czwartek, 29 maja 2008

[29 V 2008] środa, wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy

komentarze, komentarze
bardzo mnie ucieszył ostatni wysyp komentarzy na blogu. Widać wśród nich zwyczajową polaryzację - są tacy, którzy rzeczywiście komentują - w oparciu o własną refleksję na temat tekstu, który przeczytali i zrozumieli (co prowadzi albo do przyznania racji autorowi, albo wytknięcia Mu błędu, rozumiejąc gdzie go popełnił). Inni - których także bardzo sobie cenię, to ci, którzy po prostu chcą wyrazić swoje pozytywne uczucia na temat bloga - ciężko takich nie lubić. Kolejna grupa - którą także cenię, ale już nieco mniej, bardziej się z niej ucieszam, niż traktuję poważnie, to ci, którzy wpadają na sekundę na bloga, przeczytali coś, lub i nic, ale mają do wypowiedzenia bardzo jasną opinię - że się ze mną nie zgadzają i koniec kropka. Głupi jestem i tyle. Ciężko dyskutować, gdy się nie dyskutuje.

drogo jest? Będzie drożej...
byłem ostatnio w spożywczaku na rogu Lwowskiej i Koszykowej, po materiały żywnościowe, żeby je wtrząchnąć z apetytem. Kupiłem to i owo i zdałem sobie sprawę z tego, że żywność jest horrenalnie droga. Oczywiście informuje o tym wskaźnik inflacji i narzekania pobratymców, ale jeśli tej drożyzny doświadczy się samemu - brzmi inaczej. Znacznie gorzej. Bynajmniej nie zamierzam z tego miejsca na panadonalda, który nie wie jak ma na nazwisko, a już mniej orientuje się w tym, co by tu robić, poza pleceniem koszałków-opałków. Nie - chciałem powiedzieć o dwóch sprawach. Unii Europejskiej i funduszach towarowych.
Ten pierwszy twór jest dziwnym tworem, który z jednej strony tworzy ideologię socjalistyczną, która stale ma na gębie slogan głodującej Afryki i Angeliny Jolie, która pojechała wykarmić wszystkie murzyńskie dzieci własną piersią (jedną i drugą). Z drugiej zaś nakłada cła na produkty z owej Afryki, a własnych rolników otacza kordonem socjalu i płaci im np. za nieprodukowanie żywności. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej - tylko głód w Afryce. Bo rolnik z Afryki ani nam sprzeda (bo z takimi cłami mu się to nie opłaca), ani od nas kupi (bo nasi produkują albo drogo, albo wcale). Nic, tylko umierać. Albo wsłuchiwać się w rezolucje dobrej UE, która zawsze przyśle statek z dziurawymi gumkami na siusiaka i mimo wszystko trochę kasy - żeby lokalny watażka kupił od ruskich karabiny na tysięczną wojnę. Nie wiem jaki jest powód tego stanu rzeczy - czy ci ludzie są na tyle głupi, by tego nie widzieć, czy też po prostu robią to ze złej woli.
Inna sprawa - fundusze towarowe. Jak wiadomo, towar, którego brakuje - drożeje. Popyt jest tak duży, że winduje cenę w kosmos. W sytuacji klęski suszy, gdy zboża jest mało - opłaca się inwestować właśnie w zboże. Ostatnio najpopularniejszym rynkiem na udane inwestycje był właśnie rynek towarów - soi, pszenicy, ryżu. Zyski z tego szły w dziesiątki procent w krótkim okresie (tym bardziej na rynku kontraktów na te towary). Efekt jest taki, że towary te są jeszcze droższe. Czy to źle? Jasne, że źle... ale wina nie spada jedynie na inwestorów. W idealnym układzie - rynek zareagowałby zwiększeniem produkcji, bądź wytwarzaniem alternatywnych produktów, bądź zmianą przyzwyczajeń konsumentów. W sytuacji, gdy rynek pętają ograniczenia urzędasów - nie ma towarów, jest bieda... i niejasne pytanie - kto za to odpowiada? Spekulanci... tak, spekulanci, przed którymi broni nas rząd. Hahaha...Nie oznacza to bynajmniej, że inwestowanie obecnie w towary spożywcze jest obojętne moralnie. Wydaje mi się, że nie - inwestor musi wziąć pod uwagę to, że przez socjalistów nie mamy do czynienia z rynkiem sensu stricto, przez co jego działalność wywinduje jedynie cenę, stwarzając wielu okazję do śmierci z głodu.
stop abortion, no distraction
widzę po komentarzu jednego z anonimów, że kwestia tego, że człowiek nie zaczyna się z chwilą wyjścia z łona matki, albo osiągnięcia 3. roku życia, ani tym bardziej po piętnastu dniach, pięciu sekundach i splunięciu przez lewe ramię od chwili zapłodnienia, że kwestia ta wciąż jest niejasna. Jako, że tę kwestię już raz dobitnie omówiłem (co spotkało się wówczas z pochlebną opinią Czytelników), postaram się w najbliższym czasie znaleźć tamtego mojego posta.
Żydzi wzięli się za palenie
słyszeliście, że w pewnym mieście Żydzi spalili ostatnio egzemplarze Nowego Testamentu? Nieee? Jak to możliwe? To poczytajcie. A kto powie, że Żydzi zachowali się co najmniej dziwnie - ten antysemita i mu ręki na ulicy podawać nie należy!
Teraz pytanie za stomilionów: cy by było gdyby:
a/ Żydzi spalili Koran,
b/ polscy studenci spalili Talmud.
Kto zna odpowiedź - ten antysemita!
prasa z Berlina
ostatnio na zajęciach dotyczących przedwojennego polskiego parlamentaryzmu, dr Kraczkowski mówił m.in. o polskiej prasie utrzymywanej z Berlina, która w międzywojniu lansowała opinie proniemieckie, starała się kompromitować polityków, którzy Niemcom się nie podobali, etc. Moje pytanie brzmi - co takiego się stało, że ludzie żyjący obecnie twierdzą, że historia się nie powtarza i samo postawienie hipotezy o możliwości zajścia takiej sytuacji obecnie, jest oszołomstwem? Odpowiedź brzmi krótko: Nic się nie zmieniło i taka sytuacja może mieć miejsce. Więcej wyobraźni, to jest dozwolone. Przewidywalność i inteligencja nie są równoznaczne z wyznawaniem teorii spiskowej i byciem wariatem.
kto się czego boi?
słusznie stwierdził mój Wspólnik, Maciek ostatnio, że gdy wyszła książczyna Grossa - tubylcza nasza starszyzna rozdzierała szaty nad tym, jak to Polacy nie chcą zmierzyć się z przeszłością, poznać "prawdy", a w ogóle są ksenofobami i antysemitami. Teraz sytuacja się odwróciła - teraz dotychczasowi oburzeni oburzają się de facto na to, co prezentowali kilka miesięcy temu. Książka o Wałęsie? Nie czytałem, ale potępiam. Kurczę, jesteśmy świadkami kolejnego grubego skandalu w ciągu ostatnich miesięcy... Sytuacji do cna śmiesznej i żenującej. Kto tu z czym nie umie się zmierzyć, Panie i Panowie policjanci świadomości społecznej?
Z innej beczki - po diabła nam komisja ds. zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidowej? Przecież każde dziecko reżimu Kaczystów zna te okoliczności. Pani była oskarżona, weszli agenci CBA, potem pani poszła na siusiu i strzeliła sobie w głowę. Wolałbym komisję ds. morderstwa Krzysztofa Olewnika. W niej, niejaki Kalisz Ryszard wystąpiłby także w świetle jupiterów - jako oskarżony. I wtedy pewnie nie zabiegałby tak o transmisję z posiedzeń komisji.

seanse oburzenia
stwierdzam autorytatywnie i ostatecznie, że ulubionym zajęciem lumpenitneligentów spod znaku G... Wyborczego jest urządzanie seansów oburzenia, wzdrygnięcia moralnego, rozdarcia szat i potępiania... warchołów z Radomia? Nie, to nie ta bajka, ale jej istota - ta sama.
czego to nie oznacza?
Nie oznacza to bynajmniej, że tych ludzi nienawidzę. Proszę moich gromów źle nie odbierać. Ci, którzy mnie znają, mogą je sobie wyobrazić - i pewnie wiedzą, że nie znaczą tego, co można by domniemywać jedynie z ich zawartości semantycznej. Natomiast ci, których z rzeczywistości niewirtualnej nie znam - ci niech wiedzą, że panów owych i pań wcale nie nienawidzę, uważam jednak ich działania i szerzone idee za wysoce szkodliwe i ze względu na to, że szkody wyrządzają publicznie, publicznie muszę je gromić. Jeśli kiedyś jeszcze będę miał okazję spotkać panaadasia, to Mu powiem, żeby się nawrócił. Teraz mogę jedynie: zwalczać jego pomysły i przydupasów, oraz modlić się o jego zbawienie, a dla mnie o miłość dla niego.
win-win
wiele osób odwiedziło już moje minibiuro usług finansowych - http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl Tym, którzy do pomysłu podchodzą z typową dla Polaków rezerwą, tłumaczę co następuje. Sytuacja ma charakter win-win. Klient dostaje za moim pośrednictwem usługę, której pożąda, po normalnej cenie. Ja - jako ten, który połączył go z usługodawcą - jestem przez usługodawcę wynagrodzony. Skąd więc moja prowizja? Ano od samego usługodawcy, który tym razem na Was zarobi mniej, ale ma nadzieję, że się do niego przywiążecie i inne usługi zamówicie bezpośrednio u niego. Jednym słowem - możecie zdecydować do kogo pójdzie część Waszej opłaty manipulacyjnej, wstępnej, czy innej, w zależności od produktu. Coś jak 1% podatku - płacicie tyle samo, ale część pieniędzy trafia tam, gdzie chcecie bardziej. Stąd też nie rozumiem tych, którzy niekiedy - być może z przekory, pytają mnie, od małego nazwanego już "pieniężnikiem" - czy ja na tym zarobię? Zarobię, zarobię. Ale to jest nieważne - ważne, że Wy nie stracicie. Ale na tym nie koniec - zawsze chętnie pomogę coś wybrać. Pomagać lubię, nic na to nie poradzę.
a już jutro...
uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa! W zeszłym roku święciliśmy kapliczkę Serca Jezusowego w naszej parafii. Za radą św. Józefa S. Pelczara - polecam każdemu rozwijanie nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ono takie dobre - i może wiele nauczyć.
myśl na dziś
Najświętsze Serce Jezusa, pałające miłością do nas - napełnij nas tą samą miłością do siebie.

Brak komentarzy:

ciekawostki: