Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logika. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2008

[11 XII 2008] czwartek, o. Bocheński rulez, a Cohn-Bendit to oblech...


Bocheński
wczoraj słusznie napisałem o wywiadzie z o. Bocheńskim - słusznie, bo rzecz jest wybitna! Ze mną to było tak - kiedyś przeglądałem jakiś album nt. filozofii, gdzie w rozdziale o polskich filozofach zobaczyłem okładkę właśnie Między logiką a wiarą! O książce po paru miesiącach zapomniałem, aż po długim czasie - zupełnie przypadkiem - będąc jeszcze w gimnazjum, albo i podstawówce, na obozie narciarskim w Krynicy, gdzie miałem w zwyczaju robić jeden dzień przerwy na odwiedziny w centrum (gdzie obowiązkowymi elementami rytuału były: wizyta na rurkach z bitą śmietaną oraz przegląd oferty księgarni zdrojowej)... pewnego dnia, w rzeczonej księgarni doznałem olśnienia! Na półce leżała znajoma książka! Nie licząc się z pieniędzmi książkę kupiłem i do końca obozu każdą wolną chwilę spędzałem na lekturze! O tym, jak istotnie może być to ciekawa lektura świadczy zarówno barwne życie indagowanego dominikanina (do seminarium wstąpił jako ateista, walczył na kilku frontach podczas II wojny światowej, później dwukrotnie był rektorem uniwersytetu we Fryburgu, cenionym logikiem, a w wieku siedemdziesięciu kilku lat zrobił uprawnienia lotnicze, dzięki którym na konferencje naukowe latał własnym samolotem...), jak i jego rodzina - jest to bowiem brat zarówno Adolfa Bocheńskiego, jak i żyjącego do dziś - Jacka Bocheńskiego. Jednym słowem... pozycja obowiązkowa, cieszę się, że mi się wczoraj przypomniała! Absolutnie wybitna, więcej słów nie mam.

katastrofa
poniżej stopka jednego z forumowiczów forum Parkietu, która zawsze mi się bardzo podobała...

czy Cohn-Bendit jest wariatem?
zdecydowanie tak. Tym, którzy nie znają niemieckiego, polecam tłumaczenia niektórych jego wypowiedzi z filmów, które wrzucam poniżej. Ci, którzy znają język Goebbelsa, niechaj pooglądają. A ci, którzy nie wiedzą, co o tym myślę, powiem krótko: brak mi przekleństw.

Daniel chlubi się tym, że nic nie umie i nie pracuje(1) (http://www.youtube.com/watch?v=e-NHsSB7TVA):

Daniel chlubi się tym, że nic nie umie i nie pracuje (2) (http://www.youtube.com/watch?v=NKvpf0XxUIo):

Daniel mówi, że jak Wielka Brytania i Polska nie podpiszą Karty Praw Podstawowych, to niech lepiej spieprzają z Unii (1) (http://www.youtube.com/watch?v=YPd-eGwaSrs):

Daniel mówi, że jak Wielka Brytania i Polska nie podpiszą Karty Praw Podstawowych, to niech lepiej spieprzają z Unii (2) (http://www.youtube.com/watch?v=hsztF7QTqAU):



myśl na dziś
Spoglądając teraz na moją nędzę, Jezu, powiedziałem Ci: pozwól się oszukać twemu dziecku tak jak czynią ci dobrzy rodzice, którzy wręczają swoim dzieciom podarunek, jaki od nich pragnęliby otrzymać... bo doskonale wiedzą, że dzieci nie mają niczego. – I jakaż jest radość ojca i dziecka, choć obaj znają ten sekret!

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 195


środa, 10 grudnia 2008

[10 XII 2008] środa, nieznośna lekkość porównań!

nieznośna lekkość porównań
nie wiem, czy zauważyliście, że w języku potocznym, czy raczej – w codziennym mówieniu – utarło się bardzo łatwo czynić porównania. To jasne – nie musimy na co dzień przemawiać jak naukowcy (choć i ci ostatni coraz częściej zajmują się bredzeniem...) - na co dzień można sobie pozwolić na plecenie trzy po trzy. Mimo to, niekiedy tę możliwość przekłada się na tezy o dużej doniosłości – np. definiujące nasze wartości, a (co jeszcze ważniejsze!) nawet postaw! I tak, bardzo często ludzie przyjmują pryncypialne postawy wobec jakichś zjawisk w oparciu o wygłoszone przez siebie, lub innych brednie, którym uwierzyli. Wśród bredni często występuje skłonność do utożsamiania dwóch zjawisk na podstawie podobieństwa jednego elementu.
Przykład? Proszę bardzo! Pewnego razu, przed moim powędrowaniem co CSAiU w Toruniu, a więc w sierpniu 2007 roku, w Warszawie odbyła się potężna defilada. Pamiętajmy, że trwał wówczas rząd PiSu. Porozumiewając się SMSowo z innymi telewidzami, otrzymałem od jednego z nich zniesmaczoną opinię, że ta cała defilada, to jedno wielkie peerelowskie zadęcie! O!
Jako, że autor SMSa specjalistą od wojskowości nie jest, nie sądzę, by to porównanie zbudował na podstawie innej, niż zauważając, że defilady peerelowskie również polegały na pokazaniu arsenału, staniu na baczność, maszerowaniu, robieniu nadętej miny... podobnie jak i wszystkie inne defilady na świecie – teraz i w przeszłości. Jednym słowem – na tej podstawie można powiedzieć o paryskiej defiladzie z okazji Dnia Zwycięstwa, że prezentuje sromotne peerelowskie zadęcie, oraz że przedwojenne defilady z okazji urodzin Marszałka, to haniebny przykład groteskowego peerelowskiego zadęcia. Głupie porównanie – głupie skutki.
Teoria analogii, to dość potężny dział logiki... warto coś na ten temat poczytać, ba!, w ogóle warto postudiować trochę logiki i metodologii, żeby nie gubić się w retoryce przeróżnych pacynkarzy. Jest to temat, którym zająłem się dość dawno, a zainspirował mnie do tego cudowny wywiad-rzeka z o. Innocentym Bocheńskim, znakomitym logikiem światowej sławy, „Między logiką a wiarą”. Jednym słowem – po przeanalizowaniu wielu sytuacji, okazuje się, że często analogie uważane za dziwaczne – są bardziej trafne, niż te wytarte. Ważne jest bowiem – to teza którą uparcie głoszę – nie twierdzenie (np. o analogii), ale jego uzasadnienie! Nie obchodzi mnie to, czy Kaczyńskiego porównuje się z Hitlerem, czy Gomułką – o wiele ważniejsze i pożyteczniejsze jest to, które porównanie i dlaczego – jest w największym stopniu trafne.

Klaus wciąż mierzi
afera z zamku na Hradczanach nabiera w Polsce rozmiarów (ciekawe kiedy zagraniczne media, poza czeskimi, się o sprawie zająkną...)! Wczoraj TVN24, wyborcza.pl, dziennik.pl – dziś przedruk części tekstu zamieściła papierowa Rzeczpospolita, rp.pl oraz onet.pl. Chłopaki z „Dziennika” zapomnieli poinformować, że niusa wzięli z fronda.pl – o czym poinformowały wszystkie inne media. No, ale znając obsesje redaktora Michalskiego, nie należy się dziwić.

jaja z Wałęsy
tymczasem, z rodzimego pomorskiego kabareciarza, imiennika Instytutu Lecha Wałęsy, szczególnie we francuskim internecie – nie ustają natrząsania! Dlaczego? Otóż, Instytut owego pana przyznał nagrodę królowi Arabii Saudyjskiej (tak, to tam, gdzie się ścina za posiadanie Biblii, kamienuje za cudzołóstwo, obcina ręce za kradzież...) nagrodę w wysokości śmiesznej dla szefa petroświata za... działania na rzecz utrwalania dialogu między kulturami, tolerancji i czegoś tam jeszcze równie głupawego i dla króla – egzotycznego. Francuskie blogi zapełniły się karykaturami Wałęsy, żartami, etc. Nikt też nie ma wątpliwości co do tego, że nagroda poszła w te ręce ze względu na sponsoring Instytutu z tej strony.
No, ale to nam wbrew pozorom nie pokazuje niczego na temat Wałęsy! Broń Boże! Widzimy bowiem jak perfidny jest ten ajatollach Kurtyka i jego pomagierzy – Cenckiewicz i Gontarczyk, którzy za pieniądze Kaczyńskiego i kota Alika przekupili francuski internet! Polskie media, poza http://www.fronda.pl/ o tym milczą. Nie dla psa kiełbasa, polaczki.

Jackson a Wałęsa
swoją drogą, to i ja ostatnio zażartowałem ze Słońca Bałtyku. Dr Szawiel raczył porównać prezydenta Jacksona z USA (XIX wiek) do Lecha Wałęsy (ze względu na nastroje społeczne, które towarzyszyły jego wyborowi oraz posunięciom). Spytałem wówczas półgłosem, czy Jackson też był tajnym współpracownikiem. Na co otrzymałem odpowiedź od koleżanki - „Tak, Jackson to przecież TW „Lolek””.

daj dziecku szansę!
niebywałe! Po kilku miesiącach przepychanek, między rządem a przeciwnikami zapędzenia sześciolatków do edukacyjnego kołchozu (gdzie po stronie przeciwników prym wiedzie oddolna akcja „Ratuj maluchy”)... nagle, gdy już sprawa przycichła... zupełnie „spontanicznie” „społeczeństwo obywatelskie” zareagowało i powołało do życia inicjatywę „Daj dziecku szansę”. O! Przeczytałem o tym w agorowskiej gazecie dla bidoty, „Metrze” parę dni temu. Dziś dowiedziałem się (uwaga: z tego samego źródła!), że odkryto iż założyciele owej inicjatywy skoligaceni, bądź funkcjonalnie związani są z... wydawnictwami edukacyjnymi i Ministerstwem Edukacji Narodowej!
Całe szczęście, że zapytani, usprawiedliwiają się, że występują w tej roli prywatnie, bo mają dzieci... a ja już byłem sobie wymyślić w swojej zakutej, klerofaszystowskiej głowinie, że to jakaś sponsorowana akcja, coś w stylu „Inicjatywy Uczniowskiej”, która „spontanicznie” powstała będąc stworzona przez młodzieżówkę „Pracowniczej Demokracji”, aby obalić Giertycha Romana. Uffff... całe szczęście, że to tylko koincydencja!
Ale, ale... Panowie i Panie – dajcie dziecku szansę i zwińcie mandżur, zostawiając dzieci rodzicom. To moje orędzie na dziś. Dobranoc.
Nasz status jako dzieci Bożych wymaga od nas – podkreślam – podtrzymywania ducha kontemplacyjnego pośród wszystkich działań ludzkich: być światłem, solą i drożdżami dzięki modlitwie, dzięki umartwieniom, dzięki kulturze religijnej i kompetencji zawodowej – realizować program: „im głębiej tkwimy w świecie tym bardziej winniśmy należeć do Boga”.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 740


poniedziałek, 3 listopada 2008

[3 XI 2008] czy małżeństwo zabija seks? Końcowa polemika

Polemiki, polemiki… wprowadzenie
Polemika nadeszła jeszcze w piątek, lecz nie miałem sumienia zawracać d*** P.T. Czytelnikom tego typu sprawami przez świąteczny weekend. Zamieszczam ją zatem dziś wraz z odpowiedzią. Pomocne będą też komentarze pod tekstem, który polemikę Kolegi R.P. wywołał. A zatem, jedźmy dalej. Siłą rzeczy, w związku z ograniczoną objętością posta – dziś poprzestaniemy na tym temacie.

Polemiki, polemiki…
TEZA 1 [MG]:
rozpasana dziewoja "uprawia seks" ze swoim chłopakiem, albo ze =najomym z klubu - nigdy nie użyłaby słowa "współżyje". Natomiast pobożna =ama i pobożny mąż ze sobą współżyją, a określenie "uprawianie seksu" kojarzy im =ię z amerykańskim filmem, grubiańskimi kolegami z pracy i pornosami


POLEMIKA Z TEZĄ 1 [RP]:
Prowadziłeś jakieś statystyki uprawniające Cię do takiego wniosku? Dla mnie to wymysł fantazji...
Podkreślę to jeszcze raz, specjalnie dla Kolegi: współżycie seksualne i uprawianie seksu to SYNONIMY!!! (wg
http://www.sjp.pwn.pl/: współżyć - mieć z kimś stosunki płciowe; seks - ogół spraw i czynności związanych z zaspokajaniem popędu płciowego; wg Wikisłownika: uprawiać seks - odbywać stosunek seksualny). Można jedno określenie lubić bardziej, inne mniej, natomiast nie zmienia to faktu, że obydwa znaczą dokładnie to samo, a rzekome "zwyczaje językowe" nie mają tu nic do rzeczy. Powtórzę, że wprowadzanie jakiejś "własnej" terminologii (już nieważne, czy uzasadnionej, czy zupełnie bezsensownej) jest CAŁKOWICIE BEZPRAWNE - jest po prostu błędem językowym. Każdy rodzaj języka, czy to naukowy, czy religijny, czy urzędowy, powinien stosować się do ogólnych i odgórnych zasad językowych i nie tworzyć własnych wizji, odbiegających od rzeczywistości słownikowej. A więc zarówno chłopak z dziewczyną, jak i mąż z żoną WSPÓŁŻYJĄ, czyli UPRAWIAJĄ SEKS. Dziwne, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć laureatowi olimpiady języka polskiego...
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 1:
Odpowiadam w punktach, by było zwięźlej.
- Ad. statystyki – statystyk nie prowadziłem, co nie oznacza, że moja teza jest obalona. Wciąż twierdzę, że określenie „seks” nie jest stosowane tak szeroko w środowiskach katolickich, jak poza nimi. Teza ta jest co najmniej równoważna kontrtezie Kolegi. „Co najmniej”, dlatego że jednak pewne badania uczestniczące prowadzę. Jak na studenta socjologii przystało.
- Ad zarzut „słownikowy” – to, co mówię, mówię właśnie jako laureat OliJP oraz jako uczestnik kursu semiotyki logicznej oraz pasjonat filozofii języka. Otóż, po pierwsze nie jest prawdą, że definicja słownikowa ma naturę normatywną. Nie jest też prawdą, że ma jedynie charakter deskryptywny – to zależy od członków kolegium redakcyjnego słownika. Definicje mają więc charakter deskryptywno-normatywny z przewagą pierwszego elementu, gdyż taki jest obecnie w językoznawstwie trend. Wprowadza się bowiem coś takiego jak „uzus”, który np. uzasadnia tezę Miodka o tym, że niedługo poprawne będzie mówienie „poszłem”, dlatego że nikt inaczej mówił nie będzie (przepraszam, czy dziś także piszemy „dyskusyj”?). Po drugie – kolega mówi o synonimach w sensie wąskim, tzn. odnosząc się do tzw. sfery realnej, poza którą istnieją właśnie sfery zwyczaju językowego, konwencji, etc. Zilustruję to dwoma przykładami: „twórca Balladyny” to synonim nazwy „Juliusz Słowacki”. Zatem zdania „Twórcą Balladyny jest twórca Balladyny” oraz „Twórcą Balladyny jest Juliusz Słowacki” są logicznie równoważne. Realnie znaczą to samo. Jednak niosą NIECO inny przekaz prawda?
Albo nieco bardziej jaskrawy przykład, dotyczący innej sfery (spoza sfery realnej). Wyrażenie „spierdalaj” jest synonimem wyrażenia „zmień szybko miejsce przebywania”. Oba realnie znaczą to samo. Natomiast ich znaczenie, które semantyka opisze nam szeroko, tj. obejmując zarówno sferę realną, jak i konwencji, oraz inne, jest NIECO inne.
- Reasumując – nawet synonimy różnią się między sobą znaczeniem. Jest zatem uzasadnione dobieranie odpowiednich słów wg klucza innego, niż równoważność realna. Moja teza brzmi następująco: znaczenia „współżycia” oraz „seksu” są inne ze względu na uzus. Być może nie w całej populacji, ale choćby w jego części – a jako, że rozróżnienie na cudzołóstwo i godne współżycie małżeńskie jako katolik dla tego zagadnienia uważam za zasadniczą, postuluję jasną jej eksplikację. Jaką? Ano taką, że jedno nazwiemy seksem, a drugie współżyciem par excellance, czyli po prostu współżyciem.
- Powstaje zatem pytanie – czy można coś takiego postulować? Oczywiście. Rada Języka Polskiego to robi, Kampania przeciw Homofobii to robi, Centrum Przeciwko Wypędzeniom to robi, Pracownicza Demokracja to robi… Kościół to robi.
- Proszę pamiętać, że walka ideowa zaczyna być zwycięska wówczas, gdy jedna ze stron zdoła narzucić reszcie swój język. Dlaczego? Dlatego, że za terminami kryją się zgoła niejęzykowe przesłanki, często nieuświadamiane, a przyjmowane. Dlaczego kard. Wyszyński rugował z języka komunistyczną nowomowę? Dlaczego Papież w encyklikach nie mówi o „hajtaniu”, tylko o „sakramencie małżeństwa”? Dlaczego w „Evangelium vitae” nie ma mowy o „rżnięciu”, tylko o „współżyciu”? Z drugiej strony – dlaczego u Nietzschego albo Marksa nie mówi się o grzechu? Właśnie dlatego.


TEZA 2 [MG]:
to ci pierwsi "współżyją", a drudzy się po prostu grzmocą, czyli =uprawiają seks".


POLEMIKA Z TEZĄ 2 [RP]:
To chyba jeszcze bardziej kuriozalne stwierdzenie od tego z bloga, które rozpętało tę burzę w moim umyśle. No już naprawdę nie wiem, jak mam Ci wytłumaczyć, że zwyczajnie jesteś w błędzie. Może niech Pan stworzy własny język, np. język gnyjski, ale bardziej systematycznie, z całym słownictwem i gramatyką - wtedy pogadamy. Będziemy mogli wówczas przetłumaczyć z gnyjskiego na polski:

seks - grzech śmiertelny
uprawianie seksu - cudzołóstwo
współżycie - seks małżeński

Naprawdę nigdy nie słyszał Pan wyrażeń typu: "współżycie przed ślubem" z jednej strony i "seks małżeński" z drugiej, używanych przez księży lub na stronach katolickich??

------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 2 [MG]:
- w świetle tego, co powiedziałem wyżej, jest to chyba jasne.
- natomiast co do języka gnyjskiego… Cóż wybitny amerykański socjolog, Talcott Parsons był nie tylko mistrzem socjologii, ale i płodnym twórcą neologizmów, które definiował na użytek swoich prac. Istnieją nawet słowniki z amerykańskiego na jego język, więc propozycja Kolegi – choć miała być sarkastyczna – niestety taka nie jest.
- co do określeń – oczywiście, że słyszałem, ale nie wiem o czym to świadczy. A czy Kolega nie widział księży-robotników, albo teologów wyzwolenia przemawiających językiem marksistowskim? To samo w tej dziedzinie.

TEZA 3 [MG]:
w =ekście wyraźnie mówię, że chodzi o "moją terminologię"

POLEMIKA Z TEZĄ 3 [RP]:
Powtarzam, nie masz prawa używać swojej terminologii. Jeśli chcesz uchodzić za osobę rozumiejącą znaczenie słów, tym bardziej nie powinieneś tego robić.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 3 [MG]:
- tezę Kolegi uznaję za śmieszną, przepraszam.

TEZA 4 [MG]:
A Kolega konsekwentnie to olewa, przyjmuje =akieś swoje znaczenie "uprawiania seksu" jako "czynności prowadzących do =rgazmu"

POLEMIKA Z TEZĄ 4 [RP]:
Nie swoje, tylko słownikowe. Poza tym nigdzie takiego znaczenia nie użyłem. Uprawianie seksu to odbywanie stosunku seksualnego z drugą osobą, niekoniecznie zakończonego orgazmem.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 4 [MG]:
- chodziło mię o to, że Kolega do krytyki mojego rozróżnienia na „seks” i „nie-seks”, czyli „współżycie” używa nie mojego rozumienia tych terminów i dziwi się, że podstawiwszy za te słowa Kolegi terminy, moje dywagacje nic nie znaczą. Jeśli chcemy analizować czyjeś tezy, najpierw musimy sprawdzić, czy są koherentne w obrębie jego systemu językowego, dopiero potem starać się wskazać, że jest on z jakiegoś względu nieuprawniony (Kolega próbował to robić. Jak napisałem powyżej – nieskutecznie). W wypowiedzi Kolegi zabrakło mi odniesienia się do moich definicji. To wątek poboczny. Podobnie jak i to, czy każdy zabieg mający na celu wywołanie orgazmu jest zawsze skuteczny.

TEZA 5 [MG]:
Swoją drogą, to obrazuje jak bardzo =esteśmy przesiąknięci nieswoją terminologią... czy w którejkolwiek =ncyklice występuje określenie "uprawianie seksu"? Nie. Jest to wyrażenie =ieszczące w sobie zupełnie inną koncepcję płciowości, dlatego nie jest =żywane.

POLEMIKA Z TEZĄ 5 [RP]:
Nie ma czegoś takiego, jak "nieswoja" terminologia...
Nie znam wszystkich encyklik, ale wydaje mi się, że inne określenia są chętniej używane przede wszystkim ze względu na ich większą elegancję. Równie dobrze można by je zamienić na słowa "seks" i "seksualny" i nie zmieniłoby to znaczenia. Co do zwrotu "uprawiać seks", mnie osobiście też nie za bardzo się on podoba i raczej go unikam, ale akurat moja polemika nie dotyczyła tego konkretnie zwrotu, wszak nie używał go Kolega na blogu.
Proszę sobie jeszcze obejrzeć ten artykuł
http://www.szansaspotkania.net/index.php?pageid=8994, w którym słowo "seks" występuje kilkanaście razy, a "seksualny" znacznie więcej.

I błagam Pana - niech Pan daruje czytelnikom czytanie kolejnych tego typu bredni, niech Pan się nie zniża do poziomu posłanki Sobeckiej, która onegdaj publicznie wyznała, że "seks jest zły" i (co najważniejsze!) niech Pan nie odstrasza ludzi spoza Kościoła, mogących utwierdzić się w przekonaniu, że katolicy to ciemna masa traktująca seks jako narzędzie diabła.
------------------------------------------------
ODPARCIE POLEMIKI Z TEZĄ 5 [MG]:
- Ad pierwszy akapit: tu nie chodzi jedynie o elegancję, ale i koncepcję relacji damsko-męskich, jakie za nimi stoją. Podobnie jak w odrzuceniu języka marksizmu – które nastąpiło nie dlatego, że było brzydkie, tylko dlatego, że było efektem i obrazowało „błąd antropologiczny”, co ślicznie wyłożył Jan Paweł II w „Centessimus Annus”. Język marksistowski był nie tylko językiem chamów, ale także językiem zbyt przywiązanym do pewnej wizji świata. Podobnie z „seksem”: nie tylko jest nieelegancki, czy lekko wulgarnawy, ale wiąże się nieodłącznie z pewną koncepcją relacji męsko-damskich, co ilustruje związek, w który wchodzi ze słowem „uprawiać”.
- Ad akapit 2 – właśnie dziś rozmawiał z Kolegą ukochanym, który z Kościołem wiele wspólnego wciąż nie ma (choć coraz więcej – ten proces trwa dłuuuugo). Cóż powiedział? „Gnycha, wiem o co Ci w tym rozróżnieniu chodzi”. Śmiem zaryzykować tezę, że Czytelnik spoza Kościoła zawsze znajdzie pretekst, by trudną prawdę odrzucić, natomiast jeśli jest Czytelnikiem wysokiej próby… efekt, który Kolega ilustruje nie będzie miał miejsca. Znam wielu takich, na których ten blog najpierw tak podziałał. Wkurzeni, śledzili jednak później wpisy… i zrozumieli o co chodzi autorowi. Nie wiem, czy jeszcze czyta nas Koleżanka Imienia-której-nie-pamiętam z Krakowa, ale jest to osoba promująca seks wieloosobowy i przypadkowy, a która przysłała mi bardzo miłego, rozumnego maila.
- o strategii „Udawajmy, że jesteśmy tacy jak Świat” napiszę jeszcze w najbliższych postach, także w kontekście o. Knotza, którego twórczość znam od dawien dawna.
- sprawy płciowe często są narzędziem w rękach diabła i nie zmienią tego ani tezy Kolegi, ani moje, ani pana Bartosia, ani posłanki Sobeckiej.


TEZY KOŃCOWE:
Ukłony!
R*** P***

PS Tak sobie na końcu pomyślałem, że może chodziło Ci o zwrócenie uwagi na świętość aktu małżeńskiego i wniesienie postulatu o używanie w związku z tym bardziej podniosłego słownictwa. Ale nie powinno się w tym celu jawnie zmieniać dawno ustalonych znaczeń słów.
PPS Za umieszczenie informacji dziękuję; nadmienię tylko, że nazwa pewnej organizacji to "Soli Deo", a nie "Soli Dei" :)


POLEMIKA Z TEZAMI KOŃCOWYMI:
- Ad PS - kunka jego mać, to ja musiałem się napisać tyle, żeby mnie taki w PSie napisał, że wie o co mi chodzi? Ale poza tym… to nie ma Kolega racji, twierdząc, że zmieniam „dawno ustalone znaczenia”. Z całym szacunkiem, ale… moja babcia nie wie co to „uprawianie seksu”, wie natomiast co to znaczy, że Pan z Panią „współżyją” a co oznacza, to że „wziął chłop babę pod siebie”. Ot i tyle.
- Ad PPS – literówka! „i” jest na klawiaturze obok „o”. Poza tym – kończę temat, nie mam więcej czasu na zajmowanie Czytelników tego typu rozważaniami.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/3-xi-2007-sobota-przed-niedziel.html


myśl na dziś
Idź naprzód, radośnie, z wysiłkiem, nawet będąc taką małością, niemal że niczym! – Kiedy będziesz wraz z Nim, nikt na świecie cię nie zatrzyma. Prócz tego pomyśl, że wszystko jest dobre dla tych, którzy kochają Boga: na tej ziemi wszystko można naprawić, prócz śmierci: a dla nas śmierć jest Życiem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 1001

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO