Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2009

Antonio Socci - "Tajemnice Jana Pawła II"


Dostałem wczoraj list od stałego i dawnego Czytelnika - o tajemniczym nicku siusiak. Oto, co pisze:

Na blogu nie widzę, żebyś polecał, więc może jeszcze nie czytałeś: chodzi o Tajemnice Jana Pawła II Socciego. Ja kupiłem, przeczytałem jednym tchem, dałem Żonie, dałem Mamie i polecam bardzo!

Pozdro!
Cóż może powiedzieć biedny Gnyszkoblog? Otóż, Pangrzyzga ma książkę w domu, Mama dostała od kogoś w prezencie i się zaczytuje, sam Grzyzga otrzymał informację z Glorii24, że szykuje się bestseller, miał książkę polecić... lecz zapomniał! Po prostu.
Zanim nadejdzie normalny post, obejrzyjmy jeszcze film na temat książki:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/10/31-x-2008-pitek-wito-reformacji.html




piątek, 1 maja 2009

[1 V 2009] Bolek na Libertasie oraz wielkie odkrycia

na progu wielkiego odkrycia

ostatnio – w związku z wyzwaniami, które stawia życie zawodowe branży HRwo/PRowej – staje pangnyszka na progu odkrycia socjologicznego oraz rozwiązania dylematu, który przed nim ono stawia. Jego opis i analiza trochę potrwa, a i sama oryginalność może zostać zanegowana, wszak szybko może się okazać, że ktoś już to samo inaczej nazwał i opisał, tak jak to było w przypadku „Eseju o duszy polskiej” Legutki. Warto jednak mieć marzenia, nieprawdaż?

Mateusz dicit

dostałem dziś miłego maila od jednego z Czytelników! Dla dyskrecji cytuję tylko końcówkę, która sprawiła najwięcej autentycznej radości (tym bardziej, że Mateusza znam osobiście od ładnych paru lat):

(...)

Trzymaj się.
M.

P.S. Zrobiłeś niezłą robotę przez te dwa lata. Widzę po sobie. Zaczął
się nowy rozdział, ale na razie potrzymam go jeszcze w sobie.”


Tak sobie myślę, że może warto byłoby zrobić specjalnego posta (np. właśnie na 2-lecie gnyszkobloga), pod którym w komentarzach każdy Czytelnik poproszony zostałby o refleksję na ten temat. Jakoś w komentarzach Czytelnicy są wstrzemięźliwi w tym względzie, ale korespondencja mailowa jest bardzo przyjemna i dowodzi, że warto jednak z Bożą pomocą coś tu od czasu do czasu napisać. Nie tylko jest dla kogo, ale i skutki tego, przynajmniej niekiedy, są dobre! Deo gratias!

rozrost "imperium"

tymczasem właśnie rozrastają nam się internetowe rubieże opanowane przez panagnyszkę. Własny blog, który miał być relacją z pobytu w Monachium tak mnie rozochocił, że ilość stronek, które stworzyłem nie tylko wzrosła, ale i stale rośnie, a nowe pomysły pojawiają się cały czas i w miarę sił są realizowane. W planie na najbliższy czas jest strona domowa z prawdziwego zdarzenia, póki co do grupy poza gnyszkoblogiem należą:

Pogadanki Inwestorskie http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com

Newsletter „Bądź Święty!” http://badz-swiety.blogspot.com

Czytaczka czyta i poleca! http://czytaczka.blogspot.com

E-doładowania http://e-doladowania.blogspot.com

Sekrety Opus Dei http://sekrety-opusdei.blogspot.com


dziś do tej grupy dołącza Newsletter Integralny http://newsletter-integralny.blogspot.com, do którego serdecznie zachęcam! Co będzie? Cotygodniowy e-mail z dwóch kategorii: dusza oraz umysł. Jaki ma cel? Wspieranie integralnego rozwoju człowieka – rozwoju profesjonalnego oraz duchowego. Dla kogo? Dla każdego, kto szuka dróg do bycia lepszym na każdej niwie – zarówno duchowej, jak i zawodowej.


Bolesław strikes back!

tymczasem Declan Ganley strzelił z armatki we własne kolano. Na konwencję Libertasu w Rzymie zaprosił niejakiego Wałęsę. Nie wiem po co, ale wiem już że na Libertas nie zagłosuję. Szczególnie ze względu na unioeuropeizm tej partii (tak, tak, ponoć są eurosceptyczni, a jednak przeszkadza im nie tyle Traktat Lizboński, co sposób jego wprowadzania, a nie sama Unia Europejska w obecnym kształcie i kierunku rozwoju) i śmierdzący skład polskiej frakcji (spady po LPR i Samoobronie). Co pozostaje? UPR oraz Prawica Rzeczypospolitej. W tym temacie zamieszczam także ankietę powyżej.

Swoją drogą to śmieszne, bo sam dostałem zaproszenie do Rzymu na tę konwencję... oj krzyczałby pangnyszka do Bolka na mównicy, krzyczałby... Może jednak szkoda, że nie pojechałem?

dwa filmy obejrzałem!

ostatnio były to: Soviet Story oraz Katyń. Ten pierwszy sprowadzę sobie do domu, polecam kupno każdemu! Film-bomba. „Katyń” w porównaniu z „Generałem Nilem” mimo wszystko jak hamburger w porównaniu ze schabowym Mamy – dobrze smakuje, ale szybko przelatuje przez jelita. Schabowy – i dobrze smakuje, i syci.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/1-v-2008-wspomnienie-w-jzefa.html

myśl na dziś

Jezus, Pan nasz i Wzór, rosnąc i żyjąc jako jeden z nas, ukazuje nam, że ludzki byt – twoje życie – codzienne i zwyczajne zajęcia, mają boski i wieczny sens.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 668



środa, 5 listopada 2008

[5 XI 2008] pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi

Pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi
wczoraj posypały się komentarze – wbrew pozorom nie na temat rozstrzygnięcia konkursu aborcyjnego, tylko na temat tekstu dot. wspieractwa. Nie wiedziałem co zrobić, ale w końcu uznałem, że ta wymiana zdań może być ważna także dla innych Czytelników. Odpowiadam na dwa komentarze – miss gender, oraz siusiaka.

MISS GENDER:
"Kolega zaś na to: „Iiiii tam, ja u Ciebie nie klikam, Ty masz za dużo pieniędzy”
"dokładnie to samo myślę i jeszcze nigdy, od kiedy tu zagladam nie kliknelam na nic, te Twoje prośby o kasę są poprostu bezczelne!!!
----------------------------------------------
Miss gender, będę odpowiadał krótko, żeby nie było, że zapodaję masło maślane. Odpowiedź na ten akapit jest lakoniczna – albo nie jestem dość „bezczelny”, albo jesteś zbyt delikatna, albo rzeczywiście wypisuję tu dyrdymały niewarte uwagi, albo masz małą wyobraźnię. Wymienione czynniki mogą współwystępować.

"werki sorki" ale nie oszukujmy się, jesteś osobą zamożną i Twoja postawa jest jak dla mnie poprostu nie na miejscu!! wogole mi przez myśl nie przeszło, żebym ja mogła napisać takie banialuki, choć jestem pewna, że materialnie jestem w gorszej sytuacji niz takie "bananowe dziecko" jak Ty
----------------------------------------------
Po pierwsze – mówmy tu o wyobrażeniach, będziemy bliżsi prawdy. Domyślam się, że Miss Gender nie ma wtyczki w Urzędzie Skarbowym, bo gdyby miała... stwierdziłaby raczej, że jeśli już, to moi Rodzice są zamożni, ja natomiast do tej grupy nie należę. Wręcz przeciwnie, co chyba w tym wieku jest rzeczą normalną.
Po drugie – nie rozumiem sformułowania „bananowe dziecko” i nawet mogę troszkę poudowadniać, że nim nie jestem, co chyba ludzie mnie znający potwierdzą. Czy bananowe dziecko, to ktoś kto w domenie sprzętu muzycznego zatrzymał się na etapie walkmana odziedziczonego po siostrze? Czy jest to ktoś, kto w kinie był ostatnio trzy lata temu, a poprzednio dwa lata wstecz? Czy jest to wreszcie ktoś, kto przez więcej niż połowę swojego życia (dane aktualne) dodzierał ciuchy po siostrze? Dorzućmy więcej – czy jest to ktoś, kto pracowicie oszczędzał od Komunii, podczas gdy jego koledzy kupowali sobie wypasione komputerki, pegasusy, play stationsy, i in.? Czy „bananowym dzieckiem” nazwiemy osobę, która pierwszy komputer dostała pod koniec podstawówki, podczas gdy koledzy mieli pod koniec przedszkola? Czy bananowym dzieckiem jest osoba, która wymienia trzy pary swoich butów najczęściej raz na cztery lata? Choć mógłbym podobne cechy wymieniać w nieskończoność... pokuszę się o tezę tymczasową - jeśli tak zdefiniujemy „bananowe dziecko”, to rzeczywiście jestem „bananowym dzieckiem” z krwi i kości.
Ale bądźmy świadomi, że ta definicja „bananowego dziecka” jest równoznaczna z przeczeniem popularnego znaczenia „bananowego dziecka”.
Po trzecie – co to w ogóle ma do rzeczy? Nie jestem bolszewikiem i nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś ma więcej ode mnie. Więcej – gdy mam okazję, staram się takim osobom pomagać. Jeśli mnie brakuje w jakiejś dziedzinie zdolności albo szczęścia, nie mam nic przeciwko, że komuś ich nie brakuje i jeśli mam okazję mu pomóc, pomagam. W ten sposób np. pomagam rozwijać parę przedsięwzięć moich znajomków. Niech mają jak najwięcej. Tym bardziej jeśli wiem, że są porządnymi ludźmi.

poprostu nie wypada pisac takich rzeczy kiedy sie wie że inni maja nieporównywanie gorzej!
-------------------------------------
ponownie – co to ma do rzeczy? Ponownie także - nie jestem bolszewikiem i nie uważam tego za oczywiste. Nie jestem także psem ogrodnika. Źle jest bowiem, gdy sami nie pomagając nikomu, uniemożliwiamy innym pomaganie... Jeśli nie wspieram np. Fundacji św. Mikołaja, chociażby przez kliknięcie w reklamę (co mnie nic nie kosztuje - mnie reklama interesuje, zapoznaję się z nią, zdobywam wiedzę o ofercie reklamodawcy, a ten kto ją emituje, zdobywa środki na działalność), tym samym uniemożliwiam jej pomaganie innym. Paradoksalnie więc, choć wycieram sobie gębę tymi, którzy mają niporównanie gorzej, działam na ich szkodę.
Zresztą... tym, którzy mają ode mnie gorzej, pomagam jak mogę. No, ale nawet jeśli miss gender pracuje w urzędzie skarbowym, nie dowie się o tym, bo zawsze gubię zaświadczenia o darowiznach i ich nie dołączam.

a argument, że mam Ci płacic za to co piszesz rozbawił mnie maksymalnie!! chyba w główce Ci sie poprzewracało!!
--------------------------------------------
ależ wcale nie musisz płacić – bez względu na to, czy Ci się podoba to, co tu piszę, czy nie. Chciałem zwrócić Ci uwagę na możliwości współtworzenia rzeczywistości, które masz, a które sama przed sobą zamykasz – bądź co bądź, jesteś idealną ilustracją tego, co opisałem wczoraj. Dotyczy to zarówno mojego bloga, jak i tysięcy o niebo poważniejszych inicjatyw.
Ostatecznie zaś – pewnej delikatności. Tak, właśnie delikatności, bo trzeba jej, by np. zdać sobie sprawę z tego, że np. forum internetowe na którym działam – kosztuje. Jeśli założył je mój kolega (mówię np. o wielodzietni.org), to ja wiem, po co są te reklamy. I wiem także, że będzie starał się je prowadzić dopóty, dopóki naprawdę zabraknie mu kasy... wiem, że do tego dokłada, traci na to czas i pieniądze, a to ma dla mnie wartość! I z czystej delikatności robię wszystko, by zwracało mu się jak najwięcej, podsyłam niekiedy jakieś podręczniki marketingowe, staram się każdej potencjalnie zainteresowanej osobie opowiedzieć o forum. On o to rzadko prosi, ale powinien częściej – wykonuje wspaniałą robotę. A ludzie niestety często uważają, że to wszystko nic nie kosztuje i im się należy. To najlepsza droga do zakończenia sprawy. Czy do tego dążą zadowoleni użytkownicy? Nieświadomie, niestety tak.
W związku z tym, albo nie są zadowoleni – wówczas dają jasny sygnał do zamknięcia, bądź jakiejś reformy forum, albo są zadowoleni, tylko brak im pewnej delikatności. Nie ma nic złego w przypomnieniu im o takiej możliwości. Jest to rzecz słuszna i uczciwa.

no, ale Maciek jako osob reprezentująca mentalność "najmadrzejsza baba we wsi" odpisze mi jakies "masło maślane", bo rozmowa z nim to jak "grochem o ścianę";D
------------------------------
abstrahując od tego, jaką mam mentalność, jeśli wygłaszam jakiś pogląd, to robię to dlatego, że żywię przekonanie, że jest słuszny. Słusznej tezy, gdy jest atakowana – broni się, aż do momentu gdy jest obalona.

pozdr,
miss gender:)
-------------------------
miss, Ty się jeszcze nie przedstawiłaś, ale chyba wiem kim jesteś... :)

SIUSIAK:
Czy to cytat ze mnie? Chyba tak :] Paniegrzyzgo, odblokowali konto na googlu? Wyłączyłem adblocka na Pańskiej stronie z ciekawości i znowu są! Jestem nie na czasie. Kiedyś klikałem regularnie, to zablokowali…
------------------------
Nie wywołujmy gugla z lasu. Cytat nie z Kolegi, ale rzeczywiście tego typu teza też padła z owych ust! Jednak w chwili pisania posta, miałem na myśli kogo innego.
Mimo że to chyba cytat ze mnie i mimo, że używam adblocka, nie zgadzam się z Przedmówczynią.
--------------------------
jak widać, nie każdy jest bolszewikiem...
To, czy klikniesz czy nie, powinno zależeć wyłącznie od tego, czy podoba Ci się to, co przeczytałaś/zobaczyłaś na stronie — czy czujesz się odbiorcą usługi, jaką dostarcza Gnycha. Stan kiesy usługodawcy nie powinien tu być czynnikiem (zwłaszcza, że niekoniecznie Twoja wiedza musi być akuratna). Poza tym mowa tu jest o klikaniu, które Cię naprawdę nic nie kosztuje! Trochę czasu być może, ale to są sekundy – jeśli masz czas komentować jakieś blogi, to i na kliknięcie powinno wystarczyć ;)
----------------------------------
Zgadzam się w całej rozciągłości, zaznaczę jeszcze, że reklama, którą widzę, powinna mnie interesować – tak, aby reklamodawca na tym nie tracił (w końcu to on płaci za akcję). Chodzi jedynie o świadomość własnych możliwości.

Co napisawszy wyłączam adblocka na tej stronie i znowu czasem kliknę, jak dawniej. Chociaż ta reklama NEXTO zasłaniająca róg to mnie akurat mocno denerwuje...
-----------------------------------
wywalę tego widgeta, bo już nie działa, poza tym.

Ale. Ale muszę przyznać, że uderzanie w Twoim przypadku w argument braku kasy jest trochę nie na miejscu.
--------------------------------
No... tu też mówmy lepiej o wrażeniu. Poza tym – brak kasy jest relatywny zarówno do kosztów stałych oraz zamierzeń, które się ma. Koszty stałe mam niskie, natomiast zamierzenia duże. Odnoszę więc do tego „brak”, bądź „nadmiar” kasy. Na jedzenie, bilet i gazetę raz w tygodniu starcza, ale czy to powienien być punkt odniesienia?
To samo tyczy się tego cienia pretensji, który można wyczuć w Twej notce.
---------------------------------
To tylko leciutki cień, serio. W tekście poruszałem na przemian kwestie ogólne i szczegółowe, te pierwsze bardziej mnie emocjonują. Naprawdę boli mnie to, gdy widzę, co dzieje się w pro-life'ie. Odchodzą zgorzkniali bardzo porządni, zasłużeni ludzie... każdy chwalił ich działania, prawie nikt nie pomógł. Tak dłużej nie można, to jest nieuczciwe. Takich bohaterów jest setki. Gdyby każdy kiwnął palcem, nie musieliby ponosić takich ofiar, szczególnie że powołany do tego jest każdy. Myślę, że mogłeś odnieść wrażenie, że te emocje wiążą się z blogiem. Mój blog to pikuś, ale też traktuję go poważnie.

Ja rozumiem, że brak w Polsce dobrego amerykańskiego zwyczaju, że proszenie „Donate!” jest czymś naturalnym i spotyka się z hojnym odzewem, jeśli tylko proszący jest pozytywnie oceniany za to co oferuje. Ale zwracam uwagę, że to proszenie jest zawsze pokorne i pozbawione roszczeniowości. Owszem, w trudnej sytuacji można powiedzieć: „Zapłaćcie proszę, żebym mógł dalej prowadzić tego bloga”, ale nigdy: „Jak nie zapłacicie, to przez was będę musiał bloga zamknąć!”.
---------------------------------------------
W USA może i wystarczy pokornie poprosić. W Polsce musisz zbankrutować, by ludzie uznali, że cholercia szkoda, że to przedsięwzięcie upadło. Tak było z OZONem, tak jest z Radiem Józef. Tak jest z polskimi bogatymi katolikami - „Jesteście bogaci, to dawajcie cholera kasiorę, bo my jesteśmy biedni, a cel szczytny, ale na satelitę, duperele, kasę mamy”. Pora się obudzić, generalnie rzecz ujmując.
Sławomir Sierakowski wrócił właśnie z wycieczki po USA, skąd przywiózł walizkę pieniędzy na nowy, lewicowy think-tank. A my sobie zwalajmy ciągle robotę na kilku zapaleńców i pieniądze, które jeszcze mają (z naciskiem na "jeszcze" - bowiem zarówno pieniądze, jak i zapał tych ludzi się kończy). Tak to wygląda po naszej stronie. To jest real, bolesny real, o którym byc może nie każdy wie, bo się nie udziela, wobec czego uznałem za stosowne o tym przypomniec, bądź poinformowac na czym stoimy. Jak to powiedział mój kolega - „W Polsce, dokądkolwiek pójdziesz po naszej stronie – jako działaczy, organizatorów, sponsorów, spotykasz tych samych ludzi”.
Zresztą... o tym, że mam trudniejszą sytuację, pisałem już w lipcu, gdy skończył mi się wyborny kontrakt w firmie, w której pracowałem. Oj, coś nie uważaliście, mister siusiak!
No i mieszkamy w Polsce jednak. Mentalności/zwyczajów ludności Pan nie zmienisz, choćbyś się skichał. Pewnie, próbować można, ale w międzyczasie trzeba się zająć czym innym, co o tej ewentualnej zmiany nie jest uzależnione…
-----------------------------------
oj, gdybym nie robił inaczej, byłoby marnie. Co bynajmniej nie oznacza, że stan średniej marności jest stanem pożądanym.

resume
Jako resume tej długaśnej pisaniny, proponuję opowiastkę. Otóż, rozmawiałem niedawno z prezesem pewnego potężnego stowarzyszenia katolickiego, które potrafi pozyskiwać pieniądze na swoją wspaniałą działalność inaczej, niż obdzierając ze skóry i szantażując moralnie kilku katolickich biznesmenów w okolicy (tak to najczęściej wygląda). Sponsorów stowarzyszenie ma dziesiątki tysięcy. W związku z tym, często padają podobne argumenty do tych powyżej – że każą sobie płacić za działalność, że zmuszają ludzi do dawania kasy, że są nieszlachetni, że nie działają z czystą intencją, etc. Na moje pytanie o to zjawisko, odpowiedział krótko: „Wie Pan, to jest tak. Ci, których nasza działalność nie obchodzi, po prostu nas ignorują. Ci, którzy wiedzą, że robimy dobrze, albo płacą... albo wymyślają niestworzone historie, by uzasadnić to, dlaczego nas nie wspierają.”
Jako rozszerzenie rozważań, polecam jeszcze cytat z Pana Gawriona, jednego z autorów serwisu niepoprawni.pl, który w komentarzu pod moim wczorajszym postem napisał tak:
Wiele rzeczy da się zrobić wspólnymi siłami i nakładem wolnego czasu i odrobiny chęci. Są jednak takie, które wymagają pewnych nakładów finansowych - taki już jest ten świat.
Poruszył Pan istotny problem, charakterystyczny dla przedsięwzięć organizowanych przez ludzi uczciwych, z jakąś konkretną misją wybiegającą dalej niż dbanie o swoje cztery litery. Jako że zasadniczo dzisiejszy świat kręci się wokół pieniądza i osobistych korzyści. Jako że każdy stara się jak najwięcej wyrwać dla siebie nie patrząc na innych, wszelkie rzeczy związane z zarabianiem (obojętnie czy o charakterze profit czy non-profit) ludzie tacy wolą omijać by nie stworzyć pozorów oszustwa i nie narazić swojej wiarygodności. Nie ma bowiem nic bardziej wiarygodnego od bezinteresownej rady czy pomocy. Takie przewrażliwienie nie jest pozbawione logicznego uzasadnienia. Z drugiej strony nic na tym świecie nie ma za darmo i człowiek uczciwy, filantrop, nie może liczyć na wzajemność pazernego świata - kasa musi być i się przydaje.. Inny problem to możliwość konkurowania z głosem fałszu, za którym stoją spore nakłady finansowe.. Bezinteresowność niewspomagana finansowo nie stworzy zauważalnej przeciwwagi głosu prawdy dla wielkich koncernów medialnych patrzących na zysk.. Trzeba się wspierać - popieram;)


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-1-poniedziaek-zaczyna-si.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-2-poniedziaek-koczy-si.html

myśl na dziś
Jezus pozostał w Hostii Świętej dla nas! Chciał być u naszego boku, aby nas wspierać, aby nami kierować. — A za miłość odpłaca się jedynie miłością. Dlaczego nie mamy iść codziennie przed Tabernakulum, chociażby tylko na parę minut, żeby Mu wyrazić nasze pozdrowienie i naszą miłość jako Jego dzieci i bracia?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 686


poniedziałek, 3 listopada 2008

[3 XI 2008] czy małżeństwo zabija seks? Końcowa polemika

Polemiki, polemiki… wprowadzenie
Polemika nadeszła jeszcze w piątek, lecz nie miałem sumienia zawracać d*** P.T. Czytelnikom tego typu sprawami przez świąteczny weekend. Zamieszczam ją zatem dziś wraz z odpowiedzią. Pomocne będą też komentarze pod tekstem, który polemikę Kolegi R.P. wywołał. A zatem, jedźmy dalej. Siłą rzeczy, w związku z ograniczoną objętością posta – dziś poprzestaniemy na tym temacie.

Polemiki, polemiki…
TEZA 1 [MG]:
rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze =najomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna =ama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im =ię z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami


POLEMIKA Z TEZĄ 1 [RP]:
Prowadziłeś jakieś statystyki uprawniające Cię do takiego wniosku? Dla mnie to wymysł fantazji...
Podkreślę to jeszcze raz, specjalnie dla Kolegi: współżycie seksualne i uprawianie seksu to SYNONIMY!!! (wg
http://www.sjp.pwn.pl/: współżyć - mieć z kimś stosunki płciowe; seks - ogół spraw i czynności związanych z zaspokajaniem popędu płciowego; wg Wikisłownika: uprawiać seks - odbywać stosunek seksualny). Można jedno określenie lubić bardziej, inne mniej, natomiast nie zmienia to faktu, że obydwa znaczą dokładnie to samo, a rzekome "zwyczaje językowe" nie mają tu nic do rzeczy. Powtórzę, że wprowadzanie jakiejś "własnej" terminologii (już nieważne, czy uzasadnionej, czy zupełnie bezsensownej) jest CAŁKOWICIE BEZPRAWNE - jest po prostu błędem językowym. Każdy rodzaj języka, czy to naukowy, czy religijny, czy urzędowy, powinien stosować się do ogólnych i odgórnych zasad językowych i nie tworzyć własnych wizji, odbiegających od rzeczywistości słownikowej. A więc zarówno chłopak z dziewczyną, jak i mąż z żoną WSPÓŁŻYJĄ, czyli UPRAWIAJĄ SEKS. Dziwne, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć laureatowi olimpiady języka polskiego...
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 1:
Odpowiadam w punktach, by było zwięźlej.
- Ad. statystyki – statystyk nie prowadziłem, co nie oznacza, że moja teza jest obalona. Wciąż twierdzę, że określenie „seks” nie jest stosowane tak szeroko w środowiskach katolickich, jak poza nimi. Teza ta jest co najmniej równoważna kontrtezie Kolegi. „Co najmniej”, dlatego że jednak pewne badania uczestniczące prowadzę. Jak na studenta socjologii przystało.
- Ad zarzut „słownikowy” – to, co mówię, mówię właśnie jako laureat OliJP oraz jako uczestnik kursu semiotyki logicznej oraz pasjonat filozofii języka. Otóż, po pierwsze nie jest prawdą, że definicja słownikowa ma naturę normatywną. Nie jest też prawdą, że ma jedynie charakter deskryptywny – to zależy od członków kolegium redakcyjnego słownika. Definicje mają więc charakter deskryptywno-normatywny z przewagą pierwszego elementu, gdyż taki jest obecnie w językoznawstwie trend. Wprowadza się bowiem coś takiego jak „uzus”, który np. uzasadnia tezę Miodka o tym, że niedługo poprawne będzie mówienie „poszłem”, dlatego że nikt inaczej mówił nie będzie (przepraszam, czy dziś także piszemy „dyskusyj”?). Po drugie – kolega mówi o synonimach w sensie wąskim, tzn. odnosząc się do tzw. sfery realnej, poza którą istnieją właśnie sfery zwyczaju językowego, konwencji, etc. Zilustruję to dwoma przykładami: „twórca Balladyny” to synonim nazwy „Juliusz Słowacki”. Zatem zdania „Twórcą Balladyny jest twórca Balladyny” oraz „Twórcą Balladyny jest Juliusz Słowacki” są logicznie równoważne. Realnie znaczą to samo. Jednak niosą NIECO inny przekaz prawda?
Albo nieco bardziej jaskrawy przykład, dotyczący innej sfery (spoza sfery realnej). Wyrażenie „spierdalaj” jest synonimem wyrażenia „zmień szybko miejsce przebywania”. Oba realnie znaczą to samo. Natomiast ich znaczenie, które semantyka opisze nam szeroko, tj. obejmując zarówno sferę realną, jak i konwencji, oraz inne, jest NIECO inne.
- Reasumując – nawet synonimy różnią się między sobą znaczeniem. Jest zatem uzasadnione dobieranie odpowiednich słów wg klucza innego, niż równoważność realna. Moja teza brzmi następująco: znaczenia „współżycia” oraz „seksu” są inne ze względu na uzus. Być może nie w całej populacji, ale choćby w jego części – a jako, że rozróżnienie na cudzołóstwo i godne współżycie małżeńskie jako katolik dla tego zagadnienia uważam za zasadniczą, postuluję jasną jej eksplikację. Jaką? Ano taką, że jedno nazwiemy seksem, a drugie współżyciem par excellance, czyli po prostu współżyciem.
- Powstaje zatem pytanie – czy można coś takiego postulować? Oczywiście. Rada Języka Polskiego to robi, Kampania przeciw Homofobii to robi, Centrum Przeciwko Wypędzeniom to robi, Pracownicza Demokracja to robi… Kościół to robi.
- Proszę pamiętać, że walka ideowa zaczyna być zwycięska wówczas, gdy jedna ze stron zdoła narzucić reszcie swój język. Dlaczego? Dlatego, że za terminami kryją się zgoła niejęzykowe przesłanki, często nieuświadamiane, a przyjmowane. Dlaczego kard. Wyszyński rugował z języka komunistyczną nowomowę? Dlaczego Papież w encyklikach nie mówi o „hajtaniu”, tylko o „sakramencie małżeństwa”? Dlaczego w „Evangelium vitae” nie ma mowy o „rżnięciu”, tylko o „współżyciu”? Z drugiej strony – dlaczego u Nietzschego albo Marksa nie mówi się o grzechu? Właśnie dlatego.


TEZA 2 [MG]:
to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli =uprawiają seks".


POLEMIKA Z TEZĄ 2 [RP]:
To chyba jeszcze bardziej kuriozalne stwierdzenie od tego z bloga, które rozpętało tę burzę w moim umyśle. No już naprawdę nie wiem, jak mam Ci wytłumaczyć, że zwyczajnie jesteś w błędzie. Może niech Pan stworzy własny język, np. język gnyjski, ale bardziej systematycznie, z całym słownictwem i gramatyką - wtedy pogadamy. Będziemy mogli wówczas przetłumaczyć z gnyjskiego na polski:

seks - grzech śmiertelny
uprawianie seksu - cudzołóstwo
współżycie - seks małżeński

Naprawdę nigdy nie słyszał Pan wyrażeń typu: "współżycie przed ślubem" z jednej strony i "seks małżeński" z drugiej, używanych przez księży lub na stronach katolickich??

------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 2 [MG]:
- w świetle tego, co powiedziałem wyżej, jest to chyba jasne.
- natomiast co do języka gnyjskiego… Cóż wybitny amerykański socjolog, Talcott Parsons był nie tylko mistrzem socjologii, ale i płodnym twórcą neologizmów, które definiował na użytek swoich prac. Istnieją nawet słowniki z amerykańskiego na jego język, więc propozycja Kolegi – choć miała być sarkastyczna – niestety taka nie jest.
- co do określeń – oczywiście, że słyszałem, ale nie wiem o czym to świadczy. A czy Kolega nie widział księży-robotników, albo teologów wyzwolenia przemawiających językiem marksistowskim? To samo w tej dziedzinie.

TEZA 3 [MG]:
w =ekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię"

POLEMIKA Z TEZĄ 3 [RP]:
Powtarzam, nie masz prawa używać swojej terminologii. Jeśli chcesz uchodzić za osobę rozumiejącą znaczenie słów, tym bardziej nie powinieneś tego robić.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 3 [MG]:
- tezę Kolegi uznaję za śmieszną, przepraszam.

TEZA 4 [MG]:
A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje =akieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do =rgazmu"

POLEMIKA Z TEZĄ 4 [RP]:
Nie swoje, tylko słownikowe. Poza tym nigdzie takiego znaczenia nie użyłem. Uprawianie seksu to odbywanie stosunku seksualnego z drugą osobą, niekoniecznie zakończonego orgazmem.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 4 [MG]:
- chodziło mię o to, że Kolega do krytyki mojego rozróżnienia na „seks” i „nie-seks”, czyli „współżycie” używa nie mojego rozumienia tych terminów i dziwi się, że podstawiwszy za te słowa Kolegi terminy, moje dywagacje nic nie znaczą. Jeśli chcemy analizować czyjeś tezy, najpierw musimy sprawdzić, czy są koherentne w obrębie jego systemu językowego, dopiero potem starać się wskazać, że jest on z jakiegoś względu nieuprawniony (Kolega próbował to robić. Jak napisałem powyżej – nieskutecznie). W wypowiedzi Kolegi zabrakło mi odniesienia się do moich definicji. To wątek poboczny. Podobnie jak i to, czy każdy zabieg mający na celu wywołanie orgazmu jest zawsze skuteczny.

TEZA 5 [MG]:
Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo =esteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek =ncyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie =ieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest =żywane.

POLEMIKA Z TEZĄ 5 [RP]:
Nie ma czegoś takiego, jak "nieswoja" terminologia...
Nie znam wszystkich encyklik, ale wydaje mi się, że inne określenia są chętniej używane przede wszystkim ze względu na ich większą elegancję. Równie dobrze można by je zamienić na słowa "seks" i "seksualny" i nie zmieniłoby to znaczenia. Co do zwrotu "uprawiać seks", mnie osobiście też nie za bardzo się on podoba i raczej go unikam, ale akurat moja polemika nie dotyczyła tego konkretnie zwrotu, wszak nie używał go Kolega na blogu.
Proszę sobie jeszcze obejrzeć ten artykuł
http://www.szansaspotkania.net/index.php?pageid=8994, w którym słowo "seks" występuje kilkanaście razy, a "seksualny" znacznie więcej.

I błagam Pana - niech Pan daruje czytelnikom czytanie kolejnych tego typu bredni, niech Pan się nie zniża do poziomu posłanki Sobeckiej, która onegdaj publicznie wyznała, że "seks jest zły" i (co najważniejsze!) niech Pan nie odstrasza ludzi spoza Kościoła, mogących utwierdzić się w przekonaniu, że katolicy to ciemna masa traktująca seks jako narzędzie diabła.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 5 [MG]:
- Ad pierwszy akapit: tu nie chodzi jedynie o elegancję, ale i koncepcję relacji damsko-męskich, jakie za nimi stoją. Podobnie jak w odrzuceniu języka marksizmu – które nastąpiło nie dlatego, że było brzydkie, tylko dlatego, że było efektem i obrazowało „błąd antropologiczny”, co ślicznie wyłożył Jan Paweł II w „Centessimus Annus”. Język marksistowski był nie tylko językiem chamów, ale także językiem zbyt przywiązanym do pewnej wizji świata. Podobnie z „seksem”: nie tylko jest nieelegancki, czy lekko wulgarnawy, ale wiąże się nieodłącznie z pewną koncepcją relacji męsko-damskich, co ilustruje związek, w który wchodzi ze słowem „uprawiać”.
- Ad akapit 2 – właśnie dziś rozmawiał z Kolegą ukochanym, który z Kościołem wiele wspólnego wciąż nie ma (choć coraz więcej – ten proces trwa dłuuuugo). Cóż powiedział? „Gnycha, wiem o co Ci w tym rozróżnieniu chodzi”. Śmiem zaryzykować tezę, że Czytelnik spoza Kościoła zawsze znajdzie pretekst, by trudną prawdę odrzucić, natomiast jeśli jest Czytelnikiem wysokiej próby… efekt, który Kolega ilustruje nie będzie miał miejsca. Znam wielu takich, na których ten blog najpierw tak podziałał. Wkurzeni, śledzili jednak później wpisy… i zrozumieli o co chodzi autorowi. Nie wiem, czy jeszcze czyta nas Koleżanka Imienia-której-nie-pamiętam z Krakowa, ale jest to osoba promująca seks wieloosobowy i przypadkowy, a która przysłała mi bardzo miłego, rozumnego maila.
- o strategii „Udawajmy, że jesteśmy tacy jak Świat” napiszę jeszcze w najbliższych postach, także w kontekście o. Knotza, którego twórczość znam od dawien dawna.
- sprawy płciowe często są narzędziem w rękach diabła i nie zmienią tego ani tezy Kolegi, ani moje, ani pana Bartosia, ani posłanki Sobeckiej.


TEZY KOŃCOWE:
Ukłony!
R*** P***

PS Tak sobie na końcu pomyślałem, że może chodziło Ci o zwrócenie uwagi na świętość aktu małżeńskiego i wniesienie postulatu o używanie w związku z tym bardziej podniosłego słownictwa. Ale nie powinno się w tym celu jawnie zmieniać dawno ustalonych znaczeń słów.
PPS Za umieszczenie informacji dziękuję; nadmienię tylko, że nazwa pewnej organizacji to "Soli Deo", a nie "Soli Dei" :)


POLEMIKA Z TEZAMI KOŃCOWYMI:
- Ad PS - kunka jego mać, to ja musiałem się napisać tyle, żeby mnie taki w PSie napisał, że wie o co mi chodzi? Ale poza tym… to nie ma Kolega racji, twierdząc, że zmieniam „dawno ustalone znaczenia”. Z całym szacunkiem, ale… moja babcia nie wie co to „uprawianie seksu”, wie natomiast co to znaczy, że Pan z Panią „współżyją” a co oznacza, to że „wziął chłop babę pod siebie”. Ot i tyle.
- Ad PPS – literówka! „i” jest na klawiaturze obok „o”. Poza tym – kończę temat, nie mam więcej czasu na zajmowanie Czytelników tego typu rozważaniami.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/3-xi-2007-sobota-przed-niedziel.html


myśl na dziś
Idź naprzód, radośnie, z wysiłkiem, nawet będąc taką małością, niemal że niczym! – Kiedy będziesz wraz z Nim, nikt na świecie cię nie zatrzyma. Prócz tego pomyśl, że wszystko jest dobre dla tych, którzy kochają Boga: na tej ziemi wszystko można naprawić, prócz śmierci: a dla nas śmierć jest Życiem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1001

czwartek, 30 października 2008

[30 X 2008] czy małżeństwo niszczy seks - polemiki

promocyje, promocyje
uwaga, kończy się promocja w Złotych Myślach, w której można zakupić drukowane wersje niektórych książek tego wydawnictwa nawet za 30% ceny! Jej bannerek wisi powyżej, zwracam uwagę - promocyjne zamówienia można robić tylko do jutra. Jest jeszcze 36 godzin.

polemiki czas zacząć
coś się dziwiłem, że wczorajszy tekściorek skrótowy nie wywołał polemik. Ale, ale... rano okazało się, że jednak jest odzew. Publikuję maila wraz z odpowiedzią, która zresztą wyjaśni, co szczegółowo miałem na myśli. Dziękuję także za dzisiejszy komentarz pod postem.
Treść maila niestety usiana jest znakiem "=", który powstawiał komputer nie wiem z jakiej przyczyny, przekształcając tekst.
polemika
PS Oczywiście bez krytyki obejść =ię nie może. Co za bzdury Pan wypisujesz na blogu - seks jest grzechem śmiertelnym??? =AFyczę Panu, żeby żaden dziennikarz nie trafił na Pańskiego bloga. Tego =awet macierewiczowskim skrótem myślowym nazwać nie można. Mówisz o =óżnicy między seksem a współżyciem w "swojej" terminologii. Ale po pierwsze, nic =ię nie uprawnia do tworzenia jakiejś własnej terminologii dotyczącej =łów powszechnie znanych w języku polskim, a po drugie, nawet tej "swojej" terminologii =ie określiłeś, tzn. nie podałeś "swoich" definicji seksu i =spółżycia, tak żeby można się było do nich odnieść w sposób merytoryczny. Po =rzecie: Seks jest grzechem śmiertelnym??? (Drżyjcie wszyscy muzułmanie, żydzi i =nni niekatolicy, którzy nie wzięliście ślubu katolickiego!). To już ewidentna =ieprawda. Przede wszystkim, seks w sensie ogólnym nie może być w ogóle pojmowany = kategoriach grzechu, to byłby jakiś nonsens prowadzący do choroby psychicznej =mówię tu o seksie definiowanym wg słownika języka polskiego)! Ponadto, o pewnych czynach związanych z etyką seksualną można =ówić jedynie jako o tzw. materii ciężkiej, a nie grzechu śmiertelnym sensu stricto. Zatem to sam człowiek w swoim sumieniu rozstrzyga o =adze grzechu, z pomocą Boga i ewentualnie spowiednika. Po czwarte: seks = =spółżycie wg właściwej terminologii, zaś współżycie małżeńskie =czyli, jak to nazwałeś, czynności sakramentalne) stanowi zbiór zawarty w zbiorze czynności =eksualnych. Nie można mówić o tych dwóch zbiorach jak o zbiorach =ozłącznych. Informuję Pana, że małżonkowie, współżyjąc, uprawiają seks - a =ięc twierdzenie, że seks jest grzechem śmiertelnym, jest po prostu absurdalne i =roteskowe.
Oj, Panie Gnyszka, znów Pan =arozrabiałeś! A takich "kwiatków" na blogu jest pewnie znacznie więcej...
--------------------
odpowiedź:
Co do krytyki. Specjalnie nie podałech swoich definicji, by jakiegoś wilka z lasu wywołać :) Ale - albo Lud Boży ma swój sensus fidei i wie o co kaman i nie szuka dziury w całym, jak Herr P*****, albo mu się nie chce skomentować :) Otóż, sprawa jest prosta jako i drut - czy widzi Kolega różnicę między katolicką koncepcją wykoywania czynności-prowadzących-do-orgazmu, a niekatolicką, ale wyrosłą w katolickim obszarze kulturowym (na razie nie zajmujmy się ludźmi, którzy Ewangelii nie słyszeli). Ano wyraża się ona w codziennym języku właśnie terminologicznie - rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze znajomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna dama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im się z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami. To pierwsze określenie słusznie kładzie nacisk na sportowy charakter tej koncepcji.
W związku z tem - "moja terminologia" jest tak naprawdę zdaniem sprawy ze zwyczaju językowego, który być może nie wszyscy zauważyli.
W tym znaczeniu "uprawianie seksu" jest przeciwieństwem współżycia, czyli cudzołóstwem. Jeśli cudzołóstwem, to i grzechem śmiertelnym. Jednym słowem - jeśli małżonkowie katoliccy wykonują te same czynności, co chłopak z dziewczyną w pokoju obok, którzy nawet nie mają do tego prawa (a którzy naukę Kościoła znają i ją odrzucają) - to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli "uprawiają seks".
Ma już tera Kolega zarówno klasyczną, jak i nieklasyczną powyżej :)
Jednym słowem - inaczej rozumiemy oba pojęcia i przypisujemy im inne zakresy, co zdarzyć się nie powinno, bo w tekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię" i podaję kontekst, w których wedle niej użyłbym obu wyrażeń. A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje jakieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do orgazmu" i dziwi się, że w takim rozumieniu mój tekst nie ma sensu, więc jestem głupolem. Powinien Kolega najpierw zwrócić uwagę na kontekst, który podałem, a więc przyjąć za dobrą monetę to, co mówię o grzechu śmiertelnym i z tej definicji nieklasycznej, dojść do klasycznej formy definicji "uprawiania seksu" którą posłużyłem się w podanym kontekście.

Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo jesteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek encyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie mieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest używane.
Teologia Polityczna
przy okazji wspominam o spektaklach organizowanych przez Soli Dei i Teologię Polityczną - co drugi wtorek o godz. 20:30 w auli Starego BUW-u w ramach Sceny Faktu. O najbliższym, Norymberdze przeczytać można tutaj: http://www.solideo.pl/sd/index.php?ms1=pr=jekty&gr_id=3&ps_id=232&lang=pl

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/30-x-2007-wtorek-idzie-nocka-wieczr-ju.html

myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754


poniedziałek, 27 października 2008

[27 X 2008] poniedziałek, ogłoszenia, ogłoszenia!

szczególny post przedwigilijny...
będzie jednak jutro! Dziś sporo ogłoszeń za to!

Centrum Myśli JP II zaprasza
Centrum Myśli Jana Pawła II serdecznie zaprasza studentów i doktorantów na cykl papieskich seminariów akademickich "Logos zaangażowany".
W tym roku proponujemy do wyboru 4 ścieżki tematyczne:
- "Europa jako zawód i powołanie"
prowadzenie: dr Michał Łuczewski (Instytut Socjologii UW)
- "Róbcie jak uważacie, bylibyście wy i wasza partia później tego nieżałowali" - pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny
prowadzenie: dr Paweł Skibiński (Instytut Historyczny UW)
- "Etos w krainie oglądalności - reaktywacja. Warsztaty dziennikarskie wduchu Jana Pawła II"
prowadzenie: red. Marek Zając (dziennik "Polska")
- "Dywizje polskiego Papieża. Wpływ Jana Pawła II na życie społeczne ipolityczne w Polsce"
prowadzenie: dr Tomasz Żukowski (Instytut Polityki Społecznej UW)
Spotkania odbywają się raz w miesiącu w siedzibie Centrum (ul. Foksal 11).
Czekamy na Wasze zgłoszenia do 31 października.
Szczegółowy program zajęć, biogramy prowadzących, terminarz oraz formularz zgłoszeniowy na stronie www.centrumjp2.pl i na http://www.centrumjp2.pl/node/3678



lekarze o aborcji
Pierwsza informacja nadesłana w dzisiejszym odcinku bloga! Już ją wykorzystałem, tj. przeczytałem z radością rzeczony artykuł i zamierzam stworzyć polemikę z nim. Nim ją jednak wrzucę, myślę że warto aby Czytelnicy się z owym milusińskim tekstem zmierzyli... ogłaszam konkurs na polemikę - termin nadsyłania prac do 3 listopada!

Witay :)
Polecam przeczytaniu nastepujacy artykuł z tym zastrzeżeniem, iz jego lektura moze nieco podburzyc i wyprowadzic ze stoickiego spokoju na dluzszy czas. Ale... mysle ze warto znac argumenty osób (lekarzy!) stojacych po przeciwnej stronie barykady w sporze o zycie nienarodzone.Pozdrawiam i cichutko licze na podzielenie sie wrazeniami.
e**** [imię do wiadomości redakcji gnyszkobloga]

Artykuł "Dlaczego ma to robić lekarz?" str 137-139


ONZ o aborcji
informacja nadesłana i ważna:

Panie Maćku
otrzymalem wczoraj alarmującego maila z USA o kampanii środowisk pro-abrocyjnych w USA i gdzie indziej skierowanej wobec ONZ (karta praw) celem uczynienia aborcji uniwesralnym prawem. Spotkało sie to z reakcja środowisk przyjaznych życiu nienarodzonych. Email w załaczeniu a link do podpisania petycji (wersja polska) poniżej. Zachęcam do upowszechnienia.

http://www.c-fam.org/publications/id.102/default.asp

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/27-x-2007-sobota-sobota.html

http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/2728-x-2007-sobotaniedziela-pan-jezus.html

myśl na dziś
Oto lekarstwo na twoje niepokoje: cierpliwość, czystość intencji i patrzenia na rzeczy z perspektywy nadprzyrodzonej.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 853


czwartek, 2 października 2008

[2 X 2008] 80. rocznica powstania Opus Dei

80 lat minęło...
dziś mija 80 lat od chwili, gdy powstało Opus Dei. Zachęcam do lektury artykułu na ten temat: http://www.opusdei.pl/art.php?p=11080

piguła informacyjna o kryzysie
Zgodnie z wczorajszą obiecanką, udało mi się już napisac odpowiedź do czytelniczych pytań na temat kryzysu finansowego. Oto jej zajawka z linkiem źródłowym:
"Jak to już zauważyliśmy na innym blogu (http://maciejgnyszka.blogspot.com/) – wiedza na temat obecnego zawirowania na rynku finansowym w USA jest bardzo rzadka, do tego stopnia, że wszelacy pisarczycy wycierają sobie usta bajaniami o stabilizacji, rynkach i innych ładnie brzmiących sloganach. Przejdźmy więc do jaśniejszych rozumowań, opartych – w co wierzymy – na poprawnej wizji ekonomii. Choć z drugiej strony znamy ograniczenia własnego rozumu – dlatego wszelkie uwagi na temat naszego rozumowania przyjmiemy z radością. W związku z całym zamieszaniem przyszedł e-mail od Czytelnika, który prosi o wyjaśnienie kilku kwestii, które wyjaśniamy poniżej.

Drogie Pogadanki!
Z zaciekawieniem czytałem wpis na pogadankach inwestorskich o obecnym kryzysie za Wielką Wodą. Mam do Was prośbę: wyjaśnijcie mi, jak krowie na miedzy:
- co to jest ten system fiducjarny?
- dlaczego powstało tyle wirtualnego pieniądza i dlaczego akurat teraz następuje rewizja tej kreacji?
- jaka jest w tym wszystkim rola FEDu?
- "jaki ten kryzys ma związek z inflacyjnym dodrukiem dolara?". Bo i nie sposób było nie zauważyć, że Amerykanie drukowali jak wariaci.
(...)"

dalszy ciąg tekstu na:
http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com/2008/10/obecny-kryzys-komentarz-nr-2.html

myśl na dziś
Nawrócenie jest sprawą jednej chwili. Uświęcenie — dziełem całego życia.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 285


niedziela, 7 września 2008

[7 IX 2008] XXIII Niedziela Zwykła - o tych 7% katolików w Polsce c.d.

polemika
wczoraj miałem sporo innych zajęć, dzięki którym nie wyrobiłem się z obowiązkami blogowymi i paroma innymi. Nic to! Robię to teraz! Przystąpmy do polemiki dot. nieszczęsnych ok. 7% katolików w Polsce.
- siusiak
skomentował:
[MG]Kumam bazę, ale zastanówmy się ile takich osób w tych 86% jest. Ja obstawiam, że liczba ta jest do pominięcia ze względów statystycznych.
[siusiak] I w tym miejscu się nie zgodzę, Gnychenie. Jestem przekonany, że wiele spośród tych 86% to osoby, które nie tkwią w grzechu uparcie, ale z różnych powodów ociągają się ze spowiedzią. Jaki procent — nie powiem, ale sądzę że większy niż pomijalny.
cóż powiedzieć? Mówimy tu o przekonaniu. Moim argumentem, nie mówię, że ostatecznym, za tym, że jednak jest to liczba pomijalna przemawia to, że katolik jest świadom okropności przebywania w grzechu ciężkim i czym prędzej się z niego salwuje - w związku z tym zakładam, że ilość tych, którzy są tego świadomi, a jednak nie wyrobili się ze spowiedzią do niedzieli musi być mała (właśnie ze względu na powagę sprawy). Motywowałem to realizmem antropologicznym. Tak. Wiem po prostu, i wiemy to wszyscy, że po grzechu pierworodnym natura nasza silniej ciąży ku grzechowi... i już.
- Krzysztof Jarzyna ze Szczecina
napisał:
Można zestawić – byłoby to nie tylko ciekawe, ale i wskazane – statystyki, ile osób deklaruje się jako wierzący, ile regularnie chodzi do kościoła - 3. przykazanie - ile przynajmniej raz w roku przystępuje do Spowiedzi i Komunii -2. i 3. przykazanie kościelne (ale Kościół mówi – przynajmniej raz w roku. Nie lubię wszelkiej formalizacji zasad Kościoła wiary itp., jako, ze wszystko rozgrywa się wewnątrz sumień a ocenione zostanie na Sądzie Ostatecznym, ale rozumiem, że określenie pewnych reguł jest niezbędne. Skoro więc tak, to zostawmy reguły określone przez Kościół w postaci takiej, w jakiej zostały określone.), ponadto z danymi o tym, ile osób popiera/dopuszcza/akceptuje: aborcję, eutanazję, seks przedmałżeński, antykoncepcję, wolne związki bez zobowiązań, związki homoseksualne, pracę zarobkową w niedziele w zawodach „nieratunkowych” et.c., et.c. Sprawdzić ile dziewcząt nuci pod prysznicem „I Kissed a Girl” Katy Perry i je też odliczyć.
Podsumowując - idea obliczenia „nowego procentu katolików w Polsce” jest słuszna, należy jednak – moim zdaniem – oprzeć się na innych danych.
pełna zgoda - wówczas wynik byłby pewniejszy. Ale... obawiam się, że niewiele odbiegający od tego. Widziałem statystyki poglądów i wydaje mi się, że rzeczywiście rozdźwięk między konkluzją uzyskaną z ich analizy a moimi spekulacjami nie byłaby wielka.
Cieszę się, że kol. Jarzyna wreszcie pozytywnie ustosunkował się do gnyszkoblogowych analiz!
- JAL
napisał (cytuję w całości, każdy fragment komentuję):
Maćku szanowny,
również wydaje mi się, że z tym wywalaniem ludzi z Kościoła przesadziłeś. Jasne, że aby byc dobrym katolikiem, należy m.in. przyjmować sakament pojednania (5 warunków, jeden z nich to spowiedź). Natomiast gdy ktoś tego nie wypełnia i żyje w grzechu ciężkim, znaczy, że katolikiem nie jest? Może np. spełnił niektóre warunki sakramentu (postanowienie poprawy, zadośćuczynienie, żal...), ale z jakiegoś powodu nie może zdobyć się na pójście do konfesjonału? Czy takich trzeba od razu stawiać poza nawiasem KRK?
Ależ drogi JALu (imienia nie zdradzać?). Ja nikogo poza Kościołem nie stawiam. Chcę jedynie przypomnieć doktrynę Kościoła o tym, że ktoś kto trwa uparcie w grzechu ciężkim, świadomie odrzuca miłość Chrystusa, przez co nie może mieć z Nim pełnej Komunii. Z własnej woli stawia się więc poza. Dlaczego uważam za ważne o tym przypomnieć? Poniżej o tym będzie.
--------------------------------
Powiem więcej, naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest troska o takich zagubionych braci, a nie deklarowanie, że "skoro ktoś nie chodzi do spowiedzi, nie jest katolikiem". Znasz ten wiersz Herberta ("Homilia" się nazywa)?
[...]
"bo dla księdza - proszę księdza - to jest
wszystko takie proste
Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść
Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na kościół
prosta ręka - prosta ryba - prosta sieć
może tak należy mówić ludziom cichym ufającym
obiecywać - deszcze łaski - światło - cud
lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni
bądźmy szczerzy - to jest także boży lud"[...]
Dear JAL, zaraz odpowiem cytatem - a niech będzie, że i ja chamem nie jezdem i cytatę umię zapodać! Widzisz, to płynie z miłości - chęć postawienia kogoś w prawdzie. Zauważ, po co jest publiczna ekskomunika, suspensa, czy inne kary - by dać delikwentowi zimny prysznic, sygnał: Heloł, opamiętaj się, zaczynasz stawiać się poza Chrystusem! Opamiętaj się! Czekamy na Ciebie z otwartymi rękami, Chrystus tym bardziej... ale błagamy - podejmij mocną decyzję powrotu! Ekskomunika, czy zakaz przyjmowania Komunii Świętej nie są odwetem, a aktami miłosierdzia. Po drugie zaś - są zakomunikowaniem obiektywnego stanu rzeczy po to, by grzesznik miał jasność swojego statusu.
Sam jestem grzesznikiem i nic mi tak nie pomaga, jak pomoc w rozeznaniu własnej kondycji. Cukrzenie psuje sumienie. Poniżej zaś cytat na czasie - lekcja z dzisiejszej Mszy.
zainspirujmy się - myśl na dziś
To mówi Pan: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę.
Duch Święty, Ez 33,7-9

wtorek, 2 września 2008

[2 IX 2008] UPR zmienia twarz, a tu - polemiki, polemiki...

UPR zmienia twarz
wprawdzie żadnym macherem nie jestem, ale o wczorajszej wiadomości, tj. o tym, że UPR zmienia wizerunek wiedziałem nieco wcześniej... co w związku z powyższym? Ano to, że będę na bieżąco przekazywał pewne informacje, a sympatyków, chociażby czysto platonicznych już dziś proszę o kontakt - będę miał bowiem mały wkład w to przedsięwzięcie... Teraz z musu tajemniczo, ale wszystko się rozjaśni niebawem!
polemika
jak wszyscy pamiętają, blog poniższy był przez parę dni epicentrum medialnej batalii o dziecko Jowity (Agaty), o czym mam nadzieję, że nie wprost napisali Państwo Najfeldówna i Terlikowski, bo mnie pan Piotr Molenda i jego koledzy zabiją (to ten Pan, który raczył mnie wówczas pogróżkami).
W związku z tą sprawą, popełniłem pewien post, który spotkał się z taką oto repliką jednego z najulubieńszych komentatorów gnyszkobloga, Pana Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina. Poniżej Jego polemika (kursywą) z moimi na nią replikami (normalny).
----------------------------------
Hola hola, spokojnie z tym kalkulatorem Panie Macieju. 14% poszło do Komunii, co nie oznacza, że pozostali przez całą Mszę uśmiechali się pod wąsem na myśl o dokonanej aborcji czy złorzeczyli Papieżowi.
Bynajmniej. Ale nie można również stwierdzić, że wszyscy z nich są katolikami, tj. ludźmi, którzy wypełniają najpełniej jak to możliwe definicję katolika. Przyjęcie Komunii to najwyższe szczęście dla katolika - obawiam się, że te 86%, które Komunii nie przyjęło nie cierpi akurat na skrupulanckie schorzenie uważanie, że wciąż jest Najświętszego Sakramentu niegodna... Myślę, że po prostu albo mają to gdzieś, albo uparcie trwają w grzechu ciężkim, czyli stawiają się poza Kościołem, świadomie odrzucając miłość Chrystusa.
------------------------------------------------
Należy wziąć pod uwagę, że spora część z nich przed najbliższymi Świętami Wielkiejnocy wybierze się do konfesjonału, a to, ze zrobi to jedynie raz w roku – rzecz jasna jest nam przykro, że nie częściej – nie oznacza, że w okresie międzyświątecznym są wyłączeni ze wspólnoty katolików. Kościół mówi – „przynajmniej raz w roku”, i to, że ja czy Pangnyszka uznamy że można częściej, nie znaczy, że jak ktoś tak nie uzna to katolikiem nie jest.
Czy zna Pan kogoś, kto przez rok nie jest w stanie popełnić grzechu? Nie mówię o ciężkim, bo to niemożliwe, ale nawet lekkiego (a jak wiadomo Kościół zaleca spowiedź nawet z lekkich ze względu na łaskę umocnienia, która płynie z Sakramentu)...? Ja znam jedną osobę - Matkę Najświętszą, o Panu Jezusie nie wspominając.
W związku z tym albo podmiot naszych badań nie ma w ogóle poczucia grzechu, albo nie grzeszy, co jest niemożliwe, więc wracamy do pierwszej opcji. Skoro zaś ma rudymentarne braki w doktrynie, to ciężko uznać go za katolika sensu stricto, czyli po prostu katolika. Użyłbym raczej określenia - ochrzczeni w obrządku rzymskokatolickim. Jest uczciwsze. Katolik to ten, który Mnie naśladuje. A co to za naśladowanie jest, proszę Kolegi? Żadne.
------------------------------------------------
Bieganiem do spowiedzi jak najprędzej brzmi łatwo tylko w teorii. Przypomnę, że warunków sakramentu pokuty jest pięć, i to, że niedzielę od niedzieli dzieli sześć dni nie znaczy, że każdy „wyrobi się” ładnie i napędzi jak potrzeba statystyki. Rachunek sumienia w poniedziałek, żal za grzechy we wtorek postanowienie poprawy i tak dalej...
No mnie na przykład mocne postanowienie poprawy zajmuje czasem ruski miesiąc....
Kumam bazę, ale zastanówmy się ile takich osób w tych 86% jest. Ja obstawiam, że liczba ta jest do pominięcia ze względów statystycznych. Być może się mylę, opieram się jednak na pewnym realizmie antropologicznym, wynikłym z doktryny o grzechu pierworodnym...
------------------------------------------------
To raz. Dwa, choć to mniej ważne – uważam, że jak już to 14% osób przyjęło Komunię, to nie byli to raczej wojujący homoseksualiści faszystowscy, bo ci raczej do kościoła nie chodzą, z tej prostej przyczyny, że księża rzadko głoszą nauki, których oni chcieliby słuchać. Stąd uważam oszacowanie połowy z tych 14% za nietrafione, (...)
być może jest błędne, jest to z pewnością liczba mniejsza niż 14%, z rachunku prawdopodobieństwa wynika po prostu, że najbardziej prawdopodobne bez żadnej przesłanki pomocniczej jest 7% - połowa. Ot i stąd te 7%.
------------------------------------------------
(...)ale - co więcej- uważam je w ogóle za nie na miejscu. Owszem, możemy zauważyć, że prawdopodobnie nie wszyscy spośród 14% byli uprawnieni do przyjęcia tego dnia Komunii Świętej. Ale skąd śmiałe stwierdzenie, że połowa z nich być tam nie powinna, oraz – w konsekwencji – wyliczenie procenta katolików wśród Polaków z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku?!
Toż to jasne! Z pychy autora posta! To Pan nie wiedział? Ja dowiedziałem się z komentarza do pierwszego posta na Pogadankach Inwestorskich, że jestem złym człowiekiem.
No, ale poważnie rzecz ujmując - bierze się z przekory wobec bajania o 97% katolikach w Polsce i chęci uzmysłowienia koryfeuszom tego pitolenia jak bardzo bujają w obłokach. Rozeznajmy rzeczywistość, która nas otacza zanim okaże się, że wobec Rewolucji jesteśmy sami.
------------------------------------------------
myśli na dziś - panrybiński dicit
we wczorajszej, albo którejś z ostatnich Rzeczpospolitych stwierdził Maciej Rybiński, że demokracja jest po prostu konsensusem dla wydawania publicznych pieniędzy po to, by rząd robił wszystko, by utrzymać się przy władzy.
Pamiętajmy o tym.


środa, 11 czerwca 2008

[11 VI 2008] środa

słyszały żabki moje?
nie wiem, czy już słyszeliście, że jacyś Panowie z PKWN, ekhm... przepraszam, PZPR.... ekhm, SLD, skierować zamierzają pozew przeciw ks. Krzysztofowi. Za co? Za to, że próbował przedstawić dziewczynie alternatywną wizję życia, niż tow. Nowicka, ośmielił się stwierdzić, że można w tym wieku urodzić dziecko i być z tego powodu szczęśliwym. Hmmm... dla mnie to oczywiste, bo znam kilka podobnych przypadków, ale domyślam się, że tow. Nowicka nie zna. Albo znać nie chce.
No, dobrze, tymczasem ksiądz Krzysztof jest niszczony. Już po Lublinie rozpuszczono plotkę, że jest ojcem dziecka (typowa ubecka metoda), dostawał telefony z pogróżkami (patrząc na zdjęcie poniżej przestaję się dziwić skąd te pogróżki...). Jednym słowem, akcja Zabić Księdza przetrenowana na tylu Księżach za komuny jest odgrzewana. Szkoda, że nikt o tym nie informuje oprócz znanego manipulatora, hochsztaplera Gnyszki...
Inna sprawa to ta, że zupełnie nie pojawił się wątek Holandii, do której przewiezieniem miała grozić Wanda Nowicka. Ciekawe... czyżby to miało skompromitować Federację w opinii publicznej i tezę, że tak było ma tylko głosić jeden pieczeniarz, kułak i spekulant z bloggera? Na to wygląda.
I ostatnia, bolesna sprawa. Milczenie abpa Życińskiego. W starciu z Agorą niepokoi... Zorientowani domyślają się, co tu niepokoi.
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=10044516&ticaid=160d4


ludzie listy piszą
dostaję ostatnio wiele maili, sam nie wiem dlaczego... Niektóre bardzo miłe, powiedziałbym - eksplozja uczuć, braterstwa i wspólnoty. Reszta - śmieszna, ślepa agresja. Niektórzy ich wysyłacze albo nie uczyli się polskiego, albo mają dysgrafię kliniczną. Każdemu odpisuję, taki mój obowiązek. Chociaż niedługo przyjdzie pewnie czas, by zrobić użytek z Pawłowego cytatu o perłach i... No właśnie.

wywiady, wywiady
dlaczego nie publikuję tu tekstu z dzisiejszej Wyborczej, autorstwa p. Szlachetki? Po pierwsze dlatego, że w tej sprawie medium to jest skompromitowane. Po drugie dlatego, że już pewnie każdy z tekstu jest obryty. Po trzecie dlatego, że opieranie sprawy na rozmowie z "Agatą" jest grubymi nićmi szyte. Dlaczego? Bo za napisanie chociażby tego, że dziecię jest poczęte z kosmitą, Wyborczej nie grozi absolutnie nic. Kto udzielał wywiadu do prasy, wie jak wygląda autoryzacja, jak wygląda sprawa sprostowań. Nie chcę tu szkalować Newsweeka, ale miałem ostatnio przyjemność udzielać wywiadu. Napisano z niego jeden akapit tekstu artykułu. Każde zdanie było po prostu fałszywe. Metodologia polegała na tym, że jedna osoba przeprowadzała wywiad, inna pisała tekst i wkładała mi w usta dziwne słowa, oraz opisywała zamiast rzeczywistości - swoje wrażenia na temat czyjegoś wyobrażenia na temat rzeczywistości. Obawiam się, że to samo mamy tutaj - szczególnie w kontekście oświadczenia dyrektora szpitala. A jeszcze szczególniej - w kontekście ostatniego blamażu z informacją o tym jakoby FBI przerwało współpracę z CBA. Pamiętacie, czy mam przypomnieć?

pieczeniarz?
czekałem na ten zarzut - że robię na całej sprawie kapitał i szukam popularności za wszelką cenę. Powiem więcej - w tajemnicy - to ja zadzwoniłem do Agory z propozycją całej akcji, wynajęliśmy kilku aktorów, a teraz robimy cyrk, bo chcę być w przyszłości prezydentem i przejąć władzę nad światem.

do stałych Czytelników
ja też tęsknię do tego, gdy wrócimy wreszcie do starego, dobrego, leniwego toku rozważań... do atmosfery nieco bardziej kameralnej. Takiej, jaka tu była przed czwartkiem. Do wszystkich nowych z Państwa: proszę zachowywać się tak, jak się Państwo zachowują w gościach. Z taktem.

myśl na dziś
Chcę cię ostrzec przed trudnością, która może się pojawić: chodzi o pokusę zmęczenia, zniechęcenia. – Czyż nie masz jeszcze świeżo w pamięci tamtego życia twojego – bez kierunku, bez celu, bez powabu, a który potem światło Boże i twoje własne oddanie właściwie ukierunkowały i napełniły radością? – Nie bądź tak głupi, ażeby zamienić to obecne życie na tamto.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 286

poniedziałek, 9 czerwca 2008

[9 VI 2008] poniedziałek, św. Efrema

ciąg dalszy i koniec

mam nadzieję, że niniejszym kończymy temat, który ostatnio był wałkowany tu non stop. Chociaż nie jestem pewien - jeszcze dziś rano czytałem świeże komentarze, których autorzy gaworzyli coś o jakichś gwałtach, zboczeńcach... Jak widać, niektórzy nie zauważają, że centrala zmieniła zdanie.

najciekawsze komentarze
wśród całego stosu chamstwa i irracjonalizmu, który przelał się przez bloga, można znaleźć naprawdę ciekawe przykłady błyskotliwej polemiki. Zamieszczam tylko niektóre:

maciek
Jak dla mnie sprawa jest beznadziejna. Artykuł w GW (sobota), który był zmanipulowany, ale przy odrobinie inteligencji można z niego wyciągnąć wszystkie informacje. Winny ksiądz.Na blogu kampania informacyjna, onetowcy nie wierzą, bo to nie w GW i autor nir podaje nazwisk. Ciągle winny ksiądz. Po dwóch dniach GW wycofuje się ze wszystkiego, pisze jak było. Komentarze na gazeta.pl? Ksiądz nie pozwolił zgwałconej 14latce na aborcje.

Radio Erewań nadaje: Czy to prawda, że ksiądz zmuszał do urodzenia zgwałconą przez pedofila 14letnią dziewczynkę? Tak, to prawda, tylko że nie ksiądz, a Wanda Nowicka, nie zmuszał do urodzenia, tylko do zabicia dziecka i nie zgwałconą, tylko dobrowolnie współżyjącą i nie przez pedofila, tylko kolegę z klasy.

Czego jeszcze trzeba?


gregus
moja Mama, ktora przez 2 kadencje byla radna w moim miescie i przez 1 kadencje radna w powiecie na pytanie: "dlaczego juz nie daje wywiadow do lokalnej prasy?" (zadane przeze mnie) odpowiedziala tak: "poniewaz w ciagu kilkunastu lat, tylko raz zacytowali moje slowa nie przekrecajac tresci"

smutna prawda o duzej czesci mediow. zycze sil w calej tej akcji.

wspieram modlitwa

nosorozec (e-mail)

Szanowny Panie Macieju,Trafiłem na Pański blog przez salon24, czytam także Forum Frondy. Dziękuję za informowanie i prostowanie klamstw "GW" w związku z wiadomym artykułem. Jestem wprawdzie osobą niewierzącą, lecz m.in. w kwestii tzw. aborcji moje poglądy zbieżne są z katolicyzmem, dlatego oburza mnie wspólna akcja Federacji Wandy Nowickiej, "Gazety Wyborczej" i np. onetu, gdzie pierwszy raz zobaczyłem chamski tytuł o "robieniu piekła". Efekty widać: na forum gazety.pl skutecznie podjudzeni durnie domagają się przemocy wobec księży i świeckich, życzą gwałtu (!) obrońcom życia; jest także reakcja zadowolonego SLD. Jest to perfidne sianie nienawiści. Warto podążyć tropem powiązań W. Nowickiej z organizacją mającą, jak mi się zdaje, konotacje zgoła eugeniczne.

pozdrawiam

weźcie to pod uwagę

ten komentarz Caroline sprawił mi najwięcej radości. Pani Caroline - widzi Pani, to jest tak: zleciało nam się tu kupę ludzi, którzy nie widzieli świata poza monitorem, którzy kobiety uratowanej od aborcji nie widzieli, która nagle odnajduje siłę i radość z dziecka... Widzi Pani, typowe dzieci luksusu, które przesiadują po kawiarniach i tracą czas w internecie. Chyba mam rację w tym opisie, choć nie roszczę sobie prawa do 100%-wej trafności.

Witam wszystkich!

tak czytam i nie wierze wlasnym oczom. Po pierwsze Macieju Gnyszko chwala i dzieki Ci za to co robisz i obys robil tak dalej. Nie przejmuj sie komentarzami, ktore w swojej zlosci wymyslaja Ci od najgorszych. Przez te wszytskie lata zycia, ktorymi dane mi sie bylo cieszyc doszlam do wniosku, ze niektorzy ludzie po prostu sa slepi. Mow im, tlumacz, podawaj fakty, a oni i tak beda wolec obstawac przy ciemnocie.

Co do sprawy aborcja-ciaza. Sama jestem matka oczekujaca na porod (juz niedlugo- 2 miesiace). I powiem tyle: Kiedy dowiedzialam sie ze jestem w ciazy (obecnie przebywam w UK) nikt oprocz prolife nie chcial mi pomoc. Poszlam na uniwersytet i pytalam jaka pomoc moga mi ofiarowac. I co uslyszalam? A czy jestes zadowolona z faktu bycia w ciazy? Czy Ty naprawde tego chcesz? Bo wiesz przedszkole drogie, ciezko miejsce dostac, kasy dla Ciebie bidulko nie ma, wiec po co sie meczyc? Przeciez masz jeszcze tyle szans na zajscie w ciazy, ze jak nie teraz to pozniej.

Bylam u lekarza i to samo. Wrecz czulam sie zmuszana do tego zeby zrobic badana na Syndrom Downa i inne schorzenia. Nie chcialam. I juz pani doktor mowila, ze powinnam, bo jak sie cos okaze to moge usunac, a nie dosc ze studentka to jeszcze bede miec chore dziecko.Bylam u prolife. Nic od nich nie chcialam. Nie prosilam o nic. Poszlam tylko porozmawiac i zaproponowac wspolprace. A gdy tylko uslyszeli o tym ze jestem w ciazy to od razu mi gratulowali. I sami wpadli na pomysl ze moge potrzebowac pomocy. Zaraz dali mi adres do siostr, ktore nawet nie zadawaly mi zadnych pytan. Ofiarowaly wszytsko co tylko chcialam. Od reki dostalam nosidelko i wozek maja mi doslac za jakis miesiac.

Obiektywnie patrzac moje dziecko zyje tylko i wylacznie dlatego, ze wygralam walke z ProChoice. Choc od poczatku chcialam urodzic. stawiajac sie na miejscu dziewczyny, ktora nie jest pewna wiem ze usuniecie jest o 100razy latwiejsze i wszyscy do tego namawiaja. Nie uwierzylabym jesli sama bym tego nie doswiadczyla. Od teraz wiem ProChoice i zagorzale "feministki" nigdy Ci nie pomoga. Naklamia, nakrzycza, "zaszczuja"(bo tak sie czulam), ale nie pomoga. I co najwazniejsze nie dadza Ci wyboru (choc jak nazwa wskazuje po to sa). Modlitwa wspieram ta 14-latke. I zycze jej duzo sily, bo wiem ze bedzie jej potrzebowac jesli chce zeby jej dziecko zylo.


o co tak naprawdę chodzi?

bo o co tu tak naprawdę chodzi? O to, że rzeczywistość wygląda tak, jak to przebadała w swoim doktoracie moja koleżanka - znaczna część aborcji jest dokonywana (zarówno w Polsce i Niemczech - badania porównawcze) ze względu na naciski. Znajomych, rodziny. W Niemczech powoli dochodzi do tego, że odbiór społeczny rodziny 2+2 dwa jest taki, jak u nas 2+4 (lub może 2+3 powoli) - patologia. Reasumując - wbrew pozorom, nasze społeczeństwo katolickie nie jest. Jest postkomunistyczne. Zresztą pisałem o tym tutaj setki razy - zanim zacznę czytać głupie komentarze - proszę poczytać w archiwum.

I chodzi o to, by walczyć z tymi, którzy mają bzika - zamiast na pomaganiu kobietom w potrzebie - na punkcie zabijania ich dzieci i wtrącania ich w jeszcze większe problemy.

na przyszłość

niewykluczone, że niedługo dojdzie do aktów przemocy wobec ludzi zaangażowanych po naszej stronie. Nie mogę zdradzać szczegółów (czy jestem przez to niewiarygodny?), ale gdyby coś się stało - będę informował.


myśl na dziś
Kiedy naprawdę zdepczesz własne ja i będziesz żył dla innych, wówczas będziesz odpowiednim narzędziem w rękach Boga. Pan wzywał i wzywa – swoich uczniów, nakazując im: ut eatis! – idźcie szukać wszystkich.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 915

poniedziałek, 4 lutego 2008

[4 II 2008] poniedziałek

list z Bombaju...
nie uwierzycie! Dziś listonosz przyniósł mi list z... Bombaju! Pan Stanisław z owej pięknej miejscowości a Indiach, wielki fan naszego bloga, postanowił z miłości do Autora oraz Czytelników nagrać wybitne widowisko muzikalowe! Na jaki temat? Sprawdźcie sami...

Panie Stasiu, jeśli partia nasza będzie obsadzała stanowisko speca od choreografii - dzwonię od razu do Pana!



co będzie?
Ze względu na wzruszenie jakim napełniła mnie audycja pana Stanisława, dziś posta sensu stricto nie będzie, natomiast jutro zaprezentujemy wraz z Oleńką fotoreportaż na temat obchodów dzisiejszego Europejskiego Dnia Pedofila oraz na temat wyników wnikliwego audytu w niemieckich sklepach odzieżowych, który wykazał poważne braki w zaopatrzeniu (kto oglądał wczorajszą audycję na blogu o spekulantach, ten pewnie wie kto za tym stoi, kto sabotuje socjalistyczną gospodarkę niemiecką...!).

myśl na dziś
Wrogowie Boga i Jego Kościoła, kierowani stałą nienawiścią szatana, są aktywni i organizują się bez ustanku.
Z przykładnym uporem przygotowują swoje kadry, utrzymują szkoły, kierowników i agitatorów oraz propagują swoje idee drogą ukrytej, ale skutecznej akcji, wnosząc do domów i do miejsc pracy swoje nasienie niszczące wszelką myśl religijną.
- O ileż bardziej musimy się starać my, chrześcijanie, aby służyć naszemu Bogu i nieść prawdę?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 466

piątek, 25 stycznia 2008

[25 I 2008] piątek, Święto Nawrócenia św. Pawła

wystawa - Eryka kontratakuje
dziś rano miałem przyjemność odwiedzić z Berndem wystawę w Muzeum Historii Bawarii. Wystawę organizowało Centrum Przeciwko Wypędzeniom, niejakiej Sztajnbach Eryki. W związku z tym parę refleksji.
Wejście za friko. Za friko książeczka i plakat wystawy. Za friko można też wypełnić przekaz na rzecz Centrum Przeciwko Wypędzeniom. Wniosek - ktoś za to płaci. Ktoś komu zależy na wystawie.
Wystawa traktuje o wypędzeniach w ogóle, o wypędzeniach samych w sobie na wielu przykładach - od Ormian w Imperium Osmańskim przed I wojną światową, przez Żydów, Polaków i Ukraińców podczas i po II wojnie światowej, przez Niemców w analogicznym okresie, aż po Finów, Greków, Cypryjczyków, Serbów i Chorwatów. Fajnie. Proszę zobaczyć, że używam już tej nomenklatury - nie przesiedlenie, tylko wypędzenie. Czujecie różnicę?
Wystawa bardzo ładnie przygotowana - dużo zdjęć, reprodukcji dokumentów, etc. na planszach, mapki, bogaty materiał faktograficzny. Dość rzetelnie nawet opisany, o ile mogłem to właściwie ocenić (poza błędami w polskich nazwach...). Bernd łapie się za głowie czytając o akcji Wisła, rzezi Wołyńskiej... nie może zrozumieć, że w tym rejonie przez tyle lat każdy walczył z każdym. Poniekąd nie jest to właściwe spojrzenie, wytłumaczyłem Mu, że ukraińskich nacjonalistów wykorzystywali i sowieci, i naziści przeciwko Lachom.
Przeszliśmy całą wystawę, bardzo miło nam się ją oglądało. Ja zadowolony i Bernd zadowolony. W metrze, przy Odeonsplatz Bernd konstatuje, że abstrahując od Eryki Sztajnbachówny, wystawa dość obiektywnie zrobiona. Spoko Bernd, podobało mi się. Mam tylko parę uwag: dlaczego przy opisie wypędzenia Niemców z Ziem Odzyskanych jak mantra powtarzały się określenia typu "uchodźcy byli głodni", "wywożono kobiety, dzieci i starców", "wiele niemowlaczków zamarzło po drodze"? A co to, Ormianie, Turcy, Polacy, Ukraińcy i inni nie byli głodni? Więcej nawet - dlaczego nie jest jasno pokazane, że mówimy o 3-letnim okresie przesiedlania ustalonym na konferencji pokojowej? Naszych przesiedlano inaczej - przyjeżdżał dziadek któregoś z Twoich kolegów z pracy ze swoimi SSmannami i mówił, że za pół godziny wieś ma być spakowana, a faceci mają czekać na śmierć za stodołą.
Reasumując - nie mam nic naprzeciw, ale jednak przegięcie można na wystawie zauważyć. Dlaczego nie przeczytam na niej, że nie tylko Niemcy, ale i inni cierpieli głód? Dlaczego nie dowiem się, że głód był efektem działań Rzeszy, a potem Sowietów, których Rzesza przez długi czas wspierała? Dlaczego nie poznam drastycznych różnic w sposobie wysiedlania? Dlaczego nie dowiem się, że Niemcy spirzali przed Armią Czerwoną, bo wiedzieli co ich słusznie czeka, podczas gdy Polacy i Ukraińcy musieli spirzac w nieco innych okolicznościach? Nie dowiem się wieeelu innych, bardzo ważnych rzeczy. Domniemuję jednak - znając erudycję i przenikliwość - młodych Niemców, że takie wystawy nie bez kozery są za friko.

czy UPR zawiedzie?
dobra, dość już o Niemcach. Zajmę się teraz dawno obiecaną odpowiedzią na maila od kol. sporadycznego (kojarzycie Go na pewno z komentarzy). List przytaczam z niewielkimi skrótami, które zaznaczam w ten sposób: "(...)". Tekst listu piszę kursywą.

(...)Winien ci jestem wyjasnienie dlaczego się tak uczepiłem Twojego blogu. Ano dlatego, że wierzę Ci do do hierarchii Twoich wartości. A moje są takie same (przynajmniej te ze szczytu). I komuś takiemu zaufałbym. Natomiast nie mam zaufania do zdecydowanej większości polityków czy ludzi aspirujących do tego miana z grona UPR. Boję się, że stworzenie warunków niekontrolowanego pomnażania swoich zysków spowoduje znieczulicę na takich ludzi, którzy w nowych, skrajnie liberalnych warunkach nie potrafią się odnaleźć.

Jest to możliwe - jasne. Aczkolwiek ciężko jest mi sobie wyobrazić, by mogła panować większa znieczulica, niż dzisiaj. To po pierwsze. Po drugie - jeśli ludzie dużo zarabiają, wówczas także dużo wydają. To, na co wydają - zależy od ich sumienia. Nie wydaje mi się, aby nagle dobrzy ludzie zniknęli z powierzchni ziemi. Po trzecie zaś - skrajnie liberalne warunki, tak jak ja je rozumiem, oznaczają wolny dostęp do wszystkich zawodów, spadek cen, brak cyklów ekonomicznych oraz małe bezrobocie - bezrobocie bowiem powstaje m.in. w wyniku tego, że nie opłaca się zatrudniać (przez podatki, ZUSy, srusy, składki, etc.). Cykle z kolei powstają w warunkach systemu fiducjarnego, tj. pieniądza nieopartego na standardzie złota, czyli emitowanego dowolnie, przez państwo (taaak, banki centralne są niezależne... hehe... popatrzcie co robi FED, sprawdźcie opracowania nt. tzw. cyklu prezydenckiego, i tak dalej. Kreowanie pieniądza daje zbyt dużo władzy, by odrzucić pokusę kreacji pustego pieniądza, czyli de facto kreowaniem inflacji).
To, że w szeregach UPR znajdą się ludzie chciwi, albo niemoralni jest oczywiste! Gdyby się nie znaleźli, byłbym zdziwiony. Chodzi natomiast o to, że jeśli zrealizują swój program (a na ideowość w tej partii nacisk jest jak nigdzie indziej z tego, co się zorientowałem), to wówczas ich chciwość i inne wady nikomu nie zagrażają tak, jak chciwość i niemoralność polityków obecnie. Dlaczego? Dlatego, że nie będzie od nich zależało bezrobocie, inflacja i inne zjawiska, których wielu po prostu nie kuma. Nie chodzi o jakieś bezosobowe bezrobocie i bezosobową inflację, tylko o realnych ludzi.

Mam za soba doświadczenie "Solidarności". Wszyscy /prawie/ wiedzieli, że komuna jest zła Zbuntowali się. Naród /prawie cały/ zaufał nowym elitom politycznym . A po latach okazało się, że o nowy lepszy ustrój walczyli też i tacy /i byli w większości/, którym komuna przeszkadzała tylko z jednego powodu - trudno było szybko zrobić dużą kasę, a jak się poznało tajniki mechanizmów gospodarczych i odpowiednich ludzi to w krótkim czasie można było zarobić kupę szmalu np. na firmie transportowej z ciężarówkami po 100 000 zł sztuka.

Jasne, w systemie socjalistycznym, który obecnie mamy, tj. w systemie ograniczonego pomnażania zysków (o czym pisałeś w pierwszym akapicie), czyli de facto w systemie złodziejskim, sukces zależy nie od "mechanizmów gospodarczych", które wymieniłeś w pierwszej części zdania, ale od "mechanizmów polityczno-gospodarczych", o których napomykasz w drugiej części. Klęska III RP polega na wprowadzeniu socjalizmu z kapitalistyczną twarzą. Niesprawiedliwość polega na tym, że systemowo istnieją osoby, instytucje, z którymi należy trzymać, by nieuczciwie konkurować z innymi. By kupić zakład za friko, bo miało się kumpla w ministerstwie przekształceń własnościowych. By dostać koncesję, etc. Tu widzę demoralizację - w systemie, który zachłystuje się mówieniem o losie ubogich, a stwarza warunki dojenia ubogich na maksa. To oczywiście kapitalizmem nie jest, więc pojęć nie mylmy.

Otóż jestem przekonany, że zdecydowana większość ludzi z UPR i okolic jak tylko poczuje swoją własną kasę w dużej ilości to totalnie oleje słabszych /ekonomicznie , zdrowotnie, umysłowo, wiekowo itp. /.

Ich sprawa, co zrobią ze swoimi pieniędzmi - jako rząd zbyt wiele do powiedzenia nie będą mieli, więc mówię o nich jako o osobach prywatnych. Jeśli je [pieniądze] wydadzą w sklepie, to a nuż zysk sklepikarza w części będzie szedł na finansowanie działań fundacji dobroczynnych? A jeśli zainwestują na giełdzie, to może akurat przedsiębiorstwo, które sprzeda im swoje akcje w emisji wykorzysta ten pieniądz na zwiększenie mocy produkcyjnych i zatrudnienie Twoich abstrakcyjnych ubogich i słabszych? Słabszych to olewa się akurat obecnie, bo najpierw wmawia im się nieudolność, a potem zostawia się na garnuszku urzędasa i topniejącej kasy ZUSu. To się nazywa kłamstwo i kradzież. Kto na tym zyskuje? Oj, dużo stanowisk jest do obsadzenia, dużo decyzji do wydania, za które można przyjąć kopertę... Proszę przyjrzeć się aferze w PCK - przez 20 ostatnich lat PCK był dojony jak łysa kobyła. Państwowa instytucja ds. biednych i słabych była źródłem wielkich zysków dla prezesików, firm które w umówiony sposób wygrywały przetargi na strzykawki, fartuchy, etc. Jeśli chcemy utrzymywać fikcję - proszę bardzo. Ja wolę pomagać biednym, niż utrzymywać chamskich, kłamliwych darmozjadów.

Czytam regularnie kilka prawicowych stron www. Krew mnie zalewa jak swoje dążenie do wolności przeciwstawiają tępym socjalistom co to nie rozumieją jak działa gospodarka i chcieliby jak najwiecej "państwa w państwie". Socjalizm, według nich, to takie słowo wytrych, które ostatecznie przechyla szalę zwycięstwa w dyskusjach na ich stronę, bo przecież wiadomo, że jak ktoś wpomnie o potrzebujących pomocy to albo nieudacznik albo, co gorsze, socjalista.

Masz rację! Ale cóż poradzimy na to, iż po grzechu pierworodnym łatwiej jest nie myśleć, niż myśleć i łatwiej jest grzeszyć, niż nie grzeszyć? Cymbały, które wierzą w lidera z przyzwyczajenia znajdują się wszędzie tam, gdzie i ludzie. Zagrywki retoryczne należy obnażać, dlatego demaskuj takich gnojków, choćbyś się z nimi zgadzał. Ja staram się tak robić.

A motyw wspominania o słabszych może byc odmienny od socjalizmu, Np. taki: "Nie ma innego rozwiązania dla historii świata, jak tylko w ustroju chrześcijańskim, bez względu na to, jakim by on był. Wszelkie stworzenie powinno być naprawdę szanowane w swoim związku z Bogiem, ponieważ wszystko otrzymało od Niego: a więc- humanizm, ale humanizm teocentryczny, humanizm integralny, humanizm Wcielenia. "/Jacques Maritain/ I to właśnie obawa przed odrzuceniem humanizmu teocentrycznego przez ludzi nastawionych na zysk popycha mnie, sporadycznie odzywajacego się ignoranta, do zabierania głosu wbrew swojej małomównej naturze.(...)

Przyznam, że Maritaina zbytnio nie rozumiem i do niego samego i jego myśli mam raczej spory dystans. Chcę natomiast powiedzieć, że odrzucenie humanizmu teocentrycznego mamy za sobą już od końca XIV wieku, a więc nie ma się o co martwic. Jedyne, co należy zrobić - restaurować Christianitas, o czym marzył między innymi Plinio Correa de Oliveira. Jednym ze składników owej Christianitas zniszczonej kolejnymi fazami Rewolucji (od pseudoreformacji, po debilizmy roku 1968) jest właśnie wolny rynek.

ładnie brzmi
na marginesie powyższych krótkich rozważań chciałem powiedzieć jeszcze co innego. Otóż, wydaje mi się, że wiele osób (ja kiedyś też przejawiałem tę skłonność) wydaje się zaspokojona, gdy zagłosuje na partię, lub polityka, który mówi językiem, który danemu wyborcy odpowiada. Na przykład wielu patriotów lubi glosować na partie, które mają w nazwie coś związanego z narodem. Niektórzy katolicy i socjaliści lubią glosować na kogoś, kto mówi o biednych. Inni z kolei katolicy lubią zagłosować na kogoś, kto mówi o bliżej nieznanych wartościach. Ludzie chcący być na topie, głosują na tych, którzy mówią o tematach będących na topie. Jest to obłąkańcza postawa - chyba nie muszę tego głośno stwierdzać, bo to jasne.
Dlaczego to jest jasne? Ano dlatego, że wybory służą do tego, by każdy wyraził swoją opinię na temat: jak myślisz, która osoba, lub partia zrealizuje Twoją ideę, na którą składają się Wartości dla Ciebie ważne oraz Sposoby ich wcielenia w życie?
Tu napotykamy na dwa problemy.
Po pierwsze - wiele osób nie wie jakie Wartości wyznaje oraz nie zna sposobów ich wcielenia w życie. Dlatego też szukają porady u różnych wróżów w rodzaju p. Lisa, albo p. Olejnikówny, którzy im powiedzą na co się teraz głosuje.
Po drugie - jeśli znają swoje wartości, a nie znają sposobów ich realizacji, wówczas głosują fałszywie. Np. katolik, gdy głosuje na partie socjalistyczne, tylko dlatego, że mówią o biednych. Gdyby wiedział w jaki sposób powstaje bogactwo, nie głosowałby na socjalistów, tylko liberałów, wiedząc że rządy socjalistów to zadekretowane bieda, bezrobocie i inflacja (z przeciwnym frazesem na ustach). Jest to naiwność, głupota lub niewiedza.

milion do 2009 roku
chciałem powiedzieć, że Unia Polityki Realnej (zakładana m.in. przez sławnego Kisiela) ma zamiar uzbierać do 2009 roku 1 000 000 złotych. Pomagam chłopakom - pomóżcie i Wy. Na pasku z prawej strony jest odpowiedni banner. Sprawa jest godna uwagi - jeśli się uda, będzie to wielki triumf idei obywatelskiej. Bo wbrew pozorom PO z obywatelskością ma wspólną nazwę - partia liberalna, która utrzymuje się z podatków, które obiecała znieść (mowa o finansowaniu partii z budżetu państwa) i nie zniosła. Hahahahaha!

kliken, kliken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniac mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząc; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwośc ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzac) - byłbym bardzo zobowiązany.

atmosphere
atmosfera na GPW SA ostatnimi czasy wyborna. Odbicie mamy na całej linii, co ciekawe - rośnie znaczna większość notowanych spółek. Na reszcie parkietów podobnie. Żyć, nie umierać. Mówię o ilości rosnących spółek nie bez kozery. Bo jeśli indeks rośnie, a rośnie tylko jedna spółka (np. wszystkie TFI zapakowały się w KGHM i ciągną go w górę za uszy, a reszta spółek leci do piwnicy), to nie oznacza to wcale, że na giełdzie jest pięknie. Przeciwnie - sztuczna sytuacja, która prędzej, czy później się zemści. Ale co tam - pójdziemy sobie do Expandera, Open Finance, albo zaprosimy do domu doradcę po szkole gastronomicznej z żelem na głowie i dowiemy się, że hossa potrwa do końca świata i jeden dzień dłużej, bo dziś WIG20 urósł aż o 3%. Gucio prawna - diagnozowanie sytuacji na rynku nie ogranicza się do odczytania różnicy w wycenie indeksu z dnia na dzień. To tak w ramach codziennego wymądrzania się na tematy giełdowe.
Ciekaw jestem co czeka nas w poniedziałek. Podobno TFI mają problem z płynnością, przez co rzeczywiście zmuszone są sprzedawać cokolwiek - to tłumaczyłoby beznadziejne zjazdy na niektórych spółkach (czytałem dziś gdzieś artykuł z wypowiedziami zarządzających AIG TFI i DWS TFI).
Dziś w USA dość długie czarne świeczki przez wypowiedzi Alana Greenspana. Niegroźne jak na razie - teraz wszystko w rękach azjatyckich samurajów, który w niedzielno/poniedziałkową noc otworzą swoje notowania (ostatnio sporo rośli, więc w poniedziałek mogą być ciency...). Niewykluczone, że po raz kolejny będzie można nie nadążyć z połykaniem węgla... Znaczyłoby to, że jednak jesteśmy w kiepskiej sytuacji, a rynki przypominają pacjenta, którego wybudza się ze śpiączki po raz enty.

myśl na dziś
Nie można ustępować w sprawach wiary; ale nie zapominaj, że aby powiedzieć prawdę, nie potrzeba nikim poniewierać.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 959

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO