Pokazywanie postów oznaczonych etykietą de tocueville. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą de tocueville. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2008

[3 XII 2008] Homogenizacja mózgu...

Homogenizacja...
czy nie wydaje Wam się, że paradoksalnie – żyjąc w świecie, który „różnorodnością” wyciera sobie gębę na każdym kroku – żyjemy równocześnie w świecie niesamowicie stotalizowanym? Mnie się tak wydaje – żyjemy w bardzo ujednoliconym, ustandaryzowanym świecie. Myślałem o tym po raz kolejny ostatnio, zdawszy sobie sprawę z tego, że np. na polu edukacji wszyscy mamy tę samą historię. Idziemy sobie do szkółki, uczymy o pingwinach-zboczeńcach, potem gimnazjum, tam wariujemy, potem liceum i poczucie wszechmocy, a potem studia i degrengolada... Wszyscy mamy tę samą historię. Rzadko kiedy można spotkać kogoś, kto np. najpierw musiał pracować, albo nie kończył podstawówki i uczył się w domu, albo nawet i do studiów nie pobierał formalnej edukacji.
Czy to dobrze, czy źle? Wydaje mi się, że źle – efektem tego są spłaszczone umysły, rozmiłowanie w miernocie i stereotypowe postrzeganie rówieśników. To ostatnie jest chyba najgorsze, bo dla własnego bezpieczeństwa mentalnego, większość woli hamować jednostki, które się ponad nią wybijają. Nawet urzędowo.
Nie wiem, jak bardzo zrozumiałe jest to, co napisałem, ale pewnie nie bardziej niż wypociny jakiegoś Bourdieu, czy Parsonsa, którymi jestem teraz faszerowany na socjologii. Z tych dwóch raczej ten drugi jest godny uwagi.

zniewagi zniewagom nierówne
porzućmy na chwilę rozważania szczegółowe na rzecz anegdotki. Prof. Sułek opowiedział wczoraj zabawną historię o tym, jak to zatarasował warszawskie metro (trzeba Wam wiedzieć, że bohater tej historii to zacny metodolog nauk społecznych). Otóż, nie udawało mu się skasować biletu, przez co ludzie stojący w kolejce do bramki za nim, popadli w irytację. Jedna dama, chcąc go ominąć, włożyła swój bilet... co prof. Sułek odebrał jako swój sukces, myśląc że to jego bilet – i spokojnie przeszedł przez bramkę. Na co dama nazwała zacnego metodologa „Baranem”.
Ot, równość. Prof. Sułek odparłszy później w sposób adekwatny do swojej winy oraz agresji kobiety, wrócił do pracy i opracował zarys programu badawczego na temat sposobów zwracania się do ludzi starszych w środkach komunikacji masowej.

rynek wszędzie
odpowiadam pokrótce na polemikę kol. Tamkquna dot. rynku. Niestety nie mam przed oczami tekstu jego odpowiedzi, więc odpowiem na podstawie wyobrażenia, które przechowuję w pamięci.
Wydaje mi się, że kol. Tamkqun zakłada, że fetyszyzuję rynek, nadając mu zbyt optymistycznie ogrom przeróżnych cech. Jest to podejście błędne.
Ustalmy na początku, co rozumiemy przez pojęcie „rynku”. Jest to moim zdaniem sposób, czy raczej system alokacji dóbr polegający na tym, że dowolne podmioty dysponują w sposób mniej lub bardziej wolny zasobami, które posiadają, np. je wymieniając (gdzie pod pojęciem zasobów rozumiemy zarówno dobra, jak usługi, czy władzę). Nie ma tu cienia normatywu – po prostu uznajemy prawo własności. Nie oznacza to bynajmniej, że aktorzy na rynku będą zawsze działać efektywnie, czy że zawsze będą postępować dobrze z moralnego punktu widzenia. Wręcz przeciwnie – po grzechu pierworodnym oczekiwanie, że samo dobro przyciągnie człowieka jest założeniem naiwnym. Owszem, dobro pociąga, św. Tomasz ma rację, ale zraniona natura stawia po drodze wiele przeszkód. Jeśli nie ma pracy nad cnotą, czy wykształconej cnoty – człowiek łatwiej popada w grzech. Wracając do rynku – oznacza to, np. że nie dziwi mnie sytuacja w której nagle ludzie zaczynają fascynować się pederastią i gejowie znajdują się na opakowaniach płatków śniadaniowych. Wręcz przeciwnie – patrząc na to, co dzieje się obecnie, uważam to za wysoce prawdopodobne w niedługim czasie! Nie zamierzam jednak zasypiać gruszek w popiele i uważam, że nie ma nic złego w tym, by kreować siłę rynkową, która tę tendencję będzie zwalczać, ba – może nawet doprowadzi do powszechnej zgody na to, że należy zakazać promocji homoseksualizmu. Każdy ruch społeczny generowany jest raczej przez małą grupę usypiaczy, którzy przeciągają milczącą większość w swoim kierunku. Wystarczy tylko dotrzeć z alternatywą, podać ją w dobrej formie, by sytuację odmienić. Ale tu nie chodzi o marketing. Kościół, jako depozytariusz Prawdy, przemienia raczej serca, formuje cnoty i postawy – trwale. Propaganda fidei, to raczej wyzwalanie ludzi z okowów ich namiętności, które każą im sądzić, że są racjonanymi przesłankami.
Zresztą nawet, gdyby była to znaczna większość równie przekonanych – nic nie stoi na przeszkodzie, by pracować nad tym, by zmienić ich zdania. To wszystko, to gra rynkowa. Nie ma w tym nic antyrynkowego.
Co do kwestii finansowania jeszcze – kol. Tamkqun nie zauważa chyba, że zwykłe firmy nie osiągają rentowności od pierwszego dnia działania. Wręcz przeciwnie – norma, to dwa, trzy lata. Dlatego też nie ma nic nienormalnego w tym, że przez jakiś czas jedzie się na deficycie i wierzy się w to, że mimo wszystko uda się przekonać rynek nie tylko do produktu, ale i do jego kupna. Podobnie z Frondą.pl
Co do kwestii politycznych – nieodwołalnie władza dąży w ręce coraz gorszej hołoty i jest to wynik działania rynkowego, oczywiście. Nie oznacza to natomiast, że jest to wynik pożądany, ani tym bardziej – że nie należy pracować nad jego zmianą. Ponownie wracamy do Kościoła – tam, gdzie słabnie wpływ Wiary... tam społeczeństwo bardziej wariuje, ulegają namiętnościom. Dlaczego? Bo i udział procentowy ludzi dojrzałych, opanowanych, oświeconych wiarą jest mniejszy, mniej cnót jest praktykowanych, etc. Władza idzie do hołoty, a świat w kierunku kryzysu. Nie bez kozery coraz więcej autorów zauważa moralne fundamenty obecnego kryzysu. Powiem więcej – ten kryzys ma podstawy w zmianach w moralności, zarówno w Ameryce, jak i na świecie.
Na koniec, muszę powiedzieć, że nie wiem, czy trafnie odpowiedziałem na pytania, bo nie miałem ich przed oczami, ale na pewno nie postrzegam rynkowej racjonalności, jako racjonalności w ogóle, ale bardziej jako „ograniczoną racjonalność” opisaną przez Northa. Po drugie – rynek postrzegam raczej bardziej abstrakcyjnie, niż kol. Tamkqun. Wydaje mi się nawet, że rację miał Parsons chcąc znaleźć ogólny model analityczny dla nauk społecznych na każdym poziomie. Na podstawie dotychczasowej lektury Parsonsa muszę powiedzieć jedno – chyba znów znajduję własne pomysły w cudzych książkach... No, ale do tego już chyba czytelnicy Gnyszkobloga przyzwyczaili...

de Toqueville o Unii
„(...) Pierwszą jest forma federacyjna, którą przyjęli [...] i która pozwala Unii cieszyć się potęgą, jaką ma wielka republika, i bezpieczeństwem, jakie ma republika mała”.
Jak myślicie, czy de Toqueville nie mówi przypadkiem o Unii Europejskiej? Nie, ale choć mówi o Ameryce, sam nie wie o tym, że za parę lat słowa te dotyczyć będą Unii Europejskiej. Niedługo uchwalą nam traktat lizboński, już zaczynają nam narzucać absurdalne ustawodawstwo... potem okaże się że konieczna jest dalsza integracja, aż do federacji, a z federacji – po jakiejś powtórce z Wojny Secesyjnej – do jednego państwa. Chyba, że po drodze będzie jakaś wielka wojna.

Unia zachodzi nas od tyłu...
żeby nie być gołosłownym, zamieszczam artykuł z fronda.pl.
[Oj, jednak nie zamieszczam, bo zniknął z portalu, ale w zamian zamieszczam fragment e-maila od stałego Czytelnika, który przebywa obecnie w Niemczech na socratesie...]
Mam wrażenie, że ci wszyscy "wyzwoleni" monachijczycy (którzy robią wszystko, żeby się odciąć od mitu konserwatywnej Bawarii) oraz przyjezdni to banda zbaraniałych matołów. Wystarczy porozmawiać nt. jej wysokości Unii E., żeby dowiedzieć się... niczego, poza dziecinną, brukselską propagandą w stylu "dni europejskich", jakie znam z podstawówki. Nieważne po co, grunt, żeby następowała integracja. Ale mniejsza o to.
Dziś z kolei dowiedziałem się (z NajwyższegoCzasu!) o inicjatywie ustawodawczej francuskich feminazistek, chcących narzucić krajom całej UE mix ustawodawczy złożony z ustaw dot. antykoncepcji, aborcji, homoseksualizmu, rozwodów, etc. W jaki sposób go stworzyć? Ano, przeglądamy ustawy w poszczególnych krajach – i wybieramy najbardziej ohydne i bezbożne... i narzucamy je reszcie. A co! Choć byłby to przykład jawnego nadużywania władzy przez eurobiurokrację... ale nie moglibyśmy odmówić femiwariatkom skuteczności w zastanym systemie stanowienia władzy. Znów wracamy do „rynku”. Dziewczyny może okażą się skuteczne. Co bynajmniej nie jest dobre, ani pożądane przez wszystkich.

społeczeństwo organiczne...
wciąż jestem pod wrażeniem de Toqueville'a analizującego religijność Amerykanów, i pod wrażeniem tamtego społeczeństwa. Być może nie jest to średniowieczne, ubóstwiane przez konserwatystów i kontrrewolucjonistów, społeczeństwo organiczne, ale na pewno coś jemu pokrewnego.
Na marginesie, de Toqueville zauważa, że choć wielość wyznań była w Ameryce wielka, to jednak panowała jedna, surowa moralność. Dziwne prawda? Szczególnie dziś, gdzie wiadomo już jakie są owoce rewolucji Lutra. Jak bardzo trafny jest tu tytuł książki Tomasza Terlikowskiego: Gdy sól traci smak. Etyka protestancka w kryzysie


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek_03.html

myśl na dziś

Bardzo wielką rzeczą jest uznać się za nic wobec Boga, ponieważ taka jest prawda.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 260




poniedziałek, 31 marca 2008

[31 III 2008] poniedziałek, uroczystość Zwiastowania Pańskiego

Rewolucja
w końcu obiecany komentarz na temat Rewolucji. Co rozumiem przez to pojęcie? Otóż, cofnijmy się w czasie do średniowiecza i zauważmy roboczo, że była to epoka przeniknięta chrześcijaństwem, tj. katolicyzmem. Przeniknięta tzn. wiele obszarów ówczesnej kultury było takie, jakie były dzięki inspiracji chrześcijaństwa. Nie jest to jednak jakiś złoty wiek, jakiś ostateczny i godny czci kształt kultury. Nie jest tak chociażby ze względu, że tak zwane średniowiecze to nieomal 1000 lat (a więc połowa naszej ery - myśleliście kiedyś o tym...?), w czasie których kultura owa ewoluowała. Pic jednak polega na tym, że ewoluując, ewoluowała w pewnym kierunku, który jako tako można przewidzieć (chociażby przez to, że wie się co jest z nim sprzeczne). Tę kulturę, tę christianitas z jej własnym, organicznym rozwojem, niszczy Rewolucja. Rewolucja, czyli po prostu inny paradygmat, inna wizja tego, jak kultura wyglądać powinna, ku czemu powinna dążyć, wreszcie co jest godne pochwały, a co potępienia. Jeżeli zaś uznaliśmy, że owa pierwotna kultura jest chrześcijańska, a Rewolucja dąży - z definicji - do zniesienia zastanego porządku w pełni (zresztą nie może być inaczej, po to robi się rewolucje) - jeśli zatem tak jest, to Rewolucja jest siłą antychrześcijańską, czyli antykatolicką (skoro w Kościele jest pełnia Objawienia).
Tak bym streścił poglądy doktora Plinio, tj. Plinio Correa de Oliveiry, założyciela TFP (międzynarodowej sieci Stowarzyszeń Obrony Tradycji, Rodziny i Własności - http://www.pliniocorreadeoliveira.info/ENGLISH.asp oraz http://www.tfp.org/ - strona od jakiegoś czasu nie działa, nie wiem dlaczego).
Podsumujmy cytatem z dra Plinio - Jeśli Rewolucja jest nieporządkiem, Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku.

W porządku, to gdzie te Rewolucje w historii (czy raczej Rewolucja)? Otóż, karuzela, tj. I Rewolucja zaczyna się z herezją Lutra, potem lecą kolejne odsłony tej samej Rewolucji - od Rewolucji Francuskiej, aż po 1968 rok. Nowość perspektywy Plinio Correa de Oliveiry polega na tym, że można ją odkryć de facto samemu, zastanawiając się nad przebiegiem dziejów (nie chcę zmarłemu doktorowi Plinio czynić wyrzutów, ale doszedłem do podobnych wniosków samodzielnie...) oraz na tym, iż niezwykle trafnie syntetyzuje kolejne wydarzenia, które zazwyczaj dla mało przenikliwych umysłów nie są w ogóle związane.
Pisząc posta, którego skomentował(-a) jb, tj. twierdząc że jesteśmy społeczeństwem poRewolucyjnym, miałem na myśli właśnie to - jesteśmy społeczeństwem (już nawet niezbyt narodem jesteśmy), które jest słabiutkim cieniem dawnej i obecnej Christianitas, tj. cywilizacji chrześcijańskiej.
Jeśli rzeczywistość nam się nie podoba, jeśli nie podoba nam się rozwiązłość, miałkość intelektualna, wszędobylska dekadencja, beznadzieja, bezsens, nijakość więzi, rozpad rodziny, niepokój, ruja i poróbstwo - wiedzmy, że nie komentujemy cywilizacji chrześcijańskiej, ale rzeczywistość Rewolucji. Mimo, że Rewolucja uparcie twierdzi, że wciąż walczy z silniejszym od niej chrześcijańskim ciemnogrodem.
Swoją drogą, także u Alexisa de Tocqueville'a, bodajże w O demokracji w Ameryce albo w O rewolucji i dawnym ustroju znajdujemy twierdzenie, że Rewolucja Francuska jest zastosowaniem tej samej myśli, tej samej zasady filozoficznej, którą zaimplementowała rewolucja Lutra...

kaznodzieje
zanim napiszę coś o jakości kaznodziejstwa, a chcę coś napisać, krótka myśl z wczorajszego kazania: Nie możemy być jak ta ruska zabawka, co się tak buja i ciągle wstaje.
No!

modelki
nie zastanawiało Was nigdy, kochani Czytelnicy, dlaczego w katalogach mody i parapornograficznych pismach dla leniwych kobiet (np. ostatnio wspomniany Glamour) najczęstszą pozą, w którą formuje się wyciućkane ciała modelek, to poza którą określam: Zobaczcie jak dokładnie ogoliłam pachy!

pederaści atakują!
słyszałem, że Prezydent głosił ostatnio orędzie, w którym pokazał jakichś poprzebieranych za nowożeńców dwóch panów zza wody, których przedtem widziałem w tefałenie, bo to ich przebieranie to było ponoć światowej rangi wydarzenie. Teraz słyszę, że te panowie przyjeżdżają do mojego kraju na zaproszenie tefałenu żeby udzielić wywiadu i myślą, że ktokolwiek ich wpuści do Pałacu Prezydenckiego, którego każdy mebel w jakimś stopniu współfundowałem ja i moja rodzina. Jeśli ktoś ich wpuści, to chyba jednak Bolesław Wałęsa miał rację z tym durniem...
Ale, ale, nie o tym mowa. Otóż jakiś cymbalista z Onetu napisał, poniższy tekst, w którym pada takie zdanie: Jak godzą [te dwa panowie z USA - przyp. MG] swoją żarliwą katolicką wiarę ze swoim homoseksualizmem?

O tym, że jest to bezsens każdy chyba wie, więc tylko krótko wyjaśnię to na końcu, natomiast teraz chciałbym odpowiedzieć temu panu redaktoru, czy pani redaktor, że godzą te dwie sprzeczności jak i Stalin godził wychowanie w seminarium prawosławnym z zapędami ludobójczymi - po heglowsku, dialektycznie!
Gośćmi Teraz My! będą Brendan Fay i Tom Moulton. Zdjęć z ich ślubu użyto w orędziu Lecha Kaczyńskiego. Co chcieliby powiedzieć polskiemu prezydentowi? Jak godzą swoją żarliwą katolicką wiarę ze swoim homoseksualizmem? Zadaj swoje pytanie!

Dobra, odkładamy figle-migle na bok. Aktywny homoseksualizm, jak każda forma cudzołóstwa jest grzechem śmiertelnym. Nie da się pogodzić grzechu śmiertelnego, w którym trwa się z uporem i dobrowolnie z wiarą katolicką. Znaczy to tylko tyle, że nie ma takiej istoty na świecie, która w jednym czasie byłaby katolikiem i nim nie była. Toż Arystoteles się w grobie przewraca! Tak jak nie ma katolika-abortera, katolika-komunisty, ani katolika-satanisty, tak też nie ma katolika-aktywnego homoseksualisty, katolika-aktywnego bigamisty, itd. Takie zwierzę nie istnieje.
Powtórzę jeszcze raz to, co kiedyś już na blogu wyłuszczyłem. Zgadzając się na supremację cudzołóstwa nad współżyciem, akceptujemy równouprawnienie pederastii z heteroseksualizmem. Uważając pederastię za tzw. orientację seksualną, zgadzamy się również, iż inne zboczenia, to orientacje (gdyż nie ma żadnych przesłanek, by przyjąwszy to założenie temu drugiemu zaprzeczyć). Jednym słowem - godząc się na Rewolucję w pierwszej postaci, lecimy prostą drogą przez kolejne jej postacie... Możecie wierzyć lub nie - niedługo bez mrugnięcia okiem w telewizji będzie mowa o dyksryminacji pedofilów. I prawie nikt nie znajdzie argumentu przeciwko. A ten, kto znajdzie, to radykał i niebezpieczny człowiek.

do obejrzenia
obejrzyjcie i poznajcie Joannę Najfeld, tzw. Najfeldkę, którą miałem przyjemność poznać w zeszłym roku pod Sejmem. Tutaj w tefałenie z jednym z panów z portalu pederastyckiego. Bardzo wdzięcznie go rozjechała.

Traktat z Lyzbony
tymczasem, niejaki Gosiewski Edgar Przemysław, nasz utrzymanek w Sejmie ogłosił, że PiS jednak się zgadza na Traktat z Lizbony w zamian za jakieś ważne obietnice Tuska Donalda w innych kwestiach. Przeżyjmy to jeszcze raz innymi słowami: Cześć, jestem Edgar. Oddajemy gigantyczną część suwerenności Unii Europejskiej, OK, nie ma sprawy, ale niech Pandonald się zgodzi, żeby ceny znaczków poszły w górę tylko o 4 a nie 5 groszy w obrocie krajowym.

myśl na dziś
Na tym polegała wielka rewolucja chrześcijańska: zamienić ból w owocne cierpienie; ze zła uczynić dobro. Pozbawiliśmy diabła tej broni..., a z nią zdobywamy wieczność.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 887

czwartek, 13 marca 2008

[13 III 2008] czwartek

de Tocqueville i Doktor Plinio

czytając sobie O demokracji w Ameryce wpadłem na cudowny passus, gdzie de Tocqueville mówi, że istnieje pewna metoda filozoficzna, metoda rewolucyjna. Że trzeba być ślepym, by nie widzieć, że tę samą metodę zastosował Luter, Kartezjusz, Rousseau, i paru innych. Śmieszna sprawa - de Tocqueville ma oczywiście rację (choć ciężko to wiedzieć, bo swojej tezy nie uzasadnia) - ale najciekawsze jest to, że podobną tezę, a więc tezę podobną do francuskiego liberała - hr. de Tocqueville'a, stawia zgoła nieliberalny (w tym sensie, co Tocqueville) Doktor Plinio, tj. Plinio Correa de Oliveira, mówiąc o Rewolucji, jako procesie historycznym, ciągnącym się przez wieki całe, tj. od ok. XIV w.
Zadziwiająca zbieżność - może wynikająca stąd, że obaj Panowie mieli rację? Być może - niewykluczone, że obserwacja posłuży mi do napisania pracy rocznej na Klasyczne Teorie Socjologiczne. Tylko cichutko, niech mi nikt nie podkradnie tematu!

architekci
wiem to od dawna... ale stężenie wykształciucha wśród architektów jest kolosalne! Niestety - środowisko nasze zupełnie nawet nie kryje się z tym, że ideałem architekta jest genialny dyletant. Najgorsze jednak jest nie sam fakt tego, a nawet nie to, że sami architekci mają skłonność do uważania siebie za wszechgeniuszy (do tego ma skłonność większość ludzi, bez względu na zawód), ale to, że wśród architektów znaczna większość to obłędni doktrynerzy. Smutne to, ale tylu totalistów, doktrynerów, co u architektów, to chyba tylko u... socjologów. Najgorsze zaś jest to, że jedni i drudzy, jako w większości wykształciuchy gotowi są we wszystko uwierzyć i wcielać to z obłędem w oczach w życie.
Strzeżcie się architektów.

Empik - gratulacje
tymczasem Empik wycofuje ze sprzedaży wydawnictwa pornograficzne (tzn. erotyczne, bo to ponoć co innego). Brawo! Jutro podam link, pod którym można Empikowi pogratulować. Od dziś kupuję w Empiku częściej!

pankomorowski
niejaki Bronisław K., zwany w środowisku Marszałkiem, zaczął stosować sztuczki celem uchwalenia ustawy dotyczącej ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego (o samym traktaciku - poczytajcie w poście z przedwczoraj) - postanowił sobie nie robić dziś debaty, tylko niezwłocznie przejść do drugiego czytania. Chamstwo w państwie, co jeszcze dodatkowo pokazuje, że cała afera to jeden wielki szwindel. Dziś w Rzepie artykuł B. Wildsteina na ten temat.
PiS na szczęście zaczął się wahać (domyślam się, że paru posłów nie jest zadowolona z kierunku w którym toczy się sprawa) - mam nadzieję, że Panjarek nie jest z nikim w zmowie i wbrew bratu (Prezydent) będzie za odrzuceniem Traktatu (w co mimo wszystko wątpię, bo chyba sam go współnegocjował...).
Pandonald w kółko gada o Radiu Maryja, PiS i PO - facet porządnie wdepnął w Matriksa, którego sam kreował... Natężenie populizmu w Sejmie niebezpiecznie rośnie - schedę po Lepperze należało przejąć, jasne. Znów słychać słodkie głosiki mądrali o tym, jak to się kompromitujemy w Europie. Hahahahaha! Obawiam się jednak, że ten slogan będzie działał. Slogan dla mentalnych niewolników i intelektualnych prostytutek (spokojnie, to ostatnie to cytat z de Tocqueville'a).
Jednym słowem - kompromitacja, ale nie tu, gdzie widzi ją Jożin z Gdańska.

obietnice

A pamiętacie, jak Jożin obiecał zniesienie podatku Belki, tj. podatku od zysków kapitałowych? Jasne, że nie pamiętacie... Pamiętam natomiast ja i dotarłem na odpowiedź na interpelację poselską jednego z posłów w tej sprawie, którą zamieścił na swojej stronie: http://www.jaroslawstawiarski.pl/index.php?modul=aktualnosci&akcja=pokazAktualnosc&id=8&idm=1.

W skrócie brzmi ona tak: no co Ty, żartowaliśmy z tym zniesieniem, nawet o tym nie myśleliśmy, bo to zachwiałoby budżetem.

Aż się płakać chce.


myśl na dziś
Jezu, w białą szatę szydersko *Na większy pośmiech i hańbę ubrany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO