Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2009

[3 II 2009] Annuntio vobis gaudium magnum - Blog Roku 2008 oraz Gnyszkowe Cyfrowe Centrum Językowe

wprowadzonko
Kochani, jutro egzamin z Podstaw badań społecznych u prof. Sułka, więc nie da rady się rozpisać, ale... myślę, że po zestawie niusów będziecie zdolni mi wybaczyć, no i sami weźmiecie się za modlitwę w intencji ostatniego egzaminu panagrzyzgi.

Blog Roku 2008 - gnyszkoblog nominowany!
pierwsza radosna wieść polega na tym, co wyraził e-mail, który dziś otrzymałem. Komentarz wydaje się zbędny, w kategorii Polityka prócz mnie nominowane zostały Matka Kurka i J. Senyszynowa (ekhm)...

Witam,
Miło mi poinformować, że blog Pana autorstwa maciejgnyszka.blogspot.comdecyzją Jurora p. Jacka Żakowskiego został nominowany do nagrody Blog Roku2008.
Oznacza to, że blog, którego jest Pan właścicielem, będzie walczył ozdobycie nagrody głównej ? tytułu Bloga Roku 2008.
Gratuluję!
Aktualnie Jurorzy oceniają wszystkie nominowane blogi. Wkrótce zaplanowane jest posiedzenie Kapituły Konkursu, w trakcie trwania którego zostaniepodjęta decyzja, który z blogów nominowanych otrzyma tytuł Bloga Roku 2008.
Wynik obrad Kapituły zostanie ogłoszony w trakcie trwania uroczystej Gali.
Zgodnie z założeniami Konkursu założyciele wszystkich blogów nominowanych będą naszymi Gośćmi na Gali.
Mogę tylko powiedzieć, że taki obrót sprawy mnie zaskoczył... jak widać - wszyscy się cieszą!

Stanisław Michalkiewicz
największym przegranym w tej edycji jest oczywiście Stanisław Michalkiewicz. Nominowany nie został ze względów wiadomych, natomiast zaczyna Mu grozić także nieotrzymanie nagrody publiczności z głosowania SMSowego! W związku z tym uprasza się o kierowanie głosów na Niego - idzie bowiem łeb w łeb z J. Senyszynową.
Jeśli ktoś ma ochotę na wzięcie udziału w tym głosowaniu, poniżej publikuję dane:

SMS o treści: C00169 na numer 7144
Gnyszkowe Cyfrowe Centrum Językowe (GCCJ)

informuje się, że przez weekend wydarzyły się dwie wielkie rzeczy w Gnyszkokiosku!

Po pierwsze, do oferty weszło ponad 4000 nowych e-booków oraz audiobooków wydanych przez niemieckie i brytyjskie wydawnictwa - rzecz jasna po niemiecku i angielsku. Ciekawe są tu moim zdaniem przede wszystkim audiobooki, tym bardziej że poszerzenie oferty dotyczy kilkudziesięciu kategorii tematycznych - od poradników, przez literaturę, po gazety!

Szczegóły w Gnyszkokiosku!


Po drugie zaś, zostało otwarte właśnie GCCJ, czyli Gnyszkowe Cyfrowe Centrum Językowe, gdzie można po okazyjnych cenach zaopatrzyć się w cyfrowe materiały do nauki kilkunastu języków obcych. Bardzo dobre uzupełnienie poprzedniego kroku. Szczegóły pod bannerem.


religijne książki... cyfrowe

Kolejny dobry krok w ofercie gnyszkokiosku, to książki wydawnictwa Armoryka, wśród których znajdziemy takie perełki jak np. Traktat o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej... za nieco ponad 2 złote!

Bardzo mnie to cieszy, bo wielokrotnie sugerowaliśmy Nextranetowi , by poszerzać ofertę o propozycje dla katolików... teraz jeszcze tylko oczekiwanie na prasę katolicką w wersji cyfrowej!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-ostatnia-przed.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-kino-familijne.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-fotoreporta.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/3-ii-2008-niedziela-post-waciwy.html

myśl na dziś

Trudną rzeczą jest krzyczeć w ucho do każdego poprzez własną cichą pracę, poprzez dobre spełnianie swoich obowiązków obywatelskich, aby potem domagać się swoich praw i posługiwać się nimi w służbie Kościoła i społeczeństwa. Jest to trudne... ale bardzo skuteczne.


św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 300


czwartek, 22 stycznia 2009

[22 I 2009] czwartek, św. Wincentego Pallottiego

koniec II etapu konkursu
zakończył nam się konkurs na Blog Roku 2008. Dla mnie szczególnie szczęśliwie – uplasowałem się na wysokich pozycjach w obu kategoriach, w których brałem udział. W „Polityce” - przy wydatnym wsparciu wielu osób, zająłem ostatecznie miejsce w środku ocenianej stawki – 5. miejsce; natomiast w kategorii „Profesjonalne”, Pogadanki Inwestorskie ukończyły bieg na 2. miejscu! Jednym słowem – w obu kategoriach moja pisaninka będzie oceniana przez jurorów.
Później zaś czeka nas jeszcze nagroda publiczności wyłaniana SMSowo – ale o tym jeszcze będę informował! Dziękuję wszystkim za przyczynienie się do takiego wyniku! Dziękuję przede wszystkim stałym Czytelnikom, przyjaciołom z Forum Frondy, forum Parkietu a także – w ostatnich dniach – Czytelnikom blogów JKM-a i Stanisława Michalkiewicza, których głosy walnie przyczyniły się do kształtu pierwszej dziesiątki.

demokracja plebiscytowa
przy okazji wypływa nam temat szczególny. Otóż, słyszę tu i ówdzie głosy, że to niesprawiedliwe, demagogiczne i ze wszech miar złe, że o kształcie pierwszej dziesiątki zdecydował apel Janusza Korwin-Mikkego i Stanisława Michalkiewicza, którzy podali adresy blogów, które znajdują ich poważanie. Cóż... oburzenie niektórych jest wielkie, chcą pisać do Organizatorów skargi, etc. A mnie ogarnia zdziwienie! Dlaczego?
Ano dlatego, że te same osoby z pewnością nie protestują w trakcie kampanii wyborczych. No bo jakże to może być, że jakaś piosenkarka swoim ciałkiem na scenie podczas konwencji partii wskazuje fanom na kogo głosować? Albo piosenkarz mówi, że mamy jeden dzień, by zmienić Polskę głosując na sami-wiecie-kogo. Albo inaczej – właśnie nie głosując na sami-wiecie-kogo-prim. Ten sam mechanizm!
Ba! Nawet „dyskutowanie” podczas „debat” to nic innego. Ileż tu kłamstwa, robienia tylko i wyłącznie dobrego wrażenia, etc. No więc jak to?
Ano tak to, że to się nazywa demokracja. Liczy się to, kto zbierze więcej głosów legalnymi metodami. A to, że jeden naobiecywał stu milionów każdemu, drugi trzy miliony mieszkań, a trzeci drugą Irlandię, a czwarty jeszcze wskazał 10 blogów, na które radzi głosować... to po prostu immanentne elementy tej gry. I nie ma co się zżymać, tylko – jeśli zależy komuś na zwycięstwie – to proszę zabierać się za naukę, jak tego dopiąć. W tym kontekście, wszystkim malkontentom polecam pakiet „Cele i ich realizacja” - o którym pisałem wczoraj. Przez jakiś czas można go nabyć po preferencyjnej cenie.
Ci sami ludzie zresztą, którzy teraz się dziwią, przejawiają tę skłonność, gdy rzeczy nazywa się po imieniu. Podaż pieniądza – grabieżą w postaci inflacji. Deficyt budżetowy – kiepskim gospodarowaniem i życiem na kredyt. Oj... to smutne... ludzie ulegają magii słów, nie rozumiejąc, jakie pojęcia reprezentują.

FAQ
niektórzy z nowych Czytelników (a pojawiło się ich sporo) zadaje mi wiele pytań, na które (przynajmniej parę) odpowiem poniżej w skrótowej formie.
--------------------------
jaka jest geneza tego bloga i jego historia?
Powstał z zupełnie utylitarnych powodów, o czym można przeczytać w pierwszych postach z października 2007 roku, później podjąłem decyzję o jego kontynuacji, po czym zmienił się zamysł autorski, potwierdzony aferą z czerwca 2008 roku (o czym więcej piszą pp. Najfeld i Terlikowski w Agacie. Anatomii manipulacji), o czym świadczą posty z tego okresu. Od tej pory jest już czymś innym i trwa w tej postaci do dziś.
--------------------------
o czym jest ten blog?
o wszystkim. Omawiam i analizuję na nim wszystko to, co mnie porusza, interesuje i denerwuje. W związku z tym, że moje zainteresowania są szerokie, spektrum środowisk i sytuacji w których biorę udział nie mniejsze – ciężko określić jego „tematykę”. Parę zagadnień powtarza się chyba najczęściej, nie dysponuję jednak statystyką w postaci tagów – choć długo już obiecuję sobie, że otaguję wszystkie posty przeszłe, a regularnie będę tagował obecne.
--------------------------
jak można mi pomóc?
nijak. Wielkiej pomocy nie potrzebuję, przy blogu nie ma tyle pracy, co przy portalu, czy innej formie działalności. Oczywiście blogowanie związane jest z pewnymi wyrzeczeniami, to zrozumiałe, dlatego dla tych, którzy czują potrzebę okazania mi solidarności, czy sympatii, stworzyłem bannerek na temat wspierania bloga, który widnieje poniżej. Można posłużyć się przelewem krajowym na dowolną kwotę, przekazem zagranicznym przez PayPal, czy innymi formami. Wszelkie wpłaty publikowane są na blogu z inicjałami nadawcy oraz miastem pochodzenia, podobnie do tego, jak robią to tuzy blogosfery.

o Żydach i antysemityzmie
kontynuujemy wątek antysemityzmu. Anonimowy komentator, który w tajemniczych okolicznościach przeszedł ze mną na „Ty”, zapytuje dlaczego napisałem pod filmem ukazującym pijanego młodego Żyda, iż znam paru innych Żydów, których świadomość od Jego świadomości nie odbiega i sugeruje, iż na podstawie paru przypadków wnioskuję o świadomości całego narodu.
Po pierwsze – myślałem, że żywot anonimów w Polsce skończył się wraz z 1989 rokiem, ale najwidoczniej przyzwyczajenia z epoki raju na ziemi niektórym pozostały.
Po drugie – dobrze byłoby, gdyby komentator zanim zada pytanie, zechciał łaskawie przejrzeć poprzez wyszukiwarkę na blogu co dotąd o Żydach pisałem, dzięki czemu mógłby się zorientować, czy przypadkiem lansowana przez Niego teza o tym, że jestem antysemitą nie jest przypadkiem fałszywa. Trzeba bowiem szanować czas swój i innych, z naciskiem na „innych” - bo przyjdzie taki czas, gdy nie będę po prostu miał czasu odpowiadać na każdy komentarz i powstanie wrażenie, że od czegoś uciekam. Proszę zatem nie zakładać, że mam przed czym uciekać, tylko najpierw poszukać. Jeśli ta kwestia wydaje się istotnie interesująca.
A teraz do meritum. W Polsce obserwuję dwa zjawiska – antysemityzm bez Żydów oraz filosemityzm bez Żydów. Gdzie pod „antysemityzm” podstawiamy „antyjudaizm”, co jest celniejsze. Z tym, że – nawet na chłopski rozum – ta pierwsza postawa powinna jest bardziej racjonalna. Dlaczego? Ano dlatego, że nigdy nie ma tak, by odrębne grupy etniczne były dla siebie przez lata miodem i mlekiem. Proszę poczytać Putnama o kapitale społecznym a zróżnicowaniem etnicznym (2007), proszę popatrzeć trochę na historię świata i teraźniejszość (np. animozje w takiej Belgii, czy Hiszpanii). Zatem rezerwa wobec innej grupy etnicznej bliższa jest doświadczeniu. A doświadczenie z obcowaniem z Żydami, Ukraińcami, Białorusinami, na naszych terenach jest akurat duże. Stawiam zatem tezę – że antysemityzm ma więcej wspólnego z rzeczywistością, rzeczywistymi doświadczeniami społeczności, niż filosemityzm. Podobnie jak antygermanizm, rusofobia, etc.
Natomiast postawa filosemicka, moim zdaniem w Polsce przybierająca charakter odgórnie narzucanej histerii jest po prostu sztuczna. Konia z rzędem temu, kto znajdzie filosemitę, który widział i rozmawiał z jakimś oryginalnym Żydem w normalnej, nie sztucznej, sytuacji. W przykładach postawy filosemickiej, które obserwuję, widzę jedynie irracjonalizm. Streszcza to hipotetyczne twierdzenie, które zdają się głosić owi filosemici: „Żydzi są najwspanialsi na świecie, nigdy nie zrobili nic złego, nie mają własnych interesów, nie gardzą nikim, nikogo nie zabili, nie ma wśród nich bandytów i wszystko, czego zażądają należy zrealizować, bo... bo miał miejsce Holokaust!!!”. Przepraszam, ale to jest żadna argumentacja. A taką słyszę w kółko...
Jednym słowem – twierdzę, że pogląd na to jacy są Żydzi jako naród (czyli jakie cechy są nadreprezentowane u przedstawicieli tego narodu) powinien brać się z empirii, a nie świeckiego dogmatu o niepokalanym i wiecznym stanie Żydów. A empirią dysponują najczęściej ludzie, którzy żyli świadomie (tzn. nie byli pacholęciami) jeszcze przed wojną. To, jaki jest najczęstszy stosunek tego pokolenia do Żydów – pozostawiam Anonimowi, niech się dowiaduje. W związku z tym – film wrzuciłem po to, by wszystkim apriorycznym filosemitom dać przesłankę empiryczną na temat Żydów, których pewnie nigdzie poza pewną gazetą nie widzieli. W przeciwieństwie do mnie, ale o swoim doświadczeniu pisałem już parę razy – i o zgrozo! - harmonizuje ono z doświadczeniem tych, którzy żyli przed wojną, a z którymi miałem okazję rozmawiać na ten temat, bądź czytać ich wspomnienia.
W tym kontekście polecam przyjrzenie się aferze, która wybuchła przy okazji filmu "Opór" - cóż, czas przemówic językiem adiutantów J.T. Grossa - świat nie jest czarno-biały.

dziurę ma pan Donald
jeszcze a propos polityki i demokracji. Ostrzegałem, żeby nie wybierać Cudaka na premiera. No, i macie – dziura budżetowa jak ta lala. Panowie z ekipy nie przewidzieli mniejszych wpływów do budżetu... no, ale nic się martwię, czuwa nad moim Państwem rząd ekspertów gospodarczych, z JE Waldemarem Pawlakiem jako spin doktorem ekonomicznym na czele.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-czarny-wtorek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-biay-wtorek.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/22-i-2008-wtorek-ostatnia-odsona.html

myśl na dziś

Nikt nie może być szczęśliwy na tej ziemi, dopóki nie postanowi nim nie być. Taka Jest nasza droga: Ból — po chrześcijańsku! Krzyż; wola Boża, Miłość; szczęśliwość teraz tutaj, a potem wiecznie.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 52




środa, 14 stycznia 2009

[14 I 2008] środa... nie palcie komitetów!

nie palcie komitetów, zakładajcie własne
to rzecz jasna cytat z nieboszczka Jacka Kuronia. Jego użycie nie oznacza bynajmniej, by pangrzyzga stał się nagle wojującym kuronistą, nawiązuję jedynie do wypowiedzi jednego z moich ulubionych FForumowiczów. Otóż, stwierdził On ostatnio, że działanie negatywistyczne, ciągłe protestowanie, oburzanie się, etc. nie ma dużego sensu (o ile na tym się poprzestanie). Zaproponował, by rozszerzyć tego typu działania o realizowanie wizji pozytywnej, tworzenie własnego, równoległego świata. Zdanie to podzielam od dawna i dodam od siebie, że ten równoległy świat powinien mieć na celu przemienienie świata w ogóle – stając się światem dominującym. Myślę, że mówimy tu o mitycznej „Christianitas”.
Inna rzecz dotykająca sprawy jest tego rodzaju, że ograniczając się do protestowania, oburzania, bojkotu... przyjmujemy „narrację” - tj. zarówno tematykę, jak i język – narzucane przez stronę przeciwną. Jednym słowem, dobrze byłoby być stroną która nie tylko bierze udział w starciach w odpowiedzi na ataki, ale i sama kreuje bitwy – narzucając tematykę i język. Być zawsze krok do przodu – o to chodzi.

odbudowa Christianitas a „Manifest neomesjanistyczny”
w tym kontekście ciekaw jestem jak ma się np. głośny ostatnio w niektórych środowiskach „Manifest neomesjanistyczny” Rafała Tichego z „44/ Czterdzieści i Cztery” do tej wizji odbudowy Christianitas, chociażby w wydaniu prof. Plinio Correa de Oliveiry... Sprawy jeszcze nie przemyślałem należycie, bo nie miałem na to czasu... ale lektura „Manifestu...” i wywiadu z jego autorem w „Gościu Niedzielnym” sprzed paru tygodni napawała mnie na przemian entuzjazmem, na przemian zawodem.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że w najnowszym numerze „Polonii Christiany” – a więc dwumiesięcznika inspirowanego myślą Profesora Plinio – znajdujemy notkę informującą o wydaniu „44” oraz o mesjanizmie, jako przedmiotu zainteresowań nowego periodyku... Ha! Ciekawe.

myślenie całościowe
przy tych wszystkich rojeniach powinniśmy myśleć o zagadnieniach państwowych, porządku, etc. w sposób całościowy. Wielu bowiem pobożnych ludzi, zaangażowanych w sprawę, będących w samym centrum, a których mam okazję znać... zbyt wiele jak na mój gust, zbyt wiele elementów dzisiejszej rzeczywistości uważa za nieusuwalne, oczywiste, konieczne. Tak jednak nie jest. Historia jest otwarta.
Przechodzisz krytyczny etap: odczuwasz nieokreślony lęk; trudności w ułożeniu dziennego planu, praca wydaje ci się wyniszczająca, ponieważ nie wystarczają ci dwadzieścia cztery godziny na dobę, żeby spełnić wszystkie swe obowiązki... — Czy próbowałeś iść za radą Apostoła: "Wszystko niech się odbywa godnie i w należytym porządku?". Czyli: w obecności Boga, z Nim, przez Niego i tylko dla Niego.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 526


środa, 10 grudnia 2008

[10 XII 2008] środa, nieznośna lekkość porównań!

nieznośna lekkość porównań
nie wiem, czy zauważyliście, że w języku potocznym, czy raczej – w codziennym mówieniu – utarło się bardzo łatwo czynić porównania. To jasne – nie musimy na co dzień przemawiać jak naukowcy (choć i ci ostatni coraz częściej zajmują się bredzeniem...) - na co dzień można sobie pozwolić na plecenie trzy po trzy. Mimo to, niekiedy tę możliwość przekłada się na tezy o dużej doniosłości – np. definiujące nasze wartości, a (co jeszcze ważniejsze!) nawet postaw! I tak, bardzo często ludzie przyjmują pryncypialne postawy wobec jakichś zjawisk w oparciu o wygłoszone przez siebie, lub innych brednie, którym uwierzyli. Wśród bredni często występuje skłonność do utożsamiania dwóch zjawisk na podstawie podobieństwa jednego elementu.
Przykład? Proszę bardzo! Pewnego razu, przed moim powędrowaniem co CSAiU w Toruniu, a więc w sierpniu 2007 roku, w Warszawie odbyła się potężna defilada. Pamiętajmy, że trwał wówczas rząd PiSu. Porozumiewając się SMSowo z innymi telewidzami, otrzymałem od jednego z nich zniesmaczoną opinię, że ta cała defilada, to jedno wielkie peerelowskie zadęcie! O!
Jako, że autor SMSa specjalistą od wojskowości nie jest, nie sądzę, by to porównanie zbudował na podstawie innej, niż zauważając, że defilady peerelowskie również polegały na pokazaniu arsenału, staniu na baczność, maszerowaniu, robieniu nadętej miny... podobnie jak i wszystkie inne defilady na świecie – teraz i w przeszłości. Jednym słowem – na tej podstawie można powiedzieć o paryskiej defiladzie z okazji Dnia Zwycięstwa, że prezentuje sromotne peerelowskie zadęcie, oraz że przedwojenne defilady z okazji urodzin Marszałka, to haniebny przykład groteskowego peerelowskiego zadęcia. Głupie porównanie – głupie skutki.
Teoria analogii, to dość potężny dział logiki... warto coś na ten temat poczytać, ba!, w ogóle warto postudiować trochę logiki i metodologii, żeby nie gubić się w retoryce przeróżnych pacynkarzy. Jest to temat, którym zająłem się dość dawno, a zainspirował mnie do tego cudowny wywiad-rzeka z o. Innocentym Bocheńskim, znakomitym logikiem światowej sławy, „Między logiką a wiarą”. Jednym słowem – po przeanalizowaniu wielu sytuacji, okazuje się, że często analogie uważane za dziwaczne – są bardziej trafne, niż te wytarte. Ważne jest bowiem – to teza którą uparcie głoszę – nie twierdzenie (np. o analogii), ale jego uzasadnienie! Nie obchodzi mnie to, czy Kaczyńskiego porównuje się z Hitlerem, czy Gomułką – o wiele ważniejsze i pożyteczniejsze jest to, które porównanie i dlaczego – jest w największym stopniu trafne.

Klaus wciąż mierzi
afera z zamku na Hradczanach nabiera w Polsce rozmiarów (ciekawe kiedy zagraniczne media, poza czeskimi, się o sprawie zająkną...)! Wczoraj TVN24, wyborcza.pl, dziennik.pl – dziś przedruk części tekstu zamieściła papierowa Rzeczpospolita, rp.pl oraz onet.pl. Chłopaki z „Dziennika” zapomnieli poinformować, że niusa wzięli z fronda.pl – o czym poinformowały wszystkie inne media. No, ale znając obsesje redaktora Michalskiego, nie należy się dziwić.

jaja z Wałęsy
tymczasem, z rodzimego pomorskiego kabareciarza, imiennika Instytutu Lecha Wałęsy, szczególnie we francuskim internecie – nie ustają natrząsania! Dlaczego? Otóż, Instytut owego pana przyznał nagrodę królowi Arabii Saudyjskiej (tak, to tam, gdzie się ścina za posiadanie Biblii, kamienuje za cudzołóstwo, obcina ręce za kradzież...) nagrodę w wysokości śmiesznej dla szefa petroświata za... działania na rzecz utrwalania dialogu między kulturami, tolerancji i czegoś tam jeszcze równie głupawego i dla króla – egzotycznego. Francuskie blogi zapełniły się karykaturami Wałęsy, żartami, etc. Nikt też nie ma wątpliwości co do tego, że nagroda poszła w te ręce ze względu na sponsoring Instytutu z tej strony.
No, ale to nam wbrew pozorom nie pokazuje niczego na temat Wałęsy! Broń Boże! Widzimy bowiem jak perfidny jest ten ajatollach Kurtyka i jego pomagierzy – Cenckiewicz i Gontarczyk, którzy za pieniądze Kaczyńskiego i kota Alika przekupili francuski internet! Polskie media, poza http://www.fronda.pl/ o tym milczą. Nie dla psa kiełbasa, polaczki.

Jackson a Wałęsa
swoją drogą, to i ja ostatnio zażartowałem ze Słońca Bałtyku. Dr Szawiel raczył porównać prezydenta Jacksona z USA (XIX wiek) do Lecha Wałęsy (ze względu na nastroje społeczne, które towarzyszyły jego wyborowi oraz posunięciom). Spytałem wówczas półgłosem, czy Jackson też był tajnym współpracownikiem. Na co otrzymałem odpowiedź od koleżanki - „Tak, Jackson to przecież TW „Lolek””.

daj dziecku szansę!
niebywałe! Po kilku miesiącach przepychanek, między rządem a przeciwnikami zapędzenia sześciolatków do edukacyjnego kołchozu (gdzie po stronie przeciwników prym wiedzie oddolna akcja „Ratuj maluchy”)... nagle, gdy już sprawa przycichła... zupełnie „spontanicznie” „społeczeństwo obywatelskie” zareagowało i powołało do życia inicjatywę „Daj dziecku szansę”. O! Przeczytałem o tym w agorowskiej gazecie dla bidoty, „Metrze” parę dni temu. Dziś dowiedziałem się (uwaga: z tego samego źródła!), że odkryto iż założyciele owej inicjatywy skoligaceni, bądź funkcjonalnie związani są z... wydawnictwami edukacyjnymi i Ministerstwem Edukacji Narodowej!
Całe szczęście, że zapytani, usprawiedliwiają się, że występują w tej roli prywatnie, bo mają dzieci... a ja już byłem sobie wymyślić w swojej zakutej, klerofaszystowskiej głowinie, że to jakaś sponsorowana akcja, coś w stylu „Inicjatywy Uczniowskiej”, która „spontanicznie” powstała będąc stworzona przez młodzieżówkę „Pracowniczej Demokracji”, aby obalić Giertycha Romana. Uffff... całe szczęście, że to tylko koincydencja!
Ale, ale... Panowie i Panie – dajcie dziecku szansę i zwińcie mandżur, zostawiając dzieci rodzicom. To moje orędzie na dziś. Dobranoc.
Nasz status jako dzieci Bożych wymaga od nas – podkreślam – podtrzymywania ducha kontemplacyjnego pośród wszystkich działań ludzkich: być światłem, solą i drożdżami dzięki modlitwie, dzięki umartwieniom, dzięki kulturze religijnej i kompetencji zawodowej – realizować program: „im głębiej tkwimy w świecie tym bardziej winniśmy należeć do Boga”.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 740


środa, 5 listopada 2008

[5 XI 2008] Rozdział Kościoła od państwa? Nigdy w życiu

O rozdziale słów kilka...
no, niech się teraz oburzeni nie gotują i nie wywlekają z Google'a Jana Pawła II i nie nawracają mnie, bo zaraz wytłumaczę o co mi chodzi. Otóż, wyrażenie „rozdział Kościoła od państwa” zakłada, że Kościół ma jakąś szczególną predylekcję do wchodzenia w kompetencje państwa. W związku z tym, że jest to zdanie fałszywe (sfalsyfikowane na podstawie faktów – zdarzało się bowiem, że to państwo miało zakusy na kościelną domenę), powinno się mówić o „rozdziale Kościoła i państwa”.
Proszę się teraz nie buntować, że odstraszam teraz ludzi dalekich od Kościoła, prowokując ich swoimi głupimi gierkami słownymi. Zwrócił moją uwagę na tę niesymetryczność nie kto inny, jak ulubieniec salonów – o. Maciej Zięba.

...i o Świątyni Opatrzności też!
w związku z tym, że jesteśmy nowoczesnym, europejskim, światłym państwem i wcielamy w życie wspomnianą wyżej zasadę rozdziału kompetencji... nie rozumiem dlaczego państwo wymiguje się od swojego obowiązku, który suwerennie zaciągnęło w Konstytucji III Maja – zobowiązanie do zbudowania Świątyni Opatrzności Bożej. Jeśli się wymiguje, to mamy dwa uzasadnienia tego stanu rzeczy – albo Tuskoland/III RP/IV RP nie są prawnymi dziedzicami I Rzeczypospolitej, albo są, ale niestety są nieświadome własnych obowiązków. Proszę się zdecydować, Panowie.

Myśl na tę dziś dnia
Walcz o to, aby Święta Ofiara Ołtarza stała się ośrodkiem i źródłem twego życia wewnętrznego; w ten sposób, żeby cały dzień zamienił się w ciągły akt kultu – przedłużenie Mszy Świętej, w której uczestniczyłeś i przygotowanie do następnej – które wyrazi się w aktach strzelistych, w nawiedzaniu Najświętszego Sakramentu, ofiarowaniu twojej pracy zawodowej i twego życia rodzinnego...
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 69





poniedziałek, 3 listopada 2008

[3 XI 2008] czy małżeństwo zabija seks? Końcowa polemika

Polemiki, polemiki… wprowadzenie
Polemika nadeszła jeszcze w piątek, lecz nie miałem sumienia zawracać d*** P.T. Czytelnikom tego typu sprawami przez świąteczny weekend. Zamieszczam ją zatem dziś wraz z odpowiedzią. Pomocne będą też komentarze pod tekstem, który polemikę Kolegi R.P. wywołał. A zatem, jedźmy dalej. Siłą rzeczy, w związku z ograniczoną objętością posta – dziś poprzestaniemy na tym temacie.

Polemiki, polemiki…
TEZA 1 [MG]:
rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze =najomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna =ama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im =ię z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami


POLEMIKA Z TEZĄ 1 [RP]:
Prowadziłeś jakieś statystyki uprawniające Cię do takiego wniosku? Dla mnie to wymysł fantazji...
Podkreślę to jeszcze raz, specjalnie dla Kolegi: współżycie seksualne i uprawianie seksu to SYNONIMY!!! (wg
http://www.sjp.pwn.pl/: współżyć - mieć z kimś stosunki płciowe; seks - ogół spraw i czynności związanych z zaspokajaniem popędu płciowego; wg Wikisłownika: uprawiać seks - odbywać stosunek seksualny). Można jedno określenie lubić bardziej, inne mniej, natomiast nie zmienia to faktu, że obydwa znaczą dokładnie to samo, a rzekome "zwyczaje językowe" nie mają tu nic do rzeczy. Powtórzę, że wprowadzanie jakiejś "własnej" terminologii (już nieważne, czy uzasadnionej, czy zupełnie bezsensownej) jest CAŁKOWICIE BEZPRAWNE - jest po prostu błędem językowym. Każdy rodzaj języka, czy to naukowy, czy religijny, czy urzędowy, powinien stosować się do ogólnych i odgórnych zasad językowych i nie tworzyć własnych wizji, odbiegających od rzeczywistości słownikowej. A więc zarówno chłopak z dziewczyną, jak i mąż z żoną WSPÓŁŻYJĄ, czyli UPRAWIAJĄ SEKS. Dziwne, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć laureatowi olimpiady języka polskiego...
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 1:
Odpowiadam w punktach, by było zwięźlej.
- Ad. statystyki – statystyk nie prowadziłem, co nie oznacza, że moja teza jest obalona. Wciąż twierdzę, że określenie „seks” nie jest stosowane tak szeroko w środowiskach katolickich, jak poza nimi. Teza ta jest co najmniej równoważna kontrtezie Kolegi. „Co najmniej”, dlatego że jednak pewne badania uczestniczące prowadzę. Jak na studenta socjologii przystało.
- Ad zarzut „słownikowy” – to, co mówię, mówię właśnie jako laureat OliJP oraz jako uczestnik kursu semiotyki logicznej oraz pasjonat filozofii języka. Otóż, po pierwsze nie jest prawdą, że definicja słownikowa ma naturę normatywną. Nie jest też prawdą, że ma jedynie charakter deskryptywny – to zależy od członków kolegium redakcyjnego słownika. Definicje mają więc charakter deskryptywno-normatywny z przewagą pierwszego elementu, gdyż taki jest obecnie w językoznawstwie trend. Wprowadza się bowiem coś takiego jak „uzus”, który np. uzasadnia tezę Miodka o tym, że niedługo poprawne będzie mówienie „poszłem”, dlatego że nikt inaczej mówił nie będzie (przepraszam, czy dziś także piszemy „dyskusyj”?). Po drugie – kolega mówi o synonimach w sensie wąskim, tzn. odnosząc się do tzw. sfery realnej, poza którą istnieją właśnie sfery zwyczaju językowego, konwencji, etc. Zilustruję to dwoma przykładami: „twórca Balladyny” to synonim nazwy „Juliusz Słowacki”. Zatem zdania „Twórcą Balladyny jest twórca Balladyny” oraz „Twórcą Balladyny jest Juliusz Słowacki” są logicznie równoważne. Realnie znaczą to samo. Jednak niosą NIECO inny przekaz prawda?
Albo nieco bardziej jaskrawy przykład, dotyczący innej sfery (spoza sfery realnej). Wyrażenie „spierdalaj” jest synonimem wyrażenia „zmień szybko miejsce przebywania”. Oba realnie znaczą to samo. Natomiast ich znaczenie, które semantyka opisze nam szeroko, tj. obejmując zarówno sferę realną, jak i konwencji, oraz inne, jest NIECO inne.
- Reasumując – nawet synonimy różnią się między sobą znaczeniem. Jest zatem uzasadnione dobieranie odpowiednich słów wg klucza innego, niż równoważność realna. Moja teza brzmi następująco: znaczenia „współżycia” oraz „seksu” są inne ze względu na uzus. Być może nie w całej populacji, ale choćby w jego części – a jako, że rozróżnienie na cudzołóstwo i godne współżycie małżeńskie jako katolik dla tego zagadnienia uważam za zasadniczą, postuluję jasną jej eksplikację. Jaką? Ano taką, że jedno nazwiemy seksem, a drugie współżyciem par excellance, czyli po prostu współżyciem.
- Powstaje zatem pytanie – czy można coś takiego postulować? Oczywiście. Rada Języka Polskiego to robi, Kampania przeciw Homofobii to robi, Centrum Przeciwko Wypędzeniom to robi, Pracownicza Demokracja to robi… Kościół to robi.
- Proszę pamiętać, że walka ideowa zaczyna być zwycięska wówczas, gdy jedna ze stron zdoła narzucić reszcie swój język. Dlaczego? Dlatego, że za terminami kryją się zgoła niejęzykowe przesłanki, często nieuświadamiane, a przyjmowane. Dlaczego kard. Wyszyński rugował z języka komunistyczną nowomowę? Dlaczego Papież w encyklikach nie mówi o „hajtaniu”, tylko o „sakramencie małżeństwa”? Dlaczego w „Evangelium vitae” nie ma mowy o „rżnięciu”, tylko o „współżyciu”? Z drugiej strony – dlaczego u Nietzschego albo Marksa nie mówi się o grzechu? Właśnie dlatego.


TEZA 2 [MG]:
to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli =uprawiają seks".


POLEMIKA Z TEZĄ 2 [RP]:
To chyba jeszcze bardziej kuriozalne stwierdzenie od tego z bloga, które rozpętało tę burzę w moim umyśle. No już naprawdę nie wiem, jak mam Ci wytłumaczyć, że zwyczajnie jesteś w błędzie. Może niech Pan stworzy własny język, np. język gnyjski, ale bardziej systematycznie, z całym słownictwem i gramatyką - wtedy pogadamy. Będziemy mogli wówczas przetłumaczyć z gnyjskiego na polski:

seks - grzech śmiertelny
uprawianie seksu - cudzołóstwo
współżycie - seks małżeński

Naprawdę nigdy nie słyszał Pan wyrażeń typu: "współżycie przed ślubem" z jednej strony i "seks małżeński" z drugiej, używanych przez księży lub na stronach katolickich??

------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 2 [MG]:
- w świetle tego, co powiedziałem wyżej, jest to chyba jasne.
- natomiast co do języka gnyjskiego… Cóż wybitny amerykański socjolog, Talcott Parsons był nie tylko mistrzem socjologii, ale i płodnym twórcą neologizmów, które definiował na użytek swoich prac. Istnieją nawet słowniki z amerykańskiego na jego język, więc propozycja Kolegi – choć miała być sarkastyczna – niestety taka nie jest.
- co do określeń – oczywiście, że słyszałem, ale nie wiem o czym to świadczy. A czy Kolega nie widział księży-robotników, albo teologów wyzwolenia przemawiających językiem marksistowskim? To samo w tej dziedzinie.

TEZA 3 [MG]:
w =ekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię"

POLEMIKA Z TEZĄ 3 [RP]:
Powtarzam, nie masz prawa używać swojej terminologii. Jeśli chcesz uchodzić za osobę rozumiejącą znaczenie słów, tym bardziej nie powinieneś tego robić.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 3 [MG]:
- tezę Kolegi uznaję za śmieszną, przepraszam.

TEZA 4 [MG]:
A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje =akieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do =rgazmu"

POLEMIKA Z TEZĄ 4 [RP]:
Nie swoje, tylko słownikowe. Poza tym nigdzie takiego znaczenia nie użyłem. Uprawianie seksu to odbywanie stosunku seksualnego z drugą osobą, niekoniecznie zakończonego orgazmem.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 4 [MG]:
- chodziło mię o to, że Kolega do krytyki mojego rozróżnienia na „seks” i „nie-seks”, czyli „współżycie” używa nie mojego rozumienia tych terminów i dziwi się, że podstawiwszy za te słowa Kolegi terminy, moje dywagacje nic nie znaczą. Jeśli chcemy analizować czyjeś tezy, najpierw musimy sprawdzić, czy są koherentne w obrębie jego systemu językowego, dopiero potem starać się wskazać, że jest on z jakiegoś względu nieuprawniony (Kolega próbował to robić. Jak napisałem powyżej – nieskutecznie). W wypowiedzi Kolegi zabrakło mi odniesienia się do moich definicji. To wątek poboczny. Podobnie jak i to, czy każdy zabieg mający na celu wywołanie orgazmu jest zawsze skuteczny.

TEZA 5 [MG]:
Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo =esteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek =ncyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie =ieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest =żywane.

POLEMIKA Z TEZĄ 5 [RP]:
Nie ma czegoś takiego, jak "nieswoja" terminologia...
Nie znam wszystkich encyklik, ale wydaje mi się, że inne określenia są chętniej używane przede wszystkim ze względu na ich większą elegancję. Równie dobrze można by je zamienić na słowa "seks" i "seksualny" i nie zmieniłoby to znaczenia. Co do zwrotu "uprawiać seks", mnie osobiście też nie za bardzo się on podoba i raczej go unikam, ale akurat moja polemika nie dotyczyła tego konkretnie zwrotu, wszak nie używał go Kolega na blogu.
Proszę sobie jeszcze obejrzeć ten artykuł
http://www.szansaspotkania.net/index.php?pageid=8994, w którym słowo "seks" występuje kilkanaście razy, a "seksualny" znacznie więcej.

I błagam Pana - niech Pan daruje czytelnikom czytanie kolejnych tego typu bredni, niech Pan się nie zniża do poziomu posłanki Sobeckiej, która onegdaj publicznie wyznała, że "seks jest zły" i (co najważniejsze!) niech Pan nie odstrasza ludzi spoza Kościoła, mogących utwierdzić się w przekonaniu, że katolicy to ciemna masa traktująca seks jako narzędzie diabła.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 5 [MG]:
- Ad pierwszy akapit: tu nie chodzi jedynie o elegancję, ale i koncepcję relacji damsko-męskich, jakie za nimi stoją. Podobnie jak w odrzuceniu języka marksizmu – które nastąpiło nie dlatego, że było brzydkie, tylko dlatego, że było efektem i obrazowało „błąd antropologiczny”, co ślicznie wyłożył Jan Paweł II w „Centessimus Annus”. Język marksistowski był nie tylko językiem chamów, ale także językiem zbyt przywiązanym do pewnej wizji świata. Podobnie z „seksem”: nie tylko jest nieelegancki, czy lekko wulgarnawy, ale wiąże się nieodłącznie z pewną koncepcją relacji męsko-damskich, co ilustruje związek, w który wchodzi ze słowem „uprawiać”.
- Ad akapit 2 – właśnie dziś rozmawiał z Kolegą ukochanym, który z Kościołem wiele wspólnego wciąż nie ma (choć coraz więcej – ten proces trwa dłuuuugo). Cóż powiedział? „Gnycha, wiem o co Ci w tym rozróżnieniu chodzi”. Śmiem zaryzykować tezę, że Czytelnik spoza Kościoła zawsze znajdzie pretekst, by trudną prawdę odrzucić, natomiast jeśli jest Czytelnikiem wysokiej próby… efekt, który Kolega ilustruje nie będzie miał miejsca. Znam wielu takich, na których ten blog najpierw tak podziałał. Wkurzeni, śledzili jednak później wpisy… i zrozumieli o co chodzi autorowi. Nie wiem, czy jeszcze czyta nas Koleżanka Imienia-której-nie-pamiętam z Krakowa, ale jest to osoba promująca seks wieloosobowy i przypadkowy, a która przysłała mi bardzo miłego, rozumnego maila.
- o strategii „Udawajmy, że jesteśmy tacy jak Świat” napiszę jeszcze w najbliższych postach, także w kontekście o. Knotza, którego twórczość znam od dawien dawna.
- sprawy płciowe często są narzędziem w rękach diabła i nie zmienią tego ani tezy Kolegi, ani moje, ani pana Bartosia, ani posłanki Sobeckiej.


TEZY KOŃCOWE:
Ukłony!
R*** P***

PS Tak sobie na końcu pomyślałem, że może chodziło Ci o zwrócenie uwagi na świętość aktu małżeńskiego i wniesienie postulatu o używanie w związku z tym bardziej podniosłego słownictwa. Ale nie powinno się w tym celu jawnie zmieniać dawno ustalonych znaczeń słów.
PPS Za umieszczenie informacji dziękuję; nadmienię tylko, że nazwa pewnej organizacji to "Soli Deo", a nie "Soli Dei" :)


POLEMIKA Z TEZAMI KOŃCOWYMI:
- Ad PS - kunka jego mać, to ja musiałem się napisać tyle, żeby mnie taki w PSie napisał, że wie o co mi chodzi? Ale poza tym… to nie ma Kolega racji, twierdząc, że zmieniam „dawno ustalone znaczenia”. Z całym szacunkiem, ale… moja babcia nie wie co to „uprawianie seksu”, wie natomiast co to znaczy, że Pan z Panią „współżyją” a co oznacza, to że „wziął chłop babę pod siebie”. Ot i tyle.
- Ad PPS – literówka! „i” jest na klawiaturze obok „o”. Poza tym – kończę temat, nie mam więcej czasu na zajmowanie Czytelników tego typu rozważaniami.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/3-xi-2007-sobota-przed-niedziel.html


myśl na dziś
Idź naprzód, radośnie, z wysiłkiem, nawet będąc taką małością, niemal że niczym! – Kiedy będziesz wraz z Nim, nikt na świecie cię nie zatrzyma. Prócz tego pomyśl, że wszystko jest dobre dla tych, którzy kochają Boga: na tej ziemi wszystko można naprawić, prócz śmierci: a dla nas śmierć jest Życiem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1001

wtorek, 21 października 2008

[21 X 2008] wtorek, bł. Jakuba Strzemię, biskupa

Nowy Ład?
Słyszałem, że niejacy Bush Dżordż, Józef Manłel Barozo i Sarkozi w Camp David naradzali się w kwestii stworzenia nowego ładu światowego. Nie wiem, jak Czytelnicy, ale Pangruszka czuje się zagrożony.

„tak?” zamiast „nie?”
mam nadzieję, że nie tylko ja zauważam pewien coraz popularniejszy zwyczaj, rozpowszechniony szczególnie w sferach tzw. elyty, czyli lumpeninteligencji spod znaku postmodernizmu, dekadencji i Gazety Aborczej. Jest to zwyczaj językowy. Polega na wtrącaniu przy każdej okazji – z pewnością na poparcie własnej tezy – słowa „tak?” z wyraaaaaźnie przedłużonym „a”. Choć na końcu mamy pytajnik, to owo „taaak?” brzmi trochę jak twierdzenie, żądanie przyznania nie racji, a raczej potwierdzenia, że zrozumiało się objawiony przekaz z ust Autorytetu.
Manierę tę często spotykam na Uniwersytecie, szczególnie wśród młodej kadry. Jak dla mnie – podobnie jak i inne maniery – nieco obciachowy zwyczaj.


błędy, błędy
poza tym – co też jest przytykiem do tego środowiska – istnieją takie błędy, które powtarza każde pokolenie. Wiedza o ich zgubnych skutkach nie jest przenoszona z pokolenia na pokolenie i nie nikną. Jakie to są błędy? Ano te, związane z popędami. Każde pokolenie myśli, że da się zorganizować świat tak, by nie trzeba było pracować oraz tak, że każdy będzie robił to, co chciał, bez ponoszenia zgubnych konsekwencji. W ogóle, to wydaje mi się, że każde też ma swoją „rewolucję seksualną” - nie mam pewności, bo badań historycznych nie zrobiłem, ale przeczucie, owszem.
Dopiero otwarłszy umysł na wiarę, człowiek może łatwo uodpornić się na wiele ciągot – zarówno szkodzących jemu samemu, jak i bliźnim.


przywiązanie do trupa
Oleńka przypomniała mi wczoraj wyborny rozdział w mojej ulubionej książce z dziedziny duchowości, której znajomość zawdzięczam Spowiednikowi. Mowa o Rozważaniach o życiu kapłańskim św. Bpa Józefa Sebastiana Pelczara, które wydano ostatnio ponownie, a które najgoręcej polecam każdemu. Rzecz jest bardzo przydatna nie tylko księżom. Na kilkaset rozdziałów, tylko paręnaście odnosi się tylko do księży – resztę stanowi porządna literatura ascetyczna, konkretne wskazówki, analiza powszechnych problemów, przydatne każdemu katolikowi. Ba, każdemu człowiekowi.
Ale, ale... mieliśmy mówić o tym, co przypomniała mi Oleńka. Otóż, rozdzialik o grzechu ciężkim. Pelczar przyrównuje tam trwanie w grzechu ciężkim do przywiązania do siebie i noszenia przy sobie, w każdej sytuacji – trupa. Proszę sobie wyobrazić w razie pokusy cuchnącego trupa, którego się do siebie przywiązuje i wszędzie nosi...


św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 724



wtorek, 23 września 2008

[23 IX 2008] wtorek, św. o. Pio z Pietrelciny

Ziemie Odzyskane
melduję obecność na Ziemiach Odzyskanych po podróży ze spółką PKP Intercity SA. Miło nam się jechało, jak zawsze.
o Zapylaczu będzie później
szczegółowo o Simonie Zapylaczu będzie jutro, nie mogę teraz dotrzeć do wywiadu z jedną z jego ofiar z weekendowej Rzeczpospolitej, gdyby ktoś z P.T. Czytelników był łaskaw takowym się poddzielić - wkleję jako lekturę przygotowawczą pod nasze tutaj gnyszkoblogowe rozważanka...
języki z empetrójki?
Mój Tata uczył się języków obcych ze słynnych w peerelu Mozaiek Angielskich i innych tego typu produktów - kursów zamieszczanych w kolejnych numerach gazet, do których dołączano albo taśmy szpulowe, albo kasety (to później). I - wbrew pozorom - gdy w latach osiemdziesiątych wyjechał do Skandynawii... jego angielski okazał się funkcjonalny! Gdy porównuję to z moimi kolegami i koleżankami, albo i uczniami, których miałem okazję obserwować, którzy całe życie uczą się tego biednego angielskiego i wciąż mają problem z odróżnieniem past simple z present perfect... to tak naprawdę nie ma o czym gadać. Nie wiem w czym rzecz - może w motywacji? Jeśli nie, to być może w formie nauczania? A tu akurat ostatnio doznałem zdziwienia, bo okazało się, że mój malutki Gnyszkokiosk oferuje coś, co de facto odkrył dla siebie mój Tata.
Chodzi o książki audio, czyli książki do słuchania, nie czytania. Wśród nich coraz liczniejszą grupę stanowią książki do nauki języków. Zdecydowanie warto się nimi bliżej zainteresować. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ta forma może w niedługim czasie wyprzeć tradycyjną formę nauki języków obcych w ogóle – nie tylko angielskiego.
Dotychczas każdy, kto chciał uczyć się jakiegokolwiek języka obcego był niemal skazany na jedną ze szkół językowych. Koszt takiego kursu, w zależności od języka i stopnia zaawansowania to co najmniej kilkaset złotych za semestr. Jest to nie lada wydatek, jeśli chcielibyśmy nauczyć się 2 lub 3 języków, przynajmniej w stopniu podstawowym (a komu się tak naprawdę chce?).
Dla ambitnych tańszym wyjściem była samodzielna nauka z podręczników językowych, co jednak przynosi różne efekty i raczej nie jest wyjściem dla początkujących. Szczególnie istotna jest tu kwestia wymowy, której nie sposób opanować bez pomocy lektora.
Tak czy siak, bez względu na język, jakiego chcielibyśmy się uczyć, byliśmy skazani na 2 możliwości:
- kurs językowy – dający duże prawdopodobieństwo zadowalających efektów, jednak pochłaniający sporo czasu i funduszy
- naukę z podręczników – o wiele tańszą, lecz nie gwarantującą sukcesu i poprawnej wymowy.
W tym właśnie miejscu z pomocą przychodzą właśnie rzeczone empetrójki, które łączą zalety obydwu form nauki, jednocześnie eliminując ich wady.
Kursy audio do nauki języków obcych, które można znaleźć choćby u mnie w gnyszkokiosku są przede wszystkim skuteczne, ponieważ oprócz ćwiczeń, jak w tradycyjnej książce, możemy słuchać i ćwiczyć poprawna wymowę wraz z lektorem.
Po drugie takie książki audio zazwyczaj są tanie, bo kosztują w granicach 20-30 zł, czyli jeszcze mniej od tradycyjnych podręczników (jak wiadomo ich ceny zaczynają się od 40-50 zł).
Po trzecie wreszcie, podobnie jak inne produkty cyfrowe są dostępne w formie do pobrania, więc można ich używać zaraz po zakupie. Format mp3 zaś umożliwia używanie ich i naukę wybranego języka w dowolnym miejscu i czasie – np. w podróży, jadąc samochodem, czy w trakcie codziennych obowiązków.
Co ciekawe, wśród kursów dostępnych w tej formie znajdują się nie tylko najpopularniejsze języki, jak wszechobecny angielski, czy niemiecki, ale również... grecki, norweski, a nawet chiński.
Chyba warto zainteresować się tą formą nauki języków obcych – zarówno dla utrwalenia ich znajomości, jak i rozpoczynając naukę, poszerzając w ten sposób swoje umiejętności o kolejny język – szybko, tanio, a przede wszystkim skutecznie, co zależy głównie od naszego wysiłku.
myśl na dziś?
Oddanie siebie samego jest pierwszym krokiem na drodze ofiary, radości, miłości, zjednoczenia z Bogiem. — I w ten sposób całe życie wypełnia błogosławione szaleństwo, które znajduje szczęście tam, gdzie logika ludzka widzi jedynie wyrzeczenie, cierpienie, ból.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 2


niedziela, 16 grudnia 2007

[16 XII 2007] III niedziela Adwentu - post właściwy

jestem doma
no, w końcu wróciłem! Wybaczcie, ale w piątek w ogólnym zamieszaniu i pędzie nie zdążyłem nic a nic napisać, choć zabierałem się do tego już w czwartek! Mea culpa, wypisałem sobie jednak wszystkie temata, które chciałem ostatnio poruszyć i już się za nie zabieram.
Jak rekolekcje? Ach, to chyba jasne że wyborne! Nie tylko sama treść rekolekcji, praca na nich, ale i otoczenie - alpejskie Ettal, dom rekolekcyjny... rozpływać mógłbym się godzinami, tylko że to nikomu nie jest potrzebne. Dziękuję tym, którzy się za mnie w tym czasie modlili - było to niezbędne! Zmartwię jednak - ogromu wad w jeden weekend nie dało się usunąć, więc trzeba je będzie jeszcze trochę znosić...

o czym ja tu w ogóle piszę?
niektórym może się wydać, że grzyzga chyba zgłupiał na tych rekolekcjach, czy co - skoro po powrocie z owych zabiera się za pisanie o jakimś tam klikaniu, partiach politycznych, bzdetach na temat Tristana i Izoldy, itd. Otóż - uspokajam - wszystko w porządalu, jeno namnożyło się tematów, dlatego zebrawszy wszystko do kupy otrzymałem heterogeniczny zbiór tematów.

klikniem, klikniem
a więc - widzę, że niektórzy wraz ze mną albo udali się na rekolekcje, albo na jakieś urlopy, albo boję się myśleć na co, bo o klikaniu to prawie zupełnie zapomnieli (ci, którzy pamiętali - szacun wielki!)! No, ale czemu tu się dziwić - chciała grzyzga dziki lyberalyzm, to ma! Nie ma posta - nie ma klika. Sprawa jest oczywista. A że jak nie ma klika, to nie ma Lexusa, to już się biorę do roboty!

Doktor Plinio
to, że jestem żarłokiem czytelniczym wiedzą ci, którzy mnie znają. I nie zamierzałem rezygnować z tej cechy w drodze na rekolekcje - wydrukowałem sobie zawczasu nowy numer pewnego tygodnika, o którym poniżej, przygotowałem też sobie książkę o Plinio Correa de Oliveirze i odjechałem! W metrze roztwieram ci ja plecak i konkluduję, że ani tygodnika nie ma, bo został na biurku, ani biografii Doktora Plinio za dużo nie stało, bo tylko parę kartek, których jeszcze nie czytałem (resztę systematycznie dodrukowuję). W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak dokończyć te parę stron Krzyżowca XX wieku i oddać się zadumywaniu i modlitwie przed rekolekcjami. Tak też spędziłem podróż i dziękowałem Panu Bogu że stworzył mi warunki do spokojnej, leniwej podróży. Oczy też odpoczęły.
A więc, Doktor Plinio. Czytam biografię jego z wypiekami na twarzy! Postać jawi się jako ze wszech miar wybitna, a zarazem niezwykle prawa. Ostatnio czytałem o jego diagnozie społeczeństwa postrewolucyjnego (autor wyróżnia trzy wielkie rewolucje - pseudoreformację, rewolucję francuską i rewolucję komunistyczną), gdzie źródła problemów, negatywnych zjawisk upatruje się w trzech zjawiskach, które wymienił św. Jan Apostoł: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota. Jako, że sam o tym myślałem jakiś czas temu, pozazdrościłem Doktorowi Plinio sformułowania tej diagnozy na długo przede mną (co oznacza, że nie byłem oryginalny) i pomyślałem, że to wspaniałe, gdy człowiek odnajduje swoje myśli u innych. Wówczas można pełniej współdziałać, gdy ma się poczucie wspólnoty zbudowane na tego typu odkryciach.

niezależni
mam w zwyczaju wspierać niezależną prasę. Zawsze, zanim kupię pierwszy egzemplarz gazety, którą dotychczas, ogłuszony michnikowszczyzną, uważałem za siedlisko głupoty i utopii, czuję to łaskoczące poczucie przygody i łamania konwenansu. Tak było gdy po raz pierwszy kupiłem na stacji benzynowej przed ponad dwoma laty egzemplarz Gazety Polskiej, i tak było też teraz, gdy zamówiłem w końcu internetową prenumeratę Najwyższego Czasu! Polecam i Wam taką działalność. Dlaczego?
Po pierwsze z uwagi na kształt naszego rynku medialnego, który jest ideowo zmonopolizowany. Ja wiem, że pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy, a największe uznanie zyskuje brak poglądów i małoduszność nazywane rozsądkiem, albo poglądami centrowymi, bądź umiarkowanymi, ale to jednak wstyd, gdy w kraju ludzi ponoć niepokornych i miłujących wolność, rynek medialny jest tak bardzo zmonopolizowany. Głosujmy nogami, bo monopoliści proponują barachło, a poza nimi - ogromne, intelektualne bogactwo.
Po drugie właśnie - intelektualne bogactwo. Nigdy się nie okazało w moich opisanych wyżej działaniach, że gazeta jest kiepska, że autorzy pletą trzy po trzy, albo że w ogóle nie potrafią pisać. Przeciwnie - można odkryć, iż polska myśl chociażby polityczna jest znacznie bogatsza, niż się nam zdawało, a spektrum tematów, które wolno poruszyć i wolno z nimi dyskutować jest znacznie szersze niż to oficer ideologiczny naszej ulubionej gazetki, czy tefałenu dopuścił.

Odwagi moi mili - rozerzyjcie się po kiosku i kupcie coś, czego do tej pory wstydziliście się kupić! Tylko jakichś tam pornosideł mi nie kupować, nie o nie chodzi.

mohiery a społeczęstwo obywatęskie
pamiętacie wielkie niebezpieczęstwo, które zawisło nad Polską w postaci moherowego beretu? Teraz już na ten temat ciszej, ale zawsze gdy temat był na tapecie, myślałem sobie, że to dziwne, że gromy ciskają zazwyczaj piewcy tzw. społeczeństwa obywatelskiego. Dlaczego? Ano dlatego, że dziewczyny, które włosięta swe mają w zwyczaju moherowym nakryciem głowy przyozdabiać znajdują się właśnie w forpoczcie, awangardzie społeczeństwa obywatelskiego! Kto gotuje w jadłodajniach? Kto robi w parafiach paczki na Święta? Kto trzęsie parafialną Caritas? Kto organizuje pielgrzymki do Częstochowy i Lichenia? Kto wreszcie zbierał podpisy w 1993 roku, a i teraz przy zawieruchach około legalizacji morderstw prenatalnych? Ano właśnie, nieustraszone dziewczyny w wełnianych jesionkach, beretem zamiast hełmu i w ogóle to napisałem kiedyś o tym wiersz. Tak więc - mycki z głów, Panowie!

co robił Tristan z Izoldą?
pamiętam taką sytuację na polskim w liceum. Pananikl i panjascuzuka pamiętają? Omawialiśmy Tristana i Izoldę i nagle się okazało, że Pani profesor sugeruje, że Tristan z Izoldą... jak gdyby... poznali się na sposób biblijny, tj. w taki, jaki Pismo Święte najczęściej określa mianem zbliżenia. Jakież było moje zdziwienie - gdy prosząc panią o konkretyzację znaczącego mrugnięcia okiem - usłyszałem, że jeśli nie wiem o co chodzi, to koledzy mogą mi wytłumaczyć na przerwie co i jak...
To nie jedyny raz, kiedy udało mi się zupełnie mimowolnie skompromitować - nie o tym tu teraz mowa, bo śmieszne przykłady mógłbym mnożyć. Otóż, chodzi o to, że na moje oko, Tristan z Izoldą nic nie robili, prócz tego, że spali sobie w namiocie, a miecz Tristana leżał pomiędzy onymi. Może jednak nieuważnie czytałem i ominąłem tzw. momenty. Sęk jednak w tym, że ostatnio przyjęło się określać barłożenie, cudzołożenie, czy po prostu ordynarną pucówkę mianem przespania. Dobry Boże, toż ja nic nie mam naprzeciw, jeśli komuś w nocy jest zimno i na zasadzie wyjątku poprosi kogoś o kołdrę, albo nawet zaproponuje spanie obok siebie. Toż ludzie spali kiedyś po paru w jednym łóżku. Idzie o to natomiast, że jeśli mowa jest o czymś, to niech będzie mowa o tym, a nie o żadnym spaniu. Bo co to za spanie, gdy ktoś mi mówi, że ktoś tam się z kimś przespał, a teraz jest w ciąży. Pomijam i to, że się pewnie za bardzo nie wyspał. Mówmy jasno, moi mili.
Niestety w ostatnim, albo przedostatnim numerze Najwyższego Czasu! bodaj w dziale Postęp na świecie przeczytałem, że emerytowane Europejki jeżdżą do Nigerii, albo jakiejś innej Tunezji, by cyt. poderwać jakiegoś tubylca i się z nim przespać. Autor notki napisał, że miejscowy szef bodajże Izby Turystycznej, nie widzi w tym nic złego. Toż i inkwizytor grzyzga, krwiożerczy szalony fundamentalistyczny katolik grzyzga, który pewnie na tych rekolekcjach z Opus Dei się dzień i noc biczował, bo mu kazali, a teraz mydli oczy ładnymi zdjęciami - toż ja sam nie widzę wiele zdrożnego w przytuleniu się do jakiegoś prawego męża, który oczywiście nie posiada żony i pod jego opieką, spędzenia zimnej nocy na zasadzie chrześcijańskiej przysługi i miłości bliźniego. Jeśli natomiast panie owe jeżdżą sobie za przeproszeniem uprawiać miłość bliźniego, czyli po prostu się prostytuować za friko... to rozmawiamy o czymś zupełnie innym, i niech NCz!, tak jak ma gdzieś poprawność polityczną, tak i w tej materii odkłamuje język i poszczególne pojęcia.

Lisabon Vertrag
no i mamy - podpisali Traktat. Tfu, tfu... Tym, którzy jednak woleliby sami zdecydować o swojej przyszłości, polecam stronę http://x09.eu/ gdzie można złożyć podpis pod międzynarodowym wnioskiem o referendum ws. największego przekrętu w dziejach UE.

to się rozpisałem
aż zanadto, a to dopiero trzy czwarte planu! Jako, że pora coraz późniejsza - resztę napiszę w nadchodzącym tygodniu.

myśl na dziś
pochodzi z rekolekcji i autorem tego obrazu jest ks. dr Weygand. Chodzi o spowiedź, grzech, winę przebaczenie i karę. Otóż:

jest sobie dziecko. Jest sobie piłka i jest sobie okno z szybą. Dziecko wybija szybę, płacze jak szalone i biegnie do ojca opowiedzieć co się stało i przeprosić. Ojciec oczywiście dziecku wybacza, pociesza zapłakanego malucha. Wybita szyba jednak wciąż jest wybita - szkoda do naprawienia zostaje (mowa o skutkach grzechu - grzech jest wybaczony, ale jego skutki wciąż istnieją). Dlatego też ojciec umawia się z dzieckiem, że przez jakiś tam czas nie dostanie kieszonkowego, by uzbierać na szybę, albo chociaż na jej część (mowa o pokucie). Rodzeństwo dziecięcia wpada na pomysł, żeby się dorzucić do szyby, żeby maluch aż tak bardzo się nie męczył z ciułaniem (mowa o pomocy innych ludzi - od dobrych rad i napomnień, po przede wszystkim modlitwę za życia i po śmierci, gdy dusza np. pokutuje w czyśćcu).

Niech już teraz nikt nie porusza tematu pt. miłosierdzie czy sprawiedliwość? bo każdy drugoklasista wie, że miłosierdzie i sprawiedliwość.

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO