywizmu Prowadzących, plansza z odbitym klapersem wygląda po prostu kiepsko. Jednym słowem - człowiek może się napracować jak dziki dzik, a efekt może być mizerny, jak... druga strona medalu dzika!
dr Plinio a prawosławie
w weekend ruszyłem z pisaniem pracy na Klasyczne Teorie Socjologiczne (przypominam - w środę zaliczamy makroekonomię, w czwartek oddaję KTS - praca wre), która dotyczyć będzie opozycji konserwatyzmu i liberalizmu u Plinia Correa de Oliveiry... i pomyślałem sobie, że bardzo ciekawe jest to, dlaczego Doktor Plinio nie uznał Wielkiej Schizmy za początek Rewolucji... Można chyba domniemywać, że wynikało to z tego, że Cerkiew zachowała ważność niektórych Sakramentów.
metro londyńskie
dziś się dowiedziałem, że metro w Londynie powstało jako prywatna inicjatywa (wykład z Historii Budowy Miast)! Cieeekawe, a mnie całe życie mówią i nawet w podręczniku do makorekonomii autoryteta mnie piszo, że inwestycje infrastrukturalne muszą pozostawać w gestii państwa... bo prywatni nie mają tyle pieniędzy!
habemus pontifex!
żabkowie moi, a wiecie, że już w czerwcu kumpel mój przyjmie święcenia kapłańskie?! Nie opowiadałem Wam, ale wspierał mnie nieco podczas pobytu w wojsku, bo mieszka w Toruniu. Pomódlcie się porządnie... bo w średnim horyzoncie z takim zawodnikiem, jak Paweł biskupstwo mamy w zasięgu ręki!
pamiętaliście?
a byli jacyś robacy blogowi na Marszu dla Życia i Rodziny wczoraj? Pamiętali? Zdjęcia zrobione przez chłopaków z SKCH im. ks. Piotra Skargi są tu: http://www.piotrskarga.pl/ps,1809,3,0,1,I,informacje.html
myśl na dziś
Uważam, że każde Zdrowaś Maryjo, każde pozdrowienie Najświętszej Maryi Panny jest nowym uderzeniem rozkochanego serca.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 615

poniedziałek, 5 maja 2008

[5 V 2008] poniedziałek, wspomnienie bł. Stanisława Kazimierczyka, kapłana

łe

wbrew pozorom nie robi mi się źle, tylko ŁE, to takie swojskie skrócenie nazwy UE. Dlaczego? Ano stąd, że swego czasu zostałem zagadnięty dlaczego to niby przyrównuję UE do III Rzeszy... Dwie są przyczyny, które teraz wyjawię.
Po pierwsze - przypomnę wczorajsze cytaty. Nigdy nie jest tak, że w danej chwili każdy jest w stanie zdać sobie jasno sprawę z tego, ku czemu zdąża dzień dzisiejszy. W latach 30. dla naiwnego obserwatora nie było widoczne, że to wszystko prowadzi do komór gazowych (Pius XII jednak przewidział i zawczasu napisał encyklikę Mit brennender Sorge, ale co tam Papież - Times swego czasu przyznał Hitlerowi tytuł człowieka roku...). Ba! Cytowany wczoraj Swianiewicz mówi, że do 17 września wierzono, że nie jest możliwe, by ZSRR zaatakował Polskę (argumentacji na temat optymistycznego scenariusza było tysiuncpińcet). Podobnie jest np. z rynkiem - w chwili załamania koniunktury z reguły panuje maksymalna euforia i każdy wierzy, że wzrosty potrwają w nieskończoność... A tu się okazuje, że w pół roku potracą 60% kapitału, jeśli w porę nie wyjdą... Więcej - ciężko nawet zdać sobie całkowicie sprawę z tego, że jeśli spółka codziennie się osuwa o 0,5%, co nie wprawia w zły humor, to po paru miesiącach kapitalik stopnieje znacznie! Dlatego też proszę nie traktować jak wariatów tych, którzy są sceptyczni wobec wielu spraw...
Po drugie - Holokaust dziś się powtarza. Co roku w Niemczech ginie ponad 200 000 dzieci (to już statystyki federalne, a nie rodzime bajania Federacji na rzecz Planowania Rodziny), w całej UE - znacznie więcej. Wyznaczniki Holokaustu, jakie wypunktowała Hannah Arendt, powtarzają się i dziś -

- ofiara jest odczłowieczana - to płód, a nie dziecko

- zbrodnia jest usuwana z widoku społeczeństwa - zaciszne gabinety, bądź pigułeczka połknięta z herbatką

- zbrodnie przeprowadza się ponoć w szczytnych celach i w oparciu o autorytet nauki - aborcja to kwestia współczucia, humanizmu i rzetelnej wiedzy...


co mówił Rousseau?
a wszystko to umożliwiają ci, którym psułaby humor świadomość, że muszą się zaangażować w walkę o swoje ideały. Więcej - że nie wyciągając konsekwencji ze swoich ideałów, już działają - tylko przeciwko nim. I tak oto powoli, powoli, dokonuje się Rewolucja...
Mnie np. rozśmieszyło ostatnio - że znany oświeceniowy satanista, J.J.Rousseau uważał się - a przynajmniej tak pisał - za chrześcijanina... To samo Monteskiusz... Od razu skojarzyło mi się z osobami pokroju Jana Turnau'a, czy Adama Michnika (ten ostatni trochę mniej ostatnimi czasy utożsamia się z Kościołem). Ot, tacy katolicy bez Kościoła Katolickiego. Tacy Papieże dla samych siebie - są katolikami wyższego rzędu, więc wszystko co katolickie jest im obce.

a pan Ledoux?
to samo z niejakim Ledoux - oświeceniowym architektem. Facet był komunistą do kwadratu, utopistą na sześcianu... a w swoich miastach wciąż na zakończeniach osi projektował kościoły! Plinio Correa de Oliveira rzecz jasna steoretyzował tę postawę i wcale mnie ona nie dziwi. Ale próbuję sobie wyobrazić takiego średniego obywatela ówczesnej Francji, który sobie myśli - Eee, pitolą ci radykałowie - jest dobrze, stawiają kościoły, piszą o sobie że są chrześcijanami... Nic się nie zmieniło! A te radykały i oszołomy ciągle tylko jątrzą!

nowości!
halo, halo! Jak dotychczas za pośrednictwem bloga można było kupić e-booka, audiobooka albo e-gazetę... Pangruszka w ramach wyrabiania czystu procęt normy oraz bycia sługą dobrym i wiernym, który rozmnaża to, co dał mu Pan, poszerza ofertę blogową!


Już niedługo za pośrednictwem bloga będzie można:

- kupic tapetę i dzwonek na komórkę!

- zawrzec umowę z bankiem, Towarzystwem Funduszy Inwestycyjnych, etc.! (od dziś - banner poniżej)


myśl na dziś
Przedtem, sam jeden, nie potrafiłeś... — A teraz zwróciłeś się do Matki Najświętszej, i z Jej pomocą... jakże to łatwe!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 513

niedziela, 4 maja 2008

[4 V 2008] uroczystośc Wniebowstąpienia Pańskiego

cytaty ku przestrodze
dziś niedziela, więc nie będę się rozpisywał, tym bardziej, że niektórzy donoszą iż mają problemy z nadążeniem! Ale chciałem podzielic się dwoma cytatami, które moim zdaniem wspaniale harmonizują z tym, co się wczoraj rzekło o Kontrrewolucji, oraz tym, co się kiedyś rzekło o Wspólnocie Europejskiej (a o czym się jeszcze nie raz rzeknie...).

Na pierwszy ogień : prof. Stanisław Swianiewicz, pierwszy sowietolog na świecie, który wygłosił następującą opinię o nazistowskich Niemczech, które poznał będąc na stypednium:
(wypytywałem ich o nonsens hitlerowskiego antysemityzmu) Byli raczej zakłopotani, bowiem w głębi duszy uważali to również za nonsens lub co najmniej grubą przesadę. [...] Moje ogólne wrażenie było takie, że uważali, że trzeba się z tą aberracją jakoś pogodzic, jako częścią tego systemu, który bądź co bądź podnosi, wbrew oczekiwaniom ortodoksyjnych ekonomistów, produkcję i likwiduje bezrobocie. [...] Trudno było sobie wówczas wyobrazic, że z tego wszystkiego wynikną piece gazowe do spalania ludzi.
cytuję za Piotrem Lisiewiczem, Świadek w masce, w: Niezależna Gazeta Polska, nr 5(27)

oraz Plinio Correa de Oliveira o narodzinach IV Rewolucji i opozycji umysłów przeciętnych wobec Kontrrewolucji:

Zatem wobec tych perspektyw [rozwoju IV Rewolucji, po upadku ZSRR] będą się uśmiechać z niedowierzaniem i optymizmem, tak jak Leon X uśmiechał się wobec pospolitej "kłótni mnichów", która była wszystkim, co widział w rodzącej się I Rewolucji [chodzi o wystąpienie Lutra]. Albo tak jak wychowanek Fenelona, Ludwik XVI, uśmiechał się widząc pierwsze wrzenia II Rewolucji [Rewolucja Francuska] na tle wspaniałych salonów pałacu, przy wtórze srebrnych dźwięków klawikordu albo dyskretnych błysków bukolicznej scenerii "wioski" jego żony. Tak też dzisiaj uśmiechają się, wobec manipulacji uśmiechniętego komunizmu poststalinowskiego lub konwulsji zwiastujących IV Rewolucję, optymiści i sceptycy (...).

Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 186-187

nowe bannery
żabki kochane! Zrobiłem nowe bannery! Można sobie kliknąc i zobaczyc co tam ciekawego po ich drugiej stronie.


myśl na dziś
W godzinie wzgardy na Krzyżu Najświętsza Maryja Panna jest tam, w pobliżu swego Syna, gotowa podzielić Jego los. — Pokonujmy strach działania jako chrześcijanie odpowiedzialni gdy to nie jest wygodne w środowisku, w którym żyjemy. Ona nam pomoże!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 977




sobota, 3 maja 2008

[3 V 2008] sobota, Dzień Maryjny, Uroczystośc NMP, Królowej Polski

3 maja
dziś kolejna rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja. A ja po raz pierwszy odkąd się urodziłem, pomyślałem sobie: Czy rzeczywiście jest to najlepsza data do czczenia? Czy gdybym żył w drugiej połowie XVIII wieku, popierałbym ekipę odpowiedzialną za wprowadzenie Konstytucji? Nie wiem, a wiedzieć mi trudno, bo byłem wychowany w kulcie dla Króla Stasia (który skądinąd już dawno przestał budzić we mnie rewerencję) i oburzeniu na czerep rubaszny i głupotę szlachty czasów saskich. I tym mniej wiem, co zrobiłbym wówczas, bo i wiedza na temat tamtych czasów jest bardzo zmitologizowana. Jest to zresztą odbicie konfliktu tamtych czasów.

autorzy
na socjologii swego czasu zaistniała pewna kontrowersja. Otóż - czy Polacy mają się do czego odwołać ze swojej przeszłości po to, by mieć inspirację do wyznaczania kierunku w jakim podąża teraźniejszość? Odpowiedź moich kolegów i koleżanek brzmiała - rzecz jasna - że nie. Dziwna to sytuacja, gdy towarzyszą jej dwie okoliczności. Po pierwsze taka, że historia Polski, a co się z tym wiąże - myśli wyrosłej z polskiego doświadczenia na wielu polach (w tym także w dziedzinie polityki) - że to wszystko dzieje się już przeszło tysiąc lat! Nie chcę nic mówić, ale dla mnie to dużo, te tysiąc lat. Cokolwiek wartościowego musiało tu powstać - i powstało, tylko że bakałarze w szkołach albo o tym nie uczą, albo uczą ze wstydem. A dlaczego? A dlatego, że wcale polskiego dorobku np. myśli republikańskiej epoki jagiellońskiej nie znają, a jedynie omówienie streszczenia wyciągu, który stworzono z tezą taką, że nie warto się tym zajmować, bo ani toto ciekawe, ani wybitne. W ten sposób większość Polaków zachłystuje się jako nowością ramotami, które międlą bylejacy europejscy doktrynerzy. Jeszcze druga okoliczność jest tu dziwna. Bo jak można twierdzić, że myśl Pawła Włodkowica, Piotra Skargi, czy Frycza Modrzewskiego jest zupełnie anachroniczna (co samo w sobie już na poziomie abstrakcyjnym jest tezą mocno wątpliwą, bo owi panowie wypowiadali się na tematy ogólne, które się nie przedawniają) w sytuacji, gdy twierdzi się, że Platon - zmurszały dziadek, który wymyślał bajki o jaskiniach, ideach i jakichś zupełnie naiwnych bzdetach - że ów Platon mówi człowiekowi współczesnemu coś ważnego.

polska Kontrrewolucja
czytam ostatnio Rewolucję i Kontrrewolucję Plinia Correi de Oliveiry m.in. po to, by porządnie przygotować eseik na Klasyczne Teorie Socjologiczne. I jestem zachwycony, zresztą nie pierwszy raz to na blogu piszę. Marzy mi się wielka polska Kontrrewolucja... marzy mi się to, by ludzie uświadomili sobie kilka spraw, zdobyli się na podmiotowość, wyżyny człowieczeństwa i niezależność. Marzy mi się archipelag Kontrrewolucji, jakiś zbiór przedsięwzięć, ludzi, organizacji unaocznionych w jednym miejscu tak, by można je wspierać. Chociaż z drugiej strony - wtedy łatwiej nałożyć piętno. Może lepiej rzeczywiście działać dla Dobra w rozproszeniu, dla postronnego obywatela nieomal anonimowo.
Oj, tak myślę sobie i myślę i jak zwykle się zapalam... a tu pewnie Czytelnicy, wśród których pewnie wielu jest nowych, już wcale nie wie co to ta Rewolucja, o której pangruszka tu wciąż nadaje... i myślą pewnie, że zdurniałem. Z tego tytułu zacytuję Doktora Plinio, który cel Rewolucji definiuje tak:
Jej głównym celem nie jest zniszczenie pewnych praw osób lub rodzin. Ona żąda o wiele więcej. Chce zniszczyc cały prawowity porządek rzeczy i zastąpić go nieprawowitą sytuacją. Słowo "porządek rzeczy" nie wyraża również wszystkiego. To wizja wszechświata i sposobu bycia człowieka jest tym, co rewolucja usiłuje obalić z zamiarem zastąpienia ich czymś skrajnie przeciwnym.
Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 58
oraz Kontrrewolucję:
(...) ideałem Kontrrewolucji jest przywrócenie i promowanie katolickiej kultury i cywilizacji. (Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 61)
oraz:
Skoro Rewolucja jest nieporządkiem, to Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku. A przez porządek rozumiemy pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa, a więc cywilizację chrześcijańską, surową i hierarchiczną, sakralną od podstaw, antyegalitarną i antyliberalną. (Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 95)
Oczywiście same cytaty na niewiele się zdadzą, bo np. pojęcia liberalizm Doktor Plinio używa w pewnym specyficznym sensie, a niektóre sformułowania można rozumieć inaczej, niż by je można zrozumieć w kontekście całego tekstu i nauczania Kościoła w ogóle, no, ale jako zajawka mogą posłużyć, prawda? Chętni i tak znajdą książkę w jakiejś księgarni internetowej i sobie zamówią. A co! A ci strachliwi niech sobie wyobrażają, że chcę wszystkich popowieszać na drzewach, jeśli nie będą odmawiać wieczorem paciorka... Niektórzy lubią żyć we własnych bajaniach, bo czują się w nich bezpieczni. Ale moi Czytelnicy na pewno tacy nie są, prawda?

czy historia się powtarza?
chciałem powiedzeć, że twierdzenie, iż historia dzieje się z absolutnym determinizmem i dominuje Duch Czasów, który nas ubezwłasnowolnia - że to twierdzenie jest głupie i nieprawdziwe. Historia się powtarza - tak jak np. renesans był kiepską powtórką z antyku, tj. odgrzewaniem mocno starego kotleta, to samo tzw. oświecenie. Przecież poligamia, aborcja, dzisiejszy kult falliczny i inne kulty okołoseksualne - dziś podawane do wierzenia jako ostatnie osiągnięcia i wynalazki - to stare, śmierdzące, spleśniałe barbarzyńskie kotlety sprzed stuleci. No, ale milej jest wierzyć, że historia dzieje się bez naszego udziału i oddać pole Producentom Historii, którzy myśląc, że urodzili się wczoraj wciąż popełniają błędy przeszłości. Przeprowadzają tysięczne próby aplikacji komunizmu, czy to w postaci europejskiego, sowieckiego, kubańskiego, czy jeszcze innego... A biednemu Polaczkowi-szaraczkowi wmówili, że najlepiej będzie, jeśli nic nie będzie robił, bo się jeszcze wygłupi przed cywilizowanym światem. I on tak sobie wierzy, że nie jest potomkiem durnego Sarmaty, tylko peerelowskiego pijaczka-robola w podkoszulku i bereciku.

nasza historia
naszą historię postrzegamy przez pryzmat PRLu, rzutując archetyp peerelowskiego pijaczka na wszystkie wieki i scalając się z tą postacią, co utwierdza nas w kompleksach. Żeby w to łajno nie wdepnąć, nie oglądam już komedii Barei, nie śmieję się z tego, że byliśmy najweselszym barakiem w całym obozie, że za Gierka jak było, tak było, ale było fajnie... bo nie jestem w stanie poważnie głosić takich tez, mając na uwadze śmierć tysięcy ludzi, którzy zginęli w wojnie domowej 1945-56 (tak, tak... gdy większość grzała pupki pod pierzyną, niektórzy w tym kraju gnili w UBeckich więzieniach i byli rozstrzeliwani), byli bici i mordowani także i później - również po 1989, bo i po grubej kresce ubeckie łapy dosięgły tego i owego. Ostatnia ofiara PRLu zginęła w 1993 roku, a był to pewien ksiądz mocno zaangażowany w Solidarnośc, którego nieznani sprawcy próbowali zabić już od połowy lat 70.
Nie głoszę takich tez z udawanym albo ogłupieńczym rozrzewnieniem także dlatego, że mam świadomość, iż 44 lata peerelowskiego gówna to tak naprawdę obcy, nic nie znaczący - ale tragiczny - epizod w naszej historii.
myśl na dziś
Proces rewolucyjny, który dąży do osiągnięcia powszechnego zrównania, nie jest niczym więcej jak uzurpacją funkcji rządzenia przez tych, którzy powinni byc posłuszni.Gdy proces ten zostaje przeniesiony na relacje między władzami duszy, wtedy z konieczności prowadzi do żałosnej tyranii niepohamowanych namiętności nad słabą i złamaną wolą oraz bezkrytycznym rozumem, a szczególnie do panowania rozszalałej zmysłowości nad poczuciem skromności i wstydu.
Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 69-70


poniedziałek, 31 marca 2008

[31 III 2008] poniedziałek, uroczystość Zwiastowania Pańskiego

Rewolucja
w końcu obiecany komentarz na temat Rewolucji. Co rozumiem przez to pojęcie? Otóż, cofnijmy się w czasie do średniowiecza i zauważmy roboczo, że była to epoka przeniknięta chrześcijaństwem, tj. katolicyzmem. Przeniknięta tzn. wiele obszarów ówczesnej kultury było takie, jakie były dzięki inspiracji chrześcijaństwa. Nie jest to jednak jakiś złoty wiek, jakiś ostateczny i godny czci kształt kultury. Nie jest tak chociażby ze względu, że tak zwane średniowiecze to nieomal 1000 lat (a więc połowa naszej ery - myśleliście kiedyś o tym...?), w czasie których kultura owa ewoluowała. Pic jednak polega na tym, że ewoluując, ewoluowała w pewnym kierunku, który jako tako można przewidzieć (chociażby przez to, że wie się co jest z nim sprzeczne). Tę kulturę, tę christianitas z jej własnym, organicznym rozwojem, niszczy Rewolucja. Rewolucja, czyli po prostu inny paradygmat, inna wizja tego, jak kultura wyglądać powinna, ku czemu powinna dążyć, wreszcie co jest godne pochwały, a co potępienia. Jeżeli zaś uznaliśmy, że owa pierwotna kultura jest chrześcijańska, a Rewolucja dąży - z definicji - do zniesienia zastanego porządku w pełni (zresztą nie może być inaczej, po to robi się rewolucje) - jeśli zatem tak jest, to Rewolucja jest siłą antychrześcijańską, czyli antykatolicką (skoro w Kościele jest pełnia Objawienia).
Tak bym streścił poglądy doktora Plinio, tj. Plinio Correa de Oliveiry, założyciela TFP (międzynarodowej sieci Stowarzyszeń Obrony Tradycji, Rodziny i Własności - http://www.pliniocorreadeoliveira.info/ENGLISH.asp oraz http://www.tfp.org/ - strona od jakiegoś czasu nie działa, nie wiem dlaczego).
Podsumujmy cytatem z dra Plinio - Jeśli Rewolucja jest nieporządkiem, Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku.

W porządku, to gdzie te Rewolucje w historii (czy raczej Rewolucja)? Otóż, karuzela, tj. I Rewolucja zaczyna się z herezją Lutra, potem lecą kolejne odsłony tej samej Rewolucji - od Rewolucji Francuskiej, aż po 1968 rok. Nowość perspektywy Plinio Correa de Oliveiry polega na tym, że można ją odkryć de facto samemu, zastanawiając się nad przebiegiem dziejów (nie chcę zmarłemu doktorowi Plinio czynić wyrzutów, ale doszedłem do podobnych wniosków samodzielnie...) oraz na tym, iż niezwykle trafnie syntetyzuje kolejne wydarzenia, które zazwyczaj dla mało przenikliwych umysłów nie są w ogóle związane.
Pisząc posta, którego skomentował(-a) jb, tj. twierdząc że jesteśmy społeczeństwem poRewolucyjnym, miałem na myśli właśnie to - jesteśmy społeczeństwem (już nawet niezbyt narodem jesteśmy), które jest słabiutkim cieniem dawnej i obecnej Christianitas, tj. cywilizacji chrześcijańskiej.
Jeśli rzeczywistość nam się nie podoba, jeśli nie podoba nam się rozwiązłość, miałkość intelektualna, wszędobylska dekadencja, beznadzieja, bezsens, nijakość więzi, rozpad rodziny, niepokój, ruja i poróbstwo - wiedzmy, że nie komentujemy cywilizacji chrześcijańskiej, ale rzeczywistość Rewolucji. Mimo, że Rewolucja uparcie twierdzi, że wciąż walczy z silniejszym od niej chrześcijańskim ciemnogrodem.
Swoją drogą, także u Alexisa de Tocqueville'a, bodajże w O demokracji w Ameryce albo w O rewolucji i dawnym ustroju znajdujemy twierdzenie, że Rewolucja Francuska jest zastosowaniem tej samej myśli, tej samej zasady filozoficznej, którą zaimplementowała rewolucja Lutra...

kaznodzieje
zanim napiszę coś o jakości kaznodziejstwa, a chcę coś napisać, krótka myśl z wczorajszego kazania: Nie możemy być jak ta ruska zabawka, co się tak buja i ciągle wstaje.
No!

modelki
nie zastanawiało Was nigdy, kochani Czytelnicy, dlaczego w katalogach mody i parapornograficznych pismach dla leniwych kobiet (np. ostatnio wspomniany Glamour) najczęstszą pozą, w którą formuje się wyciućkane ciała modelek, to poza którą określam: Zobaczcie jak dokładnie ogoliłam pachy!

pederaści atakują!
słyszałem, że Prezydent głosił ostatnio orędzie, w którym pokazał jakichś poprzebieranych za nowożeńców dwóch panów zza wody, których przedtem widziałem w tefałenie, bo to ich przebieranie to było ponoć światowej rangi wydarzenie. Teraz słyszę, że te panowie przyjeżdżają do mojego kraju na zaproszenie tefałenu żeby udzielić wywiadu i myślą, że ktokolwiek ich wpuści do Pałacu Prezydenckiego, którego każdy mebel w jakimś stopniu współfundowałem ja i moja rodzina. Jeśli ktoś ich wpuści, to chyba jednak Bolesław Wałęsa miał rację z tym durniem...
Ale, ale, nie o tym mowa. Otóż jakiś cymbalista z Onetu napisał, poniższy tekst, w którym pada takie zdanie: Jak godzą [te dwa panowie z USA - przyp. MG] swoją żarliwą katolicką wiarę ze swoim homoseksualizmem?

O tym, że jest to bezsens każdy chyba wie, więc tylko krótko wyjaśnię to na końcu, natomiast teraz chciałbym odpowiedzieć temu panu redaktoru, czy pani redaktor, że godzą te dwie sprzeczności jak i Stalin godził wychowanie w seminarium prawosławnym z zapędami ludobójczymi - po heglowsku, dialektycznie!
Gośćmi Teraz My! będą Brendan Fay i Tom Moulton. Zdjęć z ich ślubu użyto w orędziu Lecha Kaczyńskiego. Co chcieliby powiedzieć polskiemu prezydentowi? Jak godzą swoją żarliwą katolicką wiarę ze swoim homoseksualizmem? Zadaj swoje pytanie!

Dobra, odkładamy figle-migle na bok. Aktywny homoseksualizm, jak każda forma cudzołóstwa jest grzechem śmiertelnym. Nie da się pogodzić grzechu śmiertelnego, w którym trwa się z uporem i dobrowolnie z wiarą katolicką. Znaczy to tylko tyle, że nie ma takiej istoty na świecie, która w jednym czasie byłaby katolikiem i nim nie była. Toż Arystoteles się w grobie przewraca! Tak jak nie ma katolika-abortera, katolika-komunisty, ani katolika-satanisty, tak też nie ma katolika-aktywnego homoseksualisty, katolika-aktywnego bigamisty, itd. Takie zwierzę nie istnieje.
Powtórzę jeszcze raz to, co kiedyś już na blogu wyłuszczyłem. Zgadzając się na supremację cudzołóstwa nad współżyciem, akceptujemy równouprawnienie pederastii z heteroseksualizmem. Uważając pederastię za tzw. orientację seksualną, zgadzamy się również, iż inne zboczenia, to orientacje (gdyż nie ma żadnych przesłanek, by przyjąwszy to założenie temu drugiemu zaprzeczyć). Jednym słowem - godząc się na Rewolucję w pierwszej postaci, lecimy prostą drogą przez kolejne jej postacie... Możecie wierzyć lub nie - niedługo bez mrugnięcia okiem w telewizji będzie mowa o dyksryminacji pedofilów. I prawie nikt nie znajdzie argumentu przeciwko. A ten, kto znajdzie, to radykał i niebezpieczny człowiek.

do obejrzenia
obejrzyjcie i poznajcie Joannę Najfeld, tzw. Najfeldkę, którą miałem przyjemność poznać w zeszłym roku pod Sejmem. Tutaj w tefałenie z jednym z panów z portalu pederastyckiego. Bardzo wdzięcznie go rozjechała.

Traktat z Lyzbony
tymczasem, niejaki Gosiewski Edgar Przemysław, nasz utrzymanek w Sejmie ogłosił, że PiS jednak się zgadza na Traktat z Lizbony w zamian za jakieś ważne obietnice Tuska Donalda w innych kwestiach. Przeżyjmy to jeszcze raz innymi słowami: Cześć, jestem Edgar. Oddajemy gigantyczną część suwerenności Unii Europejskiej, OK, nie ma sprawy, ale niech Pandonald się zgodzi, żeby ceny znaczków poszły w górę tylko o 4 a nie 5 groszy w obrocie krajowym.

myśl na dziś
Na tym polegała wielka rewolucja chrześcijańska: zamienić ból w owocne cierpienie; ze zła uczynić dobro. Pozbawiliśmy diabła tej broni..., a z nią zdobywamy wieczność.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 887

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO