środa, 11 lutego 2009

[11 II 2009] co premier Pawlak chciałby ode mnie kupić, czyli Matki Boskiej z Lourdes (Światowy Dzień Chorego)

nierealistyczny spór o status Jerozolimy
miałem o tym napisać jakiś czas temu, ale nie zauważyłem notatki na ten temat w kalendarzu. No, ale teraz, gdy już wiemy, że jestem czarnosecinnym i jaskiniowym antysemitą, można dać upust swoim fobiom.
Otóż, uważam, że spór o Jerozolimę jest sporem niemożliwym do skończenia dopóty, dopóki do Jerozolimy rościć będą sobie pretensje muzułmanie, czyli po naszemu po prostu „pohańcy” i „bisurmany”. Dlaczego? Ano, dlatego, że w myśl dżihadu (o czym niezmordowanie przypominam od czasu uczestnictwa w spotkaniu z gen. Pietrzykiem) – ten ostatni kończy się z chwilą, gdy na ziemi nie będzie nikogo, kto nie powie, że „Allah jest Bogiem, a Mahomet jego prorokiem”. Spór zatem można rozstrzygnąć dwojako – albo likwidując muzułmanów fizycznie, bądź doktrynalnie, poprzez inwestycje w powstawanie pacyfistycznych herezji islamskich, albo poprzez likwidację niewiernych – fizyczną, bądź doktrynalną, czyli po prostu masowe nawrócenie. Tertium non datur. Trzeba to po prostu zrozumieć – islamiści traktują swoją religię poważnie, wszelkie „ustępstwa”, „zawieszenia broni” i inne zagrywki, to czysta taktyka, przewidziana także w Koranie.

nowy konkurs na Bloga Roku 2008
dawszy upust swojemu antysemityzmowi wypitemu z mlekiem Matki (3% tluszczu, 97% antysemityzmu), chciałem powiedzieć, że w dziedzinie internetowej obserwujemy istny rozkwit! Ruszył bowiem nowy konkurs na Bloga Roku 2008 – organizowany tym razem przez portal wiadomosci24.pl. Banner tego konkursu umieściłem już na pasku bocznym. Po kliknięciu przechodzimy do formularza, w który wpisujemy swój adres mailowy. Następnie odbieramy maila, klikamy w link potwierdzający... i gotowe! Głos oddany!
Do formularza możemy się dostać także z tego linku.

Inżynier z Krakowa i Afganistanu
tymczasem zabili nam przed kamerą obywatela – inżyniera z krakowskiej Geofizyki. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą – bez względu na to, czy obywatel wrogiego państwa jest cywilem, czy żołnierzem. Słusznie rząd uznał, by nie płacić bandziorom okupu... natomiast niesłusznie sprawę odpuścił.
Ja bardzo przepraszam, ale państwo, które okupuje – pardon! - zarządza Polakami, utrzymywane jest od lat przez Rodziców owego Inżyniera, przez Jego samego oraz zapewne i Jego Małżonkę, płacą oni podatki, daniny wszelakie, ZUSy-srusy właśnie dlatego, że owo państwo i jego urzędasy powiedziały: „Dawajta kasiorkie, to my się wami zaopiekujemy zarówno wewnątrz, jak i poza granicami. Utrzymamy za to służbę zdrowia, wojsko i policję”. Okazuje się tymczasem, że to wszystko pic na wodę. Umowa nie została dotrzymana. GROM nie został wysłany.
Game over – ku przestrodze innych podatników.

Pawlak premier i opcje walutowe
no, ale przynajmniej rządowy specjalista w dziedzinie gospodarki i sadzenia roślin ozimych, p. Pawlak Waldemar dba o obywateli. Ostatnio wsławił się niecodziennym wygłupem – nawet jak na rządowo-europejskie standardy – twierdząc dumnie, że będzie postulował unieważnienie umów na opcje walutowe, na których potraciło wiele pieniędzy wiele polskich firm. Przez „polską firmę” rozumiemy tu rzecz jasna „sponsora polskiej biurokracji”. Można by po pijacku zapytać: „aleossochozi?”.
Chodzi o to mianowicie. Istnieje sobie firma, dajmy jej na imię Kapeć-Pol. W zakładzie w Ciechocinku produkuje ona kapcie góralskie, które eksportuje do Hiszpanii. W związku z tym, że ponosi ryzyko walutowe (zapłatę otrzymuje w euro, które wymienia później na złotówki – za każdym razem po innym kursie) rozpoczyna karierę na rynku kontraktów terminowych i innych instrumentów pochodnych od walut – po to, by straty spowodowane niekorzystną zmianą kursu waluty, zbilansować zyskiem z operacji na kontraktach. Jest wprawdzie teoretycznie świadoma, że jest to bardzo ryzykowne, gdyż instrumenty pochodne opierają się o dźwignię finansową, przez co drobna zmiana kursu skutkuje sporą zmianą stanu posiadanego kapitału, ale co tam! W raporcie będzie można napisać, że „transakcje zagraniczne są zabezpieczane przed ryzykiem kursowym”,a przy okazji szwagier, co to opcje polecił, bo ma kumpla w biurze maklerskim, też zarobi. Wszystko jest pięknie, dopóki kursy walut zmieniają się w przewidywalny sposób w ramach trendu... nagle przychodzą dni, gdy trend się załamuje, nie wiadomo, czy tymczasowo, czy trwale, wieszcząc zmianę trendu na przeciwny... firma traci krocie na kontraktach, niebawem okazuje się, że trzeba uzupełnić depozyt na kontraktach w związku z astronomicznym spadkiem ich wartości... a suma, którą należy wpłacić jest wyższa, niż cały majątek firmy! Normalnie byłoby tak, że sprawa kończy się upadłością, lekkomyślni menedżerowie są napiętnowani, sami zresztą uczą się na przyszłość nie lekceważyć ryzyka, instytucja, która opcje sprzedała i lekkomyślnie nimi zarządzała – też dostaje po łapkach, bo z upadłości może nie udać się wyciągnąć tyle, ile by się chciało. Nie ma też na opłacenie podatków, ani w ogóle na nic nie ma, bo produkcja się kończy wraz z upadłością.
W takiej sytuacji przychodzi p. Pawlak i z miną, jaką musiał mieć mityczny Filip z Konopii mówi: „Dobra, Panowie. Ja tu jestem od koszenia kasiorki z podatków, jak podatków ma nie być, na co mnie się działacze PSLu lokalni wkurzo, to ja się tak nie bawię i unieważniam te wasze pieprzone opcje toksyczne walutowe.”
Brawo premieru Pawlaku! Banki jakoś tam się zawsze z rządem ułożą (ktoś musi kupować obligacje rządowe, prawda?), menedżerowie niczego się nie nauczą (zawsze będą wyglądać Pawlaka na białym rumaku – pardon! - w białym polonezie!)... a za opcje zapłaci podatnik! Brawo, premier Pawlak uratuje nas naszymi pieniędzmi przed toksycznymi opcjami, których „toksyczność” (czy tzw. „dziennikarze ekonomiczni” coś z tego kumają?) polega na tym, że jakiś baran wtopił na rynku terminowym pieniądze własnej firmy.

wobec powyższego...
apeluję do premiera Pawlaka o anulowanie moich strat w paru krajowych i zagranicznych TFI oraz wykupienie ode mnie toksycznych jednostek uczestnictwa i certyfikatów inwestycyjnych w/w instytucji. Proszę także o wykupienie ode mnie paru innych toksycznych aktywów, przez posiadanie których nie mogę prowadzić ożywionej konsumpcji np. napojów alkoholowych, przez co cierpi nie tylko pos. Palikot i jego bimbrownia, ale i Ministerstwo Finansów, w postaci niższych przychodów z akcyzy.

czasy wyjątkowe
istnieje przekonanie, że żyjemy w czasach wyjątkowych – w których nic złego się nie dzieje. Chciałem przypomnieć – a robię to na gnyszkoblogu regularnie – że w czasach nadzwyczajnych nie żyjemy (przynajmniej w porównaniu z ostatnim stuleciem). Tak, jak w PRLu kilka razy nastąpiła dewaluacja pieniądza (a w systemie fiducjarnym, w którym żyjemy jest to łatwe – pisałem o tym np. na Pogadankach Inwestorskich), tak i dziś premier Pawlak może przyjść i powiedzieć z dnia na dzień, że anuluje te bony z NBPu na rzecz innych, które wymienimy sobie w stosunku takim-a-takim, przez co ciułane przez lata pieniądze na mieszkanie, starczą jedynie na bułkę (bez masła). „Walka z kryzysem” przeniesie nas do czasów dekretu PKWNu o reformie rolnej, walki ze „spekulantami” i „szkodnictwem gospodarczym”... dlaczego nie? Skoro „walka z kryzysem” umożliwia anulowanie prywatnych umów... Wszystko może być uzasadnieniem wszystkiego.

podróżujemy
dziś pobudka o 5:00, by zdążyć na pociąg o 7:15 z Wrocławia do Warszawy! O 13:00 lądowanie na czerwonym dywanie na Centralnym i jazda do domu. Oj, jak miło się podróżuje... zje sobie człowiek kanapki, kawki napije się w CoffeeHeaven na Dworcu Głównym, wąsy z pianki obliże, gazetki ulubione kupi w kiosku (tak, tak – dziś wychodzą – jak co środę! - „Gazeta Polska” i „Najwyższy Czas!”), o tym i o owym pomyśli, bloga w spoju napisze...
podatki? Kurczę blade!
ostatnio, jak co roku przeżyłem traumatyczne zaskoczenie! Dlaczego? Zdałem sobie sprawę z tego, że choć płacę tylko 19% podatku... to znaczy to, że jestem okradany z jednej piątej moich zarobków! Jedna piąta dla urzędasa, za przekładanie papierków z jednego biurka, na drugie po to, by rozwiązywać moje problemy, które on sam wygenerował. Na tym rzecz jasna nie koniec, bo na co dzień płacę VAT w cenach produktów, które nabywam... Głowa od tego boli... efektywnie opodatkowanie wynosi 50% (tak, tak – liczyliśmy ostatnio na „Ekonomice procesu inwestycyjnego” opłacalność projektu i w dziale „Pensje” pisaliśmy średnią krajową razy 1,5, bo te 50% idzie na różne opłaty dla „państwa prawa i dobrobytu”, czyli na tłok w szpitalu i burdel w policji)...
Śmieszni są ci miglance w garniturach ze szklanego okienka, zwanego telewizorem, którzy na mój koszt ubiegają się o moje głosy, by mnie golić. Kreatury, które dawno temu – jeśli w ogóle kiedyś, zarabiały normalnie – miały styczność ze zwykłą pracą, która polega na wytwarzaniu dóbr i usług. Chociaż... przemysł rozrywkowy, a do niego należy również polityka, to też pewna usługa. Gawiedź ma się czym bawić i emocjonować, dzięki czemu szybciej płynie czas!

Kippleyowie dają czadu
Oleńka zabrała się niedawno za lekturę „Sztuki naturalnego planowania rodziny" Kippley'ów. Sam ją kupiłem w prezencie... wprawdzie jeszcze sam nie czytałem w całości, ale z własnego podczytywania i zachwytów Oleńki, mogę tylko potwierdzic ogólne piania i pochwalne recenzje na jej temat!


myśl na dziś
Wzywaj Najświętszą Maryję Pannę; nie przestawaj prosić Ją o to, by zawsze okazywała się twoją Matką: monstra te esse Matrem! aby za łaską Swego Syna oświeciła twój umysł zdrową nauką wiary a serce napełniła miłością i czystością po to, byś znał drogę do Boga i prowadził do Niego wiele dusz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 986


5 komentarzy:

ms pisze...

"tymczasem zabili nam przed kamerą obywatela – inżyniera z krakowskiej Geofizyki. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą – bez względu na to, czy obywatel wrogiego państwa jest cywilem, czy żołnierzem. Słusznie rząd uznał, by nie płacić bandziorom okupu... natomiast niesłusznie sprawę odpuścił."

Ton w jakim utrzymany jest cały ten wpis jest dla mnie odpychający. Życie ludzkie wprzęgnięte niemal w logikę języka rynku.

Podejrzewam, że z większym współ-czuciem byłbyś skłonny napisać o śmierci kolejnego 'potencjalnego istnienia człowieczego' pod postacią plemnika, który raczył wydobyć się z męskich narządów rodnych jako konsekwencja nocnej polucji (wiadomo, takie rzeczy jedynie u tych, którzy grzeszą myślą lubieżną; ale módlmy się za nich, nuż zawrócą ze ścieżki wytyczonej przez szatana).

Parafrazując cytat z kolegi, który po zwycięstwie polskich piłkarzy ręcznych w meczu z Norwegią stwiedził: "Boże, dzięki Ci, że jestem Polakiem!", ja westchnę - "Boże (jeśli istniejesz), dzięki Ci, że nie jestem prawicowym katolem!"

(kryterium posiadania 'dobrej kindersztuby' spełniam? Jakkolwiek na marginesie stwierdzę, że wyrażenie to jest pleonazmem;))

Maciej Gnyszka pisze...

ależ ms, przeceniasz swoją empatię. Zabitego inżyniera jest mi żal, podczas, gdy plemniki mam gdzieś (skąd ta myśl o żalu za plemnikiem jako potencjalnym-człowiekiem - z Monty Pythona?). Dziwi mnie natomiast lekkość podejścia do sprawy w wykonaniu rządu. Na miejscu powinien być GROM, albo zaprzyjaźnione Delta Force - jeśli obywatel ma coś znaczyć...

Pawel pisze...

No i jak? W CoffeeHeaven byłeś? Kawę piłeś? A tę reklamę kawy smakowej, co na stolikach u nich stoi - czytałeś?...

Ja ostatnio przeczytałem. I aż mnie, za przeproszeniem, otrząchło. Żółw, psia mać. Pan stworzenia, psia mać. I niech na mnie spłynie moc, no dobra, koniec przeklinania.

W każdym razie - nie wracam tam, póki tego świństwa nie zdejmą. Wziąłem zresztą od panny sprzedawczyni książkę tego i owego, i napisałem im to.

Tamkqn pisze...

Ależ Towarzyszu Gnyszka, wiecie, ile taki Grom kosztuje? Mam takie paskudne wrażenie, że gdyby faktycznie wysłać tam Grom, albo najlepiej pogrzebać całą wioskę (stare, dobre hitlerowskie metody - rzadko zawodzą), toby się Towarzysz oburzał, że wydaje się miliony z Jego kieszeni na jakieś bliskowschodnie eskapady w celu pomszczenia jakiegoś inżynierka, który pojechał tam i tak na własne ryzyko. Czemu Towarzysz miałby płacić za naprawianie jego głupich błędów?

Zastanawiająca jest też iście postmodernistyczna forma zadumy nad majestatem śmierci, to znaczy wykorzystanie jej w celu eksperesji swoich poglądów ekonomicznych. Taki katolicyzm handlowy? Muszę przyznać, że sposób powiązania swoich podatków z losem inżyniera zasługuje na uznanie - karkołomne, na granicy wykonalności, ale udało się, Towarzyszu. Umiecie zaskakiwać.

Odnoszę wrażenie, że ms nie przecenia swojej empatii, ale raczej krytykuje jej brak u Ciebie, a przynajmniej zupełnie z niej wyprany Twój post, do czego i ja mogę się przyłączyć.

Trudno też mi koncepcyjnie połączyć w jednym człowieku bezduszny i zdehumanizowany, zamordystyczny ekonomiczny leseferyzm z chrześcijaństwem, ociekającym miłością człowieka i z sercem dla wszystkich. Jak to się dzieje?

Ta myśl o plemniku jako potencjalnym człowieku nie bierze się znikąd. W końcu, jako ambasador watykańskiej ruletki, albo najlepiej wstrzemięźliwości jako stuprocentowo skutecznego środka antykoncepcyjnego musisz mieć jakieś argumenty przeciw np. prezerwatywom, prawda?

Cometto pisze...

Ojej, lewicowy wrażliwiec się zniesmaczył. Szkoda, że (jak to zwykle bywa) nie podał co konkretnie go tak oburzyło i jakie widzi alternatywy.
Natomiast faktycznie "dobra kindersztuba" zalatuje pleonazmem.

ciekawostki: