Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podatki. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2009

[11 II 2009] co premier Pawlak chciałby ode mnie kupić, czyli Matki Boskiej z Lourdes (Światowy Dzień Chorego)

nierealistyczny spór o status Jerozolimy
miałem o tym napisać jakiś czas temu, ale nie zauważyłem notatki na ten temat w kalendarzu. No, ale teraz, gdy już wiemy, że jestem czarnosecinnym i jaskiniowym antysemitą, można dać upust swoim fobiom.
Otóż, uważam, że spór o Jerozolimę jest sporem niemożliwym do skończenia dopóty, dopóki do Jerozolimy rościć będą sobie pretensje muzułmanie, czyli po naszemu po prostu „pohańcy” i „bisurmany”. Dlaczego? Ano, dlatego, że w myśl dżihadu (o czym niezmordowanie przypominam od czasu uczestnictwa w spotkaniu z gen. Pietrzykiem) – ten ostatni kończy się z chwilą, gdy na ziemi nie będzie nikogo, kto nie powie, że „Allah jest Bogiem, a Mahomet jego prorokiem”. Spór zatem można rozstrzygnąć dwojako – albo likwidując muzułmanów fizycznie, bądź doktrynalnie, poprzez inwestycje w powstawanie pacyfistycznych herezji islamskich, albo poprzez likwidację niewiernych – fizyczną, bądź doktrynalną, czyli po prostu masowe nawrócenie. Tertium non datur. Trzeba to po prostu zrozumieć – islamiści traktują swoją religię poważnie, wszelkie „ustępstwa”, „zawieszenia broni” i inne zagrywki, to czysta taktyka, przewidziana także w Koranie.

nowy konkurs na Bloga Roku 2008
dawszy upust swojemu antysemityzmowi wypitemu z mlekiem Matki (3% tluszczu, 97% antysemityzmu), chciałem powiedzieć, że w dziedzinie internetowej obserwujemy istny rozkwit! Ruszył bowiem nowy konkurs na Bloga Roku 2008 – organizowany tym razem przez portal wiadomosci24.pl. Banner tego konkursu umieściłem już na pasku bocznym. Po kliknięciu przechodzimy do formularza, w który wpisujemy swój adres mailowy. Następnie odbieramy maila, klikamy w link potwierdzający... i gotowe! Głos oddany!
Do formularza możemy się dostać także z tego linku.

Inżynier z Krakowa i Afganistanu
tymczasem zabili nam przed kamerą obywatela – inżyniera z krakowskiej Geofizyki. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą – bez względu na to, czy obywatel wrogiego państwa jest cywilem, czy żołnierzem. Słusznie rząd uznał, by nie płacić bandziorom okupu... natomiast niesłusznie sprawę odpuścił.
Ja bardzo przepraszam, ale państwo, które okupuje – pardon! - zarządza Polakami, utrzymywane jest od lat przez Rodziców owego Inżyniera, przez Jego samego oraz zapewne i Jego Małżonkę, płacą oni podatki, daniny wszelakie, ZUSy-srusy właśnie dlatego, że owo państwo i jego urzędasy powiedziały: „Dawajta kasiorkie, to my się wami zaopiekujemy zarówno wewnątrz, jak i poza granicami. Utrzymamy za to służbę zdrowia, wojsko i policję”. Okazuje się tymczasem, że to wszystko pic na wodę. Umowa nie została dotrzymana. GROM nie został wysłany.
Game over – ku przestrodze innych podatników.

Pawlak premier i opcje walutowe
no, ale przynajmniej rządowy specjalista w dziedzinie gospodarki i sadzenia roślin ozimych, p. Pawlak Waldemar dba o obywateli. Ostatnio wsławił się niecodziennym wygłupem – nawet jak na rządowo-europejskie standardy – twierdząc dumnie, że będzie postulował unieważnienie umów na opcje walutowe, na których potraciło wiele pieniędzy wiele polskich firm. Przez „polską firmę” rozumiemy tu rzecz jasna „sponsora polskiej biurokracji”. Można by po pijacku zapytać: „aleossochozi?”.
Chodzi o to mianowicie. Istnieje sobie firma, dajmy jej na imię Kapeć-Pol. W zakładzie w Ciechocinku produkuje ona kapcie góralskie, które eksportuje do Hiszpanii. W związku z tym, że ponosi ryzyko walutowe (zapłatę otrzymuje w euro, które wymienia później na złotówki – za każdym razem po innym kursie) rozpoczyna karierę na rynku kontraktów terminowych i innych instrumentów pochodnych od walut – po to, by straty spowodowane niekorzystną zmianą kursu waluty, zbilansować zyskiem z operacji na kontraktach. Jest wprawdzie teoretycznie świadoma, że jest to bardzo ryzykowne, gdyż instrumenty pochodne opierają się o dźwignię finansową, przez co drobna zmiana kursu skutkuje sporą zmianą stanu posiadanego kapitału, ale co tam! W raporcie będzie można napisać, że „transakcje zagraniczne są zabezpieczane przed ryzykiem kursowym”,a przy okazji szwagier, co to opcje polecił, bo ma kumpla w biurze maklerskim, też zarobi. Wszystko jest pięknie, dopóki kursy walut zmieniają się w przewidywalny sposób w ramach trendu... nagle przychodzą dni, gdy trend się załamuje, nie wiadomo, czy tymczasowo, czy trwale, wieszcząc zmianę trendu na przeciwny... firma traci krocie na kontraktach, niebawem okazuje się, że trzeba uzupełnić depozyt na kontraktach w związku z astronomicznym spadkiem ich wartości... a suma, którą należy wpłacić jest wyższa, niż cały majątek firmy! Normalnie byłoby tak, że sprawa kończy się upadłością, lekkomyślni menedżerowie są napiętnowani, sami zresztą uczą się na przyszłość nie lekceważyć ryzyka, instytucja, która opcje sprzedała i lekkomyślnie nimi zarządzała – też dostaje po łapkach, bo z upadłości może nie udać się wyciągnąć tyle, ile by się chciało. Nie ma też na opłacenie podatków, ani w ogóle na nic nie ma, bo produkcja się kończy wraz z upadłością.
W takiej sytuacji przychodzi p. Pawlak i z miną, jaką musiał mieć mityczny Filip z Konopii mówi: „Dobra, Panowie. Ja tu jestem od koszenia kasiorki z podatków, jak podatków ma nie być, na co mnie się działacze PSLu lokalni wkurzo, to ja się tak nie bawię i unieważniam te wasze pieprzone opcje toksyczne walutowe.”
Brawo premieru Pawlaku! Banki jakoś tam się zawsze z rządem ułożą (ktoś musi kupować obligacje rządowe, prawda?), menedżerowie niczego się nie nauczą (zawsze będą wyglądać Pawlaka na białym rumaku – pardon! - w białym polonezie!)... a za opcje zapłaci podatnik! Brawo, premier Pawlak uratuje nas naszymi pieniędzmi przed toksycznymi opcjami, których „toksyczność” (czy tzw. „dziennikarze ekonomiczni” coś z tego kumają?) polega na tym, że jakiś baran wtopił na rynku terminowym pieniądze własnej firmy.

wobec powyższego...
apeluję do premiera Pawlaka o anulowanie moich strat w paru krajowych i zagranicznych TFI oraz wykupienie ode mnie toksycznych jednostek uczestnictwa i certyfikatów inwestycyjnych w/w instytucji. Proszę także o wykupienie ode mnie paru innych toksycznych aktywów, przez posiadanie których nie mogę prowadzić ożywionej konsumpcji np. napojów alkoholowych, przez co cierpi nie tylko pos. Palikot i jego bimbrownia, ale i Ministerstwo Finansów, w postaci niższych przychodów z akcyzy.

czasy wyjątkowe
istnieje przekonanie, że żyjemy w czasach wyjątkowych – w których nic złego się nie dzieje. Chciałem przypomnieć – a robię to na gnyszkoblogu regularnie – że w czasach nadzwyczajnych nie żyjemy (przynajmniej w porównaniu z ostatnim stuleciem). Tak, jak w PRLu kilka razy nastąpiła dewaluacja pieniądza (a w systemie fiducjarnym, w którym żyjemy jest to łatwe – pisałem o tym np. na Pogadankach Inwestorskich), tak i dziś premier Pawlak może przyjść i powiedzieć z dnia na dzień, że anuluje te bony z NBPu na rzecz innych, które wymienimy sobie w stosunku takim-a-takim, przez co ciułane przez lata pieniądze na mieszkanie, starczą jedynie na bułkę (bez masła). „Walka z kryzysem” przeniesie nas do czasów dekretu PKWNu o reformie rolnej, walki ze „spekulantami” i „szkodnictwem gospodarczym”... dlaczego nie? Skoro „walka z kryzysem” umożliwia anulowanie prywatnych umów... Wszystko może być uzasadnieniem wszystkiego.

podróżujemy
dziś pobudka o 5:00, by zdążyć na pociąg o 7:15 z Wrocławia do Warszawy! O 13:00 lądowanie na czerwonym dywanie na Centralnym i jazda do domu. Oj, jak miło się podróżuje... zje sobie człowiek kanapki, kawki napije się w CoffeeHeaven na Dworcu Głównym, wąsy z pianki obliże, gazetki ulubione kupi w kiosku (tak, tak – dziś wychodzą – jak co środę! - „Gazeta Polska” i „Najwyższy Czas!”), o tym i o owym pomyśli, bloga w spoju napisze...
podatki? Kurczę blade!
ostatnio, jak co roku przeżyłem traumatyczne zaskoczenie! Dlaczego? Zdałem sobie sprawę z tego, że choć płacę tylko 19% podatku... to znaczy to, że jestem okradany z jednej piątej moich zarobków! Jedna piąta dla urzędasa, za przekładanie papierków z jednego biurka, na drugie po to, by rozwiązywać moje problemy, które on sam wygenerował. Na tym rzecz jasna nie koniec, bo na co dzień płacę VAT w cenach produktów, które nabywam... Głowa od tego boli... efektywnie opodatkowanie wynosi 50% (tak, tak – liczyliśmy ostatnio na „Ekonomice procesu inwestycyjnego” opłacalność projektu i w dziale „Pensje” pisaliśmy średnią krajową razy 1,5, bo te 50% idzie na różne opłaty dla „państwa prawa i dobrobytu”, czyli na tłok w szpitalu i burdel w policji)...
Śmieszni są ci miglance w garniturach ze szklanego okienka, zwanego telewizorem, którzy na mój koszt ubiegają się o moje głosy, by mnie golić. Kreatury, które dawno temu – jeśli w ogóle kiedyś, zarabiały normalnie – miały styczność ze zwykłą pracą, która polega na wytwarzaniu dóbr i usług. Chociaż... przemysł rozrywkowy, a do niego należy również polityka, to też pewna usługa. Gawiedź ma się czym bawić i emocjonować, dzięki czemu szybciej płynie czas!

Kippleyowie dają czadu
Oleńka zabrała się niedawno za lekturę „Sztuki naturalnego planowania rodziny" Kippley'ów. Sam ją kupiłem w prezencie... wprawdzie jeszcze sam nie czytałem w całości, ale z własnego podczytywania i zachwytów Oleńki, mogę tylko potwierdzic ogólne piania i pochwalne recenzje na jej temat!


myśl na dziś
Wzywaj Najświętszą Maryję Pannę; nie przestawaj prosić Ją o to, by zawsze okazywała się twoją Matką: monstra te esse Matrem! aby za łaską Swego Syna oświeciła twój umysł zdrową nauką wiary a serce napełniła miłością i czystością po to, byś znał drogę do Boga i prowadził do Niego wiele dusz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 986


czwartek, 31 stycznia 2008

[31 I 2008] czwartek, post właściwy oraz mały fotoreportaż

oj, się działo!
dziś pangruszka powstał ze śpiących aż po godzinie 9:00, gdyż wczoraj jak wiadomo do późna zabalował na imprezie semestralnej! Nie oznacza to, że próżnował - zjadł śniadanie, poobserwował szeroki rynek, z Oleńką pogaworzył przez Skype'a i już o 11:00 był poza miejscem zameldowania, by wskoczyć do Sankt-Michaela się pomodlić, kupić na Karlsplatz w polskim sklepie trochę wiktuałów na imprę w PADOPLAN GmbH i zdążyć na 12:00 do rzeczonego biura architektonicznego! Wyszło, jak wyszło - na miejscu byłem o 12:30, chłopaki i dziewoje już rozpracowywali krakowską i jałowcową z lodówki, ja doniosłem jeszcze ogórasy kiszone, kiełbkę z czosnakiem, oscypasy, musztardę kozaka (Roleski wyprodukował - bardzo dobra!) i parę wizytówek polskiego sklepu (taki już jestem pieniężnik, że lubię gdy inni też zarabiają).
Pojedlim, pomlaskalim, ucieszylim się! Bliźni z pracy byli bardzo zadowoleni, a szef - sybaryta co i raz sięgał po plasterek jałowcowej, nawet już po obiedzie. Jednym słowem - pełen sukces, poopowiadałem troszkę o Polsce, zrobiłem nam porządny PR. Na pożegnanie każdy dostanie książkę o Polsce, jedną wspólną dla biura (Polskie krajobrazy), wódeczkę Chopin i dwie wódki łąckie (śliwowica i gruszkówka). Jednym słowem - pewnie większość z kolegów przy pierwszej okazji kopnie się do Polski na jakiś łikend, bo im cuda naopowiadałem. Sęk w tym, że te cuda są prawdziwe.
Po pracy - do katedry na Mszę Świętą, a później Adoracja Najświętszego Sakramentu w kaplicy bocznej, a po drodze Różaniec. Intensywnie zatem, oj intensywnie, a opatrzony w Sakramenta, pangruszka wrócił do domu, zlustrował sytuację na rynkach światowych i przystąpił do skończenia pracy na Pixelmechanik. Skończył, pojechał na wydział wrzucić ją do wirtualnej skrzynki (szkoda, że nie przez internet, jak u nas na WA PW...). No i jest - z tym, że już po kolancji i pogaduszkach z Mamą i Oleńką.

empra za emprą
poniżej zdjęcia z dzisiejszej imprezki. Niestety zapomniałem naładować baterie po wczoraju i tylko dwa zdjęcia. Kiełbasy pod dostatkiem, ogórasów pod dostatkiem, cud-miód. Ten przystojniak z rozwianym włosem i czerwonym okularem, to Rysiek! Mój najlepszy funfel z pracy.


ciupiradło
widzę, że PZPR ma nowego lidera, a raczej liderkie. Jest nią pomorskie czupiradło, niejaka pani Senyszynowa. Przeczytałem na Onecie, że owa zmurszała matrona ma zamiar opodatkowac wiernych wszystkich wyznań. W tej kwestii mam parę uwag z punktu widzenia moich pryncypiów.
Po pierwsze - Państwo może dofinansowywać inwestycje związków religijnych, jeśli obywatele nie mają nic przeciwko. Najlepiej oczywiście byłoby zakazać, dlatego że od tego są wierni, a Państwo ma się zajmować gwarantowaniem represji za nieprzestrzeganie prawa (w tym prawa międzynarodowego, a więc i chronić obywateli przed agresją z zewnątrz), oraz stanowieniem prawa zgodnego z prawem Boskim i naturalnym. Tylko tyle i aż tyle. Wtedy znika problem dofinansowywania czegokolwiek wedle czyjegokolwiek interesu pieniędzmi ludzi, którzy na to się nie zgadzają.
Po drugie - Pani Senyszynowa, jako chora na skrajną chrystianofobię (jeśli homofobia jest chorobą psychiczną, to dlaczego nie chrystianofobia?), dobrze wie, że system niemiecki wpływa niszcząco na religijność prowadząc do wypaczenia wizji eklezjologicznej stanu kapłańskiego. Chodzi po prostu o to, że wizja księdza jako urzędnika państwowego nie jest zgodna z eklezjologią katolicką. Poza tym, nie jest zgodna z moją wizją państwa, dlatego panią Senyszynową proszę o zajęcie się własnymi paznokciami miast zajmowaniem się Kościołem Katolickim.
I po trzecie - po raz kolejny widać, że pani Posłanka ma chyba problemy z głową, choć legitymuje się ponoć tytułem profesorskim i nie wpadła na pomysł, że aby zlikwidować problem dofinansowania przedsięwzięć stricte kultowych, wystarczy tego ustawowo zakazać, a finansowanie związków wyznaniowych zostawić ich wiernym oraz członkom. Pani Senyszynowa jako komunistka woli oczywiście, by pieniądze najpierw poszły do urzędnika ds. wyznań, potem uszczuplone odpowiednio dotarły do wyznań... albo i nie dotarły... a nuż urzędnik odbierze wyznaniu homologację państwową na podstawie ustawy o związkach wyznaniowych... a nuż ustawodawca zdecyduje, że te pieniądze w obliczu wyższej konieczności należy wykorzystać na załatanie dziury budżetowej, bo górnicy strajkują...

Internet

rola internetu - dzięki Bogu - rośnie! Z wielką radością obserwuję nowatorską kampanię wyborczą Rona Paula na prezydenta USA (http://www.ronpaul2008.com/). Jeśli chodzi o internet, masówki, prywatne dotacje, oddanie wyborców, senator Ron Paul nie ma sobie równych. Oczywiście nie usłyszycie o tym prawie nigdzie w polskich mediach (ostatnio Rzeczpospolita napisała o fenomenie Paula - brawo!), a nawet w amerykańskich (ostatnio w komentarzach, siusiak podzielił się linkiem do screen shota z wiadomości na FOX News - należących do ponoć prawicowego Ruperta Murdocha - gdzie informację o zajęciu przez Paula 3. miejsca w prawyborach podano w taki sposób, by nikt tego nie zauważył). Gdybym mieszkał w ojczyźnie hamburgerów, głosowałbym na Paula.
Równie imponująco wypadają zwolennicy Paula - na YouTube można znaleźć setki filmików, które robią sami, by promować swojego kandydata. Znalazłem nawet chłopaka, który codziennie wrzuca na YouTube swój video-blog w formie wiadomości... Udało mu się nawet raz zaprosić Paula do studia!
Analogiczny ruch widać i u nas w środowisku Unii Polityki Realnej. Od ponad roku działa internetowa UPR TV, codziennie na stronie http://nczas.com/ pojawia się videoblog Janusza Korwin-Mikkego, a sama partia (od 18 lat utrzymująca się sama...) rzuciła hasło zebrania miliona złotych do 2009 roku. Rzecz tak naprawdę bez precedensu - to się nazywa demokracja moi mili, to się nazywają obywatele.
Ostatnio jednak PiS wpadł na pomysł stworzenia telewizji internetowej, m.in. za moje pieniądze. Hmmm... dlaczego Pani Senyszynowa nie proponuje, by nie wprowadzić systemu w którym podatnik definiowałby partię na którą chce łożyć? Haa... wiemy dlaczego.




ważą się losy, ważą
dziś spora porcja danych makroekonomicznych z Polski, Eurolandu i USA. Jedne dobre, inne gorsze - ogólny wydźwięk Polski - super. Ogólny wydźwięk Eurolandu - nienajgorzej. Ogólny wydźwięk USA - hmmm... mogło być gorzej, jest dość dobrze. Niestety rodzimy parkiecik postanowił zrobić dziś posiadaczom akcji przykrą niespodziankę i umoczyć się w krwie po kolana spadając (WIG20, najgorszy dziś, spadł o 2,08% - w ciągu dnia bywało gorzej). Amerykanie zaczęli sesję bardzo nisko, jakby nie wiedzieli że wczorajsze dane nie były złe (no, może oprócz dynamiki wzrostu PKB, niższej o połowę od prognoz...), a obniżka stóp do 3%, to teoretycznie dobra informacja dla rynku kapitałowego. Zaczęli nisko, skończyli wysoko z lekką cofką na końcu (he he... śmieszna sprawa - Google po sesji poinformował o tym, że troszkę gorzej mu się wiedzie, niż zakładał, a zaczął spadać już przed podaniem informacji... ciekawe - niewidzialna ręka rynku?). Jeśli Azjaci nie popełnią nad ranem seppuku, to jutro będzie tłusty piątek.
Zastanawiam się, co teraz odczuwają drobni ciułacze (zaliczam się do tego szacownego gremium w pełni!) nagonieni na sprzedaż aktywów... Z tygodnia na tydzień analitycy zmienili gadkę - Emil Szweda z Open Finance już zaleca kupować! Złe dane mamy tak naprawdę za sobą... a na wszystkim traci jak zwykle drobny.

Google slow-down
jako się rzekło - Google coś cieniej przędzie. Mam nadzieję, że to nie będzie oznaczało cięć w moim budżecie! Czytelnicy mię tu klikają (chyba na początku tygodnia wszyscy mieli egzaminy, albo poszli na L4, bo coś mało klików wówczas odnotowałem i niemal z głodu stałem się umarty!), a Googel pójdzie splajtować? Wolne żarty... muszę pogadać z panemaniklem z Bloomberga, bo oni najwyraźniej coś już wiedzą... (http://www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=ayj8NKGBN9oA&refer=home)

myśl na dziś
Lubię nazywać tabernakulum więzieniem Miłości!
- On tam jest od dwudziestu wieków... dobrowolnie zamknięty! Przeze mnie, przez wszystkich!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 827

piątek, 16 listopada 2007

[16 XI 2007] piątek, ile dziś wspomnień!

wspomnienia
dziś wspomnienie za wspomnieniem! Proszę bardzo - obchodzimy i rocznicę poświęcenia bazylik św. Piotra i Pawła, Apostołów, Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia, oraz świętych Małgorzaty Szkockiej i Gertrudy, dziewicy! Uffff... a oprócz tego tajemnice bolesne Różańca! Jest o czym myśleć dzisiaj - oj, jest!

Lexus w garażu
halo wieża! Ogłaszam, że przystąpiłem do rywalizancji z moim instruktorem jazdy o to, kto pierwszy zarobi przez internet na samochód. Ja ciułam na Lexusa SL, el Roberto - na Marcedesa! Do klików przystąp, nie możem być gorsi.

podatek lyniowy i Belkowy
miały być cuda, a na razie tylko cudeńka. W rządzie fachowców główne fuchy dostali odpowiednio: offowy pisarczyk, działacz sportowy, starszy sikawkowy... Podatek liniowy oraz likwidacja podatku od zysków kapitałowych (podatek Belki) poszły się - za przeproszeniem - pitolić. Śmieszna sprawa z liniowym - pan Kalinowski, szara eminencja nowego rządu (pamiętacie tego lenia z rządu SLD-PSL?) powiedział, że tak naprawdę nowa ordynacja podatkowa wg projektu PiS (!), wprowadza podatek liniowy, bo z dwóch grup podatkowych, w pierwszej jest 99% podatników. Jakże to, jakże? To PiS to były liberały? Na gospodarce się znać mogli? Nieeee... niemożliwe. Proszę mi powiedzieć panie Kalinowski, jak to jest, to już nie mówimy, że to co było przez ostatnie 2 lata było tragedią?

artykulik ekonomiczny - zrób to sam
wpadłem na pomysł. Po tym, jak od jesieni 2005 uważnie przyglądałem się codziennym pokazom manipulacji medialnej, robienia z ludzi idiotów i lansowania bylejakich tez jako oczywistych, oraz po wyciągnięciu z tego praktycznych, technicznych wniosków, postanowiłem zaprezentować jak taki tekścik da się stworzyć, np. a propos bieżącej sytuacji ogólnogospodarczej.

- kim jesteśmy i dlaczego to robimy?
jesteśmy miglancami po dziennikarstwie, albo naukach politycznych, albo jakichś tam stosunkach międzynarodowych, wychowaliśmy się w uwielbieniu dla giganta intelektu Michnika i jego przydupasów, wiemy że Polacy to antysemici i świrnięte katole, wiemy że podatek liniowy to liberalizm, ale już likwidacja ZUSu i normalna prywatyzacja, to nie wiadomo co, ale na pewno nie liberalizm, wiemy też że ludzie dzielą się na oszołomów i na tych, których tak nie nazwano w Wyborczej, Newsweeku, Przeglądzie, Trybunie, lub Polityce, wiemy także że lustracja to pogarda człowieka i boks w szambie. Pracujemy w gazecie, telewizji, albo radiu, zarabiamy te 2000-4000 PLNów, a nasz szef ma kumpli w polityce i podobno w służbach. Jesteśmy młodzi, zdolni, wykształceni, umiemy ładnie tańczyć i nie lubimy moherów.

- krok 1
piszemy o tym, że PO doszła do władzy i wywołało to dramatyczne spadki na giełdzie. Na potwierdzenie tezy zapodajemy wykres, najlepiej indeksów mWIG40 albo sWIG80 (albo oba równocześnie) pokazujący, że odbicie po dołkach z sierpnia skończyło się z chwilą wygrania wyborów przez PO, oraz dla analfabetów zapodajemy tabelkę z ujemnymi stopami zwrotu najgorszych spółek za ostatni np. miesiąc (dla porównania dajemy dane z analogicznego okresu zeszłego roku, kiedy biły rekordy).

- krok 2
wywiad z panem Kaziem, emerytem z Sosnowca, który na giełdzie jest od 1991 roku i takiego wodospadu na parkiecie nigdy nie widział! Stracił właśnie 50% kapitału uciułanego przez ostatnich 16 lat, a tu niejaki Chlebowski na dodatek mówi, że nie zlikwidują podatku Belki. Niegodziwcy!

- krok 3
filmujemy wyglancowanego Zbigniewa Chlebowskiego, który mówi, że nici z likwidacji podatku od zysków kapitałowych. Zimne dranie! - ludzie tracą przez nich pieniądze, a ci jeszcze chcą podatek odprowadzać!

- krok 4
na dowód naszej tezy, którą teraz uogólniamy, zapraszamy do studio znanego ekonomistę, który akurat nie pije wódki z PO, ma z chłopakami nie po drodze i towarzysko, i czysto politycznie. Tytułujemy go profesorem, prezesem, albo kim tam jest (uwaga: nie per panie generale, to inna dziedzina!), facet w zamian bredzi o tym, że oni się wcale nie znają na gospodarce, świat się z nas śmieje i w ogóle będziemy tu mieli od jutra Afrykę do kwadratu. Naszego miglancusia filmujemy z paroma centymetrami pudru na twarzy, oraz w pięknym fraczku, koniecznie na niebieskim tle i z kryształową szklaniczką pełną wody. Jeśli zamieszczamy ripostę kogoś z rządu - fotka, albo nagranie, gdy jest spocony, albo zdenerwowany.

Gotowe. Później jeszcze trzeba zadzwonić do kumpli ze studiów, albo liceum, którzy siedzą po innych redakcjach, żeby pocytowali artykulik, faceta też zaprosili, bo to tęga głowa, mądry facet. Później w niusach, które pójdą do innych redakcji i kolejnych artykułach zacytujemy co celniejsze spostrzeżenia... i każdy już wie, że jest tragicznie, że zapaść mamy.

co za muzyka
w ten sposób gadali do mnie przez ostatnie dwa lata mądrale z radia i telewizji, i gazet, które czytać i oglądać przestałem. Gadaninę ową można zilustrować pięknym filmem, w którym główną rolę odgrywa muzyka... Muzyka ta męczyła panagrzyzgie gdy wracał dziś z pracy!



powiedzonka, powiedzonka
bardzo pouczające jest poznawanie zagranicznych powiedzonek. Uprawiam tę dziedzinę z wielką radością! Ostatnio się dowiedziałem, że Niemcy nie mówią, iż mają coś w d..., tylko że im to mija ową d...ę! Dobre, co? No, i nie mówią, że ktoś kręci lody.

dowcipasek
- Dlaczego hakerzy nie atakują serwerów Agory?
- Bo myślą, że Adam Michnik, to to samo co Kevin Mitnick.

----------------------
Hahahahaha! Dobre, co? Ojej, ja to jestem, nawet zmęczony zachowuję wysoce wydestylowane i figlarne poczucie humoru!

kto nie chciał dać wódeczki?
wiadomość z ostatniej chwili - minister bez teki w nowym rządzie, niejaki pan Derdziuk - nie chciał dać Kazikowi Staszewskiemu wódki w latach osiemdziesiątych! Skandal. Na szczęście Kazik opisał wszystko w piosence KNŻ-u na mojej ulubionej płycie tej formacji, pt. Las maquinas de la muerte, posłuchać można na: http://www.tvn24.pl/-1,1528735,wiadomosc.html dziękuję Karolowi, który zwrócił mi na to uwagę.

Swoją drogą, gdy mianowano ministrów w poprzednim rządzie, media larum grały, że Kaczory robią synekury dla swoich kumpli. Pan Donek ma teraz ministrów bez teki - wszyscy się cieszą. A zaraz, a ta elitarna młodzież, co to zna języki, jest zdolna i wykształcona, otwarta na świat i głosowała oczywiście na PO, co na to powie? Nic nie powie, bo nie ma nic do powiedzenia - król jest nagi, a owa mityczna młodzież... ech... nie chcę wyszukiwać oględnych określeń, więc zamilknę.

wierszydełko

wznocnienie

Katowice szkocką kratą
wyznaczone dym się nad nimi unosił
gdy przyjechaliśmy

spodek już przycumował
wielką przyssawką trzymał się ziemi
a kafelkiem barierki
ogromny betonowy beret
jejku, tata ale że to się wszystko w ogóle trzyma
aaaaa, no musi, pan dobrze policzył to musi
się trzymać

bloki ubrały się w szkocką kratę okien
i pilśniowych ozdóbek
wąsy taty wtopiły nas
w śląskie otoczenie

po dniu była noc gdy dziadek umierał
zanim zasnąłem
modliłem się o jego zdrowie
o to by poskręcane żyły na skroniach
populsowały jeszcze
by brwi się żołniersko krzaczyły

zanim taty wąsy
bezgłośnie i modlitewnie się ruszały
wykąpały się w oleju
który jak koronkowe falbanki otaczał szprotki w ich blaszanej trumience

za dwa dni całowałem dziadka
po zimnych różańcowych paluszkach

myśl na dziś
Spraw, bym był świętym, mój Boże, chocbyś musiał używac kija. Nie chcę byc przeszkodą dla Twojej woli. Chcę jej odpowiadac, chcę byc wielkodusznym... Lecz czy moje pragnienie jest poważne?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 391

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO