Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogotowie naukowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogotowie naukowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2008

[21 V 2008] środa, św. Jana Nepomucena, twardziela

NIUSŁIK?
na fali ostatnich dyskusji o Gadzinówce Wyborczej, Najwyższym Czasie!, Gazecie Polskiej i potencjalnie innych mediach w Polsce, która toczyła się na blogu w komentarzach, troszkę więcej zacząłem o tych sprawach myśleć. I w poniedziałek - po ciężkich weekendowych trudach nad projektami szkoły, urbanistycznym i instalacji, kupiłem rano NEWSWEEK'a. Nie bez kozery, moi mili, nie bez kozery! Chciałem bowiem przeczytac artykuł, którego jedną z bohaterek była moja - wspólna z Maćkiem - firma: pogotowienaukowe.pl. To już kolejny raz, gdy piszą o nas w gazecie, puszczają audycję z naszym udziałem, czy nawet nagrywają do telewizji.
Jednym słowem - standardowa procedura. Dzwoni dziennikarz, umawiamy się na spotkanie (wbrew pozorom, dziennikarze zazwyczaj wolą zadać parę pytań przez telefon, a potem napisać to, co - jak odnoszą wrażenie - wydaje im się, iż zrozumieli z tego, co wydawało im się, że zostało powiedziane. Uczony ponaddwuletnimi przebojami z mediami, umawiam się więc na spotkanie, by zazwyczaj w półtorej godziny wyłuszczyć wszelkie zawiłości naszej pracy. Między innymi takie, czym różni się prowizja od nieprowizji, czym jest zaliczka na podatek i inne, równie wysublimowane zagadnienia. Zazwyczaj strategia ta odnosi skutek, tak że z artykułu dowiem się najwyżej, że na imię mam Jaszczuk, a Maciek z kolei jest Gnyszką, albo że obaj studiujemy prawo. Jednym słowem - jak na możliwości przeciętnego dziennikarza - super! Ale, kupuję sobie tego Niusłika na toaletowym papierze wydanego w kiosku na Centralnym... czytam... czytam... i oczom nie wierzę. Nie wspominam już o blaszcze miażdżycowej, bo pewnie już dawno odklejona leży gdzieś w kącie w moim organizmie, a ja żyję tylko siłą inercji.
Otóż, w artykule okazało się, że nie nasza firma to Pogotowie Naukowe, nie pogotowienaukowe.pl, że Maciek na nazwisko ma Jaszczyk, a nie Jaszczuk (mimo, że w autoryzowanym tekście rozmowy widnieje pod własnym nazwiskiem)... mało tego - jak mówię, to już dałoby się przeżyć. Ale przeczytałem, że (cytuję z pamięci, sformułowania z grubsza te same) my, tj. młodzi przedsiębiorcy "zamiast mozolnie budować własną markę, żyjemy z pracy uznanych już korepetytorów" załatwiając za nich tylko papierki.
Halo, halo, tu ziemia... Szlag mnie omal nie trafił, bo jako żywo kilka kwadransów rozmowy zajęły mi opowieści właśnie o mozolnym budowaniu marki... Więcej - szlag trafił mnie tym bardziej, że choć wzmianka o nas trwała kilka-kilkanaście zdań, każde zdanie zawierało jakiś błąd, przekręcenie, czy jawną nieprawdę.
jaki stąd morał?
morał stąd płynie taki, że można się go chyba domyślić, sam rozwinę go w najbliższych dniach - tym bardziej, że nawiąże do poprzednich dysput. Tyle co powyżej udało mi się napisać przez ostatnie kilkanaście minut w pociągu przed Wrocławiem! Jako, że pora już późna, a jutro trzeba rano wstać i popędzić do Pana Jezusa (choćby i po to, by wsparł łaską w walce o pokorę - vide ostatni komentarz z pozdrowieniem dla Autora), a potem brać się za roboty! Biorąc to wszystko pod uwagę - czas do snu, moi mili!
GPW
tymczasem Ben Bernanke ogłosił, że prognoza wzrostu gospodarczego w USA uległa obniżeniu... ropa leci w kosmos (dziś zwyżka o trzy procent na kolejne rekordy wszechczasów). Jednym słowem - czarne chmury dla rynków i gospodarki w ogóle nie rozwiewają się... Węgiel, Relanium albo Pindolol i pampersy - jedyna rada!
myśl na dziś
Podziwiaj męstwo Maryi Panny. U stóp Krzyża, pod ciężarem największego ludzkiego cierpienia — jakiż ból da się z nim porównać? — stoi pełna siły. — Módl się do Niej o taką samą siłę, abyś potrafił również stanąć przy Krzyżu.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 508

niedziela, 27 stycznia 2008

[27 I 2008] III Niedziela Zwykła

ciężki dzień
dziś pracowity dzień! Jak nigdy. O 9:00 na Mszy Świętej, a potem na Wydziale, nauczając fizyki budowli. Mieliśmy zacząć o 10:15, ale nikt nie miał karty magnetycznej, więc dwie osoby pojechały na Studentenstadt do Nory po kartę, a reszta - z resztą poszliśmy do Cafe Park. Wypiłem dobre kapuczino, pogaworzyłem, a przy okazji poopowiadałem trochę o życiu katolika. Bardzo się cieszę, bo wprawdzie nikt nie skorzystał z mojego zaproszenia na dzisiejszą Mszę Świętą (Dominik był na lotnisku, Stefanowi synek zajął się wymiotowaniem, etc.), ale po pogaworzeniu chłopaki zapowiedzieli obecność za tydzień, wśród nich zaś kolega muzułmanin, tzn. taki muzułmański tygodnikopowszechnik - miłośnik dialogu, wyciszenia przy religijnej muzyce, etc. Mam nadzieję, że liturgia przeniknie Go do szpiku kości i powali na kolana. Jejejeje! Pewnie spotkamy się w sobotę, żebym wprowadził chłopaków, wytłumaczył co będzie się działo, etc. Pomódlcie się w tej intencji, bo w kraju, w którego najbardziej katolickiej części ludzie myślą, że różaniec to taka katolicka ozdoba na szyję, zaproszenie kogoś na Mszę to naprawdę sukces!

kliken, kliken - wielka prośba (powtórzę jeszcze tylko parę razy, bo dużo nowych Czytelników wpadło ostatnio)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniać mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząć; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwość ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzać) - byłbym bardzo zobowiązany.

czy trzeba studiować?
niekiedy mam wrażenie, czytając jakiś tekst, że ktoś śledzi moje myśli i co lepsze wykrada dla siebie. Tak było ostatnio, gdy jak co tydzień z wypiekami na twarzy czytałem nowy numer Najwyższego Czasu (pamiętacie - w grudniu zamówiłem prenumeratę elektroniczną na http://nczas.com/). Chodzi o felieton niejakiego Janusza Korwin-Mikkego, który pisał o najwyższym od lat wskaźniku studiowalności w Polsce. Co tu dużo gadać - temat chciałbym rozwinąć, bo myślałem o tym problemie jakiś czas temu.
Otóż - ludziom ostatnio ubzdurało się, że trzeba studiować. Kto nie studiuje - przegrał życie! W ten sposób prawie wszyscy studiują. Sprawę coraz bardziej - po doświadczeniach niemieckich - zaczynam pojmować jako efekt inżynierii społecznej. Taki bowiem trend wydaje się być zbieżny z linią Rewolucji. W Niemczech na przykład dzieciaki nie mieszkają z rodzicami już na studiach, kto mieszka ten przegrał życie, a najlepiej gdy wyjeżdża do innego miasta, mieszka z murzynem, z którym dzieli łoże i co trzy miesiące murzyna wymienia (bo teraz kocha innego). Ludzie owi pozbawieni są tradycyjnego umocowania w rodzinie i jako tacy są niezmiernie łatwi do manipulowania. Gdybyście wiedzieli w jakie bajki, z jaką łatwowiernością wierzą moi koledzy i koleżanki z obu niemieckich wydziałów - złapalibyście się za głowę i błagalibyście Donka na kolanach, żeby podpisał unijny akt apostazji! O tym będzie mowa pewnie kiedy indziej.
Tymczasem, studia w większości przypadków to żadne studia. Zapraszam na spacer na Krakowskie Przedmieście - lans na całego. Studiowanie u dziewczyn polega na chodzeniu po sklepach i chodzeniu na manify i do klubów, a chłopaki trudnią się głównie pyfkiem spijania i debatowaniu nad tym, co by tu zrobili, ale nie zrobią, bo muszą szorować w wakacje zmywaki w Irlandii.
Reasumując - marzy mi się sytuacja wolności. Bo wolni jesteśmy moi mili - i wolność tę najlepiej uświadamia nam Kościół. Jedyny obowiązek, to być świętym. Z nim się wiąże oczywiście cały zestaw konkretnych obowiązków, ale nie ma wśród nich obowiązku odbębnienia 10 sesji i udawania, że się uczy i pisze się pracę badawczą. Nie ma w nim obowiązku najpierw skończenia studiów, a potem małżeństwa. Człowiek, który bierze się ze świętością za fraki ma tak naprawdę to gdzieś - jego zadaniem jest realizować Wolę Bożą. Nie wszyscy z pewnością są powołani do studiowania. Na świecie potrzebni są także strażacy, piekarze, stolarze, budowlańcy i miliony innych ludzi, którzy studiów kończyć nie muszą (swoją drogą wiele kierunków po prostu demoralizuje i robi z człowieka pysznego nieroba).
Dlatego może lepiej byłoby, gdyby wielu ze studiów po prostu zrezygnowało - chłopaki niech zajmą się stawaniem prawdziwymi mężczyznami, zdobywając cnoty ludzkie i nadprzyrodzone właściwe mężczyznom, niech będą silni, niezależni, odważni i wytrwali. Po kiego grzyba w społeczeństwie zmanierowane lalusie po studiach, które nic robić nie potrafią, oprócz wymagania, by mieć wysoką pensję, bo ściągali na 10 sesjach? Dziewczynom radzę to samo. Nie wszystkie macie obowiązek studiować - stawajcie się kobietami, zdobywajcie swoje cnoty, bądźcie piękne, wrażliwe, mądre i dzielne!
Marzy mi się taka sytuacja - bo póki co owocem studiów są lalusie i laleczki, które boją się podejmować poważne decyzje, boją się mieć dzieci, boją się oddać nawet sobie nawzajem, są bojaźliwi, leniwi i zdziecinniali.
W życiu nie chodzi o skończenie studiów i zaspokojenie szaleńczej wizji rodziców, tylko o świętość. A czy będzie się świętym śmieciarzem, czy świętym profesorem - to jest naprawdę sprawa drugorzędna.

przykład
miałem kiedyś takiego znajomego, który mieszkał przelotnie w mojej miejscowości, gdyż właśnie tam - jak się potem okazało - stacjonowała jego ekipa budowlana. Służyliśmy razem do Mszy Świętej, aż pewnego razu spotkaliśmy się w pociągu i pogadaliśmy dłużej. Co się okazało? Chłopak z Mazur. Z rok starszy ode mnie, jest strażakiem w OSP u siebie w gminie, do Warszawy przyjechał, bo narzeczona kończy tu studia na biotechnologii, on zatem pieniądze które zarobił jako strażak włożył na lokatę, przyjechał i zatrudnił się na budowie. Haruje jak dziki osioł, pieniądze oszczędza jak asceta, pół zęba już nie ma bo cegła kumplowi się obsunęła, niedługo ślub, a nie chcąc siedzieć rodzicom na głowie - mają jeszcze rodzeństwo - zbierają na mieszkanie. Codziennie widujemy się na Mszy, na którą przychodził po pracy. Studiów nie skończył, doskonali się w fachu strażaka, robi kursy i egzaminy, bo chce awansować do profesjonalnej PSP. Pangrzyzga siedział i słuchał jak urzeczony - bowiem któryś raz w życiu spotkał prawdziwego mężczyznę, który wprawdzie może nie wie co tam Sławuś Sierakowski nabazgrolił w ostatniej Krytyce Politycznej, ale wie o co w życiu chodzi i z życiem za bary wziąć się potrafi.
Jeszcze ten temat niedługo poruszę - bo nienormalność obecnych czasów jest naprawdę dojmująca!

inwestycje
tymczasem - jutro kolejna sesja na giełdzie. Jak mówiłem - na dwoje babka wróżyła, będziemy mieli dość ważną próbę sił. To w krótkim terminie. W długim natomiast - wciąż ważne pozostaje pytanie o prawdopodobieństwo globalnej recesji... Cóż zatem powiedzieć? Inwestora poznaje się nie po tym jaką wartość portfel ma w trakcie inwestycji, tylko po tym, jaką ma wartość w chwili jej zakończenia. Dlatego dla jednych obecne spadki to życiowa tragedia - dla innych życiowa szansa, o którą modlili się cały 2007 rok. Jak widać po saldzie wpłat i wypłat z TFI - tych pierwszych wśród klientów funduszy inwestycyjnych jest chyba większość. W grudnio saldo wyniosło wg Rzeczpospolitej aż -10 mld PLN. Kwota sama w sobie duża nie jest, coś takiego można opylić w parę dni przy dobrych wiatrach, natomiast w zestawieniu danymi z poprzednich miesięcy - jest to rzeczywiście lawina umorzeń... Cóż, obawiam się, że ci sami klienci wrócą na najbliższej górce, gdy doradca w końcu podniesie słuchawkę i zachęci do kupna jednostek, bo ponoc hossa wróciła.
Póki co - indeksy jedynej giełdy działającej w niedzielę, tj. giełdy w Tel Awiwie (TASE) - zakończyły dzień na -1,3%. Ale nie ma co się przejmować - jak słusznie zauważył ktoś na forum Parkietu - to kara za to, że handlują w niedzielę.

myśl na dziś
dziś kolejna odsłona Credo - w zeszłym tygodniu już je zamieszczałem, dziś kolejna odsłona - bo i inne ilustracje. Proszę zwrócić uwagę na siłę, która emanuje we fragmencie od momentu (...) crucifixus est (...)!

piątek, 25 stycznia 2008

[25 I 2008] piątek, Święto Nawrócenia św. Pawła

wystawa - Eryka kontratakuje
dziś rano miałem przyjemność odwiedzić z Berndem wystawę w Muzeum Historii Bawarii. Wystawę organizowało Centrum Przeciwko Wypędzeniom, niejakiej Sztajnbach Eryki. W związku z tym parę refleksji.
Wejście za friko. Za friko książeczka i plakat wystawy. Za friko można też wypełnić przekaz na rzecz Centrum Przeciwko Wypędzeniom. Wniosek - ktoś za to płaci. Ktoś komu zależy na wystawie.
Wystawa traktuje o wypędzeniach w ogóle, o wypędzeniach samych w sobie na wielu przykładach - od Ormian w Imperium Osmańskim przed I wojną światową, przez Żydów, Polaków i Ukraińców podczas i po II wojnie światowej, przez Niemców w analogicznym okresie, aż po Finów, Greków, Cypryjczyków, Serbów i Chorwatów. Fajnie. Proszę zobaczyć, że używam już tej nomenklatury - nie przesiedlenie, tylko wypędzenie. Czujecie różnicę?
Wystawa bardzo ładnie przygotowana - dużo zdjęć, reprodukcji dokumentów, etc. na planszach, mapki, bogaty materiał faktograficzny. Dość rzetelnie nawet opisany, o ile mogłem to właściwie ocenić (poza błędami w polskich nazwach...). Bernd łapie się za głowie czytając o akcji Wisła, rzezi Wołyńskiej... nie może zrozumieć, że w tym rejonie przez tyle lat każdy walczył z każdym. Poniekąd nie jest to właściwe spojrzenie, wytłumaczyłem Mu, że ukraińskich nacjonalistów wykorzystywali i sowieci, i naziści przeciwko Lachom.
Przeszliśmy całą wystawę, bardzo miło nam się ją oglądało. Ja zadowolony i Bernd zadowolony. W metrze, przy Odeonsplatz Bernd konstatuje, że abstrahując od Eryki Sztajnbachówny, wystawa dość obiektywnie zrobiona. Spoko Bernd, podobało mi się. Mam tylko parę uwag: dlaczego przy opisie wypędzenia Niemców z Ziem Odzyskanych jak mantra powtarzały się określenia typu "uchodźcy byli głodni", "wywożono kobiety, dzieci i starców", "wiele niemowlaczków zamarzło po drodze"? A co to, Ormianie, Turcy, Polacy, Ukraińcy i inni nie byli głodni? Więcej nawet - dlaczego nie jest jasno pokazane, że mówimy o 3-letnim okresie przesiedlania ustalonym na konferencji pokojowej? Naszych przesiedlano inaczej - przyjeżdżał dziadek któregoś z Twoich kolegów z pracy ze swoimi SSmannami i mówił, że za pół godziny wieś ma być spakowana, a faceci mają czekać na śmierć za stodołą.
Reasumując - nie mam nic naprzeciw, ale jednak przegięcie można na wystawie zauważyć. Dlaczego nie przeczytam na niej, że nie tylko Niemcy, ale i inni cierpieli głód? Dlaczego nie dowiem się, że głód był efektem działań Rzeszy, a potem Sowietów, których Rzesza przez długi czas wspierała? Dlaczego nie poznam drastycznych różnic w sposobie wysiedlania? Dlaczego nie dowiem się, że Niemcy spirzali przed Armią Czerwoną, bo wiedzieli co ich słusznie czeka, podczas gdy Polacy i Ukraińcy musieli spirzac w nieco innych okolicznościach? Nie dowiem się wieeelu innych, bardzo ważnych rzeczy. Domniemuję jednak - znając erudycję i przenikliwość - młodych Niemców, że takie wystawy nie bez kozery są za friko.

czy UPR zawiedzie?
dobra, dość już o Niemcach. Zajmę się teraz dawno obiecaną odpowiedzią na maila od kol. sporadycznego (kojarzycie Go na pewno z komentarzy). List przytaczam z niewielkimi skrótami, które zaznaczam w ten sposób: "(...)". Tekst listu piszę kursywą.

(...)Winien ci jestem wyjasnienie dlaczego się tak uczepiłem Twojego blogu. Ano dlatego, że wierzę Ci do do hierarchii Twoich wartości. A moje są takie same (przynajmniej te ze szczytu). I komuś takiemu zaufałbym. Natomiast nie mam zaufania do zdecydowanej większości polityków czy ludzi aspirujących do tego miana z grona UPR. Boję się, że stworzenie warunków niekontrolowanego pomnażania swoich zysków spowoduje znieczulicę na takich ludzi, którzy w nowych, skrajnie liberalnych warunkach nie potrafią się odnaleźć.

Jest to możliwe - jasne. Aczkolwiek ciężko jest mi sobie wyobrazić, by mogła panować większa znieczulica, niż dzisiaj. To po pierwsze. Po drugie - jeśli ludzie dużo zarabiają, wówczas także dużo wydają. To, na co wydają - zależy od ich sumienia. Nie wydaje mi się, aby nagle dobrzy ludzie zniknęli z powierzchni ziemi. Po trzecie zaś - skrajnie liberalne warunki, tak jak ja je rozumiem, oznaczają wolny dostęp do wszystkich zawodów, spadek cen, brak cyklów ekonomicznych oraz małe bezrobocie - bezrobocie bowiem powstaje m.in. w wyniku tego, że nie opłaca się zatrudniać (przez podatki, ZUSy, srusy, składki, etc.). Cykle z kolei powstają w warunkach systemu fiducjarnego, tj. pieniądza nieopartego na standardzie złota, czyli emitowanego dowolnie, przez państwo (taaak, banki centralne są niezależne... hehe... popatrzcie co robi FED, sprawdźcie opracowania nt. tzw. cyklu prezydenckiego, i tak dalej. Kreowanie pieniądza daje zbyt dużo władzy, by odrzucić pokusę kreacji pustego pieniądza, czyli de facto kreowaniem inflacji).
To, że w szeregach UPR znajdą się ludzie chciwi, albo niemoralni jest oczywiste! Gdyby się nie znaleźli, byłbym zdziwiony. Chodzi natomiast o to, że jeśli zrealizują swój program (a na ideowość w tej partii nacisk jest jak nigdzie indziej z tego, co się zorientowałem), to wówczas ich chciwość i inne wady nikomu nie zagrażają tak, jak chciwość i niemoralność polityków obecnie. Dlaczego? Dlatego, że nie będzie od nich zależało bezrobocie, inflacja i inne zjawiska, których wielu po prostu nie kuma. Nie chodzi o jakieś bezosobowe bezrobocie i bezosobową inflację, tylko o realnych ludzi.

Mam za soba doświadczenie "Solidarności". Wszyscy /prawie/ wiedzieli, że komuna jest zła Zbuntowali się. Naród /prawie cały/ zaufał nowym elitom politycznym . A po latach okazało się, że o nowy lepszy ustrój walczyli też i tacy /i byli w większości/, którym komuna przeszkadzała tylko z jednego powodu - trudno było szybko zrobić dużą kasę, a jak się poznało tajniki mechanizmów gospodarczych i odpowiednich ludzi to w krótkim czasie można było zarobić kupę szmalu np. na firmie transportowej z ciężarówkami po 100 000 zł sztuka.

Jasne, w systemie socjalistycznym, który obecnie mamy, tj. w systemie ograniczonego pomnażania zysków (o czym pisałeś w pierwszym akapicie), czyli de facto w systemie złodziejskim, sukces zależy nie od "mechanizmów gospodarczych", które wymieniłeś w pierwszej części zdania, ale od "mechanizmów polityczno-gospodarczych", o których napomykasz w drugiej części. Klęska III RP polega na wprowadzeniu socjalizmu z kapitalistyczną twarzą. Niesprawiedliwość polega na tym, że systemowo istnieją osoby, instytucje, z którymi należy trzymać, by nieuczciwie konkurować z innymi. By kupić zakład za friko, bo miało się kumpla w ministerstwie przekształceń własnościowych. By dostać koncesję, etc. Tu widzę demoralizację - w systemie, który zachłystuje się mówieniem o losie ubogich, a stwarza warunki dojenia ubogich na maksa. To oczywiście kapitalizmem nie jest, więc pojęć nie mylmy.

Otóż jestem przekonany, że zdecydowana większość ludzi z UPR i okolic jak tylko poczuje swoją własną kasę w dużej ilości to totalnie oleje słabszych /ekonomicznie , zdrowotnie, umysłowo, wiekowo itp. /.

Ich sprawa, co zrobią ze swoimi pieniędzmi - jako rząd zbyt wiele do powiedzenia nie będą mieli, więc mówię o nich jako o osobach prywatnych. Jeśli je [pieniądze] wydadzą w sklepie, to a nuż zysk sklepikarza w części będzie szedł na finansowanie działań fundacji dobroczynnych? A jeśli zainwestują na giełdzie, to może akurat przedsiębiorstwo, które sprzeda im swoje akcje w emisji wykorzysta ten pieniądz na zwiększenie mocy produkcyjnych i zatrudnienie Twoich abstrakcyjnych ubogich i słabszych? Słabszych to olewa się akurat obecnie, bo najpierw wmawia im się nieudolność, a potem zostawia się na garnuszku urzędasa i topniejącej kasy ZUSu. To się nazywa kłamstwo i kradzież. Kto na tym zyskuje? Oj, dużo stanowisk jest do obsadzenia, dużo decyzji do wydania, za które można przyjąć kopertę... Proszę przyjrzeć się aferze w PCK - przez 20 ostatnich lat PCK był dojony jak łysa kobyła. Państwowa instytucja ds. biednych i słabych była źródłem wielkich zysków dla prezesików, firm które w umówiony sposób wygrywały przetargi na strzykawki, fartuchy, etc. Jeśli chcemy utrzymywać fikcję - proszę bardzo. Ja wolę pomagać biednym, niż utrzymywać chamskich, kłamliwych darmozjadów.

Czytam regularnie kilka prawicowych stron www. Krew mnie zalewa jak swoje dążenie do wolności przeciwstawiają tępym socjalistom co to nie rozumieją jak działa gospodarka i chcieliby jak najwiecej "państwa w państwie". Socjalizm, według nich, to takie słowo wytrych, które ostatecznie przechyla szalę zwycięstwa w dyskusjach na ich stronę, bo przecież wiadomo, że jak ktoś wpomnie o potrzebujących pomocy to albo nieudacznik albo, co gorsze, socjalista.

Masz rację! Ale cóż poradzimy na to, iż po grzechu pierworodnym łatwiej jest nie myśleć, niż myśleć i łatwiej jest grzeszyć, niż nie grzeszyć? Cymbały, które wierzą w lidera z przyzwyczajenia znajdują się wszędzie tam, gdzie i ludzie. Zagrywki retoryczne należy obnażać, dlatego demaskuj takich gnojków, choćbyś się z nimi zgadzał. Ja staram się tak robić.

A motyw wspominania o słabszych może byc odmienny od socjalizmu, Np. taki: "Nie ma innego rozwiązania dla historii świata, jak tylko w ustroju chrześcijańskim, bez względu na to, jakim by on był. Wszelkie stworzenie powinno być naprawdę szanowane w swoim związku z Bogiem, ponieważ wszystko otrzymało od Niego: a więc- humanizm, ale humanizm teocentryczny, humanizm integralny, humanizm Wcielenia. "/Jacques Maritain/ I to właśnie obawa przed odrzuceniem humanizmu teocentrycznego przez ludzi nastawionych na zysk popycha mnie, sporadycznie odzywajacego się ignoranta, do zabierania głosu wbrew swojej małomównej naturze.(...)

Przyznam, że Maritaina zbytnio nie rozumiem i do niego samego i jego myśli mam raczej spory dystans. Chcę natomiast powiedzieć, że odrzucenie humanizmu teocentrycznego mamy za sobą już od końca XIV wieku, a więc nie ma się o co martwic. Jedyne, co należy zrobić - restaurować Christianitas, o czym marzył między innymi Plinio Correa de Oliveira. Jednym ze składników owej Christianitas zniszczonej kolejnymi fazami Rewolucji (od pseudoreformacji, po debilizmy roku 1968) jest właśnie wolny rynek.

ładnie brzmi
na marginesie powyższych krótkich rozważań chciałem powiedzieć jeszcze co innego. Otóż, wydaje mi się, że wiele osób (ja kiedyś też przejawiałem tę skłonność) wydaje się zaspokojona, gdy zagłosuje na partię, lub polityka, który mówi językiem, który danemu wyborcy odpowiada. Na przykład wielu patriotów lubi glosować na partie, które mają w nazwie coś związanego z narodem. Niektórzy katolicy i socjaliści lubią glosować na kogoś, kto mówi o biednych. Inni z kolei katolicy lubią zagłosować na kogoś, kto mówi o bliżej nieznanych wartościach. Ludzie chcący być na topie, głosują na tych, którzy mówią o tematach będących na topie. Jest to obłąkańcza postawa - chyba nie muszę tego głośno stwierdzać, bo to jasne.
Dlaczego to jest jasne? Ano dlatego, że wybory służą do tego, by każdy wyraził swoją opinię na temat: jak myślisz, która osoba, lub partia zrealizuje Twoją ideę, na którą składają się Wartości dla Ciebie ważne oraz Sposoby ich wcielenia w życie?
Tu napotykamy na dwa problemy.
Po pierwsze - wiele osób nie wie jakie Wartości wyznaje oraz nie zna sposobów ich wcielenia w życie. Dlatego też szukają porady u różnych wróżów w rodzaju p. Lisa, albo p. Olejnikówny, którzy im powiedzą na co się teraz głosuje.
Po drugie - jeśli znają swoje wartości, a nie znają sposobów ich realizacji, wówczas głosują fałszywie. Np. katolik, gdy głosuje na partie socjalistyczne, tylko dlatego, że mówią o biednych. Gdyby wiedział w jaki sposób powstaje bogactwo, nie głosowałby na socjalistów, tylko liberałów, wiedząc że rządy socjalistów to zadekretowane bieda, bezrobocie i inflacja (z przeciwnym frazesem na ustach). Jest to naiwność, głupota lub niewiedza.

milion do 2009 roku
chciałem powiedzieć, że Unia Polityki Realnej (zakładana m.in. przez sławnego Kisiela) ma zamiar uzbierać do 2009 roku 1 000 000 złotych. Pomagam chłopakom - pomóżcie i Wy. Na pasku z prawej strony jest odpowiedni banner. Sprawa jest godna uwagi - jeśli się uda, będzie to wielki triumf idei obywatelskiej. Bo wbrew pozorom PO z obywatelskością ma wspólną nazwę - partia liberalna, która utrzymuje się z podatków, które obiecała znieść (mowa o finansowaniu partii z budżetu państwa) i nie zniosła. Hahahahaha!

kliken, kliken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniac mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząc; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwośc ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzac) - byłbym bardzo zobowiązany.

atmosphere
atmosfera na GPW SA ostatnimi czasy wyborna. Odbicie mamy na całej linii, co ciekawe - rośnie znaczna większość notowanych spółek. Na reszcie parkietów podobnie. Żyć, nie umierać. Mówię o ilości rosnących spółek nie bez kozery. Bo jeśli indeks rośnie, a rośnie tylko jedna spółka (np. wszystkie TFI zapakowały się w KGHM i ciągną go w górę za uszy, a reszta spółek leci do piwnicy), to nie oznacza to wcale, że na giełdzie jest pięknie. Przeciwnie - sztuczna sytuacja, która prędzej, czy później się zemści. Ale co tam - pójdziemy sobie do Expandera, Open Finance, albo zaprosimy do domu doradcę po szkole gastronomicznej z żelem na głowie i dowiemy się, że hossa potrwa do końca świata i jeden dzień dłużej, bo dziś WIG20 urósł aż o 3%. Gucio prawna - diagnozowanie sytuacji na rynku nie ogranicza się do odczytania różnicy w wycenie indeksu z dnia na dzień. To tak w ramach codziennego wymądrzania się na tematy giełdowe.
Ciekaw jestem co czeka nas w poniedziałek. Podobno TFI mają problem z płynnością, przez co rzeczywiście zmuszone są sprzedawać cokolwiek - to tłumaczyłoby beznadziejne zjazdy na niektórych spółkach (czytałem dziś gdzieś artykuł z wypowiedziami zarządzających AIG TFI i DWS TFI).
Dziś w USA dość długie czarne świeczki przez wypowiedzi Alana Greenspana. Niegroźne jak na razie - teraz wszystko w rękach azjatyckich samurajów, który w niedzielno/poniedziałkową noc otworzą swoje notowania (ostatnio sporo rośli, więc w poniedziałek mogą być ciency...). Niewykluczone, że po raz kolejny będzie można nie nadążyć z połykaniem węgla... Znaczyłoby to, że jednak jesteśmy w kiepskiej sytuacji, a rynki przypominają pacjenta, którego wybudza się ze śpiączki po raz enty.

myśl na dziś
Nie można ustępować w sprawach wiary; ale nie zapominaj, że aby powiedzieć prawdę, nie potrzeba nikim poniewierać.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 959

środa, 23 stycznia 2008

[23 I 2008] środa, błogosławionych Wincentego Lewoniuka i Towarzyszy, męczenników z Pratulina

co się stało się?
oj, dziś dzień wieeelu przygód! Po pierwsze - oddanie Baukonstruktion. Pangrzyzga od rana na nogach, bo Daniel pojechał wcześniej na wydział, drukować ostatnią planszę (tę, w której wczoraj odkryłem błędy pewnego Autora...), byliśmy zatem w kontakcie, mogłem dziś później wyjechać, bo dopiero na 9:00, więc spokojnie się ogoliłem, wypachniłem, najadłem za wsze czasy, ubrałem porządnie i ruszyłem. Plansza dzięki Bogu wydrukowała się znakomicie, jeszcze parę godzinek i o 11:00 rozpoczęliśmy prezentację (tym razem byliśmy pierwsi, choć profesorowie przebąkiwali coś, że może jednak zaczną od innego piętra przeglądać prace... - pamiętacie jak to na przeglądzie byliśmy ostatni, rozwiesiwszy się jako pierwsi?). Najpierw pogaworzyłem o tym, że cel projektowy (relatywnie niska cena lofta przy zachowaniu wysokiego standardu) oparliśmy głównie o rozeznanie obecnej sytuacji na rynkach finansowych w związku z kryzysem w segmencie kredytów subprime w USA (he he...) itd. Potem Daniel zapodał nawijkie o materiałach, szczegółach konstrukcji, etc. Pitu, pitu, 10 min. na prezentację się skończyło, chłopaki przechodzą do krytyki... a tu! A tu co? A tu pochwały! Że klatka schodowa mądrze rozwiązana, że materiały wybornie dobrane, że instalacje też w porządalu, etc. Każdy, komu choć trochę opowiadałem o tym przedmiocie i nastawieniu Profesorów do moich współpracowników z grupy, wie jakim było to dla mnie szokiem. No i cóż - reasumując, byli bardzo zadowoleni, jeśli nie zaszokowani. Bogu dzięki.
Potem trochę poklikałem w Komputerraumie (Rockefeller ganiał za ropą, a ja ganiam za klikami...), pomogłem nieco Danielowi w Baukonstruktion z zeszłego semestru i poszliśmy z Kasią na sentymentalną kawę do kawiarni na parterze. Pierwszy raz (i ostatni) byliśmy tam na początku października... potem zaczęło się piekło. Dziś znów mogliśmy sobie przycupnąć, wrzucić na luz i pogadać. A o czym pogadaliśmy? To chyba jasne - ponarzekaliśmy sobie na Niemców, a jak!
Następnie, miała Kasia oddanie swojej urbanistyki u prof. Mecka (tak, tak, tego mojego idola od mostu mieszkalnego). Kasia miała pewną niefortunną współpracowniczkę Ulrykę, która rozpoczęła prezentację... Niestety, gdyż daru pięknego prezentowania wyraźnie nie posiadła, czerwieniąc się i przepraszając za to, że żyje. Pangruszka równocześnie modlił się na Różańcu by Kasiną prezentację wspomóc, jednakowoż Ulryka pod wpływem niewygodnych pytań jednego z profesorów nie dawała rady. Ja natomiast dawałem Kasi znaki, by pokazała chłopakom co to znaczy polska urbanistyka. Chłopaki skończyli, pangruszka oddalił się w cień (słońce grzało niemiłosiernie), był w trakcie trzeciej tajemnicy chwalebnej (Zesłanie Ducha Świętego), gdy nagle prof. Meck prosi go o komentarz do pracy koleżanek...! No, no... w sam raz modlitwa o dary Ducha Świętego, zacząłem pracę analizować, pitu-pitu, pierdu pierdu, to pochwaliłem, co inne wytknąłem - musiałem trochę poszukać dziury w całym. Meck był zadowolony, Kasia mam nadzieję że też.

niemiecka degrengolada
Tawfiq dziś mnie spytał kto to jest na pulpicie mojego laptopa. Jako, że nie wiedział kim był św. Josemaria Escriva, to troszkę Mu opowiedziałem, także o Opus Dei. Spytał czy jestem wierzący. Jasne, jestem katolikiem. Tawfiq poklepał mnie po plecach i mówi: Dobrze, bardzo dobrze, Maciej. Doszliśmy później do wniosku, że niemieckie społeczeństwo jest zdegenerowane. W ten sposób zgodzili się na moment katolik i praktykująco/niepraktykujący muzułmanin.

niemieckie przepisy
natomiast na zajęciach z Bauorganisation dowiaduję się o tym, że niemiecki prawo jest pełne rozsądku i mądrości, szczególnie, gdy wprowadza minimalne i maksymalne wynagrodzenia dla architektów i inżynierów budownictwa, dzięki czemu nie ma konkurencji i projekty są lepsze.
Powtórzę dla tych, którzy nie uwierzyli: dzięki braku konkurencji projekty są lepsze. Powtórzyć jeszcze raz?
Rozmawiałem na temat niemieckiego prawa budowlanego z Michaelem z Schackstrasse, który ma kancelarię prawną (notabene, Olo Zioło powiedział kiedyś, że Opus Dei, to klub dla prawników... coś w tym jest!) i zajmuje się m.in. prawem budowlanym. Mówię do Michaela: Michael, aber das ist doch Sozialismus! Krótka, rzeczowa odpowiedź specjalisty, który bez mrugnięcia okiem z kamienną twarzą odrzekł: Ja Maciej, das ist doch Sozialismus!
W ten sposób europajaców można by przyrównać do entuzjastów sojuszu polsko-sowieckiego.

pan Węcławski rezygnuje, pan Obirek patrzy, a pan Bartoś klaszcze
jak już pewnie wszyscy wiedzą z onetu, niejaki pan Tomasz Węcławski dokonał w grudniu aktu apostazji, tj. oficjalnego odejścia z Kościoła Katolickiego, tj. po prostu otwarcie wyznał herezję i odmówił jej odrzucenia. Zdarza się. Gorszący jest jednak jubel, który wokół tego się dzieje i postawa Tygodnika Powszechnego, który wywiad z ww. opublikował. Otóż, niejaki Sporniak Artur, kandydat na herezjarchę oraz gorszyciel nr 1, napisał tekst nt. wykładów pana Węcławskiego (wygłoszonych w ramach Pracowni Pytań Granicznych - brzmi co najmniej jak Klub Poszukiwaczy Sprzeczności...), w którym to stwierdza między innymi, że poglądy autora zasługują na uwagę, gdyż w Polsce są nowatorskie. Hahahahaha! Panie Sporniak, mam dla Pana dwie rady, którymi kiedyś już chciałem się podzielić:
- skończ pan zgrywać katolika,
- skończ pan nazywać nowinkami herezje potępione setki lat temu na pierwszych soborach ekumenicznych.
Inną sprawą jest to, jak decyzję o opublikowaniu tekstu tłumaczy ks. Boniecki - redaktor naczelny ww. piśmidła (w 49% kontrolowanego przez koncern ITI komuszków Wejcherta i Waltera...). Otóż, mówi on że podjęli trudną decyzję towarzyszeniu człowiekowi w trudnej decyzji o apostazji. Cytuję z pamięci. To zaraz, to jak to jest? To pan Węcławski nie wystawia swej duszy na potępienie? Czy przyjmując herezję pan Węcławski popełnia bohaterski czyn? Czy ks. Boniecki uważa za stosowne towarzyszenie Mu, czy raczej apostolstwo i odwodzenie od karygodnej i strasznej decyzji? Jeśli jest się katolikiem, odpowiedzi na te pytania są jasne. Jeśli się nie jest, wtedy trzeba sprawdzić w Tygodniku Powszechnym jaka odpowiedź jest prawidłowa.
Otworzyłem na Forum Frondy wątek na ten temat - szybko stał się bardzo popularny. Polecam, naprawdę poważna i pouczająca dyskusja. Pojawiła się także i pewna hipoteza wysunięta przez jedną z forumowiczek Frondy, że ponoć pan Węcławski - podobnie zresztą jak pan Obirek, o czym wiedzą nieliczni wtajemniczeni - zapadł na pewną bardzo popularną chorobę wśród panów po czterdziestce. Jaka to choroba? Odpowiedź może kogoś zgorszyć, więc publicznie nie podaję. Wówczas cała teoryja zarówno pana Węcławskiego, jak i Obirka (tu mamy z tego co pamiętam pewność) - to marna racjonalizacja dość prostego problemu osobistego.

link do artykułu na Onecie:
http://wiadomosci.onet.pl/1678331,11,item.html
link do forum Frondy:
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1446893

dobranocka
dobranocka, zgodnie z obiecanką, jest w poście poniżej.

klyken, klyken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniać mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząc; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwość ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzać) - byłbym bardzo zobowiązany.

myśl na dziś
Rozmyślałeś, że twoje powołanie jest jak te skorupki, które kryją w sobie nasionka. Przyjdzie czas, kiedy ziarna zapuszczą korzenie licznie i jednocześnie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 972

wtorek, 22 stycznia 2008

[22 I 2008] wtorek - ostatnia odsłona

dobranocka
skończyłem pracę i zabieram się za bloga! Proszę zobaczyć, jak dzielna Jola spławia zalotnika z miłości do panagruszki:




obiecanki
tak, jak obiecałem - chcę tego dotrzymać - omówię w jednym z najbliższych blogów parę arcyciekawych zagadnień z maili i komentarzy (przy okazji gratuluję Koledze sporadycznemu zacięcia!). Jednak w obecnej sytuacji - którą pokrótce nakreślę poniżej - skupienie i trafne ujęcie przeróżnych zagadnień jest bardzo ciężkie. Po czwartku powinienem być w lepszej kondycji - jutro bowiem oddajemy Baukonstruktion, w czwartek zaś Baupraxis Oekonomie. Na piątek muszę przygotować do biura (tak, mowa o PADOPLANIE) zestawienie - co robiłem każdego dnia pracy od połowy października 2007. Czy dużo tu mają biurokracji? Nieeee... skądże!
Aha - obiecuję, w miarę możliwości regularnie, zamieszczac dobranocki z Bollywoodu specjalnie dla Czytelników! Jejejeje!

sytuejszen
sytuacja jest taka, że wczoraj cały dzień męczyliśmy się z wydrukami (przy okazji - nikomu nie polecam programu VectorWorks), dziś od rana na wydziale - wydrukowaliśmy ostatnie trzy plansze. Oczywiście nie wszystko poszło tak, jak można by się domyślać, dlatego musiałem wziąć cztery do domu, by je ręcznie dopracować (dorysować niektóre kreski) - bawiąc się przez 2 wieczorne godziny w konserwatora zabytków. Po drodze był wykład z Bauphysik, potem konsultacja u Prowadzącego - dra Wernera (okazało się, że ma w Polsce kumpla - prof. dra Jana Radona), z którym wymieniliśmy parę niegrzecznościowych uwag na temat socjalistów i socjologów. Godzina piętnasta z haczykiem - sprawdzam notowania... i oczom nie wierzę! Ben nas uratował! Potem powrót do domu, zakupy porządne (od dwóch dni nie mam chleba) i pichcenie obiadu - wyborne mieloniaki! Zamiast warzyw kupiłem szpinak (jako drugie opakowanie warzyw), więc zamroziłem dla Oleńki, bo owego szajsu świadomie jeść pangruszka nie budziet!
I tak do teraz... bo okazało się - znów, nie chcę na nikogo narzekać, ale... - że rzuty naszego budynku Ktoś spitolił po maksie, czego nie zauważyłem likwidując godzinami (po raz kolejny) inne błędy tegoż Autora... Efekt jest taki, że jutro zamiast spokojnie w końcu się wyspać, lecę na rano, by mieć szansę na 3 godziny przed oddaniem wydrukować naszą pierwszą, pokazową planszę!

Czytelniku, co możesz zrobić?
kochani moi, klikacie jak najęci, nawet Google mi teraz pokazuje 103% klików w stosunku do wyświetleń strony (widziała Pani taki czajnik?)! Zanim Was po raz trzeci zachęcę do klykania (przez cały tydzień będę kopiował ten tekst, żeby każdy się z nim spotkał), napiszę Wam o czym jeszcze pomyślałem!
Pomyślałem sobie, że warto by poreklamować bloga - a co! Jeśli nie wstydzicie się tego, że te popierdółki moje czytacie, to polećcie bloga znajomym, rodzinie, ciotkom i pociotkom! Albo na jakimś forum o nim napiszcie, a jakże! Przy okazji zaś zawsze można popromować www.pogotowienaukowe.pl Yeah!

kliken, kliken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniac mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząc; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwośc ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzac) - byłbym bardzo zobowiązany.

giełda jutro
wbrew pozorom, Ben nas nie uratował. Parkiety USAńskie wprawdzie podniosły się z kolan po decyzji FEDu (Nasdaq z -4%), ale ostatecznie dzień zakończyły -1,06% i -2,01% (Dow Jones i Nasdaq). Co to znaczy? Znaczyć może wszystko. Jak zwykle czekamy na skośnookich panikarzy i resztę świata. Z jednej strony nadzieja na kolejny dzień odwrotu (dzisiejsza sesja spełnia tę definicję aż nadto, kwestia tylko tego, czy teza ta znajdzie potwierdzenie dalej), z drugiej - już nie raz okazywało się, że podniecenie rynków poczynaniami brodatego Bena trwać może tylko parę godzin.
Reasumując: albo spadnie, albo wzrośnie, jak nie - to boczniak.

myśl na dziś
Z całego serca czcij swego ojca,
a boleści swej rodzicielki nie zapominaj!
Pamiętaj, że oni cię zrodzili,
cóż im zwrócisz za to, co oni tobie dali?
Syr, 7, 27-28

poniedziałek, 21 stycznia 2008

[21 I 2008] poniedziałek - wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy (Dzień Babci)

ojojoj, co tak późno?
późno już, co? Niestety - jestem od samego rańca na nogach, rano spotkaliśmy się z Danielem, rabotaliśmy jak dzikie króliki na Wydziale, zdoławszy wydrukowac 80% plansz. Później powrót do domu, przechwyt przekroju od Tawfiqa, sporo czasu na poprawki - wykończenie kolejnej planszy i lot na Wydział celem druku. Druk poszedł, długo musiałem czekać i nie wyrobiłem się na Mszę w katedrze, ale za to zdążyłem na krąg na Schackstrasse. Nie wiem, czy wiecie, co to krąg, ale ciekawych odsyłam do strony http://www.opusdei.pl/art.php?p=26189 - dziś bowiem mija dokładnie 75 lat, odkąd św. Josemaria poprowadził pierwszy krąg.
Potem szybki powrót do domu - konstatacja że ni ma chleba - rozmrażanie trzech przedświątecznych kromek, robota nad innymi planszami, poprawianie rzutów (nie chcę narzekać na ich Autora, ale poczytajcie wczorajszy post nt. współpracowników...) i koniec. Czyli teraz. W międzyczasie obsłużyłem dwoje uczniów, porozmawiałem z Mamą, Oleńką i cuda na kiju. Zaraz zasnę, a jak zasnę, to się długo nie obudzę!

sesja śmierci - sesja śmierdzi
miałem raniutko napisać raport giełdowy, ale nie starczyło czasu. Japończycy nie stanęli na wysokości zadania i się wczoraj skichali. Zamknięcie koło -4% (i tak się na koniec wybronili). Później już na całym świecie konkurs kto sprzeda taniej, a w tej materii rodzimi inwestorzy są najlepsi - zajęliśmy piąte miejsce na świecie w skali spadków! To nic, że średni wskaźnik cena/zysk dla wszystkich notowanych spółek jest na rekordowo niskich poziomach (w USA zresztą też) - gdzie tam!
Stoimy jednak przed problemem. Z jednej strony najwidoczniej nadzieje na dzień odwrotu zostały pogrzebane - luka bessy nie została domknięta, a najbliższe wsparcie czeka na nas w okolicach 2800pkt. na WIG20 (swoją drogą pamiętam, jak jeszcze rok temu z hukiem przebijaliśmy od dołu granicę 3000pkt. na tym indeksie - to były czasy!) .
Z drugiej zaś wiadomo, że panika kończy wyprzedaż. Problem polega jednak na tym, że panika zawsze może być większa. Jeszcze tydzień temu nie wyobrażałem sobie takiej jazdy jak dziś (polecam http://www.gpw.pl/ - proszę odcyfrować po ile pospadały indeksy)... co oznacza, i tu chyba rację ma niejaki Piotr Kuczyński z Xelionu (facet od przeszło 5 lat mówi o bessie, w końcu trafił, hehehe...), że czeka nas albo porządne odbicie (nastawiałbym się w okolicach 2800pkt. dla WIG20), albo krach. Co to jest krach? To jest wtedy, gdy indeksy rąbną w jeden dzień po 20% w kierunku piwnicy. Rach-ciach, posprzątane i po strachu. Niektórzy skaczą z okna, inni właśnie kończą zakupy, jeszcze inni lądują z zawałem u profesora Religi.

Z ostatniej chwili - Nowozelandczycy zaczęli -3,77%, ale odbijają...

politics
mieliśmy wybory - pamiętacie, prawda? Jakiż to był jubel! Jakie to cuda będą (no, cuda są - mamy drugą Japonię na giełdzie), ho ho! Niektórzy na szczęście już pomiarkowali, że dali się zrobić w balona, że po raz piąty obserwują, jak Ci sami panowie pod kolejnym szyldem wycofują się z obietnic, podwyższają sobie uposażenia (wiecie jaka była jedyna poprawka do budżetu, który zostawił w spadku rząd PiSu? 3000zł więcej pensji poselskiej...) i ustawiają się na kolejne 4 lata. Jaja jak berety - dać się tak regularnie i bezczelnie doić przez nieudaczników, którzy nie umieliby obsłużyć odkurzacza.
Apeluję do każdego, kto używa umysłu - proszę czas do najbliższych wyborów wykorzystać na parę ważnych dla naszej przyszłości spraw:

- obserwację partii będących w Parlamencie,
- zastanowienie się nad tym co uważa się za Wartości,
- zastanowienie się nad tym, jak te Wartości należy wcielić w życie (instytucjonalnie),
- znaleźć partię która deklaruje takie wartości i takie sposoby ich aplikacji.

Nie ma bowiem czegoś takiego, jak głos zmarnowany - ktoś, kto tak mówi, nie kuma chyba na czym polega demokracja. Głos zmarnowany, to głos oddany bez namysłu, moi mili, a nie głos oddany w zgodzie z sumieniem. Jeśli głosując na partię pozaparlamentarną, marnuję głos, bo jeden niczego nie zmieni, to niby dlaczego mam glosować na partię, na którą głosują wszystkie barany - skoro jeden głos niczego nie zmieni?!

ombudsman i finansowanie
pamiętacie, jak doniosłem iż Rzecznik Praw Obywatelskich, dr Kochanowski zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ustawę "anty"aborcyjną? Cicho o tym - tak jak przewidziałem, strategia przemilczania. OK. Problem w tym, że rozpoczęto z Kochanowskim chyba cichą wojnę - prokuratura żąda od niego wyjaśnień ws. prezentu, który dał lekarzowi po operacji swojej mamy paręnaście lat temu (mówił o tym przy okazji dyskusji o tzw. służbie zdrowia). Dobre, co?
Panie Lis i Żakowski - to nie jest zamach na demokrację i instytucje państwa demokratycznego, liberalnego i III RP? To nie zamach na autorytety? Nie, skądże, Kochanowski to konserwatysta, a konserwatystom, liberałom i katolikom, tolerancja się nie należy (pisał o tym zresztą też i Król i Sierakowski).
Swoją drogą, PO powinno dostać wielkiego kopa w pompadełko. Przecież to granda - obiecywać przed wyborami zniesienie państwowego finansowania partii politycznych, a teraz się z tego chyłkiem wycofać. Czujecie o co chodzi? Panowie, miglance w garniturach zdecydowały, że ja, panagrzyzga mam obowiązek otrzymywać z podatków ich partie tylko dlatego, że się dostały do Parlamentu, a dostały się, bo je moi Rodzice utrzymują już 20. rok! Jasna cholera! Nie ma żadnej racji po temu, bym ja utrzymywał komuchów z PZPR (obecnie LiD), komuchów ze Związku Młodzieży Wiejskiej (obecnie PSL), geszefciarzy z UW (obecnie PO) i co niektórych bałwanów z PiSu. A utrzymuję ich po to, by walczyli z moimi kandydatami, mając miażdżącą przewagę dzięki temu , że mnie zmusili do utrzymywania ich nędznych biur, szwagrów, ciotek i świekr których tam pozatrudniali. Jeśli są tacy mądrzy i demokratyczni - proszę bardzo konkurować o poparcie i składki. Won cielę do obory!

kliken, kliken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniać mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząć; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwość ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzać) - byłbym bardzo zobowiązany.

myśl na dziś

nie każdy, kogo nazwą mędrcem, jest mądry
Maciej Gnyszka

niedziela, 20 stycznia 2008

[20 I 2008] II Niedziela Zwykła - cz.3

co się z panemgrzyzgo działo ostatnio?
oj, coś czuję, że dziś już nic mądrego ani niemądrego nie napiszę. Późno, naharowałem się jak dziki osioł, wszystko nieomal gotowe, część już w druku, jutro rano pojadę na wydział i skończymy razem z Danielem resztę i puścimy do druku. Dziś byłem rano jak zwykle w Damenstiftskirche na Mszy Świętej, na której spotkałem Michaela z Schackstrasse i starych już, mszowych znajomków, później wróciłem do domu rozpocząć roboty, obiad upichciłem, spożyłem, później z Berndem na 1,5 godzinny spacerek po OlympiaParku podążyłem (jak ja dawno tam nie byłem! Jak ja dawno przyrody nie widziałem!), potem z powrotem do małego łagru. Szuru-buru, rozwiązałem sto milionów problemów ludzkości (gdyby ludzkość składała się z samych architektów), odpowiedziałem na tysiąc telefonów z pytaniami - jak robimy te schody? Te gumy w rzucie rysować? Zaraz dostaniesz Ansicht, obejrzyj czy w porządku i skończyłem swoje Layouty. Moc pracy, fizyka budowli niestety nie wznowiona, ale do egzaminu ponad tydzień - ostro nad nią posiedziałem w Święta.
Wczoraj zaś rano byłem u spowiedzi, u o. Mariusza - mojego monachijskiego, wybornego spowiednika i kierownika. Później krótka wizyta na Schckstrasse, by umówić się z Berndem na dziś, spotkanie z pewnym Amerykaninem z Opus Dei, którego poznałem na rekolekcjach, powrót do domu, skończenie robót wraz z obiadem a potem o 17:20 korekta, a po niej ostatnie omówienie z chłopakami naszego projektu, podział zadań na weekend i robota w domu.
Powiem szczerze: jeśli człowiek sobie jako architekt - i w ogóle w życiu - nie dobierze odpowiednich współpracowników, to się zaszlachtuje na śmierć. Jedno, co wiedzieć należy - Araba przetestować tysiąc razy, zanim rozpocznie się współpracę.

kliken, kliken - wielka prośba
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniać mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby znacząc; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwość ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzać) - byłbym bardzo zobowiązany.

seszyn
jutro dość ważna sesja nie tylko na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, ale i na innych giełdach. Czekamy na reakcje rynków na spadki w Stanach w piątek (niewielkie, ale jednak!). Pierwsi zaprezentują muskuły Japończycy z Chińczykami, potem cała reszta. Jako, że Amerykanie jutro świętują, nie będą mogli nas straszyć ujemnymi przedsesyjnymi odczytami na kontraktach futures na swoje indeksy. Często bowiem bywa tak, że rośniemy sobie spokojnie, bo USA zamknęły się na plusie, troszkę podrośniemy, ale nasi już widzą, że futuresy w USA na minusach przed kolejną sesją i robią w majty. Jak nie straszą zamknięciem, to futuresami. To teraz niech tam sobie odpoczną i nabiorą sił, do windowania rynku.

będzie
się działo w najbliższym czasie na blogu, z pewnością po środzie, gdy oddam Baukonstruktion. Mam kilka planów tematycznych na bloga i aż płaczę, wyobrażając sobie jacy smutni musicie być nie wiedząc, co tracicie. Hehehe... żartowałem. Poważnie rzecz ujmując - jedną z ciekawszych rzeczy, którymi zajmę się na blogu będzie odpowiedź na pewnego maila, bardzo ważnego w naszej długaśnej już debacie o wolnym rynku.

nie będzie
na pewno nie będzie o in vitro, ani innych sztucznych zapłodnieniach, chociaż reklam tych klinik rzeczywiście szkoda, bo wydajne. Ale, ale - przynajmniej Czytelnicy się nie zgorszą.

na dobranoc
cieszmy się, że nie jesteśmy Pepiczkami... hahahaha! Wyborna piosenka!



myśl na dziś
Skoro ty sam tak bardzo jesteś przywiązany do ziemi, jakże możesz się dziwić, że inni nie są aniołami?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 844

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO