czwartek, 30 października 2008

[30 X 2008] czy małżeństwo niszczy seks - polemiki

promocyje, promocyje
uwaga, kończy się promocja w Złotych Myślach, w której można zakupić drukowane wersje niektórych książek tego wydawnictwa nawet za 30% ceny! Jej bannerek wisi powyżej, zwracam uwagę - promocyjne zamówienia można robić tylko do jutra. Jest jeszcze 36 godzin.

polemiki czas zacząć
coś się dziwiłem, że wczorajszy tekściorek skrótowy nie wywołał polemik. Ale, ale... rano okazało się, że jednak jest odzew. Publikuję maila wraz z odpowiedzią, która zresztą wyjaśni, co szczegółowo miałem na myśli. Dziękuję także za dzisiejszy komentarz pod postem.
Treść maila niestety usiana jest znakiem "=", który powstawiał komputer nie wiem z jakiej przyczyny, przekształcając tekst.
polemika
PS Oczywiście bez krytyki obejść =ię nie może. Co za bzdury Pan wypisujesz na blogu - seks jest grzechem śmiertelnym??? =AFyczę Panu, żeby żaden dziennikarz nie trafił na Pańskiego bloga. Tego =awet macierewiczowskim skrótem myślowym nazwać nie można. Mówisz o =óżnicy między seksem a współżyciem w "swojej" terminologii. Ale po pierwsze, nic =ię nie uprawnia do tworzenia jakiejś własnej terminologii dotyczącej =łów powszechnie znanych w języku polskim, a po drugie, nawet tej "swojej" terminologii =ie określiłeś, tzn. nie podałeś "swoich" definicji seksu i =spółżycia, tak żeby można się było do nich odnieść w sposób merytoryczny. Po =rzecie: Seks jest grzechem śmiertelnym??? (Drżyjcie wszyscy muzułmanie, żydzi i =nni niekatolicy, którzy nie wzięliście ślubu katolickiego!). To już ewidentna =ieprawda. Przede wszystkim, seks w sensie ogólnym nie może być w ogóle pojmowany = kategoriach grzechu, to byłby jakiś nonsens prowadzący do choroby psychicznej =mówię tu o seksie definiowanym wg słownika języka polskiego)! Ponadto, o pewnych czynach związanych z etyką seksualną można =ówić jedynie jako o tzw. materii ciężkiej, a nie grzechu śmiertelnym sensu stricto. Zatem to sam człowiek w swoim sumieniu rozstrzyga o =adze grzechu, z pomocą Boga i ewentualnie spowiednika. Po czwarte: seks = =spółżycie wg właściwej terminologii, zaś współżycie małżeńskie =czyli, jak to nazwałeś, czynności sakramentalne) stanowi zbiór zawarty w zbiorze czynności =eksualnych. Nie można mówić o tych dwóch zbiorach jak o zbiorach =ozłącznych. Informuję Pana, że małżonkowie, współżyjąc, uprawiają seks - a =ięc twierdzenie, że seks jest grzechem śmiertelnym, jest po prostu absurdalne i =roteskowe.
Oj, Panie Gnyszka, znów Pan =arozrabiałeś! A takich "kwiatków" na blogu jest pewnie znacznie więcej...
--------------------
odpowiedź:
Co do krytyki. Specjalnie nie podałech swoich definicji, by jakiegoś wilka z lasu wywołać :) Ale - albo Lud Boży ma swój sensus fidei i wie o co kaman i nie szuka dziury w całym, jak Herr P*****, albo mu się nie chce skomentować :) Otóż, sprawa jest prosta jako i drut - czy widzi Kolega różnicę między katolicką koncepcją wykoywania czynności-prowadzących-do-orgazmu, a niekatolicką, ale wyrosłą w katolickim obszarze kulturowym (na razie nie zajmujmy się ludźmi, którzy Ewangelii nie słyszeli). Ano wyraża się ona w codziennym języku właśnie terminologicznie - rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze znajomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna dama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im się z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami. To pierwsze określenie słusznie kładzie nacisk na sportowy charakter tej koncepcji.
W związku z tem - "moja terminologia" jest tak naprawdę zdaniem sprawy ze zwyczaju językowego, który być może nie wszyscy zauważyli.
W tym znaczeniu "uprawianie seksu" jest przeciwieństwem współżycia, czyli cudzołóstwem. Jeśli cudzołóstwem, to i grzechem śmiertelnym. Jednym słowem - jeśli małżonkowie katoliccy wykonują te same czynności, co chłopak z dziewczyną w pokoju obok, którzy nawet nie mają do tego prawa (a którzy naukę Kościoła znają i ją odrzucają) - to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli "uprawiają seks".
Ma już tera Kolega zarówno klasyczną, jak i nieklasyczną powyżej :)
Jednym słowem - inaczej rozumiemy oba pojęcia i przypisujemy im inne zakresy, co zdarzyć się nie powinno, bo w tekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię" i podaję kontekst, w których wedle niej użyłbym obu wyrażeń. A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje jakieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do orgazmu" i dziwi się, że w takim rozumieniu mój tekst nie ma sensu, więc jestem głupolem. Powinien Kolega najpierw zwrócić uwagę na kontekst, który podałem, a więc przyjąć za dobrą monetę to, co mówię o grzechu śmiertelnym i z tej definicji nieklasycznej, dojść do klasycznej formy definicji "uprawiania seksu" którą posłużyłem się w podanym kontekście.

Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo jesteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek encyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie mieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest używane.
Teologia Polityczna
przy okazji wspominam o spektaklach organizowanych przez Soli Dei i Teologię Polityczną - co drugi wtorek o godz. 20:30 w auli Starego BUW-u w ramach Sceny Faktu. O najbliższym, Norymberdze przeczytać można tutaj: http://www.solideo.pl/sd/index.php?ms1=pr=jekty&gr_id=3&ps_id=232&lang=pl

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/30-x-2007-wtorek-idzie-nocka-wieczr-ju.html

myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754


1 komentarz:

Piotrek pisze...

Panie Gnyszko,
wrzucam link, bo ten na blogu cos mi nie zadzialal: http://www.solideo.pl/sd/index.php?ms1=projekty&gr_id=3&ps_id=232&lang=pl


przy okazji tematyki postów polecam zaś nieśmiało Laboratorium Miłości:
http://www.solideo.pl/sd/index.php?ms1=projekty&gr_id=3&ps_id=93&lang=pl

ciekawostki: