Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielki post. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielki post. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 marca 2009

[8 III 2009] Feministki, Msza Trydencka a Kotarbiński...

dzisiaj...
z okazji Dnia Modlitw za Ofiary Feminazizmu zaprosiliśmy Mamę (oczywiście ja z Tatą – wszak Siostrą zajmuje się już mąż!) do restauracji! Jak wiadomo – w niedziele Wielkiego Postu post nie obowiązuje, wobec czego obiad zwieńczyliśmy deserkiem. Powiem krótko... miło jest od czasu do czasu skonsumować dobra, które się wypracowało! A im rzadziej się je konsumuje, tym milej się to robi! Dlatego oficjalnie zalecam od czasu do czasu wypaść sobie do kawiarni, tudzież restauracji! Zaś restauratorzy, tudzież właściciele kawiarni powinni lobbować we właściwym ministerstwie, by promowało bywanie w tego rodzaju przybytkach, jako sposób na umilenie żywota i regenerację umysłu przed wydajną pracą od poniedziałku. Kampania społeczna przełoży się na wyższe podatki, co poskutkuje tym, że nikogo nie będzie na taki luskus stać. Więc... lepiej nie lobbować!

później...
z Tatą na Mszy w rycie nadzwyczajnym w Brwinowie, pod Warszawą! Poniżej wklejam zdjęcia...






Ubolewam, że odbywa się tylko raz w miesiącu – tak nota bene wygląda w polskiej praktyce wcielanie w życie postanowień motu proprio Summorum pontificum...!

wskrześmy reizm!
ostatnio przypomniałem sobie o Kotarbińskim i jego reizmie! Zagadnieniu poświęciłem swego czasu dużo czasu, napisałem nawet kobylasty esej na ten temat, później wiersz o Kotarbińskim. Postać fascynująca, sztywny ateista, który ponoć na łożu śmierci się nawrócił.
No, ale wracając do reizmu, który skrytykowała nawet jego własna żona – rzeczywiście w wersji radykalnej postulat by posługiwać się jedynie nazwami konkretnymi, bądź nazwami przekładalnymi na nazwy konkretne nie jest do utrzymania, ale jako ideał – konieczny do krzewienia! Ileż mniej byłoby bełkotu w samej tzw. „nauce”, jak i w ogóle tzw. „debacie publicznej”. Co to jest „kryzys” w języku reistycznym? Nie ma czegoś takiego. Skonstatowawszy to, większość ludzi zaczęłaby się dopiero zastanawiać nad tym, czym ten „kryzys” jest i na czym polega, a stąd – do czego może prowadzić oraz co może znaczyć dla konkretnej osoby i co w związku z tym przedsiębrać.
Podobnie z prakseologią – drugim jego koniku. „Traktat o dobrej robocie” przydałoby się odświeżyć w powszechnej świadomości... Szkoda, że mało zostało ludzi, którzy w ten sposób filozofują – choćby nawet byli ateistami, to po pierwsze – pokornymi jak Kotarbiński, po drugie – dałoby się z nimi dyskutować na gruncie wspólnej metodologii, czy epistemologii.
Z sentymentu do prof. Kotarbińskiego – proszę każdego wierzącego Czytelnika o modlitwę za Jego zbawienie.

już od tygodnia...
...mamy Wielki Post! Mam nadzieję, że każdy przejrzał Przewodnik po Wielkim Poście mojego autorstwa i zabrał się do roboty! Maruderom przypominam o wielkiej wadze, którą należy przywiązywać do praktyk pokutnych: postu, modlitwy i jałmużny. Gdzie przez modlitwę rozumiemy nie tylko ustną, czy udział w nabożeństwach wielkopostnych, ale także myślną – gdzie wielką pomocą są polecane przeze mnie po tysiąckroć Rozmyślania o życiu kapłańskim autorstwa św. bpa Pelczara!

nie nabzdyczaj się!
nie należy się nabzdyczać podczas poszczenia – o tym mówi oczywiście Ewangelia. Ja natomiast chciałbym się podzielić pewną obserwacją antropologiczną! Tą mianowicie, że w sytuacji, gdy zasypiamy w miejscu publicznym – na zajęciach, w pociągu, czy tramwaju... zazwyczaj przybieramy groźną, ew. bardzo poważną minę! Myślę, że to strategia na udawanie, że wcale się nie śpi, tylko intensywnie rozmyśla z zamkniętymi oczami. Poobserwujcie ludzi, bądź napięcie własnych mięśni mimicznych podczas zasypiania w takich warunkach!

francuska laicite!
wracając do reizmu. Oczywiście posługiwanie się językiem reistycznycm jest niewygodne ze względu na konieczność tłumaczenia wszystkich pojęć hipostatycznych (a więc nie-konkretów) na konkretne, co wydłuża i komplikuje wypowiedź, ale nie słyszałoby się na zajęciach na socjologii rozemocjonowanego młodego doktora, który co drugie słowo przywołuje „francuską laicite”, albo „liberte”! Ja się domyślam, co ma się na myśli... ale mniej lansu, więcej treści. To chyba dotąd nie zauważany wymiar reizmu – mniej lansu, więcej treści!

pan Seidman rzecze
w ramach przygotowań do kolokwium ze „Współczesnych teorii socjologicznych”, czytałem ostatnio tekst Seidmana o „końcu teorii socjologicznej”. Seidman to obrzydliwy postmodernista, ale tekst da się czytać i przejrzyście polemizować. O jego uczciwości świadczy kilka zaskakujących wniosków, takich jak ten, który z okazji dzisiejszego dnia przytoczę poniżej:

Debaty, w których używa się pojęć w rodzaju „kobieta”, „mężczyzna”, „gej”, „czarny Amerykanin”, i „biały Amerykanin”, należy postrzegać jako przejaw sił społecznych ucieleśniających chęć kształtowania ładu płciowego, rasowego i seksualnego. Starają się one umieścić w naszych ciałach określone pragnienia, potrzeby, oczekiwania i społeczne tożsamości. (...)
Nie ma powodów, by sądzić, że należąca do klasy średniej heteroseksualna członkini Kościoła metodystów z Południa będzie miała takie same doświadczenia czy nawet wspólne interesy związane z płcią kulturową jak mieszkająca na Północy żydowska lesbijka z klasy robotniczej. Jest też naiwnością zakładać, że jakiekolwiek wspólne cechy związane z płcią przesłonią rozbieżne interesy i wartości tych kobiet.


Niby postmodernista, a ujął sedno!
A nasze feminazistki, choć drapują się na nowoczesne ętelektualystki, są niestety – patrząc z ogólnoświatowego poziomu ich macierzystego komsomołu – towarzyszkami mocno wstecznymi. Wałkują brednie, które porzucono lata temu. W ogóle to trzeba przyznać, że polskie życie intelektualne – z nielicznymi wyjątkami – to powtarzanie ogranych przed laty banałów z Zachodu. Banałów, które już przeminęły.
Publiczka oczywiście ma miękko w gaciach, gdy je słyszy i czuje się uprawniona do postrzegania samej siebie jako nowoczesnej. Jak ma taką potrzebę i to jej wystarcza – proszę bardzo.

tłumacza mam! Mam tłumacza!
skoro my jesteśmy nowocześni, to i tłumacza mamy! A i owszem! Gdyby ktoś potrzebował usług translatorskich – małych, bądź większych (np. na użytek wydawnictwa, medium informacyjnego) – ogłaszam wszem i wobec, że mój kolega jest świetnym i doświadczonym tłumaczem z hiszpańskiego i angielskiego, mającym na swoim koncie już kilka książek! Jeśli komuś trzeba – zapraszam do kontaktu przeze mnie. Dla moich Czytelników przewidziany jest rabat...!

przypominam!
o konkursie, który ogłosiłem w ostatnim tygodniu! Informacje znajdują się tu. Bardzo proszę o branie udziału od zaraz.

myśl na dziś
Świętych Obcowanie. — Jakże ci to mam wytłumaczyć? — Wiesz, czym dla ciała jest transfuzja krwi? A więc taką samą transfuzją dla duszy staje się Świętych Obcowanie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 544


niedziela, 22 lutego 2009

[22 II 2009] Przewodnik po Wielkim Poście


Wielki Post za pasem – do roboty!
wstęp
nikomu nie tajno, że od środy najbliższej, zwanej „popielcową” zaczyna się Wielki Post! Jak już pisałem ostatnio, czas to błogosławiony... bo prowadzi w końcu do centralnego święta Roku Liturgicznego – do Wielkiejnocy.
Gwoli ścisłości, gdy pisałem ostatnio o nicości, o tym że ja – moi Czytelnicy pewnie też – nic nie jesteśmy warci, nie miałem na myśli niczego heretyckiego, nie zamierzałem umniejszać w niczym zasług Pana Jezusa wobec nas. Otóż, prawdą jest, że sami z siebie niczym jesteśmy, a jedyne, co w nas warte uwagi – od Pana Boga, jako Stwórcy, a potem Odkupiciela, pochodzi. Jednym słowem – to, że mamy wielką godność, to że wspaniali możemy być... mało w tym naszej zasługi. Pan Jezus za nas umarł z miłości, to wielka rzecz... ale nie zmienia ona tego, że wciąż każdy z nas mało na to zasługuje. Warto więc wykorzystać Wielki Post najpierw po to, by tę rzecz sobie uświadomić. Później zaś po to, by wziąć się za siebie rękami Pana Boga... i ruszyć z kopyta za Nim, by Go naśladować.
Dziś czytałem jeden rozdział św. Bpa Pelczara Rozmyślań o życiu kapłańskim (stale polecam tę książkę i cieszę się, że ostatnio w komentarzu pod postem odezwał się Łukasz, który jest świeżym adeptem bpa Pelczara!) o pokorze... w którym rozważa właśnie tę sprawę, o której pisałem powyżej. Przytoczę ten fragment, także i po to, by na podstawie dwóch obszernych cytatów z Pelczara (ostatnio cytowałem rozdział o wykorzystaniu czasu), każdy mógł zrozumieć, że choć książka w tytule odnosi się do kapłanów... tak naprawdę jest uniwersalna i dobra dla każdego, kto poważnie myśli o świętości!

(...) Ale tym wszystkim jestem z niewysłowionej miłości Bożej; sam zaś z siebie czymże jestem? Oto najpierw nicestwem, bo wszechmoc i miłośc Boża powołała mnie do bytu i utrzymuje mnie ciągle, inaczej wróciłbym do nicości. Jestem po wtóre słabością i nędzą (...) Jestem wreszcie grzesznikiem (...)

domyślam się, że ten Wielki Post nie jest pierwszym, który Czytelnik będzie przeżywał. Dlatego też odwołam się do wspólnego doświadczenia... zgodnie z którym każdorazowo z Wielkim Postem wiążemy wielkie nadzieje na poprawę... a rzecz kończy się tak, jak zawsze, czyli zawodem. Dlatego też postanowiłem przygotować ten krótki przewodnik po Wielkim Poście, dzieląc się m.in. własnymi doświadczeniami (warto także w komentarzach podzielić się własnymi). Dzielę go na trzy części, reprezentowane przez trzy dobre uczynki: post, modlitwę i jałmużnę.


post
wszyscy z grubsza wiemy, co rozumieć przez post... chociaż to pojęcie zbyt mocno związane jest z kuchnią! Lepsze chyba jest „umartwienie”, czyli po prostu działanie mające na celu podporządkowanie naszej woli, woli Bożej. Na przekór sobie... pamiętamy jak św. Paweł pisał o prawie w swoich członkach, które nie zgadza się z prawem Bożym. Po grzechu pierworodnym to niestety normalka... łatwiej nam żreć jak świnie, zamiast umiarkowanie i elegancko pojadać. Łatwiej się zdenerwować i wybuchnąć, niż przyjąć spokojnie upokorzenie. Łatwiej na kogoś nielubianego krzywo patrzeć, niż przemóc się i zaproponować mu wspólne wyjście na piwko. Łatwiej w końcu jeść w ciągu dnia kanapki, obiad, pączka, batonika i parę innych rzeczy, zamiast spokojnie, jak Pan Bóg przykazał, narzucić sobie stałe pory jedzenia i picia, podczas których powściągliwie zjemy naznaczony, skromny posiłek. Nie mówiąc już o tym, że o wiele łatwiej jest rozbierać wzrokiem mijane dziewczyny (oj, a któraż to teraz nie prowokuje wyglądem?!), nić odwrócić oczy i porozmawiać w spokoju z Aniołem Stróżem... Prawda? Umartwienie polega na tym, by zrobić to, co się zdecydowało, co jest słuszne i miłe Panu Bogu, zamiast tego, co odruchowe.
Zobaczmy, co w Drodze. Bruździe i Kuźni pisze św. Josemaria na temat umartwienia:

Jakże wiele cię kosztuje to niewielkie umartwienie! — Walczysz. — Zupełnie jakby ci powiedziano: Dlaczego masz dotrzymywać w życiu wyznaczonego planu, dlaczego masz być zależny od zegarka? — Przyjrzyj się, jak łatwo można oszukać małe dzieci! Nie chcą przyjąć gorzkiego lekarstwa, ale zaraz zostaną zachęceni... No, — mówią im — ta łyżeczka to za tatusia, a ta druga za babcię... i tak dalej, aż zażyją wszystko.

Tak samo i ty: jeszcze kwadrans włosiennicy za dusze w czyśćcu, pięć minut za rodziców, jeszcze pięć za braci w dziele apostolskim... Aż upłynie wyznaczony czas.

Umartwienie dokonane w ten sposób ma wielką wartość!


No... i co? Chyba czas najwyższy się za to wziąć!
Udaj się najpierw na jakieś skupienie, najlepiej w kaplicy, w spokoju... zrób porządny rachunek sumienia, znajdź wszystkie wady, które zdążyły w dotychczasowym życiu w Tobie rozkwitnąć. Później pomyśl o tym, na czym polegają cnoty przeciwne tym wadom. Podejmij konkretne postanowienia mające zaradzić tym wadom. Konkrecik, możliwy do wykonania. Później ułóż sobie plan konsekwentnej realizacji dwóch, trzech postanowień. Na resztę przyjdzie pora. Te trzy bierz na klatę podczas Wielkiego Postu!
Ja Cię w tej pracy nie zastąpię, ale mogę poddać w punktach parę pomysłów.
- wstawaj o z góry naznaczonej porze, nie później i nie wcześniej,
- wyznacz sobie żelazny czas na lekturę duchową każdego dnia. Nie chce Ci się, ani nie możesz się skupić? Tym bardziej tego potrzebujesz. Bierz do lektury na Wielki Post porządną książkę ascetyczną – ja mam dwóch ulubionych autorów, wspomnianych św. Józefa Sebastiana Pelczara i św. Josemarię Escrivę. Pomocą może być też newsletter Bądź święty! Który jakiś czas temu stworzyłem.
- ogranicz zbędne koszty,
- ogranicz zbędne czynności,
- sprawdź, czy musisz jeść tyle, ile jesz...
- a nade wszystko, ofiaruj wszystkie te umartwienia w konkretnej intencji, własnej, lub cudzej. Nic nie przychodzi Ci do głowy? Ofiaruj to wszystko w intencji dusz czyśćcowych!


modlitwa
jak wiadomo, to podstawa wszystkiego. Wyżej wspomniałem już o konieczności wyznaczenia sobie czasu na modlitwę myślną, rozważanie. To konieczne... ale na tym się rzecz nie kończy.
Msza Święta! Nie masz czasu? Wydaje Ci się. Przejrzyj spokojnie rozkład zajęć, spójrz na mapę... a zaraz okaże się, że w pobliskim kościele odprawia się o dogodnej porze Msza... Najświętsza Ofiara... bez niej nie ma w Twojej wierze życia. Ucieka stróżkami...
Różaniec. Co Ty na to? Nie umiesz odmawiać? Naucz się od swojej mamy, albo babci. Nie wiesz jak to się robi poza tym, że odmawia się określone modlitwy w określonym porządku? Wbrew pozorom, za Różańcem stoi bardzo długa tradycja medytacyjna i teologiczna... warto ją poznać, np. z tej książeczki.
Gorzkie Żale – jeśli czytasz gnyszkobloga przynajmniej przez rok, to z pewnością pamiętasz moje zeszłoroczne zachwyty nad tym nabożeństwem... poznałem je jeszcze w podstawówce, ale na nowo odkryłem pod koniec liceum! Wspaniałe, po prostu wspaniałe... nie wyobrażam sobie już Wielkiego Postu bez Gorzkich Żali.
Poza tym oczywiście poranne ofiarowanie dnia, południowy Anioł Pański i wieczorny rachunek sumienia wraz z modlitwą dziękczynną za miniony dzień. Zwróć szczególnie uwagę na rachunek sumienia – powinien uwzględniać nie tylko przebieg całego dnia ogólnie pod kątem moralności... ale i cnoty, którą chcesz wypracować, lub umartwienia, które podejmujesz (co np. może korespondować z rozdziałem z Rozmyślań o życiu kapłańskim, który danego dnia przeczytałeś).
Bądź wnikliwy jak księgowa!


jałmużna
i ostatnia sprawa, czyli jałmużna! Nie chodzi tu tylko o zwyczajową puszkę na potrzebujących w Twojej parafii, choć oczywiście i o ten cel zadbaj. Ale nim to zrobisz... zrób porządny przegląd kosztów! Paradoksalnie, lepiej może Ci w tym pomóc książka o finansach, np. Bogaty Ojciec. Biedny Ojciec Kiyosakiego, która uczuli Cię na kwestie związane z generowaniem kosztów. Musisz nad nimi panować nie tylko dlatego, by móc zostać multimilionerem, ale przede wszystkim po to, by skutecznie pomagać bliźnim! Jeśli Ty będziesz biedny, ani nie będziesz wytwarzał wartościowych usług, czy produktów (w taki sposób, by praca Cię uświęcała, o czym pisałem pewnego razu w Pogadankach Inwestorskich)... to nikomu nie będziesz mógł pomóc materialnie!
Dlatego do kosztów podejdź poważnie... chodzi w końcu o to, by pomóc bliźniemu, Twojemu bratu, w którym obecny jest Pan Jezus. Gamę masz ogromną – od domów samotnej matki, przez organizacje dobroczynne, po rozmaite inicjatywy katolickie, np. w mediach (tak, tak... mówię tu np. o Klubie Frondy)!
Parę pomysłów godnych uwagi podaję w tekście, do którego linkuje banner pod tym wpisem (wspieraj.bloga).
Ale nie chodzi tu tylko o pieniądze! Złóż komuś jałmużnę ze swojego czasu, który mógłby być wolny, albo produktywnie wykorzystany... „strać” trochę czasu, by odwiedzić chorych (poszukaj w swojej okolicy np. ośrodka Opus Dei – ludzie stamtąd organizują regularne wizyty np. w hospicjach), wysłuchać przyjaciela, czy przyjaciółki, których potrącił los... Jeśli się dobrze rozejrzysz to takich ludzi znajdziesz, a przy okazji zyskasz okazję do znalezienia umartwienia! Przecież nie zawsze chce się po raz dziesiąty wysłuchiwać tej samej, smutnej historii... trzeba się do cierpliwości zmusić!

P.S. Jeśli ktoś ma ochotę zagłosowac na mojego bloga w nowym konkursie na Bloga Roku, nie zabraniam: wchodzimy tutaj: http://www.wiadomosci24.pl/blog_glosuj/1717.html i wpisujemy swojego maila!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek-dobranocka.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/22-ii-2008-pitek.html





czwartek, 19 lutego 2009

Tłusty czwartek a tu idzie Wielki Post, czyli jestem nikim!

dziś tłusty czwartek!


Smacznych i świeżych pączków życzę wszystkim Czytelnikom, przepraszając równocześnie za brak wpisów w ostatnim czasie. Jednak w związku ze zbliżaniem się pewnego wydarzenia, byłem (i jeszcze będę) nieco zajęty!
Mam nadzieję, że nasze obżarstwo nie skończy się w sposób podobny do tego, który ilustruje zdjęcie znalezione w internecie...


Z drugiej zaś strony – zbliża nam się Wielki Post! Czas przeze mnie ulubiony w roku liturgicznym! Ze względu na wiele rzeczy, nie tylko to, że co tydzień mogę być na Gorzkich Żalach, czy w kościele śpiewa się moje ulubione pieśni. Wielki Post, to wspaniały czas, w którym człowiek wraca do swoich właściwych rozmiarów. Łatwiej mu zdać sobie sprawę z tego, że jest naprawdę nikim... zarówno w porównaniu z tymi których zna, jak i tymi, o których nigdy nie słyszał! Tym bardziej jest nikim w sensie absolutnym – w zestawieniu z Bogiem. To wspaniałe uczucie... powrócić do właściwych sobie rozmiarów.
By sobie w tym pomóc – polecam lekturę, którą podusnął mi na któryś z poprzednich Wielkich Postów spowiednik. Jest nią oczywiście dzieło św. bpa Pelczara, czyli Rozmyślania o życiu kapłańskim, których fragment ostatnio na blogu przytoczyłem!
Wciąż jest problem z tym, że Czytelnik myśli sobie „O, to rozmyślania dla księży, czyli nie dla mnie!”. Otóż nie – te rozmyślania są uniwersalne! Na kilkadziesiąt rozmyślań (przykładowe proszę sobie przejrzec tutaj) tylko parę jest stricte dla kapłanów. Cieszę się, że ostatnio – nieświadomie – właśnie dzięki wklejeniu fragmentu „Rozmyślań...” udało mi się zachęcic jednego kolegę (o którym zresztą nie wiedziałem, że tego bloga czyta) do lektury Pelczara!
Łukasz po paru rozdziałach dołączył do fanklubu św. biskupa Józefa Sebastiana Pelczara!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/czy-wywietla-wam-si-mj-blog.html

myśl na dziś

Jeżeli prawdziwie chcesz być duszą pokutną — pokutującą i radosną — winieneś nade wszystko strzec swojego czasu poświęconego modlitwie — modlitwy wewnętrznej, szczodrej, długiej — i winieneś się starać modlić się nie w chwilach dobrego nastroju, lecz o stałej godzinie, zawsze ilekroć to jest możliwe. Nie zaniedbuj tych szczegółów. Bądź niewolnikiem tego codziennego kultu Bożego, a zapewniam cię, że będziesz się czuł ustawicznie radosnym.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 994




poniedziałek, 17 marca 2008

[17 III 2008] Wielki Poniedziałek

zaczęło się

pragnę poinformować, że rozpoczął się Wielki Tydzień... Bardzo fajnie, prawda? Do Świąt już niedaleko, ostatnia prosta Wielkiego Postu. Z tej okazji dziś króciutki post. Jak post, to post!

trzęsie
na rynku trzęsiawka, bank inwestycyjny Bear Stearns na skraju bankructwa, przejął go pod przymusem rządowym JP Morgan - konkurent, któremu FED dał paręnaście miliardów zielonych papierków na ew. rezerwy. Giełda ma przez to rozwolnienie, zresztą i przez wszystkie te interwencje i ratunki dla rynku ma rozwolnienie. Leczenie dżumy cholerą... Co poradzić? A nic nie radzić - głową ruszać, węgiel łykać.
A jeśli ktoś mi jeszcze będzie opowiadał bajki o wolnym rynku w USA, to potraktuję jak nienormalnego. Nie, nie... to komuniści swoich adwersarzy traktują jak świrów, ja powiem, że jestem odmiennego zdania i wytłumaczę dlaczego. Aż sam mam rozwolnienie po tych występach pana Saryusz-Wolskiego, gdzie pokazywał jak to jest, gdy człowiek dyskutować nie potrafi, bo przyzwyczaił się gadać.

dobranocki
po wczorajszej dobranocce moja Grupa kochana architektoniczna zawrzała zacięciem reżyserskim! Oto i odpowiedź na moją produkcję autorstwa Magi, a pod nią moja odpowiedź na odpowiedź. Już nie będę wrzucał filmików tej serii, bo się nie pokapujecie, drodzy Czytelnicy, kto jest kto i dlaczego to śmieszy, skoro nie śmieszy, bo filmy staną się baaaaaaardzo hermetyczne!






sen
dwa sny dziś miałem! Szalone oba, ale opowiem tylko jeden, bo drugi opowiedzieć mógłbym tylko panu od instalacji, bo jego takie rzeczy interesują... Otóż, w pierwszym okazało się, że jestem na zajęciach na Fachhochschule Muenchen... Jestem ci ja sobie, jestem, mordki znajome niemieckie... i co? I skapnąłem się, że przecież Socrates już się skończył! Więcej nawet! Semestr w Warszawie zaczęty! A mieszkanie na Olympia-Zentrum tylko do końca lutego, a tu połowa marca! Gwałtu-rety, co ja tu robię? Tym sposobem pangruszka zbudził się, a parę godzin później szczęśliwy podreptał do kochanego WA PW.

myśl na dziś
Jezu, od żołnierzy niegodnie *Na pośmiewisko purpurą odziany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

sobota, 15 marca 2008

[15 III 2008] sobota, uroczystośc św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

św. Józef!

jak zapewne wszyscy wiedzą, dziś mamy uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, przesunięta - z uwagi na Wielkanoc - na dziś z 19 marca. Wspaniała uroczystość dla każdego, tym bardziej dla ludzi związanych z Opus Dei. Otóż, św. Józef - jak i Duch Święty - to na ogół Wielki Nieznany, tj. ktoś, o kim tak naprawdę niewiele wiemy i wiedzieć nie chcemy. Tymczasem, postać to fascynująca i mogąca wiele nauczyć.

Z anegdotek, św. Josemaria, założyciel Dzieła nazywał się pierwotnie z hiszpańska Jose Maria, ale uznał że Józef z Maryją byli tak naprawdę nierozłączni i dał temu wyraz zmieniając swoje imię na Josemaria. Miał wielkie nabożeństwo do tego świętego... Dostrzegł to również Kościół i wyraził w sposób następujący - otóż, bulla papieska Ut sit nadająca Dziełu formę prałatury personalnej weszła w życie właśnie w uroczystość św. Józefa. Wspaniały zbieg okoliczności (http://www.opusdei.pl/art.php?p=26863).

Dlaczego wielki święty? Dlatego, że gdyby nie był - Oleńka dziś rano nie modliłaby się na Mszy, żebym był taki, jak On.

dzisiaj

dziś sobie porabotałem, posprzątałem przed Świętami... a wieczorem! Wieczorem same szalęstwa! O 18:00 Msza Święta, a po niej spotkanie Rady Duszpasterskiej mojej Parafii. Oj, będzie się działo w najbliższym czasie. Najbardziej cieszę się z tego, że udało się przeforsować wspólne śpiewanie Gorzkich Żali i Krzyżu święty... po liturgii wielkopiątkowej! Dlaczego za tym obstawałem? Ano dlatego, że w Wielki Piątek umiera nam Pan Jezus, a jak ktoś umiera, to się kumple jego i kumpelki z rodziną zbierają (przynajmniej na wsiach jeszcze) i całą noc przy ciele śpiewając czuwają. Kogmu jak kogmu, ale Panu Jezusowi aż chce się śpiewać... jak On jeszcze za nas grzesznych głupoli biedaczek umarł...

dobranocka

zrobiłem dobranockie! Niestety, w Bombaju nie ma już opcji wstawiania do bloga... Musicie więc kliknąć w link, by obejrzeć. Aha, pozdrowienia dla Magi i Kajaczka!

http://www.grapheine.com/bombaytv/play_uk.php?id=1885239

zaangażowanie

jak wiecie, w środę byłem na demonstracji pod Sejmem. Były też WSI24, tj. ci wyglancowani panowie z Tefałenu, była Superstacja, PAP i trochę innych mediów. Z tego, co piszą organizatorzy, którzy zadali sobie trudu i obejrzeli relacje z wydarzenia, najrzetelniej sprawę przedstawił niejaki Onet.pl (pewnie dlatego, że Korwin ma u nich bloga), reszta troszkę do bani...

O co cho? Otóż, o to, że demostrację organizował UPR (tzn. ją zgłosił do Urzędu i zebrał koło 150 osób z całej Polski). Prócz tego, po drugiej stronie ulicy zebrała się wokół swojego namiotu grupka oldbojów (jakieś 20-30 starszych osób), do których później dołączyło pięciu chłopaków z transparentem Młodzież Wszechpolska oraz pięciu z NOP - tj. Narodowego Odrodzenia Polski. Dziennikarzy obchodziły te grupki - fotografowali ich i filmowali jak wariaci, mając za plecami scenę, nagłośnienie i ok. 150 osób z transparentami i flagami z UPR. No, cóż - jak wiadomo, Korwin-Mikke nie istnieje, Kopernik była kobietą, a media są rzetelne i niezależne.

Ta sytuacja przypomniała mi opowieści z 1979 roku, kiedy to Mszę na pl. Zwycięstwa odprawianą przez Jana Pawła II reżimowa telewizja filmowała tak, by setki tysięcy ludzi przedstawić jako grupkę starych, zdewociałych oszołomów. W jaki sposób? Filmowano ostatnie rzędy, by pokazać, że za nimi nikt nie stoi a na zbliżenia wybierano starszych ludzi. Mniej więcej ta sama technika, co w reportażach o marszach obrońców życia, czy niejakim Radiu Maryja. Co innego jednak znać teorię, a co innego widzieć to na żywo - kurczę, ci panowie to rzeczywiście dziennikarskie ścierwa i kłamcy... Miglance.

Dlatego wielką nadzieję pokładam w internecie - pamiętajmy raz na zawsze, że telewizja kłamie. Dopóki internet nie jest cenzurowany (spoko, zaraz okaże się, że jednak UE uzna, że warto cenzorować treści homofobiczne, faszystowskie i niewiadomojakie...) - korzystajmy z tego źródła. Poniżej link do strony UPR TV skąd można ściągnąć oryginalną relację z demonstracji. UPR TV, tj. telewizji UPRu, zupełnie amatorskiej (choć po efektach - dość profesjonalnej) - grupy zapaleńców, którzy pokazują to, czego nie pokazują ci, którzy mówią że pokazują wszystko i prawdziwie. Rzeczywistość jest naprawdę inna, niż wielu przyzwyczajonych do ciągnięcia niusa przez rurkę gazetki, czy telewizora mniemają...

http://www.uprtv.pl/uprtv/uprtv_index.php

a dla chętnych jeszcze inny link, sprawdźcie czy są tam inicjały M.G. i zapytajcie sami siebie, czy nie warto, aby i Wasze się tam pojawiły...:

http://www.upr.org.pl/main/milion.php

myśl na dziś

wyjątkowo nie Gorzkie Żale! Tym razem św. Josemaria mówi o św. Józefie. A propos Gorzkich Żali - jutro po raz ostatni!

sobota, 23 lutego 2008

[23 II 2008] sobota, św. Polikarpa i bł. Stefana W. Frelichowskiego

zapomniałem
zapomniałem wczoraj poinformować o radosnym święcie, które obchodziliśmy wczoraj, a mianowicie, o święcie Katedry św. Piotra, Apostoła. Przypominam o tym z dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że święto jest niszowe i słabo znane. Po drugie zaś z uwagi na debiut nowej książki niejakiego pana Bartosia, który miał przyjemność być dominikaninem i jawnym gorszycielem. Napisał książeczkę o swoim antyidolu, Janie Pawle II, którego pontyfikat poddał krytycznej analizie (skądinąd sam tytuł, gdzie te słowa ze sobą sąsiadują, już wiele mówi). Pan Bartoś w wywiadzie dla Onetu mówi, że prezentuje w książce spojrzenie na JPII, o którym się mówi na świecie, dyskutuje w gronie teologów, publicystów i komentatorów. Jednym słowem - pan Bartoś niesie kaganek (czy aby nie kaganiec?) oświaty pod polskie, ciemnogrodzkie strzechy.
A ja nawet czytać nie muszę, by wiedzieć, że chodzi o tezy ludzi przesiąkniętych postmodernizmem, niewiarą i marksizmem, którzy mówiąc że są katolikami oceniają Kościół wychodząc od zupełnie nieortodoksyjnych przesłanek. Proszę mi całe życie bajać, że to teologowie, publicyści i komentatorzy... Kimkolwiek są, ich opinia jest tyle ważna i poważna, co i nic.

wczoraj i Wielki Post
wczoraj ponowne odwiedziny na Filtrowej, tym razem celem spowiedzi i pogaduszek duchowo-planowych z Piotrkiem. Ze spowiednikiem, na którego dywanik wróciłem po ponad pół roku niebytności, zaczęliśmy Wielki Post z grubej rury - jako lektura Rozważania o życiu kapłańskim, św. bpa Jana Sebastiana Pelczara, polski odpowiednik wielkiego dzieła o. Garrigou-Lagrange. Porządna, świetnie napisana cegiełka. Nie muszę chyba mówić, że i tym razem opinia spowiednika okazuje się świetnie dostosowana do tego, czego naprawdę mi trzeba.
Do roboty, moi mili - już prawie trzy tygodnie Wielkiego Postu za nami. Proszę brać się za post, modlitwę i jałmużnę, lekturę duchową i inne praktyki. Żeby ten błogosławiony czas nie przeleciał przez palce.

a w ramach...
A w ramach poważnego zajęcia się swoją przyszłą zdolnością do wypłacania jałmużny, zachęcam do rozejrzenia się za jakimiś produktami inwestycyjnymi dla siebie. Niekoniecznie mowa o samodzielnym inwestowaniu na giełdzie - tu trzeba mieć minimum 5000zł, choć tak naprawdę dopiero przy 10000zł można porządniej zadziałać (np. tak zdyfersyfikować portfel, by się go w ogóle opłacało dywersyfikować uwzględniając koszty prowizji). Myślę na przykład także o funduszach inwestycyjnych, a tu najbardziej o Planach Systematycznego Oszczędzania (tak to się nazywa w BPH TFI), dzięki którym można ładnie oszczędzać już od 50zł miesięcznie. O zaletach stąd płynących wypisuję tu już od października, więc pozwolicie, że nie będę się powtarzał...
Dlaczego warto zainteresować się teraz - bez względu na sytuację na rynkach? Ano ze względu i na to, że wiele TFI wycofało się z pobierania opłat wstępnych (za nabycie jednostek uczestnictwa).

narabotajet
dziś dzień ciężkiej pracy. Od rana poradziłem sobie z napisaniem i prawie przepisaniem pierwszej, teoretycznej części pracy o Atmosferze na socjologię monachijską. Druga część - analiza Tanga Zbigniewa Rybczyńskiego, jutro. Niewykluczone, że całą sprawę wykorzystam do napisania pracy rocznej na MISH.
Prócz tego, skończyłem lifting strony www.panstwoboze.pl, zrobiłem plan lekturowy na Wielki Post, skończyłem układać plan zajęć na ten semestr (który wymaga jednak konsultacji z opiekunem roku), byłem na Mszy Świętej, czeka mnie jeszcze krótkie umocnienie obronności państwa oraz jego duchowości (jedna medytacja ze św. Janem Sebastianem Pelczarem).

wzory
wzorem biznesmena nie jest dla mnie ani Kulczyk, ani Gudzowaty, ani Solorz-Żak, ani Wejhert z Walterem, a przedsiębiorstwa ani Bartimpex, ani Kulczyk Holding, ani Polsat z Elektrimem, ani nawet TVN. Ani żaden inny postkomunistyczny i postczerwony watażka, który dorobił się na znajomościach, układzikach i układach, a uwłaszczył na majątku państwowym, na który pracowali chociażby moi dziadkowie.
Zdecydowanie wolę własnego Tatę, tatę mojego kumpla, a z graczy pierwszoligowych takiego Jana Kolańskiego, który trzęsie słodkim imperium Jutrzenki, albo Bogusława Kowalskiego, który stworzył rybne imperium Graala.

nie chcę ubezpieczenia
właśnie obliczyłem na stronie PZU, że gdybym miał mojego Lexusa już dziś i chciał kupić sobie OC i AC, musiałbym płacić... uwaga, proszę usiąść... 23437zł składki rocznie! Szał pingwina...

patron
zwracam uwagę chłopców na osobę bł. Stefana W. Frelichowskiego - młodziutkiego XX-wiecznego błogosławionego z Torunia. Chętnie wypożyczę jego dziennik.

myśl na dziś
Czytaliśmy — ty i ja — heroicznie pospolity żywot pewnego człowieka Bożego. — I widzieliśmy jak walczył przez miesiące i lata (jakaż “buchalteria” jego szczegółowego rachunku sumienia!), poczynając od śniadania: dziś zwycięstwo, jutro porażka... Odnotowywał: “nie jadłem masła... jadłem masło!”Obyśmy też my przeżywali — ty i ja — naszą... “tragedię” masła.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 205

środa, 6 lutego 2008

[6 II 2008] środa, Środa Popielcowa

no, rozpoczął się Wielki Post, moi mili! Życzymy na dziś każdemu porządnego postu i wielu umartwień, oraz poważnego wzięcia się za siebie aż do Wielkanocy. Na początek - żałując, że na YouTube'ie nie ma Gorzkich Żali - zapodaję filmik wprowadzający w Wielki Post.
Dziś z Oleńką zajmujemy się postnymi czynnościami, takimi jak wypełnianie obowiązków na studia, spacerek do kaplicy i na postnoobiadowe zakupy, a teraz - przed wieczorną Mszą w Damenstiftskirche - poznamy troszkę przebieg Mszy Trydenckiej i poczytamy. To samo polecam każdemu, a na wypadek, gdyby kto nie miał pomysłu na praktyki pokutne na okres Wielkiego Postu - jedną z nich zaproponowałem wczoraj, opiewając bohaterskie czyny przodowniczki Edyty. Trzy razy dziennie - codziennie!


ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO