Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Msza Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Msza Święta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2009

[8 IX 2009] wtorek... niektórzy to mają problemy z Kościołem

inklinacje behawioralne...
pangnyszka znów jakiś czas milczał. Otóż, Oleńka wprawdzie odjechała do domu, lecz uwagę panagruszki przyciągnęła praca roczna na studia uniwersyteckie międzywydziałowe... którą opiekun naukowy (po lekturze wersji alfa) określił jako mającą zadatki na fundament pod wybitne dzieło. Fundament, a nie dzieło, bo i rzeczywiście fundamentem pod dalszą eksplorację ma być!
Pangruszka napocił się zatem 50 stron i ponad 100 przypisów i jeszcze wprowadza ostatnie popraweczki, ale przyznać musi - praca sprawiłu mu wielką przyjemność! Ogromną... Dotyczy magii i racjonalności u inwestorów giełdowych. Niewykluczone, że postaram się ją wydać, moim zdaniem warto.
Tymczasem jednak chciałem wypluć z siebie dwie myśli, które czas jakiś mi się zrodziły w głowie. Tuska z Gradem i Katarem nie ruszamy, Vincenta, którego zaskakujący deficyt przewidziałem oglądając z Oleńką TVN24, gdy ogłaszał z Tuskiem swój sukces w postaci dodatniej dynamiki PKB, wypowiadając na głos pytanie (Oleńka świadkiem!) - Dobra, dobra, Vincent, powiedz co będzie z deficytem! Tych Panów tymczasowo lekceważymy, zajmiemy się natomiast czym innym - Kościołem.

Msza a opera
zauważyłem, że ludzie - niektórzy w sposób uzasadniony, inni odruchowo, raczej z musu - pieją z zachwytu nad operami, które zazwyczaj grane są po włosku. Bardzo pierwszorzędnie, dlaczego jednak nie piać na myśl o Mszy Świętej w języku Kościoła - po łacinie?
Skoro idzie człek na operę z tekstem kupionym za piątaka od pani z opery i czyta sobie słuchając i nawet przeżywa wzloty i upadki bohaterów... to na czym polega problem z percepcją Mszy Świętej? Powiem krótko i z własnego doświadczenia: NA NICZYM. Problemy techniczne, to ściema.

krucjaty a Asyż
podobnie ze spotkaniem interreligijnym w Asyżu w 1986 roku i obecnym spędzikiem w Krakowie (na marginesie - bp Pieronek ostatnio w Rzeczpospolitej dziwne rzeczy na ten temat wypowiadał, jakby wrócił na dawne tory...). Ludzie zazwyczaj zamykają usta współbraciom katolikom, którym rzecz się nie podobała, nieuprawnionym stwierdzeniem, że skoro rzecz zorganizował Papież, musi być w porządku. Jeśli tak, moi mili, to zapraszam do obrony krucjat. Zorganizował je Papież.
Z czym więc mamy do czynienia? Ze ściemą, jak w poprzednim przypadku - zasłoną dymną pokrywającą prawdziwe myśli i przyczyny.
Na marginesie zaś spotkań międzyreligijnych, nie tylko polecam, nie tylko rekomenduję, ale wręcz nakazuję kupno wywiadu-rzeki z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim! Mówi - po 20 latach zaangażowania w dialog - m.in. o bezsensowności takich spotkań.

myśl na dziś
Ileż brzydoty jest w moim postępowaniu i jakaż niewierność wobec łaski! – Matko moja, Ucieczko grzeszników, módl się za mną; obym nigdy więcej nie utrudniał działania Bożego w mej duszy!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 178



środa, 1 kwietnia 2009

Dzień z życia studenta architektury o inklinacjach socjologiczno-uniwersyteckich

pozwólcie...
że opublikuję poniżej tekst, o który poprosiła mnie dawna moja macierzysta redakcja, którą nota bene wskrzesiłem, a mianowicie Staszic Kurier...
Dzień z życia studenta architektury o inklinacjach socjologiczno-uniwersyteckich
Środa, słońce świeci, dzień już dłuższy, więc nie budzę się po ciemku. Dziś cały dzień na Politechnice – jeden z niewielu w tygodniu, czwarty rok i praca inżynierska mają swoje prawa – człowiek może sobie przyjść raz w tygodniu na korektę, potem na drugi na wykłady i seminaria... a w inne zająć się spokojnie studiowaniem na uniwerkowym MISHu.
No więc wstawanko o 7:00, czyli lepiej niż pobudka za czasów wojska, gdzie w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia im. Gen. Józefa Bema w Toruniu wstawaliśmy przed 6:00 – jednym słowem, luz blues. Wstawaneczko, potem śniadanie i podjęcie życiowego bagażu na cały dzień (składającego się zazwyczaj z plecaka i torby z laptopem) – z którym mknę szybkim krokiem do środka lokomocji. Środek ten żwawo jedzie ode mnie do Centrum całe 38 minut, mijając po drodze wiele podwarszawskich miejscowości.
Dziś środa, a więc dzień gazetowy, a więc rano w moim kiosku, gdzie wita mnie roześmiana i rumiana młoda pani kioskarka, zakupuję dwa ulubione tygodniki. Żeby nie robić kryptoreklamy, zdradzę tylko, że to żaden mejnstrim w rodzaju Polityki, czy innego Niusłika. Szkoda pieniędzy. A zatem – gazetki pod pachą, pod drugą pachą laptop, na plecach plecak i zasiadamy do środka lokomocji, gdzie 38 minut zagwarantowane jest na spokojną lekturę. Lekturę – najczęściej socjologiczną (do zajęć należy się wszak przygotować!) – czas zacząć!
Rozpędzony środek lokomocji w końcu nieodwołalnie staje i pora wysiadać! Rozmarzony lekturami, z pełnym bagażem życiowym na półce, zbieram się, damy przepuszczam, a sam uwijam się, by zdążyć do tramwaju nr 19, który powiezie mnie na pl. Politechniki. Dziś ta operacja zakończyła się fiaskiem ze względów nieznanych! Tramwaj stanął przed Koszykową i się nie ruszył. To jak tak, to ja sobie na piechotkę pójdę. Com pomyślał, tom i zrobił.
„Dzieńdobrek!” – zaczynają się zwyczajowe figle-migle z panią z szatni. Gadu-gadu, fiku-miku, pożartujemy jak zwykle, kurtka oddana, numerek w kieszeni, tanecznym krokiem na pięterko, na wykład prof. Gzella o urbanistyce współczesnej. Slajdy, slajdy, a na nich wspaniałe zdjęcia i rzuty współczesnych miast plus komentarz wybitnego urbanisty. Człowiek niezwykłej kultury i elegancji – miło popatrzeć i posłuchać! Nie zawsze tak się zdarza.
Półtorej godziny, przerwy nie robimy, więc po wykładzie półgodzinna pauza do kolejnego wykładu – współczesne technologie budowlane z drem Górskim tym razem. Tu i tu współczesność – poprzednio urbanistyka, tym razem papy, emulsje izolacyjne, materiały ścienne, ściany kurtynowe... Także i tu można dostać oczopląsu – slajd za slajdem. Rozwiązania odwiecznych problemów budownictwa niby coraz bardziej wysublimowane, ale zawsze oparte o zwykły, tzw. zdrowy rozum. Ten sam, w oparciu o który udało się zbudować piramidy, czy fascynujące gotyckie katedry. Zajęcia raz z przerwą, raz bez – przerwa między kolejnym wykładem albo krótka, albo długa.
Profesor-legenda, czyli prof. dr hab. inż. Konrad Kucza-Kuczyński, z charakterystycznym czarnym szaliczkiem i w garniturze. Etyka zawodu architekta, bo tak nazywa się ów przedmiot, płynie wolniutko, w rytmie nieco lwowskiej wymowy Profesora. Niektórzy przysypiają, niektórzy piszą teksty do „Staszic Kuriera”...
Później kolejna półgodzinna przerwa i seminarium z projektowania detali architektonicznych – drugi raz z drem Górskim w ciągu dnia. Biedzimy się intelektualnie nad tym, czy blaszka powinna zostać zawinięta tu, czy gdzie indziej, czy wywinąć papę, czy ją raczej przykuć do ściany listwą... Półtorej godziny z przerwą – jest prawie 17:00 i powoli przychodzi tzw. „zgon”. Po zajęciach należy się przewietrzyć po drodze do kościoła Zbawiciela na Mszę. Hop siup, szybkim krokiem na pl. Zbawiciela, gdzie projektuję właśnie kamienicę jako projekt inżynierski, a gdzie za licealnych czasów chodziło się na rekolekcje. Msza długo nie trwa, pół godziny ew. minut czterdzieści.
Dzień omówiony z Panem Bogiem, można lecieć dalej. Tym razem w okolice dawnego liceum, to samo skrzyżowanie Chałubińskiego z Nowowiejską, sklep na rogu, przystanek do centralnego, na którym wystawałem przez całe trzy lata... Wolnym krokiem, często rozmawiając z Narzeczoną przez telefon, podążam sobie na tyły Staszica, do Ośrodka Akademickiego „Przy Filtrowej”. O 18:10 krąg, czyli godzinne spotkanie na rozważanie i pogadankę poświęconą któremuś z tematów życia duchowego. Godzina minęła, czas się zbierać, pożegnać kolegów – z powrotem do środka lokomocji. W Staszicu na korytarzu pali się światło.
Kolejne 38 minut, w większym tłoku o tej porze, wśród zmęczonych dniem pracowników, kolejna sesja lekturowa – albo socjologia, albo gazetki zakupione rano. Potem spacer z peronu do domu, kolacja... i zaczyna się pracowity wieczór! To dopiero początek. Do odpisania sterta maili, do napisania parę tekstów, m.in. na bloga, to i owo miejsce w sieci do odwiedzenia, jeszcze coś doczytać, jeszcze to, jeszcze tamto... rachunek sumienia, obiecany Różaniec (jak na mohera przystało, człowiek należy do Internetowej Róży Różańcowej Forum Frondy) i zabieramy się za intensywne spanie. Godzina późna... niekiedy dwunasta, niekiedy trochę po... a jutro kolejny dzień, już uniwerkowy, a więc inny świat, więcej dziewczyn, smukłe nogi, socjologia.
Życie to nie je bajka, życie to je wojna – cytując inżyniera Kopczewskiego. Bez względu na to gdzie studiujemy, drodzy Staszicowcy. Spytajcie ks. Staszica, którego namalowałem Wam i powiesiłem na korytarzu...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/1-iv-2008-wtorek-czarny-wtorek.html

myśl na dziś
Radość jest dobrem chrześcijańskim, które będziemy posiadać tak długo, jak będziemy walczyć, gdyż jest konsekwencją pokoju. Pokój jest owocem zwycięstwa w wojnie, a życie człowieka na ziemi – czytamy w Piśmie Świętym – jest walką.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 105



niedziela, 8 marca 2009

[8 III 2009] Feministki, Msza Trydencka a Kotarbiński...

dzisiaj...
z okazji Dnia Modlitw za Ofiary Feminazizmu zaprosiliśmy Mamę (oczywiście ja z Tatą – wszak Siostrą zajmuje się już mąż!) do restauracji! Jak wiadomo – w niedziele Wielkiego Postu post nie obowiązuje, wobec czego obiad zwieńczyliśmy deserkiem. Powiem krótko... miło jest od czasu do czasu skonsumować dobra, które się wypracowało! A im rzadziej się je konsumuje, tym milej się to robi! Dlatego oficjalnie zalecam od czasu do czasu wypaść sobie do kawiarni, tudzież restauracji! Zaś restauratorzy, tudzież właściciele kawiarni powinni lobbować we właściwym ministerstwie, by promowało bywanie w tego rodzaju przybytkach, jako sposób na umilenie żywota i regenerację umysłu przed wydajną pracą od poniedziałku. Kampania społeczna przełoży się na wyższe podatki, co poskutkuje tym, że nikogo nie będzie na taki luskus stać. Więc... lepiej nie lobbować!

później...
z Tatą na Mszy w rycie nadzwyczajnym w Brwinowie, pod Warszawą! Poniżej wklejam zdjęcia...






Ubolewam, że odbywa się tylko raz w miesiącu – tak nota bene wygląda w polskiej praktyce wcielanie w życie postanowień motu proprio Summorum pontificum...!

wskrześmy reizm!
ostatnio przypomniałem sobie o Kotarbińskim i jego reizmie! Zagadnieniu poświęciłem swego czasu dużo czasu, napisałem nawet kobylasty esej na ten temat, później wiersz o Kotarbińskim. Postać fascynująca, sztywny ateista, który ponoć na łożu śmierci się nawrócił.
No, ale wracając do reizmu, który skrytykowała nawet jego własna żona – rzeczywiście w wersji radykalnej postulat by posługiwać się jedynie nazwami konkretnymi, bądź nazwami przekładalnymi na nazwy konkretne nie jest do utrzymania, ale jako ideał – konieczny do krzewienia! Ileż mniej byłoby bełkotu w samej tzw. „nauce”, jak i w ogóle tzw. „debacie publicznej”. Co to jest „kryzys” w języku reistycznym? Nie ma czegoś takiego. Skonstatowawszy to, większość ludzi zaczęłaby się dopiero zastanawiać nad tym, czym ten „kryzys” jest i na czym polega, a stąd – do czego może prowadzić oraz co może znaczyć dla konkretnej osoby i co w związku z tym przedsiębrać.
Podobnie z prakseologią – drugim jego koniku. „Traktat o dobrej robocie” przydałoby się odświeżyć w powszechnej świadomości... Szkoda, że mało zostało ludzi, którzy w ten sposób filozofują – choćby nawet byli ateistami, to po pierwsze – pokornymi jak Kotarbiński, po drugie – dałoby się z nimi dyskutować na gruncie wspólnej metodologii, czy epistemologii.
Z sentymentu do prof. Kotarbińskiego – proszę każdego wierzącego Czytelnika o modlitwę za Jego zbawienie.

już od tygodnia...
...mamy Wielki Post! Mam nadzieję, że każdy przejrzał Przewodnik po Wielkim Poście mojego autorstwa i zabrał się do roboty! Maruderom przypominam o wielkiej wadze, którą należy przywiązywać do praktyk pokutnych: postu, modlitwy i jałmużny. Gdzie przez modlitwę rozumiemy nie tylko ustną, czy udział w nabożeństwach wielkopostnych, ale także myślną – gdzie wielką pomocą są polecane przeze mnie po tysiąckroć Rozmyślania o życiu kapłańskim autorstwa św. bpa Pelczara!

nie nabzdyczaj się!
nie należy się nabzdyczać podczas poszczenia – o tym mówi oczywiście Ewangelia. Ja natomiast chciałbym się podzielić pewną obserwacją antropologiczną! Tą mianowicie, że w sytuacji, gdy zasypiamy w miejscu publicznym – na zajęciach, w pociągu, czy tramwaju... zazwyczaj przybieramy groźną, ew. bardzo poważną minę! Myślę, że to strategia na udawanie, że wcale się nie śpi, tylko intensywnie rozmyśla z zamkniętymi oczami. Poobserwujcie ludzi, bądź napięcie własnych mięśni mimicznych podczas zasypiania w takich warunkach!

francuska laicite!
wracając do reizmu. Oczywiście posługiwanie się językiem reistycznycm jest niewygodne ze względu na konieczność tłumaczenia wszystkich pojęć hipostatycznych (a więc nie-konkretów) na konkretne, co wydłuża i komplikuje wypowiedź, ale nie słyszałoby się na zajęciach na socjologii rozemocjonowanego młodego doktora, który co drugie słowo przywołuje „francuską laicite”, albo „liberte”! Ja się domyślam, co ma się na myśli... ale mniej lansu, więcej treści. To chyba dotąd nie zauważany wymiar reizmu – mniej lansu, więcej treści!

pan Seidman rzecze
w ramach przygotowań do kolokwium ze „Współczesnych teorii socjologicznych”, czytałem ostatnio tekst Seidmana o „końcu teorii socjologicznej”. Seidman to obrzydliwy postmodernista, ale tekst da się czytać i przejrzyście polemizować. O jego uczciwości świadczy kilka zaskakujących wniosków, takich jak ten, który z okazji dzisiejszego dnia przytoczę poniżej:

Debaty, w których używa się pojęć w rodzaju „kobieta”, „mężczyzna”, „gej”, „czarny Amerykanin”, i „biały Amerykanin”, należy postrzegać jako przejaw sił społecznych ucieleśniających chęć kształtowania ładu płciowego, rasowego i seksualnego. Starają się one umieścić w naszych ciałach określone pragnienia, potrzeby, oczekiwania i społeczne tożsamości. (...)
Nie ma powodów, by sądzić, że należąca do klasy średniej heteroseksualna członkini Kościoła metodystów z Południa będzie miała takie same doświadczenia czy nawet wspólne interesy związane z płcią kulturową jak mieszkająca na Północy żydowska lesbijka z klasy robotniczej. Jest też naiwnością zakładać, że jakiekolwiek wspólne cechy związane z płcią przesłonią rozbieżne interesy i wartości tych kobiet.


Niby postmodernista, a ujął sedno!
A nasze feminazistki, choć drapują się na nowoczesne ętelektualystki, są niestety – patrząc z ogólnoświatowego poziomu ich macierzystego komsomołu – towarzyszkami mocno wstecznymi. Wałkują brednie, które porzucono lata temu. W ogóle to trzeba przyznać, że polskie życie intelektualne – z nielicznymi wyjątkami – to powtarzanie ogranych przed laty banałów z Zachodu. Banałów, które już przeminęły.
Publiczka oczywiście ma miękko w gaciach, gdy je słyszy i czuje się uprawniona do postrzegania samej siebie jako nowoczesnej. Jak ma taką potrzebę i to jej wystarcza – proszę bardzo.

tłumacza mam! Mam tłumacza!
skoro my jesteśmy nowocześni, to i tłumacza mamy! A i owszem! Gdyby ktoś potrzebował usług translatorskich – małych, bądź większych (np. na użytek wydawnictwa, medium informacyjnego) – ogłaszam wszem i wobec, że mój kolega jest świetnym i doświadczonym tłumaczem z hiszpańskiego i angielskiego, mającym na swoim koncie już kilka książek! Jeśli komuś trzeba – zapraszam do kontaktu przeze mnie. Dla moich Czytelników przewidziany jest rabat...!

przypominam!
o konkursie, który ogłosiłem w ostatnim tygodniu! Informacje znajdują się tu. Bardzo proszę o branie udziału od zaraz.

myśl na dziś
Świętych Obcowanie. — Jakże ci to mam wytłumaczyć? — Wiesz, czym dla ciała jest transfuzja krwi? A więc taką samą transfuzją dla duszy staje się Świętych Obcowanie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 544


niedziela, 22 lutego 2009

[22 II 2009] Przewodnik po Wielkim Poście


Wielki Post za pasem – do roboty!
wstęp
nikomu nie tajno, że od środy najbliższej, zwanej „popielcową” zaczyna się Wielki Post! Jak już pisałem ostatnio, czas to błogosławiony... bo prowadzi w końcu do centralnego święta Roku Liturgicznego – do Wielkiejnocy.
Gwoli ścisłości, gdy pisałem ostatnio o nicości, o tym że ja – moi Czytelnicy pewnie też – nic nie jesteśmy warci, nie miałem na myśli niczego heretyckiego, nie zamierzałem umniejszać w niczym zasług Pana Jezusa wobec nas. Otóż, prawdą jest, że sami z siebie niczym jesteśmy, a jedyne, co w nas warte uwagi – od Pana Boga, jako Stwórcy, a potem Odkupiciela, pochodzi. Jednym słowem – to, że mamy wielką godność, to że wspaniali możemy być... mało w tym naszej zasługi. Pan Jezus za nas umarł z miłości, to wielka rzecz... ale nie zmienia ona tego, że wciąż każdy z nas mało na to zasługuje. Warto więc wykorzystać Wielki Post najpierw po to, by tę rzecz sobie uświadomić. Później zaś po to, by wziąć się za siebie rękami Pana Boga... i ruszyć z kopyta za Nim, by Go naśladować.
Dziś czytałem jeden rozdział św. Bpa Pelczara Rozmyślań o życiu kapłańskim (stale polecam tę książkę i cieszę się, że ostatnio w komentarzu pod postem odezwał się Łukasz, który jest świeżym adeptem bpa Pelczara!) o pokorze... w którym rozważa właśnie tę sprawę, o której pisałem powyżej. Przytoczę ten fragment, także i po to, by na podstawie dwóch obszernych cytatów z Pelczara (ostatnio cytowałem rozdział o wykorzystaniu czasu), każdy mógł zrozumieć, że choć książka w tytule odnosi się do kapłanów... tak naprawdę jest uniwersalna i dobra dla każdego, kto poważnie myśli o świętości!

(...) Ale tym wszystkim jestem z niewysłowionej miłości Bożej; sam zaś z siebie czymże jestem? Oto najpierw nicestwem, bo wszechmoc i miłośc Boża powołała mnie do bytu i utrzymuje mnie ciągle, inaczej wróciłbym do nicości. Jestem po wtóre słabością i nędzą (...) Jestem wreszcie grzesznikiem (...)

domyślam się, że ten Wielki Post nie jest pierwszym, który Czytelnik będzie przeżywał. Dlatego też odwołam się do wspólnego doświadczenia... zgodnie z którym każdorazowo z Wielkim Postem wiążemy wielkie nadzieje na poprawę... a rzecz kończy się tak, jak zawsze, czyli zawodem. Dlatego też postanowiłem przygotować ten krótki przewodnik po Wielkim Poście, dzieląc się m.in. własnymi doświadczeniami (warto także w komentarzach podzielić się własnymi). Dzielę go na trzy części, reprezentowane przez trzy dobre uczynki: post, modlitwę i jałmużnę.


post
wszyscy z grubsza wiemy, co rozumieć przez post... chociaż to pojęcie zbyt mocno związane jest z kuchnią! Lepsze chyba jest „umartwienie”, czyli po prostu działanie mające na celu podporządkowanie naszej woli, woli Bożej. Na przekór sobie... pamiętamy jak św. Paweł pisał o prawie w swoich członkach, które nie zgadza się z prawem Bożym. Po grzechu pierworodnym to niestety normalka... łatwiej nam żreć jak świnie, zamiast umiarkowanie i elegancko pojadać. Łatwiej się zdenerwować i wybuchnąć, niż przyjąć spokojnie upokorzenie. Łatwiej na kogoś nielubianego krzywo patrzeć, niż przemóc się i zaproponować mu wspólne wyjście na piwko. Łatwiej w końcu jeść w ciągu dnia kanapki, obiad, pączka, batonika i parę innych rzeczy, zamiast spokojnie, jak Pan Bóg przykazał, narzucić sobie stałe pory jedzenia i picia, podczas których powściągliwie zjemy naznaczony, skromny posiłek. Nie mówiąc już o tym, że o wiele łatwiej jest rozbierać wzrokiem mijane dziewczyny (oj, a któraż to teraz nie prowokuje wyglądem?!), nić odwrócić oczy i porozmawiać w spokoju z Aniołem Stróżem... Prawda? Umartwienie polega na tym, by zrobić to, co się zdecydowało, co jest słuszne i miłe Panu Bogu, zamiast tego, co odruchowe.
Zobaczmy, co w Drodze. Bruździe i Kuźni pisze św. Josemaria na temat umartwienia:

Jakże wiele cię kosztuje to niewielkie umartwienie! — Walczysz. — Zupełnie jakby ci powiedziano: Dlaczego masz dotrzymywać w życiu wyznaczonego planu, dlaczego masz być zależny od zegarka? — Przyjrzyj się, jak łatwo można oszukać małe dzieci! Nie chcą przyjąć gorzkiego lekarstwa, ale zaraz zostaną zachęceni... No, — mówią im — ta łyżeczka to za tatusia, a ta druga za babcię... i tak dalej, aż zażyją wszystko.

Tak samo i ty: jeszcze kwadrans włosiennicy za dusze w czyśćcu, pięć minut za rodziców, jeszcze pięć za braci w dziele apostolskim... Aż upłynie wyznaczony czas.

Umartwienie dokonane w ten sposób ma wielką wartość!


No... i co? Chyba czas najwyższy się za to wziąć!
Udaj się najpierw na jakieś skupienie, najlepiej w kaplicy, w spokoju... zrób porządny rachunek sumienia, znajdź wszystkie wady, które zdążyły w dotychczasowym życiu w Tobie rozkwitnąć. Później pomyśl o tym, na czym polegają cnoty przeciwne tym wadom. Podejmij konkretne postanowienia mające zaradzić tym wadom. Konkrecik, możliwy do wykonania. Później ułóż sobie plan konsekwentnej realizacji dwóch, trzech postanowień. Na resztę przyjdzie pora. Te trzy bierz na klatę podczas Wielkiego Postu!
Ja Cię w tej pracy nie zastąpię, ale mogę poddać w punktach parę pomysłów.
- wstawaj o z góry naznaczonej porze, nie później i nie wcześniej,
- wyznacz sobie żelazny czas na lekturę duchową każdego dnia. Nie chce Ci się, ani nie możesz się skupić? Tym bardziej tego potrzebujesz. Bierz do lektury na Wielki Post porządną książkę ascetyczną – ja mam dwóch ulubionych autorów, wspomnianych św. Józefa Sebastiana Pelczara i św. Josemarię Escrivę. Pomocą może być też newsletter Bądź święty! Który jakiś czas temu stworzyłem.
- ogranicz zbędne koszty,
- ogranicz zbędne czynności,
- sprawdź, czy musisz jeść tyle, ile jesz...
- a nade wszystko, ofiaruj wszystkie te umartwienia w konkretnej intencji, własnej, lub cudzej. Nic nie przychodzi Ci do głowy? Ofiaruj to wszystko w intencji dusz czyśćcowych!


modlitwa
jak wiadomo, to podstawa wszystkiego. Wyżej wspomniałem już o konieczności wyznaczenia sobie czasu na modlitwę myślną, rozważanie. To konieczne... ale na tym się rzecz nie kończy.
Msza Święta! Nie masz czasu? Wydaje Ci się. Przejrzyj spokojnie rozkład zajęć, spójrz na mapę... a zaraz okaże się, że w pobliskim kościele odprawia się o dogodnej porze Msza... Najświętsza Ofiara... bez niej nie ma w Twojej wierze życia. Ucieka stróżkami...
Różaniec. Co Ty na to? Nie umiesz odmawiać? Naucz się od swojej mamy, albo babci. Nie wiesz jak to się robi poza tym, że odmawia się określone modlitwy w określonym porządku? Wbrew pozorom, za Różańcem stoi bardzo długa tradycja medytacyjna i teologiczna... warto ją poznać, np. z tej książeczki.
Gorzkie Żale – jeśli czytasz gnyszkobloga przynajmniej przez rok, to z pewnością pamiętasz moje zeszłoroczne zachwyty nad tym nabożeństwem... poznałem je jeszcze w podstawówce, ale na nowo odkryłem pod koniec liceum! Wspaniałe, po prostu wspaniałe... nie wyobrażam sobie już Wielkiego Postu bez Gorzkich Żali.
Poza tym oczywiście poranne ofiarowanie dnia, południowy Anioł Pański i wieczorny rachunek sumienia wraz z modlitwą dziękczynną za miniony dzień. Zwróć szczególnie uwagę na rachunek sumienia – powinien uwzględniać nie tylko przebieg całego dnia ogólnie pod kątem moralności... ale i cnoty, którą chcesz wypracować, lub umartwienia, które podejmujesz (co np. może korespondować z rozdziałem z Rozmyślań o życiu kapłańskim, który danego dnia przeczytałeś).
Bądź wnikliwy jak księgowa!


jałmużna
i ostatnia sprawa, czyli jałmużna! Nie chodzi tu tylko o zwyczajową puszkę na potrzebujących w Twojej parafii, choć oczywiście i o ten cel zadbaj. Ale nim to zrobisz... zrób porządny przegląd kosztów! Paradoksalnie, lepiej może Ci w tym pomóc książka o finansach, np. Bogaty Ojciec. Biedny Ojciec Kiyosakiego, która uczuli Cię na kwestie związane z generowaniem kosztów. Musisz nad nimi panować nie tylko dlatego, by móc zostać multimilionerem, ale przede wszystkim po to, by skutecznie pomagać bliźnim! Jeśli Ty będziesz biedny, ani nie będziesz wytwarzał wartościowych usług, czy produktów (w taki sposób, by praca Cię uświęcała, o czym pisałem pewnego razu w Pogadankach Inwestorskich)... to nikomu nie będziesz mógł pomóc materialnie!
Dlatego do kosztów podejdź poważnie... chodzi w końcu o to, by pomóc bliźniemu, Twojemu bratu, w którym obecny jest Pan Jezus. Gamę masz ogromną – od domów samotnej matki, przez organizacje dobroczynne, po rozmaite inicjatywy katolickie, np. w mediach (tak, tak... mówię tu np. o Klubie Frondy)!
Parę pomysłów godnych uwagi podaję w tekście, do którego linkuje banner pod tym wpisem (wspieraj.bloga).
Ale nie chodzi tu tylko o pieniądze! Złóż komuś jałmużnę ze swojego czasu, który mógłby być wolny, albo produktywnie wykorzystany... „strać” trochę czasu, by odwiedzić chorych (poszukaj w swojej okolicy np. ośrodka Opus Dei – ludzie stamtąd organizują regularne wizyty np. w hospicjach), wysłuchać przyjaciela, czy przyjaciółki, których potrącił los... Jeśli się dobrze rozejrzysz to takich ludzi znajdziesz, a przy okazji zyskasz okazję do znalezienia umartwienia! Przecież nie zawsze chce się po raz dziesiąty wysłuchiwać tej samej, smutnej historii... trzeba się do cierpliwości zmusić!

P.S. Jeśli ktoś ma ochotę zagłosowac na mojego bloga w nowym konkursie na Bloga Roku, nie zabraniam: wchodzimy tutaj: http://www.wiadomosci24.pl/blog_glosuj/1717.html i wpisujemy swojego maila!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek-dobranocka.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek.html





poniedziałek, 15 grudnia 2008

[15 XII 2008] poniedziałek... to ile tych aborcji? 10000?



Missa Tridentina

wczoraj miałem okazję być (po dłuższej przerwie) na Mszy Trydenckiej! Co więcej - w mojej bliskiej okolicy! Radość wielka, chyba nie muszę jej opisywać. Kolejna dopiero za miesiąc, chyba że uda się znaleźć celebransa na św. Szczepana. Była okazja do figli-migli z FForumowiczami, znalazło się parę celebritiesów.
Sama Msza jednak - skarb nad skarby, ach... z tego rozmarzenia, to nawet film wkleję, a co! O Mszy Wszechczasów, rzecz jasna!


ile tych aborcji...?
angielski The Sun (odpowiednik rodzimej gadzinówki z Czerskiej) donosi opierając się na wypowiedzi pewnej damy z Polskiej Federacji na rzecz Kobiet i Glanowania Rodziny, która z kolei opiera się na danych z National Health Service, które rzekomo dowodzą, iż na Wyspach Polki dokonują co roku 10000 mordów prenatalnych. Źródło mówi samo za siebie (przypominam - Federa podaje, że w Polsce podziemie aborcyjne ma rozmiar 120 000 aborcji rocznie, co wyssała z palca w prosty sposób - ekstrapolując szacunki dla Warszawy [uwaga: "szacunki"!] na całą Polskę - dla każdego, kto cokolwiek kuma z metodologii... jest to liczba równie pewna co, np. trzy miliardy rocznie)... ale dzielni FForumowicze, a tu chwałcię trzeba oddac Hakirowi, odkryli manipulację! Po sprawdzeniu w danych NHS, okazuje się, że Polki dokonały w zeszłym roku... 8 aborcji. Dobre, co? Infem zza granicy zachłsytują się już wszelakie onety i interie oraz aborcze.pl. Poniżej zestaw linków z FForum:
http://www.forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2170784
http://www.forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2170717
O co chodzi? Jak zwykle - tym razem strategia zobaczcie, jacy obłudnicy jesteście! Legalizujta w try miga!

myśl na dziś
Kiedy musisz rozkazywać, nie upokarzaj: postępuj delikatnie; szanuj inteligencję i wolę tego, który jest ci posłuszny.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 727




poniedziałek, 22 września 2008

[22 IX 2008] poniedziałek, pani sobie śpiewa banialuki...

francuski episkopat rzecze...
jak wiemy, Benedykt XVI był ostatnio z wizytą we Francji. Jak być może nie wiemy – Francja jest dość specyficznym, islamskim krajem, który wciąż – niesłusznie – kojarzy się z katolicyzmem ze względu na swoją chwalebną przeszłość do Rewolucji Francuskiej, a późniejszą – już tylko w drugim obiegu. A więc – była to wizyta trudna. I rzeczywiście – okazało się, że po jednej z Mszy papieskich doszło do profanacji konsekrowanych hostii, które obsługa zostawiła w puszkach na wolnym powietrzu na pastwę pogańskiej tłuszczy. Więcej – episkopat francuski, dość osobliwe gremium, po spotkaniu z Papieżem wydał z siebie odgłosy ustami kard. Vingt-Troisa – jeszcze osobliwszej treści, którą Gryzoń, jeden z forumowiczów Forum Frondy, skrócił w tytule wątku: Francuscy biskupi do Benedykta XVI – spieprzaj dziadu!.
To gorszące, ale do spięć dochodziło jeszcze przed wizytą... Kto był w którymś z kościołów na zachodzie na Mszy, ten wie o czym mowa...

msgr Perl rzecze...
Wielu biskupów utrudnia wprowadzanie w życie dokumentu Benedykta XVI o korzystaniu z przedsoborowej liturgii - http://www.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=231615 stwierdził prałat Perl, którego miałem okazję poznać tego roku w Kleinheubach. Cóż to oznacza? Ano to, że Dietrich von Hildebrandt miał rację, pisząc w Spustoszonej winnicy o śnie pasterzy i innych wynaturzeniach sytuacji w Kościele, którą obserwował w chwili pisania książki.

Nie chcę kontynuować tego tematu, bo jest bolesny i może być powodem do zgorszenia – blog to jednak nie to samo, co niszowe forum katolickie, gdzie można bez ogródek powiedzieć co człowieka boli... Tak, czy siak – w Polsce nie jest inaczej. Także i tu wielu biskupów uważa się za władniejszych od samego Papieża. Miejmy nadzieję, że już niedługo – w związku z brakiem odpowiedzi na ekscesy min. Kopaczowej – doczekamy się odpowiedzi z Watykanu, zarówno wobec biskupa Zimowskiego, jak i samej min. Kopaczowej. Ja swój list do kard. Levady już wysłałem.

pani, co banialuki wyśpiewuje o... siusiakach
tymczasem już drugi raz wyczytuję w gazecie codziennej o pewnej damie, która zajęła się śpiewaniem o nierządzie i jest za tę odwagę pochwalana. Na Jej miejscu bym nie eksperymentował, bo skończyć może się to jedynie nieumiarkowaniem w owym cudzołóstwie, które opisuje np. w piosence o wdzięcznym tytule Hujawiak (swoją drogą, sam niekiedy mam takie językowe pomysły), a później wieczną karą, jeśli z tych grzechów swoich (a do nich dojdzie zgorszenie) nie wygrzebie. Proszę zatem o modlitwę w intencji Marii Peszek oraz damy nazwiskiem Mucha, która przebrana za siostrę zakonną zaczęła teraz karierę śpiewaczą.
Wbrew pozorom politycy, aktorzy, muzycy dzisiejsi... to żadna elita. Gdy pozaglądać w życiorysy to najzwyklejsza hołota, którą Rewolucja wywindowała na świecznik, gdzie udają Elitę. Pamiętajmy o tym.... ci państwo są biedni, bo muszą odgrywać sztuczną rolę.

kryzys, panie, kryzys
kryzys nam się ciągnie, Henry Paulson z amerykańskiego departamentu skarbu rozpoczyna swój plan ratunkowy, polegający na tym, że państwo wyda 700 mld dolarów na odkupienie od banków niepłynnych aktywów (tzn. takich, których nikt nie chce kupić). Wspaniale, prawda? Najpierw wprowadza się system fiducjarny okradając obywateli ze złota, potem zmienia się reguły kreacji pieniądza i ustanawia Rezerwę Federalną, by tym barłogiem rządziła (motywując to troską o to, by nie dochodziło do bankructw). Rezerwa Federalna ani Bogiem, ani nawet wolnym rynkiem nie jest i popełnia błędy, sztucznie kreując stopę procentową i wytwarzając w ten sposób inflację, która zjada oszczędności obywateli (którzy istnienie Rezerwy opłacają). W wyniku tych błędów dochodzi do kolejnych kryzysów, które bohatersko wywołała, a teraz bohatersko z nimi walczy – Rezerwa Federalna. Jak z nimi walczy? Np. odkupując od jakichś banków aktywa, których nikt nie chce kupić za pieniądze wszystkich. Oczywiście te 700 mld dolarów można wziąć niekoniecznie z podatków. Można je po prostu wyemitować, mówiąc, że się pożyczyło, albo że były w rezerwie. Wtedy skutkiem jest inflacja, czyli za operację i tak płacą obywatele. No więc można pożyczyć zza granicy – deficyt ostatecznie i tak pokryją obywatele.
Jeśli w tym kontekście ktoś pitoli o końcu kapitalizmu... to ja go pytam, gdzie on był, gdy na początku XX wieku realnie kończył się kapitalizm? To, co mamy dziś, to system interwencjonistyczny pogrobowców Keyns'a, który lubi być przez dziennikarzy – nie wiedzieć czemu – określany jako liberalny kapitalizm.
Dziś Pan Balcerowicz w Der Dzienniku dementuje upadek kapitalizmu, co Mu się chwali, natomiast twierdzi, że euro przyjąć warto, czego nie rozumiem. Dlaczego warto oddać władzę monetarną Europejskiemu Bankowi Centralnemu? Tego nie tłumaczy. Warto i koniec. Bo każdy tak myśli. Koniec.

Simon – Zapylacz
dziś już o nim nie zdążę, więc będzie w którymś z nadchodzących dni. Nie wiem w który, gdyż przemieszczę się do Wrocławia, a potem do Kazimierza Dolnego. Relację postaram się zdać codziennie!

myśl na dziś
Nie przerażaj się, ani nie upadaj na duchu, gdy odkrywasz swe błędy... i to jakie błędy! – Walcz o ich wykorzenienie i podczas walki bądź przekonany, że dobrze jest, iż odczuwasz wszystkie te słabości, bo w przeciwnym razie byłbyś pełen pychy, a pycha oddala od Boga.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 181




piątek, 4 kwietnia 2008

[4 IV 2008] piątek, św. Izydora, za trzy miesiące i trzy dni moje urodziny!

my
chciałem powiedzieć - po ostatnim zanurzeniu w Państwo Platona - że niektórym wciąż się wydaje, że katolicyzm to takie pobożne pitolenie o Dobru, Pięknie, czy coś w tym stylu - ot, takie milutkie kazanka Sokratesa... a to coś znacznie więcej niż Sokrates i Platon razem wzięci. Jak to powiedział św. Augustyn (cytuję z pamięci): Chrześcijański osesek więcej mądrości ma, niż niejeden pogański filozof.
kaznodziejstwo a formacja
ano właśnie. Kaznodziejstwo - ten temat obiecałem poruszyć na początku tego tygodnia. Otóż, jak już stwierdziliśmy wyżej, katolicyzm to nie takie pitu-pitu o pięknych rzeczach. Powiem inaczej - to znacznie więcej, niż pitu-pitu o pięknych rzeczach. To także pewna technika - w postaci duchowości, w postaci Sakramentów, wybujałych form pobożności - technika urzeczywistniania tego, o czym mówi się pięknie. A pięknie mówi się o tym, jak naśladować Pana Jezusa. Katolicyzm zatem to także praktyczna wiedza na temat tego, co robić, by być drugim Chrystusem, by być jak Chrystus.
Gdy słucha się kazań, lub czyta katolickie gazetki, czy nawet i książki... czy nawet jeśli się z katolikami obcuje - wówczas wydaje się chyba, że tego praktycznego elementu nie ma. Albo, że jest on niepoznawalny, tajemniczy i nikomu nie znany. Pal sześć gazety i to co sądzą szerokie koła, ale to że w kazaniach tego może brakuje, to już jest skandal. Bo co przychodzi wiernemu stąd, że ktoś mu mówi, żeby robił dobrze, a nie mówi jak to konkretnie urzeczywistnić? Co z tego, że słyszy na kazaniu o czystości, skoro nigdy nie słyszał po pierwsze co to ta czystość konkretnie w życiu w poszczególnych stanach jest, po drugie zaś - jak to się ma do pokus, jak to się ma do ascezy, i co w ogóle konkretnie - minuta po minucie przez życie - robić? Albo że słyszy w kółko o modlitwie, a zniechęca go choćby to, że mu się modlić nie chce i w ten sposób całe życie odkłada różaniec na jutro? Skąd on ma wiedzieć, jak to konkretnie wcielić w życie, czy ktoś mu zasugeruje pewne oczywiste dla tradycji chrześcijańskiej rozwiązania? A kto ma mu zasugerować, skoro na ambonie mówi się tylko o tym, że dobrze jest robić to i tamto? Więcej - niekiedy na ambonie wcale o tym się nie mówi, tylko już zupełnie odlatuje się w poezję tak, że każde kazanie można by zakończyć stwierdzeniem: Bo to chodzi o to, żeby dobrym być.
Mało tego. Człowiek przecież potrzebuje kierownictwa duchowego... osobistego trenera, który będzie mu przez życie towarzyszył, radził, nieraz oceniał, zachęcał, etc. Ale skąd on ma wiedzieć, że coś takiego w ogóle jest możliwe... powiedzielibyśmy kiedyś - z kultury chrześcijańskiej, w której jest zanurzony. Dla tych, których zadowala ta odpowiedź, dla tych którzy twierdzą, że rzeczywiście kultura, w której przebywamy przechowuje tradycję christianitas - kultury wyrosłej czerpiącej soki żywotne i inspirację z katolicyzmu - mówię krótko: nie. To zaczęło przestawać istnieć już setki lat temu... Teraz to już piąta woda po kisielu.
Nie ma w domu tradycji rozważania, nie ma wspólnych modlitw, nie ma częstej spowiedzi, nie ma nauki katechizmu, nie ma nic. Z tych domów biorą się księża. Z tych księży są kaznodzieje. Z ich ust płyną te bajki... które wypływając z opisanego wyżej stanu rzeczy, umacniają go i reprodukują.
mszyzm
rozpisałem się. Być może chaotycznie, ale coś jakiś takiś zmęczony jestem. Może koniaczku trzeba by chlupnąć, żeby do życia się pobudzić? Niee... koniaczku nie lubimy, wolimy albo dobry napój chmielowy z pianką, albo śliwowicę. Dobry katolik lubi czasem chlupnąć z radości, prawda panie Chesterton?
OK. Lecimy dalej. Elementem tej dewastacji kultury (pisałem o tym poprzednio przy okazji omawiania Rewolucji) jest mszyzm. Mszyzm, czyli jakaś dziwna ciągota stłoczenia wszystkiego w Mszy Świętej. Dla pełnej jasności - wszystkiego z wyjątkiem Meritum. I otóż, Msza ma być szkółką niedzielną, pogadanką dla dzieci, popisem retorycznym, pięknym teatrem, spotkaniem sąsiadów dla integracji i wytworzenia kapitału społecznego... jednym słowem, wszystkim poza Ofiarą. Powiem szczerze - bardzo długo nie byłem świadomy, że na ołtarzu umiera Pan Jezus. Umiera najzupełniej realnie.
Powiedziałby ktoś, że to jasne, bo trzeba ludziom ułatwić odbiór, zachęcić, etc. Tak? Naprawdę? Jak można ułatwiać komuś zrozumienie i przeżycie komuś czegoś rugując to z pola widzenia i zasłaniając jakimś szajsem? Kurczę, polecam naprawdę zrobienie ankiety wśród ochrzczonych na ten temat... Nagle wyjdzie, że - i tak jest w rzeczywistości - w kraju nad Wisłą procent katolików da się zmieścić w jednocyfrowej postaci. Lub między 10% a 20%. To byłby chyba rekord świata.
Niestety - gdzie umiera Msza - tam umiera i Kościół. Nie mam nic przeciwko zachęcaniu, tłumaczeniu, ułatwianiu... ale błagam - obróćcie się wstecz, do 2000-letniej Tradycji i odkryjcie szkółki niedzielne, bractwa przeróżne, towarzystwa, pogadanki, rekolekcje, nauki stanowe... wreszcie - czytanie książek i osobistą duchowość.
Reszta to ściema, choćby wyszła z Wydawnictwa Archidiecezjalnego pod tytułem np. Współczesna homiletyka.
Gazociąg...?
porzucając na moment sprawy duchowe - chciałem podzielić się radością z powodu kolejnego cudu! Kolejny sukces! Kto uważa inaczej ten debil!
Otóż dzięki wyśnionemu od wieków Traktatowi Lizbońskiemu - jeśli zostanie ratyfikowany przez państwa członkowskie - tracimy możliwość blokowania np. budowy Gazociągu Północnego. Hehe... Ma ktoś jeszcze wątpliwości, że UE rządzi trójkąt Niemcy-Rosja-Francja?
w lewo zwrot
PZPR, znany teraz jako SLD skręca w lewo. Nie chcę nic mówić, ale wróżę czerwonemu barbarzyństwu w przyszłości spektakularny sukces. Teraz zaś ci którzy narzekali w zeszłym roku na inicjatywę ws. zmiany Konstytucji (tak, również biskupi...!!!) - niechaj przejrzą na oczy i uderzą się w piersi. Są bowiem najwyraźniej naiwni, mimo iż siwizna niekiedy prószy im skronie. Olejniczak ogłasza zwrot w lewo. Kwaśniewski namaszcza Sierakowskiego na przywódcę lewicy (skąd te biblijne gesta u komunistów?).
Wybuch jurgieltu podobnego do hiszpańskiego, gdy w dwa lata z normalnego kraju stała się krajem pederastyczno-aborcyjnej awangardy, wybuch ten jest bliski. Zalecam przygotowania. Sierakowski jest bardzo skuteczny. A masy bardzo głupie.
myśl na dziś
Wynotowałem słowa owego robotnika, który po zorganizowanym przez ciebie zebraniu mówił rozentuzjazmowany: "Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił o szlachetności, uczciwości, uprzejmości, wspaniałomyślności jak tutaj..." — I zakończył zachwycony: "W obliczu materializmu wszelkich lewic czy prawic to jest prawdziwa rewolucja!"
Każda dusza potrafi zrozumieć braterstwo, które ustanowił Jezus Chrystus: Przyłóżmy się do tego, żeby to nauczanie nie utraciło mocy!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 754

poniedziałek, 11 lutego 2008

[11 II 2008] poniedziałek, Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, światowy dzień chorego

jak to Oleńka się rozśpiewała
nie uwierzycie jak to było w Środę Popielcową! Byliśmy z Oleńką na Mszy Świętej w Damestiftskirche, gdzie po raz pierwszy uczestniczyliśmy w środopopielcowej celebracji w rycie trydenckim. Nie muszę chyba wyrażać pochwał dla wielowiekowej liturgii... Wyszliśmy z kościoła z popiołowymi krzyżami na czołach i wróciliśmy do domu (po drodze odwiedzając hotel dla Rodziców i kilka sklepików). Wówczas - mając coś jeszcze do zrobienia, m.in. pisanie bloga - zasiadłem do komputera, a Oleńka... wzięła moją książeczkę do nabożeństwa i zaczęła śpiewać pieśni wielkopostne! Nie muszę chyba mówić, że słowika mam tu w domu i bardzo mnie to cieszyło oraz - używając języka biblijnego - rozweseliło to moje kości. Gdy doszło do Gorzkich Żali, nie omieszkałem się włączyć. Bo co jak co, ale Gorzkie Żale to hit nad hity i żadnej okazji nie przepuszczę, by je zaśpiewać!
Aha, pierwsze Gorzkie Żale w tym roku mamy już za sobą - były w niedzielę! Kto nie był, niech będzie, a kto nie był nigdy w życiu - nie może nie być w tym roku! Obecność absolutnie obowiązkowa, moje żabki złote...

portfel akcyjny losowy
no, to teraz przechodzimy do spraw przyziemniejszych, a mianowicie do piniendzy. Morze wirtualnego atramentu już wylałem na tym blogu żaląc się na niekompetencję doradców finansowych po technikum gastronomicznym i innych harcowników okołorynkowych. Ale i tym razem jest okazja.
Otóż, pewien dzielny mąż rodem z Katowic, udzielający się także na forum Parkietu, ów mąż dzielny - właściciel nota bene portalu internetowego - zadał sobie trochę trudu i wygenerował losowo kilka (lub nawet kilkaset) portfeli i porównał je ze stopami zwrotu TFI, tj. funduszy inwestycyjnych. Eksperyment trwał przez kilka lat (bodajże 3-4 ostatnie lata). Polegał zatem na porównaniu strategii - typowego buy and hold (czyli kup i trzymaj, najlepsze na hossę) oraz aktywnej alokacji przez specjalistów. Wyniki proszę obejrzeć samemu, ale wniosek z nich płynie taki, iż niekiedy zbyt wielką rewerencją darzy się zarządzających...
Oczywiście dane te nie są w pełni porównywalne, bo TFI to jednak co innego niż hipotetyczny portfel, ale mimo ograniczeń metody, niektóre różnice każą naprawdę wątpić o kompetencjach i jakości zarządzania... szczególnie, że mowa o dość długim okresie.
http://www.stopazwrotu.pl/tekst.php?tid=63
jeśli chodzi o bieżące wydarzenia - sytuację na giełdach mamy od pewnego czasu stabilną, ładnie odrabiamy straty (oczywiście z tradycyjnymi obsuwkami gdy nadchodzą złe dane z USA). Dzisiejsza sesja bycza wbrew Azji i reszcie świata - powiało ułańską fantazją na parkiecie rodzimej GPW SA.

niektórzy studentowie zgłupieli i herezjarchy bronią
nie bez kozery w USA mówi się: chcesz, by twoje dziecko straciło wiarę - poślij je na katolicki uniwersytet. O co się rozchodzi? Ano o kanonizację za życia pana Węcławskiego, co to apostazji dokonał i przebywa w niedobrym dla zbawienia duszy stanie. Studenci z któregoś tam rodzimego wydziału teologii protestują przeciw wycofaniu Jego podręcznika do chrystologii. Nie będę się tu rozwodził, bo na slogany w stylu twórczość naukowa prof. X reaguję alergicznie, sprawę więc potraktuję punktowo. A zatem:
- studentom zalecam lekturę listu Jana Pawła II do teologów, gdzie nakreślił ich zadania oraz odnośną notę Kongregacji Nauki Wiary, której tytułu nie pomnę,
- dowiedzą się z niej, że teolog nie tworzy, lecz odkrywa, a co za tym idzie kryterium oceny jego pracy jest zgodność z Magisterium Kościoła oraz sensus fidei Ludu Bożego,
- z tego wywnioskują, że albo tracą czas na wydziale teologii katolickiej i powinni pójść na jogę, albo wezmą się za służbę Bogu na poważnie, bo tu nie chodzi o twórczość, czy nietwórczość, ale o zbawienie.
http://wiadomosci.onet.pl/1687466,11,item.html

budowy, budowy...
w piątek, oraz dziś rano byłem na budowach! Oj, nachodziłem się, drutów, szalunków, młotków, rusztowań, materiałów się nawąchałem i naoglądałem! Jednym słowem - wspaniale. Budowa, to wielki żywioł, nad którym albo architekt zapanuje, albo sam będzie opanowany. To, co wciąż mnie zadziwia, to Baufinanzierung, czyli ogromne nakłady, jakie trzeba ponieść, by cokolwiek zbudować (tu w Niemczech - z uwagi na ustawodawstwo - szczególnie...)... Już mniej onieśmielony jestem tym jak to się dzieje, że z pięciu segregatorów pełnych rysunków, które z kolei pełne są błędów i poprawek... jak to się dzieje, że z pomazanych i zadrukowanych kartek, percypowanych przez dziesiątki ludzi, którzy popełniają błędy... jak to jest, że w końcu wszystko mniej więcej się zgadza i okno siedzi w dziurze, a rury trafiają w dziury w stropie!

list od komunistów
dziś dostałem do skrzynki list od jakiegoś komunistycznego stowarzyszenia, które w logo ma diabła (zrobię fotę i wrzucę na bloga!), które mnie informuje, że należy kontrolować urodzenia (mordować nieurodzone dzieci), by utrzymać obecny standard życia. Tego, co sobie powiedziałem pod nosem widząc ten szajs w skrzynce, referował dziś nie będę - mam nadzieję, że jutro emocje na to pozwolą.
Jedno pamiętajcie - komuniści i socjaliści, bez względu na to czy akurat gwałcą pojęcie proletariatu, czy tolerancji są i być muszą złodziejami i mordercami.

myśl na dziś
Panie, zrób mi prezent: daj mi Miłość... Miłość, która mnie oczyści. Ach i jeszcze coś: znajomość siebie samego, która napełni mnie pokorą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 185

sobota, 2 lutego 2008

[2 II 2008] post właściwy, sobota, święto Ofiarowania Pańskiego

polskie klimaty
zauważam wśród emigrantów dziwną prawidłowość - czerpią masochistyczną wręcz satysfakcję z upokarzania Polski i Polaków w oczach swojego zagranicznego otoczenia, a sami wśród siebie pielęgnują na przemian mit Polski jako zasyfiałego grajdołu, oraz kraju najmądrzejszych i najcwańszych ludzi na świecie. Zjawisko tyleż frapujące, co denerwujące. Bo ileż mogę słuchać, gdy ktoś o polskich korzeniach w mojej obecności żartuje, żeby nie zostawiać przy nas plecaka, bo jesteśmy Polakami. Albo na uwagę, że prawo o spółkach w Polsce podobnie różnicuje osoby prawne jak niemieckie, mówi żartem, że jak widać Polacy kradną nie tylko samochody, ale i prawo... Panagrzyzgę zawsze wówczas trafia szlag, oczy zalewają się krwią a blaszka miażdżycowa zaczyna myśleć o odklejeniu się na amen!
Zjawisko ma - jak się zdaje - dwa wymiary. Po pierwsze, wewnętrzny. Człowiek, czy to sam, czy we wspólnocie innych emigrantów, musi zapewne wytłumaczyć zasadność swojej emigracji, szczególnie, gdy bilans zysków i strat w głębi serca nie jest taki oczywisty... No i wówczas wali w bęben, z jakiego to syfu, ciemnoty i lenistwa wyjechał!
Drugi wymiar - zewnętrzny, to po prostu przyjmowanie paradygmatu niemieckiego, który wyznacza nam właśnie taką rolę - pijaczków, roboli i brudasów, których trzeba krótko trzymać i pouczać. Mechanizm jest prosty - przyjmuję paradygmat, po to, by najeżdżając na rodaków samemu pokazać się jako ktoś ponad tą wizją. Czyli taka żebranina - "proszę, uznaj mnie mein Herr za godnego siebie, moi rodacy to dziady, ale ja jestem inny!". Godne politowania.
Godne politowania nie tylko z patriotycznego punktu widzenia, ale i zupełnie indywidualistycznego. Poza tym - umacnianie błędnego paradygmatu, który utwierdza innych w pogardzie wobec mnie i moich rodaków po to, by mnie akurat on nie uważał... to marna kalkulacja. Więcej szkody, niż pożytku.
Aby dodać pieprzu, powiem, że dziś dostałem od kolegi z uczelni (pochodzącego z Nowej Soli) prezentację pt. Polskie klimaty. To jest właśnie przykład samobiczowania: www.chomikuj.pl/gnyszka/polskie_klimaty.pps

PRL
odnoszę wrażenie, że i Polacy krajowi zżyli się z tą wizją ich samych jako podpitych cwaniaczków i małych brudasków. Korzeni tej wizji upatruję w PRLu... proszę zwrócić uwagę, że wyobrażenie znacznej większości Polaków o samych sobie wytworzyła szalona epoka, obca ich kulturze, trwająca zaledwie 50 lat w całej prawie 1050-letniej historii... W rzeczywistości z innej gliny jesteśmy ulepieni, inną historię mamy, i sto milionów powodów do dumy. Walec jakim była II wojna światowa, a potem kolejny walec - PRL, jak widać doszczętnie przeorały świadomość Polaków. Do roboty - przywróćmy sobie własne dziedzictwo, a z nim spojrzenie na Europę, świat i nas samych. Pomocą może byc tekst prof. Nowaka: www.chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc

jezuickie klimaty
wieczorem, z okazji Święta Ofiarowania Pańskiego byłem na Mszy Świętej w Sankt Michaelu. Może powinienem to nazwać inaczej - byłem na spektaklu pt. Ponadgodzinne Wariacje nt. Mszy Świętej z przerwą na Komunię Świętą w Jezuickiej Operze Kameralnej pw. św. Michała Archanioła. Tragedia, moi Państwo, tragedia, płakać się chce...

100 dni rządu
pamiętacie jak to w poprzedniej kadencji rozliczano rząd po 100 dniach? Nie wiem, czy w takiej samej atmosferze robi się to z rządem panadonka, ale parę krytycznych artykułów w enternecie widziałem. Co ja bym chciał na ten temat powiedzieć? W skrócie - ja wiedziałem, że tak będzie.
Mam dość nieprzyjemną satysfakcję, bo ostrzegałem przed takimi skutkami rządów PO, ale chyba niedużo osób mnie posłuchało i głosowało na UPR lub PR. No, cóż - za parę lat nowe wybory. Krótkie zestawienie:

- cofka obietnicy zniesienia abonamentu RTV,
- cofka obietnicy zniesienia podatku od zysków kapitałowych,
- cofka obietnicy wprowadzenia podatku liniowego (trzech równych stawek 15%),
- supremacja w PO osób, które gwarantują negatywny obrót sytuacji (panpalikot przede wszystkim, na drugim miejscu - p. Chlebowski, który doprowadził do bankructwa gminę, którą rządził, na trzecim - p. Komorowski, który ma ambicję zrobienia z PO europejskiej chadecji - każdy, kto wie co ten termin oznacza, żegna się teraz i odmawia prywatny egzorcyzm Leona XIII)
- obecność w rządzie osób, które gwarantują negatywny obrót sytuacji - przede wszystkim Ćwiąkalski, za nim plasuje się Grzegorz Schetyna, Michał Boni, Ewa Kopacz, i in.
- haniebne posunięcia w polityce międzynarodowej - zmiana kursu wobec Rosji, zamiar przyjęcia Traktatu Lizbońskiego bez referendum (!!!),
- brak reakcji ministra finansów na kryzys na rynkach finansowych (nawet jednego komentarza!),
- haniebne załatwienie sprawy żołnierzy z Afganistanu, którym postawiono zarzuty w związku z ostrzałem afgańskiej wioski,
- brak woli reform wobec związków zawodowych (których przestępczą działalność wspierało się w poprzedniej kadencji, gdy poprzednicy chcieli je wziąć za gębę...),
- skandaliczne działania ministra Ćwiąkalskiego - czystki w prokuraturze, Ministerstwie, zabawa we wskrzeszanie laptopa, zmienianie prokuratorów i sędziów prowadzących sprawy klientów Ćwiąkalskiego,
- deklaracja przyjęcia euro (bez podania przyczyn).

Jednym słowem - po raz kolejny Polacy zrobili z Polski dojną krowę, albo i gorzej. I mówią do Niej biednej (w tym drugim przypadku): Nie zaciskaj mięśni, to przynajmniej będzie mniej bolało... Płakać się chce.

J.T. Gross ma stracha
zanim sam omówię tę sprawę, zachęcam do obejrzenia wywiadu z prof. Janem Markiem Chodakiewiczem z waszyngtońskiego Institute of World Politics. Facet jest m.in. specem właśnie od powojennych stosunków polsko-żydowskich, o czym parę książek zdążył napisać. Jego teza jest krótka: książka Grossa jest propagandowym paszkwilem. Posłuchajcie fragmentu Warto rozmawiać na TVP2.



Budryck
w pewnej kopalni w Polsce jacyś panowie ze związków zawodowych dostali wścieku i postanowili zaprotestować. Chodziło o 500 złotych podwyżki, strajk trwał 46 dni, kosztował kopalnię koło 46 milionów złotych... Jeśli kopalnia upadnie z powodu zerwania umów, albo strat - panowie wylecą na bruk. Najgorsze zaś jest to, że to kilku panów ze związków terroryzowało kolegów chcących pracować - doszło nawet do tego, iż górnicy chcący podjąć pracę (ponoć koło setki) nie zostali wpuszczeni na teren Budryka, obrzuceni kamieniami i oblani pianą z gaśnicy. Przypominają mi się czasy, gdy nie chciałem się zerwać z lekcji wraz z całą klasą...
Wydarzenia są rzecz jasna skandaliczne i widać jak na dłoni konieczność prywatyzacji i uniezależnienia kopalń od państwa (Budryk jest półprywatny, bo z pomocy państwa korzysta) oraz zmiany ustawy o związkach zawodowych. Obecny ich kształt, to kształt wypracowany za komuny przez Solidarnośc. Jako, że komuny reanimować nikt chyba nie zamierza, zmieńmy i inne elementy systemu, które w niej tkwią, zakładając jej istnienie.
Komentarz Janusza Korwina-Mikkego, dotyczący Budryka, wydaje mi się warty obejrzenia:



Mikołaj Sarkozy
na świecie miał miejsce kolejny skandal. Jak donosi Onet.pl (http://wiadomosci.onet.pl/1684993,12,item.html) Mikołaj Sarkozy z Francji porzucił po 11 latach pożycia żonę (tzn. nie wiadomo, czy to żona sensu stricto, bo Onet się gubi w pojęciach tej materii...) i podpisał umowę o wspólnym rozliczaniu podatkowym z podstarzałą modelką. Uroczystość podpisania umowy miała miejsce w Pałacu Elizejskim, gdzie równocześnie pan Sarkozy pokazał, że nie zamierza powrócić na dobrą drogę i samym podpisaniem umowy dał znać, że w grzechu cudzołóstwa zamierza trwać nie tylko sam, ale i z uwiedzioną modelką. Sprawa smutna i skandaliczna. Jej powagę dziwnie wyraża Onet...

jeszcze o sytuacji na GPW
nie chcę nikogo martwic na weekend, ale dzięki uwadze kolegów z forum parkiet.com zauważyłem, iż istnieje możliwość zrobienia formacji podwójnego szczytu przez WIG20. Otóż, mamy obecnie sytuację, następującą: w piątek zamknięcie nastąpiło w okolicach wysokości ostatniego szczytu (z 20 stycznia). Jeżeli w poniedziałek grubo nie przebijemy tego poziomu i spadniemy porządnie przy wysokich obrotach - czeka nas ruch powrotny do ostatnich minimów, a po ich przebiciu - będziemy szukać kolejnego dna. Mamy więc trzy scenariusze - w poniedziałek opór pada (sprzyja temu atmosfera, zobaczymy co rano zrobi Azja) i lecimy wyżej; albo odbijamy się od oporu i wracamy do minimów, robimy na wyznaczonym przez nie wsparciu podwójne dno i znów wracamy do oporu, próbując go przebić; albo wreszcie przebijamy wsparcie wyznaczone przez ostatni dołek i lecimy do piwnicy. Osobiście obstawiam dwa pierwsze scenariusze jako najbardziej prawdopodobne.

myśl na wieczór
- Synu, gdzież jest ten Chrystus, którego dusze szukają w tobie? W twojej pysze? W twojej chęci narzucania się innym? W twych ułomnościach charakteru, których nie chcesz pokonać? W twoim uporze?... Czyż w tym jest Chrystus? - Nie!
- Zgoda, musisz mieć własną osobowość, ale twoja osobowość winna starać się utożsamiać z Chrystusem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 468

niedziela, 25 listopada 2007

[25 XI 2007] Niedziela cz. 2 - Uroczystośc Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

monachijskie osesy
wczoraj miałem dzień spotkań z oseskami. Najpierw w drodze do Polskiej Misji Katolickiej, w metrze podziwiałem jak jeden osesek jest karmiony piersią przez mamę, a uważnie lustrowany okiem taty i siedzącego obok taty pana emeryta, który z radości nie mógł usiedzieć na miejscu i dwoił się i troił by zrobić jak najgłupszą minę do małego. Zadziwiająca nota bene jest wielka solidarność tych i cicha wspólnota tych, którzy ziemię opuszczają schodząc w jej głąb z tymi, którzy dopiero na niej stanęli. Solidarność tych, którzy wymknęli się eutanazji, z tymi którzy prześliznęli się przez kleszcze aborcji.
Wracając do małego poczochranego i różowego - jadł sobie jak najęty, aż postanowił uczcić koniec piersiowego posiłku gromkim prukiem spod pieluchy, co wszyscy - na czele ze wspomnianym starszym panem - przyjęli z wielkim podziwem i radością. Będzie artylerzystą - pomyślał pangruszka i opuścił metro na stacji Universitaet.
Po drodze do Misji zrobiłem niezbędne zakupy na wieczorną kolację, niedzielne popołudnie i popędziłem do kaplicy. W kaplicy ciemno, choć oko wykol, świeci się tylko lampka przy tabernakulum i rama obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Pan Jezus w tabernakulum, ja w ławce... i aż chciało się podejść i - wzorem Małej Arabki - zapukać do tabernakulum i powiedzieć Dzień dobry Panie Jezu! Dość długa adoracja, zanim przyszedł mój monachijski spowiednik, potem spowiedź, Msza Święta, a podczas niej także spotkanie z drugi osesem. Tym razem miałem przyjemność siedzieć w ławce za mamą i babcią pewnego polsko-tureckiego osesa, który namiętnie pokazywał mi różowy język i robił ryjki różnego sortu. Czaszka mu się jeszcze do końca nie zrosła i nie miał jeszcze porządnej potylicy, ale spoko - trochę się zakolegowaliśmy. Jeśli prawdą jest, że dzieci w tym wieku mają palce jak paróweczki, by posłużyć się określeniem pewnej osobistości, to ja mam palce jak marchewki, albo kiełbasa krakowska.

Prałat i Papież
to, że Msza Święta jest czasem łaski - wiedzą wszyscy. Toć i ja sam wiele razy tego doświadczyłem, gdy przy okazji uczestnictwa we Mszy, okazywało się że wpadłem na genialny pomysł, albo niechcący rozwiązałem zadanie z matematyki albo fizyki. Wczoraj jednak Duch Święty pobił rekord wszechczasów!
Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby gdyby Prałat Opus Dei pisał listy do wiernych co tydzień, zamiast co miesiąc, bo tak długo trzeba na nie czekać... i pomyślałem sobie, że przecież mógłby codziennie - w formie bloga! Super, co? Wrzucić jeszcze na bloga reklamy Google'a, parę milion odsłon i klików dziennie... Ho ho! Google by się nie wypłacił. Albo jeszcze lepiej - czy nikt nie mówił Papieżowi, żeby prowadził bloga? Przecież sto milionów miliardów odsłon dziennie murowane, a gdyby jeszcze opatrzyć bloga reklamami... Ho ho ho ho! Lexus co minutę!

bambuko do kwadratu
znowu mnie zrobili w bambuko - taki już los. Tym razem okazało się, że na papierach, które wypełniłem na Politechnice stoi napisane, że w Monachium przebywać mam zamiar od 23... października 2007! Co z tego? Nic, prócz tego, że zamiast dostać x złotych, dostanę ich jedynie 0,6x - bo z papierów wynika krótszy okres pobytu. Muszę się teraz odwoływać do Szefowej Wszystkich Szefowych z PW od wymian międzynarodowych, żeby raczyła uznać, że jeśli przyjechałem do Monachium 29 września, 1 października podpisałem umowę wynajmu mieszkania, 2 października kupiłem kartę telefoniczną i podpisałem umowę z Deutsche Telekom, tegoż dnia zameldowałem się i otworzyłem konto w banku na Sendlinger Tor, to oznacza to, że w smutnym bawarskim mieście siedzę znacznie dłużej, niż to wynika z papierka. Zdrowaśkę poproszę w tej intencji, bo nie uśmiecha mi się tłumaczenie wyższości rzeczywistości nad błędami pisarskimi oraz funkcji i istoty grantów na wyjazdy zagraniczne.

spowiedź - szczoty ryżowe w ruch!
jako się rzekło - w sobotę byłem u spowiedzi w ramach planu regularnego przystępowania do tego cudownego sakramentu. Wiem, że to nie przypadek, ale muszę przyznać, że trafiłem w Monachium na wybornego spowiednika, świętego kapłana. Po czym poznać świętego? Po tym, że gdy zaczynamy z nim obcować, czujemy że jego osoba zabiera nas do cudownego, spokojnego świata, o którym marzymy od zawsze.
Jeszcze co do spowiedzi - nie wyobrażam sobie jak można się nie spowiadać. Pomijając kwestię formacji sumienia (właśnie formacji - tj. kształtowania głosu wewnętrznego tak, by nie pomylić głosu posłańca [patrz wczorajsza myśl na dziś] z innymi poruszeniami duszy), trzeba stwierdzić, że ze spowiedzią jest podobnie jak z kąpielą. Owszem, jakiś tam sanepid pewnie wydał broszurkę że warto się umyć raz w roku minimum, ale nikt normalny tak nie robi - każdy szoruje ciałko raz na dobę lub dwie. Ktoś, kto myje się raz na rok, inaczej podchodzi do drobnych zabrudzeń, nie sprawia mu problemy włażenie w kałuże albo siadanie na psiej kupie (bo i tak jest brudny), zupełnie nie zajmuje go problem tego, co czują ludzie gdy przechodzi obok... Zupełnie podobnie z tymi dorocznymi pokutnikami. Ani toto się porządnie nie wyspowiada, bo opowiedzieć drobiazgowo cały rok w dwie minuty jest ciężko, ani postanowienia poprawy nie podejmie (bo co to tak właściwie jest, skoro u spowiedzi było się raptem parę razy w życiu?), ani nic... A poza tym - gdzie świadomość tego, że każdy grzech to policzek wymierzony Panu Bogu? Gdzie miłość do Umęczonego Pana Jezusa. Nie ma.

Trybunał Konstytucyjny i Karta Praw Podstawowych, czyli co ma piernik do wiatraka?
mówi mi tu z telewizora albo z gazety jakiś miglanc jeden z drugim, że Karta Praw Podstawowych nie zawiera explicite stwierdzenia na temat tzw. małżeństw homoseksualnych, i innych godnych pomysłów. No to ja - siedząc w norze na Helene-Mayer-Ring, pod krawatem, w koszuly niedzielnej i sweterku pięknym wzorzystym, mówię tak: Kochany miglancu jeden z drugim, co ty raczysz pitolić? Jeżeli w Polsce Trybunał Konstytucyjny (przez niektórych zwany niewybrednie Prostytucyjnym...) zdołał uwalić ustawę lustracyjną powołaniem się na fragment Konstytucji, mówiący o tym, że Rzeczpospolita wciela w życie zasady sprawiedliwości społecznej, to niby dlaczego Europejski Trybunał Sprawiedliwości, albo inna agenda Unii Europejskiej mającej po uchwaleniu w Lizbonie 13 XII 2007 Traktatu Reformującego (mam nadzieję, że tego dziadostwa jednak nie podpiszą) osobowość prawną, to co właśnie stoi na przeszkodzie by wspomniane europejskie urzędasy i miglance nie orzekły iż zgodnie z europejskim ustawodawstwem, np. Kartą Praw Podstawowych, która mówi o szerokiej definicji rodziny, zakazie dyskryminacji ze względu na cokolwiek, a już na pewno orientację religijną, zabrania się: nieudzielania homoseksualistom ślubów w kościołach, nauczania że homoseksualizm jest grzechem, że orzeka się iż aborcja jest prawem człowieka a za jej odmowę dostaje się 10 lat więzienia, a państwa członkowskie mają obowiązek refundować spirale wewnątrzmaciczne i piguły wczesnoporonne. Co stoi na przeszkodzie? Po uchwaleniu Karty Praw Podstawowych zupełnie nic, oprócz dobrej woli prawników i urzędasów.
Po tym, jak Rocco Butiglionemu odmówiono prawa bycia komisarzem UE ze względu na jego katolicyzm, po tym jak w rezolucji Parlamentu Europejskiego uznano homofobię (?) za chorobę psychiczną... wszystko jest możliwe.
Ale co tam - jakoś to będzie! Zrobią nam Paradę Schumanna na Krakowskim, rozdadzą niebieskie baloniki, Wyborcza rąbnie dodatek o wspaniałej Unii Europejskiej, Tusk z Kwaśniewskim pobredzą coś o historycznej szansie, Geremek wezwie do rozsądku, i każdy już wie że to wstyd być przeciwko. Że to tylko Giertychy i Rydzyki są przeciw.

sejmowo-jezusowe królowanie
dziś Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - byłem rano w Damenstiftskirche... Chyba nie muszę opowiadać o cudownościach podczas Mszy Świętej. Kto nie był na Mszy Trydenckiej, niech szybko na nią pospieszy, a jeśli jest z Warszawy, niech poczeka aż wrócę, to razem pójdziemy do św. Benona na Starym Mieście. Wszedłem gdy ksiądz z ministrantami byli w połowie okrążenia na Asperges, gdy wchodziłem do kruchty, akurat wyszli mi naprzeciw.
Ale nie o tym miała być mowa. Żyjemy w czasach ciągłej walki rewolucji z kontrrewolucją moi mili, gdzie wciąż trzeba podejmowac wysiłki o rechrystianizację świata, ze sferą publiczną włącznie. W tym kontekście z radością przyjąłem swego czasu inicjatywę kilku posłów o podjęciu uchwały nadającej Panu Jezusowi tytuł Króla Polski. Inni natomiast podjęli rytualne oburzenie, które - od chwili gdy PiS wygrało wybory pamiętnej jesieni 2005 roku - jak odruch bezwarunkowy pojawiało się na twarzach na sam dźwięk słów PiS proponuje..., albo Kaczyński powiedział.... No, ale co w tym złego, skoro Sejm I Rzeczpospolitej podejmował podobne uchwały, Matkę Bożą powołał na polski tron, paru innych świętych uczynił patronami Polski. Ano, to w tym złego, że bladego pojęcia nie mamy o I Rzeczpospolitej i wielkości dziedzictwa, które za sobą niesie - dlatego też wolimy naśladować dupokrację PRLu, niż sarmacki parlamentaryzm. W tym kontekście raz jeszcze polecam tekst prof. Nowaka - http://chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc
Zaś co do genezy samej uroczystości - http://www.piotrskarga.pl/ps,933,3,0,1,I,informacje.html

co ja muszę?
zdałem dziś sobie sprawę - w ramach sukcesywnego zdawania sobie sprawy z rzeczy dla katolika oczywistych, mimo to zupełnie nie znanych przez to, że katolik nie żyje w katolickiej kulturze - mianowicie, że jako rodzic, mam przede wszystkim przekazać swoim dzieciom Wiarę i uformować je tak, by były święte. A to, czy przy okazji skończą studia, czy nie, czy będą chodziły w adidasach, czy łapciach po tacie, czy będzie nas stać na teatr lub inne rozrywki, czy nie - to jest dość obojętne. Celem człowieka jest osiągnięcie zbawienia, jeśli wychowam z żoną dzieci na szlachetnych ludzi, to i rozumu im starczy, i sprytu, i pomysłów, by dać sobie radę w każdej sytuacji. Spokojnie.
Natomiast jeśli miałbym - jak to radzą dzisiejsze do gruntu pomylone ideologie odpowiedzialnego rodzicielstwa, czy innych równie zboczonych haseł - czekać do czterdziechy aż uciułam na dwadzieścia komputerów i malucha na ślub dla dziecka, przez cały ten czas więdnąc jak robaczywe jabłko i używać wraz żoną narządów niezgodnie z ich przeznaczeniem - i mimo to do tej czterdziestki wcale nie dorosnąć do posiadania choć jednego dziecka (!) i zdziecinnieć na starość i żyć ze świadomością przegrania życia ze strachu przed ojcostwem, czy macierzyństwem - to ja dziękuję. Wolę oddać swoją płodność na użytek łaski Bożej i wieść szczęśliwe, święte życie. A ci co lubią się zaplanować na śmierć - niech sobie planują wszystko co się rusza, aż pod koniec życia stwierdzą, że te plany to o kant dupy można potłuc.
Mam nadzieję, że nikogo nie gorszę zbytnią intymnością.

czapa
znacie kogoś, kto mając dwie czapki i jedną szafę, zgubił w tej szafie czapkę i już drugi tydzień nie może jej znaleźć? Ja poznałem ostatnio - widziałem go w lustrze.

pobiegałem
dziś po Mszy Świętej wskoczyłem w sportowe odzienie i pobiegłem! Ale pobiegłem tak, że Koronkę do Miłosierdzia Bożego skończyłem grubo przed środkiem dystansu, bijąc tym samym rekord długości biegu! Polska ninja nie jest miękka, moi mili - was też zachęcam do umacniania obronności Państwa!

ucho się złamało - temu misiu
pewnie nikt mi nie uwierzy, ale kiedyś złamałem sobie prawe ucho - w Płocku 2004 roku. Spałem jakoś tak dziwnie i mi się podwinęło, i bolało przez parę dni. Dobre, co? A podobno chrząstka się nie łamie.

myśl na dziś
myśl na dziś - po takiej dawce tekstu - należy się w formie multimedialnej! Dziś św. Josemaria Escriva o Spowiedzi Św.

poniedziałek, 12 listopada 2007

[12 XI 2007] poniedziałek - abarot do rabotu, a św. Jozafat patrzy

włosów cięcie
pangrzyzga powiedział dziś Dość! Ale, ale, hopla, hopla, czemu powiedział owo jakże donośne Dość!? Ano, postanowił zerwać z imidżem jaskiniowca, imidżem burzy na głowie i pójść do fryzjera. Poszedłem przed zakupami, bo wcześniej dziś do zagrody z wydziału zjechałem, zapisałem się, potem do domu na obiad i na cięcie. Śmieszna sprawa - strzygł mię jegomość o wyglądzie statystycznego homoseksualisty, który uprzejmie podał mi Różaniec, który wypadł z mojej kieszeni. Ów jegomość miły, gdy pokazałem mu jak mam być ostrzyżony (zdjęcie z dowodu), powiedział, że spoko, obetnie mnie ładniej, będzie super, lepiej niż na zdjęciówce. Bałem się, moi mili, oj bałem. Ale jakoś poszło, wystarczyło odpowiedzieć w trakcie strzyżenia na pytanie jak mi się podoba, że może być. Może być, a nie "super"? No, bez przesady - w porządku. Wówczas przemiły jegomość chyba już zrezygnował ze zrobienia ze mnie metroseksualnego bożyszcza podstarzałych przyjaciół chłopców i krótko mówiąc - po prostu opitolił mnie na krótko. O to chodziło, z przyjemnością zapłaciłem 12 ojro (choć wydawało mi się, że zapłacę tylko 5 ojro)... Wiem dlaczego 12 ojro! Bo ten smalec co to nim mi włosy wysmarował, to chyba już styling był, więc miałem cięcie+styling. Tak mnie wylansował i wystylował, że muszę dziś głowę myć... Wieśniak z Polski, ty panigruszko, ćwoku wsiowy!

adversus haereses
potem przeszedłem się na dynamiczny spacer połączony z Koronką do Miłosierdzia Bożego i Różańcem (proszę się cieszyć - dziś tajemnice radosne!), tj. umacnianie obronności Państwa wraz z modlitwą. Powrót do domu, szybki i zachwycający przegląd ptactwa w sadzawce w Olympia Parku i podwieczorek w hacjendzie, a na 18:00 hajda na Mszę Świętą do Sankt Michaela. Właśnie co do Mszy - niestety doznałem zgorszenia... Nie dość, że Kapłan nie jest należycie ubrany, pomija elementy stałe Mszy, to jeszcze dziś raczył wygłosić zasmucające, chyba nie w pełni ortodoksyjne kazanie... Nie będę tutaj propagował błędu, bo nie chcę siać zgorszenia (a mówi o tym dzisiejsza Ewangelia), ale do tematu kiedyś wrócę w formie abstrakcyjnej.

Stabat Mater Dolorosa
czytam ostatnio Katechezę o Mszy Świętej ks. Tomasza A. Dawidowskiego FSSP (http://faq.tridentina.net/Katecheza.pdf), tzn. od wczoraj czytam. Autor raczył napisać tam, takie zdanie rozważając Mszę Świętą jako uobecnienie Ofiary na Krzyżu:
To ta sama ofiara, różna jedynie w sposobie ofiarowania i w tym, że na krzyżu była ofiarą tylko Chrystusa - Głowy ludzkości i złożoną w jej imieniu (może przy współudziale Maryi, złączonej z Nim więzami natury i łaski, i reprezentującej przyszły Kościół).
Co z tego wynika? Ano, pomyślał sobie pangruszka w metrze, że rzeczywiście, Maryja jako Współodkupicielka, Maryja jako prefiguracja Kościoła (co najlepiej widać w tych językach, gdzie Kościół jest rodzaju żeńskiego)... jeśli była rzeczywiście Mater Dolorosa, tak jak podaje to Tradycja, jak relacjonują wizje Katarzyny Emmerich, to wzruszenie, czy płacz na Mszy Świętej, jest zupełnie na miejscu!

kogo byśmy dziś przedstawili?
tak sobie pomyślałem, że warto byłoby co tydzień przedstawiać jakąś dobrą instytucję. Myślę tutaj o organizacjach pozarządowych, których działalność jest moim zdaniem pożądana i buduje free and virtuous society. Proponuję, bym robił to docelowo w niedziele. Dziś wyjątkowo - w poniedziałek!

Instytut Sobieskiego - www.sobieski.org Instytut, to jeden z polskich think-tank'ów, tj. miejsce gdzie dyskutują o najważniejszych dla Polski i świata eksperci zatrudniali przez Instytut - tworzą później propozycje zmiany legislacji, ekspertyzy, analizy w wielu dziedzinach. Tego typu instytucje formują też bądź same tworzą zaplecze eksperckie dla ministerstw. Chłopaków trzeba pochwalić. Do idei społeczeństwa wolnego i cnotliwego (free and virtuous society) odwołują się bez żenady w folderze, który mam w domu, na stronie pewnie też.

tęsknota
oj, mam czasem uderzenia tęsknoty, bardziej może nostalgii niż tęsknoty... ostatnio za wojskiem, za kolegami z jednostki, za samą jednostką, za Toruniem i poligonem Bóg wojny. Nostalgia za mundurem... Może ciężko to zrozumieć, ale to prawda.
Przedtem natomiast myślałem, że wyjdę ze skóry na wspomnienie pewnej podwrocławskiej miejscowości, gdzie pachnie zawsze ciasto i herbata, gdzie mam oczy pingwinka przez cały dzień, gdzie chodzimy z Oleńką na Mszę i na spacery, gdy za płotem mieszka dama-która-daje-wycisk, gdzie za torami mieszkają Dziadkowie Oleńki, a razem z nimi ciasto i herbata, a na polach wieje wiatr i czuć ziemiami odzyskanymi, a Oleńce pierzchną usta.
Ale cóż - kapral Gnyszka, dowódca obsługi 122 mm haubicy samobieżnej 2S1 Goździk, na podwoziu MTLB i z częścią artyleryjską 2A31 wziął się za buzię i poskromił nostalgię!

Londyn wraca?
przeczytałem na Onecie, że teraz to już emigranci z Londynu wrócą, bo polepsza się sytuacja na rynku pracy i Polska jest dla nich atrakcyjniejsza. Hahahaha! Dobre! To przez ostatnie dwa-trzy lata nie była? No, cóż, musieli być ślepi, bo za 2 lata neutralnie licząc będziemy mieć tu środek spowolnienia, jeśli nie początek recesji... Ach, ci mityczni najlepiej wykształceni, młodzi, zdolni i piękni i umiejący ładnie tańczyć, którzy zawsze wiedzą co jest najlepsze - natną się dopiero! Oj, natną się...

no to se pomanipulejszen
artykuł śmierdzi na kilometr głupotą, jeśli nie propagandą. Dziś już nie zdążę, ale jutro, lub w weekend obiecuję lekcję pisania zmanipulowanego artykułu ekonomicznego.

figle-migle
no - każdy czeka na porcję wybornego humoru! Pośmiejmy się, tylko uważać proszę na boki, żeby ich nie porwać:

Jest se baca, który ma takiego psa, który pozagryzał wszystkie inne psy i owce w okolicy. Przysłali do niego telewizję z oddziału regionalnego, żeby zrobili reportaż.
Miglanc w krawacie pyta:
- Panie baco, skąd macie takiego niezwykłego psa?
- Ano, wujek mi przywiózł z Afryki. Tylko mu grzywkę przyciąłem...

----------------
Hahahaha! Dobre, co? Nie, no - boki rwać, grzyzga ty mnie wykończysz swoim figlownictwem!

wierszydełko

tytułu jeszcze nie ma

zdrowaś i zdrowaś
i zdrowaś
i pochwalony Przenajświętszy
i módlcie się za nami
gdy chodzę alejkami
zwieszając za sobą
różaniec jak ogon
podkulony

myśl na dziś
Idź za radą św. Pawła: "Hora est iam nos de somno surgere!" - Czas już przystąpić do pracy! - Pracy wewnętrznej nad kształtowaniem własnej duszy i pracy na zewnątrz - nad budową królestwa Bożego w tym miejscu, w którym tkwisz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 377

niedziela, 11 listopada 2007

[11 XI 2007] XXXII niedziela zwykła - niezwykłe Święto Niepodległości

Polska
czytałem ostatnio wyborny wykład prof. Nowaka z UJ (jeden z założycieli krakowskich Arcanów - http://www.arcana.pl/glowna.html) pt. Sens wspólnoty (wrzuciłem go na www.chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc). Wykład ze wszech miar wspaniały, uświadamia dlaczego rzeczywiście nie jesteśmy żadnym brzydkim kaczątkiem Europy, uświadamia wielkość tego, co zwykło nazywać się polskością... jeden z tych tekstów, po których człowiek odkrywa coś zupełnie nowego w sobie i swoim życiu! Jestem Polakiem, to znaaaacznie więcej, niż wywieszenie flagi 11 listopada, głosowanie co 4 lata pod dyktando sondaży i chełpienie się płaceniem podatków, jako nowym patriotyzmem...



wieczór i poranek
wczoraj wieczorem się trochę pobalowało przed komputerkiem, a pobalowało się głównie z chęci dalszego reserczu na temat Lecha Wałęsy i tego, co tak naprawdę do powiedzenia mają środowiska tzw. oszołomów, którzy patrzą na Lecha inaczej, niż oficjalna hagiografia patrzeć nakazuje. W tym celu wynalazłem w internecie film Grzegorza Brauna Plusy dodatnie. Plusy ujemne który stara się zagadnienie przybliżyć poprzez wywiady z kolegami Wałęsy z pracy w Stoczni, Wolnych Związków Zawodowych i później Solidarności oraz samym Wałęsą. Obraz jaki się z tego wyłania... cóż, nie jest pocieszający dla tych, którzy dali się ukołysać mitologiom pookrągłostołowym. Całego filmu wrzucić tu nie mogę, bo na youtube.com jest podzielony na parę części, ale polecam jego obejrzenie w innym serwisie - trwa tylko 47 minut (http://www.informacje.int.pl/plusy-dodatnie-plusy-ujemne.html). Sam zamieszczam jedynie kawalątek z końca filmu, właśnie wywiad z Wałęsą... proszę się przyjrzeć.



Katyń 1940. Pamiętamy
no i wstałem sobie dzisiaj, nieżywy nieco, bo jako się rzekło - wczoraj zabalowałem nad najnowszą historią Polski (dzisiaj to słowo nie jest dżezi, mówi się chyba per ten kraj). Rano zatem oko musiałem mechanicznie rozmrurzać, najpierw jedno, potem drugie, następnie ofiarowałem dzień Panu Bogu, rozruch poranny wg planu dnia poczyniłem, pod prysznic, śniadanko, hopla, hopla, chlastu-chlastu, i ogarnął mnie Duch. Duch mnie ogarnął patriotyzmu! Pomyślałem, że skoro wczoraj w Die Welt widziałem artykuł nt. Katynia (w Niemczech właśnie wychodzi na ten temat książka), dobrze byłoby napuściź i Bernda, żeby w Muenchner Merkur, gazecie w której pracuje, też naskrobał ogromny esej o Katyniu! Lobbing? Jasne, że lobbing! Dochnal się nie umywa (zresztą w więzieniu kąpiel wypada chyba 2 razy w tygodniu...)! Poszukałem zatem stron nt. Katynia po niemiecku. Szukałem, lecz nie znalazłem. Czy ktoś kto to czyta zna może jakąś niemieckojęzyczną stronę na w/w temat?
Szukając, trafiłem na http://www.pamietamkatyn1940.pl/ - stronę akcji, do której i ja się dołączyłem, kupując Gazetę Polską z repliką guzika wojskowego z 1939, którą noszę teraz w klapie marynarki. Równocześnie, przeglądając materiały nt. Katynia, pangrzyzga doznał wzruszenia...

Msza Święta w Damensstiftungskirche
Msza Wszechczasów w Damensstiftungskirche, jak co niedzielę. Dziś rekordowa frekwencja w kościele - wszystkie ławki zajęte maksymalnie, kruchta też pełna, nie wiem z jakiego powodu. Nie o frekwencji chcę jednak pisać, tylko o Mszy samej, która nie przestaje ujawniać przede mną swych tajemnic, głębi i piękna tekstów oraz gestów liturgicznych...
Mam nadzieję, że nikogo nie zgorszę ani nie okażę się ekshibicjonistą, jeśli powiem, że Msza Święta, Missa Tridentina, przenika panagrzyzgie do samego szpiku, do tego stopnia, że dziś płakał ów grzyzga podczas Kyrie i Glorii, które cudownie ciągnęły się wg neum rozpisanych na pięciolinii w mszaliku, które wydawało się, że trwały godzinami - najpierw wyznanie win i prośba o przebaczenie, a jako błaganie, rozdzierające, uniżone i lamentujące... jak można nie płakać, pamiętając i żałując za własne grzechy i prosząc o miłosierdzie, tego Który jest Miłością?! Później zaś Gloria - radosne śpiewanie Panu Bogu chwały na przemian z kantorem, z pietyzmem każde słowo, nuta, Rex coelestis... wówczas płakałem zarówno z wdzięczności Bogu za Jego wielkość, łaskę i piękno, ale i na wspomnienie właśnie 40 000 ofiar NKWD. Pomyślałem, że oni wiedzieli że nie będą już mieli okazji jeszcze raz, ze swoimi rodzinami, pięknymi żonami, rumianymi dziećmi czepiającymi się kolan, zaśpiewać w kościele, że Pan Jezus to Rex coelestis...

Msza Trydencka raz jeszcze
dla tych, którzy są ciekawi czego derywatem jest Novus Ordo, czyli zreformowany w latach 60. rytuał Mszy Świętej, zapraszam do obejrzenia archiwalnego filmu poniżej.



filmowo
zrobiło się nam filmowo, prawda?

dowcipas antisozialistisch na dziś
jest już po wojnie, jeden baca chce zapisać się do PZPR. Przychodzi do odpowiedniego urzędu i zgłasza się.
- Czy należeliście baco przed wojną do jakiejś burżuazyjnej partii?
- Nie należałem.
- Czy nie należycie do jakiejś tajnej, antysocjalistycznej organizacji?
- Nie należę.
- A czy w czasie wojny - nie należeliście przypadkiem do jakiejś faszystowskiej bandy?
- Nie - ta będzie pirso.

----------------------
Hahahahaha! Dobre, co? Uśmiałem się do łez, ach, chyba jednak niezły ze mnie figlarz-miglarz!

myśl na dziś
Mówisz, że Msza jest za długa, a ja dodaję: Bo twoja miłość jest za krótka.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 529

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO