Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2009

[1 III 2009] niedziela, czyim memberem jest p. Borusewicz?

wracamy – co robi intersity?
no, i przyszedł czas powrotu! PKP Intercity – spółka, którą darzyłem wielką estymą za poprzedniego prezesa, a którą teraz wypluć z ust swoich musiałem ze względu na skandaliczną podwyżkę cen biletów – dzisiaj zmienia rozkład jazdy! Jak zwykle – skutkuje to powszechną degrengoladą wszelkich czynników kolejowych.
Pociąg nie przyjeżdża, pani z informacji nie wie, czy przyjedzie, ale twierdzi że wczoraj przyszły jakieś telegramy, podchodzi do nas chłopiec, który od wczoraj czeka na pociąg do Warszawy, bo najpierw sprzedali mu bilet na pociąg, którego nie było, potem nie dali rady poinformować kiedy będzie... słowem – nic się nie zmieniło od czasu, gdy jechałem z przepustki po przysiędze z powrotem do Torunia, właśnie w dniu zmiany rozkładu!
Ach, nic to! Chce się ciąć koszty, to trzeba jechać pośpiechem.

rozumienie intencji
pogrążonym będąc przez weekend w lekturach socjologicznych, szczególną uwagę zwróciłem na pewną sugestię w jednej z nich! Chodziło o wagę rozumienia intencji! Popuściłem wodze fantazji... i muszę się zgodzić. W zależności od tego, jak rekonstruujemy intencję działającego aktora, taką też postawę zajmujemy wobec jego działań. Bez względu na to, czy chodzi o politykę międzynarodową, czy o codzienne obcowanie z członkami rodziny! Daleko szukać nie trzeba – ostatnio pisałem na gnyszkoblogu o jałowości zabiegów względem Jerozolimy, jeśli nie uwzględniają one prawdziwych intencji strony muzułmańskiej. Jeśli jej intencja jest taka, jak ją określiłem... to wszelkie działania, które tego ustalenia nie uwzględniają – można sobie o kant...!
Intencję rozeznać jest trudno, toteż kontakty międzyludzkie należy opisać jako wielkie pasmo błędów, szczególnie błędów atrybucji... czyli wracamy do tego tematu, który szeroko wałkowaliśmy nie tak dawno temu.
Wśród nich najczęstszym jest moim zdaniem przypisywanie świadomego sprawstwa. Jeśli rozpatrujemy skutek czyjegoś działania... to im mniej jest on nam obojętny, tym bardziej skłonni jesteśmy przypisać działającemu świadome sprawstwo.

czego Borusewicz jest członkiem?
jakiś czas temu, niejaki Borusewicz Bogdan z Pomorza, tymczasowy marszałek Senatu stwierdził, że „(...) jako członek Kościoła Katolickiego, czuje się zaniepokojony postępowaniem Benedykta XVI”. Z okazji Wielkiego Postu, gnyszkoblog pragnie wydać oficjalną rekomendację panu Borusewiczowi. Taką mianowicie, by w zaciszu własnego sumienia dokonał introspekcji, czyli rachunku sumienia... gdyż wielce prawdopodobne wydaje się, że nie jest członkiem żadnego Kościoła Katolickiego, tylko po prostu członkiem. Członkiem-w-ogóle.

rynek – reifikacja
o tym, że ludzie lubią personifikacje, czy reifikacje w ogóle – wiadomo od dawna. Ostatnio istna feeria reifikacji występuje wokół tematu rynek-kryzys.
Sam kryzys, to jakiś włochaty stwór, który nie wiadomo skąd i w jaki sposób przychodzi, nie wiadomo co i jak robi... ale skutkiem tego jest... nie wiadomo co i w jaki sposób... ale jest to straszne. Takie podejście jest na rękę dziennikarzynom ekonomicznym, bo kując tekściorki i audycje w taki sposób łatwo wcielają się w rolę tych mądrzejszych, którzy oświecają maluczkich konsumentów, którzy inaczej nic by nie zrozumieli. A prawda jest taka, że tu dużo do rozumienia nie ma, choć wydaje się inaczej. Dlaczego wydaje się inaczej?
Ano, dzięki temu pierdzeniu, które emitują dziennikarze, politycy wygłaszające puste mowy... a u źródeł tego wszystkiego leży zawsze: przychód, rozchód i ryzyko. Tymi pojęciami można opisać całą tę rzeczywistość, która się teraz objawiła – nie „stała się nagle” - ona stała się jasna, dotychczas wszyscy się okłamywaliśmy, że jest możliwe wszystko, że nadeszły już takie czasy, że już się niczego nie traci, że bessy nie przychodzą, że złotówka umacnia się w nieskończoność, że firma jest w stanie powiększać przychody w tempie 20% rocznie w nieskończoność... To czysto psychologiczne zjawisko, oparte m.in. na reifikacji. Być może zaczynamy opisywać rzeczy abstrakcyjne tak, jak by były bytami fizycznymi po to, by te sprawy lepiej sobie wyobrażać, ale później sami ulegamy własnym zabiegom – i zaczynamy wierzyć w to, co przerysowaliśmy poprzez reifikację. Podajmy tego przykład.
Spotkałem się ostatnio z polemiką, której inicjator chciał w końcu rozwiać powszechne przekonanie, że rynek jest idealny. Sam fakt, że istnieje potrzeba by o tym rozmawiać, to dowód na pewne zidiocenie. Bo ten „rynek” to nie jest jakiś byt, tylko codzienne transakcje kupna-sprzedaży. Tylko i wyłącznie.
Dlatego mimo, że rynek jest wydajny i najlepiej działa, gdy jest wolny, to idealna konkurencja i idealna informacja jego uczestników, są pewnymi modelami. To, że mówimy że rynek jest taki właśnie, nie oznacza, że w krótkim terminie nie opłaca się każdemu z jego uczestników sytuacja, w której byłby monopolistą! Oczywiście że tak! Więcej – będzie nawet się angażował w politykę po to, by dostać monopol. Stąd też – paradoksalnie – największy beneficjent rynku, czyli potężny gracz na rynku, we własnym interesie dąży do usunięcia rynku. To jednak nie oznacza, że następuje koniec rynku... każda sytuacja w historii jest przejściowa! Tym bardziej w historii gospodarczej, gdzie motorem działania często jest chciwość! Monopolista, gdy zacznie przeginać... będzie aż do skutku atakowany przez odważnych, mniejszych konkurentów. Proszę sobie prześledzić ostatnie sto lat i poszukać przykładów upadków potężnych firm, prawie monopolistów na własnych rynkach. Jest ich wiele – chociażby spoglądając jedynie 10 lat wstecz. Bycie monopolistą demoralizuje... a zdemoralizowana firma długo istnieć nie może, choćby nawet państwo podtrzymywało trupa dziesiątkami lat.
Z jednej strony błędem jest reifikowanie rynku, jako jakiegoś abstrakcyjnego bytu, niewidzialnej ręki, czy kryzysu, jako nie wiadomo czego (a przecież „kryzys” to po prostu bankructwa firm na skutek popełniania błędów, które pociągają za sobą bankructwa ich kooperantów). Z drugiej zaś – idealizowanie i traktowanie modelu, jako czegoś więcej, niż model. Z trzeciej – traktowanie ostatnich pięciu lat, jako „historii”. To zdecydowanie zbyt krótka perspektywa.

pobudźwa gospodarkie!
nie wiem na ile powyższe rozważania wydają się strawne, ale w moim przedziale szwargoczą sobie trzy młode damy rodem z Ostrowa Wielkopolskiego, które teraz przeszły na etap czesania się nawzajem. Chciałem czytać – nie dało się. Piszę bloga – daje się jako tako.
Wracamy do tematów gospodarczych. Czytałem ostatnio w Gazecie Polskiej wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, który optuje za powiększeniem deficytu budżetowego celem „pobudzenia gospodarki”. Nie wiem co na myśli miał Prezes Kaczyński... ale spróbujmy rozpatrzyć sytuację przez analogię z kotem Alikiem.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w posiadaniu kota Alika. Kotek nasz szalał sobie cały dzień, marcował się z koleżankami, wściekał na podwórku jak nigdy... przychodzi noc... Alik słania się na łapkach, ogon podkurczył, oczka mu się kleją... a my wciąż chcemy słuchać jego marcowego mruczenia i miauczenia. Traktujemy go zatem kawą i zastrzykiem z adrenaliny! Nawet jeśli Alik przez kolejną dobę będzie aktywny... a nawet i przez kolejną ... to w końcu albo nam w końcu kopyrtnie, albo jak mu damy spokój, to będzie nam spał przez dwie doby i cierpiał na niestrawność.
Pobudzajmy, pobudzajmy, panie Prezesie! Politycy to najlepsi twórcy... kolejnych kryzysów.
grahamki
co zatem zrobić w świetle powyższych dwóch notek? Jeśli mamy zamiar mądrzyć się, albo choć tylko rozumieć tematy z gospodarką związane, to bierzmy się za naukę. A uczyć się można jedynie od ekonomistów, którzy nie dokonują kreacji tylko i wyłącznie metodą używania niezrozumiałych słów... mowa więc o „Austriakach”. Książki, które wymieniłem w Pogadance na temat istoty kryzysu – Hayek, Rothbard i Mises – są nadal aktualne!
Natomiast jeśli zamierzamy dodatkowo coś zarobić... to – jak już pisałem ostatnio – bez „Inteligentnego inwestora” Benjamina Grahama nie ma o czym myśleć! Nie tylko wieloletnia perspektywa, bogaty materiał dokumentacyjny z przeszłości, ale i porządna teoria. Wyrosła właśnie z praktyki!

jak zostałem Putinem Opus Dei?
nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale zostałem Putinem Opus Dei! Ów zaszczytny tytuł nadał mi sympatyczny komentator blogu Barta (pamiętacie Barta, z którym konkurowałem w konkursie na Bloga Roku 2008? no, Bart zaczął zresztą gnyszkobloga komentować!) - niejaki eli.wurman. Zauważyłem, że otrzymuję przekierowania z Jego bloga. Zajrzałem... i w liście linków pod tytułem „Blogi twojej starej” znalazłem link właśnie „Putin Opus Dei”. Zgadnijcie dokąd prowadzi?
Sprawa to dla mnie wielce ciekawa i chyba jasna... stanowi piękny przykład różnicy między światem wyobrażonym, a realnym – i tego, że świat wirtualny – choć stwarza pozory wielkich możliwości poznawczych – to jednak świat domysłów, wyobrażeń i uprzedzeń.
Ale za ów pocieszny tytuł, eli.wurmanowi bardzo dziękuję!

Szostkiewicz a ultrakatolicy
nie lepiej, niż w blogosferze, jest w tradycyjnej publicystyce. Ostatnio niejaki Szostkiewicz Adam, rzekomy znawca religii z „Polityki” napisał o „ultrakatolikach i katolickiej prawicy” w kontekście zdjęcia ekskomuniki z Bractwa św. Piusa X. W tej grupie dostrzegł Marka A. Cichockiego z „Teologii Politycznej”, który jest luteraninem!
Panu Szostkiewiczu gratulujemy rozeznania!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/1-iii-2008-sobota.html

myśl na dziś
Modlitwa nie jest przywilejem mnichów. Jest obowiązkiem chrześcijan, mężczyzn i kobiet, którzy żyją w świecie i wiedzą, że są dziećmi Bożymi.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 451




środa, 3 grudnia 2008

[3 XII 2008] Homogenizacja mózgu...

Homogenizacja...
czy nie wydaje Wam się, że paradoksalnie – żyjąc w świecie, który „różnorodnością” wyciera sobie gębę na każdym kroku – żyjemy równocześnie w świecie niesamowicie stotalizowanym? Mnie się tak wydaje – żyjemy w bardzo ujednoliconym, ustandaryzowanym świecie. Myślałem o tym po raz kolejny ostatnio, zdawszy sobie sprawę z tego, że np. na polu edukacji wszyscy mamy tę samą historię. Idziemy sobie do szkółki, uczymy o pingwinach-zboczeńcach, potem gimnazjum, tam wariujemy, potem liceum i poczucie wszechmocy, a potem studia i degrengolada... Wszyscy mamy tę samą historię. Rzadko kiedy można spotkać kogoś, kto np. najpierw musiał pracować, albo nie kończył podstawówki i uczył się w domu, albo nawet i do studiów nie pobierał formalnej edukacji.
Czy to dobrze, czy źle? Wydaje mi się, że źle – efektem tego są spłaszczone umysły, rozmiłowanie w miernocie i stereotypowe postrzeganie rówieśników. To ostatnie jest chyba najgorsze, bo dla własnego bezpieczeństwa mentalnego, większość woli hamować jednostki, które się ponad nią wybijają. Nawet urzędowo.
Nie wiem, jak bardzo zrozumiałe jest to, co napisałem, ale pewnie nie bardziej niż wypociny jakiegoś Bourdieu, czy Parsonsa, którymi jestem teraz faszerowany na socjologii. Z tych dwóch raczej ten drugi jest godny uwagi.

zniewagi zniewagom nierówne
porzućmy na chwilę rozważania szczegółowe na rzecz anegdotki. Prof. Sułek opowiedział wczoraj zabawną historię o tym, jak to zatarasował warszawskie metro (trzeba Wam wiedzieć, że bohater tej historii to zacny metodolog nauk społecznych). Otóż, nie udawało mu się skasować biletu, przez co ludzie stojący w kolejce do bramki za nim, popadli w irytację. Jedna dama, chcąc go ominąć, włożyła swój bilet... co prof. Sułek odebrał jako swój sukces, myśląc że to jego bilet – i spokojnie przeszedł przez bramkę. Na co dama nazwała zacnego metodologa „Baranem”.
Ot, równość. Prof. Sułek odparłszy później w sposób adekwatny do swojej winy oraz agresji kobiety, wrócił do pracy i opracował zarys programu badawczego na temat sposobów zwracania się do ludzi starszych w środkach komunikacji masowej.

rynek wszędzie
odpowiadam pokrótce na polemikę kol. Tamkquna dot. rynku. Niestety nie mam przed oczami tekstu jego odpowiedzi, więc odpowiem na podstawie wyobrażenia, które przechowuję w pamięci.
Wydaje mi się, że kol. Tamkqun zakłada, że fetyszyzuję rynek, nadając mu zbyt optymistycznie ogrom przeróżnych cech. Jest to podejście błędne.
Ustalmy na początku, co rozumiemy przez pojęcie „rynku”. Jest to moim zdaniem sposób, czy raczej system alokacji dóbr polegający na tym, że dowolne podmioty dysponują w sposób mniej lub bardziej wolny zasobami, które posiadają, np. je wymieniając (gdzie pod pojęciem zasobów rozumiemy zarówno dobra, jak usługi, czy władzę). Nie ma tu cienia normatywu – po prostu uznajemy prawo własności. Nie oznacza to bynajmniej, że aktorzy na rynku będą zawsze działać efektywnie, czy że zawsze będą postępować dobrze z moralnego punktu widzenia. Wręcz przeciwnie – po grzechu pierworodnym oczekiwanie, że samo dobro przyciągnie człowieka jest założeniem naiwnym. Owszem, dobro pociąga, św. Tomasz ma rację, ale zraniona natura stawia po drodze wiele przeszkód. Jeśli nie ma pracy nad cnotą, czy wykształconej cnoty – człowiek łatwiej popada w grzech. Wracając do rynku – oznacza to, np. że nie dziwi mnie sytuacja w której nagle ludzie zaczynają fascynować się pederastią i gejowie znajdują się na opakowaniach płatków śniadaniowych. Wręcz przeciwnie – patrząc na to, co dzieje się obecnie, uważam to za wysoce prawdopodobne w niedługim czasie! Nie zamierzam jednak zasypiać gruszek w popiele i uważam, że nie ma nic złego w tym, by kreować siłę rynkową, która tę tendencję będzie zwalczać, ba – może nawet doprowadzi do powszechnej zgody na to, że należy zakazać promocji homoseksualizmu. Każdy ruch społeczny generowany jest raczej przez małą grupę usypiaczy, którzy przeciągają milczącą większość w swoim kierunku. Wystarczy tylko dotrzeć z alternatywą, podać ją w dobrej formie, by sytuację odmienić. Ale tu nie chodzi o marketing. Kościół, jako depozytariusz Prawdy, przemienia raczej serca, formuje cnoty i postawy – trwale. Propaganda fidei, to raczej wyzwalanie ludzi z okowów ich namiętności, które każą im sądzić, że są racjonanymi przesłankami.
Zresztą nawet, gdyby była to znaczna większość równie przekonanych – nic nie stoi na przeszkodzie, by pracować nad tym, by zmienić ich zdania. To wszystko, to gra rynkowa. Nie ma w tym nic antyrynkowego.
Co do kwestii finansowania jeszcze – kol. Tamkqun nie zauważa chyba, że zwykłe firmy nie osiągają rentowności od pierwszego dnia działania. Wręcz przeciwnie – norma, to dwa, trzy lata. Dlatego też nie ma nic nienormalnego w tym, że przez jakiś czas jedzie się na deficycie i wierzy się w to, że mimo wszystko uda się przekonać rynek nie tylko do produktu, ale i do jego kupna. Podobnie z Frondą.pl
Co do kwestii politycznych – nieodwołalnie władza dąży w ręce coraz gorszej hołoty i jest to wynik działania rynkowego, oczywiście. Nie oznacza to natomiast, że jest to wynik pożądany, ani tym bardziej – że nie należy pracować nad jego zmianą. Ponownie wracamy do Kościoła – tam, gdzie słabnie wpływ Wiary... tam społeczeństwo bardziej wariuje, ulegają namiętnościom. Dlaczego? Bo i udział procentowy ludzi dojrzałych, opanowanych, oświeconych wiarą jest mniejszy, mniej cnót jest praktykowanych, etc. Władza idzie do hołoty, a świat w kierunku kryzysu. Nie bez kozery coraz więcej autorów zauważa moralne fundamenty obecnego kryzysu. Powiem więcej – ten kryzys ma podstawy w zmianach w moralności, zarówno w Ameryce, jak i na świecie.
Na koniec, muszę powiedzieć, że nie wiem, czy trafnie odpowiedziałem na pytania, bo nie miałem ich przed oczami, ale na pewno nie postrzegam rynkowej racjonalności, jako racjonalności w ogóle, ale bardziej jako „ograniczoną racjonalność” opisaną przez Northa. Po drugie – rynek postrzegam raczej bardziej abstrakcyjnie, niż kol. Tamkqun. Wydaje mi się nawet, że rację miał Parsons chcąc znaleźć ogólny model analityczny dla nauk społecznych na każdym poziomie. Na podstawie dotychczasowej lektury Parsonsa muszę powiedzieć jedno – chyba znów znajduję własne pomysły w cudzych książkach... No, ale do tego już chyba czytelnicy Gnyszkobloga przyzwyczaili...

de Toqueville o Unii
„(...) Pierwszą jest forma federacyjna, którą przyjęli [...] i która pozwala Unii cieszyć się potęgą, jaką ma wielka republika, i bezpieczeństwem, jakie ma republika mała”.
Jak myślicie, czy de Toqueville nie mówi przypadkiem o Unii Europejskiej? Nie, ale choć mówi o Ameryce, sam nie wie o tym, że za parę lat słowa te dotyczyć będą Unii Europejskiej. Niedługo uchwalą nam traktat lizboński, już zaczynają nam narzucać absurdalne ustawodawstwo... potem okaże się że konieczna jest dalsza integracja, aż do federacji, a z federacji – po jakiejś powtórce z Wojny Secesyjnej – do jednego państwa. Chyba, że po drodze będzie jakaś wielka wojna.

Unia zachodzi nas od tyłu...
żeby nie być gołosłownym, zamieszczam artykuł z fronda.pl.
[Oj, jednak nie zamieszczam, bo zniknął z portalu, ale w zamian zamieszczam fragment e-maila od stałego Czytelnika, który przebywa obecnie w Niemczech na socratesie...]
Mam wrażenie, że ci wszyscy "wyzwoleni" monachijczycy (którzy robią wszystko, żeby się odciąć od mitu konserwatywnej Bawarii) oraz przyjezdni to banda zbaraniałych matołów. Wystarczy porozmawiać nt. jej wysokości Unii E., żeby dowiedzieć się... niczego, poza dziecinną, brukselską propagandą w stylu "dni europejskich", jakie znam z podstawówki. Nieważne po co, grunt, żeby następowała integracja. Ale mniejsza o to.
Dziś z kolei dowiedziałem się (z NajwyższegoCzasu!) o inicjatywie ustawodawczej francuskich feminazistek, chcących narzucić krajom całej UE mix ustawodawczy złożony z ustaw dot. antykoncepcji, aborcji, homoseksualizmu, rozwodów, etc. W jaki sposób go stworzyć? Ano, przeglądamy ustawy w poszczególnych krajach – i wybieramy najbardziej ohydne i bezbożne... i narzucamy je reszcie. A co! Choć byłby to przykład jawnego nadużywania władzy przez eurobiurokrację... ale nie moglibyśmy odmówić femiwariatkom skuteczności w zastanym systemie stanowienia władzy. Znów wracamy do „rynku”. Dziewczyny może okażą się skuteczne. Co bynajmniej nie jest dobre, ani pożądane przez wszystkich.

społeczeństwo organiczne...
wciąż jestem pod wrażeniem de Toqueville'a analizującego religijność Amerykanów, i pod wrażeniem tamtego społeczeństwa. Być może nie jest to średniowieczne, ubóstwiane przez konserwatystów i kontrrewolucjonistów, społeczeństwo organiczne, ale na pewno coś jemu pokrewnego.
Na marginesie, de Toqueville zauważa, że choć wielość wyznań była w Ameryce wielka, to jednak panowała jedna, surowa moralność. Dziwne prawda? Szczególnie dziś, gdzie wiadomo już jakie są owoce rewolucji Lutra. Jak bardzo trafny jest tu tytuł książki Tomasza Terlikowskiego: Gdy sól traci smak. Etyka protestancka w kryzysie


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/3-xii-2007-poniedziaek-w-franciszek_03.html

myśl na dziś

Bardzo wielką rzeczą jest uznać się za nic wobec Boga, ponieważ taka jest prawda.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 260




poniedziałek, 1 grudnia 2008

[1 XII 2008] homosie, wszędzie homosie!

wszędzie pedziowie...
nie wiem jak Czytelnicy, ale ja od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że aktywiści homoseksualni są wszędzie. Dlaczego? Ano, proszę bardzo - Opole, chcą robić przedstawienie dla dzieci w Domu Kultury (wiadomo o czym), potem Rzeszów, Radom... wszędzie problemy - prezydenci, burmistrzowie niekiedy się zgadzają, niekiedy nie... szczególnie, gdy zostają zasypani mailami pełnymi oburzenia. Ale to już nie o to chodzi, cóż, Wspólnoty Europejskie finansują Biedronia i jego projekt Żywa biblioteka (bo tak się nazywa projekt w ramach którego dziubasy wystawiają swoją sztukę), ja wiem... ale Kolega donosi mi, że teraz w każdym filmie jest rola wrażliwego, przystojnego homosia, który każdemu pomoże i na jego widok mdleją kobiety, ale cóż - zew zboczenia silniejszy! Miękka propaganda. Dobrze, że filmów w kinach nie oglądam z braku czasu i skąpstwa, ale po wielu rozmowach ze starszymi kolegami na temat oferty stacji telewizyjnych, bajek, etc. dochodzę do smutnego wniosku, że czas najwyższy budować swoje media. Można też się po prostu zamknąć w oblężonej twierdzy. Jak kto woli.
dlaczego wspieranie Fronda.pl jest liberalne?
ostatnio komentator Tamkqun spytał jak to jest, że pangruszka, libertyn wręcz ekonomiczny promuje obyczaj wspierania dzieł, które same mają problem z utrzymaniem się na rynku. Toć rynek sam powinien osądzić, bla bla...
Otóż, oczywiście ta postawa wynika wręcz z gospodarczego liberalizmu. Dlaczego? Mowa jest akurat o portalu internetowym, więc zawęźmy rozważania do tego przypadku. Portal kosztuje. Jeżeli się utrzyma - znaczy, że znalazła się odpowiednia ilość konsumentów, którzy znaleźli w nim to, czego szukali i postanowili to wynagrodzić (tu można postąpić dwojako, albo udostępniać portal za opłatą, albo opłatę egzekwować dobrowolną, stawiając na perswazję). Przy czym za konsumenta możemy podstawić także reklamodawcę, czy innego kontrahenta. Otóż, reakcją rynku może być zarówno prywatna donacja, klikanie w reklamy, jak i zamawianie akcji marketingowych w danym portalu przez reklamodawcę. Jednym słowem - nawet jeśli przedsięwzięcie utrzymuje się ze składek użytkowników... to biznes jest mistrzowski, jak np. Radio Maryja. To jest spektakularny sukces pod względem marketingowym, PRowym. Na zupełnie rynkowych zasadach. Kto powiedział, że rynek ma reagować w jeden sposób?
Rynek nie jest racjonalny sam z siebie (tj. jego składowe nie mają patentu na racjonalność) - stąd np. skuteczne kształtowanie preferencji rynku, nazywane marketingiem, może wieść właśnie do modelu biznesowego Radia Maryja. Tym bardziej, że o wiele ciężej zmienić świadomość ludzi zasiadających w domach mediowych (którzy nieracjonalnie kierują reklamy do Polityki mogąc za pośrednictwem Gościa Niedzielnego trafić nie tylko do większej liczby odbiorców, co zrobić to taniej! - winą jest tu niewiedza i uprzedzenie), niż wzbudzić w użytkownikach poczucie odpowiedzialności za przedsięwzięcie. Znowu - mamy tu do czynienia z racjonalną kalkulacją. Lepiej stwórzmy mocną społeczność, dobry produkt, a nuż ciule z domów mediowych zaczną nas inaczej postrzegać. Jeśli nie - damy sobie radę bez nich, stworzymy np. alternatywny rynek reklamy, wewnątrz owej silnie zintegrowanej grupy, etc.
Bo rynek to nie jest byt zastany. Rynek się kształtuje własnymi działaniami, z których każde jest dozwolone (prócz zmieniania zasad i uzależniania rynku od państwa).
Inną kwestią jest przepływ informacji i efektywność rynku, które nigdy nie są na takim samym poziomie.
nowe możliwości gnyszkobloga!
proszę Państwa, oto miś... miś Wam doładuje telefon dziś! Niniejszym ogłaszam, że od dzisiaj można doładowywać sobie telefon o wiele łatwiej niż przez mBank (patrz banner poniżej) - o dziś na gnyszkoblogu wisi banner serwisu doladowania.pl (pod bannerem akcji Bądź święty!), za pośrednictwem którego można doładować sobie kartę posiadając konto z dostępem do internetu w jakimkolwiek banku! Doładowania z dokładnością do 1 zł! Wiele promocji jest...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/1-xii-2007-sobota-cuda-ogaszaj.html

myśl na dziś
Coepit facere et docere – zaczął Jezus czynić a potem nauczać: ty i ja winniśmy dawać świadectwo przykładem, gdyż nie możemy prowadzić podwójnego życia: nie możemy uczyć tego, czego nie praktykujemy. Innymi słowy, winniśmy uczyć tego, co przynajmniej staramy się praktykować.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 694


poniedziałek, 5 listopada 2007

[5 XI 2007] cz. 2 poniedziałek - kończy się płodny tydzień

Ludwik Dorn bawi, uczy, wychowuje
ciąg dalszy przygody z Ludwikiem Dornem. Ale - od początku. Ostatniego lata, podczas pobytu z Oleńką, Edytką i Piterem nad Zalewem Solińskim, mieliśmy okazję widzieć nadzwyczajne zjawisko! Oto piesek marki owczarek niemiecki zapragnął złożyć efekt swej przemiany materii na szczycie tamy na Zalewie. Szczyt ów zaszczycają swą obecnością spacerowicze, rowerowicze i inni. Do tych innych należał piesek, lecz jego właściciel, gdy zauważył iż ów zaczyna upuszczać spod ogona, coś co zazwyczaj upuszcza także sroka, gdy nikt nie widzi - podniósł larum i kazał synowi biec na drugi koniec tamy, celem zapobieżenia kompromitacji. Trzeba bowiem Czytelnikom wiedzieć, że miesjcem zdarzenia był akurat sam środek prawie kilometrowej tamy. Piesek już sobie przycupnął, tylne nóżki zgiął, ogon podwinął... a tu syn właściciela, ciągnie go za smycz, w coraz bardziej upapraną - nazwijmy to parlamentarnie - pupę delikatne kopniaki zapodaje. W ten sposób, co jakiś czas przycupując, pokonali dystans 500 metrów, pozostawiając za sobą salwy śmiechu, między innymi nasze. W tym kontekście proszę rozpatrzeć pięknego SMSa, którego dziś wieczorem dostałem od Oleńki:

Ludwiku Dorn!! Psie Sabo!! Apeluję!! Nie biegajcie po tamie na Solinie!! Nie zaśmiecajcie betonowego dzieła PRL!!

nauczyciele a rynek
pomyślałem sobie tak ostatnio: A mają nauczkę nauczyciele! Protestują, protestują, pod skrzydełkami Państwa chcą pozostawać, to teraz mają! O co chodziło? Ano o to, że z tego co mi wiadomo - nauczyciele już dawno nie mieli podwyżek. Dawno, podczas gdy na rynku płaca realna wzrosła o ponad 20%! Z tego m.in. względu rośnie presja inflacyjna, odczuwa się to szczególnie w sektorze spożywczym - ludzie mają więcej pieniążków, to i więcej kiełbaski wcinają, a ci co kiełbaskie sprzedają, ceny jej łatwo podnieść mogą... co przekłada się na to, że nauczyciele mniej kiełbaski zjedzą.
Sami się prosicie, moi mili - niech ZNP Was prowadzi. Wiedzcie jednak, że droga ta wiedzie donikąd. Gdyby ZNP i państwo Was nie prowadzili - wówczas więcej pieniążków z rynku i do Was by trafiło, i na inwestycje mielibyście środki i na pomoce naukowe, i na kiełbaskę także. A tak - organizujcie kolejny strajk i utwierdzajcie istniejący stan.

złota polska młodzież
słyszałem niedawno, że Kaczory wygoniły młodych zdolnych do Niemiec, Anglii i Irlandii. Nie wiem jak Radiosłuchacze, ale mnie to niezbyt przekonuje. Po pierwsze że Kaczory. Dziwnie się czuję, jeśli ludzie którzy doprowadzili do integracji z UE, otwarcia granic i wielu rynków pracy w starej UE w 2004 (kiedy to skokowo wzrosła emigracja), ci którzy przedtem mówili o błogosławionym wpływie jaki emigracja zarobkowa będzie miała na Polskę, o tym, że nasi młodzi się wykształcą pięknie i europejsko, że doświadczenie i umiejętności językowe podszkolą - ci sami teraz biadolą nad odpływem kapitału ludzkiego, wypędzeniem narodu... No, nie - chyba znów ktoś robi mnie w bambuko...
Po drugie - młodzi zdolni... Cóż, jeśli chodzi o moich znajomych - najlepsi zostali z nieukrywaną satysfakcją, że są najlepsi. Bo, nie oszukujmy się - jeśli nie ma korporacji zawodowych (jak np. u prawników), tj. rynek jest otwarty - w konkurencji zwyciężają najlepiej dostosowani do warunków rynkowych (co w granicy dąży do najlepsi). Natomiast ci gorsi i nie wyposażeni w cnoty takie jak cierpliwość, odwaga, męstwo - spirzają zbierać truskawki w Honolulu, narzekając na wszystko co z Polski. Ostatnia wizyta na dworcu autobusowym Froetmanning - gdzie Oleńka wsiadła do autobusu opolskiego biura podróży - potwierdza tę konstatację. Jeśli to byli ci najlepsi i najzdolniejsi jakich mamy w Polsce, to ja Polsce dobrze życzę... ale lepiej że się ich pozbyliśmy - może się czegoś tu nauczą.
Zresztą pisałem o tym już na początku października.

minus emigracji
aha - mało kto zauważa, że jednym z niechcianych skutków emigracji jest aprecjacja, czyli umacnianie się złotego wobec innych walut. Pieniądze, które zarabiają na Zachodzie - trafiają do Polski jako PLN, dlatego złoty umacnia się bardziej, można by powiedzieć - nienaturalnie, choć to nie jest dobre określenie. A eksporterzy plują sobie w brodę, i akcjonariusze spółek które eksportują - też.

po co wykształciuchy pijo kawinkie?
wykształciuszki pijo kawkie po to, żeby być fajne. Ale jest jeszcze drugie dno - nie będą się rozmnażać, bo kawinka chyba źle wpływa na te sprawy. Tzn. ogólnie popić sobie wolno, ale nie w takich ilościach. Chyba, że się mylę - ale wtedy przynajmniej ród wykształciuchów będzie miał problemy z wątrobą. Nie życzę nikomu źle, ale życzę Polsce dobrze - a dla Polski dobrze jest, by wykształciuchów było mało. Zresztą, jako że wykształciuchy leżą po lewej stronie sceny politycznej - i tak dynamika ich demograficznej ekspansji jest niewielka, jeśli nie ujemna. Wartości lewicowe to aborcja i antykoncepcja, nie Rodzina. Jak to mówi SA366 z Forum Parkietu (www.parkiet.com/forum) Pozdro!

polecam spotkanie!
uwaga - dla wszystkich niewykształciuchów, tj. inteligentów - w imieniu organizatorów, tj. Fundacji Odpowiedzialność Obywatelska, zapraszam 10 listopada na IV Ogólnopolski Zjazd Środowisk Konserwatywnych w PKiN w Warszawie. Wykłady, dyskusje, panele - polecam szczególnie panów: Michała Szułdrzyńskiego i Wojciecha Arndta (miałem okazję obu poznać - wyborni Panowie, Oleńka przepada za Wojtkiem), oraz Wojciecha Popielę (prezes UPR) i Przemysława Wiplera.

Informacje na: http://www.odpowiedzialnosc.org/test/index.php?option=com_content&task=view&id=89&Itemid=70

myśl na dziś

Kiedyż się wreszcie zdecydujesz?...
Wielu wokół ciebie prowadzi życie pełne poświęcenia ze względów czysto ludzkich; te biedne istoty nie pamiętają, że są dziecmi Bożymi i postępują tak byc może tylko z powodu pychy, by się wybic, by zapewnic sobie w przyszłości wygodne życie; wyrzekając się wszystkiego!
A ty dźwigasz słodki ciężar Kościła, swoich bliskich, kolegów i przyjaciół, masz więc tyle powodów, dla których warto się wyniszczac, a co robisz?
Czy masz właściwe poczucie odpowiedzialności?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 364

środa, 17 października 2007

[17 X 2007] poranek środowy

oddali mi internet wczoraj wieczorem, ale uznałem że świeży wpis zrobię rano, dlatego specjalnie wstałem wcześniej, by rozpocząć dzień (oprócz innych rzeczy) od pisaninki!

POsłanka Sawicka dała do pieca
oglądaliście filmik nagrany przez CBA? Dobre, nie? Takie akcje to dla p. Sawickiej widocznie nie pierwszyzna... Poniżej link do newsa ws. prywatyzacji szpitali, przy czym mieszała też owa dama. No, cóż, chyba nie bez kozery mówiło się na początku lat 90. o środowisku KLD - liberały-aferały... Dobrze, że nie można tego powiedzieć o politykach UPR i PR, tj. listy nr 3...!
http://wiadomosci.onet.pl/1624867,11,item.html

cnota a rynek
wczoraj, zasypiając na Bauphysik, albo nawet już nie zasypiając po doustnej aplikacji kofeiny na Klima Design, pangrzyzga dumał sobie o cnocie. Co wydumał? Otóż, to wydumał, co następuje.
Rynek jest miejscem wymiany dóbr, na którym producenci i sprzedawcy konkurują między sobą, by sprzedać konsumentom swoje produkty. Konsumenci zaś, kierując się rozumem, lub innymi względami dokonują decyzji porównując swoje wyobrażenie o stanie faktycznym produktu ze swoimi wymaganiami. Konsument ma prawo wybrać to, co im się podoba, a producent/dystrybutor choć nie ma do tego prawa, może wprowadzać konsumenta w błąd. Cnoty (męskość, prawdomówność, etc.) potrzebne są do tego, by konsumenci zachowywali się niezależnie i racjonalnie, oraz by producenci również rzetelnie informowali o jakości swoich wyrobów i uczciwie chcieli je ulepszać. Ale nie o tym tak naprawdę chcę tu napisać. Niepokoi mnie to, że np. architekci, narzekają na to, iż konsumenci ich projektów często nie patrzą na projekt, tylko na koszty utrzymania budynku, wybierając to co najtańsze. Architekci wchodzą wówczas na swój Parnas, zarzucają szaliczek na szyjkę i się obrażają na ciemny lud. Podobnie robi większość niedojrzałych aktorów rynku we wszystkich jego segmentach. Pic jednak z rynkiem polega na tym, że po pierwsze zachowania rynkowe nie są stałe, po drugie mogą się zmieniać właśnie podczas wymiany rynkowej, w czasie trwania negocjacji, po trzecie ludzie mają określoną naturę i naturalnie dążą do dobra, choć jest to dla nich trudniejsze. Co wobec tego należałoby zrobić? Ano, tacy zblazowani architekci mogliby się zająć wytłumaczeniem swojemu klientowi wagi innych wartości projektu, prócz kosztowności, kształtując w ten sposób konsumenta i jego cnotę - umacniając niezależność jego myślenia i podejmowania decyzji poprzez uwrażliwianie na inne aspekty rzeczywistości. Na tym przecież polega ogólnoludzkie współżycie. Nie ma co się obrażać, że na rynku większość ludzi jest głupia. To jest oczywiste odkąd pojawili się ludzie.

huragan Katrina
wczoraj ciekawe zajęcia w Instytucie Socjologii LMU. Rethinking space. Prowadzone po angielsku przez panią doktor pochodzącą z Polski oraz pana profesora z Holandii (który po 18 latach w GB, czuje się Brytyjczykiem). Zapowiada się ciekawie, choć podstawą naszej metodologii będą wydumania niejakiego Lefebvre'a, neomarksisty o schizmatyckim nazwisku. No cóż, zobaczymy jak to będzie - najciekawsza będzie na pewno część praktyczna zajęć.
To, o czym chciałem pokrótce napisać, to krótka myśl z wykładu nt. Nowego Orleanu po przejściu huraganu Katrina. Otóż, jak powiedział profesor (dziwne nazwisko, zapomniałem) po katastrofie, odwróciła się hierarchia społeczna w mieście. Na jej szczycie stanęły dotychczasowe doły - murzyni z niezbyt wypucowanych dzielnic, mający do dyspozycji broń, sieć kontaktów i doświadczenie w sztuce przetrwania na ulicy. Białe, wymuskane grubaski z klasy średniej ubrane w krawaciki nagle stanęły w obliczu niemożności przetrwania i degradacji.
Co z tego? Ano, to z tego, że człowiek przezorny po pierwsze ma broń, po drugie jest wysportowany, po trzecie idzie do wojska, by w razie powodzi, padnięcia sieci energetycznej, czy czegoś równie nieprzewidywalnego, a wysoce prawdopodobnego, nie paść ofiarą ludzkich żywiołów, które cywilizacja i kultura wyeliminowały jedynie wirtualnie. Do wojska panowie, do wojska!

klimat strachu
wczoraj na Bauphysik dowiedziałem się, że zawartość sztucznie produkowanego dwutlenku węgla w powietrzu oscyluje w granicach 3% ogólnej ilości dwutlenku węgla. Dr Werner powiedział tym samym, że rojenie o ludzkim pochodzeniu ocieplenia klimatu jest co najmniej niepewne. Natomiast prof. Riharz na Klima design co raz trwożył nas wizją globalnego ocieplenia, oszczędzania energii, Klubem Rzymskim, etc. No, cóż, to ów maltuzjański strach o którym pisał Jan Paweł II w Evangelium vitae. Jak to jest, że wątpliwe teorie urastają do rangi obowiązujących paradygmatów, później przenikają do świadomości zwykłych ludzi powodując ich strach i - dajmy na to - przyzwolenie na masowe mordy prenatalne, ze względu na to np. że ludzie produkują zbyt dużo ceodwa. Straszne.

wierszydełko
Muzeum Tatrzańskiego Oddział - Galeria Hasiora
na czarnym kolanku rury od pieca mnóstwo kurzu
zaraz obok kranik z piersi
sterczy
schodami do góry
(po tym jak już się wyskrzypiały przed południem)

świeci się, tam pohukuje

Sztandary, sztandary
pani kierowniczki
odblaski i niebieskie
ta aureola w czerwieni
jak na starych ikonach
przykurzonych śpiewem brodaczy
Nowosielski
kolory już stłumione
dużo ich tu
duszno jednak

Pamięci dzieci Zamojszczyzny
czy te świeczki wciąż się palą?

Graty ze śmietnika
co nie jest bez związku ze sztuką francuską
i plakaty dawnej teraźniejszości
która dumnie
przybita jest szpilkami i dumnie się kurzy

ale i to minie
tak jak góral, co wyszedł z bloku obok
a nigdy nie był góralem

myśl na dziś
Świętość polega na walce, na świadomości, że mamy wady, i na bohaterskich wysiłkach, by je zwalczać.
- Świętość - podkreślam - polega na zwalczaniu tych wad... lecz umrzemy z nimi, gdyż inaczej jak ci już powiedziałem, bylibyśmy pyszałkami.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 312

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO