Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

[31 VIII 2009] Jak to Lech Wałęsa państwo europejskie budował...

dziennik.pl bije na alarm

zanim będzie o Wałęsie, zajmijmy się przedszkolakami! Otóż, niemiecki portal dziennik.pl bije na alarm:

Polska jest na szarym końcu Europy, jeśli chodzi o dostępność przedszkoli - alarmuje w najnowszym raporcie Europejska Sieć Informacji o Edukacji "Eurydice". Podczas gdy w większości państw UE do przedszkoli chodzi blisko 80 proc. dzieci, u nas mniej niż połowa.
Pangrzyzga wieść tej treści zauważył na jednym z niszowych portali dla młodych zdolnych z wielkich miast (Bingo, na onecie!). Nie wiem o co chodzi... No, bo jak to... w czym rzecz? Czy konkurencja polega na małpowaniu? Jeśli nie, to dlaczego mamy się martwić tym, że polskie dzieci mają szczęście wychowywać się w naturalnym środowisku rozwoju jakim jest rodzina i grupa rówieśnicza? W przeciwieństwie do swoich rówieśników z eurosojuza, które od małego poddawane są opresji socjalizacji i przemocy symbolicznej?
Ludzie, miglance gazetowi, co się z Wami u diabła dzieje? Zwoje się przegrzały? Koszarować noworodki chcecie? Ano, prawda, że chcą. Niestety. Wolą bowiem ludzi poddanych państwowej socjalizacji i przemocy symbolicznej... bo to jest przemoc, na którą wpływ wywierają sami. Z rodzicami jest ciężej...
Przy okazji proszę zauważyć, że najlepiej dzieciom żyło się za komuny, tudzień pewnego Adolfa, który o każde dziecko zadbał administracyjnie, jak należy.

Lech Wałęsa w natarciu
w miejscu, w którym przebywałem ostatnio był dostęp do ITI'owskiego WSI24! Nie tylko po raz pierwszy miałem okazję pooglądać żenujące wykształciuchowskie wygłupy G. Miecugowa w Szkle kontaktowym, ale i pooglądać trochę wiadomości, głębokich analiz i komentarzy. Traf chciał, że 28 sierpnia włączyłem telewizor koło 21:00 i miałem przyjemność słuchać trafnych komentarzy jednego z byłych prezydentów RP (nazwijmy go dla niepoznaki np. Bolkiem).
Otóż, ów Bolesław powiedział w pewnej chwili (w notatniku zapisałem, że o 21:00) - odpowiadając na pytanie o stosunek Polski do USA, którego by sobie życzył, że:

(...) teraz inna sytuacja w Europie, więc i stosunek do USA powinien być bardziej realistyczny. Budujemy nowe jedno państwo - Europę, i w związku z tym mamy swoje sprawy (...)
Pangrzyzga oniemiał, zapisał wiekopomne słowa wraz z godziną ich wypowiedzenia, później zaś usłyszał je powtórzone - znów bez żenady - z tych samych ust. Ileż to razy Korwin-Mikke albo inni etatowi wariaci, ze mną na czele muszą się nagadać, napisać, żeby przekonać ludzi, że Wspólnota Europejska wraz z unią walutową po trupach dąży do stworzenia su-per-pań-stwa! A tutaj Wałęsa mówi to otwartym tekstem bez zająknięcia! Czy to już ten moment, że z etapu zaprzeczania, przechodzimy do etapu "ależ to oczywiste i każdy o tym śnił od zawsze!"? Być może!
Nieprzychylni Legendzie Wszechświatowej Solidarności mówią, że korzeni obecnej postawy można doszukiwać się w pewnej ciekawej książce...


nawiasem mówiąc...
determinizmu w historii nie ma od czasów krytyki historycyzmu dokonanej przez Poppera, więc warto o tym przypomnieć i zdanie Wałęsy nieco zrelatywizować. Otóż, rodzimy Wałęsa opowiada się za koncepcją globalizacji, którą niejaki Robertson idąc za Toenniesem określa jako Gesselschaft 2, czyli superpaństwo (w odróżnieniu od Gesselschaft 1 - mozaiki współpracujących państwa i dwóch rodzajów Gesselschaft, czyli wspólnoty ludzi).
To jak, czym to tłumaczyć? Osobowość autorytarna?

mruczando
gdy była mowa o Kaczyńskich, Wałęsa dostawał piany i kilka razy powtarzał, że Amerykanie nas olewają, dlatego, że jako prawdziwi demokraci umieją się zachować w miejscach świętych, a nie jak Prezydent z Premierem urządzają jakieś "mruczanda na cmentarzach".
Powtórzył te swoje mruczanda kilka razy, a ja coraz bardziej zastanawiałem się, dlaczego kiedyś wierzyłem w to, że ten facet jest wielki... i pozbywałem się zdziwienia nad wielką falą dowcipów o Wałęsie na początku lat 9o.

myśl na dziś
Masz braki w życiu wewnętrznym: ponieważ nie obejmujesz swoją modlitwą spraw ludzi najbliższych i prozelityzm; ponieważ nie starasz się widzieć jasno, podejmować konkretnych postanowień i realizować je; ponieważ nie masz przed oczyma sensu nadprzyrodzonego studiów, pracy, swych rozmów, obcowania z innymi... Jak to jest z twoją pamięcią na obecność Boga, która ma być konsekwencją i wyrazem twojej modlitwy?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 447



czwartek, 16 kwietnia 2009

[16 IV 2009] gratka dla obecnych, albo przyszłych biznesmenów...

e-byzmes - kontynuujemy!
Dostałem kilka dni temu maila od Zbyszka Musielaka ze Złotych Myśli. Przekazuję go w całości dalej, bo info harmonizuje z ostatnimi rozważaniami na temat e-biznesu. Może się przydać każdemu, kto myśli na poważnie o swoim biznesie (obecnym, albo przyszłym) i jego dynamiczym rozwoju. Żadnej z poniższych publikacji w rękach nie miałem, więc ciężko mi polecic coś konkretnego. Wydaje mi się, że najbardziej godna uwagi może byc "Recepta na sprzedaż" - ta umiejętnośc jest bardzo ważna tak naprawdę w każdej branży. Nawet na studiach, jej brak widzę nie tylko u siebie, ale i u wielu napotykanych osób na każdym kroku. Wbrew pozorom nie dotyczy ona jedynie ludzi, którzy siedzą za ladą - wręcz przeciwnie! Oczywiście w pierwszym rzędzie polecam "E-biznes jako sposób na sukces", bo inspiracja to jednak podstawa. Tak, tak... o Tobie myślę, mój Czytelniku, humanisto (w tym kontekście polecam szczery komentarz Romeusa da Livia na moim blogu na Fronda.pl), czy ścisłowcu, który wygląda tylko dobrego etatu, myśląc że nie ma innej możliwości zarabiania pieniędzy. Daj się przekonac, że masz buławę w plecaku! Będę wytrwały, tak jak w przypadku św. Józefa Pelczara! Obiecuję.
Oto wspomniany mail od niejakiego Z. Musielaka:
* * *
Moja 22-miesięczna córka popłakała się przed chwilą, gdy zrobiła dokładnie to samo, co wielu dorosłych przedsiębiorców. Dlatego przytuliłem ją szybko i pomogłem rozwiązać jej problem. Hm... ale kto przytuli biznesmena, który ma ten sam problem?
Czytaj dalej, a odkryjesz kilka ciekawych rozwiązań dla osób, które chcą otworzyć własną firmę lub przenieść aktualną na nowy, wyższy poziom zysków. Dowiesz się także, dlaczego...
> > ...chcemy zainwestować 25 tysięcy złotych
> > w biznesy naszych Czytelników.
Lenka przybiegła do mnie z płaczem, bo nie potrafiła włączyć ponownie płyty z ulubioną muzyką w odtwarzaczu CD. Wiedziała, jak wcisnąć PLAY, by zacząć odtwarzanie swoich piosenek, ale gdy płyta się skończyła, trzeba było przeskoczyć na jej początek za pomocą innego przycisku. A ona ciągle wciskała PLAY. Brakowało jej pełnej wiedzy na temat obsługi radioodtwarzacza.
To mi trochę przypomina sytuację, gdy przedsiębiorcy dążą do osiągnięcia sukcesu.
Dobrze jest, gdy wszystko układa się po naszej myśli. Kiedy jednak sprawdzone do tej pory metody i techniki przestają przynosić oczekiwane rezultaty, potrzebujemy nowej wiedzy. Na nic przydaje się powtarzanie schematów działania, które w wielu sytuacjach były bardzo skuteczne.
Rozwiązania pilnych problemów nagle okazują się bardzo proste. Kluczem do sukcesu w każdej dziedzinie jest sprawdzona, praktyczna wiedza. Wtedy nawet dziecko potrafi poradzić sobie z problemami.
Mój szef, Mateusz Chłodnicki, opowiadał mi kiedyś, że pomysł na Złote Myśli zrodził się po przeczytaniu tylko jednej książki. I zobacz, jak udało się rozwinąć tę prostą ideę w ciągu 5 lat. Potężna sieć partnerów, największy w Polsce wydawca ebooków i stale rosnąca sprzedaż. A wszystko zaczęło się od przeczytania jednej książki. Gdyby wyliczyć zwrot z tej inwestycji, która wyniosła jakieś 30 zł za książkę, wyszłoby kilkaset tysięcy procent!
Widzisz że, niektórzy inwestują swoje pieniądze w fundusze, inni w akcje, a wiele osób zadowala się stałym procentem na koncie w banku. I niestety, gdy przychodzi kryzys, tracą swoje pieniądze.My inwestujemy w wiedzę. Ciekawe, że tak niewiele osób zauważa, że jest to drobna inwestycja (kilkadziesiąt złotych), ale żadne instrumenty finansowe nie dadzą takiej dźwigni finansowej z kilkutysięczną (lub nawet kilkusettysięczną) stopą zwrotu.
============================================================
> > Jedna technika, której się nauczysz, może zwiększyć
> > skuteczność Twoich działań kilkukrotnie
============================================================(wystarczy, że doczytasz ten mail do końca).
Chcemy Ci pomóc w osiągnięciu sukcesu. Chcemy przekazać 25 tysięcy złotych naszym Czytelnikom, którzy zdecydują się skorzystać z naszej wiedzy. Dlaczego to robimy? To proste. Zależy nam na Twoim sukcesie, bo jeśli Twój biznes będzie się "kręcił", to będziesz do nas wracać po kolejne publikacje, które jeszcze bardziej pomogą Ci w osiąganiu wymarzonego sukcesu. Klasyczna sytuacja Win-Win, w której wszyscy wygrywają.
Dajemy Ci 25 złotych do wykorzystania. Wystarczy, że wybierzesz minimum 3 książki z 6 poniższych bestsellerowych publikacji dla przedsiębiorców. Kod jest ważny tylko dla pierwszych 1000 osób (stąd 25 tys. zł, które przekazujemy - obniżamy swój zysk, aby nasi Czytelnicy mogli na tym skorzystać), do piątku, 17 kwietnia 2009.
============================================================
> > TWÓJ KOD (wartość 25 zł): pg2Gpgxw
============================================================
(kod rabatowy należy podać w koszyku, podczas składania zamówienia. Uwaga. Kod ważny do 17 kwietnia 2009, lub do wyczerpania limitu kuponów - 1000 sztuk)
============================================================
Oto 6 książek, które każdemu przedsiębiorcy zagwarantują wartościową porcję wiedzy. Dzięki niej, zamiast powtarzać te same czynności jak dziecko, dowiesz się, jak łatwiej i szybciej osiągnąć upragniony sukces. Wybraliśmy je starannie, aby pokazać, jaka wiedza była źródłem sukcesu Złotych Myśli, abyś mógł ją także wykorzystać.
-
Potrzeba wiele sił i energii, by pokonać wszystkie przeszkody, jakie stoją na drodze do Twojego sukcesu. Każdy przedsiębiorca zmaga się nie tylko z dostawcami, klientami i współpracownikami, lecz przede wszystkim z sobą samym, ze swoimi przyzwyczajeniami i ograniczeniami. Z tej książki dowiesz się, jak zmienić swoje życie i sprawić, aby wreszcie spełniło się to, o czym marzysz.
Ta książka da Ci motywację do ZMIAN. Wejdź tutaj: Czas Na Zmiany
-
> > #2 Ja i cele
Na nic największa nawet motywacja, gdy masz problem z realizacją swoich celów i zamierzeń. To działanie przybliża Cię do sukcesu, nie tylko rozmyślanie o nim. Jeżeli masz problem z odkładaniem ważnych spraw na później, a potem o nich zapominasz bądź je zaniedbujesz - porady zawarte w tej publikacji są właśnie dla Ciebie.
Wejdź tutaj: Ja i cele
-
Ta publikacja pokaże Ci marketing tak prosty i skuteczny, że zaczniesz żałować, iż wcześniej nikt Ci o tym nie powiedział. Wiesz, nawet najlepszy pomysł nie przyniesie Ci zysków bez dobrego marketingu. Porady Joego Vitale'a są tak samo skuteczne w Internecie, jak i w realnym świecie walki o zyski. Nie wymagają wielkich nakładów finansowych, a każda technika jest dobrze opisana.
Wejdź tutaj: Hipnotyczny Marketing
-
Rozwój każdej firmy może przebiegać na 2 sposoby. Pierwszy z nich, najbardziej popularny, to przypadkowe działania. Jedne okazują się skuteczne, inne nie i jakoś firma funkcjonuje. Drugi sposób to planowy, strategiczny rozwój firmy. Wszystkie działania skoncentrowane są na wybranym celu i dzięki temu funkcjonowanie przedsiębiorstwa jest mniej kosztowne i o wiele efektywniejsze. Ta publikacja pokaże ci dosłownie krok po kroku, jak wdrożyć prosty plan, gwarantujący szybki i stały rozwój firmy.
-
Nie ma zysków bez sprzedaży, prawda? Im skuteczniejsza sprzedaż, tym bardziej dochodowa firma. Wieloletni praktyk sprzedaży, działający w różnych branżach, pokaże Ci, jak sobie radzić z najtrudniejszym klientem i osiągnąć upragniony cel - dużą sprzedaż.
Wejdź tutaj: Recepta na sprzedaż
-
Dzięki tej publikacji dowiesz się, jak jeszcze skuteczniej i szybciej przekonywać klientów do współpracy z Tobą i zakupu Twoich produktów. Ci, którzy czytali tę książkę, twierdzą, że dała im zupełnie nowe spojrzenie na komunikację z klientami i dała ogromne poczucie pewności siebie. Dzięki niej poznasz sprawdzone i bardzo skuteczne sposoby perswazji.
Wejdź tutaj: Magia Perswazji
-
Możliwe, że nadal podchodzisz do tego sceptycznie. Ale przyznasz, że fakt, iż cały czas czytasz ten mail, to dowód na to, że Złote Myśli dysponują sprawdzoną wiedzą do prowadzenia dochodowego biznesu, prawda? Przykuliśmy Twoją uwagę dość skutecznie, musisz to przyznać.
Być może pomyślisz sobie, że ten zakup możesz odłożyć na później, ale musisz zdawać sobie sprawę i pewnie podświadomie czujesz, że to właśnie Ci, którzy takie decyzje odkładają na później, zostają w tyle, gdy konkurencja dynamicznie się rozwija, szczególnie w czasie kryzysu.
Dlatego też aby zmotywować Cię do działania (bo jest to w naszym wspólnym interesie), ograniczyliśmy mocno dostępność tej oferty do tygodnia i 1000 osób. Mam nadzieję, że wykorzystasz tę okazję.
============================================================
> > TWÓJ KOD (wartość 25 zł): pg2Gpgxw
============================================================
(kod rabatowy należy podać w koszyku, podczas składania zamówienia. Uwaga. Kod ważny do 17 kwietnia 2009, lub do wyczerpania limitu kuponów - 1000 sztuk)============================================================
Pozdrawiam,
Zbyszek Musielak
PS Tylko pierwsze 1000 osób może skorzystać z tej oferty. I to jedynie przez 7 dni, do piątku 17 kwietnia 2009 r. Czy zdążysz zamówić 3 wybrane publikacje, zanim ubiegną Cię inni?
PS2 Oczywiście możesz zamówić więcej niż 3 tytuły. :-)
* * *

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/16-iv-2008-roda-jutro-vartnik.html


środa, 5 listopada 2008

[5 XI 2008] pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi

Pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi
wczoraj posypały się komentarze – wbrew pozorom nie na temat rozstrzygnięcia konkursu aborcyjnego, tylko na temat tekstu dot. wspieractwa. Nie wiedziałem co zrobić, ale w końcu uznałem, że ta wymiana zdań może być ważna także dla innych Czytelników. Odpowiadam na dwa komentarze – miss gender, oraz siusiaka.

MISS GENDER:
"Kolega zaś na to: „Iiiii tam, ja u Ciebie nie klikam, Ty masz za dużo pieniędzy”
"dokładnie to samo myślę i jeszcze nigdy, od kiedy tu zagladam nie kliknelam na nic, te Twoje prośby o kasę są poprostu bezczelne!!!
----------------------------------------------
Miss gender, będę odpowiadał krótko, żeby nie było, że zapodaję masło maślane. Odpowiedź na ten akapit jest lakoniczna – albo nie jestem dość „bezczelny”, albo jesteś zbyt delikatna, albo rzeczywiście wypisuję tu dyrdymały niewarte uwagi, albo masz małą wyobraźnię. Wymienione czynniki mogą współwystępować.

"werki sorki" ale nie oszukujmy się, jesteś osobą zamożną i Twoja postawa jest jak dla mnie poprostu nie na miejscu!! wogole mi przez myśl nie przeszło, żebym ja mogła napisać takie banialuki, choć jestem pewna, że materialnie jestem w gorszej sytuacji niz takie "bananowe dziecko" jak Ty
----------------------------------------------
Po pierwsze – mówmy tu o wyobrażeniach, będziemy bliżsi prawdy. Domyślam się, że Miss Gender nie ma wtyczki w Urzędzie Skarbowym, bo gdyby miała... stwierdziłaby raczej, że jeśli już, to moi Rodzice są zamożni, ja natomiast do tej grupy nie należę. Wręcz przeciwnie, co chyba w tym wieku jest rzeczą normalną.
Po drugie – nie rozumiem sformułowania „bananowe dziecko” i nawet mogę troszkę poudowadniać, że nim nie jestem, co chyba ludzie mnie znający potwierdzą. Czy bananowe dziecko, to ktoś kto w domenie sprzętu muzycznego zatrzymał się na etapie walkmana odziedziczonego po siostrze? Czy jest to ktoś, kto w kinie był ostatnio trzy lata temu, a poprzednio dwa lata wstecz? Czy jest to wreszcie ktoś, kto przez więcej niż połowę swojego życia (dane aktualne) dodzierał ciuchy po siostrze? Dorzućmy więcej – czy jest to ktoś, kto pracowicie oszczędzał od Komunii, podczas gdy jego koledzy kupowali sobie wypasione komputerki, pegasusy, play stationsy, i in.? Czy „bananowym dzieckiem” nazwiemy osobę, która pierwszy komputer dostała pod koniec podstawówki, podczas gdy koledzy mieli pod koniec przedszkola? Czy bananowym dzieckiem jest osoba, która wymienia trzy pary swoich butów najczęściej raz na cztery lata? Choć mógłbym podobne cechy wymieniać w nieskończoność... pokuszę się o tezę tymczasową - jeśli tak zdefiniujemy „bananowe dziecko”, to rzeczywiście jestem „bananowym dzieckiem” z krwi i kości.
Ale bądźmy świadomi, że ta definicja „bananowego dziecka” jest równoznaczna z przeczeniem popularnego znaczenia „bananowego dziecka”.
Po trzecie – co to w ogóle ma do rzeczy? Nie jestem bolszewikiem i nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś ma więcej ode mnie. Więcej – gdy mam okazję, staram się takim osobom pomagać. Jeśli mnie brakuje w jakiejś dziedzinie zdolności albo szczęścia, nie mam nic przeciwko, że komuś ich nie brakuje i jeśli mam okazję mu pomóc, pomagam. W ten sposób np. pomagam rozwijać parę przedsięwzięć moich znajomków. Niech mają jak najwięcej. Tym bardziej jeśli wiem, że są porządnymi ludźmi.

poprostu nie wypada pisac takich rzeczy kiedy sie wie że inni maja nieporównywanie gorzej!
-------------------------------------
ponownie – co to ma do rzeczy? Ponownie także - nie jestem bolszewikiem i nie uważam tego za oczywiste. Nie jestem także psem ogrodnika. Źle jest bowiem, gdy sami nie pomagając nikomu, uniemożliwiamy innym pomaganie... Jeśli nie wspieram np. Fundacji św. Mikołaja, chociażby przez kliknięcie w reklamę (co mnie nic nie kosztuje - mnie reklama interesuje, zapoznaję się z nią, zdobywam wiedzę o ofercie reklamodawcy, a ten kto ją emituje, zdobywa środki na działalność), tym samym uniemożliwiam jej pomaganie innym. Paradoksalnie więc, choć wycieram sobie gębę tymi, którzy mają niporównanie gorzej, działam na ich szkodę.
Zresztą... tym, którzy mają ode mnie gorzej, pomagam jak mogę. No, ale nawet jeśli miss gender pracuje w urzędzie skarbowym, nie dowie się o tym, bo zawsze gubię zaświadczenia o darowiznach i ich nie dołączam.

a argument, że mam Ci płacic za to co piszesz rozbawił mnie maksymalnie!! chyba w główce Ci sie poprzewracało!!
--------------------------------------------
ależ wcale nie musisz płacić – bez względu na to, czy Ci się podoba to, co tu piszę, czy nie. Chciałem zwrócić Ci uwagę na możliwości współtworzenia rzeczywistości, które masz, a które sama przed sobą zamykasz – bądź co bądź, jesteś idealną ilustracją tego, co opisałem wczoraj. Dotyczy to zarówno mojego bloga, jak i tysięcy o niebo poważniejszych inicjatyw.
Ostatecznie zaś – pewnej delikatności. Tak, właśnie delikatności, bo trzeba jej, by np. zdać sobie sprawę z tego, że np. forum internetowe na którym działam – kosztuje. Jeśli założył je mój kolega (mówię np. o wielodzietni.org), to ja wiem, po co są te reklamy. I wiem także, że będzie starał się je prowadzić dopóty, dopóki naprawdę zabraknie mu kasy... wiem, że do tego dokłada, traci na to czas i pieniądze, a to ma dla mnie wartość! I z czystej delikatności robię wszystko, by zwracało mu się jak najwięcej, podsyłam niekiedy jakieś podręczniki marketingowe, staram się każdej potencjalnie zainteresowanej osobie opowiedzieć o forum. On o to rzadko prosi, ale powinien częściej – wykonuje wspaniałą robotę. A ludzie niestety często uważają, że to wszystko nic nie kosztuje i im się należy. To najlepsza droga do zakończenia sprawy. Czy do tego dążą zadowoleni użytkownicy? Nieświadomie, niestety tak.
W związku z tym, albo nie są zadowoleni – wówczas dają jasny sygnał do zamknięcia, bądź jakiejś reformy forum, albo są zadowoleni, tylko brak im pewnej delikatności. Nie ma nic złego w przypomnieniu im o takiej możliwości. Jest to rzecz słuszna i uczciwa.

no, ale Maciek jako osob reprezentująca mentalność "najmadrzejsza baba we wsi" odpisze mi jakies "masło maślane", bo rozmowa z nim to jak "grochem o ścianę";D
------------------------------
abstrahując od tego, jaką mam mentalność, jeśli wygłaszam jakiś pogląd, to robię to dlatego, że żywię przekonanie, że jest słuszny. Słusznej tezy, gdy jest atakowana – broni się, aż do momentu gdy jest obalona.

pozdr,
miss gender:)
-------------------------
miss, Ty się jeszcze nie przedstawiłaś, ale chyba wiem kim jesteś... :)

SIUSIAK:
Czy to cytat ze mnie? Chyba tak :] Paniegrzyzgo, odblokowali konto na googlu? Wyłączyłem adblocka na Pańskiej stronie z ciekawości i znowu są! Jestem nie na czasie. Kiedyś klikałem regularnie, to zablokowali…
------------------------
Nie wywołujmy gugla z lasu. Cytat nie z Kolegi, ale rzeczywiście tego typu teza też padła z owych ust! Jednak w chwili pisania posta, miałem na myśli kogo innego.
Mimo że to chyba cytat ze mnie i mimo, że używam adblocka, nie zgadzam się z Przedmówczynią.
--------------------------
jak widać, nie każdy jest bolszewikiem...
To, czy klikniesz czy nie, powinno zależeć wyłącznie od tego, czy podoba Ci się to, co przeczytałaś/zobaczyłaś na stronie — czy czujesz się odbiorcą usługi, jaką dostarcza Gnycha. Stan kiesy usługodawcy nie powinien tu być czynnikiem (zwłaszcza, że niekoniecznie Twoja wiedza musi być akuratna). Poza tym mowa tu jest o klikaniu, które Cię naprawdę nic nie kosztuje! Trochę czasu być może, ale to są sekundy – jeśli masz czas komentować jakieś blogi, to i na kliknięcie powinno wystarczyć ;)
----------------------------------
Zgadzam się w całej rozciągłości, zaznaczę jeszcze, że reklama, którą widzę, powinna mnie interesować – tak, aby reklamodawca na tym nie tracił (w końcu to on płaci za akcję). Chodzi jedynie o świadomość własnych możliwości.

Co napisawszy wyłączam adblocka na tej stronie i znowu czasem kliknę, jak dawniej. Chociaż ta reklama NEXTO zasłaniająca róg to mnie akurat mocno denerwuje...
-----------------------------------
wywalę tego widgeta, bo już nie działa, poza tym.

Ale. Ale muszę przyznać, że uderzanie w Twoim przypadku w argument braku kasy jest trochę nie na miejscu.
--------------------------------
No... tu też mówmy lepiej o wrażeniu. Poza tym – brak kasy jest relatywny zarówno do kosztów stałych oraz zamierzeń, które się ma. Koszty stałe mam niskie, natomiast zamierzenia duże. Odnoszę więc do tego „brak”, bądź „nadmiar” kasy. Na jedzenie, bilet i gazetę raz w tygodniu starcza, ale czy to powienien być punkt odniesienia?
To samo tyczy się tego cienia pretensji, który można wyczuć w Twej notce.
---------------------------------
To tylko leciutki cień, serio. W tekście poruszałem na przemian kwestie ogólne i szczegółowe, te pierwsze bardziej mnie emocjonują. Naprawdę boli mnie to, gdy widzę, co dzieje się w pro-life'ie. Odchodzą zgorzkniali bardzo porządni, zasłużeni ludzie... każdy chwalił ich działania, prawie nikt nie pomógł. Tak dłużej nie można, to jest nieuczciwe. Takich bohaterów jest setki. Gdyby każdy kiwnął palcem, nie musieliby ponosić takich ofiar, szczególnie że powołany do tego jest każdy. Myślę, że mogłeś odnieść wrażenie, że te emocje wiążą się z blogiem. Mój blog to pikuś, ale też traktuję go poważnie.

Ja rozumiem, że brak w Polsce dobrego amerykańskiego zwyczaju, że proszenie „Donate!” jest czymś naturalnym i spotyka się z hojnym odzewem, jeśli tylko proszący jest pozytywnie oceniany za to co oferuje. Ale zwracam uwagę, że to proszenie jest zawsze pokorne i pozbawione roszczeniowości. Owszem, w trudnej sytuacji można powiedzieć: „Zapłaćcie proszę, żebym mógł dalej prowadzić tego bloga”, ale nigdy: „Jak nie zapłacicie, to przez was będę musiał bloga zamknąć!”.
---------------------------------------------
W USA może i wystarczy pokornie poprosić. W Polsce musisz zbankrutować, by ludzie uznali, że cholercia szkoda, że to przedsięwzięcie upadło. Tak było z OZONem, tak jest z Radiem Józef. Tak jest z polskimi bogatymi katolikami - „Jesteście bogaci, to dawajcie cholera kasiorę, bo my jesteśmy biedni, a cel szczytny, ale na satelitę, duperele, kasę mamy”. Pora się obudzić, generalnie rzecz ujmując.
Sławomir Sierakowski wrócił właśnie z wycieczki po USA, skąd przywiózł walizkę pieniędzy na nowy, lewicowy think-tank. A my sobie zwalajmy ciągle robotę na kilku zapaleńców i pieniądze, które jeszcze mają (z naciskiem na "jeszcze" - bowiem zarówno pieniądze, jak i zapał tych ludzi się kończy). Tak to wygląda po naszej stronie. To jest real, bolesny real, o którym byc może nie każdy wie, bo się nie udziela, wobec czego uznałem za stosowne o tym przypomniec, bądź poinformowac na czym stoimy. Jak to powiedział mój kolega - „W Polsce, dokądkolwiek pójdziesz po naszej stronie – jako działaczy, organizatorów, sponsorów, spotykasz tych samych ludzi”.
Zresztą... o tym, że mam trudniejszą sytuację, pisałem już w lipcu, gdy skończył mi się wyborny kontrakt w firmie, w której pracowałem. Oj, coś nie uważaliście, mister siusiak!
No i mieszkamy w Polsce jednak. Mentalności/zwyczajów ludności Pan nie zmienisz, choćbyś się skichał. Pewnie, próbować można, ale w międzyczasie trzeba się zająć czym innym, co o tej ewentualnej zmiany nie jest uzależnione…
-----------------------------------
oj, gdybym nie robił inaczej, byłoby marnie. Co bynajmniej nie oznacza, że stan średniej marności jest stanem pożądanym.

resume
Jako resume tej długaśnej pisaniny, proponuję opowiastkę. Otóż, rozmawiałem niedawno z prezesem pewnego potężnego stowarzyszenia katolickiego, które potrafi pozyskiwać pieniądze na swoją wspaniałą działalność inaczej, niż obdzierając ze skóry i szantażując moralnie kilku katolickich biznesmenów w okolicy (tak to najczęściej wygląda). Sponsorów stowarzyszenie ma dziesiątki tysięcy. W związku z tym, często padają podobne argumenty do tych powyżej – że każą sobie płacić za działalność, że zmuszają ludzi do dawania kasy, że są nieszlachetni, że nie działają z czystą intencją, etc. Na moje pytanie o to zjawisko, odpowiedział krótko: „Wie Pan, to jest tak. Ci, których nasza działalność nie obchodzi, po prostu nas ignorują. Ci, którzy wiedzą, że robimy dobrze, albo płacą... albo wymyślają niestworzone historie, by uzasadnić to, dlaczego nas nie wspierają.”
Jako rozszerzenie rozważań, polecam jeszcze cytat z Pana Gawriona, jednego z autorów serwisu niepoprawni.pl, który w komentarzu pod moim wczorajszym postem napisał tak:
Wiele rzeczy da się zrobić wspólnymi siłami i nakładem wolnego czasu i odrobiny chęci. Są jednak takie, które wymagają pewnych nakładów finansowych - taki już jest ten świat.
Poruszył Pan istotny problem, charakterystyczny dla przedsięwzięć organizowanych przez ludzi uczciwych, z jakąś konkretną misją wybiegającą dalej niż dbanie o swoje cztery litery. Jako że zasadniczo dzisiejszy świat kręci się wokół pieniądza i osobistych korzyści. Jako że każdy stara się jak najwięcej wyrwać dla siebie nie patrząc na innych, wszelkie rzeczy związane z zarabianiem (obojętnie czy o charakterze profit czy non-profit) ludzie tacy wolą omijać by nie stworzyć pozorów oszustwa i nie narazić swojej wiarygodności. Nie ma bowiem nic bardziej wiarygodnego od bezinteresownej rady czy pomocy. Takie przewrażliwienie nie jest pozbawione logicznego uzasadnienia. Z drugiej strony nic na tym świecie nie ma za darmo i człowiek uczciwy, filantrop, nie może liczyć na wzajemność pazernego świata - kasa musi być i się przydaje.. Inny problem to możliwość konkurowania z głosem fałszu, za którym stoją spore nakłady finansowe.. Bezinteresowność niewspomagana finansowo nie stworzy zauważalnej przeciwwagi głosu prawdy dla wielkich koncernów medialnych patrzących na zysk.. Trzeba się wspierać - popieram;)


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-1-poniedziaek-zaczyna-si.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-2-poniedziaek-koczy-si.html

myśl na dziś
Jezus pozostał w Hostii Świętej dla nas! Chciał być u naszego boku, aby nas wspierać, aby nami kierować. — A za miłość odpłaca się jedynie miłością. Dlaczego nie mamy iść codziennie przed Tabernakulum, chociażby tylko na parę minut, żeby Mu wyrazić nasze pozdrowienie i naszą miłość jako Jego dzieci i bracia?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 686


poniedziałek, 13 października 2008

[13 X 2008] poniedziałek, bł. Honorata Koźmińskiego

gdzie byłem, gdy mnie nie było?
Jak widać, ostatni post został opublikowany w czwartek. Nie wspominam o Pogadankach Inwestorskich, z których ostatnia powstała dawno, a tę planowaną na przedpoprzedni weekend wciąż tworzę, nie wyszedłszy od czasu podróży na opycino-zmówiny u Oleńki z etapu konspektu.
Cóż się takiego wydarza? Ano, ma pangrzyzga bardzo dużo do roboty – moc zajęć zarówno na Politechnice, jak i Uniwersytecie, a obok nich jeszcze parę pobocznych zajęć związanych nie tyle z samym sobą, co bliźnimi. Powiem krótko – granicę przeciążenia mam na wyciągnięcie palca, mam nadzieję, że w sesji nie okaże się, że ją przekroczyłem. Czytelnicy niech się już o to modlitewnie postarają. O!

jesienna deprecha
No, ale gdzie byłem w ostatni weekend? Otóż, na Kongresie Konserwatywnym w Krakowie. Jak było? Ależ, nie będę się publicznie dzielił wrażeniami, skoro sam Kongres nie był publicznie rozgłaszany, muszę jeno napisać, że jesienny Kraków – o dziwo – wprawił mnie w melancholię. Oczywiście nie jest to wina samego Krakowa, ale trzeba przyznać, że pangruszka wrócił w marnej kondycji, którą zmienia do dziś. Jesienna deprecha?
Przy okazji – pozdrawiam marsz. Marka Jurka oraz prof. Legutkę, który – jak już wspomniałem po lekturze wywiadu z nim po publikacji „Eseju o duszy polskiej” - albo czyta tego bloga, albo jest żywym dowodem na to, że można niezależnie, z różnym bagażem życiowym dojść do tych samych wniosków obserwując różne części jednego społeczeństwa!

normalni, czy wielodzietni?
Na pewno już o tym pisałem na blogu, ale powtórzę. Przymiotnika „normalny” używamy w dwojakim znaczeniu: statystycznym i normatywnym. Czy bycie cudzołożnikiem jest normalne? W sensie statystycznym jak najbardziej, w sensie normatywnym – wręcz przeciwnie. Ot, dla przykładu.
W tym kontekście proponuję na nowo przemyśleć kwestię rodziny. Co jest normalne w jakim sensie? Żeby nie przeciągać rozważań, powiem krótko – w sensie statystycznym wielodzietność to kuriozum, zaś w sensie normatywnym – absolutna normalka. Ciągnąc sprawę dalej – w tym samym duchu udzielmy odpowiedzi na pytanie – który model jest patologiczny? Ano, właśnie...
Oliwka atakuje
kontynuuję sprawy rodzinne – i wracam do kwestii podróżniczych, gdyż poniższe dwie subnotki będą inspirowane podróżami.
W czerwcu b.r. jechałem do Oleńki pociągiem. W przedziale siedziała kilkuletnia Oliwka z rodzicami (chyba już kiedyś o niej wspominałem – to ta, która wygarnęła mamie to, że najpierw na nią krzyczy, a potem płacze, że nie może mieć więcej dzieci). Wariowała, figlowała, wchodziła mi na kolana – wulkan energii. Wcielała się przy tym w różne postacie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie były to jakieś zmanierowane telewizyjne księżniczki, coś między Isaurą, a Milagros ze „Zbuntowanego anioła”, albo i Brook z „Mody na sukces”. Sytuacja, w której dla małej dziewczynki wzorem są – nie bójmy użyć się tego słowa – dziwki... nie należy do pożądanych. Tym bardziej, im bardziej wczuwa się w te role i nimi przejmuje.
Jednym słowem – telewizor plus dziecko równa się kłopoty.

Bluźnierstwo w filmach
natomiast, gdy jechałem do Frankfurtu, prócz sytuacji z młodymi Rosjanami i panem w dresie, miałem także przegląd współczesnego amerykańskiego filmotwórstwa. Byłem po prostu zniesmaczony chamstwem żartów, seksualnych sugestii – i rzecz jasna przytyków natury religijnej.
Te filmy są naprawdę beznadziejne – więc albo czytam, albo po prostu zamykam oczy, co zaleca Oleńka, by mi odpoczęły. O!
Chociaż... powinienem raczej powiedzieć kierowcom: „Panowie, do ciężkiej cholery, te głupoty oglądają w autokarze dzieci... Puszczają Panowie takie coś u siebie w domu?”.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/zblia-si-dzie-papieski.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/przedwieczr-sobotni.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/pno-ju-pno.html

myśl na dziś
Gdybyśmy jako chrześcijanie żyli prawdziwie zgodnie z naszą wiarą, nastąpiłaby największa rewolucja wszystkich czasów... Skuteczność współodkupienia zależy także od każdego z nas! — Pomyśl nad tym.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 945


środa, 8 października 2008

[8 X 2008] wtorek - świat już się zawalił?

sesyje
dziś bohaterska sesja na warszawskiej giełdzie. Udało się odrobić straty z otwarcia (które zresztą miało miejsce w niezwykle trudnych warunkach - Japonia sypnęła do pieca 9% w dół, USA zamknęły się średnio -5%) - przy podwyższonych obrotach! Jest to światełko nadziei na to, że dołek mamy tuż, tuż (pytanie tylko, czy jest to dołek absolutny).
Ciekawym przypominam o prognozie Wojciecha Białka z SEB TFI, który odkrył, że krachy i odbicia najczęściej mają miejsce w środku października...
Dzisiejsza sesja w USA też napawa optymizmem!
bądźcie jak dzieci
wbrew pozorom, to o czym mówi Pan Jezus w Mt 18,3 nie odnosi się do jakiegoś zdziecinnienia, albo ogłupienia, tylko raczej do definicji z Ps 131, gdzie dziecko, to miły bobasek, którego nakarmiono i odstawiono od piersi matki. Bądźcie jak dzieci, znaczyłoby zatem przede wszystkim Bądźcie ufni.
Przypomniała mi się ta myśl zapisana podczas lektury Psalmów tego roku w Kleinheubach. Zachęcam do lektury Pisma Świętego - rzecz jasna!
Przy okazji - proszę o modlitwę za nowo narodzone dziecko mojego brata ciotecznego, które podłapało zapalenie płuc, lub inne choróbsko tego rodzaju.
kobiety uciekają do islamu
tymczasem niemieckie niewiasty uciekają do islamistów. Gdzieś czytałem artykuł o tym, że choć psy się wiesza na Islamie i jego stosunku do kobiet, to muzułmanie w kwestiach Amora są popularni. Dlaczego? Nie jest to trudne do odgadnięcia - są poważni, zdyscyplinowani, mają kręgosłup moralny. W przeciwieństwie do zblazowanych Niemiaszków, którym w głowach tylko pornosy, piwo i łatwa robótka. Zniewieściali faceci... A kobieta, cokolwiek miałaby na ustach - szuka bezpieczeństwa i mężczyzny. Choćby bajkopisarze z wydziałów humanistycznych zadkretowali, że jest inaczej!
Czy ten sam element pojawił się w historii Simona Mola, którego stan ponoć uległ ostatnio pogorszeniu? Myślę, że nie. Ale mogę się mylić.
przypominamy...
o ustawianiu stałych zleceń i doładowywaniu telefonów przez mBank. Gnyszkoblog needs your help!
ogłoszenia drobne
Poszukuje się menedżera do poprowadzenia fyrmy na pół roku w zamian za niemal 100% udziału w zyskach. Szef bierze urlop. Zgłoszenia proszę prywatnie.
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/przedwieczr-po-zajciach-przed-zajciami.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/10/8-x-2008-wtorek-wiat-ju-si-zawali.html
myśl na dziś
Może cię przerazi to słowo: medytacja. — Przypomina ci książki w czarnych i starych okładkach, szmer westchnień lub modłów jak rutynowe śpiewki... Ale to nie jest medytacja. Medytować oznacza rozważać, kontemplować, że Bóg jest Twoim Ojcem, a ty Jego dzieckiem, które potrzebuje pomocy; a potem dziękować mu za to, czego ci już użyczył i za wszystko, co ci jeszcze da.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 661


czwartek, 17 lipca 2008

[17 VII 2008] czwartek - TokFM rzundzi

jak to Panie z temi dziećmi?
usłyszałem dziś w pewnej stacji radiowej, pierwszej informacyjnej, która - jak informują słuchacze na gronie jej słuchaczy - pomaga ukształtować światopogląd, i dowiedziałem się o oburzającej historii pewnego małżeństwa, którą opisał także Fakt, która polega na tym, że mąż dźgnął nożem żonę w brzemienne łono, tzn. w brzuch, który od ośmiu miesięcy zamieszkały był przez nienarodzone dziecko. Dobrze słyszycie, drodzy Czytelnicy, w wiadomościach padło pojęcie nienarodzone dziecko... Pangruszka poczuł się jak w Iranie.
Ja chciałem bardzo zaprotestować w imieniu tych P.T. Czytelników, którzy poili mnie pogróżkami i mailami pełnymi tolerancyjnych przekleństw - zaprotestować przeciw temu mianowicie, by z Pierwszego Radia Informacyjnego robić jakąś wyznaniową rozgłośnię! Przecież to granda... Jeszcze parę tygodni temu była mowa o ciąży, o płodach, a teraz o jakichś dzieciach nienarodzonych! Skandal i iranizacja Polski, ot co!
Przecież jest to najwyraźniej niechciana ciąża, skoro ojciec się na nią targa, apeluję więc do minister Kopaczowej, znanej m.in. jako Herod Roku 2008 o umożliwienie humanitarnej aborcji owemu małżeństwu, które zrozpaczone musi uciekać się do tak radykalnych kroków, jak przekłuwanie brzucha nożem...
Choć ten tok rozumowania wielu może wydać się zadziwiający, zapewniam, że niedługo będzie obowiązujący - i dziwię się Federacji, albo Napierniczakowi z PZPR, że tematu nie podchwycili - wspaniały casus na forsowanie np. prawa do aborcji przez częściowe urodzenie... Są chyba bardziej zajęci ustawą medialną i ewentualnymi stołkami.
Grecja...
tymczasem w Grecji, na jednej z wysp, zorganizowano konkurs dla par wakacyjnych w ocieraniu się aparatem szczękowym o męskie genitalia i pochłanianiu tamtejszych wydzielin. Całe kuriozum nagrano, a policja aresztowało dziewięć damiątek z Grejt Brytyn, które wzięły udział w konkursie. Nie wiem co z właścicielami gwizdków, o które się ocierały. Sprawa jest ohydna i obrazuje stopień zeszmacenia dzisiejszego świata...
Na forum parkietu wielkie podniecenie, w dziale dyskusji o akcjach zdjęć wklejanie i taki cytat: A ja tam uważam, że lepsze takie dziewczyny, niż te *** co siedzą w kościele. Jednym słowem - wolę dziwki, niż damy, które zachowały chwałę dziewictwa. Cóż powiedzieć... zapytałem jegomościa, czy jego ojciec kierował się podobnym kluczem przy wyborze żony, ale administrator w porę (na moją zresztą prośbę) skasował wątek i nie zdążyłem doczytać, co adwersarz odpisał... a szkoda!
idzie Grześ przez wieś
z serii - życie budowlane!
Kierownik potrzebuje kilkuset stempli, koron, i innych elementów do szalunku. Dzwoni do Pana Grzesia, który dostarcza ww. elementy.
- Dzień dobry panie Grześ! XYZ z tej strony.
- (...)
- No, słuchaj pan, panie Grześ! Idzie Grześ przez wieś... ej, zaraz co ja miałem powiedzieć?
- (...)
czy da się dzwonić z kalkulatora?
zanim jednak Kierownik dodzwonił się do Pana Grzesia, wykręcił numer na kalkulatorze, przyłożył do ucha i czekał na połączenie...
- Co jest? Dlaczego nie dzwoni? Aaaa! Bo z tego się nie dzwoni! Dlaczegoś mi pan nie powiedział?
Powiem krótko - na budowie większy ubaw mam, niż w wojsku.
plany urlopowe
są takie, że jutro napiszę ostatnią przedurlopową notkię. Kolejne - nieregularnie. Będzie to pierwszy poważny urlop od bloggowania od czasów rozpoczęcia, 5 października 2007. Do tego czasu wystukaliśmy razem 451 postów i odwiedzono nas ponad 30000 razy! Nowi Czytelnicy - zapraszam do archiwum!
myśl na dziś
Nadszedł dla nas dzień zbawienia, wieczności. Raz jeszcze dają się słyszeć nawoływania Boskiego Pasterza, te serdeczne słowa: vocavi te nomine tuo – wezwałem cię po imieniu. Jak matka nasza, On wzywa nas po imieniu. Co więcej: w Jego brzmieniu serdecznym, zdrobniałym, jak w rodzinie. Wzywa właśnie tam, w głębi duszy, i należy mu odpowiedzieć: ecce ego, quia vocasti me – Oto jestem, ponieważ mnie wołałeś. Jestem zdecydowany, by tym razem czas nie upłynął niczym woda po rzecznych kamieniach, nie pozostawiając śladu.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 7

niedziela, 1 czerwca 2008

[1 VI 2008] niedziela, Dzień Dziecka, Święto Dziękczynienia

dziś
dziś Dzień Dziecka, więc polecam wyborny artykuł pewnej Serbki na temat dzieci (można znaleźć w najnowszym numerze Frondy - nr 46 www.fronda.pl).



myśl na dziś

Św. Józef, Ojciec Chrystusa, jest zarazem twoim Ojcem i Panem. — Uciekaj się do niego.

św. Josemaria Escriva, Droga, nr 559

sobota, 31 maja 2008

[31 V 2008] sobota, święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Oliwka
pamiętacie, jak jechałem na Boże Ciało do Oleńki? Jechałem w pociągu z małą Oliwką i jej rodzicami. Oliwka szalała, gadała i rajcowała jak najęta. Jej rodzice byli zwyczajnymi ludźmi z blokowiska, rozwinięci tak, jak blokowisko i praca w agencji reklamowej na to pozwalają... Bardzo młodzi zresztą, ojciec po trzydiestce, mama wyraźnie młodsza. Dresiki, stringi, te sprawy.
Oliwka w końcu przegięła pałę i mamę trafił szlag, wobec czego Oliwkę skrzyczała. Oliwka ucichła, zmarszczyła brwiczki... pomyślała, przekręciła główkę... i po cichu, z wyrzutem powiedziała mamie: Teraz to krzyczysz, a potem płaczesz, że nie możesz mieć dziecka!
Panagruszkę ścięło z nóg. Matkę też. Pobladła, poczerwieniała... Ciąg dalszy można sobie wyobrazić.
św. Joachim
dziś w panagruszkowym kalendarzu Dzień Maryjny, w związku z czym, poczytał kolejne rozdziały Życia Najświętszej Maryi Panny wg Anny Katarzyny Emmerich. Oto co przeczytał o dziadku Matki Bożej:
W tym samym czasie również Joachim, doglądając swojej trzody na górze Hermon, zanosił do Boga nieustanne modły. Kiedy patrzył na baranki, z radosnym beczeniem skaczące wokół swych matek, smucił się, że nie ma dzieci, wszelako nie wyjawiał pasterzom przyczyny swego smutku.
Anna Katarzyna Emmerich, Życie Najświętszej Maryi Panny, Poznań 2004, s. 37
zapraszam, zapraszam
Zapraszam na POGADANKI INWESTORSKIE - druga już gotowa!
myśl na dziś
Zwróć swe oczy ku Najświętszej Maryi Pannie i patrz, jak żyje cnotą lojalności. Kiedy Jej potrzebuje Elżbieta — powiada Ewangelia — przybywa cum festinatione, z radosnym pośpiechem. Ucz się!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 371

niedziela, 9 grudnia 2007

[9 XII 2007] 2. Niedziela Adwentu i jej druga częśc - druga świeczka się pali!

co by tu napisać?
ach moi mili, co by Wam tu dziś napisać? Ciężko będzie coś z siebie wydusić z wielu względów - bo to już druga niedziela Adwentu, zbliżają się rekolekcje, pangrzyzga wczoraj był u spowiedzi - jednym słowem, zamiast dawać upust dusznym melodiom, należy je uporządkować, przedumać i odpowiedzieć na wołanie św. Jana Chrzciciela. Z tego też względu, niewykluczone że w najbliższych dniach tematyka bloga będzie nieco bardziej zawężona a i objętość skromniejsza. To się jednak okaże. Póki co - proszę o modlitwę za moje rekolekcje, od przyszłego piątku (to oznacza, że w czasie piątek-sobota nie będzie czego czytać prócz archiwum, no i linków reklamowych przed kliknięciem...).

ympreza
jak już napisałem powyżej i poniżej - przyjęcie w Weidenau było przednie. Miałem okazję poznać tutejszych numerariuszy, supernumerariuszy i w ogóle rodziny jakośkolwiek związane z Dziełem. Wspaniali ludzie, wspaniałe rodziny, dzieci co nie miara - duże, małe, ssące, same jedzące i jeszcze starsze. Aż się pangruszka rozmarzył i pomyślał o swoich, których jeszcze nawet nie zna. Kto wie co tam Pan Bóg zgotował.
Ale i inna myśl przyszła. Poznałem między innymi niejakiego Maćka i Żonę tegoż oraz dwie córki. Tak się złożyło, że Maciek czytał na opusdei.pl ten wywiad ze mną, w ten sposób ze zdziwieniem szybko zmiarkował o kim mowa, gdy Bernd opowiadał mu, że mają tu jednego studenta z Polski. Ale nie o tym ma być mowa. Tak więc poznaliśmy się w końcu, znając się dotąd jedynie wirtualnie. I tak sobie pangrzyzga pomyślał, że zazdrości Mackowi - nie musi się już użerać z profesorami, dziecinnymi studenciakami, mając żonę przy boku a dzieci często dosłownie na szyi. No, ale pomiarkowałem się szybko i myślę - dobra, paniegruszko, rób pan swoje, spełniaj obowiązki studenckiego stanu, a do dbania o rodzinę już się przygotowuj.

co ma ciastko do Lexusa i rynku kapitałowego?
Za tym przyszła inna myśl - już bardziej przyziemna - że powinien pangruszka, jeśli ma teraz okazję (a ma), zająć się także bytem swojej rodziny. Nie tylko szczwane inwestycje na rynku kapitałowym, nie tylko wzrost gospodarczy przekładający się na większe zyski firm i ich akcjonariuszy, nie tylko wyłudzanie stypendium naukowego śmieszną średnią, nie tylko jakieś tam Padoplany, Multimedie, Pogotowia... no właśnie. Trzeba czymś jeździć! Już wasza w tym głowa, moi drodzy, los mojej przyszłej rodziny w Waszych rękach - jeśli nie Lexus, mogę najwyżej kupić jakieś inne pierdzikółko...

polecamy, polecamy
W tym tygodniu, jeśli chodzi o instytucje, polecam przyjrzenie się działalności Fundacji św. Mikołaja - założonej i prowadzonej przez dra Dariusza Karłowicza.
Chłopaki i dziewczyny z Fundacji przeprowadzili i prowadzą tyle akcji, że nie policzyłbym w pamięci, wobec czego polecam obejrzeć na stronie. Kampanie społeczne od Mamy w pracy, przez popularyzację rodzinnych domów dziecka, po kampanię na rzecz kombatantów. Fundacja stoi po właściwej stronie barykady, walcząc o obecność wartości chrześcijańskich w sferze społecznej. Nie można chyba nie podziwiać skuteczności i atrakcyjności akcji organizowanych przez Fundację.
Sam zaś Karłowicz - wyborny eseista i filozof katolicki, a do tego szacher-macher marketingu TU Allianz - ot taki człowiek orkiestra, który z wdziękiem baletnicy potrafi publicznie zniszczyć swoim intelektem adwersarza pomachując przy tym nóżką, uśmiechem swoim zdobyć sympatię Oleńki, a potem zajmować się sprawami rodzinnych domów dziecka, tworzyć wspaniałą Teologię polityczną, i tak dalej - bez końca. Więcej takich panów Karłowiczów.

myśl na dziś
By zbliżyć się do Boga, by wznosić się ku Bogu, potrzebujesz silnych i szlachetnych skrzydeł Modlitwy i Pokuty.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 431

niedziela, 25 listopada 2007

[25 XI 2007] Niedziela cz. 2 - Uroczystośc Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

monachijskie osesy
wczoraj miałem dzień spotkań z oseskami. Najpierw w drodze do Polskiej Misji Katolickiej, w metrze podziwiałem jak jeden osesek jest karmiony piersią przez mamę, a uważnie lustrowany okiem taty i siedzącego obok taty pana emeryta, który z radości nie mógł usiedzieć na miejscu i dwoił się i troił by zrobić jak najgłupszą minę do małego. Zadziwiająca nota bene jest wielka solidarność tych i cicha wspólnota tych, którzy ziemię opuszczają schodząc w jej głąb z tymi, którzy dopiero na niej stanęli. Solidarność tych, którzy wymknęli się eutanazji, z tymi którzy prześliznęli się przez kleszcze aborcji.
Wracając do małego poczochranego i różowego - jadł sobie jak najęty, aż postanowił uczcić koniec piersiowego posiłku gromkim prukiem spod pieluchy, co wszyscy - na czele ze wspomnianym starszym panem - przyjęli z wielkim podziwem i radością. Będzie artylerzystą - pomyślał pangruszka i opuścił metro na stacji Universitaet.
Po drodze do Misji zrobiłem niezbędne zakupy na wieczorną kolację, niedzielne popołudnie i popędziłem do kaplicy. W kaplicy ciemno, choć oko wykol, świeci się tylko lampka przy tabernakulum i rama obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Pan Jezus w tabernakulum, ja w ławce... i aż chciało się podejść i - wzorem Małej Arabki - zapukać do tabernakulum i powiedzieć Dzień dobry Panie Jezu! Dość długa adoracja, zanim przyszedł mój monachijski spowiednik, potem spowiedź, Msza Święta, a podczas niej także spotkanie z drugi osesem. Tym razem miałem przyjemność siedzieć w ławce za mamą i babcią pewnego polsko-tureckiego osesa, który namiętnie pokazywał mi różowy język i robił ryjki różnego sortu. Czaszka mu się jeszcze do końca nie zrosła i nie miał jeszcze porządnej potylicy, ale spoko - trochę się zakolegowaliśmy. Jeśli prawdą jest, że dzieci w tym wieku mają palce jak paróweczki, by posłużyć się określeniem pewnej osobistości, to ja mam palce jak marchewki, albo kiełbasa krakowska.

Prałat i Papież
to, że Msza Święta jest czasem łaski - wiedzą wszyscy. Toć i ja sam wiele razy tego doświadczyłem, gdy przy okazji uczestnictwa we Mszy, okazywało się że wpadłem na genialny pomysł, albo niechcący rozwiązałem zadanie z matematyki albo fizyki. Wczoraj jednak Duch Święty pobił rekord wszechczasów!
Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby gdyby Prałat Opus Dei pisał listy do wiernych co tydzień, zamiast co miesiąc, bo tak długo trzeba na nie czekać... i pomyślałem sobie, że przecież mógłby codziennie - w formie bloga! Super, co? Wrzucić jeszcze na bloga reklamy Google'a, parę milion odsłon i klików dziennie... Ho ho! Google by się nie wypłacił. Albo jeszcze lepiej - czy nikt nie mówił Papieżowi, żeby prowadził bloga? Przecież sto milionów miliardów odsłon dziennie murowane, a gdyby jeszcze opatrzyć bloga reklamami... Ho ho ho ho! Lexus co minutę!

bambuko do kwadratu
znowu mnie zrobili w bambuko - taki już los. Tym razem okazało się, że na papierach, które wypełniłem na Politechnice stoi napisane, że w Monachium przebywać mam zamiar od 23... października 2007! Co z tego? Nic, prócz tego, że zamiast dostać x złotych, dostanę ich jedynie 0,6x - bo z papierów wynika krótszy okres pobytu. Muszę się teraz odwoływać do Szefowej Wszystkich Szefowych z PW od wymian międzynarodowych, żeby raczyła uznać, że jeśli przyjechałem do Monachium 29 września, 1 października podpisałem umowę wynajmu mieszkania, 2 października kupiłem kartę telefoniczną i podpisałem umowę z Deutsche Telekom, tegoż dnia zameldowałem się i otworzyłem konto w banku na Sendlinger Tor, to oznacza to, że w smutnym bawarskim mieście siedzę znacznie dłużej, niż to wynika z papierka. Zdrowaśkę poproszę w tej intencji, bo nie uśmiecha mi się tłumaczenie wyższości rzeczywistości nad błędami pisarskimi oraz funkcji i istoty grantów na wyjazdy zagraniczne.

spowiedź - szczoty ryżowe w ruch!
jako się rzekło - w sobotę byłem u spowiedzi w ramach planu regularnego przystępowania do tego cudownego sakramentu. Wiem, że to nie przypadek, ale muszę przyznać, że trafiłem w Monachium na wybornego spowiednika, świętego kapłana. Po czym poznać świętego? Po tym, że gdy zaczynamy z nim obcować, czujemy że jego osoba zabiera nas do cudownego, spokojnego świata, o którym marzymy od zawsze.
Jeszcze co do spowiedzi - nie wyobrażam sobie jak można się nie spowiadać. Pomijając kwestię formacji sumienia (właśnie formacji - tj. kształtowania głosu wewnętrznego tak, by nie pomylić głosu posłańca [patrz wczorajsza myśl na dziś] z innymi poruszeniami duszy), trzeba stwierdzić, że ze spowiedzią jest podobnie jak z kąpielą. Owszem, jakiś tam sanepid pewnie wydał broszurkę że warto się umyć raz w roku minimum, ale nikt normalny tak nie robi - każdy szoruje ciałko raz na dobę lub dwie. Ktoś, kto myje się raz na rok, inaczej podchodzi do drobnych zabrudzeń, nie sprawia mu problemy włażenie w kałuże albo siadanie na psiej kupie (bo i tak jest brudny), zupełnie nie zajmuje go problem tego, co czują ludzie gdy przechodzi obok... Zupełnie podobnie z tymi dorocznymi pokutnikami. Ani toto się porządnie nie wyspowiada, bo opowiedzieć drobiazgowo cały rok w dwie minuty jest ciężko, ani postanowienia poprawy nie podejmie (bo co to tak właściwie jest, skoro u spowiedzi było się raptem parę razy w życiu?), ani nic... A poza tym - gdzie świadomość tego, że każdy grzech to policzek wymierzony Panu Bogu? Gdzie miłość do Umęczonego Pana Jezusa. Nie ma.

Trybunał Konstytucyjny i Karta Praw Podstawowych, czyli co ma piernik do wiatraka?
mówi mi tu z telewizora albo z gazety jakiś miglanc jeden z drugim, że Karta Praw Podstawowych nie zawiera explicite stwierdzenia na temat tzw. małżeństw homoseksualnych, i innych godnych pomysłów. No to ja - siedząc w norze na Helene-Mayer-Ring, pod krawatem, w koszuly niedzielnej i sweterku pięknym wzorzystym, mówię tak: Kochany miglancu jeden z drugim, co ty raczysz pitolić? Jeżeli w Polsce Trybunał Konstytucyjny (przez niektórych zwany niewybrednie Prostytucyjnym...) zdołał uwalić ustawę lustracyjną powołaniem się na fragment Konstytucji, mówiący o tym, że Rzeczpospolita wciela w życie zasady sprawiedliwości społecznej, to niby dlaczego Europejski Trybunał Sprawiedliwości, albo inna agenda Unii Europejskiej mającej po uchwaleniu w Lizbonie 13 XII 2007 Traktatu Reformującego (mam nadzieję, że tego dziadostwa jednak nie podpiszą) osobowość prawną, to co właśnie stoi na przeszkodzie by wspomniane europejskie urzędasy i miglance nie orzekły iż zgodnie z europejskim ustawodawstwem, np. Kartą Praw Podstawowych, która mówi o szerokiej definicji rodziny, zakazie dyskryminacji ze względu na cokolwiek, a już na pewno orientację religijną, zabrania się: nieudzielania homoseksualistom ślubów w kościołach, nauczania że homoseksualizm jest grzechem, że orzeka się iż aborcja jest prawem człowieka a za jej odmowę dostaje się 10 lat więzienia, a państwa członkowskie mają obowiązek refundować spirale wewnątrzmaciczne i piguły wczesnoporonne. Co stoi na przeszkodzie? Po uchwaleniu Karty Praw Podstawowych zupełnie nic, oprócz dobrej woli prawników i urzędasów.
Po tym, jak Rocco Butiglionemu odmówiono prawa bycia komisarzem UE ze względu na jego katolicyzm, po tym jak w rezolucji Parlamentu Europejskiego uznano homofobię (?) za chorobę psychiczną... wszystko jest możliwe.
Ale co tam - jakoś to będzie! Zrobią nam Paradę Schumanna na Krakowskim, rozdadzą niebieskie baloniki, Wyborcza rąbnie dodatek o wspaniałej Unii Europejskiej, Tusk z Kwaśniewskim pobredzą coś o historycznej szansie, Geremek wezwie do rozsądku, i każdy już wie że to wstyd być przeciwko. Że to tylko Giertychy i Rydzyki są przeciw.

sejmowo-jezusowe królowanie
dziś Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - byłem rano w Damenstiftskirche... Chyba nie muszę opowiadać o cudownościach podczas Mszy Świętej. Kto nie był na Mszy Trydenckiej, niech szybko na nią pospieszy, a jeśli jest z Warszawy, niech poczeka aż wrócę, to razem pójdziemy do św. Benona na Starym Mieście. Wszedłem gdy ksiądz z ministrantami byli w połowie okrążenia na Asperges, gdy wchodziłem do kruchty, akurat wyszli mi naprzeciw.
Ale nie o tym miała być mowa. Żyjemy w czasach ciągłej walki rewolucji z kontrrewolucją moi mili, gdzie wciąż trzeba podejmowac wysiłki o rechrystianizację świata, ze sferą publiczną włącznie. W tym kontekście z radością przyjąłem swego czasu inicjatywę kilku posłów o podjęciu uchwały nadającej Panu Jezusowi tytuł Króla Polski. Inni natomiast podjęli rytualne oburzenie, które - od chwili gdy PiS wygrało wybory pamiętnej jesieni 2005 roku - jak odruch bezwarunkowy pojawiało się na twarzach na sam dźwięk słów PiS proponuje..., albo Kaczyński powiedział.... No, ale co w tym złego, skoro Sejm I Rzeczpospolitej podejmował podobne uchwały, Matkę Bożą powołał na polski tron, paru innych świętych uczynił patronami Polski. Ano, to w tym złego, że bladego pojęcia nie mamy o I Rzeczpospolitej i wielkości dziedzictwa, które za sobą niesie - dlatego też wolimy naśladować dupokrację PRLu, niż sarmacki parlamentaryzm. W tym kontekście raz jeszcze polecam tekst prof. Nowaka - http://chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc
Zaś co do genezy samej uroczystości - http://www.piotrskarga.pl/ps,933,3,0,1,I,informacje.html

co ja muszę?
zdałem dziś sobie sprawę - w ramach sukcesywnego zdawania sobie sprawy z rzeczy dla katolika oczywistych, mimo to zupełnie nie znanych przez to, że katolik nie żyje w katolickiej kulturze - mianowicie, że jako rodzic, mam przede wszystkim przekazać swoim dzieciom Wiarę i uformować je tak, by były święte. A to, czy przy okazji skończą studia, czy nie, czy będą chodziły w adidasach, czy łapciach po tacie, czy będzie nas stać na teatr lub inne rozrywki, czy nie - to jest dość obojętne. Celem człowieka jest osiągnięcie zbawienia, jeśli wychowam z żoną dzieci na szlachetnych ludzi, to i rozumu im starczy, i sprytu, i pomysłów, by dać sobie radę w każdej sytuacji. Spokojnie.
Natomiast jeśli miałbym - jak to radzą dzisiejsze do gruntu pomylone ideologie odpowiedzialnego rodzicielstwa, czy innych równie zboczonych haseł - czekać do czterdziechy aż uciułam na dwadzieścia komputerów i malucha na ślub dla dziecka, przez cały ten czas więdnąc jak robaczywe jabłko i używać wraz żoną narządów niezgodnie z ich przeznaczeniem - i mimo to do tej czterdziestki wcale nie dorosnąć do posiadania choć jednego dziecka (!) i zdziecinnieć na starość i żyć ze świadomością przegrania życia ze strachu przed ojcostwem, czy macierzyństwem - to ja dziękuję. Wolę oddać swoją płodność na użytek łaski Bożej i wieść szczęśliwe, święte życie. A ci co lubią się zaplanować na śmierć - niech sobie planują wszystko co się rusza, aż pod koniec życia stwierdzą, że te plany to o kant dupy można potłuc.
Mam nadzieję, że nikogo nie gorszę zbytnią intymnością.

czapa
znacie kogoś, kto mając dwie czapki i jedną szafę, zgubił w tej szafie czapkę i już drugi tydzień nie może jej znaleźć? Ja poznałem ostatnio - widziałem go w lustrze.

pobiegałem
dziś po Mszy Świętej wskoczyłem w sportowe odzienie i pobiegłem! Ale pobiegłem tak, że Koronkę do Miłosierdzia Bożego skończyłem grubo przed środkiem dystansu, bijąc tym samym rekord długości biegu! Polska ninja nie jest miękka, moi mili - was też zachęcam do umacniania obronności Państwa!

ucho się złamało - temu misiu
pewnie nikt mi nie uwierzy, ale kiedyś złamałem sobie prawe ucho - w Płocku 2004 roku. Spałem jakoś tak dziwnie i mi się podwinęło, i bolało przez parę dni. Dobre, co? A podobno chrząstka się nie łamie.

myśl na dziś
myśl na dziś - po takiej dawce tekstu - należy się w formie multimedialnej! Dziś św. Josemaria Escriva o Spowiedzi Św.

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO