Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2009

[13 X 2009] media globalne, czy media lokalne? RadioSłużew.pl

media lokalne – przyszłość?
tendencyjności, głupoty i miglancostwa mediów mainstreamowych nie da się nie zauważyć. Pisałem o tym zresztą nie raz! Skądinąd nie może być inaczej – bo power tends to corrupt, absolute power corrupts absolutely, jak mawiał sam Lord Acton. Skoro media są czwartą władzą, a jak się mówi ostatnio – coraz większą., to i na większą korupcję są narażone. Proste, że jasne. Bez mediów nie mielibyśmy PR-u – zarówno negatywnego, jak i pozytywnego, bez nich nie mielibyśmy zmiany społecznej, etc. W związku z tym zarówno podmioty prywatne, jak i rządowe oraz opozycyjne tańczą swój chocholi taniec wokół mediów mainstreamowych.
Skutkiem tego mamy bajzel, który widać gołym okiem. Publicyści plotą jak najęci i się wcale dobrze mają (istnieje przecież klientelizm). Dlatego nazywam większość z nich miglancami. I dlatego dziś opiszę pewne rynkowe novum...

Służew – zalążek przyszłości
nie jest wykluczone, że w tym kontekście wyjściem mogą być media lokalne. Oczywiście nie a priori, bo i lokalnie możliwe są naciski (a nie znamy przypadków, gdzie lokalni radni, albo sołtys lub prezydent miasta ma własną, wychwalczą gazetkę?). Ale sądzę, że dziennikarze lokalni – w sytuacji gdy byt zapewnia im inne źródło dochodów, albo nawet dochód pasywny po latach pracy i nie muszą szukać prestiżu – są predestynowani do tego, by tworzyć rzetelną informację.
Taką tezę stawia także kol. Kuba Kumoch, współtwórca RadiaSłużew.pl, do którego piję (swoją drogą ciekawie jest przejrzec życiorysy Twórców). Ciekawie opisuje stan rzeczy, pisząc:

(...)
Nad całym rynkiem mediów coraz bardziej ciąży zmęczenie polityką, która nadawała ton 90 procentom informacji krajowych. Zrobienie dobrej informacji niepolitycznej wymaga już dużego warsztatu dziennikarskiego, a na klasycznego dziennikarza, który pisze codzienny bezwartościowy tekst oparty na telefonie do Gosiewskiego i Gowina, nie ma już zapotrzebowania. Dziennikarz robiący codziennie tekst "Schetyna idzie na wojnę z Gowinem" jest nieprzydatny.

3. Każdego normalnego człowieka sto razy bardziej interesuje jego własne otoczenie niż codzienna ogólnokrajowa sieczka informacyjna. Mam wrażenie, że zwycięstwo internetu nad papierem jest tego przejawem. Własny przykład: moja ciekawość wydarzeń krajowych jest całkowicie zaspokojona po 12-sekundowej wizycie na Wirtualnej Polsce. (...)

źródło: http://jakub-kumoch.salon24.pl/125734,radio-sluzew-moj-pomysl-na-nowe-media

Rzeczywiście tak jest i rzecz czuję podobnie. Wyskoki Wałęsy, kolejne durnoty Tuska, czy rewelacje Palikota i akcje antyspołeczne Aborczej – po prostu mnie nie obchodzą. Pozbycie wagi tego całego bełkotu może się dokonać chyba tylko poprzez internet.
Pierwsza fala tego odejście nastąpiła z chwilą stworzenia serwisów społecznościowych – gdy ludzie zaczęli gadać o rzeczach sobie najbliższych na forach i w prywatnych wiadomościach w ramach grona.net, czy teraz facebooka i naszej-klasy. Druga dokonała się wraz z wystrzałem blogosfery – najpierw marnych serwisów blogowych Agory i Onetu, później salonu24.pl i jego następców (coraz mniejszych i silniej stematyzowanych!) - niepoprawnych.pl, blogbank.pl i innych (również i na Fronda.pl).
Sądzę, że trzecią falę wyznaczają właśnie serwisy autentycznie lokalne, tj. zaczepione w grupie, która utrzymuje osobiste relacje, bądź ma ze sobą dużo wspólnego. To kryterium spełnia zarówno RadioSłużew.pl jak i wielka Fronda.pl jako medium sprofilowane. One są również generatorami kapitału społecznego, o którym z punktu widzenia Roberta Putnama pisałem już parę razy.

inni?
Można by zapytać gdzie na tej skali sytuują się takie serwisy jak naszemiasto.pl, mojemiasto.pl, czy z drugiej strony pruszkow.pl i otrebusy.pl. Otóż, pierwsze to twory stricte biznesowe, tworzone odgórnie (podobnie jak gazetki Metropol, czy Metro – trochę sprofilowane lokalnie). Drugie – tworzone odgórnie najczęściej przez lokalną władzę. Jest tu jednak drobna różnica – podobnie jak między forum mieszkańców osiedla tworzonym przez nich samych, a forum stworzonym przez dewelopera, który do jego obsługi wynajął agencję PRową... prawda?

Misja
mnie misja chłopaków z RadiaSłużew.pl przekonuje:

  • Wierzymy, że własna ulica jest sto razy ważniejsza niż wielka polityka i partyjne przepychanki.
  • Wierzymy, że rolą dziennikarza nie jest ani pouczanie ani moralizowanie, wierzymy, że jest nią opowiadanie ciekawych historii.
  • Wierzymy, że historie dzieją się wokół nas. Że miejsce, w którym mieszkamy nie jest pustynią z betonu. Że potrzeba kogoś, kto te historie zbierze i opisze.
  • Wierzymy, że jeżeli media lokalne nie spełniły swojej roli, to stało się to wyłącznie z powodu ich niskiego warsztatu. Wierzymy w dobre newsowe dziennikarstwo.
  • Wierzymy w społeczność mieszkańców. W to, że chcecie tego samego co my.
  • Wierzymy w swoją małą ojczyznę.
  • Wierzymy w Służew.


Panowie, powodzenia! O reklamę się nie boję – firmy rozumieją coraz bardziej, że najksuteczniejszy jest to, co nazywam marketingiem wewnętrznym. Przekaz pochodzący ze środowiska konsumenta, niż z obcego billboardu, który w tej samej formie widać nie tylko na Służewie, ale i w innych częściach miasta i Polski.

a rok temu
http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=8013098484768916376&postID=5849259489302062829

myśl na dziś
Gdybyśmy jako chrześcijanie żyli prawdziwie zgodnie z naszą wiarą, nastąpiłaby największa rewolucja wszystkich czasów... Skuteczność współodkupienia zależy także od każdego z nas! — Pomyśl nad tym.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 946



niedziela, 4 października 2009

[4 X 2009] o antysemitach, Stanleyu i katolicyzmie jako oporze

Stanley strikes back
jak obiecałem w ostatnim wpisie tęskniącym za katolickim Rockeffelerem w osobie p. Pawła Królaka – dziś poszerzę nieco pole dotyczące ostatniego wywiadu-rzeki ze Stanisławem Michalkiewiczem, która w ramach Biblioteki Wolności ukazała się nakładem Najwyższego Czasu!.
Poza tym, że czytając książkę mogłem wyobrazić sobie p. Stanisława na podstawie zarówno przemówień publicznych, jak i osobistego spotkania w ramach Gali Bloga Roku 2008, również miałem okazję bliżej poznać jego biografię i zupełnie intymne, raczej nie obarczone stylistyką wiecową, przemyślenia. Jako, że zanudzanie Czytelnika dywagacjami na temat razwiedki zostawiam sobie na inną okazję, pozwolę sobie poruszyć sprawy innego rodzaju.

odwaga antysemitnika
dowiedziałem się na przykład, że życie p. Stanisława zmieniło się radykalnie w 1996 roku, kiedy to niejaki Isaac Singer wygłosił przemówienie, w którym zapowiedział, iż Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej. Sprawa i głośna, i niegłośna – bo z jednej strony wszyscy, których stosunki polsko-żydowskie interesują, o sprawie wiedzą, reszta zaś – czyli obłędni filosemici, o których już parę razy pisałem – rzecz przemilczają. No, ale – wówczas właśnie p. Stanisław uznał, że należy rzeczy się przypatrzeć i zacząć obserwować sprawy żydowskie. W wyniku tego z redaktora często pojawiającego się w telewizorze, a wcześniej nawet sędziego Trybunału Stanu, przedzierzgnął się momentalnie we wrażego antysemitnika i ciemniaka, co – jeśli dobrze pamiętam – potwierdziły protesty przeciwko albo jego wejściu w skład zarządu Polskiego Radia, bądź otrzymania programu autorskiego w tej szacownej instytucji (parę lat temu miała miejsce taka sytuacja – brońmy Polskiego Radia przed antysemitą!).
Tomasz Sommer, znając ten stereotyp Michalkiewicza jako antysemity i człowieka na punkcie Żydów zbzikowanego, dopytywał czy nie zamierza przestać się tymi sprawami zajmować, skoro aż tak komplikują życie, na co indagowany odpowiedział w bardzo ciekawy sposób. Otóż, w którymś z wcześniejszych rozdziałów zaznaczył, że do opozycji w PRL wstąpił po to by się nie bać. Odpowiadając na pytanie o współczesność, potwierdził, że skoro działał w opozycji po to by się nie bać, to nie ma najmniejszego powodu, by teraz spękać i przestać robić swoje.
Święte słowa – każdy ma swoje Westerplatte, jak to powiedział Jan Paweł II, a i ja swoim, skromniutkim doświadczeniem rzecz potwierdzić mogę.

niezależność finansowa
zdobycie się na odwagę, by się nie bać pozwala działać niezależnie. A działać można z powodzeniem, czego dobrym przykładem jest właśnie casus Michalkiewicza. Wielokrotnie podawałem go za przykład, ale powtórzę po raz kolejny.
Jestem pod wielkim wrażeniem jego przedsiębiorczości i umiejętności utrzymywania się z wielu źródeł, które de facto polegają na tym samym – Michalkiewicz utrzymuje się z pisania. Tak, jest rzeczą godną podziwu, że facet jest w stanie utrzymać siebie wraz z rodziną z samego pisania – zarówno książek, broszur, felietonów publikowanych w czasopismach, jak i (to chyba największy fenomen) – dobrowolnych darowizn osób, które czytają jego autorską stronę!
Jest to dla mnie tym bardziej godne podziwu, że mnie się to nie udaje, tzn. nie mam możliwości przeżycia z samych wpłat (choć kilkanaście darowizn odebrałem, za co bardzo dziękuję!) - sytuacja ta ma oczywiście wiele czynników, ale głównym z nich jest ten, że Michalkiewiczowi mogę co najwyżej pantofle wiązać i Czytelnik to widzi.
Ale nie po to piszę o wymiarze materialnym jego egzystencji, by naganiać na swoje konto. Piszę o tym po to, by podkreślić po raz enty wagę wspieractwa, o którym pisałem tyle razy. Gdyby nie możliwość zaspokojenia potrzeb materialnych poprzez pisanie, Michalkiewicz nie pisałby swoich genialnych tekstów albo dlatego, że musiałby harować w fabryce, lub ogłupiającym biurze, albo ze względu na konieczność pisania tekstów na zamówienie.
Działa zatem spokojnie dzięki kilkuset ludziom, którzy łącznie – jak policzył kiedyś mój kolega wg danych ze strony – fundują Pani Stanisławowi honorarium na ponad 9 000 zł. Zrzutka po kilka-kilkadziesiąt złotych nie boli, a dzieki niej mamy potężną, błyskotliwą armatę. Podobnie zresztą z Fronda.pl i Klubem Frondy. Mam nadzieję – i będę działał w kierunku realizacji tej wizji – że ta forma finansowania będzie miała jeszcze swoje większe pięć minut po naszej stronie mocy.

czytanie gazet
zdaje się, że starzy Czytelnicy tę uwagę przy jakiejś okazji czytali, ale warto ją powtórzyć. Nie jest cnotą, ani szczególną zasługą (także intelektualną) czytanie gazet. Wszak ich treść (w tym napuszone „analizy” i „eseje”), to wytwór przeróżnych miglanców, którzy o niezależności podobnej do p. Stanisława mogą pomarzyć. Nie chodzi tu o wystrzeganie się formy przekazy, a jedynie rodzaju poruszanych zagadnień – źle jest czytać wciąż na tematy bieżące. Wszak ich oceny można dokonać jedynie w oparciu o kryteria ogólne, jakieś zasadnicze założenia – dlatego zamiast czytać prasę codzienną, czy tygodniki – warto wziąć się za książki, albo te gazety, które dużo uwagi poświęcają niepopularnym i „nudnym” tematom.
Powiem od razu, że „Polityka” i „Newsweek” nie są takimi uczonymi gazetami.

katolik – totalny nonkonformista
wspomniałem ostatnio także o „Iota Unum” prof. Amerio, którą to cegiełkę zabrałem w podróż. Choć do jej końca wciąż brakuje mi kilku centymetrów grubości, odkryłem w niej pewną myśl, którą chyba kiedyś podzieliłem się na blogu.
Otóż, katolicyzm, to nonkonformizm bez względu na czasy. Bycie katolikiem zawsze oznacza bycie w opozycji do większości (nawet w seminariach duchownych gorliwi klerycy są postrzegani jako wariaci – vide przypadek św. Josemarii, którego ze względu na nabożeństwo do Maryi nazywano w seminarium Różą). Nonkonformizm ten objawia się nie tylko w walce na zewnątrz, która jest rzeczą drugorzędną (choć zasadniczą), ale przede wszystkim w walce wewnętrznej. Katolik jest przede wszystkim nonkonformistą wobec siebie!

myśl na dziś
Jeśli jesteśmy blisko Chrystusa i idziemy Jego śladami, winniśmy kochać z całego serca ubóstwo, oderwanie od dóbr ziemskich, braki.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 997



czwartek, 30 lipca 2009

[30 VII 2009] Ryszard Rynkowski śpiewa, a tu gaz na ulicach!

życie, życie...
„...jest nowelą. Raz przyjazną, a raz wrogą!” Tak śpiewał nie tylko Rynkowski Ryszard w dżinglu serialu wszchczasów, czyli „Klanu”, ale również pangrzyzga, któren choć był w młodości identyfikowany przez kolegów z gimnazjum z postacią dra Lubicza, to jednak serialu owego daaaawno nie oglądał – ale w przez ostatnie dwa dni pieśń macho Ryszarda w uszach swych regularnie słyszał. Nie wiem jak to tam z mózgiem jest, ale któraś klepka najwidoczniej się nie dość dobrze domknęła i masz ci los! Siadamy na porcelanie – Rynkowski w uszach. Siadamy do obiadu – Rycho śpiewa. Próbujemy czytać książkę - „wczoraj biały welon, jutro białe, białe włosy!”. Idziemy spać – Rysiek wciąż nie kończy!
Ale rację ma wysoki Rycho (trzeba Rynkowskiemu przyznać, że wzrostu to jest akurat słusznego!), że życie to raz takie, a raz inne jest. Bo oto sądził pangnyszka, że po obronie inżynierskiej oraz porodzie Siostry nogi w górę wyciągnąć będzie mógł, wygodnie się rozłożyć i zająć nadrabianiem wielodniowych zaległości blogowych... a tu lypa! Nic, a nic , paniegruszka! Trzeba było się najpierw zająć tysiącem spotkań, później inną działką, potem kolejną... i tak przeminął cały lipiec, a zmęczenie jedynie narosło! Co nie oznacza wcale, że czas ten był spędzony bezowocnie! Żadną miarą, co niebawem także i Gnyszkoczytelnicy zauważą! Faktów jednak nie uprzedzajmy, a bierzmy się za komentowanie bieżącej sytuacji!

sytuancja bieżąca
Bieżąca sytuacja jest taka, że lwia jej część przeminęła i niewarta jest skomentowania ze strony Gnyszkobloga. Rząd Tuska kompromituje się coraz bardziej – minister okazuje się być cieciem, rządowy liczykrupa zmienia prognozy wzrostu PKB jak rękawiczki i wyciąga rękę po pieniądze z NBP. Poza tym powoli szykuje nam się rotacja na posadzie konika medialnego – środowisko Piskorczyków zaczyna rżnąć zwyczajowego jarzębia, twierdząc że ma jakieś poglądy i powinno znaleźć się u władzy. PiSiaki robią to, co zwykle, czyli nic. Pojawił się na horyzoncie nowy byt – Kongres Kobiet Polskich i już zaczął jarzębia strugać. Wyłuskajmy z tego natłoku zdarzeń kilka i krótko omówmy!

pacyfikacja KDT
Wielkie wrażenie zrobiły na mnie ostatnimi czasy zdjęcia z wnętrza Kupieckich Domów Towarowych autorstwa mojego kolegi, Kuby Szymczuka. Do sprawy do niedawna miałem podejście natury mieszanej – z jednej strony świadomość peowiackich praktyk w wykańczaniu zdrowej konkurencji (przypomnijmy sobie praktyki Lewandowskiego, gdy był ministrem przekształceń własnościowych – finansowanie sprzedaży krakowskich fabryk działaczom KLD z dywidendy, które owe spółki po przejęciu wypłacały nowym właścicielom; dofinansowanie ponad 150 mln zł przez Gronkiewiczową budowy nowego stadionu Legii przez spółkę właścicieli TVNu, czyli ITI, etc.) oraz intuicyjna chęć obrony słabszego. Z drugiej strony – medialna wrzawa na temat prawnych kulisów owej sprawy, wedle której kupcy-akcjonariusze KDT, to zwykłe warchoły, huligani oraz kułacy.
Najpierw pochwalmy Kubę Szymczuka za świetne zdjęcia i podłożenie wybornej do nich muzyki. Więcej dziennikarstwa obywatelskiego, więcej prywatnych fotoreporterów, więcej blogów – więcej prawdy nam się pojawi w obiegu.
Później zaś, przejdźmy do polecenia Gnyszkoczytelnikom ostatnich wydań dwóch gazet. Po pierwsze bieżącej „Gazety Polskiej”, gdzie cała rozkładówka poświęcona jest sprawie oraz felieton Rafała Ziemkiewicza na ostatniej stronie. Po drugie – artykuł Roberta W. Wyrostkiewicza z bieżącego „Najwyższego Czasu!”. Jakie pytania można postawić w oparciu o te artykuły, a które mają decydujący wpływ na to, czy bijatykę przy KDT nazwać sprawiedliwą egzekucją wyroku, czy po prostu pacyfikację? Zamieszczam je poniżej.

  • 1. Czy jest prawdą, że Urząd Miasta zaproponował kupcom najpierw dwie inne lokalizacje (które rozdzieliłyby akcjonariuszy spółki KDT), później zaś inną lokalizację przy ul. Okopowej (za dwa lata), oraz że nakazało w związku z wyborem lokalizacji przy Okopowej natychmiastowe opuszczenie KDT?
  • Jeśli tak – nie mówmy, że sprawa jest czysta. Jeśli kupców przenosimy, to dajmy im ekwiwalentną lokalizację od razu, a nie dwa lata później, przez które znów może się okazać, że Okopowa jednak nie jest aktualna, a stacja metra powstanie jednak za lat dwadzieścia.
  • 2. Czy jest prawdą, że z początku kupcy nie stawiali żadnego oporu i czekali na komornika z dokumentami, natomiast przemoc rozpoczęła się od razu w okolicach godz. 8:00 ze strony bandziorów spod znaku Zubrzyckiego?
  • 3. Czy jest prawdą, że dopiero godzinę po rozpyleniu przez Zubrzyckiego służby medyczne zaczęły udzielać pomocy kupcom gazowanym w zamkniętym pomieszczeniu?
  • 4. Czy jest prawdą, że Straż Miejska i Policja zwracały uwagę gnojom od Zubrzyckiego, że niepotrzebnie i ze zbyt dużym natężeniem stosują przemoc, ale nie podjęli żadnych kroków celem obrony obywateli z KDT, gdyż taki mieli rozkaz, a sami de facto mieli za zadanie obronę ludzi Zubrzyckiego?
  • 5. Dlaczego komornik wynajął agencję Zubrzyckiego, a nie wszedł w asyście Policji?
  • 6. Czy jest prawdą, że po wyrzuceniu dziennikarzy ze środka hali (po wejściu Policji) ochroniarze z firmy Zubrzyckiego skatowali kilka osób, zamknąwszy je uprzednio w pomieszczeniach ochrony wewnątrz KDT? Czy obdukcje lekarskie ofiar wraz z pozwami dotarły do sądów?
  • 7. Jaki jest powód, dla którego śledztwo ws. łapownictwa prowadzone względem Sylwestra Zubrzyckiego, założyciela mini-armii, przestało się posuwać, a sam Zubrzycki wyszedł na wolność?
  • 8. Dlaczego firma Zubrzyckiego została wyłoniona do ochrony terenu KDT bez konkursu i czy ma to związek z zarzutami o korupcję przy zdobywaniu publicznych zleceń, jakie skierowano względem Zubrzyckiego?
  • 9. Ogólniej zaś – dlaczego agencja Zubrzyckiego ochrania tak wiele miejskich imprez i obiektów? Przypomnę, że nie jest to ani największa, ani najstarsza firma na rynku.
  • 10. Czy Sylwester Zubrzycki pracował przed 1989 rokiem w Urzędzie Bezpieczeństwa PRL i uzyskał w tej służbie stopień kapitana? Pytam, bo spotkałem już takie informacje w sieci.

Na końcu zaś, to już nie pytanie, chciałem przypomnieć aferę sprzed kilku lat, polegającą na masakrze w oddziale któregoś z warszawskich banków i okradzenie go, której niechlubnym bohaterem był ochroniarz oddziału z agencji... Zubrzycki, który okazał się być wtyczką przestępców!

Jeśli ktoś nie zna odpowiedzi na powyższe pytania, ani nie ma bladego pojęcia o sprawach poruszonych powyżej, niechaj nie sądzi, że ma cokolwiek do powiedzenia na temat sprawy.
Rzekłem! A kończyć muszę, bo bateria w laptopie mi się kończy, a pociągowe źródła energii niestety nie fukcjonują! Hajże na Wrocław!

myśl na dziś
Wola. — Energia. — Przykład. — Co ma być wykonane, wykonaj... Bez wahania... Bez oglądania się za siebie... Inaczej ani Cisneros nie byłby Cisnerosem, ani Teresa de Ahumada nie byłaby świętą Teresą..., ani Ińigo de Loyola świętym Ignacym... Bóg i odwaga! — Regnare Christum volumus!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 11



niedziela, 31 maja 2009

[31 V 2009] niedziela Zesłania Ducha Świętego - Marsz dla Życia i Rodziny!

przerwa

ładnie! Pangrzyzga miał chyba najdłuższą w życiu przerwę od blogowania! Niestety, taki los - muszę teraz ostro pracowac na końcówce pracy inżynierskiej, więc większej aktywności nie wiem kiedy można się spodziewac! Niestety, bo do opisania mam już tyle rzeczy, że nie mieści mi się w notesie!
Odkujemy się po 22 czerwca, albo i wcześniej (tego dnia rozwieszamy swoje prace)!

IV Marsz dla Życia i Rodziny
póki co wrzucam fotoreportaż krótki z IV Marszu dla Życia i Rodziny w Warszawie! Wg Policji przybyło 3,5 tysiąca ludzi (niestety miało byc ich więcej - ale psia pogoda odstraszyła uczestników...). Co ciekawe, w TVNie wykorzystano Marsz i miły przekaz, który niósł do tego, by podbic bębenka tuskistom - info o Marszu zakończyło się niusem, że marszowcom pewnie po drodze do młodzieżówki PO, która miała dziś swój zlot i obradowała tam o polityce prorodzinnej. Nóż się w kieszeni otwiera, a serce mocniej bije.








a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/31-v-2008-na-dobry-pocztek-dnia.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/31-v-2008-sobota-wito-nawiedzenia.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/31-v-2008-sobota-wito-nawiedzenia_31.html

myśl na dziś
Zwróć swe oczy ku Najświętszej Maryi Pannie i patrz, jak żyje cnotą lojalności. Kiedy Jej potrzebuje Elżbieta — powiada Ewangelia — przybywa cum festinatione, z radosnym pośpiechem. Ucz się!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 371



sobota, 18 kwietnia 2009

[18 IV 2009] kruszą się nasze aspiracje

rozwalają się aspiracje
czy zauważyliście, że do czegokolwiek Polska aspiruje i co prawie już osiąga... wali się to w zgliszcza? Dajmy sobie lata międzywojenne za przykład - parcie na modernizację, wielkie inwestycje w Warszawie za Starzyńskiego, stajemy się wreszcie w tempie ekspresowym, państwem europejskim! Już prawie jesteśmy... i wybucha wojna! Warszawa zostaje kupą gruzu. Polecam w tym względzie Dzienniki czasu wojny Z. Nałkowskiej. W pewnym momencie pisze właśnie z rozrzewnieniem o osiągnięciach Starzyńskiego, które obracają się w pył. Potem rok 1989 - i aspiracje do stania się demoliberałoludem. Mija kilka lat... Europa w obecnym stanie przekształca się w Zjednoczone Emiraty Europejskie, z niewydolną gospodarką, ubezpieczeniami społecznymi, starym społeczeństwem...
Zamiast aspirować - stwórzmy coś sami, wartość do której aspirować będą wszyscy.

Zyzak - once more
abstrahując od kolejnych szaleństw Wałęsy, warto zwrócić uwagę na pewne zjawisko wśród dziennikarzy. Jacy są, to pewnie wiadomo - najczęściej słabo wykształconymi karierowiczami, cynglami bądź przydupasami swoich szefów. Z naciskiem na słabe wykształcenie i pewną sztampowość myślenia. I tacy oto prezenterzy bądź dziennikarze uważają za stosowne stroić się w szatki naukowców wyrokujących na temat tego, czy praca Zyzaka spełnia standardy naukowe, czy nie.
Nie mają do tego prawa po pierwsze ze względu na to, że książki nie czytali. Po drugie ze względu na swoje nieuctwo. Bo jeśli - a powtarzam to po raz chyba setny - Bronisław Malinowski (którego świetny Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu należy dziś zdecydowanie polecić!) jedzie na Trobriandy spisać koszałki-opałki opowiadane mu przez tubylców na tematy wszelakie, a uczony ów po dziś dzień jest klasykiem antropologii, to dlaczego mgr Zyzak chcący zrekonstruować ów "mit Wałęsy" m.in. wśród mieszkańców jego wsi i okolicznych - stosując tę samą, standardową metodę, co Malinowski - jest nieukiem? Ano chyba tylko dlatego, że nieukami i gnojami są te medialne pieski... Ale idźmy dalej... to kim w taki razie jest ponoć światowej sławy uczony historyk J.T. Gross, który swoich Sąsiadów opiera na bardziej niż "mocno" wątpliwej relacji Szmula Wasersztajna (który później okazuje się być agentem NKWD, co tłumaczyłoby przemilczenie wątku kolaboracji jedwabieńskich Żydów z Sowietami, po zajęciu wsi w pierwszej fazie wojny)... to ja już nie wiem i chyba sobie kupię Aborczą, żeby wiedzieć co myśleć.

e-biznes a NLP
w polecanym przeze mnie E-biznesie jako sposobie na sukces znajdzie Czytelnik rzecz następującą - otóż niektórzy z pionierów e-biznesu, którzy udzielili Jolancie Gajdzie wywiadu, powołuje się na przeróżne techniki NLP, Silvy, i inne mentalne nakręcacze. Pierwszą reakcją byłoby pewnie wrzucenie książki do pieca... ale uważam, że warto doczytać do końca, poznać w ten sposób ten światek, zobaczyć, że jako katolik nie trzeba wielu rzeczy poszukiwać na szkoleniach, czy u trenerów zmiany osobistej, odkryć więć że ma się buławę w plecaku, z wywiadów zaczerpnąć fachowej inspiracji, pomysłów i otuchy... i brać się do roboty!
Powtarzam to po raz setny - jako katolicy nie mamy prawa nie móc zmieniać świata. Jako katolicy w Polsce, wciąż będący na dorobku, bez elastycznych i skutecznych struktur - musimy mieć zasobne portfele i prestiż zawodowy tym bardziej! Ułatwmy Panu Bogu dzieło!

pangrzyzga w Radio Plus Józef
chciałem nieśmiało poinformować wszystkich chętnych, o tym iż...

w najbliższy poniedziałek, o 22:00
na 96,5 FM, czyli w
Radiu Plus Józef
emitowana będzie audycja Roberta Tekielego pt. Pocieszenie i strapienie,
której byłem gościem

audycji można będzie też wysłuchać przez internet - www.radiojozef.pl

dzień rocznicowy
a przedwczoraj istny dzień rocznicowy - 85 urodziny Benedykta XVI i rocznica poznania się moich Rodziców!
Plurimos annos wszystkim jubilatom!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/18-iv-2008-pitek-tajemncie-bolesne-raca.html

myśl na dziś
Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



niedziela, 1 marca 2009

[1 III 2009] niedziela, czyim memberem jest p. Borusewicz?

wracamy – co robi intersity?
no, i przyszedł czas powrotu! PKP Intercity – spółka, którą darzyłem wielką estymą za poprzedniego prezesa, a którą teraz wypluć z ust swoich musiałem ze względu na skandaliczną podwyżkę cen biletów – dzisiaj zmienia rozkład jazdy! Jak zwykle – skutkuje to powszechną degrengoladą wszelkich czynników kolejowych.
Pociąg nie przyjeżdża, pani z informacji nie wie, czy przyjedzie, ale twierdzi że wczoraj przyszły jakieś telegramy, podchodzi do nas chłopiec, który od wczoraj czeka na pociąg do Warszawy, bo najpierw sprzedali mu bilet na pociąg, którego nie było, potem nie dali rady poinformować kiedy będzie... słowem – nic się nie zmieniło od czasu, gdy jechałem z przepustki po przysiędze z powrotem do Torunia, właśnie w dniu zmiany rozkładu!
Ach, nic to! Chce się ciąć koszty, to trzeba jechać pośpiechem.

rozumienie intencji
pogrążonym będąc przez weekend w lekturach socjologicznych, szczególną uwagę zwróciłem na pewną sugestię w jednej z nich! Chodziło o wagę rozumienia intencji! Popuściłem wodze fantazji... i muszę się zgodzić. W zależności od tego, jak rekonstruujemy intencję działającego aktora, taką też postawę zajmujemy wobec jego działań. Bez względu na to, czy chodzi o politykę międzynarodową, czy o codzienne obcowanie z członkami rodziny! Daleko szukać nie trzeba – ostatnio pisałem na gnyszkoblogu o jałowości zabiegów względem Jerozolimy, jeśli nie uwzględniają one prawdziwych intencji strony muzułmańskiej. Jeśli jej intencja jest taka, jak ją określiłem... to wszelkie działania, które tego ustalenia nie uwzględniają – można sobie o kant...!
Intencję rozeznać jest trudno, toteż kontakty międzyludzkie należy opisać jako wielkie pasmo błędów, szczególnie błędów atrybucji... czyli wracamy do tego tematu, który szeroko wałkowaliśmy nie tak dawno temu.
Wśród nich najczęstszym jest moim zdaniem przypisywanie świadomego sprawstwa. Jeśli rozpatrujemy skutek czyjegoś działania... to im mniej jest on nam obojętny, tym bardziej skłonni jesteśmy przypisać działającemu świadome sprawstwo.

czego Borusewicz jest członkiem?
jakiś czas temu, niejaki Borusewicz Bogdan z Pomorza, tymczasowy marszałek Senatu stwierdził, że „(...) jako członek Kościoła Katolickiego, czuje się zaniepokojony postępowaniem Benedykta XVI”. Z okazji Wielkiego Postu, gnyszkoblog pragnie wydać oficjalną rekomendację panu Borusewiczowi. Taką mianowicie, by w zaciszu własnego sumienia dokonał introspekcji, czyli rachunku sumienia... gdyż wielce prawdopodobne wydaje się, że nie jest członkiem żadnego Kościoła Katolickiego, tylko po prostu członkiem. Członkiem-w-ogóle.

rynek – reifikacja
o tym, że ludzie lubią personifikacje, czy reifikacje w ogóle – wiadomo od dawna. Ostatnio istna feeria reifikacji występuje wokół tematu rynek-kryzys.
Sam kryzys, to jakiś włochaty stwór, który nie wiadomo skąd i w jaki sposób przychodzi, nie wiadomo co i jak robi... ale skutkiem tego jest... nie wiadomo co i w jaki sposób... ale jest to straszne. Takie podejście jest na rękę dziennikarzynom ekonomicznym, bo kując tekściorki i audycje w taki sposób łatwo wcielają się w rolę tych mądrzejszych, którzy oświecają maluczkich konsumentów, którzy inaczej nic by nie zrozumieli. A prawda jest taka, że tu dużo do rozumienia nie ma, choć wydaje się inaczej. Dlaczego wydaje się inaczej?
Ano, dzięki temu pierdzeniu, które emitują dziennikarze, politycy wygłaszające puste mowy... a u źródeł tego wszystkiego leży zawsze: przychód, rozchód i ryzyko. Tymi pojęciami można opisać całą tę rzeczywistość, która się teraz objawiła – nie „stała się nagle” - ona stała się jasna, dotychczas wszyscy się okłamywaliśmy, że jest możliwe wszystko, że nadeszły już takie czasy, że już się niczego nie traci, że bessy nie przychodzą, że złotówka umacnia się w nieskończoność, że firma jest w stanie powiększać przychody w tempie 20% rocznie w nieskończoność... To czysto psychologiczne zjawisko, oparte m.in. na reifikacji. Być może zaczynamy opisywać rzeczy abstrakcyjne tak, jak by były bytami fizycznymi po to, by te sprawy lepiej sobie wyobrażać, ale później sami ulegamy własnym zabiegom – i zaczynamy wierzyć w to, co przerysowaliśmy poprzez reifikację. Podajmy tego przykład.
Spotkałem się ostatnio z polemiką, której inicjator chciał w końcu rozwiać powszechne przekonanie, że rynek jest idealny. Sam fakt, że istnieje potrzeba by o tym rozmawiać, to dowód na pewne zidiocenie. Bo ten „rynek” to nie jest jakiś byt, tylko codzienne transakcje kupna-sprzedaży. Tylko i wyłącznie.
Dlatego mimo, że rynek jest wydajny i najlepiej działa, gdy jest wolny, to idealna konkurencja i idealna informacja jego uczestników, są pewnymi modelami. To, że mówimy że rynek jest taki właśnie, nie oznacza, że w krótkim terminie nie opłaca się każdemu z jego uczestników sytuacja, w której byłby monopolistą! Oczywiście że tak! Więcej – będzie nawet się angażował w politykę po to, by dostać monopol. Stąd też – paradoksalnie – największy beneficjent rynku, czyli potężny gracz na rynku, we własnym interesie dąży do usunięcia rynku. To jednak nie oznacza, że następuje koniec rynku... każda sytuacja w historii jest przejściowa! Tym bardziej w historii gospodarczej, gdzie motorem działania często jest chciwość! Monopolista, gdy zacznie przeginać... będzie aż do skutku atakowany przez odważnych, mniejszych konkurentów. Proszę sobie prześledzić ostatnie sto lat i poszukać przykładów upadków potężnych firm, prawie monopolistów na własnych rynkach. Jest ich wiele – chociażby spoglądając jedynie 10 lat wstecz. Bycie monopolistą demoralizuje... a zdemoralizowana firma długo istnieć nie może, choćby nawet państwo podtrzymywało trupa dziesiątkami lat.
Z jednej strony błędem jest reifikowanie rynku, jako jakiegoś abstrakcyjnego bytu, niewidzialnej ręki, czy kryzysu, jako nie wiadomo czego (a przecież „kryzys” to po prostu bankructwa firm na skutek popełniania błędów, które pociągają za sobą bankructwa ich kooperantów). Z drugiej zaś – idealizowanie i traktowanie modelu, jako czegoś więcej, niż model. Z trzeciej – traktowanie ostatnich pięciu lat, jako „historii”. To zdecydowanie zbyt krótka perspektywa.

pobudźwa gospodarkie!
nie wiem na ile powyższe rozważania wydają się strawne, ale w moim przedziale szwargoczą sobie trzy młode damy rodem z Ostrowa Wielkopolskiego, które teraz przeszły na etap czesania się nawzajem. Chciałem czytać – nie dało się. Piszę bloga – daje się jako tako.
Wracamy do tematów gospodarczych. Czytałem ostatnio w Gazecie Polskiej wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, który optuje za powiększeniem deficytu budżetowego celem „pobudzenia gospodarki”. Nie wiem co na myśli miał Prezes Kaczyński... ale spróbujmy rozpatrzyć sytuację przez analogię z kotem Alikiem.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w posiadaniu kota Alika. Kotek nasz szalał sobie cały dzień, marcował się z koleżankami, wściekał na podwórku jak nigdy... przychodzi noc... Alik słania się na łapkach, ogon podkurczył, oczka mu się kleją... a my wciąż chcemy słuchać jego marcowego mruczenia i miauczenia. Traktujemy go zatem kawą i zastrzykiem z adrenaliny! Nawet jeśli Alik przez kolejną dobę będzie aktywny... a nawet i przez kolejną ... to w końcu albo nam w końcu kopyrtnie, albo jak mu damy spokój, to będzie nam spał przez dwie doby i cierpiał na niestrawność.
Pobudzajmy, pobudzajmy, panie Prezesie! Politycy to najlepsi twórcy... kolejnych kryzysów.
grahamki
co zatem zrobić w świetle powyższych dwóch notek? Jeśli mamy zamiar mądrzyć się, albo choć tylko rozumieć tematy z gospodarką związane, to bierzmy się za naukę. A uczyć się można jedynie od ekonomistów, którzy nie dokonują kreacji tylko i wyłącznie metodą używania niezrozumiałych słów... mowa więc o „Austriakach”. Książki, które wymieniłem w Pogadance na temat istoty kryzysu – Hayek, Rothbard i Mises – są nadal aktualne!
Natomiast jeśli zamierzamy dodatkowo coś zarobić... to – jak już pisałem ostatnio – bez „Inteligentnego inwestora” Benjamina Grahama nie ma o czym myśleć! Nie tylko wieloletnia perspektywa, bogaty materiał dokumentacyjny z przeszłości, ale i porządna teoria. Wyrosła właśnie z praktyki!

jak zostałem Putinem Opus Dei?
nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale zostałem Putinem Opus Dei! Ów zaszczytny tytuł nadał mi sympatyczny komentator blogu Barta (pamiętacie Barta, z którym konkurowałem w konkursie na Bloga Roku 2008? no, Bart zaczął zresztą gnyszkobloga komentować!) - niejaki eli.wurman. Zauważyłem, że otrzymuję przekierowania z Jego bloga. Zajrzałem... i w liście linków pod tytułem „Blogi twojej starej” znalazłem link właśnie „Putin Opus Dei”. Zgadnijcie dokąd prowadzi?
Sprawa to dla mnie wielce ciekawa i chyba jasna... stanowi piękny przykład różnicy między światem wyobrażonym, a realnym – i tego, że świat wirtualny – choć stwarza pozory wielkich możliwości poznawczych – to jednak świat domysłów, wyobrażeń i uprzedzeń.
Ale za ów pocieszny tytuł, eli.wurmanowi bardzo dziękuję!

Szostkiewicz a ultrakatolicy
nie lepiej, niż w blogosferze, jest w tradycyjnej publicystyce. Ostatnio niejaki Szostkiewicz Adam, rzekomy znawca religii z „Polityki” napisał o „ultrakatolikach i katolickiej prawicy” w kontekście zdjęcia ekskomuniki z Bractwa św. Piusa X. W tej grupie dostrzegł Marka A. Cichockiego z „Teologii Politycznej”, który jest luteraninem!
Panu Szostkiewiczu gratulujemy rozeznania!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/1-iii-2008-sobota.html

myśl na dziś
Modlitwa nie jest przywilejem mnichów. Jest obowiązkiem chrześcijan, mężczyzn i kobiet, którzy żyją w świecie i wiedzą, że są dziećmi Bożymi.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 451




niedziela, 1 lutego 2009

[Dies irae] Czy Dziennikarz, to Prorok?

z dzisiej lekcji, wg zreformowanego rozkładu:


Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał. Właśnie o to prosiłeś Pana, Boga swego, na Horebie, w dniu zgromadzenia: Niech więcej nie słucham głosu Pana, Boga mojego, i niech już nie widzę tego wielkiego ognia, abym nie umarł. I odrzekł mi Pan: Dobrze powiedzieli.
Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty, i włożę w jego usta moje słowa, będzie im mówił wszystko, co rozkażę. Jeśli ktoś nie będzie słuchać moich słów, które on wypowie w moim imieniu, Ja od niego zażądam zdania sprawy. Lecz jeśli który prorok odważy się mówić w moim imieniu to, czego mu nie rozkazałem, albo wystąpi w imieniu bogów obcych - taki prorok musi ponieść śmierć.


Pytanie, które mnie zaintrygowało podczas czytania tej lekcji, brzmi: czy wytłuszczone słowa nie odnoszą się także do dziennikarzy orających na poletku religijnym, jako do quasi-proroków?
Niech pomocą w przemyśleniu sprawy, będzie piękny hymn Dies Irae:






wtorek, 13 stycznia 2009

[13 I 2009] czy 101. Batalion Policyjny, to "zwykli ludzie"?


wprowadzonko
zgodnie z tym, co zapowiadałem wcześniej, czytałem ostatnio fragmenty książki niejakiego Browninga pt. Zwykli ludzie, opowiadającej o wypadkach na Lubelszczyźnie w latach 1940-1941.

Problem z grubsza polega na tym, że wysłano do tworzenia 101. Batalionu Policyjnego podtatusiałych robotników i urzędasków, którzy z tytułowych zwykłych ludzi szybko przedzierzgnęli się w katów, którzy w ciągu roku zabili ponad 70 000 cywilów. Nie w walce - w ramach planowej eksterminacji.

Nie zamierzam tu pisać jakiegoś poważnego omówienia, ale zebrać parę uwag, które nasunęły mi się podczas lektury.



religijność
czynnika, którego Browning w ogóle nie bada (pewnie z uwagi na to, że w materiale, na którym się opierał nie było mowy o danych nt. religijności - a opierał się na powojennych przesłuchaniach tych policjantów i wywiadów z żyjącymi spośród nich w latach '60 i '70) - to religijność policjantów. Jako, że gros z nich wywodziło się z Hamburga, a więc z północy Rzeszy, domniemuję, że albo byli luteranami, albo ateistami, co wbrew pozorom aż tak od siebie odległe nie jest...

Myślę, że warto byłoby zbadać zależność pomiędzy uległością i konformizmem, które Browning typuje na główne przyczyny zaangażowania w mordy, a religijnością właśnie. Ot, wystarczy choćby wspomnieć na prześladowania, które protestanci lubili fundować w przeszłości.

Hamburg - miasto czerwone
podobnie rzecz się ma z czerwonością Hamburga - ówczesnego miasta-centrum ruchu socjalistycznego. Z jednej strony jako czynnik sprzyjający ateizmowi, z drugiej zaś... no właśnie. Czy to, że hamburczycy byli wówczas w większości socjalistami impregnowało ich na... narodowy socjalizm? Z pewnością, było paru internacjonalistów, prawdziwych bolszewików, ale domyślam się, że - znając niemieckiego ducha - o takich było raczej trudno. Jednym słowem - ktoś o skłonnościach lewicowych mógłby łatwo odnaleźć się w projekcie nazistowskim.

Abstrahuję oczywiście od propagandowego antagonizmu III Rzesza - Sowiety (zresztą przez część czasu działania Batalionu - oba państwa przecież współpracowały!), który trzeba raczej rozpatrywać jako antagonizm na zasadzie - im nam bliżej, tym staramy się być postrzegani jako bardzo różniący się, by nasi zwolennicy nie przechodzili do bliskich nam ideowo wrogów.

Tego typu strategię widać zresztą do dziś - że przypomnę te wszystkie harce wokół PO-PiSu.

Jednym słowem - nie używałbym raczej argumentu "Policjanci byli z Hamburga, więc nie mogli być zwolennikami nazizmu" z taką mocą, z jaką zdaje się go używać Browning.

narodowy socjalizm, jako śmierdzące jajko
w ogóle to z nazimem jest problem. Wtedy, gdy powstawał, miał sympatyków z obu stron sceny politycznej - tzw. lewicy i prawicy. Po wojnie jednak, narodowy socjalizm, został przez socjalistów propagandowo przerzucony tzw. prawicy, jako jej śmierdzące jajko. Ileż to razy słyszałem, że NSDAP, to skrajnie prawicowa partia... Ileż w niej prawicy? No, cóż - dla mnie niewiele. Może Czytelnicy mają pomysł, ale uwaga - proszę to dobrze przemyśleć! Moim zdaniem to partia skrajnie lewicowa, etatystyczna i rewolucjonistyczna. Nie bez kozery brunatny, to po prostu przybrudzona czerwień.

o podziałach doktrynalnych na prawicy
w ogóle, to muszę zauważyć, że znajomość podziałów doktrynalnych na prawicy należy do rzadkości. Ileż to razy słyszałem strzały w płot na temat tego, co powinienem uważać, albo kogo lubić z racji nie bycia zwolennikiem istnienia czegokolwiek, czy zwolennikiem wprowadzenia czegokolwiek. Ileż to razy słyszałem zdziwienia nad tym, że podchodzę sceptycznie do tego a tego, a poważam kogoś innego. Wbrew pozorom to zjawisko nie zanika w sferach dziennikarskich. Wręcz przeciwnie. Dziennikarze tak intensywnie kreują świat, że sami sobie zaczynają wierzyć.

nie było kary?
argumentem, który przytacza Browning, by lekko zaepatować tym, że policjanci dobrowolnie brali udział w masakrach i byli zwykłymi ludźmi, jest to, że nie groziła im kara za odmawianie wykonania poleceń.

No, cóż, Browning nie był chyba w wojsku, a już nazistowskim szczególnie. Jeżeli na pierwszym apelu dowódca, którego słabo znam, mówi żeby wystąpili przed szereg wszyscy, którzy nie chcą brać udziału w likwidacji getta i obiecuje, że nie będzie groziła za to kara... to zwyczajnym odruchem jest domniemanie, że ci, którzy się zgłoszą, zostaną zaraz rozstrzelani. Dla przykładu.

Natomiast gdy później, po paru akcjach okazuje się, że jednak kara głowna nie jest stosowana, ani żadna inna... wówczas dla wielu może być za późno. W bagno zła już wdepnęli. Mają na rękach krew dziesiątek ludzi... niektórzy zdążyli porzucić to rzemiosło, nie wiadomo natomiast ilu z tych, którzy wahali się na pierwszym apelu, przestało się wahać właśnie z tego powodu. Że granica została przekroczona.

Z grzechem jest jak ze smołą. Dotykasz - ubrudzisz się na pewno. Nie ma nawet sensu patrzeć, a co dopiero dotykać! Słusznie mówi Kościół o uciekaniu przed pokusą, okazją do grzechu. Słusznie także za grzechy każe odpokutowywać. W ostatnim tygodniu parę razy spotykałem się z sytuacjami, w których gdyby ktoś żył w zgodzie z Wiarą... uniknąłby wielu problemów. Ostatni casus - para po paru latach jechaniu na antykach (popularne określenie chemii antykoncepcyjnej) chce począć potomka... i okazuje się, że niezbyt może, bo hormonki zrobiły w drogach rodnych szambeczko...

status naukowy rasizmu
kolejna sprawa, to argument na temat nieprzystawalności eskperymentu Millgrama (polegającego na badaniu uległości np. na prośbę o zadawanie bólu, bądź śmierci innej osobie pod wpływem autorytetu naukowego) do sytuacji 101. Batalionu. Browning popełnia w porównaniu błąd, nie zauważając, że rasizm i eugenika miały w badanych czasach status naukowy! Powszechnie! W Polsce istniało Polskie Towarszystwo Eugeniczne, które doradzało przy wyborze partnera do rozrodu, etc.

Jednym słowem - w III Rzeszy szczególnie - sytuacja z rasizmem jako motorem do wewnętrznej zgody na mordowanie Żydów na Lubelszczyźnie spełnia dość dobrze analogię do warunków eskeprymentu Millgrama!

stop abortion... stop FOCA
ostatnie rozważanka o statusie naukowości brzmią chyba dość znajomo w kontekście dzisiejszych praktyk eugenicznych - od aborcji, po in vitro... Eugenicy wzięli się ostatnio za atak forsując Freedom of Choice Act który 21 stycznia będzie głosowany, o czym już pisałem
w jednym z poprzednich postów Jeśli przejdzie - zapowiada się totalna eskalacja masakry, która dawno pochłonęła więcej ofiar niż Holocaust.

ciekawym tematyki w ogóle, polecam:
no i rzecz jasna:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/13-i-2008-niedziela-chrztu-paskiego.html

myśl na dziś

Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



sobota, 15 marca 2008

[15 III 2008] sobota, uroczystośc św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

św. Józef!

jak zapewne wszyscy wiedzą, dziś mamy uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, przesunięta - z uwagi na Wielkanoc - na dziś z 19 marca. Wspaniała uroczystość dla każdego, tym bardziej dla ludzi związanych z Opus Dei. Otóż, św. Józef - jak i Duch Święty - to na ogół Wielki Nieznany, tj. ktoś, o kim tak naprawdę niewiele wiemy i wiedzieć nie chcemy. Tymczasem, postać to fascynująca i mogąca wiele nauczyć.

Z anegdotek, św. Josemaria, założyciel Dzieła nazywał się pierwotnie z hiszpańska Jose Maria, ale uznał że Józef z Maryją byli tak naprawdę nierozłączni i dał temu wyraz zmieniając swoje imię na Josemaria. Miał wielkie nabożeństwo do tego świętego... Dostrzegł to również Kościół i wyraził w sposób następujący - otóż, bulla papieska Ut sit nadająca Dziełu formę prałatury personalnej weszła w życie właśnie w uroczystość św. Józefa. Wspaniały zbieg okoliczności (http://www.opusdei.pl/art.php?p=26863).

Dlaczego wielki święty? Dlatego, że gdyby nie był - Oleńka dziś rano nie modliłaby się na Mszy, żebym był taki, jak On.

dzisiaj

dziś sobie porabotałem, posprzątałem przed Świętami... a wieczorem! Wieczorem same szalęstwa! O 18:00 Msza Święta, a po niej spotkanie Rady Duszpasterskiej mojej Parafii. Oj, będzie się działo w najbliższym czasie. Najbardziej cieszę się z tego, że udało się przeforsować wspólne śpiewanie Gorzkich Żali i Krzyżu święty... po liturgii wielkopiątkowej! Dlaczego za tym obstawałem? Ano dlatego, że w Wielki Piątek umiera nam Pan Jezus, a jak ktoś umiera, to się kumple jego i kumpelki z rodziną zbierają (przynajmniej na wsiach jeszcze) i całą noc przy ciele śpiewając czuwają. Kogmu jak kogmu, ale Panu Jezusowi aż chce się śpiewać... jak On jeszcze za nas grzesznych głupoli biedaczek umarł...

dobranocka

zrobiłem dobranockie! Niestety, w Bombaju nie ma już opcji wstawiania do bloga... Musicie więc kliknąć w link, by obejrzeć. Aha, pozdrowienia dla Magi i Kajaczka!

http://www.grapheine.com/bombaytv/play_uk.php?id=1885239

zaangażowanie

jak wiecie, w środę byłem na demonstracji pod Sejmem. Były też WSI24, tj. ci wyglancowani panowie z Tefałenu, była Superstacja, PAP i trochę innych mediów. Z tego, co piszą organizatorzy, którzy zadali sobie trudu i obejrzeli relacje z wydarzenia, najrzetelniej sprawę przedstawił niejaki Onet.pl (pewnie dlatego, że Korwin ma u nich bloga), reszta troszkę do bani...

O co cho? Otóż, o to, że demostrację organizował UPR (tzn. ją zgłosił do Urzędu i zebrał koło 150 osób z całej Polski). Prócz tego, po drugiej stronie ulicy zebrała się wokół swojego namiotu grupka oldbojów (jakieś 20-30 starszych osób), do których później dołączyło pięciu chłopaków z transparentem Młodzież Wszechpolska oraz pięciu z NOP - tj. Narodowego Odrodzenia Polski. Dziennikarzy obchodziły te grupki - fotografowali ich i filmowali jak wariaci, mając za plecami scenę, nagłośnienie i ok. 150 osób z transparentami i flagami z UPR. No, cóż - jak wiadomo, Korwin-Mikke nie istnieje, Kopernik była kobietą, a media są rzetelne i niezależne.

Ta sytuacja przypomniała mi opowieści z 1979 roku, kiedy to Mszę na pl. Zwycięstwa odprawianą przez Jana Pawła II reżimowa telewizja filmowała tak, by setki tysięcy ludzi przedstawić jako grupkę starych, zdewociałych oszołomów. W jaki sposób? Filmowano ostatnie rzędy, by pokazać, że za nimi nikt nie stoi a na zbliżenia wybierano starszych ludzi. Mniej więcej ta sama technika, co w reportażach o marszach obrońców życia, czy niejakim Radiu Maryja. Co innego jednak znać teorię, a co innego widzieć to na żywo - kurczę, ci panowie to rzeczywiście dziennikarskie ścierwa i kłamcy... Miglance.

Dlatego wielką nadzieję pokładam w internecie - pamiętajmy raz na zawsze, że telewizja kłamie. Dopóki internet nie jest cenzurowany (spoko, zaraz okaże się, że jednak UE uzna, że warto cenzorować treści homofobiczne, faszystowskie i niewiadomojakie...) - korzystajmy z tego źródła. Poniżej link do strony UPR TV skąd można ściągnąć oryginalną relację z demonstracji. UPR TV, tj. telewizji UPRu, zupełnie amatorskiej (choć po efektach - dość profesjonalnej) - grupy zapaleńców, którzy pokazują to, czego nie pokazują ci, którzy mówią że pokazują wszystko i prawdziwie. Rzeczywistość jest naprawdę inna, niż wielu przyzwyczajonych do ciągnięcia niusa przez rurkę gazetki, czy telewizora mniemają...

http://www.uprtv.pl/uprtv/uprtv_index.php

a dla chętnych jeszcze inny link, sprawdźcie czy są tam inicjały M.G. i zapytajcie sami siebie, czy nie warto, aby i Wasze się tam pojawiły...:

http://www.upr.org.pl/main/milion.php

myśl na dziś

wyjątkowo nie Gorzkie Żale! Tym razem św. Josemaria mówi o św. Józefie. A propos Gorzkich Żali - jutro po raz ostatni!

wtorek, 11 marca 2008

[11 III 2008] wtorek, dziś też nie ma wspomnienia

łapaj organistę!
http://wiadomosci.onet.pl/1708584,11,item.html
Onet.pl, który od jakiegoś czasu celuje w artykułach na temat pedofilii wśród katolików (szczególnie tej domniemanej), donosi, że pewien organista (onanista?) molestował dziewczynkę z chóru parafialnego...
Po pierwsze - dlaczego onet ma jakieś ale w stosunku do odmiennej orientacji, w tym wypadku pedofilskiej?
Po drugie - jakie ma znaczenie to, że pan ów był organistą? Czy gdyby molestantem (no właśnie, co to jest to molestowanie...? Czy Onet mógłby wyjaśnić? Nie zdziwię się, jeśli ów organista np. głaskał dziewczynkę po włosach, a jej rodzice mają z nim na pieńku, bo donosi na policję, że palą liście jesienią...) okazał się elektryk, tytuł brzmiałby "Elektryk molestował dzieci?".

jutro
jak wiecie - jutro demonstracja przed Sejmem. Na mieście cicho, cichutko... nikomu nie przychodzi do głowy zdać sobie sprawy z tego, co się właśnie dzieje... Nie zdziwię się, jeśli jutro nie zobaczę żadnego medium na miejscu. To, czego się nie opisuje - nie istnieje.

dlaczego?
parę myśli a propos Traktatu Lizbońskiego (nota bene ma on być ratyfikowany podczas roku 2008, tj. Roku Niepodległości, jak ogłosił Parlament...).

- pamiętacie proces tworzenia się Stanów Zjednoczonych? Otóż, na początku każdy obecny stan był po prostu krajem, a jego ludność narodem (ślad tego widać np. u A. de Tocqueville'a w O demokracji w Ameryce - dziele z połowy XIXw.). Efekty widzimy obecnie - stany pełnią rolę nieco większą niż nasze województwa (no dobrze - większą, ale nie są tym, czym były. Są prowincjami).

- pamiętacie wojnę secesyjną? O co w niej chodziło? Nie, nie tylko o zniesienie niewolnictwa. Przede wszystkim o to, że stany południowe wyraziły chęć oderwania się od Unii (bo tak pierwotnie nazywano USA). Co je spotkało? Hehehe... krwawa jatka. Odłączyć się nie udało. Przypomnę, że połączenie motywowano chęcią reprezentowania Ameryki na arenie międzynarodowej i stworzenia armii.

- a teraz wracamy na ziemię. Co wnosi Traktat Lizboński? Z tego, co mówią ci, co go czytali (a nie jest ich w Polsce ani Europie wielu) - Prezydenta Unii Europejskiej, Ministra Spraw Zagranicznych UE, osobowość prawną dla UE (tj. powstaje nowe państwo - Unia Europejska), oraz ograniczenie prawa weta (tj. np. Niemcy zrobią lobbing za swoim prawem budowlanym, a my będziemy musieli je przyjąć, bo prawo unijne ma pierwszeństwo wobec krajowego - super).

- kto umie połączyć powyższe trzy punkty - niechaj jutro przychodzi pod Sejm o 12:00. Kto nie - niech mi nigdy nic nie mówi o jakichkolwiek wyborach, polityce i bajkach o tym, jak to wrzucając świstek do urny, zmieniam cały świat.

do poczytania 1

DZIENNIK:

Tego nikt się nie spodziewał. Jeden z odznaczanych przez prezydenta bohaterów Marca '68, Bogdan Czajkowski, podszedł na uroczystości do Lecha Kaczyńskiego, chwilę porozmawiał, ale odznaczenia nie przyjął. Dziennikowi.pl tłumaczy, że elity zdradzają nasz kraj, nie godząc się na referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Bo jego przyjęcie to zrzeczenie się niepodległości.

W Pałacu Prezydenckim zapanowała konsternacja. Jedyne, co usłyszeli dziennikarze, to słowa Czajkowskiego "Panie prezydencie, z ciężkim sercem...". Nie przyjął odznaczenia i wyszedł.
"To nie był protest przeciwko panu prezydentowi" - tłumaczy dziennikowi.pl Bogdan Czajkowski. "To jest sprzeciw na to, że polscy politycy nie chcą się zgodzić na ogólnonarodowe referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Najwyższym suwerenem jest naród i, o zrzeczeniu się przez Polskę niepodległości powinni decydować Polacy" - dodaje.

Traktat Lizboński to dokument reformujący Unię Europejską. Przedstawiciele państw Unii podpisali go w stolicy Portugalii 13 grudnia. Jego krytycy uważają, że oznacza o­n ograniczenie suwerenności państw Wspólnoty.
Bogdan Czajkowski, w 1968 r. przywódca strajku studentów na Politechnice Warszawskiej, podaje też drugi powód odrzucenia orderu. Twierdzi, że zniszczyła go "esbecka klika" - w Polsce nie mógł znaleźć pracy. "Znalazłem się na śmietniku" - mówi dziennikowi.pl. Radiu ZET wyjaśnił, że nie ma nawet dla niego pracy.
Czajkowski chciał wyjaśnić powody odrzucenia orderu jeszcze na ceremonii, ale prezydent nie zgodził się na jego wystąpienie. Mówi, że przyjmie odznaczenie, jeśli odbędzie się referendum


http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article134781/Odmowil_prezydentowi_bo_elity_zdradzily_Polske.html

do poczytania 2
Money.pl:
Stuart Wheeler zaskarży odmowę poddania Traktatu Lizbońskiego pod głosowanie w referendum powszechnym. Premier Gordon Brown twierdzi, że Traktat nie narusza konstytucji Wielkiej Brytanii. Poprzedni premier Tony Blair zgodził się na plebiscyt w sprawie Konstytucji Europejskiej, ale kiedy w 2005 roku konstytucja przepadła w referendach we Francji i Holandii, zniknęła potrzeba jej zatwierdzenia. Teraz brytyjski rząd twierdzi, że Traktat Lizboński to nie to samo co unijna konstytucja i nie ma potrzeby rozpisywania referendum.W parlamencie rozpoczyna się właśnie 12-dniowa debata ratyfikacyjna. Cały proces potrwa zapewne 3 miesiące. Jednak Stuart Wheeler, który dorobił się milionów na operacjach giełdowych, zawiadomił premiera Browna, że kieruje do sądu pozew, mogący zmienić bieg wydarzeń.
Wheeler liczy na to, że nacisk społeczny i skierowanie sprawy do sądu mogą odroczyć debatę. Jednak nawet jeśli parlament ratyfikuje traktat, to decyzja sądu może uznać to za krok niekonstytucyjny. Również konserwatywna opozycja zapowiada, że jeśli dojdzie do władzy, to ogłosi referendum w sprawie traktatu - ale gdyby parlament dokonał przedtem legalnej ratyfikacji, byłoby to niemożliwe. Obecnie spośród 27 państw Unii tylko Irlandia planuje rozpisać referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego.


http://news.money.pl/artykul/brytyjski;milioner;zmierzy;sie;w;sadzie;z;premierem,56,0,316984.html

do poczytania 3
wyborny artykuł Wojciecha Popieli

Lektura uzasadnienia do ustawy o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego jest o tyle ciekawa, o ile można dokładnie zobaczyć jak inicjator ustawy - rząd, posługując się językiem prounijnej propagandy okłamuje parlament. Oczywiście okłamuje tych, których musi - wielu ma takie poglądy czy to z uwagi na chęć zysku, czy powiązania ideologiczne. Wielu też nie ma żadnych poglądów - robi co im każą.W uzasadnieniu czytamy m.in.:"Traktat z Lizbony przejmuje część propozycji, jakie znalazły wyraz w Traktacie konstytucyjnym".http://tiny.pl/4x3m
Jaka to część?
Jest to o tyle ważne, że niemal żaden parlamentarzysta nie zadał sobie trudu przeczytania Traktatu, na którego akceptację będzie się zgadzał. Mówi europoseł J.P. Bonde:

Członkiem Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego jest fiński specjalista, który uczestniczył w trzech konferencjach międzyrządowych w imieniu rządu fińskiego. Jest to Alexander Stubb. Jest o­n obecnie wspólnym koordynatorem Komisji Spraw Konstytucyjnych z ramienia największej grupy politycznej w Parlamencie Europejskim, Chrześcijańskich Demokratów i Konserwatystów, PPE-DE.Powiedział on, że jest zadowolony, iż w nowych tekstach zachowano 99 proc. postanowień konstytucji. Zapytałem go o pozostały 1 procent. Musiał przyznać, że nie ma istotnej różnicy w zakresie przepisów, które można przyjmować na podstawie dwóch różnych projektów traktatów (kompletów tekstów).Podczas następnego posiedzenia komisji zadałem to pytanie przewodniczącemu konwentu ds. konstytucji, byłemu prezydentowi Francji Valery`emu Giscardowi d`Estaing. o­n również nie był w stanie znaleźć żadnych różnic pod względem skutków.(...) Valery Giscard d`Estaing ogłosił rezultaty prac na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego 17 lipca 2007 roku. Oświadczył o­n, że treść nowego traktatu jest identyczna z treścią odrzuconej konstytucji, lecz forma zmieniła się z czytelnej konstytucji na dwa komplety niezrozumiałych poprawek do traktatów.Valery Giscard d`Estaing powiedział, że zgadza się z przewodniczącym-elektem konwentu, byłym premierem i obecnym ministrem spraw wewnętrznych Włoch Giuliano Amato. Według Euobserver.com z 16 lipca 2007 r., Amato powiedział, że konstytucja została celowo sporządzona w sposób nieczytelny dla obywateli, właśnie w celu uniknięcia referendów:

Postanowili o­ni [przywódcy UE], że dokument powinien być nieczytelny. Jeżeli jest nieczytelny, nie ma charakteru konstytucyjnego - tak to postrzegano. Jeżeli przypadkiem uda się go zrozumieć od razu, może istnieć powód do przeprowadzenia referendum, ponieważ oznaczałoby to, że istnieje coś nowego (przemówienie w Centre for European Reform w Londynie, 12 lipca 2007 r.; źródło: Euobserver.com. 16 lipca 2007 r.).

Uzasadnienie rządowe używa też argumentu ilościowego: Społeczeństwo polskie w pełni docenia członkostwo w UE, wyrażając w tej sprawie stałe poparcie na poziomie około 80%.Dotąd zwrot "w pełni" oznaczał 100%. Ale czy ktoś wątpi w możliwość publikacji sondażu np. 99% "za"? Za pierwszej komuny już i to przerabialiśmy. Ciekawe, niby 80% "za" ale pan Tusk (PO) mówił o swoim strachu co do wymaganej referendalnej frekwencji entuzjastów kajdan brukselskiego socjalizmu. Czy wyniki "sondaży" zastąpią też wybory gminne, parlamentarne i prezydenckie?
Jest też i argument pokazujący dokładnie za ile się sprzedajemy. Niestety i tam nie brak ordynarnego, wyświechtanego, propagandowego kłamstwa."Możliwość otrzymania w ramach perspektywy budżetowej 2007-2013 wsparcia w wysokości ponad 60 mld euro stwarza niepow­tarzalną szansę na dokonanie w Polsce wielkiego skoku cywilizacyjnego."Deszcz euro to klasyczne hasełko probrukselskich klakierów. Podobnie jak trącący zakompleksieniem "wielki skok cywilizacyjny".Czy ktoś myślący jasno nazwie dodatkowe 1,36 zł. dziennie na Polaka, stworzeniem niepowtarzalnej szansy na dokonanie wielkiego skoku cywilizacyjnego? Tak, robi to rząd w uzasadnieniu. Kłamie, czy ma parlamentarzystów za kompletnych idiotów? A może - nie wykluczajmy tego - autor (nieznany...) uzasadnienia rzeczywiście tak uważa...?Tymczasem od ok. 60 mld euro na 7 lat należy odjąć polską składkę w wysokości ok. 21 mld euro. Pozostaje nam 39 mld euro "szansy". Szansy, gdyż 39 mld to tylko możliwość przy 100 procentowym wykorzystaniu tego, co brukselska biurokracja zabierze podatnikom innych krajów Wspólnoty Europejskiej, niedługo zwanej oficjalnie Unią.Ale załóżmy, że przez 7 lat Polacy otrzymają 39 mld euro. To średnio ok. 5,5 mld euro na rok. Kurs euro do złotówki to 3,57 zł. Daje to rocznie ok. 19,6 mld złotych.Dzieląc to na liczbę Polaków (39,5 mln) i dni w roku (365) mamy 1,36 zł. dziennie na Polaka.Każdy kto miał do czynienia z pieniędzmi wie, że w Polsce za dodatkowe 1,36 zł dziennie można dokonać wielkiego skoku cywilizacyjnego.
Można kupić najtańszą gazetę, albo zupę w proszku czy nawet pół kilograma jabłek.Można agitować za utratą suwerenności na rzecz socjalistycznej Brukseli, ale czy "darowane" rocznie kilka miliardów euro, (które trzeba koniec końców wydać w ‘strefie euro’) stanowiące ok. 1,5 procent polskiego PKB trzeba w tym celu nazywać "wielkim skokiem cywilizacyjnym"? Czy mniejszy kaliber kłamstw nie wystarczy by uczynić zadość marzeniom dorastającej niedaleko Szczecina (cóż za zbieg okoliczności) pani Anieli Merkel o imperium soc-europejskim pod kierowniczą rolą zjednoczonych Niemiec?
Być może Polacy złożyliby się po te 1,36 zł. dziennie na rzecz biurokratów z rządu, parlamentarzystów i prezydenta chcących nas sprzedać do eurokołchozu za marne grosze? Tego się już nie dowiemy. Historia ich osądzi, tak jak zrobiła to z Ponińskim, Poniatowskim i ich europejskim towarzystwem* sprzed ponad 200 lat.
Wojciech Popiela

do poczytania 4
wiecie, że nasi pupile - Kaczyński i Tusk parafowali tekst, którego nie czytali, bo go jeszcze oficjalnie nie ogłoszono? Hahaha... Dobre, co? Poniżej link do artykułu chłopaka, który obdzwonił wszystkie urzędy od UE w Polsce, chcąc dostać treść Traktatu...

http://upr-olsztyn.org/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=159

szlag...
mię trafia, gdy o tym myślę...

myśl na dziś
Jezu, od okrutnych oprawców *Na sąd Piłata, jak zabójca szarpany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

czwartek, 25 października 2007

[25 X 2007] część trzecia czwartkowa

śmichy-chichy, figle-migle
pisałem już o humorze politycznym. Otóż, dawno ogłoszono jego koniec i śmierć ostateczną w III RP. Jednak podczas ostatnich dwóch lat, humor się odrodził, miglance w telewizji i opozycja znalazły tutaj pole do popisu w konkursie pt. Jest źle? Jest jeszcze gorzej niż myślicie! porównując te czasy do komuny, gdy przeciw dyktaturze walczyło się humorem. Bajki jednak zostawmy tam gdzie ich miejsce - tzn. w pamięci, by na tych półgłówków, niekonstruktywną opozycję już nigdy nie głosować. Ja natomiast chciałem powiedzieć, że z chwilą nadejścia I Rzeczypospolitej Irlandzkiej, humor polityczny wcale nie umarł. Oto jego przykład:

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,36295716,98390578,4223843,0,forum.html
Pierwsze posiedzenie Rady Ministrów :D
Pierwsze posiedzenie Rady Ministrów. Premier Donald Tusk zwołuje radę ministrów do swojego gabinetu i mówi do zgromadzonych ministrów.
- Mam tutaj 4 przyciski czerwony, żółty, niebieski i zielony:
- jak wcisnę przycisk czerwony to na drogach nie będzie wypadków i będzie 3000 km autostrad
- jak wcisnę przycisk żółty to 3 miliony emigrantów wróci do Polski i przyjadą lekarze z zachodu żeby pracować w naszych szpitalach
- jak wcisnę przycisk niebieski to nie będzie podatków a wynagrodzenia wzrosną o 200%

- jak wcisnę przycisk zielony to nie będzie przymrozków i susz i jabłka i inna żywność już nigdy nie będzie drożeć.
W tym momencie przerywa mu minister rolnictwa z PSL i mówi - a u nas w Ciechanowie to była babcia Józia, co miała 4 nocniki w przedpokoju - czerwony, żółty, niebieski i zielony.
- No i co? No i co? - pyta Donald

- I narobiła w gacie na schodach...

bufetowa watch
inna sprawa, na którą zwrócił mi uwagę Karol Kurach, to sprawa Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nie wiem dlaczego (chociaż po ostatnim filmie na youtube.com zaczynam rozumieć i tracić niegdysiejszą estymę dla owej damy), ale wielu jej nie lubi. Nosi już ksywkę Gronkowca Ryjącego, a także Bufetowej. Nie wiem dlaczego akurat Bufetowa, ale może kiedyś pracowała w tym zawodzie? Cóż, ja wiem tylko o posadzie na WPiA UW. Tak, czy siak, dziękuję Karolowi Kurachowi za zwrócenie mi uwagi na stronę http://bufetowa.pl/ czyli 'Bufetowa Watch', gdzie autor w formie bloga śledzi poczynania pani Prezydent, co wychodzi mu w nader dobry i ciekawy sposób...

pośrednicy idei z drugiej ręki
o tym, że wśród dziennikarzy jest największe stężenie miglanców i świszczypałów, wiadomo nie od dziś. Na przykład jakieś 40 lat temu, F.A. von Hayek nazwał onych pośrednikami idei z drugiej ręki. O co chodzi? Ano, o to, że choć powołani do oświecania ludu, częściej lud omamiają bredniami, które głoszą, zdobywając się na wysoce ekskluzywny szpan oraz intelektualny Parnas. Ileż to razy czytałem zupełnie bzdurne artykuły pana Żakowskiego (mój ulubiony ętelektualista tego typu), gdzie z miną piewcy nauki i odkrywcy unikalnych idei, powtarzał mi, często przekręcając, myślątka sfiksowanych trockistów z USA, albo innych światowych intelektualistów. Nie, nie chodzi o to, że dyskutował i dążył do poznania, tylko mówił mi że wszystko dowiedziono, a co dowiedziono, to on mi powie, bo on wie. A że nie wie i robi ze mnie durnia - widać było na po pierwszych zdaniach. Podawanie za oczywistą prawdę wątpliwych teorii, o których czytelnik nie słyszał - to jest specialitee, owych panów i pań. Takie nieco agorowskie podejście - oświećmy i uformujmy lud, który do niczego nie dorósł.
Ale nie o tym chcę pisać. Ostatnio stworzono pewien twór społeczny: moherowe berety. Mityczne zastępy Ojca Dyrektora, które tłumaczyły wynik każdych wyborów oraz każde posunięcie rządu. Całe szczęście - szybko osiągnąłem samoświadomość (Singer musiałby mnie zdefiniować jako człowieka zanim skończyłęm 3 lata) i pamiętam, że niegdyś rolę takiego intelektualnego cepa pełnił zdyscyplinowany, betonowy elektorat PZPR, który działał zawsze ilekroć wygrywała lewica. Kiedyś wszystko tłumaczyło się nimi, dziś wszystko tłumaczy się innymi. Jak brakowało rozumu i finezji, tak brakuje nadal.
Weźmy sobie taką giełdę papierów wartościowych. W wielu komentarzach podobnym cepem są mityczni zagraniczni inwestorzy. Albo się wycofują, albo wchodzą na nasz rynek - to wszystko tłumaczy. Czort z tym, że np. od ostatniej przeceny na przełomie lat i późniejszych, udział inwestorów zagranicznych na naszym rynku po odpływie, zaczął się zwiększać, o czym świadczy umacnianie się złotego, saldo wpłat do funduszy inwestujących w Europie Środkowej i Wschodniej (nasza giełda zajmuje główne miejsce w portfelach, bo jest największa w regionie) oraz ujawnianie się coraz to nowych obcych funduszy w akcjonariatach coraz mniejszych spółek. Nic to - jeśli głębiej nurkujemy - piszą mi w gazecie i w internecie pismaki, że zagraniczni inwestorzy się ewakuują! Gwałtu rety!
Hehehe... raz było naprawdę śmiesznie - na Onecie wisiał artykuł w którym alarmowano, że przez miesiąc zagraniczni inwestorzy wycofali... uwaga! 800 mln złotych z naszego rynku! Co z tego, że np. dzisiejsze obroty akcjami wyniosły 2,233 miliarda złotych! To tak, jakby napisać, że wyprzedaż na rynku papierówek, albo jabłek mekintosz, bo pan Zenek sprzedał dziś na targu dwa kilo po 10 groszy za kilogram!

polityka a jezuici
nie wiem, czy wszyscy widzieli, ale na http://www.opusdei.pl/ jest ze mną wywiad. Do jego lektury zapraszałem już, gdy pojawił się na stronie OA Przy Filtrowej, ale chłopaki zrobili mi niespodziankę i wrzucili wywiad na stronę głównę Dzieła. To wielki zaszczyt!
Sęk jednak w tym, że gdyby miał się realizować mój scenariusz polityczny (polecam archiwum), wówczas na pewno czytałbym w gazetach o ludziach z tajemniczego Opus Dei w gabinecie premieragrzyzgi i o tym, że chodzą ploty, że on sam... a w ogóle, to jest taka strona, i to chyba on...
Co ma to wspólnego z Towarzystwem Jezusowym, czyli jezuitami? Ano to, że Opus Dei jest postrzegane wśród osób nicniewiedzących podobnie jak jezuici w XVIII-XIX wieku - wówczas oczywiste było, że jezuici planują ogólnoświatowy spisek, mają swoich ludzi we wszystkich rządach i otoczeniu władców... uuuuu-uuuu! Bójmy się wszyscy!

przyprawy korzenne
powiem tak: dobrze jest się zakorzenić! Gdy mam już dość miejscowych warunków, myślę sobie o moim pierwotnym środowisku. Że są jeszcze ludzie i do nich wrócę, z którymi przeżyłem moc rzeczy, którzy postrzegają mnie zupełnie inaczej niż ci tutaj. Odnoszę niekiedy wrażenie, że ci ze wspomnień są prawdziwsi od tych, z monachijskiego realu. Nie znaczy to, że nie chcę się integrować w miejscową rzeczywistość, bo chcę bardzo. Ale gdy jest mi ciężej, myśl o Was, jest bardzo miła!

ministerstwo skarbu
podobno panmarcinkiewicz ma być ministrem skarbu! No, jak to? Ten pan od marketingu, co to fizyki w Gorzowie uczył? Marionetka Kaczyńskich? Panie Donaldzie...

panie, Waldku, pan się nie boi!
na giełdzie ministrów wymienia się też mojego ulubionego pana Pawlaka, jako potencjalnego ministra gospodarki. No, cóż, jaka partia, tacy eksperci. Niedawno ktoś mówił o krótkiej ławce w PiSie...

szwecjalizm
żarty się skończyły. Poczytajcie:
http://prawy.pl/r2_index.php?dz=felietony&id=34603&subdz= Wiadomość zawdzięczam LMM (ulubione linki). No, cóż - eros to potężna siła, warto byłoby jednak, by siła nie rządziła ciałem, w którym istnieje... Niektórzy tego nie rozumieją łamiąc życie swoje i innych. Szwecji mówię: do widzenia świrki moje Wy skandynawskie!

śmiesznostki IV RP - part III
pamiętacie jak niejaka Inicjatywa Uczniowska protestowała przeciw Romanowi Giertychowi? Widziałem na TVP3 protest na żywo. Ok. dziesięciu dziwnie ubranych chłopców i dziewczynek z punkiem lub czupiradłem na głowie, z plakietkami Pracowniczej Demokracji klęło i wieszało się na bramę Ministerstwa Edukacji, roznosząc ulotki i trzymając tabliczki przeciw Ministrowi. Myślę sobie: no tak, młodzieżówka komunistycznej PD, zrobiła sobie reklamę i robi z siebie głupów. Jednak z telewizora dowiedziałem się wieczorem, że warszawska młodzież rozpoczęła spontaniczny protest przeciwko okrutnemu Romanowi.
Całe szczęście, że człowiek ma miglanca za szybką, co to jemu ten miglanc wszystko wytłumaczy.
Aha, a pamiętacie tego anglistę z koszem na śmieci na głowie? Oburzenie, wrzawa, żałoba narodowa, wpisujcie miasta, które chcą wklepać niesfornym uczniom, media rozdzierają szaty! Zmienia się rząd, potem R. Giertych zostaje ministrem edukacji, wprowadza program Zero tolerancji dla przemocy w szkołach. Gwałtu, rety! Chcą dzieci pozamykać w więzieniach, zastraszyć, spolityzować, stłamsić, ogłupić, zindoktrynować!
To wcale nie jest śmieszne, mimo że tak naprawdę jest.

myśl na dziś
trzeba spać. Pewnie już jesteście zmęczeni klikaniem, ale jeszcze myśl na dziś:

Jeśli pracuje się dla Boga, należy mieć 'kompleks wyższości', jak ci już zaznaczyłem.
Ale mnie zapytałeś, czy nie jest to wyrazem pychy? - Nie! Jest to konsekwencja pokory, która każe mi mówić: 'Panie, Ty jesteś tym, który jest. Ja zaś jestem nicością. W Tobie są same doskonałości: potęga, siła, miłość, chwała, mądrość, panowanie, godność... Jeśli zjednoczę się z Tobą jak dziecko, które oddaje się w silne ramiona swego ojca bądź przytula się do cudownego łona swej matki, czuć będę ciepło Twojej boskości, doznam światła Twojej mądrości, odczuję, jak w mojej krwi pulsuje Twoja siła".
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 342

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO