Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. józef pelczar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. józef pelczar. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lutego 2009

[22 II 2009] Przewodnik po Wielkim Poście


Wielki Post za pasem – do roboty!
wstęp
nikomu nie tajno, że od środy najbliższej, zwanej „popielcową” zaczyna się Wielki Post! Jak już pisałem ostatnio, czas to błogosławiony... bo prowadzi w końcu do centralnego święta Roku Liturgicznego – do Wielkiejnocy.
Gwoli ścisłości, gdy pisałem ostatnio o nicości, o tym że ja – moi Czytelnicy pewnie też – nic nie jesteśmy warci, nie miałem na myśli niczego heretyckiego, nie zamierzałem umniejszać w niczym zasług Pana Jezusa wobec nas. Otóż, prawdą jest, że sami z siebie niczym jesteśmy, a jedyne, co w nas warte uwagi – od Pana Boga, jako Stwórcy, a potem Odkupiciela, pochodzi. Jednym słowem – to, że mamy wielką godność, to że wspaniali możemy być... mało w tym naszej zasługi. Pan Jezus za nas umarł z miłości, to wielka rzecz... ale nie zmienia ona tego, że wciąż każdy z nas mało na to zasługuje. Warto więc wykorzystać Wielki Post najpierw po to, by tę rzecz sobie uświadomić. Później zaś po to, by wziąć się za siebie rękami Pana Boga... i ruszyć z kopyta za Nim, by Go naśladować.
Dziś czytałem jeden rozdział św. Bpa Pelczara Rozmyślań o życiu kapłańskim (stale polecam tę książkę i cieszę się, że ostatnio w komentarzu pod postem odezwał się Łukasz, który jest świeżym adeptem bpa Pelczara!) o pokorze... w którym rozważa właśnie tę sprawę, o której pisałem powyżej. Przytoczę ten fragment, także i po to, by na podstawie dwóch obszernych cytatów z Pelczara (ostatnio cytowałem rozdział o wykorzystaniu czasu), każdy mógł zrozumieć, że choć książka w tytule odnosi się do kapłanów... tak naprawdę jest uniwersalna i dobra dla każdego, kto poważnie myśli o świętości!

(...) Ale tym wszystkim jestem z niewysłowionej miłości Bożej; sam zaś z siebie czymże jestem? Oto najpierw nicestwem, bo wszechmoc i miłośc Boża powołała mnie do bytu i utrzymuje mnie ciągle, inaczej wróciłbym do nicości. Jestem po wtóre słabością i nędzą (...) Jestem wreszcie grzesznikiem (...)

domyślam się, że ten Wielki Post nie jest pierwszym, który Czytelnik będzie przeżywał. Dlatego też odwołam się do wspólnego doświadczenia... zgodnie z którym każdorazowo z Wielkim Postem wiążemy wielkie nadzieje na poprawę... a rzecz kończy się tak, jak zawsze, czyli zawodem. Dlatego też postanowiłem przygotować ten krótki przewodnik po Wielkim Poście, dzieląc się m.in. własnymi doświadczeniami (warto także w komentarzach podzielić się własnymi). Dzielę go na trzy części, reprezentowane przez trzy dobre uczynki: post, modlitwę i jałmużnę.


post
wszyscy z grubsza wiemy, co rozumieć przez post... chociaż to pojęcie zbyt mocno związane jest z kuchnią! Lepsze chyba jest „umartwienie”, czyli po prostu działanie mające na celu podporządkowanie naszej woli, woli Bożej. Na przekór sobie... pamiętamy jak św. Paweł pisał o prawie w swoich członkach, które nie zgadza się z prawem Bożym. Po grzechu pierworodnym to niestety normalka... łatwiej nam żreć jak świnie, zamiast umiarkowanie i elegancko pojadać. Łatwiej się zdenerwować i wybuchnąć, niż przyjąć spokojnie upokorzenie. Łatwiej na kogoś nielubianego krzywo patrzeć, niż przemóc się i zaproponować mu wspólne wyjście na piwko. Łatwiej w końcu jeść w ciągu dnia kanapki, obiad, pączka, batonika i parę innych rzeczy, zamiast spokojnie, jak Pan Bóg przykazał, narzucić sobie stałe pory jedzenia i picia, podczas których powściągliwie zjemy naznaczony, skromny posiłek. Nie mówiąc już o tym, że o wiele łatwiej jest rozbierać wzrokiem mijane dziewczyny (oj, a któraż to teraz nie prowokuje wyglądem?!), nić odwrócić oczy i porozmawiać w spokoju z Aniołem Stróżem... Prawda? Umartwienie polega na tym, by zrobić to, co się zdecydowało, co jest słuszne i miłe Panu Bogu, zamiast tego, co odruchowe.
Zobaczmy, co w Drodze. Bruździe i Kuźni pisze św. Josemaria na temat umartwienia:

Jakże wiele cię kosztuje to niewielkie umartwienie! — Walczysz. — Zupełnie jakby ci powiedziano: Dlaczego masz dotrzymywać w życiu wyznaczonego planu, dlaczego masz być zależny od zegarka? — Przyjrzyj się, jak łatwo można oszukać małe dzieci! Nie chcą przyjąć gorzkiego lekarstwa, ale zaraz zostaną zachęceni... No, — mówią im — ta łyżeczka to za tatusia, a ta druga za babcię... i tak dalej, aż zażyją wszystko.

Tak samo i ty: jeszcze kwadrans włosiennicy za dusze w czyśćcu, pięć minut za rodziców, jeszcze pięć za braci w dziele apostolskim... Aż upłynie wyznaczony czas.

Umartwienie dokonane w ten sposób ma wielką wartość!


No... i co? Chyba czas najwyższy się za to wziąć!
Udaj się najpierw na jakieś skupienie, najlepiej w kaplicy, w spokoju... zrób porządny rachunek sumienia, znajdź wszystkie wady, które zdążyły w dotychczasowym życiu w Tobie rozkwitnąć. Później pomyśl o tym, na czym polegają cnoty przeciwne tym wadom. Podejmij konkretne postanowienia mające zaradzić tym wadom. Konkrecik, możliwy do wykonania. Później ułóż sobie plan konsekwentnej realizacji dwóch, trzech postanowień. Na resztę przyjdzie pora. Te trzy bierz na klatę podczas Wielkiego Postu!
Ja Cię w tej pracy nie zastąpię, ale mogę poddać w punktach parę pomysłów.
- wstawaj o z góry naznaczonej porze, nie później i nie wcześniej,
- wyznacz sobie żelazny czas na lekturę duchową każdego dnia. Nie chce Ci się, ani nie możesz się skupić? Tym bardziej tego potrzebujesz. Bierz do lektury na Wielki Post porządną książkę ascetyczną – ja mam dwóch ulubionych autorów, wspomnianych św. Józefa Sebastiana Pelczara i św. Josemarię Escrivę. Pomocą może być też newsletter Bądź święty! Który jakiś czas temu stworzyłem.
- ogranicz zbędne koszty,
- ogranicz zbędne czynności,
- sprawdź, czy musisz jeść tyle, ile jesz...
- a nade wszystko, ofiaruj wszystkie te umartwienia w konkretnej intencji, własnej, lub cudzej. Nic nie przychodzi Ci do głowy? Ofiaruj to wszystko w intencji dusz czyśćcowych!


modlitwa
jak wiadomo, to podstawa wszystkiego. Wyżej wspomniałem już o konieczności wyznaczenia sobie czasu na modlitwę myślną, rozważanie. To konieczne... ale na tym się rzecz nie kończy.
Msza Święta! Nie masz czasu? Wydaje Ci się. Przejrzyj spokojnie rozkład zajęć, spójrz na mapę... a zaraz okaże się, że w pobliskim kościele odprawia się o dogodnej porze Msza... Najświętsza Ofiara... bez niej nie ma w Twojej wierze życia. Ucieka stróżkami...
Różaniec. Co Ty na to? Nie umiesz odmawiać? Naucz się od swojej mamy, albo babci. Nie wiesz jak to się robi poza tym, że odmawia się określone modlitwy w określonym porządku? Wbrew pozorom, za Różańcem stoi bardzo długa tradycja medytacyjna i teologiczna... warto ją poznać, np. z tej książeczki.
Gorzkie Żale – jeśli czytasz gnyszkobloga przynajmniej przez rok, to z pewnością pamiętasz moje zeszłoroczne zachwyty nad tym nabożeństwem... poznałem je jeszcze w podstawówce, ale na nowo odkryłem pod koniec liceum! Wspaniałe, po prostu wspaniałe... nie wyobrażam sobie już Wielkiego Postu bez Gorzkich Żali.
Poza tym oczywiście poranne ofiarowanie dnia, południowy Anioł Pański i wieczorny rachunek sumienia wraz z modlitwą dziękczynną za miniony dzień. Zwróć szczególnie uwagę na rachunek sumienia – powinien uwzględniać nie tylko przebieg całego dnia ogólnie pod kątem moralności... ale i cnoty, którą chcesz wypracować, lub umartwienia, które podejmujesz (co np. może korespondować z rozdziałem z Rozmyślań o życiu kapłańskim, który danego dnia przeczytałeś).
Bądź wnikliwy jak księgowa!


jałmużna
i ostatnia sprawa, czyli jałmużna! Nie chodzi tu tylko o zwyczajową puszkę na potrzebujących w Twojej parafii, choć oczywiście i o ten cel zadbaj. Ale nim to zrobisz... zrób porządny przegląd kosztów! Paradoksalnie, lepiej może Ci w tym pomóc książka o finansach, np. Bogaty Ojciec. Biedny Ojciec Kiyosakiego, która uczuli Cię na kwestie związane z generowaniem kosztów. Musisz nad nimi panować nie tylko dlatego, by móc zostać multimilionerem, ale przede wszystkim po to, by skutecznie pomagać bliźnim! Jeśli Ty będziesz biedny, ani nie będziesz wytwarzał wartościowych usług, czy produktów (w taki sposób, by praca Cię uświęcała, o czym pisałem pewnego razu w Pogadankach Inwestorskich)... to nikomu nie będziesz mógł pomóc materialnie!
Dlatego do kosztów podejdź poważnie... chodzi w końcu o to, by pomóc bliźniemu, Twojemu bratu, w którym obecny jest Pan Jezus. Gamę masz ogromną – od domów samotnej matki, przez organizacje dobroczynne, po rozmaite inicjatywy katolickie, np. w mediach (tak, tak... mówię tu np. o Klubie Frondy)!
Parę pomysłów godnych uwagi podaję w tekście, do którego linkuje banner pod tym wpisem (wspieraj.bloga).
Ale nie chodzi tu tylko o pieniądze! Złóż komuś jałmużnę ze swojego czasu, który mógłby być wolny, albo produktywnie wykorzystany... „strać” trochę czasu, by odwiedzić chorych (poszukaj w swojej okolicy np. ośrodka Opus Dei – ludzie stamtąd organizują regularne wizyty np. w hospicjach), wysłuchać przyjaciela, czy przyjaciółki, których potrącił los... Jeśli się dobrze rozejrzysz to takich ludzi znajdziesz, a przy okazji zyskasz okazję do znalezienia umartwienia! Przecież nie zawsze chce się po raz dziesiąty wysłuchiwać tej samej, smutnej historii... trzeba się do cierpliwości zmusić!

P.S. Jeśli ktoś ma ochotę zagłosowac na mojego bloga w nowym konkursie na Bloga Roku, nie zabraniam: wchodzimy tutaj: http://www.wiadomosci24.pl/blog_glosuj/1717.html i wpisujemy swojego maila!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek-dobranocka.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek.html





czwartek, 19 lutego 2009

Tłusty czwartek a tu idzie Wielki Post, czyli jestem nikim!

dziś tłusty czwartek!


Smacznych i świeżych pączków życzę wszystkim Czytelnikom, przepraszając równocześnie za brak wpisów w ostatnim czasie. Jednak w związku ze zbliżaniem się pewnego wydarzenia, byłem (i jeszcze będę) nieco zajęty!
Mam nadzieję, że nasze obżarstwo nie skończy się w sposób podobny do tego, który ilustruje zdjęcie znalezione w internecie...


Z drugiej zaś strony – zbliża nam się Wielki Post! Czas przeze mnie ulubiony w roku liturgicznym! Ze względu na wiele rzeczy, nie tylko to, że co tydzień mogę być na Gorzkich Żalach, czy w kościele śpiewa się moje ulubione pieśni. Wielki Post, to wspaniały czas, w którym człowiek wraca do swoich właściwych rozmiarów. Łatwiej mu zdać sobie sprawę z tego, że jest naprawdę nikim... zarówno w porównaniu z tymi których zna, jak i tymi, o których nigdy nie słyszał! Tym bardziej jest nikim w sensie absolutnym – w zestawieniu z Bogiem. To wspaniałe uczucie... powrócić do właściwych sobie rozmiarów.
By sobie w tym pomóc – polecam lekturę, którą podusnął mi na któryś z poprzednich Wielkich Postów spowiednik. Jest nią oczywiście dzieło św. bpa Pelczara, czyli Rozmyślania o życiu kapłańskim, których fragment ostatnio na blogu przytoczyłem!
Wciąż jest problem z tym, że Czytelnik myśli sobie „O, to rozmyślania dla księży, czyli nie dla mnie!”. Otóż nie – te rozmyślania są uniwersalne! Na kilkadziesiąt rozmyślań (przykładowe proszę sobie przejrzec tutaj) tylko parę jest stricte dla kapłanów. Cieszę się, że ostatnio – nieświadomie – właśnie dzięki wklejeniu fragmentu „Rozmyślań...” udało mi się zachęcic jednego kolegę (o którym zresztą nie wiedziałem, że tego bloga czyta) do lektury Pelczara!
Łukasz po paru rozdziałach dołączył do fanklubu św. biskupa Józefa Sebastiana Pelczara!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/czy-wywietla-wam-si-mj-blog.html

myśl na dziś

Jeżeli prawdziwie chcesz być duszą pokutną — pokutującą i radosną — winieneś nade wszystko strzec swojego czasu poświęconego modlitwie — modlitwy wewnętrznej, szczodrej, długiej — i winieneś się starać modlić się nie w chwilach dobrego nastroju, lecz o stałej godzinie, zawsze ilekroć to jest możliwe. Nie zaniedbuj tych szczegółów. Bądź niewolnikiem tego codziennego kultu Bożego, a zapewniam cię, że będziesz się czuł ustawicznie radosnym.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 994




poniedziałek, 19 stycznia 2009

[19 I 2009] poniedziałek - wspomnienie wspaniałego świętego!

bp Pelczar
większość Czytelników wie dobrze, że jestem fanem św. bpa Józefa Sebastiana Pelczara! Dziś Jego obowiązkowe wspomnienie w Kościele! Bardzo mnie to cieszy, szczególnie, że staram się popularyzować Jego dzieła - więc tym razem mam naprawdę dobrą okazję i mogę poszaleć!
Poniżej wklejam jeden z rozdziałów Rozważań... o korzystaniu z czasu - na dowód tego, że jest to świetna książka dla każdego, kto poważnie myśli o świętości. Zresztą, nie muszę chyba przypominać, ale bp Pelczar jest jednym z autorów fragmentów newslettera Bądź Święty!, który uruchomiłem jakiś czas temu!
Poniżej znajdziecie całą bibliografię bpa Pelczara dostępną obecnie na rynku - zrobiłem resercz po wszystkich znanych mi księgarniach, polecam z całego serca! Autor podbił katolickie serca na całym świecie - jak na XIX-wieczną klasykę porządnej myśli ascetycznej. Nasz produkt eksportowy - prosto z Przemyśla! Na Nim wzrastał Jan Paweł II i wielu mniej znanych poza nim.

powiem krótko: nie ma lepszego, nad Pelczara świętego!

równocześnie...
...wypada się zasmucić, że w sytuacji wzmożonego ruchu w związku z zajmowaniem obecnie 5. miejsca w konkursie na Blog Roku 2008 nie mogę pisać więcej i bardziej pod nowych Czytelników. Niestety! Projekt hali wielofunkcyjnej musi być oddany w kolejny wtorek, więc mam dużo pracy... Nowym Czytelnikom polecam rozgościć się na Gnyszkoblogu, popatrzeć na miłe bannerki... i poczytać teksty obecne, jak i przeszłe! Potem zaś - komóreczki w dłoń...

cytat z niezrównanego bpa Pelczara!
pochodzi z "Rozmyślań o życiu kapłańskim" które nieustannie polecam

LV. Korzystanie z czasu (Rozmyślanie to można rozłożyć na dwa dni)
PRAELUDIUM I
Przypomnieć sobie przestrogę Apostoła: Patrzcie tedy, bracia, jako byście ostrożnie chodzili, nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy czas odkupując, iż dni są złe1.
PRAELUDIUM II Spraw, Panie, abym poznał cenę czasu i z czasu należycie korzystał.

Punkt I

Dlaczego potrzeba z czasu korzystać?
1. Każdemu człowiekowi, a więc i mnie, wyznaczył Bóg pewną miarę czasu, jakby dzień roboty, krótszy lub dłuższy, iżbym pracując sumiennie za Jego łaską zarobił sobie na grosz niebieskiej zapłaty. Czas ten jest zatem pierwszą łaską i fundamentem łask innych; a iż tę łaskę wysłużył nam Pan Jezus drogocenną Krwią Swoją, przeto czas tak jest drogi, jak Krew Zbawiciela. Ponieważ za dobre użycie. czasu mam otrzymać szczęśliwą wieczność, przeto czas tyle wart, ile wieczność. Ponieważ wreszcie w tej wieczności mam posiąść doskonale Pana Boga, przeto rzec mogę, że czas takiej jest ceny, jak sam Bóg.
Dla mnie ma czas tym większą wartość, że od dobrego użycia tegoż zależy nadto większa lub mniejsza chwała Boża dodatkowa i zbawienie niejednej duszy, bo wszakże jako kapłan, winienem pracować nad rozszerzeniem chwały Bożej i nad zbawieniem dusz. O Boże, jakże wielce cenić należy każdą godzinę!
A tych godzin tak mało; bo czas krótki jest. Krótkie są dni człowiecze - żali się już stary Hiob - liczba miesiąców jego u Ciebie jest; zamierzyłeś granice jego, które nie będą mogły być przestąpione2. Podobnie skarży się Psalmista: Lata nasze jako pajęczyna będą poczytane, dni żywota naszego w nich siedemdziesiąt lat; a jeśli w możnościach, osiemdziesiąt lat, a nadto co więcej, praca i boleść3. Choćbym żył i dziewięćdziesiąt lat, czymże to jest w porównaniu, już nie mówię, z wiecznością, ale z czasem, jaki upłynął od stworzenia świata i jaki upłynie do końca wieków. Zresztą gdy odejmę te godziny, które obracam na sen, wytchnienie i posiłek, cóż zostanie do pracy? Chwil niewiele, które do tego upływają szybko, jak bystry prąd rzeki, jak orzeł przeszywający powietrze, jak strzała puszczona z łuku. Oto już tyle lat przeżyłem, a dziś wydają mi się one jakby snem krótkim; jeszcze trochę takich lat, może nawet kilka miesięcy lub dni, a skończy się dla mnie czas próby i zasługi.
Jakże mi tedy spieszyć się trzeba, zwłaszcza, że strata czasu jest niepowetowaną... Teraz przyświeca mi dzień zbawienia, ale ten dzień wkrótce przeminie i nastanie noc, to jest wieczność albo jasna i błoga, bo opromieniona światłem chwały, albo ponura i straszna, bo pełna ciemności l grozy piekła. Wielu, nie skorzystawszy z dnia zbawienia, wpadło w tę noc straszną, a teraz w rozpaczy wołają: O Boże, gdybyś nam użyczył choć chwili czasu na pokutę i pracę, jakże byśmy go dobrze użyli; ale daremnie, już czas dla nich przeszedł. Jakimże tedy szaleństwem jest marnowanie czasu!
2. Lecz cóż to znaczy czas marnować? To znaczy nie używać czasu tak, jak Bóg tego żąda. Marnuje zatem czas, kto źle czyni i obraża Boga, bo on jakby żyje na ziemi, a w istocie martwym jest, iż nie ma w sobie życia Bożego. Marnuje czas, kto nic dobrego nie czyni i zaniedbuje to do czego jest ściśle obowiązany. Jest to również sługa nieużyteczny i lękać się powinien, by nie został wrzucony w ciemności zewnętrzne, gdzie płacz i zgrzytanie zębów. Marnuje czas, kto wiele czyni dla siebie, dla ludzi, dla rodziny, dla narodu, dla nauki, ale tak, że tym czynom nie przyświeca jasność wiary. Mimo ciągłej pracy, ma on jednak przy śmierci ręce próżne, bo jak powiedział św. Augustyn: Non utiliter in tempore vivit;
nisi ad comparandum meritum, quo in aeternitate vivatur [Bez pożytku jest życie doczesne, jeśli nie służy zdobywaniu zasługi, dzięki której może trwać w wieczność. Marnuje czas, kto ma wprawdzie światło wiary i wiele czyni dobrego, ale nie to, czego Bóg od niego żąda, bo np. opieszale i pospiesznie spełnia obowiązki, aby się za to oddawać sprawom innym, choć dobrym. Do niego to można by zastosować słowa Zbawiciela: Kto nie jest ze mną, przeciw mnie jest; a kto nie zgromadza ze mną, rozprasza 5. Marnuje wreszcie czas, kto robi to, co Bóg chce, ale nie tak, jak Bóg chce - a więc albo leniwie i niedokładnie, albo bez czystej pobudki. O takim powiedział Duch Św.: Przeklęty, który czyni sprawę Pańską zdradliwie.
3. Niestety, marnowanie czasu jest powszechnym u ludzi. Czas ma niezmierzoną wartość, bo jest to przędza, z której mamy wyrobić sobie szatę nieśmiertelności, nie godzi się zatem lekceważyć ani jednej nitki owszem, trzeba wyzyskać każdą chwilę, bo jak powiedział św. Franciszek Salezy, skąpstwo co do czasu jest dozwolone; - tymczasem tyle ludzi przepędza całe dni, miesiące, lata na niczym i nad tym tylko rozmyśla, jakby czas zabić. Ale też na wielu z nich sprawdza się słowo Proroka: W pracy ludzkiej nie są·.. I przeto je pycha zdjęła, okryli się nieprawością i niezbożnością swoją· Wystąpiła jakoby z tłustości nieprawość ich, puścili się za żądzami serca. Myśleli i mówili złość7.
Są nawet kapłani, którzy nie wiedzą, co począć z czasem, i dla uniknienia nudów różnych chwytają się środków, jak pogadanek, wizyt, gry w karty, polowania, czytania lżejszych książek, a tylko na modlitwę, naukę i pracę duchowną czasu nie mają. Na takich słusznie oburza się św.
Bernard: Pogawędźmy, mówią, przepędźmy godzinę. O tak, przepędzaj godzinę, którą ci do czynienia pokuty, do otrzymania przebaczenia, do uzyskania łaski, do zasłużenia sobie na chwałę miłosierdzie Stworzyciela użyczyło. O tak, przepędzaj ten czas, w którym miałeś Boską ubłagać łaskawość, dążyć do anielskiego obcowania, wzdychać do utraconego dziedzictwa... i płakać nad popełnioną nieprawością8.
I na mnie ciąży ta sama wina, bo ileż to w życiu moim chwil straconych, ile czczych marzeń, głupich myśli, próżnych słów, złych lub nieużytecznych czynów!... O jakże mi daleko do wzoru mojego - Jezusa Chrystusa, który wszystkie chwile ziemskiego życia swojego ofiarował Ojcu Niebieskiemu i ludziom... jakżem niepodobny do świętych biskupów i kapłanów, którym czas wydawał się zawsze za krótkim, tak iż pragnęli wstrzymać go w biegu, jak Jozue słońce, by móc dłużej pracować a z których jeden - św. Alfons Liguori - zobowiązał się nawet ślubem, że żadnej chwili na próżno nie straci... Za czas zmarnowany mógłbyś mnie, Panie, ukarać odjęciem czasu; lecz czekaj jeszcze, a ja odtąd, za łaską Twoją, dołożę starań, by czas przeszły okupywać pokutą, z teraźniejszego zaś i przyszłego dobrze korzystać...
PUNKT II

Aby dobrze skorzystać z czasu, trzeba uświęcić czas modlitwy, pracy, cierpienia, posiłku, wytchnienia i rozrywki, a przy tym zaprowadzić pewien porządek w życiu.
1. Jeżeli chcę należycie korzystać z czasu, winienem ofiarować Bogu całą moją istotę i wszystkie chwile mojego życia, a stąd starać się o uświęcenie tychże.
Mianowicie, mam ofiarować Bogu i uświęcić czas modlitwy, a stąd modlić się chętnie, często, z uwagą i gorącością - modlić się nie tylko tyle, ile obowiązek ściśle wymaga, ale posiadać nadto ducha modlitwy, to jest ciągłe jej pragnienie - modlić się nie tylko ustami, ale i myślą, czyli odbywać codziennie medytację, a przy tym zachowywać skupienie, pamiętać na obecność Bożą i mieć ucho otwarte na głos natchnień Pańskich. O tym już rozmyślałem9, ale czy dotrzymuję postanowień?
Mam ofiarować Bogu i uświęcić czas pracy i cierpienia, a stąd spełniać sumiennie, dokładnie i z czystej pobudki wszystkie moje obowiązki, wszystkie moje zajęcia - pracować ochotnie i wytrwale dla chwały Bożej i dobra dusz - zarazem znosić mężnie wszystkie trudy i boleści z tą pracą połączone. I o tym już rozmyślałem 10, ale czy dotrzymuję postanowień?
Mam ofiarować Bogu i uświęcić czas posiłku, a stąd używać pokarmu i napoju w miarę potrzeby, bez niewstrzemięźliwości i zbytku, oprócz tego tę czynność materialną uduchowniać modlitwą, pamięcią na Boga, umartwieniem i jałmużną. I o tym już rozmyślałem!, ale czy dotrzymuję postanowień?
Ofiarować Bogu i uświęcić czas wytchnienia i rozrywki. Wytchnienie jest koniecznym dla odświeżenia sił ducha i ciała, bo jak słusznie powiedział św. Grzegorz, łuk silnie natężony pęka; trzeba go zatem zwolnić, iżby później mógł służyć korzystnie. Byłoby nawet rzeczą szkodliwą, gdyby kapłan zbytecznie obciążał się pracą i nigdy nie dawał sobie folgi, a szczególnie za mało snu używał; prędzej czy później przyszłoby zmęczenie fizyczne i zniechęcenie moralne.
Z tegoż powodu wolno kapłanowi używać niewinnych rozrywek wszakże sam Apostoł Jan św. bawił się ptaszyną, bawili się tacy Święci' jak św. Karol Boromeusz, św. Filip Nereusz, św. Franciszek Salezy itp.: bawią się podczas rekreacji zakonnicy. Wymaga się jednak, aby wytchnienia i rozrywki używać z dobrej pobudki, a więc odnosząc wszystko do chwały Bożej - z umiarkowaniem, a więc tyle, ile potrzeba do wypoczynku - w swoim czasie, a więc po pracy - z pamięcią na Boga i w duchu miłości, a więc tak, by nie ubliżyć godności i cnocie kapłańskiej, czy to rozproszeniem i szałem, czy ostrą sprzeczką lub złośliwym żartem, czy dowcipem nieprzyzwoitym lub trywialnym. Nihil in sacerdotibus plebeium, nihil populare, nihil commune [W życiu kapłanów nie powinno być niczego co małe, niczego co szuka poklasku, niczego co powszednie] - powiedział słusznie św. Ambroży.
Niektóre rozrywki są kapłanowi wręcz wzbronione, jak np. tańczenie i polowanie hałaśliwe (venatio clamorosa), bywanie na śliskich przedstawieniach teatralnych, baletach i widowiskach nieskromnych lub rażących. Nie przystoi - a w wielu diecezjach istnieje wyraźny zakaz - by kapłan, choćby sam na sam, wałęsał się ze strzelbą po lesie czy polu, z wielką drogiego czasu stratą i ze szkodą dla obowiązków. Zwierzyną, na którą ma on polować, niech będą przede wszystkim owce zbłąkane.
Nie jest też rzeczą stosowną, by bywał jako widz na balach publicznych lub na zabawach prywatnych połączonych z tańcami; jeżeli mu zaś wy_ pada być gdzieś na weselu, niech się usunie przed rozpoczęciem tańców. Toż samo godność kapłańska nie pozwala przesiadywać w szynkach lub kawiarniach i restauracjach najniższego rzędu; a skromność duchowna każe stronić od gier towarzyskich z kobietami i od zwiedzania wy_ staw, gdzie są obrazy czy rzeźby nieskromne1Z.
Co do gry w karty, gra namiętna i hazardowa, przy której wiele pieniędzy i czasu się traci, jest w każdym razie wzbronioną, a udział w niej nie jest wolny od grzechu. Jeżeli zaś gra sama jest niewinną, a pobudka jej godziwą - jeżeli się gra niewysoko i nie dla podłego zysku - jeżeli się gra uczciwie, bez namiętności i bez kłótni - jeżeli się gra rzadko i krótko, bez uszczerbku dla modlitwy i pracy: natenczas ten rodzaj zabawy jest pozwolony. Zboczenia są tu dosyć łatwe i trafia się niestety, że niektórzy księża długie nieraz godziny przepędzają przy zielonym stoliku, wskutek czego nie tylko medytacja i czytanie duchowne, ale i brewiarz czasem przepada. W ten sposób tracą powoli ducha kapłańskiego i narażają się na ciężkie grzechy; a jeżeli są drażliwi i siadają do gry ze świeckimi, ściągają sobie nieraz przykre zajścia. Toż najlepiej nigdy nie grywać.
Podróżowanie może być dla kapłana dobrą i pożyteczną rozrywką, byle zachować pewne ostrożności. Przede wszystkim podejmować podróż z wyższej pobudki, a więc nie tylko dla wytchnienia lub z ciekawości, ale w tym szczególnie celu, by odnieść korzyść duchowną i przysłużyć się bliźnim. Pod tym względem prym dzierżą pielgrzymki święte, czy do Ziemi św., czy do Rzymu, czy na miejsca, gdzie się znajdują znaczniejsze relikwie albo ziemskie stolice Królowej Niebieskiej, wielu łaskami słynące. Po wtóre, przestrzegać w podróży skupienia i skromności, tudzież uprzejmości i cierpliwości względem obcych; a nie opuszczać, o ile tylko możliwe, ani medytacji, ani Mszy św. Za wzór niech tu służą trzej Mędrcy idący do Betlejem albo ci Święci, którzy w życiu wiele pielgrzymowali - za drogowskaz zaś te słowa: We wszystkich drogach twoich myśl o Nim (o Bogu), a On wyprostuje ścieżki twoje 13. Wreszcie podróżować tylko w czasie wolnym od obowiązków i niezbyt często, bo słusznie powiedziano: Qui multum peregrinantur, raro sanctificantur [Którzy wiele podróżują, rzadko się uświęcają). Z drugiej strony, byłoby rzeczą słuszną, aby każdy kapłan miał co rok choć krótkie wakacje, jak to zaprowadzono w diecezjach francuskich.
Stosowną na koniec rozrywką jest dla kapłana praca ręczna, byle bez uszczerbku dla pracy duchownej - przechadzka, byle z dobrym towarzyszem lub z dobrymi myślami - gra na instrumentach, byle nie w towarzystwie kobiet - odwiedziny, byle podjęte w dobrej myśli i do stosownych domów, a nie zeszpecone próżnością, obmową lub innymi wadamj14.
Jakąkolwiek jest rozrywka, tak ma jej kapłan używać, iżby na świętości straty nie poniósł. Gdy raz św. Karol Boromeusz w chwili wytchnienia bawił się grą w szachy, wszczęła się rozmowa o śmierci i każdy z obecnych wypowiadał, w jaki by sposób chciał się do niej przygotować.
Arcybiskup zapytany, co by uczynił, gdyby wiedział, że za godzinę umrze, odrzekł: Kończyłbym tę grę szachów; dając tym poznać, że i tę czynność przedsięwziął dla chwały Bożej. A jakież były dotąd moje rozrywki i jak się w nich zachowałem?
2. Nie dosyć jednak uświęcić wszystkie zajęcia; potrzeba nadto pewien ład do nich wprowadzić, czyli wyznaczyć sobie stały - o ile można porządek życia, a nawet porządek dzienny. Pożyteczne to dla każdego chrześcijanina, o ileż więcej dla kapłana, który ma tyle obowiązków i czynności. Wymaga tego wola Boża, bo wszakże sam Bóg, jako miłośnik ładu, wszystko pod miarą i liczbą rozrządzili. Wymaga tego również Zbawiciel, który wszystko czynił w porządku i nie uprzedzał swojej godziny (nondum venit hora mea) [Jeszcze nie nadeszła godzina Moja]; w ślad zaś za Mistrzem nakazuje Apostoł: Wszystko niech się dzieje uczciwie i wedle porządkul6. Wymaga tego wreszcie dobro kapłana; gdzie bowiem porządek, tam droga do Boga prosta, jako powiedział św. Augustyn: Ordo est quem si tenuerimus in vita, perducet ad Deum [Istnieje porządek, który zaprowadzi nas do Boga, jeśli zachowujemy go w życiu] 17. Gdzie porządek, tam pilność i sumienność, bo tam się niczego nie zaniedbuje i licho nie spełnia, a ma się czas na wszystko. Gdzie porządek, tam pokój i umartwienie, bo tam nie panuje zamieszanie, ani żądza jakakolwiek. Jednym słowem, qui regulae vivit, Deo vivit [Kto żyje wedle porządku, żyje dla Boga]J8. Natomiast, gdzie nie ma porządku, tam wiele wykroczeń; toż słusznie bezład jest obrazem piekła, ubi nullus ordo sed sempitemus horror inhabitat [Gdzie nie ma porządku, lecz zamieszkuje wieczny strach p9.
Nic też dziwnego, że Święci trzymali się pewnego porządku dziennego i nie dopuszczali, aby jaka chwila szła na marne.
Niechże podobnie każdy kapłan wyznaczy sobie tuż przed święceniem pewien porządek dzienny i spisze go na osobnej kartce.
Mianowicie, niech rano wstaje rychło i o jednej godzinie, wyjąwszy czas słabości lub wielkiego zmęczenia. Powstawszy, niech się przeżegna wodą święconą i ubiera z modlitwą na ustach (Anioł Pański, Litania loretańska itd.). Dobrze jest wtenczas, za przykładem św. Franciszka Borgiasza, uderzyć czołem trzykroć o ziemię i po trzykroć ją pocałować, już to na uwielbienie Trójcy Św., mówiąc Chwała Ojcu itd. - już to na uczczenie Najświętszego Sakramentu, mówiąc: Niech będzie pochwalony Najświętszy Sakrament itd. - już to na przypomnienie sobie, że się jest prochem tylko i w proch się obróci.
Ubrawszy się, niech uklęknie i uczyni najpierw cztery akty, to jest stawi się przed Bogiem z jak największą pokorą i odda Mu głęboki pokłon - podziękuje Mu za wszystkie dobrodziejstwa, a szczególnie za straż i opiekę w nocy - ofiaruje Trójcy Św. wszystkie sprawy dnia rozpoczętego, łącząc je z zasługami i cierpieniami Jezusa i Maryi – wreszcie poprosi o łaski potrzebne do uniknienia grzechów i spełnienia obowiązków, zarazem poleci Sercu Jezusowemu przez Najświętszą Matkę cały Kościół, parafię, rodzinę, przyjaciół itd. Akty te będą służyć za przygotowanie do medytacji, którą najlepiej odprawić z rana. Po półgodzinnym rozmyślaniu, niech odmówi godziny mniejsze, a przynajmniej prymę, jeżeli nie trzeba iść zaraz do kościoła. Przed Mszą Św. niech mimo to nie zaniedbuje odpowiednich aktów, po Mszy zaś niech przynajmniej kwadrans poświęci na dziękczynienie. .
Czas następny należy tak rozłożyć, aby każda godzina była wypełniona czy modlitwą, czy nauką, czy pracą zawodową lub parafialną, nie pomijając jednak potrzebnego wytchnienia. Poradną przy tym jest rzeczą, aby nieszpory i kompletę odmawiać zaraz po dwunastej, a jutrzll1ę zawsze antycypować.
Przez cały dzień niech kapłan pamięta na obecność Bożą, robi akty strzeliste, pozdrawia Najświętszą Pannę, zwłaszcza wtenczas, gdy wychodzi z domu, gdy zegar uderza lub głos dzwonu Się odzywa. Po południu niech nawiedzi Najświętszy Sakrament i odmówi cząstkę różańca; wieczorem zaś niech przeczyta coś duchownego, np. rozdział z Pisma św. odprawi rachunek sumienia, z aktem doskonałego żalu, i zasypia o tej samej - jeżeli można - godzinie, z modlitwą na ustach.
Podobny porządek dzienny, ale z wypełnieniem szczegółów, niech sobie ułoży każdy kapłan i trzyma się go wiernie, o ile okoliczności na to pozwalają; dla konieczności bowiem i miłości bliźniego trzeba nieraz zrobić ustępstwo.
O gdyby te zasady i prawidła kierowały każdym moim krokiem, każdą moją chwilą, jakże pięknym i płodnym byłoby moje życie... Ale, niestety, muszę tu powtórzyć słowa św. Franciszka Salezego: Gdy pomyślę, na co obracałem czas Boży, bardzo się boję, by mi Bóg nie odmówił wieczności swojej, skoro ją tylko dla tych zgotował, którzy dobrze czasu używają;
a co powiedział Święty w uczuciu pokory, to stosuje się do mnie w całej prawdzie. Ach tak, źle nieraz używam czasu Bożego i nie umiem uświęcać, jak słuszne, ni modlitwy, ni pracy, ni posiłku, ni wytchnienia...
RACHUNEK SUMIENIA z użycia czasu,
AKT ŻALU u stóp Pana Jezusa i prośba do Najświętszej Matki, by mi wyjednała przedłużenie dnia zbawienia.
POSTANOWIENIA: Ułożę sobie porządek dzienny na piśmie i będę się go trzymał, o ile można, wiernie; każdego zaś wieczora będę się rachował z użycia czasu.
AKT STRZELISTY: O Panie, nie wchodź do sądu z sługą Twoim co do użycia czasu, bo się nie usprawiedliwi przed Tobą żaden żywiący.


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/19-i-2008-sobota-wspomnienie-w-jzefa-s.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/19-i-2008-sobota-wspomnienie-w-jzefa-s_19.html

myśl na dziś

Nasz Pan Jezus tak bardzo ukochał ludzi, że stał się człowiekiem, przyjął naszą naturę i żył w codzienny kontakcie z biednymi i bogatymi, ze sprawiedliwymi i z grzesznikami, z młodymi i ze starymi, z poganami i z Żydami. Rozmawiał nieustannie z wszystkimi: z tymi, co Go kochali, i z tymi, którzy starali się jedynie o przeinaczenie Jego słów, by Go osądzić. – Staraj się postępować jak Pan.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 558



środa, 3 grudnia 2008

Święta za pasem, co kupic? - odc. 3


Dziś pora na przypomnienie wielokrotnie polecanej tu książki... prezentu dla każdego... czyli:

„Rozważań o życiu kapłańskim” św. Józefa Sebastiana Pelczara!

To książka moim zdaniem rewelacyjna. Porządna, XIX-wieczna szkoła pisania. Można powiedzieć, że nawet dużo starsza – Pelczar czerpie pełnymi garściami ze św. Tomasza, św. Jana od Krzyża, św. Teresy... Wykład przeprowadza w sposób paznokciowy, omawiając najdrobniejsze zagadnienia zawsze w tym samym porządku, w formie rozważania. Ale nie jest to rozważanie takie, jakie znamy z dzisiejszych książek „medytacyjnych”. To nie świętoszkowate ple-ple, ani pobożne pitu-pitu... św. Józef S. Pelczar, to konkret, brak kompromisu i praktyczne do bólu wskazówki. Nie mówi Czytelnikowi jedynie: „Bądź święty”. Więcej miejsca poświęca sposobowi stania się świętym (nota bene, w moim małym serwisiku http://badz-swiety.blogspot.com/ poświęcony temu zagadnieniu na maila dostaje się m.in. fragmenty „Rozważań...” bpa Pelczara).
Moim zdaniem lektura obowiązkowa. Bynajmniej nie tylko dla księży, wbrew temu, co mówi tytuł. Rozdziałów tylko i wyłącznie dla księży jest kilkanaście, na kilkadziesiąt, bądź kilkaset ogólnych. Dlatego książka przydatna jest w równym stopniu kobietom, jak i mężczyznom – nie bez kozery po małych przeróbkach trafiła do księgarń jako podręcznik życia chrześcijańskiego dla mężczyzn i kobiet. Tej drugiej książki jeszcze nie wznowiono, więc trzeba zadowolić się „Rozważaniami o życiu kapłańskim” . Nie tylko ja jestem fanem tej książki. Jest to także jedna z ulubionych książek ascetycznych mojej Oleńki. A trzeba Wam wiedzieć, że to wybredna czytelniczka...!


wtorek, 21 października 2008

[21 X 2008] wtorek, bł. Jakuba Strzemię, biskupa

Nowy Ład?
Słyszałem, że niejacy Bush Dżordż, Józef Manłel Barozo i Sarkozi w Camp David naradzali się w kwestii stworzenia nowego ładu światowego. Nie wiem, jak Czytelnicy, ale Pangruszka czuje się zagrożony.

„tak?” zamiast „nie?”
mam nadzieję, że nie tylko ja zauważam pewien coraz popularniejszy zwyczaj, rozpowszechniony szczególnie w sferach tzw. elyty, czyli lumpeninteligencji spod znaku postmodernizmu, dekadencji i Gazety Aborczej. Jest to zwyczaj językowy. Polega na wtrącaniu przy każdej okazji – z pewnością na poparcie własnej tezy – słowa „tak?” z wyraaaaaźnie przedłużonym „a”. Choć na końcu mamy pytajnik, to owo „taaak?” brzmi trochę jak twierdzenie, żądanie przyznania nie racji, a raczej potwierdzenia, że zrozumiało się objawiony przekaz z ust Autorytetu.
Manierę tę często spotykam na Uniwersytecie, szczególnie wśród młodej kadry. Jak dla mnie – podobnie jak i inne maniery – nieco obciachowy zwyczaj.


błędy, błędy
poza tym – co też jest przytykiem do tego środowiska – istnieją takie błędy, które powtarza każde pokolenie. Wiedza o ich zgubnych skutkach nie jest przenoszona z pokolenia na pokolenie i nie nikną. Jakie to są błędy? Ano te, związane z popędami. Każde pokolenie myśli, że da się zorganizować świat tak, by nie trzeba było pracować oraz tak, że każdy będzie robił to, co chciał, bez ponoszenia zgubnych konsekwencji. W ogóle, to wydaje mi się, że każde też ma swoją „rewolucję seksualną” - nie mam pewności, bo badań historycznych nie zrobiłem, ale przeczucie, owszem.
Dopiero otwarłszy umysł na wiarę, człowiek może łatwo uodpornić się na wiele ciągot – zarówno szkodzących jemu samemu, jak i bliźnim.


przywiązanie do trupa
Oleńka przypomniała mi wczoraj wyborny rozdział w mojej ulubionej książce z dziedziny duchowości, której znajomość zawdzięczam Spowiednikowi. Mowa o Rozważaniach o życiu kapłańskim św. Bpa Józefa Sebastiana Pelczara, które wydano ostatnio ponownie, a które najgoręcej polecam każdemu. Rzecz jest bardzo przydatna nie tylko księżom. Na kilkaset rozdziałów, tylko paręnaście odnosi się tylko do księży – resztę stanowi porządna literatura ascetyczna, konkretne wskazówki, analiza powszechnych problemów, przydatne każdemu katolikowi. Ba, każdemu człowiekowi.
Ale, ale... mieliśmy mówić o tym, co przypomniała mi Oleńka. Otóż, rozdzialik o grzechu ciężkim. Pelczar przyrównuje tam trwanie w grzechu ciężkim do przywiązania do siebie i noszenia przy sobie, w każdej sytuacji – trupa. Proszę sobie wyobrazić w razie pokusy cuchnącego trupa, którego się do siebie przywiązuje i wszędzie nosi...


św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 724



wtorek, 27 maja 2008

[27 V 2008] wtorek, św. Augustyna z Canterbury

arbuzy, harbuzy
byłem właśnie przy telewizorze, by zobaczyć jak tam idzie naszym piłkarzom, a tu się nagle okazało, że w telewizji, na innych programach same mądrości puszczają. Na TV4 dowiedziałem się, że jedna pani z bigbradera całe życie była szczera, a tu ją ocenili jako nieszczerą w programie... a inna z kolei trzyma nerwy na wodzy i jest miła dla wszystkich. Natomiast na TV Puls okazało się, że są w Polsce śmiałkowie, którzy nie boją się soku z arbuzów, który tryska po oczach, gdy owi śmiałkowie śmiało i z uśmiechem na ustach rozbijają je łbami na czas - ku uciesze sąsiada, który gapi się w telewizor jak szczerbaty na suchary.
A mi się przypomniała piosenka Kazika z refrenem: One day, telewizja kłamie, telewizja mnie nie złamie! I ucieszyłem się, że już tak dawno nie oglądałem tego barachła... a nieco krócej - nie było mnie na Onet.pl, ani innej tego typu stronce. I czuję się wyśmienicie!
gorszyciele okiem św. Józefa S. Pelczara
nadrabiam zaległości w lekturze Rozmyślań o życiu kapłańskim św. Józefa Sebastiana Pelczara. To, że są wspaniałe i polecam każdemu - wiadomo (choć niestety nie ma ich w ofercie ani mojego kiosku, ani księgarenki...). Dziś jednak przykuło moją uwagę zdanie nt. gorszycieli i od razu wrócił mi do pamięci p. Polak, eksteolog i ekskatolik i eksautorytet na wszelkie sprawy oraz eksWęcławski. Otóż, św. Józef pisze tak:
Przestroga ta jest szczególnie potrzebną dla młodych kapłanów - zdarza się bowiem, że szatan młodej niewiasty, nawróconej z herezji lub z grzechu, używa za sidło do ułowienia kapłana. Tym właśnie sidłem wyciągnął z zakonu i z Kościoła słynnego O. Jacka (Karola Loyson), który z karmelity i głośnego kaznodziei stał się apostatą i gorszycielem dusz.
(św. Józef S. Pelczar, Rozmyślania o życiu kapłańskim, Poznań 2003, s. 395)
żywoty
urzekająca jest kultura katolicka, którą opisuje - jako jeszcze współczesną sobie - cytowany już św. biskup przemyski. Tak często odwołuje się do żywotów któregoś ze świętych, przytacza jakiś przykład z powszechnie znanego ich życia, odwołuje się do działalności różnych stowarzyszeń katolickich, świeckich i pod pieczą biskupa... Kurczę, a ja obecnie naprawdę nie wychowywałem się na żywotach świętych, nie wzrastałem tak, jak św. Tereska, należeć mogę tak naprawdę tylko do jakiejś wspólnotki przy parafii, ministrantem być... potężne niegdyś sodalicje mariańskie, rycerstwa, bractwa... gdzie to wszystko? W gruzach.
Do odbudowy ruszać należy, bo świat, ku któremu zmierzamy, zamiast czerpać natchnienie z żywotów świętych woli emocjonować się tym, ile hemoroidów ma już Robert Biedroń, albo jak bardzo odkrywcza jest stetryczała myśl p. Senyszynowej.
Dzień Dziecka!
już niedługo Dzień Dziecka. Wszystkim Rodzicom, Chrzestnym i innym utrzymującym regularne i zażyłe kontakty z dziećmi, polecam kupno audiobooka z baśniami. Tanie jak barszcz, zawsze dostępne - i podobno rozwija wyobraźnię. Dobra, ja za młodu zasypiałem przy Pieśniach Legionowych z kasety, które mi Tata zapuszczał... ale takiego audiobooka w ofercie akurat nie ma...:
zaproszenie na czwartek
w czwartek w starym BUWie ciekawe wydarzenie, o którym poniżej. Będę na 99%, a Wy?
Kwartalnik "Fronda" zaprasza na debatę: Prawdziwe Oblicze Pokolenia '68
Odbędzie się ona 29 maja (czwartek) o godz. 20:20 w Starym budynku Biblioteki UW, ul. Krakowskie Przedmieście 26/28 w Warszawie.
gośćmi spotkania będą:
Prof. Jadwiga Staniszkis - socjolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, uczestnik wydarzeń Marca 68
Bettina Roehl - publicystka, autorka wydanej przez "Frondę" książki "Zabawa w komunizm!" o Ulrike Meinhof i Klausie Rainerze Roehlu i korzeniach niemieckiej rewolucji ' 68.
Piotr Semka - publicysta "Rzeczpospolitej"
Piotr Bratkowski - publicysta "Newsweeka"
Grzegorz Górny - Redaktor Naczelny "Frondy"
ZAPRASZAMY! W czasie spotkania zostanie po raz pierwszy w Polsce zaprezentowany film dokumentalny "Zabawa w komunizm!"
myśl na dziś
Tak np. czytamy, że św. Franciszek Borgiasz, straciwszy matkę w dziesiątym roku życia, zadawał sobie krwawe biczowania, by tą pokutą skrócić jej męki czyśćcowe.
(św. Józef S. Pelczar, Rozmyślania o życiu kapłańskim, Poznań 2003, s. 392)

sobota, 19 stycznia 2008

[19 I 2008] sobota, wspomnienie św. Józefa S. Pelczara, biskupa

o patronie dnia dzisiejszego
dzisiaj krótki blog, wybaczcie. Polecam życiorys, św. Józefa Pelczara, który patronuje dzisiejszemu dniu. Więcej napiszę jutro, parę tematów już mam, a muszę wcześniej wstać, żeby zdążyć do Damenstiftskirche na Mszę Świętą, co przez remont metra jest utrudnione.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Sebastian_Pelczar

myśl na dziś
Więcej zyskuje ten, kto naprzykrza się z bliska... Dlatego zbliż się do Boga: staraj się być święty.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 648

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO