
piątek, 8 maja 2009
The world is changing - muslim demographics
Autor:
Maciej Gnyszka
o
5/08/2009 11:49:00 AM
3
komentarze
Etykiety: muzułmanie
środa, 8 kwietnia 2009
[8 IV 2009] środa, co się dzieje że widzę coś niemożliwego?
widziałem ostatnio rzecz przedziwną! Pewnie nie uwierzycie, ale niech tam – najwyżej wyjdzie na to, żem pludrak! Otóż, w heretyckiej, ba!, antykościelnej gazecinie widziałem ostatnio aż dwa razy sążniste eseje jednego z arcybiskupów Świętego Kościoła Rzymskiego! Myślicie sobie pewnie, że albo gazecina wcale antykościelna nie jest, albo mi się coś pomyliło... ale niestety gazecina rzeczywiście jest antykościelna, a osoba, która podawała się za arcybiskupa – jest nim w istocie! Chodzi rzecz jasna o abpa Życińskiego, tego któremu diecezjanina/diecezjankę w zeszłym roku wycięli redaktorzy z Aborczej. Zaiste,
Niemen miał rację z dziwnością tego świata.
Aborcza wydaje...
tymczasem może i Aborcza nie taka zła, bo Pismo Święte wydała! Aj waj... w Ziemi Świętej dewocjonalia produkują głównie Arabowie – byzmes ys byzmes, bejbe. Podobnie i tutaj. Równolegle wydają Talmud i Koran . Reasumując – przy okazji wydawania Talmudu, wzięli coś jeszcze, żeby nie było... był już dodatkiem nóż do chleba, była apteczka dla kierowcy, była „Lolita” Nabokova, to i Biblia dla gojów może być!
Islam ostrzy zęby...
z Koranem to jednak dobry myk zrobili. Wszak u nas wśród imigrantów prym wiodą muzułmańscy Czeczeni! A jak wiadomo z filmu, który puszczam poniżej – za 20 lat Islam zdominuje Europę i to muzułmanie będą dyktować prawo i reguły (na filmie mówi znany islamski „apostoł”).
Swoją drogą, czy nie pobrzmiewa Wam tutaj to, co do znudzenia powtarzam, jako cytat z gen. Pietrzyka? Że dżihad trwa nieprzerwanie od założenia Islamu, a polega on na tym, żeby nie było na ziemi nikogo, kto nie powie, że Allah jest jedynym bogiem, a Mahomet jego prorokiem. Jednym słowem – albo wyciąć, albo nawrócić. Tertium non datur.
...a Putnam ściera kły!
ciekawe w kontekście wczorajszych i dzisiejszych rozważań jest to, co wielki piewca kapitału społecznego, autor legendarnej książki
„Bowling alone”, Robert Putnam odkrył kilka lat temu (długo wahając się przed publikacją badań) – to mianowicie, że niejednolity skład etniczny grup społecznych wpływa dewastująco na kapitał społeczny. Kapitał społeczny, czyli zaufanie, skłonność do kooperacji, dbałość o wspólne sprawy, poświęcenie dla lokalnej wspólnoty. Jednym słowem – wygląda na to, że w tego typu społeczeństwach, jak francuskie, niemieckie, czy amerykańskie (to społeczeństwo badał Putnam) koniecznym wynikiem jest apatia, zamknięcie się w czterech ścianach przed telewizorem. To zaś wzmacnia zuchwałość przestępców, poczucie bezkarności. Zobaczcie na ludzi w pokazywanym wczoraj autobusie, czy na kierowcę. Bezradność!
Ale nie należy tego rozpatrywać jako jednostkowego przypadku! Przypomnijmy sobie rozruchy na przedmieściach Paryża i Lyonu w ostatnich kilku latach, przypomnijmy sobie relacje znajomych po wizytach we Francji (dziś rozmawiałem na ten temat z Koleżanką – opowiada o wszechobecnym strachu przed kolorowymi, społecznej dyrektywie nie patrzenia na nich w metrze, nie mówienia o nich w rozmowach, o tym, że konduktorzy wsiadają po siedmiu i wygladają jak antyterroryści)... To dzieje się dziś. Kilkaset kilometrów stąd.
Zaciekawił mnie jeden z komentarzy na którymś z forów, na których robiłem wczoraj jubel na powyższy temat (skutek – ponad 500 odwiedzin gnyszkobloga, oraz ponad 10 000 odwiedzin newsa na Frondzie!)... autor napisał, że być może ten, kto zmontował film z kamer w autobusie, a więc potencjalnie pracownik autobusów, albo ochrony, zrobił to w akcie milczącego wołania o pomoc! Myślę, że coś w tym jest.
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/8-iv-2008-wtorek-kolejny-w-tym-tygodniu.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/8-iv-2008-wtorek-film-na-dobranoc.html
myśl na dziś
Nie miej wątpliwości: Serce zostało stworzone po to, żeby kochać. Napełnijmy więc Panem Jezusem wszystkie nasze miłości. Inaczej, niewypełnione serce się mści i zalewa się najgorszymi nikczemnościami.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 800
Autor:
Maciej Gnyszka
o
4/08/2009 11:01:00 PM
3
komentarze
Etykiety: aborcza, abp. życiński, emigracja, francja, herbert, islam, kapitał społeczny, muzułmanie, putnam
wtorek, 7 kwietnia 2009
Do czego dąży Francja i dlaczego do katastrofy?
Autor:
Maciej Gnyszka
o
4/07/2009 09:12:00 PM
4
komentarze
Etykiety: emigracja, francja, muzułmanie
wtorek, 17 marca 2009
[17 III 2009] jak to mnie dżihad molestował!
wczoraj doznałem gwałtu! Był to gwałt motywowany dżihadem! Tak, pangruszka, piewca twardej postawy wobec muzułmanów, spreader posłania gen. Pietrzyka, kpr Gnyszka, dowódca 122-mm haubicy samobieżnej 2S1 „Goździk” - ja padłem ofiarą gwałtu! Wczoraj.
Dzień zaczął się niewinne – spotkałem kolegów, którzy rozprawiali o tym, że w ich okolicy zbyt pewnie czują się emigranci z ośrodka dla uchodźców. Że zaczynają kraść, że w weekendy ciężko wykorzystywać nowiutkie boisko szkolne, a jeśli nie daj Bóg sfauluje się któregoś z czeczeńskich, albo afgańskich malców, zaraz podjeżdżają trzy beemki pełne tatusiów i wujków ze wschodnim akcentem. Co tu dużo gadać – mnie też nie podoba się to, że uchodźcy zajmują się w Warszawie handlem narkotykami, kradzieżami i prostytucją. Nie pracują, demolują ośrodki... tak, tak... to najprawdziwsza prawda. Przypominam film ze Szwecji, który ostatnio puszczałem na blogu. Można pomyśleć, że to odległa abstrakcja... obawiam się po tej rozmowie, że jesteśmy już o krok od tego typu zajść. Kurczę, czy nikt tego nie widzi...?
No, ale nic to. Koledzy troszkę się powściekali, młodzi są, licealiści – prawo wieku. Zaszedłem na zajęcia na socjologię, słucham przemiłego wykładu dra Chmielewskiego... notuję na laptopie... a tu nagle przychodzi zapytanie, czy chcę zapisać plik przesyłany mi przez Bluetootha. Zapisałem – okazało się, że to zdjęcie witryny sklepowej. Fajosko, choć nie wiem, kto mi to wysłał. Później drugi plik, tym razem odrzuciłem. Następnie ten sam nadawca wysyła mi coś na komórkę przez Bluetootha! Zaakceptowałem pobór pliku... ściągnął się... komórka ściszona... sprawdzam co to... a tu nagle jak nie zacznie się wycie, śpiewanie po arabsku, jakieś takie irackie, albo tureckie disco-polo, piosenka miłosna (Habibi, habibi – to po tamtejszemu „kochanie”)! Cała sala na panagnyszkie, cholerstwo nie chce się wyłączyć, dr Chmielewski (lubimy się jak mniemam obopólnie!) zaczyna się uśmiechać i żartować na temat dyskoteki, którą urządziłem... no wreszcie udało mi się wyłączyć! Na ekranie komórki arabskie napisy... a trzy ławki dalej siedzi spokojnie kolega rodem z Iraku, który do naszego roku dołączył w październiku. Polskiego nie kuma. Zalicza przedmioty na ładne oczka.
I tak sobie myślę – abstrahując już od tej afery z dzwonkiem w mojej komórce – kolegę lubię, czasem mu coś pomagałem w zrozumieniu ćwiczeń, rączkę sobie podajemy... ale przecieć Simon Mol też miał kolegów i koleżanki, a piloci-samobójcy z Al Kaidy wychowali się w USA. Pili codziennie kawkę ze Starbucks'a, donuta z Dunkin'a, mieli sąsiadów...
państwo jako sędzia piłkarski
tymczasem dokonałem epokowego odkrycia! Otóż, liberalna metafora państwa jako stróża nocnego nie nadaje się do niczego! Dziś budzi raczej politowanie i niechęć... bo niby co to jest ten stróż nocny? To dziś nic nie znaczy. Uważam natomiast, że pełna analogia zachodzi między liberalną wizją państwa, a postacią sędziego np. piłkarskiego. Państwo bowiem wg liberałów powinno być gwarantem zawierania umów i egzekucji nałożonych sankcji w ramach systemu prawnego (czyli reguł gry). Wypisz-wymaluj, sędzia piłkarski!
kredyty międzynarodowe poumarzać!
ta myśl nasunęła mi się na zajęciach z socjologii stosunków międzynarodowych. Z tego samego czasu pochodzi i inna obserwacja. Otóż... gdy mówi się o długach zaciąganych przez państwa, czyni się to zazwyczaj z tonem pogardy dla tych, którzy kredytu udzielili... i nie chcą go umorzyć! No, tak. Przyjmijmy, że nasz przyjaciel blogowy Bart potrzebuje tysiąca złotych dla podtrzymania płynności. Pangrzyzga leci od razu swej bratniej, choć lewicowej duszy na pomoc i pożycza kwotę. Następnie Bart mówi: „Dobra, ma być sprawiedliwość społeczna, więc się wal, nic Ci nie oddam”. Pangrzyzga traci ciężko zarobiony pieniądz, jest ograbiony. Złodziejstwo.
Toż samo przecież z państwami. Jeśli jedno pożycza drugiemu pieniądze, to owe pieniądze ma od swoich obywateli – jeśli dług jest umorzony, tracą obywatele. Obywatele są okradani! Chyba, że... ano właśnie! Chyba, że żyjemy w systemie fiducjarnym takim, jak ten dzisiejszy i pieniądz pochodzi z drukarki! Wówczas postać rzeczy jest nieco inna... oto bowiem ktoś pożycza komuś zadrukowany papierek, mówiąc, że on jest coś wart... a potem żąda zwrotu np. w postaci surowców. Bagsik by tego nie wymyślił!
Lektura dla chętnych:
„Ekonomia wolnego rynku” Rothbarda: Tom 1 , Tom 2 oraz Tom 3
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/17-iii-2008-wielki-poniedziaek.html
Autor:
Maciej Gnyszka
o
3/17/2009 10:03:00 PM
14
komentarze
Etykiety: ekonomia, emigracja, islam, muzułmanie, państwo, społeczeństwo, studiowanie
wtorek, 10 marca 2009
[10 III 2009] wtorek, św. św. Męczenników z Sebasty
kapitał społeczny i gospodarka oparta na wiedzy
dziś i wczoraj nasłuchałem się banialuk nt. gospodarki opartej na wiedzy i innych ostatnio coraz bardziej wyświechtanych eurobanialuk. Ciekawe, że te abstrakty bardzo przylegają do kobiecych rozumów - np. studentek, które spiwszy ekonomiczne objawienie na ten temat z ust profesora, powtarzają to z uporem agitatora na kolektywizowanej wsi. Otóż, wczoraj dowiedziałem się od koleżanki, która zapiekle ze mną dyskutowała na zajęciach, iż teraz mamy gospodarkę opartą na wiedzy i jesteśmy niezależni od natury. Bardzo mnie to rozśmieszyło, a że byłem ogólnie w szampańskim nastroju, to i odpowiedziałem szeroko oraz obrazowo.
Po pierwsze - to samo mówiono w peerelu, że jesteśmy już w szczytowym okresie rozwoju cywilizacyjno-ekonomicznego, gdzie mamy prąd, bo Siekierki produkują energię dzięki górnikowi, który w Bełchatowie popitala na 200% normy - dzięki czemu włączamy Farelkie i jest nam zimą ciepło. Bardzo fajnie... tylko, że w końcu przychodzi kryzys i gospodarka się renaturalizuje - tzn. w telewizorze Adam Słodowy zaczyna opowiadać jak zrobić półkę z zapałek, a ta druga pani opowiada jak domową metodą uzyskać mydło z tłuszczu po kotletach, które z kolei uzyskaliśmy domowym sposobem z substytutu mięsa. Nie pamiętacie? To spytajcie rodziców! A może i dziadków - opowiedzą jak to przed wojną świat i gospodarka wydawały się stabilne i cywilizowane... a w czasie wojny gdzieniegdzie marzono o tym, by złapać i ugotować szczura. Reasumując - należy pamiętać o tym, że cykle przeradzają się niekiedy właśnie w renaturalizację (tym bardziej, jeśli skutkiem kryzysu jest wojna).
Po drugie zaś - nie tylko w przypadku renaturalizacji popyt na "wiedzę" może nie tylko spaść, ale "wiedza", którą ktoś posiada może przestać być poważana. Co wtedy zrobi moja koleżanka? Zna teorie socjologiczne i umie formułoważ pytania do ankiet... tylko, że jeśli rynek tego nie zechce - będzie można to o kant dupy potłuc. Podobnie jak o kant dupy mogła sobie potłuc swoje literackie zdolności Zofia Nałkowska, która w czasie wojny handlowała papierosami (nie uzyskując niekiedy koncesji - wówczas po prostu biedowała, polecam Jej Dzienniki).
Wszystko to w kontekście feminizmu - wszak wczoraj był Dzień-Po-Manifie, więc niektóre koleżanki przyszły nabuzowane... kapitał społeczny kapitałem społecznym, gospodarka oparta na wiedzy gospodarką opartą na wiedzy, a gdy przyjdzie kryzys, to będzie trzeba drewno rąbać, suszyć, szczury łapać i zwiewać kanałami przed obcymi wojakami. Kawiarnie z dużą latte i kioski z Wysokimi Obcasami będą pozamykane...
idzie nowy Wiedeń?
w związku z zawieruchą w Szwecji... zważywszy na to, co dzieje się na południu Francji, we Włoszech i w Wielkiej Brytanii, gdzie coraz więcej miasteczek stricte arabskich... należy zastanowić się, czy nie będzie trzeba niedługo kolejnego Wiednia!
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/10-iii-2008-poniedziaek-wrciem-z.html
myśl na dziś
Nie możesz rujnować – swoim niedbalstwem lub złym przykładem – dusz swoich braci-ludzi. – Mimo swoich złych skłonności ponosisz odpowiedzialność za chrześcijańskie życie swoich bliźnich, za duchową skuteczność wszystkich, za ich świętość!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 955
Autor:
Maciej Gnyszka
o
3/10/2009 08:54:00 PM
0
komentarze
Etykiety: gospodarka, kryzys, muzułmanie, nałkowska, polecanko, studiowanie, wojna
Do czego dąży Szwecja i dlaczego jest to katastrofa?
nawiązując do wczorajszego posta nt. Zjednoczonych Emiratów Szwecji dzisiaj kolejny film... M.in. dlatego muzułamnie nigdy się nie zsocjalizują np. w Szwecji - bo widzą tam to, czego nienawidzą, co - gdy urosną w siłę - będą karać ucinaniem głów i rąk...
http://www.aftonbladet.se/webbtv/livsstil/article3824402.ab
Autor:
Maciej Gnyszka
o
3/10/2009 07:34:00 PM
5
komentarze
Etykiety: emigracja, muzułmanie, szwecja
poniedziałek, 9 marca 2009
z cyklu "Oblicza wielokulturowości": bitwa z muzułmanami w Szwecji
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/rozmylania-niedzielne-ach-chyba-nie.html
Autor:
Maciej Gnyszka
o
3/09/2009 09:29:00 PM
0
komentarze
Etykiety: emigracja, muzułmanie, szwecja
środa, 11 lutego 2009
[11 II 2009] co premier Pawlak chciałby ode mnie kupić, czyli Matki Boskiej z Lourdes (Światowy Dzień Chorego)
miałem o tym napisać jakiś czas temu, ale nie zauważyłem notatki na ten temat w kalendarzu. No, ale teraz, gdy już wiemy, że jestem czarnosecinnym i jaskiniowym antysemitą, można dać upust swoim fobiom.
Otóż, uważam, że spór o Jerozolimę jest sporem niemożliwym do skończenia dopóty, dopóki do Jerozolimy rościć będą sobie pretensje muzułmanie, czyli po naszemu po prostu „pohańcy” i „bisurmany”. Dlaczego? Ano, dlatego, że w myśl dżihadu (o czym niezmordowanie przypominam od czasu uczestnictwa w spotkaniu z gen. Pietrzykiem) – ten ostatni kończy się z chwilą, gdy na ziemi nie będzie nikogo, kto nie powie, że „Allah jest Bogiem, a Mahomet jego prorokiem”. Spór zatem można rozstrzygnąć dwojako – albo likwidując muzułmanów fizycznie, bądź doktrynalnie, poprzez inwestycje w powstawanie pacyfistycznych herezji islamskich, albo poprzez likwidację niewiernych – fizyczną, bądź doktrynalną, czyli po prostu masowe nawrócenie. Tertium non datur. Trzeba to po prostu zrozumieć – islamiści traktują swoją religię poważnie, wszelkie „ustępstwa”, „zawieszenia broni” i inne zagrywki, to czysta taktyka, przewidziana także w Koranie.
nowy konkurs na Bloga Roku 2008
dawszy upust swojemu antysemityzmowi wypitemu z mlekiem Matki (3% tluszczu, 97% antysemityzmu), chciałem powiedzieć, że w dziedzinie internetowej obserwujemy istny rozkwit! Ruszył bowiem nowy konkurs na Bloga Roku 2008 – organizowany tym razem przez portal wiadomosci24.pl. Banner tego konkursu umieściłem już na pasku bocznym. Po kliknięciu przechodzimy do formularza, w który wpisujemy swój adres mailowy. Następnie odbieramy maila, klikamy w link potwierdzający... i gotowe! Głos oddany!
Do formularza możemy się dostać także z tego linku.
Inżynier z Krakowa i Afganistanu
tymczasem zabili nam przed kamerą obywatela – inżyniera z krakowskiej Geofizyki. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą – bez względu na to, czy obywatel wrogiego państwa jest cywilem, czy żołnierzem. Słusznie rząd uznał, by nie płacić bandziorom okupu... natomiast niesłusznie sprawę odpuścił.
Ja bardzo przepraszam, ale państwo, które okupuje – pardon! - zarządza Polakami, utrzymywane jest od lat przez Rodziców owego Inżyniera, przez Jego samego oraz zapewne i Jego Małżonkę, płacą oni podatki, daniny wszelakie, ZUSy-srusy właśnie dlatego, że owo państwo i jego urzędasy powiedziały: „Dawajta kasiorkie, to my się wami zaopiekujemy zarówno wewnątrz, jak i poza granicami. Utrzymamy za to służbę zdrowia, wojsko i policję”. Okazuje się tymczasem, że to wszystko pic na wodę. Umowa nie została dotrzymana. GROM nie został wysłany.
Game over – ku przestrodze innych podatników.
Pawlak premier i opcje walutowe
no, ale przynajmniej rządowy specjalista w dziedzinie gospodarki i sadzenia roślin ozimych, p. Pawlak Waldemar dba o obywateli. Ostatnio wsławił się niecodziennym wygłupem – nawet jak na rządowo-europejskie standardy – twierdząc dumnie, że będzie postulował unieważnienie umów na opcje walutowe, na których potraciło wiele pieniędzy wiele polskich firm. Przez „polską firmę” rozumiemy tu rzecz jasna „sponsora polskiej biurokracji”. Można by po pijacku zapytać: „aleossochozi?”.
Chodzi o to mianowicie. Istnieje sobie firma, dajmy jej na imię Kapeć-Pol. W zakładzie w Ciechocinku produkuje ona kapcie góralskie, które eksportuje do Hiszpanii. W związku z tym, że ponosi ryzyko walutowe (zapłatę otrzymuje w euro, które wymienia później na złotówki – za każdym razem po innym kursie) rozpoczyna karierę na rynku kontraktów terminowych i innych instrumentów pochodnych od walut – po to, by straty spowodowane niekorzystną zmianą kursu waluty, zbilansować zyskiem z operacji na kontraktach. Jest wprawdzie teoretycznie świadoma, że jest to bardzo ryzykowne, gdyż instrumenty pochodne opierają się o dźwignię finansową, przez co drobna zmiana kursu skutkuje sporą zmianą stanu posiadanego kapitału, ale co tam! W raporcie będzie można napisać, że „transakcje zagraniczne są zabezpieczane przed ryzykiem kursowym”,a przy okazji szwagier, co to opcje polecił, bo ma kumpla w biurze maklerskim, też zarobi. Wszystko jest pięknie, dopóki kursy walut zmieniają się w przewidywalny sposób w ramach trendu... nagle przychodzą dni, gdy trend się załamuje, nie wiadomo, czy tymczasowo, czy trwale, wieszcząc zmianę trendu na przeciwny... firma traci krocie na kontraktach, niebawem okazuje się, że trzeba uzupełnić depozyt na kontraktach w związku z astronomicznym spadkiem ich wartości... a suma, którą należy wpłacić jest wyższa, niż cały majątek firmy! Normalnie byłoby tak, że sprawa kończy się upadłością, lekkomyślni menedżerowie są napiętnowani, sami zresztą uczą się na przyszłość nie lekceważyć ryzyka, instytucja, która opcje sprzedała i lekkomyślnie nimi zarządzała – też dostaje po łapkach, bo z upadłości może nie udać się wyciągnąć tyle, ile by się chciało. Nie ma też na opłacenie podatków, ani w ogóle na nic nie ma, bo produkcja się kończy wraz z upadłością.
W takiej sytuacji przychodzi p. Pawlak i z miną, jaką musiał mieć mityczny Filip z Konopii mówi: „Dobra, Panowie. Ja tu jestem od koszenia kasiorki z podatków, jak podatków ma nie być, na co mnie się działacze PSLu lokalni wkurzo, to ja się tak nie bawię i unieważniam te wasze pieprzone opcje toksyczne walutowe.”
Brawo premieru Pawlaku! Banki jakoś tam się zawsze z rządem ułożą (ktoś musi kupować obligacje rządowe, prawda?), menedżerowie niczego się nie nauczą (zawsze będą wyglądać Pawlaka na białym rumaku – pardon! - w białym polonezie!)... a za opcje zapłaci podatnik! Brawo, premier Pawlak uratuje nas naszymi pieniędzmi przed toksycznymi opcjami, których „toksyczność” (czy tzw. „dziennikarze ekonomiczni” coś z tego kumają?) polega na tym, że jakiś baran wtopił na rynku terminowym pieniądze własnej firmy.
wobec powyższego...
apeluję do premiera Pawlaka o anulowanie moich strat w paru krajowych i zagranicznych TFI oraz wykupienie ode mnie toksycznych jednostek uczestnictwa i certyfikatów inwestycyjnych w/w instytucji. Proszę także o wykupienie ode mnie paru innych toksycznych aktywów, przez posiadanie których nie mogę prowadzić ożywionej konsumpcji np. napojów alkoholowych, przez co cierpi nie tylko pos. Palikot i jego bimbrownia, ale i Ministerstwo Finansów, w postaci niższych przychodów z akcyzy.
czasy wyjątkowe
istnieje przekonanie, że żyjemy w czasach wyjątkowych – w których nic złego się nie dzieje. Chciałem przypomnieć – a robię to na gnyszkoblogu regularnie – że w czasach nadzwyczajnych nie żyjemy (przynajmniej w porównaniu z ostatnim stuleciem). Tak, jak w PRLu kilka razy nastąpiła dewaluacja pieniądza (a w systemie fiducjarnym, w którym żyjemy jest to łatwe – pisałem o tym np. na Pogadankach Inwestorskich), tak i dziś premier Pawlak może przyjść i powiedzieć z dnia na dzień, że anuluje te bony z NBPu na rzecz innych, które wymienimy sobie w stosunku takim-a-takim, przez co ciułane przez lata pieniądze na mieszkanie, starczą jedynie na bułkę (bez masła). „Walka z kryzysem” przeniesie nas do czasów dekretu PKWNu o reformie rolnej, walki ze „spekulantami” i „szkodnictwem gospodarczym”... dlaczego nie? Skoro „walka z kryzysem” umożliwia anulowanie prywatnych umów... Wszystko może być uzasadnieniem wszystkiego.
podróżujemy
dziś pobudka o 5:00, by zdążyć na pociąg o 7:15 z Wrocławia do Warszawy! O 13:00 lądowanie na czerwonym dywanie na Centralnym i jazda do domu. Oj, jak miło się podróżuje... zje sobie człowiek kanapki, kawki napije się w CoffeeHeaven na Dworcu Głównym, wąsy z pianki obliże, gazetki ulubione kupi w kiosku (tak, tak – dziś wychodzą – jak co środę! - „Gazeta Polska” i „Najwyższy Czas!”), o tym i o owym pomyśli, bloga w spoju napisze...
ostatnio, jak co roku przeżyłem traumatyczne zaskoczenie! Dlaczego? Zdałem sobie sprawę z tego, że choć płacę tylko 19% podatku... to znaczy to, że jestem okradany z jednej piątej moich zarobków! Jedna piąta dla urzędasa, za przekładanie papierków z jednego biurka, na drugie po to, by rozwiązywać moje problemy, które on sam wygenerował. Na tym rzecz jasna nie koniec, bo na co dzień płacę VAT w cenach produktów, które nabywam... Głowa od tego boli... efektywnie opodatkowanie wynosi 50% (tak, tak – liczyliśmy ostatnio na „Ekonomice procesu inwestycyjnego” opłacalność projektu i w dziale „Pensje” pisaliśmy średnią krajową razy 1,5, bo te 50% idzie na różne opłaty dla „państwa prawa i dobrobytu”, czyli na tłok w szpitalu i burdel w policji)...
Śmieszni są ci miglance w garniturach ze szklanego okienka, zwanego telewizorem, którzy na mój koszt ubiegają się o moje głosy, by mnie golić. Kreatury, które dawno temu – jeśli w ogóle kiedyś, zarabiały normalnie – miały styczność ze zwykłą pracą, która polega na wytwarzaniu dóbr i usług. Chociaż... przemysł rozrywkowy, a do niego należy również polityka, to też pewna usługa. Gawiedź ma się czym bawić i emocjonować, dzięki czemu szybciej płynie czas!
Kippleyowie dają czadu
Oleńka zabrała się niedawno za lekturę „Sztuki naturalnego planowania rodziny" Kippley'ów. Sam ją kupiłem w prezencie... wprawdzie jeszcze sam nie czytałem w całości, ale z własnego podczytywania i zachwytów Oleńki, mogę tylko potwierdzic ogólne piania i pochwalne recenzje na jej temat!
myśl na dziś
Autor:
Maciej Gnyszka
o
2/11/2009 07:31:00 PM
5
komentarze
Etykiety: afganistan, akcja, blogosfera, dżihad, gospodarka, II wojna światowa, inwestowanie, islam, jerozolima, konkurs, kryzys, muzułmanie, opcje walutowe, pawlak, podatki, socjalizm, terroryzm
środa, 8 października 2008
[8 X 2008] wtorek - świat już się zawalił?
a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/10/przedwieczr-po-zajciach-przed-zajciami.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/10/8-x-2008-wtorek-wiat-ju-si-zawali.html
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/08/2008 11:04:00 PM
0
komentarze
Etykiety: dzieci, formacja, giełda, islam, muzułmanie, polecanko, społeczeństwo
wtorek, 30 września 2008
[30 IX 2008] o Simonie Zapylaczu i innych sprawach we wspomnienie św. Hieronima
nie wiem, czy wiecie, ale piszę bloga w pociągu relacji Warszawa Centralna-Kraków Główny, 6:05 ze stacji początkowej. Co to oznacza? Po pierwsze, że jestem krańcowo niewyspany – wczoraj przyszło mi posiedzieć do wieczora. Po drugie – jest piękna pogoda. Po trzecie – pomyślałem, że w obliczu ostatniej blogowej niefrasobliwości, należy się Czytelnikom sążnisty wpis. Po czwarte – że pani po przekątnej, rodem z Niemiec (sądząc po klawiaturze laptopa), straszy mnie swoimi czarnymi biustonoszani, łabędzią szyją i ramionami wypływającymi zza luzackiego swetra. Nie wódź nas na pokuszenie... No właśnie, droga damo, proszę się ubrać!
biedne sześciolatki
dali mnie w pociągu do czytania jakąś szmatkę z czerwonym prostokątem (swoją drogą, w pociągach Aborcza nie cieszy się najdrobniejszą popularnością – wszyscy wybierają Rzepę i Ziewnik), ale wybrałem Ziewnik – z braku Rzplitej. Przejrzałem, literówki spostrzegłem, milutką buziulkę red. Michalskiego zobaczyłem i przeczytałem... o kłótni w Sejmie odnośnie sześciolatków mających iść do szkół.
Sytuacja w skrócie wygląda tak, że PiS zaprosił rodziców z akcji Ratuj Maluchy (o której zresztą pisałem ostatnio) na posiedzenie odnośnej komisji sejmowej. Jej przewodniczący – nie pamiętam nazwiska, ale poewiak – posiedzenie otworzył i od razu zamknął, burząc się na obecność obywateli.
No, nie ma co się dziwić – gdy Bierut wydawał dekret wywłaszczający, nie prosił do gabinetu posiadaczy gruntów, więc nie ma co mieć za złe, że w przypadku zwiększenia nacjonalizacji dzieci rzecz ma przebiegać inaczej.
Niepokoi mnie jednak sama akcja Ratuj Maluchy. Jej przywódcy argumentują, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków. Nie mają zatem nic przeciwko samej idei wyrywania dzieci z objęć rodziców, umieszczaniem ich w edukołchozach, a rodziców pędzenia do roboty, by na to wszystko zarobić. Jednym słowem – albo stosują metodę małych kroków, albo są baranami, z którymi należałoby utrzymywać okresowy sojusz, by sabotaż propozycji rządu okazał się skuteczny.
Simon Zapylacz
mam nadzieję, że wszyscy Czytelnicy mają za sobą lekturę wywiadu z damesą zarażoną przez Simona Mola. Pewnie refleksji macie na ten temat więcej ode mnie, więc ograniczę się tylko do jednej – a propos sugestii nt. Jego związków z islamem.
Otóż, jeśli jest to prawda – a niewiele wskazuje na to, że jest to fałsz (poza wiele mówiącymi reakcjami niektórych – Eeeeeee... no co Ty? Nie chce mi się wierzyć.) - znajdujemy się w poważnej sytuacji. Jestem o tym tym bardziej przekonany, mając w pamięci spotkanie z gen. Pietrzykiem (były ambasador Polski w Iraku, znajomy mojego dowódcy z wojska – swoją drogą, w zeszłym roku byłem już po wojsku, w Monachium!).
Otóż, gen. Pietrzyk stawia tezę (coraz bardziej zresztą popularną), iż islam nie jest żadną religią, tylko systemem rządzenia. Co więcej – systemem cwanym, który wypuszcza publikacje na swój temat dostosowane do odbiorcy – chrześcijanom wypisy z Koranu nt. Pana Jezusa, Maryi, etc. Po to, by wykreować pogląd: Islam, to wspaniała religia, większość muzułmanów, to bardzo fajowi ludzie, margines stanowią jacyś tam szaleni ekstremiści. Gen. Pietrzyk twierdzi, że tak nie jest – co więcej, uważa, że tezę tę lansują sami muzułmanie z przyczyn czysto strategicznych.
Dżihad istnieje odkąd żył Mahomet, a Koran rzecze (proszę wybaczyć, że nie podaję numeru sury, gen. Pietrzyk podawał – gdy przeczytam cały Koran, to będę cytował ściśle), że dżihad to walka o to, by nie było na ziemi człowieka, który nie powie, że Allah jest jedynym Bogiem, a Mahoment jego prorokiem. Narzędziem jest tu nawrócenie, lub śmierć. Tertium non datur. Pierwsza faza ekspansji islamu (z fluktuacjami, jak np. bitwa pod Poitiers, rekonkwista w Hiszpanii) trwała od jego początku, aż do bitwy pod Wiedniem, kiedy to dostali takiego łupnia, po którym podnosili się aż do końca XX wieku! Dlatego też – mówi gen. Pietrzyk – zamach na WTC miał miejsce dzień przed kolejną rocznicą Wiktorii Wiedeńskiej. Pamięć o nie jest ponoć silna wśród muzułmanów.
W związku z tym wszystkim, a także innymi informacjami, którymi – zwyczajowo – podzielić się nie mogę, na wieść o tym, że Mol był muzułmaninem i zarażał z pobudek religijnych.... wprawdzie doznałem szoku, ale i nieodpartego wrażenia, że wszystko układa się w jedną całość. Resztki otuchy odebrały mi wiadomości z Francji i Wielkiej Brytanii o uznawaniu przez państwo wyroków sądów islamskich (wydających je na podstawie szariatu), zakazie wystawiania ciastek na posiedzeniach rady gminy którejś z brytyjskich gmin ze względu na ramadan, oraz zablokowaniem konferencji w Kolonii – zlotu przeciwników budowy meczetu w Bonn. Zjednoczone Emiraty Europejskie niedługo staną się faktem, jeśli nie ruszysz się Ty. I ja.
Idzie wojna, do roboty.
w Ziewniku o Kryzysie
Dziennik zwyczajowo się kompromituje. Dzisiaj piszą o tym, że w związku z upadkiem kapitalizmu kraje Unii Europejskiej muszą sięgnąć do kieszeni podatników, by ratować swoje banki (ostatnio w tarapatach jest Fortis). Klasyczne Radio Erewań. Niniejszym prostuję: kapitalizm nie upadł, nie ma żadnej UE, tylko Wspólnoty Europejskie, które do żadnej kieszeni podatników sięgać nie muszą, a banków tak naprawdę nie ratują, tylko działają na ich szkodę, umacniając w przekonaniu, że mogą robić co chcą, bo rząd wykupi od nich trefne aktywa.
w Ziewniku o Euro
a w Dzienniku (oj, dziś tej gazecince się dostanie...) piszą dziś o przyjęciu Euro. Z jednej strony zamieszczają opinię dra Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha, z drugiej Marka Zubera z Dexus Partners (ekhm...). Jeden mówi o konkretach, drugi o tym, że jeśli euro nie przyjmiemy, to się skompromitujemy i wyjdziemy na wsioków. Tak argumentuje ekonomista, proszę Państwa. Co jeszcze? Ano, inwestorzy się przestraszą i uciekną z polskiego parkietu – w efekcie spadki na giełdzie potrwają dłużej.
Czyli co? Istnieje grupka panów, która sobie ubrdała, że oni mają prowadzić politykę monetarną innych państw (coś jakby FED dla stanów USA – kiedyś były one jak państwa). Bez względu na to, czy to się opłaca, czy nie – jeśli ktoś nie zechce, jest wsiowym ćwokiem i ma u nich przerąbane.
Czy polityka monetarna jest ważna? W systemie fiducjarnym – nieomal najważniejsza, wobec czego własna waluta, jeśli nie myślimy o jednym państwie europejskim – musimy my decydować o jej parametrach. Chyba, że nie myślimy o federacji państw, tylko o państwie paneuropejskim – a jak wiadomo, do stworzenia takiego bytu pociąg jest coraz większy (vide – upadła eurokonstytucja).
dwie opowiastki o podróżowaniu
opowiem Wam dwie bajki – dla rozluźnienia.
Pierwsza dzieje się w autobusie do Frnakfurtu. Obok mnie siedzi rosły pan w dresie. Za nami – Rosjanka z dwojgiem młodych synków (końcówka szkoły podstawowej), którzy uparcie słuchali jednej, rosyjskiej piosenki. Rzecz jasna – głośno. Wytrzymaliśmy dwie godziny – mój towarzysz patrzył w szybę i cicho klął, dzieląc się co jakiś czas ze mną uwagami nt. różnic między narodami, ja zaś czytałem. Minęły te dwie godziny, a towarzysz podróży mówi do panagruszki:
- Zaraz mnie szlag trafi z tymi gnojami.
- No, wie Pan, mnie też się ta piosenka znudziła, może Pan im powie, żeby ściszyli muzykę, Pan siedzi bliżej.
- Dobra.
Odwraca się i słyszę:
- Ile mam jeszcze słuchać tego g***a?
Muzyka umilkła momentalnie.
pętla się zaciska!
przed panemgrzyzgą najcięższy rok życia. Serio. Wprawdzie każdy kolejny jak dotąd, był cięższy od poprzedniego, ale ten będzie rekordowy. Mam na głowie nie tylko dwa i pół kierunku studiów (w pełnym wymiarze, a nawet z naddatkiem), ale i projekt inżynierski oraz parę nowych zobowiązań...
Jednym słowem – jeszcze intensywniejsza praca, niż w zeszłym roku. Ci, którzy ze mną obcują na co dzień, domyślają się już, co to może oznaczać. A w związku z planowaną przez panagruszkę żeniaczką, wysuwa się też na przedni plan aspekt ekonomiczny własnych działań... Jaki stąd wniosek? Mam pewien pomysł dla Czytelników, ale zanim go przedstawię – proszę kliknąć w bannerek pod postem o nazwie Wspieraj bloga. Jest to w tej sytuacji baaaaaardzo mile widziane.
św. Josemaria
2 października o 19:00 w katedrze praskiej Msza Święta z okazji 80. rocznicy założenia Opus Dei. Serdecznie zapraszam wszystkich. Tym bardziej zapraszam, że jestem świeżo po lekturze wywiadu biograficznego na temat Założyciela. Wspaniała, inspirująca lektura - rozmowa z następcą św. Josemarii - don Alvaro del Portillo. Polecam!
FForumowy zjazd
Centralny Zjazd Forum Frondy w Kazimierzu Dolnym n. Wisłą zakończył się wielkim sukcesem i radością wszystkich! Wczoraj mieliście próbkę zdjęć... ach, wspaniale było poznać tych, z którymi zżyłem się przez internet niejednokrotnie bardziej, niż z niektórymi osobami spotykanymi w świecie fizycznym. To się nazywa – braterstwo broni...
myśl na dziś
Myśl o śmierci pomoże ci pielęgnować cnotę miłości, gdyż może ta konkretna chwila, kiedy spotykasz się z tym czy tamtym, jest ostatnia: ich, ciebie, albo mnie może zabraknąć w każdej chwili.
Autor:
Maciej Gnyszka
o
9/30/2008 09:51:00 PM
1 komentarze
Etykiety: akcja, der dziennik, dżihad, fronda, gen. pietrzyk, islam, kryzys, media, muzułmanie, pieniądze, podróże, polecanko, polityka, szkolnictwo, św. josemaria escriva, zapylacz






