Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2009

[28 III 2009] uciekaj gąsiorze, bo Gnyszka już nie może!

uciekaj gąsiorze!
kapral Gnyszka miał okazję sprawdzić się oraz przypomnieć sobie arkana dowodzenia podczas operacji o kryptonimie „Gąsior”. Tak, tak, moi mili, to nie w kij dmuchał, nazwa prawie jak „Legion Condor”, a jaki koń-dor jest, każdy przecież widzi.
W poprzednią niedzielę do miejsca skoszarowania w celach religijnych (które to miejsce swoją drogą polecam z równie maniakalnym uporem, co Rozmyslania o życiu kapłańskim) zawitał głośno gdaczący i nie ciszej gęgający gąsior gatunku nie wiadomo jakiego – prawdopodobnie egipskiego (wedle ekspertyzy TW Damiana). Bez względu na narodowość gąsiora, który jawnie reprezentował interesy wroga, należało przystąpić niezwłocznie do likwidacji zagrożenia, co zakomenderowali zgodnie TW Damian oraz TW Michał. Podobnie jak w Dziejach Apostolskich, „wybór padł na Macieja” i to właśnie kpr. Gnyszka dowodził oddziałem złożonym z samego siebie, szer. Tomasza P., szczotki oraz parasola. Po krótkiej zbiórce, Gans-Sonderkommando przystąpiło do równoczesnego otwarcia furtki połączonego z naganianiem wroga od strony południowo-wschodniej. Siła żywa wroga była dość ospała, albo i ociężała, albo nawet zbyt stetryczała na to, by uciekać jak przystało na przedstawiciela świata zwierząt. W niczym to jednak nie przeszkadzało, a nawet wręcz przeciwnie – pomogło. Gąsior został przepędzony pomiędzy drzewami, poślizgnąwszy się w pewnym momencie na mokrych liściach (nie tracąc przy tym buty oraz hardości) aż do momentu stanięcia pod ponad dwumetrowym murem ogrodzenia. Wówczas kpr Gnyszka bohatersko przystąpił do nagonki od strony wschodniej, co zaowocowało ucieczką gąsiora na miejsce odosobnienia na sąsiedniej działce i zamknięciem furtki za swym zgrabnym kuperkiem.
Wtedy to wróg nawiązał kontakt głosowy ze swoimi oddziałami rozlokowanymi w lesie. Gans-Sonderkommando uznało jednak, że zagrożenie wjazdem na chatę w wykonaniu rozwścieczonych gąsiorów i pochwyceniem TW Damiana z TW Michałem nie jest na tyle duże, by pozostać na posterunku. Misja skończyła się sukcesem, na niedzielny stół w ramach obiadu pojawiły się udka...

metafizyka wypędzania gąsiora
muszę powiedzieć, że lubię zwierzęta. Wytrwali Czytelnicy pamiętają na pewno zdjęcia capka z ostatnich wakacji, czy późniejsze zdjęcia mojego-niemojego kota, etc. Chociaż pangrzyzga lubi zwierzęta, to jednak żadnym tam ekoświrem nie jest. Serduszko ma miętkie, ale bez przesady.
No i owa miękkość zaraz się ujawniła podczas akcji „Gąsior”! Oto w chwili, gdy nagonka szła od południowego wschodu, a gąsiorek wleciał rozpędzony (według własnej skali) na mokre liście i poślizgnąwszy się, przejechał z pół metra na pierzastym brzuszku... zrobiło się panugrzyzdze smutno i tkliwo, tak że na chwilę z kpr. Gnyszki przedzierzgnął się w Maciurka, któremu żal było kilkanaście lat temu ciasta z galaretką, które jako ostatnie zostało na talerzu i całe smutne – czekając na konsumenta – drżało. O tym zresztą powstał swego czasu wiersz. Wyżej podpisanego.
znów w podróży
tymczasem – abstrahując od kocich sierściuchów, czy pierzastych gęgaczy – pangrzyzga jedzie pociągiem do Poznania! Jazda, jazda, Biała Gwiazda – byłoby fajnie, gdyby bilety nie podrożely. Doszło bowiem zeszłego poniedziałku do tego, że za bilet ulgowy w ekspresie do Poznania płacę tyle, ile płaciłem kilka lat temu za ulgowy do Wrocławia przez Poznań w tym samym pociągu. Granda-banda, chłopaki ze spółki pekapeintersity szaleją.
Zubożałem zatem nieznośnie, co nie przeszkodziło mi pokontynuować pewnego miłego zwyczaju kupowania oszołomskich, pardon, niszowych gazet do pociągu. Dziś wahałem się pomiędzy „Myślą polską” a „Naszą Polską” i wybór Macieja padł tym razem na ten drugi tytuł. Decydujące dla decyzji o wydaniu 4 zł (!) okazał się artykuł o pogromie kieleckim (choć myślałem, że chodzi o Jedwabne...). Myślałem o Jedwabnem ze względu na ostatnie świetne zajęcia kol. dra Łuczewskiego na IS UW, gdzie w ramach ćwiczeń z metod jakościowych, dokonaliśmy analizy relacji Szmula Wasersztajna na temat rzekomego pogromu w Jedwabnem, na której to relacji oparł się znany bajkopisarz wiadomego pochodzenia, J.T. Gross. Analiza wypadła rzecz jasna druzgocąco – hipotezę o dziwnej skłonności Wasersztajna do Sowietów można mocno uprawdopodobnić jego własnym tekstem. Podczas zajęć stało się dla mnie jasne, że koleś musiał prawdopodobnie być albo przedwojennym komunistą, albo zostać pozyskanym do współpracy. Zasiadłem więc przed wujkiem gugielem i poszukałem... trudno nie było. Okazuje się, że istnieją dokumenty świadczące o współpracy Wasersztajna z NKWD.
Wot zdziweczko...

jutro Wildstein
przypominam wielkopolanom o jutrzejszym (sobota) spotkaniu z Bronisławem Wildsteinem o 17:00 w Piwnicy Farnej w Poznaniu. Spotkanie spotkaniem, Wildstein Wildsteinem (nie każdy musi za nim przepadać, a i prywatna korespondencja z Czytelnikami dowodzi, że nie każdy Go toleruje), będzie to jednak okazja do spotkania się w rzeczywistości! W tzw. realu – jeśli ktoś byłby chętny, miał wolny czas... to będę bardzo rad!

książka audio roku 2008
gratka dla wielbicieli książek mówionych! Miał ostatnio miejsce konkurs (jeszcze trwa) na Książkę Audio Roku 2008. Można posłuchać darmowych fragmentów, zagłosować na którąś pozycję, a jeśli najdzie kogoś ochota także kupić po okazyjnej cenie, tj. z 15% rabatem. Część z prezentowanych pozycji można znaleźć w słynnym gnyszkokiosku (no, ba!). Miłego słuchania.

jeśli już...
... o zaawansowanej technologii mowa, to warto przypomnieć, że do końca marca piąte urodziny obchodzi wydawnictwo Złote Myśli, które przygotowało z tej okazji gigantyczne rabaty. Ze szczegółami można zapoznać się na specjalnej podstronie, ja zaś zdecydowanie polecam zbiór wywiadów E-biznes jako sposób na sukces oraz pozycje językowe, czy te dotyczące przedsiębiorczości.

Boudon strikes back!
wczoraj miałem okazję czytać tekst niejakiego Boudona na temat efektów odwrócenia. Zagadnienie dotyczy zmiany społecznej – Boudon zauważa i świetnie ilustruje przypadki, gdy zamierzone działanie w skali makro przynosi efekt odmienny od zamierzonego. Sprawa dotyczy oczywiście najczęściej polityki – np. tej dotyczącej edukacji. Tekst świetny, postaram się niebawem podzielić co smaczniejszymi fragmentami, dorzucając do tego adres bibliograficzny (oj, to naprawdę trzeba samemu w całości przeczytać!) oraz parę cytatów z Douglasa Northa, piszącego świetnie o „Efektywności gospodarczej w czasie”.

uważajta chopaky y dziewczenta!
trochę się rozpisałem, ale na koniec chciałem jeszcze zaapelować do P.T. Czytelników o modlitwę w intencji opamiętania i nawrócenia ludzi, którzy wczoraj trochę krwi zepsuli mojej Oleńce. Nie na tym bynajmniej polega ich wina – problem polega jednak na tym, że przyszli lekarze nie widzą zdrożności w byciu doktorami Mengele.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/28-iii-2008-pitek-w-oktawie.html

myśl na dziś
Cierpisz! — Więc posłuchaj: „On” nie ma mniejszego Serca od naszego. — Cierpisz? Bo tak potrzeba.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 230




czwartek, 26 marca 2009

[26 III 2009] ostatni część tyrady o przydupasach!

lecim skoksem
no, mam dziś nieco więcej czasu, więc dokończymy tyradę. Równocześnie chciałem podzielić się dwiema uwagami. Po pierwsze bardzo mnie ucieszyły spotkania z kilkoma Czytelnikami gnyszkobloga... szkoda, że Panowie nie komentują na bieżąco – byłoby tu o wiele milej w komentarzach. Poza tym oczywiście... miło jest słuchać pochwał, tym milej, gdy spodziewa się człowiek raczej krytyki. Warto nieraz spytać innych jak nas postrzegają. Byłoby także dobrze, gdyby to przeradzało się także we wiadomym kierunku... niczego rzecz jasna nie sugeruję, istnieją też reklamy CPC.
Po drugie zaś, zapomniałem co miało być drugie. Aha... miałem przypomnieć o konkursie gnyszkoblogowym, który się właśnie skończył i nikt nie wziął w nim udziału. Proszę mi się tu biegusiem brać za tę sprawę, bo jest dla mnie dość ważna. Nagrody gwarantowane.
Zajmijmy się zatem kontynuacją naszej tyrady przeciwko przydupasom, cynglom i pryncypałom.

jacy powinniśmy być?
biorąc pod uwagę wszystko, co napisaliśmy w części pierwszej oraz w drugiej powstaje nam proste pytanie. Jacy powinniśmy wobec takiego stanu rzeczy być? Niestety, wygląda na to, że mało komu można zaufać... w związku z czym należy szybko pozbyć się złudzeń i przybrać twardą, rynkową postawę. Powiedzenie „kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak Żydzi” jest naprawdę bardzo mądre! Niestety, zbyt często familiarność przeradza się w molestowanie, mentalne i finansowe. Na tym polega mechanizm klientelizmu – jesteśmy za pan brat z tym, który nas wyzyskuje... więc nie wypada nam się upomnieć o swoje. Trzeba być tego świadomym.

profesjonalizm
po pierwsze zatem, trzeba być profesjonalistą. Kompetencje zdobywać i doskonalić trzeba stale i niezależnie od sytuacji. Biada temu, kto zaufał, zaangażował się... i przygląda postępującej deprywacji intelektualnej samego siebie, co opisaliśmy poprzednio. Jeśli nie będziesz profesjonalistą, który swój status czerpie skądinąd, spoza środowiska, spoza otoczenia Pryncypała – przepadłeś. Parę kroków... i jesteś klientem, przydupasem, a na końcu cynglem.
indywidualizm
kolejna cecha, to indywidualizm. Warto grać w zespole i dla zespołu... ale tylko wówczas, gdy wszyscy współpracują. Klasyczny dylemat więźnia. Nie bój się zaufać, ale wiedz, że gdy tylko poznasz, że coś może śmierdzieć... nie wahaj się ostro działać. Jeśli sam nie zadbasz o własne interesy – nikt, absolutnie nikt o nie nie zadba! Szokujące, nie? Współpracujemy przecież dla szczytnego celu. Jednym słowem – nie masz prawa nie być indywidualistą i nie dbać o swoje sprawy. Po pierwsze ze względu na własną rodzinę. Po drugie ze względu na tych, którzy zechcą Cię wykorzystywać. Po trzecie – ze względu na samego siebie. Dziecko Boże nie jest od tego, żeby je zeszmacać!
niezależność
z drugą cechą ściśle wiąże się trzecia – niezależność. Bądź gotów do ostrego cięcia w sytuacji, gdy zaczynasz być wciskany w klientelizm... wolność wewnętrzna na tym polega, że możesz zrobić to, co dobre. Pozostawanie w takim układzie jest nie tylko nieuczciwe, ale i niemoralne. Pan Bóg pomoże... jedynymi osobami od których musisz być zależny, to Trzy Osoby Boskie. Reszta, jeśli własne kompetencje chce przekroczyć – niech spieprza. Powiedz to twardo.
Jak uniknąć sytuacji krańcowej? Nie możesz nie dbać o własną niezależnośc - przede wszystkim finansową. Prawda jest taka, że bez pieniędzy, bądź wizerunku, że je masz... mało kto będzie chciał Cię traktowac poważnie i równorzędnie. Nie ma takiej opcji. Bierz się za finanse, od dziś. Może pomogą Ci moje Pogadanki Inwestorskie (radzę czytac je chronologicznie), polecane tam lektury i spojrzenie.
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/26-iii-2008-roda-w-oktawie-wielkiejnocy.html
myśl na dziś
Ci, którzy spotkali się z Chrystusem, nie mogą się zamknąć w swoim środowisku: smutną rzeczą byłoby to samozadowolenie! Należy otworzyć się jak wachlarz, by dotrzeć do wszystkich dusz. Każdy powinien tworzyć — i poszerzać — koło przyjaciół, na które ma wpływać przez swój prestiż zawodowy, swe postępowanie, swoją przyjaźń, starając się, aby Chrystus wpływał poprzez ten prestiż zawodowy, to postępowanie, tę przyjaźń.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 173




niedziela, 8 marca 2009

[8 III 2009] Feministki, Msza Trydencka a Kotarbiński...

dzisiaj...
z okazji Dnia Modlitw za Ofiary Feminazizmu zaprosiliśmy Mamę (oczywiście ja z Tatą – wszak Siostrą zajmuje się już mąż!) do restauracji! Jak wiadomo – w niedziele Wielkiego Postu post nie obowiązuje, wobec czego obiad zwieńczyliśmy deserkiem. Powiem krótko... miło jest od czasu do czasu skonsumować dobra, które się wypracowało! A im rzadziej się je konsumuje, tym milej się to robi! Dlatego oficjalnie zalecam od czasu do czasu wypaść sobie do kawiarni, tudzież restauracji! Zaś restauratorzy, tudzież właściciele kawiarni powinni lobbować we właściwym ministerstwie, by promowało bywanie w tego rodzaju przybytkach, jako sposób na umilenie żywota i regenerację umysłu przed wydajną pracą od poniedziałku. Kampania społeczna przełoży się na wyższe podatki, co poskutkuje tym, że nikogo nie będzie na taki luskus stać. Więc... lepiej nie lobbować!

później...
z Tatą na Mszy w rycie nadzwyczajnym w Brwinowie, pod Warszawą! Poniżej wklejam zdjęcia...






Ubolewam, że odbywa się tylko raz w miesiącu – tak nota bene wygląda w polskiej praktyce wcielanie w życie postanowień motu proprio Summorum pontificum...!

wskrześmy reizm!
ostatnio przypomniałem sobie o Kotarbińskim i jego reizmie! Zagadnieniu poświęciłem swego czasu dużo czasu, napisałem nawet kobylasty esej na ten temat, później wiersz o Kotarbińskim. Postać fascynująca, sztywny ateista, który ponoć na łożu śmierci się nawrócił.
No, ale wracając do reizmu, który skrytykowała nawet jego własna żona – rzeczywiście w wersji radykalnej postulat by posługiwać się jedynie nazwami konkretnymi, bądź nazwami przekładalnymi na nazwy konkretne nie jest do utrzymania, ale jako ideał – konieczny do krzewienia! Ileż mniej byłoby bełkotu w samej tzw. „nauce”, jak i w ogóle tzw. „debacie publicznej”. Co to jest „kryzys” w języku reistycznym? Nie ma czegoś takiego. Skonstatowawszy to, większość ludzi zaczęłaby się dopiero zastanawiać nad tym, czym ten „kryzys” jest i na czym polega, a stąd – do czego może prowadzić oraz co może znaczyć dla konkretnej osoby i co w związku z tym przedsiębrać.
Podobnie z prakseologią – drugim jego koniku. „Traktat o dobrej robocie” przydałoby się odświeżyć w powszechnej świadomości... Szkoda, że mało zostało ludzi, którzy w ten sposób filozofują – choćby nawet byli ateistami, to po pierwsze – pokornymi jak Kotarbiński, po drugie – dałoby się z nimi dyskutować na gruncie wspólnej metodologii, czy epistemologii.
Z sentymentu do prof. Kotarbińskiego – proszę każdego wierzącego Czytelnika o modlitwę za Jego zbawienie.

już od tygodnia...
...mamy Wielki Post! Mam nadzieję, że każdy przejrzał Przewodnik po Wielkim Poście mojego autorstwa i zabrał się do roboty! Maruderom przypominam o wielkiej wadze, którą należy przywiązywać do praktyk pokutnych: postu, modlitwy i jałmużny. Gdzie przez modlitwę rozumiemy nie tylko ustną, czy udział w nabożeństwach wielkopostnych, ale także myślną – gdzie wielką pomocą są polecane przeze mnie po tysiąckroć Rozmyślania o życiu kapłańskim autorstwa św. bpa Pelczara!

nie nabzdyczaj się!
nie należy się nabzdyczać podczas poszczenia – o tym mówi oczywiście Ewangelia. Ja natomiast chciałbym się podzielić pewną obserwacją antropologiczną! Tą mianowicie, że w sytuacji, gdy zasypiamy w miejscu publicznym – na zajęciach, w pociągu, czy tramwaju... zazwyczaj przybieramy groźną, ew. bardzo poważną minę! Myślę, że to strategia na udawanie, że wcale się nie śpi, tylko intensywnie rozmyśla z zamkniętymi oczami. Poobserwujcie ludzi, bądź napięcie własnych mięśni mimicznych podczas zasypiania w takich warunkach!

francuska laicite!
wracając do reizmu. Oczywiście posługiwanie się językiem reistycznycm jest niewygodne ze względu na konieczność tłumaczenia wszystkich pojęć hipostatycznych (a więc nie-konkretów) na konkretne, co wydłuża i komplikuje wypowiedź, ale nie słyszałoby się na zajęciach na socjologii rozemocjonowanego młodego doktora, który co drugie słowo przywołuje „francuską laicite”, albo „liberte”! Ja się domyślam, co ma się na myśli... ale mniej lansu, więcej treści. To chyba dotąd nie zauważany wymiar reizmu – mniej lansu, więcej treści!

pan Seidman rzecze
w ramach przygotowań do kolokwium ze „Współczesnych teorii socjologicznych”, czytałem ostatnio tekst Seidmana o „końcu teorii socjologicznej”. Seidman to obrzydliwy postmodernista, ale tekst da się czytać i przejrzyście polemizować. O jego uczciwości świadczy kilka zaskakujących wniosków, takich jak ten, który z okazji dzisiejszego dnia przytoczę poniżej:

Debaty, w których używa się pojęć w rodzaju „kobieta”, „mężczyzna”, „gej”, „czarny Amerykanin”, i „biały Amerykanin”, należy postrzegać jako przejaw sił społecznych ucieleśniających chęć kształtowania ładu płciowego, rasowego i seksualnego. Starają się one umieścić w naszych ciałach określone pragnienia, potrzeby, oczekiwania i społeczne tożsamości. (...)
Nie ma powodów, by sądzić, że należąca do klasy średniej heteroseksualna członkini Kościoła metodystów z Południa będzie miała takie same doświadczenia czy nawet wspólne interesy związane z płcią kulturową jak mieszkająca na Północy żydowska lesbijka z klasy robotniczej. Jest też naiwnością zakładać, że jakiekolwiek wspólne cechy związane z płcią przesłonią rozbieżne interesy i wartości tych kobiet.


Niby postmodernista, a ujął sedno!
A nasze feminazistki, choć drapują się na nowoczesne ętelektualystki, są niestety – patrząc z ogólnoświatowego poziomu ich macierzystego komsomołu – towarzyszkami mocno wstecznymi. Wałkują brednie, które porzucono lata temu. W ogóle to trzeba przyznać, że polskie życie intelektualne – z nielicznymi wyjątkami – to powtarzanie ogranych przed laty banałów z Zachodu. Banałów, które już przeminęły.
Publiczka oczywiście ma miękko w gaciach, gdy je słyszy i czuje się uprawniona do postrzegania samej siebie jako nowoczesnej. Jak ma taką potrzebę i to jej wystarcza – proszę bardzo.

tłumacza mam! Mam tłumacza!
skoro my jesteśmy nowocześni, to i tłumacza mamy! A i owszem! Gdyby ktoś potrzebował usług translatorskich – małych, bądź większych (np. na użytek wydawnictwa, medium informacyjnego) – ogłaszam wszem i wobec, że mój kolega jest świetnym i doświadczonym tłumaczem z hiszpańskiego i angielskiego, mającym na swoim koncie już kilka książek! Jeśli komuś trzeba – zapraszam do kontaktu przeze mnie. Dla moich Czytelników przewidziany jest rabat...!

przypominam!
o konkursie, który ogłosiłem w ostatnim tygodniu! Informacje znajdują się tu. Bardzo proszę o branie udziału od zaraz.

myśl na dziś
Świętych Obcowanie. — Jakże ci to mam wytłumaczyć? — Wiesz, czym dla ciała jest transfuzja krwi? A więc taką samą transfuzją dla duszy staje się Świętych Obcowanie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 544


czwartek, 5 marca 2009

[fotoreportaż] jak szczęśliwa Polska cała!

komórkowy fotoreportaż - c.d.!
moi mili, dziś kolejna odsłona komórkowego fotoreportażu! Dziś pod hasłem - jak szczęśliwa Polska cała!











Opowiadałem ci, że nawet osoby nie ochrzczone mówiły do mnie że wzruszeniem: „To prawda, rozumiem, że święte dusze muszą być szczęśliwe, gdyż patrzą na wydarzenia nie na sposób ziemski lecz oczyma wieczności”.Oby ci nie zabrakło takiego spojrzenia! – dodałem potem – byś konsekwentnie odpowiedział na szczególną miłość ze strony Trójcy Świętej.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1017

wtorek, 3 marca 2009

[3 III 2009] wtorek, tajemnice bolesne Różańca, dwie rocznice mamy

przypominam o konkursie!

halo, halo, dziś post raczej porządkowy, pangrzyzga śpi na stojąco po poprzedniej nocy pełnej nauki! A zatem - po pierwsze przypominam o wielkim konkursie, który ogłosiłem wczoraj! Link do jego opisu
znajduje się tutaj
W wynalezieniu swoich ulubionych 5 postów na pewno pomoże wyszukiwarka bloggerowa, która jest w prawy górnym rogu strony bloga. Jeśli pamiętamy jakieś charakterystyczne słowa z posta, to po ich wpisaniu nie będziemy mieli problemów z wyszukaniem postów!
rocznice dwie...
zdałem sobie sprawę, że dziś obchodzimy dwie rocznice!

półtora roku gnyszkobloga
po pierwsze - mija właśnie półtora roku odkąd napisałem pierwszego posta na gnyszkoblogu! W tym czasie wystukałem już 629 postów! A wszystko zaczęło się w Monachium... dziś wspominałem te czasy w trakcie drzemki, którą musiałem sobie uciąć po powrocie z Warszawy!
spada nam, oj spada
w międzyczasie wszystko nam spada! Nie tylko S&P500 zleciał nie tylko poniżej 750 pkt. ale i już pod 700 pkt.! Podwójny szczyt nam się potwierdził, co oznacza dalsze spadki... czyli będzie jeszcze taniej! Co się robi, gdy jest tanio - wiadomo. Pytanie tylko za milion punktów kiedy będzie drożej!
Ale i nie tylko to nam spada. Spada także klikalność reklamy kontekstowej na gnyszkoblogu - czyli tych reklamek z AdKontekstu (np. na samym dole strony, albo nad pierwszym postem od góry) i AdSense'a (ta granatowa pod nagłówkiem). Oj... a kiedyś to się na tym zarabiało... wprawdzie nie tak, jak znajomy blogger, który ostatnio otrzymał od Google'a przelew na ponad 900 zł (!), ale zawsze coś... Przypominam tylko, że reklamy te rozliczane są w trybie CPC, co wymownie tłumaczy się jako cost-per-click...

pięć lat Złotych Myśli
15 marca mija także 5 lat od powstania wydawnictwa Złote Myśli. Z tej okazji moi ulubieni prekursorzy marketingu internetowego przygotowali wielką kampanię promocyjną. Jak zwykle kosmiczne rabaty, etc. - ale moją uwagę przykuł przede wszystkim jeden film promocyjny! Link do niego zamieszczam poniżej:
http://5urodziny.zlotemysli.pl/ekonomiczna,5urodziny/atrakcja1.html
Problem ze Złotymi Myślami polega na tym, że oprócz paru, parunastu bardzo wartościowych pozycji mają sporo kiepścizny, w tym także kiepścizny demoralizującej... dlatego m.in. wywaliłem w końcu banner prowadzący bezpośrednio na stronę główną Wydawnictwa, bo jeden z Czytelników zgorszył się zastanymi tam pozycjami. Teraz więc linkuję do konkretnej książki - polecanej wielokrotnie na tym blogu książki J.Gajdy pt. E-biznes jako sposób na sukces.
Historia tego wydawnictwa i jego dynamiczny rozwój to naprawdę materiał na porządne studium dla kogoś z Wydziału Zarządzania... brawo, gratuluję, ale wolałbym parę książek z oferty usunąć!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/3-iii-2008-poniedziaek-za-4-miesice-i-4.html

myśl na dziś
Dlaczego nie oddasz się Bogu raz na zawsze..., ale tak naprawdę..., teraz!?
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 902



poniedziałek, 2 marca 2009

mam pomysł... ogłaszam konkurs!

uwaga, uwaga!

w związku z pewnym moim pomysłem, niniejszym ogłaszam konkurs! Otóż, polega on na tym: przez najbliższe 2 tygodnie, czyli do 16 marca 2009 do 24:00 czekam na zgłoszenia top 5 wpisów z gnyszkobloga!
-----------
A zatem:
- wysyłamy maila na adres: gnychen@poczta.onet.pl z tematem top 5
- w treści podajemy pięć linków do postów
- oraz podajemy link do któegoś z e-booków Złotych Myśli, którego fragment chcielibyśmy otrzymać w nagrodę! Pod tym linkiem możemy przejrzeć ichnią ofertę.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/2-iii-2008-niedziela-kolejna-ju-w.html




niedziela, 22 lutego 2009

[22 II 2009] Przewodnik po Wielkim Poście


Wielki Post za pasem – do roboty!
wstęp
nikomu nie tajno, że od środy najbliższej, zwanej „popielcową” zaczyna się Wielki Post! Jak już pisałem ostatnio, czas to błogosławiony... bo prowadzi w końcu do centralnego święta Roku Liturgicznego – do Wielkiejnocy.
Gwoli ścisłości, gdy pisałem ostatnio o nicości, o tym że ja – moi Czytelnicy pewnie też – nic nie jesteśmy warci, nie miałem na myśli niczego heretyckiego, nie zamierzałem umniejszać w niczym zasług Pana Jezusa wobec nas. Otóż, prawdą jest, że sami z siebie niczym jesteśmy, a jedyne, co w nas warte uwagi – od Pana Boga, jako Stwórcy, a potem Odkupiciela, pochodzi. Jednym słowem – to, że mamy wielką godność, to że wspaniali możemy być... mało w tym naszej zasługi. Pan Jezus za nas umarł z miłości, to wielka rzecz... ale nie zmienia ona tego, że wciąż każdy z nas mało na to zasługuje. Warto więc wykorzystać Wielki Post najpierw po to, by tę rzecz sobie uświadomić. Później zaś po to, by wziąć się za siebie rękami Pana Boga... i ruszyć z kopyta za Nim, by Go naśladować.
Dziś czytałem jeden rozdział św. Bpa Pelczara Rozmyślań o życiu kapłańskim (stale polecam tę książkę i cieszę się, że ostatnio w komentarzu pod postem odezwał się Łukasz, który jest świeżym adeptem bpa Pelczara!) o pokorze... w którym rozważa właśnie tę sprawę, o której pisałem powyżej. Przytoczę ten fragment, także i po to, by na podstawie dwóch obszernych cytatów z Pelczara (ostatnio cytowałem rozdział o wykorzystaniu czasu), każdy mógł zrozumieć, że choć książka w tytule odnosi się do kapłanów... tak naprawdę jest uniwersalna i dobra dla każdego, kto poważnie myśli o świętości!

(...) Ale tym wszystkim jestem z niewysłowionej miłości Bożej; sam zaś z siebie czymże jestem? Oto najpierw nicestwem, bo wszechmoc i miłośc Boża powołała mnie do bytu i utrzymuje mnie ciągle, inaczej wróciłbym do nicości. Jestem po wtóre słabością i nędzą (...) Jestem wreszcie grzesznikiem (...)

domyślam się, że ten Wielki Post nie jest pierwszym, który Czytelnik będzie przeżywał. Dlatego też odwołam się do wspólnego doświadczenia... zgodnie z którym każdorazowo z Wielkim Postem wiążemy wielkie nadzieje na poprawę... a rzecz kończy się tak, jak zawsze, czyli zawodem. Dlatego też postanowiłem przygotować ten krótki przewodnik po Wielkim Poście, dzieląc się m.in. własnymi doświadczeniami (warto także w komentarzach podzielić się własnymi). Dzielę go na trzy części, reprezentowane przez trzy dobre uczynki: post, modlitwę i jałmużnę.


post
wszyscy z grubsza wiemy, co rozumieć przez post... chociaż to pojęcie zbyt mocno związane jest z kuchnią! Lepsze chyba jest „umartwienie”, czyli po prostu działanie mające na celu podporządkowanie naszej woli, woli Bożej. Na przekór sobie... pamiętamy jak św. Paweł pisał o prawie w swoich członkach, które nie zgadza się z prawem Bożym. Po grzechu pierworodnym to niestety normalka... łatwiej nam żreć jak świnie, zamiast umiarkowanie i elegancko pojadać. Łatwiej się zdenerwować i wybuchnąć, niż przyjąć spokojnie upokorzenie. Łatwiej na kogoś nielubianego krzywo patrzeć, niż przemóc się i zaproponować mu wspólne wyjście na piwko. Łatwiej w końcu jeść w ciągu dnia kanapki, obiad, pączka, batonika i parę innych rzeczy, zamiast spokojnie, jak Pan Bóg przykazał, narzucić sobie stałe pory jedzenia i picia, podczas których powściągliwie zjemy naznaczony, skromny posiłek. Nie mówiąc już o tym, że o wiele łatwiej jest rozbierać wzrokiem mijane dziewczyny (oj, a któraż to teraz nie prowokuje wyglądem?!), nić odwrócić oczy i porozmawiać w spokoju z Aniołem Stróżem... Prawda? Umartwienie polega na tym, by zrobić to, co się zdecydowało, co jest słuszne i miłe Panu Bogu, zamiast tego, co odruchowe.
Zobaczmy, co w Drodze. Bruździe i Kuźni pisze św. Josemaria na temat umartwienia:

Jakże wiele cię kosztuje to niewielkie umartwienie! — Walczysz. — Zupełnie jakby ci powiedziano: Dlaczego masz dotrzymywać w życiu wyznaczonego planu, dlaczego masz być zależny od zegarka? — Przyjrzyj się, jak łatwo można oszukać małe dzieci! Nie chcą przyjąć gorzkiego lekarstwa, ale zaraz zostaną zachęceni... No, — mówią im — ta łyżeczka to za tatusia, a ta druga za babcię... i tak dalej, aż zażyją wszystko.

Tak samo i ty: jeszcze kwadrans włosiennicy za dusze w czyśćcu, pięć minut za rodziców, jeszcze pięć za braci w dziele apostolskim... Aż upłynie wyznaczony czas.

Umartwienie dokonane w ten sposób ma wielką wartość!


No... i co? Chyba czas najwyższy się za to wziąć!
Udaj się najpierw na jakieś skupienie, najlepiej w kaplicy, w spokoju... zrób porządny rachunek sumienia, znajdź wszystkie wady, które zdążyły w dotychczasowym życiu w Tobie rozkwitnąć. Później pomyśl o tym, na czym polegają cnoty przeciwne tym wadom. Podejmij konkretne postanowienia mające zaradzić tym wadom. Konkrecik, możliwy do wykonania. Później ułóż sobie plan konsekwentnej realizacji dwóch, trzech postanowień. Na resztę przyjdzie pora. Te trzy bierz na klatę podczas Wielkiego Postu!
Ja Cię w tej pracy nie zastąpię, ale mogę poddać w punktach parę pomysłów.
- wstawaj o z góry naznaczonej porze, nie później i nie wcześniej,
- wyznacz sobie żelazny czas na lekturę duchową każdego dnia. Nie chce Ci się, ani nie możesz się skupić? Tym bardziej tego potrzebujesz. Bierz do lektury na Wielki Post porządną książkę ascetyczną – ja mam dwóch ulubionych autorów, wspomnianych św. Józefa Sebastiana Pelczara i św. Josemarię Escrivę. Pomocą może być też newsletter Bądź święty! Który jakiś czas temu stworzyłem.
- ogranicz zbędne koszty,
- ogranicz zbędne czynności,
- sprawdź, czy musisz jeść tyle, ile jesz...
- a nade wszystko, ofiaruj wszystkie te umartwienia w konkretnej intencji, własnej, lub cudzej. Nic nie przychodzi Ci do głowy? Ofiaruj to wszystko w intencji dusz czyśćcowych!


modlitwa
jak wiadomo, to podstawa wszystkiego. Wyżej wspomniałem już o konieczności wyznaczenia sobie czasu na modlitwę myślną, rozważanie. To konieczne... ale na tym się rzecz nie kończy.
Msza Święta! Nie masz czasu? Wydaje Ci się. Przejrzyj spokojnie rozkład zajęć, spójrz na mapę... a zaraz okaże się, że w pobliskim kościele odprawia się o dogodnej porze Msza... Najświętsza Ofiara... bez niej nie ma w Twojej wierze życia. Ucieka stróżkami...
Różaniec. Co Ty na to? Nie umiesz odmawiać? Naucz się od swojej mamy, albo babci. Nie wiesz jak to się robi poza tym, że odmawia się określone modlitwy w określonym porządku? Wbrew pozorom, za Różańcem stoi bardzo długa tradycja medytacyjna i teologiczna... warto ją poznać, np. z tej książeczki.
Gorzkie Żale – jeśli czytasz gnyszkobloga przynajmniej przez rok, to z pewnością pamiętasz moje zeszłoroczne zachwyty nad tym nabożeństwem... poznałem je jeszcze w podstawówce, ale na nowo odkryłem pod koniec liceum! Wspaniałe, po prostu wspaniałe... nie wyobrażam sobie już Wielkiego Postu bez Gorzkich Żali.
Poza tym oczywiście poranne ofiarowanie dnia, południowy Anioł Pański i wieczorny rachunek sumienia wraz z modlitwą dziękczynną za miniony dzień. Zwróć szczególnie uwagę na rachunek sumienia – powinien uwzględniać nie tylko przebieg całego dnia ogólnie pod kątem moralności... ale i cnoty, którą chcesz wypracować, lub umartwienia, które podejmujesz (co np. może korespondować z rozdziałem z Rozmyślań o życiu kapłańskim, który danego dnia przeczytałeś).
Bądź wnikliwy jak księgowa!


jałmużna
i ostatnia sprawa, czyli jałmużna! Nie chodzi tu tylko o zwyczajową puszkę na potrzebujących w Twojej parafii, choć oczywiście i o ten cel zadbaj. Ale nim to zrobisz... zrób porządny przegląd kosztów! Paradoksalnie, lepiej może Ci w tym pomóc książka o finansach, np. Bogaty Ojciec. Biedny Ojciec Kiyosakiego, która uczuli Cię na kwestie związane z generowaniem kosztów. Musisz nad nimi panować nie tylko dlatego, by móc zostać multimilionerem, ale przede wszystkim po to, by skutecznie pomagać bliźnim! Jeśli Ty będziesz biedny, ani nie będziesz wytwarzał wartościowych usług, czy produktów (w taki sposób, by praca Cię uświęcała, o czym pisałem pewnego razu w Pogadankach Inwestorskich)... to nikomu nie będziesz mógł pomóc materialnie!
Dlatego do kosztów podejdź poważnie... chodzi w końcu o to, by pomóc bliźniemu, Twojemu bratu, w którym obecny jest Pan Jezus. Gamę masz ogromną – od domów samotnej matki, przez organizacje dobroczynne, po rozmaite inicjatywy katolickie, np. w mediach (tak, tak... mówię tu np. o Klubie Frondy)!
Parę pomysłów godnych uwagi podaję w tekście, do którego linkuje banner pod tym wpisem (wspieraj.bloga).
Ale nie chodzi tu tylko o pieniądze! Złóż komuś jałmużnę ze swojego czasu, który mógłby być wolny, albo produktywnie wykorzystany... „strać” trochę czasu, by odwiedzić chorych (poszukaj w swojej okolicy np. ośrodka Opus Dei – ludzie stamtąd organizują regularne wizyty np. w hospicjach), wysłuchać przyjaciela, czy przyjaciółki, których potrącił los... Jeśli się dobrze rozejrzysz to takich ludzi znajdziesz, a przy okazji zyskasz okazję do znalezienia umartwienia! Przecież nie zawsze chce się po raz dziesiąty wysłuchiwać tej samej, smutnej historii... trzeba się do cierpliwości zmusić!

P.S. Jeśli ktoś ma ochotę zagłosowac na mojego bloga w nowym konkursie na Bloga Roku, nie zabraniam: wchodzimy tutaj: http://www.wiadomosci24.pl/blog_glosuj/1717.html i wpisujemy swojego maila!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek-dobranocka.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek.html





piątek, 13 lutego 2009

po Gali Konkursu Blog Roku 2008

Galalalala
wróciliśmy już z Oleńką z Gali... Niestety, wrażeń nawet nie mogę opisać, bo jutro bladym świtem lecę do Krakowa, a Oleńka wraca do domu. Parę godzin chociaż warto się przespać!
W pierwszej kolejności pozdrawiam pp. Janusza Korwin-Mikkego oraz Stanisława Michalkiewicza spotkanych i miło pokonwersowanych na Gali! W drugiej zaś, niniejszym proszę o urlop, gdyż z racji otrzymania prikazu niezabierania laptopa oraz zażycia odpoczynku - nie spłodzę nic aż do nowego tygodnia!
dlatego...
wiernych Czytelników uprasza się o nadrobienie ew. zaległości czytelniczych, nowych zaś - tym bardziej nadrobienie zaległości oraz rzucenie okiem na Agatę. Anatomię manipulacji tandemu Najfeld+Terlikowski, w którym mowa o pewnym małym blogu, który właśnie odwiedzili...









środa, 11 lutego 2009

[11 II 2009] co premier Pawlak chciałby ode mnie kupić, czyli Matki Boskiej z Lourdes (Światowy Dzień Chorego)

nierealistyczny spór o status Jerozolimy
miałem o tym napisać jakiś czas temu, ale nie zauważyłem notatki na ten temat w kalendarzu. No, ale teraz, gdy już wiemy, że jestem czarnosecinnym i jaskiniowym antysemitą, można dać upust swoim fobiom.
Otóż, uważam, że spór o Jerozolimę jest sporem niemożliwym do skończenia dopóty, dopóki do Jerozolimy rościć będą sobie pretensje muzułmanie, czyli po naszemu po prostu „pohańcy” i „bisurmany”. Dlaczego? Ano, dlatego, że w myśl dżihadu (o czym niezmordowanie przypominam od czasu uczestnictwa w spotkaniu z gen. Pietrzykiem) – ten ostatni kończy się z chwilą, gdy na ziemi nie będzie nikogo, kto nie powie, że „Allah jest Bogiem, a Mahomet jego prorokiem”. Spór zatem można rozstrzygnąć dwojako – albo likwidując muzułmanów fizycznie, bądź doktrynalnie, poprzez inwestycje w powstawanie pacyfistycznych herezji islamskich, albo poprzez likwidację niewiernych – fizyczną, bądź doktrynalną, czyli po prostu masowe nawrócenie. Tertium non datur. Trzeba to po prostu zrozumieć – islamiści traktują swoją religię poważnie, wszelkie „ustępstwa”, „zawieszenia broni” i inne zagrywki, to czysta taktyka, przewidziana także w Koranie.

nowy konkurs na Bloga Roku 2008
dawszy upust swojemu antysemityzmowi wypitemu z mlekiem Matki (3% tluszczu, 97% antysemityzmu), chciałem powiedzieć, że w dziedzinie internetowej obserwujemy istny rozkwit! Ruszył bowiem nowy konkurs na Bloga Roku 2008 – organizowany tym razem przez portal wiadomosci24.pl. Banner tego konkursu umieściłem już na pasku bocznym. Po kliknięciu przechodzimy do formularza, w który wpisujemy swój adres mailowy. Następnie odbieramy maila, klikamy w link potwierdzający... i gotowe! Głos oddany!
Do formularza możemy się dostać także z tego linku.

Inżynier z Krakowa i Afganistanu
tymczasem zabili nam przed kamerą obywatela – inżyniera z krakowskiej Geofizyki. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą – bez względu na to, czy obywatel wrogiego państwa jest cywilem, czy żołnierzem. Słusznie rząd uznał, by nie płacić bandziorom okupu... natomiast niesłusznie sprawę odpuścił.
Ja bardzo przepraszam, ale państwo, które okupuje – pardon! - zarządza Polakami, utrzymywane jest od lat przez Rodziców owego Inżyniera, przez Jego samego oraz zapewne i Jego Małżonkę, płacą oni podatki, daniny wszelakie, ZUSy-srusy właśnie dlatego, że owo państwo i jego urzędasy powiedziały: „Dawajta kasiorkie, to my się wami zaopiekujemy zarówno wewnątrz, jak i poza granicami. Utrzymamy za to służbę zdrowia, wojsko i policję”. Okazuje się tymczasem, że to wszystko pic na wodę. Umowa nie została dotrzymana. GROM nie został wysłany.
Game over – ku przestrodze innych podatników.

Pawlak premier i opcje walutowe
no, ale przynajmniej rządowy specjalista w dziedzinie gospodarki i sadzenia roślin ozimych, p. Pawlak Waldemar dba o obywateli. Ostatnio wsławił się niecodziennym wygłupem – nawet jak na rządowo-europejskie standardy – twierdząc dumnie, że będzie postulował unieważnienie umów na opcje walutowe, na których potraciło wiele pieniędzy wiele polskich firm. Przez „polską firmę” rozumiemy tu rzecz jasna „sponsora polskiej biurokracji”. Można by po pijacku zapytać: „aleossochozi?”.
Chodzi o to mianowicie. Istnieje sobie firma, dajmy jej na imię Kapeć-Pol. W zakładzie w Ciechocinku produkuje ona kapcie góralskie, które eksportuje do Hiszpanii. W związku z tym, że ponosi ryzyko walutowe (zapłatę otrzymuje w euro, które wymienia później na złotówki – za każdym razem po innym kursie) rozpoczyna karierę na rynku kontraktów terminowych i innych instrumentów pochodnych od walut – po to, by straty spowodowane niekorzystną zmianą kursu waluty, zbilansować zyskiem z operacji na kontraktach. Jest wprawdzie teoretycznie świadoma, że jest to bardzo ryzykowne, gdyż instrumenty pochodne opierają się o dźwignię finansową, przez co drobna zmiana kursu skutkuje sporą zmianą stanu posiadanego kapitału, ale co tam! W raporcie będzie można napisać, że „transakcje zagraniczne są zabezpieczane przed ryzykiem kursowym”,a przy okazji szwagier, co to opcje polecił, bo ma kumpla w biurze maklerskim, też zarobi. Wszystko jest pięknie, dopóki kursy walut zmieniają się w przewidywalny sposób w ramach trendu... nagle przychodzą dni, gdy trend się załamuje, nie wiadomo, czy tymczasowo, czy trwale, wieszcząc zmianę trendu na przeciwny... firma traci krocie na kontraktach, niebawem okazuje się, że trzeba uzupełnić depozyt na kontraktach w związku z astronomicznym spadkiem ich wartości... a suma, którą należy wpłacić jest wyższa, niż cały majątek firmy! Normalnie byłoby tak, że sprawa kończy się upadłością, lekkomyślni menedżerowie są napiętnowani, sami zresztą uczą się na przyszłość nie lekceważyć ryzyka, instytucja, która opcje sprzedała i lekkomyślnie nimi zarządzała – też dostaje po łapkach, bo z upadłości może nie udać się wyciągnąć tyle, ile by się chciało. Nie ma też na opłacenie podatków, ani w ogóle na nic nie ma, bo produkcja się kończy wraz z upadłością.
W takiej sytuacji przychodzi p. Pawlak i z miną, jaką musiał mieć mityczny Filip z Konopii mówi: „Dobra, Panowie. Ja tu jestem od koszenia kasiorki z podatków, jak podatków ma nie być, na co mnie się działacze PSLu lokalni wkurzo, to ja się tak nie bawię i unieważniam te wasze pieprzone opcje toksyczne walutowe.”
Brawo premieru Pawlaku! Banki jakoś tam się zawsze z rządem ułożą (ktoś musi kupować obligacje rządowe, prawda?), menedżerowie niczego się nie nauczą (zawsze będą wyglądać Pawlaka na białym rumaku – pardon! - w białym polonezie!)... a za opcje zapłaci podatnik! Brawo, premier Pawlak uratuje nas naszymi pieniędzmi przed toksycznymi opcjami, których „toksyczność” (czy tzw. „dziennikarze ekonomiczni” coś z tego kumają?) polega na tym, że jakiś baran wtopił na rynku terminowym pieniądze własnej firmy.

wobec powyższego...
apeluję do premiera Pawlaka o anulowanie moich strat w paru krajowych i zagranicznych TFI oraz wykupienie ode mnie toksycznych jednostek uczestnictwa i certyfikatów inwestycyjnych w/w instytucji. Proszę także o wykupienie ode mnie paru innych toksycznych aktywów, przez posiadanie których nie mogę prowadzić ożywionej konsumpcji np. napojów alkoholowych, przez co cierpi nie tylko pos. Palikot i jego bimbrownia, ale i Ministerstwo Finansów, w postaci niższych przychodów z akcyzy.

czasy wyjątkowe
istnieje przekonanie, że żyjemy w czasach wyjątkowych – w których nic złego się nie dzieje. Chciałem przypomnieć – a robię to na gnyszkoblogu regularnie – że w czasach nadzwyczajnych nie żyjemy (przynajmniej w porównaniu z ostatnim stuleciem). Tak, jak w PRLu kilka razy nastąpiła dewaluacja pieniądza (a w systemie fiducjarnym, w którym żyjemy jest to łatwe – pisałem o tym np. na Pogadankach Inwestorskich), tak i dziś premier Pawlak może przyjść i powiedzieć z dnia na dzień, że anuluje te bony z NBPu na rzecz innych, które wymienimy sobie w stosunku takim-a-takim, przez co ciułane przez lata pieniądze na mieszkanie, starczą jedynie na bułkę (bez masła). „Walka z kryzysem” przeniesie nas do czasów dekretu PKWNu o reformie rolnej, walki ze „spekulantami” i „szkodnictwem gospodarczym”... dlaczego nie? Skoro „walka z kryzysem” umożliwia anulowanie prywatnych umów... Wszystko może być uzasadnieniem wszystkiego.

podróżujemy
dziś pobudka o 5:00, by zdążyć na pociąg o 7:15 z Wrocławia do Warszawy! O 13:00 lądowanie na czerwonym dywanie na Centralnym i jazda do domu. Oj, jak miło się podróżuje... zje sobie człowiek kanapki, kawki napije się w CoffeeHeaven na Dworcu Głównym, wąsy z pianki obliże, gazetki ulubione kupi w kiosku (tak, tak – dziś wychodzą – jak co środę! - „Gazeta Polska” i „Najwyższy Czas!”), o tym i o owym pomyśli, bloga w spoju napisze...
podatki? Kurczę blade!
ostatnio, jak co roku przeżyłem traumatyczne zaskoczenie! Dlaczego? Zdałem sobie sprawę z tego, że choć płacę tylko 19% podatku... to znaczy to, że jestem okradany z jednej piątej moich zarobków! Jedna piąta dla urzędasa, za przekładanie papierków z jednego biurka, na drugie po to, by rozwiązywać moje problemy, które on sam wygenerował. Na tym rzecz jasna nie koniec, bo na co dzień płacę VAT w cenach produktów, które nabywam... Głowa od tego boli... efektywnie opodatkowanie wynosi 50% (tak, tak – liczyliśmy ostatnio na „Ekonomice procesu inwestycyjnego” opłacalność projektu i w dziale „Pensje” pisaliśmy średnią krajową razy 1,5, bo te 50% idzie na różne opłaty dla „państwa prawa i dobrobytu”, czyli na tłok w szpitalu i burdel w policji)...
Śmieszni są ci miglance w garniturach ze szklanego okienka, zwanego telewizorem, którzy na mój koszt ubiegają się o moje głosy, by mnie golić. Kreatury, które dawno temu – jeśli w ogóle kiedyś, zarabiały normalnie – miały styczność ze zwykłą pracą, która polega na wytwarzaniu dóbr i usług. Chociaż... przemysł rozrywkowy, a do niego należy również polityka, to też pewna usługa. Gawiedź ma się czym bawić i emocjonować, dzięki czemu szybciej płynie czas!

Kippleyowie dają czadu
Oleńka zabrała się niedawno za lekturę „Sztuki naturalnego planowania rodziny" Kippley'ów. Sam ją kupiłem w prezencie... wprawdzie jeszcze sam nie czytałem w całości, ale z własnego podczytywania i zachwytów Oleńki, mogę tylko potwierdzic ogólne piania i pochwalne recenzje na jej temat!


myśl na dziś
Wzywaj Najświętszą Maryję Pannę; nie przestawaj prosić Ją o to, by zawsze okazywała się twoją Matką: monstra te esse Matrem! aby za łaską Swego Syna oświeciła twój umysł zdrową nauką wiary a serce napełniła miłością i czystością po to, byś znał drogę do Boga i prowadził do Niego wiele dusz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 986


środa, 4 lutego 2009

[4 II 2009] środa, kończ się sesjo! Kończ!

znaki czasu...

dziś ostatni egzamin, a później dość pracowita reszta dnia, połączona z oczekiwaniem na wyniki egzaminu, których się chyba już nie doczekam... Jednym słowem - muzom takie otoczenie nie sprzyja...
Tymczasem zaczęły się pojawiać - wraz z napływem nowych gości przekierowanych ze strony konkursu na Blog Roku 2008 - głupkowate komentarze pod postami (zarówno nowych, jak i niektórych starych komentatorów, którzy tradycyjnie zajmowali się trollowaniem). Dotychczas miałem zasadę, by na każdy komentarz odpowiedzieć... ale zasadę tę jednak muszę porzucić, bo nie starczyłoby mi czasu na niekończące się dyskusje. Jednym słowem - proszę nie odbierać jako zadzieranie nosa brak odpowiedzi na każdy komentarz. Odpowiem na ten, na który zechcę, bo na resztę nie mam po prostu czasu. Czas, to zbyt cenny dar od Pana Boga, by go lekkomyślnie zużywać... To samo tyczy się P.T. Komentatorów.

jutro witaj Dolny Śląsku!
jutro zaś czeka mnie kolejna podróż pociągiem na Dolny Śląsk, do Oleńki! Jak zwykle - bardzo mnie ta perspektywa cieszy!

historia
wspominanym na wstępie, świeżym Czytelnikom, jako pewne rozszerzenie w postrzeganiu tego bloga, polecam ksiąkę, w której występuje... mowa oczywiście o "Agacie. Anatomii manipulacji"!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/4-ii-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Piszesz do mnie: „Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Ale o czym?” — O czym? O Nim, o tobie. O twoich radościach i smutkach, sukcesach i niepowodzeniach, o szlachetnych ambicjach i codziennych kłopotach... O twoich słabościach! Dziękczynienia i prośby. Miłość i skrucha. Jednym słowem, poznać Boga i poznać siebie: „być razem!”.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 91



wtorek, 3 lutego 2009

[3 II 2009] Annuntio vobis gaudium magnum - Blog Roku 2008 oraz Gnyszkowe Cyfrowe Centrum Językowe

wprowadzonko
Kochani, jutro egzamin z Podstaw badań społecznych u prof. Sułka, więc nie da rady się rozpisać, ale... myślę, że po zestawie niusów będziecie zdolni mi wybaczyć, no i sami weźmiecie się za modlitwę w intencji ostatniego egzaminu panagrzyzgi.

Blog Roku 2008 - gnyszkoblog nominowany!
pierwsza radosna wieść polega na tym, co wyraził e-mail, który dziś otrzymałem. Komentarz wydaje się zbędny, w kategorii Polityka prócz mnie nominowane zostały Matka Kurka i J. Senyszynowa (ekhm)...

Witam,
Miło mi poinformować, że blog Pana autorstwa maciejgnyszka.blogspot.comdecyzją Jurora p. Jacka Żakowskiego został nominowany do nagrody Blog Roku2008.
Oznacza to, że blog, którego jest Pan właścicielem, będzie walczył ozdobycie nagrody głównej ? tytułu Bloga Roku 2008.
Gratuluję!
Aktualnie Jurorzy oceniają wszystkie nominowane blogi. Wkrótce zaplanowane jest posiedzenie Kapituły Konkursu, w trakcie trwania którego zostaniepodjęta decyzja, który z blogów nominowanych otrzyma tytuł Bloga Roku 2008.
Wynik obrad Kapituły zostanie ogłoszony w trakcie trwania uroczystej Gali.
Zgodnie z założeniami Konkursu założyciele wszystkich blogów nominowanych będą naszymi Gośćmi na Gali.
Mogę tylko powiedzieć, że taki obrót sprawy mnie zaskoczył... jak widać - wszyscy się cieszą!

Stanisław Michalkiewicz
największym przegranym w tej edycji jest oczywiście Stanisław Michalkiewicz. Nominowany nie został ze względów wiadomych, natomiast zaczyna Mu grozić także nieotrzymanie nagrody publiczności z głosowania SMSowego! W związku z tym uprasza się o kierowanie głosów na Niego - idzie bowiem łeb w łeb z J. Senyszynową.
Jeśli ktoś ma ochotę na wzięcie udziału w tym głosowaniu, poniżej publikuję dane:

SMS o treści: C00169 na numer 7144
Gnyszkowe Cyfrowe Centrum Językowe (GCCJ)

informuje się, że przez weekend wydarzyły się dwie wielkie rzeczy w Gnyszkokiosku!

Po pierwsze, do oferty weszło ponad 4000 nowych e-booków oraz audiobooków wydanych przez niemieckie i brytyjskie wydawnictwa - rzecz jasna po niemiecku i angielsku. Ciekawe są tu moim zdaniem przede wszystkim audiobooki, tym bardziej że poszerzenie oferty dotyczy kilkudziesięciu kategorii tematycznych - od poradników, przez literaturę, po gazety!

Szczegóły w Gnyszkokiosku!


Po drugie zaś, zostało otwarte właśnie GCCJ, czyli Gnyszkowe Cyfrowe Centrum Językowe, gdzie można po okazyjnych cenach zaopatrzyć się w cyfrowe materiały do nauki kilkunastu języków obcych. Bardzo dobre uzupełnienie poprzedniego kroku. Szczegóły pod bannerem.


religijne książki... cyfrowe

Kolejny dobry krok w ofercie gnyszkokiosku, to książki wydawnictwa Armoryka, wśród których znajdziemy takie perełki jak np. Traktat o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej... za nieco ponad 2 złote!

Bardzo mnie to cieszy, bo wielokrotnie sugerowaliśmy Nextranetowi , by poszerzać ofertę o propozycje dla katolików... teraz jeszcze tylko oczekiwanie na prasę katolicką w wersji cyfrowej!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-ostatnia-przed.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-kino-familijne.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-fotoreporta.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-post-waciwy.html

myśl na dziś

Trudną rzeczą jest krzyczeć w ucho do każdego poprzez własną cichą pracę, poprzez dobre spełnianie swoich obowiązków obywatelskich, aby potem domagać się swoich praw i posługiwać się nimi w służbie Kościoła i społeczeństwa. Jest to trudne... ale bardzo skuteczne.


św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 300


czwartek, 22 stycznia 2009

[22 I 2009] czwartek, św. Wincentego Pallottiego

koniec II etapu konkursu
zakończył nam się konkurs na Blog Roku 2008. Dla mnie szczególnie szczęśliwie – uplasowałem się na wysokich pozycjach w obu kategoriach, w których brałem udział. W „Polityce” - przy wydatnym wsparciu wielu osób, zająłem ostatecznie miejsce w środku ocenianej stawki – 5. miejsce; natomiast w kategorii „Profesjonalne”, Pogadanki Inwestorskie ukończyły bieg na 2. miejscu! Jednym słowem – w obu kategoriach moja pisaninka będzie oceniana przez jurorów.
Później zaś czeka nas jeszcze nagroda publiczności wyłaniana SMSowo – ale o tym jeszcze będę informował! Dziękuję wszystkim za przyczynienie się do takiego wyniku! Dziękuję przede wszystkim stałym Czytelnikom, przyjaciołom z Forum Frondy, forum Parkietu a także – w ostatnich dniach – Czytelnikom blogów JKM-a i Stanisława Michalkiewicza, których głosy walnie przyczyniły się do kształtu pierwszej dziesiątki.

demokracja plebiscytowa
przy okazji wypływa nam temat szczególny. Otóż, słyszę tu i ówdzie głosy, że to niesprawiedliwe, demagogiczne i ze wszech miar złe, że o kształcie pierwszej dziesiątki zdecydował apel Janusza Korwin-Mikkego i Stanisława Michalkiewicza, którzy podali adresy blogów, które znajdują ich poważanie. Cóż... oburzenie niektórych jest wielkie, chcą pisać do Organizatorów skargi, etc. A mnie ogarnia zdziwienie! Dlaczego?
Ano dlatego, że te same osoby z pewnością nie protestują w trakcie kampanii wyborczych. No bo jakże to może być, że jakaś piosenkarka swoim ciałkiem na scenie podczas konwencji partii wskazuje fanom na kogo głosować? Albo piosenkarz mówi, że mamy jeden dzień, by zmienić Polskę głosując na sami-wiecie-kogo. Albo inaczej – właśnie nie głosując na sami-wiecie-kogo-prim. Ten sam mechanizm!
Ba! Nawet „dyskutowanie” podczas „debat” to nic innego. Ileż tu kłamstwa, robienia tylko i wyłącznie dobrego wrażenia, etc. No więc jak to?
Ano tak to, że to się nazywa demokracja. Liczy się to, kto zbierze więcej głosów legalnymi metodami. A to, że jeden naobiecywał stu milionów każdemu, drugi trzy miliony mieszkań, a trzeci drugą Irlandię, a czwarty jeszcze wskazał 10 blogów, na które radzi głosować... to po prostu immanentne elementy tej gry. I nie ma co się zżymać, tylko – jeśli zależy komuś na zwycięstwie – to proszę zabierać się za naukę, jak tego dopiąć. W tym kontekście, wszystkim malkontentom polecam pakiet „Cele i ich realizacja” - o którym pisałem wczoraj. Przez jakiś czas można go nabyć po preferencyjnej cenie.
Ci sami ludzie zresztą, którzy teraz się dziwią, przejawiają tę skłonność, gdy rzeczy nazywa się po imieniu. Podaż pieniądza – grabieżą w postaci inflacji. Deficyt budżetowy – kiepskim gospodarowaniem i życiem na kredyt. Oj... to smutne... ludzie ulegają magii słów, nie rozumiejąc, jakie pojęcia reprezentują.

FAQ
niektórzy z nowych Czytelników (a pojawiło się ich sporo) zadaje mi wiele pytań, na które (przynajmniej parę) odpowiem poniżej w skrótowej formie.
--------------------------
jaka jest geneza tego bloga i jego historia?
Powstał z zupełnie utylitarnych powodów, o czym można przeczytać w pierwszych postach z października 2007 roku, później podjąłem decyzję o jego kontynuacji, po czym zmienił się zamysł autorski, potwierdzony aferą z czerwca 2008 roku (o czym więcej piszą pp. Najfeld i Terlikowski w Agacie. Anatomii manipulacji), o czym świadczą posty z tego okresu. Od tej pory jest już czymś innym i trwa w tej postaci do dziś.
--------------------------
o czym jest ten blog?
o wszystkim. Omawiam i analizuję na nim wszystko to, co mnie porusza, interesuje i denerwuje. W związku z tym, że moje zainteresowania są szerokie, spektrum środowisk i sytuacji w których biorę udział nie mniejsze – ciężko określić jego „tematykę”. Parę zagadnień powtarza się chyba najczęściej, nie dysponuję jednak statystyką w postaci tagów – choć długo już obiecuję sobie, że otaguję wszystkie posty przeszłe, a regularnie będę tagował obecne.
--------------------------
jak można mi pomóc?
nijak. Wielkiej pomocy nie potrzebuję, przy blogu nie ma tyle pracy, co przy portalu, czy innej formie działalności. Oczywiście blogowanie związane jest z pewnymi wyrzeczeniami, to zrozumiałe, dlatego dla tych, którzy czują potrzebę okazania mi solidarności, czy sympatii, stworzyłem bannerek na temat wspierania bloga, który widnieje poniżej. Można posłużyć się przelewem krajowym na dowolną kwotę, przekazem zagranicznym przez PayPal, czy innymi formami. Wszelkie wpłaty publikowane są na blogu z inicjałami nadawcy oraz miastem pochodzenia, podobnie do tego, jak robią to tuzy blogosfery.

o Żydach i antysemityzmie
kontynuujemy wątek antysemityzmu. Anonimowy komentator, który w tajemniczych okolicznościach przeszedł ze mną na „Ty”, zapytuje dlaczego napisałem pod filmem ukazującym pijanego młodego Żyda, iż znam paru innych Żydów, których świadomość od Jego świadomości nie odbiega i sugeruje, iż na podstawie paru przypadków wnioskuję o świadomości całego narodu.
Po pierwsze – myślałem, że żywot anonimów w Polsce skończył się wraz z 1989 rokiem, ale najwidoczniej przyzwyczajenia z epoki raju na ziemi niektórym pozostały.
Po drugie – dobrze byłoby, gdyby komentator zanim zada pytanie, zechciał łaskawie przejrzeć poprzez wyszukiwarkę na blogu co dotąd o Żydach pisałem, dzięki czemu mógłby się zorientować, czy przypadkiem lansowana przez Niego teza o tym, że jestem antysemitą nie jest przypadkiem fałszywa. Trzeba bowiem szanować czas swój i innych, z naciskiem na „innych” - bo przyjdzie taki czas, gdy nie będę po prostu miał czasu odpowiadać na każdy komentarz i powstanie wrażenie, że od czegoś uciekam. Proszę zatem nie zakładać, że mam przed czym uciekać, tylko najpierw poszukać. Jeśli ta kwestia wydaje się istotnie interesująca.
A teraz do meritum. W Polsce obserwuję dwa zjawiska – antysemityzm bez Żydów oraz filosemityzm bez Żydów. Gdzie pod „antysemityzm” podstawiamy „antyjudaizm”, co jest celniejsze. Z tym, że – nawet na chłopski rozum – ta pierwsza postawa powinna jest bardziej racjonalna. Dlaczego? Ano dlatego, że nigdy nie ma tak, by odrębne grupy etniczne były dla siebie przez lata miodem i mlekiem. Proszę poczytać Putnama o kapitale społecznym a zróżnicowaniem etnicznym (2007), proszę popatrzeć trochę na historię świata i teraźniejszość (np. animozje w takiej Belgii, czy Hiszpanii). Zatem rezerwa wobec innej grupy etnicznej bliższa jest doświadczeniu. A doświadczenie z obcowaniem z Żydami, Ukraińcami, Białorusinami, na naszych terenach jest akurat duże. Stawiam zatem tezę – że antysemityzm ma więcej wspólnego z rzeczywistością, rzeczywistymi doświadczeniami społeczności, niż filosemityzm. Podobnie jak antygermanizm, rusofobia, etc.
Natomiast postawa filosemicka, moim zdaniem w Polsce przybierająca charakter odgórnie narzucanej histerii jest po prostu sztuczna. Konia z rzędem temu, kto znajdzie filosemitę, który widział i rozmawiał z jakimś oryginalnym Żydem w normalnej, nie sztucznej, sytuacji. W przykładach postawy filosemickiej, które obserwuję, widzę jedynie irracjonalizm. Streszcza to hipotetyczne twierdzenie, które zdają się głosić owi filosemici: „Żydzi są najwspanialsi na świecie, nigdy nie zrobili nic złego, nie mają własnych interesów, nie gardzą nikim, nikogo nie zabili, nie ma wśród nich bandytów i wszystko, czego zażądają należy zrealizować, bo... bo miał miejsce Holokaust!!!”. Przepraszam, ale to jest żadna argumentacja. A taką słyszę w kółko...
Jednym słowem – twierdzę, że pogląd na to jacy są Żydzi jako naród (czyli jakie cechy są nadreprezentowane u przedstawicieli tego narodu) powinien brać się z empirii, a nie świeckiego dogmatu o niepokalanym i wiecznym stanie Żydów. A empirią dysponują najczęściej ludzie, którzy żyli świadomie (tzn. nie byli pacholęciami) jeszcze przed wojną. To, jaki jest najczęstszy stosunek tego pokolenia do Żydów – pozostawiam Anonimowi, niech się dowiaduje. W związku z tym – film wrzuciłem po to, by wszystkim apriorycznym filosemitom dać przesłankę empiryczną na temat Żydów, których pewnie nigdzie poza pewną gazetą nie widzieli. W przeciwieństwie do mnie, ale o swoim doświadczeniu pisałem już parę razy – i o zgrozo! - harmonizuje ono z doświadczeniem tych, którzy żyli przed wojną, a z którymi miałem okazję rozmawiać na ten temat, bądź czytać ich wspomnienia.
W tym kontekście polecam przyjrzenie się aferze, która wybuchła przy okazji filmu "Opór" - cóż, czas przemówic językiem adiutantów J.T. Grossa - świat nie jest czarno-biały.

dziurę ma pan Donald
jeszcze a propos polityki i demokracji. Ostrzegałem, żeby nie wybierać Cudaka na premiera. No, i macie – dziura budżetowa jak ta lala. Panowie z ekipy nie przewidzieli mniejszych wpływów do budżetu... no, ale nic się martwię, czuwa nad moim Państwem rząd ekspertów gospodarczych, z JE Waldemarem Pawlakiem jako spin doktorem ekonomicznym na czele.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-czarny-wtorek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-biay-wtorek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-ostatnia-odsona.html

myśl na dziś

Nikt nie może być szczęśliwy na tej ziemi, dopóki nie postanowi nim nie być. Taka Jest nasza droga: Ból — po chrześcijańsku! Krzyż; wola Boża, Miłość; szczęśliwość teraz tutaj, a potem wiecznie.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 52




ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO