Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2009

[22 III 2009] Niedziela Laetare - ciąg dalszy tyrady o przydupasach i klientelizmie

lance do boju, szable w dłoń
niestety, nie udało mi się w piątek przed odjazdem zrealizować planu napisania ciągu dalszego mojej tyrady – niestety, „życie to nie je bajka, życie to je bitwa”, jak mawia inż. Kopczewski. Udało mi się natomiast napisać bardzo dobrze kolokwium z semiotyki logicznej, do którego przygotowanie i samo napisanie zajęło mi tyle czasu, że nie wyrobiłem się z innymi zamierzeniami.
Więc jestem ci ja pod Warszawą, na quasi-rekolekcjach, wspaniale odpocząłem regenerując zarówno ciało, jak i ducha wraz z umysłem, więc w to niedzielne popołudnie, po porannej medytacji i Mszy, po śniadaniu i spacerze połączonym z przeganianiem gąsiora z ogrodu, po dawce nauki... zasiadam do zakończenia swojej tyrady. Nadchodzi bowiem dzień gniewu i krwawej pomsty...

rekapitulejszyn
zrekapitulujmy to, co już ustalilismy. Otóż, napisaliśmy, iż w każdej grupie ujawnia się lider, opierający swoją supremację na jakiejś własnej przewadze, bądź przewagach. Uznaliśmy, iż jest to naturalne. Zauważyliśmy następnie podwójne ryzyko: z jednej strony zależności intelektualnej, z drugiej zaś – klientelizmu. Tu należy się errata, otóż zdanie brzmiące: „Pryncypał musi lansować swojego przydupasa, bo kto gardzi przydupasem, ten gardzi przydupasem”, winno brzmieć: „Pryncypał musi lansować swojego przydupasa, bo kto gardzi przydupasem, ten gardzi pryncypałem”. Kończąc rozważanie, stwierdziliśmy, że skutkiem procesu uzależnienia i klientelizmu, jest rozrost kompetencji spijania z dzióbka oraz włazidupstwa kosztem prawdziwych kompetencji – tj. kompetencji przyrodzonych i nadprzyrodzonych, czyli cnót. Nie mówiąc o utracie wolności – jak bowiem człowiek może być wolny, gdy Bogiem staje się dla niego albo Pryncypał, albo Instytucja Pryncypała, albo Idea Pryncypała.

klientelizm jako bałwochwalstwo
dochodzimy więc do prostego wniosku, że klientelizm jest formą bałwochwalstwa – siłą rzeczy musi więc rodzić zatrute owoce. Do owoców należą wspomnianie już utrata wolności, erozja kompetencji i cnót, ale nie tylko. Zarówno empiria, jak i droga dyskursywna prowadzą do poznania kolejnych skutków opisywanego procesu. Są to kolejno: cynizm, podwójne życie, wypalenie, ideologizacja, bądź żądza prestiżu jako proteza braku wiary, etc.

aleossochozi_vol.2?
dlaczego to piszę? Ten, kto wie, ten wie, ten kto nie wie – albo się dowie, albo nie. Niektórzy bowiem mogliby się zgorszyć stanem rzeczy, który opisuję. Ale ujmijmy sprawę nieco jaśniej – nie jest dobrym stanem organizowanie jakiejkolwiek instytucji jedynie w oparciu o kult jednostki. Po pierwsze jest to bałwochwalstwo. Po drugie niesie zgubne skutki dla ludzi przy instytucji zaangażowanych. Po trzecie zaś – tego typu instytucja, z natury rzeczy jest niestabilna i zależy od amplitudy poruszeń duszy lidera. Na tym nie koniec – po czwarte bowiem instytucja przeżywa kliniczny kryzys po śmierci lidera. Po piąte z kolei, nawet gdy nie upadnie, wkracza w fazę stangacji, gdyż władzę przejmują najwierniejsze przydupasy, czyli cyngle, którzy z natury rzeczy mają skłonność do miernoty – ćwiczyli ją w końcu przez lata. Ta faza albo trwa i kończy żywot instytucji, albo przeradza się dziwnym zbiegiem okoliczności w rządy kolejnego Pryncypała, najczęściej zzewnątrz (przy takiej deprywacji intelektualnej wątpliwe jest, aby lider narodził się w łonie instytucji) – historia wówczas zatacza koło.
Jedynym wyjściem jest przedefiniowanie uniwersum symbolicznego, o które instytucja opiera się w rzeczywistości (najczęściej to uniwersum rzeczywiste różni się w istotnych punktach od deklaratywnego). To zaś nie zdarza się samo z siebie, tylko albo poprzez przewrót i zmianę lidera, albo poprzez śmierć instytucji i powołanie nowej, albo przemianę lidera, co jest przypadkiem najrzadszym.

pół-kontrrewolucjonista
stan, w którym uniwersa symboliczne deklarowane oraz rzeczywiste nie pokrywają się odpowiadają stanowi rzeczy, który Plinio Correa de Oliveira przypisał duszy pół-kontrrewolucjonisty, kwitując opis stwierdzeniem: „Pół-kontrrewolucjonista” jest również synem Rewolucji. (Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 79).
klucz
stanowi rzeczy, które opisałem w obu częściach tyrady, a który nazywam klientelizmem, przypisuję spektakularne niepowodzenia instytucji, które podają się za kontrrewolucyjne, katolickie, bądź prawicowe w Polsce. Nie chodzi więc jedynie o brak pieniędzy. Działa to na zasadzie następującej – ustrój klientelistyczny skutkuje w sferze organizacyjnej brakiem motywacji i obniżeniem skuteczności oraz innowacyjności osób zaangażowanych przy projektach, co przekłada się z jednej strony na brak woli, umiejętności a przez to skuteczności w pozyskiwaniu środków, z drugiej zaś – potencjalni darczyńcy, mniej lub bardziej świadomie unikają angażowania się w tego typu przedsięwzięcia. Tu prawdopodobnie tkwi owo dla mnie dotychczas tajemnicze „tak, ale jednak nie” przy próbach budowania wsparcia finansowego. Dotychczas myślałem, że chodzi jedynie o brak odpowiedniego spojrzenia na realne możliwości własnego środowiska. Myliłem się.
Tu dwie uwagi: po pierwsze, istnieją na szczęście instytucje, które nie tylko się podają, ale również są w istocie kontrrewolucyjne i na nadużyciu zwanym klientelizmem się nie opierają. Po drugie – samo zjawisko występuje ponad podziałami ideowymi, kulturowymi i religijnymi. Jest tak z tego względu, iż wynika z przyczyny uniwersalnej, nie przypadłościowej – ze względu na grzech, który występuje i kwitnie zarówno u konserwatystów, jak i ich przeciwników, u katolików, jak i schizmatyków, heretyków, i pogan. Skutki grzechu pierworodnego są uniwersalne.

połączenia poziome, czyli kokosy
brakuje zatem instytucji zarządzanych horyzontalnie i celem powinno być ich tworzenie. Jestem przekonany, że będą o wiele skuteczniejsze – dzięki czemu na „rynku” instytucji prędzej, czy później nastąpi selekcja.
Świetnym przykładem – z innego rynku – są portale pożyczkowe, social lending. Jednym z nich jest np. serwis kokos.pl, którego użytkownicy udzielają sobie nawzajem pożyczek na umówione oprocentowanie. Serwis obsługiwany jest przez firmę windykacyjną. Popatrzmy – dotychczas pieniądze pożyczało się albo od banku, albo najbliższej rodziny (z braku wystarczającego kapitału społecznego, czyt. Zaufania)... przy czym dzisiejsze banki poprzedzane są historycznie właśnie przez bankierów, czyli osoby prywatne, które z jednej strony przyjmowały depozyty, z drugiej udzielały z nich, bądź z własnych pieniędzy pożyczek (ciekawych odsyłam do
Rothbarda). Jednym słowem – historia zatacza koło...
Być może rozwój instytucji konserwatywnych i katolickich jest w Polsce możliwy z udziałem dzisiejszych liderów, którzy „tworzenie środowiska” pojmują jednak analogicznie do Michnika – a więc jako utrzymywanie dworu przydupasów oraz „cyngli”, o których tak barwnie opowiadał eks-cyngiel Michnika, niejaki Michał Cichy. Teoretycznie jest to możliwe – pod warunkami, które opisałem powyżej. Wydaje się jednak, że rozsądniej – zamiast zdawać się jedynie na potencjalny cud, zająć się rozbudowywaniem połączeń poziomych między pomniejszymi aktorami.
W ten sposób wracamy do tematu wspieractwa, który był tutaj wałkowany kilkakrotnie... nie mówię o tym jedynie ze względu na własnego bloga, bynajmniej. Dobrze byłoby otrzymywać pokaźne dotacje od Czytelników, czy osiągać wysokie przychody z reklamy klikalnej... ale jeśli rynek zdecyduje inaczej, to nie ma co z werdyktem uparcie polemizować. Chodzi tu o świadomość, która powinna rozciągnąć się na setki małych jednostek, czy kilkuosobowych podmiotów.

margines?
czy w byciu na marginesie, w niezrzeszeniu, tkwi wartość ex definitione? Bynajmniej. Idzie natomiast o to, że dążymy do doskonałości. Jeśli silne podmioty opierają się na niezdrowych zasadach... to na ich siłę należy spojrzeć nieco inaczej. Po pierwsze, w porównaniu z konkurencją zza barykady, jest częstokroć śmieszna. Po drugie zaś – nie będzie trwała wiecznie. Po trzecie – opiera się na złym fundamencie i rodzi, prócz kilku dobrych, wiele złych owoców.
I jeśli poprzednio przy okazji wałkowania tematu wspieractwa pisałem o częstym zjawisku wypalenia, frustracji u ludzi zaangażowanych w projekty, o których tu w ogólności piszę, to okazuje się, że same zasady organizacji tych przedsięwzięć (w sposób, który wyżej omówiłem) przyczyniają się do tego stanu rzeczy.
Nie osiągniemy niczego, albo bardzo niewiele dobrego, jeśli w werbalnej służbie idei, gardzimy i wykorzystujemy ludzi, bo nie interesuje nas konkretny człowiek, tylko Idea. Jeśli tak – wówczas de facto nie interesuje nas idea, a jedynie własna chwała. Instytucja będzie trwała siłą inercji, gdyż regularnie wraz z wypluwaniem ludzi, pojawiać się będą nowi, ujęci wizerunkiem Pryncypała, Instytucji którą stworzył... a im więcej – mimo wszystko – dobrych owoców będzie rodziła, tym mniejszą uwagę będą przywiązywać do zła, którego sami doświadczają, im dłużej zaś będą działać, tym ciężej będzie zrezygnować.
Niewolnik także przyzwyczaja się, może nawet i zdobywa na pewną tkliwość wobec swojego pana...

ciach!
w tym momencie ucinamy z braku miejsca i czasu – niebawem nastąpi trzecia część tyrady.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/22-iii-2008-wielka-sobotawielka.html

myśl na dziś
Modlisz się, umartwiasz się, pracujesz w tysiącu spraw apostolskich..., ale nie uczysz się. — Nie będziesz pożyteczny, jeżeli się nie zmienisz. Nauka, formacja zawodowa, jest dla nas niezmiernie ważnym obowiązkiem.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 334





wtorek, 21 października 2008

[21 X 2008] wtorek, bł. Jakuba Strzemię, biskupa

Nowy Ład?
Słyszałem, że niejacy Bush Dżordż, Józef Manłel Barozo i Sarkozi w Camp David naradzali się w kwestii stworzenia nowego ładu światowego. Nie wiem, jak Czytelnicy, ale Pangruszka czuje się zagrożony.

„tak?” zamiast „nie?”
mam nadzieję, że nie tylko ja zauważam pewien coraz popularniejszy zwyczaj, rozpowszechniony szczególnie w sferach tzw. elyty, czyli lumpeninteligencji spod znaku postmodernizmu, dekadencji i Gazety Aborczej. Jest to zwyczaj językowy. Polega na wtrącaniu przy każdej okazji – z pewnością na poparcie własnej tezy – słowa „tak?” z wyraaaaaźnie przedłużonym „a”. Choć na końcu mamy pytajnik, to owo „taaak?” brzmi trochę jak twierdzenie, żądanie przyznania nie racji, a raczej potwierdzenia, że zrozumiało się objawiony przekaz z ust Autorytetu.
Manierę tę często spotykam na Uniwersytecie, szczególnie wśród młodej kadry. Jak dla mnie – podobnie jak i inne maniery – nieco obciachowy zwyczaj.


błędy, błędy
poza tym – co też jest przytykiem do tego środowiska – istnieją takie błędy, które powtarza każde pokolenie. Wiedza o ich zgubnych skutkach nie jest przenoszona z pokolenia na pokolenie i nie nikną. Jakie to są błędy? Ano te, związane z popędami. Każde pokolenie myśli, że da się zorganizować świat tak, by nie trzeba było pracować oraz tak, że każdy będzie robił to, co chciał, bez ponoszenia zgubnych konsekwencji. W ogóle, to wydaje mi się, że każde też ma swoją „rewolucję seksualną” - nie mam pewności, bo badań historycznych nie zrobiłem, ale przeczucie, owszem.
Dopiero otwarłszy umysł na wiarę, człowiek może łatwo uodpornić się na wiele ciągot – zarówno szkodzących jemu samemu, jak i bliźnim.


przywiązanie do trupa
Oleńka przypomniała mi wczoraj wyborny rozdział w mojej ulubionej książce z dziedziny duchowości, której znajomość zawdzięczam Spowiednikowi. Mowa o Rozważaniach o życiu kapłańskim św. Bpa Józefa Sebastiana Pelczara, które wydano ostatnio ponownie, a które najgoręcej polecam każdemu. Rzecz jest bardzo przydatna nie tylko księżom. Na kilkaset rozdziałów, tylko paręnaście odnosi się tylko do księży – resztę stanowi porządna literatura ascetyczna, konkretne wskazówki, analiza powszechnych problemów, przydatne każdemu katolikowi. Ba, każdemu człowiekowi.
Ale, ale... mieliśmy mówić o tym, co przypomniała mi Oleńka. Otóż, rozdzialik o grzechu ciężkim. Pelczar przyrównuje tam trwanie w grzechu ciężkim do przywiązania do siebie i noszenia przy sobie, w każdej sytuacji – trupa. Proszę sobie wyobrazić w razie pokusy cuchnącego trupa, którego się do siebie przywiązuje i wszędzie nosi...


św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 724



czwartek, 28 sierpnia 2008

[28 VIII 2008] literatura motywacyjna - hochsztaplerzy?

przeklejam dzisiejszy post z Pogadanek Inwestorskich, który - jak mniemam - może zainteresować szersze grono odbiorców...
książki, książki...
Pogadanki Inwestorskie dostały dziś maila od Wydawnictwa Złote Myśli. Napisano w nim, że do 6 września trwa specjalna promocja - polegająca na tym, że dwa motywujące e-booki dostaje się po psiej cenie, a do tego jeszcze dwa kolejne gratis. Pogadanki zaciekawione weszły... rozejrzały się po stronie... i mówią, co następuje - bo twierdzą, że temat jest ważny.
wybierz sukces
Rzeczoną stronę znaleźć można łatwo: Wybierz Sukces. Po wejściu, słyszymy i widzimy Sebastiana Schabowskiego, który opowiada nam cuda na kiju o tym, jakimi milionerami stać się możemy, jeśli kupimy te książki... Brzmi i wygląda to trochę kiczowato, ale Pogadanki postanowiły sprawę zbadać i obejrzały także filmiki biograficzne autorów obu e-booków. Czasem uśmiechały się pod nosem, czasem prychały ze śmiechu... zresztą spróbujcie sami.
pytanie
pytanie, które się nasuwa, brzmi: i co z tym zrobić? Kupować, czy nie kupować? Pogadanki z natury są zadziorne i chętnie by sprawę skwitowały jakimś rubasznym żartem, ale tym razem doszły do odmiennego wniosku. Otóż, jak już na tych łamach było napisane, istnieje pewien typ literatury motywującej, którą tu nazywamy nakręcającą. Pionierami w tej dziedzinie są Brian Tracy, Robert Kiyosaki i inni. Promocja dotyczy - jak się okazało po przesłuchaniu filmów na temat autorów - e-booków napisanych przez polskich wychowanków tych tuzów (dochodzi jeszcze do tej plejady paru innych). Pogadanki uznały, że to dość ciekawe - obejrzeć sobie twórczość polskich klonów amerykańskich mitycznych pierwowzorów.
Czy jest w tym coś złego? Nie ma, ale może. Otóż, człowiek nieposiadający odpowiedniej formacji (o co chcą zadbać właśnie Pogadanki) po lekturze tego typu książek w 99% przypadków staje się w nieuporządkowany sposób przywiązany do pieniędzy. Staje się chciwy, a to grzech. Kluczem jest odpowiednia formacja - wówczas książki Tracy'ego, Kiyosaki'ego, czy wspomniane na początku e-booki nie są niebezpieczne. Wówczas po prostu motywują.
czy da się inaczej?
można zapytać, czy przypadkiem katolik par excellance nie jest w stanie na gruncie wiary i powołania do świętości dojść do odpowiedniego stopnia motywacji w działaniach ekonomicznych? Z pewnością jest - dzięki Łasce. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by nabierać otuchy także poprzez lekturę książek tych, którzy pewną drogę już przeszli. Podobnie, ale niezupełnie, jest z żywotami świętych. Tu jednak, w literaturze motywacyjnej, nie szukamy paradygmatu (wierzę, że daje go doktryna, a być może rozjaśniają Pogadanki) - ale praktycznych, czysto technicznych wskazówek.
Tak, jak inżynier może nie potrzebować do dobrej pracy niczego poza świadomością powołania do świętości (siła pisał na ten temat Patron Pogadanek - św. Josemaria Escriva), ale po obejrzeniu kolejnego budynku zagranicznego kolegi, czy przejrzeniu wyjątkowo dobrego projektu - do własnej pracy zabiera się z nową inspiracją.

no to co - polecacie? Polecamy!

w związku z tym - z zaznaczeniem wagi formacji - Pogadanki Inwestorskie oficjalnie udzielają Warunkowego Pogadankowego Imprimatur pozycjom takim, jak:

















i wielu innym, które jeszcze zostaną tu omówione. Wiedzą bowiem Pogadanki jak nikt (a powiedzą jeszcze o tym przy innej okazji), że największą przeszkodą w aktywności ekonomicznej są dla ludzi... oni sami. Jak zresztą w każdej dziedzinie - doktryna o grzechu pierworodnym także na tym polu znajduje smutne potwierdzenie.
zaś w najbliższą sobotę...
najprawdopodobniej nowa Pogadanka - tym razem zaczynamy temat-rzekę: inwestycje...



wtorek, 29 kwietnia 2008

[29 IV 2008] wtorek, św. Katarzyny Sienneńskiej

jutro święto!
jutro bardzo miły dzień. Po pierwsze dlatego, że jadę do Oleńki! Długi (w tym roku raczej krótki) weekend spędzę na Dolnym Śląsku, gdzie zamierzamy z Oleńką zatopić się w meandrach swoich dziedzin z przerwami na rowery, Mszę Świętą, Różaniec, wspólne poczytanko i inne miłe czynności. Myślę też, że bez tradycyjnego polskiego gryla pod dębem się nie obejdzie...!
Ale, ale! Proszę sobie nie wyobrażać, że tu tylko takie przyjemności! Będzie ich znacznie więcej - muszę bowiem (a mam poważny zamiar) nieomal zakończyć działania przy projektach z urbanistyki, projektowania i infrastruktury... a poza tym zacząć tworzenie pracy rocznej na Klasyczne Teorie Socjologiczne. Jednym słowem - rabotajet jak ruskie roboty!
Na tym nie koniec - dzień będzie miły także i dlatego, że czeka mnie jutro rano (zawsze wychodzę z domu wcześniej, by dokonać transakcji w kiosku) kupno Gazety Polskiej (www.gazetapolska.pl) oraz Najwyższego Czasu! (http://www.nczas.com/). Już kiedyś się rozwodziłem jak wielką przyjemność sprawiają mi te zakupy...
Później dr Krzaczkowski opowie o dziejach Sejmu II RP w nowym BUWie, a potem inny dr hab będzie przez półtorej godzinki sączył keynsizm na Makroekonomii w Auditorium Maximum. Cud malyna!
dugi łykęt
jak to będzie z blogiem w długi wykent? Ano - nie bardzo wiadomo. Ja obstawiam, że częstotliwość ukazywania się oraz objętość mogą spaść, ale to i owo się pojawi, więc proszę nie tracić nadziei. Chociaż i sami Czytelnicy pewnie pojadą sobie w siną dal na gryla, albo gdzie indziej, więc i chętnych do lektury będzie mniej. O jednym nie należy zapominać - o wspieraniu bloga!
wspieraj bloga!
akcja wspierania mnie przez zadowolonych Czytelników trwa, o czym informuje banner pod koniec tego wpisu. Sto milionów na moim koncie z wpłat już wylądowało, za co serdecznie dziękuję, natomiast w międzyczasie pojawiła się nowa możliwość zdobywania czytelników. Otóż, jeśli ktoś z tu obecnych, jest na tyle zadowolony z niektórych notek, żeby polecić je znajomym - prócz wysłania maila, wstawienia bannera bloga na swoją stronę, ustawienia opisu na GG, czy czegoś innego, może zarejestrować się na http://www.wykop.pl/, gdzie odpowiednie notki będzie mógł podać jako ciekawe linki, nad którymi inni będą glosować, czy też im się podobają. Bardzo miła sprawa, fanom internetu polecam!
bądźmy bogaci
nie wiem, czy wiecie, ale mam w internecie brata-bliźniaka. Jest nim autor bloga http://appfunds.blogspot.com/ który jest chyba drugim wcieleniem Pieniężnika, którym dotychczas byłem tylko ja! Nie dość, że każdy pieniążek drobiazgowo liczy, to jeszcze robi wszystko, by dzięki swojemu blogowi, tych pieniążków wędrowało do niego jak najwięcej. A o czym pisze? Właśnie o tym - o tym, jak to jest wędrować od obecnych 17000 złotych do trzech milionów, które sobie założył jako cel.
Dlaczego o tym wspominam? Bo u nas w Polsce ludzie mają jakiś wstręt do pieniądza. Jeśli z czymś wiąże się zysk, lub ktoś chciałby mieć z czegoś zysk - w świadomości innych od razu rzutuje to źle albo na samo działanie, albo na osobę. Więcej - jest to traktowane nieomal jak okradanie innych.
Cóż ja na to? Ano to, że zysk jest jednym z mierników działania przedsiębiorstwa, czy pojedynczej osoby. Więcej - zysk jest nagrodą, jaką przedsiębiorca odbiera od swoich klientów za to, że służy im dobrze, czyli że usługi, które im świadczy, spełniają ich oczekiwania. Bo bycie przedsiębiorcą, to nic innego, jak podejmowanie ryzyka po to, by służyć innym swoimi możliwościami, umiejętnościami, etc. lepiej od innych.
Jeżeli wybitny profesor chce pińcet myljonów za wykład, proszę się nie dziwić - i nie udawać, że jeśli jest wybitny, to musi żyć o chlebie i wodzie dlatego, że jemu nie przystoi prosić o honorarium. Nawet jeśli byłby bogaty, to proszę wybaczyć, ale - wyda te pieniądze z pewnością lepiej.
Nagradzajmy godnych nagrody także i po to, byśmy sami poznali cenę tego, czego być może nam brakuje. Może dzięki temu popchnie nas to do zdobywania nowych szczytów?
serio
zdajmy sobie sprawę z tego, że bez pieniędzy ciężko jest zdziałać dużo na dużą skalę, gdziekolwiek. Pewnie ten i ów ma chęć odpowiedzieć, że przecież równie dobrze można u siebie na podwórku robić dobre rzeczy, a nie od razu jakieś wielkie przedsięwzięcia. Powtarzam po raz setny - jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Do jednego i drugiego wzywa obowiązek.
Jeśli się coś robi, należy to robić najlepiej, jak się da (a nie jak się umie, bo jeśli się nie umie, to trzeba się nauczyć) i ofiarować jako doskonałe dzieło Panu Bogu. A co to za doskonałe dzieło, gdy ktoś ze swojej winy nie zarabia tyle, ile by mógł... albo nie oszczędza tyle, ile by mógł, by potem coś stworzyć, lub w czymś pomóc. Pieniądze - podobnie jak i czas, zdolności, okoliczności, etc. - to dary Boże. Dlatego - po pierwsze - mogą być użyte niewłaściwie, jak wszystko, co człowiek ma do dyspozycji (same w sobie są obojętne moralnie, podobnie jak i czas, zdolności, etc.), po drugie zaś - nie należy ich marnować.
Także nie wykorzystując okazji do niezarobienia ich.
Dlatego - Andrzejku - niech Cię nie gorszy to, że chciałbym, by blog na siebie zarabiał.
tematyka inwestycyjna
w związku z powyższym, po dość słabej obecności w ostatnim czasie - wróci na bloga tematyka inwestycyjna. Także dlatego, że my - tak, jak rozeznaję moich Czytelników - musimy być bogaci. Musimy być bogaci nie po to, by to zjeść, ale po to, by zmieniać, tworzyć i burzyć. A także po to, by ludzie patrząc na nas, nie kpili sobie, że jesteśmy cienkie bolki. O!
15% Czytelników kocha tylko panagnyszkie!
tak dowodzi zakończona już ankieta! Brawo! Czuję się bardzo kochany!
dlaczego się śmiałem cały weekend?
śmiałem się na wspomnienie filmu z Cejrowskim i Senyszynową. Choć wiele osób nie podziela mojego zachwytu, twierdząc, że Wojciech Cejrowski zachował się bezczelnie, ja twierdzę co innego. Uważam bowiem, że dobrze się stało, że ktoś zwrócił uwagę na skandaliczny poziom rozmawiania wprowadzany przez Senyszynową. Po drugie - przywrócił pewne proste, wymowne określenie - głupki. Tak, trzeba to stwierdzić jasno, że ideologia lewicowa (szeroko pojęta), to ideologia dla głupków.
Cejrowski czyta gnyszkobloga?
nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Wojciech Cejrowski czyta mojego bloga! Dlaczego? Ano, dlatego, że zauważył, że pojęcie orientacji seksualnej jest sztuczne. Niestety - istnieje i inna możliwość - sam mógł na to wpaść (co jest skądinąd normalne dla człowieka, który używa łepetynki), co stanowi kolejny argument na rzecz tego, bym spisał raz a dobrze i oficjalnie wydał zbiór swoich teorii, bo tak zawsze każdy mi będzie zarzucał, że się naczytałem, że chodzę i powtarzam... Oto cytat z wywiadu z Cejrowskim, który jutro pojawi się w Najwyższym Czasie!:
Unia dopiekła mi także tym, że stworzyła byt prawny o nazwie „orientacja seksualna” – z powodu której nie wolno dyskryminować. Otóż jest tylko jedna normalna orientacja seksualna, a wszystkie inne są zboczeniem, aberracją, grzechem i należy je zwalczać, a nie dawać im równouprawnienie.
Przy czym nie ma racji W.C., twierdząc, że inne orientacje są grzechem, gdyż sama skłonność grzechem nie jest - jedynie jej wcielanie i kultywowanie, jest grzechem. Zresztą ocena religijna nie ma tu dużego znaczenia - sprawa orientacji jest oczywista na gruncie czystego rozumu, który każe przyjąć albo tezę, że wszystkie odmienne zachowania seksualne są orientacją albo tylko heteroseksualizm, a reszta to aberracje. Tertium non datur.
myśl na dziś
Kiedy się naprawdę posiada miłość, nie ma się czasu na szukanie samego siebie; nie ma miejsca na pychę: znajduje się tylko okazje do służenia!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, 683


wtorek, 4 grudnia 2007

[4 XII 2007] wtorek, Barbórka i św. Jana Damasceńskiego!

witamy!
witam na moim blogu w ten środowy dzień Czytelników METRA. Miło, że tu trafiliście! Zachęcam Was do przebrnięcia przez archiwum (mało tego - zacząłem pisać w październiku), z którego dowiecie się kim jestem, co robię i dlaczego należy klikać w reklamy Gugla i co ma z tym wspólnego Lexus SL. No, do roboty - klikniem, bo odwykniem!

cuda, cuda rozgłaszają
zbliżają się Święta Bożego Narodzenia (ciekawe, tak jest u nas - tutaj, w Monachium, świętują Święto Krasnala, mniejsza o to) i słyszę, że już co niektórzy zaczęli ogłaszać cuda. Otóż, niejaki Tusk Donald, ogłosił że zrobi cud gospodarczy. Mniejsza o to jak to zrobi - skoro powiedział, że cud będzie, to będzie.
Mnie natomiast zajmuje to, że obiecali mi już w przedszkolu drugą Japonię. Za niedługo - z tego co przez mgłę pamiętam - przyszedł kryzys singapurski, który pociągnął za sobą kryzys ogólnoświatowy. Całe szczęście, że tej Japonii nam tu nie zrobili, bo mielibyśmy najwidoczniej to samo. Potem fala samobójstw jak w Kraju Kwitnącej Wiśni, no i jesteśmy umoczeni!
Teraz KLD, przepraszam UW, błąd! - PO, z nieśmiertelnym Panem Donaldem przebąkuje coś o Irlandii. Super. Pewnie chodzi o to, by kebab można było kupić na każdym rogu, a budowę społeczeństwa obywatelskiego stymulować koniecznością tworzenia samoobrony przed emigrantami. Jeśli tak - to ja za Irlandię dziękuję, wolę po prostu Polskę.
Więc na czym będzie polegał cud? Ano na tym, że prawie 20 lat po odzyskaniu niepodległości Polacy kolejny raz okazują się na tyle niemądrzy, by wierzyć że cud gospodarczy ziści się bez prawdziwie wolnego rynku (nie, moi mili, pandonald jest liberałem jedynie w obecnym europejskim sensie, Lord Acton ręki by mu jako socjaliście nie podał) i jego chrześcijańskich podstaw.

ojojojoj
łojojoj, ale pangruszeczka się narobił przez ostatnie tygodnie. Narobiłem ci ja się jak nieboskie stworzenie, a raczej jak boskie, boć tylko ludzie pracują (odsyłam do caaaaałej myśli Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego na ww. temat) między stworzeniami. No, więc się narabotałem wraz z Danielem, by podnieść moją nową grupę z konstrukcji na nogi. Efekt - mamy od groma materiałów do pokazania na jutrzejszym przeglądzie. Coś jeszcze? Poświęcone na robotę weekendy w poprzednim czasie, tak że zapomniałem już, że na Socratesa to się jeździ na wczasy...

Afryka
na dzisiejsze zajęcia z socjologii, pangruszka musiał przeczytać ogromniasty tekst na temat rethinkingu space'u w Londynie w wymiarze globalnym. Tekst Doreen Massey, dość porządnie napisany, choć autorka nie uniknęła bajania o globalizacji, neoliberalizmie, i innych banialukach. Ale w porządku, w porównaniu z innymi tekstami ze skryptu (poza tym, że autorka najwyraźniej zakochała się w złodzieju z Wenezueli, Chugo Chavezie).
Co natomiast mię zaciekawiło, to ubolewania autorki nad tym, że pielęgniarki z Afryki emigrują do Londynu. Dlaczego pani ubolewa? Ano dlatego, że choć są dobrze wykształcone, to jednak to jest niesprawiedliwe, bo w Afryce ich brakuje i albo powinno się tego zabronić, albo Londyn powinien płacić krajom afrykańskim za to, że ich obywatele emigrują do owego miasta. Dlaczego? A bo tak, bo to jest sprawiedliwość.
Wyobrażam sobie konsekwencje owego działania - każdy kraj płaci innemu krajowi za każdego obywatela, który wyemigrował, inne kraje skapną się jakie lody można na tym kręcić i zaczną masowo wysyłać swoich na Zachód.

absurd
propozycja jest oczywiście absurdalna. Pani Massey, nie wiem, czy pani to czyta, pewnie nie - wszak już późna pora - ja pani wytłumaczę, jak umiem. Otóż, pielęgniarki mają prawo wyemigrować sobie tam, gdzie chcą i gdzie są chciane. To, że wybierają Londyn i są tam chciane, świadczy o dwóch sprawach: że w Londynie otrzymują zadowalające pensje, oraz że ów rynek potrzebuje pielęgniarek. I co? I nic.
Natomiast jeśli się już użalamy nad Afryką, to lepiej już zamiast pompować tam bez potrzeby pieniądze, proszę lepiej gardłować nad otwarciem rynków na towary z Afryki, proszę gardłować przeciw popieraniu tamtejszych reżimów wojskowych, proszę przyjmować Afrykańczyków na studia do siebie i rozbudzać w nich ambicję, żeby wrócili do swoich krajów i zrobili tam porządek.
Mają Anglicy kaca moralnego po kolonizacji - niechaj nie robią kolejnych głupot.

co się dzieje z panemgruszką?
nie wiem, czy tu powietrze nieświeże w Munchenie, ale przez cały miesiąc nie zorientowałem się, że skoro regularnie, gdy przychodzę co dwa tygodnie na socjologię i mówią mi, że dziś zajęć nie ma, lecz za tydzień, to nie znaczy to, że zajęcia znów odwołano, tylko że odbywają się co dwa tygodnie... Lepiej późno niż wcale!

do widzenia
a zdarzyło Wam się drodzy Czytelnicy powiedzieć swojemu odbiciu w lustrze do widzenia? Ja mam na koncie jeden taki wyskok. Zawiązałem sznurówki, zabieram się do wychodzenia do kolejki, i nagle widzę, że naprzeciwko ktoś stoi - Do widzenia.
Podobno ssaki naczelne rozpoznają się w lustrze?

czy Piłat wiedział co to jest grzech?
niektórych zmroziło w tekście Zawodowcy, to że ludzie z Opus Dei unikają pokus. Dziwaki, prawda? Pewnie też tylko oni odmawiają w Ojcze nasz fragment ...i nie wódź nas na pokuszenie... O co chodzi? Co do tego wszystkiego ma Poncki Piłat?
Wyjaśnię nie wprost. Otóż, często spotykamy się z takim bajaniem o tym, że należy wszystkiego spróbować, bo to takie bardzo niezdrowe wśród katolików np. bać się pornografii, jak ktoś nie chce się gapić pożądliwie na niewiasty - ooooo, na pewno jakiś spięty i z kompleksami. A tu ktoś po prostu unika pokusy. Z dwóch względów. Po pierwsze - nie oszukujmy się, ciency jesteśmy jak d... węża, wystarczy spojrzenie, by uruchomić machinę... Zresztą odsyłam do wypowiedzi niejakiego Pana Jezusa o pożądliwym spojrzeniu i cudzołóstwie. Po drugie - no właśnie, teraz historyjka.
Wyobraźmy sobie panią i pana, którzy się kochają. Przychodzi do pana inna pani i mówi: Ej, chodź no tutaj ten-tego tralalalala, co? Co on na to? Ma parę opcji:

1/ Odejdź ode mnie upadła niewiasto, kocham moją żonę i nie zamierzam jej zdradzać.
2/ [facetowi krew odpływa w inne rejony] Dobra.
3/ [facetowi nie cała krew odpłynęła i jeszcze wydaje mu się, że myśli] Hmmm... wystawię się na próbę, zobaczę jak się będę czuł gdy zdradzę, żonę, bo jeśli nie będę miał wyrzutów sumienia, to jej nie kocham tak naprawdę, należy to sprawdzić... Dobra.

Grzech jest zdradą Miłości. Zdradą. I tak jak idiotyczne są rozumowania 2/ i 3/ w przypadku zdrady człowieka (żony, męża, kogoś innego), tak tym bardziej głupie jest bajanie o konieczności spróbowania wszystkiego, choćby było grzechem.

język, język
Tylko, że taka gadka o tym, że to trzeba próbować, bo wtedy się nie wie czy się naprawdę kocha Boga, nie wie się co się krytykuje, bardzo ładnie brzmi. Natomiast gdy ów zakłamany język odczarować (zakłamany, bo nie uwzględnia paru przesłanek, które wyłuszczyłem w opowiastce) - wówczas wszystko staje się jasne.

wszystkiego najlepszego
co do języka jeszcze. Czy zna ktoś kobietę, która będąc w ciąży cieszy się i woła męża, gdy czuje że płód ją kopie? Albo taką, która kupuje śpioszki różowe, bo narodzi się płód płci żeńskiej? Albo inną jeszcze - taką, która nie pali papierosów, albo nie przebywa w zadymionych pomieszczeniach, bo płód będzie chory? Z całą pewnością - nie, chyba że owa dama przedtem spadła z trzeciego piętra i przestawiły jej się klepki.

myśl na dziś
Jeżeli ponownie oddasz się w ręce Boskie, otrzymasz od Ducha Świętego światło rozumu i siłę woli.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 424

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO