Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lutego 2010

[21 II 2010] I Niedziela Wielkiego Postu, czyli powrót Syna Marnotrawnego

wróciłem!
jednym słowem - skandal! Pangrzyzga napisanie bloga odkładał z dnia na dzień, zapisawszy wcześniej tematy na laptopie, który w ostatnim tygodniu po trzyletniej intensywnej służbie odmówił współpracy... przez co tematy trzeba odtwarzać z notesu i głowy, którą podziurawiła wzmożona aktywność od powrotu z Ustki. Przyznam bowiem szczerze, że o ile cały semestr był wyjątkowo ciężki, gdyż wziąłem sobie i na Politechnice i na Uniwerku dodatkowe zajęcia, chcąc do maksimum wykorzystać czas, o tyle styczeń i połowa lutego była masakryczna. Nie starczało czasu na sen, o gnyszkoblogu nie wspominając.
Zakończyłem go jednak z przytupem mocnym i tarczą na ramieniu. I kolejnym doświadczeniem, ciężkiej roboty. Monachium przy tym to jednak nic. Ufff... dobrze, że już koniec, a semestr który właśnie nadszedł jawi się spokojniej. Na pewno będzie więcej czasu na to, by pracę zawodową wkomponować w godziny dzienne...

co ten pangruszka wyrabiał?
długo by opowiadać, ale chyba jednak będzie trzeba! Toteż najbliższe wpisy (no, nie obiecuję regularności, ale mam silne postanowienie, by była niezerowa!) będą zapewne autobiograficzne. A będzie o czym pisać, bo przez te półtora miesiąca udało się z Bożą pomocą zbudować naprawdę wiele! Będzie więc mowa o GFA, TBW, NDŻ, PRO i wielu, wielu innych ciekawych rzeczach, w tym radzeniu sobie z rewolucją żołądkową w czasie, gdy nie ma się czasu na to, by z nią sobie radzić! A jak!
Przypomnę słowa swojego dowódcy z wojska, chor. Klepackiego: Polska ninja nie jest miękka!

lektura wielkopostna
luźniejszy semestr cieszy mnie także ze względu na Wielki Post. Mam nadzieję, że będzie więcej czasu na życie wewnętrze, w tym także na lekturę duchową. Dziś zacząłem pierwszy tom monumentalnego dzieła Vazquesa de Prady o św. Josemarii, który od samego początku gnyszkobloga jest twórcą myśli na dziś. We wszystkich tomach przede mną dobrych grubo ponad 1000 stron. Damy radę?

homoseksualna prostytucja nieletnich...
w trakcie przygotowań do sesji na socjologii przyszło mi czytać fragmenty książki Jacka Kurzępy pt. Młodzież pogranicza - "świnki", czyli o prostytucji nieletnich. Książkę, mimo iż fragmentami jest mocno gorsząca polecam każdemu wyrobionemu czytelnikowi, który poważnie myśli o angażowaniu się w spory światopoglądowe i życie publiczne!
Przyznam szczerze, że byłem nieco zszokowany np. procederem nieletniej męskiej prostytucji wobec niemieckich zboków goszczących na wakacjach w zachodnich województwach. Szczególnie zaś przygnębił mnie przypadek syna właścicieli pensjonatu, który raz zachęcony pornosem na stałe wkręcił się do świata niemieckich pedałów, którzy regularnie odwiedzają miły pensjonat. Rodzice cieszą się z zarobku bo prestiżowi goście zza Odry ciągną właśnie do nich, syn się cieszy, bo ma dużo kasy (mówi tylko, że Czasem boli dupa, jak któryś jest bardziej napalony), no i niemieckie pedzie się cieszą, bo ryzyko złapania syfa nieco mniejsze niż na dworcu w Hamburgu.

Bravo y Popcorn
Inna rzecz, to kwestia prostytucji dziewczęcej. W tym wątku (nie tylko w tej książce, odwołuję się teraz do ogólniejszych badań, które musiałem przy tej okazji przestudiować) niespodziewanie (?) pojawia nam się wątek gazetek w rodzaju BRAVO, czy Popcornu oraz szczególnie ich rubryk poradnikowych, jako inkubatorów zaintersowania seksem, które zakończyło się prostytucją. To drugi bardzo ważny wątek, który przypomniał mi się o tyle, że na początku lat 90. gdy na tego typu ścierwo panował boom (zresztą panuje do dziś) - Rodzicielka moja grzmiała niczym dzwon Zygmunta, że te gazetki niczego dobrego nie spowodują. Ich producenci oczywiście krytykę odparowywali tym, że oni tu lukę w edukacji wypełniają... ale skutek jest jeden - ileś tysięcy młodych ludzi zatraciło się w dewiacji, z których wyjść jest niezmiernie trudno.

trzecia ciekawostka
moje resercze doprowadziły mnie także do trzeciego odkrycia, potwierdzenia wcześniejszych intuicji. Otóż, badania (proszę wybaczyć, ale nazwisk autorów nie pomnę, bodajże prof. Izdebski) dowodzą tego, co po wielekroć tu opisywałem, a więc istnienia mechanizmu uzależniającego w prostytucji oraz mnożenia zboczeń. Okazuje się, że młodociane prostytutki z biegiem czasu nie wyobrażają sobie stosunków seksualnych bez przemocy, nie osiągają zadowolenia gdy stosunek nie przebiega mechanicznie (oryginalne określenie), etc. Znaczna większość deklaruje chęć odejścia z zawodu. Procent odejść jest jednak nikły. Do tego szamba się tylko wchodzi.

pajacowie
słyszałem, że w międzyczasie powybuchały jakieś afery, pędzące króliki, rosoły, cuda na kiju. Jako, że jestem poważnym człowiekiem i pierdoły mnie nie interesują, zupełnie nie mam rozeznania w tym co aktualnie widz masowy przeżuwa. Przed wyborami ostrzegałem, by na peowiaków nie głosować, to teraz macie - pierdzące, kufa, króliki!

myśl na dziś
Szczere postanowienie: Umilać i ułatwiać drogę innym, gdyż życie już nadto niesie z sobą goryczy.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 63



poniedziałek, 21 września 2009

[21 IX 2009] św. Mateusza, czyli posłuchajmy prof. Krzemińskiego o tzw. mniejszościach

bierzmy się za robotę!
Znów w pociągu! Znów relacja Warszawa-Wrocław i znów należy zacząć od spraw bieżących. Otóż, po pierwsze – zostałem wczoraj chrzestnym swojej Siostrzenicy! W związku spożywczym, należy Tosię uhonorować jakąś miłą muzyczką, a skoro okazja ma charakter religijny, nie może być nic innego, niż Credo. A zatem, odśpiewajmy:



Druga rzecz, to sprawy ślubne! Jeszcze nie moje (choć to równo za 11 miesięcy!), tylko Przyjaciół! Otóż, był chłop – i nie ma chłopa! Krzysztof przedwczoraj poślubił Martę, a ja o tym zaświadczam, bo i na zaświadczaniu polegała moja rola! Młodej parze również coś zadedykujemy. Co tym razem? W związku z tym, że w życiu nie ma letko – Crux fidelis, by nie odstąpili od Krzyża ani na krok:



Trzecia miła rzecz – kolejna darowizna na gnyszkobloga! Zwyczajowo już, od Pana Tomasza, kolejne – jak co miesiąc – 15 złotych. Skoro jesteśmy już w klimacie religijnym, podziękujmy Darczyńcy i Matkę Bożą uhonorujmy zarazem – Salve Regina:



Czwarta rzecz – jak pisałem poprzednio, jestem obecnie na etapie organizacji i zarządzania powstałymi zrębami pewnego dzieła, które zrodziło się w mojej głowie w przeciągu minionego roku. Oznacza to z jednej strony mniejszą ilość czasu na inne rzeczy (co chyba widać po cykliczności wpisów), z drugiej zaś – kolejność uzyskiwania czasu przez outsource'ing, czyli delegowanie obowiązków. W związku z tym chciałem poprosić Szanownych Czytelników o kierowanie do mnie chętnych do pomocy w charakterze asystenta, który zajmowałby się nie tylko kalendarzem, ale i przejęciem niektórych uciążliwych, czasochłonnych obowiązków. Zajęcie najodpowiedniejsze dla żądnego wrażeń studenta – wynagrodzenie mieszane, tj. bazowo-progresywne. Możliwość nauczenia się wielu ciekawych rzeczy – nieograniczona.
Przejdźmy zatem do spraw, które w ostatnim czasie (niektóre tematy pochodzą jeszcze z czerwca!) zaprzątały gnyszkogłowę.

profesor Krzemiński o mniejszościach
w ubiegłym roku akademickim miałem okazję chodzić na wykład prof. Ireneusza Krzemińskiego, pt. Procesy zmiany społecznej. Nie zamierzam tu odnosić się ani do sposobu prowadzenia zajęć, ani ich zawartości merytorycznej, ale do jednego tylko wykładu. Poświęcony był on dewiacjom seksualnym, które prelegent nazywał jakoś egzotycznie – mniejszościami, czy coś w tym stylu.
Doszliśmy do kwestii Kościół a dewianci. Profesor przy tej okazji wygłosił parę ciekawych sądów. Po pierwsze, zacytował bpa Pieronka, który porównał homoseksualizm do choroby zakaźnej (nie pamiętam jaka była podstawa porównania, ale moim zdaniem nie było ono nieuprawnione). Profesor skomentował to w sposób następujący:
Proszę zobaczyć, nawet ktoś taki, jak biskup Pieronek, który tak wiele dobrego zrobił dla homoseksualistów w Polsce, przemawia językiem nienawiści.
Ciekawe, że homoseksualiści w ten sposób postrzegają biskupa Pieronka – czyżby zajadli kościelni krytycy Biskupa mieli jednak rację? Temat Hierarchy rozwinę niżej, jedźmy dalej z opowieścią o wykładzie.
Drugą ciekawostką, był wtręt o Stowarzyszeniu Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z Krakowa. Prof. Krzemiński ocenił to środowisko jako najbardziej wrogie homoseksualistom w Polsce i przytoczył treść słynnej ulotki nt. inkryminowanego zboczenia, której autorzy informują o osobliwych zwyczajach popularnych wśród homoseksualistów, tj. jedzeniu odchodów, czy styczności z krwią podczas stosunku. Profesor skomentował:
Jeśli to nie jest mowa nienawiści, to ja nie wiem, co jest mową nienawiści.
Cóż, ja również nie wiem, czym jest mowa nienawiści w takim razie. Jeśli noworodek często robi pod siebie, to czy opis tej sytuacji w formie zdania ogólnego jest mową nienawiści? Powie ktoś – Gnyszka zgłupiał, kolejne porównanie od czapy. Nie tym razem, moi mili! Jak naturalną rzeczą jest brak umiejętności powstrzymania parcia w młodym wieku, tak naturalną rzeczą jest, że gdy tłok porusza się w rurze wydechowej, a nie w cylindrze to z rury owej wydechowej wylatuje jej zawartość. Gdyby tak nie było, tow. Adler nie radziłby na gaylife.pl by przed wizytą na pedalskiej imprezie płukać odbyt przy pomocy rury prysznicowej, z której zdejmuje się słuchawkę. By jego zawartość nie przeszkadzała przy intromisji czyjejś pupy.
Trzecią ciekawostką zaś jest kwestia spowiedzi. Otóż, okazuje się, że gejowie są niezwykle pobożnymi ludźmi i odczuwają silny dyskomfort z powodu braku rozgrzeszenia, wynikłego ze stałego pomieszkiwania ze sobą i wzajemnym przenikaniu. Mówi zatem Pan Profesor, cytując respondenta:
Bardzo mnie boli to, że nie dostaję rozgrzeszenia, mimo że od lat żyję z jednym partnerem.
Komentując, prof. Krzemiński stwierdził, że to wszystko jest postawione na głowie, skoro z dymanka w krzakach z kim popadnie można się wyspowiadać i nie ma się grzechu, a ze statecznego, regularnego wszetecznictwa – nie da rady.
Otóż, informuję – z pewnością niewiedza Profesora jest uzasadniona, nie jest w końcu badaczem egzotycznych religii, tylko członkiem ultrakatolickiego narodu – iż brak mocnego postanowienia poprawy i późniejszego zadośćuczynienia uniemożliwia otrzymanie rozgrzeszenia. Nawet jeśli go spowiednik udzieli, a penitent po prostu go oszukał – rozgrzeszenie do skutku nie dochodzi! O czym więc rozmawiamy?
Rozmawiamy ciągle o projekcjach na temat katolicyzmu, które ludzie sobie tworzą. Zacna to rzecz, ale na zajęciach z socjologii religii!

Biskup Pieronek
postać znana i przez wielu lubiana, i równie wielu – nielubiana. Nie ma co się dziwić, Hierarcha ma na koncie wiele wyskoków. W ostatnim czasie, po tym jak odprawił Mszę Trydencką w którejś z diecezji, wydawało się wielu, że proces nawrócenia dobiegł końca (jak to niektórzy komentowali). Ja również się cieszyłem, sądząc że jeden z głównych aktorów kryzysowej sytuacji w polskim Kościele, właśnie porzuca dotychczasowe działania. Na nic jednak zdały się radości – ostatnio Biskup raczył w Rzeczpospolitej skomentować pomysł kard. Dziwisza ze zlotem innowierców w Krakowie.
Proszę przeczytać i pomyśleć, czy na tym polega głoszenie Ewangelii – na zachęcaniu niewiernych do kultywowania swoich praktyk (czym była biblijna ohyda spustoszenia?). Nie mam nic przeciwko spotykaniu się, nawiązywaniu bliskich relacji, oswajaniu się ze sobą, etc. To jest konieczne i bardzo to popieram – sam wiem, jak wielką rolę odgrywają osobiste kontakty zarówno w ewangelizacji, jak i innych dziedzinach. Ale pomysł, by zapraszać ich do kościoła, usuwać z kapitularza dominikańskiego krzyż, to dla mnie przesada.
Chociaż... może inaczej takiego spotkania nie dałoby się zorganizować? Nie mówię tu o usuwaniu krzyża, tylko o tym czy takie spotkanie może obyć się bez aspektu religijnego? Czy da się nawiązać dobre relacje na zasadzie – polubmy się, ale nie pozwalam Ci się modlić do Twojego bóstwa, bo to bałwochwalstwo. Zakładając dobrą wolę ze strony przyjezdnych, należałoby raczej pokazać piękno własnej religii, swój szacunek do Zbawiciela, przejęcie misją Kościoła, etc. - dzięki czemu być może innowierca zostałby porwany przykładem i stare błędy porzucił. Dopiero wtedy byłby w pełni świadomy i swoje dotychczasowe wyznanie mógłby ocenić jako bałwochwalstwo.
Proszę jednak zauważyć, że z powyższą wizją kłóci się zarówno ton wypowiedzi bpa Pieronka, jak i incydent z wyniesieniem krzyża.

konformizm grupowy a aerobik
Wracając zaś do Instytutu Socjologii, chciałem podzielić się kolejnym wspomnieniem z wykładów prof. Krzemińskiego. Otóż, przez okno sali wykładowej widziałem zajęcia z aerobiku, które pozwoliły mi zauważyć, że ta dziedzina sportu to uosobienie konformizmu grupowego. Podczas aerobiku każdy robi to co inni i tempo wyznaczają mu inni (z wodzem na czele). Nie ma w tym nic złego, nawet łatwiej się ćwiczy, ale moim zdaniem to ciekawe spostrzeżenie.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/21-ix-2008-xxv-niedziela-zwyka-wiatowy.html

myśl na dziś
Niech twoje życie nie będzie bezpłodne. — Bądź pożyteczny. — Zostaw pamięć po sobie. — Świeć światłem swojej wiary i miłości. Życiem apostoła zacieraj lepkie i brudne ślady pozostawione przez nieprawych siewców nienawiści. — I na wszystkich ziemskich drogach rozniecaj ogień Chrystusowy, który nosisz w sercu.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 1



środa, 6 maja 2009

[6 V 2009] środa, Polska - parodia katolickiego kraju

pedałowie
dziś nieco szalony dzień ze względu na wybryk JM Rektora UKSW, który ugiął się pod presją Aborczej i odwołał konferencję na temat homoseksualizmu. Pangrzyzga poczuł nieco wiatru z czasów sprawy tzw. Agaty. Różnica była zasadnicza - od tego czasu powstała m.in. Fronda.pl, dzięki czemu reakcja mogła być szybsza, a kontrakcja składniejsza.
Nie sądzę, by udało mi się rozwinąć temat zakotwiczenia i tego co w zamian, który zacząłem w poniedziałek, pomimo próśb ze strony Czytelników. Jutro mam od rana wyjątkowo zajęcia i musze być nieco bardziej świeży, niż zdechlak... a pedałowie i akcja na UKSW domagają się omówienia.

UKSW
żyjemy w kraju, w którym Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, uczelnia założona przez Kościół Katolicki (w międzyczasie jakoś przechodząc jednak pod auspicja państwowe, ale tytularnie podlegając Arcybiskupowi Warszawskiemu - z tego, co się zorientowałem) - a więc mimo całej złożoności uczelnia bardziej "katolicka", niż np. Uniwersytet Warszawski, rezygnuje z konferencji naukowej pod wpływem pismaka jakiejś antykatolickiej gadzinówki. Zastanawiające, prawda?
Idźmy dalej, rektor tłumaczy swoją decyzję tym, że zauważył nieprzychylne komentarze w prasie (czyt. w Aborczej). Mam zatem pytanie: jak to jest, że rektor katolickiej uczelni czyta antykatolicką, bulwarową prasę? Masochista? Schizofrenik? Medioznawca?
Dajcie spokój.
Ale zastanówmy się nad mechanizmem nacisku.
Są dwie możliwości. Albo p. Kowalski jest fanem Pacewicza z Aborczeji traktuje go jak wyrocznię, dlatego też uznał za konieczne ucięcie łba konferencji, albo mechanizm był nieco subtelniejszy. Otóż, zrobienie smrodu przez Aborczą wokół UKSW (czyli rano artykulik z komentarzem genseka Pacewicza, a potem zatroskany telefon z redakcji, że kurka, może lepiej, gdyby rektor jednak zareagował, bo smród będzie...) skutkować może tym samym, co w przypadku sprawy tzw. Agaty, którą wykreowali właśnie Gazownicy - reakcją rządu. A jak wiadomo - UKSW teraz na państwowym oraz unioeuropejskim pasku buduje akademiki i kampusy... tentego, wicierozumicie... dotacje, ąę...

kto płaci ten wymaga...
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article374291/Biedron_Pedofile_geje_Chyba_w_kosciele_.html
no i bach! Tyryryryry, rycy-pycy... sodomita Biedroń, którego sodomita Niemiec oskarża o zdefraudowanie unijnej kasiorki na rozwój Kampanii Przeciw Homofobii, stwierdza, że to skandal, że na uczelni utrzymywanej z publicznych pieniędzy (UKSW), mają dziać się takie brzydkie konferencje.
Kto płaci, ten wymaga. Wiecie już dlaczego z uporem maniaka mówię o wspieractwie? Jak nie zbudujemy i nie utrzymamy sobie instytucji sami... przepadniemy.

a co z pedofilami?
definicja operacyjna orientacji seksualnej (a więc ta, której używa się na co dzień w ewridejspiczu) zbliża się już do definicji najszerszej. Otóż, okazuje się, że właśnie wprowadzono do obiegu pojęcie alternatywnego życia płciowego (to i tak pojęcie dyskryminujące - no, bo jak to "alternatywne"?). Miłej lektury, pedofile - jak twierdzę od dawna - już niedługo wchodzą na salony. Potem reszta zboczeńców.
Orientacji seksualnej nie ma - jest tylko norma, oraz zboczenia.

inne kazusy
ale wracajmy do naszego "katolickiego kraju", w którym ok. 7% populacji to katolicy. Jest to kraj nad Wisłą, gdzie pewien arcybiskup pisze regularnie artykuły do antykościelnej gazety oraz gdzie pewne katolickie pismo społeczno-kulturalne (a więc posiadające asystenta kościelnego) reklamuje oraz często firmuje przedsięwzięcia pewnego działacza antykościelnego i szefa antykatolickiej gadzinówki, niejakiego Michnika (np. duża reklama "dzieł" Michnika w ostatnim numerze)...

Rewolucja i Kontrrewolucja - biblioteczka konserwatysty y katolika
tym, których interesują źródła tej rozpierduchy, polecam trzy lektury. Dwie z nich (von Hildebranda) już kilka razy polecałem z linkiem - trzecią, znalazłem w internecie ku wielkiej mej radości ostatnio! "Rewolucja i Kontrrewolucja" Plinio Correa de Oliveiry - to podstawa. Jeśli ktoś chce zrozumieć o co w historii chodzi, jakie są przyczyny dzisiejszego szajsu w kulturze, a jakie drogi stąd wyjścia, wreszcie jeśli ktoś mieni się konserwatystą albo aktywnym katolikiem - ta książka jest po prostu OBOWIĄZKOWA! Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Uważam, że każdy Czytelnik gnyszkobloga powinien ją mieć. Po prostu.
A zatem, Biblioteczka Konserwatysty:
- Rewolucja i Kontrrewolucja, Plinio Correa de Oliveira
- Spustoszona winnica, Dietrich von Hildebrand
- Koń trojański w mieście Boga, Dietrich von Hildebrand

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/6-v-2008-wito-witych-apostow-jakuba-i.html

myśl na dziś

Różaniec Święty to potężna broń. Używaj jej z ufnością, a skutek wprawi cię w zadziwienie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 558



wzór listu do UKSW ws. odwołania konferencji

przyszedł czas i na akcję mailową:

wysyłamy na adresy:
info@uksw.edu.pl ; rektorat@uksw.edu.pl ; rzecznikprasowy@uksw.edu.pl ; promocja@uksw.edu.pl

Jego Magnificencja ks. prof. dr hab. Ryszard RUMIANEK – Rektor UKSW
Prof. UKSW dr hab. Marek KOWALSKI – prorektor UKSW ds. studenckich i informatyzacji
Ks. prof. dr hab. Henryk SKOROWSKI – prorektor UKSW ds. finansowych i naukowych
Prof. UKSW dr hab. Tadeusz KLIMSKI – prorektor UKSW ds. rozwoju i współpracy międzynarodowej
Prof. UKSW dr hab. Dorota KIELAK – prorektor UKSW ds. kształcenia
Mgr inż. Marek Lepa – Kanclerz UKSW
SENAT UKSW

Czcigodny Księże Rektorze,
Czcigodni Prorektorzy,
Czcigodny Panie Kanclerzu,
Wysoki Senacie UKSW

Na dzień 7 maja została zaplanowana konferencja naukowa organizowana przez studentów UKSW zrzeszonych w Kole Naukowym Myśli Politycznej i Prawnej im. Wojciecha Wasiutyńskiego pt.: „Homoseksualizm z naukowego i religijnego punktu widzenia”. Miała się ona odbyć w budynkach UKSW. Zostali zaproszeni znakomici prelegenci m.in profesorowie PAT, UAM, UKSW oraz dr Paul Cameron z USA, który specjalnie w tym celu przyjechał do Polski. Zostało powiadomionych wiele osób, które planowały wziąć w niej udział.

Niestety w dniu 6 maja decyzją Władz UKSW reprezentowanych przez Pana Prorektora ds. studenckich i informatyzacji Prof. UKSW dr hab. Marka Kowalskiego konferencja została nagle i bez podania wiarygodnych przyczyn odwołana. Bo czy wiarygodną i usprawiedliwioną przyczyną takiego kroku mogła być medialna nagonka organizowana przez środowiska wrogie Kościołowi? Czy wiarygodną przyczyną były haniebne pogróżki redaktora Piotra Pacewicza z Gazety Wyborczej o tym, że ta konferencja byłaby nawoływaniem do nienawiści, lub łamaniem konwencji międzynarodowych? Czy wreszcie fakt, że niektórzy uczestnicy publicznej debaty usiłują dyskusję prowadzić poprzez zamykanie ust osobom z poglądami wykraczającymi poza polityczną poprawność usprawiedliwia takie uginanie kolan przez Uczelnię o wieloletniej tradycji, noszącą chwalebne imię Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego?

Wyrażam głębokie oburzenie i protest z powodu tak lekkomyślnego krępowania przez Władze Uczelni wolności słowa i wolności badań naukowych. Zamiast tchórzliwie ulegać presji medialnych inkwizytorów, Władze UKSW powinny raczej stanąć w obronie wolności słowa, a przede wszystkim wolności głoszenia prawdy. W przeciwnym razie powstaje wrażenie, że niektóre prawdy są także dla Władz UKSW niewygodne, gdyż stawanie w ich obronie narażałoby na konieczność zmierzenia się z naciskiem medialnym i na konieczność merytorycznego odparcia głosów krytyki. Niestety Władze UKSW wybrały rozwiązanie łatwiejsze a jednocześnie hańbiące dobre imię Uniwersytetu.

Wybierając to rozwiązanie, Czcigodny Księże Rektorze, Czcigodni Prorektorzy, Wysoki Senacie, postawiliście pod znakiem zapytania wiarygodność swojego Uniwersytetu, jako miejsca nieskrępowanego dążenia do prawdy, nawet, gdy jest ona dla niektórych niewygodna. Taka postawa jest głęboko sprzeczna z chrześcijańską tożsamością, do której przyznaje się Wasz Uniwersytet. Sprzeczna jest jednak nie tylko z zasadami chrześcijańskimi, lecz także ze zwykłym ludzkim szacunkiem dla poglądów drugiego człowieka, gdyż uniemożliwia się mu zabranie głosu poprzez uleganie oszczerstwom rzucanym przez „wielkich tego świata” głównie przy użyciu środków masowego przekazu.

Oby nigdy więcej taka haniebna sytuacja nie stała się udziałem Waszej Uczelni!

Pozostając w należnym z powodu urzędu szacunku,



Drukuj"Wyborcza" odwołała konferencję na UKSW

Właściwie zrobił to prorektor, prof. Marek Kowalski pod presją absurdalnego komentarza Piotra Pacewicza w naczelnym organie lobby homoseksualnego - "Gazecie Wyborczej".

Jutrzejsza konferencja na temat homoseksualizmu została przygotowana przez studenckie Koło Myśli Politycznej i Prawnej UKSW, ale się nie odbędzie. - Władze uczelni pod wpływem nagonki medialnej i z bólem serca odwołały konferencję - mówi Marcin Musiał, prezes KMPiP UKSW. - Jako powód podano dobro uczelni - dodaje.

Konferencja jednak się odbędzie - organizatorzy musieli ją przenieść do Domu Rekolekcyjno-Formacyjnego przy ul. Dewajtis 3 w Warszawie.

Co tak oburzyło "Wyborczą"? Gwiazdą spotkania miał być amerykański psycholog, dr Paul Cameron, który miał mówić o medycznych konsekwencjach praktyk homoseksualnych. Cameron zwraca uwagę na badania, które mówią, iż homoseksualiści żyją krócej niż heteroseksualiści, a 34 proc. przypadków molestowania seksualnego dzieci jest sprawką homoseksualistów, co stanowi ich znaczną nadreprezentację w gronie pedofilów. W tekście czytamy też, że "w 1983 r. Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne skreśliło go z listy. W 1996 r. Kanadyjskie Stowarzyszenie Psychologiczne oskarżyło go o „złe przedstawianie i fałszowanie badań nad seksualnością i homoseksualizmem“ i zerwało z nim współpracę". Obie te informacje są nieprawdziwe. Dziennikarz "Gazety" nie zadał sobie trudu, by skontaktować się z osobami zajmującymi się terapią, która przynosi często bardzo dobre efekty.

Artykuł jest opatrzony komentarzem jednego z czołowych publicystów dziennika, Piotra Pacewicza, znanego z tego, że niespełna rok temu nawoływał do zabicia dziecka 14-letniej Agaty z Lublina. Dzisiaj ten sam człowiek dyktuje władzom katolickiej uczelni, kto ma prawo na niej wykładać.

Piotr Pacewicz napisał w "Gazecie Wyborczej":

Wśród studentów UKSW - jak w każdej społeczności - jest wielu gejów, choć większość z nich to ukrywa, niejasno tłumacząc, dlaczego nie mają dziewczyny i jadą na wakacje z kolegą. Konferencja, która ma być popisem zawziętego homofoba, w dodatku made in USA, przysporzy im cierpień. Zapewne podczas tournée dr Cameron będzie wzywał do przywrócenia karania za jedną z naszych - ludzi na tej planecie -orientacji seksualnych. Będzie mnożył naukowe dowody, a ma ich pełno, tak jak przeciwnicy teorii Darwina czy zwolennicy tezy, że ludzką cywilizację założyli kosmici. Można by dowodzić, że jego nauki to wzywanie do nienawiści, czyli czyn zabroniony prawem. Z pewnością zabraniają gadania takich rzeczy konwencje praw człowieka, które Polska podpisała. Taka konferencja kompromituje katolicką uczelnię. To ma być chrześcijańska miłość, którą głosi? Dlatego proszę organizatorów, młodych ludzi, studentów, by pomyśleli o swoich kolegach. Czy na pewno chcecie ich krzywdzić? Może można jeszcze odwołać konferencję. Niech dr Cameron wygłasza swoje błędne nauki gdzie indziej, najlepiej na Pustyni Błędowskiej.





piątek, 27 lutego 2009

[27 II 2009] piątek, mega post z pociągu do Wrocławia!


jadą misie, jadą!
halo, halo, tu pociąg relacji Warszawa Centralna – Wrocław Główny! Pangrzyzga jedzie z Panememeretyem, czytającym Organ Gazowni. Jak wiadomo, człowiek na starość dziecinnieje, więc i nie dziwota, że mój Współpasażer z równym zaangażowaniem przegląda wypociny oficerów ideologicznych z Czerskiej, co multum ogłoszeń na temat sprzętu AGD na co drugiej stronie szmatławca. Ruszamy właśnie z Łodzi Kaliskiej, ahoj przygodo!
Powiem krótko – podróż pociągiem w nisko zaludnionym przedziale to okoliczność bardzo sprzyjająca tworzeniu blogowych elukubra6cji. Człowiek znajduje się ponad czasem, swoje sześć godzin odsiedzieć musi (od pewnego już czasu porzuciłem współpracę z Expressami i InterCity'mi na tej linii ze względu na podwyżki, więc podróż trwa ok. godzinę dłużej), a czytać bez przerwy nie można! Więc trzeba pisać, a w tych okolicznościach przychodzi to łatwo. Jeśli istnieje coś takiego, jak lekkość bytu, bynajmniej nie nieznośna, to doświadcza się jej bardzo łatwo właśnie w pociągu. Sama podróż, jak i przebywanie poza swoim stałym miejsce osiedlenia, to niezwykle inspirujące doświadczenia. Przynajmniej dla mnie.


lubię te nasze Polskie...
bez dwóch zdań! Tym bardziej, że przesiadłem się do pośpiechów. Pomijając piękno mijanych krajobrazów, pól przykrytych wciąż śnieżną pierzynką, dymiących kominów i lokalnych osad... podróż pośpiechem to przede wszystkim zwykli ludzie! I pijaczkowie, i emeryci, i panie, i panowie, i biedni, i średniozamożni, i młodzi, i starzy... Wszyscy! To uczta nie tylko dla tej części mnie, która poważnie traktuje socjologię, ale i dla tej, którą niektórzy chłopomańską nazywają i kpią z niej półżartem, że chciałaby latać w parcianych gaciach po polu i nogie maczać w krowiej minie! Nic bardziej mylnego! To żadna chłopomania warszawskiego delikatesa... to raczej chęć przebywania ze swoimi, nie tak znowu odległego potomka chłopów właśnie, wychowanka podwarszawskiego przemysłowego miasta, bywalca budów, koszar i wiosek.
Kończąc ten strumień świadomości... powiedziałbym tyle, że stale odczuwam tęsknotę za prostym życiem żołnierskim w CSAiU w Toruniu, czy za zwykłym, prozaicznym, pełnym miłości życiem w pewnej wiosce położonej niedaleko Limanowej i Cisnej. I tak jest na co dzień – bez względu, czy akurat przebywam na jakiejś budowie, w eleganckiej yuppies'owskiej kawiarni, czy na Gali Bloga Roku, gdzie bawi się tefałenowsko-szpringerowska elitka. O, tyle wywnętrzania!


coraz bardziej katolicki nextranet...
zboczonka plenią się po internecie, a tymczasem sieć sklepów cyfrowych Nextranet konsekwentnie poszerza swoją ofertę z ukłonami w kierunku katolików! Niebywałe? Być może! Wprawdzie jeszcze nie ma Gościa Niedzielnego, Niedzieli (choć wersję cyfrową Redakcja sprzedaje samodzielnie!), czy Polonii Christiany na liście prenumerat cyfrowych... ale półka z e-bookami i audiobookami z etykietką „katolickie” zaczęła się ostatnio szybko wydłużać!
Przypomnijmy, że zaczęło się od wprowadzenia Traktatu o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej! Nie minęło parę tygodni, a do oferty trafiło kilkanaście książek religijnych dla najmłodszych, w tym np. Biblia dla dzieci pod patronatem franciszkanów, oraz audiobook na temat Jana Pawła II – Fenomen Karola Wojtyły.
Bardzo mnie to cieszy! Katolicy to dość specyficzna grupa konsumentów, mająca bardzo silne strony... dlatego ten, kto dostrzeże to szybciej – stanie na lepszej pozycji!


pedziowie opanowali grono.net?
nawiązując do powyższego wtrętu o zboczonkach, muszę podziękować dzielnym Czytelnikom, którzy niekiedy podsuwają mi pod nos tematy, do opisania na gnyszkoblogu! Ostatnio, do teczki z napisem (do opracowania) trafiła sprawa opanowania jednego z gron w serwisie grono.net przez grupę zboczylasów. Czujny Czytelnik zaraz mi o tym doniósł i przedstawił materiał dowodowy! Tematyką zajmiemy się essunesposibyl.


ojojojojoj!
no właśnie! Taki okrzyk wyda na pewno stały Czytelnik, który wciąż czeka np. na odpowiedź dla gregusa dot. lefebrystów, czy mini-raport na temat rzekomej satanistyczności kościoła w San Giovanni Rotondo.
- Paniegrzyzgo! Obiecanki-cacanki! W trąbę Pan lecisz i głupa rżniesz! - już słyszę słowicze głosy Czytelników!
Otóż nie, zarówno do trąby, jak i do popełniania gwałtu na głupie jest mi bardzo daleko! Życie jednak nie rozpieszcza – jak ma człowiek na głowie dużo poważnych robót, w postaci czy to studialnych, czy zawodowych, musi zaoszczędzić choć trochę czasu na sen, powstrzymując się od pracochłonnych zajęć nieco mniejszej wagi. Tak więc proszę o cierpliwość! Sprawy te chcę opracować możliwie dobrze i wyczerpująco, zamiast doraźnie – stąd opóźnienia! Zresztą nie tylko na Gnyszkoblogu – Pogadanki Inwestorskie ucierpiały na cięciach w grafiku już w zeszłym roku!


co warto w czasie kryzysu?
wiadomo już, że w trosce o stabilność swojej sytuacji finansowej, warto pomyśleć o ograniczeniu kosztów. O tym, że warto temu nadać motywację nadprzyrodzoną, tj. przemienić w umartwienie, pisałem już w ostatnim Przewodniku po Wielkim Poście. Ale to nieco defensywna strategia... z dwóch względów!
Po pierwsze, prócz ograniczenia kosztów, warto pomyśleć o tym, by bezpośrednio podwyższyć swoje przychody! Po drugie zaś – kryzys jest najlepszą okazją do inwestycji.
Ludzie ze swej zranionej grzechem pierworodnym natury, wolą postępować nieracjonalnie! I tak, Cyfrowy Polsat największe sukcesy w pozyskiwaniu nowych klientów notuje właśnie podczas kryzysu (w dzisiejszym Parkiecie prezes CP dowodzi, że konsumpcja na telewizyjną szmirę w czasie kryzysu gwałtownie rośnie!), więc ludzie zamiast swoje koszty ograniczać, nie tylko zwiększają je w najmniej potrzebnych obszarach, natomiast nie robią niczego, by swoje przychody powiększyć! Ja nie mówię o tym, by inwestować w ich zwiększenie np. przejmowaniem lokalnej stacji benzynowej, czy hotelu, których właściciel zaczyna tracić grunt pod nogami! Jeśli ktoś ma dobrą okazję, gotówkę na koncie, wolę przetrwania i pomysł na kontynuowanie biznesu – proszę bardzo! To będzie strzał w dziesiątkę! Można natomiast zwiększyć swój dochód przy minimalnych nakładach kapitałowych, o czym pisałem już w jednej Pogadance Inwestorskiej. W tym kontekście – jako inwestycja długoterminowa, nastawiona na spektakularny sukces produktów cyfrowych (podobnie jak gigantyczna kariera komórek, w które kilkanaście lat temu słabo wierzono...) wydaje się być właśnie Nextranet! Polecam uwadze przedsiębiorczych Czytelników.


dobra grahamka, zdrowa grahamka...!
skoro już mowa o inwestowaniu, to przejdźmy na większy stopień ogólności! Wróciłem ostatnio do lektury kultowego podręcznika na ten temat - Inteligentnego inwestora Benjamina Grahama. Powtórzę to po raz pińćsetny: nie należy nawet iść w kierunku biura pośrednika finansowego, czy domu maklerskiego, by otworzyć rachunek, bądź rejestr funduszy inwestycyjnych, bez uprzedniej lektury Grahama!
Autor jest po prostu genialny i basta!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/27-ii-2008-roda-powstaje-post.html

myśl na dziś
Napisał również Apostoł, że "już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus". Słowa te są równie ważne dzisiaj jak wczoraj: przed Panem nie ma różnic narodowych, rasowych, klasowych, stanowych... Każdy z nas odrodził się w Chrystusie, aby być stworzeniem nowym, dzieckiem Bożym: wszyscy jesteśmy braćmi i winniśmy się zachowywać po bratersku!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 317










poniedziałek, 1 grudnia 2008

[1 XII 2008] homosie, wszędzie homosie!

wszędzie pedziowie...
nie wiem jak Czytelnicy, ale ja od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że aktywiści homoseksualni są wszędzie. Dlaczego? Ano, proszę bardzo - Opole, chcą robić przedstawienie dla dzieci w Domu Kultury (wiadomo o czym), potem Rzeszów, Radom... wszędzie problemy - prezydenci, burmistrzowie niekiedy się zgadzają, niekiedy nie... szczególnie, gdy zostają zasypani mailami pełnymi oburzenia. Ale to już nie o to chodzi, cóż, Wspólnoty Europejskie finansują Biedronia i jego projekt Żywa biblioteka (bo tak się nazywa projekt w ramach którego dziubasy wystawiają swoją sztukę), ja wiem... ale Kolega donosi mi, że teraz w każdym filmie jest rola wrażliwego, przystojnego homosia, który każdemu pomoże i na jego widok mdleją kobiety, ale cóż - zew zboczenia silniejszy! Miękka propaganda. Dobrze, że filmów w kinach nie oglądam z braku czasu i skąpstwa, ale po wielu rozmowach ze starszymi kolegami na temat oferty stacji telewizyjnych, bajek, etc. dochodzę do smutnego wniosku, że czas najwyższy budować swoje media. Można też się po prostu zamknąć w oblężonej twierdzy. Jak kto woli.
dlaczego wspieranie Fronda.pl jest liberalne?
ostatnio komentator Tamkqun spytał jak to jest, że pangruszka, libertyn wręcz ekonomiczny promuje obyczaj wspierania dzieł, które same mają problem z utrzymaniem się na rynku. Toć rynek sam powinien osądzić, bla bla...
Otóż, oczywiście ta postawa wynika wręcz z gospodarczego liberalizmu. Dlaczego? Mowa jest akurat o portalu internetowym, więc zawęźmy rozważania do tego przypadku. Portal kosztuje. Jeżeli się utrzyma - znaczy, że znalazła się odpowiednia ilość konsumentów, którzy znaleźli w nim to, czego szukali i postanowili to wynagrodzić (tu można postąpić dwojako, albo udostępniać portal za opłatą, albo opłatę egzekwować dobrowolną, stawiając na perswazję). Przy czym za konsumenta możemy podstawić także reklamodawcę, czy innego kontrahenta. Otóż, reakcją rynku może być zarówno prywatna donacja, klikanie w reklamy, jak i zamawianie akcji marketingowych w danym portalu przez reklamodawcę. Jednym słowem - nawet jeśli przedsięwzięcie utrzymuje się ze składek użytkowników... to biznes jest mistrzowski, jak np. Radio Maryja. To jest spektakularny sukces pod względem marketingowym, PRowym. Na zupełnie rynkowych zasadach. Kto powiedział, że rynek ma reagować w jeden sposób?
Rynek nie jest racjonalny sam z siebie (tj. jego składowe nie mają patentu na racjonalność) - stąd np. skuteczne kształtowanie preferencji rynku, nazywane marketingiem, może wieść właśnie do modelu biznesowego Radia Maryja. Tym bardziej, że o wiele ciężej zmienić świadomość ludzi zasiadających w domach mediowych (którzy nieracjonalnie kierują reklamy do Polityki mogąc za pośrednictwem Gościa Niedzielnego trafić nie tylko do większej liczby odbiorców, co zrobić to taniej! - winą jest tu niewiedza i uprzedzenie), niż wzbudzić w użytkownikach poczucie odpowiedzialności za przedsięwzięcie. Znowu - mamy tu do czynienia z racjonalną kalkulacją. Lepiej stwórzmy mocną społeczność, dobry produkt, a nuż ciule z domów mediowych zaczną nas inaczej postrzegać. Jeśli nie - damy sobie radę bez nich, stworzymy np. alternatywny rynek reklamy, wewnątrz owej silnie zintegrowanej grupy, etc.
Bo rynek to nie jest byt zastany. Rynek się kształtuje własnymi działaniami, z których każde jest dozwolone (prócz zmieniania zasad i uzależniania rynku od państwa).
Inną kwestią jest przepływ informacji i efektywność rynku, które nigdy nie są na takim samym poziomie.
nowe możliwości gnyszkobloga!
proszę Państwa, oto miś... miś Wam doładuje telefon dziś! Niniejszym ogłaszam, że od dzisiaj można doładowywać sobie telefon o wiele łatwiej niż przez mBank (patrz banner poniżej) - o dziś na gnyszkoblogu wisi banner serwisu doladowania.pl (pod bannerem akcji Bądź święty!), za pośrednictwem którego można doładować sobie kartę posiadając konto z dostępem do internetu w jakimkolwiek banku! Doładowania z dokładnością do 1 zł! Wiele promocji jest...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/12/1-xii-2007-sobota-cuda-ogaszaj.html

myśl na dziś
Coepit facere et docere – zaczął Jezus czynić a potem nauczać: ty i ja winniśmy dawać świadectwo przykładem, gdyż nie możemy prowadzić podwójnego życia: nie możemy uczyć tego, czego nie praktykujemy. Innymi słowy, winniśmy uczyć tego, co przynajmniej staramy się praktykować.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 694


poniedziałek, 24 listopada 2008

[24 XI 2008] sadomasochizm nie jest zboczeniem?

fronda działa? Działa, działa...
jak wiadomo – od dwóch tygodni polski internet jest już inny. Najpierw stał się inny w zeszłym roku, wraz z debiutem gnyszkobloga, to jasne, ale teraz stał się jeszcze bardziej inny – wystartował nowy portal frondy. Miło oglądać jego rozwój, czytać niekiedy śmieszne i żartobliwe, innym razem śmiertelnie poważne artykuły młodych redaktorów... miło śledzić ożywione dyskusje na słynnym (FForum), wreszcie – czytać blogi legendarnych użytkowników. Szczególnie, że za niektórymi nickami kryją się naprawdę poważne nazwiska, niekiedy z pierwszych stron gazet – zarówno ogólnopolskich, lokalnych, jak i branżowych. Serwis hula wspaniale, czekałem na ten debiut długo... i się nie zawiodłem!



wspieractwo po raz wtóry
w tym kontekście wraca nam dyskutowany w kontekście pro-life'u w ogólności, a gnyszkobloga w szczególności – temat wspieractwa. Ciekaw jestem, czy użytkownicy – zarówno starzy, jak i nowi, ci nabyci ostatnimi ruchami, debiutem, zeszłotygodniową akcją przeciwko IKEA (promującej w swoim katalogu homoseksualizm) – ciekaw jestem, czy zdadzą sobie sprawę z zależności między tym, że dobre artykuły tworzą ludzie, którzy muszą jeść, oraz tym, że w Polsce nie ma nieskończenie wielu bogatych wujków-katolików a reklamodawcy nie lubią pokazywać się w mediach katolickich.
Ciekaw jestem, czy za rok lub dwa będziemy świadkami spektakularnego upadku a la OZON, bądź Radio Józef... stałe zlecenie ustawione. Zobaczymy co zrobią inni. Czy tym razem pozwolą sobie przestać w końcu narzekać na hegemonię Agory? Portal – jak widać – robi, co może. Stworzony został nawet bardzo atrakcyjny dla potencjalnych wspieraczy – Klub Frondy.


Radio Józef
pouczający jest w tym względzie kazus Radia Józef. Wspaniałe radio, pisałem o nim wielokrotnie – moim zdaniem naprawdę najlepsza stacja w Polsce. Audycje, które fascynują, muzyka, która cieszy, modlitwa, dyskusje, które nie są paplaniną. Radio od roku coraz częściej puszczało między programami lektora dyktującego numer konta, głoszącego hasło „Pomóż nam pomagać innym”, kolejne pomysły na zwiększenie przychodów – pielgrzymki słuchaczy, sklepik w siedzibie redakcji... Radio w końcu zostaje sprzedane Eurozetowi – wówczas w trzy tygodnie słuchacze zadeklarowali i przelali prawie 50% miesięcznego kosztu utrzymania stacji! Można było? Jasne, że tak.
Powiemy sobie - „Radio prosiło nieumiejętnie”. Oczywiście – to jasne w kontekście podejścia do pieniędzy, który prezentują katolicy w Polsce (o czym pisałem właśnie przy okazji wspieractwa) – domyślam się, że Redakcja nie chciała po prostu za bardzo naciskać. Gdyby podali konkretne kwoty, bębnili o tym po każdej audycji, nadali tytuł akcji zbierania pieniędzy – z pewnością efekt byłby lepszy, patrząc na skuteczne modele biznesowe Radia Maryja i SKCh im. Ks. Piotra Skargi. Owszem, parę osób się zawsze obrazi i powie, że co to za Radio, które wciąż każe na siebie płacić, że oni sobie tam pewnie lody kręcą i biznesy chcą na Panu Bogu zrobić. Reszta natomiast otrzyma jasny sygnał - „Ludzie, żeby to dzieło, z którego korzystacie istniało dalej ku pożytkowi Waszemu i innych – musicie płacić!”.
Nie ma co liczyć na reklamy, poza kontekstową (chociaż Google skasował już konto Frondzie, z tego, co mi wiadomo, zobaczymy czy AdKontekst pójdzie tą drogą...). Tutaj pouczający jest zarówno nieboszczek OZON, którego szefowie chodzili po domach mediowych (to takie firmy, którym redakcje zlecają załatwienie reklam w zamian za prowizję) i wszędzie odchodzili z kwitkiem. Po prostu. Gazeta jest katolicka, chłopaki z domów mediowych mają do tego typu rzeczy awersję i po sprawie. Jak jest z „Gościem Niedzielnym”, który ma większą sprzedaż niż „Newsweek” i „Polityka”? Dokładnie tak samo – mimo, że katolicy, to taka sama grupa konsumencka jak inne (jedzą to samo, co inni, budują domy, smarują się kremami, jeżdżą samochodami...) - nikt poza ludwisarzami, wytwórców ornatów i wydawców modlitewników nie zamierza reklamować się w drugim pod względem sprzedaży tygodniku opinii w Polsce. Mimo, że za pół ceny dotarłby do znacznie większej liczby potencjalnych konsumentów, niż reklamując się w „Polityce”.
Może to i lepiej – reklamodawcy nie dyktują tematyki. Ale jeśli tak jest – to zdajmy sobie z tego w końcu sprawę i wspierajmy swojskie przedsięwzięcia!


Święta za pasem
no, kończymy już z tematyką cywilizacyjną! Święta idą – już za okrągły miesiąc będzie Wigilia. Jak wiadomo – Wigilia, to m.in. prezenty. Jeśli wśród Czytelników, lub ich otoczenia są tacy, którzy jeszcze nie poczynili planów zakupowych (taaak – otoczenia także, przecież można im polecić gnyszkobloga w tym zakresie), bądź samych zakupów – zachęcam do lektury mojej „Teorii Kupowania Prezentu”. Prócz tego, by zainspirować jeszcze bardziej, przez najbliższe dwa tygodnie codziennie zamieszczę posta z innym pomysłem prezentowym. To i owo rzuciło mi się w oczy – w sam raz na dwanaście postów!


sadomasochizm
niedawno zostałem zbesztany przez któregoś z Czytelników za to, że przytoczyłem przykład homoseksualisty, który zabił swojego apsztyfikanta i zjadł (to zresztą drugi taki głośny przypadek – poprzedni polegał na tym, że panowie się umówili na wspólne baraszkowanie sadmasochistyczne i końcowe odcięcie członków, zabicie i zjedzenie jednego przez drugiego – to było w Niemczech, jakiś rok, dwa temu). Czytelnik argumentował, że wariaci (czytaj: skrajni sadomasochiści) zdarzają się w każdej „orientacji”. Apeluję zatem, żeby Czytelnik nie jechał do szwedzkiego raju, bo okazuje się, że...
...sadomasochizm nie jest już zboczeniem, podobnie jak transwestytyzm i parę innych. Tak bowiem przegłosowano w Szwecji i zaleca się rozciągnąć ów standard na całą Europę. Autorzy mają nadzieję, że to posunięcie poskutkuje tak, jak analogiczne rozwiązanie w przypadku pederastii. Poniżej skan z Rzeczpospolitej dla tych, którzy myślą, że zwariowałem:


koniec świata?
zacytuję tu rozmowę z moim Proboszczem nt. pierwszych posunięć p. Obamy:
[ks. B.B.] – Ech... do czego to wszystko dąży?
[MG] – No, jak to? Do powtórnego przyjścia w chwale...
[ks. B.B.] - Ja wiem, ale po co to przyspieszać?


Świętymi są ci, co walczą do końca swego życia: ci, którzy zawsze potrafią podnieść się po każdym upadku, by dzielnie iść dalej z pokorą, z miłością, z nadzieją.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 186



poniedziałek, 10 listopada 2008

[10 XI 2008] św. Leona Wielkiego - o homoseksualiymie po raz pińćsetny

o homoseksualizmie po raz pińćsetny
od jakiegoś czasu bloga czyta pewien dwukrotny anonimowy komentator, którego żywo interesuje temat pederastii. Gdy wrzuciłem newsa na temat skazania pederasty-kanibala, argumentował, że kanibale i wariaci zdarzają się także u niepederastów. Gdy ostatnio pochyliliśmy się nad nekrofilami - argumentował, że nie można przedstawiać zboczeń poszczególnych osób, by zdyskredytować całą orientację. Nadmienił także, że związki homoseksualne rozwijają się tak samo, jak i heteroseksualne. Mam nadzieję, że poglądy zreferowałem należycie.
Nie odpowiadałem od razu, wierząc, że Komentator(ka) zajrzy do archiwum i pozna z niego mój pogląd na powyższy temat. Ja wiem - korzystanie z archiwum jest utrudnione, posty wciąż nie są oznaczone etykietami... ale z wujaszkiem Google'em chyba dałoby radę.
Nic, to! Odpowiem wobec tego pokrótce - pewnie większość Czytelników słyszała to kilkaset razy, ale co tam! Otóż, argumenty Komentatora(ki) [no właśnie - z kim mam przyjemność?] są trafione, jeśli przyjmujemy, że istnieje coś takiego jak orientacja seksualna. Na marginesie - powstaje problem, bo Komentator nie tłumaczy się z twierdzenia dlaczego nekrofilia orientacją nie jest... ciekawe czy podobnie skandaliczne oskarżenia wysuwa pod względem pedofilii?
Wracamy, do naszych rozważań. W naszym jednak przypadku jest inaczej. Twierdzimy, że nie istnieje coś takiego jak orientacja seksualna, lecz norma (opanowany heteroseksualizm) - oraz jej brak, czyli zboczenia. Zboczeniem jest zarówno pederastia, jak i onanizm, pedofilia, nekrofilia, zoofilia i inne. Przyjmujemy rzecz jasna kryterium teleologiczne, tj. dotyczące celowości (które w tym wypadku oznacza możliwość prokreacji).
W związku z tym, argumentacja przytaczana przez Komentatora, jest zupełnie nietrafiona - nie obchodzi nas bowiem to, czy zboczenie rozwija się analogicznie do postawy zdrowej, czy nie. Czy towarzyszą mu uczucia wyższe, czy nie. Nie gra to roli. Podobnie jak nie gra roli to, ilu homoseksualistów jest w populacji i czy byli od zawsze. Inne choroby i wynaturzenia także towarzyszą ludziom od wieków i są stale obecne w populacjach - niekiedy nawet są nadreprezentowane... jak np. Czarna Śmierć w którymś z nastych wieków. Ale to, że ma setki tysięcy nosicieli nie oznacza, że Czarna Śmierć nie jest Czarną Śmiercią.
Podkreślam raz jeszcze - na gruncie koncepcji istnienia orientacji seksualnej nie istnieje żadna przesłanka zabraniająca nam stwierdzić, że pedofilia, nekrofilia i inne zboczenia nie są zboczeniami.
dwie metafory - ładna i brzydka
poza tym, witam serdecznie - nowego jak się zdaje - Czytelnika! Dla okraszenia wywodu, dodam jeszcze dwie dykteryjki.
Pierwsza z któregoś numeru FRONDY. Na którejś stronie był rysunek części silnika opisany następująco: Tłok powinien poruszać się w cylindrze, a nie w rurze wydechowej.
Druga, relacjonuje wydarzenie podpatrzone na planie Warto rozmawiać, po odcinku nt. homoseksualizmu. Jan Pospieszalski miał powiedzieć po zakończeniu programu jednemu z gości następujące słowa: Wie Pan... gdyby homoseksualizm był naturalny, to zwieracz wydzielałby wazelinę.
bądź święty
przy okazji polecam serwisik, który ostatnio zrobiłem: http://badz-swiety.blogspot.com/ Rozważanie co dwa dni na maila. Szkoła świętości pod okiem św. Josemarii, św. Józefa S. Pelczara, św. Tereski i św. Ludwika.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/10-xi-2007-sobota-odjeda-wraz-ze-w.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/10-xi-2007-sobota-w-niej-pani.html

myśl na dziś
Jesteśmy dziećmi Bożymi. Nosicielami jedynego płomienia będącego w stanie oświecić ziemskie drogi dusz; jedynego blasku, w którym nie będzie nigdy miejsca dla ciemności, mroku i cienia. – Pan posługuje się nami jak pochodniami, by światło to świeciło… Od nas zależy, by wielu ludzi nie żyło w ciemnościach, lecz kroczyło drogami, które prowadzą do życia wiecznego.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1

środa, 22 października 2008

[22 X 2008] Szable do boju, lance w dłoń!

anty-antyrelatywizm
na antropologii dowiedziałem się ostatnio, że niejaki Geertz napisał książkę „Anty-antyrelatywizm” na temat relatywizmu kulturowego (a więc koncepcji, zgodnie z którą antropolog nie ma prawa wartościować kultur, które poznaje), w której twierdzi, że sam relatywizm nie ziębi go, ani grzeje, ale musi go bronić przed głupolami antyrelatywistami. Przytacza tam przykład anty-antykomunizmu i anty-antyaborcjonizmu.
W pierwszym przypadku chodzi o komisję McCarthy'ego, która śledziła infiltrację stalinowską w USA (rzecz bardzo zmitologizowana przez współczesnych postkomunistów i pożytecznych idiotów). Jednym słowem – w latach pięćdziesiątych każdy porządny człowiek powinien był występować przeciw McCarthy'emu, bo głupotą było wietrzenie wszędzie szpiegów (przytaczam twierdzenie Geertz'a). No, nie wiem, nie wiem... chyba tak mogą sądzić albo pożyteczni idioci, albo agenci wpływu. Nie wiem kim jest Geertz. W drugim zaś porównaniu o to chodzi, że każdy porządny człowiek musi zwalczać przeciwników legalności zabójstw prenatalnych. Dlaczego? Ponoć dlatego, że choćby mu się proceder nie podobał, musi czuć wstręt do ohydnej opresji ideologicznej ze strony zwolenników niezabijania.
Hmmmm... pangrzyzga się zastanowił, przemyślał i orzeka, co następuje.
Otóż, o ile jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś, kto pilnuje, by antyrelatywiści posługiwali się poprawnymi rozumowaniami oraz metodologią – ten jegomość pilnuje zasad, stanowiących o prawdziwości – nie zajmuje wówczas stanowiska. Być może podobnie jest w przypadku maccarthyzmu – ktoś może stoi na straży zasad, np. by ludzi nie wsadzano do więzienia bez wyroku. Ale nie potrafię wyobrazić sobie anty-antyaborcjonisty, który nie zajmuje stanowiska w sprawie samej aborcji. Dlaczego? Dlatego, że jest to sprawa fundamentalna – chodzi bowiem o to, jak traktujemy możliwość legalnego mordowania obywateli. Tu nie ma kompromisu – albo jesteśmy za mordowaniem, albo przeciw. Jeśli przeciw – proszę wybaczyć, ale wobec ludobójstwa, które się rozgrywa ciężko jest nie stosować różnych metod.
Gdy dzieje się Holokaust – rzeczą chwalebną jest przeciwdziałanie mu wszelkimi środkami. Gdy dzieje się Babykaust – również. Ktoś, kto twierdziłby 70 lat temu, że Holokaust być może jest zły, ale jednak jest konieczny, więc trzeba nauczyć się z nim żyć i zwalczać tych świrów z partyzantki, którzy są radykałami, bo z nim walczą.
Pies drapał relatywizm kulturowy, maccarthyzm i lustrację. Babykaust to zupełnie inna sprawa.

lektura obowiązkowa
uwaga, uwaga! Na Gnyszkoblogu pojawił się nowy dział z prawej strony – chodzi o zbiór linków „Lektura obowiązkowa”. Póki co ubogi, ale gdy poznajduję w internecie resztę książek, rozwinę należycie. Zaprezentuję tam książki niezbędne do poznania kodu kulturowego panagrzyzgi. Jeśli ktoś uważa, że mnie nie rozumie – to jest lektura dla niego. Jeśli ktoś uważa, że rozumie – być może dowie się, że nie do końca. Książki warte uwagi, dla każdego. Tak uważam.

szable do boju, lance w dłoń!
jak to jest, że ludzie, bądź społeczeństwa, dążąc często ku samozagładzie, nie zaczynają temu przeciwdziałać? Ciekawe zagadnienie. Wydaje mi się, że źródło takiego stanu rzeczy ma charakter psychologiczny, jeśli nie duchowy. Otóż, jeśli grupa dąży ku samozagładzie, najczęściej większa część jej konstytucji obyczajowo-polityczno-ekonomicznej jest wadliwa, niewydolna. Aby zawrócić z tej drogi, należy zanegować większą część rzeczywistości. Z pewnością pojawiają się jednostki, bądź grupy, które proponują jakąś zmianę systemową poprawną z punktu widzenia katastrofy, która ma nastąpić. Rzecz jednak nie polega na tym, by mieć rację, ale na tym, by większość ją poznała i uznała.
Najczęściej jednak większość nie zamierza zmieniać tego, do czego się przyzwyczaiła. Dlaczego? Wydaje mi się, że po prostu dlatego, iż nie ma na to wystarczająco odwagi. Odwaga jest cnotą, czyli sprawnością duszy. Jeśli ktoś nie ma wystarczającej odwagi, by walczyć z własnymi skłonnościami – ciężko o cnoty społeczne. Ciężko o to, by żarłok, albo rozpustnik – skoro nie ma ochoty i siły by wziąć się w karby – miał ochotę na stanięcie wbrew sądowi ogółu i zaangażowanie się w kampanię, o której wszyscy „rozsądni”, mówią, że jest przegrana. Zresztą nie trzeba być szczególnie niewładnym duchowo, by pewna doza gnuśności wlała się do serca. Każdy ma taką skłonność... po co reagować zawczasu, gdy jeszcze tak naprawdę nie wiadomo, czy żyjemy w zagrożeniu... a może jakoś to będzie, etc. Tymczasem – są na tym świecie rzeczy, które naszym filozofom się nie śniły i w każdej chwili możemy paść ofiarą zuchwałej, chamskiej akcji ze strony jakiejś mniejszości, czy nawet państwa, bądź organizacji międzynarodowej.
Szable do boju, lance w dłoń! Bolszewika, goń, goń, goń!
doniesienia medialne
Szef kuchni z Leeds, przy okazji zwycięzca pierwszego konkursu "Mister Gay UK", zasztyletował swojego kochanka, pokroił na kawałki i ugotował. Kończy się właśnie jego proces - donosi BBC.
Pierwszy zwycięzca konkursu "Mister Gay UK", Anthony Morley nie przyznał się do zamordowania 33-letniego Damiana Oldfielda. Jednak dowody, między innymi fragmenty ugotowanego ludzkiego mięsa zabezpieczone w kuchni oskarżonego, świadczyły przeciwko niemu. Również zeznania pracowników pobliskiego baru szybkiej obsługi, który Morley odwiedził bezpośrednio po wdarzeniu i tam przyznał się do morderstwa zadziałały obciążająco. Sąd w Leeds uznał 36-latka winnym "okropnego, przerażającego i dziwnego" morderstwa. Zgromadzona na sali sądowej publiczność zareagowała aplauzem. Niektórzy członkowie składu sędziowskiego opuścili budynek sądu ze łzami w oczach.
podaję za maile, który cytował złowrogi serwis gazeta.pl
Tymczasem homoseksualiści zaplanowali na jesień nowe eventy - złożenie kwiatów na Wawelu przy grobie Władysława Warneńczyka, ponoc pierwszego rodzimego pederasty, oraz jakowąś orgię publiczną w Warszawie. Może choc tym razem krakowska Kuria zajmie jakieś stanowisko, bo jak na razie wydanie książki promującej homoseksualizm wśród młodzieży przez ZNAK (który przez Kurię jest promowany) - mimo wielu protestów - nie wywołało żadnej reakcji. Podobnie zresztą jak kolejne antykościelne ekscesy redakcji Tygodnika Powszechnego, który wciąż ma asystenta kościelnego i przydomek katolickie pismo społeczno-kulturalne na winiecie...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/22-x-2007-czarny-poniedziaek.html

myśl na dziś
Wśród lawiny ludzi bez wiary, bez nadziei i pośród umysłów, które się miotają na granicy rozpaczy w poszukiwaniu sensu życia, ty spotkałeś cel: Jego! I to odkrycie ustawicznie będzie wnosić w twoje życie nową radość, będzie cię przekształcać i ukazywać ci codziennie niezliczoną ilość pięknych rzeczy, których nie znałeś a które pokazują, jak radosną jest szerokość drogi, która prowadzi do Boga.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 83





niedziela, 6 lipca 2008

[6 VII 2008] niedziela, Tinky-Winky strikes back!

Tinky-Winky a sprawa polska
pamiętam, że w zeszłym roku, gdy przygotowywałem projekt Centrum Rekreacji Rodzinnej w Konstancinie, a równolegle działa się zadyma z ówczesnym RPD - p. Sowińską, wpadłem na pomysł by wrzucić na planszę projektową Tinky'ego-Winky'ego. Jak pomyślałem, tak zrobiłem - zabrałem się za poszukiwania. No, i odnalazłem zdjęcia Tinky'ego z telewizorni oraz z... parad ruchu LGTB (Lesbian-Gay-Trans-Bisexual) w USA. Szybki sercz w internecie i okazało się, że logo organizacji Gay Pride (Duma Gejowska) to... fioletowy trójkącik. Jeszcze dalszy sercz - okazało się, że parlament Wielkiej Brytanii prowadził śledztwo ws. szkodliwości Tinky'ego-Winky'ego dla dzieci po tym, jak niejaki Falwell z Wysp ogłosił, że Tinky to podejrzana postać.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że jestem prowokatorem, kułakiem, spekulantem i chcę na siłę zdobyć popularność, a poza tym jestem psem łańcuchowym Kaczyńskich i bezrobotną babcią z wsi pod Lublinem, która modli się co wieczór do o. Rydzyka.

Pamiętacie tę zadymę? Zaczęło się od tego, że Sowińska powiedziała w wywiadzie dla Wprost, że dostała wiadomość, że postać ta może szkodzić dziecięcej psychice, gdyż cierpi w oczywisty sposób na zaburzenia płciowe, w związku z czym zleci zbadanie sprawy swoim psychologom. Wszczął się jazgot i jak zwykle u nas - dyskusja nie na temat.

Ja sobie pomyślałem - Fajnie, babka robi to, za co jej płacę w podatkach.

Po tym, gdy odkryłem, że Tinky jest od lat bożyszczem środowisk homoseksualistów, spytałem znajomego, który był wówczas wysoko postawiony w Polsacie, w redakcji Wydarzeń, czy puszczą newsa o tym, że coś w tym jednak jest. Odpowiedź była krótka: Chyba oszalałeś! Niusy na ten temat mają robić z Sowińskiej wariatkę i uderzać w rząd. Nawet gdybym zrobił materiał, nikt tego nie puści. Jak to śpiewał Kazik: One day, telewizja kłamie...

przegląd zdjęć




Nowe Pogadanki Inwestorskie

przy okazji polecam najnowszą Pogadankę, czwartą z kolei: http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com/2008/07/6-vii-2008-pogadanka-nr-4-wydatki.html

wtorek, 29 kwietnia 2008

[29 IV 2008] wtorek, św. Katarzyny Sienneńskiej

jutro święto!
jutro bardzo miły dzień. Po pierwsze dlatego, że jadę do Oleńki! Długi (w tym roku raczej krótki) weekend spędzę na Dolnym Śląsku, gdzie zamierzamy z Oleńką zatopić się w meandrach swoich dziedzin z przerwami na rowery, Mszę Świętą, Różaniec, wspólne poczytanko i inne miłe czynności. Myślę też, że bez tradycyjnego polskiego gryla pod dębem się nie obejdzie...!
Ale, ale! Proszę sobie nie wyobrażać, że tu tylko takie przyjemności! Będzie ich znacznie więcej - muszę bowiem (a mam poważny zamiar) nieomal zakończyć działania przy projektach z urbanistyki, projektowania i infrastruktury... a poza tym zacząć tworzenie pracy rocznej na Klasyczne Teorie Socjologiczne. Jednym słowem - rabotajet jak ruskie roboty!
Na tym nie koniec - dzień będzie miły także i dlatego, że czeka mnie jutro rano (zawsze wychodzę z domu wcześniej, by dokonać transakcji w kiosku) kupno Gazety Polskiej (www.gazetapolska.pl) oraz Najwyższego Czasu! (http://www.nczas.com/). Już kiedyś się rozwodziłem jak wielką przyjemność sprawiają mi te zakupy...
Później dr Krzaczkowski opowie o dziejach Sejmu II RP w nowym BUWie, a potem inny dr hab będzie przez półtorej godzinki sączył keynsizm na Makroekonomii w Auditorium Maximum. Cud malyna!
dugi łykęt
jak to będzie z blogiem w długi wykent? Ano - nie bardzo wiadomo. Ja obstawiam, że częstotliwość ukazywania się oraz objętość mogą spaść, ale to i owo się pojawi, więc proszę nie tracić nadziei. Chociaż i sami Czytelnicy pewnie pojadą sobie w siną dal na gryla, albo gdzie indziej, więc i chętnych do lektury będzie mniej. O jednym nie należy zapominać - o wspieraniu bloga!
wspieraj bloga!
akcja wspierania mnie przez zadowolonych Czytelników trwa, o czym informuje banner pod koniec tego wpisu. Sto milionów na moim koncie z wpłat już wylądowało, za co serdecznie dziękuję, natomiast w międzyczasie pojawiła się nowa możliwość zdobywania czytelników. Otóż, jeśli ktoś z tu obecnych, jest na tyle zadowolony z niektórych notek, żeby polecić je znajomym - prócz wysłania maila, wstawienia bannera bloga na swoją stronę, ustawienia opisu na GG, czy czegoś innego, może zarejestrować się na http://www.wykop.pl/, gdzie odpowiednie notki będzie mógł podać jako ciekawe linki, nad którymi inni będą glosować, czy też im się podobają. Bardzo miła sprawa, fanom internetu polecam!
bądźmy bogaci
nie wiem, czy wiecie, ale mam w internecie brata-bliźniaka. Jest nim autor bloga http://appfunds.blogspot.com/ który jest chyba drugim wcieleniem Pieniężnika, którym dotychczas byłem tylko ja! Nie dość, że każdy pieniążek drobiazgowo liczy, to jeszcze robi wszystko, by dzięki swojemu blogowi, tych pieniążków wędrowało do niego jak najwięcej. A o czym pisze? Właśnie o tym - o tym, jak to jest wędrować od obecnych 17000 złotych do trzech milionów, które sobie założył jako cel.
Dlaczego o tym wspominam? Bo u nas w Polsce ludzie mają jakiś wstręt do pieniądza. Jeśli z czymś wiąże się zysk, lub ktoś chciałby mieć z czegoś zysk - w świadomości innych od razu rzutuje to źle albo na samo działanie, albo na osobę. Więcej - jest to traktowane nieomal jak okradanie innych.
Cóż ja na to? Ano to, że zysk jest jednym z mierników działania przedsiębiorstwa, czy pojedynczej osoby. Więcej - zysk jest nagrodą, jaką przedsiębiorca odbiera od swoich klientów za to, że służy im dobrze, czyli że usługi, które im świadczy, spełniają ich oczekiwania. Bo bycie przedsiębiorcą, to nic innego, jak podejmowanie ryzyka po to, by służyć innym swoimi możliwościami, umiejętnościami, etc. lepiej od innych.
Jeżeli wybitny profesor chce pińcet myljonów za wykład, proszę się nie dziwić - i nie udawać, że jeśli jest wybitny, to musi żyć o chlebie i wodzie dlatego, że jemu nie przystoi prosić o honorarium. Nawet jeśli byłby bogaty, to proszę wybaczyć, ale - wyda te pieniądze z pewnością lepiej.
Nagradzajmy godnych nagrody także i po to, byśmy sami poznali cenę tego, czego być może nam brakuje. Może dzięki temu popchnie nas to do zdobywania nowych szczytów?
serio
zdajmy sobie sprawę z tego, że bez pieniędzy ciężko jest zdziałać dużo na dużą skalę, gdziekolwiek. Pewnie ten i ów ma chęć odpowiedzieć, że przecież równie dobrze można u siebie na podwórku robić dobre rzeczy, a nie od razu jakieś wielkie przedsięwzięcia. Powtarzam po raz setny - jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Do jednego i drugiego wzywa obowiązek.
Jeśli się coś robi, należy to robić najlepiej, jak się da (a nie jak się umie, bo jeśli się nie umie, to trzeba się nauczyć) i ofiarować jako doskonałe dzieło Panu Bogu. A co to za doskonałe dzieło, gdy ktoś ze swojej winy nie zarabia tyle, ile by mógł... albo nie oszczędza tyle, ile by mógł, by potem coś stworzyć, lub w czymś pomóc. Pieniądze - podobnie jak i czas, zdolności, okoliczności, etc. - to dary Boże. Dlatego - po pierwsze - mogą być użyte niewłaściwie, jak wszystko, co człowiek ma do dyspozycji (same w sobie są obojętne moralnie, podobnie jak i czas, zdolności, etc.), po drugie zaś - nie należy ich marnować.
Także nie wykorzystując okazji do niezarobienia ich.
Dlatego - Andrzejku - niech Cię nie gorszy to, że chciałbym, by blog na siebie zarabiał.
tematyka inwestycyjna
w związku z powyższym, po dość słabej obecności w ostatnim czasie - wróci na bloga tematyka inwestycyjna. Także dlatego, że my - tak, jak rozeznaję moich Czytelników - musimy być bogaci. Musimy być bogaci nie po to, by to zjeść, ale po to, by zmieniać, tworzyć i burzyć. A także po to, by ludzie patrząc na nas, nie kpili sobie, że jesteśmy cienkie bolki. O!
15% Czytelników kocha tylko panagnyszkie!
tak dowodzi zakończona już ankieta! Brawo! Czuję się bardzo kochany!
dlaczego się śmiałem cały weekend?
śmiałem się na wspomnienie filmu z Cejrowskim i Senyszynową. Choć wiele osób nie podziela mojego zachwytu, twierdząc, że Wojciech Cejrowski zachował się bezczelnie, ja twierdzę co innego. Uważam bowiem, że dobrze się stało, że ktoś zwrócił uwagę na skandaliczny poziom rozmawiania wprowadzany przez Senyszynową. Po drugie - przywrócił pewne proste, wymowne określenie - głupki. Tak, trzeba to stwierdzić jasno, że ideologia lewicowa (szeroko pojęta), to ideologia dla głupków.
Cejrowski czyta gnyszkobloga?
nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Wojciech Cejrowski czyta mojego bloga! Dlaczego? Ano, dlatego, że zauważył, że pojęcie orientacji seksualnej jest sztuczne. Niestety - istnieje i inna możliwość - sam mógł na to wpaść (co jest skądinąd normalne dla człowieka, który używa łepetynki), co stanowi kolejny argument na rzecz tego, bym spisał raz a dobrze i oficjalnie wydał zbiór swoich teorii, bo tak zawsze każdy mi będzie zarzucał, że się naczytałem, że chodzę i powtarzam... Oto cytat z wywiadu z Cejrowskim, który jutro pojawi się w Najwyższym Czasie!:
Unia dopiekła mi także tym, że stworzyła byt prawny o nazwie „orientacja seksualna” – z powodu której nie wolno dyskryminować. Otóż jest tylko jedna normalna orientacja seksualna, a wszystkie inne są zboczeniem, aberracją, grzechem i należy je zwalczać, a nie dawać im równouprawnienie.
Przy czym nie ma racji W.C., twierdząc, że inne orientacje są grzechem, gdyż sama skłonność grzechem nie jest - jedynie jej wcielanie i kultywowanie, jest grzechem. Zresztą ocena religijna nie ma tu dużego znaczenia - sprawa orientacji jest oczywista na gruncie czystego rozumu, który każe przyjąć albo tezę, że wszystkie odmienne zachowania seksualne są orientacją albo tylko heteroseksualizm, a reszta to aberracje. Tertium non datur.
myśl na dziś
Kiedy się naprawdę posiada miłość, nie ma się czasu na szukanie samego siebie; nie ma miejsca na pychę: znajduje się tylko okazje do służenia!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, 683


sobota, 26 kwietnia 2008

[26 IV 2008] sobota, Dzień Maryjny - defilada homoseksualistów

czy homoseksualizm jest orientacją?

w dniu defilady aktywnych homoseksualistów i propagandzistów innych dewiacji, chciałem powiedzieć, co następuje.
Otóż - jeżeli przyjmujemy za prawdziwe twierdzenie, iż istnieje coś takiego jak orientacja seksualna - definiowana jako skierowanie popędu płciowego na pewną aktywność, rzecz, bądź osobę, czy raczej po prostu - regularny sposób, wówczas nie możemy nie twierdzić, że orientacją nie jest pedofilia, koprofilia, nekrofilia, jak również onanizm, fetyszyzm, czy jeszcze inne aberracje. Dlaczego? Dlatego, bo inne podpadają pod tę definicję.
Dlaczego zatem w telewizji mówią na razie, że orientacjami są tylko pederastia i heteroseksualizm? Z dwóch przyczyn - po pierwsze nie myślą (nie bez kozery F.A. von Hayek nazywał dziennikarzy pośrednikami idei z trzeciej ręki), po drugie zaś - organizacje skupiające pozostałych dewiantów są jeszcze zbyt słabe, by forsować swoją emancypację.
Proszę zauważyć, że jeszcze 50 lat temu dzisiejsze postulaty i parady były równie egzotyczne, jak na przykład - widziany przeze mnie oczyma duszy - postulat legalizacji związków pośmiertnych. Otóż, przypuśćmy, że powstała Kampania Przeciw Nekrofobii, mająca na celu rozwiewanie uprzedzeń względem nekrofilii. Zgłaszają ustawę o związkach pośmiertnych, gwarantującą np. państwową refundację mumifikacji ciała dotychczasowego partnera, szczególnie zaś jego organów (np. terapia silikonem). Dlaczego człowiek ma być pozbawiony ukochanego ciała jego partnera po śmierci? Tylko dlatego, że niedojrzałe, nietolerancyjne, katofaszystowskie społeczeństwo i Papież tkwią w średniowieczu i każą grzebać ludzi w ziemi? Moi drodzy - wbrew pozorom, na gruncie koncepcji orientacji seksualnej nie istnieje żaden argument mogący stanąć na przeszkodzie takiej inicjatywie. Więcej - na gruncie tzw. demokracji liberalnej - również nie znajdziemy argumentu dlaczego by komuś tego zabronić, skoro zaakceptowaliśmy już inne orientacje i ich najdziwniejsze praktyki, jako formy prawne.
Jednym słowem - ci, którzy dziś popierają aborcję, propagandzistów homoseksualnych, godzą się i popierają daleko więcej, niż im się wydaje. Ich postawę można by zatem porównać do tzw. pożytecznych idiotów z Zachodu, którzy jeszcze po wojnie jeździli do ZSRR upajać się rajem na ziemi, który zbudował Stalin.
Warto zdać sobie sprawę z dalekosiężnych konsekwencji naszych działań...


ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO