Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ue. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

[31 VIII 2009] Jak to Lech Wałęsa państwo europejskie budował...

dziennik.pl bije na alarm

zanim będzie o Wałęsie, zajmijmy się przedszkolakami! Otóż, niemiecki portal dziennik.pl bije na alarm:

Polska jest na szarym końcu Europy, jeśli chodzi o dostępność przedszkoli - alarmuje w najnowszym raporcie Europejska Sieć Informacji o Edukacji "Eurydice". Podczas gdy w większości państw UE do przedszkoli chodzi blisko 80 proc. dzieci, u nas mniej niż połowa.
Pangrzyzga wieść tej treści zauważył na jednym z niszowych portali dla młodych zdolnych z wielkich miast (Bingo, na onecie!). Nie wiem o co chodzi... No, bo jak to... w czym rzecz? Czy konkurencja polega na małpowaniu? Jeśli nie, to dlaczego mamy się martwić tym, że polskie dzieci mają szczęście wychowywać się w naturalnym środowisku rozwoju jakim jest rodzina i grupa rówieśnicza? W przeciwieństwie do swoich rówieśników z eurosojuza, które od małego poddawane są opresji socjalizacji i przemocy symbolicznej?
Ludzie, miglance gazetowi, co się z Wami u diabła dzieje? Zwoje się przegrzały? Koszarować noworodki chcecie? Ano, prawda, że chcą. Niestety. Wolą bowiem ludzi poddanych państwowej socjalizacji i przemocy symbolicznej... bo to jest przemoc, na którą wpływ wywierają sami. Z rodzicami jest ciężej...
Przy okazji proszę zauważyć, że najlepiej dzieciom żyło się za komuny, tudzień pewnego Adolfa, który o każde dziecko zadbał administracyjnie, jak należy.

Lech Wałęsa w natarciu
w miejscu, w którym przebywałem ostatnio był dostęp do ITI'owskiego WSI24! Nie tylko po raz pierwszy miałem okazję pooglądać żenujące wykształciuchowskie wygłupy G. Miecugowa w Szkle kontaktowym, ale i pooglądać trochę wiadomości, głębokich analiz i komentarzy. Traf chciał, że 28 sierpnia włączyłem telewizor koło 21:00 i miałem przyjemność słuchać trafnych komentarzy jednego z byłych prezydentów RP (nazwijmy go dla niepoznaki np. Bolkiem).
Otóż, ów Bolesław powiedział w pewnej chwili (w notatniku zapisałem, że o 21:00) - odpowiadając na pytanie o stosunek Polski do USA, którego by sobie życzył, że:

(...) teraz inna sytuacja w Europie, więc i stosunek do USA powinien być bardziej realistyczny. Budujemy nowe jedno państwo - Europę, i w związku z tym mamy swoje sprawy (...)
Pangrzyzga oniemiał, zapisał wiekopomne słowa wraz z godziną ich wypowiedzenia, później zaś usłyszał je powtórzone - znów bez żenady - z tych samych ust. Ileż to razy Korwin-Mikke albo inni etatowi wariaci, ze mną na czele muszą się nagadać, napisać, żeby przekonać ludzi, że Wspólnota Europejska wraz z unią walutową po trupach dąży do stworzenia su-per-pań-stwa! A tutaj Wałęsa mówi to otwartym tekstem bez zająknięcia! Czy to już ten moment, że z etapu zaprzeczania, przechodzimy do etapu "ależ to oczywiste i każdy o tym śnił od zawsze!"? Być może!
Nieprzychylni Legendzie Wszechświatowej Solidarności mówią, że korzeni obecnej postawy można doszukiwać się w pewnej ciekawej książce...


nawiasem mówiąc...
determinizmu w historii nie ma od czasów krytyki historycyzmu dokonanej przez Poppera, więc warto o tym przypomnieć i zdanie Wałęsy nieco zrelatywizować. Otóż, rodzimy Wałęsa opowiada się za koncepcją globalizacji, którą niejaki Robertson idąc za Toenniesem określa jako Gesselschaft 2, czyli superpaństwo (w odróżnieniu od Gesselschaft 1 - mozaiki współpracujących państwa i dwóch rodzajów Gesselschaft, czyli wspólnoty ludzi).
To jak, czym to tłumaczyć? Osobowość autorytarna?

mruczando
gdy była mowa o Kaczyńskich, Wałęsa dostawał piany i kilka razy powtarzał, że Amerykanie nas olewają, dlatego, że jako prawdziwi demokraci umieją się zachować w miejscach świętych, a nie jak Prezydent z Premierem urządzają jakieś "mruczanda na cmentarzach".
Powtórzył te swoje mruczanda kilka razy, a ja coraz bardziej zastanawiałem się, dlaczego kiedyś wierzyłem w to, że ten facet jest wielki... i pozbywałem się zdziwienia nad wielką falą dowcipów o Wałęsie na początku lat 9o.

myśl na dziś
Masz braki w życiu wewnętrznym: ponieważ nie obejmujesz swoją modlitwą spraw ludzi najbliższych i prozelityzm; ponieważ nie starasz się widzieć jasno, podejmować konkretnych postanowień i realizować je; ponieważ nie masz przed oczyma sensu nadprzyrodzonego studiów, pracy, swych rozmów, obcowania z innymi... Jak to jest z twoją pamięcią na obecność Boga, która ma być konsekwencją i wyrazem twojej modlitwy?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 447



poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Dobra akcja: Polska ma być suwerenna!

W Łebie niezłe upały, więc króciutko tylko polecę oraz zalecę wzięcie udziału w akcji prowadzonej przez najlepszy z portali - Fronda.pl. Chodzi o akcję Polska ma być suwerenna! Akcja polega na podpisaniu listu do parlamentarzystów, który sporządził słynny mec. Hambura. List brzmi następująco:

List wzywający polskich polityków do ochrony suwerenności Polski w UE

Wzywamy, jako obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, wszystkich posłów i senatorów Rzeczypospolitej Polskiej do niezwłocznego podjęcia swych konstytucyjnych obowiązków ochrony suwerenności i interesów państwa polskiego oraz przestrzegania Konstytucji.

Wzywamy do podjęcia działań analogicznych do tych, do których podjęcia wezwał niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny niemiecki parlament w swoim wyroku z dnia 30 czerwca 2009 r. Badając zgodność Traktatu Lizbońskiego z niemiecką konstytucją, FTK orzekł bowiem, że aby traktat mógł wejść w życie, konieczne będzie ustawowe wzmocnienie roli niemieckiego parlamentu w procesach decyzyjnych w Unii Europejskiej.

Oczekujemy i żądamy podobnego jak w Niemczech ustawowego zabezpieczenia roli Sejmu i Senatu – reprezentacji narodu, czyli suwerena - w procesach decyzyjnych w stosunkach Polski z Unią Europejską. Wszyscy mamy bowiem konstytucyjne pośrednie i bezpośrednie – również w drodze referendum – prawo decydowania o losach Rzeczypospolitej Polskiej i zakresie jej suwerenności.


Dalsze informacje znajdują się tutaj.

myśl na dziś
Dziecko Boże nie boi się ani życia ani śmierci, gdyż fundamentem jego życia duchowego jest poczucie synostwa Bożego: Bóg jest moim Ojcem – myśli – i jest Twórcą wszelkiego dobra, jest samą Dobrocią. – Lecz czy ty i ja postępujemy naprawdę jak dzieci Boże?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 987



sobota, 27 czerwca 2009

[27 VI 2009] sobota, czyli jak działa lewica?

kambek!
no, już, już... rzeczywiście rację mają Czytelnicy gnyszkobloga, żem ladaco nie lada, bom po prawie miesiącu nieobecności realnej na blogu obiecał na wczoraj posta kambekowego... a tu nic! Niestety, tak, jak napisałem - wczoraj umęczon ponad miarę, po przyjeździe w godzinach popołudniowych nadawałem się jedynie do zjedzenia obiadu, podrzemania, udania się na Najświętszą Ofiarę, później na kolację, ablucję i spanko. Nadrabiam więc dziś - tematu prawdopodobnie nie rozwinę tak, jak na to zasługuje, ale powstanie przynajmniej przyczynek do wstępu do zagajenia do słowa wstępnego do wprowadzenia do zajawki pierwszego tomu!

parasole, parasole...
zacznijmy od tego, że wpadła mi w ręce niedawno ulotka wydana przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy z okazji jakiegoś tam dnia organizacji pozarządowych, czy coś w tym guście. Impreza wbrew pozorom trwała cały tydzień i robiło przy niej kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. Powstawały przy ulicach kawiarnie obywatelskie, odbywały się spektakle, panele, wykłady, dyskusje... wszystko ładnie i miło, i aż serce chciałoby na rozkaz Kochanowskiego rosnąc, gdyby nie były to iwęty organizowane w przysłowiowych 99% realizowane przez różnej maści neomarksistów i innych lewackich totalniaków.
Skąd ta insynuacja? Ano, poznało się w życiu swojem trochę ludzi, którzy obecnie pełnią rolę satelitów środowiska szeroko pojętego nazwą Krytyki Politycznej. Jednym słowem - tzw. Nowa Lewica, czyli Lenin wiecznie żywy, lecz opakowany we współczesne ciuchy.
Po co o tym mówię? Po to mianowicie, że obserwuję ich strategię umacniania własnych możliwości finansowych. Pomówmy tylko o tym - o pieniądzach.
Strategia polega na stworzeniu miriady organizacji pozarządowych (kapmanie, stowarzyszenia, instytuty, koalicje, komuny...), mogących zajmowac się dosłownie wszystkim! Od edukacji, przez socjologię miasta, zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, dialog społeczny, czy wydawanie czasopism, etc. Mogą zając się wszystkim!

Co z tego?
To mianowicie, że obecny reżim postawił na samorządny socjalizm! Już nie państwo realizuje cele, które na siebie wzięło, ale zaprasza do tego aktorów pozarządowych, bo to ma ponoc wytwarzac kapitał społeczny. Francis Fukuyama i Robert Putnam twierdzą jednak, że w Europie mamy do czynienia z atrapą kapitału społecznego - właśnie dlatego, że gros działalności pozarządowej finansuje... rząd! Ten krajowy, albo ten z Brukseli.

Co z tego?

To, że dzięki temu organizacje mogą wchłaniać ogromne fundusze. Ich działacze i akolici stają się potężni dzięki cudzej, wyrwanej przez fiskusa, albo wydrukowanej przez mennicę kasie (potem reszta obywateli walczy z inflacją). Mają więc fundusze nie tylko na działalność, ale i na upasienie swoich działaczy. W jaki sposób? Prosty. Opowiem urywek z zajęć na IS UW z pewnym przemiłym doktorantem, który przyszedł na zajęcia z nowym laptopem Macintosha. Pytam zatem:
- Hohoho! Panie Magistrze, nieźle się ostatnio powodzi, co?
- No, wie Pan, grant był ostatnio z Unii Europejskiej, trzeba było szybko wydac 30 000 zł, więc sobie kupiłem.
- Jak to?
- No, po prostu, dziekan sobie przypomniał o tym grancie, projekt trzeba było złożyć do piątku, a potem wydać do środy. Napisaliśmy z Przemkiem projekt badawczy, coś tam o homoseksualistach i dostaliśmy pieniądze. Potem sobie kupiliśmy po laptopie i reszta kasy na połowę, ja sobie kupiłem książek w Prusie [księgarnia akademicka - przyp. mój] za cztery tysiaki.
co to oznacza?
oznacza to ni mniej, ni więcej, że środowiska będące beneficjentami funduszy z UE bogacą się i potężnieją. Laptopy zostają w rodzinie, przydzielają sobie i zlecają realizację grantów, prowadzenie projektów, badań, etc. Biznes się kręci. Tylko, że jest to sztuczny biznes - pieniądze nie pochodzą z rynku, tylko od arbitra spoza rynku, który pod przymusem odbiera pieniądze aktorom rynku.
Na tym nie koniec.
Ludzie - nawet porządni - dziadzieją. Obawiam się, że nawet teraz, po jakichś dwóch latach widzę u owego doktoranta postawę, którą można wyrazic zdaniem "Jaka ta UE jest, taka jest, ale darmową kasę dzięki temu mam, spokojnie żyję, skaczę co dzień na kawkę do Starbucksa i jest git. Trwaj chwilo - jesteś piękna." Dzięki funduszom ludzie się łamią, są posłuszni, chociażby własnej wygodzie! Któżby chciał rezygnowac z dobrostanu? Napisac w zamian jakąś mało znaczącą prackę o dobrodziejstwie UE, o chwalebności dopłat dla rolnictwa, o tym, o tamtym, o tolerancji, ple, ple...

Widzicie analogię?
Czym okupowano łaski płynące od PZPR? Oj, tam, jakiś mało znaczący artykulik w Trybunie o wyższości gospodarki centralnej, o kołtuństwie i wstecznictwie Kościoła, potem malutki donosik, jeden, drugi, żona chce rajstopy z RFNu, pan pułkownik miał załatwic... Bebiko dla dziecka, wczasy nad Balatonem... ja agentem? Toż to tylko "uwikłanie", grę prowadziłem!

czy analogia jest za mocna?
nie jest! Mechanizm jest dokładnie ten sam. Czy system równie zbrodniczy? Tak, równie - krew np. dzieci nienarodzonych szerokim strumieniem płynie codziennie, zepsucie propagandy tolerastów rozlewa się po Europie i niszczy ludzkie sumienia i rodziny. Mało kto jest w stanie korzystac z dobrodziejstw, jakimi kuszą eurofederaści, nie uzależniając się od tego... Ostatecznie - mimo wszystkich wątpliwości - paradoksalnie okazuje się, że zasada "Kto płaci, ten wymaga" także i tu znajduje zastosowanie!

co do tego ma lewica?
to oni najczęściej korzystają z pieniędzy UE. Tzw. prawa kobiet, zboczeńców, oraz inne dziedziny - to obszary preferowane przy wsparciu. Słynna już historia dominikanów z Freta to potwierdza - chcieli zorganizowac ośrodek dzienny, taką klubokawiarnię dla mam z dziecmi. Dzieci razem się bawią, mamy rozmawiają, czytają sobie, kawkę piją, bajdurzą. Wniosek nie przeszedł. Udali się zatem do znajomych speców od pozyskiwania środków z UE... wniosek podrasowano wzbogceniem o "wykluczenie społeczne matek", "prawa kobiet", etc. W drugiej turze - pieniądze przyznano.
Jednym słowem - lewacy łatwiej otrzymują kasę od lewaków z Brukseli. Działalnośc swoją prowadzą zatem wedle swoich obłędnych idei - coraz potężniej właśnie dzięki UE.
Robią to skutecznie. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na gigantyczne pieniądze. Po drugie - na aurę fachowości i bezstronności, której udziela im państwo, jako wykonawcy ministerialnych projektów, etc. Ot, ekspercka organizacja, stowarzyszenie, niezależne, etc.

wrócmy do ulotki...
czytam ją, czytam... i widzę, że - w tym, tym i tym stowarzyszeniu działa moja koleżanka komunistka, która słówka spijała Sierakowskiemu na stażu w KP, teraz jest tam szychą i pracuje na odcinku przestrzeni miejskiej i dialogu społecznego. Robi doktorat na IS UW, w zakładzie gdzie pracuje dr Maciej Gdula, również z tego środowiska.
Jednym słowem - załóżmy milion organizacji, w których ci sami ludzie będą zajmowac się wszystkimi tematami świata, nasi ludzie z ministerstw pozlecają nam zadania, my sobie już kasiorkę rozdysponujemy... Pieniądze przychodzą same - od nas. I dzięki nam toczy się rewolucja. Jak to mawiał Lenin: "Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy".
Strategia świetna, mądra.

a przedwczoraj...
Krytyka Polityczna otrzymała od warszawskiej Dzielnicy Środmieście dwupiętrowy lokal po kawiarni Nowy Świat na skrzyżowaniu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Kilkaset, jeśli nie tysiąc metrów w prawie najdroższym punkcie miasta za grosze czynszu miesięcznego. Wniosek KP poparły "środowiska artystyczne".
Przypomnijmy, KP promuje leninizm (ostatnio wydała dzieła Wiecznie-Żywego). Polska konstytucja piętnuje propagowanie ustrojów totalitarnych.

co powinniśmy w takiej sytuacji robic?
pytanie to stawiam po raz setny, ale opowiem na nie w najbliższym poście kolejny raz!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/27-vi-2008-pitek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Nie jesteśmy dobrymi braćmi naszych braci-ludzi, jeśli z obawy przed niewłaściwą oceną naszego postępowania i nieprzyjemną reakcją naszego otoczenia nie potrafimy iść prostą drogą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 460




niedziela, 21 grudnia 2008

[21 XII 2008] Nigel Farage na niedzielną dobranockę...



zainteresowanych tematem, odsyłam do nieśmiertelnej książki Murraya Rothbarda "Tajniki bankowości"








i jeszcze to, co jeży włos na głowie...

i odpowiednia książeczka - wywiad z legendarnym Władimirem Bukowskim, rosyjskim dysydentem, który wiąże działania Unii Europejskiej z dyrektywami Gorbaczowa...


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/21-xii-2007-pitek-zaraz-wigilia.html

myśl na dziś
Nie przekładaj na każdym kroku własnego „ja” w zakresie swego zdrowia, swojego dobrego imienia, swojej kariery, swoich zajęć... Jakże to jest uciążliwe! Zdaje się jakbyś zapomniał o tym, że „ty” nic nie posiadasz, wszystko należy do Niego. Kiedy w ciągu dnia czujesz się – być może bez podstawy – upokorzony; kiedy myślisz, że twoje zdanie winno wziąć górę; kiedy spostrzegasz, że w każdej chwili odzywa się tylko twoje „ja” , tylko „ty”, tylko „twoje sprawy”... bądź przekonany, że zabijasz czas i że potrzebujesz, by „zabito” twój egoizm.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1050



poniedziałek, 8 grudnia 2008

[8 XII 2008] Niepokalane Poczęcie NMP, a Vaclav Klaus jest wpieniony!!!

Vaclav Klaus wpieniony
ja wiem, że Bismarck powiedział, że ludzie – by spać spokojnie – wolą nie wiedzieć jak robi się dwie rzeczy: kiełbasa i polityka. Ja wiem, że niektórzy poczuli niesmak po obejrzeniu „taśm Begerowej”, inni z drżeniem serca i gulą w gardle słuchali posiedzeń sejmowych komisji śledczych... ale to powinno zwalić z nóg niejednego konesera polityki!
Otóż, Vaclav Klaus pozapraszał różnych oficjeli związanych z eurosojuzem do Pragi na ploty. Ot, zwykłe polityczne konsultacje. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby Cohn-Bendit (znany europejski pedofil, przywódca rozpierduchy A.D. 1968) i jego funfle z Parlamentu Europejskiego nie robili z Gospodarza idioty i nie pouczali w chamski sposób o tym, co ma robić. Jeśli niektórzy Czytelnicy gnyszkobloga żywią jeszcze nadzieję, że biurokraci z Brukseli to inny sort człowieka, niż ci nadwiślańscy... jeśli myśleli, że ideologia europejska, to szczytowe osiągnięcie ludzkiego ducha i intelektu... niech poczytają zapis rozmowy z zamku na Hradczanach. Przy okazji podziękowania dla redaktorów z fronda.pl, który to wszystko przetłumaczyli!
44 ruszyło!
nie wszyscy być może zauważyli, ale wyszedł pierwszy numer pisma „44”, czyli periodyku stworzonego przez poprzednią redakcję kwartalnika FRONDA (samą frondę we Frondzie pominiemy tu litościwym milczeniem). Zamówiłem już swój egzemplarz, czekam aż przyjdzie, ale już po oglądzie szaty graficznej i świadomości tego, na co chłopaków stać – muszę polecić!
W ogóle, to trzeba powiedzieć, że obradza nam ostatnio po prawej stronie w środowiska i tytuły. Poza Imperium Sakiewiczanum (jeśli to prawica), właśnie FRONDA, potem Teologia Polityczna – wreszcie 44. To dobrze – zaplecze intelektualne jest potrzebne. Bylebyśmy się tylko nie zadyskutowali, nie zasiedzieli na kanapach, ani nie utopili w kawie!

negatywizm
jednej rzeczy należy się obawiać, na którą zwrócił mi uwagę „Gość Niedzielny”. Jest nią negatywizm, czyli przywiązanie do wroga, jako głównego czynnika konstytuującego świadomość, czy poczucie wspólnoty. To bardzo realne zagrożenie – szczególnie w dzisiejszym czasie, czasie defensywy, albo ataku z pozycji defensywnej. Myślałem już o tym wcześniej, parę lat temu w rozmowie z kolegą wyraziłem ten pogląd po raz pierwszy – nie wierzę żadnemu konserwatyście, czy niekonserwatyście, szczególnie temu pierwszemu, co do swoich tez na temat Kościoła, czy Wiary, jeśli nie jest w stanie chodzić codziennie na Mszę, nudzi się na Adoracji, czy Różaniec odmawia raz do roku. I biada każdemu z nas, którzy do podobnego stanu zmierzamy. Vide – słynny, jubileuszowy numer FRONDY ze „spowiedzią supermanów”.

dzieci z Lasek
ciekaw jestem jaki będzie odzew tej akcji nexto.pl dotyczącej ośrodka dla dzieci ociemniałych w Laskach. Akcja trwa przez cały grudzień i pisałem o niej w zeszłym tygodniu. Jak na razie spotykam się z kilkoma reakcjami-typami: ludzie nie wierzą, że firma się rozliczy, albo psioczą na same Laski – że dostają od groma pieniędzy z procesów o naruszenie dóbr. Swoją drogą – to ciekawe, że rzeczywiście ostatnio często są wskazywane jako odbiorca darowizny. Myślę, że ma to związek z ostatnim pożarem w Ośrodku?

coś tu dużo polecania...
oj, dziś sporo popolecałem, darmowej reklamy porobiłem, to jeszcze raz zwrócę uwagę na bieżącego „Gościa Niedzielnego” - jest w nim ciekawy wywiad z pos. Jarosławem Gowinem, który dowodzi rządowym zespołem ds. Bioetyki... tak, tak... katolicy, in vitro, eutanazja i te sprawy. Wybitnie ciekawy numer.

Sam Bóg Wszechpotężny, Wszechmocny, Najmądrzejszy, musiał wybrać swoją ziemską Matkę. A ty co byś zrobił jeśli miałbyś ją sobie wybrać? Myślę, że ty i ja wybraliśmy tę, którą mamy, napełniając ją wszelkimi łaskami. Tak też uczynił Bóg. Dlatego też po Trójcy Świętej pierwsze miejsce zajmuje Maryja. – Teolodzy dają logiczne uzasadnienie tej pełni łask, dlaczego nie mogła być poddana szatanowi: było to stosowne, Bóg mógł to sprawić, a zatem sprawił to. To jest ten wielki dowód. Najoczywistszy dowód, że Bóg od pierwszej chwili wyposażył swoją Matkę we wszelkie przywileje. I taka Ona jest: piękna, czysta, z nieskalaną duszą i ciałem!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 482




środa, 3 grudnia 2008

[3 XII 2008] Homogenizacja mózgu...

Homogenizacja...
czy nie wydaje Wam się, że paradoksalnie – żyjąc w świecie, który „różnorodnością” wyciera sobie gębę na każdym kroku – żyjemy równocześnie w świecie niesamowicie stotalizowanym? Mnie się tak wydaje – żyjemy w bardzo ujednoliconym, ustandaryzowanym świecie. Myślałem o tym po raz kolejny ostatnio, zdawszy sobie sprawę z tego, że np. na polu edukacji wszyscy mamy tę samą historię. Idziemy sobie do szkółki, uczymy o pingwinach-zboczeńcach, potem gimnazjum, tam wariujemy, potem liceum i poczucie wszechmocy, a potem studia i degrengolada... Wszyscy mamy tę samą historię. Rzadko kiedy można spotkać kogoś, kto np. najpierw musiał pracować, albo nie kończył podstawówki i uczył się w domu, albo nawet i do studiów nie pobierał formalnej edukacji.
Czy to dobrze, czy źle? Wydaje mi się, że źle – efektem tego są spłaszczone umysły, rozmiłowanie w miernocie i stereotypowe postrzeganie rówieśników. To ostatnie jest chyba najgorsze, bo dla własnego bezpieczeństwa mentalnego, większość woli hamować jednostki, które się ponad nią wybijają. Nawet urzędowo.
Nie wiem, jak bardzo zrozumiałe jest to, co napisałem, ale pewnie nie bardziej niż wypociny jakiegoś Bourdieu, czy Parsonsa, którymi jestem teraz faszerowany na socjologii. Z tych dwóch raczej ten drugi jest godny uwagi.

zniewagi zniewagom nierówne
porzućmy na chwilę rozważania szczegółowe na rzecz anegdotki. Prof. Sułek opowiedział wczoraj zabawną historię o tym, jak to zatarasował warszawskie metro (trzeba Wam wiedzieć, że bohater tej historii to zacny metodolog nauk społecznych). Otóż, nie udawało mu się skasować biletu, przez co ludzie stojący w kolejce do bramki za nim, popadli w irytację. Jedna dama, chcąc go ominąć, włożyła swój bilet... co prof. Sułek odebrał jako swój sukces, myśląc że to jego bilet – i spokojnie przeszedł przez bramkę. Na co dama nazwała zacnego metodologa „Baranem”.
Ot, równość. Prof. Sułek odparłszy później w sposób adekwatny do swojej winy oraz agresji kobiety, wrócił do pracy i opracował zarys programu badawczego na temat sposobów zwracania się do ludzi starszych w środkach komunikacji masowej.

rynek wszędzie
odpowiadam pokrótce na polemikę kol. Tamkquna dot. rynku. Niestety nie mam przed oczami tekstu jego odpowiedzi, więc odpowiem na podstawie wyobrażenia, które przechowuję w pamięci.
Wydaje mi się, że kol. Tamkqun zakłada, że fetyszyzuję rynek, nadając mu zbyt optymistycznie ogrom przeróżnych cech. Jest to podejście błędne.
Ustalmy na początku, co rozumiemy przez pojęcie „rynku”. Jest to moim zdaniem sposób, czy raczej system alokacji dóbr polegający na tym, że dowolne podmioty dysponują w sposób mniej lub bardziej wolny zasobami, które posiadają, np. je wymieniając (gdzie pod pojęciem zasobów rozumiemy zarówno dobra, jak usługi, czy władzę). Nie ma tu cienia normatywu – po prostu uznajemy prawo własności. Nie oznacza to bynajmniej, że aktorzy na rynku będą zawsze działać efektywnie, czy że zawsze będą postępować dobrze z moralnego punktu widzenia. Wręcz przeciwnie – po grzechu pierworodnym oczekiwanie, że samo dobro przyciągnie człowieka jest założeniem naiwnym. Owszem, dobro pociąga, św. Tomasz ma rację, ale zraniona natura stawia po drodze wiele przeszkód. Jeśli nie ma pracy nad cnotą, czy wykształconej cnoty – człowiek łatwiej popada w grzech. Wracając do rynku – oznacza to, np. że nie dziwi mnie sytuacja w której nagle ludzie zaczynają fascynować się pederastią i gejowie znajdują się na opakowaniach płatków śniadaniowych. Wręcz przeciwnie – patrząc na to, co dzieje się obecnie, uważam to za wysoce prawdopodobne w niedługim czasie! Nie zamierzam jednak zasypiać gruszek w popiele i uważam, że nie ma nic złego w tym, by kreować siłę rynkową, która tę tendencję będzie zwalczać, ba – może nawet doprowadzi do powszechnej zgody na to, że należy zakazać promocji homoseksualizmu. Każdy ruch społeczny generowany jest raczej przez małą grupę usypiaczy, którzy przeciągają milczącą większość w swoim kierunku. Wystarczy tylko dotrzeć z alternatywą, podać ją w dobrej formie, by sytuację odmienić. Ale tu nie chodzi o marketing. Kościół, jako depozytariusz Prawdy, przemienia raczej serca, formuje cnoty i postawy – trwale. Propaganda fidei, to raczej wyzwalanie ludzi z okowów ich namiętności, które każą im sądzić, że są racjonanymi przesłankami.
Zresztą nawet, gdyby była to znaczna większość równie przekonanych – nic nie stoi na przeszkodzie, by pracować nad tym, by zmienić ich zdania. To wszystko, to gra rynkowa. Nie ma w tym nic antyrynkowego.
Co do kwestii finansowania jeszcze – kol. Tamkqun nie zauważa chyba, że zwykłe firmy nie osiągają rentowności od pierwszego dnia działania. Wręcz przeciwnie – norma, to dwa, trzy lata. Dlatego też nie ma nic nienormalnego w tym, że przez jakiś czas jedzie się na deficycie i wierzy się w to, że mimo wszystko uda się przekonać rynek nie tylko do produktu, ale i do jego kupna. Podobnie z Frondą.pl
Co do kwestii politycznych – nieodwołalnie władza dąży w ręce coraz gorszej hołoty i jest to wynik działania rynkowego, oczywiście. Nie oznacza to natomiast, że jest to wynik pożądany, ani tym bardziej – że nie należy pracować nad jego zmianą. Ponownie wracamy do Kościoła – tam, gdzie słabnie wpływ Wiary... tam społeczeństwo bardziej wariuje, ulegają namiętnościom. Dlaczego? Bo i udział procentowy ludzi dojrzałych, opanowanych, oświeconych wiarą jest mniejszy, mniej cnót jest praktykowanych, etc. Władza idzie do hołoty, a świat w kierunku kryzysu. Nie bez kozery coraz więcej autorów zauważa moralne fundamenty obecnego kryzysu. Powiem więcej – ten kryzys ma podstawy w zmianach w moralności, zarówno w Ameryce, jak i na świecie.
Na koniec, muszę powiedzieć, że nie wiem, czy trafnie odpowiedziałem na pytania, bo nie miałem ich przed oczami, ale na pewno nie postrzegam rynkowej racjonalności, jako racjonalności w ogóle, ale bardziej jako „ograniczoną racjonalność” opisaną przez Northa. Po drugie – rynek postrzegam raczej bardziej abstrakcyjnie, niż kol. Tamkqun. Wydaje mi się nawet, że rację miał Parsons chcąc znaleźć ogólny model analityczny dla nauk społecznych na każdym poziomie. Na podstawie dotychczasowej lektury Parsonsa muszę powiedzieć jedno – chyba znów znajduję własne pomysły w cudzych książkach... No, ale do tego już chyba czytelnicy Gnyszkobloga przyzwyczaili...

de Toqueville o Unii
„(...) Pierwszą jest forma federacyjna, którą przyjęli [...] i która pozwala Unii cieszyć się potęgą, jaką ma wielka republika, i bezpieczeństwem, jakie ma republika mała”.
Jak myślicie, czy de Toqueville nie mówi przypadkiem o Unii Europejskiej? Nie, ale choć mówi o Ameryce, sam nie wie o tym, że za parę lat słowa te dotyczyć będą Unii Europejskiej. Niedługo uchwalą nam traktat lizboński, już zaczynają nam narzucać absurdalne ustawodawstwo... potem okaże się że konieczna jest dalsza integracja, aż do federacji, a z federacji – po jakiejś powtórce z Wojny Secesyjnej – do jednego państwa. Chyba, że po drodze będzie jakaś wielka wojna.

Unia zachodzi nas od tyłu...
żeby nie być gołosłownym, zamieszczam artykuł z fronda.pl.
[Oj, jednak nie zamieszczam, bo zniknął z portalu, ale w zamian zamieszczam fragment e-maila od stałego Czytelnika, który przebywa obecnie w Niemczech na socratesie...]
Mam wrażenie, że ci wszyscy "wyzwoleni" monachijczycy (którzy robią wszystko, żeby się odciąć od mitu konserwatywnej Bawarii) oraz przyjezdni to banda zbaraniałych matołów. Wystarczy porozmawiać nt. jej wysokości Unii E., żeby dowiedzieć się... niczego, poza dziecinną, brukselską propagandą w stylu "dni europejskich", jakie znam z podstawówki. Nieważne po co, grunt, żeby następowała integracja. Ale mniejsza o to.
Dziś z kolei dowiedziałem się (z NajwyższegoCzasu!) o inicjatywie ustawodawczej francuskich feminazistek, chcących narzucić krajom całej UE mix ustawodawczy złożony z ustaw dot. antykoncepcji, aborcji, homoseksualizmu, rozwodów, etc. W jaki sposób go stworzyć? Ano, przeglądamy ustawy w poszczególnych krajach – i wybieramy najbardziej ohydne i bezbożne... i narzucamy je reszcie. A co! Choć byłby to przykład jawnego nadużywania władzy przez eurobiurokrację... ale nie moglibyśmy odmówić femiwariatkom skuteczności w zastanym systemie stanowienia władzy. Znów wracamy do „rynku”. Dziewczyny może okażą się skuteczne. Co bynajmniej nie jest dobre, ani pożądane przez wszystkich.

społeczeństwo organiczne...
wciąż jestem pod wrażeniem de Toqueville'a analizującego religijność Amerykanów, i pod wrażeniem tamtego społeczeństwa. Być może nie jest to średniowieczne, ubóstwiane przez konserwatystów i kontrrewolucjonistów, społeczeństwo organiczne, ale na pewno coś jemu pokrewnego.
Na marginesie, de Toqueville zauważa, że choć wielość wyznań była w Ameryce wielka, to jednak panowała jedna, surowa moralność. Dziwne prawda? Szczególnie dziś, gdzie wiadomo już jakie są owoce rewolucji Lutra. Jak bardzo trafny jest tu tytuł książki Tomasza Terlikowskiego: Gdy sól traci smak. Etyka protestancka w kryzysie


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek_03.html

myśl na dziś

Bardzo wielką rzeczą jest uznać się za nic wobec Boga, ponieważ taka jest prawda.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 260




poniedziałek, 2 czerwca 2008

[2 VI 2008] poniedziałek, o wolności słowa

wolność słowa
jak wiadomo, wolność jest wtedy, gdy chwała nam i naszym kolegom, a ch*** precz, jak to w SMSie z Sejmu przedpoprzedniej kadencji napisał jeden z posłów PZPR.
Jedyne, co mnie razi w tym tekście to to, że ci panowie żadnymi eurosceptykami nie są. Są jedynie uniosceptykami. Mają inny pomysł na Europę, niż towarzysze z Komisji Europejskiej i tyle.

czwartek, 29 maja 2008

[29 V 2008] środa, wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy

komentarze, komentarze
bardzo mnie ucieszył ostatni wysyp komentarzy na blogu. Widać wśród nich zwyczajową polaryzację - są tacy, którzy rzeczywiście komentują - w oparciu o własną refleksję na temat tekstu, który przeczytali i zrozumieli (co prowadzi albo do przyznania racji autorowi, albo wytknięcia Mu błędu, rozumiejąc gdzie go popełnił). Inni - których także bardzo sobie cenię, to ci, którzy po prostu chcą wyrazić swoje pozytywne uczucia na temat bloga - ciężko takich nie lubić. Kolejna grupa - którą także cenię, ale już nieco mniej, bardziej się z niej ucieszam, niż traktuję poważnie, to ci, którzy wpadają na sekundę na bloga, przeczytali coś, lub i nic, ale mają do wypowiedzenia bardzo jasną opinię - że się ze mną nie zgadzają i koniec kropka. Głupi jestem i tyle. Ciężko dyskutować, gdy się nie dyskutuje.

drogo jest? Będzie drożej...
byłem ostatnio w spożywczaku na rogu Lwowskiej i Koszykowej, po materiały żywnościowe, żeby je wtrząchnąć z apetytem. Kupiłem to i owo i zdałem sobie sprawę z tego, że żywność jest horrenalnie droga. Oczywiście informuje o tym wskaźnik inflacji i narzekania pobratymców, ale jeśli tej drożyzny doświadczy się samemu - brzmi inaczej. Znacznie gorzej. Bynajmniej nie zamierzam z tego miejsca na panadonalda, który nie wie jak ma na nazwisko, a już mniej orientuje się w tym, co by tu robić, poza pleceniem koszałków-opałków. Nie - chciałem powiedzieć o dwóch sprawach. Unii Europejskiej i funduszach towarowych.
Ten pierwszy twór jest dziwnym tworem, który z jednej strony tworzy ideologię socjalistyczną, która stale ma na gębie slogan głodującej Afryki i Angeliny Jolie, która pojechała wykarmić wszystkie murzyńskie dzieci własną piersią (jedną i drugą). Z drugiej zaś nakłada cła na produkty z owej Afryki, a własnych rolników otacza kordonem socjalu i płaci im np. za nieprodukowanie żywności. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej - tylko głód w Afryce. Bo rolnik z Afryki ani nam sprzeda (bo z takimi cłami mu się to nie opłaca), ani od nas kupi (bo nasi produkują albo drogo, albo wcale). Nic, tylko umierać. Albo wsłuchiwać się w rezolucje dobrej UE, która zawsze przyśle statek z dziurawymi gumkami na siusiaka i mimo wszystko trochę kasy - żeby lokalny watażka kupił od ruskich karabiny na tysięczną wojnę. Nie wiem jaki jest powód tego stanu rzeczy - czy ci ludzie są na tyle głupi, by tego nie widzieć, czy też po prostu robią to ze złej woli.
Inna sprawa - fundusze towarowe. Jak wiadomo, towar, którego brakuje - drożeje. Popyt jest tak duży, że winduje cenę w kosmos. W sytuacji klęski suszy, gdy zboża jest mało - opłaca się inwestować właśnie w zboże. Ostatnio najpopularniejszym rynkiem na udane inwestycje był właśnie rynek towarów - soi, pszenicy, ryżu. Zyski z tego szły w dziesiątki procent w krótkim okresie (tym bardziej na rynku kontraktów na te towary). Efekt jest taki, że towary te są jeszcze droższe. Czy to źle? Jasne, że źle... ale wina nie spada jedynie na inwestorów. W idealnym układzie - rynek zareagowałby zwiększeniem produkcji, bądź wytwarzaniem alternatywnych produktów, bądź zmianą przyzwyczajeń konsumentów. W sytuacji, gdy rynek pętają ograniczenia urzędasów - nie ma towarów, jest bieda... i niejasne pytanie - kto za to odpowiada? Spekulanci... tak, spekulanci, przed którymi broni nas rząd. Hahaha...Nie oznacza to bynajmniej, że inwestowanie obecnie w towary spożywcze jest obojętne moralnie. Wydaje mi się, że nie - inwestor musi wziąć pod uwagę to, że przez socjalistów nie mamy do czynienia z rynkiem sensu stricto, przez co jego działalność wywinduje jedynie cenę, stwarzając wielu okazję do śmierci z głodu.
stop abortion, no distraction
widzę po komentarzu jednego z anonimów, że kwestia tego, że człowiek nie zaczyna się z chwilą wyjścia z łona matki, albo osiągnięcia 3. roku życia, ani tym bardziej po piętnastu dniach, pięciu sekundach i splunięciu przez lewe ramię od chwili zapłodnienia, że kwestia ta wciąż jest niejasna. Jako, że tę kwestię już raz dobitnie omówiłem (co spotkało się wówczas z pochlebną opinią Czytelników), postaram się w najbliższym czasie znaleźć tamtego mojego posta.
Żydzi wzięli się za palenie
słyszeliście, że w pewnym mieście Żydzi spalili ostatnio egzemplarze Nowego Testamentu? Nieee? Jak to możliwe? To poczytajcie. A kto powie, że Żydzi zachowali się co najmniej dziwnie - ten antysemita i mu ręki na ulicy podawać nie należy!
Teraz pytanie za stomilionów: cy by było gdyby:
a/ Żydzi spalili Koran,
b/ polscy studenci spalili Talmud.
Kto zna odpowiedź - ten antysemita!
prasa z Berlina
ostatnio na zajęciach dotyczących przedwojennego polskiego parlamentaryzmu, dr Kraczkowski mówił m.in. o polskiej prasie utrzymywanej z Berlina, która w międzywojniu lansowała opinie proniemieckie, starała się kompromitować polityków, którzy Niemcom się nie podobali, etc. Moje pytanie brzmi - co takiego się stało, że ludzie żyjący obecnie twierdzą, że historia się nie powtarza i samo postawienie hipotezy o możliwości zajścia takiej sytuacji obecnie, jest oszołomstwem? Odpowiedź brzmi krótko: Nic się nie zmieniło i taka sytuacja może mieć miejsce. Więcej wyobraźni, to jest dozwolone. Przewidywalność i inteligencja nie są równoznaczne z wyznawaniem teorii spiskowej i byciem wariatem.
kto się czego boi?
słusznie stwierdził mój Wspólnik, Maciek ostatnio, że gdy wyszła książczyna Grossa - tubylcza nasza starszyzna rozdzierała szaty nad tym, jak to Polacy nie chcą zmierzyć się z przeszłością, poznać "prawdy", a w ogóle są ksenofobami i antysemitami. Teraz sytuacja się odwróciła - teraz dotychczasowi oburzeni oburzają się de facto na to, co prezentowali kilka miesięcy temu. Książka o Wałęsie? Nie czytałem, ale potępiam. Kurczę, jesteśmy świadkami kolejnego grubego skandalu w ciągu ostatnich miesięcy... Sytuacji do cna śmiesznej i żenującej. Kto tu z czym nie umie się zmierzyć, Panie i Panowie policjanci świadomości społecznej?
Z innej beczki - po diabła nam komisja ds. zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidowej? Przecież każde dziecko reżimu Kaczystów zna te okoliczności. Pani była oskarżona, weszli agenci CBA, potem pani poszła na siusiu i strzeliła sobie w głowę. Wolałbym komisję ds. morderstwa Krzysztofa Olewnika. W niej, niejaki Kalisz Ryszard wystąpiłby także w świetle jupiterów - jako oskarżony. I wtedy pewnie nie zabiegałby tak o transmisję z posiedzeń komisji.

seanse oburzenia
stwierdzam autorytatywnie i ostatecznie, że ulubionym zajęciem lumpenitneligentów spod znaku G... Wyborczego jest urządzanie seansów oburzenia, wzdrygnięcia moralnego, rozdarcia szat i potępiania... warchołów z Radomia? Nie, to nie ta bajka, ale jej istota - ta sama.
czego to nie oznacza?
Nie oznacza to bynajmniej, że tych ludzi nienawidzę. Proszę moich gromów źle nie odbierać. Ci, którzy mnie znają, mogą je sobie wyobrazić - i pewnie wiedzą, że nie znaczą tego, co można by domniemywać jedynie z ich zawartości semantycznej. Natomiast ci, których z rzeczywistości niewirtualnej nie znam - ci niech wiedzą, że panów owych i pań wcale nie nienawidzę, uważam jednak ich działania i szerzone idee za wysoce szkodliwe i ze względu na to, że szkody wyrządzają publicznie, publicznie muszę je gromić. Jeśli kiedyś jeszcze będę miał okazję spotkać panaadasia, to Mu powiem, żeby się nawrócił. Teraz mogę jedynie: zwalczać jego pomysły i przydupasów, oraz modlić się o jego zbawienie, a dla mnie o miłość dla niego.
win-win
wiele osób odwiedziło już moje minibiuro usług finansowych - http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl Tym, którzy do pomysłu podchodzą z typową dla Polaków rezerwą, tłumaczę co następuje. Sytuacja ma charakter win-win. Klient dostaje za moim pośrednictwem usługę, której pożąda, po normalnej cenie. Ja - jako ten, który połączył go z usługodawcą - jestem przez usługodawcę wynagrodzony. Skąd więc moja prowizja? Ano od samego usługodawcy, który tym razem na Was zarobi mniej, ale ma nadzieję, że się do niego przywiążecie i inne usługi zamówicie bezpośrednio u niego. Jednym słowem - możecie zdecydować do kogo pójdzie część Waszej opłaty manipulacyjnej, wstępnej, czy innej, w zależności od produktu. Coś jak 1% podatku - płacicie tyle samo, ale część pieniędzy trafia tam, gdzie chcecie bardziej. Stąd też nie rozumiem tych, którzy niekiedy - być może z przekory, pytają mnie, od małego nazwanego już "pieniężnikiem" - czy ja na tym zarobię? Zarobię, zarobię. Ale to jest nieważne - ważne, że Wy nie stracicie. Ale na tym nie koniec - zawsze chętnie pomogę coś wybrać. Pomagać lubię, nic na to nie poradzę.
a już jutro...
uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa! W zeszłym roku święciliśmy kapliczkę Serca Jezusowego w naszej parafii. Za radą św. Józefa S. Pelczara - polecam każdemu rozwijanie nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ono takie dobre - i może wiele nauczyć.
myśl na dziś
Najświętsze Serce Jezusa, pałające miłością do nas - napełnij nas tą samą miłością do siebie.

poniedziałek, 26 maja 2008

[26 V 2008] poniedziałek, św. Filipa Nereusza, Dzień Matki, Dzień Anielski

po co do Niemiec?
padło kiedyś na blogu pytanie o to, że skoro Unia Europejska to wcielony diabeł, to po co jechałem tam na pół roku na Socratesa. Otóż, odpowiadam co następuje:
- UE to nie szatan
- w UE, żyją ludzie, których kochać należy i z miłości do nich właśnie w te rejona jechać (wymiar apostolski)
- dwie pierwsze, to zupełnie poboczne sprawy - szatan, nie szatan - w UE mieszkają też architekci, którzy kimkolwiek są i cokolwiek myślą, umieją też budować, i mnie mogą czegoś nowego nauczyć
- jaka UE jest, taka jest, ale poznać jej lepiej, niż mieszkając na co dzień w kraju, który nią trzęsie od lat - nie da się.
Reasumując - nie widzę nic zdrożnego w moim pobycie w Niemczech z punktu widzenia mojego ogólnego poglądu na obecny kształt UE. Więcej - właśnie ze względu na ów pogląd nie można było nie jechać!
nadprzyrodzona perspektywa na urbanistykę
dziś skończyłem pracę nad planszami z urbanistyki - już wydrukowane spokojnie czekają na zawieszenie jutro w Pawilonie Wystawowym. A ja sobie pomyślałem, jak to mało ode mnie zależy - toż nie dość, że ostatnia korekta była tydzień temu i nie wiadomo, czy kierunek w którym rozwinąłem osiedle znajdzie uznanie Prowadzących, to jeszcze to, jak je widziałem na swoim monitorze różni się od tego, jak je widzę na monitorze drukarni, a tym bardziej po wyjściu z plotera na takim-a-takim papierze. Więcej - to wszystko kosztuje fortunę, więc lepiej nie silić się na drukowanie po sto razy, bo można się zrujnować... Ale na tym nie koniec - może się okazać, że ktoś niechcący nadepnie na to, co zrobiłem i pomimo całego obiektywizmu Prowadzących, plansza z odbitym klapersem wygląda po prostu kiepsko. Jednym słowem - człowiek może się napracować jak dziki dzik, a efekt może być mizerny, jak... druga strona medalu dzika!
dr Plinio a prawosławie
w weekend ruszyłem z pisaniem pracy na Klasyczne Teorie Socjologiczne (przypominam - w środę zaliczamy makroekonomię, w czwartek oddaję KTS - praca wre), która dotyczyć będzie opozycji konserwatyzmu i liberalizmu u Plinia Correa de Oliveiry... i pomyślałem sobie, że bardzo ciekawe jest to, dlaczego Doktor Plinio nie uznał Wielkiej Schizmy za początek Rewolucji... Można chyba domniemywać, że wynikało to z tego, że Cerkiew zachowała ważność niektórych Sakramentów.
metro londyńskie
dziś się dowiedziałem, że metro w Londynie powstało jako prywatna inicjatywa (wykład z Historii Budowy Miast)! Cieeekawe, a mnie całe życie mówią i nawet w podręczniku do makorekonomii autoryteta mnie piszo, że inwestycje infrastrukturalne muszą pozostawać w gestii państwa... bo prywatni nie mają tyle pieniędzy!
habemus pontifex!
żabkowie moi, a wiecie, że już w czerwcu kumpel mój przyjmie święcenia kapłańskie?! Nie opowiadałem Wam, ale wspierał mnie nieco podczas pobytu w wojsku, bo mieszka w Toruniu. Pomódlcie się porządnie... bo w średnim horyzoncie z takim zawodnikiem, jak Paweł biskupstwo mamy w zasięgu ręki!
pamiętaliście?
a byli jacyś robacy blogowi na Marszu dla Życia i Rodziny wczoraj? Pamiętali? Zdjęcia zrobione przez chłopaków z SKCH im. ks. Piotra Skargi są tu: http://www.piotrskarga.pl/ps,1809,3,0,1,I,informacje.html
myśl na dziś
Uważam, że każde Zdrowaś Maryjo, każde pozdrowienie Najświętszej Maryi Panny jest nowym uderzeniem rozkochanego serca.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 615

poniedziałek, 5 maja 2008

[5 V 2008] poniedziałek, wspomnienie bł. Stanisława Kazimierczyka, kapłana

łe

wbrew pozorom nie robi mi się źle, tylko ŁE, to takie swojskie skrócenie nazwy UE. Dlaczego? Ano stąd, że swego czasu zostałem zagadnięty dlaczego to niby przyrównuję UE do III Rzeszy... Dwie są przyczyny, które teraz wyjawię.
Po pierwsze - przypomnę wczorajsze cytaty. Nigdy nie jest tak, że w danej chwili każdy jest w stanie zdać sobie jasno sprawę z tego, ku czemu zdąża dzień dzisiejszy. W latach 30. dla naiwnego obserwatora nie było widoczne, że to wszystko prowadzi do komór gazowych (Pius XII jednak przewidział i zawczasu napisał encyklikę Mit brennender Sorge, ale co tam Papież - Times swego czasu przyznał Hitlerowi tytuł człowieka roku...). Ba! Cytowany wczoraj Swianiewicz mówi, że do 17 września wierzono, że nie jest możliwe, by ZSRR zaatakował Polskę (argumentacji na temat optymistycznego scenariusza było tysiuncpińcet). Podobnie jest np. z rynkiem - w chwili załamania koniunktury z reguły panuje maksymalna euforia i każdy wierzy, że wzrosty potrwają w nieskończoność... A tu się okazuje, że w pół roku potracą 60% kapitału, jeśli w porę nie wyjdą... Więcej - ciężko nawet zdać sobie całkowicie sprawę z tego, że jeśli spółka codziennie się osuwa o 0,5%, co nie wprawia w zły humor, to po paru miesiącach kapitalik stopnieje znacznie! Dlatego też proszę nie traktować jak wariatów tych, którzy są sceptyczni wobec wielu spraw...
Po drugie - Holokaust dziś się powtarza. Co roku w Niemczech ginie ponad 200 000 dzieci (to już statystyki federalne, a nie rodzime bajania Federacji na rzecz Planowania Rodziny), w całej UE - znacznie więcej. Wyznaczniki Holokaustu, jakie wypunktowała Hannah Arendt, powtarzają się i dziś -

- ofiara jest odczłowieczana - to płód, a nie dziecko

- zbrodnia jest usuwana z widoku społeczeństwa - zaciszne gabinety, bądź pigułeczka połknięta z herbatką

- zbrodnie przeprowadza się ponoć w szczytnych celach i w oparciu o autorytet nauki - aborcja to kwestia współczucia, humanizmu i rzetelnej wiedzy...


co mówił Rousseau?
a wszystko to umożliwiają ci, którym psułaby humor świadomość, że muszą się zaangażować w walkę o swoje ideały. Więcej - że nie wyciągając konsekwencji ze swoich ideałów, już działają - tylko przeciwko nim. I tak oto powoli, powoli, dokonuje się Rewolucja...
Mnie np. rozśmieszyło ostatnio - że znany oświeceniowy satanista, J.J.Rousseau uważał się - a przynajmniej tak pisał - za chrześcijanina... To samo Monteskiusz... Od razu skojarzyło mi się z osobami pokroju Jana Turnau'a, czy Adama Michnika (ten ostatni trochę mniej ostatnimi czasy utożsamia się z Kościołem). Ot, tacy katolicy bez Kościoła Katolickiego. Tacy Papieże dla samych siebie - są katolikami wyższego rzędu, więc wszystko co katolickie jest im obce.

a pan Ledoux?
to samo z niejakim Ledoux - oświeceniowym architektem. Facet był komunistą do kwadratu, utopistą na sześcianu... a w swoich miastach wciąż na zakończeniach osi projektował kościoły! Plinio Correa de Oliveira rzecz jasna steoretyzował tę postawę i wcale mnie ona nie dziwi. Ale próbuję sobie wyobrazić takiego średniego obywatela ówczesnej Francji, który sobie myśli - Eee, pitolą ci radykałowie - jest dobrze, stawiają kościoły, piszą o sobie że są chrześcijanami... Nic się nie zmieniło! A te radykały i oszołomy ciągle tylko jątrzą!

nowości!
halo, halo! Jak dotychczas za pośrednictwem bloga można było kupić e-booka, audiobooka albo e-gazetę... Pangruszka w ramach wyrabiania czystu procęt normy oraz bycia sługą dobrym i wiernym, który rozmnaża to, co dał mu Pan, poszerza ofertę blogową!


Już niedługo za pośrednictwem bloga będzie można:

- kupic tapetę i dzwonek na komórkę!

- zawrzec umowę z bankiem, Towarzystwem Funduszy Inwestycyjnych, etc.! (od dziś - banner poniżej)


myśl na dziś
Przedtem, sam jeden, nie potrafiłeś... — A teraz zwróciłeś się do Matki Najświętszej, i z Jej pomocą... jakże to łatwe!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 513

niedziela, 4 maja 2008

[4 V 2008] uroczystośc Wniebowstąpienia Pańskiego

cytaty ku przestrodze
dziś niedziela, więc nie będę się rozpisywał, tym bardziej, że niektórzy donoszą iż mają problemy z nadążeniem! Ale chciałem podzielic się dwoma cytatami, które moim zdaniem wspaniale harmonizują z tym, co się wczoraj rzekło o Kontrrewolucji, oraz tym, co się kiedyś rzekło o Wspólnocie Europejskiej (a o czym się jeszcze nie raz rzeknie...).

Na pierwszy ogień : prof. Stanisław Swianiewicz, pierwszy sowietolog na świecie, który wygłosił następującą opinię o nazistowskich Niemczech, które poznał będąc na stypednium:
(wypytywałem ich o nonsens hitlerowskiego antysemityzmu) Byli raczej zakłopotani, bowiem w głębi duszy uważali to również za nonsens lub co najmniej grubą przesadę. [...] Moje ogólne wrażenie było takie, że uważali, że trzeba się z tą aberracją jakoś pogodzic, jako częścią tego systemu, który bądź co bądź podnosi, wbrew oczekiwaniom ortodoksyjnych ekonomistów, produkcję i likwiduje bezrobocie. [...] Trudno było sobie wówczas wyobrazic, że z tego wszystkiego wynikną piece gazowe do spalania ludzi.
cytuję za Piotrem Lisiewiczem, Świadek w masce, w: Niezależna Gazeta Polska, nr 5(27)

oraz Plinio Correa de Oliveira o narodzinach IV Rewolucji i opozycji umysłów przeciętnych wobec Kontrrewolucji:

Zatem wobec tych perspektyw [rozwoju IV Rewolucji, po upadku ZSRR] będą się uśmiechać z niedowierzaniem i optymizmem, tak jak Leon X uśmiechał się wobec pospolitej "kłótni mnichów", która była wszystkim, co widział w rodzącej się I Rewolucji [chodzi o wystąpienie Lutra]. Albo tak jak wychowanek Fenelona, Ludwik XVI, uśmiechał się widząc pierwsze wrzenia II Rewolucji [Rewolucja Francuska] na tle wspaniałych salonów pałacu, przy wtórze srebrnych dźwięków klawikordu albo dyskretnych błysków bukolicznej scenerii "wioski" jego żony. Tak też dzisiaj uśmiechają się, wobec manipulacji uśmiechniętego komunizmu poststalinowskiego lub konwulsji zwiastujących IV Rewolucję, optymiści i sceptycy (...).

Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 186-187

nowe bannery
żabki kochane! Zrobiłem nowe bannery! Można sobie kliknąc i zobaczyc co tam ciekawego po ich drugiej stronie.


myśl na dziś
W godzinie wzgardy na Krzyżu Najświętsza Maryja Panna jest tam, w pobliżu swego Syna, gotowa podzielić Jego los. — Pokonujmy strach działania jako chrześcijanie odpowiedzialni gdy to nie jest wygodne w środowisku, w którym żyjemy. Ona nam pomoże!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 977




sobota, 19 kwietnia 2008

[19 IV 2008] sobota, Dzień Maryjny

o akcji bloggerskiej

czytałem w Gazecie Polskiej, że bloggerzy Salonu24 (http://www.salon24.pl/) ogłosili akcję bojkotu kłamliwych mediów. Bardzo mnie to cieszy, tym bardziej że od jakiegoś czasu planuję podobną... W tej sytuacji i tak ją zorganizuję, ale w pewnym odstępie czasowym.
Przyznam, że czuję pewien dobry ferment... który wprawdzie powoduje sporo piany, ale pod nią kryje się przejrzyste, smaczne piwko. O czym w tak zawoalowany sposób prawię? Ano o naszej, polskiej sferze medialnej. Wydaje mi się, że dotychczasowy układ: G.Wyborcze i Dziennik, Polsat i TVN... staje w nowej sytuacji. Zarówno w swoich sektorach, jak i - a nawet szczególnie - w internecie. Coś się zmieniło dwa lata temu, pękło coś. Alternatywa dla mainstreamu przeniosła się do internetu, a osiągnąwszy tu sukces - na blogach, forach, akcjach mailowych - wraca do realu. Wraca, by przywrócić porządek - czyli posprzątać po Rewolucji.

co powiedział Jauress?

ubawił mnie ostatnio pewien cytat. W ogóle to śmieszna sprawa, bo gdy zajmuję się jakimś zagadnieniem (np. ostatnio - w związku z przygotowaniami do zaliczania KTSu - ustrojami państw w ujęciu starożytno-średniowieczno-renesansowym), wyziera ono i spogląda na mnie zewsząd! Więcej - nagle się okazuje, że i ludzie częściej na ten temat rozmawiają, niż mi się zdawało, a o każdym mam mniemanie takie, jakby był zupełnie na bieżąco z tymi sprawami i wiedział od dawna to, na co ja dopiero wpadłem.
Ale, ale - wracajmy do cytatu! Otóż, Kazimierz Świtalski w swoim Diariuszu, pisze tak:
Jaures kiedyś porównał system prac parlamentarnych do olbrzymiej lokomotywy, ciągnącej za sobą tylko igłę
Kazimierz Świtalski, Diariusz, Warszawa 1992, s. 341
Jak byśmy to skomentowali? W prosty sposób - toż wcale nie jest oczywiste, że demokracja parlamentarna to najlepszy możliwy system. Więcej - nie jest to system ani najtańszy (wprost przeciwnie), nie najefektywniejszy. Więc co? Nic nie sugeruję, oprócz możliwości zmiany obecnego ustroju - bynajmniej taka propozycja nie jest oszołomska. Oszołomami są ci, którzy słysząc tezę, zbijają ją nazywając jej autora oszołomem. Phi!

gender - a co to?

ostatnio miałem przyjemność porozważać na blogu troszkę o kobietach i mężczyznach, oraz ich rolach i powołaniu. Widzę po komentarzach, iż jest minimum jedna osoba, która posiada wątpliwości wobec tamtych postów. Postaram się poniżej je rozwiać - a tutaj jest ich kanoniczny tekst: https://www.blogger.com/comment.g?blogID=8013098484768916376&postID=951865793649908863
Swoją odpowiedź podzielę na trzy części. Otóż:
kultura
pojawiło się twierdzenie, że to, co ja określam powołaniem, czy naturalnymi rolami, to jest po prostu wytwór kultury (czyli angielskie gender). Przyjrzyjmy się temu twierdzeniu. Zakłada ono, że mężczyzna i kobieta - poza oczywistymi różnicami w budowie - są takimi samymi białymi kartkami, które zapisuje kultura. Zachodziłby tu pewien determinizm - jaką masz kulturę, taki jesteś (przynajmniej w zakresie płci kulturowej - gender). Od biedy można się zgodzić z tym założeniem - wbrew pozorom nie obala ono nic z mojej tezy. Dlaczego? Rozważmy obie możliwości. Jeśli ludzie byliby rzeczywiście takimi białymi kartkami - wówczas twierdzę, że jeśli jest Bóg - a to utrzymuję - i określa co jest dobre, a co złe, co sprzyja człowiekowi, a co nie, również miał wpływ na to, jak kształtowała się kultura. W jaki sposób? Ano choćby taki, że jego święci ją tworzyli, a On Sam wypowiadał się wielokrotnie w tych sprawach, współkształtując np. ustawodawstwo Izraela, obyczaje, etc. Mamy więc wśród kultur, tę kulturę jeśli nie pochodzącą w dużym stopniu od Boga, to określmy ją inaczej - niedoskonale odzwierciedlającą Jego zamysły. Zauważmy, że nie trzeba tu koniecznie używać Pana Boga w argumentacji. Spokojnie można się powołać - jak np. F.A. von Hayek - na ewolucję kultury, etc. Nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że koncepcja gender - abstrahując od jej prawdziwości, która dowiedziona nie jest - nie stanowi kolejnego stopnia w organicznym rozwoju kultury. Więcej - podcina gałąź, z której wyrosła, a jest to jedna z głównych gałęzi, jeśli nie pień - nie można więc powiedzieć, że odcina chorą gałąź.
kultura a natura
jeśli jednak uznamy, że nie jest tak iż płeć kulturowa i biologiczna są absolutnie nie związane ze sobą, wówczas dochodzimy do wniosku (pośrednio nawiązując do rozumowania Hayeka), że to jaka kultura powstała, wynika z natury ludzkiej, z której wyrosła. Kultura nie bierze się znikąd i nie jest jedynie zależna od racjonalnych działań ludzi - stąd też można mówić o zależności kultury od natury. Jeśli chcemy pociągnąć sprawę dalej - możemy znów powołać się na Pana Boga, który w ludzkie serca to i owo powpisywał... co jest chyba oczywiste dla każdego, kto nie spędza większości dnia w Coffee Heaven albo Czułym barbarzyńcy rojąc o głupim społeczeństwie i o tym, że gender rozwala wszystko!
co to jest powołanie
jeszcze w kwestii powołania. Koleżanka (domniemuję bowiem, że chodzi o niewiastę, niech zgadnę - IS UW?) wyraziła pogląd, że dobrze byłoby zostawić wybór powołania każdemu z osobna. Jasne, że nie. Dlaczego? Ano dlatego - wkraczamy tu na obszar teologii, moje żabki, to już nie jest teza z zakresu psychologii, czy czegoś w tym stylu - że powołuje Bóg. Jedyne, co człowiek ma przy tym do roboty, to powołanie rozeznać i przyjąć, bądź odrzucić.
Jeśli ktoś jest powołany do życia zakonnego - realizuje inne cele innymi środkami, niż gdyby był powołany do życia w małżeństwie, etc. Ale zauważmy - tu i tu, ma do wykonania konkretne zadania w dość skonkretyzowany sposób. Bycie księdzem z grubsza polega na jednym, bycie mężem też, żoną, siostrą zakonną - również.
Skąd zatem myśl, by siostra zakonna miała być księdzem, a żona mężem? Uściślijmy - nie sądzę, że powołaniem kobiety powołanej do małżeństwa jest przesiadywanie w kuchni, chociażby i z tego względu, że dziś w kuchni nasiedzieć się nie trzeba - są miksery, garnki, palniki elektryczne, obieraczki, zmywarki, etc. Ale Jej rolą jest na pewno zadbać o męża i zadbać o dzieci na swój sposób. A jak kobiety to realizują? Jak mężczyźni to realizują? Za czym w żonie tęskni mąż? Za czym w mężu tęskni żona? Spytajcie jakiekolwiek dziecko o różnicę między mamą a tatą i się dowiecie. Spytajcie którąkolwiek kobietę i mężczyznę o te sprawy...
Jasne, że być może dużo kobiet odpowie, że od męża oczekuje ostrej młocki w nocy, a mężczyźni okażą się amatorami różnych dziwnych czynności i tylko tego... Ale wtedy zaproście na dłuższą herbatkę i pogadajcie. A wtedy sami się zdziwicie co w ludziach siedzi i przypomnicie sobie to, co mówił Jan Paweł II, że Kościół jest wielkim specjalistą od człowieka. Sprawdzam na własnej skórze, ale i skórze innych, z którymi niekiedy rozmawiam, bo z jakichś względów tego potrzebują - sprawdzam to, że tak rzeczywiście jest.

skąd te dżendery?

ze strachu i z małości. Z najzwyklejszego strachu przed np. ciążą - u dziewczyn, odpowiedzialnością i byciem ograniczonym - u chłopców. Strach, małość, lęk przed wzięciem się z własną dojrzałością za bary... To już dziś niemal powszechne, ale to nie znaczy w żadnym razie, że normalne i pożądane przez Boga. Tym bardziej, że - a to mało kogo dziwi - powszechne dziś jest także brak radości, schamienie, prymitywizm i dekadencja. Wzięły się znikąd?

nazizm jako ideologia WE

było w historii coś takiego jak nazizm, prawda? Ot, jeden z konceptów zjednoczenia Europy pod wodzą Niemiec.
jest sobie w historii coś takiego jak Wspólnota Europejska, prawda? Ot, kolejny koncept zjednoczenia Europy pod wodzą Niemiec.
Skąd te myśli? Obejrzyjcie ulotki, które rozrzucali naziści w Serbii, by skaptować tubylców dla sprawy III Rzeszy. Chwilę później wejdźcie np. na stronę Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej i poczytajcie (http://www.ukie.gov.pl/). Znajome, prawda?

socjalizm, nazizm?

dlaczego mówi się, że nazizm, czyli narodowy socjalizm to ideologia prawicowa? Już mówię. Dlatego, że współczesna lewica wie, że lepiej zrobi, gdy wbije ludziom do mózgów, że Hitler to nie ich człowiek. Co z tego, że są od niego nieodlegli ideowo, że proponują nieomal to samo? Inaczej zdefiniowali nazizm, siebie ochrzcili antyfaszystami i szafa gra...

myśl na dziś
Prawda wypowiadana w słowie - kosztuje. Tylko za plewy się nie placi. Za pszeniczne ziarno prawdy - trzeba płacić.
Stefan kardynał Wyszyński (za http://www.17-ka.org.pl/)




czwartek, 10 kwietnia 2008

[10 IV 2008] czwartek, tytryryryry!

pani miniSTER
integracja europejska postępuje, a tymczasem okazało się, że francuska minister finansów bardzo się cieszy z wielkiej szansy na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, gdyż... pozwoli to ujednolicić system podatków od firm! Wspaniale, też się cieszę. Chyba, że w tym ujednoliceniu chodzi o to, żeby narzucić reszcie Unii nienormalnośc starej Unii w tej kwestii. A, że o to chodzi - chyba nikt nie ma wątpliwości...
zalatan
dziś pangnyszka miał kolokwium i przegląd, do których się przygotowywałem zawzięcie w ostatnim czasie. Z obu sprawek jestem zadowolony, nawet bardzo. Jutro czeka mnie spiczyk na WA PW, do którego kończę rozbudowaną prezentację. Stąd też - siłą rzeczy dziś znów króciutko.
Niektórzy pytają czy uda się nagrać spotkanie o Socratesie - odpowiedź brzmi następująco: mam nadzieję, że uda mi się znaleźć kamerę cyfrową!
myśl na dziś
W trosce o małe rzeczy przejawia się stały duch umartwienia. Jest to droga uprzyjemniania życia innym ludziom.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 991

wtorek, 11 marca 2008

[11 III 2008] wtorek, dziś też nie ma wspomnienia

łapaj organistę!
http://wiadomosci.onet.pl/1708584,11,item.html
Onet.pl, który od jakiegoś czasu celuje w artykułach na temat pedofilii wśród katolików (szczególnie tej domniemanej), donosi, że pewien organista (onanista?) molestował dziewczynkę z chóru parafialnego...
Po pierwsze - dlaczego onet ma jakieś ale w stosunku do odmiennej orientacji, w tym wypadku pedofilskiej?
Po drugie - jakie ma znaczenie to, że pan ów był organistą? Czy gdyby molestantem (no właśnie, co to jest to molestowanie...? Czy Onet mógłby wyjaśnić? Nie zdziwię się, jeśli ów organista np. głaskał dziewczynkę po włosach, a jej rodzice mają z nim na pieńku, bo donosi na policję, że palą liście jesienią...) okazał się elektryk, tytuł brzmiałby "Elektryk molestował dzieci?".

jutro
jak wiecie - jutro demonstracja przed Sejmem. Na mieście cicho, cichutko... nikomu nie przychodzi do głowy zdać sobie sprawy z tego, co się właśnie dzieje... Nie zdziwię się, jeśli jutro nie zobaczę żadnego medium na miejscu. To, czego się nie opisuje - nie istnieje.

dlaczego?
parę myśli a propos Traktatu Lizbońskiego (nota bene ma on być ratyfikowany podczas roku 2008, tj. Roku Niepodległości, jak ogłosił Parlament...).

- pamiętacie proces tworzenia się Stanów Zjednoczonych? Otóż, na początku każdy obecny stan był po prostu krajem, a jego ludność narodem (ślad tego widać np. u A. de Tocqueville'a w O demokracji w Ameryce - dziele z połowy XIXw.). Efekty widzimy obecnie - stany pełnią rolę nieco większą niż nasze województwa (no dobrze - większą, ale nie są tym, czym były. Są prowincjami).

- pamiętacie wojnę secesyjną? O co w niej chodziło? Nie, nie tylko o zniesienie niewolnictwa. Przede wszystkim o to, że stany południowe wyraziły chęć oderwania się od Unii (bo tak pierwotnie nazywano USA). Co je spotkało? Hehehe... krwawa jatka. Odłączyć się nie udało. Przypomnę, że połączenie motywowano chęcią reprezentowania Ameryki na arenie międzynarodowej i stworzenia armii.

- a teraz wracamy na ziemię. Co wnosi Traktat Lizboński? Z tego, co mówią ci, co go czytali (a nie jest ich w Polsce ani Europie wielu) - Prezydenta Unii Europejskiej, Ministra Spraw Zagranicznych UE, osobowość prawną dla UE (tj. powstaje nowe państwo - Unia Europejska), oraz ograniczenie prawa weta (tj. np. Niemcy zrobią lobbing za swoim prawem budowlanym, a my będziemy musieli je przyjąć, bo prawo unijne ma pierwszeństwo wobec krajowego - super).

- kto umie połączyć powyższe trzy punkty - niechaj jutro przychodzi pod Sejm o 12:00. Kto nie - niech mi nigdy nic nie mówi o jakichkolwiek wyborach, polityce i bajkach o tym, jak to wrzucając świstek do urny, zmieniam cały świat.

do poczytania 1

DZIENNIK:

Tego nikt się nie spodziewał. Jeden z odznaczanych przez prezydenta bohaterów Marca '68, Bogdan Czajkowski, podszedł na uroczystości do Lecha Kaczyńskiego, chwilę porozmawiał, ale odznaczenia nie przyjął. Dziennikowi.pl tłumaczy, że elity zdradzają nasz kraj, nie godząc się na referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Bo jego przyjęcie to zrzeczenie się niepodległości.

W Pałacu Prezydenckim zapanowała konsternacja. Jedyne, co usłyszeli dziennikarze, to słowa Czajkowskiego "Panie prezydencie, z ciężkim sercem...". Nie przyjął odznaczenia i wyszedł.
"To nie był protest przeciwko panu prezydentowi" - tłumaczy dziennikowi.pl Bogdan Czajkowski. "To jest sprzeciw na to, że polscy politycy nie chcą się zgodzić na ogólnonarodowe referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Najwyższym suwerenem jest naród i, o zrzeczeniu się przez Polskę niepodległości powinni decydować Polacy" - dodaje.

Traktat Lizboński to dokument reformujący Unię Europejską. Przedstawiciele państw Unii podpisali go w stolicy Portugalii 13 grudnia. Jego krytycy uważają, że oznacza o­n ograniczenie suwerenności państw Wspólnoty.
Bogdan Czajkowski, w 1968 r. przywódca strajku studentów na Politechnice Warszawskiej, podaje też drugi powód odrzucenia orderu. Twierdzi, że zniszczyła go "esbecka klika" - w Polsce nie mógł znaleźć pracy. "Znalazłem się na śmietniku" - mówi dziennikowi.pl. Radiu ZET wyjaśnił, że nie ma nawet dla niego pracy.
Czajkowski chciał wyjaśnić powody odrzucenia orderu jeszcze na ceremonii, ale prezydent nie zgodził się na jego wystąpienie. Mówi, że przyjmie odznaczenie, jeśli odbędzie się referendum


http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article134781/Odmowil_prezydentowi_bo_elity_zdradzily_Polske.html

do poczytania 2
Money.pl:
Stuart Wheeler zaskarży odmowę poddania Traktatu Lizbońskiego pod głosowanie w referendum powszechnym. Premier Gordon Brown twierdzi, że Traktat nie narusza konstytucji Wielkiej Brytanii. Poprzedni premier Tony Blair zgodził się na plebiscyt w sprawie Konstytucji Europejskiej, ale kiedy w 2005 roku konstytucja przepadła w referendach we Francji i Holandii, zniknęła potrzeba jej zatwierdzenia. Teraz brytyjski rząd twierdzi, że Traktat Lizboński to nie to samo co unijna konstytucja i nie ma potrzeby rozpisywania referendum.W parlamencie rozpoczyna się właśnie 12-dniowa debata ratyfikacyjna. Cały proces potrwa zapewne 3 miesiące. Jednak Stuart Wheeler, który dorobił się milionów na operacjach giełdowych, zawiadomił premiera Browna, że kieruje do sądu pozew, mogący zmienić bieg wydarzeń.
Wheeler liczy na to, że nacisk społeczny i skierowanie sprawy do sądu mogą odroczyć debatę. Jednak nawet jeśli parlament ratyfikuje traktat, to decyzja sądu może uznać to za krok niekonstytucyjny. Również konserwatywna opozycja zapowiada, że jeśli dojdzie do władzy, to ogłosi referendum w sprawie traktatu - ale gdyby parlament dokonał przedtem legalnej ratyfikacji, byłoby to niemożliwe. Obecnie spośród 27 państw Unii tylko Irlandia planuje rozpisać referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego.


http://news.money.pl/artykul/brytyjski;milioner;zmierzy;sie;w;sadzie;z;premierem,56,0,316984.html

do poczytania 3
wyborny artykuł Wojciecha Popieli

Lektura uzasadnienia do ustawy o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego jest o tyle ciekawa, o ile można dokładnie zobaczyć jak inicjator ustawy - rząd, posługując się językiem prounijnej propagandy okłamuje parlament. Oczywiście okłamuje tych, których musi - wielu ma takie poglądy czy to z uwagi na chęć zysku, czy powiązania ideologiczne. Wielu też nie ma żadnych poglądów - robi co im każą.W uzasadnieniu czytamy m.in.:"Traktat z Lizbony przejmuje część propozycji, jakie znalazły wyraz w Traktacie konstytucyjnym".http://tiny.pl/4x3m
Jaka to część?
Jest to o tyle ważne, że niemal żaden parlamentarzysta nie zadał sobie trudu przeczytania Traktatu, na którego akceptację będzie się zgadzał. Mówi europoseł J.P. Bonde:

Członkiem Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego jest fiński specjalista, który uczestniczył w trzech konferencjach międzyrządowych w imieniu rządu fińskiego. Jest to Alexander Stubb. Jest o­n obecnie wspólnym koordynatorem Komisji Spraw Konstytucyjnych z ramienia największej grupy politycznej w Parlamencie Europejskim, Chrześcijańskich Demokratów i Konserwatystów, PPE-DE.Powiedział on, że jest zadowolony, iż w nowych tekstach zachowano 99 proc. postanowień konstytucji. Zapytałem go o pozostały 1 procent. Musiał przyznać, że nie ma istotnej różnicy w zakresie przepisów, które można przyjmować na podstawie dwóch różnych projektów traktatów (kompletów tekstów).Podczas następnego posiedzenia komisji zadałem to pytanie przewodniczącemu konwentu ds. konstytucji, byłemu prezydentowi Francji Valery`emu Giscardowi d`Estaing. o­n również nie był w stanie znaleźć żadnych różnic pod względem skutków.(...) Valery Giscard d`Estaing ogłosił rezultaty prac na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego 17 lipca 2007 roku. Oświadczył o­n, że treść nowego traktatu jest identyczna z treścią odrzuconej konstytucji, lecz forma zmieniła się z czytelnej konstytucji na dwa komplety niezrozumiałych poprawek do traktatów.Valery Giscard d`Estaing powiedział, że zgadza się z przewodniczącym-elektem konwentu, byłym premierem i obecnym ministrem spraw wewnętrznych Włoch Giuliano Amato. Według Euobserver.com z 16 lipca 2007 r., Amato powiedział, że konstytucja została celowo sporządzona w sposób nieczytelny dla obywateli, właśnie w celu uniknięcia referendów:

Postanowili o­ni [przywódcy UE], że dokument powinien być nieczytelny. Jeżeli jest nieczytelny, nie ma charakteru konstytucyjnego - tak to postrzegano. Jeżeli przypadkiem uda się go zrozumieć od razu, może istnieć powód do przeprowadzenia referendum, ponieważ oznaczałoby to, że istnieje coś nowego (przemówienie w Centre for European Reform w Londynie, 12 lipca 2007 r.; źródło: Euobserver.com. 16 lipca 2007 r.).

Uzasadnienie rządowe używa też argumentu ilościowego: Społeczeństwo polskie w pełni docenia członkostwo w UE, wyrażając w tej sprawie stałe poparcie na poziomie około 80%.Dotąd zwrot "w pełni" oznaczał 100%. Ale czy ktoś wątpi w możliwość publikacji sondażu np. 99% "za"? Za pierwszej komuny już i to przerabialiśmy. Ciekawe, niby 80% "za" ale pan Tusk (PO) mówił o swoim strachu co do wymaganej referendalnej frekwencji entuzjastów kajdan brukselskiego socjalizmu. Czy wyniki "sondaży" zastąpią też wybory gminne, parlamentarne i prezydenckie?
Jest też i argument pokazujący dokładnie za ile się sprzedajemy. Niestety i tam nie brak ordynarnego, wyświechtanego, propagandowego kłamstwa."Możliwość otrzymania w ramach perspektywy budżetowej 2007-2013 wsparcia w wysokości ponad 60 mld euro stwarza niepow­tarzalną szansę na dokonanie w Polsce wielkiego skoku cywilizacyjnego."Deszcz euro to klasyczne hasełko probrukselskich klakierów. Podobnie jak trącący zakompleksieniem "wielki skok cywilizacyjny".Czy ktoś myślący jasno nazwie dodatkowe 1,36 zł. dziennie na Polaka, stworzeniem niepowtarzalnej szansy na dokonanie wielkiego skoku cywilizacyjnego? Tak, robi to rząd w uzasadnieniu. Kłamie, czy ma parlamentarzystów za kompletnych idiotów? A może - nie wykluczajmy tego - autor (nieznany...) uzasadnienia rzeczywiście tak uważa...?Tymczasem od ok. 60 mld euro na 7 lat należy odjąć polską składkę w wysokości ok. 21 mld euro. Pozostaje nam 39 mld euro "szansy". Szansy, gdyż 39 mld to tylko możliwość przy 100 procentowym wykorzystaniu tego, co brukselska biurokracja zabierze podatnikom innych krajów Wspólnoty Europejskiej, niedługo zwanej oficjalnie Unią.Ale załóżmy, że przez 7 lat Polacy otrzymają 39 mld euro. To średnio ok. 5,5 mld euro na rok. Kurs euro do złotówki to 3,57 zł. Daje to rocznie ok. 19,6 mld złotych.Dzieląc to na liczbę Polaków (39,5 mln) i dni w roku (365) mamy 1,36 zł. dziennie na Polaka.Każdy kto miał do czynienia z pieniędzmi wie, że w Polsce za dodatkowe 1,36 zł dziennie można dokonać wielkiego skoku cywilizacyjnego.
Można kupić najtańszą gazetę, albo zupę w proszku czy nawet pół kilograma jabłek.Można agitować za utratą suwerenności na rzecz socjalistycznej Brukseli, ale czy "darowane" rocznie kilka miliardów euro, (które trzeba koniec końców wydać w ‘strefie euro’) stanowiące ok. 1,5 procent polskiego PKB trzeba w tym celu nazywać "wielkim skokiem cywilizacyjnym"? Czy mniejszy kaliber kłamstw nie wystarczy by uczynić zadość marzeniom dorastającej niedaleko Szczecina (cóż za zbieg okoliczności) pani Anieli Merkel o imperium soc-europejskim pod kierowniczą rolą zjednoczonych Niemiec?
Być może Polacy złożyliby się po te 1,36 zł. dziennie na rzecz biurokratów z rządu, parlamentarzystów i prezydenta chcących nas sprzedać do eurokołchozu za marne grosze? Tego się już nie dowiemy. Historia ich osądzi, tak jak zrobiła to z Ponińskim, Poniatowskim i ich europejskim towarzystwem* sprzed ponad 200 lat.
Wojciech Popiela

do poczytania 4
wiecie, że nasi pupile - Kaczyński i Tusk parafowali tekst, którego nie czytali, bo go jeszcze oficjalnie nie ogłoszono? Hahaha... Dobre, co? Poniżej link do artykułu chłopaka, który obdzwonił wszystkie urzędy od UE w Polsce, chcąc dostać treść Traktatu...

http://upr-olsztyn.org/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=159

szlag...
mię trafia, gdy o tym myślę...

myśl na dziś
Jezu, od okrutnych oprawców *Na sąd Piłata, jak zabójca szarpany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO