Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2008

[5 XI 2008] pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi

Pinionżki, Panie, pinionżki... komentarze i odpowiedzi
wczoraj posypały się komentarze – wbrew pozorom nie na temat rozstrzygnięcia konkursu aborcyjnego, tylko na temat tekstu dot. wspieractwa. Nie wiedziałem co zrobić, ale w końcu uznałem, że ta wymiana zdań może być ważna także dla innych Czytelników. Odpowiadam na dwa komentarze – miss gender, oraz siusiaka.

MISS GENDER:
"Kolega zaś na to: „Iiiii tam, ja u Ciebie nie klikam, Ty masz za dużo pieniędzy”
"dokładnie to samo myślę i jeszcze nigdy, od kiedy tu zagladam nie kliknelam na nic, te Twoje prośby o kasę są poprostu bezczelne!!!
----------------------------------------------
Miss gender, będę odpowiadał krótko, żeby nie było, że zapodaję masło maślane. Odpowiedź na ten akapit jest lakoniczna – albo nie jestem dość „bezczelny”, albo jesteś zbyt delikatna, albo rzeczywiście wypisuję tu dyrdymały niewarte uwagi, albo masz małą wyobraźnię. Wymienione czynniki mogą współwystępować.

"werki sorki" ale nie oszukujmy się, jesteś osobą zamożną i Twoja postawa jest jak dla mnie poprostu nie na miejscu!! wogole mi przez myśl nie przeszło, żebym ja mogła napisać takie banialuki, choć jestem pewna, że materialnie jestem w gorszej sytuacji niz takie "bananowe dziecko" jak Ty
----------------------------------------------
Po pierwsze – mówmy tu o wyobrażeniach, będziemy bliżsi prawdy. Domyślam się, że Miss Gender nie ma wtyczki w Urzędzie Skarbowym, bo gdyby miała... stwierdziłaby raczej, że jeśli już, to moi Rodzice są zamożni, ja natomiast do tej grupy nie należę. Wręcz przeciwnie, co chyba w tym wieku jest rzeczą normalną.
Po drugie – nie rozumiem sformułowania „bananowe dziecko” i nawet mogę troszkę poudowadniać, że nim nie jestem, co chyba ludzie mnie znający potwierdzą. Czy bananowe dziecko, to ktoś kto w domenie sprzętu muzycznego zatrzymał się na etapie walkmana odziedziczonego po siostrze? Czy jest to ktoś, kto w kinie był ostatnio trzy lata temu, a poprzednio dwa lata wstecz? Czy jest to wreszcie ktoś, kto przez więcej niż połowę swojego życia (dane aktualne) dodzierał ciuchy po siostrze? Dorzućmy więcej – czy jest to ktoś, kto pracowicie oszczędzał od Komunii, podczas gdy jego koledzy kupowali sobie wypasione komputerki, pegasusy, play stationsy, i in.? Czy „bananowym dzieckiem” nazwiemy osobę, która pierwszy komputer dostała pod koniec podstawówki, podczas gdy koledzy mieli pod koniec przedszkola? Czy bananowym dzieckiem jest osoba, która wymienia trzy pary swoich butów najczęściej raz na cztery lata? Choć mógłbym podobne cechy wymieniać w nieskończoność... pokuszę się o tezę tymczasową - jeśli tak zdefiniujemy „bananowe dziecko”, to rzeczywiście jestem „bananowym dzieckiem” z krwi i kości.
Ale bądźmy świadomi, że ta definicja „bananowego dziecka” jest równoznaczna z przeczeniem popularnego znaczenia „bananowego dziecka”.
Po trzecie – co to w ogóle ma do rzeczy? Nie jestem bolszewikiem i nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś ma więcej ode mnie. Więcej – gdy mam okazję, staram się takim osobom pomagać. Jeśli mnie brakuje w jakiejś dziedzinie zdolności albo szczęścia, nie mam nic przeciwko, że komuś ich nie brakuje i jeśli mam okazję mu pomóc, pomagam. W ten sposób np. pomagam rozwijać parę przedsięwzięć moich znajomków. Niech mają jak najwięcej. Tym bardziej jeśli wiem, że są porządnymi ludźmi.

poprostu nie wypada pisac takich rzeczy kiedy sie wie że inni maja nieporównywanie gorzej!
-------------------------------------
ponownie – co to ma do rzeczy? Ponownie także - nie jestem bolszewikiem i nie uważam tego za oczywiste. Nie jestem także psem ogrodnika. Źle jest bowiem, gdy sami nie pomagając nikomu, uniemożliwiamy innym pomaganie... Jeśli nie wspieram np. Fundacji św. Mikołaja, chociażby przez kliknięcie w reklamę (co mnie nic nie kosztuje - mnie reklama interesuje, zapoznaję się z nią, zdobywam wiedzę o ofercie reklamodawcy, a ten kto ją emituje, zdobywa środki na działalność), tym samym uniemożliwiam jej pomaganie innym. Paradoksalnie więc, choć wycieram sobie gębę tymi, którzy mają niporównanie gorzej, działam na ich szkodę.
Zresztą... tym, którzy mają ode mnie gorzej, pomagam jak mogę. No, ale nawet jeśli miss gender pracuje w urzędzie skarbowym, nie dowie się o tym, bo zawsze gubię zaświadczenia o darowiznach i ich nie dołączam.

a argument, że mam Ci płacic za to co piszesz rozbawił mnie maksymalnie!! chyba w główce Ci sie poprzewracało!!
--------------------------------------------
ależ wcale nie musisz płacić – bez względu na to, czy Ci się podoba to, co tu piszę, czy nie. Chciałem zwrócić Ci uwagę na możliwości współtworzenia rzeczywistości, które masz, a które sama przed sobą zamykasz – bądź co bądź, jesteś idealną ilustracją tego, co opisałem wczoraj. Dotyczy to zarówno mojego bloga, jak i tysięcy o niebo poważniejszych inicjatyw.
Ostatecznie zaś – pewnej delikatności. Tak, właśnie delikatności, bo trzeba jej, by np. zdać sobie sprawę z tego, że np. forum internetowe na którym działam – kosztuje. Jeśli założył je mój kolega (mówię np. o wielodzietni.org), to ja wiem, po co są te reklamy. I wiem także, że będzie starał się je prowadzić dopóty, dopóki naprawdę zabraknie mu kasy... wiem, że do tego dokłada, traci na to czas i pieniądze, a to ma dla mnie wartość! I z czystej delikatności robię wszystko, by zwracało mu się jak najwięcej, podsyłam niekiedy jakieś podręczniki marketingowe, staram się każdej potencjalnie zainteresowanej osobie opowiedzieć o forum. On o to rzadko prosi, ale powinien częściej – wykonuje wspaniałą robotę. A ludzie niestety często uważają, że to wszystko nic nie kosztuje i im się należy. To najlepsza droga do zakończenia sprawy. Czy do tego dążą zadowoleni użytkownicy? Nieświadomie, niestety tak.
W związku z tym, albo nie są zadowoleni – wówczas dają jasny sygnał do zamknięcia, bądź jakiejś reformy forum, albo są zadowoleni, tylko brak im pewnej delikatności. Nie ma nic złego w przypomnieniu im o takiej możliwości. Jest to rzecz słuszna i uczciwa.

no, ale Maciek jako osob reprezentująca mentalność "najmadrzejsza baba we wsi" odpisze mi jakies "masło maślane", bo rozmowa z nim to jak "grochem o ścianę";D
------------------------------
abstrahując od tego, jaką mam mentalność, jeśli wygłaszam jakiś pogląd, to robię to dlatego, że żywię przekonanie, że jest słuszny. Słusznej tezy, gdy jest atakowana – broni się, aż do momentu gdy jest obalona.

pozdr,
miss gender:)
-------------------------
miss, Ty się jeszcze nie przedstawiłaś, ale chyba wiem kim jesteś... :)

SIUSIAK:
Czy to cytat ze mnie? Chyba tak :] Paniegrzyzgo, odblokowali konto na googlu? Wyłączyłem adblocka na Pańskiej stronie z ciekawości i znowu są! Jestem nie na czasie. Kiedyś klikałem regularnie, to zablokowali…
------------------------
Nie wywołujmy gugla z lasu. Cytat nie z Kolegi, ale rzeczywiście tego typu teza też padła z owych ust! Jednak w chwili pisania posta, miałem na myśli kogo innego.
Mimo że to chyba cytat ze mnie i mimo, że używam adblocka, nie zgadzam się z Przedmówczynią.
--------------------------
jak widać, nie każdy jest bolszewikiem...
To, czy klikniesz czy nie, powinno zależeć wyłącznie od tego, czy podoba Ci się to, co przeczytałaś/zobaczyłaś na stronie — czy czujesz się odbiorcą usługi, jaką dostarcza Gnycha. Stan kiesy usługodawcy nie powinien tu być czynnikiem (zwłaszcza, że niekoniecznie Twoja wiedza musi być akuratna). Poza tym mowa tu jest o klikaniu, które Cię naprawdę nic nie kosztuje! Trochę czasu być może, ale to są sekundy – jeśli masz czas komentować jakieś blogi, to i na kliknięcie powinno wystarczyć ;)
----------------------------------
Zgadzam się w całej rozciągłości, zaznaczę jeszcze, że reklama, którą widzę, powinna mnie interesować – tak, aby reklamodawca na tym nie tracił (w końcu to on płaci za akcję). Chodzi jedynie o świadomość własnych możliwości.

Co napisawszy wyłączam adblocka na tej stronie i znowu czasem kliknę, jak dawniej. Chociaż ta reklama NEXTO zasłaniająca róg to mnie akurat mocno denerwuje...
-----------------------------------
wywalę tego widgeta, bo już nie działa, poza tym.

Ale. Ale muszę przyznać, że uderzanie w Twoim przypadku w argument braku kasy jest trochę nie na miejscu.
--------------------------------
No... tu też mówmy lepiej o wrażeniu. Poza tym – brak kasy jest relatywny zarówno do kosztów stałych oraz zamierzeń, które się ma. Koszty stałe mam niskie, natomiast zamierzenia duże. Odnoszę więc do tego „brak”, bądź „nadmiar” kasy. Na jedzenie, bilet i gazetę raz w tygodniu starcza, ale czy to powienien być punkt odniesienia?
To samo tyczy się tego cienia pretensji, który można wyczuć w Twej notce.
---------------------------------
To tylko leciutki cień, serio. W tekście poruszałem na przemian kwestie ogólne i szczegółowe, te pierwsze bardziej mnie emocjonują. Naprawdę boli mnie to, gdy widzę, co dzieje się w pro-life'ie. Odchodzą zgorzkniali bardzo porządni, zasłużeni ludzie... każdy chwalił ich działania, prawie nikt nie pomógł. Tak dłużej nie można, to jest nieuczciwe. Takich bohaterów jest setki. Gdyby każdy kiwnął palcem, nie musieliby ponosić takich ofiar, szczególnie że powołany do tego jest każdy. Myślę, że mogłeś odnieść wrażenie, że te emocje wiążą się z blogiem. Mój blog to pikuś, ale też traktuję go poważnie.

Ja rozumiem, że brak w Polsce dobrego amerykańskiego zwyczaju, że proszenie „Donate!” jest czymś naturalnym i spotyka się z hojnym odzewem, jeśli tylko proszący jest pozytywnie oceniany za to co oferuje. Ale zwracam uwagę, że to proszenie jest zawsze pokorne i pozbawione roszczeniowości. Owszem, w trudnej sytuacji można powiedzieć: „Zapłaćcie proszę, żebym mógł dalej prowadzić tego bloga”, ale nigdy: „Jak nie zapłacicie, to przez was będę musiał bloga zamknąć!”.
---------------------------------------------
W USA może i wystarczy pokornie poprosić. W Polsce musisz zbankrutować, by ludzie uznali, że cholercia szkoda, że to przedsięwzięcie upadło. Tak było z OZONem, tak jest z Radiem Józef. Tak jest z polskimi bogatymi katolikami - „Jesteście bogaci, to dawajcie cholera kasiorę, bo my jesteśmy biedni, a cel szczytny, ale na satelitę, duperele, kasę mamy”. Pora się obudzić, generalnie rzecz ujmując.
Sławomir Sierakowski wrócił właśnie z wycieczki po USA, skąd przywiózł walizkę pieniędzy na nowy, lewicowy think-tank. A my sobie zwalajmy ciągle robotę na kilku zapaleńców i pieniądze, które jeszcze mają (z naciskiem na "jeszcze" - bowiem zarówno pieniądze, jak i zapał tych ludzi się kończy). Tak to wygląda po naszej stronie. To jest real, bolesny real, o którym byc może nie każdy wie, bo się nie udziela, wobec czego uznałem za stosowne o tym przypomniec, bądź poinformowac na czym stoimy. Jak to powiedział mój kolega - „W Polsce, dokądkolwiek pójdziesz po naszej stronie – jako działaczy, organizatorów, sponsorów, spotykasz tych samych ludzi”.
Zresztą... o tym, że mam trudniejszą sytuację, pisałem już w lipcu, gdy skończył mi się wyborny kontrakt w firmie, w której pracowałem. Oj, coś nie uważaliście, mister siusiak!
No i mieszkamy w Polsce jednak. Mentalności/zwyczajów ludności Pan nie zmienisz, choćbyś się skichał. Pewnie, próbować można, ale w międzyczasie trzeba się zająć czym innym, co o tej ewentualnej zmiany nie jest uzależnione…
-----------------------------------
oj, gdybym nie robił inaczej, byłoby marnie. Co bynajmniej nie oznacza, że stan średniej marności jest stanem pożądanym.

resume
Jako resume tej długaśnej pisaniny, proponuję opowiastkę. Otóż, rozmawiałem niedawno z prezesem pewnego potężnego stowarzyszenia katolickiego, które potrafi pozyskiwać pieniądze na swoją wspaniałą działalność inaczej, niż obdzierając ze skóry i szantażując moralnie kilku katolickich biznesmenów w okolicy (tak to najczęściej wygląda). Sponsorów stowarzyszenie ma dziesiątki tysięcy. W związku z tym, często padają podobne argumenty do tych powyżej – że każą sobie płacić za działalność, że zmuszają ludzi do dawania kasy, że są nieszlachetni, że nie działają z czystą intencją, etc. Na moje pytanie o to zjawisko, odpowiedział krótko: „Wie Pan, to jest tak. Ci, których nasza działalność nie obchodzi, po prostu nas ignorują. Ci, którzy wiedzą, że robimy dobrze, albo płacą... albo wymyślają niestworzone historie, by uzasadnić to, dlaczego nas nie wspierają.”
Jako rozszerzenie rozważań, polecam jeszcze cytat z Pana Gawriona, jednego z autorów serwisu niepoprawni.pl, który w komentarzu pod moim wczorajszym postem napisał tak:
Wiele rzeczy da się zrobić wspólnymi siłami i nakładem wolnego czasu i odrobiny chęci. Są jednak takie, które wymagają pewnych nakładów finansowych - taki już jest ten świat.
Poruszył Pan istotny problem, charakterystyczny dla przedsięwzięć organizowanych przez ludzi uczciwych, z jakąś konkretną misją wybiegającą dalej niż dbanie o swoje cztery litery. Jako że zasadniczo dzisiejszy świat kręci się wokół pieniądza i osobistych korzyści. Jako że każdy stara się jak najwięcej wyrwać dla siebie nie patrząc na innych, wszelkie rzeczy związane z zarabianiem (obojętnie czy o charakterze profit czy non-profit) ludzie tacy wolą omijać by nie stworzyć pozorów oszustwa i nie narazić swojej wiarygodności. Nie ma bowiem nic bardziej wiarygodnego od bezinteresownej rady czy pomocy. Takie przewrażliwienie nie jest pozbawione logicznego uzasadnienia. Z drugiej strony nic na tym świecie nie ma za darmo i człowiek uczciwy, filantrop, nie może liczyć na wzajemność pazernego świata - kasa musi być i się przydaje.. Inny problem to możliwość konkurowania z głosem fałszu, za którym stoją spore nakłady finansowe.. Bezinteresowność niewspomagana finansowo nie stworzy zauważalnej przeciwwagi głosu prawdy dla wielkich koncernów medialnych patrzących na zysk.. Trzeba się wspierać - popieram;)


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-1-poniedziaek-zaczyna-si.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/5-xi-2007-cz-2-poniedziaek-koczy-si.html

myśl na dziś
Jezus pozostał w Hostii Świętej dla nas! Chciał być u naszego boku, aby nas wspierać, aby nami kierować. — A za miłość odpłaca się jedynie miłością. Dlaczego nie mamy iść codziennie przed Tabernakulum, chociażby tylko na parę minut, żeby Mu wyrazić nasze pozdrowienie i naszą miłość jako Jego dzieci i bracia?
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 686


poniedziałek, 18 lutego 2008

[18 II 2008] poniedziałek

jestem
no, i stało się! Przyjechałem do Polski! Wyśniony i wyczekiwany dzień w końcu nadszedł. W niedzielę rano dopakowaliśmy samochód po ostatni centymetr, poszliśmy do Damenstiftskirche na Mszę Świętą i po 10:00 wyruszyliśmy w drogę do Polski! Autostradą mknęło się wspaniale, bardzo często jechaliśmy 180 km/h, w ogóle nie czując prędkości, a jeśli czując cokolwiek, to podziw dla opon i silnika, oraz Tego, kto przekazuje im impulsy oraz dla samych autostrad, które Niemcy sobie zbudowali. Infrastruktura drogowa to to, czego zazdrościć rzeczywiście warto. Równocześnie tak sobie myślę... kurczę, toż już budujemy te autostrady od końca wojny i coś nam nie wychodzi. A i przez ostatnie lata - jakoś nie idzie. Pieniędzy nie ma, czy jak? Nie, pieniądze są, ale idą do kolesi, na koncesje, pozwolenia, ustawione przetargi... Dlaczego Polacy nie chcą tego zmienić?
Dobra, już nie narzekam. Po przekroczeniu granicy zatankowaliśmy i ruszyliśmy na Wrocław (przez Legnicę), w którego okolicach zabawiliśmy na nieco ponad godzinkę u Oleńki w domu na wspaniałym obiedzie i podwieczorku. Potem od razu do domu, gdzie byliśmy w okolicach 23:00. Wstępny rozpakowunek i spanko aż do wczesnych godzin przedpołudniowych.
Wrocławianie - wstydźcie się dziadowskich oznaczeń na objeździe do Warszawy!

pożegnanie z PADOPLANEM
jak już pisałem - pożegnanie z PADOPLANEM było wielce sentymentalne. Pan Pape z Ryśkiem podjęli nas czworo ciepłymi trunkami oraz równie ciepłymi słowami, tym bardziej że temu pierwszemu (jako szefowi) zebrało się na wzniosłe przemowy! Rozpływał się zatem nad wagą więzi rodzinnych w życiu, przyjaźni, etc. Ja zapewniałem tłumaczenie symultaniczne, a Rysiek od czasu do czasu zażartował trzęsąc z radości swoim architektonicznym, inżynierskim brzuchem. Później nadeszła pora na suweniry - szefowie dostali Chopina na spółkę, oraz śliwowicę i gruszkówkę z Łącka na łebka, a także albumy o Polsce. Ryśka obdarowałem dużym albumem o polskich krajobrazach, a reszta pracowników - każdy z osobna - dostał po albumiku o Polsce, albo Warszawie, albo polskim folklorze, Mazowszu, etc. Mogą się zatem wymieniać. Grzecznościom, życzeniom i deklaracjom nie było końca. Zamarzyliśmy już o PADOPLAN Polska sp. z o.o., o moich odwiedzinach na budowie fabryki płyt wiórowych pod Kołobrzegiem, i in.
Zaskoczenie moich dotychczasowych koleżanek i kolegów z pracy było wielkie.

idzie semestr
codziennie żegnałem się z kimś innym, a to przyszliśmy na wieczór na Schackstrasse, a to do mojego monachijskiego spowiednika do klasztoru, a to wreszcie do Tawfiqa na kolację (zdjęcia wrzucę niebawem). Wszędzie było naprawdę wspaniale i miło formalnie kończyć ten okres współpracy i kontaktu, nie wykluczając także (bo nic wykluczyć się przecież nie da, jeśli chodzi o przyszłość) kolejnych etapów później.
Tymczasem idzie ciężki semestr. Nie tylko powrót na WA PW, ale i staranie o to, by w jeden semestr skończyć wyrabianie rocznego minimum na MISH UW. Jak się to uda - zobaczymy, walka będzie ostra, a tempo pracy jeszcze ostrzejsze! Całe szczęście, że semestr zaczyna się w Wielkim Poście - to najlepszy czas na porządkowanie, planowanie i przeprowadzanie czegoś z Łaską i Mocą. Do roboty, moi mili.

plany
jak napisałem wcześniej - nie zamierzam zarzucać pisania bloga, dlatego że jego tworzenie służy nie tylko mnie samemu, ale chyba i innym (tak wynika przynajmniej z tych nielicznych maili i komentarzy, które do mnie trafiają jako informacja zwrotna). W nowym semestrze, prócz tego, chciałbym znaleźć czas na parę innych, nowych aktywności, ale to czy czas znajdę zależy także od tego, jak przebiegać będą studia.

nie można nie oszczędzać
moje Państwo, czy ktoś już z młodych Czytelników zastanawiał był się nad tym, że któregoś dnia zawrze związek małżeński i... i nagle zacznie sam płacić za kiełbaskę na śniadanie, sam zacznie płacić za prąd, telefonik, grzanie w pupkę... że sam będzie płacił za tankowanie paliwa, składki AC, OC, NW i na inne ładne skróty, że sam uiści czynsz, albo też sam będzie finansował zakup materiałów budowlanych na budowę własnej kanciapki, której projekt z braku pieniędzy wybrało się za tysiaka z katalogu z kiosku, a pieniędzy nie było, bo na działkę wydało się pieniądze rodziców i teściów, które zostały po organizacji wesela... Ostra jazda, co?
W tym kontekście chyba nie mogę nie poprosić o zmasowane kliki, prawda...?
Ale nic nie bójcie - mnie się trzymajcie, tak jak Kasia w Monachium się trzymała, i dobrze na tym wyjdziecie! Bardzo proszę - akurat mamy Wielki Post - wziąć się za porządne oszczędzanie, likwidację niepotrzebnych czynności, a tym bardziej wydatków oraz za inwestycje. Bo inaczej będzie klapa i narzekanie na czym świat stoi.

myśl na dziś
Niewątpliwie, ty możesz zostać potępiony. Jesteś o tym doskonale głęboko, gdyż w twoim sercu znajdują się zalążki wszelkiego zła.Lecz jeśli staniesz się dzieckiem w obliczu Boga, ta okoliczność doprowadzi cię to do zjednoczenia się z twoim Ojcem - Bogiem i z twoją Matką - Najświętszą Maryją Panną. A Święty Józef i twój Anioł nie opuszczą cię, kiedy zobaczą w tobie małe dziecko.- Miej wiarę, czyń ile zdołasz - pokuta i miłość! - a to, czego ci zabraknie, dopełnią Oni.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 598

sobota, 20 października 2007

[19-20 X 2007] noc-dzień, post właściwy

w Radiu Józef lecą już powtórki w ramach "Przegadanych nocy"... a pangrzyzga w ramach umartwienia postanowił jednak coś napisać, mimo późnej pory!

delikatesssy
pisałem wczoraj o delikatesach niemieckich, a tu się okazuje, że sam wydelikatniałem! Otóż, moi mili - zrobiły mi się bąble na palcach wskazujących! Od czego? Wstydliwa sprawa... od prania własnych, prywatnych majtek! Skandal.

oj, leci kursik, leci
dziś 20-lecie ostrej zwałki na nowojorskiej giełdzie. Cóż, w USA coraz wyraźniejsze staje się widmo recesji - dane makro umiarkowanie półśrednie... Ciekawe jak to wpłynie na naszą GPW. Bo - wbrew pozorom - przebieg dzisiejszej sesji wydawał się być przesądzony po słabych zamknięciach w USA, a tym bardziej po wyprzedaży w Japonii. A tu nasze byki zabrały się do roboty i odbiły w ciągu dnia od denka, wychodząc sporo ponad poprzednie zamknięcie. Ładnie. Poniedziałek będzie próbą nerwów - USA dzisiaj zakończyły tragicznie, wykres nie wygląda dobrze - konkurs pt. kto sprzeda taniej? Wszystko okaże się w poniedziałek - niewykluczone, że Azja odbije po słabym piątku i u nas wszystko będzie już ładnie...
Ale nie o tym mowa. W takich momentach człowiek się zastanawia - ojej, ojej, może uciekać gdzie pieprz rośnie? Zależy kto jaki ma horyzont inwestycyjny, ale w przypadku ludzi w naszym wieku, tj. w moim - odpowiednie wydaje mi się spokojne podejście, ciułalnicze, z co najmniej 10-letnim horyzontem. O czym mówię? Ano, o własnym doświadczeniu. Mojej żydowskiej osobowości najbardziej odpowiada pewien zgrabny produkt, oferowany m.in. przez BPH TFI, a mianowicie - Indywidualny Plan Systematycznego Oszczędzania (IPSO). Człowiek wpłaca sobie pieniążek kiedy go ma, kupując j.u. w czasie spadków, wzrostów, dzięki czemu uśrednia sobie cenę zakupu do dobrego poziomu... nawet się nie obejrzy, a już z 50-200 złotowych wpłat uzbiera całkiem ładny kapitalik.
Ludziom w moim wieku ciężko to zrozumieć. Niby lecą najczęściej na pieniądze jak głupi na śliwki, pracują byle gdzie, żeby cokolwiek zarobić, nie szczędzą na to sił, a potem albo wszystko przejadają, albo brakuje im wytrwałości w oszczędzaniu, albo nie umieją sobie odmówić niektórych elementów bieżącej konsumpcji... i tak docierają do czasu, gdy zaczynają po studiach pierwszą poważną pracę, pobierają się - i muszą brać ryzykowne kredyty, bo na nic nie starcza, a to chciałoby się mieć, tamto też. W ten sposób żyjąc, także nie oszczędzają, bo nie ma czego i brakuje cnoty, by to rozpocząć (albo zaczynają, namówieni przez jakiegoś łapiducha)... i tak w kółeczko.
Tak sobie myślałem swego czasu - dlaczego nie miałbym już dziś zacząć oszczędzać, po to bym mógł realizować plany moje, mojej żony, czy dzieci za 5, 10, czy 20 lat? Po co mam sobie kupować drugą czekoladkę, skoro po pierwsze poprzednią mogę zjeść dwukrotnie dłużej, a po drugie jej równowartość zainwestować tak, by po paru latach otrzymać jej wielokrotność?
Problem jest o wiele szerszy. Otóż, młodym ludziom wtłacza się z uporem pojęcie najpierw nastolatków, potem młodzieży, później studentów, a na końcu singli... hie hie... no, a więc problem polega na tym, że celem chłopaka nie jest być chłopakiem, lecz mężczyzną, dziewczyny zaś - kobietą. Myśląc o sobie jako o nastolatku nigdy nie pomyślałbym o swojej rodzinie, czy własnej przyszłości. Wydaje mi się, że gdyby ludzie zaczęli myśleć o sobie w kategorii celu, a nie stanu obecnego - przestaliby odczuwać wiele ograniczeń.

dobra, paniegrzyzga, chyba jesteś pan już zmęczony, ciekawe czy czytelnik zrozumi co autor miał na myśli...

stop abortion, no distraction
wczoraj rozpisałem się nt. aborcji. Sprawa jest ważna, to chyba jasne. Ważna jest tak, jak ważny był Holokaust, budzenie sumień ludzi jest jak budzenie sumień Amerykanów przez ludzi typu Jana Karskiego, czy innych emisariuszy z Podziemnego Państwa Polskiego. Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Przychodzi Karski na Kapitol, pokazuje foty z Auschwitz, likwidacja Żydów, Getta... A tu wstają senatorowie i mówią, żeby nie epatował krwią i przemocą, żeby nie narzucał swojego zdania, bo nie można osądzać nazistów, bo może rzeczywiście nie dają sobie rady z Żydami, mówią Karskiemu, że pewnie zmanipulował mikrofilmy, że bez przesady, aż tylu Żydów nie zginie, to jakaś wściekła polska propaganda, wcale nie trzeba interweniować, że lepiej zająć się tymi, którzy żyją, bo przecież tamtych już nie uratujemy...
Druga sprawa. Głosowanie nad poprawką do Konstytucji w tym roku. Niestety na wielu posłach się zawiodłem. Co do PSL i SLD nie można było mieć wątpliwości - komuniści i postkomuniści. Natomiast głosowanie w wydaniu PO oraz PiS... hmmm... w PiS tylko paru posłów było przeciw, w PO z tego co pamiętam - ponad połowa. LPR - jako jedyna w całości za. Komentarz mój jest taki: prawo do życia jest ewidentne. Nie rozumieją tego niektórzy pragmatycy z PiS oraz niektórzy pragmatycy w PO. Pragmatycy, czyli po prostu karierowicze, a tych w PO niestety jest bez liku. Chyba każdy, kto miał coś wspólnego z ludźmi z młodzieżówki PO, wie o czym mówię... Niestety.
Trzecia sprawa - mówią ludzie o utrzymywaniu i pomaganiu dzieciom narodzonym. Nikt nie robi więcej dla dzieci narodzonych w Polsce, niż katolicy. Mamy ponad tysiąc domów samotnych matek, itp. Ci, którzy tak martwią się o dzieci żyjące, najczęściej nigdy nie kiwnęli palcem, by komukolwiek z własnego podwórka pomóc. Odpowiedź na pytanie: A co z dziećmi urodzonymi? powinno brzmieć - jest oczywiste, że mamy moralny obowiązek dbać również o nie. Dlatego lepiej się wziąć za robotę i komuś pomóc, niż proponować, jako rozwiązanie problemu przerobienie na gulasz tego, kto potrzebuje pomocy. A tak właśnie ma się rzecz z mordowaniem dzieci poczętych, a nie urodzonych. Wiem, co mówię - sam jestem zaangażowany w pomoc Domowi Samotnej Matki w Chyliczkach. Jeśli ktoś ma ochotę - chętnie podam numer konta.
Czwarta sprawa - nie zamierzam głosować na kogoś, kto w sytuacji podobnego głosowania opowie się za utrzymaniem hańbiącego, barbarzyńskiego status quo.

Komunia Święta na łapkę
już się nieco oswoilim z tematem, co? Jednak jeden z ostatnich TYGODNIKÓW POWSZECHNYCH podaje, że ponad 70% katolików (prawdopodobnie chodziło o ludzi ochrzczonych w Kościele Katolickim) nie gustuje w tego typu wynalazkach (chociażby były restytucją zwyczajów sprzed wieków, co wbrew pozorom nie powiększa ich wartości).
Co mnie w tej sprawie obchodzi? Wątpliwość zgłoszona przez Marka Jurka: jak puryfikować dłonie tych, którzy przyjmują Komunię Świętą? Kapłan w czasie celebracji obmywa ręce przed zetknięciem z Ciałem Bożym, pan Wiesio przychodzi i bierze Ciało Pańskie w brudną łapkę. Tu tkwi korzeń wątpliwości i potencjalne zagrożenie dla rozumienia i widoczość w znakach Realnej Obecności Pana Jezusa. Tu jest, m.in. pic.

Lexus SL
no, dobra - rozochociłem się! USD/PLN wylądował w granicach 2,5882 wobec czego kupno luksusowego amerykańskiego samochodu staje się coraz bardziej opłacalne. W ramach relaksu policzyłem troszkę.
Otóż, jak dotychczas tysiąc kliknięć na linki Gugla na blogu średnio przynosił 25 dolarów, co daje nam 0,025 dolara za kliknięcie. Skoro Lexus SL kosztuje 104.000 dolarów, łatwo obliczyć iż potrzeba około 4.160.000 kliknięć by zebrać żądaną kwotę. Przyjmując, iż 100 odsłon w ciągu dnia robi 100 osób - otrzymujemy 41.600 kliknięć na osobę. Jeśli Lexusa chcemy kupić po roku, należy zrobić tak, by każdy kliknął 114 razy dziennie. No... i co? Proponuję zrobić tak - każdy poinformuje o blogu np. po 100 osób, każda z nich po lekturze z uciechy kliknie w link - wówczas po roku pangruszka jeździ Lexusem. W międzyczasie dolar spada jeszcze o połowę - i starcza na drugiego Lexusa, który idzie dla Domu w Chyliczkach.
Oj, tak... gdy jest późno i jestem śpiący, lubię sobie pofiglować i puścić wodze fantazji!

PADOPLAN
naharowałem się dziś z Ryśkiem w pracowni! Zrobiłem całe zestawienie stolarki drzwiowej - ponad 270 pozycji! Ponanosiłem poprawki na rzuty projektu, przygotowałem inne zestawienia stolarki, wg typów. Ho ho... nie dziwcie się, że klawiatura mi się plącze i brakuje dowcipu, bo naprawdę padam.

Oleńka przyjedzie!
jedno, co mnie podtrzymuje przy niespaniu, to myśl o tym, że 31 października przyjedzie do mnie Oleńka! Ja nie mógłbym przyjechać ze względu na pracę, więc zdecydowaliśmy tak...! Jak wspaniale - będziemy razem! Jeszcze raz dziękuję Rodzicom Oleńki za pozwolęstwo!

no, czas spać paniegruszka - daj pan myśl na dziś i hopla pod kołderkie!

myśl na dziś
By chronić świętą czystość, czystość życia, musisz kochać i codziennie praktykować umartwienia.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 316

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO