Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2009

[12 V 2009] wtorek, o zboczeńcach, feminizmie oraz Rewolucji słów kilka

vvimitacja w nowym instytucjonalizmie
okazuje się moi drodzy, że nowi instytucjonaliści (czyli ta szkoła socjologiczna, która ostatnio stała się dla mnie pewnym olśnieniem) zajęli się także tym, o czym negatywnie pisał pangrzyzga – a mianowicie imitacją. Pisałem o tym ostatnio w związku z moimi obserwacjami różnych organizacji pozarządowych, często z kręgów tzw. prawicowych, czy kościelnych.
Czytałem ostatnio ciekawy tekst o imitacji wzorów instytucjonalnych wśród np. korporacji. Oczywiście, takie zjawisko zachodzi i jest nieuniknione, oraz wcale nie jest powiedziane, że złe... firmy uczą się od siebie nawzajem, często na ślepo i źle na tym wychodzą, ale mi w tym poście chodziło o co innego (czego zresztą nie zauważył kol. Tamqkun pisząc odjechany komentarz – interpretujący posta w kategoriach mistycznych, podczas gdy chodziło o sprawy stricte zawodowe, instytucjonalne, organizacyjne). Otóż, chodzi o to, by być po tej stronie rynku, która kreuje i narzuca normy. Nie po tej, która się dostosowuje do faktów. Trzeba fakty tworzyć, niech inni się do nich dostosowują.
Czy trzeba być supermenem, by tak było? Nie. Sukces takich miernot, jak Stalin, czy Hitler dowodzi, że można być byle kim, wystarczy być jednak bezczelnym. Nie mówię, że należy być bezczelnym – a jedynie, że ten sam efekt można uzyskać np. poprzez bezczelność.

a propos Hitlera
lekturę dziennika Victora Klemperera, niemieckiego językoznawcy, który był Żydem i gwiazdą uniwersytetów przed wojną polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się jak to się stało, że nagle w miarę normalni ludzie oraz w miarę normalny kraj przepoczwarzył się w III Rzeszę i kraj totalitarny. Jak chamstwo i bezczelność małej grupy ludzi oraz brak twardej reakcji, małość i kunktatorstwo reszty doprowadziło do konieczności zawierania najgorszych kompromisów, byle tylko przeżyć.
I jeśli dzisiaj walczymy o to, by dr Cameron miał prawo mówić to, co uważa za dowiedzione , być może okaże się, że bronimy właśnie ostatnich szańców wolności, które zagarnie za chwilę totalitaryzm.
Przesadzam? A czy ktoś był przekonany w 1934 roku, że oto właśnie brak reakcji wówczas jest hańbą i zaniedbaniem, które będzie skutkowało hekatombą? Na pewno niewielu. Pamiętajmy, że większość nigdy nie ma racji – tak, jak na giełdę większość wchodzi w ostatnim etapie hossy, a ucieka w ostatnim etapie bessy, tak też w innych dziedzinach. Jeśli dziś słyszę, że powinienem zająć się dłubaniem w projekcie inżynierskim, a nie wściubianiem nosa w sprawy UKSW, czy Rzecznika Praw Obywatelskich, to ja mam na to jedną odpowiedź: jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Podobnie zresztą było w trakcie tzw. sprawy Agaty. Kończyłem wtedy ważny projekt, a zareagować trzeba było.
Reasmując – przestrzegam przed tego typu reakcją, że jakoś-to-będzie. Nie będzie. Reagować trzeba już!

feminismus
feminizm to dość śmieszny ruch, bo atakuje Kościół i katolicyzm za winy świata Rewolucji, której sam jest dzieckiem. Taktyka to przewrotna i opisana na innych przykładach w Rewolucji i Kontrrewolucji de Oliveiry. Rewolucja na pewnych etapach jest przeciwniczką swojego poprzedniego wcielenia po to, by zniszczyć jeszcze więcej – czyli to, co zachowała poprzednio.
Feminizm zatem chce niszczyć jakąś wyimaginowaną rodzinę i warunki społeczne powstałe de facto na bazie protestantyzmu oraz Rewolucji Francuskiej (dziękuję Michelowi Foucaultowi za poddanie mi tej myśli! - nieoczekiwanie! Któż by się bowiem spodziewał tego po postmodernistycznym i socjologu-homoseksualiście?) - a więc na bazie I oraz II Rewolucji! Jeśli feminizm dyskutuje z niemiecką zasadą trzech „K”, czyli Kirche, Kinder oraz Kueche, to dyskutuje sama z sobą, niech nie wmawia katolikom, że dyskutuje ze sobą. Feminizm oburza się na świat po Rewolucji nie dlatego, że zaszła Rewolucja, ale dlatego, że zaszło jej jeszcze zbyt mało!

dyskrymynancja a Tradycja
„mężowie, kochajcie swoje żony, jak Chrystus umiłował Kościół” - proszę wybaczyć, ale „partnerstwo”, to jakaś śmieszna karykatura pobożnego katolickiego małżeństwa. To zresztą czują konkubenci, ilekroć spotykają się z prawdziwie świętą parą.

prof. Krzemiński a prof. Plinio Correa de Oliveira
tymczasem prof. Krzemiński, człowiek również nie z jakiejś kontrrewolucyjnej bajki, powtórzył ostatnio tezę dra de Oliveiry na temat renesansu. Nie pamiętam o co konkretnie chodziło, chyba o podkreślenie rozprzężenia moralnego, które wraz z renesansem się rozpoczęło... Fiu, fiu, pomyślał sobie pangrzyzga na wykładzie... prof. Krzemiński znany jak dotąd z plecenia bajek na temat Kościoła nagle potwierdza tezę najbardziej wstecznego z katolickich teoretyków Kontrrewolucji?

trybalizm, trybalizm!
ale, ale! Nie tylko on! Widziałem jakiś czas temu plakat o promocji książki niejakiego Maffesoliego na temat „plemion”! Autor – jak wynika z plakatu – stawia w niej tezę, że współczesne wspólnoty przekształcają się powoli w plemiona! Teza, jak teza, wydaje się raczej prawdopodobna, szczególnie, gdy pomyśleć o globalizacji, ale ciekawe jest co innego... ponad 50 lat temu to samo stwierdził Plinio Correa de Oliveira w Rewolucji i Kontrrewolucji! Mówił, że kolejna Rewolucja przyniesie nowy trybalizm, powrót do organizacji plemiennej z całym jej przymitywizmem.
Już wiecie dlaczego ta książka trafiła do Biblioteczki Konserwatysty?

Kościół a Dan Brown
będąc na „Generale Nilu”, widziałem zwiastun „Aniołów i Demonów” Dana Browna. Ciekawe, że Kościół Katolicki, jaki wyłania się z tego zwiastunu to organizacja hierarchiczna, dumna, stateczna, wyniosła i arystokratyczna. Jednym słowem – tzw. „kościół przedsoborowy”. To ciekawe... ludzie spoza Kościoła odczuwają zatem tęsknotę za tymi właśnie cechami Kościoła, które teraz, w okresie nie widzącego przed sobą celu posoborowia (no bo jaki ten cel? Nawracanie? Nie – dialogowanie! Walka o Christianitas? Nie, działalność kulturalna. Liturgia? Nie, spektakle, harce i figle-migle) zanikły prawie całkowicie! Tego się nie widzi zupełnie!
Ciągnie do Kościoła takiego, jakim on jest w rzeczywistości... szkoda, że to niewierzący, albo jego wrogowie muszą dawać o tym świadectwo!

Duch liturgii
nawiązując do liturgii – znalazłem swego czasu pięknie wydanego przez Fundację św. Benedykta „Ducha liturgii” kard. Ratzingera. Świetne ilustracje do równie świetnej treści. Polecam!

jeszcze o Cameronie – Kinsey
wracając do sprawy dra Camerona. Zastanawiałem się sam, czy przypadkiem nie jest to jakieś kukułcze jajo i szarlatan, który plecie bajki bez namysłu metodologicznego. Było tak, dopóki nie wczytałem się w ulotki, które towarzyszyły spotkaniom z nim. Ale o tym innym razem, bo dziś już jestem zbyt zmęczony. Ciekawe natomiast jest to, że w jednej z nich powołuje się na ikonę ruchu wyzwolenia seksualnego roku '68, Kinseya! Człowieka, który swoim słynnym raportem otworzył w USA drogę wszelkiemu zboczeniu... i który dowodzi tej tezy, którą epatuje Aborcza (ponoć absurdalnej), iż 1/3 przypadków pedofilii dokonywana jest przez homoseksualistów. To teza Kinsey'a, drodzy Gazownicy, Kinseya, którego tylekroć wynosiliście na piedestał, chociażby przy okazji ostatniego filmu -biografii!

zadyma...
tymczasem we Wrocławiu zadyma przy okazji spotkania z drem Cameronem! Działacze niejakiej ANTIFY (komunistyczna bojówka) usiedli sobie na sali w liczbie trzech, a trzej kolejni byli na korytarzu, próbując wejść w trakcie. Gdy to okazało się niemożliwe, wywiązała się szarpanina, w wyniku czego agresorzy z kastetami i nożami zamknięci zostali na dziedzińcu, a moi znajomi (którym przyszło robić za wykidajłów) wezwali ochronę. Nie, nie pisali o tym w lokalnej Aborczej. I nie napiszą.
Ach, ta homofobia – przecież, gdyby Cameron nie głosił swoich tez byłoby bez przemocy. Przecież, gdyby Fieldorf nie był faszystą, też nie dostałby od antyfaszystów z UB w czapę. Rzecznik Prawo Obywatelskich wystąpił jednak 8 maja do ministra Czumy o dołączenie do kodeksu karnego pewnej innowacji. Chodzi o to moi mili, by mowa nienawiści (a więc każde zdanie, które może wywołać przemoc wobec „mniejszości seksualnej”) ścigana była z urzędu oraz podlegała tej samej karze, co nawoływanie do nienawiści na tle rasowej oraz narodowej. Co to oznacza w praktyce? W więzieniach (dwa lata) znajdą się wszyscy, którzy podpadli Biedroniowi, Adlerowi i Niemcowi.
Koniec i basta. Nie ma tolerancji, dla wrogów tolerancji. Mówiłem już, że zamierzam kupić spluwę?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/12-v-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Błogosławiona jesteś, ponieważ uwierzyłaś, powiada Elżbieta do naszej Matki. — Jedność z Bogiem, życie nadprzyrodzone, pociąga za sobą zawsze atrakcyjną praktykę cnót ludzkich: Maryja niesie radość do domu swej kuzynki, ponieważ "nosi" Chrystusa.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 566



czwartek, 30 października 2008

[30 X 2008] czy małżeństwo niszczy seks - polemiki

promocyje, promocyje
uwaga, kończy się promocja w Złotych Myślach, w której można zakupić drukowane wersje niektórych książek tego wydawnictwa nawet za 30% ceny! Jej bannerek wisi powyżej, zwracam uwagę - promocyjne zamówienia można robić tylko do jutra. Jest jeszcze 36 godzin.

polemiki czas zacząć
coś się dziwiłem, że wczorajszy tekściorek skrótowy nie wywołał polemik. Ale, ale... rano okazało się, że jednak jest odzew. Publikuję maila wraz z odpowiedzią, która zresztą wyjaśni, co szczegółowo miałem na myśli. Dziękuję także za dzisiejszy komentarz pod postem.
Treść maila niestety usiana jest znakiem "=", który powstawiał komputer nie wiem z jakiej przyczyny, przekształcając tekst.
polemika
PS Oczywiście bez krytyki obejść =ię nie może. Co za bzdury Pan wypisujesz na blogu - seks jest grzechem śmiertelnym??? =AFyczę Panu, żeby żaden dziennikarz nie trafił na Pańskiego bloga. Tego =awet macierewiczowskim skrótem myślowym nazwać nie można. Mówisz o =óżnicy między seksem a współżyciem w "swojej" terminologii. Ale po pierwsze, nic =ię nie uprawnia do tworzenia jakiejś własnej terminologii dotyczącej =łów powszechnie znanych w języku polskim, a po drugie, nawet tej "swojej" terminologii =ie określiłeś, tzn. nie podałeś "swoich" definicji seksu i =spółżycia, tak żeby można się było do nich odnieść w sposób merytoryczny. Po =rzecie: Seks jest grzechem śmiertelnym??? (Drżyjcie wszyscy muzułmanie, żydzi i =nni niekatolicy, którzy nie wzięliście ślubu katolickiego!). To już ewidentna =ieprawda. Przede wszystkim, seks w sensie ogólnym nie może być w ogóle pojmowany = kategoriach grzechu, to byłby jakiś nonsens prowadzący do choroby psychicznej =mówię tu o seksie definiowanym wg słownika języka polskiego)! Ponadto, o pewnych czynach związanych z etyką seksualną można =ówić jedynie jako o tzw. materii ciężkiej, a nie grzechu śmiertelnym sensu stricto. Zatem to sam człowiek w swoim sumieniu rozstrzyga o =adze grzechu, z pomocą Boga i ewentualnie spowiednika. Po czwarte: seks = =spółżycie wg właściwej terminologii, zaś współżycie małżeńskie =czyli, jak to nazwałeś, czynności sakramentalne) stanowi zbiór zawarty w zbiorze czynności =eksualnych. Nie można mówić o tych dwóch zbiorach jak o zbiorach =ozłącznych. Informuję Pana, że małżonkowie, współżyjąc, uprawiają seks - a =ięc twierdzenie, że seks jest grzechem śmiertelnym, jest po prostu absurdalne i =roteskowe.
Oj, Panie Gnyszka, znów Pan =arozrabiałeś! A takich "kwiatków" na blogu jest pewnie znacznie więcej...
--------------------
odpowiedź:
Co do krytyki. Specjalnie nie podałech swoich definicji, by jakiegoś wilka z lasu wywołać :) Ale - albo Lud Boży ma swój sensus fidei i wie o co kaman i nie szuka dziury w całym, jak Herr P*****, albo mu się nie chce skomentować :) Otóż, sprawa jest prosta jako i drut - czy widzi Kolega różnicę między katolicką koncepcją wykoywania czynności-prowadzących-do-orgazmu, a niekatolicką, ale wyrosłą w katolickim obszarze kulturowym (na razie nie zajmujmy się ludźmi, którzy Ewangelii nie słyszeli). Ano wyraża się ona w codziennym języku właśnie terminologicznie - rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze znajomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna dama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im się z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami. To pierwsze określenie słusznie kładzie nacisk na sportowy charakter tej koncepcji.
W związku z tem - "moja terminologia" jest tak naprawdę zdaniem sprawy ze zwyczaju językowego, który być może nie wszyscy zauważyli.
W tym znaczeniu "uprawianie seksu" jest przeciwieństwem współżycia, czyli cudzołóstwem. Jeśli cudzołóstwem, to i grzechem śmiertelnym. Jednym słowem - jeśli małżonkowie katoliccy wykonują te same czynności, co chłopak z dziewczyną w pokoju obok, którzy nawet nie mają do tego prawa (a którzy naukę Kościoła znają i ją odrzucają) - to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli "uprawiają seks".
Ma już tera Kolega zarówno klasyczną, jak i nieklasyczną powyżej :)
Jednym słowem - inaczej rozumiemy oba pojęcia i przypisujemy im inne zakresy, co zdarzyć się nie powinno, bo w tekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię" i podaję kontekst, w których wedle niej użyłbym obu wyrażeń. A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje jakieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do orgazmu" i dziwi się, że w takim rozumieniu mój tekst nie ma sensu, więc jestem głupolem. Powinien Kolega najpierw zwrócić uwagę na kontekst, który podałem, a więc przyjąć za dobrą monetę to, co mówię o grzechu śmiertelnym i z tej definicji nieklasycznej, dojść do klasycznej formy definicji "uprawiania seksu" którą posłużyłem się w podanym kontekście.

Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo jesteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek encyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie mieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest używane.
Teologia Polityczna
przy okazji wspominam o spektaklach organizowanych przez Soli Dei i Teologię Polityczną - co drugi wtorek o godz. 20:30 w auli Starego BUW-u w ramach Sceny Faktu. O najbliższym, Norymberdze przeczytać można tutaj: http://www.solideo.pl/sd/index.php?ms1=pr=jekty&gr_id=3&ps_id=232&lang=pl

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/30-x-2007-wtorek-idzie-nocka-wieczr-ju.html

myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754


środa, 29 października 2008

[29 X 2008] czy małżeństwo niszczy seks?


czy rozmnażanie to atawizm?
Chadzając z radością na zajęcia z antropologii społecznej... odnoszę dziwne wrażenie. Jakie? Ano takie, że ludzie – szczególnie studenci socjologii – traktuję rozmnażanie jak atawizm.
Ot, rozmnażają to się małpy, świnie i ludy pierwotne! My się gzimy i mamy z tego przyjemność – na tym polega cywilizacja!
A mnie się zdaje, że na tym polega antycywilizacja, czyli ustrój hołoty. Tylko Łaska podnosi nas z poziomu hołoty, do poziomu Człowieka stworzonego na obraz Boży.

czy małżeństwo niszczy seks?
to tytułowe pytanie z ostatniej okładki bodajże WPROSTa. Odpowiedź jest prosta – jasne! Małżeństwo daje możliwość współżycia, czynności sakramentalnej. Daje człowiekowi możliwość wyrwania się z nędznego zwierzęcego stanu.
Jaka jest różnica między seksem a współżyciem w mojej terminologii? Pierwsze jest grzechem śmiertelnym, drugie czynnością sakramentalną. Przepaść między nimi. O!
demokracja a Schumpeter
kolejna posocjologiczna uwaga dotyczy demokracji. Bardzo ucieszył mnie tekst Schumpetera (nie pamiętam tytułu), który schlastał klasyczną koncepcję demokracji, proponując zamiast niej koncepcję instytucjonalną. Na czym polega różnica? Pierwsza buja w obłokach, idealizuje obywatela, przypisuje mu niezależność, racjonalność, znajomość dobra wspólnego, zakłada, że polityk jedynie wykonuje wolę ludu, etc. Koncepcja Schumpetera jest realistyczna – dostrzega rolę przywództwa, ograniczenia obywatela, to, że realizowana jest wola rządzących, etc. Uważam, że to adekwatny opis.
Szkoda, że nie jest on rozpowszchniony poza uniwersytetami. Na WOSie w szkołach wciąż pitoli się o koncepcji klasycznej, słodziutko i romantycznie idealizując sprawę. Ten typ gadaniny kojarzy mi się z Tuskiem i karierowiczami okołoplatformowymi, różnymi Młodymi Demokratami, etc. Klasyczna jest dla ludu – instytucjonalną posługują się politycy między sobą. Ludowi słodzimy, wobec siebie postępujemy szczerze.

pokolenie Stanisława
wczoraj wieczorem zdałem sobie sprawę z różnicy między doświadczeniem mojego pokolenia, a doświadczeniem pokolenia mojego Pradziadka, Stanisława. Pradziadek walczył w I wojnie światowej, potem został zesłany na Sybir, z którego uciekł i wrócił na piechotę do Polski. Później walka z bolszewikami (Lance do boju, szable w dłoń!)... i znów – II wojna światowa, a po niej noc komunizmu. Pradziadek zmarł w wieku 103 lat na początku lat 90. Statystycznie normalny stan świata za jego życia, to wojna. Coś dla mnie niewyobrażalnego. Nawet i dla Kolumbów, oni przeżyli o dwie wojny mniej.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-poniedziaek-zaraz-czwartek.html

http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-idzie-noc.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/29-x-2007-idzie-noc-cz-2.html

myśl na dziś
Katolik bez modlitwy...? To tak jakby żołnierz bez broni.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 435





poniedziałek, 21 kwietnia 2008

[21 IV 2008] poniedziałek, św. Anzelma, Dzień Anielski

o rozwiązywaniu spraw przez eklezjologię

odnoszę wrażenie, ba! jestem przekonany i wiem to z doświadczenia, że wiele ludzkich problemów, dylematów związanych z wiarą, moralnością i innymi tego typu sprawami... rozwiązuje się jak gdyby węzeł gordyjski jednym cięciem - dzięki zastanowieniem się nad poprawną eklezjologią, tj. nad tym, czym jest Kościół.
Podobną tezę znajdujemy także u niejakiego kard. Ratzingera w tomie prac poświęconych eklezjologii, gdzie w jednej z nich stwierdza, że gros herezji wywiodło się z niezrozumienia właśnie eklezjologii.
jedno robić, drugiego nie zaniedbywać
inną sprawą, która często sprawia problemy, to zapominanie o tej złotej zasadzie, by jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Ludzie zbyt łatwo widzą alternatywy, twierdząc np. że zamiast się modlić, lepiej by ten i ów zrobił coś, albo zamiast trąbić o aborcji, lepiej zając się samotnymi matkami, że zamiast pójść na Mszę w tygodniu, lepiej się spotkać z kimś, kogo się dawno nie widziało, etc. Co ja na to? Ależ to prymitywnie proste - te alternatywy są pozorne. Należy jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać, gdyż obie rzeczy są psimi obowiązkami dla katolika.

wspieranie wolnych mediów
w komentarzach pojawił się ostatnio wątek medialny (jako reperkusja wątku medialnego w tekście). Już kiedyś dzieliłem się z Wami radością, jaką odczuwam, biorąc do ręki co środę Gazetę Polską czy Niezależną Gazetę Polską w pierwsze piątki miesiąca... takich chwil miałem i mam więcej, a ostatnio jeszcze więcej. Czuję ożywczy ferment, o czym już zresztą na tym miejscu pisałem... Czuję to samo, biorąc do ręki Gościa Niedzielnego (http://www.goscniedzielny.pl/) co niedzielę, Najwyższy Czas! (http://nczas.com/) co środę, czy Polonia Christiana (http://www.poloniachristiana.pl/) raz na dwa miesiące... czy wiele, wiele innych, o których będę tu jeszcze wspominał.
Po co tu o tym w ogóle piszę? Ano, po to, byście i Wy odważyli się co jakiś czas pójść samotnie do saloniku prasowego, kupili coś, czego kupić byście się normalnie wstydzili... by odkryć, że to jest to, co kupować od teraz będziecie regularnie, rozkoszując się wolnością myśli, słowa, brakiem jakiejś poprawnościowopolitycznej cenzury!

dzienniki
poza tym, rzecz jasna, warto czytać dzienniki z różnych czasów. To naprawdę pouczająca lektura, którą szczególnie polecam anonimowi2 z ostatnich komentarzy. Myślę tu o Dzienniku Victora Klemperera, niemieckiego filologa żydowskiego pochodzenia - z czasów od 1933 do 1945. Pouczająca lektura w zakresie dyskusji o zasadności porównywania UE z III Rzeszą, panie Kolego.

odpowiedzi
obiecałem odpowiedzieć na komentarze dotyczące kobiecości i zrobię to jak umiem, a umieć nie bardzo mi łatwo, bo mam na karku jeszcze parę zajęć. Aha, no i trudno mi odpisywać, bo komentatorzy się nie zdeklarowali, czy mnie lubią, a byłoby mi smutno, gdybym miał Im odpisywać wiedząc, że mogą mieć do mnie o coś żal.
Ale, przejdźmy do rzeczy, rozchodzi się o komentarze spod linku: https://www.blogger.com/comment.g?blogID=8013098484768916376&postID=4349676745561112823
1/ co do cytatów ze świętych, to mam do nich dwa zastrzeżenia. Po pierwsze - są niewiarygodne bez źródła. Koleżanka studiuje na którymś z wydziałów UW, więc na pewno zna te standardy, do których przestrzegania zachęcam. Druga sprawa - nie zamierzam podważać prawdziwości tych cytatów, ale wolałbym je widzieć w kontekście - vide historia rozumienia zdania św. Klemensa Aleksandryjskiego Poza Kościołem nie ma zbawienia, np. opisana przez ks. dra Franciszka Longschamps de Berrier'a. Kolejną sprawą na ten temat jest i to, że w Kościele istnieją pewne szczególne zasady interpretowania tekstów. Oczywiście mógłbym napolecać odpowiednie instrukcje odpowiednich dykasterii (sam wszystkich nie czytałem), ale z grubsza chodzi o to, że interpretować należy Pismo przez Pismo oraz w Tradycji. To w Tradycji odnosi się i do pisarzy chrześcijańskich. Otóż, warto byłoby skonfrontować tych pisarzy z innymi (dlaczego koleżanka nie cytowała św. Klary, św. Brygidy Szwedzkiej, św. Franciszka, Abelarda i stu tysięcy innych?). Reasumując - argument pod tytułem a byli tacy święci co, to myśleli tak i tak, odpowiadam - byli i inni, a poza nimi była i ich interpretacja, praktyka i parę innych spraw. Jednym słowem - świadczy to raczej o bogactwie i wolności, niż o czymkolwiek innym.
2/co do zagadnienia królobójstwa... polecam naprawdę zagłębienie w absolutne rudymenta nawet na IS UW (a tu rudymenta są zazwyczaj rudymentarne)... bo jeśli sobie wycieramy gąbkę św. Tomaszem, to lektura O władzy rozwieje wątpliwości Koleżanki, czy król jest Pomazańcem Bożym... Proszę mi wierzyć, podania na temat wyobrażeń na temat umysłowości średniowiecza są mocno nieprawdziwe... nawet te, które się wtłacza studentom przez rurkę na uniwersytetach.
3/ co do wielu zarzutów, które wysuwasz, np. tego tekstu o nadgarstkach u kobiet do froterki... naprawdę uważasz że tak myślę? Toż powtarzam - jedno robić, drugiego nie zaniedbywać. Jeżeli twierdzę, że mąż ma kochać żonę jak Chrystus kocha Kościół, czy mogę twierdzić, że ma być dla Niej jak właściciel dla niewolnika? Bądźmy poważni. Mąż ma psi obowiązek pomagać żonie i robić za nią nieomal wszystko - z miłości do Niej i Pana Boga.
W kulturze Porewolucyjnej jest inaczej - ani żona, ani mąż się nie kochają na tyle, by dla siebie się poświęcać.
4/ nie kumam uwagi nt. ceny prac domowych. Przecież to oczywiste, że wszystko ma swój koszt (polecam przy okazji analizę kosztu u Misesa - jeśli chcesz, mogę o tym kiedyś napisać na blogu) - tym bardziej prace domowe. Żadnych wypłat państwowych proszę jednak nie proponować, bo to czysta komuna... ani za mycie majtek, ani za osadzanie drzwi w futrynie. To już nie byłaby rodzina, tylko spółdzielnia...
5/ Nie wiem znikąd, że są tylko dwa powołania - bo nawet tak nie napisałem. Można być powołanym i do bezżenności, i do bezżenności w Opus Dei, instytutach świeckich, zakonnych, do małżeństwa, a tu z dużą pewnością do macierzyństwa, etc. Obraz z Oleńką Billewiczówną, choć ładny - nie odpowiada temu, co sądzę.
6/ Czy naprawdę uważasz, że dziecko karmione i tulone od małego przez Mamę, nawet gdyby Tata mu gotował i chodził w fartuszku, czułoby do Taty to samo, co do Mamy? Wydaje mi się, że zupełnie pomijasz biologię, która odzwierciedla się w kulturze... A co do mojej rodziny - oj, wielu już po moje poglądy próbowało tłumaczyć wychowaniem. Wszyscy spudłowali, hehehe...
7/ Po co się uczę na WA PW i IS UW? Dobre pytanie. Otóż, dlatego, że mam obowiązek rozwijać swoje talenty. To po pierwsze. Z tego, co rozeznaję, jestem powołany do małżeństwa, więc rozumuję w ten sposób, iż dobrze byłoby mieć możliwość dochodowej pracy - dlatego talenty chcę przekuć na te możliwości. Jeśli okaże się inaczej - że z jakichś względów, będę musiał zająć się dziećmi, bo np. nie daj Boże! osieroci nas Mama, albo co innego (możliwości jest wiele), bardzo chętnie się tym zajmę, bo jest to powołanie wyższego rzędu. Wierz mi, jest mi naprawdę obojętne, czy będę architektem, socjologiem, szambonurem, czy bloggerem do końca życia. Ja mam być święty - to jest podstawowe powołanie. Każdego.

anonimy

anonimy, piszcie chociaż z jakimiś pseudonimami, bo mi tu już mówią, żeby wyłączyć opcję anonimowych komentarzy... Zresztą milej dyskutować po imieniu, prawda?


myśl na dziś
Jedno robić należy, a drugiego nie zaniedbywać!

wtorek, 15 kwietnia 2008

[15 IV 2008] wtorek, tajemnice bolesne Różańca

BUWing...

dziś odwiedziłem dwie biblioteki w związku z zaliczaniem I semestru KTS-u u drogiej magistry Vigoory w czwartek. Beczka śmiechu, a nawet nie ma się z czego śmiać. W pierwszej skarcono mnie za zdrobnienie książki do książeczki, w drugiej natomiast miałem jeszcze inne przeboje z rewersami ręcznymi i komputerowymi, które to przeboje utwierdzają mnie w przekonaniu, że dobrze jest, gdy każdy wykonuje swoją pracę najlepiej jak umie. I stara się umieć jak najlepiej.

warzywniak GPW
dawno nie pisałem o rynku, prawda? A o czymże tu pisać, gdy np. obroty podczas dzisiejszej sesji wyniosły 803 mln zł, czyli jak na nasze warunki tyle co i nic... Na świecie - szczególnie w USA - coraz bardziej widoczne spowolnienie, ceny surowców rosną... Żyjemy w ciekawych czasach - być może na naszych oczach upada potęga Stanów Zjednoczonych, na rzecz Azji. Zabiegi banków centralnych, G7 i innych ciał wyglądają coraz brzydziej, stają się coraz bardziej nerwowe i... dalekie od idei wolnego rynku. Niestety, wolny rynek odszedł chyba w zapomnienie na amen pod koniec XIX wieku. Keynsizm zdobył władzę na całym globie - strach się bać, tym bardziej, że przechodząc na nieomal ręczne sterowanie (które opłaca się tylko leniwym monopolistom i monopole tworzy) ryzykujemy znacznie więcej.
To bynajmniej nie neguje perspektyw zarobków w przyszłości. Na wszystkim i w każdej sytuacji zarobić się da - wystarczy sprzedać drożej, niż się zakupiło. W tym kontekście tym bardziej interesują mnie poczynania alternatywnych TFI - takich jak OPERA TFI (http://www.opera.pl/) i Investors TFI (http://www.investors.pl/), których także jestem klientem. W takiej bowiem sytuacji jak teraz - gdy rynek jest rozedrgany, wkracza w niego polityka, trzeba rozglądać się za innymi instrumentami, by zarabiać... w takiej sytuacji sprawdzić muszą się ci, którzy w statutach zapisali szerokie możliwości inwestycyjne. Ich rywalizacja dotychczas wygląda ciekawie - w ostatnim kwartale nastąpił dość nagły zwrot akcji - na korzyść OPERY. Sprawa będzie jeszcze przedmiotem obserwacji. Jedno jest pewne, tj. że ci, którzy dali się wpakować na górkach w zwykłe fundusze akcyjne - gdy widzą swojego miglanca z żelem na włosach, przestają być spokojni...

mężyna
Quaestio: Czy celem żony jest zajmowanie się domem i dziećmi, i wzdychanie za mężem?

Odpowiedź: Tak. Ale nie tylko. Otóż, jest to niewątpliwie powołaniem kobiety, tak jak powołaniem męża jest pracowanie na utrzymanie rodziny, opieka nad technicznymi aspektami działania domu, oraz wzdychanie za żoną i dziećmi. Nie oznacza to jednak, że kobieta nie może pracować. Przeciwnie - pracować powinna, najpierw w kierunku swego powołania, tak by wykonywać je z wielką pasją i profesjonalizmem, co przyniesie wszystkim - także jej samej - wielką radość i korzyści, stworzy się bowiem dom, a dzieci będą takie, jak należy. Potem - także i na zewnątrz pracować, bo niedobrze byłoby skupić się jedynie na sobie i rodzinie. Natomiast jeśli nie ma pierwszego, a jest jedynie drugie - mamy do czynienia z postawieniem rzeczy na głowie i cierpieniem dla każdego. To samo z mężczyzną - jeśli skupia się tylko na pracowaniu, to jest durakiem i powinien wejść na gnyszkobloga i obejrzeć ostatni filmik ze św. Josemarią. Do czego dążę? Do tego, że wbrew pozorom - stworzenie domu, jest czymś znacznie więcej, niż wydaje się współczesnym kobietom. A jako, że zazwyczaj tej sprawy się boją (dzięki Rewolucji, która jako oczywistą wprowadziła myśl, że w domu się tylko śpi, żre i pociera członkami, dlatego lepiej jeśli wszyscy pracują, a dzieci są indoktrynowane w państwowych placówkach) - odwalają straszną kaszanę. To samo robią i mężczyźni, bo i nie potrafią się wziąć za własne powołanie.
Jakie zatem otrzymujemy społeczeństwo? Wyjrzyjcie przez okno, poczytajcie gazetę i będziecie wiedzieć jakie. Bo to nie tylko społeczeństwo wpływa na kształt rodziny i to co ludzie sądzą o swoich rolach, ale i to jaka rodzina jest, determinuje to, kto i w jakim kierunku tworzy społeczeństwo. Porównajmy sobie średnie wzory osobowe - cywilizacji chrześcijańskiej, które stąpały po tej ziemi (i wciąż stąpają, choć są cichutcy i rzadko spotykani) ze wzorami dzisiejszymi, które widzimy w tramwajach...
Panagrzyzgie natchnęła dziś w ten sposób podróż poranna do Warszawy, podczas której pewna dama rozmawiała z koleżanką o swoim żywocie, na który składały się kłótnie, alimenty, dziecko, super praca, lans... i cała rzesza smutnych dupereli.
Nie piszę tego, by kogoś skrytykować, lub poniżyć, bo nigdy nie mam tego na celu, choćby i tak to brzmiało dla niewprawnego Czytelnika, ale chcę zwrócić uwagę na to, że to, co nam się nie podoba u innych rzadko kiedy wynika tylko z nich samych. Wynika z aktualnej konstrukcji świata - konstrukcji na której Rewolucja wycisnęła swoje piętno.
TVN24? WSI24...
ostatnio koleżanka spytała mnie, dlaczego określam TVN24 mianem WSI24. Wówczas chodziło mi o wlepkę, którą widziałem na oknie Instytutu Dziennikarstwa UW oraz o Milana Suboticia - agenta WSI a zarazem i redaktora programowego TVN (czemu początkowo zaprzeczył i podał Gazetę Polską do sądu za ujawnienie tego, jako za pomówienie). Okazuje się bowiem - że wychodzą na jaw i inne rzeczy, które jak dotąd były wiedzą tajemną oszołomów. Mowa tu na przykład o tym, skąd się sam TVN wziął... czytajcie, a skumacie!
A gdy już przeczytacie, przypomnijcie sobie, co mówił niejaki Wojewódzki o tym kto wygrał wybory. Mówił ów jegomość, że wybory wygrał jego kumpel Donald dlatego, że go Kuba ze swoimi kumplami poparł. A potem puśćcie sobie z taśmy wszystkie Wydarzenia z ostatnich 2 lat i zdziwcie się ile tam ordynarnej propagandy. A jak się już zdziwicie - przestawcie stronę startową z onetu na jakąś inną (np. http://niezalezna.pl/ albo http://nczas.com/) - po co nabijać ITI-owi statystykę, którą potem pokaże reklamodawcom?
http://niezalezna.pl/index.php/article/show/id/828

prostytucJA?
zdziwiło mnie to, że kolega z Niemiec, który bardzo się cieszył z istnienia pornografii w Internecie i oburzał propozycjami ich cenzurowania, a który wiedział że w Polsce jest taka bieda, że studentki - by studiować - muszą na szeroką skalę się prostytuować, oburzał się na to ostatnie zjawisko (pozostawmy na razie kwestię jego rozmiaru w Polsce i w Niemczech). Dlaczego ja się dziwię? Ano dlatego, że nie oburzał się - ba! to była jego wizja życia i relacji męsko-damskich - na tę samą prostytucję, tyle że bezpłatną w ramach konkubinatów (czytaj: par), gimnazjalnych parek, których skłonność do rotacji można podać w jednostce x/miesiąc, i in.
Powstaje kwestia: które cudzołóstwo lepsze? Bezpłatne, czy płatne? Chociaż jestem homo oeconomicus, pozwólcie że kwestię pozostawię bez rozwiązania.

myśl na dziś

— Księże Prałacie, coraz częstsza staje się obecność kobiety w życiu społecznym poza obrębem rodziny, w którym prawie wyłącznie poruszała się dotąd. Co Ojciec sądzi o tej ewolucji? Jakie są, w rozumieniu Ojca, ogólne cechy, które kobieta winna osiągnąć, ażeby spełnić misję, jaka jej jest wyznaczona?
— Przede wszystkim właściwym wydaje mi się nie przeciwstawiać obu sfer, które wymieniłaś. Tak jak w życiu mężczyzny (ale tu w innym wymiarze) również w życiu kobiety ognisko domowe i rodzina zawsze będą zajmować miejsce centralne: jest oczywiste, że oddanie się zajęciom rodzinnym stanowi ważną funkcję ludzką i chrześcijańską. To oczywiście nie wyklucza możliwości oddania się innym zajęciom zawodowym — choć prace domowe są takim również — w jakimkolwiek urzędzie czy godziwym zawodzie potrzebnym społeczeństwu, w którym żyjemy. Gdy tak stawiamy problem wszystko jest jak najbardziej na miejscu.Natomiast myślę, że upieranie się przy systematycznym przeciwstawianiu tych dwóch sfer aktywności zawodowej — zmieniając tylko akcent — doprowadziłoby łatwo ze społecznego punktu widzenia do błędu, większego niż ten, który staramy się naprawić. Wielkim błędem byłoby gdyby kobieta porzuciła pracę wśród swoich bliskich.
Również na płaszczyźnie osobistej nie można twierdzić jednostronnie, jakoby kobieta mogła osiągać swoją doskonałość jedynie poza ogniskiem domowym tak, jak gdyby czas poświęcony swojej rodzinie był czasem skradzionym, ze szkodą dla rozwoju i dojrzewania jej osobowości.Ognisko domowe — jakiekolwiek by było, bo kobieta samotna także ma swój dom, jest miejscem szczególnie nadającym się do osobistego wzrastania. Troska o dobro rodziny będzie zawsze dla kobiety największą chwałą. Mając pieczę nad swoim mężem i dziećmi, albo, mówiąc w sensie ogólniejszym, w codziennej pracy i trosce o to, aby wokół siebie stworzyć środowisko przytulne i kształtujące, kobieta wypełnia najważniejsze zadanie swej misji, osiągając w konsekwencji swoją doskonałość osobistą.
Jak już powiedziałem, nie wyklucza to udziału w innych dziedzinach życia społecznego, na przykład w polityce. Także w tych dziedzinach kobieta może wnieść swój wartościowy wkład, zawsze ze szczególną specyfiką swojej kobiecej natury i uczyni to w takiej mierze, w jakiej społecznie i zawodowo będzie przygotowana. Jest jasne, że tak rodzina jak i społeczeństwo potrzebują tego szczególnego wkładu, który w żadnym wypadku nie jest drugorzędny.
Rozwój, dojrzałość, emancypacja kobiety nie powinny oznaczać pretensji do równości — do jednakowości z mężczyzną, do naśladowania męskiego sposobu działania; to nie byłoby zdobyczą, a przeciwnie — stratą dla kobiety, nie dlatego żeby była kimś większym lub mniejszym niż mężczyzna, tylko dlatego, że jest inna.Na podstawowej płaszczyźnie społecznej — pamiętamy, że kobieta musi otrzymać dla siebie uznanie prawne, zarówno w prawie cywilnym jak również kościelnym — można mówić o równości praw; kobieta posiada bowiem dokładnie tak jak mężczyzna, godność osoby ludzkiej i dziecka Bożego. Ale wychodząc z tej równości fundamentalnej każde z nich winno osiągnąć to, co jest mu właściwe i na tej płaszczyźnie emancypacja oznacza tyle, co realna możliwość pełnego rozwoju własnych wartości; tych, które posiada jako jednostka i tych, które posiada jako kobieta. Równość wobec prawa, takie same możliwości w świetle ustaw, nie niweczy, ale właśnie przewiduje i popiera tę różnorodność, która stanowi bogactwo dla wszystkich.
Kobieta jest powołana, aby dać rodzinie, społeczeństwu, i Kościołowi coś specyficznego, to co jest jej właściwe i co tylko ona może ofiarować: swoją delikatną dobroć, swoją nieograniczoną wspaniałomyślność, swoje upodobanie w tym co konkretne, swą bystrość w pomysłach, swą zdolność intuicji, swą głęboką i cichą pobożność, swoją wytrwałość... Kobiecość nie jest autentyczna, jeśli nie spostrzega piękna tego niezastąpionego wkładu i nie wciela go w życie.
Ażeby spełnić to zadanie, kobieta musi rozwinąć swoją własną osobowość, i nie ulec zwykłemu duchowi naśladownictwa — na ogół prowadziłoby to ją do jakichś drugorzędnych efektów, nie pozwalając zrealizować jej najbardziej oryginalnych możliwości. Jeśli dobrze ukształtuje swą osobowość, z autentycznością, autonomią osobistą, oryginalnością, to skutecznie zrealizuje swe zadanie — misję, do której czuje się powołana, jakąkolwiek by ona nie była. Jej życie i jej praca będą rzeczywiście konstruktywne, owocne i pełne treści, zarówno gdy będzie spędzać czas w domu poświęcając się dzieciom, jak i również gdy rezygnując z małżeństwa, z jakiejś szlachetnej przyczyny, odda się całkowicie innym zajęciom. Każda na własnej drodze, będąc wierną powołaniu ludzkiemu i boskiemu, może zrealizować i realizuje faktycznie pełnię osobowości kobiecej. Nie zapominajmy, że Najświętsza Maria Panna, Matka Boża i Matka ludzi, jest nie tylko wzorem, ale także dowodem nieprzemijającej wartości, którą może osiągnąć czyjeś zdawałoby się nieciekawe życie.
św. Josemaria Escriva, Kobieta w życiu świata i Kościoła, w: Rozmowy z prałatem Escriva, pkt. 87



poniedziałek, 10 marca 2008

[10 III 2008] poniedziałek, wróciłem z Dolnego Śląska!

jestem
dziś pobudka o 4:50! Oleńka zbudziła swojego Śpika, który zajął Jej pokój i smacznie spał... oj mówię Wam, ciężko wstać o 4:50, gdy marzy człowiek o ciepłej kołderce i leniwym spanku. Ale nie było rady - choć Rodzice Oleńki w uśpieniu, Ona sama zajęła już się robieniem dla Maciurasa wałówki na drogę, śniadania i innych wspaniałości. A we mnie krwie się dopiero przelewały, zanim się zbudziły i do normalnego obiegu wróciły.
Pomyślałem ostatnio, że jestem starym kawalerem... Niby Oleńka już narzeczona, tj. przyobiecana i regularna nupturientka, ale ze mnie stary kawaler, a z Niej wciąż stara panna! Stan ów trzeba odmienić czym prędzej!

więc planuję
o 12:00, tj. na Anioł Pański byłem na Centralnym. Po drodze zdrzemnąłem się, wchłonąłem pyszne kanapki od Oleńki, poczęstunek od PKP Intercity SA, poczytałem de Tocqueville'a na zajęcia na socjologii, Niezależną Gazetę Polską (http://www.niezalezna.pl/)... i po raz tysiącpińcetny zdałem sobie sprawę z tego, że uwielbiam podróżować po Polsce! A sama ona i ludzie w Niej mieszkający to największa przygoda i radość do odkrywania.
Z Dworca od razu na zajęcia, gdzie bardzo miło spędziłem czas. Budzi się we mnie architektoniczna moc - prowadzący działają na mnie inspirująco i otoczenie mordek kochanych, których pół roku nie widziałem, a które niejednokrotnie na piersi własnej odchowałem... ono też działa inspirująco! Jednym słowem - szczęściu i planom na najbliższy czas nie ma końca. Wśród nich też plany blogowe - muszę jeszcze powrzucać kopę zdjęć z ostatnich niemieckich tygodni!
A szczęściu temu patronuje dzięki mojemu Spowiednikowi św. abp Józef Sebastian Pelczar, pod którego przewodem odprawiliśmy z Oleńką cztery medytacje. Gdy namierzę w internecie miejsce, gdzie można kupić dzieła Tegoż - dam cynk.

witam
witam nową Czytelniczkę Gosię! Zaczęła wczoraj, komentując niedzielny post. Witamy, witamy... a do gnyszkokiosku zapraszamy: http://maciejgnyszka.nexto.pl/! Aha, a wiecie, że Radon ma zamiar kupić sobie prenumeratę u mnie w kiosku? Gdy już kupi, zrobię Mu zdjęcie i wrzucę na bloga, bo przystojniak z Niego nie lada!

zapraszam
w imieniu zaprzyjaźnionej fundacji, zapraszam. Chyba nawet się pojawię, bo chciałbym satanistkę Senyszyn zobaczyć na żywo:


Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska
oraz
Akademickie Koło Wspólnoty Samorządowej Województwa Mazowieckiego

mają przyjemność zaprosić Państwa na spotkanie z cyklu

"DYSKUSJE CZWARTKOWE"

Odbędzie się ono w czwartek, 13 marca o godzinie 20.00 w auli na VIII piętrze Pałacu Kultury i Nauki

Temat spotkania: "Państwo neutralne światopoglądowo? Nieuchronna konsekwencja postępu czy mrzonka?"

Gośćmi spotkania będą:

JOANNA SENYSZYN, Sld
TADEUSZ CYMAŃSKI, PiS
ANDRZEJ CZUMA, PO
MARIAN PIŁKA, Prawica RP

Wstęp wolny

myśl na dziś
Jezu, pod przysięgą od Piotra *Po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

niedziela, 2 grudnia 2007

[2 XII 2007] Pierwsza Niedziela Adwentu - czekamy

co się stało się?
wczoraj pracowaliśmy z Danielem i Tawfiqiem rano na wydziale i co - i zostawiłem kabel w pracowni. Przymusowe zatem nicnierobienie w kwestiach projektowych choc zaowocowało najpierw złością moi mili, to jednak po natemperowaniu przez Oleńkę, przyniosło radość z wolnego od komputera weekendu, zająłem się modlitwą, spaniem, socjologią, umacnianiem obronności Państwa dziś po południu. Jednym słowem - nie ma panie tego złego, co by na dobre nie wyszło nam!

pytania kulturowe
tak, jak mówiłem - byłem w czwartek na medytacji na Schackstrasse. Bernd mi podupadł na zdrowiu, zaopiekowałem się chorym jak trza (akurat Michael musiał gdzieś pójść, a ja chciałem pogadać o planach na najbliższe tygodnie). No więc sobie tokujemy o przyszłotygodniowej imprezie niedzielnej, o rekolekcjach za dwa tygodnie (będę tylko od piątku wieczorem do niedzieli), gdy Bernd prosi o szklankę ciepłej wody. Pytam więc skąd jej w kuchni nalać, jak ciepła ma być, etc. a Benrd na to, że wystarczy że przekręcę kurek z czerwonym kółeczkiem i będzie ciepła. Można pic z kranu? Jasne. Okazało się, że było to jedno z pytań ujawniających różnice kulturowe. Otóż, dla Niemców to rzecz oczywista, że z kranu płynie niemal źródlana woda (poza byłym NRD). Inna interkulturowa rzecz, którą zaraz przypomniał sobie Bernd, to obecność w kościele na Josephsplatzu na polskiej Mszy ogromnej ilości młodych matek z dziećmi. Teoretycznie to jest możliwe, żeby kobieta była matką, ale odzwyczaiłem się od takiego widoku - powiedział z zadumą Bernd.

piekarnia piecze pieczywo
wielu Niemcy kojarzą się z pieczywkiem. Słusznie - pieką tutaj z nie lada zacięciem! Istnieją także sieci piekarni/cukierni, które ze sobą konkurują, pakując wypieki we własne torebeczki, z których można się dowiedzieć, że np. beczkokształtny pan z Dietlinderstasse piecze bułeczki z miłością, że Wimmer Baeckerei istnieje już ponad sto lat, że piekarnia pana Muellera kontroluje jakość i używa najlepszych składników, i tak dalej. Wypieki nieco droższe niż w Polsce - choć zdarzają się i takie okazje jak u nas np. na Centralnym - Daniel pokazał mi ostatnio piekarnię, która importuje pieczywo z Polski, dzięki czemu w cenie jednego ciacha, kupujemy sobie dwa. Nie są to wprawdzie lukrowane pączki za 50 groszy z Centralnego, ale zawsze ma się satysfakcję ze zrobienia dobrego interesu!

artykulas a sweterki
obiecałem, że będę kontynuował komentarz do artykułu pt. Zawodowcy z Tygodnika Powszechnego. Jak na moje oko, stanowi on doskonały przykład na niemal niewerbalne przekazywanie treści w tekście. Otóż, myśl przekazywać można także poprzez tworzenie atmosfery, poprzez opis - np. szczegóły otoczenia, dobór słów, które kojarzą się w odpowiedni sposób.
Przykładem takiego zastosowania opisu, jest fragment z artykułu, gdzie autorzy rozpływają się nad ubiorem uczestników dnia skupienia w krakowskim Barbakanie (http://barbakan.sicom.pl/). Otóż, jak donoszą autorzy, uczestnicy owych dni, studenci i licealiści, a także numerariusze Opus Dei - ubierają się elegancko! Yyyyyyyyy! Gwałtu rety! Mało tego! Jeśli nie garnitur, to w najgorszym razie sweter i koszula! Skandal, prawda? No, no... niezłe ziółka z chłopaków... Krawaty i koszule... no, no...
Jak to działa? Ano tak, że czytelnik który nie ma bladego pojęcia o Dziele (albo wie to, co każdy o Opus Dei wie z Kodu Leonarda... oraz wieści gminnej), myśli sobie - ho, ho, podejrzana sprawa, ubierają się jakoś dziwnie, garnitury, swetry. To rzeczywiście jakaś masoneria. No i gotowe - panowie miglance nie skłamali - a już wszyscy wiedzą wszystko.
Ale, ale - zadajmy sobie pytanie pomocnicze - a dlaczego to takie dziwne, że ludzie ubierają się na dzień skupienia elegencko? Spieszę z odpowiedzią: jeśli ktoś się odpicowuje na spotkanie z dziewczyną, to dziwne byłoby, gdyby nie odpicował się na spotkanie z... Bogiem. Nie wiem, czy redaktorzy TP wiedzą, ale katolicy wierzą w realną obecność Pana Jezusa w Eucharystii, z której wynikają nie tylko procesje i nabożeństwa eucharystyczne, ale właśnie osobista pobożność! To jedna sprawa - a druga, chyba głupio by było, gdyby mówiono o nas katolikach, że jesteśmy fleje i nie umiemy się ubrać. I wbrew pozorom, by schludnie i elegancko wyglądać, nie trzeba wydać fortuny, co również w paru miejscach sugeruje artykulas.
Wstyd Panowie miglance, wstyd. Sprawa przypomina podstawówkę, gdzie dzieci obraziły się na Kazia, bo Kazio słucha mamy, chodzi w lakierkach i dobrze się uczy. Dzieci wobec tego będą stwarzały wyssane z palca historie o tym, jak to Kazia leją w domu gdy przyniesie pałę, albo jak to go mama ubiera, albo steruje jego czasem.

rezerwa się szkoli!
tak sobie pangruszka pomyślał, że przygoda z wojskiem wcale się nie zakończyła - wszak niewykluczone, że WP zaprosi jeszcze parę razy kpr. Gnyszkę na weekendowe szkolenie. Co wtedy? Wówczas pangruszka pocałuje Żonę, pocałuje dziateczki i pojedzie do jednostki, by umocnić obronność Państwa. A gdy wróci, ucałowawszy Żonę, weźmie syna (-ów) na kolana i powie jak to było z innymi rycerzami się spotkać. Oczywiście - dwie osoby tego dramatu są już doskonale znane - nowych Czytelników odsyłam do archiwalnych postów ze zdjęciami moimi i Oleńki z października. Bo Żonę mieć i dzieci mieć, to nie takie pitu-pitu, ani w kij dmuchał, tylko powołanie. Małżeństwo zaś, to ani spółka świadcząca usługi podnoszące ciśnienie w narządach ograniczonemu gronu konsumentów, ani też spółka rozrodcza, ani też nawet spółka facility management opiekująca się wspólnym mieszkaniem i lodówką. Małżeństwo to sakrament. I to jak każdy sakrament - kosmiczny!
Skąd taka myśl? W Damestiftskirche mam przyjemność podpatrywać paru ojców, jeden obstawiony przez dwie małe córki, które stają po jego obu stronach gdy przyjmuje Komunię Św., a po Mszy idą z nim do obrazu Najśw. Serca Pana Jezusa, by się pomodlić modlitwą św. Piusa XI. Inny Pan - ojciec córki i dwóch bardzo podobnych przedszkolakowych synków, z których jeden służy do Mszy. Ministrant to mój ulubieniec - od razu byście go polubili!

dowcipas
wyszło na jaw, że Tawfiq - rodowity Syryjczyk - nie lubi Żydów! Wprawdzie pożegnaliśmy się per Shalom ale`kum, ale gdy żegnaliśmy się tak po raz drugi - zrobił minę obrzydzenia. Ja tam do samych Żydów nic nie mam, choć paru miałem nieszczęście poznać i zepsuli moje mniemanie o owym narodzie. No, ale opowiedzieć dowcipas o Żydach zawsze można, szczególnie gdy jest śmieszny.
Otóż:
- Dlaczego Żydzi mają duże nosy?
- Bo powietrze jest za darmo.
-----------------------------------------------------------------
Hahahahahahaha! Dobre, nie? Oj, ja to jestem figiel-migiel...

A opowiadałem Wam kiedyś jak to chcieliśmy z Oleńką kupić we Wrocławiu garnitur i opowiedziałem wtedy żart życia? Nie pamiętam, a nie chcę się powtarzać...

myśl na dziś

Iluż nerwic i histerii można by uniknąć, gdyby - zgodnie z doktryną katolicką - uczono ludzi żyć prawdziwie po chrześcijańsku: kochac Boga i przyjmowac przeciwności jako błogosławieństwo z Jego rąk!

św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 250

fotoloto

czwartek, 11 października 2007

czwartek, czyli Donnerstag

pani i berbeć
jadę metrem, a pani niańczy małego bejbia (parę miesięcy po urodzeniu, no ale de facto żyje już prawie rok, więc nie taki świeżak...). Ten cały różowy, ani myśli o tym, żeby przestać kwiczeć, wykręcać łapki i wierzgać obleczonymi we włóczkowy skafander giczkami. Aż tu nagle różowy kłębek zaczął mieć czkawkę i czkając na cały świat, pochrumkiwał nawet. No no - myślę sobie - niezły wyga z tego wygi - taki mały, a już chrumkać umie. Ja nauczyłem się dopiero w przedszkolu. Jaki z tego morał? Dwojaki.
Najpierw ten, że więź dziecka z matką jest bardzo ważna, jeśli nie niezastąpiona. Nie zmieni tego ani rewolucja seksualna, ani rewolucja socjalistyczna (to to samo). Nie zmienią tego nawiedzone panie, ani nawiedzeni panowie w czerwonych, lub brunatnych sweterkach.
Później ten morał z tego, że - obserwując reakacje innych, starszych pań i panów oraz młodych dziewczyn, które z zazdrością i pewnym strachem to obserwowały - dzieci uczą czułości, miłości i wielu, wielu innych rzeczy. Dlatego pangrzyzga nie zamierza dzieci nie mieć, lecz wprost przeciwnie, choćby miał się skichać z zarobienia. Apsik.
Dobra, jeszcze ostatni morał. Taki jest, że gdzieś mam to, że świat poszedł naprzód i zaczął się bać małżeństwa, odpowiedzialności, dzieci, rodzicielstwa, etc. Wbrew pozorom, to nic nowego, stara wada, która co i raz się odradza - i tak jak zawsze - odejdzie na jakiś czas w niepamięć. Obecny czas warto uznać za powolny powrót do normalności po ponad 50-letnim szaleństwie...

co to jest czwartek?
w Polsce czwartek, to czwarty dzień tygodnia (no, dobra - piąty, bo pierwsza jest niedziela). W Niemczech czwartek to dzień grzmotu, czyli Donnerstag.

Donner, czyli grzmot
nie powiem, dziś niektórych nieźle wygrzmociło. Poznaliśmy z Kasią pewnego Niemca, tj. Polaka, tj. chłopca, którego poznańscy rodzice przenieśli się do Monachium i mówią wciąż (a on razem z nimi) po polsku. Ładnie pięknie, Daniel raz mi już pomagał, teraz stworzyliśmy z nim i Kasią grupę na przedmiot Baupraxis/Oekonomie. Reserczujemy sobie w internecie na temat pokryć bitumicznych i zaczyna się temat: a po co się żenić? Po co jest ślub, po co święta i inne takie duperele, które narzuca ohydne społeczeństwo wybitnej jednostce? Można było się dowiedzieć, że my Polacy jesteśmy w tyle za Europą, Kościół jest raczej z lekka głupawy, itd. Mimo, iż z Daniela bardzo miły chłopak, odnoszę wrażenie, że atmosfera nieco zgęstniała. Szkoda, chociaż wiem że tak już jest - te tematy budzą często wielkie emocje, przekonuję się o tym zawsze (tak jak np. w wojsku), gdy nagle ni z gruszki, ni z pietruszki staję się adresatem często wielogodzinnych wypowiedzi na temat tego, że ktoś tak naprawdę ma to wszystko gdzieś, ale w rzeczywistości trawi to w jakiś sposób jego wnętrze. Miał rację ks. Stefan, że w Niemczach wcale łatwiej, niż w wojsku nie będzie, nie na darmo diecezje niemieckie mają status misyjny...

małżeństwo
pokrótce o tym, co uważam na ten temat. Niczego nowego nie powiem, jestem zwykłym, w dodatku wiejskim, katolikiem, który ma na celu robić to, co leży w jego obowiązkach względem Boga i ludzi.
Małżeństwo jest po pierwsze sakramentem.
Po drugie, polega na przedstawieniu Bogu swojego związku, po to by on do niego w specyficzny sposób wszedł, uświęcając go (tj. udzielając specjalnej łaski i charyzmatów) i czyniąc małżonków jednym ciałem.
Po trzecie - małżeństwo, pożycie małżeńskie, małżeńska codzienność są Bogu oddane i w nim zakorzenione.

co z tego wynika?
wynika stąd to, że nikt nikogo nie zmusza do brania ślubu ani w kościele, ani tzw. ślubu cywilnego (jest to zła nazwa - chodzi po prostu o umowę cywilną).
Jako że instytucja małżeństwa ma pierwotnie pochodzenie religijne, jasne jest, że ciężko ją zrozumieć osobie niewierzącej i łatwo jej sens zakwestionować.
Wynika stąd także to, że zawiodą się - i zawodzą się - ci, którzy idą po katolicki ślub nie będąc katolikami. Najczęściej ich związki są po prostu nieważne (nie spełniają bowiem warunków przewidzianych w prawie kanonicznym) i poza ceremonią nic nie otrzymują... Mówią później, że przecież mieli otrzymać łaskę, że z tym ślubem to ściema, bo wcale nie było im łatwo, a w ogóle, to głupi ten Kościół, bo nie pozwala na rozwody. Jaki początek, taki koniec moi mili.
Wynika stąd także to, że rozumiem w pełni Daniela - nie ma sensu małżeństwo, jeśli nie bierzemy pod uwagę powyższego. To naturalne, tak jak naturalne jest to, że bez sensu jest Wigilia jeśli nie wierzymy w to, co podczas niej świętujemy. Z pomocą przychodzą oczywiście jakieś akcydentalne właściwości np. Wigilii - np. prezenty. Ale idąc za ciosem, można powiedzieć, że codziennie warto sobie dawać prezenty, niekoniecznie w Wigilię. Tym tropem idzie też Daniel. Najzupełniej słusznie - też bym tak zrobił na jego miejscu.
Pic jednak polega na tym, że Wigilia naprawdę coś znaczy, że małżeństwo naprawdę jest sakramentem. Większość odkrywa tę prawdę dopiero na łożu śmierci.

Maciuś, uważaj na zboków
nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale moja Mama jest mistrzynią w pisaniu uroczych, krótkich SMSów. Pewnego razu, gdy donosiłem, że skończyłem biegać w parku, Mama mi napisała: Dobrze Maciuś, tylko uważaj na zboków. A gdzie homofobia? A gdzie poprawność polityczna? A gdzie wartości europejskie? Tam gdzie ich miejsce - na śmietniku. Zbok to zbok, więc miej się paniegrzyzga na baczności!

Baupraxis/Oekonomie
na zajęciach dowiedziałem się między innymi tego, że ich celem będzie nauczenie nas jak się nie narobić, lecz dużo zarobić. Dobre, co?

wybory, wybory
dobra, nie będzie już o Korwinie... zamieszczam na blogu zdjęcie wysprayowanego szablonu, które dostałem od Siostry. Cóż, tym razem frekwencja będzie pewnie oscylować koło 90%...

hibiskus
hibiskus ma mnie gdzieś - powiedział, że nie zagłosuje na Korwina i nie otworzy kwiatów dopóki nie przestanę mówić o polityce. Nie, to nie - ja prosił nie będę, bądź zamknięty do 22 października, proszę bardzo! - tak mu powiedziałem, aż mu w podstawkę poszło!

wierszydełko
Ty

Ty sobie siedzisz z rodziną
z okien pasy bloków
W mieszkaniu ciepło
ono Cię widziało już dawno

ciepło jest bo ogrzewanie
centralne gdzieś w kotłowni
cały czas; już ze dwadzieścia lat
buzuje, gdy tata miał solidarnościowe wąsy
a mama ondulację na głowie trwałą
meblościanki były nowe, Ty byłaś nowa

Zupełnie inaczej jest teraz
mimo, że ściany, sąsiedzi - to samo
ciągła jest zmiana
każda chwila jest ważna i Cię kształtuje

Ableard stoi na półce
i paprotki oddychają
a spod bloku odjeżdża autobus
pani w kiosku pracuje od rana
gdy jeszcze ciemno od świetlówki na przystanku
wiersz dedykowany Asi Banach, powstał na początku 2004 roku, albo pod koniec 2003

myśl na dzisiaj
Jezus wzywa cię do modlitwy... Widzisz to jasno.
- Jednakże jak słaba jest twoja odpowiedź! Wszystko cię kosztuje wiele wysiłku: jesteś jak dziecko, które się ociąga w stawianiu pierwszych kroków. Lecz w twoim przypadku to nie jest tylko ociąganie się. To także strach, brak wielkoduszności.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 291


ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO