Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 stycznia 2009

[22 I 2009] czwartek, św. Wincentego Pallottiego

koniec II etapu konkursu
zakończył nam się konkurs na Blog Roku 2008. Dla mnie szczególnie szczęśliwie – uplasowałem się na wysokich pozycjach w obu kategoriach, w których brałem udział. W „Polityce” - przy wydatnym wsparciu wielu osób, zająłem ostatecznie miejsce w środku ocenianej stawki – 5. miejsce; natomiast w kategorii „Profesjonalne”, Pogadanki Inwestorskie ukończyły bieg na 2. miejscu! Jednym słowem – w obu kategoriach moja pisaninka będzie oceniana przez jurorów.
Później zaś czeka nas jeszcze nagroda publiczności wyłaniana SMSowo – ale o tym jeszcze będę informował! Dziękuję wszystkim za przyczynienie się do takiego wyniku! Dziękuję przede wszystkim stałym Czytelnikom, przyjaciołom z Forum Frondy, forum Parkietu a także – w ostatnich dniach – Czytelnikom blogów JKM-a i Stanisława Michalkiewicza, których głosy walnie przyczyniły się do kształtu pierwszej dziesiątki.

demokracja plebiscytowa
przy okazji wypływa nam temat szczególny. Otóż, słyszę tu i ówdzie głosy, że to niesprawiedliwe, demagogiczne i ze wszech miar złe, że o kształcie pierwszej dziesiątki zdecydował apel Janusza Korwin-Mikkego i Stanisława Michalkiewicza, którzy podali adresy blogów, które znajdują ich poważanie. Cóż... oburzenie niektórych jest wielkie, chcą pisać do Organizatorów skargi, etc. A mnie ogarnia zdziwienie! Dlaczego?
Ano dlatego, że te same osoby z pewnością nie protestują w trakcie kampanii wyborczych. No bo jakże to może być, że jakaś piosenkarka swoim ciałkiem na scenie podczas konwencji partii wskazuje fanom na kogo głosować? Albo piosenkarz mówi, że mamy jeden dzień, by zmienić Polskę głosując na sami-wiecie-kogo. Albo inaczej – właśnie nie głosując na sami-wiecie-kogo-prim. Ten sam mechanizm!
Ba! Nawet „dyskutowanie” podczas „debat” to nic innego. Ileż tu kłamstwa, robienia tylko i wyłącznie dobrego wrażenia, etc. No więc jak to?
Ano tak to, że to się nazywa demokracja. Liczy się to, kto zbierze więcej głosów legalnymi metodami. A to, że jeden naobiecywał stu milionów każdemu, drugi trzy miliony mieszkań, a trzeci drugą Irlandię, a czwarty jeszcze wskazał 10 blogów, na które radzi głosować... to po prostu immanentne elementy tej gry. I nie ma co się zżymać, tylko – jeśli zależy komuś na zwycięstwie – to proszę zabierać się za naukę, jak tego dopiąć. W tym kontekście, wszystkim malkontentom polecam pakiet „Cele i ich realizacja” - o którym pisałem wczoraj. Przez jakiś czas można go nabyć po preferencyjnej cenie.
Ci sami ludzie zresztą, którzy teraz się dziwią, przejawiają tę skłonność, gdy rzeczy nazywa się po imieniu. Podaż pieniądza – grabieżą w postaci inflacji. Deficyt budżetowy – kiepskim gospodarowaniem i życiem na kredyt. Oj... to smutne... ludzie ulegają magii słów, nie rozumiejąc, jakie pojęcia reprezentują.

FAQ
niektórzy z nowych Czytelników (a pojawiło się ich sporo) zadaje mi wiele pytań, na które (przynajmniej parę) odpowiem poniżej w skrótowej formie.
--------------------------
jaka jest geneza tego bloga i jego historia?
Powstał z zupełnie utylitarnych powodów, o czym można przeczytać w pierwszych postach z października 2007 roku, później podjąłem decyzję o jego kontynuacji, po czym zmienił się zamysł autorski, potwierdzony aferą z czerwca 2008 roku (o czym więcej piszą pp. Najfeld i Terlikowski w Agacie. Anatomii manipulacji), o czym świadczą posty z tego okresu. Od tej pory jest już czymś innym i trwa w tej postaci do dziś.
--------------------------
o czym jest ten blog?
o wszystkim. Omawiam i analizuję na nim wszystko to, co mnie porusza, interesuje i denerwuje. W związku z tym, że moje zainteresowania są szerokie, spektrum środowisk i sytuacji w których biorę udział nie mniejsze – ciężko określić jego „tematykę”. Parę zagadnień powtarza się chyba najczęściej, nie dysponuję jednak statystyką w postaci tagów – choć długo już obiecuję sobie, że otaguję wszystkie posty przeszłe, a regularnie będę tagował obecne.
--------------------------
jak można mi pomóc?
nijak. Wielkiej pomocy nie potrzebuję, przy blogu nie ma tyle pracy, co przy portalu, czy innej formie działalności. Oczywiście blogowanie związane jest z pewnymi wyrzeczeniami, to zrozumiałe, dlatego dla tych, którzy czują potrzebę okazania mi solidarności, czy sympatii, stworzyłem bannerek na temat wspierania bloga, który widnieje poniżej. Można posłużyć się przelewem krajowym na dowolną kwotę, przekazem zagranicznym przez PayPal, czy innymi formami. Wszelkie wpłaty publikowane są na blogu z inicjałami nadawcy oraz miastem pochodzenia, podobnie do tego, jak robią to tuzy blogosfery.

o Żydach i antysemityzmie
kontynuujemy wątek antysemityzmu. Anonimowy komentator, który w tajemniczych okolicznościach przeszedł ze mną na „Ty”, zapytuje dlaczego napisałem pod filmem ukazującym pijanego młodego Żyda, iż znam paru innych Żydów, których świadomość od Jego świadomości nie odbiega i sugeruje, iż na podstawie paru przypadków wnioskuję o świadomości całego narodu.
Po pierwsze – myślałem, że żywot anonimów w Polsce skończył się wraz z 1989 rokiem, ale najwidoczniej przyzwyczajenia z epoki raju na ziemi niektórym pozostały.
Po drugie – dobrze byłoby, gdyby komentator zanim zada pytanie, zechciał łaskawie przejrzeć poprzez wyszukiwarkę na blogu co dotąd o Żydach pisałem, dzięki czemu mógłby się zorientować, czy przypadkiem lansowana przez Niego teza o tym, że jestem antysemitą nie jest przypadkiem fałszywa. Trzeba bowiem szanować czas swój i innych, z naciskiem na „innych” - bo przyjdzie taki czas, gdy nie będę po prostu miał czasu odpowiadać na każdy komentarz i powstanie wrażenie, że od czegoś uciekam. Proszę zatem nie zakładać, że mam przed czym uciekać, tylko najpierw poszukać. Jeśli ta kwestia wydaje się istotnie interesująca.
A teraz do meritum. W Polsce obserwuję dwa zjawiska – antysemityzm bez Żydów oraz filosemityzm bez Żydów. Gdzie pod „antysemityzm” podstawiamy „antyjudaizm”, co jest celniejsze. Z tym, że – nawet na chłopski rozum – ta pierwsza postawa powinna jest bardziej racjonalna. Dlaczego? Ano dlatego, że nigdy nie ma tak, by odrębne grupy etniczne były dla siebie przez lata miodem i mlekiem. Proszę poczytać Putnama o kapitale społecznym a zróżnicowaniem etnicznym (2007), proszę popatrzeć trochę na historię świata i teraźniejszość (np. animozje w takiej Belgii, czy Hiszpanii). Zatem rezerwa wobec innej grupy etnicznej bliższa jest doświadczeniu. A doświadczenie z obcowaniem z Żydami, Ukraińcami, Białorusinami, na naszych terenach jest akurat duże. Stawiam zatem tezę – że antysemityzm ma więcej wspólnego z rzeczywistością, rzeczywistymi doświadczeniami społeczności, niż filosemityzm. Podobnie jak antygermanizm, rusofobia, etc.
Natomiast postawa filosemicka, moim zdaniem w Polsce przybierająca charakter odgórnie narzucanej histerii jest po prostu sztuczna. Konia z rzędem temu, kto znajdzie filosemitę, który widział i rozmawiał z jakimś oryginalnym Żydem w normalnej, nie sztucznej, sytuacji. W przykładach postawy filosemickiej, które obserwuję, widzę jedynie irracjonalizm. Streszcza to hipotetyczne twierdzenie, które zdają się głosić owi filosemici: „Żydzi są najwspanialsi na świecie, nigdy nie zrobili nic złego, nie mają własnych interesów, nie gardzą nikim, nikogo nie zabili, nie ma wśród nich bandytów i wszystko, czego zażądają należy zrealizować, bo... bo miał miejsce Holokaust!!!”. Przepraszam, ale to jest żadna argumentacja. A taką słyszę w kółko...
Jednym słowem – twierdzę, że pogląd na to jacy są Żydzi jako naród (czyli jakie cechy są nadreprezentowane u przedstawicieli tego narodu) powinien brać się z empirii, a nie świeckiego dogmatu o niepokalanym i wiecznym stanie Żydów. A empirią dysponują najczęściej ludzie, którzy żyli świadomie (tzn. nie byli pacholęciami) jeszcze przed wojną. To, jaki jest najczęstszy stosunek tego pokolenia do Żydów – pozostawiam Anonimowi, niech się dowiaduje. W związku z tym – film wrzuciłem po to, by wszystkim apriorycznym filosemitom dać przesłankę empiryczną na temat Żydów, których pewnie nigdzie poza pewną gazetą nie widzieli. W przeciwieństwie do mnie, ale o swoim doświadczeniu pisałem już parę razy – i o zgrozo! - harmonizuje ono z doświadczeniem tych, którzy żyli przed wojną, a z którymi miałem okazję rozmawiać na ten temat, bądź czytać ich wspomnienia.
W tym kontekście polecam przyjrzenie się aferze, która wybuchła przy okazji filmu "Opór" - cóż, czas przemówic językiem adiutantów J.T. Grossa - świat nie jest czarno-biały.

dziurę ma pan Donald
jeszcze a propos polityki i demokracji. Ostrzegałem, żeby nie wybierać Cudaka na premiera. No, i macie – dziura budżetowa jak ta lala. Panowie z ekipy nie przewidzieli mniejszych wpływów do budżetu... no, ale nic się martwię, czuwa nad moim Państwem rząd ekspertów gospodarczych, z JE Waldemarem Pawlakiem jako spin doktorem ekonomicznym na czele.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-czarny-wtorek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-biay-wtorek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-ostatnia-odsona.html

myśl na dziś

Nikt nie może być szczęśliwy na tej ziemi, dopóki nie postanowi nim nie być. Taka Jest nasza droga: Ból — po chrześcijańsku! Krzyż; wola Boża, Miłość; szczęśliwość teraz tutaj, a potem wiecznie.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 52




środa, 17 września 2008

[17 IX 2008] środa, św. Roberta Bellarmina, bł. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego

ratuj maluchy!
w związku z tym, że pseudoliberalny rząd niejakiego Tuska Donalda zamierza ukraść dzieci rodzicom jeszcze wsześniej, niż kradzione są teraz... zamierzam jutro obdzwonić biura posłów z mojego okręgu, by zachęcić ich do głosowania przeciwko propozycjom rządowym, o których na blogu podczas wakacji zdarzało mi się trochę wirtualnego atramentu wylać.
Jako, że dziś jestem już wykończony całodzienną bieganiną w wielu sprawach, post na temat taniego kupowania książek muszę odłożyć na jutro (kiedy to mam bardzo spokojny dzień), a dziś zaprosić czytelników do lektury dwóch stron na temat edukacji oraz obejrzenia dwóch, do trzech filmów.
Strony na temat edukacji, to:
Niestety, serwis niepoprawni.pl nie agreguje wklejanych przeze mnie filmów, więc zapraszam czytelników z tego serwisu do zajrzenia na stronę domową bloga, tam filmy obejrzą spokojnie.

pan Premier
ostatnio Bank Pocztowy chciał być fajny i wypuścił reklamę parodiującą rzeczonego Tuska. Z reklamy się wycofał, a biedny rzecznik musiał się tłumaczyć, że bank odcina się od podtekstów politycznych reklamy... Hehehe...



o FED - cz. 1
wczoraj było trochę o ekonomii, systemie fiducjarnym, poleciłem klasyczne pozycje na ten temat. Dziś przychodzi czas na film. Pierwszy dla mniej, drugi dla bardziej wytrawnego widza.


o FED - cz. 2


myśl na dziś
Pomaga ci bardzo — powiadasz — ta myśl: ilu handlarzy od czasu pierwszych chrześcijan stało się świętymi? I pragniesz udowodnić, że również dzisiaj jest to możliwe... Bóg nie opuści cię w tym dążeniu.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 490


środa, 19 marca 2008

[19 III 2008] Wielka Środa

to się nachodziłem
dziś dzień spacerów przez roztargnienie. Zrobiłem trzy kursy między Traktem Królewskim z powodu roztargnienia i braku myślenia. Zamiast wrócić do domu o 15:00, wróciłem o 17:00. No, ale kto powiedział, że w Wielkim Tygodniu nie będzie okazji do ćwiczenia się w pokorze i do umartwienia? Dalej paniegruszka, dalej, Wielki Tydzień to kulminacja!
Z tego wszystkiego muszę dziś zacząć dwa rozdziały z O wolności J.S. Mill'a na jutrzejsze zajęcia na socjologii - stąd nieomal brak posta.

ooooo!
jestem mile zaskoczony, iż moje sformułowanie zaczyna być cytowane w poważnych rozprawach socjologicznych. Mowa o odszyfrowaniu skrótu pokolenie JPII, jako pokolenie Dżej Pitu-Pitu. Zostałem zacytowany jako socjolog młodego pokolenia, hehehe. Michał - dzięki.

film na dziś
jak nie ma co czytać, to chociaż będzie czego posłuchać. Zbliża się kulminacja Roku Liturgicznego, więc nie będę Was zamęczał swoją pisaniną.




cudowny pangruszka?
możecie mnie tak nazywać - kto bowiem przewidział koniec paliwa do wzrostów

comedy

Donaldu obiecał cuda i są - Ewa Kopacz, która doprowadziła do upadku ZOZ, którym kierowała mówi groźnie STOP zadłużaniu się szpitali, a pandonek - zwany humorystycznie liberałem - wyraża chęć podniesienia składki zdrowotnej, mimo że przedtem twierdził że system jest nieszczelny. Tymczasem entomolog, niejaki Niesiołowski chce stawiać L.Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu, jeśli ten ostatni nie ratyfikuje Targowicy... eee, przepraszam - Lizbony. Najśmieszniejsze zaś jest to, że większość ludzi, których spotykam w tramwajach i środkach transportu uważa że w tej sytuacji śmieszni są wszyscy poza Panemdonaldem...


myśl na dziś
Jezu, trzciną po głowie bity, *Królu boleści, przez lud wyszydzany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

czwartek, 13 marca 2008

[13 III 2008] czwartek

de Tocqueville i Doktor Plinio

czytając sobie O demokracji w Ameryce wpadłem na cudowny passus, gdzie de Tocqueville mówi, że istnieje pewna metoda filozoficzna, metoda rewolucyjna. Że trzeba być ślepym, by nie widzieć, że tę samą metodę zastosował Luter, Kartezjusz, Rousseau, i paru innych. Śmieszna sprawa - de Tocqueville ma oczywiście rację (choć ciężko to wiedzieć, bo swojej tezy nie uzasadnia) - ale najciekawsze jest to, że podobną tezę, a więc tezę podobną do francuskiego liberała - hr. de Tocqueville'a, stawia zgoła nieliberalny (w tym sensie, co Tocqueville) Doktor Plinio, tj. Plinio Correa de Oliveira, mówiąc o Rewolucji, jako procesie historycznym, ciągnącym się przez wieki całe, tj. od ok. XIV w.
Zadziwiająca zbieżność - może wynikająca stąd, że obaj Panowie mieli rację? Być może - niewykluczone, że obserwacja posłuży mi do napisania pracy rocznej na Klasyczne Teorie Socjologiczne. Tylko cichutko, niech mi nikt nie podkradnie tematu!

architekci
wiem to od dawna... ale stężenie wykształciucha wśród architektów jest kolosalne! Niestety - środowisko nasze zupełnie nawet nie kryje się z tym, że ideałem architekta jest genialny dyletant. Najgorsze jednak jest nie sam fakt tego, a nawet nie to, że sami architekci mają skłonność do uważania siebie za wszechgeniuszy (do tego ma skłonność większość ludzi, bez względu na zawód), ale to, że wśród architektów znaczna większość to obłędni doktrynerzy. Smutne to, ale tylu totalistów, doktrynerów, co u architektów, to chyba tylko u... socjologów. Najgorsze zaś jest to, że jedni i drudzy, jako w większości wykształciuchy gotowi są we wszystko uwierzyć i wcielać to z obłędem w oczach w życie.
Strzeżcie się architektów.

Empik - gratulacje
tymczasem Empik wycofuje ze sprzedaży wydawnictwa pornograficzne (tzn. erotyczne, bo to ponoć co innego). Brawo! Jutro podam link, pod którym można Empikowi pogratulować. Od dziś kupuję w Empiku częściej!

pankomorowski
niejaki Bronisław K., zwany w środowisku Marszałkiem, zaczął stosować sztuczki celem uchwalenia ustawy dotyczącej ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego (o samym traktaciku - poczytajcie w poście z przedwczoraj) - postanowił sobie nie robić dziś debaty, tylko niezwłocznie przejść do drugiego czytania. Chamstwo w państwie, co jeszcze dodatkowo pokazuje, że cała afera to jeden wielki szwindel. Dziś w Rzepie artykuł B. Wildsteina na ten temat.
PiS na szczęście zaczął się wahać (domyślam się, że paru posłów nie jest zadowolona z kierunku w którym toczy się sprawa) - mam nadzieję, że Panjarek nie jest z nikim w zmowie i wbrew bratu (Prezydent) będzie za odrzuceniem Traktatu (w co mimo wszystko wątpię, bo chyba sam go współnegocjował...).
Pandonald w kółko gada o Radiu Maryja, PiS i PO - facet porządnie wdepnął w Matriksa, którego sam kreował... Natężenie populizmu w Sejmie niebezpiecznie rośnie - schedę po Lepperze należało przejąć, jasne. Znów słychać słodkie głosiki mądrali o tym, jak to się kompromitujemy w Europie. Hahahahaha! Obawiam się jednak, że ten slogan będzie działał. Slogan dla mentalnych niewolników i intelektualnych prostytutek (spokojnie, to ostatnie to cytat z de Tocqueville'a).
Jednym słowem - kompromitacja, ale nie tu, gdzie widzi ją Jożin z Gdańska.

obietnice

A pamiętacie, jak Jożin obiecał zniesienie podatku Belki, tj. podatku od zysków kapitałowych? Jasne, że nie pamiętacie... Pamiętam natomiast ja i dotarłem na odpowiedź na interpelację poselską jednego z posłów w tej sprawie, którą zamieścił na swojej stronie: http://www.jaroslawstawiarski.pl/index.php?modul=aktualnosci&akcja=pokazAktualnosc&id=8&idm=1.

W skrócie brzmi ona tak: no co Ty, żartowaliśmy z tym zniesieniem, nawet o tym nie myśleliśmy, bo to zachwiałoby budżetem.

Aż się płakać chce.


myśl na dziś
Jezu, w białą szatę szydersko *Na większy pośmiech i hańbę ubrany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

niedziela, 3 lutego 2008

[3 II 2008] niedziela, post właściwy

miała być wolność słowa...
a tu każdy gada to, co chce! Widzę, że muszę ankietę zamknąć, a w przyszłych edycjach sond dać tylko pozytywne opinie, co? Hie hie... dziadzia Gnyszek tylko żartował. Chociaż z drugiej strony, może powinien ograniczyć pisaninę - wziął sobie do serduszka wezwanie lektora z filmu o niedzieli czynu partyjnego i robi 400% normy pod względem ilości postów, a tu wskaźnik klików w reklamiszcza od Gugla na dziś (do tej pory) na poziomie... 16,8%... Panie złoty, toż to grubo powyżej średniej, a gdzież tu myśleć o rekordach (rekordy popularności wprawdzie bijemy, ale z klikaniem cieniej)? Nie powiem, żeby miecz boleści przenikał moje serce, ale śniło mi się co innego...

Gross ma stracha
no, to przechodzimy do merytum. Wczoraj zapodałem film o niejakim bajkopisarzu nazwiskiem Gross. Dziś powtarzam go dla tych, którzy nie widzieli:



a poniżej jeszcze wystąpienie guru warsiawki, pana Adama:



Co by tu powiedzieć? Może zacznę od Grossa. Sąsiadów nie czytałem. Strachu też nie. Głupi jestem i ciemny, co? Gdzie tam, nie taki głupi, bo i Lolity Nabokova nie czytałem - bo rynsztokowej literatury nie lubię i szkoda mi na nią czasu. Jak widać po zestawie tytułów - jestem w tym konsekwentny. Z Sąsiadami było tak. Wyszła książka, jurgielt na Czerskiej u Michnika jak w jakie święto, bałwochwalcze artykuły, rach-ciach, Kwaśniewski pojechał do Jedwabnego przepraszać (do dziś nie wiem za kogo przepraszał - za panów pokroju Bermana, Różańskiego i Stanisława Michnika?), od tej pory każdy Polak wiedział, że wcale na wojnie Żydów nie ratowaliśmy, bo dziady i goje złamane jesteśmy i antysemici. Przyjechał w międzyczasie pan Gross, chorąży pokoju i budziciel polskich sumień, nasz Sokrates narodowy, Żeromski XX wieku; przyjechał, poszedł na Wydział Historii UW... a tu... za przeproszeniem... zj*bka. Jeden z obecnych profesorów demonstracyjnie opuścił salę, inny powiedział z mównicy, że gdyby student napisał mu coś w stylu Sąsiadów dostałby pałę za niechlujstwo i brak warsztatu, kto inny jeszcze inaczej się oburzał... Niestety nie mogę przytoczyć źródła, bo nie pamiętam w którym z numerów NCz! (http://nczas.com/) o tym czytałem - może Czytelnicy przypomną.
Jeśli chodzi o Strach - zarzuty są dokładnie te same, a formułuje je najgłośniej (bo i ma najwięcej wejśc do mediów) prof. Jan Marek Chodakiewicz z Institute of World Politics. Facet - jak już pisałem wczoraj - na stosunkach polsko-żydowskich zjadł zęby, jako pierwszy napisał na ten temat pracę naukową po angielsku, wydaną w USA. Oprócz tego, że polecam wywiad z Nim na temat książki Grossa pt. Gross wyssany z palca (http://www.viddler.com/explore/najwyzszyczas/videos/2/0.843/). Naprawdę polecam wysłuchać w całości, bo sprawa jest ważna, a wywiad zahacza przy okazji o inne sprawy, jak np. Margaret Mead, naukowczynię która ssała z palca tak jak i Gross (nota bene, na polskich wydziałach humanistycznych jej książki czyta się wciąż jak prawdę objawioną...). Z zarzutów wymienianych, przytoczę dwa, które wydają mi się właściwe dla postmodernizmu, czyli socjalizmu na terenie tzw. nauki.
Po pierwsze, Gross nie bierze pod uwagę literatury naukowej powstałej na ten temat. Może nie wszyscy studiują wśród naszych Czytelników, chociaż nie trzeba studiować, by się domyślać rzeczy oczywistej. Ponieważ jest oczywiste, że jeśli ktoś bierze się za jakiś temat w sposób rzetelny, powinien wówczas - jeśli tym samym tematem zajmował się już kto inny - się do innych tez odnieść, jeśli ma się tezy odmienne. Gross nie tylko tego nie robi, ale i mówi, że książki Chodakiewicza nie zna, ba! nie bierze pod uwagę innych prac na ten temat. Po prostu propaganda. Coś jakby spotkać panią na targu, która teraz Wam wszystko wyjaśni, bo ona już wszystko wie. Czort z tym, że już wielu się nad tym tematem biedziło - ona ich rewelacji nawet nie komentuje. Na tym nauka nie polega. Ani ścisła, ani humanistyczna.
Po drugie - Gross wykonuje operację, o której mówi Lisicki w Warto rozmawiać..., a mianowicie na podstawie kilku przypadków (które zresztą w tendencyjny sposób opisuje) buduje bardzo silną tezę na temat Polaków. Mogę zrobić to samo. Mam dość dobre kontakty z Rzeczpospolitą, napiszę książkę na temat tego, co mi opowiadał mój Dziadek, a mianowicie o bandach żydowskich w czasie wojny, które napadały na chłopów i walczyły z polskimi partyzantami, a potem przeszły na stronę ruskich (skąd większość potem znalazła sobie zatrudnienie w UB - vide Różański, Michnik, Berman...). Napiszę zatem książeczkę o tym, jak to w powiecie Gózd żydowska banda zabiła paru chłopów, okraszę ją dramatycznymi pytaniami w stylu jak to możliwe, że członkowie prześladowanego narodu zabijali z zimną krwią tych, którzy im pomagali? etc. Potem zrobimy wielką promocję, jubel na całego, będę książkę podpisywał w EMPiKu, Lisicki zaprosi mnie do sali konferencyjnej, gdzie będzie wygłaszał dytyramby w stylu Michnika, załatwimy wykłady na zaznajomionych uniwerkach... gotowe. Goebbels by lepiej tego nie zaplanował.
Nie jestem antysemitą. Jestem Polakiem, którego denerwuje to, że co którego Żyda spotka (a zna już ich ponad 6 osobiście - swoich rówieśników), albo usłyszy w telewizji, to zaraz czuje, to czego doświadczał osobiście... a mianowicie żydowskiego szowinizmu wobec Polaków. Tak moi mili, niestety tego doświadczałem i nie dziwię się, gdy inni mi o tym opowiadają (np. mój Dziadek, czy inni starsi ludzie, którzy z Żydami mieszkali) i nie traktuję ich jak czytelnicy Gazu jako cymbałów ex definitione. Czytelnicy wspomnianej gazeciny myślą tak, ponieważ w życiu Żyda nie widzieli. Nie mówię, że każdy Żyd jest taki - ale musi być to częste zjawisko, skoro wszyscy, których spotkałem tacy byli (a nic na to nie wskazywało - byli ateistami i moimi rówieśnikami)... oraz skoro Talmud definiuje goja dość niemiło... Proszę sobie poczytać.
Co do filmu z Michnikiem. Mogę nie komentować rozwlekle? Krótko - większych głupot nie słyszałem od dawna, tj. od ostatniej rozmowy z którymś z kolegów z monachijskiego wydziału.

pantusk i jego wizerunek
rozpisałem się o Żydach, zawsze poruszając ten temat, czuję się jak antysemita - co za piętno i wypranie mózgownicy... Nawet, gdy używam terminu Żyd czuję się antysemitą... Chore.
Dobra, Donald Tusk chce zmienić wizerunek, zatrudnił w tym celu speców od wizerunku. Cóż, gratuluję Panu Premierowi, że w końcu zaczął oglądać dobranocki u mnie na blogu...
http://wiadomosci.onet.pl/1685176,11,item.html

spekulanty
nigdy nie wiedziałem, co to jest ta spekulacja... Może ktoś z prawników obecnych u nas na blogu może mi wytłumaczyć jak spekulację definiuje odpowiednia ustawa? Czytałem, ale niezbyt zrozumiałem. Bo czymże może być spekulacja giełdowa? Kupienie jednej akcji na fixingu, które podniesie kurs na zamknięciu o parę procent? Zwalanie kursu wywalając akcje jak szalony po to, by wywołać panikę? Nie rozumiem. Przecież skoro mogę kupnem jednej akcji podnieść kurs akcji o parę procent, to oznacza to, że nie ma wcale podaży (odpowiedniego popytu także, czyli mamy duży spread pomiędzy siłami rynku - wówczas wystarczy spojrzeć na przebieg sesji i obroty, by wiedzieć, że zamknięcie jest sztuczne i nie należy go brać pod uwagę). Z drugiej strony, jeśli wywalam akcje po każdej cenie i przynosi to odpowiedni skutek, oznacza to, że popyt był słaby. Gdyby był silny - wchłonąłby moje akcje i popędził wyżej, a ja zostałbym z myślą: Gupi jesteś grzyga, trza było nie kombinować.
Piszę o tym przy okazji afery w Societe Generale, gdzie jakiś facecik (nawet nie makler) zawierał transakcje na rynku terminowym, na których Towarzystwo traciło. Potem czytam w internecie, że facet spekulował... Ludzie, albo głupi jestem, albo miglance z gazety nie rozumieją o czym piszą. Przypomina mi to pseudofachową nomenklaturę z archiwalnego filmu propagandowego o spekulantach.



był już kto w gnyszkokiosku?
był już ktoś u mnie w kiosku? Fajna oferta? Pytam, bo nie ma statystyk dotyczących sklepu (http://maciejgnyszka.nexto.pl). Ciekaw jestem jak to się będzie rozwijało, jeśli chodzi o mnie, to z e-booków mam tylko co tydzień prenumeratę Najwyższego Czasu na komputerze. Zresztą drukuję sobie, bo nie lubię czytać na ekranie. No, ale może jacyś entuzjaści już się znaleźli.

czym grozi zabawa w Unię Europejską
o tym napiszę jutro, bo już blogger mi się wiesza - tyle tekstu i filmów! Widzicie jak się staram dla Kochanych Czytelników? Pińcet procent normy zaraz będzie!

Oleńka jedzie!
poproszę o zdrowaśkę w intencji Oleńki podróży, która skończy się jutro rano, gdy o 8:30 odbiorę Ją z Dworca Autobusowego Monachium-Froettmaning. Od jutra pewnie ciężko będzie znów wyrabiać 400% normy w blogowaniu.

myśl na dziś
Na ciebie - niezależnie od twoich namiętności - spada odpowiedzialność za świętość, za chrześcijańskie życie innych, za ich skuteczność.
Ty nie jesteś oderwaną częścią. Jeśli się zatrzymasz, iluż ludzi możesz zahamować bądź skrzywdzić!?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 470

środa, 9 stycznia 2008

[9 stycznia 2008] środa, tydzień do oddania Entwurf, dwa tygodnie do oddania Baukonstruktion, trzy tygodnie do sesji

jednym słowem
jednym słowem pangruszka od przedwczoraj wstaje o 5:00, a spać idzie w okolicach północy (jeśli nie później). Oczy ma czerwone jak radziecka flaga i tęskni za łóżkiem! Nie podupadł na siłach, bo pije Biovital, ale nie wiadomo, co to będzie! Dlatego trzeba spać! Intensywnie i długo! Pozwolicie, drodzy Czytelnicy, że dzisiejszy blog będzie króciuteńki z powyższych względów.

służba zdrowia, czyli szpitalnictwo
wali się służba zdrowia - kolejne grupy zawodowe zabrały się za podwyżki. Wina należy oczywiście do panadonalda, który naobiecywał gruszek na wierzbie pod koniec cyklu ekonomicznego (wydaje się to coraz bardziej prawdopodobnego - coraz bliżej recesji jest prócz USA także rodzima Hiszpania, Niemcy też ledwo zipią... nie zdziwiłbym się, gdyby zdrowe i mocne podstawy naszej gospodarki szybciutko odeszłyby w zapomnienie). W takiej sytuacji właśnie roszczenia związków zawodowych (chociaż z tego, co wiem taki OZZL opowiada się za urynkowieniem służby zdrowia, zarzucając Tuskowi socjalizm! Ha! Chyba czytali mojego bloga) mogą pogrzebać nadzieje na drugie Chiny, Irlandię i Japonię nad Wisłą. Zamiast tego rąbnie nam na łeb wszystko, co rąbnąć może.
Nie chcę nic mówić, ale jeśli pandonald mówi, żeby PiS go nie poganiał, bo sam nic nie zrobił, to aż mi głupio takich bredni słuchać - a kto gardłował, gdy Kaczyński chciał się rozprawić ze związkami zawodowymi w służbie zdrowia? Teraz cicho siedzieć i nie odgrzewać projektów ustaw Religi (przeciw którym się protestowało parę miesięcy temu - koszyk gwarantowanych usług, współpłacenie za leczenie, etc.).
Jednym słowem - współczuję tym, z których pandonald zrobił przed wyborami baranów... Sorry lalka.

Scheisspapier - Wyborcza zmieniła format!

myśl na dziś
Również ciebie powinna zastanowić ta uwaga, która bardzo mnie zabolała: Widzę jasno, dlaczego brak oporu, lub też nieskuteczny jest opór, wobec niecnych ustaw, gdyż zarówno na górze, na dole, jak i pośrodku jest wiele, jakże wiele miernot!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 465

niedziela, 6 stycznia 2008

[6 I 2007] niedziela, Uroczystośc Objawienia Pańskiego

przyjechałem
wczoraj dzięki uprzejmości spółki PKP Intercity, która niebawem zadebiutuje na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych oraz dzięki firmie ORLAND (data debiutu nieznana), która zawiezła mnie z Wrocławia przez Regensburg i inne pipidówki do stolicy Bawarii, stanąłem w progu swojej norki na Olympia Zentrum! Myślałem, że nie będę się cieszył stając we własnym progu, ale po wiem Wam, że po 17 godzinach w podróży, użerania się z torbą pełną książek, wódki i kiełbas (prezenty dla szalonych architektów z PADOPLANU) z radością powitałem swój kącik. Wsadziłem salcesony do lodówy, podłączyłem kompiuta do internetu (nie wychodziło mi to przez 20 minut, bo pomyliłem kontakty) i wybiegłem jak szalony, by zdążyć na metro o 8:40 w kierunku Marienplatzu, które powiozło mnie na Mszę w Damenstiftskirche. Dziś w końcu wielkie święto - Uroczystość Objawienia Pańskiego! Epiphania Domini. Zdążyłem, celebra dłuższa niż zwykle, z radością rozpoznałem znajome twarze i kościół, do którego tak bardzo już się przyzwyczaiłem! Pan Jezus też był, pozdrawiał Czytelników bloga!
Później powrót do domu, na obiad wyborna kaszaneczka z jajeczkiem posadzonym, ryżem ugotowanym i warzywami z patelenki. Potem 1,5 godziny snu i popęd na Heldstrasse do koleżanek z socjologii, by debatować nad naszym odkrywczym projektem. Teraz jestem z powrotem, piszę, piszę jak szalony kefir! A piszę tak szybko, bo chcę szybko pójść spać!

zagadka
chyba już to na blogu tysiąc razy pisałem, ale niektórzy pewnie nie pamiętają, a ja chcę by było to wiadome, bo wciąż dociera do mnie z coraz większą mocą! Otóż, jestem kimś, kto zna odpowiedź na biblijne pytanie - Niewiastę dzielną któż znajdzie? Odpowiedź jest tyleż prosta, co nieskromna - Ja! Tych, którzy Oleńki jeszcze nie widzieli - zapraszam do archiwum, albo do cierpliwości, niedługo wrzucę nasze zimowe zdjęcia.

co zrobiłem?
jechałem z ORLANDEM jak Pan Bóg przykazał i dziwiłem się, jak to nasi uwielbiają narzekać! Mimo, że jedzie taki jeden i jedna z drugim i drugą do pracy na budowie, albo przy zmywaku, lub w opiece społecznej, a będąc w autokarze odkrywa arystokratyczne korzenie! Herbata niedobra. Korek był i spóźnienie 30 minut! Już nigdy z wami nie jadę. Co to za organizacja w ogóle? Skargę będziem pisać. Co to w ogóle za autobus poniemiecki jakiś? A ta pilotka jaka ufryzowana? A herbatę to muszą w rządku rozdawać? Mogliby się zatrzymać na stacji, to bym se coś kupiła, a nie tylko przy kiblach.
Dla współpasażerów wszystko było powodem do narzekania i obnoszenia się z tym wobec dzielnej obsługi ORLANDA! Aż we mnie wrzało, bo co jak co - ale ORLAND to jest fryc! Taka jakość przy takiej cenie! Mistrzostwo świata! Czapki z głów.

RPO - brawo
chciałem wyrazić swoją radość w związku z działaniem dra Janusza Kochanowskiego, Rzecznika Praw Obywatelskich, który zaskarżył tzw. ustawę antyaborcyjną do Trybunału Konstytucyjnego. To, że ustawa jest sprzeczna z Konstytucji wie każdy, kto Konstytucję czytał, nie da się bowiem pogodzić przepisu zezwalającego na mord na osobie upośledzonej z konstytucyjną gwarancją życia dla każdego bez względu na wiek, wyznanie, rasę i in. Nikt ustawy dotychczas nie zaskarżał z uwagi na cichą zmowę. Kochanowski postanowił zadziałać - brawo.
Teraz jestem ciekaw co zrobi Prezes Stępień, by nie zając się skargą, lub udowodnić że ustawa jest jednak zgodna z Konstytucją (podobnie jak na podstawie zapisu o sprawiedliwości społecznej uwalił ustawę lustracyjną).
Obserwujcie moi mili, obserwujcie, bo po pierwsze żadne informacje do nas nie będą dochodzić (zagłuszanie), po drugie te które będą - będą kompromitujące i oburzające.

temata zastępcze
stałem z Tatą na peronie 3 Dworca Centralnego w oczekiwaniu na Express Słowacki i dowiedziałem się od jakiejś pani z rządu, albo z jakiejś innej dziwnej instytucji, która powiedzieć raczyła, iż ważniejsze Polacy mają tematy na głowie, niż aborcja, powtarzała rytualne już zaklęcia o historycznym kompromisie i inne brednie oraz rzekła, iż temat aborcji jest tematem zastępczym. Droga Pani. Temat zabijania niewinnych ludzi nie jest tematem zastępczym. To po pierwsze. Po drugie - jeśli mamy sobie d... nie zawracać takimi tematami, to po co debatujemy o zapłodnieniu in vitro? To nie jest temat zastępczy?

ni ma piniendzy
pseudodebatę na temat in vitro poruszę jutro, tymczasem pandonald powiedział, że o in vitro nie ma co gadać, bo nie ma kasy na refundację. Dobre, co? Widać tu parę rzeczy. Po pierwsze - pandonald jest socjalistą. Gdyby był liberałem lub konserwatystą, powiedziałby że o in vitro nie ma w ogóle co gadać, bo takimi sprawami rząd ani państwo się nie zajmuje. Po drugie - pieniądze zawsze mogą się znaleźć. Po trzecie - tym bardziej mogą się znaleźć, że wkorczyliśmy przecież w erę CUDÓW. Pandonald powinien wyczarować pieniądze na ten szczytny cel. Po czwarte - panudonaldu nie zależy na wprowadzeniu refundacji skandalicznego zapłodnienia in vitro z państwowej kasy z tego też względu, że musi uważać na katolików i ich biskupów. Czyli co? Okłamuje swoich wyborców, gadając bajeczki o braku pieniędzy. Gdyby chciał - pieniądze by były. Swoją drogą - to dobrze, że nie chce, ale co to za styl. Facet bez jaj - to określenie nt. Tuska podczas swego dwutygodniowego pobytu w Polsce słyszałem nadzwyczaj często!

giełdy USA
w Stanach minorowe nastroje od piątku - wieści z rynku pracy zatrważające wiadomości... recesja nieomal za progiem, już nawet George Bush zaczyna bajać o silnych podstawach i fundamentach gospodarki. Rady na jutrzejszą sesję - trzy tabletki węgla, dwie warstwy pampersów i do 16:30 na czczo!

myśl na dziś
(...) kiedy nadejdzie śmierć - a nadejdzie nieuchronnie - będziemy oczekiwać jej z radością. Wdziałem, że tyle świętych osób umiało tak jej oczekiwac pośród swego zwyczajnego życia. Z radością, bo jeżeli naśladowaliśmy Chrystusa w czynieniu dobra - w posłuszeństwie i w niesieniu Krzyża, mimo swoich nędz - zmartwychwstaniemy tak jak Chrystus: surrexit Dominus vere!, który zmartwychwstał prawdziwie.
św. Josemaria Escriva, To Chrystus przechodzi, Katowice-Ząbki 2003, s. 73

wtorek, 4 grudnia 2007

[4 XII 2007] wtorek, Barbórka i św. Jana Damasceńskiego!

witamy!
witam na moim blogu w ten środowy dzień Czytelników METRA. Miło, że tu trafiliście! Zachęcam Was do przebrnięcia przez archiwum (mało tego - zacząłem pisać w październiku), z którego dowiecie się kim jestem, co robię i dlaczego należy klikać w reklamy Gugla i co ma z tym wspólnego Lexus SL. No, do roboty - klikniem, bo odwykniem!

cuda, cuda rozgłaszają
zbliżają się Święta Bożego Narodzenia (ciekawe, tak jest u nas - tutaj, w Monachium, świętują Święto Krasnala, mniejsza o to) i słyszę, że już co niektórzy zaczęli ogłaszać cuda. Otóż, niejaki Tusk Donald, ogłosił że zrobi cud gospodarczy. Mniejsza o to jak to zrobi - skoro powiedział, że cud będzie, to będzie.
Mnie natomiast zajmuje to, że obiecali mi już w przedszkolu drugą Japonię. Za niedługo - z tego co przez mgłę pamiętam - przyszedł kryzys singapurski, który pociągnął za sobą kryzys ogólnoświatowy. Całe szczęście, że tej Japonii nam tu nie zrobili, bo mielibyśmy najwidoczniej to samo. Potem fala samobójstw jak w Kraju Kwitnącej Wiśni, no i jesteśmy umoczeni!
Teraz KLD, przepraszam UW, błąd! - PO, z nieśmiertelnym Panem Donaldem przebąkuje coś o Irlandii. Super. Pewnie chodzi o to, by kebab można było kupić na każdym rogu, a budowę społeczeństwa obywatelskiego stymulować koniecznością tworzenia samoobrony przed emigrantami. Jeśli tak - to ja za Irlandię dziękuję, wolę po prostu Polskę.
Więc na czym będzie polegał cud? Ano na tym, że prawie 20 lat po odzyskaniu niepodległości Polacy kolejny raz okazują się na tyle niemądrzy, by wierzyć że cud gospodarczy ziści się bez prawdziwie wolnego rynku (nie, moi mili, pandonald jest liberałem jedynie w obecnym europejskim sensie, Lord Acton ręki by mu jako socjaliście nie podał) i jego chrześcijańskich podstaw.

ojojojoj
łojojoj, ale pangruszeczka się narobił przez ostatnie tygodnie. Narobiłem ci ja się jak nieboskie stworzenie, a raczej jak boskie, boć tylko ludzie pracują (odsyłam do caaaaałej myśli Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego na ww. temat) między stworzeniami. No, więc się narabotałem wraz z Danielem, by podnieść moją nową grupę z konstrukcji na nogi. Efekt - mamy od groma materiałów do pokazania na jutrzejszym przeglądzie. Coś jeszcze? Poświęcone na robotę weekendy w poprzednim czasie, tak że zapomniałem już, że na Socratesa to się jeździ na wczasy...

Afryka
na dzisiejsze zajęcia z socjologii, pangruszka musiał przeczytać ogromniasty tekst na temat rethinkingu space'u w Londynie w wymiarze globalnym. Tekst Doreen Massey, dość porządnie napisany, choć autorka nie uniknęła bajania o globalizacji, neoliberalizmie, i innych banialukach. Ale w porządku, w porównaniu z innymi tekstami ze skryptu (poza tym, że autorka najwyraźniej zakochała się w złodzieju z Wenezueli, Chugo Chavezie).
Co natomiast mię zaciekawiło, to ubolewania autorki nad tym, że pielęgniarki z Afryki emigrują do Londynu. Dlaczego pani ubolewa? Ano dlatego, że choć są dobrze wykształcone, to jednak to jest niesprawiedliwe, bo w Afryce ich brakuje i albo powinno się tego zabronić, albo Londyn powinien płacić krajom afrykańskim za to, że ich obywatele emigrują do owego miasta. Dlaczego? A bo tak, bo to jest sprawiedliwość.
Wyobrażam sobie konsekwencje owego działania - każdy kraj płaci innemu krajowi za każdego obywatela, który wyemigrował, inne kraje skapną się jakie lody można na tym kręcić i zaczną masowo wysyłać swoich na Zachód.

absurd
propozycja jest oczywiście absurdalna. Pani Massey, nie wiem, czy pani to czyta, pewnie nie - wszak już późna pora - ja pani wytłumaczę, jak umiem. Otóż, pielęgniarki mają prawo wyemigrować sobie tam, gdzie chcą i gdzie są chciane. To, że wybierają Londyn i są tam chciane, świadczy o dwóch sprawach: że w Londynie otrzymują zadowalające pensje, oraz że ów rynek potrzebuje pielęgniarek. I co? I nic.
Natomiast jeśli się już użalamy nad Afryką, to lepiej już zamiast pompować tam bez potrzeby pieniądze, proszę lepiej gardłować nad otwarciem rynków na towary z Afryki, proszę gardłować przeciw popieraniu tamtejszych reżimów wojskowych, proszę przyjmować Afrykańczyków na studia do siebie i rozbudzać w nich ambicję, żeby wrócili do swoich krajów i zrobili tam porządek.
Mają Anglicy kaca moralnego po kolonizacji - niechaj nie robią kolejnych głupot.

co się dzieje z panemgruszką?
nie wiem, czy tu powietrze nieświeże w Munchenie, ale przez cały miesiąc nie zorientowałem się, że skoro regularnie, gdy przychodzę co dwa tygodnie na socjologię i mówią mi, że dziś zajęć nie ma, lecz za tydzień, to nie znaczy to, że zajęcia znów odwołano, tylko że odbywają się co dwa tygodnie... Lepiej późno niż wcale!

do widzenia
a zdarzyło Wam się drodzy Czytelnicy powiedzieć swojemu odbiciu w lustrze do widzenia? Ja mam na koncie jeden taki wyskok. Zawiązałem sznurówki, zabieram się do wychodzenia do kolejki, i nagle widzę, że naprzeciwko ktoś stoi - Do widzenia.
Podobno ssaki naczelne rozpoznają się w lustrze?

czy Piłat wiedział co to jest grzech?
niektórych zmroziło w tekście Zawodowcy, to że ludzie z Opus Dei unikają pokus. Dziwaki, prawda? Pewnie też tylko oni odmawiają w Ojcze nasz fragment ...i nie wódź nas na pokuszenie... O co chodzi? Co do tego wszystkiego ma Poncki Piłat?
Wyjaśnię nie wprost. Otóż, często spotykamy się z takim bajaniem o tym, że należy wszystkiego spróbować, bo to takie bardzo niezdrowe wśród katolików np. bać się pornografii, jak ktoś nie chce się gapić pożądliwie na niewiasty - ooooo, na pewno jakiś spięty i z kompleksami. A tu ktoś po prostu unika pokusy. Z dwóch względów. Po pierwsze - nie oszukujmy się, ciency jesteśmy jak d... węża, wystarczy spojrzenie, by uruchomić machinę... Zresztą odsyłam do wypowiedzi niejakiego Pana Jezusa o pożądliwym spojrzeniu i cudzołóstwie. Po drugie - no właśnie, teraz historyjka.
Wyobraźmy sobie panią i pana, którzy się kochają. Przychodzi do pana inna pani i mówi: Ej, chodź no tutaj ten-tego tralalalala, co? Co on na to? Ma parę opcji:

1/ Odejdź ode mnie upadła niewiasto, kocham moją żonę i nie zamierzam jej zdradzać.
2/ [facetowi krew odpływa w inne rejony] Dobra.
3/ [facetowi nie cała krew odpłynęła i jeszcze wydaje mu się, że myśli] Hmmm... wystawię się na próbę, zobaczę jak się będę czuł gdy zdradzę, żonę, bo jeśli nie będę miał wyrzutów sumienia, to jej nie kocham tak naprawdę, należy to sprawdzić... Dobra.

Grzech jest zdradą Miłości. Zdradą. I tak jak idiotyczne są rozumowania 2/ i 3/ w przypadku zdrady człowieka (żony, męża, kogoś innego), tak tym bardziej głupie jest bajanie o konieczności spróbowania wszystkiego, choćby było grzechem.

język, język
Tylko, że taka gadka o tym, że to trzeba próbować, bo wtedy się nie wie czy się naprawdę kocha Boga, nie wie się co się krytykuje, bardzo ładnie brzmi. Natomiast gdy ów zakłamany język odczarować (zakłamany, bo nie uwzględnia paru przesłanek, które wyłuszczyłem w opowiastce) - wówczas wszystko staje się jasne.

wszystkiego najlepszego
co do języka jeszcze. Czy zna ktoś kobietę, która będąc w ciąży cieszy się i woła męża, gdy czuje że płód ją kopie? Albo taką, która kupuje śpioszki różowe, bo narodzi się płód płci żeńskiej? Albo inną jeszcze - taką, która nie pali papierosów, albo nie przebywa w zadymionych pomieszczeniach, bo płód będzie chory? Z całą pewnością - nie, chyba że owa dama przedtem spadła z trzeciego piętra i przestawiły jej się klepki.

myśl na dziś
Jeżeli ponownie oddasz się w ręce Boskie, otrzymasz od Ducha Świętego światło rozumu i siłę woli.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 424

wtorek, 30 października 2007

[30 X 2007] wtorek - idzie nocka, wieczór już przyszedł

wtorek, a pojutrze czwartek
dziś pracowity dzień, oj pracowity - pobudka koło 6:00, fiku-miku, to i owo zrobione do zajęć, bo wczoraj nie chciałem siedzieć dłużej, niż wynegocjowana z Oleńką rozsądna granica, później Bauphysik, Klima Design i powrót do domu - w locie kończenie tekstów na socjologię - później obiad i czytanie do socjologii. Pędziłem moi mili, bo zostało mi parę stron ciekawego tekstu, a nie chciałem znów sytuacji, w której nie będę się zgadzał z głoszoną tezą, nie znając jej podania w tekście.
Jednak ku mojej radości - gdy już przybiegłem na Konradstrasse - okazało się, że zajęcia odbędą się za tydzień. Dwa razy tego samego nie trzeba było mi powtarzać - wróciłem do domu, wysączyłem resztkę Paulanerka i zabrałem się za roboty do jutrzejszego przeglądu z Baukonstruktion. Robię to aż do teraz, powoli zmierzam ku końcowi.

dr Werner, telefony komórkowe i korek z Australii
Bauphysik prowadzi dr Werner. Postać przypominająca mi mojego fizyka ze Staszica... kto zna, ten wie o co chodzi. Otóż, pan Werner najprawdopodobniej będąc Polakiem, głosowałby na UPR, ale nie o tym chciałem tak naprawdę pisać.
Otóż, mąż ów ma wielką pasję obalania mitów i całych ich systemów. Podchodzi do tego jednak na nieco XIX-wieczny sposób, tzn. z wielką wiarą w postęp i rozum. Z tego, co rozeznaję - jest także ateistą (dowiedziałem się bowiem na wykładzie, że katolicy się boją Sądu Ostatecznego, a religie powstały właśnie ze strachu). Dziś natomiast wielce mnie ubawił perorując i naigrawając się z zabobonów nt. telefonów komórkowych i materiałów umweltfreundlich, czyli przyjaznych środowisku. Zauważył bowiem, że ludzie boją się komórek, tworzą mitologie na temat ich szkodliwego działania, opłaca się naukowców dla zbadania tych zarzutów, a owi rokrocznie podają do wiadomości, że na dwoje babka wróżyła i badania trzeba kontynuować... Hehehe... Dr Werner ma zaś prostą odpowiedź - komórka emituje w porównaniu ze Słońcem, instalacją elektryczną w domu, czy chociażby komputerem, promieniowanie o natężeniu prawie żadnym. Ci durnie najpierw się opalają godzinami, chłonąc promieniowanie słoneczne, a potem krzyczą że komórka rozwinie im raka!
Druga sprawa - korek importowany z Australii. Trzeba Wam wiedzieć, że w Niemczech rzeczywiście ludzie mają niemałego świra na punkcie BIO i umweltfreundlich - dlatego za ciężkie pieniądze np. sprowadzają z Australii wykładziny korkowe, żeby nie pokrywać podłogi PCV. Werner puka się w czoło - po pierwsze drożej, po drugie, zanieczyszczenie które spowodował statek wiozący korek z Australii nie jest zupełnie brane pod uwagę. Głupi naród mamy, głupi - podsumował Doktor, samemu nie widząc, że cytuje kol. Pecelewicza! Kol. Pecelewicz, czytacie? Klikacie?

autobus - Reise nach Polen
przed socjologią skoczyłem do polskiej enklawy w Monachium - w okolice Josephsplatz, by kupić bilet na autobus do Polski, na Boże Narodzenie. O tym, że w oczach Boga jesteśmy warci więcej niż wróble, można się przekonać i na tym przykładzie - mając w portfelu 83 euro oraz wzięte specjalnie z domu niemiecką kartę oraz PIN do niej (myślałem że za bilet zapłacę 98 euro) - dowiedziałem się u pana w biurze Reise nach Polen (Podróże do Polski), że zapłacę jedynie 80,40 europejskiej waluty! Nie dało się lepiej tego wycyrklować, toteż zadowolony pogawędziłem z panem o biznesach, dostałem cynk o tanich lotach do Polski, itd. Miło było posłuchać polskiego, miło obejrzeć polską prasę...

gospodarka, głupcze!
powyższe zdanie przypisuje się na ogół Billowi Clintonowi (żona Hillary'ego). Odnoszę jednak wrażenie, że niedługo każdy będzie kojarzył je z Donaldem Tuskiem sadzającym Waldemara Pawlaka na stanowisku Ministra Gospodarki.
No, cóż - polnische Wirtschaft...
http://wiadomosci.onet.pl/1632863,11,item.html

w tym roku prawo jazdy, za 17o lat - samochód
nie wszyscy wiedzą, ale od sierpnia mam prawo do jazdy samochodem, dzięki prawu jazdy. Także nie wszyscy wiedzą, że przez Gugla samochód otrzymam dopiero za 170 lat! Średnia jest niaubłagana - choć Czytelnicy klikają jak najęci, to niska wartość reklam wstawianych przez sabotażystów z Gugla obniża średnią...
Drodzy sabotażyści, powtórzę, bo chyba nie pamiętacie - nieruchomości, kredyty, testy DNA, samochody, stomatologia, podróże, PR, HR - takie reklamy chcę, a nie jakieś tfu-tfu randki internetowe.

wierszydełko

moje odkrycia

moją małość w białych adidasach
nawiedziła znienacka
dziura ozonowa na plaży

ogromna i ciemna
wyleciała z naszej lodówki

potem minęła mnie śmierć
na wiejskim cmentarzu
którą wskazałem patykiem
wsadzanym krowie w tyłek

była cicha i leżała bez ruchu
ta śmierći miała żółte ręce
które całowałem

później bałem się starego pana
z laską który jadł dzieci
a potem policjantów w Nysce

aż znów zobaczyłem śmierć przez wizjer
gdy dzieliły nas drzwi obite
zimną blachą a na schodku niżej

stał turoń

myśl na dziś
Najprzedniejszy Duchu niebiański, stale stojący przed Panem, nieustannie wstawiaj się za nami u Syna Bożego Jezusa Chrystusa, aby z chwilą, kiedy źrenice moje zgasną dla świateł ziemi, otworzyły się na światłość chwały wiekuistej. Błagam Cię, bądź nam radosnym zwiastunem zbawienia. Amen.
pod. red. ks. Waleriana Moroza CSMA, Nabożeństwo do św. Michała Archanioła i Aniołów, Marki 2005, s. 84

poniedziałek, 22 października 2007

[22 X 2007] czarny poniedziałek

dziś jest dziś
dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych z wielu względów. Po pierwsze, obudziłem się ze świadomością, że wracamy do punktu wyjścia. Jestem zawiedziony wynikiem wyborów, jeśli nie zażenowany. Wracają ludzie, których miałem nadzieję już nie zobaczyć, po tym jak przez dwa lata wysłuchiwałem bzdur które pletli, a przedtem obserwowałem ichnie wędrówki od UD, przez KLD i UW. To po pierwsze. Po drugie - oj, zaczynają mię Niemcy denerwować, przyznam szczerze. Niekiedy czuję paternalistyczne podejście, a czasem - na uczelni - zdarza się tak, że gdy dajmy na to zaproponuję jakąś szaloną koncepcję, Niemcy od razu spoglądają i myślą, że nie mam pojęcia o materiałach. No, tak - pewnie myślą - u nich buduje się z gliny... A gdy potem przychodzi co do czego, muszę tłumaczyć, że folię najlepiej położyć pod wełnę mineralną, a nie po drugiej stronie ściany, natomiast 25 centymetrów ocieplenia, to prawie dwa razy za dużo... ech... albo dziś musiałem policzyć długość boku z twierdzenia Talesa, bo koleżanki po 15 minutach podejmowania prób wymiękły. Nikogo nie oceniam, bez tw. Talesa, a nawet wyobraźni geometrycznej można żyć. Niepokoi mnie tylko to, że czuję się niekiedy inaczej traktowany. Szkoda gadać... Po trzecie - niektórzy się oburzają, gdy chcę poznać powody dla których głosowali na PO i inne partie. Okazuje się, że to wielkie tabu, rozmawiać poważnie o polityce - poważnie, czyli o celach, które definiuje oraz metody ich osiągnięcia, które się wyznacza (jednocześnie dziękuję Kasi, bo to w mailu do Niej zdałem sobie sprawę z dwoistej natury poglądów politycznych). Po czwarte - chcieli mnie dziś eksmitować! Tak myślałem, ale okazało się, że mnie wyeksmitują dopiero, gdy nie zapłacę czynszu do 26 października! Kamień z serca, ale co się nadenerwowałem, to moje. Po piąte - tłumaczenie do PADOPLANU. Myślałem że się skicham, ale w końcu, po 10h 55min. skończyłem tłumaczyć opis techniczny instalacji tryskaczowej w gminie Karlino! Reasumując - jestem padnięty, wymięty jak skarpetka po praniu. Musiałem wylać żale Oleńce za pośrednictwem Skajpeja a potem oddać w prezencie Panu Bogu na Mszy Św. u św. Michała - i co? I to, że już padnięty nie jestem. Hie hie... głupotki.

Donald, dajesz pan!
Chłopaki z parkiet.com zrobili zestawienie obietnic pana Donalda. Do obejrzenia poniżej. Oczywiście tych obietnic nikt nie będzie nikomu wypominał, bo mamy już demokrację, a demokracja jest jak wiadomo wówczas, gdy rządzi UW albo SLD. Ja chętnie zachowam je w świadomości, tak jak zachowałem opowieści PiSu.
Zbigniew Chlebowski zapowiedział, że może za 4 lata zlikwidują podatek od zysków kapitałowych... Wczoraj rozentuzjazmowane zwycięstwem PO forum Parkietu zawrzało gniewem, że już się zabezpieczają PO-wcy żeby nic nie zrobić w tej kwestii. Mam nadzieję, że jednak go zniosą.
Mirosław Gronicki potencjalnym ministrem finansów - pamiętacie tego pana? Eksperta z rządu Belki? Ho ho ho... powraca stare i czerwone!
Z kolei Bronisław Komorowski orzekł, że chcemy zacieśnienia więzi z UE. No, cóż - socjalistę do centrali ciągnie. Ciekawa sprawa - na onecie opublikowali wypowiedzi frakcji Parlamentu Europejskiego. Oczywiście przytoczono jedynie frakcje z tzw. nurtu eurosocjalistycznego, tj. Europejską Partię Ludową (w skład której wchodzą eurodeputowani PO - to jasne, że chwalą swoich), Europejską Partię Socjalistyczną (cóż, ja bym się obraził, gdyby tacy się ucieszyli z mojego zwycięstwa) i jeszcze którąś z lewych frakcji. Wypowiedzi z Frakcji Europy Narodów, czy oczywiście nie opublikowano. W polityce zagranicznej wracamy zatem także do starego - gdakania jak kokoszki wokoło. Mnie to nie cieszy.

1. Przyspieszenie wzrostu gospodarczego (teraz mamy 6%)
2. Wzrost płac oraz podniesienie emerytur i rent
3. Budowa dróg i autostrad
4. Bezpłatny dostęp do opieki medycznej i likwidację NFZ
5. Podatek liniowy z ulgą prorodzinną
6. Budowa stadionów na Euro 2012
7. Szybki powrót naszych wojsk z Iraku (2008)
8. Skłonienie emigrantów do powrotu do Polski
9. Podniesienie poziomu edukacji
10. Rzeczywistą walkę z korupcją

wybory w Polsce
o tym już napisałem, więc chyba nie ma co poruszać tematu, którego każdy ma dość. Chciałem jednak podzielić się pewnych banalnym wrażeniem. Otóż, gremialne pójście na wybory i ratowanie ojczyzny głosem na PO wydaje mi się śmieszne. Obawiam się bowiem, że jeśli owi wyborcy przeczytaliby program PO, albo porozmawiali lub poprzebywali przez 24 godziny z którymś z polityków, nie byliby zbytnio zadowoleni. No, ale cóż - łatka medialna była jasna, polskie polityczne dziewice jak ognia boją się oddać michnikowskiego straconego głosu i w większości głosują tak, jak zasugerowali w telewizorze. Pan Tusk jest fajny, pan Kaczor nie. Pan Kwaśniewski też dość fajny, Pawlak też miły, a reszta to już stracone głosy - zresztą reszty nie pokazywali, więc reszta nie istnieje. Polak nie głosuje na to, co uważa za słuszne (w chwili wyborów jest chyba na tyle zdezorientowany, że zagłosowałby wg każdego krytetium), tylko na to jak mu zaprezentowano coś, co widział w telewizorze.
Powiem to w przypowieści. Przychodzi człowiek do restauracji i chce zjeść pysznego schabowego. Sorry lalka - mówi miglancowaty kelner - schabowe to obciach, a poza tym w karcie mamy tylko stare frytki, tłuste pierogi ze zmielonych uszu i żeberka prawie bez mięsa. Wszyscy wybierają frytki - Pan też wygląda jakby był fajny, frytki są dla Pana!
A wi pan co? - odpowiada klient - od zawsze miałem ochotę na stare frytki!

co mnie denerwuje?
to mnie właśnie denerwuje. Co jeszcze? Denerwuje mnie kraj, w którym teraz mieszkam - kraj, gdzie gospodarka się nie rozwija, chociaż każdy jest z niej bardzo dumny, gdzie ludzie chronią przyrodę, a zabijają własne dzieci, kraj w którym każdy szuka miłości, a większość znajduje tylko genitalia, kraj w którym socjalizm nazywa się liberalizmem, kraj gdzie cześć mówi się przez pół minuty! Kraj, w którym za pół wieku będą mieszkać Koreańczycy i Arabowie wraz ze starą mniejszością niemiecką (dwa głosy w Bundestagu), a którego obecni mieszkańcy są zawsze w dobrym humorze. Poza tym - wszystko w porządalu.

wierszydełko
dobra grzyzga, kończ pan żale! wierszyk dajem:

Muzeum zaprasza od rana do wieczora

inżyniera woltaż
na wykresie
milimetrowym

poety
dupaż zapełnionej sali
z pustym pierwszym rzędem i
potem zza ściany perfum

gdzie oddech nagle równy
oznacza usta otwarte
a oczy zamknięte
unoszące się nad krawatem

poety dupaż sali
gdynie jest wprawdzie specjalistą
ale mówi "ale"
słusznie wywołując parskanie

myśl na dziś
jest następująca:

Od skrytych grzechów moich oczyść mnie, Panie. A cudze odpuść słudze Twemu. Panie wysłuchaj modlitwy mojej, a wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie.
pod.red. ks. Janusza Lekana i ks. Jana O'Dogherty'ego, Rozmowy z Jezusem przed i po Mszy Świętej, Ząbki 2000, s. 13

niedziela, 14 października 2007

dobra grzyzga - strzelaj pan nawijkę, bo trzeba nadrobić blogowe zaległości!

sobota
sobota była taka - pangruszka rano pobiegał, potem popracował nad adaptacją loftu w Strasburgu bodajże a później odwiedził Pana Jezusa na Mszy w Sankt-Michaelu! Odwiedziny były owocne jak zwykle, po nich poszedłem do chłopaków z Schackstrasse - monachijski odpowiednik Filtrowej. Jednak gdzie tu się równać z Filtrową! Skromne, choć duże mieszkanko, ale z wielkim gustem urządzone! Wśród gospodarzy był Bernd - dziennikarz, który ma szczególny sentyment do Polski, odkąd w 1981 ją odwiedził! Ciekawa sprawa - razem ze swoimi kolegami z Bonn uznał, że z okazji pielgrzymki Jana Pawła II do Niemiec w 1980 roku, zrobią prezent Papieżowi. Postanowili kupić samochód (VW "ogórek") dla którejś z polskich parafii. Jak postanowili, tak zrobili, Papież kazał samochód ofiarować Krakusom (tak, Galicja zawsze była biedniejsza...) - wobec tego dzielne chłopy wsiadły w Volskwagena i przez Szczecin, Gdańsk, Malbork, Warszawę, Częstochowę dojechali do Krakowa, skąd przez Auschwitz i Wrocław wrócili do Bonn! Podczas tej wizyty byli tak bardzo przejęci doświadczeniem Solidarności, że aż dotąd gdy tylko widzą Polaka, zaczynają o tym opowiadać! Bernd pokazał mi cały segregator z pożółkłymi wycinkami z gazet, ulotek, bibuł, etc. z okresu 1981-1995 nt. Polski, Solidarności, polskiej polityki. Istne archiwum.
Później przeszliśmy się napoić do pewnej znanej i bardzo starej knajpki na Schellingstrasse (nie pamiętam nazwy...), gdzie rozmawialiśmy najpierw o sobie samych, doświadczeniach typu jak się żyje katolikowi w ultratolerancyjnych Niemczech, by później przejść do Unii Europejskiej i Polski. Rozmowa o polityce zagranicznej, polskiej kulturze politycznej, postkomunistycznej nocy 1993-2005, była dla nas obu na tyle odkrywcza i pasjonująca, że w mig zniknęło sprzede mnie miejscowe piwko Schneider Weissbier (cud, miód!), sprzed Bernda cola z fantą i cytryną, stuknęła 23:30 i zadzwoniła zaniepokojona i zmartwiona Oleńka! Okazało się bowiem, iż rozdyskutowany i rozpolitykowany pangrzyzga (niczym swój dziadek Henryk) nie usłyszał sześciu SMSów od zaniepokojonej Ukochanej! Musiałem się gęsto tłumaczyć, to jasne; Bernd serdecznie się uśmiał! Szybko zatem zwinęliśmy majdan i przed 24:00 byłem już w swojej melinie przy Helene-Mayer-Ring! Oleńka spokojnie zasnęła...

niedziela
tak więc - zabalowałem jak ruski czajnik! Odbiło to się dziś, gdy chcąc wstać o 7:10 odczułem marność swojego ciała i musiałem odłożyć chwilę bohaterską na za 20 minut! Skandal, wiem, ale myślałem że bardziej się przekręcę, niż zdołam wstać! No, ale w końcu zwlokłem się z barłogu, umyłem się grzecznie pod prysznicem, zjadłem wyborne śniadanie i wyfroterowszy zęby, opsiknąwszy się dezodorantem i perfumą, wyglancowany jak książę z bajki, udałem się na Mszę Świętą do Sankt-Michaela. Dziś towarzyszył nam chór gregoriański, więc wyjątkowo niedzielna Msza była Mszą, a nie koncertem z przerwą na Mszę. Po niej, wraz z Fritzem i Benediktem (synem Fritza, pamiętacie?) udaliśmy się na darmową kawę do klubu parafialnego (chyba nie tylko ja wśród nas trzech mam żydowskie korzenie...). Potem panowie zrobili mi psikusa, wsiadając na swoje rowery i mówiąc - No, to czółko paniegrzyzga. Zobaczymy się przed uniwerkiem za parę minut, tak? Okej, polska nindża nie takie rzeczy robiła - lecę ci ja do metra, U6 Richtung nach Froettmanning, dwie stacyjki i jestem pod uniwerkiem, gdzie miała się odbyć 20 rocznica założenia Fundacji Białej Róży, na którą z gościnnym występem zaproszono Władysława Bartoszewskiego. Nie będę się rozwodził - wszystko widać na zdjęciach. Warto wspomnieć tylko, że Bartoszewski mówił nt. wartości pamiętania o i uczenia się z historii, po to by budować teraźniejszość i przyszłość. Owacja na stojąco, pangrzyzga miał łzy w oczach, gdy pan Władysław opowiadał o tym, jak widział egzekucję człowieka na placu apelowym w Auschwitz i nie był w stanie nic zrobić. Pierwsza sprawa - opis tej sytuacji znajduje się w Warto być przyzwoitym, więc sytuację znałem. Druga sprawa - nie wiem, gdzie to słyszałem, ale gdy mężczyzna płacze, to znaczy że trzeba płakać.

kuluary
w kuluarach poznałem całkiem wesołą grupę Rodaków poleconą mi przez przez Krzyśka Mazura (tak, tak, to autor wybornego artykułu na http://polskawybiera2007.blox.pl/html) Agnieszkę! Wspaniale było pogaworzyć po polsku tak z Bartoszewskim, jak i z chłopakami i dziewczynami made in Poland! Niewykluczone, że stworzymy football squad - jest już nas trzech!

Estonia
dobra, panietusku, teraz powiem trochę o debacie. Pan Donald raczył pieprznąć podczas debaty z panem Jarkiem niezłego klocka! Proszę wybaczyć te sformułowania, ale nasza kultura polityczna wymaga pewnej sarmackiej rubaszności. Otóż, rozchodzi się o przykład Estonii. Dlaczego nie może u nas być tak jak w Estonii? W cytacie składnia jest moja, treść od pana Donalda. Otóż, odpowiadam panie Przewodniczący!
Cud gospodarczy w Estonii zrobił rząd Marta Laara (tak, to prawda, że wielu jasnowidzów twierdzi, że analogiczny rząd powstanie w Polsce za 4 lub 8 lat, tylko że ów Mart Laar będzie nazywał się Maciejem Gnyszką, albo coś w tym guście). Co zrobił? Najpierw przeprowadził lustrację, wypitolił ruską agenturę z banków, państwowych i prywatnych firm (wiele banków, firm i instytucji doprowadzając do bankructwa), potem zrobił reformę systemu gospodarczego. Efekty wszyscy znamy - brak korupcji, kosmiczny wzrost PKB rok do roku, cuda na kiju. Proszę sobie poczytać książkę Laara na ten temat, albo wersja dla ubogich - wywiad dla Rzeczypospolitej z lipca tego roku.
I co z tego wynika? Ano, to z tego wynika, że jeśli nie pozbędziemy się postkomunistycznego balastu w biznesie i polityce, cudu gospodarczego w Polsce nie będzie. Czy wyobrażacie sobie co by pisali o Laarze w Polsce, gdyby się zabrał za rządzenie tak, jak zrobił to w Estonii? Hahaha! Czytalibyśmy, że Premier Laar depcze ludzką godność, poluje na czarownice, zawłaszcza państwo, niszczy społeczeństwo obywatelskie, etc. Znane? Tak, znane. Różnica między Polską a Estonią jest taka, że oni Ruskich i komunistów mieli na co dzień i tak zaleźli im za skórę, że znieść już tego nie mogli. U nas zaś działalność panów pokroju Michnika et consortes doprowadziła do tego, że mieliśmy już uwłaszczenie nomenklatury, agentów w mediach, oligarchów medialnych rodem z SB, dwukrotnego prezydenta drobnego cwaniaczka, etc. i choć dwa lata temu zdecydowaliśmy się z tym zerwać, już powoli wierzymy, że wybraliśmy źle. Uczmy się od Estończyków i raka z własnego organizmu wytnijmy. Pytanie kontrolne: Kto był autorem pierwszej ustawy lustracyjnej i przypłacił to później 14 latami niebytu politycznego? Janusz Korwin-Mikke, tak ten pan na którego partię głosujemy (wespół z Prawicą Rzeczypospolitej - jednych zainstalujemy w Sejmie, drugich w Senacie)...

Irlandia
Dondi jeszcze palnął coś o Irlandii - kiedy będzie u nas jak w Irlandii? Odpowiem krócej niż poprzednio. Z Irlandią było tak: najpierw Irlandczycy jeździli na saksy do USA, potem wzięli się za inwestowanie w swój kraj. Pewnie wówczas były tam takie miglance jak u nas, które wciąż oskarżają wszystkich o spowodowanie masowych wyjazdów Polaków za granicę. A ja stale mówię - wyjazdy Polaków zaczęły się z chwilą przystąpienia do UE, to po pierwsze. Po drugie, jeśli Kaczyński są za to odpowiedzialni - chwała im za to! Sto razy już o tym pisałem na blogu, więcej chyba już nie będę - panie Donaldzie, luknij pan do archiwum.

tomiszcze i ankiety
są dwie ankiety na stronie mojej - głosujemy, moi mili. Widzę, że komitet wyborczy PO wynajął klikaczy i już tu trochę naklikali na PO... Co do pierwszej ankiety - badam rynek! Niewykluczone, że niedługo - jako praca semestralna na katowickiej ASP - powstanie projekt graficzny tomiku moich wierszydełek. Ciekawe, czy ktoś byłby chętny...

halo Bernd!
Halo Bernd! Hast du das alle gelesen? Ich hab' ueber unsere Treffnung ein bisschen geschrieben! Bis bald!

myśl na dziś
Dziecko, czyż nie rozpala cię pragnienie czynienia tak, by Go wszyscy kochali?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 300

piątek, 12 października 2007

idzie noc, idzie noc - piątek

sprostowanie
niechaj będzie jasne - bo mam sygnały, że niektórzy mylnie zrozumieli moję myśl. Otóż, pisząc wczoraj iż nie zamierzam bać się posiadania dzieci i je posiadać chociażbym miał się skichać, nie chodziło mi o skichanie się od nadaktywności seksualnej, tylko o nadaktywność zawodową, by pociechy swe wespół z żoną utrzymać. Wiem skądinąd, iż niektórzy Radiosłuchacze pomyśleli, że chodzi o to pierwsze. Otóż mówię - nie chodzi. Chodzi o to drugie.

hybyskus
rozkokosił mi się Hibiskusek! Zobaczcie na zdjęciach poniżej jego ewolucję. Wieczorem wczoraj był zamknięty, ledwo myślący o otwarciu, rano się ośmielił (opisałem to poniżej), a wieczorem to już normalnie cały rozkokoszony! Niestety, choć będzie głosował na listę 3 na kandydatów Prawicy Rzeczypospolitej i Unii Polityki Realnej (tak, debatę też oglądał - celował pręcikiem w Tuska), nie jest on ewidentnie hibiskusem prawicy! Farbowany lis, albo jeszcze gorzej (mam na względzie pewnego Lisa)! Otóż, mój hibiskus po otwarciu popadł w bezpruderię i ekshibicjonizm. Co on se myśli, że ja na biologię nie chodziłem? Że nie wiem, czym dla niego są te obleśne pręciki, które bezwstydnie wypręża? Mówię, mu: Cholera, uspokój się, ludzie w bibliotece się gapią przez balkon! A on nic. No, to nic, będziesz spał pod ręcznikiem, miglancu jeden.

Ramadan
wczoraj skończył się Ramadan, czyli muzułmański post. Poznałem to po wyciu w paru pokojach i wrzaskach, i zawodzącej muzie koło 24:00. Dobra bisurmany - myślę sobie - Sobieskiego zapomnieliście, to w sobotę Wam fundnę Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie na cały głos. Zbieram siły na jutro.

pycha rozumu, czyli socjalizm
to, co powyżej, to cytat z Hayeka. Zresztą nieważne czy z Hayeka, czy z Lenina, pic polega na tym, że socjalizm i cała lewicowość opiera się na pysznej wierze w zdolności rozumu. Taki konstruktywizm - jesteśmy w stanie wszystko przewidzieć, jesteśmy w stanie wszystko zaplanować, obwarować prawami, jesteśmy w stanie rewolucyjnie zmienić świat w dowolnym kierunku. To zawsze kończy się klęską, od tyranii, po totalitaryzmy i obecne ich wersje. Człowiek myślący, że świat zaczął się z chwilą jego narodzin i nic przed nim nie było, to człowiek groźny dla siebie, dla świata i innych ludzi.

debata
och, cóż za wspaniała, merytoryczna debata! Wyborna, doprawdy miło mi się oglądało, jak Dondi wygadywał banialuki, nie odpowiadał na pytania, tylko mówił że receptą na politykę zagraniczną PO jest to, że Bartoszewski powiedział, że Kaczory to warchoły, a poza tym to nic nie zrobiliście. Jarek też parę razy przywalił niezłego kloca (np. wtedy gdy definiował liberalizm), ale moim zdaniem wypadł o niebo lepiej. Dondi swoją argumentację opierał na trzech źródłach:
1/ powszechne mniemanie Polaków (dlaczego Dondi uważa, że jest ich głosem?)
2/ autorytet Bartoszewskiego (lubię pana Władysława, ale śmiesznie brzmiały te ochy i achy Tuska nad jego profesurą i byciem autorytetem, zresztą Jaruś dobrze to skwitował - że ma swój rozum, a Bartoszewskiego bardzo szanuje)
3/ powszechne mniemanie w ogóle (czyli to, co wszyscy wiemy, bo pismaki napisały, a my sobie w maglu napowtarzalim).
Cienko, oj cienko. Koalicji nie będzie, Donduś chyba rzeczywiście ma bzika na swoim punkcie. A ja i tak głosuję na listę KWLPR.

złota polska jesień
idąc tropem błyskotliwej argumentacji Tuska. Polska jesień uciekła z Kraju przez IV RP! Kaczory ją wygoniły - spotkałem ją dzisiaj łażącą bez celu po Monachium... Zdjęcie poniżej. Wszystko zepsuli, ci Kaczorowie.

Rodacy do pracy!
no, i stało się. Pangrzyzga znalazł pracę! Będzie pracował jako asystent w pracowni architektonicznej PADOPLAN. Może nie będę opowiadał szczegółów negocjacji, ale bardzo miło rozmawiało mi się z szefami pracowni, dwom przemiłymi 50, 60-letnimi panami, którzy bardzo mnie polubili i zapewnili sobie moją sympatię. Śmieszna sprawa, byłem od nich ubrany bardziej elegancko i odnoszę wrażenie, że w momencie gdy mówiłem (dobrze, że przed wizytą zaszedłem do kościoła poprosić o dar języków i dobre przyjęcie), a oni słuchali sobie o tym co robię w Polsce, jakie mam plany, itd. z boku mogło to wyglądać na wizytę jakiegoś ober-szefa, szczególnie że - o dziwo! - nawijałem po dojczlandzku jak mały Helmut, albo jakbym miał co najmniej dziadka w Wehrmachtcie (tak...). Śmieszne, nawet się zaśmiałem, bo to doprawdy pociesznie mogło wyglądać... No, ale od przyszłego czwartku do roboty! Lajf yz brutal.

czy pandamson nas czyta?
panieadamsyncie, jesteś pan na linii?

wierszydełko
Żałko matuszka, pojebat' priszli

A pod pachami
resztki wieczornej elegancji

i oczy zmęczone

początek 2004

myśl na dziś
myślna dziś jest taka, że proszę sobie pomyśleć po przyjęciu Komunii Świętej, że to ciało które macie w ustach, to to samo zbite w Wielki Piątek Ciało Pana Jezusa. Dziś o tym pomyślałem i ogarnęło mnie wzruszenie gdy wracałem do ławki w kościele. Co za wielka rzecz - Eucharystia!

niedziela, 7 października 2007

gregoriansy dają w niedzielę czadu

jest niedziela, Oleńka jedzie już do domu, a panmaciura słucha gregoriansów z laptopa, moczy mlekołaki na kolację i pisze bloga. Za ścianą tłuką się krewkie sąsiady.

szpaciren, szpaciren
odkąd przyjechała Oleńka, jeżdżenie windą i schodami ruchomymi się skończyło. Proste. Po co jeździć, skoro można poskakać po schodach? Zasiedziałemu, spupiałemu i zinteligenciałemu ciału dobrze to zrobi - mówiłem już, że z tą niewiastą dzielną nie jest aż tak źle, że da się znaleźć?
Umiejętność wykorzystywania małych rzeczy w drodze do rzeczy wielkich jest nieoceniona - nieważne czy wzmacniamy obronność państwa skacząc codziennie po schodach, czy budujemy fortunę odmawiając sobie drugiego banana... albo, gdy zaczynamy kochać wstrętnego sąsiada, dążąc do świętości.

Jaruś - z prawej go!
Uuuuu... kampania wyborcza w trakcie! Premier Jarek powiedział dziś - chyba słusznie - że Dondi wprowadził do języka polityki chamstwo. Powiedział to po tym, gdy Donduś robiąc dziś wszystko, żebym przeczytał o jego kolejnej przełomowej tezie nt. Dlaczego Kaczory gupie so? (na Onecie co dwie godziny był nowy nius z kolejną myślą nowoczesnego Polaka), wygłosił pogląd iż Jaruś to Juruś. Chodzi o tego smutnego człowieka z odstającymi uszami, który wbrew pozorom nie ma nic wspólnego ze Towarzystwem Urbanistów Polskich. Dobre, co? Jaruś nie wiedząc do kogo jeszcze może być porównany, skomentował to tak:
Myślałem, że może do Kiszczaka, ale zapomniałem, że to »człowiek honoru«. Ci panowie wszyscy są ze sobą blisko, mówię o Michniku, Donaldzie Tusku, Kwaśniewskim itd. Otóż do człowieka honoru pewnie mnie nie będą porównywać.
Cóż, kampania się zaostrza, a ja podobnie jak Jarosław Marek Rymkiewicz, czuję że historia ruszyła naprzód, że polski żubr został ugryziony w tyłek (Poeta użył nieco mniej eleganckiego, ale za to sarmackiego określenia na "d"). W końcu mamy w polityce spór, zwroty akcji, język nie przypomina budyniu... Tak, istotą demokracji jest spór, to w demokracji ludowej panowała zgoda. Inną sprawą jest to, by spór dotyczył rzeczy ważnych.

Donald - dajesz pan!
Dondi, nie poddawaj się - powiedz Małemu gdzie jego miejsce. Po wyborach sam je zajmiesz... Sasasasasa... to za dzisiejszą niedzielę!

Polacy w Monachium po raz drugi
Mimo zaproszenia, którym poczęstował nas Fritz, nie poszliśmy na Mszę Świętą do Sankt Michaela, tylko na polską Mszę do św. Józefa. Nie wiedząc w którą stronę iść, podążaliśmy za wystrojonymi Rodakami. W kościele tłum wiernych, ministrantów i księży. Polska Misja Katolicka w Muenchenie działa jak Huta Lenina za dobrych lat - pińcet procent normy, moi mili.
Myślałem już o tym wcześniej - to dobrze, że Polacy emigrują. Niech sobie powyjeżdżają z Polski do Niemiec, Irlandii, USA... Dzięki temu zobaczą, że krajowy burdel, na który wciąż narzekają, jest ich własnym dzieckiem - bękartem własnego dziadostwa, lęku i lenistwa. Zauważą też z kolei, że i w innych ziemiach obiecanych sporo jest ziemioobiecanego, obcego burdelu. Zdobędą w szybki sposób cnoty niezbędne do ruszenia własnego podwórka naprzód. Choć nie wyjeżdżają przez Kaczyńskich, to nawet gdyby tak było - byłaby to ich zasługa!
Dlaczego zdobędą cnoty? Po pierwsze w pracy nauczą się dyscypliny, punktualności, oszczędności, i in. Po drugie w Kościele - wiem i widzę to coraz jaśniej, że nagle na obczyźnie odkrywają Boga. Dopiero tu mogą spojrzeć na swoją formalną, pogańską pobożność, mogą zobaczyć alternatywy, zauważyć istotę Wiary, której przez nikogo nie niepokojeni, nie zobaczyliby z ciepłego przedsionka własnego, rodzinnego kościoła. Widoki, jakich dostarczają mi zaangażowani wierni Polskiej Misji Katolickiej, praca formacyjna, którą robią tu redemptoryści, jest wspaniały. To rzeczywiście od nas wyjdzie iskra na cały świat...
Wokół kościoła samochody z polskimi gazetami, pani rozdaje ulotki o polsko-niemieckim biurze matrymonialnym... Ach! Duch i przedsiębiorczość w narodzie nie giną!

czym warto się podniecać?
jeszcze jeden religijny temat na dziś. Fritz zaprosił mnie na drugi dzień od naszego spotkania na Mszę u jezuitów w Sankt Michael Kirche. Wspaniała francuska kompozycja Cecilienmesse (Fritz, zapomniałem autora...!), piękna oprawa liturgiczna, ludzie na krzesełkach jak wryci... Można nie zauważyć, że na ołtarzu Pan Jezus oddaje życie za swoje owieczki, że uobecnia się Golgota, że Chrystus obecny jest tu fizycznie... Ano właśnie - bardzo sprotestantyzowani są miejscowi ludzie ochrzczeni w obrządku rzymskim (nie, nie piszę katolicy, bo to mylące okreslenie). Socjalistyczni i protestanccy.
Dziś z Oleńką byliśmy zaproszeni na Mszę z Marienmotetten, oraz z hiciorem - kazaniem pewnego monachijskiego jezuity (który porywa Fritza swoją socjalnością i niepokornością wobec Papieża). Nie byliśmy, ale Fritz zdradził mi przez telefon, że nic nie straciliśmy, bo kazanie było cienkie... no muzyki trochę szkoda, bo nieźle pogrywali. Rzeczywiście nic nie straciliśmy - u św. Józefa też był Pan Jezus.

63 dni poezji panagrzyzgi
jejku, czas kończyć, bo długi post wyjdzie! Dwie rzeczy jeszcze - mój pierwszy wiersz w życiu w ramach 63 dni (patrz post z przedczoraju) oraz poniżej zdjęcie z moim nowym auteczkiem - dzięki wszystkim, którzy klikają w reklamy Gugla...

Fikam

Sikam
na wietrze
wiatr z prawej strony
zniżudowyżu - odwrotnie
nadaje przyspieszenie
częściom mnie
(w tle słupy dzielą
niebo i pola
w paseczki)

I cieszy mnie ta parabola

Trzeba wytrzeć buty

myśl na dziś
Naucz się często w ciągu dnia wznosić serce do Boga w dziękczynieniu. – Za to, że daje ci to lub tamto. – Za to, że pogardzono tobą. – Za to, że nie masz tego, co potrzebujesz, lub za to, że właśnie masz. Za to, że tak piękną uczynił swoją Matkę, która jest także twoją Matką. – Za to, że stworzył słońce i księżyc, i tamto zwierzę, i tę roślinę. – Za to, że kogoś obdarzył wymową, a ciebie uczynił takim mrukiem... Dziękuj Mu za wszystko, bo wszystko jest dobre.
Św. Josemaría Escriva, Droga, nr 268

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO