Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opus dei. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opus dei. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 maja 2010

[30 IV/1 V 2010] piątkowy pociąg a w nim myśli na temat Hiszpanii, Polski... i ducha rodzinnego

Jak zwykle…
… musiałbym zacząć pisanie od narzekactwa i tłumaczenia dlaczego ostatni raz pisałem w okolicach smoleńskiej tragedii. Jako, że P.T. Czytelnikom może się to nudzić, postanowiłem, że od razu przejdę do rzeczy! A jak!
Zacznijmy od spraw miłych… i na miłych skończmy!

Podziękowania dla Pana Piotra…
za kwietniową darowiznę, którą dopisuję do listy na prawej kolumnie. Byłem bardzo zaskoczony przeglądając ruchy na koncie, wśród których znalazłem tę wpłatę. Pangrzyzga stał się bowiem sługą nieużytecznym, w toku codziennej działalności nie mogącym pozwolić sobie na luksus regularnego notowania myśli, jak to miało miejsce dawniej (nie wspominając o czasach monachijskich, kiedy to po roku wypadało średnio 3 posty na dobę! Jest czas siania i czas zbiorów – tym razem zaś także podziękowań!
Orkiestra – dawajcie!



Jazda!
Jak wspominałem na Facebooku, zainwestowałem ostatnio w laptopa (poprzedni, mój wierny pierwszy laptop w życiu po prostu z dnia na dzień zdechł – za jednym zamachem padł układ zasilania i płyta główna). Co to znaczy? Otóż to znaczy, że grzeję nim teraz kolana zerkając z radością na stan baterii, która nie trzyma już 30 minut, do czego przyzwyczaił mnie poprzedni sprzęcik, ale znacznie więcej – prawie trzy godziny! A cóż to oznacza? To oznacza, że połowę podróży pociągiem relacji wiadomej mogę spędzić na nadrabianiu blogozaległości. No i czas na to wreszcie nadszedł.

Escriva – II tom
Ostatnim razem wspominałem też o lekturze, która mnie ostatnio pochłonęła. Chodzi o trzytomowe dzieło niejakiego Vasqueza – życiorys św. Josemarii Escrivy, założyciela Opus Dei. Nawet się nie obejrzałem jak podczytując ciekawie w pociągu, tramwaju, czy kolejce przebrnąłem przez kilkaset stron pierwszego tomu i znalazłem się w drugim! Teraz trwa wojna domowa w Hiszpanii, której wciąż nie mogę pojąć.
Opisy warunków, w jakich przychodzi św. Josemarii spędzać czas w jej trakcie (ciągłe poczucie zagrożenia dojmująca nuda i beznadzieja oczekiwania na nic w konsulacie Hondurasu) przypominają mi (w sensie stanu ducha) niektóre chwile spędzone w wojsku.
Cóż, czas stwierdzić, że żywoty świętych to pasjonująca lektura. Nie chodzi bynajmniej o nadzwyczajności, które często są wyśmiewane (sam Escriva to robi, pisząc gdzieś o przesadyzmie, który często z dobrej woli stosowali autorzy hagiografii – np. anegdotę o tym, że któryś ze świętych oseskiem będąc w piątki dla umartwienia odmawiał sobie piersi matki). Chodzi raczej o dostrzeżenie jak ta świętość wyglądała na co dzień, ile trudu wymagała – a przez to, że jest możliwa także w przypadku czytającego!

Kierownictwo duchowe
Chciałem już o tym napisać ostatnio, ale urwał mi się wątek i kwestii nie dokończyłem. To było wtedy, gdy pisałem o analogii świętość-sport. Chodziło mi głównie o kwestię kierownictwa duchowego, którego zasadność podważa kilku z moich znajomych. Otóż, moja myśl jest następująca: jeżeli musimy nabywać cnoty kosztem wad, a nabywamy je jedynie poprzez wytrwałe ćwiczenie, zachętę ze strony innych, pomoc w powstaniu po porażkach… to kierownictwo duchowe i spowiedź jest tym dla człowieka, czym osobisty trener i instytucja treningu dla zawodowego sportowca. Niezbędna? Chyba nikt nie ma wątpliwości.

Człowiek z Villa Tevere
W analogiczny sposób podchodzę do żywotów świętych, czy ich pism. Przynajmniej w moim wypadku są nie tylko narzędziem do nawiązania pewnej zażyłości z danym świętym, ale są po prostu szkołą tego, jak być i u mnie powinno. I cieszę się, że dane było mi to odkryć tak wcześnie – przypomnę, że pierwszą rzeczą, którą kupiłem samodzielnie, była zakupiona bodaj w drugiej klasie podstawówki biografia św. o. Pio autorstwa krakowskiego kapucyna, o. Józefa Gracjana Majki. Nie ma jej już niestety na rynku…
Podobna w klimacie jest trzytomówka Vasqueza, chociaż ostatnio usłyszałem, że o wiele przyjemniejsza w lekturze jest książka niejakiej Pilar Urbano, pt. Człowiek z Villa Tevere. Na razie czeka na półce na swoją kolej. Jeśli ktoś czytał – proszę o opinię w komentarzu, albo na profilu Gnyszkobloga na Facebooku.

Kochajmy się jak bracia…
Tym, co przykuło moją uwagę w I tomie Vasqueza, były stosunki ekonomiczne w przedwojennej Hiszpanii. Cóż innego mogłoby przykuć uwagę starego pieniężnika, Panagrzyzgi – prawda?!
Osobliwe było w nich coś trudnego do wyrażenia. Otóż, św. Josemaria jako kleryk, także i później za wszystko płacił. Pobyt w seminarium kosztował tyle a tyle, nauka w szkole tyle a tyle, za objęcie danego urzędu otrzymywano daną pensję, spisywano umowy na wiele rzeczy, stosunki były o wiele bardziej sformalizowane (np. między poszczególnymi kuriami). Sądzę, że jest to nierozerwalnie związane także z szacunkiem, jaki m darzyło się poszczególne urzędy, funkcje i instytucje, oraz samych siebie nawzajem. O uczniach w szkole powyżej kilkunastu lat życia pisało się już per „pan”, dla każdego był zarezerwowany pewien zwyczajowy szacunek oraz (na przykład przy współpracy) wielkie wyczucie kosztów, które ponosi, szacunek dla własności, ambicja bycia rzetelnym właśnie z szacunku do drugiego.
Wiem, że być może nieskładnie to opisuję i bardziej jest to strumień świadomości, niż rzeczowa analiza (proszę wybaczyć, ale ostatnimi dniami spałem po parę godzin), ale mam nadzieję, że w ten sposób jednak coś odmalowałem. Jest to dokładnie to samo, o czym pisze ks. Delassus w Duchu rodzinnym…, który nieustannie (choć ostatnio tego nie robiłem) staram się promować.
Czy przemawia przeze mnie tylko obligatoryjny konserwatywny (czy raczej konserwatorski) żal za ancien regime’em? Nie do końca. Często brakuje mi tych cnót osobistych tam, gdzie jestem i gdzie działam. Brakuje mi często szacunku do nakładów i wysiłku, który ponoszę, rzetelności w wypełnianiu zobowiązań… już rozumiem co to są cnoty społeczne. To cnoty osobiste, które stały się obyczajem.
Zwyczajowo można zrzucić to na karb 50 lat życia pod czerwonym władztwem.

Hiszpania – stosunki Kościół-lud
W ostatnim wpisie poruszyłem kwestię niewyobrażalnej możliwości, jaką jest dla mnie (nawet ex post) wojna domowa w Hiszpanii. Jednak Czarny Frajer z Forum Frondy w komentarzu pod screenem Gnyszkobloga na Fronda.pl zwrócił uwagę na specyficzne stosunki, jakie łączyły lud z Kościołem w Hiszpanii. Otóż, Czarny Frajer twierdzi, że w Hiszpanii przez wieki Kościół był zawsze z elitą przeciwko ludowi (być może stąd „rewolucyjność” podejścia, które promował Założyciel Opus Dei), podczas gdy w Polsce rzecz miała się mieć odwrotnie (z drobnymi wyjątkami).
Od historii Hiszpanii ekspertem nie jestem, więc nie mogę tego potwierdzić, ale myślę, że to teza prawdopodobna.
To, co mnie jednak zastanawia, to kwestia tego, czy przypadkiem Kościół w Polsce nie staje, chociaż w małej mierze, w pozycji przedwojennego Kościoła hiszpańskiego. Skąd ta myśl? Czy nie jest tak, że w opinii wielu środowisk Kościół, lub przynajmniej Jego część poszedł na współpracę z Nimi? Myślę tu o kwestii lustracji, gaszenia nastrojów po stanie wojennym, czy wreszcie obecnych historii związanych z komisjami majątkowymi, odzyskiwaniem gruntów przez byłych esbeków (jeśli to nie oksymoron). Do tego dodajmy jeszcze możliwość wystąpienia i nadęcia choćby dwóch skandali pedofilskich… i mamy materiał pod rewolucję w Hiszpanii.

Tryumfalizm
W trakcie żałoby narodowej po katastrofie w Smoleńsku rzuciło mi się jedno – to, że nagle zawodowi laicyzatorzy oraz piewcy tez o końcu czegokolwiek związanego z Kościołem musieli poczuć się nieswojo. Dlaczego? Okazało się, że z każdej strony (każdej!) zaczął płynąć nie tylko przekaz korzystający z pojęć kształtowanych przez katolicyzm, ale i podejmujący jego idee!
Wszyscy prezenterzy mówili o modlitwie (sic!) za zmarłych. Niezła schiza, co? Miało już w Polsce katolicyzmu nie być, już sobie to szczegółowo opisali w swoich szmatławczykach, już odprawili dziesiątki konferencji i spędów na ten temat, już rzeczywistość wydawała się zaklęta… a tu nagle okazało się, że lud uważa co innego (co widać także na świetnym dokumencie Ewy Stankiewicz – tej od Trzech kumpli i Jana Pospieszalskiego, pt. Solidarni 2010).
Panie i Panowie z niszy – proszę podkulać ogony i robić, cytując Adama Michnika „rachunek sumienia” (sic!).

Iwaszkiewicz a ks. Delassus
Kilka tygodni temu w weekendowej Rzeczpospolitej pojawił się wywiad z córką Jarosława Iwaszkiewicza. Do faceta mam duży sentyment, bo chociażby ze względu na „Brzezinę”, czy „Panny z Wilka”, które swego czasu mnie wprost zachwyciły.
Wywiad ten czytała Oleńka i… się rozmarzyła! Ciężko się nie rozmarzyć po lekturze wspaniałego, spokojnego, pełnego godności ziemiańskiego życia. Tym bardziej, że już za niecałe cztery miesiące samemu będzie się zakładać rodzinę!
Choć wedle koncepcji Plinio Correa de Oliveiry samego Iwaszkiewicza należałoby przyporządkować do grona zwolenników Rewolucji, widać że był przywiązany do samych form życia, choć już software miał zgoła inny. Tak, czy inaczej – opis życia na Stawisku jest imponujący, a mnie samemu – jakże by inaczej! – przypomniał mojego ulubionego w tych sprawach, a wspomnianego wyżej ks. Delassusa. Różnica między nimi jest taka, że Stawisko to w pewnym sensie jednak atrapa – scenografia wypełniona innym duchem, natomiast zamaszysty opis „ducha rodzinnego”, to spójne połączenie formy życia z tym, co porusza i inspiruje jego aktorów.

Pół baterii…
… już sobie poszło, w międzyczasie była rozmowa przez telefon, a Pangruszka wymięka! Do napisania jeszcze parę tematów, ale na dziś już koniec – podejmę je w najbliższych dniach, oszczędzając też katorgi P.T. Czytelnikom!


myśl na dziś
Jezu, Panie mój, spraw, bym odczuwał Twoją łaskę i był jej uległy do tego stopnia, żeby moje serce wyzwoliło się całkowicie..., i napełniło Tobą, Przyjacielu mój, Bracie mój, mój Królu, mój Boże, Miłości moja!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 913

wtorek, 6 kwietnia 2010

[6 IV 2010] czy katolickie znaczy dziadowskie oraz o nadludzkości świętych

komentarze...

do czego to doszło, by gnyszkoblog bardziej był komentowany na swoich screenach, niż w oryginalnej lokalizacji! Cóż, prawda czasu, prawda ekranu, itd. Odpowiedzmy zatem na kwestie wątpliwe.
Po pierwsze, komentarz kol. AKA ze screena na Fronda.pl, który sugeruje że twierdzenia z ostatniego posta wykazują pewną zbieżność ze zdaniem któregoś z polityków wyrażonym na początku lat 90. XX wieku, że nieważne czy Polska będzie biedna, czy bogata, ważne aby była katolicka. Cóż, jakkolwiek oszołomsko brzmi to zdanie, nie sposób się z nim nie zgodzić. Na to, czy jesteśmy bogaci przemożnego (przemożnego - sic!) wpływu nie mamy, więc ważniejsze jest to, na co wpływ mamy i co jest inwestycją długoterminową - a więc zbawienie.
Oczywiście zaraz powstają problemy terminologiczne. Cóż bowiem oznacza to, że Polska miałaby być katolicka? Nie ma to bynajmniej nic wspólnego z tym, żeby miała być dziadowska, zacofana i biedna. To dwa różne porządki, a katolicyzm, nie dziadostwo i uwiąd okryte płaszczykiem pseudokatolicyzmu, jeśli już rozważamy jego rolę cywilizacyjną, jest właśnie rozwoju motorem. Bo katolika przynagla jego religia do tego, by pracę swoją wykonywał jak najdoskonalej, a ziemię czynił sobie poddaną. Co z tego, że Weber napisał całą książkę na ten temat widząc ducha postępu materialnego w sektach protestanckich? Cóż z tego, skoro pod koniec Etyki protestanckiej... pisze, że jego rozumowanie to jednak pewna idealizacja, bo nie uwzględnia chociażby renesansowych katolickich republik kupieckich, bankowości, etc. Więc proszę nie prężyć muskuł wypchanych Poradnikiem inteligenta Polityki, czy inną Europą Dziennika. Bo te szmaty i agitki dla ćwierćinteligencji rzetelnego wykształcenia nie zastąpią.
Po drugie, ciekawy komentarz p. Mariusza z maila, który zauważył, żeby mimo wszystko trzymać na wodzy emocje i powściągać język (chodzi o tytuł wpisu na Fronda.pl), bo o wulgaryzację języka chodzi Michnikom. Zgadzam się z tym w pełni, choć pewien zakres krotochwilności i rubaszności, którego apologię wygłaszał także nieoceniony Chesterton. Jeśli zaś chodzi o język, to jeszcze dziś na ten temat będzie...
Trzecia rzecz, która się powtarzała, na którą wskazała kol. Kaszubówna oraz jakub w komentarzu w oryginalnej lokalizacji, to kwestia zaglądania w duszę. Mówcie co chcecie, ale jeśli człowiek wykonuje sprzeczne ruchy, nieodpowiednio żartuje, prowadzi podwójne życie, kłamie, czy pewne rzeczy dopuszcza, a przy tym nie prowadzi życia religijnego... to chyba wiadomo, że choćby deklarował się jako katolik, raczej pewnego ducha w sobien nie ma, co? Szukasz uczciwego człowieka? Żadnego nie poznasz opierając się tylko na jego zapewnieniu, że oczywiście jest uczciwy.

nadludzkość świętych i nadludzkość sportowców
niekiedy można spotkać się z twierdzeniami wobec niektórych świętych, że on nie był taki napuszony, on był taki zwykły, taki blisko ludzi. Choć zwrócił na to uwagę już św. Josemaria w którejś z homilii, że wielokrotnie hagiografowie - w dobrej wierze - nadymali biografie świętych, czyniąc z nich rzeczywiście nadludzkie postacie. Podał przykład któregoś ze świętych, który ponoć w piątki jako osesek miał się dla umartwienia powstrzymywać od ssania piersi.
Taki trend istnieje z pewnością, ale gdyby ktokolwiek zadał sobie trudu i poczytał pisma któregokolwiek ze świętych, chociażby Dzienniczek św. Siostry Faustyny, czy Listy o. Pio do spowiednika - zobaczyłby jak bardzo ci ludzie stąpali po ziemi. Nie mówiąc o opasłej biografii samego św. Josemarii, którą jak pisałem ostatnio - właśnie pochłaniam.
Zachwyciłby się człowiek ich prostotą i zobaczyłby... że traci życie, nie mając przed sobą ideału. Podczas gdy ideał największy - naśladowanie Chrystusa wdraża się tak prosto, tak... zwyczajnie!
Po części mówię z własnego doświadczenia. Pierwszą książką w życiu, którą samodzielnie kupiłem w wieku kilku lat (chyba jeszcze przed I Komunią) była biografia św. o. Pio, już niedostępna na rynku. Kupiłem ją w kiosku parafialnym... i pochłaniałem co wieczór zachwycony! W ten sposób przeżyłem pierwsze nawrócenie w swoim życiu... Zresztą opowiadałem o tym kiedyś w Radio Józef - czego można posłuchać ściągając z mojego chomika.

obejrzyjmy!
zresztą polecam filmy ze św. Josemarią dostępne na YouTube'ie - czyż można wyobrazić sobie normalniejszego, bardziej naturalnego świętego? Rubaszny aragończyk... Na przykład film o tym kiedy mężczyźni płaczą... reszta produkcji na Sekretach Opus Dei.



potęga nauki
wdałem się ostatnio na Facebooku w dyskusję na sprośny temat, mianowicie molestowania seksualnego. Dowodziłem po swojemu, że na gruncie nowoczesnego samoograniczającego się libertynizmu nie da się niearbitralnie uzasadnić sprzeciwu wobec pedofilii. Wydaje mi się, że udało mi się tego dowieść. Nie wiem jak podać linka do tej konkretnej dyskusji, więc nie podam, ale znaleźć ją można w moim profilu pod wrzuconym przeze mnie linkiem do artykułu z Fronda.pl na temat pedofilii.
No, ale nie o tym chciałem, tylko raczej o krótkowzrocznym kulcie nauk społecznych, które mają to do siebie, jak wprost stwierdził na wykładzie z socjologii biedy prof. Frieske, że prawda w nich jest kwestią konsensusu...
Jeśli nie jesteśmy świadomi kwestii metodologicznych, łatwo z socjologów, seksuologów i psychologów (nie daj Boże z politologów) robić wyrocznie na miarę chociażby konstruktorów-budowlańców! A tak robiono setki razy, chociażby z teorią Clowarda i Ohlina, którzy dowodzili w latach 50. w USA, że przestępstwa biorą się z negatywnego wpływu społecznego raczej, niż z osobistych uwarunkowań przestępcy. Na programy resocjalizacji według ich teorii poszły grube miliony... bez najmniejszego skutku. Na ten temat popowstawały dziesiątki książek, stoczono dziesiątki uczonych dysput, wrogów teorii odsądzono od czci i wiary i zrobiono z nich oszołomów... i wyszło jak zwykle. Czyli tak, że najważniejszy jest zdrowy, chłopski rozum - na dodatek oświecony Łaską.
Tak moi mili, bo mądrzejsze jest chrześcijańskie niemowlę od pogańskiego filozofa, jak to swego czasu twierdził św. Augustyn.

Amerykanie i ich bieda
a jeśli chodzi o Amerykanów i biedę, to prof. Frieske zdradził ciekawostkę. Otóż, bez uwzględnienia dochodów pochodzących ze źródeł pomocowych (zasiłki, dofinansowania, stypendia, refundacje, etc.) - aż 25% mieszkańców Ameryki podpada pod ustawową kategorię biednych. I podpadać będą, bo pomoc społeczna uzależnia.
Dlaczego uzależnia? Kto z Czytelników powie? I co to ma wspólnego z ogrodem Eden i pierwszymi Rodzicami?

Fejzbuk
wielki odzew na reaktywowanego Gnyszkobloga spowodował, że pomyślałem nawet o założeniu profilu na Fejzbuku dla tegoż. Jakem pomyślał - takem zrobił. Najwyżej będzie obciach z racji małej liczby fanów... Fanem Gnyszkobloga można zostać przechodząc tutaj.

koniec...
nie wyczerpałem nawet połowy tematów, które miałem na dziś przygotowane, a tu już i długość posta i pora dnia nie ta. Czas potulić się do poduszki!

myśl na dziś
Roznieć swoją wiarę. — Chrystus nie jest postacią, która przeminęła. Nie jest wspomnieniem, które się gubi w historii. Żyje! Powiada św. Paweł: Jesus Christus heri et hodie; ipse et in saecula! — Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 584



niedziela, 4 kwietnia 2010

[4 IV 2010] Wielkanoc w pełni... a tu się na pisaninę zebrało!

re-aktywacja
wraz z Wielkanocą nastał dzień reaktywacji. Pangnyszka miał wreszcie więcej czasu dla siebie i na lektury (nie mówiąc o Panu Bogu, dla którego jeśli ma się czas - automatycznie zyskuje się czas dla siebie, co mam na myśli tym razem), więc zebrał myśli, wypisał zaległe tematy, których zebrała się grubo ponad kopa... i zabiera się do pisania. Dość stwierdzić, że ostatni czas, dynamicznego rozwoju działalności biznesowej, świetnie opisuje indiańskie pojęcie koyanisquaatsi, które spopularyzował Godfrey Reggio swoim filmem o tym samym tytule. koyanisquaatsi to tyle, co pęd życia.
Nie traktują one w całości o Świętach, bo i jako tematy wpadły mi do głowy na przestrzeni dłuższego czasu, więc mogą sprawiać wrażenie chaosu. Nic jednak na to nie poradzę.
Zdałem też sobie sprawę, że z racji bliższego zaangażowania w sprawy tego świata, a także w sprawę Sprawy, w naturalny sposób mam ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o bloga. O wielu rzeczach wprost napisać nie mogę, a o niektórych nawet nie wprost pisać nie powinienem. Tak to już niestety się robi, gdy człowiek z obserwatora przechodzi bardziej na pozycję aktora. Nic na to nie poradzę, podobnie jak na przypadkową tematykę dzisiejszego wpisu.

koyanisquaatsi
a poniżej fragment wspomnianego wyżej dzieła Godfreya Reggio, pt. Koyanisquaatsi:


audiobookowa promocja złotomyślowa - do jutra
w międzyczasie okazało się, że Wydawnictwo Złote Myśli, o którym czasem tu wspominam (głównie ze względu na ofertę dotyczącą e-biznesu i częściowo motywacji, bo resztę niestety trudno polecić) wchodzi na rynek alternatywny Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych NewConnect i w związku z tym przygotowało kod rabatowy na audiobooki.
Kod brzmi następująco: g9dmMqjn
i umożliwia uzyskanie aż 40% rabatu. Od siebie poleciłbym zakładkę poświęconą przedsiębiorczości.

obojętność wobec ustroju
jak chyba ostatnio wspominałem, jestem w trakcie lektury potężnej 3-tomowej biografii Założyciela Opus Dei. Tak się złożyło, że natchnęła mnie ona do ponownego myślenia sobie na temat prawicowości i lewicowości... No więc sobie myślałem, myślałem, aż przemówił do mnie sam św. Josemaria, który swierdził w jednym z cytowanych przez Biografa listów, żeby zmiana ustroju (z monarchii na republikę) była dla odbiorcy obojętna, gdyż najważniejsza nie jest forma rządów, ale to co rząd poczynać chce z duszami poddanych. Gdzie indziej zaś pisał o tym, że najważniejsze jest to, by nie obrażali Boga (mowa o rządzących).
Ostatecznie więc wsparł mnie autor każdej gnyszkoblogowej myśli na dziś w tym, by czuć coraz większą rezerwę w stosunku do tych, którzy z religii robią sobie pretekst do politykowania. Nie, nie rozumiem przez to zaangażowania w politykę. Rozumiem przez to większe skupienie na polityce, niż na życiu wewnętrznym i na destylowaniu idealnego ustroju zgodnego z Magisterium, zamiast na własnym zbawieniu.
Do tego zdania tym mocniej skłaniają mnie też niektórzy "liderzy prawicy".

o wojnie domowej w Hiszpanii
w lekturze o św. Josemarii doszedłem właśnie do momentu nastania wojny domowej w Hiszpanii. Spodziewam się, że na ten temat wiele się nie bowiem, bo jednak narracja ściśle trzyma się Bohatera, jego perypetii życiowych i duchowych, ale w odwodzie mam wydaną przez Frondę książkę Pio Moa na ten temat.
Zastanawia mnie to, jak mogło dojść do tego, że w ciągu kilku miesięcy w katolickim kraju wybuchła tak intensywna fala antyklerykalizmu. Św. Josemaria wprawdzie komentował wypadki z pozycji człowieka, którego taki obrót spraw bardzo nie zdziwił (uważał, że religijność hiszpanów ma charakter płytki, emocjonalny i ogranicza się do kobiet, u mężczyzn będąc raczej rzeczą wstydliwą), ale to rzecz raczej porażająca.
Inną porażającą kwestią jest sytuacja w Kortezach, gdzie większość stanowią socjaliści i masoni, a katolików jest jedynie garstka (na skutek bojkotu wyborów przez katolików oraz niemożności konsolidacji prawicy).
Podobnie było chyba w Niemczech, gdzie w ciągu kilku lat od dojścia Hitlera do władzy społeczeństwo doznało wielkich przeobrażeń (oba kraje przeszły zresztą silną oświeceniową młockę w XIX wieku), jak o tym moim zdaniem świetnie zaświadcza pamiętnik Victora Klemperera. Inaczej zaś było chyba w Rosji, gdzie skłonność do imperializmu i zamordyzmu obecna była jednak od wieków.
Wszystko to z wielką mocą przypomina obecną sytuację zarówno Polski, jak i Europy. Dlaczego? Nie ma tu takich, ale nawet hipotetyczny średnio rozgarnięty Czytelnik znajdzie odpowiedź na pytanie o to, co stoi w drugiej części analogii.

prawicowość...
wracając do tematu ustroju, myślałem sobie o prawicowości. I pomyślałem sobie ostatecznie (choć odnoszę starcze wrażenie, że już o tym pisałem...), że wolny rynek wolnym rynkiem, swobody polityczne swobodami politycznymi, etc. ale kluczową rzeczą u polityka, czy człowieka w ogóle (politykiem jest każdy - czy to o polityce gadając, czy wrzucając kartki do urny) jest dusza.
Człowiek może mieć dowolne poglądy, ale najważniejsze jest to jakie ma cnoty i jaki jest stan jego duszy. Bo jeśli dusza jest plugawa, obłudna, uzależniona od grzechu... to o kant dupy możemy sobie potłuc wzniosłe kontrrewolucyjne, antyaborcyjne i wolnorynkowe hasła naszego pupila. Tu chodzi o władzę.
Mówię o własnym doświadczeniu. Niesamowitym smutkiem napawają mnie rozmówcy, z którymi zgadzamy się w każdym calu... a ja mam poczucie, że zgadzamy się jedynie werbalnie. Dotyczy to niestety wielu renomowanych tuzów tzw. prawicy, z którymi mam do czynienia.

1% zbliża się - już coraz bliżej
tak, czy inaczej - należy działać. Jeśli spośród Czytelników ktoś nie wypełnił jeszcze PITa(ja np. mam tę przyjemność jeszcze przed sobą), chciałem polecić wybór dotyczący jednego procenta. Chodzi mi o Fundację Pro - Prawo do Życia, którą wesprzemy wpisując do PITa numer KRS: 0000233080. Więcej na temat 1% podatku znajdziemy na podstronie Fundacji na ten temat.
Dlaczego Fundacja Pro - Prawo do Życia? Myślę, że w toku zaostrzającej się walki na tym tle (np. casus Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk - uwaga, przypomnijmy sobie Hiszpanię w latach 30. XX wieku...) takie inicjatywy jak wystawa Wybierz życie są nieocenione i mówią same za siebie...
Fundacja daje też możliwość regularnego wsparcia, tworząc dla swoich darczyńców Klub ProAktywnych. Jeśli dobroczynność traktujemy jako misję zmieniania świata według własnego ideału (a taką wizję promujemy w ramach GFA) - to wsparcie dla Fundacji Pro moim zdaniem powinno być elementem regularnego portfela dobroczynnego.

kobiety o małpkach
zauważyliście Szanowni Czytelnicy, że kobiety czytając adresy e-mail znacznie częściej niż mężczyźni znak "@" czytają jako małpka, zamiast małpa? Ciekawe...

postmodernizm a prof. Bukraba-Rylska
na koniec nie odmówię sobie zacytowania sforującej się na pierwsze miejsce mojej listy ulubionych wykładowców dr hab. Izabelli Bukraby-Rylskiej, autorki wybitnej (cytowanej już kiedyś przeze mnie), obalającej wiele mitów (także związanych z religijnością, czy poziomem wykształcenia) książki na temat polskiej wsi.
Na jednym z wykładów stwierdziła ona, co następuje:
(...) koncepcje postmodernistyczne są żywione dotacjami unijnymi.
Smakowite, prawda? Zresztą... odnoszę przemożne wrażenie, że już kiedyś na ten temat pisałem!

myśl na dziś
Triumf Pana w dniu Zmartwychwstania jest ostateczny. Gdzie zą żołnierze, których postawiły władze? Gdzie są pieczęcie, które umocowano na kamieniu grobowca? Gdzież są ci, którzy ukrzyżowali Jezusa? ... W obliczu Jego zwycięstwa trwa wielka ucieczka nieszczęśliwych nędzników.
Bądź pełen nadziei: Jezus Chrystus zawsze zwycięża.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 660


wtorek, 22 grudnia 2009

[22 XII 2009] Ewa Wanat się wywnętrza, rewolucja trwa... underemployment i globcio zagrażają!

Gnyszka, ty się tłumacz!
Nareszcie przyszedł czas, by normalnie napisać. Nie, nie siedzę w pociągu! Jestem w domu, dobiega godzina 21:00 i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu mogę zwyczajnie usiąść bez świadomości, że czynię szkodę podstawowym obowiązkom. Oczywiście nie do końca, bo mógłbym jutro zrobić pewną pożyteczną rzecz... nie mam jednak na nią siły. Czasem trzeba porzucić delirium aktywności – nawet jeśli jest wzniosłe, konieczne i obowiązkowe. W najbliższych dniach będzie jeszcze kilka okazji do pisania, więc zacieram ręce! Nareszcie.

Książki? Polecamy! Nie ma za co.
Spotkałem się wczoraj z Kamilem, który od samego początku jest sporadycznym Gnyszkoczytelnikiem. Rozmawialiśmy o książkach, o tym i owym i Kamil wyraził opinię, że czasem odnosi wrażenie, jakby pewne akapity postawały specjalnie po to, by wspomnieć o którejś z książek. Cóż powiedzieć? Wcale nie ukrywam, że jest kilka książek, które uważam za konieczne lektury. Co to znaczy? To znaczy, że będę je polecał z uporem maniaka i przy każdej okazji. Dlaczego? Bo uważam je za obowiązkowe dla integralnego rozwoju – tj. sfery ducha, intelektu i zdolności. A to, że przy okazji mogę zmaksymalizować własną użyteczność (czy to u p. Królaka w Tolle, czy u p. Styńskiej w ZM – tym lepiej. Po to Pan Bóg uczynił ludzi rozumnymi, by powierzone talenty oraz dobra puszczali w ruch i pomnażali (że przypomnę przypowieść o sługach).
A zatem, moi mili, proszę sobie zapamiętać na zawsze, że następujące pozycje będę polecał zawsze:


Pominę już wymiar pozycjonowania na dane frazy, który dzięki powtarzaniu zapewnia ruch z wyszukiwarki na dane hasła.

Dr Plinio i ks. Delassus – recenzje nadesłane
no i właśnie! Ostatnio miałem przyjemność odbierać podziękowania za swoje rekomendacje! Pierwsze dotyczyło Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, a dziękującym był Rene z Forum Frondy:

Koledze Gnyszce z podziękowaniem za rekomendację!!!
"FAŁSZYWY TRADYCJONALIZM
Tradycjonalistyczny duch Kontrrewolucji nie ma nic wspólnego z fałszywym i zawężonym tradycjonalizmem zachowującym pewne obrzędy, styl lub obyczaje z powodu zwyczajnego zamiłowania do starych form bez jakiegokolwiek szacunku dla doktryny, która je zrodziła. To byłby archeologizm, a nie zdrowy i żywy tradycjonalizm."

Kolega wie z czego to cytat.:):):)
Wielkie dzięki za zarekomendowanie tej pozycji, ale jest kolega odpowiedzialny za kłótnię jaką w moim domu wywołała ta książka i głoszone przez autora tezy i poglądy.
Baaaaardzo ryzykowne i kontrowersyjne poglądy.

Ale nie będę kontynuował by znowu nie zarzucono mi wątku o tym, ze królowa Bona umarła.

Pozycję tę wszystkim polecam.


PS. Za skutki tego cytatu to też kolega jest odpowiedzialny.

;):):)


źródło: http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3080434

Drugie podziękowanie, które odebrałem nadesłał Kamil – dotyczyło ono mojego oczka w głowie (od wakacji 2008, kiedy przeczytałem), czyli Ducha rodzinnego... ks. Henriego Delassusa! Kamil pisze w mailu następująco (krótko, a treściwie!):

(...)
Jeszcze jedno - Dzięki Twoim poleceniom na blogu kupiłem "Ducha

rodzinnego w państwie...", super lektura. Czy masz w zanadrzu do
polecenia kolejne tytuły tego pokroju?

Z góry dzięki,

Pozdrawiam,
Kamil

Nic dodać, nic ująć. Przypomnijmy z tej okazji kanadyjską piosenkę, którą z moim ulubionym fragmentem Delassusa skojarzył Maciek.

Ewa Wanat się wywnętrza, czyli mister Maseooreck w akcji
od wywiadu Roberta Mazurka z Ewą Wanat w Rzeczpospolitej (o owej damie pisałem już ekskluzywnie na frondowym screenie gnyszkobloga) jestem pod gigantycznym wrażeniem zarówno samego autora wywiadów, jak i pomysłu, doboru rozmówców, etc. Brawo! Ten cykl wywiadów – a wywiad z p. Wanatówną szczególnie! - jest pięknym laboratorium głupoty. Pokazuje bowiem, że... król jest nagi! Król, który mówi o sobie jako najmądrzejszym, najprzenikliwszym, światowym. Szokiem było dla mnie zobaczyć w wywiadzie z Ewą Wanat, że owa dama nie ma nic w głowie! Autentycznie! Po prostu wielowątkowa, niespójna gonitwa myśli, jakieś piramidalne mity („ja to twierdzę naukowo” albo „ale ja nie wypowiadam się jednoznacznie”) i miałkość, której interlokutorka nie widzi, będąc widocznie przekonana, że to, co głosi musi być przemyślane i spójne, skoro jest głoszone... przez Nią! Nie widzę innego wytłumaczenia!
Swoją drogą, jedno z chwytliwych haseł tego wywiadu (to o znajdowaniu się w innej cywilizacji, niż np. Tomasz Terlikowski) zostało przednio skomentowane przez któregoś z FForumowiczów. Skwitował stwierdzenie krótko: „No, cóż. Mentalność tamudyczna”. Tak jest i lektura słynnego wywiadu z ex-gazownikiem Michałem Cichym oraz wywiadu-rzeki z ks. Chrostowskim powinna to objaśnić. To też lektury obowiązkowe!
Siłą rzeczy temat obrabiam po łebkach – pomysł na poruszenie tego wątku wpadł mi do głowy w chwili ukazania się wywiadu... a więc dawno temu. Dziś niestety nie mam czasu, by ponownie go przeczytać i wypunktować p. Ewę po tzw. calaku (co robi np. Pan Sosnowski). Pozostawiam tę przyjemność Czytelnikom. Polecam także wywiad z prof. Krzemińskim, w którym także widać, że król jest nagi – można bowiem prawie 20 lat pleść androny podpierając się wszelkimi imponderabiliami, autorytetami i nie wiadomo czym... by na końcu uznać, że nie miało się bladego pojęcia o czym się plecie! Ha! Mistrzostwo świata!

underemployment – wyważmy otwarte drzwi
socjologia problemów społecznych lubi sobie wynajdywać problemy! No i wynalazła! Underemployment się nazywa jeden z problemów, a polega on na tym, że jest opisywany przez badaczy, na jego temat organizowane są sympozja, wydawane opracowania, granty przyznawane na jego badania... słowem – pieniędzy potok płynie od podatnika na szczytny cel rozpoznania i walki z underemployment, dzięki czemu nie ma bezrobocia. Przynajmniej wśród badaczy underemploymentu. No, no, poleciałeś Pan, Panie Grzyzga, i to po calaku!
Przerysowuję, oczywiście. Nie rozumiem jednak na czym innym polega problem tego, że pan XY studiował marketing i zarządzanie, zrobił fersta i dyplom ze szkolenia bibliotecznego i... musi wyrabiać ciasto w Telepizzy. Mili moi, a cóż z tego, że pan XY pracuje poniżej „swoich kwalifikacji”, bądź w „niepełnym wymiarze godzin”? Zdobył nieużyteczne kwalifikacje – jego błąd i ryzyko w chwili wyboru kierunku. Jest kiepskim wygniataczem pizzy – to nie biorą go na pełny etat, to także jego wina. Gdyby miał łeb i jajca, oraz był prawdziwym mężczyzną – wziąłby się w garść, załatwił parę innych zleceń, oszczędzałby jeszcze jako malec (no tak, porewolucyjna rodzina nie uczy oszczędności i innych cnót), zająłby się zarabianiem w internecie, zamiast oglądaniem pornosów, czy brandzlem na Naszej Klasie. No, ale Pan XY się tym wszystkim nie zajmie... bo on ma fersta i magysterkię z marketingu, więc czeka na pracę adekwatną do jego kwalifikacji. Niech sobie czeka, ale to nie jest problem społeczny.

paradoksy socjologii
nie wiem, co miałem na myśli notując kiedyś ten punkt, ale na temat paradoksalności socjologii jako zjawiska społecznego, kulturowego – można by napisać habilitację!

szczyt klimatyczny...
...gazownicy z Metra i Aborczej trąbią, że cały świat czekał w napięciu na jakiś jego wynik. Nic mi na ten temat nie wiadomo. Globalnego ocieplenia zaś mam dość o tyle, że przez nie muszę teraz nosić polarową podpinkę – tak nam globcio wywindowało tempreraturę w górę, że aż zrobiła salto i zaczyna drugie okrążenie, od -20 st. Celsjusza wzwyż. Obamie zamarzł nawet z tej okazji samolot.

szanowanie poglądów i dwie tolerancje
jeszcze o tolerancji dla poglądów, o której pisałem ostatnio. Zdarzyło się tak, że uczestniczyłem dość nieudolnie w dość nieudolnej dyskucji na temat tolerancji (tak, wracamy do socjologii). Moderator mówiący także w oparciu o swój autorytet stwierdził, że są dwa rodzaje tolerancji. Pierwszy – który mówi, że toleruje, szanuje, rozumie i da się pochlastać za wszystko, gdyż nie jest w stanie zawyrokować o wyższości czegokolwiek. Oraz drugi, który mówi, że to inne toleruje jedynie z musu, na zasadzie przyzwolenia. Wniosek z wypowiedzi zaś był następujący: czyż ten pierwszy nie jest szczytniejszy i bardziej wzniosły?
Mojej odpowiedzi można się spodziewać, nadmienię tylko, że socjologowie prócz urojonych problemów lubią także wzniosłe fikcje. Bo ten pierwszy rodzaj w przyrodzie nie występuje. Proszę to przyjąć do wiadomości. Katolicy wiedzą to bardzo dobrze dzięki doktrynie o grzechu pierworodnym, która nadaje naszej antropologii realizmu... reszta wyważa jak zwykle otwarte drzwi.

p. Wojtek o tolerancji
jeśli chodzi o tolerancję, to polecam gen. Jaruzelskiego, największego speca od tej tematyki. Zaskoczył mnie 13 XII 2007, gdy po raz pierwszy wysłuchałem przemówienia w całości... zaskoczył, gdyż okazało się, że stan wojenny wprowadzono w imię... walki z nietolerancją!!!


Fronda.pl – agenci Opus Dei!
jak w tytule, proszę się wsłuchać w okrzyki staliniątek z Racji Polskiej Lewicy. Dobre, nie? Chłopaki polecieli. Po czym? Po calaku!


myśl na dziś
Udaj się do Betlejem, podejdź do Dzieciątka, zatańcz przed Nim, powiedz Mu wiele gorących słów, przytul Je do swego serca... – Nie mówię o dziecinadach: mówię o miłości! A miłość przejawia się w czynach: w głębi swej duszy prawdziwie możesz objąć Dzieciątko Jezus.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 345



niedziela, 1 marca 2009

[1 III 2009] niedziela, czyim memberem jest p. Borusewicz?

wracamy – co robi intersity?
no, i przyszedł czas powrotu! PKP Intercity – spółka, którą darzyłem wielką estymą za poprzedniego prezesa, a którą teraz wypluć z ust swoich musiałem ze względu na skandaliczną podwyżkę cen biletów – dzisiaj zmienia rozkład jazdy! Jak zwykle – skutkuje to powszechną degrengoladą wszelkich czynników kolejowych.
Pociąg nie przyjeżdża, pani z informacji nie wie, czy przyjedzie, ale twierdzi że wczoraj przyszły jakieś telegramy, podchodzi do nas chłopiec, który od wczoraj czeka na pociąg do Warszawy, bo najpierw sprzedali mu bilet na pociąg, którego nie było, potem nie dali rady poinformować kiedy będzie... słowem – nic się nie zmieniło od czasu, gdy jechałem z przepustki po przysiędze z powrotem do Torunia, właśnie w dniu zmiany rozkładu!
Ach, nic to! Chce się ciąć koszty, to trzeba jechać pośpiechem.

rozumienie intencji
pogrążonym będąc przez weekend w lekturach socjologicznych, szczególną uwagę zwróciłem na pewną sugestię w jednej z nich! Chodziło o wagę rozumienia intencji! Popuściłem wodze fantazji... i muszę się zgodzić. W zależności od tego, jak rekonstruujemy intencję działającego aktora, taką też postawę zajmujemy wobec jego działań. Bez względu na to, czy chodzi o politykę międzynarodową, czy o codzienne obcowanie z członkami rodziny! Daleko szukać nie trzeba – ostatnio pisałem na gnyszkoblogu o jałowości zabiegów względem Jerozolimy, jeśli nie uwzględniają one prawdziwych intencji strony muzułmańskiej. Jeśli jej intencja jest taka, jak ją określiłem... to wszelkie działania, które tego ustalenia nie uwzględniają – można sobie o kant...!
Intencję rozeznać jest trudno, toteż kontakty międzyludzkie należy opisać jako wielkie pasmo błędów, szczególnie błędów atrybucji... czyli wracamy do tego tematu, który szeroko wałkowaliśmy nie tak dawno temu.
Wśród nich najczęstszym jest moim zdaniem przypisywanie świadomego sprawstwa. Jeśli rozpatrujemy skutek czyjegoś działania... to im mniej jest on nam obojętny, tym bardziej skłonni jesteśmy przypisać działającemu świadome sprawstwo.

czego Borusewicz jest członkiem?
jakiś czas temu, niejaki Borusewicz Bogdan z Pomorza, tymczasowy marszałek Senatu stwierdził, że „(...) jako członek Kościoła Katolickiego, czuje się zaniepokojony postępowaniem Benedykta XVI”. Z okazji Wielkiego Postu, gnyszkoblog pragnie wydać oficjalną rekomendację panu Borusewiczowi. Taką mianowicie, by w zaciszu własnego sumienia dokonał introspekcji, czyli rachunku sumienia... gdyż wielce prawdopodobne wydaje się, że nie jest członkiem żadnego Kościoła Katolickiego, tylko po prostu członkiem. Członkiem-w-ogóle.

rynek – reifikacja
o tym, że ludzie lubią personifikacje, czy reifikacje w ogóle – wiadomo od dawna. Ostatnio istna feeria reifikacji występuje wokół tematu rynek-kryzys.
Sam kryzys, to jakiś włochaty stwór, który nie wiadomo skąd i w jaki sposób przychodzi, nie wiadomo co i jak robi... ale skutkiem tego jest... nie wiadomo co i w jaki sposób... ale jest to straszne. Takie podejście jest na rękę dziennikarzynom ekonomicznym, bo kując tekściorki i audycje w taki sposób łatwo wcielają się w rolę tych mądrzejszych, którzy oświecają maluczkich konsumentów, którzy inaczej nic by nie zrozumieli. A prawda jest taka, że tu dużo do rozumienia nie ma, choć wydaje się inaczej. Dlaczego wydaje się inaczej?
Ano, dzięki temu pierdzeniu, które emitują dziennikarze, politycy wygłaszające puste mowy... a u źródeł tego wszystkiego leży zawsze: przychód, rozchód i ryzyko. Tymi pojęciami można opisać całą tę rzeczywistość, która się teraz objawiła – nie „stała się nagle” - ona stała się jasna, dotychczas wszyscy się okłamywaliśmy, że jest możliwe wszystko, że nadeszły już takie czasy, że już się niczego nie traci, że bessy nie przychodzą, że złotówka umacnia się w nieskończoność, że firma jest w stanie powiększać przychody w tempie 20% rocznie w nieskończoność... To czysto psychologiczne zjawisko, oparte m.in. na reifikacji. Być może zaczynamy opisywać rzeczy abstrakcyjne tak, jak by były bytami fizycznymi po to, by te sprawy lepiej sobie wyobrażać, ale później sami ulegamy własnym zabiegom – i zaczynamy wierzyć w to, co przerysowaliśmy poprzez reifikację. Podajmy tego przykład.
Spotkałem się ostatnio z polemiką, której inicjator chciał w końcu rozwiać powszechne przekonanie, że rynek jest idealny. Sam fakt, że istnieje potrzeba by o tym rozmawiać, to dowód na pewne zidiocenie. Bo ten „rynek” to nie jest jakiś byt, tylko codzienne transakcje kupna-sprzedaży. Tylko i wyłącznie.
Dlatego mimo, że rynek jest wydajny i najlepiej działa, gdy jest wolny, to idealna konkurencja i idealna informacja jego uczestników, są pewnymi modelami. To, że mówimy że rynek jest taki właśnie, nie oznacza, że w krótkim terminie nie opłaca się każdemu z jego uczestników sytuacja, w której byłby monopolistą! Oczywiście że tak! Więcej – będzie nawet się angażował w politykę po to, by dostać monopol. Stąd też – paradoksalnie – największy beneficjent rynku, czyli potężny gracz na rynku, we własnym interesie dąży do usunięcia rynku. To jednak nie oznacza, że następuje koniec rynku... każda sytuacja w historii jest przejściowa! Tym bardziej w historii gospodarczej, gdzie motorem działania często jest chciwość! Monopolista, gdy zacznie przeginać... będzie aż do skutku atakowany przez odważnych, mniejszych konkurentów. Proszę sobie prześledzić ostatnie sto lat i poszukać przykładów upadków potężnych firm, prawie monopolistów na własnych rynkach. Jest ich wiele – chociażby spoglądając jedynie 10 lat wstecz. Bycie monopolistą demoralizuje... a zdemoralizowana firma długo istnieć nie może, choćby nawet państwo podtrzymywało trupa dziesiątkami lat.
Z jednej strony błędem jest reifikowanie rynku, jako jakiegoś abstrakcyjnego bytu, niewidzialnej ręki, czy kryzysu, jako nie wiadomo czego (a przecież „kryzys” to po prostu bankructwa firm na skutek popełniania błędów, które pociągają za sobą bankructwa ich kooperantów). Z drugiej zaś – idealizowanie i traktowanie modelu, jako czegoś więcej, niż model. Z trzeciej – traktowanie ostatnich pięciu lat, jako „historii”. To zdecydowanie zbyt krótka perspektywa.

pobudźwa gospodarkie!
nie wiem na ile powyższe rozważania wydają się strawne, ale w moim przedziale szwargoczą sobie trzy młode damy rodem z Ostrowa Wielkopolskiego, które teraz przeszły na etap czesania się nawzajem. Chciałem czytać – nie dało się. Piszę bloga – daje się jako tako.
Wracamy do tematów gospodarczych. Czytałem ostatnio w Gazecie Polskiej wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, który optuje za powiększeniem deficytu budżetowego celem „pobudzenia gospodarki”. Nie wiem co na myśli miał Prezes Kaczyński... ale spróbujmy rozpatrzyć sytuację przez analogię z kotem Alikiem.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w posiadaniu kota Alika. Kotek nasz szalał sobie cały dzień, marcował się z koleżankami, wściekał na podwórku jak nigdy... przychodzi noc... Alik słania się na łapkach, ogon podkurczył, oczka mu się kleją... a my wciąż chcemy słuchać jego marcowego mruczenia i miauczenia. Traktujemy go zatem kawą i zastrzykiem z adrenaliny! Nawet jeśli Alik przez kolejną dobę będzie aktywny... a nawet i przez kolejną ... to w końcu albo nam w końcu kopyrtnie, albo jak mu damy spokój, to będzie nam spał przez dwie doby i cierpiał na niestrawność.
Pobudzajmy, pobudzajmy, panie Prezesie! Politycy to najlepsi twórcy... kolejnych kryzysów.
grahamki
co zatem zrobić w świetle powyższych dwóch notek? Jeśli mamy zamiar mądrzyć się, albo choć tylko rozumieć tematy z gospodarką związane, to bierzmy się za naukę. A uczyć się można jedynie od ekonomistów, którzy nie dokonują kreacji tylko i wyłącznie metodą używania niezrozumiałych słów... mowa więc o „Austriakach”. Książki, które wymieniłem w Pogadance na temat istoty kryzysu – Hayek, Rothbard i Mises – są nadal aktualne!
Natomiast jeśli zamierzamy dodatkowo coś zarobić... to – jak już pisałem ostatnio – bez „Inteligentnego inwestora” Benjamina Grahama nie ma o czym myśleć! Nie tylko wieloletnia perspektywa, bogaty materiał dokumentacyjny z przeszłości, ale i porządna teoria. Wyrosła właśnie z praktyki!

jak zostałem Putinem Opus Dei?
nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale zostałem Putinem Opus Dei! Ów zaszczytny tytuł nadał mi sympatyczny komentator blogu Barta (pamiętacie Barta, z którym konkurowałem w konkursie na Bloga Roku 2008? no, Bart zaczął zresztą gnyszkobloga komentować!) - niejaki eli.wurman. Zauważyłem, że otrzymuję przekierowania z Jego bloga. Zajrzałem... i w liście linków pod tytułem „Blogi twojej starej” znalazłem link właśnie „Putin Opus Dei”. Zgadnijcie dokąd prowadzi?
Sprawa to dla mnie wielce ciekawa i chyba jasna... stanowi piękny przykład różnicy między światem wyobrażonym, a realnym – i tego, że świat wirtualny – choć stwarza pozory wielkich możliwości poznawczych – to jednak świat domysłów, wyobrażeń i uprzedzeń.
Ale za ów pocieszny tytuł, eli.wurmanowi bardzo dziękuję!

Szostkiewicz a ultrakatolicy
nie lepiej, niż w blogosferze, jest w tradycyjnej publicystyce. Ostatnio niejaki Szostkiewicz Adam, rzekomy znawca religii z „Polityki” napisał o „ultrakatolikach i katolickiej prawicy” w kontekście zdjęcia ekskomuniki z Bractwa św. Piusa X. W tej grupie dostrzegł Marka A. Cichockiego z „Teologii Politycznej”, który jest luteraninem!
Panu Szostkiewiczu gratulujemy rozeznania!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/1-iii-2008-sobota.html

myśl na dziś
Modlitwa nie jest przywilejem mnichów. Jest obowiązkiem chrześcijan, mężczyzn i kobiet, którzy żyją w świecie i wiedzą, że są dziećmi Bożymi.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 451




czwartek, 2 października 2008

[2 X 2008] 80. rocznica powstania Opus Dei

80 lat minęło...
dziś mija 80 lat od chwili, gdy powstało Opus Dei. Zachęcam do lektury artykułu na ten temat: http://www.opusdei.pl/art.php?p=11080

piguła informacyjna o kryzysie
Zgodnie z wczorajszą obiecanką, udało mi się już napisac odpowiedź do czytelniczych pytań na temat kryzysu finansowego. Oto jej zajawka z linkiem źródłowym:
"Jak to już zauważyliśmy na innym blogu (http://maciejgnyszka.blogspot.com/) – wiedza na temat obecnego zawirowania na rynku finansowym w USA jest bardzo rzadka, do tego stopnia, że wszelacy pisarczycy wycierają sobie usta bajaniami o stabilizacji, rynkach i innych ładnie brzmiących sloganach. Przejdźmy więc do jaśniejszych rozumowań, opartych – w co wierzymy – na poprawnej wizji ekonomii. Choć z drugiej strony znamy ograniczenia własnego rozumu – dlatego wszelkie uwagi na temat naszego rozumowania przyjmiemy z radością. W związku z całym zamieszaniem przyszedł e-mail od Czytelnika, który prosi o wyjaśnienie kilku kwestii, które wyjaśniamy poniżej.

Drogie Pogadanki!
Z zaciekawieniem czytałem wpis na pogadankach inwestorskich o obecnym kryzysie za Wielką Wodą. Mam do Was prośbę: wyjaśnijcie mi, jak krowie na miedzy:
- co to jest ten system fiducjarny?
- dlaczego powstało tyle wirtualnego pieniądza i dlaczego akurat teraz następuje rewizja tej kreacji?
- jaka jest w tym wszystkim rola FEDu?
- "jaki ten kryzys ma związek z inflacyjnym dodrukiem dolara?". Bo i nie sposób było nie zauważyć, że Amerykanie drukowali jak wariaci.
(...)"

dalszy ciąg tekstu na:
http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com/2008/10/obecny-kryzys-komentarz-nr-2.html

myśl na dziś
Nawrócenie jest sprawą jednej chwili. Uświęcenie — dziełem całego życia.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 285


wtorek, 8 lipca 2008

[8 VII 2008] wtorek... spotkania!

śpim!
dziś dzień pełen spotkań... nadrabiam zaległości i z nóg padam. Dużo nie napiszę, w głowie się kłębi, a już późno! Śpijcie dobrze żabki... a jako myśl na dziś, proponuję List od Prałata na lipiec - nie chcę nic mówić, ale został wydany w moje urodziny. W zeszłym roku prezent od Papieża w postaci motu proprio Summorum pontificum, w tym roku - prezent od Prałata! Super.
"Panie, co chcesz abym uczynił?"
Prałat zachęca nas do rozważania na modlitwie przykładu św. Pawła i oddania się do dyspozycji Bogu.
07 lipca 2008

Najdrożsi: niech Jezus zachowa moje córki i moich synów! Pisząc do was te słowa, odczuwam w sercu silną potrzebę, by dziękować Bogu za dobra, jakich nam udziela. 26 czerwca ponownie byliśmy świadkami, jak nabożeństwo do św. Josemaríi rozszerza się na cały świat. W kilkudziesięciu krajach obchodzono święto naszego Ojca i w niezliczonych miastach tego dnia odprawiono Mszę św. na jego cześć. Dzięki temu duch Opus Dei dociera do większej liczby osób, do nowych środowisk, pomagając chrześcijanom spotkać i kochać Boga w zwyczajnych sytuacjach własnego życia.
(...)

czwartek, 27 marca 2008

[27 III 2008] czwartek w Oktawie Wielkiejnocy

polecam do obejrzenia
http://www.opusdei.pl/art.php?p=27070
W końcu pojawił się film, wywiad z ks. Stefanem Moszoro-Dąbrowskim z kanału Religia.tv na temat Opus Dei. Oglądałem go jeszcze w Monachium, potem gdy przyjechała Oleńka i chciałem Jej go pokazać - na Onecie już nie było! Teraz pojawił się w internecie. Wszyscy chcący usłyszeć coś od źródła - zachęcam.

Film tym bardziej potrzebny, bo ostatnio przeczytałem np. artykuł Andrzeja Gwiazdy w Gazecie Polskiej, w którym widać że Pan Andrzej nie bardzo wie o czym pisze, ale zdążył w międzyczasie rozwinąć dość rozbudowaną teorię zmierzającą ku temu, że Opus Dei rządzi światem... To mniej więcej tak, jak by rozwijać teorię o tym, że Koła Żywego Różańca rządzą światem... he he... Jasne, że rządzą!

kwiecień, plecień
a idzie, za pasem już jest nawet nowy miesiąc - kwiecień! Apeluję do wszystkich, którzy czają się z zakupami w GNYSZKOKIOSKU (http://maciejgnyszka.nexto.pl/), by wstrzymali się jeszcze do 1 kwietnia. W kwietniu bowiem jest konkurs dla kioskarzy - dziesięciu najlepszych w nagrodę dostanie podwojenie prowizji. Do boju zatem, do boju!

trzęsiawka
tymczasem na GPW dziś silne wzrosty - o dziwo! Nie wiem co się dzieje, ale chyba uniezależniamy się nieco od atmosfery na rynkach światowych - choć wczoraj Amerykanie zakończyli na delikatnych minusach, a nad ranem NIKKEI na nieco większych, my dziś twardo w całą sesję w dużej odległości ponad kreską. Cieszy to, a jakże - ale może przestać już jutro, po dzisiejszej słabiźnie w USA, prawdopodobnej przecenie w Azji, my możemy się już nie wybronić. A w spadaniu z pieca na łeb mamy ostatnio wprawę...
Bardzo mnie ciekawi miesięczna wycena certyfikatów Investor FIZ - chłopaki zapakowali się ostatnio w towary, a pod koniec miesiąca mieliśmy właśnie na towarach przecenę. Jestem ciekaw, czy zdążyli tę sytuację przewidzieć i podjąć odpowiednie kroki. Tak, czy siak - pangruszka jest w bardzo dobrym nastroju, jego spółeczki zachowują się dobrze, a ciułalnicze regularne wpłaty do różnych TFI roztaczają miłe perspektywy w długim terminie... Już nawet jutro nie łyknę węgla! A co!

zagłosuj
na Onecie sonda! Namnożyło się ostatnio tych sond - warto więc wziąć udział w kolejnej. Tym razem można zagłosować na partię polityczną, jak na razie niejaki UPR ma 15% głosów z 30831 oddanych. To, co mnie martwi, to brak możliwości wyboru Prawicy Rzeczypospolitej. Muszę podsunąć Marszałkowi Jurkowi pomysł UPRu z akcją zbierania miliona złotych do 2009 roku - toż miło się wpłaca gdy widzi się na stronie ile zebrała już ukochana partia, widząc ile wpłacają inni i skąd są... Ach... A mnie nikt na prezydenta nie chce?
A TU JEST SONDA:
http://wiadomosci.onet.pl/1717283,11,tns_obop_51_proc_po_26_proc_pis_12_proc_lid,item.html

jutro...

a jutro przyjeżdża do mnie Oleńka! Panmaciurek i cała przyroda nie posiadają się z radości! Jejeje...

zdradzam...
nie, wcale nie zdradzam - uchylam jeno rąbka tajemnicy. Otóż, niewykluczone, że uda się pozyskać na naszego bloga reklamodawcę! Czy się uda - okaże się w przyszłym tygodniu. Proszę zatem trzymać kciuki i różańce.
kciuki i różańce
należy też trzymać w intencji pewnego Dziadka! Wprawdzie nie mojego własnego, ale dostatecznie bliskiego! Ciężka operacja - ciężkie modły.

myśl na dziś
Gdy na drodze były,
Tak sobie mówiły:
Jest tam kamień niemały,
A któż nam go odwali?
Alleluja!
tradycyjna pieśń wielkanocna, Chrystus zmartwychwstan jest! zwrotka 4

sobota, 15 marca 2008

[15 III 2008] sobota, uroczystośc św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

św. Józef!

jak zapewne wszyscy wiedzą, dziś mamy uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, przesunięta - z uwagi na Wielkanoc - na dziś z 19 marca. Wspaniała uroczystość dla każdego, tym bardziej dla ludzi związanych z Opus Dei. Otóż, św. Józef - jak i Duch Święty - to na ogół Wielki Nieznany, tj. ktoś, o kim tak naprawdę niewiele wiemy i wiedzieć nie chcemy. Tymczasem, postać to fascynująca i mogąca wiele nauczyć.

Z anegdotek, św. Josemaria, założyciel Dzieła nazywał się pierwotnie z hiszpańska Jose Maria, ale uznał że Józef z Maryją byli tak naprawdę nierozłączni i dał temu wyraz zmieniając swoje imię na Josemaria. Miał wielkie nabożeństwo do tego świętego... Dostrzegł to również Kościół i wyraził w sposób następujący - otóż, bulla papieska Ut sit nadająca Dziełu formę prałatury personalnej weszła w życie właśnie w uroczystość św. Józefa. Wspaniały zbieg okoliczności (http://www.opusdei.pl/art.php?p=26863).

Dlaczego wielki święty? Dlatego, że gdyby nie był - Oleńka dziś rano nie modliłaby się na Mszy, żebym był taki, jak On.

dzisiaj

dziś sobie porabotałem, posprzątałem przed Świętami... a wieczorem! Wieczorem same szalęstwa! O 18:00 Msza Święta, a po niej spotkanie Rady Duszpasterskiej mojej Parafii. Oj, będzie się działo w najbliższym czasie. Najbardziej cieszę się z tego, że udało się przeforsować wspólne śpiewanie Gorzkich Żali i Krzyżu święty... po liturgii wielkopiątkowej! Dlaczego za tym obstawałem? Ano dlatego, że w Wielki Piątek umiera nam Pan Jezus, a jak ktoś umiera, to się kumple jego i kumpelki z rodziną zbierają (przynajmniej na wsiach jeszcze) i całą noc przy ciele śpiewając czuwają. Kogmu jak kogmu, ale Panu Jezusowi aż chce się śpiewać... jak On jeszcze za nas grzesznych głupoli biedaczek umarł...

dobranocka

zrobiłem dobranockie! Niestety, w Bombaju nie ma już opcji wstawiania do bloga... Musicie więc kliknąć w link, by obejrzeć. Aha, pozdrowienia dla Magi i Kajaczka!

http://www.grapheine.com/bombaytv/play_uk.php?id=1885239

zaangażowanie

jak wiecie, w środę byłem na demonstracji pod Sejmem. Były też WSI24, tj. ci wyglancowani panowie z Tefałenu, była Superstacja, PAP i trochę innych mediów. Z tego, co piszą organizatorzy, którzy zadali sobie trudu i obejrzeli relacje z wydarzenia, najrzetelniej sprawę przedstawił niejaki Onet.pl (pewnie dlatego, że Korwin ma u nich bloga), reszta troszkę do bani...

O co cho? Otóż, o to, że demostrację organizował UPR (tzn. ją zgłosił do Urzędu i zebrał koło 150 osób z całej Polski). Prócz tego, po drugiej stronie ulicy zebrała się wokół swojego namiotu grupka oldbojów (jakieś 20-30 starszych osób), do których później dołączyło pięciu chłopaków z transparentem Młodzież Wszechpolska oraz pięciu z NOP - tj. Narodowego Odrodzenia Polski. Dziennikarzy obchodziły te grupki - fotografowali ich i filmowali jak wariaci, mając za plecami scenę, nagłośnienie i ok. 150 osób z transparentami i flagami z UPR. No, cóż - jak wiadomo, Korwin-Mikke nie istnieje, Kopernik była kobietą, a media są rzetelne i niezależne.

Ta sytuacja przypomniała mi opowieści z 1979 roku, kiedy to Mszę na pl. Zwycięstwa odprawianą przez Jana Pawła II reżimowa telewizja filmowała tak, by setki tysięcy ludzi przedstawić jako grupkę starych, zdewociałych oszołomów. W jaki sposób? Filmowano ostatnie rzędy, by pokazać, że za nimi nikt nie stoi a na zbliżenia wybierano starszych ludzi. Mniej więcej ta sama technika, co w reportażach o marszach obrońców życia, czy niejakim Radiu Maryja. Co innego jednak znać teorię, a co innego widzieć to na żywo - kurczę, ci panowie to rzeczywiście dziennikarskie ścierwa i kłamcy... Miglance.

Dlatego wielką nadzieję pokładam w internecie - pamiętajmy raz na zawsze, że telewizja kłamie. Dopóki internet nie jest cenzurowany (spoko, zaraz okaże się, że jednak UE uzna, że warto cenzorować treści homofobiczne, faszystowskie i niewiadomojakie...) - korzystajmy z tego źródła. Poniżej link do strony UPR TV skąd można ściągnąć oryginalną relację z demonstracji. UPR TV, tj. telewizji UPRu, zupełnie amatorskiej (choć po efektach - dość profesjonalnej) - grupy zapaleńców, którzy pokazują to, czego nie pokazują ci, którzy mówią że pokazują wszystko i prawdziwie. Rzeczywistość jest naprawdę inna, niż wielu przyzwyczajonych do ciągnięcia niusa przez rurkę gazetki, czy telewizora mniemają...

http://www.uprtv.pl/uprtv/uprtv_index.php

a dla chętnych jeszcze inny link, sprawdźcie czy są tam inicjały M.G. i zapytajcie sami siebie, czy nie warto, aby i Wasze się tam pojawiły...:

http://www.upr.org.pl/main/milion.php

myśl na dziś

wyjątkowo nie Gorzkie Żale! Tym razem św. Josemaria mówi o św. Józefie. A propos Gorzkich Żali - jutro po raz ostatni!

niedziela, 2 grudnia 2007

[2 XII 2007] Pierwsza Niedziela Adwentu - czekamy

co się stało się?
wczoraj pracowaliśmy z Danielem i Tawfiqiem rano na wydziale i co - i zostawiłem kabel w pracowni. Przymusowe zatem nicnierobienie w kwestiach projektowych choc zaowocowało najpierw złością moi mili, to jednak po natemperowaniu przez Oleńkę, przyniosło radość z wolnego od komputera weekendu, zająłem się modlitwą, spaniem, socjologią, umacnianiem obronności Państwa dziś po południu. Jednym słowem - nie ma panie tego złego, co by na dobre nie wyszło nam!

pytania kulturowe
tak, jak mówiłem - byłem w czwartek na medytacji na Schackstrasse. Bernd mi podupadł na zdrowiu, zaopiekowałem się chorym jak trza (akurat Michael musiał gdzieś pójść, a ja chciałem pogadać o planach na najbliższe tygodnie). No więc sobie tokujemy o przyszłotygodniowej imprezie niedzielnej, o rekolekcjach za dwa tygodnie (będę tylko od piątku wieczorem do niedzieli), gdy Bernd prosi o szklankę ciepłej wody. Pytam więc skąd jej w kuchni nalać, jak ciepła ma być, etc. a Benrd na to, że wystarczy że przekręcę kurek z czerwonym kółeczkiem i będzie ciepła. Można pic z kranu? Jasne. Okazało się, że było to jedno z pytań ujawniających różnice kulturowe. Otóż, dla Niemców to rzecz oczywista, że z kranu płynie niemal źródlana woda (poza byłym NRD). Inna interkulturowa rzecz, którą zaraz przypomniał sobie Bernd, to obecność w kościele na Josephsplatzu na polskiej Mszy ogromnej ilości młodych matek z dziećmi. Teoretycznie to jest możliwe, żeby kobieta była matką, ale odzwyczaiłem się od takiego widoku - powiedział z zadumą Bernd.

piekarnia piecze pieczywo
wielu Niemcy kojarzą się z pieczywkiem. Słusznie - pieką tutaj z nie lada zacięciem! Istnieją także sieci piekarni/cukierni, które ze sobą konkurują, pakując wypieki we własne torebeczki, z których można się dowiedzieć, że np. beczkokształtny pan z Dietlinderstasse piecze bułeczki z miłością, że Wimmer Baeckerei istnieje już ponad sto lat, że piekarnia pana Muellera kontroluje jakość i używa najlepszych składników, i tak dalej. Wypieki nieco droższe niż w Polsce - choć zdarzają się i takie okazje jak u nas np. na Centralnym - Daniel pokazał mi ostatnio piekarnię, która importuje pieczywo z Polski, dzięki czemu w cenie jednego ciacha, kupujemy sobie dwa. Nie są to wprawdzie lukrowane pączki za 50 groszy z Centralnego, ale zawsze ma się satysfakcję ze zrobienia dobrego interesu!

artykulas a sweterki
obiecałem, że będę kontynuował komentarz do artykułu pt. Zawodowcy z Tygodnika Powszechnego. Jak na moje oko, stanowi on doskonały przykład na niemal niewerbalne przekazywanie treści w tekście. Otóż, myśl przekazywać można także poprzez tworzenie atmosfery, poprzez opis - np. szczegóły otoczenia, dobór słów, które kojarzą się w odpowiedni sposób.
Przykładem takiego zastosowania opisu, jest fragment z artykułu, gdzie autorzy rozpływają się nad ubiorem uczestników dnia skupienia w krakowskim Barbakanie (http://barbakan.sicom.pl/). Otóż, jak donoszą autorzy, uczestnicy owych dni, studenci i licealiści, a także numerariusze Opus Dei - ubierają się elegancko! Yyyyyyyyy! Gwałtu rety! Mało tego! Jeśli nie garnitur, to w najgorszym razie sweter i koszula! Skandal, prawda? No, no... niezłe ziółka z chłopaków... Krawaty i koszule... no, no...
Jak to działa? Ano tak, że czytelnik który nie ma bladego pojęcia o Dziele (albo wie to, co każdy o Opus Dei wie z Kodu Leonarda... oraz wieści gminnej), myśli sobie - ho, ho, podejrzana sprawa, ubierają się jakoś dziwnie, garnitury, swetry. To rzeczywiście jakaś masoneria. No i gotowe - panowie miglance nie skłamali - a już wszyscy wiedzą wszystko.
Ale, ale - zadajmy sobie pytanie pomocnicze - a dlaczego to takie dziwne, że ludzie ubierają się na dzień skupienia elegencko? Spieszę z odpowiedzią: jeśli ktoś się odpicowuje na spotkanie z dziewczyną, to dziwne byłoby, gdyby nie odpicował się na spotkanie z... Bogiem. Nie wiem, czy redaktorzy TP wiedzą, ale katolicy wierzą w realną obecność Pana Jezusa w Eucharystii, z której wynikają nie tylko procesje i nabożeństwa eucharystyczne, ale właśnie osobista pobożność! To jedna sprawa - a druga, chyba głupio by było, gdyby mówiono o nas katolikach, że jesteśmy fleje i nie umiemy się ubrać. I wbrew pozorom, by schludnie i elegancko wyglądać, nie trzeba wydać fortuny, co również w paru miejscach sugeruje artykulas.
Wstyd Panowie miglance, wstyd. Sprawa przypomina podstawówkę, gdzie dzieci obraziły się na Kazia, bo Kazio słucha mamy, chodzi w lakierkach i dobrze się uczy. Dzieci wobec tego będą stwarzały wyssane z palca historie o tym, jak to Kazia leją w domu gdy przyniesie pałę, albo jak to go mama ubiera, albo steruje jego czasem.

rezerwa się szkoli!
tak sobie pangruszka pomyślał, że przygoda z wojskiem wcale się nie zakończyła - wszak niewykluczone, że WP zaprosi jeszcze parę razy kpr. Gnyszkę na weekendowe szkolenie. Co wtedy? Wówczas pangruszka pocałuje Żonę, pocałuje dziateczki i pojedzie do jednostki, by umocnić obronność Państwa. A gdy wróci, ucałowawszy Żonę, weźmie syna (-ów) na kolana i powie jak to było z innymi rycerzami się spotkać. Oczywiście - dwie osoby tego dramatu są już doskonale znane - nowych Czytelników odsyłam do archiwalnych postów ze zdjęciami moimi i Oleńki z października. Bo Żonę mieć i dzieci mieć, to nie takie pitu-pitu, ani w kij dmuchał, tylko powołanie. Małżeństwo zaś, to ani spółka świadcząca usługi podnoszące ciśnienie w narządach ograniczonemu gronu konsumentów, ani też spółka rozrodcza, ani też nawet spółka facility management opiekująca się wspólnym mieszkaniem i lodówką. Małżeństwo to sakrament. I to jak każdy sakrament - kosmiczny!
Skąd taka myśl? W Damestiftskirche mam przyjemność podpatrywać paru ojców, jeden obstawiony przez dwie małe córki, które stają po jego obu stronach gdy przyjmuje Komunię Św., a po Mszy idą z nim do obrazu Najśw. Serca Pana Jezusa, by się pomodlić modlitwą św. Piusa XI. Inny Pan - ojciec córki i dwóch bardzo podobnych przedszkolakowych synków, z których jeden służy do Mszy. Ministrant to mój ulubieniec - od razu byście go polubili!

dowcipas
wyszło na jaw, że Tawfiq - rodowity Syryjczyk - nie lubi Żydów! Wprawdzie pożegnaliśmy się per Shalom ale`kum, ale gdy żegnaliśmy się tak po raz drugi - zrobił minę obrzydzenia. Ja tam do samych Żydów nic nie mam, choć paru miałem nieszczęście poznać i zepsuli moje mniemanie o owym narodzie. No, ale opowiedzieć dowcipas o Żydach zawsze można, szczególnie gdy jest śmieszny.
Otóż:
- Dlaczego Żydzi mają duże nosy?
- Bo powietrze jest za darmo.
-----------------------------------------------------------------
Hahahahahahaha! Dobre, nie? Oj, ja to jestem figiel-migiel...

A opowiadałem Wam kiedyś jak to chcieliśmy z Oleńką kupić we Wrocławiu garnitur i opowiedziałem wtedy żart życia? Nie pamiętam, a nie chcę się powtarzać...

myśl na dziś

Iluż nerwic i histerii można by uniknąć, gdyby - zgodnie z doktryną katolicką - uczono ludzi żyć prawdziwie po chrześcijańsku: kochac Boga i przyjmowac przeciwności jako błogosławieństwo z Jego rąk!

św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 250

fotoloto

piątek, 30 listopada 2007

[30 XI 2007] piątek, kończy się listopad, Andżeje świętują!

Afganistan
jak już niektórzy wiedzą, lub nie - z wojskiem miałem ostatnio nieco wspólnego. I wciąż mam - bo jak inaczej określić fakt, że zdarza mi się tęsknic za jednostką, w której odbywałem służbę? Ale nie pora by się tu wywnętrzać, chcę bowiem napisać o sprawie naszych żołnierzy z Afganistanu, którzy ostrzelali wioskę. Nie znam ostatnich szczegółów, zresztą pewnie i tak poza samymi oskarżonymi i prokuratorami nikt ich nie pozna, ale mam parę uwag natury ogólnej, bez względu na szczegóły.
Po pierwsze - jest kosmicznym skandalem, że żołnierzy potraktowano jak bydło. Przypomnijmy kim jest żołnierz - żołnierz jest obywatelem, który nie tylko wyzbywa się części własnej suwerenności na rzecz przełożonego, ale i ryzykuje zdrowie lub życie, by wypełnić wolę przełożonego (jeśli w oczywisty sposób nie narusza ona prawa). Można by zatem powiedzieć, że co jak co, ale żołnierzom w społeczeństwie należy się wybitny szacunek. Tego nie widziałem. Nie wspominam już o zasadzie domniemania niewinności, którą najwidoczniej pogwałcono.
Po drugie - są trzy możliwe wersje wydarzeń. Pierwsza - żołnierze pojechali sobie na przejażdżkę i dla jaj ostrzelali wioskę, żeby pozabijać ludzi. Druga - żołnierze realizowali rozkaz przełożonego, który wydał go z czystego chcenia. Trzecia - bezpośredni dowódca oddziału realizował rozkaz przełożonego. Nie analizuję tu tego, czy rozkaz był słuszny. Pierwsza możliwość jest niemożliwa - każdy patrol ma dowódcę, jego wyjazd i uzbrojenie są rejestrowane. Zostają zatem druga i trzecia. W ich kontekście warto się zastanowić nad słusznością rozkazu. Jeśli rozkaz był słuszny - nie ma sprawy, żołnierze wykonali obowiązek. Jeśli rozkaz był niesłuszny - żołnierzom mamy coś do zarzucenia wówczas, gdy w oczywisty sposób naruszał on prawo. Jeśli nie naruszał - dowódca popełnił błąd i robimy postępowanie dyscyplinarne, żeby facet na przyszłość nie popełniał błędów. Jeśli w oczywisty sposób naruszał - winni są żołnierze i dowódca. Tyle w temacie. Jak było? Parę artykułów i od razu spektakularne, iście norymberskie zatrzymanie bandytów.
Po trzecie - zastanówmy się czy żołnierz w warunkach wojennych, tym bardziej w warunkach wojny z terroryzmem w Azji ma szansę na dogłębną i celną analizę prawomocności rozkazu. Odpowiedź brzmi - niezbyt. Warunki wojny z terroryzmem, gdzie przeciwnik nie różni się od cywila, nie nosi munduru, nie ma miejsca zgrupowania, jest wszędzie i nigdzie, może być małym chłopcem, lub stetryczałym afgańskim dziadkiem, nie sprzyjają trafności tego typu analiz. Jasne jest więc, że nie może być zbyt często mowy o oczywistym naruszeniu prawa.
Po czwarte - tego typu wojna stanowi ogromny wysiłek psychiczny dla żołnierzy. Ciężko jest bowiem nie zwariować w wyżej opisanych warunkach... w kontenerku na kurczaki z paroma kolegami w środku, a wokół tylko piasek i góry, z których strzelają nie wiadomo kto i nie wiadomo kiedy...
Jeśli ktokolwiek odczuł satysfakcję widząc zdjęcia z zatrzymania i myśląc o zapijaczonych rezerwistach w pociągu - niechaj się potężnie stuknie w łeb.

Twój samochód już jest tutaj od dawna!
jak to cudownie jest wiedzieć, że odkąd ruszyła historia, wszystko ma swoją przyczynę, a każda przyczyna ma swój skutek. I gdy tak sobie ostatnio z Simonem pożartowałem, że mam chrapkę na jego samochód, pomyślałem również o tym, że jeśli prawdą jest że Polacy kradną samochody, to prawdą jest także i to, że gdyby nie było agresji Hitlera, a potem 50 lat kołchozu, a przedtem jeszcze rozbiorów, to by samochody nie znikały... Polaczki hobbystycznie samochodów nie kradły.


wybierzmy przyszłość
brzydkie i głupie hasło, szczególnie w wykonaniu Niemców. Użyjmy porównania z pojedynczą osobą. Jak można za mądrego uznać ucznia, który oblewa wszystkie klasówki pod rząd, wierząc za każdym razem, że kolejna pójdzie dobrze. Wybierzmy przyszłość - może tym razem się nam uda, choć z braku namysłu nad przeszłością nie zmieniliśmy się ani o jotę!

Opus Dei - 25 lat prałatury personalnej i różne miglance
zasmucili mi Oleńkę wczoraj dwaj miglancowie, oj zasmucili. W tej sytuacji wyzwałbym normalnie na pojedynek na moździerze, ale że nie ma mnie w Heimacie, to sobie odpuszczę.
Co się stało się? Ano, 28 listopada 1982 roku umiłowany Jan Paweł II nadał Opus Dei formę prawną prałatury personalnej (czyli takiej ogólnoświatowej diecezji - idzie za tym posiadanie własnego biskupa, czyli Prałata Opus Dei - obecnie bp Echevarria) http://www.opusdei.pl/art.php?p=25536. No i co? No i fajnie, było co świętować, za co Panu Bogu dziękować, co dostrzegły także media, a wśród nich kontrolowany w 49% przez koncern ITI, Tygodnik Powszechny. Katolickie pismo społeczno-kulturalne, które w szczenięcym wieku miałem w zwyczaju czytywać z wypiekami na twarzy. Całe szczęście człowiek się jednak rozwija i zgubny ów zwyczaj porzuciłem, ograniczając się jedynie do sporadycznej lektury w dniach z niskim ciśnieniem i negatywnym biorytmem (wie ktoś co to ten biorytm?) - żeby pobudzić nieco senne ciało.
No i napisali w ostatnim numerze właśnie 28 listopada, niejaki Mueller i Kuźmiński tekst pod tytułem Zawodowcy (http://wiadomosci.onet.pl/1454609,240,kioskart.html). Artykuł na żenującym poziomie, koneserom dziadostwa polecam lekturę w całości. Nie będę od razu komentował co lepszych fragmentów, powiem tylko tyle, że w Barbakanie miałem okazję parę razy być, mam tam paru znajomych, na opisanych tajemniczo medytacjach i dniach skupienia bywam regularnie... i co? I śmiałbym się do rozpuku, czytając takie artykuliki. Sęk jednak w tym, że artykuł jest nacechowany i szkodliwy.
Hmmm... bo to tak jest, moi mili - napiszmy artykuł o kapłaństwie. Zbierzmy relacje kapłanów, którzy ze swoim stanem się rozstali, o tym jaki to homoseksualizm, chciwość i podwójność życia panuje wśród kleru, a potem popytajmy księży z drugiej strony. Jako, że z opiniami jest tak jak z pieniądzem - gorsze wypierają lepsze w tym znaczeniu, że sensacja, ohyda, cielesność i przemoc wydają się nie tylko atrakcyjniejsze, ale i bardziej prawdopodobne. Normalny ksiądz musi się tłumaczyć, że nie jest wielbłądem. Ks. Soler z Krakowa też musi tłumaczyć się z jakichś komicznych zarzutów. W ostatecznym rozrachunku mamy sytuację, że czytelnik wychodzi z przekonaniem następującym: noooo... jakieś tam ktoś zarzuty ma, tajemnicza sprawa, ziarenko prawdy jest w każdej plotce. Tamten niby zaprzecza, ale co ma powiedzieć? Sprawa śmierdzi.
Oleńkę jednak sprawa po prostu zasmuciła. Jak można pisać takie brednie? No właśnie, jak można?

wojny mogło nie być
pomyślałem sobie ostatnio, przy okazji lektury biografii Doktora Plinio, że wojny w 1939 roku mogłoby nie być. Wystarczyłoby, że Mussolini, Chamberlain i Roosvelt zwołaliby nową konferencję w jakimś Monachium i czymś innym, i oddaliby Polskę Hitlerowi w prezencie, tak jak Austrię i Czechosłowację. Albo jeszcze inaczej - gdyby 3 września nie wypowiedzieli wojny III Rzeszy. Traktaty o kant tego i owego można przecież potłuc - nikt nie miałby im za złe - uratowaliby Europę i Świat przed okropną wojną! Ciekawe co się stało, że jednak - po paru dniach postanowili nie dać za wygraną.

UFO? nietoperz? salami...
na niemieckich uczelniach panują dziwne zwyczaje, moi mili. Jednym z nich jest przyklejanie salami do sufitu. Na zdjęciach dokumentacja zjawiska. Występują - Kasia i Daniel.





chorowitki
Bernd zachorował! Pomódlcie się za Niego drodzy Czytelnicy, poopiekowałem się chorowitkiem wczoraj po medytacji. Biedaczek, kiepsko wyglądał. Poznałem za to nowego księdza w Monachium - również latynosa (jak wspomniany wyżej ks. Soler). Śmiesznie mówił po niemiecku.


myśl na dziś
[Jezus] Klęcząc na twardej skale, trwa w modlitwie... Wylewa łzy za ciebie... i za mnie. Przygniata go ciężar ludzkich grzechów. (...) Tak, jesteśmy tchórzami: podążamy za Nim z daleka, ale przebudzeni i rozmodleni.
św. Josemaria Escriva, Różaniec święty, Katowice-Ząbki 2004, s. 62-63

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO