Pokazywanie postów oznaczonych etykietą socjologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą socjologia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 kwietnia 2010

[6 IV 2010] czy katolickie znaczy dziadowskie oraz o nadludzkości świętych

komentarze...

do czego to doszło, by gnyszkoblog bardziej był komentowany na swoich screenach, niż w oryginalnej lokalizacji! Cóż, prawda czasu, prawda ekranu, itd. Odpowiedzmy zatem na kwestie wątpliwe.
Po pierwsze, komentarz kol. AKA ze screena na Fronda.pl, który sugeruje że twierdzenia z ostatniego posta wykazują pewną zbieżność ze zdaniem któregoś z polityków wyrażonym na początku lat 90. XX wieku, że nieważne czy Polska będzie biedna, czy bogata, ważne aby była katolicka. Cóż, jakkolwiek oszołomsko brzmi to zdanie, nie sposób się z nim nie zgodzić. Na to, czy jesteśmy bogaci przemożnego (przemożnego - sic!) wpływu nie mamy, więc ważniejsze jest to, na co wpływ mamy i co jest inwestycją długoterminową - a więc zbawienie.
Oczywiście zaraz powstają problemy terminologiczne. Cóż bowiem oznacza to, że Polska miałaby być katolicka? Nie ma to bynajmniej nic wspólnego z tym, żeby miała być dziadowska, zacofana i biedna. To dwa różne porządki, a katolicyzm, nie dziadostwo i uwiąd okryte płaszczykiem pseudokatolicyzmu, jeśli już rozważamy jego rolę cywilizacyjną, jest właśnie rozwoju motorem. Bo katolika przynagla jego religia do tego, by pracę swoją wykonywał jak najdoskonalej, a ziemię czynił sobie poddaną. Co z tego, że Weber napisał całą książkę na ten temat widząc ducha postępu materialnego w sektach protestanckich? Cóż z tego, skoro pod koniec Etyki protestanckiej... pisze, że jego rozumowanie to jednak pewna idealizacja, bo nie uwzględnia chociażby renesansowych katolickich republik kupieckich, bankowości, etc. Więc proszę nie prężyć muskuł wypchanych Poradnikiem inteligenta Polityki, czy inną Europą Dziennika. Bo te szmaty i agitki dla ćwierćinteligencji rzetelnego wykształcenia nie zastąpią.
Po drugie, ciekawy komentarz p. Mariusza z maila, który zauważył, żeby mimo wszystko trzymać na wodzy emocje i powściągać język (chodzi o tytuł wpisu na Fronda.pl), bo o wulgaryzację języka chodzi Michnikom. Zgadzam się z tym w pełni, choć pewien zakres krotochwilności i rubaszności, którego apologię wygłaszał także nieoceniony Chesterton. Jeśli zaś chodzi o język, to jeszcze dziś na ten temat będzie...
Trzecia rzecz, która się powtarzała, na którą wskazała kol. Kaszubówna oraz jakub w komentarzu w oryginalnej lokalizacji, to kwestia zaglądania w duszę. Mówcie co chcecie, ale jeśli człowiek wykonuje sprzeczne ruchy, nieodpowiednio żartuje, prowadzi podwójne życie, kłamie, czy pewne rzeczy dopuszcza, a przy tym nie prowadzi życia religijnego... to chyba wiadomo, że choćby deklarował się jako katolik, raczej pewnego ducha w sobien nie ma, co? Szukasz uczciwego człowieka? Żadnego nie poznasz opierając się tylko na jego zapewnieniu, że oczywiście jest uczciwy.

nadludzkość świętych i nadludzkość sportowców
niekiedy można spotkać się z twierdzeniami wobec niektórych świętych, że on nie był taki napuszony, on był taki zwykły, taki blisko ludzi. Choć zwrócił na to uwagę już św. Josemaria w którejś z homilii, że wielokrotnie hagiografowie - w dobrej wierze - nadymali biografie świętych, czyniąc z nich rzeczywiście nadludzkie postacie. Podał przykład któregoś ze świętych, który ponoć w piątki jako osesek miał się dla umartwienia powstrzymywać od ssania piersi.
Taki trend istnieje z pewnością, ale gdyby ktokolwiek zadał sobie trudu i poczytał pisma któregokolwiek ze świętych, chociażby Dzienniczek św. Siostry Faustyny, czy Listy o. Pio do spowiednika - zobaczyłby jak bardzo ci ludzie stąpali po ziemi. Nie mówiąc o opasłej biografii samego św. Josemarii, którą jak pisałem ostatnio - właśnie pochłaniam.
Zachwyciłby się człowiek ich prostotą i zobaczyłby... że traci życie, nie mając przed sobą ideału. Podczas gdy ideał największy - naśladowanie Chrystusa wdraża się tak prosto, tak... zwyczajnie!
Po części mówię z własnego doświadczenia. Pierwszą książką w życiu, którą samodzielnie kupiłem w wieku kilku lat (chyba jeszcze przed I Komunią) była biografia św. o. Pio, już niedostępna na rynku. Kupiłem ją w kiosku parafialnym... i pochłaniałem co wieczór zachwycony! W ten sposób przeżyłem pierwsze nawrócenie w swoim życiu... Zresztą opowiadałem o tym kiedyś w Radio Józef - czego można posłuchać ściągając z mojego chomika.

obejrzyjmy!
zresztą polecam filmy ze św. Josemarią dostępne na YouTube'ie - czyż można wyobrazić sobie normalniejszego, bardziej naturalnego świętego? Rubaszny aragończyk... Na przykład film o tym kiedy mężczyźni płaczą... reszta produkcji na Sekretach Opus Dei.



potęga nauki
wdałem się ostatnio na Facebooku w dyskusję na sprośny temat, mianowicie molestowania seksualnego. Dowodziłem po swojemu, że na gruncie nowoczesnego samoograniczającego się libertynizmu nie da się niearbitralnie uzasadnić sprzeciwu wobec pedofilii. Wydaje mi się, że udało mi się tego dowieść. Nie wiem jak podać linka do tej konkretnej dyskusji, więc nie podam, ale znaleźć ją można w moim profilu pod wrzuconym przeze mnie linkiem do artykułu z Fronda.pl na temat pedofilii.
No, ale nie o tym chciałem, tylko raczej o krótkowzrocznym kulcie nauk społecznych, które mają to do siebie, jak wprost stwierdził na wykładzie z socjologii biedy prof. Frieske, że prawda w nich jest kwestią konsensusu...
Jeśli nie jesteśmy świadomi kwestii metodologicznych, łatwo z socjologów, seksuologów i psychologów (nie daj Boże z politologów) robić wyrocznie na miarę chociażby konstruktorów-budowlańców! A tak robiono setki razy, chociażby z teorią Clowarda i Ohlina, którzy dowodzili w latach 50. w USA, że przestępstwa biorą się z negatywnego wpływu społecznego raczej, niż z osobistych uwarunkowań przestępcy. Na programy resocjalizacji według ich teorii poszły grube miliony... bez najmniejszego skutku. Na ten temat popowstawały dziesiątki książek, stoczono dziesiątki uczonych dysput, wrogów teorii odsądzono od czci i wiary i zrobiono z nich oszołomów... i wyszło jak zwykle. Czyli tak, że najważniejszy jest zdrowy, chłopski rozum - na dodatek oświecony Łaską.
Tak moi mili, bo mądrzejsze jest chrześcijańskie niemowlę od pogańskiego filozofa, jak to swego czasu twierdził św. Augustyn.

Amerykanie i ich bieda
a jeśli chodzi o Amerykanów i biedę, to prof. Frieske zdradził ciekawostkę. Otóż, bez uwzględnienia dochodów pochodzących ze źródeł pomocowych (zasiłki, dofinansowania, stypendia, refundacje, etc.) - aż 25% mieszkańców Ameryki podpada pod ustawową kategorię biednych. I podpadać będą, bo pomoc społeczna uzależnia.
Dlaczego uzależnia? Kto z Czytelników powie? I co to ma wspólnego z ogrodem Eden i pierwszymi Rodzicami?

Fejzbuk
wielki odzew na reaktywowanego Gnyszkobloga spowodował, że pomyślałem nawet o założeniu profilu na Fejzbuku dla tegoż. Jakem pomyślał - takem zrobił. Najwyżej będzie obciach z racji małej liczby fanów... Fanem Gnyszkobloga można zostać przechodząc tutaj.

koniec...
nie wyczerpałem nawet połowy tematów, które miałem na dziś przygotowane, a tu już i długość posta i pora dnia nie ta. Czas potulić się do poduszki!

myśl na dziś
Roznieć swoją wiarę. — Chrystus nie jest postacią, która przeminęła. Nie jest wspomnieniem, które się gubi w historii. Żyje! Powiada św. Paweł: Jesus Christus heri et hodie; ipse et in saecula! — Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 584



wtorek, 22 grudnia 2009

[22 XII 2009] Ewa Wanat się wywnętrza, rewolucja trwa... underemployment i globcio zagrażają!

Gnyszka, ty się tłumacz!
Nareszcie przyszedł czas, by normalnie napisać. Nie, nie siedzę w pociągu! Jestem w domu, dobiega godzina 21:00 i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu mogę zwyczajnie usiąść bez świadomości, że czynię szkodę podstawowym obowiązkom. Oczywiście nie do końca, bo mógłbym jutro zrobić pewną pożyteczną rzecz... nie mam jednak na nią siły. Czasem trzeba porzucić delirium aktywności – nawet jeśli jest wzniosłe, konieczne i obowiązkowe. W najbliższych dniach będzie jeszcze kilka okazji do pisania, więc zacieram ręce! Nareszcie.

Książki? Polecamy! Nie ma za co.
Spotkałem się wczoraj z Kamilem, który od samego początku jest sporadycznym Gnyszkoczytelnikiem. Rozmawialiśmy o książkach, o tym i owym i Kamil wyraził opinię, że czasem odnosi wrażenie, jakby pewne akapity postawały specjalnie po to, by wspomnieć o którejś z książek. Cóż powiedzieć? Wcale nie ukrywam, że jest kilka książek, które uważam za konieczne lektury. Co to znaczy? To znaczy, że będę je polecał z uporem maniaka i przy każdej okazji. Dlaczego? Bo uważam je za obowiązkowe dla integralnego rozwoju – tj. sfery ducha, intelektu i zdolności. A to, że przy okazji mogę zmaksymalizować własną użyteczność (czy to u p. Królaka w Tolle, czy u p. Styńskiej w ZM – tym lepiej. Po to Pan Bóg uczynił ludzi rozumnymi, by powierzone talenty oraz dobra puszczali w ruch i pomnażali (że przypomnę przypowieść o sługach).
A zatem, moi mili, proszę sobie zapamiętać na zawsze, że następujące pozycje będę polecał zawsze:


Pominę już wymiar pozycjonowania na dane frazy, który dzięki powtarzaniu zapewnia ruch z wyszukiwarki na dane hasła.

Dr Plinio i ks. Delassus – recenzje nadesłane
no i właśnie! Ostatnio miałem przyjemność odbierać podziękowania za swoje rekomendacje! Pierwsze dotyczyło Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, a dziękującym był Rene z Forum Frondy:

Koledze Gnyszce z podziękowaniem za rekomendację!!!
"FAŁSZYWY TRADYCJONALIZM
Tradycjonalistyczny duch Kontrrewolucji nie ma nic wspólnego z fałszywym i zawężonym tradycjonalizmem zachowującym pewne obrzędy, styl lub obyczaje z powodu zwyczajnego zamiłowania do starych form bez jakiegokolwiek szacunku dla doktryny, która je zrodziła. To byłby archeologizm, a nie zdrowy i żywy tradycjonalizm."

Kolega wie z czego to cytat.:):):)
Wielkie dzięki za zarekomendowanie tej pozycji, ale jest kolega odpowiedzialny za kłótnię jaką w moim domu wywołała ta książka i głoszone przez autora tezy i poglądy.
Baaaaardzo ryzykowne i kontrowersyjne poglądy.

Ale nie będę kontynuował by znowu nie zarzucono mi wątku o tym, ze królowa Bona umarła.

Pozycję tę wszystkim polecam.


PS. Za skutki tego cytatu to też kolega jest odpowiedzialny.

;):):)


źródło: http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3080434

Drugie podziękowanie, które odebrałem nadesłał Kamil – dotyczyło ono mojego oczka w głowie (od wakacji 2008, kiedy przeczytałem), czyli Ducha rodzinnego... ks. Henriego Delassusa! Kamil pisze w mailu następująco (krótko, a treściwie!):

(...)
Jeszcze jedno - Dzięki Twoim poleceniom na blogu kupiłem "Ducha

rodzinnego w państwie...", super lektura. Czy masz w zanadrzu do
polecenia kolejne tytuły tego pokroju?

Z góry dzięki,

Pozdrawiam,
Kamil

Nic dodać, nic ująć. Przypomnijmy z tej okazji kanadyjską piosenkę, którą z moim ulubionym fragmentem Delassusa skojarzył Maciek.

Ewa Wanat się wywnętrza, czyli mister Maseooreck w akcji
od wywiadu Roberta Mazurka z Ewą Wanat w Rzeczpospolitej (o owej damie pisałem już ekskluzywnie na frondowym screenie gnyszkobloga) jestem pod gigantycznym wrażeniem zarówno samego autora wywiadów, jak i pomysłu, doboru rozmówców, etc. Brawo! Ten cykl wywiadów – a wywiad z p. Wanatówną szczególnie! - jest pięknym laboratorium głupoty. Pokazuje bowiem, że... król jest nagi! Król, który mówi o sobie jako najmądrzejszym, najprzenikliwszym, światowym. Szokiem było dla mnie zobaczyć w wywiadzie z Ewą Wanat, że owa dama nie ma nic w głowie! Autentycznie! Po prostu wielowątkowa, niespójna gonitwa myśli, jakieś piramidalne mity („ja to twierdzę naukowo” albo „ale ja nie wypowiadam się jednoznacznie”) i miałkość, której interlokutorka nie widzi, będąc widocznie przekonana, że to, co głosi musi być przemyślane i spójne, skoro jest głoszone... przez Nią! Nie widzę innego wytłumaczenia!
Swoją drogą, jedno z chwytliwych haseł tego wywiadu (to o znajdowaniu się w innej cywilizacji, niż np. Tomasz Terlikowski) zostało przednio skomentowane przez któregoś z FForumowiczów. Skwitował stwierdzenie krótko: „No, cóż. Mentalność tamudyczna”. Tak jest i lektura słynnego wywiadu z ex-gazownikiem Michałem Cichym oraz wywiadu-rzeki z ks. Chrostowskim powinna to objaśnić. To też lektury obowiązkowe!
Siłą rzeczy temat obrabiam po łebkach – pomysł na poruszenie tego wątku wpadł mi do głowy w chwili ukazania się wywiadu... a więc dawno temu. Dziś niestety nie mam czasu, by ponownie go przeczytać i wypunktować p. Ewę po tzw. calaku (co robi np. Pan Sosnowski). Pozostawiam tę przyjemność Czytelnikom. Polecam także wywiad z prof. Krzemińskim, w którym także widać, że król jest nagi – można bowiem prawie 20 lat pleść androny podpierając się wszelkimi imponderabiliami, autorytetami i nie wiadomo czym... by na końcu uznać, że nie miało się bladego pojęcia o czym się plecie! Ha! Mistrzostwo świata!

underemployment – wyważmy otwarte drzwi
socjologia problemów społecznych lubi sobie wynajdywać problemy! No i wynalazła! Underemployment się nazywa jeden z problemów, a polega on na tym, że jest opisywany przez badaczy, na jego temat organizowane są sympozja, wydawane opracowania, granty przyznawane na jego badania... słowem – pieniędzy potok płynie od podatnika na szczytny cel rozpoznania i walki z underemployment, dzięki czemu nie ma bezrobocia. Przynajmniej wśród badaczy underemploymentu. No, no, poleciałeś Pan, Panie Grzyzga, i to po calaku!
Przerysowuję, oczywiście. Nie rozumiem jednak na czym innym polega problem tego, że pan XY studiował marketing i zarządzanie, zrobił fersta i dyplom ze szkolenia bibliotecznego i... musi wyrabiać ciasto w Telepizzy. Mili moi, a cóż z tego, że pan XY pracuje poniżej „swoich kwalifikacji”, bądź w „niepełnym wymiarze godzin”? Zdobył nieużyteczne kwalifikacje – jego błąd i ryzyko w chwili wyboru kierunku. Jest kiepskim wygniataczem pizzy – to nie biorą go na pełny etat, to także jego wina. Gdyby miał łeb i jajca, oraz był prawdziwym mężczyzną – wziąłby się w garść, załatwił parę innych zleceń, oszczędzałby jeszcze jako malec (no tak, porewolucyjna rodzina nie uczy oszczędności i innych cnót), zająłby się zarabianiem w internecie, zamiast oglądaniem pornosów, czy brandzlem na Naszej Klasie. No, ale Pan XY się tym wszystkim nie zajmie... bo on ma fersta i magysterkię z marketingu, więc czeka na pracę adekwatną do jego kwalifikacji. Niech sobie czeka, ale to nie jest problem społeczny.

paradoksy socjologii
nie wiem, co miałem na myśli notując kiedyś ten punkt, ale na temat paradoksalności socjologii jako zjawiska społecznego, kulturowego – można by napisać habilitację!

szczyt klimatyczny...
...gazownicy z Metra i Aborczej trąbią, że cały świat czekał w napięciu na jakiś jego wynik. Nic mi na ten temat nie wiadomo. Globalnego ocieplenia zaś mam dość o tyle, że przez nie muszę teraz nosić polarową podpinkę – tak nam globcio wywindowało tempreraturę w górę, że aż zrobiła salto i zaczyna drugie okrążenie, od -20 st. Celsjusza wzwyż. Obamie zamarzł nawet z tej okazji samolot.

szanowanie poglądów i dwie tolerancje
jeszcze o tolerancji dla poglądów, o której pisałem ostatnio. Zdarzyło się tak, że uczestniczyłem dość nieudolnie w dość nieudolnej dyskucji na temat tolerancji (tak, wracamy do socjologii). Moderator mówiący także w oparciu o swój autorytet stwierdził, że są dwa rodzaje tolerancji. Pierwszy – który mówi, że toleruje, szanuje, rozumie i da się pochlastać za wszystko, gdyż nie jest w stanie zawyrokować o wyższości czegokolwiek. Oraz drugi, który mówi, że to inne toleruje jedynie z musu, na zasadzie przyzwolenia. Wniosek z wypowiedzi zaś był następujący: czyż ten pierwszy nie jest szczytniejszy i bardziej wzniosły?
Mojej odpowiedzi można się spodziewać, nadmienię tylko, że socjologowie prócz urojonych problemów lubią także wzniosłe fikcje. Bo ten pierwszy rodzaj w przyrodzie nie występuje. Proszę to przyjąć do wiadomości. Katolicy wiedzą to bardzo dobrze dzięki doktrynie o grzechu pierworodnym, która nadaje naszej antropologii realizmu... reszta wyważa jak zwykle otwarte drzwi.

p. Wojtek o tolerancji
jeśli chodzi o tolerancję, to polecam gen. Jaruzelskiego, największego speca od tej tematyki. Zaskoczył mnie 13 XII 2007, gdy po raz pierwszy wysłuchałem przemówienia w całości... zaskoczył, gdyż okazało się, że stan wojenny wprowadzono w imię... walki z nietolerancją!!!


Fronda.pl – agenci Opus Dei!
jak w tytule, proszę się wsłuchać w okrzyki staliniątek z Racji Polskiej Lewicy. Dobre, nie? Chłopaki polecieli. Po czym? Po calaku!


myśl na dziś
Udaj się do Betlejem, podejdź do Dzieciątka, zatańcz przed Nim, powiedz Mu wiele gorących słów, przytul Je do swego serca... – Nie mówię o dziecinadach: mówię o miłości! A miłość przejawia się w czynach: w głębi swej duszy prawdziwie możesz objąć Dzieciątko Jezus.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 345



wtorek, 12 maja 2009

[12 V 2009] wtorek, o zboczeńcach, feminizmie oraz Rewolucji słów kilka

vvimitacja w nowym instytucjonalizmie
okazuje się moi drodzy, że nowi instytucjonaliści (czyli ta szkoła socjologiczna, która ostatnio stała się dla mnie pewnym olśnieniem) zajęli się także tym, o czym negatywnie pisał pangrzyzga – a mianowicie imitacją. Pisałem o tym ostatnio w związku z moimi obserwacjami różnych organizacji pozarządowych, często z kręgów tzw. prawicowych, czy kościelnych.
Czytałem ostatnio ciekawy tekst o imitacji wzorów instytucjonalnych wśród np. korporacji. Oczywiście, takie zjawisko zachodzi i jest nieuniknione, oraz wcale nie jest powiedziane, że złe... firmy uczą się od siebie nawzajem, często na ślepo i źle na tym wychodzą, ale mi w tym poście chodziło o co innego (czego zresztą nie zauważył kol. Tamqkun pisząc odjechany komentarz – interpretujący posta w kategoriach mistycznych, podczas gdy chodziło o sprawy stricte zawodowe, instytucjonalne, organizacyjne). Otóż, chodzi o to, by być po tej stronie rynku, która kreuje i narzuca normy. Nie po tej, która się dostosowuje do faktów. Trzeba fakty tworzyć, niech inni się do nich dostosowują.
Czy trzeba być supermenem, by tak było? Nie. Sukces takich miernot, jak Stalin, czy Hitler dowodzi, że można być byle kim, wystarczy być jednak bezczelnym. Nie mówię, że należy być bezczelnym – a jedynie, że ten sam efekt można uzyskać np. poprzez bezczelność.

a propos Hitlera
lekturę dziennika Victora Klemperera, niemieckiego językoznawcy, który był Żydem i gwiazdą uniwersytetów przed wojną polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się jak to się stało, że nagle w miarę normalni ludzie oraz w miarę normalny kraj przepoczwarzył się w III Rzeszę i kraj totalitarny. Jak chamstwo i bezczelność małej grupy ludzi oraz brak twardej reakcji, małość i kunktatorstwo reszty doprowadziło do konieczności zawierania najgorszych kompromisów, byle tylko przeżyć.
I jeśli dzisiaj walczymy o to, by dr Cameron miał prawo mówić to, co uważa za dowiedzione , być może okaże się, że bronimy właśnie ostatnich szańców wolności, które zagarnie za chwilę totalitaryzm.
Przesadzam? A czy ktoś był przekonany w 1934 roku, że oto właśnie brak reakcji wówczas jest hańbą i zaniedbaniem, które będzie skutkowało hekatombą? Na pewno niewielu. Pamiętajmy, że większość nigdy nie ma racji – tak, jak na giełdę większość wchodzi w ostatnim etapie hossy, a ucieka w ostatnim etapie bessy, tak też w innych dziedzinach. Jeśli dziś słyszę, że powinienem zająć się dłubaniem w projekcie inżynierskim, a nie wściubianiem nosa w sprawy UKSW, czy Rzecznika Praw Obywatelskich, to ja mam na to jedną odpowiedź: jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Podobnie zresztą było w trakcie tzw. sprawy Agaty. Kończyłem wtedy ważny projekt, a zareagować trzeba było.
Reasmując – przestrzegam przed tego typu reakcją, że jakoś-to-będzie. Nie będzie. Reagować trzeba już!

feminismus
feminizm to dość śmieszny ruch, bo atakuje Kościół i katolicyzm za winy świata Rewolucji, której sam jest dzieckiem. Taktyka to przewrotna i opisana na innych przykładach w Rewolucji i Kontrrewolucji de Oliveiry. Rewolucja na pewnych etapach jest przeciwniczką swojego poprzedniego wcielenia po to, by zniszczyć jeszcze więcej – czyli to, co zachowała poprzednio.
Feminizm zatem chce niszczyć jakąś wyimaginowaną rodzinę i warunki społeczne powstałe de facto na bazie protestantyzmu oraz Rewolucji Francuskiej (dziękuję Michelowi Foucaultowi za poddanie mi tej myśli! - nieoczekiwanie! Któż by się bowiem spodziewał tego po postmodernistycznym i socjologu-homoseksualiście?) - a więc na bazie I oraz II Rewolucji! Jeśli feminizm dyskutuje z niemiecką zasadą trzech „K”, czyli Kirche, Kinder oraz Kueche, to dyskutuje sama z sobą, niech nie wmawia katolikom, że dyskutuje ze sobą. Feminizm oburza się na świat po Rewolucji nie dlatego, że zaszła Rewolucja, ale dlatego, że zaszło jej jeszcze zbyt mało!

dyskrymynancja a Tradycja
„mężowie, kochajcie swoje żony, jak Chrystus umiłował Kościół” - proszę wybaczyć, ale „partnerstwo”, to jakaś śmieszna karykatura pobożnego katolickiego małżeństwa. To zresztą czują konkubenci, ilekroć spotykają się z prawdziwie świętą parą.

prof. Krzemiński a prof. Plinio Correa de Oliveira
tymczasem prof. Krzemiński, człowiek również nie z jakiejś kontrrewolucyjnej bajki, powtórzył ostatnio tezę dra de Oliveiry na temat renesansu. Nie pamiętam o co konkretnie chodziło, chyba o podkreślenie rozprzężenia moralnego, które wraz z renesansem się rozpoczęło... Fiu, fiu, pomyślał sobie pangrzyzga na wykładzie... prof. Krzemiński znany jak dotąd z plecenia bajek na temat Kościoła nagle potwierdza tezę najbardziej wstecznego z katolickich teoretyków Kontrrewolucji?

trybalizm, trybalizm!
ale, ale! Nie tylko on! Widziałem jakiś czas temu plakat o promocji książki niejakiego Maffesoliego na temat „plemion”! Autor – jak wynika z plakatu – stawia w niej tezę, że współczesne wspólnoty przekształcają się powoli w plemiona! Teza, jak teza, wydaje się raczej prawdopodobna, szczególnie, gdy pomyśleć o globalizacji, ale ciekawe jest co innego... ponad 50 lat temu to samo stwierdził Plinio Correa de Oliveira w Rewolucji i Kontrrewolucji! Mówił, że kolejna Rewolucja przyniesie nowy trybalizm, powrót do organizacji plemiennej z całym jej przymitywizmem.
Już wiecie dlaczego ta książka trafiła do Biblioteczki Konserwatysty?

Kościół a Dan Brown
będąc na „Generale Nilu”, widziałem zwiastun „Aniołów i Demonów” Dana Browna. Ciekawe, że Kościół Katolicki, jaki wyłania się z tego zwiastunu to organizacja hierarchiczna, dumna, stateczna, wyniosła i arystokratyczna. Jednym słowem – tzw. „kościół przedsoborowy”. To ciekawe... ludzie spoza Kościoła odczuwają zatem tęsknotę za tymi właśnie cechami Kościoła, które teraz, w okresie nie widzącego przed sobą celu posoborowia (no bo jaki ten cel? Nawracanie? Nie – dialogowanie! Walka o Christianitas? Nie, działalność kulturalna. Liturgia? Nie, spektakle, harce i figle-migle) zanikły prawie całkowicie! Tego się nie widzi zupełnie!
Ciągnie do Kościoła takiego, jakim on jest w rzeczywistości... szkoda, że to niewierzący, albo jego wrogowie muszą dawać o tym świadectwo!

Duch liturgii
nawiązując do liturgii – znalazłem swego czasu pięknie wydanego przez Fundację św. Benedykta „Ducha liturgii” kard. Ratzingera. Świetne ilustracje do równie świetnej treści. Polecam!

jeszcze o Cameronie – Kinsey
wracając do sprawy dra Camerona. Zastanawiałem się sam, czy przypadkiem nie jest to jakieś kukułcze jajo i szarlatan, który plecie bajki bez namysłu metodologicznego. Było tak, dopóki nie wczytałem się w ulotki, które towarzyszyły spotkaniom z nim. Ale o tym innym razem, bo dziś już jestem zbyt zmęczony. Ciekawe natomiast jest to, że w jednej z nich powołuje się na ikonę ruchu wyzwolenia seksualnego roku '68, Kinseya! Człowieka, który swoim słynnym raportem otworzył w USA drogę wszelkiemu zboczeniu... i który dowodzi tej tezy, którą epatuje Aborcza (ponoć absurdalnej), iż 1/3 przypadków pedofilii dokonywana jest przez homoseksualistów. To teza Kinsey'a, drodzy Gazownicy, Kinseya, którego tylekroć wynosiliście na piedestał, chociażby przy okazji ostatniego filmu -biografii!

zadyma...
tymczasem we Wrocławiu zadyma przy okazji spotkania z drem Cameronem! Działacze niejakiej ANTIFY (komunistyczna bojówka) usiedli sobie na sali w liczbie trzech, a trzej kolejni byli na korytarzu, próbując wejść w trakcie. Gdy to okazało się niemożliwe, wywiązała się szarpanina, w wyniku czego agresorzy z kastetami i nożami zamknięci zostali na dziedzińcu, a moi znajomi (którym przyszło robić za wykidajłów) wezwali ochronę. Nie, nie pisali o tym w lokalnej Aborczej. I nie napiszą.
Ach, ta homofobia – przecież, gdyby Cameron nie głosił swoich tez byłoby bez przemocy. Przecież, gdyby Fieldorf nie był faszystą, też nie dostałby od antyfaszystów z UB w czapę. Rzecznik Prawo Obywatelskich wystąpił jednak 8 maja do ministra Czumy o dołączenie do kodeksu karnego pewnej innowacji. Chodzi o to moi mili, by mowa nienawiści (a więc każde zdanie, które może wywołać przemoc wobec „mniejszości seksualnej”) ścigana była z urzędu oraz podlegała tej samej karze, co nawoływanie do nienawiści na tle rasowej oraz narodowej. Co to oznacza w praktyce? W więzieniach (dwa lata) znajdą się wszyscy, którzy podpadli Biedroniowi, Adlerowi i Niemcowi.
Koniec i basta. Nie ma tolerancji, dla wrogów tolerancji. Mówiłem już, że zamierzam kupić spluwę?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/12-v-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Błogosławiona jesteś, ponieważ uwierzyłaś, powiada Elżbieta do naszej Matki. — Jedność z Bogiem, życie nadprzyrodzone, pociąga za sobą zawsze atrakcyjną praktykę cnót ludzkich: Maryja niesie radość do domu swej kuzynki, ponieważ "nosi" Chrystusa.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 566



sobota, 18 kwietnia 2009

[18 IV 2009] kruszą się nasze aspiracje

rozwalają się aspiracje
czy zauważyliście, że do czegokolwiek Polska aspiruje i co prawie już osiąga... wali się to w zgliszcza? Dajmy sobie lata międzywojenne za przykład - parcie na modernizację, wielkie inwestycje w Warszawie za Starzyńskiego, stajemy się wreszcie w tempie ekspresowym, państwem europejskim! Już prawie jesteśmy... i wybucha wojna! Warszawa zostaje kupą gruzu. Polecam w tym względzie Dzienniki czasu wojny Z. Nałkowskiej. W pewnym momencie pisze właśnie z rozrzewnieniem o osiągnięciach Starzyńskiego, które obracają się w pył. Potem rok 1989 - i aspiracje do stania się demoliberałoludem. Mija kilka lat... Europa w obecnym stanie przekształca się w Zjednoczone Emiraty Europejskie, z niewydolną gospodarką, ubezpieczeniami społecznymi, starym społeczeństwem...
Zamiast aspirować - stwórzmy coś sami, wartość do której aspirować będą wszyscy.

Zyzak - once more
abstrahując od kolejnych szaleństw Wałęsy, warto zwrócić uwagę na pewne zjawisko wśród dziennikarzy. Jacy są, to pewnie wiadomo - najczęściej słabo wykształconymi karierowiczami, cynglami bądź przydupasami swoich szefów. Z naciskiem na słabe wykształcenie i pewną sztampowość myślenia. I tacy oto prezenterzy bądź dziennikarze uważają za stosowne stroić się w szatki naukowców wyrokujących na temat tego, czy praca Zyzaka spełnia standardy naukowe, czy nie.
Nie mają do tego prawa po pierwsze ze względu na to, że książki nie czytali. Po drugie ze względu na swoje nieuctwo. Bo jeśli - a powtarzam to po raz chyba setny - Bronisław Malinowski (którego świetny Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu należy dziś zdecydowanie polecić!) jedzie na Trobriandy spisać koszałki-opałki opowiadane mu przez tubylców na tematy wszelakie, a uczony ów po dziś dzień jest klasykiem antropologii, to dlaczego mgr Zyzak chcący zrekonstruować ów "mit Wałęsy" m.in. wśród mieszkańców jego wsi i okolicznych - stosując tę samą, standardową metodę, co Malinowski - jest nieukiem? Ano chyba tylko dlatego, że nieukami i gnojami są te medialne pieski... Ale idźmy dalej... to kim w taki razie jest ponoć światowej sławy uczony historyk J.T. Gross, który swoich Sąsiadów opiera na bardziej niż "mocno" wątpliwej relacji Szmula Wasersztajna (który później okazuje się być agentem NKWD, co tłumaczyłoby przemilczenie wątku kolaboracji jedwabieńskich Żydów z Sowietami, po zajęciu wsi w pierwszej fazie wojny)... to ja już nie wiem i chyba sobie kupię Aborczą, żeby wiedzieć co myśleć.

e-biznes a NLP
w polecanym przeze mnie E-biznesie jako sposobie na sukces znajdzie Czytelnik rzecz następującą - otóż niektórzy z pionierów e-biznesu, którzy udzielili Jolancie Gajdzie wywiadu, powołuje się na przeróżne techniki NLP, Silvy, i inne mentalne nakręcacze. Pierwszą reakcją byłoby pewnie wrzucenie książki do pieca... ale uważam, że warto doczytać do końca, poznać w ten sposób ten światek, zobaczyć, że jako katolik nie trzeba wielu rzeczy poszukiwać na szkoleniach, czy u trenerów zmiany osobistej, odkryć więć że ma się buławę w plecaku, z wywiadów zaczerpnąć fachowej inspiracji, pomysłów i otuchy... i brać się do roboty!
Powtarzam to po raz setny - jako katolicy nie mamy prawa nie móc zmieniać świata. Jako katolicy w Polsce, wciąż będący na dorobku, bez elastycznych i skutecznych struktur - musimy mieć zasobne portfele i prestiż zawodowy tym bardziej! Ułatwmy Panu Bogu dzieło!

pangrzyzga w Radio Plus Józef
chciałem nieśmiało poinformować wszystkich chętnych, o tym iż...

w najbliższy poniedziałek, o 22:00
na 96,5 FM, czyli w
Radiu Plus Józef
emitowana będzie audycja Roberta Tekielego pt. Pocieszenie i strapienie,
której byłem gościem

audycji można będzie też wysłuchać przez internet - www.radiojozef.pl

dzień rocznicowy
a przedwczoraj istny dzień rocznicowy - 85 urodziny Benedykta XVI i rocznica poznania się moich Rodziców!
Plurimos annos wszystkim jubilatom!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/18-iv-2008-pitek-tajemncie-bolesne-raca.html

myśl na dziś
Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



niedziela, 8 marca 2009

[8 III 2009] Feministki, Msza Trydencka a Kotarbiński...

dzisiaj...
z okazji Dnia Modlitw za Ofiary Feminazizmu zaprosiliśmy Mamę (oczywiście ja z Tatą – wszak Siostrą zajmuje się już mąż!) do restauracji! Jak wiadomo – w niedziele Wielkiego Postu post nie obowiązuje, wobec czego obiad zwieńczyliśmy deserkiem. Powiem krótko... miło jest od czasu do czasu skonsumować dobra, które się wypracowało! A im rzadziej się je konsumuje, tym milej się to robi! Dlatego oficjalnie zalecam od czasu do czasu wypaść sobie do kawiarni, tudzież restauracji! Zaś restauratorzy, tudzież właściciele kawiarni powinni lobbować we właściwym ministerstwie, by promowało bywanie w tego rodzaju przybytkach, jako sposób na umilenie żywota i regenerację umysłu przed wydajną pracą od poniedziałku. Kampania społeczna przełoży się na wyższe podatki, co poskutkuje tym, że nikogo nie będzie na taki luskus stać. Więc... lepiej nie lobbować!

później...
z Tatą na Mszy w rycie nadzwyczajnym w Brwinowie, pod Warszawą! Poniżej wklejam zdjęcia...






Ubolewam, że odbywa się tylko raz w miesiącu – tak nota bene wygląda w polskiej praktyce wcielanie w życie postanowień motu proprio Summorum pontificum...!

wskrześmy reizm!
ostatnio przypomniałem sobie o Kotarbińskim i jego reizmie! Zagadnieniu poświęciłem swego czasu dużo czasu, napisałem nawet kobylasty esej na ten temat, później wiersz o Kotarbińskim. Postać fascynująca, sztywny ateista, który ponoć na łożu śmierci się nawrócił.
No, ale wracając do reizmu, który skrytykowała nawet jego własna żona – rzeczywiście w wersji radykalnej postulat by posługiwać się jedynie nazwami konkretnymi, bądź nazwami przekładalnymi na nazwy konkretne nie jest do utrzymania, ale jako ideał – konieczny do krzewienia! Ileż mniej byłoby bełkotu w samej tzw. „nauce”, jak i w ogóle tzw. „debacie publicznej”. Co to jest „kryzys” w języku reistycznym? Nie ma czegoś takiego. Skonstatowawszy to, większość ludzi zaczęłaby się dopiero zastanawiać nad tym, czym ten „kryzys” jest i na czym polega, a stąd – do czego może prowadzić oraz co może znaczyć dla konkretnej osoby i co w związku z tym przedsiębrać.
Podobnie z prakseologią – drugim jego koniku. „Traktat o dobrej robocie” przydałoby się odświeżyć w powszechnej świadomości... Szkoda, że mało zostało ludzi, którzy w ten sposób filozofują – choćby nawet byli ateistami, to po pierwsze – pokornymi jak Kotarbiński, po drugie – dałoby się z nimi dyskutować na gruncie wspólnej metodologii, czy epistemologii.
Z sentymentu do prof. Kotarbińskiego – proszę każdego wierzącego Czytelnika o modlitwę za Jego zbawienie.

już od tygodnia...
...mamy Wielki Post! Mam nadzieję, że każdy przejrzał Przewodnik po Wielkim Poście mojego autorstwa i zabrał się do roboty! Maruderom przypominam o wielkiej wadze, którą należy przywiązywać do praktyk pokutnych: postu, modlitwy i jałmużny. Gdzie przez modlitwę rozumiemy nie tylko ustną, czy udział w nabożeństwach wielkopostnych, ale także myślną – gdzie wielką pomocą są polecane przeze mnie po tysiąckroć Rozmyślania o życiu kapłańskim autorstwa św. bpa Pelczara!

nie nabzdyczaj się!
nie należy się nabzdyczać podczas poszczenia – o tym mówi oczywiście Ewangelia. Ja natomiast chciałbym się podzielić pewną obserwacją antropologiczną! Tą mianowicie, że w sytuacji, gdy zasypiamy w miejscu publicznym – na zajęciach, w pociągu, czy tramwaju... zazwyczaj przybieramy groźną, ew. bardzo poważną minę! Myślę, że to strategia na udawanie, że wcale się nie śpi, tylko intensywnie rozmyśla z zamkniętymi oczami. Poobserwujcie ludzi, bądź napięcie własnych mięśni mimicznych podczas zasypiania w takich warunkach!

francuska laicite!
wracając do reizmu. Oczywiście posługiwanie się językiem reistycznycm jest niewygodne ze względu na konieczność tłumaczenia wszystkich pojęć hipostatycznych (a więc nie-konkretów) na konkretne, co wydłuża i komplikuje wypowiedź, ale nie słyszałoby się na zajęciach na socjologii rozemocjonowanego młodego doktora, który co drugie słowo przywołuje „francuską laicite”, albo „liberte”! Ja się domyślam, co ma się na myśli... ale mniej lansu, więcej treści. To chyba dotąd nie zauważany wymiar reizmu – mniej lansu, więcej treści!

pan Seidman rzecze
w ramach przygotowań do kolokwium ze „Współczesnych teorii socjologicznych”, czytałem ostatnio tekst Seidmana o „końcu teorii socjologicznej”. Seidman to obrzydliwy postmodernista, ale tekst da się czytać i przejrzyście polemizować. O jego uczciwości świadczy kilka zaskakujących wniosków, takich jak ten, który z okazji dzisiejszego dnia przytoczę poniżej:

Debaty, w których używa się pojęć w rodzaju „kobieta”, „mężczyzna”, „gej”, „czarny Amerykanin”, i „biały Amerykanin”, należy postrzegać jako przejaw sił społecznych ucieleśniających chęć kształtowania ładu płciowego, rasowego i seksualnego. Starają się one umieścić w naszych ciałach określone pragnienia, potrzeby, oczekiwania i społeczne tożsamości. (...)
Nie ma powodów, by sądzić, że należąca do klasy średniej heteroseksualna członkini Kościoła metodystów z Południa będzie miała takie same doświadczenia czy nawet wspólne interesy związane z płcią kulturową jak mieszkająca na Północy żydowska lesbijka z klasy robotniczej. Jest też naiwnością zakładać, że jakiekolwiek wspólne cechy związane z płcią przesłonią rozbieżne interesy i wartości tych kobiet.


Niby postmodernista, a ujął sedno!
A nasze feminazistki, choć drapują się na nowoczesne ętelektualystki, są niestety – patrząc z ogólnoświatowego poziomu ich macierzystego komsomołu – towarzyszkami mocno wstecznymi. Wałkują brednie, które porzucono lata temu. W ogóle to trzeba przyznać, że polskie życie intelektualne – z nielicznymi wyjątkami – to powtarzanie ogranych przed laty banałów z Zachodu. Banałów, które już przeminęły.
Publiczka oczywiście ma miękko w gaciach, gdy je słyszy i czuje się uprawniona do postrzegania samej siebie jako nowoczesnej. Jak ma taką potrzebę i to jej wystarcza – proszę bardzo.

tłumacza mam! Mam tłumacza!
skoro my jesteśmy nowocześni, to i tłumacza mamy! A i owszem! Gdyby ktoś potrzebował usług translatorskich – małych, bądź większych (np. na użytek wydawnictwa, medium informacyjnego) – ogłaszam wszem i wobec, że mój kolega jest świetnym i doświadczonym tłumaczem z hiszpańskiego i angielskiego, mającym na swoim koncie już kilka książek! Jeśli komuś trzeba – zapraszam do kontaktu przeze mnie. Dla moich Czytelników przewidziany jest rabat...!

przypominam!
o konkursie, który ogłosiłem w ostatnim tygodniu! Informacje znajdują się tu. Bardzo proszę o branie udziału od zaraz.

myśl na dziś
Świętych Obcowanie. — Jakże ci to mam wytłumaczyć? — Wiesz, czym dla ciała jest transfuzja krwi? A więc taką samą transfuzją dla duszy staje się Świętych Obcowanie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 544


piątek, 21 listopada 2008

[21 XI 2008] dzietność, głupcze!

1. ojojoj
ostatnio posty na gnyszkoblogu pojawiają się co drugi dzień, ale cóż na to poradzić, skoro najpierw obowiązki studialne, później zaś pasjonująca polemika mailowa z Czarną Meg uniemożliwiły panugrzyzdze odpowiednią płodność blogową. W związku spożywczym, jadąc pociągiem na Ziemie Odzyskane, klepie cierpliwie w klawiaturę! A co! Pisać można wszędzie, jeśli ma się coś do napisania (hmm... stawiamy się tu w ciężkiej sytuacji, bowiem jak sądzą niektórzy zgryźliwi, acz nałogowi czytelnicy tego bloga, pojawiają się tu jeno nie warte uwagi pierdoły...). A więc – do roboty!
2. dzietność, głupcze!
ostatnio myślał sobie pangrzyzga trochę o dzietności. Został do tego sprowokowany przez zajęcia na socjologii, na których mówiło się o jednym z jej paradygmatów – o socjobiologii. Myślał, myślał... i widząc, że przedstawiciele tego kierunku mają skłonność z jednej strony do traktowania ludzi jak tylko i wyłącznie zwierzęta... z drugiej zaś często są koryfeuszami najnowszych osiągnięć Rewolucji, pomyślał, co następuje w kwestii antykoncepcji.

2.1. mutanty?
czy przypadkiem spadek dzietności społeczeństw zachodnich wywołany przez rozpowszechnienie antykoncepcji oraz morderstw prenatalnych nie wywoła/wywołuje wzrostu jednostek dotkniętych mutacjami genetycznymi? Jeśli do mieszania genów dochodzi rzadko – tym częściej dochodzi do negatywnych mutacji (słynne kazusy niektórych rodzin arystokratycznych)... wobec czego należałoby wyciągnąć wniosek, że spadek dzietności, to nie tylko społeczne samobójstwo ze względu na konieczność uzupełniania braków na rynku pracy i w systemie emerytalnym emigrantami, ale i samobójstwo genetyczne. Niewesoło.

2.2. samobójstwa?
kolejna sprawa, to wskaźnik samobójstw, który ślicznie rozpracował już Durkheim. Co mówi na ten temat klasyk? Otóż, wskaźnik samobójstw jest drastycznie niższy od reszty populacji w grupach dobrze zintegrowanych – z których najlepiej zintegrowana jest rodzina. Zbadawszy następnie rodzinę, stwierdził, że stopień integracji zależy prawie wyłącznie od obecności w niej dzieci. Wracając do spadku dzietności – oznacza to, że wraz ze spadkiem dzietności, należałoby się spodziewać wzrostu wskaźnika samobójstw (zakładając, że komputer, pies, bądź co innego nie zastępuje dziecka pod względem integracji).
Inny wniosek jaki stąd płynie, to także ten, że sam fakt atakowania rodziny przez najróżniejsze formy rewolucyjnych wymysłów (od antykoncepcji, przez aborcję, permisywizm seksualny, czy atomizacja, np. poprzez wyrywanie dzieci z rodzin przez państwo) – zyskuje zupełnie nowy, całkowicie praktyczny wymiar – korelacji ze wskaźnikiem samobójstw.

3. Weber i Durkheim w jednym stali domu...
wracając do klasyków, to przyznać trzeba – zarówno Durkheimowi, jak i Weberowi, że gdy zabierają się za opis grup religijnych (najczęściej katolików i protestantów) – to dyletanctwo widać po prostu na kilometr. U Webera ma to wpływ na wnioski (np. w „Etyce protestanckiej a duchu kapitalizmu” sam Weber zauważa parę nieścisłości), u Durkheima nie (miał szczęście dojść z niechlujnego opisu do poprawnych wniosków).
Oj, marzy mi się napisanie sążnistej książczyny na ten temat. Dlaczego to takie ważne? Bo potem „pośrednicy idei z trzeciej ręki”, czyli dziennikarze (jak określał ich F.A. von Hayek) międlą te głupoty jak prawdę objawioną i wbijają je baranom, którzy ich słuchają, bo nie wiedzą jakie poglądy głosić, by być lubianym.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/21-xi-2007-setny-post-dzi-roda.html

myśl na dziś
Jest to czas nadziei i żyję tym skarbem. Nie są to puste słowa, Ojcze — powiadasz do mnie — to jest rzeczywistość". A zatem... cały świat, wszystkie wartości ludzkie, które z niezwykłą siłą cię pociągają — przyjaźń, sztuka, nauka, filozofia, teologia, sport, przyroda, kultura, dusze... — wszystko to złóż w nadziei: w nadziei Chrystusowej.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 293





niedziela, 7 września 2008

[7 IX 2008] XXIII Niedziela Zwykła - o tych 7% katolików w Polsce c.d.

polemika
wczoraj miałem sporo innych zajęć, dzięki którym nie wyrobiłem się z obowiązkami blogowymi i paroma innymi. Nic to! Robię to teraz! Przystąpmy do polemiki dot. nieszczęsnych ok. 7% katolików w Polsce.
- siusiak
skomentował:
[MG]Kumam bazę, ale zastanówmy się ile takich osób w tych 86% jest. Ja obstawiam, że liczba ta jest do pominięcia ze względów statystycznych.
[siusiak] I w tym miejscu się nie zgodzę, Gnychenie. Jestem przekonany, że wiele spośród tych 86% to osoby, które nie tkwią w grzechu uparcie, ale z różnych powodów ociągają się ze spowiedzią. Jaki procent — nie powiem, ale sądzę że większy niż pomijalny.
cóż powiedzieć? Mówimy tu o przekonaniu. Moim argumentem, nie mówię, że ostatecznym, za tym, że jednak jest to liczba pomijalna przemawia to, że katolik jest świadom okropności przebywania w grzechu ciężkim i czym prędzej się z niego salwuje - w związku z tym zakładam, że ilość tych, którzy są tego świadomi, a jednak nie wyrobili się ze spowiedzią do niedzieli musi być mała (właśnie ze względu na powagę sprawy). Motywowałem to realizmem antropologicznym. Tak. Wiem po prostu, i wiemy to wszyscy, że po grzechu pierworodnym natura nasza silniej ciąży ku grzechowi... i już.
- Krzysztof Jarzyna ze Szczecina
napisał:
Można zestawić – byłoby to nie tylko ciekawe, ale i wskazane – statystyki, ile osób deklaruje się jako wierzący, ile regularnie chodzi do kościoła - 3. przykazanie - ile przynajmniej raz w roku przystępuje do Spowiedzi i Komunii -2. i 3. przykazanie kościelne (ale Kościół mówi – przynajmniej raz w roku. Nie lubię wszelkiej formalizacji zasad Kościoła wiary itp., jako, ze wszystko rozgrywa się wewnątrz sumień a ocenione zostanie na Sądzie Ostatecznym, ale rozumiem, że określenie pewnych reguł jest niezbędne. Skoro więc tak, to zostawmy reguły określone przez Kościół w postaci takiej, w jakiej zostały określone.), ponadto z danymi o tym, ile osób popiera/dopuszcza/akceptuje: aborcję, eutanazję, seks przedmałżeński, antykoncepcję, wolne związki bez zobowiązań, związki homoseksualne, pracę zarobkową w niedziele w zawodach „nieratunkowych” et.c., et.c. Sprawdzić ile dziewcząt nuci pod prysznicem „I Kissed a Girl” Katy Perry i je też odliczyć.
Podsumowując - idea obliczenia „nowego procentu katolików w Polsce” jest słuszna, należy jednak – moim zdaniem – oprzeć się na innych danych.
pełna zgoda - wówczas wynik byłby pewniejszy. Ale... obawiam się, że niewiele odbiegający od tego. Widziałem statystyki poglądów i wydaje mi się, że rzeczywiście rozdźwięk między konkluzją uzyskaną z ich analizy a moimi spekulacjami nie byłaby wielka.
Cieszę się, że kol. Jarzyna wreszcie pozytywnie ustosunkował się do gnyszkoblogowych analiz!
- JAL
napisał (cytuję w całości, każdy fragment komentuję):
Maćku szanowny,
również wydaje mi się, że z tym wywalaniem ludzi z Kościoła przesadziłeś. Jasne, że aby byc dobrym katolikiem, należy m.in. przyjmować sakament pojednania (5 warunków, jeden z nich to spowiedź). Natomiast gdy ktoś tego nie wypełnia i żyje w grzechu ciężkim, znaczy, że katolikiem nie jest? Może np. spełnił niektóre warunki sakramentu (postanowienie poprawy, zadośćuczynienie, żal...), ale z jakiegoś powodu nie może zdobyć się na pójście do konfesjonału? Czy takich trzeba od razu stawiać poza nawiasem KRK?
Ależ drogi JALu (imienia nie zdradzać?). Ja nikogo poza Kościołem nie stawiam. Chcę jedynie przypomnieć doktrynę Kościoła o tym, że ktoś kto trwa uparcie w grzechu ciężkim, świadomie odrzuca miłość Chrystusa, przez co nie może mieć z Nim pełnej Komunii. Z własnej woli stawia się więc poza. Dlaczego uważam za ważne o tym przypomnieć? Poniżej o tym będzie.
--------------------------------
Powiem więcej, naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest troska o takich zagubionych braci, a nie deklarowanie, że "skoro ktoś nie chodzi do spowiedzi, nie jest katolikiem". Znasz ten wiersz Herberta ("Homilia" się nazywa)?
[...]
"bo dla księdza - proszę księdza - to jest
wszystko takie proste
Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść
Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na kościół
prosta ręka - prosta ryba - prosta sieć
może tak należy mówić ludziom cichym ufającym
obiecywać - deszcze łaski - światło - cud
lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni
bądźmy szczerzy - to jest także boży lud"[...]
Dear JAL, zaraz odpowiem cytatem - a niech będzie, że i ja chamem nie jezdem i cytatę umię zapodać! Widzisz, to płynie z miłości - chęć postawienia kogoś w prawdzie. Zauważ, po co jest publiczna ekskomunika, suspensa, czy inne kary - by dać delikwentowi zimny prysznic, sygnał: Heloł, opamiętaj się, zaczynasz stawiać się poza Chrystusem! Opamiętaj się! Czekamy na Ciebie z otwartymi rękami, Chrystus tym bardziej... ale błagamy - podejmij mocną decyzję powrotu! Ekskomunika, czy zakaz przyjmowania Komunii Świętej nie są odwetem, a aktami miłosierdzia. Po drugie zaś - są zakomunikowaniem obiektywnego stanu rzeczy po to, by grzesznik miał jasność swojego statusu.
Sam jestem grzesznikiem i nic mi tak nie pomaga, jak pomoc w rozeznaniu własnej kondycji. Cukrzenie psuje sumienie. Poniżej zaś cytat na czasie - lekcja z dzisiejszej Mszy.
zainspirujmy się - myśl na dziś
To mówi Pan: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę.
Duch Święty, Ez 33,7-9

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

[25 VIII 2008] poniedziałek

prośba
normalny odcinek bloga pojawi się pewnie jutro, bo wczoraj i przedwczoraj miałem Ślub nad Śluby i Wesele nad Wesele (czy kroniki warszawskie donoszą już kto się pobrał?), a dziś z kolei pojechałem z Oleńką na badania i musiała niestety - po wnikliwym zajrzeniu w stan polskiej prywatnej i państwowej służby zdrowia - zostać na obserwację w szpitalu. Od razu uspokajam - proszę się nie obawiać, nic złego Jej nie grozi, ale należy sfalsyfikować jedną z dwóch możliwych diagnoz i wtedy przejść do działania, które w żadnym z obu wypadków skomplikowane ani ryzykowne być nie powinno. Proszę zatem o modlitwę i wyrozumiałość...
Lud
w socjologii długo dyskutowano nad tym, czym jest Lud. Ja mogę powiedzieć - Lud można spotkać w wielu miejscach w Polsce - od wsi Żmiąca w powiecie limanowskim, przez autobus relacji Rypin-Toruń, aż po każdy państwowy szpital, co zawsze stanowi dla mnie ogromną inspirację! Pozdrawiam pana, któremu na Junaku pękł wyrostek robaczkowy i pana weterana z medalem w klapie, który w karetce zostawił legitymację inwalidy wojennego I klasy! Jeśli to czytają, rzecz jasna...
myśl na dziś
Jak pragnie Nauczyciel, winieneś być solą i światłem, będąc w pełni zaangażowanym w tym świecie, w którym przyszło nam żyć i we wszelkiej działalności ludzkiej. – Światłem, które oświeca umysły i serca. Solą, która dodaje smaku i chroni przed zepsuciem. Dlatego, jeśli zabraknie ci gorliwości apostolskiej, staniesz się nijaki, bezużyteczny, zawiedziesz innych, a życie twoje stanie się absurdem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 22

niedziela, 27 kwietnia 2008

[27 IV 2008] 6. Niedziela Wielkiejnocy - Dzień Skupienia

socjologia

myślałem sobie kiedyś o socjologii. Zauważyłem, że ludzie bardzo często chcą brać wyniki badań socjologicznych (choć tu np. ogromną rolę odgrywają możliwości błędów w metodologii, których niekiedy nie da się odkryć, bo zna je jedynie badacz - vide mnóstwo falsyfikatów, w rodzaju Dojrzewanie na Samoa Margaret Mead, albo dzieł Kinsey'a, który badając więźniów ekstrapolował wnioski na całe społeczeństwo), a więc - ci ludzie często chcą traktować wyniki badań socjologicznych jako podpórki pod ich tezy nt. natury ludzkiej (abstrahując od tego, że poważne badania socjologiczne na dobre rozpoczęły się dopiero w połowie XIX wieku..., można by więc mówić o naturze ludzkiej od połowy XIX wieku, a nie o naturze ludzkiej w ogólności). Nie muszę chyba mówić, że jestem co do takich praktyk sceptyczny. Jestem sceptyczny tym bardziej, że mam świadomość, że socjologia najczęściej opisuje człowieka-dziada... człowieka zatopionego w Rewolucji i jej błędach, człowieka bez właściwości, człowieka nie wiedzącego nawet jak wielki mógłby być... Takiego człowieka, nie do końca rozwiniętego, wymagającego wsparcia moralnego, duchowego, socjologowie zwykli stawiać na miejscu kwintesencji człowieczeństwa.
To mniej więcej tak, jakby zrobić zdjęcie pola zarośniętego chwastami i powiedzieć - to jest pole. Odpowiedź brzmi - to nie jest pole, to jest ugór, czyli pole, o które nikt nie dba.

kopny odcinek
pomyślałem sobie - a po co ja mam tutaj sobie wprawki pianistyczne na klawiaturze robić, gdy mię jeszcze robota goni, skoro Cejrowski może pogadać? Jak pomyślałem, tak i zrobiłem - kolejny płód wczorajszych niezamierzonych łowów na YouTube'ie.



myśl na dziś
wrzuciłem na YouTube'a już jeden film! Oto on - św. Josemaria opowiada o św. Józefie...



środa, 19 marca 2008

[19 III 2008] Wielka Środa

to się nachodziłem
dziś dzień spacerów przez roztargnienie. Zrobiłem trzy kursy między Traktem Królewskim z powodu roztargnienia i braku myślenia. Zamiast wrócić do domu o 15:00, wróciłem o 17:00. No, ale kto powiedział, że w Wielkim Tygodniu nie będzie okazji do ćwiczenia się w pokorze i do umartwienia? Dalej paniegruszka, dalej, Wielki Tydzień to kulminacja!
Z tego wszystkiego muszę dziś zacząć dwa rozdziały z O wolności J.S. Mill'a na jutrzejsze zajęcia na socjologii - stąd nieomal brak posta.

ooooo!
jestem mile zaskoczony, iż moje sformułowanie zaczyna być cytowane w poważnych rozprawach socjologicznych. Mowa o odszyfrowaniu skrótu pokolenie JPII, jako pokolenie Dżej Pitu-Pitu. Zostałem zacytowany jako socjolog młodego pokolenia, hehehe. Michał - dzięki.

film na dziś
jak nie ma co czytać, to chociaż będzie czego posłuchać. Zbliża się kulminacja Roku Liturgicznego, więc nie będę Was zamęczał swoją pisaniną.




cudowny pangruszka?
możecie mnie tak nazywać - kto bowiem przewidział koniec paliwa do wzrostów

comedy

Donaldu obiecał cuda i są - Ewa Kopacz, która doprowadziła do upadku ZOZ, którym kierowała mówi groźnie STOP zadłużaniu się szpitali, a pandonek - zwany humorystycznie liberałem - wyraża chęć podniesienia składki zdrowotnej, mimo że przedtem twierdził że system jest nieszczelny. Tymczasem entomolog, niejaki Niesiołowski chce stawiać L.Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu, jeśli ten ostatni nie ratyfikuje Targowicy... eee, przepraszam - Lizbony. Najśmieszniejsze zaś jest to, że większość ludzi, których spotykam w tramwajach i środkach transportu uważa że w tej sytuacji śmieszni są wszyscy poza Panemdonaldem...


myśl na dziś
Jezu, trzciną po głowie bity, *Królu boleści, przez lud wyszydzany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

środa, 17 października 2007

[17 X 2007] poranek środowy

oddali mi internet wczoraj wieczorem, ale uznałem że świeży wpis zrobię rano, dlatego specjalnie wstałem wcześniej, by rozpocząć dzień (oprócz innych rzeczy) od pisaninki!

POsłanka Sawicka dała do pieca
oglądaliście filmik nagrany przez CBA? Dobre, nie? Takie akcje to dla p. Sawickiej widocznie nie pierwszyzna... Poniżej link do newsa ws. prywatyzacji szpitali, przy czym mieszała też owa dama. No, cóż, chyba nie bez kozery mówiło się na początku lat 90. o środowisku KLD - liberały-aferały... Dobrze, że nie można tego powiedzieć o politykach UPR i PR, tj. listy nr 3...!
http://wiadomosci.onet.pl/1624867,11,item.html

cnota a rynek
wczoraj, zasypiając na Bauphysik, albo nawet już nie zasypiając po doustnej aplikacji kofeiny na Klima Design, pangrzyzga dumał sobie o cnocie. Co wydumał? Otóż, to wydumał, co następuje.
Rynek jest miejscem wymiany dóbr, na którym producenci i sprzedawcy konkurują między sobą, by sprzedać konsumentom swoje produkty. Konsumenci zaś, kierując się rozumem, lub innymi względami dokonują decyzji porównując swoje wyobrażenie o stanie faktycznym produktu ze swoimi wymaganiami. Konsument ma prawo wybrać to, co im się podoba, a producent/dystrybutor choć nie ma do tego prawa, może wprowadzać konsumenta w błąd. Cnoty (męskość, prawdomówność, etc.) potrzebne są do tego, by konsumenci zachowywali się niezależnie i racjonalnie, oraz by producenci również rzetelnie informowali o jakości swoich wyrobów i uczciwie chcieli je ulepszać. Ale nie o tym tak naprawdę chcę tu napisać. Niepokoi mnie to, że np. architekci, narzekają na to, iż konsumenci ich projektów często nie patrzą na projekt, tylko na koszty utrzymania budynku, wybierając to co najtańsze. Architekci wchodzą wówczas na swój Parnas, zarzucają szaliczek na szyjkę i się obrażają na ciemny lud. Podobnie robi większość niedojrzałych aktorów rynku we wszystkich jego segmentach. Pic jednak z rynkiem polega na tym, że po pierwsze zachowania rynkowe nie są stałe, po drugie mogą się zmieniać właśnie podczas wymiany rynkowej, w czasie trwania negocjacji, po trzecie ludzie mają określoną naturę i naturalnie dążą do dobra, choć jest to dla nich trudniejsze. Co wobec tego należałoby zrobić? Ano, tacy zblazowani architekci mogliby się zająć wytłumaczeniem swojemu klientowi wagi innych wartości projektu, prócz kosztowności, kształtując w ten sposób konsumenta i jego cnotę - umacniając niezależność jego myślenia i podejmowania decyzji poprzez uwrażliwianie na inne aspekty rzeczywistości. Na tym przecież polega ogólnoludzkie współżycie. Nie ma co się obrażać, że na rynku większość ludzi jest głupia. To jest oczywiste odkąd pojawili się ludzie.

huragan Katrina
wczoraj ciekawe zajęcia w Instytucie Socjologii LMU. Rethinking space. Prowadzone po angielsku przez panią doktor pochodzącą z Polski oraz pana profesora z Holandii (który po 18 latach w GB, czuje się Brytyjczykiem). Zapowiada się ciekawie, choć podstawą naszej metodologii będą wydumania niejakiego Lefebvre'a, neomarksisty o schizmatyckim nazwisku. No cóż, zobaczymy jak to będzie - najciekawsza będzie na pewno część praktyczna zajęć.
To, o czym chciałem pokrótce napisać, to krótka myśl z wykładu nt. Nowego Orleanu po przejściu huraganu Katrina. Otóż, jak powiedział profesor (dziwne nazwisko, zapomniałem) po katastrofie, odwróciła się hierarchia społeczna w mieście. Na jej szczycie stanęły dotychczasowe doły - murzyni z niezbyt wypucowanych dzielnic, mający do dyspozycji broń, sieć kontaktów i doświadczenie w sztuce przetrwania na ulicy. Białe, wymuskane grubaski z klasy średniej ubrane w krawaciki nagle stanęły w obliczu niemożności przetrwania i degradacji.
Co z tego? Ano, to z tego, że człowiek przezorny po pierwsze ma broń, po drugie jest wysportowany, po trzecie idzie do wojska, by w razie powodzi, padnięcia sieci energetycznej, czy czegoś równie nieprzewidywalnego, a wysoce prawdopodobnego, nie paść ofiarą ludzkich żywiołów, które cywilizacja i kultura wyeliminowały jedynie wirtualnie. Do wojska panowie, do wojska!

klimat strachu
wczoraj na Bauphysik dowiedziałem się, że zawartość sztucznie produkowanego dwutlenku węgla w powietrzu oscyluje w granicach 3% ogólnej ilości dwutlenku węgla. Dr Werner powiedział tym samym, że rojenie o ludzkim pochodzeniu ocieplenia klimatu jest co najmniej niepewne. Natomiast prof. Riharz na Klima design co raz trwożył nas wizją globalnego ocieplenia, oszczędzania energii, Klubem Rzymskim, etc. No, cóż, to ów maltuzjański strach o którym pisał Jan Paweł II w Evangelium vitae. Jak to jest, że wątpliwe teorie urastają do rangi obowiązujących paradygmatów, później przenikają do świadomości zwykłych ludzi powodując ich strach i - dajmy na to - przyzwolenie na masowe mordy prenatalne, ze względu na to np. że ludzie produkują zbyt dużo ceodwa. Straszne.

wierszydełko
Muzeum Tatrzańskiego Oddział - Galeria Hasiora
na czarnym kolanku rury od pieca mnóstwo kurzu
zaraz obok kranik z piersi
sterczy
schodami do góry
(po tym jak już się wyskrzypiały przed południem)

świeci się, tam pohukuje

Sztandary, sztandary
pani kierowniczki
odblaski i niebieskie
ta aureola w czerwieni
jak na starych ikonach
przykurzonych śpiewem brodaczy
Nowosielski
kolory już stłumione
dużo ich tu
duszno jednak

Pamięci dzieci Zamojszczyzny
czy te świeczki wciąż się palą?

Graty ze śmietnika
co nie jest bez związku ze sztuką francuską
i plakaty dawnej teraźniejszości
która dumnie
przybita jest szpilkami i dumnie się kurzy

ale i to minie
tak jak góral, co wyszedł z bloku obok
a nigdy nie był góralem

myśl na dziś
Świętość polega na walce, na świadomości, że mamy wady, i na bohaterskich wysiłkach, by je zwalczać.
- Świętość - podkreślam - polega na zwalczaniu tych wad... lecz umrzemy z nimi, gdyż inaczej jak ci już powiedziałem, bylibyśmy pyszałkami.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 312

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO