Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wałęsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wałęsa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 maja 2010

[4 V 2010] chaos na kolei - przesilenie w umysłach i spieniony Wałęsa

Znów w pociągu
Pangrzyzga znów zasiadł w pociągu i pisze. Niesprzyjające okoliczności jak nigdy dotąd – na pokładzie dwoje dzieci z babcią i rowerkiem, harmider jak w ośrodku leczenia ADHD... Mateusz i Barbarka lubią bawić się dinozaurami z jajka-niespodzianki. Pangrzyzga zaś lubi czytać, co oznacza że konfrontacji obu upodobań wymagała przynajmniej z mojej strony dużego samozaparcia. Mając jednak na uwadze najbliższosierpniowe wydarzenia, potraktowałem to jako ćwiczenie.
Ćwiczeń dziś aż nadto, bo rano należało popracować nad cierpliwością – PKP Przewozy Regionalne dostały w palnik od którejś innej spółki PKP (może PLK?), która nie wpuściła pociągów PKP PR na swoje tory w zamian za brak płatności. Rzetelność nade wszystko, więc z jednej strony ucieszyłem się na ten akt sprawiedliwości, z drugiej... też się ucieszyłem, bo zamiast zatłoczonym InterRegio pojechałem o pół godziny późniejszym Expressem. Oczywiście z uszczerbkiem dla portfela, ale i zyskiem dla kalendarza. W Warszawie (daj Boże) – będę wcześniej.

„Przesilenie” Horubały
weekend upłynął mi na nauce, lekturze oraz aktywności towarzyskiej w gronie gości zapraszanych na ślub ze strony Oleńki. W ten sposób także chłopoman Grzyzga ponownie trafił „pod strzechy”, tym razem dolnośląskie. Jak zwykle z wielką dla siebie satysfakcją. Nie o tym jednak miała być mowa!
Mowa miała być bowiem o Przesileniu Andrzeja Horubały, które przeczytałem jednym tchem (rzadko się to zdarza ze względu na zwyczaj czytania kilku książek równocześnie) przy okazji poprzedniej podróży pociągiem do Oleńki.
Pierwszą rzeczą, która zadecydowała o moim zachwycie był język – soczysty, obrazowy, niekiedy nieco, powiedzmy „naturalistyczny”. Druga – to sam naturalizm w porównaniach, czy samych obserwacjach narratora (plamka sików na spodniach metaforycznej Niny Terentiew, czy w ogóle sama ta postać – mistrzostwo!). Jednym słowem – w sferze estetycznej wszystko to, co cieszy rubaszną i swojską część panagrzyzgowego umysłu. Trzecią rzeczą jest zaś sam walor faktograficzny, fabularny. Warszawka huczała (być może jeszcze troszkę pohuczy) od plotek na temat tego, kto jet kim w książce Horubały. Dlaczego? Dlatego, że bez litości odmalowuje stosunki, motywacje, stan umysłów i ducha panujące w środowisku skupionym wokół telewizji (nie sądzę, żeby kwestia ograniczała się jedynie do ludzi kręcących się wokół Woronicza). Jeśli ktoś dotąd miał wątpliwości co do tego jacy ludzie robią nam wodę z mózgu, kto decyduje o tym na co zwrócimy uwagę po dzisiejszych wiadomościach, albo dzięki tokszołowi... to dzięki Horubale ma okazję naprawdę, już oficjalnie, wątpliwości się wyzbyć. „Burdel” w nieco szerszym, niż technicznym sensie, to z pewnością zbyt łagodne określenie...
W związku z moim moją estymą dla Plinio Correa de Oliveiry i nurtu kontrrewolucyjnego, który reprezentuje zacząłem się zastanawiać, czy aby przypadkiem Przesilenie nie znalazłoby się na Indeksie Ksiąg Zakazanych, gdyby ukazało się w czasach istnienia tej zacnej instytucji. Wydaje mi się, że tak. Upodobania upodobaniami, rubaszność rubasznością... ale należy czytać przede wszystkim to, co przynosi duszy pożytek. Przesilenie raczej tego typu pozycją nie jest, można nawet stwierdzić, że jest książką dość pesymistyczną. Co więcej – na pewno może zgorszyć!
Dlaczego mimo to polecałbym lekturę tej książki? Ze względów poznawczych – przede wszystkim dla tych, którzy papkę medialną wciąż postrzegają pozytywnie, a miglanców z telewizora uważają za poważnych ludzi. Przydatna będzie również dla tych, którzy mają ambicje zrobienia rekonkwisty w tym środowisku. Wydaje się, że Horubale przyświecała właśnie idea opisania także takich osób... do których niewątpliwie należy sam Autor. Dlatego - Przesilenie należy koniecznie przeczytać.

Metody Rewolucji?
Jeszcze a propos Rewolucji i Kontrrewolucji – spotkałem się ostatnio z opinią, że np. Wystawa antyaborcyjna „Wybierz Życie” (której wsparcie w ramach Klubu ProAktywnych należy bezwzględnie zarekomendować) nie powinna być popierana przez katolików, gdyż stosuje metody Rewolucji.
Z taką opinią raczej się nie zgadzam i odrzucam argument „z rewolucyjności metod”.
Po pierwsze dlatego, że w ogóle nie rozumiem na czym miałaby polegać rewolucyjność ukazywania zdjęć ofiar w sytuacji, w której świat nie wierzy w to, że ofiara aborcji, to człowiek. Innej drogi w tej irracjonalnej sytuacji nie widzę, a jest ona uprawniona tym bardziej, że w poprzednich wiekach Kościół także stosował figuratywnych metod dydaktycznych (przerażające sceny piekła, bądź Sądu Ostatecznego)
Po drugie, dlatego że nie wiem, czy przypadkiem sama przesłanka, na której opiera się rozumowanie jest silna. Wszak mówi Pismo, żeby posługiwać się niegodziwą mamoną w dobrym celu. A czym innym, jak nie metodą jest ta mamona?

Wałęsa się pieni
z innej beczki. Przeraża mnie stopień zwariowania byłego prezydenta III RP, niejakiego Wałęsy. Pierwszym komentarzem, który usłyszałem po smoleńskiej tragedii był ten, wypowiedziany przez niedoszłego Europejskiego Mędrca, w którym zasmucił się na myśl o tym, że nie będzie mógł już wygrać paru procesów, które wobec Kaczyńskich planował. Daleko mi do obciachowych sformułowań typu „ciszej nad tą trumną”, ale facetowi ewidentnie wciąż się wydaje, że jest w centrum wszechświata. Nie muszę chyba zaznaczać, że tak nie jest – przynajmniej od czasów masowych protestów z początku lat 90., które pamiętam jak przez mgłę, a już na pewno od wydania wiekopomnej publikacji mgr Zyzaka, którą wciąż można kupić w nieocenzurowanej wersji (przypomnijmy, że sąd nakazał „poprawienie” treści w związku z tym, że córka Wałęsy została obrażona poprzez zacytowanie dokumentów z IPN-u, w których jest o niej mowa)!

Camorrowski
Tymczasem ożywił nam się także niejaki Hrabia Camorrowski, który jak ta ślepa kura trafił na ziarno w postaci Aneksu do Raportu o likwidacji WSI, który był przechowywany w Pałacu Prezydenckim, a który - jak pamiętamy z doniesień na temat afery marszałkowskiej – bardzo interesował naszego interrexa.
W moje ręce wpadła broszurka naszego Pierwszego Bufona RP opracowana jeszcze przed katastrofą pod Smoleńskiem albo na użytek prawyborów w PO, albo już pod wybory ogólnopolskie. Widać, że jednego Camorrowskiemu nie można odmówić – broszurę zatytułował nośnie „Prawą stroną”.
Zwolennik jazdy prawym pasem? O to chodziło?

Ogólny wściek i zdjęcia
Obserwacja facebookowo-socjologiczna okołosmoleńska. Żałobie narodowej towarzyszyła wielka aktywność wszelkiego rodzaju grup wyrażających albo rewerencję, albo wręcz przeciwnie – obojętność, bądź lekceważenie wobec ofiar. Przy czym ludzi cechowała szczególna nadwrażliwość – żałobnicy nie posiadali się z oburzenia na wszelkie objawy braku rozpaczy; obojętnych denerwowali zarówno żałobnicy, jak i olewacze. Ci ostatni zaś wylewali pomyje na żałobników. Nieraz mały komentarz mógł posłużyć jako pożywka do rytualnego „oburzanka” zarówno dla żałobników, jak i olewaczy. Sam zebrałem parę razy cięgi to z jednej, to drugiej strony.
Żałoba narodowa była autentyczna – ludzie zupełnie stracili równowagę emocjonalną. Internauci pod tym względem nie są różni – wręcz przeciwnie, stanowią bardzo czuły barometr. Do przesady.


myśl na dziś
Przedtem, sam jeden, nie potrafiłeś... — A teraz zwróciłeś się do Matki Najświętszej, i z Jej pomocą... jakże to łatwe!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 513

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

[31 VIII 2009] Jak to Lech Wałęsa państwo europejskie budował...

dziennik.pl bije na alarm

zanim będzie o Wałęsie, zajmijmy się przedszkolakami! Otóż, niemiecki portal dziennik.pl bije na alarm:

Polska jest na szarym końcu Europy, jeśli chodzi o dostępność przedszkoli - alarmuje w najnowszym raporcie Europejska Sieć Informacji o Edukacji "Eurydice". Podczas gdy w większości państw UE do przedszkoli chodzi blisko 80 proc. dzieci, u nas mniej niż połowa.
Pangrzyzga wieść tej treści zauważył na jednym z niszowych portali dla młodych zdolnych z wielkich miast (Bingo, na onecie!). Nie wiem o co chodzi... No, bo jak to... w czym rzecz? Czy konkurencja polega na małpowaniu? Jeśli nie, to dlaczego mamy się martwić tym, że polskie dzieci mają szczęście wychowywać się w naturalnym środowisku rozwoju jakim jest rodzina i grupa rówieśnicza? W przeciwieństwie do swoich rówieśników z eurosojuza, które od małego poddawane są opresji socjalizacji i przemocy symbolicznej?
Ludzie, miglance gazetowi, co się z Wami u diabła dzieje? Zwoje się przegrzały? Koszarować noworodki chcecie? Ano, prawda, że chcą. Niestety. Wolą bowiem ludzi poddanych państwowej socjalizacji i przemocy symbolicznej... bo to jest przemoc, na którą wpływ wywierają sami. Z rodzicami jest ciężej...
Przy okazji proszę zauważyć, że najlepiej dzieciom żyło się za komuny, tudzień pewnego Adolfa, który o każde dziecko zadbał administracyjnie, jak należy.

Lech Wałęsa w natarciu
w miejscu, w którym przebywałem ostatnio był dostęp do ITI'owskiego WSI24! Nie tylko po raz pierwszy miałem okazję pooglądać żenujące wykształciuchowskie wygłupy G. Miecugowa w Szkle kontaktowym, ale i pooglądać trochę wiadomości, głębokich analiz i komentarzy. Traf chciał, że 28 sierpnia włączyłem telewizor koło 21:00 i miałem przyjemność słuchać trafnych komentarzy jednego z byłych prezydentów RP (nazwijmy go dla niepoznaki np. Bolkiem).
Otóż, ów Bolesław powiedział w pewnej chwili (w notatniku zapisałem, że o 21:00) - odpowiadając na pytanie o stosunek Polski do USA, którego by sobie życzył, że:

(...) teraz inna sytuacja w Europie, więc i stosunek do USA powinien być bardziej realistyczny. Budujemy nowe jedno państwo - Europę, i w związku z tym mamy swoje sprawy (...)
Pangrzyzga oniemiał, zapisał wiekopomne słowa wraz z godziną ich wypowiedzenia, później zaś usłyszał je powtórzone - znów bez żenady - z tych samych ust. Ileż to razy Korwin-Mikke albo inni etatowi wariaci, ze mną na czele muszą się nagadać, napisać, żeby przekonać ludzi, że Wspólnota Europejska wraz z unią walutową po trupach dąży do stworzenia su-per-pań-stwa! A tutaj Wałęsa mówi to otwartym tekstem bez zająknięcia! Czy to już ten moment, że z etapu zaprzeczania, przechodzimy do etapu "ależ to oczywiste i każdy o tym śnił od zawsze!"? Być może!
Nieprzychylni Legendzie Wszechświatowej Solidarności mówią, że korzeni obecnej postawy można doszukiwać się w pewnej ciekawej książce...


nawiasem mówiąc...
determinizmu w historii nie ma od czasów krytyki historycyzmu dokonanej przez Poppera, więc warto o tym przypomnieć i zdanie Wałęsy nieco zrelatywizować. Otóż, rodzimy Wałęsa opowiada się za koncepcją globalizacji, którą niejaki Robertson idąc za Toenniesem określa jako Gesselschaft 2, czyli superpaństwo (w odróżnieniu od Gesselschaft 1 - mozaiki współpracujących państwa i dwóch rodzajów Gesselschaft, czyli wspólnoty ludzi).
To jak, czym to tłumaczyć? Osobowość autorytarna?

mruczando
gdy była mowa o Kaczyńskich, Wałęsa dostawał piany i kilka razy powtarzał, że Amerykanie nas olewają, dlatego, że jako prawdziwi demokraci umieją się zachować w miejscach świętych, a nie jak Prezydent z Premierem urządzają jakieś "mruczanda na cmentarzach".
Powtórzył te swoje mruczanda kilka razy, a ja coraz bardziej zastanawiałem się, dlaczego kiedyś wierzyłem w to, że ten facet jest wielki... i pozbywałem się zdziwienia nad wielką falą dowcipów o Wałęsie na początku lat 9o.

myśl na dziś
Masz braki w życiu wewnętrznym: ponieważ nie obejmujesz swoją modlitwą spraw ludzi najbliższych i prozelityzm; ponieważ nie starasz się widzieć jasno, podejmować konkretnych postanowień i realizować je; ponieważ nie masz przed oczyma sensu nadprzyrodzonego studiów, pracy, swych rozmów, obcowania z innymi... Jak to jest z twoją pamięcią na obecność Boga, która ma być konsekwencją i wyrazem twojej modlitwy?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 447



piątek, 1 maja 2009

[1 V 2009] Bolek na Libertasie oraz wielkie odkrycia

na progu wielkiego odkrycia

ostatnio – w związku z wyzwaniami, które stawia życie zawodowe branży HRwo/PRowej – staje pangnyszka na progu odkrycia socjologicznego oraz rozwiązania dylematu, który przed nim ono stawia. Jego opis i analiza trochę potrwa, a i sama oryginalność może zostać zanegowana, wszak szybko może się okazać, że ktoś już to samo inaczej nazwał i opisał, tak jak to było w przypadku „Eseju o duszy polskiej” Legutki. Warto jednak mieć marzenia, nieprawdaż?

Mateusz dicit

dostałem dziś miłego maila od jednego z Czytelników! Dla dyskrecji cytuję tylko końcówkę, która sprawiła najwięcej autentycznej radości (tym bardziej, że Mateusza znam osobiście od ładnych paru lat):

(...)

Trzymaj się.
M.

P.S. Zrobiłeś niezłą robotę przez te dwa lata. Widzę po sobie. Zaczął
się nowy rozdział, ale na razie potrzymam go jeszcze w sobie.”


Tak sobie myślę, że może warto byłoby zrobić specjalnego posta (np. właśnie na 2-lecie gnyszkobloga), pod którym w komentarzach każdy Czytelnik poproszony zostałby o refleksję na ten temat. Jakoś w komentarzach Czytelnicy są wstrzemięźliwi w tym względzie, ale korespondencja mailowa jest bardzo przyjemna i dowodzi, że warto jednak z Bożą pomocą coś tu od czasu do czasu napisać. Nie tylko jest dla kogo, ale i skutki tego, przynajmniej niekiedy, są dobre! Deo gratias!

rozrost "imperium"

tymczasem właśnie rozrastają nam się internetowe rubieże opanowane przez panagnyszkę. Własny blog, który miał być relacją z pobytu w Monachium tak mnie rozochocił, że ilość stronek, które stworzyłem nie tylko wzrosła, ale i stale rośnie, a nowe pomysły pojawiają się cały czas i w miarę sił są realizowane. W planie na najbliższy czas jest strona domowa z prawdziwego zdarzenia, póki co do grupy poza gnyszkoblogiem należą:

Pogadanki Inwestorskie http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com

Newsletter „Bądź Święty!” http://badz-swiety.blogspot.com

Czytaczka czyta i poleca! http://czytaczka.blogspot.com

E-doładowania http://e-doladowania.blogspot.com

Sekrety Opus Dei http://sekrety-opusdei.blogspot.com


dziś do tej grupy dołącza Newsletter Integralny http://newsletter-integralny.blogspot.com, do którego serdecznie zachęcam! Co będzie? Cotygodniowy e-mail z dwóch kategorii: dusza oraz umysł. Jaki ma cel? Wspieranie integralnego rozwoju człowieka – rozwoju profesjonalnego oraz duchowego. Dla kogo? Dla każdego, kto szuka dróg do bycia lepszym na każdej niwie – zarówno duchowej, jak i zawodowej.


Bolesław strikes back!

tymczasem Declan Ganley strzelił z armatki we własne kolano. Na konwencję Libertasu w Rzymie zaprosił niejakiego Wałęsę. Nie wiem po co, ale wiem już że na Libertas nie zagłosuję. Szczególnie ze względu na unioeuropeizm tej partii (tak, tak, ponoć są eurosceptyczni, a jednak przeszkadza im nie tyle Traktat Lizboński, co sposób jego wprowadzania, a nie sama Unia Europejska w obecnym kształcie i kierunku rozwoju) i śmierdzący skład polskiej frakcji (spady po LPR i Samoobronie). Co pozostaje? UPR oraz Prawica Rzeczypospolitej. W tym temacie zamieszczam także ankietę powyżej.

Swoją drogą to śmieszne, bo sam dostałem zaproszenie do Rzymu na tę konwencję... oj krzyczałby pangnyszka do Bolka na mównicy, krzyczałby... Może jednak szkoda, że nie pojechałem?

dwa filmy obejrzałem!

ostatnio były to: Soviet Story oraz Katyń. Ten pierwszy sprowadzę sobie do domu, polecam kupno każdemu! Film-bomba. „Katyń” w porównaniu z „Generałem Nilem” mimo wszystko jak hamburger w porównaniu ze schabowym Mamy – dobrze smakuje, ale szybko przelatuje przez jelita. Schabowy – i dobrze smakuje, i syci.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/1-v-2008-wspomnienie-w-jzefa.html

myśl na dziś

Jezus, Pan nasz i Wzór, rosnąc i żyjąc jako jeden z nas, ukazuje nam, że ludzki byt – twoje życie – codzienne i zwyczajne zajęcia, mają boski i wieczny sens.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 668



sobota, 18 kwietnia 2009

[18 IV 2009] kruszą się nasze aspiracje

rozwalają się aspiracje
czy zauważyliście, że do czegokolwiek Polska aspiruje i co prawie już osiąga... wali się to w zgliszcza? Dajmy sobie lata międzywojenne za przykład - parcie na modernizację, wielkie inwestycje w Warszawie za Starzyńskiego, stajemy się wreszcie w tempie ekspresowym, państwem europejskim! Już prawie jesteśmy... i wybucha wojna! Warszawa zostaje kupą gruzu. Polecam w tym względzie Dzienniki czasu wojny Z. Nałkowskiej. W pewnym momencie pisze właśnie z rozrzewnieniem o osiągnięciach Starzyńskiego, które obracają się w pył. Potem rok 1989 - i aspiracje do stania się demoliberałoludem. Mija kilka lat... Europa w obecnym stanie przekształca się w Zjednoczone Emiraty Europejskie, z niewydolną gospodarką, ubezpieczeniami społecznymi, starym społeczeństwem...
Zamiast aspirować - stwórzmy coś sami, wartość do której aspirować będą wszyscy.

Zyzak - once more
abstrahując od kolejnych szaleństw Wałęsy, warto zwrócić uwagę na pewne zjawisko wśród dziennikarzy. Jacy są, to pewnie wiadomo - najczęściej słabo wykształconymi karierowiczami, cynglami bądź przydupasami swoich szefów. Z naciskiem na słabe wykształcenie i pewną sztampowość myślenia. I tacy oto prezenterzy bądź dziennikarze uważają za stosowne stroić się w szatki naukowców wyrokujących na temat tego, czy praca Zyzaka spełnia standardy naukowe, czy nie.
Nie mają do tego prawa po pierwsze ze względu na to, że książki nie czytali. Po drugie ze względu na swoje nieuctwo. Bo jeśli - a powtarzam to po raz chyba setny - Bronisław Malinowski (którego świetny Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu należy dziś zdecydowanie polecić!) jedzie na Trobriandy spisać koszałki-opałki opowiadane mu przez tubylców na tematy wszelakie, a uczony ów po dziś dzień jest klasykiem antropologii, to dlaczego mgr Zyzak chcący zrekonstruować ów "mit Wałęsy" m.in. wśród mieszkańców jego wsi i okolicznych - stosując tę samą, standardową metodę, co Malinowski - jest nieukiem? Ano chyba tylko dlatego, że nieukami i gnojami są te medialne pieski... Ale idźmy dalej... to kim w taki razie jest ponoć światowej sławy uczony historyk J.T. Gross, który swoich Sąsiadów opiera na bardziej niż "mocno" wątpliwej relacji Szmula Wasersztajna (który później okazuje się być agentem NKWD, co tłumaczyłoby przemilczenie wątku kolaboracji jedwabieńskich Żydów z Sowietami, po zajęciu wsi w pierwszej fazie wojny)... to ja już nie wiem i chyba sobie kupię Aborczą, żeby wiedzieć co myśleć.

e-biznes a NLP
w polecanym przeze mnie E-biznesie jako sposobie na sukces znajdzie Czytelnik rzecz następującą - otóż niektórzy z pionierów e-biznesu, którzy udzielili Jolancie Gajdzie wywiadu, powołuje się na przeróżne techniki NLP, Silvy, i inne mentalne nakręcacze. Pierwszą reakcją byłoby pewnie wrzucenie książki do pieca... ale uważam, że warto doczytać do końca, poznać w ten sposób ten światek, zobaczyć, że jako katolik nie trzeba wielu rzeczy poszukiwać na szkoleniach, czy u trenerów zmiany osobistej, odkryć więć że ma się buławę w plecaku, z wywiadów zaczerpnąć fachowej inspiracji, pomysłów i otuchy... i brać się do roboty!
Powtarzam to po raz setny - jako katolicy nie mamy prawa nie móc zmieniać świata. Jako katolicy w Polsce, wciąż będący na dorobku, bez elastycznych i skutecznych struktur - musimy mieć zasobne portfele i prestiż zawodowy tym bardziej! Ułatwmy Panu Bogu dzieło!

pangrzyzga w Radio Plus Józef
chciałem nieśmiało poinformować wszystkich chętnych, o tym iż...

w najbliższy poniedziałek, o 22:00
na 96,5 FM, czyli w
Radiu Plus Józef
emitowana będzie audycja Roberta Tekielego pt. Pocieszenie i strapienie,
której byłem gościem

audycji można będzie też wysłuchać przez internet - www.radiojozef.pl

dzień rocznicowy
a przedwczoraj istny dzień rocznicowy - 85 urodziny Benedykta XVI i rocznica poznania się moich Rodziców!
Plurimos annos wszystkim jubilatom!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/18-iv-2008-pitek-tajemncie-bolesne-raca.html

myśl na dziś
Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



środa, 15 kwietnia 2009

[15 IV 2009] środa, sypie nam się mit narodowy, a e-biznes hula!

sypie nam się "mit narodowy"

jestem pod wrażeniem intensywności, z jaką dość świeży mit Wałęsy jako narodowego uebermenscha zaczął się ostatnio sypać! Najpierw Cenckiewicz z Gontarczykiem, teraz Zyzak ze swoją pracą historyczno-antropologiczną, ostra reakcja obozu III RP, a dziś sążnisty tekst Cenckiewicza w Rzeczpospolitej na temat okoliczności, w których Wałęsa otrzymał status pokrzywdzonego.
Sprawa dla każdego człowieka orientującego się w polityce nieco bardziej niż gazetowo (a więc np. mającego dojścia do ludzi, którzy politykę znają od kuchni) - jasna i znana od dawna. Tak jak np. to że TW "Alek", to Kwaśniewski. Śmieszne jest to, że wszyscy nagle udają zdziwienie przed kamerami, gdy tajemnice poliszyneli wychodzą na pierwsze strony gazet - gdy Kurtyka karci Kwaśniewskiego właśnie jako TW Alka, a Żaryn jako o oczywistości wypowiada się nt. okoliczności przyznania statusu pokrzywdzonego Wałęsie. Śmieszna sprawa.
Polecam też dzisiejszą Gazetę Polską gdzie na ostatniej stronie znajdziemy świetny felieton Ziemkiewicza na temat byłego Prezydenta RP oraz wyimki z Aborczej nt. tegoż Wałęsy z początku lat 90 zebrane przez Piotra Lisiewicza. Pouczająca lektura!

E-biznes jako sposób na sukces
obiecałem wczoraj recenzję ksiązki Jolanty Gajdy pt. E-biznes jako sposób na sukces. Kilkakrotnie ją na gnyszkoblogu polecałem, przez pewien czas nawet okładka była na stronie głównej!
Książka jest godna polecenia z wielu względów - wymienię kilka.
Po pierwsze, jest to cykl wywiadów z ludźmi, którzy osiągnęli w Polsce w e-biznesie sukces. Czytelnik ma więc możliwość poobcowania z praktykami - takie wywiady najwięcej uczą i najbardziej inspirują. Ale nie tylko z tego względu są warte uwagi - człowiek widzi bowiem, że skoro tacy zwykli ludzie, jak bohaterowie tej książki byli w stanie osiągnąć spektakularne sukcesy... to i on sam jest w stanie to zrobić! Naprawdę! Nie chcę nikogo obrażać, ale przynajmniej parę osób spośród indagowanych, to nie są jacyś geniusze, ani arystokraci ducha, czy intelektu...
Po drugie - to jest właśnie specyfika e-biznesu (o czym będę pisał), że dodatkowy dochód zbudować w ten sposób może sobie każdy (w epoce, w której większość narzędzi jest darmowa i przystosowana do obsługi przez idiotę, nie trzeba być informatykiem, by coś zwojować!)! Dlatego też warto przeczytać tego typu książkę dla czystej motywacji, jako inspirację. Potem powinny przyjść albo własne rozmowy z kimś doświadczonym w tym obszarze (sam być może przeprowadzę kurs na ten temat w Poznańskim Klubie Frondy), albo zapisać się na kilka darmowych kursów, czy ściągnąć e-booka na ten temat. Naprawdę w tej dziedzinie sukces jest na wyciągnięcie ręki. Sam sprawdziłem.
Po trzecie - książka ma oczywiście pewne wady, jak pewna irytująca sztampowość języka w kilku wywiadach, czy być może nie do końca ortodoksyjnie katolickie podejście do bogacenia się... ale mimo to przekazuje pewną wizję tej działalności.
Reasumując, zanim podam lektury uzupełniające, to muszę powiedzieć, że jest to zdecydowanie lektura dla każdego, szczególnie dla spiczniałych humanistów i gryzipiórków, którzy przywzyczaili się do siedzenia na etacie, do tego że jeśli chodzi o komputer, to umieją tylko ściągnąć pocztę... żeby przedarli w końcu oczy, że dysponują wielkim potencjałem, o którym nie mieli bladego pojęcia!
Będę namolny z tą publikacją, tak jak w przypadku Pelczara. Obiecuję, to dla Waszego dobra!

lektura uzupełniająca
jako uzupełnienie warto podać parę innych pozycji ze stajni Złotych Myśli - to wydawnictwo zbudowało swoją rosnącą potęgę właśnie na e-biznesie. Poza tym, że wydaje sporo książek, które mi się nie podobają, w przypadku tej dziedziny gorąco polecam! Tak naprawdę całą kategorię E-biznes na ich stronie!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/15-iv-2008-wtorek-trzeci-dzie-tygodnia.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/15-iv-2008-wtorek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Proś Ojca, Syna i Ducha Świętego i Matkę swoją, aby ci pomogli poznać siebie samego i zapłakać nad tym ogromem brudu, który przewalił się przez ciebie, pozostawiając, ach, jakże wielki osad... – A jednocześnie, nie tracąc sprzed oczu własnej nędzy, powiedz Mu: użycz mi, Jezu, miłości jako oczyszczającego ognia, w którym moje biedne ciało, moje biedne serce i moja biedna dusza zetleją, pozbywając się całej ziemskiej nędzy... I kiedy będzie już puste całe moje jestestwo, napełnij je Sobą, abym nie przywiązywał się do niczego na tym padole, aby podtrzymywała mnie zawsze Miłość.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 41



wtorek, 14 kwietnia 2009

[14 IV 2009] Święta przeszły, a kto naprawdę zabił ks. Popiełuszkę?

powróćmy...
zrazu powoli, żeby zadyszki nie dostać, do normalnego, blogowego rytmu opisywania świata. „Normalnego”, to pojęcie względne, nie wiadomo względem której średniej mierzyć tę „normalność”, ale powiedzmy sobie, że normalnym rytmem jest tu jakieś 5-6 postów tygodniowo.
Święta przeminęły, kolana się wyklęczały, brzuch zdążył się wydąć, w Niedzielę Zmartwychwstania byłem z Oleńką na ślubie i weselu, z którego wróciliśmy nad ranem w poniedziałek. Towarzyszyła nam spora część Oleńkowej rodziny, co nas ucieszyło, bo była okazja do długich odwiedzin, świątecznych figli-migli i kolektywnych spacerów, zwiedzania okolicy. A jest to przecież tym milsze, im dalej od nas mieszka ten, kogo oprowadzamy. Oleńka będzie u mnie aż do niedzieli!
o modlitwę proszę
równolegle pojawiło się parę ważnych intencji modlitewnych. Jeśli jakieś dobre dusze spośród Czytelników zechciałyby poświęcić „Ave Maria...” w tej intencji – byłoby to wielce pożądane!

ks. Popiełuszko
zamierzam wybrać się z Oleńką na film pt. „Popiełuszko”. Narzeczona wprawdzie zaczęła się obawiać scen przemocy (nawiązując do sytuacji sprzed ponad 2 lat, gdy chciałem żebyśmy obejrzeli razem „Nie zabijaj” Kieślowskiego, kiedy to po scenie rozbijania głowy taksówkarza płytą chodnikową, Oleńka poprosiła o wyłączenie komputera), ale może uda się film obejrzeć w kinie!
Sprawa z ks. Jerzym wciąż jest niewyjaśniona. Obserwuję to wszystko z zaciekawieniem – z jednej strony parę procesów już minęło, Piotrowskiego uważa się za mordercę, kierowca ks. Jerzego ma przypisaną najczęściej rolę bohatera, który wyrwał się z opresji... z drugiej zaś rodzina ks. Popiełuszki jest wciąż zastraszana, kilka osób z Jego otoczenia całkiem niedawno zginęło, Wojciech Sumliński, który od dawna bada sprawę wylądował w lipcu z podciętymi żyłami w kościele na Żoliborzu (parafialnym kościele ks. Popiełuszki), a ostatnio pojawił się we Fronda.tv z frapującym przekazem:


Znalazłem w Tolle et lege jego książkę na ten temat - „Kto naprawdę Go zabił?” to chyba nie jest ta, którą pisał na podstawie unikalnych materiałów, które skonfiskowała latem ABW, ale chyba warto przejrzeć. Ciekawe czy ta afera się kiedyś wyjaśni.

radość to jest, radość
wprawne oko stałego Czytelnika zauważy, że coś chyba drga i uwaga red. Michalkiewicza na lutową refleksję panagruszki na temat tego, że suma wpłat na jego bloga wynosiła wówczas jakieś 60 zł, podczas gdy Michalkiewicz co miesiąc otrzymuje ponad 6 000 zł od swoich czytelników, uwaga brzmiąca w skrócie: „Cierpliwość jest cnotą” okazuje się słuszna. Czytelnicy się bowiem ostatnio rozhulali. Nie wiem czemu to przypisać – brakowi postów w Święta (możliwość odpoczynku dla oczu), czy lepszym humorem zza stołu?

Wałęsa zygzakiem
nie podoba mi się ta pseudoafera z Pawłem Zyzakiem z Krakowa i jego pracą magisterską na temat Wałęsy. Po pierwsze – chłopak robi pracę de facto z pogranicza antropologii i historii, gdzie metodologia tak właśnie wygląda (więc wszelkie dziennikarskie półmózgi, które na temat nauk społecznych nic nie wiedzą proszę o zamknięcie jadaczek w cytowaniu kupionych profesorków). Po drugie – tak naprawdę nie ma po drugie. Jeśli Bronisław Malinowski jechał sobie na Trobriandy i pytał tubylców o wyobrażenia na temat różnych rzeczy, i cenimy tę pracę, bo świetnie odmalował stan ducha i umysłu mieszkańców Trobriandów danego czasu, to i Zyzaka ceńmy, że zbadał mit Lecha Wałęsy wśród mieszkańców wsi, z których się wywodzi. Bo taki jest temat pracy.
A to że Wałęsa nie wszędzie jest uważany za euromędrca... toż to chyba oczywiste. Wystarczy poczytać teksty Michnika z Aborczej z początków lat 90. gdzie epitety „cham” i „bolszewik” stosował wobec Wałęsy wymiennie.

dwa kozły
a panowie Kaczyński i Tusk przypominają mi symbole Poznania. Dwa kozły. Wprawdzie nieco większą sympatią za nonkonformizm z mojej bajki darzę tego pierwszego, ale kozłem jest i tak.

E-biznes
jutro dowiecie się tego i owego o e-biznesie. Skończyłem właśnie lekturę książki Jolanty Gajdy pt. „E-biznes jako sposób na sukces”. Jutro będzie sążnista recenzja. Dlaczego? Uważam, że nie można jej nie mieć. Mówię to z pełną odpowiedzialnością i nie spocznę (podobnie jak w przypadku św. bpa Pelczara), aż przynajmniej kilku Czytelników się nie skusi. Potem mi będą dziękować (tak, jak w przypadku „Rozmyślań o życiu kapłańskim” - kilka dziękczynnych maili już doszło!).

a teraz...



spanko!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/14-iv-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Nieomylnymi znakami prawdziwego Krzyża Chrystusa są: pogoda, głębokie poczucie pokoju, miłość gotowa na każdą ofiarę, wielka skuteczność wypływająca z przebitego Boku Jezu i zawsze – w oczywiste sposób – radość: radość, która wyrasta z pewności, że ten, kto jest naprawdę oddany, stoi przy Krzyżu a zatem, przy Panu naszym.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 772




środa, 10 grudnia 2008

[10 XII 2008] środa, nieznośna lekkość porównań!

nieznośna lekkość porównań
nie wiem, czy zauważyliście, że w języku potocznym, czy raczej – w codziennym mówieniu – utarło się bardzo łatwo czynić porównania. To jasne – nie musimy na co dzień przemawiać jak naukowcy (choć i ci ostatni coraz częściej zajmują się bredzeniem...) - na co dzień można sobie pozwolić na plecenie trzy po trzy. Mimo to, niekiedy tę możliwość przekłada się na tezy o dużej doniosłości – np. definiujące nasze wartości, a (co jeszcze ważniejsze!) nawet postaw! I tak, bardzo często ludzie przyjmują pryncypialne postawy wobec jakichś zjawisk w oparciu o wygłoszone przez siebie, lub innych brednie, którym uwierzyli. Wśród bredni często występuje skłonność do utożsamiania dwóch zjawisk na podstawie podobieństwa jednego elementu.
Przykład? Proszę bardzo! Pewnego razu, przed moim powędrowaniem co CSAiU w Toruniu, a więc w sierpniu 2007 roku, w Warszawie odbyła się potężna defilada. Pamiętajmy, że trwał wówczas rząd PiSu. Porozumiewając się SMSowo z innymi telewidzami, otrzymałem od jednego z nich zniesmaczoną opinię, że ta cała defilada, to jedno wielkie peerelowskie zadęcie! O!
Jako, że autor SMSa specjalistą od wojskowości nie jest, nie sądzę, by to porównanie zbudował na podstawie innej, niż zauważając, że defilady peerelowskie również polegały na pokazaniu arsenału, staniu na baczność, maszerowaniu, robieniu nadętej miny... podobnie jak i wszystkie inne defilady na świecie – teraz i w przeszłości. Jednym słowem – na tej podstawie można powiedzieć o paryskiej defiladzie z okazji Dnia Zwycięstwa, że prezentuje sromotne peerelowskie zadęcie, oraz że przedwojenne defilady z okazji urodzin Marszałka, to haniebny przykład groteskowego peerelowskiego zadęcia. Głupie porównanie – głupie skutki.
Teoria analogii, to dość potężny dział logiki... warto coś na ten temat poczytać, ba!, w ogóle warto postudiować trochę logiki i metodologii, żeby nie gubić się w retoryce przeróżnych pacynkarzy. Jest to temat, którym zająłem się dość dawno, a zainspirował mnie do tego cudowny wywiad-rzeka z o. Innocentym Bocheńskim, znakomitym logikiem światowej sławy, „Między logiką a wiarą”. Jednym słowem – po przeanalizowaniu wielu sytuacji, okazuje się, że często analogie uważane za dziwaczne – są bardziej trafne, niż te wytarte. Ważne jest bowiem – to teza którą uparcie głoszę – nie twierdzenie (np. o analogii), ale jego uzasadnienie! Nie obchodzi mnie to, czy Kaczyńskiego porównuje się z Hitlerem, czy Gomułką – o wiele ważniejsze i pożyteczniejsze jest to, które porównanie i dlaczego – jest w największym stopniu trafne.

Klaus wciąż mierzi
afera z zamku na Hradczanach nabiera w Polsce rozmiarów (ciekawe kiedy zagraniczne media, poza czeskimi, się o sprawie zająkną...)! Wczoraj TVN24, wyborcza.pl, dziennik.pl – dziś przedruk części tekstu zamieściła papierowa Rzeczpospolita, rp.pl oraz onet.pl. Chłopaki z „Dziennika” zapomnieli poinformować, że niusa wzięli z fronda.pl – o czym poinformowały wszystkie inne media. No, ale znając obsesje redaktora Michalskiego, nie należy się dziwić.

jaja z Wałęsy
tymczasem, z rodzimego pomorskiego kabareciarza, imiennika Instytutu Lecha Wałęsy, szczególnie we francuskim internecie – nie ustają natrząsania! Dlaczego? Otóż, Instytut owego pana przyznał nagrodę królowi Arabii Saudyjskiej (tak, to tam, gdzie się ścina za posiadanie Biblii, kamienuje za cudzołóstwo, obcina ręce za kradzież...) nagrodę w wysokości śmiesznej dla szefa petroświata za... działania na rzecz utrwalania dialogu między kulturami, tolerancji i czegoś tam jeszcze równie głupawego i dla króla – egzotycznego. Francuskie blogi zapełniły się karykaturami Wałęsy, żartami, etc. Nikt też nie ma wątpliwości co do tego, że nagroda poszła w te ręce ze względu na sponsoring Instytutu z tej strony.
No, ale to nam wbrew pozorom nie pokazuje niczego na temat Wałęsy! Broń Boże! Widzimy bowiem jak perfidny jest ten ajatollach Kurtyka i jego pomagierzy – Cenckiewicz i Gontarczyk, którzy za pieniądze Kaczyńskiego i kota Alika przekupili francuski internet! Polskie media, poza http://www.fronda.pl/ o tym milczą. Nie dla psa kiełbasa, polaczki.

Jackson a Wałęsa
swoją drogą, to i ja ostatnio zażartowałem ze Słońca Bałtyku. Dr Szawiel raczył porównać prezydenta Jacksona z USA (XIX wiek) do Lecha Wałęsy (ze względu na nastroje społeczne, które towarzyszyły jego wyborowi oraz posunięciom). Spytałem wówczas półgłosem, czy Jackson też był tajnym współpracownikiem. Na co otrzymałem odpowiedź od koleżanki - „Tak, Jackson to przecież TW „Lolek””.

daj dziecku szansę!
niebywałe! Po kilku miesiącach przepychanek, między rządem a przeciwnikami zapędzenia sześciolatków do edukacyjnego kołchozu (gdzie po stronie przeciwników prym wiedzie oddolna akcja „Ratuj maluchy”)... nagle, gdy już sprawa przycichła... zupełnie „spontanicznie” „społeczeństwo obywatelskie” zareagowało i powołało do życia inicjatywę „Daj dziecku szansę”. O! Przeczytałem o tym w agorowskiej gazecie dla bidoty, „Metrze” parę dni temu. Dziś dowiedziałem się (uwaga: z tego samego źródła!), że odkryto iż założyciele owej inicjatywy skoligaceni, bądź funkcjonalnie związani są z... wydawnictwami edukacyjnymi i Ministerstwem Edukacji Narodowej!
Całe szczęście, że zapytani, usprawiedliwiają się, że występują w tej roli prywatnie, bo mają dzieci... a ja już byłem sobie wymyślić w swojej zakutej, klerofaszystowskiej głowinie, że to jakaś sponsorowana akcja, coś w stylu „Inicjatywy Uczniowskiej”, która „spontanicznie” powstała będąc stworzona przez młodzieżówkę „Pracowniczej Demokracji”, aby obalić Giertycha Romana. Uffff... całe szczęście, że to tylko koincydencja!
Ale, ale... Panowie i Panie – dajcie dziecku szansę i zwińcie mandżur, zostawiając dzieci rodzicom. To moje orędzie na dziś. Dobranoc.
Nasz status jako dzieci Bożych wymaga od nas – podkreślam – podtrzymywania ducha kontemplacyjnego pośród wszystkich działań ludzkich: być światłem, solą i drożdżami dzięki modlitwie, dzięki umartwieniom, dzięki kulturze religijnej i kompetencji zawodowej – realizować program: „im głębiej tkwimy w świecie tym bardziej winniśmy należeć do Boga”.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 740


niedziela, 30 listopada 2008

[30 XI 2008] Wałęsa i jego kumple świrują, a tu I Niedziela Adwentu

wstrząsający film

siedzę sobie jak normalny człowiek przed urbanistyką, zresztą dosłownie za sekundę idę spac... ale przypomniało mi się, że rano w Gościu Niedzielnym czytałem o napaści szefa Instytutu Lecha Wałęsy na kamerzystę po rozprawie Braun vs. Wałęsa. Ponoc nie reagowała Policja, co ciężko było mi sobie wyobrazic...
Po obejrzeniu nagrania z kamery (kamerzysta dostał w twarz i dodatkowo kamera rozcięła mu skórę) nie mam wątpliwości. Ubekistan, cholera jasna... Zobaczcie jak Wałęsa spirza razem ze swoim gałgankiem. Już tam nie o niego chodzi, ale o sytuację. Skandal.
http://polityczni.pl/czlowiek_l._walesy_zaatakowal_operatora_tv,audio,51,3035.html

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/30-xi-2007-pitek-koczy-si-listopad.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/30-xi-2007-piatnica-idziemy-spac.html

myśla na dziś

Jakże dobrze czujemy się, Panie, w twych zranionych rękach! Uściśnij nas mocno, tak mocno, abyśmy się pozbyli całej ziemskiej nędzy, abyśmy się oczyścili, rozpalili, abyśmy się poczuli przepojeni twoją Krwią! – A potem rzuć nas spragnionych żniw daleko, daleko, na coraz płodniejszy siew, z Miłości do Ciebie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 5


wtorek, 1 lipca 2008

[1 VII 2008] wtorek, św. Ottona

co ja robię?
sporo ostatnio - trzeba latać za wpisami, na PW, na UW, taki papierek ws. praktyk wypełnić, a to inny znowu... Oj, widać ile tu do zracjonalizowania, ulepszenia na tych uczelniach. Prócz tego - Oleńka wciąż na praktyce stomatologicznej, a na wieczór - tańczymy na kursie tygodniowym w Rivierze (www.taniec.net). Jednym słowem - zostaje mało czasu na sprawy blogowe... Nie martwcie się jednak - spowolnienie po okresie wzmożonej aktywności przyjść musiało, powoli zbieram myśli... i pospadacie z krzeseł w odpowiednim czasie!
matriarchat
czy tylko ja twierdzę, że systemem panującym w Polsce jest matriarchat a największym problemem społecznym na skalę krajową jest nadaktywność płci żeńskiej w kwestii ustanawiania standardów i wychowywania?
oburzanie się...
co stanowi główne zajęcie michnikowszczyzny? Oburzanie się i bicie się w piersi. Zobaczcie ileż oni listów autorytetów, które wyrażają oburzenie zdążyli napisać... Już i TW Ketman i TW Ala pisali i podpisywali się przeciwko lustracji... i inni, i inni. Owczy pęd.
Wiem, że piszę enigmatycznie i być może niezrozumiale, ale to ze zmęczenia i braku czasu. Kiedyś to rozjaśnię.
bronimy Lecha!
dostałem od Michała na urodziny zdjęcie Michnika w ramce opakowane w Aborczą. Co roku zresztą bije on (Michał) na głowę innych ofiarodawców pod względem niskonakładowości i pomysłowości. Na tym numerze GazWyb-u widniał napis: Bronimy Lecha!
No, tak - ponad dziesięć lat temu na Lecha pluli, że bolszewik i dyktator, a teraz bronią... Ciekawe. Podobnie jak z Generałem, prawda?
Coraz głupiej nam się robi w sferze medialnej i rządowej, tyle powiem.
Wyborcza rusza też z cyklem indoktrynującym nt. historii Lecha Wałęsy. Super - niech wiedzą wykształciuchy wreszcie co mają myśleć, bo odkąd Maleszka psim swędem się wyniósł, a Gontarczyk z kolegą walnęli prawdą po oczach - zamieszanie się wdarło do baraku.
dzień skupienia
dobrym zwyczajem, który wziąłem od św. Józefa Sebastiana Pelczara, jest zwyczaj robienia co miesiąc, pod koniec, dnia skupienia, podczas którego człowiek więcej czasu poświęca na modlitwę oraz namysł nad tym, jak minął miesiąc i wyznaczenie celów na kolejny.
Także i Wam to polecam. Jeśli ktoś szuka porządnej lektury duchowej, nie może lepiej trafić, niż tu: http://www.tolle.pl/katalog/escriva?pp=357
Jutro zaś napiszę o Planie Czytelniczym...
myśl na dziś
Nie wiesz, czy to spadek kondycji fizycznej czy rodzaj wewnętrznego zmęczenia, czy obie rzeczy na raz... Walczysz bez walki, bez troski o autentyczną poprawę, abyś mógł zarażać dusze radością i miłością Chrystusa. Chcę ci przypomnieć jasne słowa Ducha Świętego: tylko ten zostanie uwieńczony koroną zwycięstwa, kto walczył legitime — prawdziwie, mimo wszystkich trudności.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 163

czwartek, 29 maja 2008

[29 V 2008] środa, wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy

komentarze, komentarze
bardzo mnie ucieszył ostatni wysyp komentarzy na blogu. Widać wśród nich zwyczajową polaryzację - są tacy, którzy rzeczywiście komentują - w oparciu o własną refleksję na temat tekstu, który przeczytali i zrozumieli (co prowadzi albo do przyznania racji autorowi, albo wytknięcia Mu błędu, rozumiejąc gdzie go popełnił). Inni - których także bardzo sobie cenię, to ci, którzy po prostu chcą wyrazić swoje pozytywne uczucia na temat bloga - ciężko takich nie lubić. Kolejna grupa - którą także cenię, ale już nieco mniej, bardziej się z niej ucieszam, niż traktuję poważnie, to ci, którzy wpadają na sekundę na bloga, przeczytali coś, lub i nic, ale mają do wypowiedzenia bardzo jasną opinię - że się ze mną nie zgadzają i koniec kropka. Głupi jestem i tyle. Ciężko dyskutować, gdy się nie dyskutuje.

drogo jest? Będzie drożej...
byłem ostatnio w spożywczaku na rogu Lwowskiej i Koszykowej, po materiały żywnościowe, żeby je wtrząchnąć z apetytem. Kupiłem to i owo i zdałem sobie sprawę z tego, że żywność jest horrenalnie droga. Oczywiście informuje o tym wskaźnik inflacji i narzekania pobratymców, ale jeśli tej drożyzny doświadczy się samemu - brzmi inaczej. Znacznie gorzej. Bynajmniej nie zamierzam z tego miejsca na panadonalda, który nie wie jak ma na nazwisko, a już mniej orientuje się w tym, co by tu robić, poza pleceniem koszałków-opałków. Nie - chciałem powiedzieć o dwóch sprawach. Unii Europejskiej i funduszach towarowych.
Ten pierwszy twór jest dziwnym tworem, który z jednej strony tworzy ideologię socjalistyczną, która stale ma na gębie slogan głodującej Afryki i Angeliny Jolie, która pojechała wykarmić wszystkie murzyńskie dzieci własną piersią (jedną i drugą). Z drugiej zaś nakłada cła na produkty z owej Afryki, a własnych rolników otacza kordonem socjalu i płaci im np. za nieprodukowanie żywności. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej - tylko głód w Afryce. Bo rolnik z Afryki ani nam sprzeda (bo z takimi cłami mu się to nie opłaca), ani od nas kupi (bo nasi produkują albo drogo, albo wcale). Nic, tylko umierać. Albo wsłuchiwać się w rezolucje dobrej UE, która zawsze przyśle statek z dziurawymi gumkami na siusiaka i mimo wszystko trochę kasy - żeby lokalny watażka kupił od ruskich karabiny na tysięczną wojnę. Nie wiem jaki jest powód tego stanu rzeczy - czy ci ludzie są na tyle głupi, by tego nie widzieć, czy też po prostu robią to ze złej woli.
Inna sprawa - fundusze towarowe. Jak wiadomo, towar, którego brakuje - drożeje. Popyt jest tak duży, że winduje cenę w kosmos. W sytuacji klęski suszy, gdy zboża jest mało - opłaca się inwestować właśnie w zboże. Ostatnio najpopularniejszym rynkiem na udane inwestycje był właśnie rynek towarów - soi, pszenicy, ryżu. Zyski z tego szły w dziesiątki procent w krótkim okresie (tym bardziej na rynku kontraktów na te towary). Efekt jest taki, że towary te są jeszcze droższe. Czy to źle? Jasne, że źle... ale wina nie spada jedynie na inwestorów. W idealnym układzie - rynek zareagowałby zwiększeniem produkcji, bądź wytwarzaniem alternatywnych produktów, bądź zmianą przyzwyczajeń konsumentów. W sytuacji, gdy rynek pętają ograniczenia urzędasów - nie ma towarów, jest bieda... i niejasne pytanie - kto za to odpowiada? Spekulanci... tak, spekulanci, przed którymi broni nas rząd. Hahaha...Nie oznacza to bynajmniej, że inwestowanie obecnie w towary spożywcze jest obojętne moralnie. Wydaje mi się, że nie - inwestor musi wziąć pod uwagę to, że przez socjalistów nie mamy do czynienia z rynkiem sensu stricto, przez co jego działalność wywinduje jedynie cenę, stwarzając wielu okazję do śmierci z głodu.
stop abortion, no distraction
widzę po komentarzu jednego z anonimów, że kwestia tego, że człowiek nie zaczyna się z chwilą wyjścia z łona matki, albo osiągnięcia 3. roku życia, ani tym bardziej po piętnastu dniach, pięciu sekundach i splunięciu przez lewe ramię od chwili zapłodnienia, że kwestia ta wciąż jest niejasna. Jako, że tę kwestię już raz dobitnie omówiłem (co spotkało się wówczas z pochlebną opinią Czytelników), postaram się w najbliższym czasie znaleźć tamtego mojego posta.
Żydzi wzięli się za palenie
słyszeliście, że w pewnym mieście Żydzi spalili ostatnio egzemplarze Nowego Testamentu? Nieee? Jak to możliwe? To poczytajcie. A kto powie, że Żydzi zachowali się co najmniej dziwnie - ten antysemita i mu ręki na ulicy podawać nie należy!
Teraz pytanie za stomilionów: cy by było gdyby:
a/ Żydzi spalili Koran,
b/ polscy studenci spalili Talmud.
Kto zna odpowiedź - ten antysemita!
prasa z Berlina
ostatnio na zajęciach dotyczących przedwojennego polskiego parlamentaryzmu, dr Kraczkowski mówił m.in. o polskiej prasie utrzymywanej z Berlina, która w międzywojniu lansowała opinie proniemieckie, starała się kompromitować polityków, którzy Niemcom się nie podobali, etc. Moje pytanie brzmi - co takiego się stało, że ludzie żyjący obecnie twierdzą, że historia się nie powtarza i samo postawienie hipotezy o możliwości zajścia takiej sytuacji obecnie, jest oszołomstwem? Odpowiedź brzmi krótko: Nic się nie zmieniło i taka sytuacja może mieć miejsce. Więcej wyobraźni, to jest dozwolone. Przewidywalność i inteligencja nie są równoznaczne z wyznawaniem teorii spiskowej i byciem wariatem.
kto się czego boi?
słusznie stwierdził mój Wspólnik, Maciek ostatnio, że gdy wyszła książczyna Grossa - tubylcza nasza starszyzna rozdzierała szaty nad tym, jak to Polacy nie chcą zmierzyć się z przeszłością, poznać "prawdy", a w ogóle są ksenofobami i antysemitami. Teraz sytuacja się odwróciła - teraz dotychczasowi oburzeni oburzają się de facto na to, co prezentowali kilka miesięcy temu. Książka o Wałęsie? Nie czytałem, ale potępiam. Kurczę, jesteśmy świadkami kolejnego grubego skandalu w ciągu ostatnich miesięcy... Sytuacji do cna śmiesznej i żenującej. Kto tu z czym nie umie się zmierzyć, Panie i Panowie policjanci świadomości społecznej?
Z innej beczki - po diabła nam komisja ds. zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidowej? Przecież każde dziecko reżimu Kaczystów zna te okoliczności. Pani była oskarżona, weszli agenci CBA, potem pani poszła na siusiu i strzeliła sobie w głowę. Wolałbym komisję ds. morderstwa Krzysztofa Olewnika. W niej, niejaki Kalisz Ryszard wystąpiłby także w świetle jupiterów - jako oskarżony. I wtedy pewnie nie zabiegałby tak o transmisję z posiedzeń komisji.

seanse oburzenia
stwierdzam autorytatywnie i ostatecznie, że ulubionym zajęciem lumpenitneligentów spod znaku G... Wyborczego jest urządzanie seansów oburzenia, wzdrygnięcia moralnego, rozdarcia szat i potępiania... warchołów z Radomia? Nie, to nie ta bajka, ale jej istota - ta sama.
czego to nie oznacza?
Nie oznacza to bynajmniej, że tych ludzi nienawidzę. Proszę moich gromów źle nie odbierać. Ci, którzy mnie znają, mogą je sobie wyobrazić - i pewnie wiedzą, że nie znaczą tego, co można by domniemywać jedynie z ich zawartości semantycznej. Natomiast ci, których z rzeczywistości niewirtualnej nie znam - ci niech wiedzą, że panów owych i pań wcale nie nienawidzę, uważam jednak ich działania i szerzone idee za wysoce szkodliwe i ze względu na to, że szkody wyrządzają publicznie, publicznie muszę je gromić. Jeśli kiedyś jeszcze będę miał okazję spotkać panaadasia, to Mu powiem, żeby się nawrócił. Teraz mogę jedynie: zwalczać jego pomysły i przydupasów, oraz modlić się o jego zbawienie, a dla mnie o miłość dla niego.
win-win
wiele osób odwiedziło już moje minibiuro usług finansowych - http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl Tym, którzy do pomysłu podchodzą z typową dla Polaków rezerwą, tłumaczę co następuje. Sytuacja ma charakter win-win. Klient dostaje za moim pośrednictwem usługę, której pożąda, po normalnej cenie. Ja - jako ten, który połączył go z usługodawcą - jestem przez usługodawcę wynagrodzony. Skąd więc moja prowizja? Ano od samego usługodawcy, który tym razem na Was zarobi mniej, ale ma nadzieję, że się do niego przywiążecie i inne usługi zamówicie bezpośrednio u niego. Jednym słowem - możecie zdecydować do kogo pójdzie część Waszej opłaty manipulacyjnej, wstępnej, czy innej, w zależności od produktu. Coś jak 1% podatku - płacicie tyle samo, ale część pieniędzy trafia tam, gdzie chcecie bardziej. Stąd też nie rozumiem tych, którzy niekiedy - być może z przekory, pytają mnie, od małego nazwanego już "pieniężnikiem" - czy ja na tym zarobię? Zarobię, zarobię. Ale to jest nieważne - ważne, że Wy nie stracicie. Ale na tym nie koniec - zawsze chętnie pomogę coś wybrać. Pomagać lubię, nic na to nie poradzę.
a już jutro...
uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa! W zeszłym roku święciliśmy kapliczkę Serca Jezusowego w naszej parafii. Za radą św. Józefa S. Pelczara - polecam każdemu rozwijanie nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ono takie dobre - i może wiele nauczyć.
myśl na dziś
Najświętsze Serce Jezusa, pałające miłością do nas - napełnij nas tą samą miłością do siebie.

piątek, 23 maja 2008

[23 V 2008] piątek, Oktawa Bożego Ciała, 366 post!

o gazetach
wracam do tematu gazetowego z ostatnioweekendowych dysput. Pytanie, na które nie odpowiedziałem dotyczyło tego, czy rzeczywiście należy sobie cenić np. Gazetę Polską, bądź Najwyższy Czas! wyżej niż Gazetę Wyborczą. Dlaczego moim zdaniem odpowiedź brzmi: Oczywiście!?
Autor sugerował, że Wyborcza, choć jest rzeczywiście wybiórcza, to jednak dopuszcza na swoich łamach głosy przeciwne - vide słynny artykuł ks. Oko na temat pederastii. W przeciwieństwie do wspomnianej reszty. Moja odpowiedź brzmi następująco.
Rzeczywiście w Najwyższym Czasie! nie widziałem jeszcze artykułu umiarkowanego keynsisty, ale nie oznacza to, że w piśmie nie ma polemik. Po pierwsze - NCz! czytam niedługo, ledwo kilka miesięcy. Po drugie - pamiętam artykuł jednego z Czytelników (!), który uznał, że program gospodarczy UPR wymaga poważnych poprawek (rzecz jasna nie w kierunku, który wymarzyłby dobie Keynes), więcej - w numerze kolejnym pojawiła się odpowiedź któregoś z profesorów ekonomii, którego teza brzmiała tak, iż zarówno UPR, jak i autor artykułu nieco się mylą w kilku sprawach.
Jednym słowem - ciężko mi uznać, że NCz! jest tubą ideologii, np. konserwatywno-liberalnej (zresztą wystarczy przejrzeć jak różni autorzy tam pisują - oczywiście mieszczą się w nurcie, który można by jakoś ogólnie nazwać, ale tak jest w każdej redakcji, inaczej spędzaliby czas na kłótniach).
Ale jest jeszcze inna sprawa - Najwyższy Czas! jest pismem nieco innym, niż Gazeta Wyborcza. Nie tylko pod tym względem, że jest tygodnikiem, nie dziennikiem (skupia się więc na pogłębianiu kwestii), ale że nazywa sam siebie tygodnikiem konserwatywno-liberalnym. To ostatnie oznacza, że pismo zajmuje się czymś bardzo konkretnym - skupianiem oraz wyrażaniem poglądów ludzi, którzy nazywają sami siebie konserwatywnymi liberałami. Co to znaczy? Bynajmniej nie to, że ludzie ci zamierzają kłamać, albo udawać, że nie mają żadnych gotowych przesłanek - przeciwnie, twierdzą że w pewnych sprawach mają rację i potrafią ją wyłuszczyć, oraz jej nie kryją. To się w artykułach czuje - tę transparentność.
Co innego Wyborcza, nie dość że udaje, iż jest medium, tj. przekaźnikiem jedynie informacji (poza Świąteczną), to jeszcze udaje, że przekaz który podaje nie odwołuje się do żadnych założeń. Wprawdzie każdy uważa, że jego założenia są oczywiste, przeto i wnioski, które z nich wyciąga też - w związku z czym, w Wyborczej używa się epitetu oszołom, a w NCz! socjalista, bądź lewak, ale różnica między dwiema gazetami jest ta, że GW swoje polemiki prowadzi na emocjach i erystyce, w NCz! zaś w oparciu o rozum. Szczerze - gdy czytam NCz!, częściej myślę, gdy zaś czytam GW, czuję się jak debil, któremu się mówi, co ma myśleć.
Po latach czytania GW odkryłem u siebie tyle nieudowodnionych przeświadczeń, uprzedzeń, przesądów, że głowa mała...
Co zaś się tyczy Gazety Polskiej - ją potraktuję krócej. Po pierwsze - jak można za jednolitą uznać gazetę, którą tworzą tak różni ludzie jak Lisiewicz, Sakiewicz, Kwieciński, Ziemkiewicz, Terlikowski, Grzybowska, Rybiński... Więcej - sami autorzy nie raz (gazetę czytam od 2004 roku) polemizowali ze sobą na łamach (co zresztą skończyło się odejściem Łysiaka, który uznał, że nie zdzierży obecności bodajże Ziemkiewicza). Po drugie - proszę wybaczyć, ale pojawić się na łamach GP to obciach - nikt nie zamierza tam się pojawiać, ponieważ A.Michnik zarządził przemilczanie gazety, więc proszę nie liczyć na wielkie polemiki Blumsztajn-Terlikowski, czy Michnik-Isakowicz-Zaleski. Adam kazał o nich nie mówić - ich nie ma.
Kolejną sprawą - i już ostatnią, bo pora późna - jest to, że GW samodzielnie przyłapałem na kilku ordynarnych kłamstwach, które nawet oprotestowałem - ze skutkiem rzecz jasna mizernym. Choć P. Pacewicz dostał tysiąc maili, sprostowania nie było żadnego... Skądinąd wiem, że pomyłki te zdarzyły się w gazecie specjalnie, co było omawiane nawet na Kolegium. No, ale w szczegóły nie wnikam, bo informatorów się nie ujawnia.
Jednym słowem, jeśli profesjonalizm ma oznaczać skuteczną, prymitywną i ordynarną propagandę wydaną ładnie - to ja dziękuję za taki profesjonalizm, wolę Gazetę Polską na kiepskim papierze, albo Najwyższy Czas!, kierując swoje pieniądze co tydzień do ludzi, którzy nie próbują mi wmówić, że rzeczy nieoczywiste są jak najbardziej oczywiste.
Inną sprawą jeszcze jest to, że Wyborcza to jawnie antykatolickie medium.
dwa spotkania z czytelnikami
w ostatnią środę - dla odmiany - spotkałem dwóch czytelników Najwyższego Czasu!. Zeszły tydzień należał do dwojga czytelników Gazety Polskiej. Miło jest ich widzieć. Jakoś nie pasują do kliszy... młodzi, ładnie ubrani, pod krawatami. Hmmmm...
W środę spotkałem też Czytelnika tego bloga - Piotrka! Spotkanie bardzo miłe i dzięki niemu kolejny głos ws. zawartości bloga. Kolejny mówiący, by nie pisać - także dla swojego dobra - o sprawach prywatnych. Miło, gdy się czytelnicy o człowieka troszczą (co bynajmniej nie oznacza, że jestem nieskromny, albo że mam wysokie mniemanie o tej pisanince - vide ostatni komentarz anonima - przeciwnie, mniemanie o pisanince mam takie, jakie docierają do mnie myśli Czytelników).
draka za draką
no i stało się - już niedługo z dawna wyczekiwana książka o Lechu Wałęsie. Sprawa śmieszna - książki jeszcze nie ma, a autorów oskarża się o kampanię nienawiści. Ciekawe... Strategia Wałęsy się rzeczywiście zmieniła - aby nie zostać uznanym za winnego, już nie rzuca mięchem i nie szaleje jak na Plusach dodatnich, plusach ujemnych (poniżej słynne sceny) - tylko spokojnie czeka aż tu autorytety moralne (hahaha) wyślą pełen oburzenia list w jego obronie i będą Go broniły - nasz skarb narodowy. Oj, coś nie chce mi się wierzyć, że ten list to taki pełen spontan... Dziwi mnie to, że red. Lesław Maleszka z GW nie podpisał.
Oskarżenia o kampanię nienawiści dotarły aż na forum Parkietu, gdzie któryś z miłujących pokój i PO użytkowników założył wątek o wymownym tytule - Dwie kurwy z IPNu napisały książkę o Lechu.
Jaki pan, taki kram.
Żydzi po raz kolejny
ostatnio sporo było o Żydach. Jeszcze kilka myśli.
Pytanie: Skąd mamy w Polsce tylu zawodowych filosemitów, z których większość nigdy nie poznała żadnego Żyda?
Odpowiedź: Nie wiadomo, ale warto sprawdzić korelację między ich liczbą a nakładem Gazety Wyborczej.
W odróżnieniu od etatowych filosemitów, ja miałem okazję poznać paru Żydów (tzn. jednego i cztery Żydówki). Wnioski stąd płyną niemiłe - pogłoski o antypolonizmie i chrystianofobii wśród Żydów nie są nieprawdziwe. Świadczą o tym nie tylko doświadczenia moje, czy ludzi żyjących z Żydami przed wojną, ale i chociażby współczesne innych ludzi. Mam pewnego kolegę w USA - pracuje jako prawnik w żydowskiej kancelarii (te są jak wiadomo najlepsze). Musi się kryć z tym, że chodzi do kościoła.
pogadanki-inwestorskie vol. 1
już jutro! Zainteresowanym przypominam adres: http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com/
myśl na dziś
Jeśli nie obcujesz z Chrystusem na modlitwie i w Chlebie, jakże chciałbyś Go dać poznać innym?
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 105

niedziela, 11 listopada 2007

[11 XI 2007] XXXII niedziela zwykła - niezwykłe Święto Niepodległości

Polska
czytałem ostatnio wyborny wykład prof. Nowaka z UJ (jeden z założycieli krakowskich Arcanów - http://www.arcana.pl/glowna.html) pt. Sens wspólnoty (wrzuciłem go na www.chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc). Wykład ze wszech miar wspaniały, uświadamia dlaczego rzeczywiście nie jesteśmy żadnym brzydkim kaczątkiem Europy, uświadamia wielkość tego, co zwykło nazywać się polskością... jeden z tych tekstów, po których człowiek odkrywa coś zupełnie nowego w sobie i swoim życiu! Jestem Polakiem, to znaaaacznie więcej, niż wywieszenie flagi 11 listopada, głosowanie co 4 lata pod dyktando sondaży i chełpienie się płaceniem podatków, jako nowym patriotyzmem...



wieczór i poranek
wczoraj wieczorem się trochę pobalowało przed komputerkiem, a pobalowało się głównie z chęci dalszego reserczu na temat Lecha Wałęsy i tego, co tak naprawdę do powiedzenia mają środowiska tzw. oszołomów, którzy patrzą na Lecha inaczej, niż oficjalna hagiografia patrzeć nakazuje. W tym celu wynalazłem w internecie film Grzegorza Brauna Plusy dodatnie. Plusy ujemne który stara się zagadnienie przybliżyć poprzez wywiady z kolegami Wałęsy z pracy w Stoczni, Wolnych Związków Zawodowych i później Solidarności oraz samym Wałęsą. Obraz jaki się z tego wyłania... cóż, nie jest pocieszający dla tych, którzy dali się ukołysać mitologiom pookrągłostołowym. Całego filmu wrzucić tu nie mogę, bo na youtube.com jest podzielony na parę części, ale polecam jego obejrzenie w innym serwisie - trwa tylko 47 minut (http://www.informacje.int.pl/plusy-dodatnie-plusy-ujemne.html). Sam zamieszczam jedynie kawalątek z końca filmu, właśnie wywiad z Wałęsą... proszę się przyjrzeć.



Katyń 1940. Pamiętamy
no i wstałem sobie dzisiaj, nieżywy nieco, bo jako się rzekło - wczoraj zabalowałem nad najnowszą historią Polski (dzisiaj to słowo nie jest dżezi, mówi się chyba per ten kraj). Rano zatem oko musiałem mechanicznie rozmrurzać, najpierw jedno, potem drugie, następnie ofiarowałem dzień Panu Bogu, rozruch poranny wg planu dnia poczyniłem, pod prysznic, śniadanko, hopla, hopla, chlastu-chlastu, i ogarnął mnie Duch. Duch mnie ogarnął patriotyzmu! Pomyślałem, że skoro wczoraj w Die Welt widziałem artykuł nt. Katynia (w Niemczech właśnie wychodzi na ten temat książka), dobrze byłoby napuściź i Bernda, żeby w Muenchner Merkur, gazecie w której pracuje, też naskrobał ogromny esej o Katyniu! Lobbing? Jasne, że lobbing! Dochnal się nie umywa (zresztą w więzieniu kąpiel wypada chyba 2 razy w tygodniu...)! Poszukałem zatem stron nt. Katynia po niemiecku. Szukałem, lecz nie znalazłem. Czy ktoś kto to czyta zna może jakąś niemieckojęzyczną stronę na w/w temat?
Szukając, trafiłem na http://www.pamietamkatyn1940.pl/ - stronę akcji, do której i ja się dołączyłem, kupując Gazetę Polską z repliką guzika wojskowego z 1939, którą noszę teraz w klapie marynarki. Równocześnie, przeglądając materiały nt. Katynia, pangrzyzga doznał wzruszenia...

Msza Święta w Damensstiftungskirche
Msza Wszechczasów w Damensstiftungskirche, jak co niedzielę. Dziś rekordowa frekwencja w kościele - wszystkie ławki zajęte maksymalnie, kruchta też pełna, nie wiem z jakiego powodu. Nie o frekwencji chcę jednak pisać, tylko o Mszy samej, która nie przestaje ujawniać przede mną swych tajemnic, głębi i piękna tekstów oraz gestów liturgicznych...
Mam nadzieję, że nikogo nie zgorszę ani nie okażę się ekshibicjonistą, jeśli powiem, że Msza Święta, Missa Tridentina, przenika panagrzyzgie do samego szpiku, do tego stopnia, że dziś płakał ów grzyzga podczas Kyrie i Glorii, które cudownie ciągnęły się wg neum rozpisanych na pięciolinii w mszaliku, które wydawało się, że trwały godzinami - najpierw wyznanie win i prośba o przebaczenie, a jako błaganie, rozdzierające, uniżone i lamentujące... jak można nie płakać, pamiętając i żałując za własne grzechy i prosząc o miłosierdzie, tego Który jest Miłością?! Później zaś Gloria - radosne śpiewanie Panu Bogu chwały na przemian z kantorem, z pietyzmem każde słowo, nuta, Rex coelestis... wówczas płakałem zarówno z wdzięczności Bogu za Jego wielkość, łaskę i piękno, ale i na wspomnienie właśnie 40 000 ofiar NKWD. Pomyślałem, że oni wiedzieli że nie będą już mieli okazji jeszcze raz, ze swoimi rodzinami, pięknymi żonami, rumianymi dziećmi czepiającymi się kolan, zaśpiewać w kościele, że Pan Jezus to Rex coelestis...

Msza Trydencka raz jeszcze
dla tych, którzy są ciekawi czego derywatem jest Novus Ordo, czyli zreformowany w latach 60. rytuał Mszy Świętej, zapraszam do obejrzenia archiwalnego filmu poniżej.



filmowo
zrobiło się nam filmowo, prawda?

dowcipas antisozialistisch na dziś
jest już po wojnie, jeden baca chce zapisać się do PZPR. Przychodzi do odpowiedniego urzędu i zgłasza się.
- Czy należeliście baco przed wojną do jakiejś burżuazyjnej partii?
- Nie należałem.
- Czy nie należycie do jakiejś tajnej, antysocjalistycznej organizacji?
- Nie należę.
- A czy w czasie wojny - nie należeliście przypadkiem do jakiejś faszystowskiej bandy?
- Nie - ta będzie pirso.

----------------------
Hahahahaha! Dobre, co? Uśmiałem się do łez, ach, chyba jednak niezły ze mnie figlarz-miglarz!

myśl na dziś
Mówisz, że Msza jest za długa, a ja dodaję: Bo twoja miłość jest za krótka.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 529

sobota, 10 listopada 2007

[10 XI 2007] sobota odjeżdża wraz ze św. Leonem Wielkim, jutro Święto kolejne!

moi Milusińscy, pooglądliście już co tam w skupie butelek załatwiła Pani Olejnikówna, to teraz przeczytajcie co ja sobie ostatnio pomyślałem i co robiłem, hejże ha!

redaktor o przebiegłym nazwisku i jego podboje
nie wiem, czy wiecie, ale na pewno wiecie, bo skoro ja się dowiedziałem, to Wy nie możecie nie wiedzieć! Podały mi media takiego niusa, że jakiś Tomasz Lis ożenił się z jakąś tam Hanną Smoktunowicz. Ki diabeł - myślę sobie, nie wiedząc co to się stało, bo w radyju ani telewizorze nie ogłaszali, że się na przykład ostatnio Krzycho z Paulino ożenily, rodzinę Mazurów tworząc w stolicy Galicji! Musi być coś na rzeczy, skoro tak o tym trąbio od lewej do prawej. Zasiatem więc przy kompiutru, wyszukiwarkie zapuścił, korbko zakręcił, zawaflował, no i wyszło szydło z wora! Otóż, zdrada! Otóż, cudzołóstwo! Dobrze, że nam reporterzy larum grajo i cudzołożników napiętnowujo, boć panlis i ta jego natapirowana pani, swoich prawowitych małżonków pozostawiali, i gdzieś tam w Rzymie, pewnie w konsulacie, czy gdzie tam, umowę podpisali, że teraz są małżeństwem. Dobrze, że chociaż zagranicę wyjechali, by zgorszenia nie siać - ale dobrze się stało, że zło zostało napiętnowane. Wstydzić się, marcowniki, do prawowitych małżonków wrócić proszę, w tej intencji zdrowaśkę u każdego wierzącego Czytelnika proszę.

Gwiazda Wałęsy i operacja Trust
poczytałem ostatnio, oj poczytałem! Dowiedziałem się np. o operacji Trust. Którą przedsięwzięli razu pewnego bolszewicy w początkach Sowietów. Otóż, skracając sprawę do minimum, by uniknąć inwazji na Sowiety ze strony państw zachodnich po 1917 roku (za czym optowała silna wówczas, ponad milionowa emigracja rosyjska, silnie lobbująca w rządach). Bolszewiki, małe cwaniaczki, wpadły na pomysł, by powołać w Rosji marionetkowe stronnictwo monarchistyczne, założone przez agentów, które miałoby przekonać emigrantów do zmiany opcji. Jak pomyśleli, tak zrobili, powstało Monarchistyczne Zjednoczenie Rosji (MZR), pod wodzą znanego carskiego generała (powiedzieli: córeczkę masz ładną, możemy ją zabić) i jednego inżyniera (namówili go do zmiany zdania na temat komuny w więzieniu). Tego drugiego wysłali na zachód, dali parę tajnych dokumentów, by go uwiarygodnić i facet śmigał po Londynach i Paryżach, z gadką o tym, że MZR jest w Rosji tak silne, że prawie bolszewika przepędzili i w przypadku ataku, naród zjednoczy się mimo wszystko pod wodzą czerwonych i bolszewii rozwalić się nie uda! Tamci łyknęli, polecali faceta zachodnim wywiadom, przez dziesięć lat robił dezinformację, zorganizował nawet wycieczkę jednemu arystokracie po bolszewickiej Rosji, by zobaczył jak to struktury MZR są silne - nad wycieczką czuwała ówczesna bezpieka... Facet napisał potem o tym książkę i opublikował w Berlinie!
Po co o tym piszę? Z paru powodów - po pierwsze dlatego, że znając historię, łatwo jest chłodniej oceniać rzeczywistość. Irracjonalny pęd do PO w ostatnich wyborach nie dokonałby się, gdyby ludzie pamiętali dokładnie o całych ostatnich osiemnastu latach... Ale co tam - ludziom się zdaje, że wszystko dokonuje się na ich oczach, podczas gdy to, co się dzieje, najczęściej korzenie ma wcześniej. I teraz czeka nas karkołomne udowadnianie, że działacz sportowy z Wrocławia Schetyna na czele MSWiA to świetny fachowiec, że starszy sikawkowy Pawlak jako minister gospodarki to polski Milton Friedman, natomiast deal z PSL o przehandlowaniu pięciu wojewodów, to nie korupcja polityczna, tylko spokojne rozmowy o koalicji. Hahahaha... Cóż - będzie chyba jednak tak, jak ogłosił Korwin - w tych wyborach zagłosowali na PO, w następnych wygra LiD, potem znów PiS i karuzela kręci się od nowa. Tylko, że ja tak nie chcę.

po drugie
w kontekście całej Akcji Trust, ogromnego przedsięwzięcia, ciekawie brzmi to, co od lat głoszą Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski, Kazimierz Świtoń, Antoni Macierewicz, ludzie z kręgu Klubu, a potem Unii Polityki Realnej na temat Lecha Wałęsy... Jeśli to wziąć pod uwagę, a ponadto zastanowić się nad jego autorytarnością, dążeniem do wałęsizacji Solidarności i w końcu walka przeciw jej niepokornym liderom, hamowanie spontanicznych strajków, później jego uległość w Magdalence, to co wyprawiał jako prezydent (pacyfikacja Olszewskiego, kapciowy Wachowski ponoć z dobrymi kontaktami w SB, etc.), jeśli znów zobaczy się ostatnią fraternizację z Kwaśniewskim i postkomuną... cóż, ciężko nie odnieść wrażenia... no właśnie. Chyba to wszystko jest jakiś matrix, z nagrodą Nobla włącznie. Robienie sterowanych shows komuniści opanowali do perfekcji - vide, wieloletnia akcja Trust już na początku wieku...

niemiecki Ordnung
przysłali mi z administracji list, żebym nie lał wody, gdy się namydlam, odłączał ładowarkę a światło najlepiej palił między 22:00 a 6:00... Niemiecki Ordnung i organizacja jak się patrzy! Problem w tym, że to ja dotychczas wyłączałem bliźnim wodę na czas szczotkowania zębów, by nie leciała bez potrzeby i to ja zżymałem się na nieoszczędne wykorzystywanie papieru...

czy czyta nas sporadyczny?
proszę kolegi, odpisałem na kolegi komentarz ostatnio! Dopiero dziś zauważyłem!

co mię interesuje?
a co mię interesuje - właśnie to, o czym piszę na tym blogu - to mnie interesuje i zajmuje. Ale rozumiem sugestie niektórych Czytelników, będę pisał nieco więcej o takich zupełnie intymnych zainteresowaniach, jak to co ostatnio przeczytałem, obejrzałem, etc. Jeśli to kogoś oczywiście obchodzi.

nowe ankiety
interesuje mnie jeszcze skład płciowy P.T. Czytelników. Poza tym ogłaszam konkurs w związku z milionami listów z pytaniem o to, co to znaczy, że mam oczy jak pingwinek, o czym napomknąłem ostatnio. Zobaczymy, czy zgadniecie!

spadki, spadki, spadki...
no, i zaczęła się wyprzedaż na wyścigi! Niestety perspektywy krótkoterminowe na rynkach papierów wartościowych się znacznie pogorszyły. Stany jednak lecą w dół, państwowe ratowanie kredytów (zaczęte od Roosevelta) stwarza widmo inflacji, a po niej wpadnięcie w recesję... Moja prognoza się nie zmienia - czas rzeźni na giełdach, to najlepszy okres do zakupów. Choćby i było tak, jak mówi David Tice z Bear Funds (facet ma interes w wywołaniu potężnych spadków, bo jego fundusz zarabia głównie na dekoniunkturze), tj. że rynek czeka przecena o 50% do 60%, to jeśli miałoby się to rozegrać przez najbliższe dwa lata - bardzo się ucieszę! Prawdziwe inwestycje zaczyna się bowiem w czasie głębokiej bessy...
Istnieje jednak teoria, że Republikanie chcą zatrzymać bessę do nowych wyborów, czyli do 2009 roku. Wówczas też warto kupować - bo czeka nas niedługo odbicie. Krótkoterminowo jednak koszmar - większość naszych indeksów przebiło dołki z sierpnia, w piątek USA dały popis paniki (polecam ostatnie pół godziny sesji na S&P500 http://stooq.com/q/?s=s%26p500&c=1d&t=l&a=ln&b=1) ... teraz wszystko zależy od Azji - jeśli poniedziałek skończą na potężnej stracie, Warszawka otworzy się -3% poniżej denka i poleci do piwnicy... W takie dni inwestorzy, który jeszcze nie wypstrykali się z akcji idą w godzinach 9:30-16:30 na długi spacer.

wierszydełko
eja, co się stao - nie było dawno wierszydełka! No to idzie:

droga do szkoły

idę kiwając się miarowo
może nawet jestem pochylony
nie moge się zobaczyć
przez dziurki w owiewanej wiatrem skórze
na której znać jeszcze poduszkę
i pastę do zębów gdzieniegdzie

w środku mnie jest ciepło
i się kotłuje
i obiega

mijają mnie drzewa

myśl na dziś
Jezu, niech w Twoim Świętym Kościele wszyscy wytrwają na drodze, idąc za swoim chrześcijańskim powołaniem, jak Trzej Królowie szli za gwiazdą, lekceważąc rady Heroda... których im nie zabraknie!
św. Josemaria Escriva de Balaguer, Kuźnia, nr 366

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO