Pokazywanie postów oznaczonych etykietą państwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą państwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2009

[27 VI 2009] sobota, czyli jak działa lewica?

kambek!
no, już, już... rzeczywiście rację mają Czytelnicy gnyszkobloga, żem ladaco nie lada, bom po prawie miesiącu nieobecności realnej na blogu obiecał na wczoraj posta kambekowego... a tu nic! Niestety, tak, jak napisałem - wczoraj umęczon ponad miarę, po przyjeździe w godzinach popołudniowych nadawałem się jedynie do zjedzenia obiadu, podrzemania, udania się na Najświętszą Ofiarę, później na kolację, ablucję i spanko. Nadrabiam więc dziś - tematu prawdopodobnie nie rozwinę tak, jak na to zasługuje, ale powstanie przynajmniej przyczynek do wstępu do zagajenia do słowa wstępnego do wprowadzenia do zajawki pierwszego tomu!

parasole, parasole...
zacznijmy od tego, że wpadła mi w ręce niedawno ulotka wydana przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy z okazji jakiegoś tam dnia organizacji pozarządowych, czy coś w tym guście. Impreza wbrew pozorom trwała cały tydzień i robiło przy niej kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. Powstawały przy ulicach kawiarnie obywatelskie, odbywały się spektakle, panele, wykłady, dyskusje... wszystko ładnie i miło, i aż serce chciałoby na rozkaz Kochanowskiego rosnąc, gdyby nie były to iwęty organizowane w przysłowiowych 99% realizowane przez różnej maści neomarksistów i innych lewackich totalniaków.
Skąd ta insynuacja? Ano, poznało się w życiu swojem trochę ludzi, którzy obecnie pełnią rolę satelitów środowiska szeroko pojętego nazwą Krytyki Politycznej. Jednym słowem - tzw. Nowa Lewica, czyli Lenin wiecznie żywy, lecz opakowany we współczesne ciuchy.
Po co o tym mówię? Po to mianowicie, że obserwuję ich strategię umacniania własnych możliwości finansowych. Pomówmy tylko o tym - o pieniądzach.
Strategia polega na stworzeniu miriady organizacji pozarządowych (kapmanie, stowarzyszenia, instytuty, koalicje, komuny...), mogących zajmowac się dosłownie wszystkim! Od edukacji, przez socjologię miasta, zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, dialog społeczny, czy wydawanie czasopism, etc. Mogą zając się wszystkim!

Co z tego?
To mianowicie, że obecny reżim postawił na samorządny socjalizm! Już nie państwo realizuje cele, które na siebie wzięło, ale zaprasza do tego aktorów pozarządowych, bo to ma ponoc wytwarzac kapitał społeczny. Francis Fukuyama i Robert Putnam twierdzą jednak, że w Europie mamy do czynienia z atrapą kapitału społecznego - właśnie dlatego, że gros działalności pozarządowej finansuje... rząd! Ten krajowy, albo ten z Brukseli.

Co z tego?

To, że dzięki temu organizacje mogą wchłaniać ogromne fundusze. Ich działacze i akolici stają się potężni dzięki cudzej, wyrwanej przez fiskusa, albo wydrukowanej przez mennicę kasie (potem reszta obywateli walczy z inflacją). Mają więc fundusze nie tylko na działalność, ale i na upasienie swoich działaczy. W jaki sposób? Prosty. Opowiem urywek z zajęć na IS UW z pewnym przemiłym doktorantem, który przyszedł na zajęcia z nowym laptopem Macintosha. Pytam zatem:
- Hohoho! Panie Magistrze, nieźle się ostatnio powodzi, co?
- No, wie Pan, grant był ostatnio z Unii Europejskiej, trzeba było szybko wydac 30 000 zł, więc sobie kupiłem.
- Jak to?
- No, po prostu, dziekan sobie przypomniał o tym grancie, projekt trzeba było złożyć do piątku, a potem wydać do środy. Napisaliśmy z Przemkiem projekt badawczy, coś tam o homoseksualistach i dostaliśmy pieniądze. Potem sobie kupiliśmy po laptopie i reszta kasy na połowę, ja sobie kupiłem książek w Prusie [księgarnia akademicka - przyp. mój] za cztery tysiaki.
co to oznacza?
oznacza to ni mniej, ni więcej, że środowiska będące beneficjentami funduszy z UE bogacą się i potężnieją. Laptopy zostają w rodzinie, przydzielają sobie i zlecają realizację grantów, prowadzenie projektów, badań, etc. Biznes się kręci. Tylko, że jest to sztuczny biznes - pieniądze nie pochodzą z rynku, tylko od arbitra spoza rynku, który pod przymusem odbiera pieniądze aktorom rynku.
Na tym nie koniec.
Ludzie - nawet porządni - dziadzieją. Obawiam się, że nawet teraz, po jakichś dwóch latach widzę u owego doktoranta postawę, którą można wyrazic zdaniem "Jaka ta UE jest, taka jest, ale darmową kasę dzięki temu mam, spokojnie żyję, skaczę co dzień na kawkę do Starbucksa i jest git. Trwaj chwilo - jesteś piękna." Dzięki funduszom ludzie się łamią, są posłuszni, chociażby własnej wygodzie! Któżby chciał rezygnowac z dobrostanu? Napisac w zamian jakąś mało znaczącą prackę o dobrodziejstwie UE, o chwalebności dopłat dla rolnictwa, o tym, o tamtym, o tolerancji, ple, ple...

Widzicie analogię?
Czym okupowano łaski płynące od PZPR? Oj, tam, jakiś mało znaczący artykulik w Trybunie o wyższości gospodarki centralnej, o kołtuństwie i wstecznictwie Kościoła, potem malutki donosik, jeden, drugi, żona chce rajstopy z RFNu, pan pułkownik miał załatwic... Bebiko dla dziecka, wczasy nad Balatonem... ja agentem? Toż to tylko "uwikłanie", grę prowadziłem!

czy analogia jest za mocna?
nie jest! Mechanizm jest dokładnie ten sam. Czy system równie zbrodniczy? Tak, równie - krew np. dzieci nienarodzonych szerokim strumieniem płynie codziennie, zepsucie propagandy tolerastów rozlewa się po Europie i niszczy ludzkie sumienia i rodziny. Mało kto jest w stanie korzystac z dobrodziejstw, jakimi kuszą eurofederaści, nie uzależniając się od tego... Ostatecznie - mimo wszystkich wątpliwości - paradoksalnie okazuje się, że zasada "Kto płaci, ten wymaga" także i tu znajduje zastosowanie!

co do tego ma lewica?
to oni najczęściej korzystają z pieniędzy UE. Tzw. prawa kobiet, zboczeńców, oraz inne dziedziny - to obszary preferowane przy wsparciu. Słynna już historia dominikanów z Freta to potwierdza - chcieli zorganizowac ośrodek dzienny, taką klubokawiarnię dla mam z dziecmi. Dzieci razem się bawią, mamy rozmawiają, czytają sobie, kawkę piją, bajdurzą. Wniosek nie przeszedł. Udali się zatem do znajomych speców od pozyskiwania środków z UE... wniosek podrasowano wzbogceniem o "wykluczenie społeczne matek", "prawa kobiet", etc. W drugiej turze - pieniądze przyznano.
Jednym słowem - lewacy łatwiej otrzymują kasę od lewaków z Brukseli. Działalnośc swoją prowadzą zatem wedle swoich obłędnych idei - coraz potężniej właśnie dzięki UE.
Robią to skutecznie. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na gigantyczne pieniądze. Po drugie - na aurę fachowości i bezstronności, której udziela im państwo, jako wykonawcy ministerialnych projektów, etc. Ot, ekspercka organizacja, stowarzyszenie, niezależne, etc.

wrócmy do ulotki...
czytam ją, czytam... i widzę, że - w tym, tym i tym stowarzyszeniu działa moja koleżanka komunistka, która słówka spijała Sierakowskiemu na stażu w KP, teraz jest tam szychą i pracuje na odcinku przestrzeni miejskiej i dialogu społecznego. Robi doktorat na IS UW, w zakładzie gdzie pracuje dr Maciej Gdula, również z tego środowiska.
Jednym słowem - załóżmy milion organizacji, w których ci sami ludzie będą zajmowac się wszystkimi tematami świata, nasi ludzie z ministerstw pozlecają nam zadania, my sobie już kasiorkę rozdysponujemy... Pieniądze przychodzą same - od nas. I dzięki nam toczy się rewolucja. Jak to mawiał Lenin: "Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy".
Strategia świetna, mądra.

a przedwczoraj...
Krytyka Polityczna otrzymała od warszawskiej Dzielnicy Środmieście dwupiętrowy lokal po kawiarni Nowy Świat na skrzyżowaniu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Kilkaset, jeśli nie tysiąc metrów w prawie najdroższym punkcie miasta za grosze czynszu miesięcznego. Wniosek KP poparły "środowiska artystyczne".
Przypomnijmy, KP promuje leninizm (ostatnio wydała dzieła Wiecznie-Żywego). Polska konstytucja piętnuje propagowanie ustrojów totalitarnych.

co powinniśmy w takiej sytuacji robic?
pytanie to stawiam po raz setny, ale opowiem na nie w najbliższym poście kolejny raz!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/27-vi-2008-pitek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Nie jesteśmy dobrymi braćmi naszych braci-ludzi, jeśli z obawy przed niewłaściwą oceną naszego postępowania i nieprzyjemną reakcją naszego otoczenia nie potrafimy iść prostą drogą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 460




wtorek, 17 marca 2009

[17 III 2009] jak to mnie dżihad molestował!

emigranty
wczoraj doznałem gwałtu! Był to gwałt motywowany dżihadem! Tak, pangruszka, piewca twardej postawy wobec muzułmanów, spreader posłania gen. Pietrzyka, kpr Gnyszka, dowódca 122-mm haubicy samobieżnej 2S1 „Goździk” - ja padłem ofiarą gwałtu! Wczoraj.
Dzień zaczął się niewinne – spotkałem kolegów, którzy rozprawiali o tym, że w ich okolicy zbyt pewnie czują się emigranci z ośrodka dla uchodźców. Że zaczynają kraść, że w weekendy ciężko wykorzystywać nowiutkie boisko szkolne, a jeśli nie daj Bóg sfauluje się któregoś z czeczeńskich, albo afgańskich malców, zaraz podjeżdżają trzy beemki pełne tatusiów i wujków ze wschodnim akcentem. Co tu dużo gadać – mnie też nie podoba się to, że uchodźcy zajmują się w Warszawie handlem narkotykami, kradzieżami i prostytucją. Nie pracują, demolują ośrodki... tak, tak... to najprawdziwsza prawda. Przypominam film ze Szwecji, który ostatnio puszczałem na blogu. Można pomyśleć, że to odległa abstrakcja... obawiam się po tej rozmowie, że jesteśmy już o krok od tego typu zajść. Kurczę, czy nikt tego nie widzi...?
No, ale nic to. Koledzy troszkę się powściekali, młodzi są, licealiści – prawo wieku. Zaszedłem na zajęcia na socjologię, słucham przemiłego wykładu dra Chmielewskiego... notuję na laptopie... a tu nagle przychodzi zapytanie, czy chcę zapisać plik przesyłany mi przez Bluetootha. Zapisałem – okazało się, że to zdjęcie witryny sklepowej. Fajosko, choć nie wiem, kto mi to wysłał. Później drugi plik, tym razem odrzuciłem. Następnie ten sam nadawca wysyła mi coś na komórkę przez Bluetootha! Zaakceptowałem pobór pliku... ściągnął się... komórka ściszona... sprawdzam co to... a tu nagle jak nie zacznie się wycie, śpiewanie po arabsku, jakieś takie irackie, albo tureckie disco-polo, piosenka miłosna (Habibi, habibi – to po tamtejszemu „kochanie”)! Cała sala na panagnyszkie, cholerstwo nie chce się wyłączyć, dr Chmielewski (lubimy się jak mniemam obopólnie!) zaczyna się uśmiechać i żartować na temat dyskoteki, którą urządziłem... no wreszcie udało mi się wyłączyć! Na ekranie komórki arabskie napisy... a trzy ławki dalej siedzi spokojnie kolega rodem z Iraku, który do naszego roku dołączył w październiku. Polskiego nie kuma. Zalicza przedmioty na ładne oczka.
I tak sobie myślę – abstrahując już od tej afery z dzwonkiem w mojej komórce – kolegę lubię, czasem mu coś pomagałem w zrozumieniu ćwiczeń, rączkę sobie podajemy... ale przecieć Simon Mol też miał kolegów i koleżanki, a piloci-samobójcy z Al Kaidy wychowali się w USA. Pili codziennie kawkę ze Starbucks'a, donuta z Dunkin'a, mieli sąsiadów...

państwo jako sędzia piłkarski
tymczasem dokonałem epokowego odkrycia! Otóż, liberalna metafora państwa jako stróża nocnego nie nadaje się do niczego! Dziś budzi raczej politowanie i niechęć... bo niby co to jest ten stróż nocny? To dziś nic nie znaczy. Uważam natomiast, że pełna analogia zachodzi między liberalną wizją państwa, a postacią sędziego np. piłkarskiego. Państwo bowiem wg liberałów powinno być gwarantem zawierania umów i egzekucji nałożonych sankcji w ramach systemu prawnego (czyli reguł gry). Wypisz-wymaluj, sędzia piłkarski!

kredyty międzynarodowe poumarzać!
ta myśl nasunęła mi się na zajęciach z socjologii stosunków międzynarodowych. Z tego samego czasu pochodzi i inna obserwacja. Otóż... gdy mówi się o długach zaciąganych przez państwa, czyni się to zazwyczaj z tonem pogardy dla tych, którzy kredytu udzielili... i nie chcą go umorzyć! No, tak. Przyjmijmy, że nasz przyjaciel blogowy Bart potrzebuje tysiąca złotych dla podtrzymania płynności. Pangrzyzga leci od razu swej bratniej, choć lewicowej duszy na pomoc i pożycza kwotę. Następnie Bart mówi: „Dobra, ma być sprawiedliwość społeczna, więc się wal, nic Ci nie oddam”. Pangrzyzga traci ciężko zarobiony pieniądz, jest ograbiony. Złodziejstwo.
Toż samo przecież z państwami. Jeśli jedno pożycza drugiemu pieniądze, to owe pieniądze ma od swoich obywateli – jeśli dług jest umorzony, tracą obywatele. Obywatele są okradani! Chyba, że... ano właśnie! Chyba, że żyjemy w systemie fiducjarnym takim, jak ten dzisiejszy i pieniądz pochodzi z drukarki! Wówczas postać rzeczy jest nieco inna... oto bowiem ktoś pożycza komuś zadrukowany papierek, mówiąc, że on jest coś wart... a potem żąda zwrotu np. w postaci surowców. Bagsik by tego nie wymyślił!
Lektura dla chętnych:
„Ekonomia wolnego rynku” Rothbarda: Tom 1 , Tom 2 oraz Tom 3

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/17-iii-2008-wielki-poniedziaek.html

myśl na dziś
Jeżeli Pan wymaga od ciebie konkretnego apostolstwa, jak ten połów stu pięćdziesięciu trzech wielkich ryb — a nie innych — złowionych po prawej stronie łodzi. A ty mnie zapytujesz: Jak to jest, iż będąc rybakiem ludzi, żyjąc w kontakcie z wieloma kolegami, i wiedząc jasno, do kogo ma być zwrócone moje szczególne apostolstwo, nie łowię?... Brakuje mi Miłości? Brakuje mi życia wewnętrznego? Posłuchaj odpowiedzi z ust Piotra podczas innego cudownego połowu: "Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci". W imię Jezusa Chrystusa, zacznij od nowa. — Umocniony! Precz z tą gnuśnością!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 377




środa, 14 stycznia 2009

[14 I 2008] środa... nie palcie komitetów!

nie palcie komitetów, zakładajcie własne
to rzecz jasna cytat z nieboszczka Jacka Kuronia. Jego użycie nie oznacza bynajmniej, by pangrzyzga stał się nagle wojującym kuronistą, nawiązuję jedynie do wypowiedzi jednego z moich ulubionych FForumowiczów. Otóż, stwierdził On ostatnio, że działanie negatywistyczne, ciągłe protestowanie, oburzanie się, etc. nie ma dużego sensu (o ile na tym się poprzestanie). Zaproponował, by rozszerzyć tego typu działania o realizowanie wizji pozytywnej, tworzenie własnego, równoległego świata. Zdanie to podzielam od dawna i dodam od siebie, że ten równoległy świat powinien mieć na celu przemienienie świata w ogóle – stając się światem dominującym. Myślę, że mówimy tu o mitycznej „Christianitas”.
Inna rzecz dotykająca sprawy jest tego rodzaju, że ograniczając się do protestowania, oburzania, bojkotu... przyjmujemy „narrację” - tj. zarówno tematykę, jak i język – narzucane przez stronę przeciwną. Jednym słowem, dobrze byłoby być stroną która nie tylko bierze udział w starciach w odpowiedzi na ataki, ale i sama kreuje bitwy – narzucając tematykę i język. Być zawsze krok do przodu – o to chodzi.

odbudowa Christianitas a „Manifest neomesjanistyczny”
w tym kontekście ciekaw jestem jak ma się np. głośny ostatnio w niektórych środowiskach „Manifest neomesjanistyczny” Rafała Tichego z „44/ Czterdzieści i Cztery” do tej wizji odbudowy Christianitas, chociażby w wydaniu prof. Plinio Correa de Oliveiry... Sprawy jeszcze nie przemyślałem należycie, bo nie miałem na to czasu... ale lektura „Manifestu...” i wywiadu z jego autorem w „Gościu Niedzielnym” sprzed paru tygodni napawała mnie na przemian entuzjazmem, na przemian zawodem.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że w najnowszym numerze „Polonii Christiany” – a więc dwumiesięcznika inspirowanego myślą Profesora Plinio – znajdujemy notkę informującą o wydaniu „44” oraz o mesjanizmie, jako przedmiotu zainteresowań nowego periodyku... Ha! Ciekawe.

myślenie całościowe
przy tych wszystkich rojeniach powinniśmy myśleć o zagadnieniach państwowych, porządku, etc. w sposób całościowy. Wielu bowiem pobożnych ludzi, zaangażowanych w sprawę, będących w samym centrum, a których mam okazję znać... zbyt wiele jak na mój gust, zbyt wiele elementów dzisiejszej rzeczywistości uważa za nieusuwalne, oczywiste, konieczne. Tak jednak nie jest. Historia jest otwarta.
Przechodzisz krytyczny etap: odczuwasz nieokreślony lęk; trudności w ułożeniu dziennego planu, praca wydaje ci się wyniszczająca, ponieważ nie wystarczają ci dwadzieścia cztery godziny na dobę, żeby spełnić wszystkie swe obowiązki... — Czy próbowałeś iść za radą Apostoła: "Wszystko niech się odbywa godnie i w należytym porządku?". Czyli: w obecności Boga, z Nim, przez Niego i tylko dla Niego.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 526


sobota, 12 stycznia 2008

[12 I 2008] sobota, główny post się pisze - oj pisze się!

RPO - cicho sza!
jak już napisałem po powrocie do Monachium - inicjatywa Rzecznika Praw Obywatelskich, tj. zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego ustawy antyaborcyjnej spotka się z przemilczeniem. Proszę zauważyć - najpierw parę spazmów i próba ukręcenia sprawie głowy przez tradycyjne bajanie o historycznym kompromisie... potem nagle miglance pomiarkowały, że sprawa tak naprawdę jest przegrana i prezes Stępień będzie musiał stanąć na głowie, by orzec że przepis ustawy mówiący, że można zabić kogoś dlatego, że wykryto u niego chorobę jest zgodny z konstytucyjnym zapisem o tym, że Rzeczpospolita zapewnia każdemu prawo do życia, bez względu na rasę, religię, etc. Stępień ma trzy drogi - albo stanąć na głowie i nagiąć prawo, by skargi nie rozpatrzeć (kompromitacja), albo stanąć na głowie i nagiąć prawo, orzekając że
przepisy są zgodne, albo po prostu orzeknie to, o czym od dawna wszyscy prawnicy wiedzą.

Kiyosaki - kto to taki?
nie wiem, czy słyszeliście o kimś takim jak Robert Kiyosaki. O facecie słyszałem już parę razy, a oto efekty mojego reserczu.
Facet jest Azjatą, który chyba buduje coś w stylu Amwaya. Ogólnoświatowa siec partnerów, którzy sprzedają jego książki, grę w stylu Monopoly (nazywa się Cashflow 101), polecają jego stronę (http://www.bogatyojciec.pl/) i inne fanty, pobierając za to 15% prowizji. Facet propaguje jakąś tajemniczo brzmiącą ideologię Bogatego Ojca. Z grubsza chodzi o to, żeby być milionerem i nie pracować. W materiałach Kiyosakiego jak mantra powtarzają się zaklęcia w stylu sukces finansowy, niezależność finansowa, etc. Co ciekawe, facet jest kimś w rodzaju guru, w dodatku nazywanego przez wyznawców najbogatszym inwestorem na świecie (śmieszna sprawa - nie słyszeli o Warrenie Buffetcie, albo rodzimym Czarneckim?). Podsumowując - nieco tandetnie wyglądający, odgrzewany kotlet mejd in jułesej, motywacja, piękni, młodzi i bogaci przez całe życie!
Porównanie do sekty jest tu jak najbardziej na miejscu - parę osób z iście apostolskim żarem polecało mi książkę Bogatego ojca.
Sprawa przeszłaby koło mojego nosa jako kuriozum, gdybym nie dostał pewnego czasu (któryś raz z rzędu) łańcuszkowego maila. Nie wiem, czy ktoś już o tym słyszał - wyjaśnię sprawę poniżej - ale rzecz wymyślił właśnie rzeczony Kiyosaki. Jako, że gostek jest interesujący - postanowiłem spróbować i z eksperymentu zdać sprawę na blogu! Yeah.

na czym to polega?
eksperyment i całe przedsięwzięcie polega na tym, że wydając 5zł ma się możliwość zarobienia sumy wielokrotnie większej. W jaki sposób? Prosty - otóż:

1/ otrzymujemy maila z załącznikiem który zawiera tekst zachęcający do wejścia w łańcuszek oraz pięć numerów kont (n innych osób też dostaje już takiego maila),
2/ przelewamy na pierwsze konto 5zł (w danych odbiorcy wpisujemy 'xxx', a w tytule: proszę, dodaj mnie do swojej listy mailowej).
3/ skreślamy je z listy i swoje wpisujemy na ostatnią pozycję,
4/ wysyłamy maila z nową listą kont oraz instrukcją do np. 40 osób.
5/ część z nich (Kiyosaki ocenia, że 12,5%) zrobi to samo - dzięki czemu nasze konto przeskoczy na czwartą pozycję.
6/ sytuacja powtarza się czterokrotnie, aż dość spora liczba osób (wzrost jest potęgowy) otrzyma maila z naszym kontem na pierwszym miejscu.
7/ cześć z nich decyduje się na przelew - i pieniążek leci na nasze konto.

Ciekawe, prawda? Piramida
zasada działania tej maszynki jest prosta jak cep. Po zastanowieniu się, uznałem, że to musi działać, ponieważ ilość osób na świecie spokojnie można uznać za nieskończoną (proszę zważyć na wymianę pokoleniową), w związku z czym zawsze jest ktoś, kto jeszcze nie dostał maila. Wydaje mi się zatem jasne, że tracąc te 5zł szansa na o wiele większy zarobek jest dość spora. Maszynka działa oczywiście dopóki każdy stosuje się do instrukcji - w sytuacji gdy każdy oszukuje - każdy wydaje 5zł i otrzymuje niewiele z powrotem.
Tyle teoria.
Postanowiłem rzecz sprawdzić empirycznie i zdać z tego sprawę na blogu.

uwaga - zróbmy zatem eksperyment!
eksperymentu jednak nie przeprowadzamy, gdyż okazał być się na 99% nielegalny. Zapraszam do całej dyskusji w komentarzach.

A pod tym adresem można ściągnąc załącznik do maila: www.chomikuj.pl/gnyszka/szybka+kasa+-+Kiyosaki.doc e co z tego wyjdzie.

marksizm mejdinjułesej
nie wiem, czy już się spotkaliście z tym zjawiskiem, ale ja - nie tylko w Niemczech - wciąż spotykam się z recydywą marksizmu. Oto ostatnio spotkałem się z serdecznym i kochanym Kolegą (czytasz?), który w USA nauki pobiera. Z niewiast przeszliśmy nie wiedząc czemu na politykę i nagle się okazało, że propozycje Marksa jawią się mojemu rozmówcy jako warte uwagi i być może aplikacji. Na nic zdały się moje szat rozdarcia, na nic.
Temat poruszam z dwóch powodów - po pierwsze dlatego, by usprawiedliwić to, że w najbliższych paru odcinkach bloga pewnie będę się odwoływał do maila, którego dostałem po rozmowie. Po drugie dlatego, by zadumać się nad tym zjawiskiem w ogólności. Jak to bowiem jest, że to, co do niedawna uważano za obskurantyzm, utopię i szajs, nagle staje się dżezi, czyli fajne. Jak to jest, że niektóre złe skłonności, odwieczne błędy wciąż reprodukują się i ubierają w nowe szatki? Dlaczego tak się dzieje, że wysyłając dziecko z kraju postkomunistycznego do kraju swego czasu stojącego wolnym rynkiem, otrzymuje się jako produkt końcowy kogoś o skłonnościach neomarksistowskich? Albo dlaczego wysyłając dziecko na amerykański uniwersytet mający w nazwie przymiotnik katolicki otrzymuje się jako produkt końcowy - ateistę?

emanacja obywateli
lubię bawić się w advocatus diaboli i zadawać sobie niewygodne pytania. Oto jedno z nich - paniegruszko, tak pan się pieklisz na to państwo, że takie rozdęte, a przecież państwo stworzyli obywatele, jest to ich emanacja. Mówisz pan, że wolałbyś wolne stowarzyszenia, ale czym się one różnią od państwa - wszak to i to jest emanacją obywateli.
Pozwolę się sobie ze sobą nie zgodzić. Otóż, rzeczywiście państwo powinno być emanacją woli obywateli, podobnie jak wolne stowarzyszenia. To, czy państwo jest taką emanacją - jest sprawą empirii. Wydaje się bowiem, że w obecnych warunkach państwo nie jest taką emanacją. O wiele bliższa życiu wydaje się być teza, że jest ono raczej emanacją woli polityków, lobbytsów i urzędasów, którzy sami dla siebie stanowią prawo, obywateli traktując jako płatników i roboli. Proszę przejść się do paru urzędów i zobaczyć kto i po której stronie okienka robi komu łaskę.
Życzyłbym sobie, by państwo było rzeczywiście emanacją woli obywateli, którzy powołali je do życia, by ich chroniło od wewnątrz i od zewnątrz, zarówno przed przemocą jak i innymi formami bezprawia. Filantropią, nauczaniem i wieloma innymi sprawami zajęli się natomiast sami - wiedząc, że o swoje dba się zazwyczaj lepiej niż o państwowe. Teza ta wynika po prostu z realistycznego spojrzenia na człowieka.

myśl na dziś
Czujesz potrzebę nawrócenia się: On domaga się od ciebie coraz więcej... a ty dajesz Mu z dnia na dzień coraz mniej!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 475

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO